Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 8 °C pogoda dziś
JUTRO: 18 °C pogoda jutro
Logowanie
 

Audycje w języku ukraińskim – październik 2021

Fot. J. Chrunik

Audycje w języku ukraińskim nadajemy codziennie, również w święta, o godzinach 10.50 i 18.10. W niedzielę Magazyn Ukraiński nadawany jest o godzinie 20.30. Prezentujemy serwis informacyjny o życiu diaspory ukraińskiej na Warmii i Mazurach i w Polsce oraz wieści z samej Ukrainy.

Zamieszczamy też tłumaczenia audycji w języku polskim. Do słuchania zapraszają: Jarosława Chrunik i Hanna Wasilewska. Audycje w języku ukraińskim emitowane są z nadajnika w Miłkach koło Giżycka na 99,6 FM.

31.10.2021 – godz. 20.30 Magazyn (opis do dźwięku)

Witamy Państwa w Magazynie Ukraińskim „Od niedzieli do niedzieli”; w studiu – Jarosława Chrunik. Zorganizowane życie mniejszości narodowych to m.in. szkolnictwo. Dzisiaj zapraszam do wysłuchania wspomnień pierwszego nauczyciela j. ukraińskiego w Polsce po wojnie p. Aleksandra Hnatiuka. Natomiast Sergiusz Petryczenko brał udział w festiwalu lirniczym w Równem na Ukrainie, o czym też chętnie nam opowie. A za dwa tygodnie odbędą się Dni Teatru Ukraińskiego w Olsztynie. Za chwile opowiemy o wszystkim szerzej, a program zakończy kącik muzyczny Romana Bodnara. Zapraszamy!

(-)

W tym roku obchodzimy XXX-lecie Związku Ukraińców w Polsce, ale nie powstało ono z niczego, tylko wyrosło z poprzedniej organizacji – Ukraińskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego. A UTSK zostało utworzone w naprawdę trudnym okresie – zaledwie dekadę po Akcji „Wisła”. Działacze Towarzystwa od razu pomyśleli o dwóch najważniejszych sprawach: o gazecie, która jednoczyłaby rozsianych po różnych regionach, wysiedlonych z rodzinnych stron Ukraińców i o szkolnictwie, żeby dzieciom łatwiej było zachować tożsamość narodową. Praca nauczyciela nie jest łatwa, zwłaszcza, gdy nauczyciel traktuje swoją prace jak powołanie, a nie tylko jak rzemiosło. Wiedzą o tym też nauczyciele języka ukraińskiego zarówno w szkołach, jak i w punktach nauczania. A jak to się wszystko zaczynało? Dzisiaj rozmawiam z pierwszym nauczycielem ukraińskim w powojennej Polsce, a jest to pan Aleksander Hnatiuk. To nie będzie nasze jedyne spotkanie z panem Aleksandrem, więc nie wszystko dzisiaj opowiemy. Dzisiaj mowa będzie o samych początkach – jak to się wszystko zaczęło?

(-)

– Po pierwszym Zjeździe przeczytałem w gazecie – gazeta „Rolnik Polski” – że: „powstało Ukraińskie Towarzystwo, wyszedł pierwszy numer „Naszego Słowa”. Ja w tym czasie pracowałem jako nauczyciel pod Warszawą. Uczyłem w szkole podstawowej na wsi pod Warszawą. Gdy to przeczytałem (a to były wakacje), wsiadłem do pociągi i następnego dnia znalazłem się… bo tam był adres redakcji. Bo Towarzystwo jeszcze nie miało swego pomieszczenia w tym czasie, a redakcja już istniała i miała swoje pomieszczenie i tam podali adres redakcji. I na drugi dzień trafiłem na Wiejska do redakcji :Naszego Słowa”; przyjął mnie Siwicki. Pyta mnie: „Co pan robi? Gdzie?”. Mówię: „Tu, niedaleko od Warszawy pracuję jako nauczyciel”. „A my będziemy organizowali szkolnictwo ukraińskie! Nie poszedłby pan?” Mówię: „Nie mogę pójść, bo nie znam na tyle języka”. „No jak to? A w jakim języku rozmawiamy?” „No, po ukraińsku, ale to jeszcze za mało, żeby uczyć. Ja zaledwie dwie klasy ukraińskiej szkoły ukończyłem”. „Ale gdyby nie było komu… gdy będziemy mieli wszystko gotowe – pomieszczenie, uczniów i nie będzie nauczycieli wcale, to jeśli pan nie pójdzie, to nie będzie szkoła otwarta”. Mówię, że w tej sytuacji nie ma wyboru.

– Troszkę – szantażem.

– Tak! I faktycznie, potem dostałem list od niego, żeby przyjechać do redakcji; przyjechałem. On zadzwonił do departamentu oświaty ogólnokształcącej w ministerstwie i wspólnie postanowili, że napiszę podanie do kuratorium kieleckiego – bo to było województwo wtedy kieleckie, choć do Warszawy było kilka kroków. Ale to była granica województwa warszawskiego i kieleckiego na Pilicy. To było z tamtej strony Pilicy. Napisałem to podanie. Nie podanie, a oświadczenie, że wyrażam zgodę na przeniesienie służbowe do Łabunia Wielkiego. Bo właśnie tam to było. I tak spakowałem manatki i pojechałem.

(-)

– Zajechałem do inspektoratu szkolnego w Łobezie, tam już na mnie czekali, wsadzili mnie do samochodu, zawieźli do szkoły.

– I co pan zobaczył w tej szkole?

– Tam była szkoła… ładny szkolny budynek, na dole była polska szkoła, a na górze ukraińska. Miała być. Ale sam, to była ciężka… pracowałem całą dobę praktycznie, bo uczyłem się języka, czytałem… A jeszcze na szczęście w Resku – było takie miasteczko niedaleko – była 11-latka, gdzie dyrektorem tej szkoły był Żyd, który cały czas mówił, że jest wśród żywych dzięki Ukraińcom, którzy go przechowywali. Miał bardzo sympatyczny stosunek do nas. Zaprosił mnie do siebie i on miał ukraińskie podręczniki szkolne.

– A skąd?

– Z radzieckiej Ukrainy. I one mi pomogły, ja je czytałem jak książkę. Chodziło mi o terminologię ukraińską. Tak jak mówię – po nocach uczyłem się, a w dzień uczyłem na dwie zmiany.

– Tak dużo było uczniów?

– Było pięćdziesięcioro uczniów. Pięćdziesięcioro uczniów, nawet trochę więcej – pięćdziesięcioro kilkoro uczniów. To była czwarta-piąta, szósta-siódma. Z rana uczyłem w 4-5, razem, klasy łączone, a potem – w dwóch starszych. A dzieci mieszkały w internacie, wszystkie, co do jednego. Trzeba to było dopilnować, wie pani.

– To pan też w tym internacie mieszkał?

– Tak!

– A skąd tam były te dzieci ukraińskie?

– To były z różnych miejscowości, najwięcej było z okolic Koszalina. Z powiatu łobeskiego (to było województwo szczecińskie) tych dzieci było bardzo mało, kilka osób. Najwięcej było z Trzebiatowa (Trzebiatów to jeszcze szczecińskie) i potem z dawnego województwa koszalińskiego. Siwicki mi potem przysłał diaka z Warszawy, dał do pomocy, który miał 80 lat. Młodziutki chłopak! On mówi: „Ja mogę tylko śpiewu uczyć!” Ja mówię: „Na śpiew to nawet nie ma czasu, godzin w tej sytuacji”. No to zabrał się i pojechał do Warszawy.

– Dalej został pan sam!

– Tak. Cały rok. Stosunki ze szkoła polska na ogol były niezłe.

– A były jakieś sytuacje konfliktowe?

– Nie było szczególnie, ale między dziećmi były troszkę takie. Co prawda, i nauczyciele z polskiej szkoły robili wszystko, żeby nie dopuścić do konfliktów, i z mojej strony tak samo. Ale to tak było…

(-)

– A najgorsze było to, że dwa razy w tygodniu miałem nieproszonych gości z Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.

– I o co oni pytali? Czego od pana chcieli?

– Oni sami nie wiedzieli czego chcą. Pytali z kim rozmawiam, z kim się spotykam, a przede wszystkim chodziło im o adresy uczniów, skąd oni są. Dziennika szkolnego im nie udostępniłem, nie pozwoliłem.

– Mógł pan tak im nie dać?

– Do szkolnych dokumentów nie mieli prawa. Ale była książka meldunkowa uczniów w internacie, to tego nie mogłem im nie dać. Ale wreszcie to mnie tak wyprowadziło z równowagi. Wsiadłem do autobusu, pojechałem do Łobez, do komitetu powiatowego partii i mówię: „Jak mają coś do mnie, to niech mi otwarcie mówią, a jak nie mają, to niech mi dadzą spokój”. I niby dali mi spokój. Kilka dni po tym… mieszkałem już wtedy na dole – w tym budynku szkolnym, ale były mieszkania dla nauczycieli, bezpośrednio z ulicy wejście. I w nocy – napad na moje mieszkanie.

– Kto?

– Smarkacze.

– Ale z zewnątrz, nie ze szkoły?

– Nie, nie, nie. Nie, nie. Z zewnątrz. Ale tacy, podejrzewam, że nietrzeźwi. Walili, „a ty, taki-siaki Ukraińcu, my cię nauczymy rozumu” i tak dalej. Walili w okna, drzwi chcieli wyważyć. A ja telefonu w pokoju w mieszkaniu nie miałem. A żeby pójść do telefonu, to trzeba było wyjść i pójść do szkoły. No ale po jakimś czasie sobie poszli. Gdy poszli, to wtedy wyszedłem, poszedłem do telefonu, zadzwoniłem na milicję. Myśli pani, że przyjechali? Po co mieli przyjeżdżać, jak to oni ich nasłali? Oni wiedzieli wcześniej ode mnie.

– Oni zawczasu wiedzieli kto to był.

– Że coś takiego będzie, oni wiedzieli gdy ja jeszcze nie miałem zielonego pojęcia. A po roku.. ja miałem bardzo dobre kontakty z inspektorem szkolnym. Naprawdę. To był chyba Białorusin, tak podejrzewałem, chociaż wprost mi tego nie powiedział. Ale naprawdę robił wszystko co można. Wszystkie dzieci miały stypendia. Były, jak mówiłem, z różnych województw, a nawet rodzice nie musieli żadnych podań składać. Automatycznie, dałem listę uczniów i wszyscy dostali pełne stypendium. Tak że naprawdę stosunki były dobre.

(-)

– Po roku okazało się, że jest budynek szkolny w Czechowie i stoi pusty. Dosyć duży. No, może mniejsze wygody, bo tam nie było centralnego ogrzewania. Ale właściwie to tylko centralnego ogrzewania nie było, bo tak wszystko inne było; woda była. Piece były. I wtedy postanowiłem, żeby jednak przenieść się tam, żeby nie być zależnym od nikogo. I faktycznie tam się przenieśliśmy i jeszcze przez rok prowadziłem znowu sam.

– Czy tam też był internat? Gdzie ci uczniowie mieszkali?

– Też mieszkali w tym szkolnym budynku; był internat. To była stara szkoła, chyba poniemiecka, było bardzo dużo pomieszczeń dla nauczycieli czy nauczyciela, a jedna wielka klasa. To tę klasę przegrodziłem na dwie, na połowę. Z tą myślą, że jak będzie więcej nauczycieli.. no i tak przemęczyłem się rok.

– To już był drugi rok.

– To już był drugi rok. Gdzieś pod koniec roku, tego drugiego, przyszła nauczycielka, która uczyła się w tym ukraińskim liceum pedagogicznym w Bartoszycach, ale do matury nie doszła – przyszła do pracy do Czechowa. Ale była tylko kilka miesięcy do zakończenia roku szkolnego. A już na drugi rok już byli absolwenci szczecińskiego SN-u ukrainistyki, tak że już byli nauczyciele.

– Kadra była już przygotowana.

– Tak. Zresztą przyjeżdżali też studenci na praktykę do mnie, tak że to już było lżej żyć.

(-)

Święto Opieki Matki Bożej od zawsze było też świętem kozactwa ukraińskiego. Na tyle mocno zakorzeniło się ono w tradycji ludowej, że na Rówieńszczyźnie co roku organizowany jest festiwal „Lira-Fest” lub „Kozacka Pokrowa”. Nie po raz pierwszy był tam w tym roku również mój kolega, Sergiusz Petryczenko, który zawsze przywozi stamtąd ciekawe historie i oczywiście – muzykę. Dzisiaj przybliży nam postać klasycznego ukraińskiego barda, Ołeksandra Triusa.

(-)

(-)

– Na początek chciałbym zapytać pana o pańskie nazwisko.

– No, moje nazwisko jest przede wszystkim kozackie, nazywano „Tryus”. Ale gdy postępowała rusyfikacja Ukrainy, widocznie jakiś Moskal czytał z listy i przeczytał na modłę rosyjską „Trius”. I zapisano tak samo po ukraińsku z literą „i”. i tak już poszło. A tak w ogóle to jest to kozackie nazwisko – od tego, że siedział kozak na kamieniu, zamyślił się o czymś i pocierał wąs. I od tego poszło: „Try-us”.

– Dużo jest kozackich nazwisk tam, gdzie pan mieszka.

– Bardzo dużo! To Czornohor, Biłous, Krutyus, Morhouniuk, Swyrydenko, czyli takie nazwiska.

– Jaki to był pułk?

– U nas był Myrhorodski pułk kozacki i właśnie u nas pod miastem jest wieś Postowitiwka. Tam się właśnie urodził miał majątek ostatni koszowy Zaporoskiej Siczy Petra Kałnyszewskiego. Petra Iwanowycza Kałnyszewskiego.

(-)

– Jak uczył się pan grać? Jak to się stało? Skąd repertuar?

– No, muzykiem jestem od urodzenia. Od kiedy siebie pamiętam, to ciągle na jakimś instrumencie muzycznym grałem. Ale od urodzenia miałem słaby wzrok, dlatego grałem wyłącznie ze słuchu, nut się nie uczyłem. Nawet grałem w wojskowej orkiestrze dętej, w „estradzie” grałem – i wszystko ze słuchu. Potem zostałem bardem, pisałem swoje piosenki autorskie; potem oślepłem – zupełnie straciłem wzrok i nadal pisałem piosenki. Ale z czasem doszedłem do bandury akademickiej, samodzielnie opanowałem bandurę akademicką. Grałem na niej ze dwa i pół roku, a potem już poznałem takiego znanego lirnika jak Mychajło Chaj i właśnie od niego usłyszałem o tradycji. On mi pomógł, poznał mnie z takim znanym Mykołą Towkajło. To mistrz Kijowskiego Cechu Kobziarskiego i to on zrobił mi instrument – staroświecką bandurę. Zacząłem grać na staroświeckiej bandurze i potem, gdy po raz pierwszy przyjechałem na „Kobziarską Trójcę” w Kijowie, powitał mnie Mychajło Chaj z lirą w rękach. To wtedy pierwszy raz… wcześniej nigdy liry na żywo nawet gdy byłem widzący, nie widziałem i potem już nie miałem okazji wziąć jej do ręki. A potem wziąłem do ręki i on mówi: „Oto tego człowieka zakochamy w lirę i zrobimy z niego lirnika”. I faktycznie, gdy usłyszałem lirę na żywo, jak ona brzmi, to rzeczywiście zakochałem się w niej i „chorowałem” na to długo, bardzo chciałem lirę sobie kupić. A potem tenże Towkajło zrobił mi też lirę. Tak zacząłem ją opanowywać; brałem od naszych współczesnych lirników repertuar – i z Dymuckiego ze zbiorów, dużo utworów właśnie o duchowym ukierunkowaniu, ot, tak.

