Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 9 °C pogoda dziś
JUTRO: 19 °C pogoda jutro
Logowanie  

Coraz więcej dzieci, coraz mniej rodzin. Kryzys pieczy zastępczej

Zdjęcie jest ilustracją do tekstu.

W Olsztynie i regionie wciąż pilnie potrzebne są nowe rodziny zastępcze. Choć system opieki nad dziećmi systematycznie ewoluuje i oferuje kandydatom wsparcie merytoryczne oraz finansowe, brakuje chętnych do podjęcia tego wyzwania. Sytuacja staje się niezwykle trudna, a brak rąk do pomocy oznacza w praktyce, że część dzieci czeka na nowy, bezpieczny dom znacznie dłużej, niż powinna. 

Za suchymi, urzędniczymi statystykami kryją się prawdziwe, dziecięce dramaty. Organizacja opieki nad maluchami i nastolatkami, które z powodu życiowych tragedii, nałogów czy przemocy nie mogą pozostać ze swoimi biologicznymi rodzicami, to obecnie jedno z najbardziej palących wyzwań dla lokalnych samorządów.

Skala problemu jest doskonale widoczna w danych przedstawianych przez miejskie instytucje. Jak przyznał zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Olsztynie, Sebastian Akus, kolejka oczekujących wciąż rośnie.

Na dziś mamy w Olsztynie niewykonanych trzynaście postanowień, w ramach których do zabezpieczenia jest siedemnaścioro dzieci

– wyliczył dyrektor.

Oznacza to, że sąd nakazuje natychmiastowe odebranie dziecka z niewydolnego środowiska, jednak w praktyce brakuje dla niego fizycznej przestrzeni w pieczy zastępczej. Według dyrekcji MOPS-u, po części leży to w zmianie naszego ogólnospołecznego podejścia do brania na siebie tak ogromnych zobowiązań.

Dzisiaj mam wrażenie, że jednak jesteśmy nastawieni na to, żeby troszeczkę wygodniej żyć. Coraz mniej osób decyduje się na to, żeby zakładać własne rodziny. Podjęcie decyzji o tym, żeby wziąć dziecko w pieczę zastępczą, jest obarczone pewnym ryzykiem, bo nie wiemy, jakich rodziców biologicznych to dziecko miało. Ludzie wolą żyć wygodnie, bez odpowiedzialności

– ocenił Sebastian Akus.

Z danych olsztyńskiego ośrodka wynika, że problem ma też wymiar strukturalny. Około siedemdziesięciu procent rodzin zastępczych to rodziny spokrewnione, a więc najczęściej dziadkowie lub pełnoletnie rodzeństwo. Z kolei zawodowych rodzin zastępczych, czyli takich, które przyjmują pod swój dach obce dzieci i traktują to, jak swoją codzienną, pełnoetatową pracę, jest w całym mieście zaledwie siedem.

O tym, jak na przestrzeni lat zmieniały się te proporcje, opowiedziała prof. Ewa Kantowicz z Uczelni Korczaka, badaczka przez wiele lat kształcąca kadry na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Zauważa ona, że system opieki przeszedł już ogromną i pozytywną transformację, wprowadzając do środowisk asystentów i koordynatorów pieczy.

Przez te wiele lat rekonstrukcji systemu opieki nad dzieckiem udało się nam osiągnąć sporo. Kiedy zaczynaliśmy, wskaźnik pieczy rodzinnej wynosił około pięćdziesięciu procent. Teraz około siedemdziesięciu procent dzieci pozostaje w pieczy rodzinnej

– zaznaczyła badaczka.

Prof. Kantowicz dodaje jednak, że choć proces deinstytucjonalizacji postępuje, wciąż napotyka na barierę w postaci braku chętnych do tworzenia profesjonalnych, niespokrewnionych rodzin zastępczych, przez co część podopiecznych nadal trafia do placówek.

Z urzędniczą diagnozą o „wygodnym społeczeństwie” polemizują jednak inni eksperci, wskazując, że potencjalnych kandydatów często powstrzymuje nie tyle pragnienie komfortu, co gigantyczny lęk przed ciężarem, jaki będą musieli udźwignąć.

Prof. Urszula Bartnikowska z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego przypomina, że do pieczy nie trafiają pozbawione problemów maluchy z reklam, ale dzieci z potężnym bagażem doświadczeń.

