Zimowe połowy bursztynu na Mierzei Wiślanej. Poszukiwacze nie odpuszczają

Mróz i oblodzone brzegi nie zniechęcają pasjonatów. Na Mierzei Wiślanej trwa zimowe poszukiwanie bursztynów. Jest dużo spokojniejsze niż po sztormach, jednak wymaga doświadczenia i czujności.
Miłośnicy bursztynu także zimą szukają „złota północy”. Choć obecnie połów jest trudniejszy niż latem, nie traci na atrakcyjności.
Łapanie bursztynu przy oblodzonym brzegu jest dość trudne, bo trzeba przede wszystkim wyszukiwać mewy. Mewa jest wyznacznikiem. Jest tam, gdzie jest bursztyn, muszle pomieszane ze śmieciami pozostawione przez turystów, a czasami z patykami
– mówił bursztyniarz Tomasz Ołdziejewski.
Zaznaczył, że zimowe poszukiwania są spokojniejsze niż te prowadzone tuż po sztormie.
Nie ma takiego ciśnienia, nie szukamy miejsca. Spacerując patrzymy, gdzie są plamy, gdzie siedzi mewa, wchodzimy do wody i szukamy. To jest spokojne szukanie bursztynu. Nie ma tej adrenaliny, że muszę być szybciej pod Krynicą Morską, wracamy przykładowo na Mikoszewo lub kręcimy się przy Kątach Rybackich i przekopie
– dodał.
Poszukując bursztynu, należy pamiętać przede wszystkim o własnym bezpieczeństwie. Oblodzony brzeg i niska temperatura wody mogą stanowić realne zagrożenie.
Posłuchaj wypowiedzi
Autor: A. Bruchwald
Redakcja: B. Świerkowska-Chromy




