– Czyli akademicka bandura różni się od staroświeckiej bandury i repertuar pewnie też jest trochę inny, niż staroświecki lirniczy i kobziarski repertuar?

– Bardzo, kardynalnie się różni. A akademicką bandurę jeszcze u nas nazywa się „radziecką bandurą”, dlatego że wcześniej była prosta nazwa: „bandura”. Innej nie było. A potem, gdy już na początku XX wieku pojawiła się akademicka bandura, zaczęli już, żeby odróżniać nazwy, to była „akademicka bandura”, a naszą zaczęto nazywać „staroświecką”.

– I repertuar też inny.

– Repertuar całkiem inny, ponieważ tam w akademickiej bandurze to jest praktycznie harfa. Harfa całkowicie, pełna gama – półtony, tony – a w naszej, w staroświeckiej bandurze idą czyste dźwięki – tony, czyli półtonów nie ma. Na tym polega duża różnica. Ale gdy tworzono akademicką bandurę, to tak zrozumiałem, że zapożyczono od Niemców harfę i połączyli z naszą deką (wierzchnia część pudła – J.Ch.) i powstała jakaś taka hybryda, nieznana. I właśnie w czasach stalinowskich zakazane było kobziarstwo, likwidowano kobziarzy, lirników i zamieniano właśnie to rozumienie akademicką bandurą. Powstawały nawet szkoły muzyczne, klasy bandury. I ludzie poszli. A lirniczy i kobziarski repertuar to eposy, gdzie są pieśni historyczne, dumy, psalmy, kanty – w takim duchu, czyli opiewane jest wszystko ludowe, narodowe. O żadnej władzy nie śpiewa się, jaka ona jest wspaniała. A akademiccy bandurzyści w swoim czasie wyśpiewywali tam ody do Lenina, Stalina itd.; o ustroju komunistycznym, o partii śpiewali. A kobziarze, gdy zmuszano ich do śpiewania o partii, to wielu zapłaciło życiem właśnie za to, że odmawiali wykonywania tego repertuaru.

(-)

XIII Ogólnopolskie Dnie Teatru Ukraińskiego odbędą się w Olsztynie w Teatrze im. S. Jaracza 13 i 14 listopada. Ze spektaklami przyjedzie do nas Kołomyjski Obwodowy Teatr Dramatyczny im. Iwana Ozarkewycza. O bilety i szczegóły pytajcie przewodniczącego olsztyńskiego koła ZUwP Piotra Tabakę – telefonicznie albo na FB. A teraz głos ma Roman Bodnar:

(-) Hit-Parad

Dzisiejszy program przygotowali: Sergiusz Petryczenko, Roman Bodnar, Szymon Krzysztoń i Jarosława Chrunik. Życzymy wam miłego wieczoru i do usłyszenia jutro o godz. 10.50 na 99,6 MHz. Wszystkiego dobrego! (jch/an)

30.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Do wyboru, do koloru – właśnie tak określił program dni teatru ukraińskiego w Olsztynie reżyser teatru kołomyjskiego Dmytro Czeborak. Bilety są już w sprzedaży, a aktorzy gotowi są podbić serca olsztyńskich widzów, choć jestem pewna, że przyjadą tu gości z innych regionów Polski. Na antenie ukraiński program informacyjny w formacie sobotnim. Dzisiaj, anonsując weekend teatralny, proponuję zajrzeć za kulisy, gdzie podczas spektaklu odbywa się niemniej ciekawe wydarzenie. Chcę z Wami podzielić się i po raz kolejny zaprosić na 13 sezon teatralny. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
Bilety rozchodzą się, organizatorzy pracują, a my bronimy się, jak tylko możemy, żeby nic nie przeszkodziło nam w trafieniu na ukraińskie wydarzenie roku – 13 Ogólnopolskie Dni Teatru Ukraińskiego w Olsztynie. 13-14 listopada do nas znowu zawita kołomyjski obwodowy teatr im. Ozarkewycza w niepowtarzalnym składzie zawodowym, którego artyści mieszkają na scenie:
– Na scenie ciebie nie ma, jest twój bohater, którym jesteś.
(-)

– Czujemy wielkie ciepło, bardzo dobrze nas przyjmują i to ogrzewa, i pomaga tobie na scenie i sala, pomaga tobie na scenie i sala, która żyje razem z tobą. Miłość wszędzie jest miłością i jeśli jest poczucie takie, że ciebie tu chcą i na ciebie czekają, to zawsze pomaga.

– Język i dobrze wykończona praca artystyczna nie jest barierą – przekonuje reżyser Dmytro Czeborak. Więc jeśli zastanawiacie się, czy zrozumiecie spektakl, posłuchajcie – …kiedy czyta się [tekstowe libretto]* w innych gatunkach to tam… serce… pracuje jak muzyka. Kiedy mowa sceniczna staje się poezją albo muzyką, ona staje się zrozumiała.
Dmytro Czyborak, dyrektor i kierownik artystyczny teatru, narodowy artysta Ukrainy, członek państwowego związku działaczy teatralnych Ukrainy, a jeszcze do tego wyjątkowy reżyser, który nie porzuca swoich aktorów nawet na chwilę, pozostając z nimi na scenie w trakcie spektaklu:
– Ja rwę się na scenę… oni mnie nie puszczają… z każdej strony sceny…
– Chce pan zagrać za każdego z nich?
– Tak, za każdego grać to pierwsze, a drugie to… szlifujemy spektakl, nie zatrzymujemy się na tym, co osiągnęliśmy….
– Jak nastawiają się do tego aktorzy?
– Ja do tego przywykłam.
(-)
– I kiedy słyszę – iść naprzód, to ja nawet nie myślę, a wykonuję polecenie… tak przywykłam… że u nas czasem po spektaklu bywają anegdoty. Dmytro Iwan gdzieś tam potknął się, tak spieszy pomóc, podpowiedzieć, upadł telefon… po spektaklu wszyscy aktorzy pomagają szukać telefonu Dmytra Iwanowycza, bo on gdzieś zgubił za kulisami i my do tego przywykliśmy, że nawet nam smutno grać spektakl bez niego, jak go nie ma…
(-)

W Olsztynie kołomyjski teatr obwodowy im. Ozakewycza pokaże.
– Do wyboru, do koloru, trzy sztuki. Nie spodoba się widzowi ta praca, ten materiał albo ten reżyser, albo ten aktor; widz ma szczęście zobaczyć drugi spektakl, trzeci.
– Każdy spektakl, każdy występ, ty darujesz część swojego serca, talentu, rozmienienia i dzielisz się z widzem, a widzowie wszędzie są świetni jeśli naprawdę lubią teatr.
Podczas dni teatry w Olsztynie na dużej scenie teatru w sobotę 13 listopada zobaczymy dramat „Ziemia” Olgi Kobylańskiej, a następnego dnia komedię Iwana Karpenki-Karego „Sto tysięcy”. Miłośników sceny kameralnej 14 listopada zaprasza się na komedię „Ratujcie, żenią mnie” Franza Krojca. Wydarzeniem towarzyszącym dniom ukraińskiego teatru będzie wystawa zdjęć „Wojnopokój” Ołeksandra Charwata, otwarcie której zaplanowane jest na 13 listopada. Początek o 15:00. Dokładne informacje o 13 Ogólnopolskich Dniach Teatru Ukraińskiego szukajcie na stronie ZUwP, koła miejskiego w Olsztynie. Pytajcie w parafiach greckokatolickich i miejscowych kołach ZUwP.
Nasz program dobiegł końca, więc życzę Wam udanego weekendu i silnego zdrowia. Usłyszymy się na falach Polskiego Radia Olsztyn. Wszystkiego dobrego.

*zgodnie z oryginałem

29.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Z ostatnim złotym liściem kończy się październik, a my jeszcze zatrzymamy wspomnienia tej cudownej szkolnej pory. Dla nauczycieli październik jest szczególny, bo ich święto daje siłę pracować dalej. Właśnie tego dnia nauczyciele otrzymują słowa wdzięczności i miłości, o których zapominamy na co dzień. Odpowiedzialna i ciężka praca nauczyciela przynosi owoce często dopiero później, kiedy dzieci dorośleją i zaczynają uświadamiać sobie, na ile ważne miejsce w życiu każdego człowieka zajmuje szkoła. O tym rozmawiałam z nauczycielami języka ukraińskiego – Piotrem Tabaką i Sylwią Pietnoczką. W programie „Od A do Z” wita Was Hanna Wasilewska. Serdecznie zapraszam.
(-)
– Dzień Nauczyciela, świąteczna w szkole była okazja. Jak składali życzenia uczniowie?

– …dzieci podarowały niewielkie prezenty. Bardzo było miło. Od dyrektora podziękowanie, od burmistrzów też były, bardzo przyjemnie.
– Może słowa podziękowań od rodziców?
– A od rodziców też, bo jednak jednak nauczyciel robi dużą pracę, bo szczególnie nauczyciel języka ukraińskiego, prawda, bo to popołudniem trzeba się spotkać, późno, niektóre dzieci jeszcze nie jadły obiadu, a tu trzeba jeszcze języka ukraińskiego się uczyć i historii. Prawda.
– Właśnie dla polskich dzieci to nieobowiązkowe przedmioty i trzeba zmotywować, żeby zakochać w tych swoich przedmiotach.

– Trzeba zachęcić, żeby dzieci przychodziły na język ukraiński, żeby pobawiły się… oczywiście.
– Ile lat tobie tak udaje się zachęcać dzieci i prowadzić te lekcje w punktach w Świątkach, Dobrym Mieście, Lidzbarku Warmińskim?
– Ja pracuję już 12 lat, to chyba dużo.
– To dostojna data, składam tobie najlepsze życzenia. Jakiego nauczyciela wspominasz w ciągu swojego życia, jaki zmotywował ciebie do tego, żeby stać się nauczycielem?
– Trudne pytanie, ale wśród nauczycieli w szkołach, bo to były różne szkoły, myślę, że pani Lubomira Tchórz była takim bardzo ciekawym nauczycielem. Myślę, że przez nią to się stało, że ja potem trafiłem na ukrainistykę, zostałem nauczycielem języka ukraińskiego.
– Bo ona miłością zaraża.
– Miłością i wszystkim, co tylko ma… dookoła, jak tylko może.
– No to składamy życzenia pani Lubomirze Tchórz.
(-)
Dzień Nauczyciela i wspomnienia o szkole u dorosłych niezmiennie wywołują nostalgię. My wspominamy nauczycieli, a oni nas. A jeszcze oni dobrze pamiętają słowa wdzięczności i uznania. Więc czemu tak rzadko je wypowiadamy? Nauczycielka Sylwia Pietnoczka zawsze wyobrażała się jako nauczycielkę i jak mówią rodzice – to druga mama dla ich dzieci.

– Kiedyś, jak odchodzili ośmioklasiści, rodzice mi dziękowali i powiedzieli takie miłe słowa: Sylwia pamiętaj, ty byłaś dla naszych dzieci taką dobrą ciotką, więc to moje dzieci też. Ja bardzo lubiłam dzieci. Marzyłam, że będę uczyć dzieci, w przedszkolu jak byłam mała. Często bawiłam się w szkołę w domu, robiłam sobie dzienniki. Ta praca jest dla mnie wielką przyjemnością, oczywiście wymaga wiele czasu, poświęcenia dla dzieci, żeby przygotować się do pracy, ale nie narzekam, bo robię to z wielką przyjemnością.
– Co jest dla ciebie największą nagrodą za twoją pracę?
– Za moją pracę; myślę że ta dziecięca radość. Jak dzieci przychodzą na lekcję, one przytulają się; to przyjemne, ten uśmiech dziecka jest dla mnie wielką nagrodą. I wiem, że dzieci mnie lubią, a ja je, więc…
– Ty jesteś młodą kobietą, młodą mamą, a przyznaj się jak to jest, gdy spotykasz na ulicy najstarszych uczniów, których uczyłaś u siebie i ty ich nie poznajesz?
– O na pewno nie poznaję… mam już… mówisz młoda, niemłoda, myślę – tak uczyłam tego ucznia, ale jak jego nazwisko, muszę pomyśleć i mówię – tak, tak, to 17 lat temu. Był u mnie w 1 klasie.
– Czyli uczysz 17 lat tu?
– Tak.
– Czy na dzień nauczyciela, który już obchodziliśmy, zjawiają się tu w twoim gabinecie, albo wspominają przez telefon, powiadomieniami, przyjemnymi życzeniami, uczniowi, których ty właśnie może nawet nie pamiętasz z nazwiska i imienia.
– Zjawiają się, ale często w cerkwi, po nabożeństwie, witają się, mówią co u nich słychać. Niektórzy są już studentami, przyjeżdżają tu odwiedzać rodziców, to bardzo miłe momenty.
– To naprawdę bardzo miłe, masz rodzinę nauczycielską, twój mąż wykłada na uniwersytecie; inaczej, z młodzieżą pracuje. To inna specyfika pracy. Na ile trudno nauczycielom mieszkać w jednym domu.
– Może powiem tak, nam nauczycielom chyba jest dobrze, ale by tu trzeba zapytać dzieci jak im jest z nauczycielami rodzicami, cały czas mówią, że non stop coś od nich chcemy, inne dzieci tak nie mają, więc może z tego powodu dzieci tak pilnujemy. Mąż pracuje z młodzieżą. Przychodzi późno z pracy, siada do komputera i się przygotowuje dalej, bo ma wykład, bo ma zajęcia, a ja jak wracam domu o 20 to nie mam już siły siąść i coś ze szkoły robić, robię to innym razem.
– Czy u ciebie był taki nauczyciel, którego ty dotąd wspominasz i który zainspirował cię do bycia nauczycielką?
– Tak, muszę powiedzieć, że moja nauczycielka pierwsza od języka ukraińskiego, pani Daria Jakymec, która mieszka w Bartoszycach, to moja nauczycielka i ona cały cały czas jest ze mną. Stoi przed moimi oczami i pamiętam jak do nas mówiła „moje maleństwa” i tak samo muszę powiedzieć, że ja do swoich dzieci mówię – moje maleństwa – więc składam najlepsze życzenia pani Darii; myślę, że nas słyszy. Pozdrawiam i życzę wiele zdrowia. Do dzisiaj pamiętam piosenki, wiersze, zajęcia z języka ukraińskiego.