Nawet jeżeli będziemy zaprzeczać wielu innym traumom, to sama trauma oddzielenia od rodziny biologicznej jest traumą. A jeżeli te dzieci zostały stamtąd odebrane, to znaczy, że tam się dołożyło wiele innych trudnych doświadczeń życiowych

– wyjaśniła profesor.

Jak dodaje, opieka nad takim dzieckiem to wyzwanie wymagające specjalnej troski i szacunku dla przeżyć młodego człowieka. – Takie poranione dziecko będzie raniło innych. Po prostu nie jest w stanie zaufać ludziom – mówiła badaczka.

Profesor zwraca też uwagę na ciekawy paradoks i lukę w systemie – kiedy rodzina zastępcza, po okresie pełnego wsparcia i szkoleń, decyduje się oficjalnie adoptować swoje podopieczne dziecko, nagle staje się dla instytucji „niewidzialna”, mimo że dziecko nadal boryka się z tymi samymi trudnościami i traumami.

Mimo tych obaw i potężnych obciążeń psychicznych, są w Olsztynie i regionie ludzie, którzy odnajdują w tej drodze swoje życiowe powołanie. Lidia i Wiesław Godziebowie od trzynastu lat tworzą zawodową rodzinę zastępczą. Przez ich dom przewinęło się wiele dzieci w różnym wieku, a obecnie mają czworo podopiecznych od trzech do dwudziestu lat. Wspólnie z nimi przez cały ten czas wychowywali również swojego biologicznego syna. Dziś mogą pochwalić się pięknymi historiami, jak choćby tą o ich „przyszywanej” córce, która spędziła u nich jedenaście lat, a dzisiaj, już jako dorosła kobieta z własną rodziną, wciąż wraca do nich na każde święta i uroczystości.

Jak podkreślił pan Wiesław, choć jest to pewien rodzaj misji, starają się funkcjonować w sposób normalny, jak każda inna rodzina w Polsce. Z kolei jego żona, pani Lidia, stanowczo i niezwykle emocjonalnie rozprawia się z krzywdzącym mitem, jakoby do bycia rodziną zastępczą przyciągały ludzi miejskie czy państwowe pieniądze.

Jeśli ktoś chciałby to robić dla pieniędzy, zapraszam. Myślę, że szybko by uciekł. Jeśli nie ma poczucia tego związku, chęci pomocy, to nie da rady. Te pieniądze go nie zatrzymają. Bez miłości tu się po prostu nie da

– mówiła wprost.

Olsztyński MOPS zapewnia, że kandydaci, którzy zdecydują się na ten krok, mogą liczyć na szeroki pakiet ułatwiający codzienność. Instytucja oferuje wsparcie psychologiczne, pedagogiczne, pomoc koordynatorów, a także świadczenia na pokrycie kosztów utrzymania, dodatki do czynszu czy dofinansowania do wyjazdów wypoczynkowych i integracyjnych. Instytucje robią wiele, aby zbudować zaplecze finansowe i socjalne, jednak na końcu zawsze potrzebny jest człowiek, który zaryzykuje i otworzy swoje serce.

To zadanie dla całego naszego otoczenia, wymagające zmiany myślenia, odrzucenia krzywdzących stereotypów i otoczenia wsparciem tych, którzy już to robią. Czas niestety gra tutaj na niekorzyść najmłodszych. W wielu przypadkach decyzje muszą zapadać z dnia na dzień, a każda zwłoka pogłębia kryzys dziecka. Niezwykle dosadnie i celnie podsumowuje to prof. Urszula Bartnikowska: „To, że te dzieci czekają, jest taką porażką naszego społeczeństwa”.

Posłuchaj relacji Marka Lewińskiego

Autor: M. Lewiński
Redakcja: P. Jaguszewski

Więcej w problem z pieczą zastępczą, rodzina zastępcza, piecza zastępcza, system opieki, MOPS w Olsztynie
Gdy kończy się leczenie, a zaczyna oczekiwanie. Posłuchaj reportażu „Efekt domina”

Coraz więcej pacjentów po wyjściu ze szpitala wymaga opieki domowej lub instytucjonalnej. To najczęściej osoby w starszym wieku, samotne lub takie, którym rodzina nie może zapewnić...

Zamknij
RadioOlsztynTV