Dzień Nauczyciela to trochę i moje święto, chociaż w zwyczajnej szkole nie pracuję od dawna, ale radiowa daje możliwość podzielić się wiedzą i nawet słowa wdzięczności też otrzymuję od uczniów. Mam więc i natchnienie, i kontynuuję.

[lekcja języka ukraińskiego]

To wszystko na dzisiaj. W programie „Od A do Z” była z Wami Hanna Wasilewska. Dziękuję za towarzystwo i zapraszam jutro o 10:50. Wszystkiego dobrego.

29.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Olsztyński oddział ZUwP zaprasza na 13 ogólnopolskie dni ukraińskiego teatru. Na Ukrainie ostatniej doby wykryto ponad 26 tysięcy przypadków koronawirusa. Władze Kijowa 1 listopada wprowadzą ograniczenia mające zahamować wzrost zakażeń koronawirusem. Rosyjskie wojska okupacyjne na Ługanszczyźnie ostrzelały cywilów. Dokładniej powiem o tym za chwilę. Dzisiaj jest piątek 29 października. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam.
(-)
Olsztyński oddział ZUwP zaprasza na 13 ogólnopolskie dni ukraińskiego teatru. Spektakle odbędą się w teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie 13 i 14 listopada. W tym roku spektakle pokaże Kołomyjski Obwodowy Teatr Dramatycznym im I. Ozarkewycza., który w 2019 roku podarował nam niezapomniany Huculski Rok i wzruszającą Najmankę. Czy jest różnica w przyjmowaniu spektaklu przez widów na Ukrainie i w Polsce, zapytałam aktorki kołomyjskiego teatru Oksanę Kurkę:
Wszystkie spektakle przyjmowane są sercem przez widza, a serca wszyscy mają jednakowe. My w ogóle bardzo mocno jesteśmy związani, Polska, Ukraina, szczególnie Ukraina zachodnia. Dużo jest ludzi, naszych Ukraińców tu i tam było wielu Polaków, u nas nawet zostało wiele takich przypowiastek i słów bardzo charakterystycznych dla Ukrainy zachodniej, więc uważam, że jesteśmy bardzo bliscy.

W jaki sposób aktorzy stają się zrozumiali dla obcokrajowców – wyjaśnia:
Każdy spektakl, każdy występ, ty darujesz część swojego serca, talentu, rozmienienia i dzielisz się z widzem, a widzowie wszędzie są świetni jeśli naprawdę lubią teatr.
Czy na grę aktorów wpływa atmosfera w sali, czy artysta potrzebuję informacji zwrotnej od widza i czy tu w Olsztynie czy Elblągu czuła to pani?
Tam dokąd przyjeżdżamy czujemy naprawdę wielkie ciepło; pięknie przyjmują i to grzeje, pomaga tobie na scenie i sala, która żyje razem z tobą. Miłość wszędzie jest miłością i jeśli jest poczucie takie, że ciebie tu chcą i na ciebie czekają, to zawsze pomaga.
Po dwuletniej przerwie znów zawita do nas Kołomyjski Obwodowy Teatr Dramatycznym im I. Ozarkewycza na czele z reżyserem Dmytrem Czyborakiem. W tym roku na dużej scenie teatru w sobotę 13 listopada zobaczymy dramat „Ziemia” Olgi Kobylańskiej, a następnego dnia koledię Iwana Karpenki-Karego „Sto tysięcy”. Miłośników sceny kameralnej 14 listopada zaprasza się na komedię „Ratujcie, żenią mnie” Franza Krojca. Wydarzeniem towarzyszącym dniom ukraińskiego teatru będzie wystawa zdjęć „Wojnopokój” Ołeksandra Charwata, otwarcie której zaplanowane jest na 13 listopada. Początek o 15:00. Dokładną informację o 13 ogólnopolskich dniach ukraińskiego teatru szukajcie na stronie ZUwP, koła miejskiego w Olsztynie. Pytajcie w parafiach greckokatolickich.
(-)
Na Ukrainie ostatniej doby wykryto ponad 26 tysięcy przypadków koronawirusa. To najwięcej dobowych zakażeń od początku trwania pandemii. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko

(-)

Władze Kijowa 1 listopada wprowadzą ograniczenia mające zahamować wzrost zakażeń koronawirusem. W ich ramach m. in. transport miejski dostępny będzie wyłącznie dla osób zaszczepionych. Mer Kijowa Witalij Kliczko alarmuje, że sytuacja epidemiczna w stolicy jest coraz gorsza. Jak podkreśla, w ostatnim tygodniu, każdej doby w ukraińskiej stolicy notowane jest tysiąc nowych zakażeń i od 30 do 50 zgonów spowodowanych przez koronawirus; ponadto 63 procent szpitalnych łóżek covidowych jest zajętych. Dlatego, jak podkreślił, władze zwróciły się do rządu o wprowadzenie czerwonego stopnia zagrożenia. Niezależnie od tego miasto samo wprowadza ograniczenia.

Metrem, autobusami, tramwajami i trolejbusami podróżować będą mogły wyłącznie osoby zaszczepione, bądź z negatywnym wynikiem testu. Takie zasady obowiązywać mają także klientów i pracowników zakładów gastronomicznych, hoteli, sal sportowych i kin oraz części urzędów. Ponadto od poniedziałku szkoły mają przejść na nauczanie w trybie internetowym.

(-)
Rosyjskie wojska okupacyjne na ługańszczyźnie ostrzelały cywilów. Wspierani przez Rosję separatyści we środę 27 października ostrzelali Triochizbenkę w obwodzie ługańskim – poinformowała władza miejscowa we czwartek. Zniszczono kilka budynków mieszkalnych, ponad 200 zostało bez światła. Wskutek ostrzału artyleryjskiego przez rosyjsko-okupacyjne wojska wczoraj w Triochizbence uszkodzone zostały budynku mieszkalne i niemieszkalne. Wystrzelono około 20 pocisków – czytamy w ogłoszeni ługańskiej obwodowej administracji wojskowo-cywilnej. W budynkach wybite są okna, uszkodzone dachy i ściany. Bez światła pozostało 235 budynków. To drugi wrogi ostrzał ludności cywilnej Triochizbenki w ostatnich 2 miesiącach. Skutkiem użycia artylerii przez wojska rosyjsko-okupacyjne jest uszkodzenie 5 budynków. Oprócz tego, zniszczono linię elektryczną, która pozostawiła kilka ulic bez światła. Ofiary otrzymują pomoc – powiadomił szef ługańskiej administracji obwodowej Serhij Hajdaj. Sztab operacyjny połączonych sił Ukrainy poinformował we czwartek, że minionej doby zanotowano 15 naruszeń zawieszenia broni ze strony przeciwnika, w tym trzy ostrzały z zakazanej przez ustalenia mińskie broni. Jeden ukraiński żołnierz zginął.
(-)
Ta informacja kończy nasze wydanie, natomiast ja z wami nie żegnam się. Usłyszmy się wieczorem w programie „Od A do Z”. A póki co życzę wam lekkiego piątku i dobrego nastroju. Do usłyszenia. (dw/an)

28.10.2021 – godz. 18. 10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam was w czwartek, 28 października na antenie Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Ponad tydzień temu powiedziałam, że powrócimy do spotkania z Jurijem Fedyńskim – muzykiem, który zostawił wygodne życie w Ameryce i zamieszkał na Ukrainie – we wsi Kriaczkiwka w obwodzie połtawskim. Dzisiaj jest właśnie taki dzień. Niecałe trzy tygodnie temu Jurij odwiedził Olsztyn, zaprezentował nam sześć własnoręcznie wykonanych instrumentów, w tym – mało znany torban. Oczywiście, nie tylko pokazał je, ale też zagrał na każdym z nich. Postać samego Jurija jest bardzo interesująca, bo mało kto mógłby zrobić tak jak on – wygody zamienić na niewygody, łatwiejsze zamienić na trudniejsze. I tak sobie myślę: są drogi, które prowadzą z domu, zazwyczaj w poszukiwaniu chleba, i są drogi, które prowadzą do domu – w poszukiwaniu ducha przodków. Chcę, żebyśmy razem poznali bliżej Jurka; wiem, że może nie tak łatwo się go słucha, choćby dlatego, że dla niego z amerykańską beztroską nie istnieje rodzaj żeński, ani nijaki, tylko jeden uniwersalny – męski. Ale nie to jest najważniejsze. Poznajmy więc historię Jurija Fedyńskiego od niego samego:

(-)

– Czytałam, że w szkole byłeś takim dzieckiem takim bardzo zamkniętym w sobie. Zupełnie nie amerykańskim, bo przyzwyczailiśmy się do tego, że Amerykanie zawsze są tacy radośni, weseli, uśmiechają się, a ty zacząłeś się uśmiechać dopiero na Ukrainie. Czyli wszystko na odwrót. Jak to tak?

– No, na uniwersytecie zacząłem uczyć się jak się uśmiechać. Ale nie wiem. W domu byłem bardzo żywy, energiczny i niesforny często, ale w szkole byłem bez taty i mamy, brata i siostry; byłem sam. Zawsze miałem takie poczucie, że w jakiś sposób jestem może obcy. Ktoś powie: „Nie, ty jesteś po prostu człowiekiem twórczym, bardziej wrażliwym”. To może też jest częścią prawdy. Ale może to wychowanie było takie unikalne, nas bardzo kontrolowała mama. I mama jest Ukrainką i wychowywała dzieci jak umiała, od swoich rodziców, więc byliśmy inni – ja i brat. Mieliśmy problemy, żeby znaleźć przyjaciół. On był zainteresowany archeologią, ja byłem zainteresowany muzyką i innymi twórczymi sprawami. Tylko dziwna rzecz, rzeczywiście, gdy przyjechałem na Ukrainę… zawsze było coś takiego… coś mnie ciągnie tam. I gdy pojechałem na uniwersytet i już nie mieszkałem z rodziną, tylko jestem już tam, wśród Amerykanów, wtedy najsilniejsze było to odczucie, że chcę robić cos ukraińskiego, grać na bandurze, jeździć na obozy bandury, festiwale, które były w innych stanach. I rzeczywiście; który to był rok uniwersytetu? Pierwszy? Czy drugi? Poszedłem na wydział zagraniczny i znalazłam taki program, gdzie mogłem uczyć się na Ukrainie – Rostow Don. To był…

– Ale to Rosja!

– Ale było blisko do Ukrainy. Ale to było bardzo dziwne. Ale kiedy to było? To było w 94-tym roku. Tak że w tym czasie Ukraina była czymś nowym.

– I de facto tam jest wielu Ukraińców.

– Ale Amerykanie chcieli wysłać właśnie tam, jakimś dziwnym trafem. Może chodziło o KGB, może były jakieś ograniczenia? Ale spotkałem kobietę, ona była z ukraińskiego rodu, Iwanka chyba miała na imię, więc ona mówi, że jest taki program. Zainteresowałem się, ale idę do babci i mówię: „Babciu, chcę się uczyć na Ukrainie”. Może jeden rok, może kontynuować naukę tam. „Nie, nie idź tam! Oni cię zniszczą, tak jak zniszczyli całą naszą rodzinę! Zdobędziesz dyplom, a wtedy możesz iść”. Ja przecież kocham babcię, może ona cos o tym wie? No, otrzymałem dyplom, a ona mówi: „Nie, Jurku, nie idź!”. Powiedziałem: Nie! Po pięciu latach nauki, dobrze się uczyłem, chcę mieć przerwę od fortepianu. Chcę się uczyć dalej, ale tam. Odczuwać jak to jest tam – to było po prostu moje marzenie. Znałem kobietę z Ukrainy, która pracowała jako kucharka w naszym edmontońskim obozie bandury. Bardzo spodobał mi się jej patriotyzm i to, kim ona jest. To była praktycznie pierwsza kobieta, jak w Ameryce się mówi – nowej fali. Zapytałem ją: „Ciebie to interesuje?”, ona mówi: „Tak! Ja chce z powrotem do domu! mam dosyć tej Ameryki”, – a ja mówię: „Dosyć? Dlaczego dosyć”? „Bo ja kocham swój kraj”. Jej mąż był jakimś ambasadorem czy konsulem gdzieś tam w Waszyngtonie i rzeczywiście, może nie chciała, może zmęczyła się byciem sama, a mąż gdzieś tam w Waszyngtonie. Ale pojechałem tam już po uniwersytecie i we Lwowie pięknie mnie przyjęli. Pamiętam ten pierwszy dzień. Pierwszy dzień, gdy przylecieliśmy samolotem i już! Wszystko! Jesteś u siebie w domu, na ziemi rodzinnej! I to było bardzo emocjonalne. I nawet wsiąść do samolotu w Nowym Jorku, iść do tego ukraińskiego samolotu na pokład i wszyscy razem Ukraińcy, wszyscy jadą do domu. tak. Tam czujesz, że jedziesz do domu, naprawdę. A jak do domu?! ja przecież tam nigdy nie mieszkałem! Dom to w Ameryce. Nie! Moje geny, geny moich przodków chciały do domu wiele, setki lat! Wtedy pojawiły się u mnie bardzo głębokie emocje, łzy i tak dalej… Ale gdy już wylądowaliśmy, to pojawiła się taka praca Zinowija Szczokoko, który pisał, że przyjdzie taki czas, gdy osoby twórcze ze społeczności diaspory może wrócą z powrotem do domu i przyłączą się i tam będzie ciekawa twórczość. I pojawiło się w mojej głowie (ja to czytałem, nie wiem kiedy, może rok wcześniej czy kilka lat) odczucie, że może to jest to? Może już czas przyłączać się? I dużo mojej pracy w ciągu tych lat – ja widzę to. I podczas „kobzarowania” do diaspory, my tworzymy kobziarskie związki wszędzie między Ukraińcami, nie tylko na Ukrainie jest wartościowa twórczość, na wschodniej Ukrainie jak Hetmana, gdzie byli kobziarze, ale wszędzie, gdzie tylko możemy. I ja widzę ten proces. To jest cała technologia kobziarska. Idę tam, gdzie są tak głodni Ukrainy jak ja byłem głodny – oto co ważne. Ja byłem tym ostatnim Mohikaninem, który nawet nie urodził się nie w swoim plemieniu gdzieś tam. I ja czuję sympatię do nich, a oni czują sympatię do mnie. Ja też jestem z diaspory, ale oni już patrzą na mnie jako na Ukraińca. I to jest coś dziwnego, ale to pracuje – mieszkam na Ukrainie już dwadzieścia lat, znam Ukraińców z Ukrainy; znam ich o wiele lepiej, niż diaspora. Ja w diasporze nigdy nie żyłem; dwa lata grałem w kapeli, to było wspaniałe. Tam był Mykoła Turowski i Julian, i Andres; i śpiewałem w chórze „Dumka” w Nowym Jorku, w różnych projektach. – Ale przecież to była diaspora! Diaspora ukraińska w Ameryce. To jednak była diaspora.

 

– To był tylko krótki czas, kilka lat. Ale gdy już te wieże upadły, World Trade Center, 9/11, wtedy czułem, że mam stąd iść jak najdalej. Tam patrzą na mnie jak na jakiegoś obcokrajowca, bo wtedy rok mieszkałem na Ukrainie i po tym roku na Ukrainie to już wiedziałem; gdy przyjechałem do USA, to na wszystko już patrzyłem inaczej. Już nie chciałem tam być. Pracowałem tam dwa lata w Nowym Jorku, mieszkałem wśród innych Ukraińcow-emigrantów, graliśmy muzykę, Bralem udział w kapeli i to może było ciekawe, ale tu, gdy byłem już w domu… tam też byłem związany z Ukraińcami z Ukrainy, postrzegali mnie lepiej, niż ci z diaspory. Nie wszyscy, bo mam kilku przyjaciół takich jak Julian, z którymi zawsze będziemy się lubić. Ale na ogół naród, Ukraińcy są tam (na Ukrainie). Chociaż owszem, tam są problemy, ale mimo wszystko ci najlepsi z Ukrainy są po prostu maestro naszej kultury. Postanowiłem więc, że będę z nimi mieszkał. Ale tam była jedna kwestia, pamiętam. Chciałem sześć miesięcy uczyć się we Lwowie, a po sześciu miesiącach we Lwowie postanowiłem, że idę do Kijowa jeszcze na sześć miesięcy, więc widzisz – cała Ukraina. A po tym roku, gdy pojechałem i mieszkałem w Nowym Jorku, wtedy zrozumiałem, że jeśli zostanę w Nowym Jorku, to nigdy nie będę mógł nazywać się Ukraińcem. Dlaczego tak? Bo jak można zostawić dom i swoich ludzi, żeby żyć w diasporze, gdzieś w Nowym Jorku i nazywać się Ukraińcem?

(-)

Zdaje się, że Jurij postawił niezwykle ważne pytanie, na które odpowiedzi każdy powinien poszukać sam. I tych odpowiedzi będzie tyle, ilu ludzi je sobie postawi. A oto krótki fragment spotkania z muzykiem w Olsztynie:

(-)

– Jakby to brzmiało, gdyby Szewczenko śpiewał swoją poezję pod torban? A jeszcze – jak by to było, gdyby dzisiaj do was do Olsztyna przyjechał Taras Hryhorowycz? I to jest to, czym kobziarze się zajmują: oni zbiorą najcenniejsza poezję, zachowują ją i później, gdy już można o tym opowiedzieć, grać, przekazują nie tylko pieśni, ale też ducha – tacy ludzie jak Szewczenko. Tak że to jest twórczość, próba przedstawienia w duchu Tarasa Szewczenki. Wcześniej, gdy uczyłem się grać na bandurze, to na początku nie mogłem dograć tego do końca, gdy już dowiedziałem się, o czym tam jest mowa. Gdy przyjadę do Kijowa i widzę co się odbywało, że Ukraina… We Lwowie było pięknie, choć i we Lwowie były problemy, ale w Kijowie było mi bardzo ciężko. Teraz już mogę, teraz już nie płaczę, gdy to śpiewam, ale to jest taki piękny wiersz „Wstaje chmara”. Co Szewczenko powiedziałby dzisiaj? Powiedziałby, że znowu „wstaje chmara z-za limanu” z Krymu, druga – „z pola” (Donieck, Donbas). Znowu Ukraina przeżywa „taki jest jej los”. I najgorsza rzecz, również dzisiaj – dzieci. Dzieci ukraińskie – kim są? Ja mieszkam na wsi, moje dzieci Ida do szkoły, widzę jakie są te wiejskie dzieci, widzę ich rodziców, widzę ich nauczycieli, widzę to środowisko. I Szewczenko miał rację: kozactwo, dzieci kozackie nie są już chrzczone:

(-)

Tak wiele jest tu jeszcze do powiedzenia! Będziemy wracali do kobziarstwa i Jurka Fedyńskiego jeszcze nie raz, teraz natomiast zmienimy klimat i oddamy glos innemu bardowi ukraińskiemu, Tryzubemu Stasowi, który w lekki sposób zwracał nasza uwagę na bardzo ważne tematy:

(-)

W bardziej pogodnym nastroju zakończymy nasz program, niż zaczynaliśmy; była z wami Jarosława Chrunik. Ponownie usłyszymy się w niedziele o godz. 20 30, a teraz życzę wam pięknego długiego weekendu. Przynajmniej w niedzielę pośpimy o godzinę dłużej. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

 

28.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

We wtorek 26 października w Bartoszycach odbyło się spotkanie ojców dekanatu olsztyńskiego eparchii olsztyńsko-gdańskiej. W ramach festiwalu Ukraina w centrum Lublina rozpoczął się konkurs fotograficzny poświęcony Ukrainie. Ukraiński resort dyplomacji zapowiada powstanie nowego Konsulatu Generalnego Ukrainy w Polsce. Ukraina, w odpowiedzi na atak sił prorosyjskich, użyła w Donbasie nowoczesnego tureckiego drona bojowego Bayraktar. Na antenie ukraińskie wiadomości. Dzisiaj czwartek 28 października. Z Wami jest Hanna Wasilewska.
(-)
We wtorek 26 października w Bartoszycach odbyło się spotkanie ojców dekanatu olsztyńskiego eparchii olsztyńsko-gdańskiej. Konferencję prowadził ojciec dziekan Bogdan Sytczyk. Tematyką, na której skupili się obecni, było pogłębione omówienie sprawy synodalności w naszym Kościele na szczeblu parafialnym i biskupim. Uzgodniono także plan pracy duszpasterskiej do końca tego roku. Ojcowie opowiedzieli o sposobach podołania obecnych i przyszłych wyzwań, które stoją przed dzisiejszym duszpasterstwem w trudnym okresie pandemii. Osobno zwrócili uwagę na problemy obecności i realnej aktywności młodzieży w życiu Kościoła.
(-)
W ramach festiwalu Ukraina w centrum Lublina rozpoczął się konkurs fotograficzny poświęcony Ukrainie. Temat konkursu związany jest z ciekawymi kadrami-odkryciami, wspomnieniami albo momentami związanymi z przebywaniem na Ukrainie. Jak piszą organizatorzy – konkurs poświęcony jest wszystkim wędrownikom, którzy znają Ukrainę z własnego punktu widzenia w kontekście geografii kraju, jego kultury i tradycji ludzi, którzy w niej mieszkają albo innych ciekawych wydarzeń. Konkurs odbywa się na Instagramie i Facebooku. By wziąć udział w konkursie niezbędne jest do 17 listopada 2021 roku wykonać zadania w ramach zgłoszenia: zrobić albo wybrać ze zrobionych przez siebie zdjęć te, które odpowiadają tematyce konkursu, opublikować zdjęcie na swoim profilu na Instagramie czy Facebooku z oznaczeniem strony festiwalu i hashtagiem #kadrzukrainy. Uczestnik może opublikować opis fotografii, żeby podkreślić jej znaczenie i elementy powiązane z nią, podzielić się publikacją na stories dodając oznaczenie strony festiwalu i hashtag #kadrzukrainy, oznaczyć festiwal na IG i FB @UkrainawcentrumLublina. By wziąć udział należy także wypełnić krótki formularz dostępny na stronie wydarzenia i wysłać zdjęcia na adres ukrainawlublinie@gmail.com, W temacie maila należy wpisać „konkurs #kadrzukrainy”. Na zwycięzców czekają ciekawe nagrody. Termin przyjęcia zgłoszeń od 25 października do 17 listopada. Wyniki zostaną ogłoszone 21 listopada tego roku.
(-)
Ukraiński resort dyplomacji zapowiada powstanie nowego Konsulatu Generalnego Ukrainy w Polsce. Nowa placówka ma być otwarta w najbliższych miesiącach we Wrocławiu. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko

[korespondencja w języku polskim]

Ukraina, w odpowiedzi na atak sił prorosyjskich, użyła w Donbasie nowoczesnego tureckiego drona bojowego Bayraktar. Za jego pomocą zniszczono sprzęt artyleryjski wykorzystywany przez prorosyjskie oddziały.

(-)
Nasze wydanie informacji jest wyczerpane. Świeże informacje po ukraińsku usłyszycie jutro o 10:50. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Życzę przyjemnego dnia i tylko dobrych nowin.

27.102021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam was na falach Radia Olsztyn w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie”; przed mikrofonem Jarosława Chrunik. Tak jak już nie raz mówiliśmy w naszych audycjach i sami dobrze wiecie, święto Opieki Matki Bożej od zawsze było też świętem kozactwa ukraińskiego. Na tyle mocno zakorzeniło się ono w tradycji ludowej, że na Rówieńszczyźnie co roku organizowany jest festiwal „Lira-Fest” lub „Kozacka Pokrowa”. Nie po raz pierwszy był tam w tym roku również mój kolega, Sergiusz Petryczenko, który zawsze przywosi stamtąd ciekawe historie i oczywiście – muzykę. Dzisiaj przybliży nam postać klasycznego ukraińskiego barda, Ołeksandra Triusa.

(-)

Zanim oddam głos Sergiuszowi i jego gościom, pozwólcie, że zacytuję wam informacje ze strony versii.cv.ua, które pojawiły się po wizycie muzyka w Czerniowcach:

„Ołeksandr Trius – kobziarz, poeta, bard. Brał udział w zdjęciach na planie filmowym do ukraińskiego dramatu historycznego Ołesia Sanina „Powodyr”. Oto co opowiedział o tym sam kobziarz:

– Brałem udział w nagraniach do filmu „Powodyr, albo kwiaty mają oczy”. Przypomnę, że jest to historyczny dramat filmowy reżysera i scenarzysty Ołesia Sanina, w której amerykański chłopak prowadzi ukraińskiego niewidomego muzyka w wędrówkach po radzieckiej Ukrainie w przededniu i podczas Wielkiego Głodu. W tym ukraińskim dramacie historycznym wykonywałem dawne kozackie i historyczne pieśni, dumy, psalmy, kanty. U podstaw fabuły filmu są prawdziwe wydarzenia fistoryczne. Dla władzy radzieckiej przemieszczanie się kobziarzy było niewygodne i nawet niebezpieczne: niewidomi muzycy śpiewali o niezapomnianych przez lud swobody kozackie. W przepisaną historię Ukrainy i „nową kulturę” kobziarstwo, tradycyjnie ukierunkowane na świadomość społeczną i nakłanianie ludzi do obrony swoich praw, a do tego na wskroś chrześcijańskie, w żaden sposób nie wpisywało się. Przede wszystkim zakazano kobziarzom podróżować. Śpiewać można było tylko ze sceny i za pozwoleniem władzy. Ale i tego dla sowietów było mało. 1934 r. w Charkowskim Teatrze Operowym odbył się zjazd bardów ludowych radzieckiej Ukrainy, na który z różnych obwodów Ukrainy zwieziono 337 delegatów. Późnym wieczorem kobziarzy i lirników wyprowadzono z wagonów do lasu, gdzie zawsczasu zostały wykopane transzeje. Ustawiono niewidomych kobziarzy i ich nieletnich przewodników w jednym szeregu i oddział NKWD zaczął ich rozstrzeliwać. Potem ciała rozstrzelanych przysypano wapnem i ziemią. Instrumenty muzyczne spalono”. Tyle cytatu z versii.cv.ua, a teraz przenosimy się na Rówieńszczyznę, więc oddaję głos Sergiuszowi:

(-)

– Na początek chciałbym zapytać pana o pańskie nazwisko.

– No, moje nazwisko jest przede wszystkim kozackie, nazywano „Tryus”. Ale gdy postępowała rusyfikacja Ukrainy, widocznie jakiś Moskal czytał z listy i przechytał na modłę rosyjską „Trius”. I zapisano tak samo po ukraińsku z literą „i”. i tak już poszło. A tak w ogóle to jest to kozackie nazwisko – od tego, że siedział kozak na kamieniu, zamyślił się o czymś i pocierał wąs. I od tego poszło: „Try-us”.

– Dużo jest kozackich nazwisk tam, gdzie pan mieszka.

– Bardzo dużo! To Czornohor, Biłous, Krutyus, Morhouniuk, Swyrydenko, czyli takie nazwiska.

– Jaki to był pułk?

– U nas był Myrhorodski pułk kozacki i właśnie u nas pod miastem jest wieś Postowitiwka. Tam się właśnie urodził miał majątek ostatni koszowy Zaporoskiej Siczy Petra Kałnyszewskiego. Petra Iwanowycza Kałnyszewskiego.

(-)

– Jak uczył się pan grać? Jak to się stało? Skąd repertuar?

– No, muzykiem jestem od urodzenia. Od kiedy siebie pamiętam, to ciągle na jakimś instrumencie muzycznym grałem. Ale od urodzenia miałem słaby wzrok, dlatego grałem wyłącznie ze słuchu, nut się nie uczyłem. Nawet grałem w wojskowej orkiestrze dętej, w „estradzie” grałem – i wszystko ze słuchu. Potem zostałem bardem, pisałem swoje piosenki autorskie; potem oślepłem – zupełnie straciłem wzrok i nadal pisałem piosenki. Ale z czasem doszedłem do bandury akademickiej, samodzielnie opanowałem bandurę akademicką. Grałem na niej ze dwa i pół roku, a potem już poznałem takiego znanego lirnika jak Mychajło Chaj i właśnie od niego usłyszałem o tradycji. On mi pomógł, poznał mnie z takim znanym Mykołą Towkajło. To mistrz Kijowskiego Cechu Kobziarskiego i to on zrobił mi instrument – staroświecką bandurę. Zacząłem grać na staroświeckiej bandurze i potem, gdy po raz pierwszy przyjechałem na „Kobziarską Trójcę” w Kijowie, powitał mnie Mychajło Chaj z lirą w rękach. To wtedy pierwszy raz… wcześniej nigdy liry na żywo nawet gdy byłem widzący, nie widziałem i potem już nie miałen okazji wziąć jej do ręki. A potem wziąłem do ręki i on mówi: „Oto tego człowieka zakochamy w lirę i zrobimy z niego lirnika”. I faktycznie, gdy usłyszałem lirę na żywo, jak ona brzmi, to rzeczywiście zakochałem się w niej i „chorowałem” na to długo, bardzo chciałem lirę sobie kupić. A potem tenże Towkajło zrobił mi też lirę. Tak zacząłem ją opanowywać; brałem od naszych współczesnych lirników repertuar – i z Dymuckiego ze zbiorów, dużo utworów właśnie o duchowym ukierunkowaniu, ot, tak.

– Czyli akademicka bandura różni się od staroświeckiej bandury i repertuar pewnie też jest trochę inny, niż staroświecki lirniczy i kobziarski repertuar?

– Bardzo, kardynalnie się różni. A akademicką bandurę jeszcze u nas nazywa się „radziecką bandurą”, dlatego że wcześniej była prosta nazwa: „bandura”. Innej nie było. A potem, gdy już na początku XX wieku pojawiła się akademicka bandura, zaczęli już, żeby odróżniać nazwy, to była „akademicka bandura”, a naszą zaczęto nazywać „staroświecką”.

– I repertuar też inny.

– Reprtuar całkiem inny, ponieważ tam w akademickiej bandurze to jest praktycznie harfa. Harfa całkowicie, pełna gama – półtony, tony – a w naszej, w staroświeckiej bandurze idą czyste dźwięki – tony, czyli półtonów nie ma. Na tym polega duża różnica. Ale gdy tworzono akademicką bandurę, to tak zrozumiałem, że zapożyczono od Niemców harfę i połaczyli z naszą deką (wierzchnia część pudła – J.Ch.) i powstała jakaś taka hybryda, nieznana. I właśnie w czasach stalinowskich zakazane było kobziarstwo, likwidowano kobziarzy, lirników i zamieniano właśnie to rozumienie akademicką bandurą. Powstawały nawet szkoły muzyczne, klasy bandury. I ludzie poszli. Ale zobaczyli, że to nie ten repertuar – albo idzie klasyka niemiecka, albo piosenki komunistyczne i ludzie znowu odwrócili się od tego, porzucili te bandury. Potem, z czasem teraz oni już i klasykę wykonują, głownie Bacha, Beethovena, Schuberta i innych. A lirnicki i kobziarski repertuar to eposy, gdzie są pieśni historyczne, dumy, psalmy, kanty – w takim duchu, czyli opiewane jest wszystko ludowe, narodowe. O żadnej władzy nie śpiewa się, jaka ona jest wspaniała. A akademiccy bandurzyści w swoim czasie wyśpiewywali tam ody do Lenina, Stalina itd.; o ustroju komunistycznym, o partii śpiewali. A kobziarze, gdy zmuszano ich do śpiewania o partii, to wielu zapłaciło życiem właśnie za to, że odmawiali wykonywania tego repertuaru.

(-)

– Jeśli chodzi o pana, to jest to taka klasyczna sytuacja, że ma pan przewodnika (przewodniczkę).

– No, ja nie mam stałego przewodnika, na początku miałem chłopczyka z sąsiedztwa, Władysława. Trafiliśmy z nim na zdjęcia do filmu „Powodyr”, tam właśnie ta historia jest, o której panu opowiedziałem, o likwidacji kobziarzy i lirników w czasach stalinowskich. No, a tak w ogóle to córeczja mnie prowadza wszędzie, na różne festiwale i tak wszędzie po mieście. Mam swego przewodnika.

– Przewodnik prowadza tylko swego tatę-lirnika, czy też uczy się od niego melodii, tekstów; może sama chciałaby grać? Czy kobiety mogą grać?

– No, u nas na Ukrainie uważa się, że kobiety nie mogą grać na takich duchowych instrumentach jak kobza, lira, bandura, dlatego przetsrzegam tradycji i nie chciałabym jej łamać. Teksty oczywiście znam, bo tata w domu gra, ja je zapamiętuję i kiedy chcę, wtedy je śpiewam, ale grać – zdecydowanie nie.

– Rozumiem, że pani wzrasta w tej tradycji i w tej atmosferze, czyli nie „przełączy się” pani na jakąś muzykę pop czy coś takiego, jaki jest pani stosunek do takich spraw?

– Słucham muzyki absolutnie wszystkich gatunków z wyjątkiem rosyjskojęzycznej. A oczywiście, muzyka kobziarska, lirnicza – to jest muzyka dla duszy. I gdy się chce jakoś abstrahować od czegoś, odpocząć to jest to właśnie ta muzyka, dzięki której chce się jakoś przybliżyć do czegoś wysokiego, do czegoś, o czym myślimy, że jest w niebie, to do tego też jest ta muzyka.

(-)

Wydaje mi się, że nie pozostaje nam nic innego, jak tylko zgodzić się z opinią córki Ołeksandra Triusa. Nasz program dobiega końca; przygotowali go: Sergiusz Petryczenko i Jarosława Chrunik. Zapraszam was do radioodbiorników jutro o tej samej porze, a teraz życzę wam już miłego wieczoru, drodzy słuchacze! Wszystkiego dobrego! (jch/an)

27.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Kontynuując temat kozackiej „Pokrowy” o pochodzeniu nazwisk kozackich i innych osobliwości mieszkańców Siczy Zaporoskiej Sergiusz Petryczneko rozmawiał z Ołeksandrem Triusem. Od przyszłego tygodnia będzie wznowione połączenie kolejowe na trasie Kijów – Warszawa. Ukraina zaczęła kupować tlen z Polski. Zarejestrowano tam 734 śmiertelne przypadki po covid-19. Nad Dnieprem niezaszczepieni przeciwko koronawirusowi nauczyciele i urzędnicy nie będą mogli wykonywać swojej pracy. Na antenie ukraiński program informacyjny. W kalendarzy środa 27 października. Hanna Wasilewska. Witam.
(-)

Kontynuując tematykę kozackiej „pokrowy” opowiadaliśmy wam o liro-kobzarskim festiwalu Lira Fest, który obywał się w Równem. Dzisiaj proponujemy wam rozmowę z jednym z uczestników festiwalu Oleksandrem Triusem, potomkiem rodu kozackiego. O ciekawej etymologii ukraińskich nazwisk i innych osobliwościach mieszkańców Siczy pan Ołeksandr opowiedział Sergiuszowi Petryczence:

-Chciałbym najpierw zapytać o pana nazwisko.
-No moje nazwisko, przede wszystkim kozackie, zwali Tryus, ale jak doszło do moskalenia Ukrainy jakiś moskal czytał widocznie na liście Trius po rosyjsku i zapisali po rosyjsku z literą”i” i tak zostało, a w ogóle to kozackie nazwisko – siedział kozak na kamieniu, myślał jakoś myślał i darł wąs – i od tego poszło Trius.
-Wiele nazwisk kozackich jest tam, gdzie pan mieszka.
-Bardzo dużo. Czornohor, Biłous, Krutywus, Morhoniuk, Swyrydenko, takie nazwiska.
-Jaki to był pułk?
-Myrhorodski pułk kozacki był i właśnie u nas pod miastem jest wieś Postawitełka, właśnie tam urodził się i majątek jego był, ostatni koszowy Siczy Zaporoskiej, Piotr Iwanowicz Kalniszewski.
Cały materiał Sergiusza Petryczenku usłyszycie dzisiaj o 18:10.
(-)
Od przyszłego tygodnia będzie wznowione połączenie kolejowe na trasie Kijów – Warszawa. Pociągi tej relacji nie jeździły od półtora roku w związku z pandemią koronawirusa. O szczegółach – z Kijowa Paweł Buszko:

[korespondencja w języku polskim]

(-)

Ukraina zaczęła kupować tlen od Polski. Zarejestrowano tam 734 śmiertelne przypadki z powodu Covid-19, co jest największą liczbą od początku pandemii. W kraju zarejestrowano nowy podtyp koronawirusa Delta, wariant AY.4.2, wcześniej wykryty w Wielkiej Brytanii. Potwierdił to szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy Ołeksij Daniłow. Takie przypadki potwierdzone są na zachodzie kraju, zaczynają się także pojawiać w Kijowie. Minister ochrony zdrowia Wiktor Liaszko w wywiadzie dla Ukraińskiej Prawdy poinformował, że Ukraina zaczęła kupować tlen z Polski. Zaznaczył, że kilka samochodów z tlenem z Polski już rozjechało się po szpitalach. Jeden z zakładów na zachodzie Ukrainy wstrzymał produkcję tlenu.
(-)
Nad Dnieprem niezaszczepieni przeciwko koronawirusowi nauczyciele i urzędnicy nie będą mogli wykonywać swojej pracy. Na zaszczepienie się mają prawie dwa tygodnie. Takie rozporządzenie wydały ukraińskie władze. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
(-)
Informacja ta kończy nasz program, więc dziękuję wam za uwagę i zapraszam na świeże wydanie jutro o 10:50. Z wami była Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

26.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam Was na falach Radia Olsztyn w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie”; przed mikrofonem Jarosława Chrunik. Dzisiaj znowu będziemy wędrować „Ścieżkami pamięci”, ale z bardzo doświadczonym przewodnikiem, więc nie ma się czego obawiać. Szczególnie proponuję nauczycielom – i emerytom, i aktywnym nauczycielom – zróbcie sobie aromatyczną herbatę (dla odważnych o tej porze – kawę), usiądźcie wygodnie i oddajcie się wspomnieniom – własnym lub starszych kolegów – bo dzisiaj będzie wasza tematyka. Po piosence przeniesiemy się w przeszłość, do samych początków ukraińskiego szkolnictwa w Polsce.

(-)

W tym roku obchodzimy XXX-lecie Związku Ukraińców w Polsce, ale nie powstało ono z niczego, tylko wyrosło z poprzedniej organizacji – Ukraińskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego. A UTSK zostało utworzone w naprawdę trudnym okresie – zaledwie dekadę po Akcji „Wisła”. Działacze Towarzystwa od razu pomyśleli o dwóch najważniejszych sprawach: o gazecie, która jednoczyłaby rozsianych po różnych regionach, wysiedlonych z rodzinnych stron Ukraińców i o szkolnictwie, żeby dzieciom łatwiej było zachować tożsamość narodową. Praca nauczyciela nie jest łatwa, zwłaszcza, gdy nauczyciel traktuje swoją prace jak powołanie, a nie tylko jak rzemiosło. Wiedzą o tym też nauczyciele języka ukraińskiego zarówno w szkołach, jak i w punktach nauczania. A jak to się wszystko zaczynało? Dzisiaj rozmawiam z pierwszym nauczycielem ukraińskim w powojennej Polsce, a jest to pan Aleksander Hnatiuk. To nie będzie nasze jedyne spotkanie z panem Aleksandrem, więc nie wszystko dzisiaj opowiemy. Dzisiaj mowa będzie o samych początkach – jak to się wszystko zaczęło?

(-)

– Po pierwszym Zjeździe przeczytałem w gazecie – gazeta „Rolnik Polski” – że: „powstało Ukraińskie Towarzystwo, wyszedł pierwszy numer „Naszego Słowa”. Ja w tym czasie pracowałem jako nauczyciel pod Warszawą. Uczyłem w szkole podstawowej na wsi pod Warszawą. Gdy to przeczytałem (a to były wakacje), wsiadłem do pociągi i następnego dnia znalazłem się… bo tam był adres redakcji. Bo Towarzystwo jeszcze nie miało swego pomieszczenia w tym czasie, a redakcja już istniała i miała swoje pomieszczenie i tam podali adres redakcji. I na drugi dzień trafiłem na Wiejską do redakcji „Naszego Słowa”; przyjął mnie Siwicki. Pyta mnie: „Co pan robi? Gdzie?”. Mówię: „Tu, niedaleko od Warszawy pracuję jako nauczyciel”. „A my będziemy organizowali szkolnictwo ukraińskie! Nie poszedłby pan?”. Mówię: „Nie mogę pójść, bo nie znam na tyle języka”. „No jak to? A w jakim języku rozmawiamy?” „No, po ukraińsku, ale to jeszcze za mało, żeby uczyć. Ja zaledwie dwie klasy ukraińskiej szkoły ukończyłem”. „Ale gdyby nie było komu… gdy będziemy mieli wszystko gotowe – pomieszczenie, uczniów i nie będzie nauczycieli wcale, to jeśli pan nie pójdzie, to nie będzie szkoła otwarta”. Mówię, że w tej sytuacji nie ma wyboru.

– Troszkę – szantażem.

– Tak! I faktycznie, potem dostałem list od niego, żeby przyjechać do redakcji; przyjechałem. On zadzwonił do departamentu oświaty ogólnokształcącej w ministerstwie i wspólnie postanowili, że napiszę podanie do kuratorium kieleckiego – bo to było województwo wtedy kieleckie, choć do Warszawy było kilka kroków. Ale to była granica województwa warszawskiego i kieleckiego na Pilicy. To było z tamtej strony Pilicy. Napisałem to podanie. Nie podanie, a oświadczenie, że wyrażam zgodę na przeniesienie służbowe do Łabunia Wielkiego. Bo właśnie tam to było. I tak spakowałem manatki i pojechałem.

(-)

– Zajechałem do inspektoratu szkolnego w Łobezie, tam już na mnie czekali, wsadzili mnie do samochodu, zawieźli do szkoły.

– I co pan zobaczył w tej szkole?

– Tam była szkoła… ładny szkolny budynek, na dole była polska szkoła, a na górze ukraińska. Miała być. Ale sam, to była ciężka… pracowałem całą dobę praktycznie, bo uczyłem się języka, czytałem… A jeszcze na szczęście w Resku – było takie miasteczko niedaleko – była 11-latka, gdzie dyrektorem tej szkoły był Żyd, który cały czas mówił, że jest wśród żywych dzięki Ukraińcom, którzy go przechowywali. Miał bardzo sympatyczny stosunek do nas. Zaprosił mnie do siebie i on miał ukraińskie podręczniki szkolne.

– A skąd?

– Z radzieckiej Ukrainy. I one mi pomogły, ja je czytałem jak książkę. Chodziło mi o terminologię ukraińską. Tak jak mówię – po nocach uczyłem się, a w dzień uczyłem na dwie zmiany.

– Tak dużo było uczniów?

– Było pięćdziesięcioro uczniów. Pięćdziesięcioro uczniów, nawet trochę więcej – pięćdziesięcioro kilkoro uczniów. To była czwarta-piąta, szósta-siódma. Z rana uczyłem w 4-5 razem, klasy łączone, a potem – w dwóch starszych. A dzieci mieszkały w internacie, wszystkie, co do jednego. Trzeba to było dopilnować, wie pani.

– To pan też w tym internacie mieszkał?

– Tak!

– A skąd tam były te dzieci ukraińskie?

– To były z różnych miejscowości, najwięcej było z okolic Koszalina. Z powiatu łobeskiego (to było województwo szczecińskie) tych dzieci było bardzo mało, kilka osób. Najwięcej było z Trzebiatowa (Trzebiatów to jeszcze szczecińskie) i potem z dawnego województwa koszalińskiego. Siwicki mi potem przysłał diaka z Warszawy, dał do pomocy, który miał 80 lat. Młodziutki chłopak! On mówi: „Ja mogę tylko śpiewu uczyć!” Ja mówię: „Na śpiew to nawet nie ma czasu, godzin w tej sytuacji”. No to zabrał się i pojechał do Warszawy.

– Dalej został pan sam!

– Tak. Cały rok. Stosunki ze szkołą polską na ogół były niezłe.

– A były jakieś sytuacje konfliktowe?

– Nie było szczególnie, ale między dziećmi były troszkę takie. Co prawda i nauczyciele z polskiej szkoły robili wszystko, żeby nie dopuścić do konfliktów, i z mojej strony tak samo. Ale to tak było…

(-)

– A najgorsze było to, że dwa razy w tygodniu miałem nieproszonych gości z Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.

– I o co oni pytali? Czego od pana chcieli?

– Oni sami nie wiedzieli, czego chcą. Pytali z kim rozmawiam, z kim się spotykam, a przede wszystkim chodziło im o adresy uczniów, skąd oni są. Dziennika szkolnego im nie udostępniłem, nie pozwoliłem.

– Mógł pan tak im nie dać?

– Do szkolnych dokumentów nie mieli prawa. Ale była książka meldunkowa uczniów w internacie, to tego nie mogłem im nie dać. Ale wreszcie to mnie tak wyprowadziło z równowagi. Wsiadłem do autobusu, pojechałem do Łobez, do komitetu powiatowego partii i mówię: „Jak mają coś do mnie, to niech mi otwarcie mówią, a jak nie mają, to niech mi dadzą spokój”. I niby dali mi spokój. Kilka dni po tym… mieszkałem już wtedy na dole – w tym budynku szkolnym, ale były mieszkania dla nauczycieli, bezpośrednio z ulicy wejście. I w nocy – napad na moje mieszkanie.

– Kto?

– Smarkacze.

– Ale z zewnątrz, nie ze szkoły?

– Nie, nie, nie. Nie, nie. Z zewnątrz. Ale tacy, podejrzewam, że nietrzeźwi. Walili „a ty, taki-siaki Ukraińcu, my cię nauczymy rozumu” i tak dalej. Walili w okna, drzwi chcieli wyważyć. A ja telefonu w pokoju w mieszkaniu nie miałem. A żeby pójść do telefonu, to trzeba było wyjść i pójść do szkoły. No ale po jakimś czasie sobie poszli. Gdy poszli, to wtedy wyszedłem, poszedłem do telefonu, zadzwoniłem na milicję. Myśli pani, że przyjechali? Po co mieli przyjeżdżać, jak to oni ich nasłali? Oni wiedzieli wcześniej ode mnie.

– Oni zawczasu wiedzieli, kto to był.

– Że coś takiego będzie, oni wiedzieli gdy ja jeszcze nie miałem zielonego pojęcia. A po roku.. ja miałem bardzo dobre kontakty z inspektorem szkolnym. Naprawdę. To był chyba Białorusin, tak podejrzewałem, chociaż wprost mi tego nie powiedział. Ale naprawdę robił wszystko, co można. Wszystkie dzieci miały stypendia. Były, jak mówiłem, z różnych województw, a nawet rodzice nie musieli żadnych podań składać. Automatycznie, dałem listę uczniów i wszyscy dostali pełne stypendium. Także naprawdę stosunki były dobre.

(-)

– Po roku okazało się, że jest budynek szkolny w Czechowie i stoi pusty. Dosyć duży. No, może mniejsze wygody, bo tam nie było centralnego ogrzewania. Ale właściwie to tylko centralnego ogrzewania nie było, bo tak wszystko inne było; woda była. Piece były. I wtedy postanowiłem, żeby jednak przenieść się tam, żeby nie być zależnym od nikogo. I faktycznie tam się przenieśliśmy i jeszcze przez rok prowadziłem znowu sam.

– Czy tam też był internat? Gdzie ci uczniowie mieszkali?

– Też mieszkali w tym szkolnym budynku; był internat. To była stara szkoła, chyba poniemiecka, było bardzo dużo pomieszczeń dla nauczycieli czy nauczyciela, a jedna wielka klasa. To tę klasę przegrodziłem na dwie, na połowę. Z tą myślą, że jak będzie więcej nauczycieli… no i tak przemęczyłem się rok.

– To już był drugi rok.

– To już był drugi rok. Gdzieś pod koniec roku, tego drugiego, przyszła nauczycielka, która uczyła się w tym ukraińskim liceum pedagogicznym w Bartoszycach, ale do matury nie doszła – przyszła do pracy do Czechowa. Ale była tylko kilka miesięcy do zakończenia roku szkolnego. A już na drugi rok już byli absolwenci szczecińskiego SN-u ukrainistyki, także już byli nauczyciele.

– Kadra była już przygotowana.

– Tak. Zresztą przyjeżdżali też studenci na praktykę do mnie, to już było lżej żyć.

(-)

Takie oto były początki ukraińskiego szkolnictwa w Polsce powojennej. Za dwa tygodnie wrócimy do tematu, wtedy znowu spotkamy się z panem Aleksandrem, a dzisiaj pora już się pożegnać. Myślę, że każdy z nas przynajmniej w myślach podziękuje tym, kto pokazywał nam ścieżki do wiedzy i dbał o to, żebyśmy zawsze pamiętali, kim jesteśmy. Program przygotowała i poprowadziła Jarosława Chrunik. Do usłyszenia jutro o tej samej porze, drodzy słuchacze! Wszystkiego dobrego!

26.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Olsztyński oddział ZUwP zaprasza na 13 ogólnopolskie dni ukraińskiego teatru. Lwowska zakonnica zajęła 2 miejsce w międzynarodowym konkursie kompozytorów w Wiedniu – pisze wydanie internetowe „Duchowna wełycz Lwowa”. Ukraina otrzymała 600 milionów euro unijnej pożyczki pomocowej. O tym opowiem w wydaniu informacji po ukraińsku. Dziś jest wtorek 26 października. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dzień dobry
(-)
Olsztyński oddział ZUwP zaprasza na 13 ogólnopolskie dni ukraińskiego teatru. Spektakle odbędą się w teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie 13 i 14 listopada. W tym roku spektakle pokaże Kołomyjski Obwodowy Teatr Dramatycznym im I. Ozarkewycza.

Co roku czekam na kolejny rok, bo dla mnie teatr to takie cudowne przeżycie, szczególnie ukraiński teatr, który pojawia się raz w roku, to bardzo dobrze,że takie wydarzenia się odbywają

Podzieliła się emocjami po sztuce podczas 12. dni ukraińskiego teatru w 2019 roku Lubomira Tchórz. Natomiast stało się nie tak jak sobie wyobrażaliśmy. Z powodu pandemii przeprowadzenie ulubionego ukraińskiego wydarzenia okazało się niemożliwe w zeszłym roku. Po dwuletniej przerwie znów zawita do nas Kołomyjski Obwodowy Teatr Dramatycznym im I. Ozarkewycza na czele z reżyserem Dmytrem Czyborakiem. Wtedy kołomyjscy aktorzy podbili serca olsztyńskich widzów, wśród których tradycyjnie była Lubomira Tchórz:

Dzisiaj zrobiła na mnie wrażenie cudowna, kapitalna gra aktorów, bardzo emocjonalna, na takim wysokim poziomie zawodowym

W tym roku na dużej scenie teatru w sobotę 13 listopada zobaczymy dramat „Ziemia” Olgi Kobylańskiej, a następnego dnia koledię Iwana Karpenki-Karego „Sto tysięcy”. Miłośników sceny kameralnej 14 listopada zaprasza się na komedię „Ratujcie, żenią mnie” Franza Krojca. Wydarzeniem towarzyszącym dniom ukraińskiego teatru będzie wystawa zdjęć „Wojnopokój” Ołeksandra Charwata, otwarcie której zaplanowane jest na 13 listopada. Początek o 15:00. Dokładną informację o 13 ogólnopolskich dniach ukraińskiego teatru szukajcie na stronie ZUwP, koła miejskiego w Olsztynie. Pytajcie w parafiach greckokatolickich.
(-)
Lwowska zakonnica zajęła 2 miejsce na międzynarodowym konkursie kompozytorskim w Wiedniu – podaje wydanie „Duchowna wełycz Lwowa”. Zakonnica redemptorysta Maria Sliepczenko zajęła 2 miejsce na międzynarodowym konkursie kompozytorskim w Wiedniu. Konkurs odbywal się pod egidą konserwatorium wiedeńskiego im. Schuberta. Siostra stanęła do walki z dwoma utworami – na fortepian i orkiestrę symfoniczną. Zwyciężył utwór symfoniczny. Dla siostry Marii muzykowanie powiązane jest przede wszystkim z modlitwą. „Nie wyobrażam sobie twórczości bez związku z Bogiem. Jakby w moim wypadku związek z Bogiem uległby zachwianiu czy przerwaniu, to automatycznie nie mogłabym tworzyć. Dla mnie to jedna całość. Więc proces twórczy jest dla mnie procesem modlitewnym.” Dodamy, że siostra Maria Sliepczenko od wielu lat tworzy muzykę chóralną do nabożeństw, a także pieśni cerkiewne. W latach 90 na podstawie utworów siostry, chór „Nebesne woinstwo”, w którym śpiewali studenci konserwatorium i uczniowie średniej szkoły specjalizowanej im Sołomii Kruszelnickiej, wydali kilka dysków. Obecnie muzykę siostry Marii można usłyszeć w wykonaniu chóru Aksios przy świątyni Arcystratega Michała. Także utwory siostry Marii wykonują kapele chóralne Dudaryk i Trembita. Niedawno świat zobaczył dysk z akatystem do ojca Omelana Kowcza do muzyki siostry Marii w wykonaniu kapeli Trembita.
(-)
Ukraina otrzymała 600 milionów euro unijnej pożyczki pomocowej. Warunkiem jej przyznania były postępy w reformach. O szczegółach – z Kijowa Paweł Buszko:

[korespondencja w języku polskim]
Nasz program dobiega końca natomiast dzień roboczy się rozpoczyna, więc wato naładować się pozytywną energią muzyki, żeby sił wystarczyło na plany. Z wami była Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

25.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam was w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie” w poniedziałek, 25 października; w studiu – Jarosława Chrunik. Kto śledzi aktualności z życia eparchii olsztyńsko-gdańskiej, ten wie, że bp Arkadiusz wraz z innymi hierarchami przebywa w Rzymie, można tak powiedzieć, z wizytą roboczą. Jestem pewna, że przywiezie wiele wrażeń, z którymi z pewnością się z nami podzieli. Oznacza to jednak, że dzisiaj nie może być z nami na antenie. Ja jednak tydzień temu zadałam księdzu biskupowi jeszcze jedno pytanie, takie osobiste, bo każdy widzi w nim hierarchę, a pewnie o wiele mniej osób zastanawia się nad tym, jak żyje na co dzień, jakimi problemami się martwi, co go cieszy, a co martwi. Postaram się na przyszłość również o takie sprawy pytać księdza biskupa, natomiast dzisiaj – tylko jedno pytanie, na które nie starczyło czasu antenowego tydzień temu. A towarzyszyć nam będzie też chór „Kamerton” z Giżycka – gospodarz Międzynarodowych Koncertów Muzyki Cerkiewnej:

(-)
– Wiadomo, każdy w sercu nosi małą ojczyznę, czyli miejsce, gdzie się urodził. Proszę powiedzieć: Ekscelencja czuje się już w Olsztynie jak u siebie, czy jeszcze nie? Poznał Ekscelencja Olsztyn, czy nie miał czasu?
– Muszę powiedzieć, że w sierpniu skorzystałem z takiego, jeśli można tak powiedzieć, wolnego czasu, który jakoś mi się pojawił – nie wiem nawet jak…
– …ktoś nie dopilnował!
– Tak! Tak! Ktoś zapomniał wypełnić mój kalendarz (śmiech) i dlatego korzystałem – biorąc pod uwagę, że nikt tam nic nie zapisał, to korzystałem z tego i wychodziłem do miasta. Miałem okazję pochodzić po Olsztynie, poznać różne dzielnice Olsztyna. Dzisiaj mogę powiedzieć, że biorąc pod uwagę, że odwiedzałem region Warmię i Mazury, to mogę powiedzieć, że tak, czuję się, że mieszkam w Olsztynie, tu, na tej ziemi i wracam tu już jak do domu.

(-)

Gdy nasz hierarcha wróci do domu z Rzymu, to z pewnością podzieli się z nami nowinkami i wrażeniami z wizyty w Stolicy Apostolskiej. Natomiast podczas jego nieobecności w domu, obowiązki przejmuje protosyncel, czyli w naszym wypadku – proboszcz parafii greckokatolickiej w Olsztynie, ks. Jan Hałuszka, z którym dawniej spotykaliśmy się na antenie częściej. Kto zna obu duchownych trochę bliżej, ten wie, że obaj mają duże poczucie humoru. Oto co mi powiedział ks. Jan, gdy zapytałam go, co się zmieniło w jego obowiązkach po nominacji na protosyncela od czasu, gdy mamy w Olsztynie siedzibę kurii olsztyńsko-gdańskiej:
– Po pierwsze: odpadło mi to, że nie muszę tak często do radia mówić  to jestem już o wiele spokojniejszy. A oprócz obowiązków parafialnych, które mam, to doszło to, że ks. biskup mianował mnie protosyncelem naszej eparchii i tu dochodzą wszystkie obowiązki, które ks. biskup mi zleca i które wynikają z tego urzędu, żeby właśnie pomagać ordynariuszowi w zarządzaniu naszą nową eparchią.
– Jakie to są na przykład obowiązki?
– Przede wszystkim chodzi o prowadzenie naszej kurii tu w Olsztynie. To takie podstawowe sprawy stąd wynikające, ale też inne… trudno teraz powiedzieć, wyliczać, ale to wszystko co wynika z takich codziennych spraw eparchii i tych, które zleca ks. biskup.

(-)

zostawiliśmy więc szczegóły i przeszliśmy do rozmowy na temat wczorajszej Ewangelii. Opisany jest w niej moment, gdy Jezus powołuje pierwszych apostołów. Widzi, że rybacy całą noc łowili ryby z marnym skutkiem, co oznacza, że tego dnia w tym miejscu ryb po prostu nie ma. Poleca jednak Piotrowi wraz z innymi rybakami wypłynąć na głębinę i zarzucić sieci. Piotr, choć wie, że ryb tam nie ma, to jednak wykonuje to, co Jezus każe. Jak pamiętamy, tym razem złowili tak dużo ryb, że musieli wołać innych kolegów na pomoc, a i tak o mało nie utonęli, tak wielki był połów. Wtedy właśnie Piotr zrozumiał, że ma do czynienia z kimś niezwykłym:
– Tu na pewno Piotr zobaczył, jak wielki jest Bóg, bo jako rybak wiedział bardzo dobrze, że o tej porze dnia nie ma sensu łowienie ryb. Po drugie – skoro całą noc się trudzili i nic nie złowili, to znaczy, że w tamtym momencie raczej ryb tam nie było. Ale co jest ważne i co Piotr wtedy powiedział: „Na Twoje słowa zarzucę sieci”, że umiał jednak Go posłuchać. Bardzo często wydaje nam się, że wiemy coś o wiele lepiej niż Bóg, o wiele lepiej niż Bóg rozumiemy, jak pewne sprawy rozwiązać i nie chcemy w ogóle posłuchać Boga w naszym sercu. On zobaczył tę moc Bożą, ten cud de facto, który się stał i przestraszył się, bo zrozumiał, że przy nim nie stoi zwyczajny człowiek. To jest ktoś bardzo wielki, to jest Bóg; przyznał, że jest człowiekiem grzesznym, niegodnym tego, żeby przy Nim być. I tu ten strach był początkiem jego innej drogi życiowej. To było to, o czym sam Jezus powiedział, że od tego dnia będzie łowił ludzi, żeby każdy mógł zobaczyć i odczuć Boga i poprzez swoje słuchanie mógł uwierzyć. To, że Jezus na początku nauczał, to nie wyglądało tak, że ktoś przychodził i Jezus kazał mu: „Rób tak i tak”, ale na początku ich nauczał. Właśnie poprzez słuchanie ma się zrodzić nasza wiara i oczywiście, mamy wykonywać to, co Jezus do nas mówi.
– Jest tam tez taki moment, gdy Piotr robi to, co Bóg mu każe, ale gdy widzi, że tego jest tak dużo, że aż zaczynają tonąć, wtedy przestraszył się. To jest taki moment – nie trzeba bać się tego, co Bóg daje, gdy Bóg jest blisko i do Niego się zwracamy.
– Oczywiście! Ale też to, co możemy otrzymać od Boga na głębinie, jest czymś zupełnie innym, niż na brzegu morza, gdzie nie ma dużo wody. Musimy umieć zawierzyć Bogu, żeby na tę głębinę odpłynąć, żeby zobaczyć to, co Bóg może nam dać i jak wiele możemy zyskać; że nawet sami nie możemy tego wszystkiego wziąć dla siebie, tak dużo tego jest. I gdy będziemy się bać, będziemy stać tak z boku, to tak naprawdę nie będziemy mogli nic wziąć dla siebie. Gdy jesteśmy na głębinie, to nie możemy nawet dokładnie zobaczyć, co tam w niej jest. Jest ona też niebezpieczna, wymaga od nas pracy, jednak nagroda za nasz trud, za nasz wysiłek, za naszą wiarę jest wielka. Taka, że nawet sami nie możemy z tego wszystkiego skorzystać. Tyle Bóg chce nam dać w zamian za naszą wiarę.
– Tu znowu występuje to, o czym ksiądz niedawno mówił, że 366 razy w Piśmie Świętym występuje słowo „strach”.
– „Strach”, ale to też zależy od tego, jaki to ma być strach. On też jest ważny w naszym życiu, zresztą bojaźń Boża jest tym, co powinniśmy mieć, żebyśmy mogli siebie zobaczyć, zobaczyć też cel, do którego dążymy i żeby poprzez tę bojaźń Bożą jednak zechcieli tez wziąć się do pracy i pracować nad sobą. Nie tylko tak co ja o tym myślę i to jest najlepsze, niczego więcej nie potrzebuję, ale na pewno poprzez to możemy zobaczyć jak Bóg jest wielki, jak jest święty i jak wiele chce nam dać dobra.
– Bo bojaźń jest dobra, jest pozytywna, natomiast strach odpycha nas od Boga.
– Sam strach – tak. Ale „bojaźń” to są dwie różne rzeczy. Ale możemy też bać się z różnych przyczyn. Tego, że może grzeszymy i o tym wiemy; możemy się bać, bo możemy na przykład nie znać Boga. Wtedy to wszystko wydaje nam się takie obce i dalekie, że nawet nie chcemy podejmować próby, żeby poznać Boga. Strach z pewnością nas blokuje, niejako zabrania nam otworzyć się na Boga, a diabeł wtedy z pewnością się cieszy, bo myśli i wie o tym, że poprzez ten strach chce zawładnąć nami, żebyśmy ni szukali Boga w swoim życiu.

(-)

Nie jest łatwo prawdziwie, głęboko wierzyć w taki sposób, o jakim czytamy na stronicach Pisma Świętego. To pewnie dlatego słysząc wielokrotnie tę samą Ewangelię, możemy za każdym razem zrozumieć cos jeszcze, na co nie zwróciliśmy uwagi do tej pory. Ale to potrafi być bardzo inspirujące i takiej inspiracji do pracy nad sobą, do dążenia ku dobru życzę wam na cały nadchodzący tydzień. była z wami Jarosława Chrunik; usłyszymy się jutro o tej samej porze. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

25.10.2021 – godz 10.50 (opis do dźwięku)

Olsztyński oddział ZUwP zaprasza na 13 ogólnopolskie dni ukraińskiego teatru. Chrześcijańskie centrum świętego Marcina de Porres w Fastowie w obwodzie kijowskim, od kilku lat pomaga dzieciom z obszaru działań wojennych na Donbasie. W Kijowie rzucono koktajlem Mołotowa w dom Ihora Żowkwy- wiceszefa Biura Prezydenta Ukrainy. Rada Bezpieczeństwa Ukrainy prognozuje tysiąc zgonów zakażonych koronawirusem dziennie. Takie są wiadomości w poniedziałek. O szczegółach dowiedzie się za chwilę w wydaniu po ukraińsku. Dzisiaj jest 25 października. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam.
(-)
Olsztyński oddział ZUwP zaprasza na 13 ogólnopolskie dni ukraińskiego teatru. Spektakle odbędą się w teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie 13 i 14 listopada. W tym roku spektakle pokaże Kołomyjski Obwodowy Teatr Dramatycznym im I. Ozarkewycza. Na dużej scenie teatru w sobotę 13 listopada zobaczymy dramat „Ziemia” Olgi Kobylańskiej, a następnego dnia koledię Iwana Karpenki-Karego „Sto tysięcy”. Miłośników sceny kameralnej 14 listopada zaprasza się na komedię „Ratujcie, żenią mnie” Franza Krojca. Wydarzeniem towarzyszącym dniom ukraińskiego teatru będzie wystawa zdjęć „Wojnopokój” Ołeksandra Charwata, otwarcie której zaplanowane jest na 13 listopada. Początek o 15:00. Dokładną informację o 13 ogólnopolskich dniach ukraińskiego teatru szukajcie na stronie ZUwP, koła miejskiego w Olsztynie. Pytajcie w parafiach greckokatolickich.
(-)
Chrześcijańskie centrum świętego Marcina de Porres w Fastowie w obwodzie kijowskim, od kilku lat pomaga dzieciom z obszaru działań wojennych na Donbasie. Udział w zmianach rehabilitacyjnych wzięło już około 400 podopiecznych. Poinformował o ty założyciel centrum ojciec Mychajło Romaniw. W domu świętego Marcina de Porres trwa kolejna, 38 zmiana rehabilitacyjna dla dzieci z Donbasu, gdzie od 2014 roku trwa agresja Rosji. „Dzieci przyjeżdżają do nas na 10 dni. Organizujemy ich czas. To rehabilitacja, masaż, kąpiele w wannach z hydromasażem, konie, obowiązkowy stomatolog, spotkanie z psychologiem. To także wyjazdy, na przykład w soboty chodzą do kina, a w niedziele do zoo” – opowiedział dyrektor centrum. „Dzień wcześniej była u nas grupa z Kamianego w obwodzie donieckim. To kolejna grupa ze szkoły, która była intensywnie ostrzeliwana w 2015 roku. Te dzieci były tego świadkami. To było dla nich bardzo trudne doświadczenie” – podkreślił ojciec Mychajło. Kompleksowy program przygotowany jest w celu zmniejszenia skutków po stresie urazowym. Jak dodał ojciec Mychajło, wyjazd 39. grupy zaplanowany jest na listopad. Trzy wspomniane zmiany finansują polski MSZ przy wsparciu ambasady RP w Kijowie i Międzynarodowego Stowarzyszenia Przedsiębiorców Polski na Ukrainie. W zamianach od 2016 roku udział wzięło około 400 dzieci z tak zwanej szarego obszaru. Dominikański dom świętego Marcina de Porres działa już 16 lat, a wsparcie dzieci, których dotknęła wojna na Donbasie to jedna z wielu form pomocy udzielanej przez centrum.
(-)
W Kijowie rzucono koktajlem Mołotowa w dom Ihora Żowkwy- wiceszefa Biura Prezydenta Ukrainy. Sprawcę ujęto. To kolejny w ostatnich tygodniach atak na współpracowników Wołodymyra Zełenskiego. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]

Rada Bezpieczeństwa Ukrainy prognozuje tysiąc zgonów zakażonych koronawirusem dziennie. Ostatniej doby ukraiński resort zdrowia odnotował rekordową od początku pandemii liczbę zakażeń i największą liczbę przypadków śmiertelnych COVID-19.
(-)
Tym kończymy nasz program, więc dziękuję za uwagę i zapraszam jutro o 19:50. Z wami była Hanna Wasilewska. Bądźcie zdrowi i dbajcie o siebie. (dw/an)

24.10.2021 – godz. 20.30 Magazyn (opis do dźwięku)

W programie „Od niedzieli do niedzieli” wita was Hanna Wasilewska. Październik bogaty jest w święta, natomiast głównym regionalnym stało się parafialne święto w Olsztynie, bo to pierwsze ze statusem soboru eparchialnego.
(-)
Greckokatolicka parafia w Olsztynie powstała w 1979 roku, więc we czwartek świętowała 42 urodziny, natomiast sto lat olsztyńskiemu soborowi greckokatolickiemu parafianie odśpiewali po raz pierwszy. W 1994 roku, kiedy rozpoczęto tu budowę cerkwi nikt nie myślał, że powstanie sobór – przyznaje jeden z inicjatorów budowy, wieloletni parafianin Włodzimierz Lipiński:
To jest inicjatywa nas wszystkich. Wszyscy coś tam pomyśleli po trochu i zbudowali. No po prostu umówili się. Tak właściwie, jak zaczynaliśmy budować, to nigdy nie myśleliśmy, że coś takiego będzie. Rosło razem z nami.
Dzisiaj dla naszej parafii dzień świąteczny – proboszcz greckokatolicki parafii katedralnej ojciec Iwan Hałuszka – bo po raz pierwszy obchodzimy nasze święto w soborze katedralnym. Bardzo mi miło, że dzisiaj w takiej wielkiej liczbie możemy świętować to święto w tej świątyni, która jest matką dla wszystkich świątyń naszej eparchii – biskup olsztyńsko-gdański kir Arkadiusz Trochanowski – i pozwólcie, chciałbym też, żeby to był mój taki dobry zwyczaj, od siebie chce podarować parafii w Olsztynie, na ręce ojca protosynkela, ojca Iwana, proboszcza, ikonę przenajświętszej Bogarodzicy, by ta ikona z przeznaczeniem być może na tetrapod, służyła, żeby przypominała nam o modlitwie, o opiece, żebyśmy brali tę opiekę na siebie, żebyśmy dbali o siebie, żeby nikogo nie brakowało w tym kościele, żebyśmy tworzyli taką wspólnotę, żebyśmy byli jedną rodziną.
Ja tu już 22 lata mieszkam niedaleko Olsztyna i 22 lata już należę do tej parafii – nauczyciel języka ukraińskiego Piotr Tabaka – cerkiew zrzesza wszystkich parafian, ale nie tylko parafian a przyjezdnych, którzy przyjeżdżają na liturgię, albo wydarzenia, które się tu odbywają. Szczególnie nasza cerkiew, bo tu i cerkiew, i mieszka tu teraz władyka, mamy bardzo ładną salę, w której można przeprowadzać koncerty, spotkania dla dzieci, po prostu nasze parafialne też, czy kutię, czy małankę. To ważne, bo to szczególnie zrzesza Ukraińców, którzy mieszkają w Olsztynie, ale nie tylko.
Na święcie parafii Piotr Tabaka miał szczególną misję.
Złożyć życzenia władyce, bo to pierwsze takie święto w naszym soborze katedralnym opieki przenajświętszej Bogarodzicy prawda. Dotąd świętowaliśmy tylko jako parafia, a teraz jesteśmy katedrą, dlatego życzenia władyce składamy w katedrze.
Dzisiaj my, dzieci i młodzież, chcemy złożyć wam życzenia władyko przy święcie parafii głównej świątyni eparchii. Niechaj najwyższy Bóg błogosławi wszystkie twoje poczynania i sprawy nie zapominając o nas najmłodszych. Życzymy dalszych sukcesów. Wielu sił i zdrowia, i realizacji wszystkich pomysłów i projektów.
Jesteśmy szczęśliwi, że jesteś z nami. Nie lękaj się trudu i zmęczenia w służbie przenajświętszej Bogarodzicy i nam tu w Olsztynie na chwałę naszej parafii katedralnej i eparchii olsztyńsko-gdańskiej i za to dziękujemy.
W programie oczywiście liturgia, tak jak co roku to się odbywa…po liturgii koncert Suziriaczka…a już po koncercie życzenia od dzieci i dorosłych…
Dzisiejszy dzień, to także dzień obrońcy Ukrainy. Obrońca to także ten mężczyzna, czy ta kobieta, którzy używają języka ukraińskiego, mówią nim i uczą dzieci…dumni z Ukrainy niezależnie od warunków. Dlatego też zapytajmy siebie, jak nastawieni jesteśmy do swojej cerkwi, która głosi nam dobrą nowinę, czy my wspólnie całą rodziną modlimy się w cerkwi, jak wygląda także moja odpowiedzialność za kościół. Czego uczymy dzieci. Ile czasu poświęcamy na te wartości duchowne, liturgię, na modlitwę.
Jesteśmy Ukraińcami dlatego powinniśmy obchodzić te święta wszystkie razem, tak jak robimy to dzisiaj.
Pojawiło się jeszcze jedna okazja. Cudowne święto dla pierwszaków w olsztyńskim punkcie nauczania języka ukraińskiego i religii miało miejsce w tym tygodniu. Same dzieci je przygotowały przy pomocy rodziców i pod kierunkiem nauczycielki Sylwii Pietnoczki:
(-) Wierszyk

– Dzisiaj spotkaliśmy się na naszym święcie, święcie „Pierwszego Dzwonka”.

Dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 2 w Olsztynie Iwona Jasińska:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Nauczycielka języka ukraińskiego Sylwia Pietnoczka:

– Jestem bardzo, bardzo zadowolona, że mamy już w Międzyszkolnym Punkcie Nauczania Języka Ukraińskiego w Olsztynie szesnaścioro nowych pierwszoklasistów. My naprawdę jesteśmy tacy dumni z tego, bo nie mieliśmy jeszcze takiej cyfry, słuchajcie, w naszej historii.

(-)

– Można powiedzieć, że mijają już dwa miesiące roku szkolnego, ale trzeba wziąć pod uwagę to, że my uczymy języka ukraińskiego w naszym punkcie dwa razy w tygodniu, raz w tygodniu; różnie się spotykamy. Zanim zebraliśmy całą grupę pierwszoklasistów, proszę mi uwierzyć, minął prawie cały wrzesień. Tak że to nie było tak, że pierwszego września przyszło do klasy szesnaścioro dzieci i zaczęliśmy pracować. Uczyliśmy się tego na lekcji, dzieci też uczyły się w domu. Gdyby nie pomoc rodziców to na pewno nie dalibyśmy rady nauczyć się tego wszystkiego na lekcji. Tak że też wielkie ukłony dla rodziców, że pomogli dzieciom nauczyć się i piosenek, i wierszy. Jestem naprawdę bardzo, bardzo zadowolona.

(-)

– Tutaj jak ściągałem, to jeden się oderwał.

– Oderwał? Dobrze, ja przyszyję, idź.

– No właśnie i takie problemy trzeba rozwiązywać – gdzieś coś komuś się oderwało, zabrudziła się koszula i tak dalej, czyli w rzeczywistości jesteś nie tylko nauczycielką dla tych dzieci, dopóki są tu w klasie, ale i mamą.

– Tak, jestem mamą i muszę powiedzieć, że kiedyś, gdy odchodzili ósmoklasiści, dziękowali mi rodzice i powiedzieli takie bardzo miłe dla mnie słowa, bo powiedzieli: „Sylwia, pamiętaj, byłaś dla naszych dzieci taką dobrą ciocią, mamą”. Tak że naprawdę tak jest. Ot, dzisiaj trzeba było szybko znaleźć komuś spódniczkę w szafie, bo gdzieś tam przepadła w domu, zapomnieli. To są też moje dzieci.

– Co jest dla ciebie największą nagrodą za twoją pracę?

– Myślę, że ta dziecięca radość, jak dzieci przychodzą na lekcję, one przytulają się, tulą się… Tak że to jest naprawdę bardzo, bardzo miłe. Tak że ten uśmiech dziecięcy jest dla mnie wielką nagrodą i wiem, że lubią mnie dzieci, ja ich lubię.

– Pani Sylwia podoba ci się? Powiedz mi tak w sekrecie.

– Tak.

– A dlaczego? Jaka ona jest?

– No, fajna, miła.

– A podoba ci się pani Sylwia?

– Tak, jest miła, nie daje trudnych zajęć.

– A tobie dlaczego podoba się pani Sylwia?

– Bo jest bardzo miła i jest bardzo fajna.

– Bardzo miła. Pani Sylwia ładnie śpiewa.

Trudno się dziwić, że liczba uczniów w olsztyńskim punkcie nauczania języka ukraińskiego rośnie, bowiem panuje tu miłość: wzajemna miłość uczniów i nauczycieli, miłość do ukraińskiej kultury i języka.

(lekcja)
Mówi się, że na Ukrainie nie ma depresji. U nas jest inaczej: smutek – kiedy jest ci źle i ty wiesz czemu, tęsknota – kiedy tobie źle i nie wiesz czemu. Smutek, to gdy ci źle, bo przyszedł wieczór, jesień, lub czterdziestka. Bycie w trudnej sytuacji, gdy jest tobie źle bo nie ma pieniędzy, a jest jeszcze niepokój – kiedy jest tobie źle, ale przyczyny jeszcze nie odkryłeś, na wszystkie stany jest muzyka, to co przepisał lekarz:
[parada hitów R. Bodnara]
Tym kończymy nasz program. Przygotowali go: Roman Bodnar i Hanna Wasilewska. Dziękujemy za to, że byliście z nami. Zapraszamy równo za tydzień. Wszystkiego dobrego.

23.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w sobotę, 23 października, już przy znacznie lepszej pogodzie, niż dwa dni temu. W studiu Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik. Dzisiaj, właśnie przy sobocie, gdy chciałoby się odpocząć od wszelkich trudnych wiadomości, proponuję wam powrót do dzieciństwa. Na początek – kilka wydarzeń z przeszłości:

(-)

23 października 1545 r. wojska kozackie dokonały morskiego pochodu na 32 czajkach i zajęli turecką fortecę Oczaków. Oczaków był jednym z ogniw w systemie tatarsko-tureckiego handlu niewolnikami. Morskie pochody kozacy przeprowadzali żeby uwolnić niewolników, zniszczyć siły zbrojne przeciwnika i zdobyć trofea. Wyprawy morskie organizowali jesienią, gdy pochmurne dni i ciemne noce pomagały im znienacka napadać na wroga.

(-)

1937 roku zmarł Mychajl Semenko – ukraiński poeta-futurysta okresu „Rozstrzelanego Odrodzenia”, redaktor wielu wydań, założyciel i teoretyk ukraińskiego futuryzmu, organizator ugrupowań futurystycznych. Zmodernizował ukraińską lirykę tematyką urbanistyczną, odważnymi eksperymentami z formą wiersza; wprowadził nowe obrazy i stworzył słowa, które miały odzwierciedlić nową epokę industrialną. Zginął na zesłaniu na Wyspach Sołowieckich.

(-)

Tego samego dnia, 23 października 1937 r. zginął Wołodymyr Jaroszenko (Wolar), ukraiński poeta, bajkopisarz, prozaik, dramaturg, krytyk literacki, scenarzysta filmowy. Wraz z Wasylem Ellanem-Błakytnym, Wołodymyrem Koriakiem, Mychajlem Semenką brał udział w wydawnictwach „borot’bystów”; ofiara terroru stalinowskiego – 1937 r. został skazany na karę śmierci i rozstrzelany.

(-)

Dzisiaj świętują: Eugenia, Innocenty, Ambroży, Andrzej i Teofil. Świętują też urodzeni 23 października; wszystkiego najlepszego!

(-)

Czy pamiętacie swoje pierwsze dni w szkole podstawowej? Ja pamiętam, jak nasza wychowawczyni, pani Maria Cejko oprowadzała całą naszą klasę po szkole, pokazywała gdzie jest sala gimnastyczna, stołówka, świetlica. I choć odbywało się to podczas lekcji, zachowywaliśmy się grzecznie i cicho. A skoro już przywołaliśmy nasze szkolne wspomnienia, to oddajmy teraz głos dyrektorce szkoły z ukraińskim językiem nauczania w Bartoszycach Lubomirze Tchórz, niech opowie nam jak wczoraj odbywało się tam pasowanie na pierwszoklasistów:

(-)

– Jestem pod wrażeniem takiego święta, dlatego że każdego roku jest ono u nas niepowtarzalne. I każdego roku ma taki bardzo rodzinny charakter. W tym roku jest ono wyjątkowe, ponieważ w pierwszej klasie są już dzieci naszych absolwentów i jest ich coraz więcej. I jest ono takie bardzo ukraińskie, rodzice byli tacy wzruszeni, do łez, gdy zobaczyli jak ich dzieci wystąpiły na scenie. Zawsze święto zaczynamy oficjalnie, zawsze jest poczet sztandarowy naszej szkoły, śpiewamy dwa hymny – Polski i Ukrainy, biorą w tym udział dzieci z młodszych klas, bo teraz podczas epidemii oczywiście musimy ograniczać liczbę osób na sali. I oczywiście rodzice… przychodzi po dwoje rodziców, przychodzą babcie, dziadkowie, czasami jakaś ciocia przyjedzie, tak że jest takie bardzo rodzinne. W tym roku rodzice byli bardzo aktywni, dzień wcześniej przygotowali wspaniałe dekoracje. I każdego roku w tym święcie bierze udział nasz burmistrz. Burmistrz jest zawsze pod wrażeniem, kieruje miłe słowa do rodziców, do dzieci i bardzo pozytywnie ocenia pracę naszej szkoły. W tym roku też tak ładnie powiedział, że to wszystko jest tak pięknie przygotowane, ten program, że pielęgnowanie języka ojczystego, ukraińskiego jest bardzo ważne, że budujemy wizerunek naszego miasta jako miasta wielokulturowego i żeby nadal tak funkcjonować jak funkcjonujemy.

Burmistrz w ten sposób się wysłowił, pogratulował dzieciom, rodzicom. I każdego roku przynosi… od kilku lat ma taki pomysł, że przynosi dla wszystkich dzieci takie pudełeczka na śniadanie. „Śniadaniówki” to się nazywa po polsku. Pudełka z logo miasta, a logo miasta pokazuje taką wielokulturowość, „miasto trzech kultur”, więc odpowiednio w trzech kolorach jest wykonane to logo. Oczywiście, w części oficjalnej zawsze dyrektor, czyli obecnie ja, przyjmuje… dzieci na początku składają ślubowanie, że będą się dorze uczyły, że będą uczyć się historii Ukrainy i Polski, że będą szanowały obie te kultury w takim duchu dwóch kultur; bo trafiają się też dzieci, które mają polskie pochodzenie – choć jest ich bardzo mało, ale też są. Potem jest przyjęcie w szeregi pierwszoklasistów, czyli dyrektor takim niebiesko-żółtym ołówkiem dotyka ramienia każdego dziecka i mówi: „Przyjmuję cię w szeregi uczniów Szkoły Podstawowej nr 8 im. Łesi Ukrainki z Ukraińskim Językiem Nauczania w Bartoszycach”. Jest to bardzo wzruszający moment, dzieci bardzo to przeżywają. Oczywiście, ja nazywam każde dziecko po imieniu, tak że wcześniej mam za zadanie nauczyć się wszystkich dzieci, poznać je. Nasze dzieci wszystkie mają wyszywane koszule, są pięknie ubrane, to jest nasz odświętny strój szkolny. To już jest nasza tradycja. Potem otrzymują legitymacje szkolne i stawiają „pieczątkę” paluszkiem do kroniki szkolnej pod swoim zdjęciem. I zawsze bierze udział chór, który śpiewa 1-2 piosenki i kończy się część oficjalna hymnem szkoły „Bartoszycka szkoło, zawsze na nas czekaj”.

A potem zaczyna się taka część artystyczna, dzieci przedstawiają program; w tym roku był bardzo piękny program. Jestem pod wrażeniem, bo cały program był w języku ukraińskim. Dzieci ładnie nauczyły się wierszyków, oczywiście – na swój temat, pierwszej klasy, kilku piosenek po ukraińsku, a nawet zaprezentowały taki taniec „Hopaczek”. Potem zawsze gratuluje dzieciom burmistrz, daje prezenty, współpracujemy też z PCK, mamy klub „Wiewiórka”, wtedy dzieci też otrzymują legitymacje tego klubu „Wiewiórka”. Rodzice dziękują wychowawczyni ich dzieci, dyrektorce, zawsze odbywa się to z kwiatami i zgodnie z tradycją na zakończenie tej części artystycznej klasa ósma zawsze przygotowuje jakieś konkursy wiedzy, sportowe konkursy, żeby zobaczyć, czy dzieci zdały ten egzamin. I gdy ten egzamin zdadzą, wtedy mogą już być prawdziwymi pierwszoklasistami. Na zakończenie wszystkie klasy dają prezenty klasie pierwszej; otrzymali bardzo dużo prezentów, jeszcze nie wiem dokładnie co. No i od dyrektora też otrzymują prezenty i od rady rodziców – książki, od dyrektora też – książki i gry ukraińskie; staram się dawać coś takiego ukraińskiego. W tym roku to był cały taki zestaw książek i gier ukraińskich. No i poczęstunek! Rodzice upiekli bardzo dużo – i tort, i ciasta różnego rodzaju, i słodkości, i owoce. Dzieci biegają sobie i jedzą, a rodzice mają okazję do integracji, żeby porozmawiać, poznać się, bo nie wszyscy rodzice się znają. No, ale teraz już się znają. Tak że to jest takie święto i przyjęcia w szerego pierwszoklasistów, i integracji rodziców, bo nasze dzieci już po póltora miesiącu są już zintegrowane.

(-)

Myślę, że niejeden z nas chciałby znowu wrócić do lat wczesnoszkolnych, a zwłaszcza gdyby miał takie warunki, jak mają dzieci w Bartoszycach. Dziękuję dyrektorce Lubomirze Tchórz za tę ciekawą opowieść – nawet się nie spostrzegliśmy, jak nasz program zbliżył się do końca. Ponownie usłyszymy się w poniedziałek o godz. 18.10, a teraz myślę, że najlepiej będzie pożegnać się hymnem szkoły im. Łesi Ukrainki w Bartoszycach – śpiewa szkolny chór „Leśna Pieśń”. Miłego weekendu, drodzy słuchacze! (jch/an)

22.10.2021 – godz 18.10 (opis do dźwięku)

Nie wiem jak dla was, ale dla 16 malutkich Ukraińców ten tydzień stał się niezapomniany. W Szkole Podstawowej nr 2 w Olsztynie odbyło się pasowanie na pierwszoklasistę uczniów Międzyszkolnego Punktu Nauczania Języka Ukraińskiego i Religii Greckokatolickiej. Taka uroczystość z udziałem dyrektorki szkoły odbyła się po raz pierwszy. Co prawda rodziców w klasie nie było, ponieważ szczególny reżim sanitarny w szkole musi być przestrzegany. Dziś więc w programie „Od A do Z” zapraszam na święto wszystkich chętnych. Z wami jest Hanna Wasilewska. Zaczynajmy natychmiast!

(-)

Minęły już prawie dwa miesiące nauczania, jednak dla punktów nauczania języka ukraińskiego to nie tak dużo, bowiem lekcje odbywają się 1-2 razy w tygodniu. Natomiast tego czasu wystarczyło, żeby przygotować wspaniałe święto dla pierwszaczków w olsztyńskim punkcie nauczania języka ukraińskiego i religii. Właśnie to one je przygotowywały pod kierownictwem nauczycielki Sylwii Pietnoczki:

(-) Wierszyk

– Dzisiaj spotkaliśmy się na naszym święcie, święcie „Pierwszego Dzwonka”.

Dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 2 w Olsztynie Iwona Jasińska:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Nauczycielka języka ukraińskiego Sylwia Pietnoczka:

– Jestem bardzo, bardzo zadowolona, że mamy już w Międzyszkolnym Punkcie Nauczania Języka Ukraińskiego w Olsztynie szesnaścioro nowych pierwszoklasistów. My naprawdę jesteśmy tacy dumni z tego, bo nie mieliśmy jeszcze takiej cyfry, słuchajcie, w naszej historii.

(-)

– Można powiedzieć, że mijają już dwa miesiące roku szkolnego, ale trzeba wziąć pod uwagę to, że my uczymy języka ukraińskiego w naszym punkcie dwa razy w tygodniu, raz w tygodniu; różnie się spotykamy. Zanim zebraliśmy całą grupę pierwszoklasistów, proszę mi uwierzyć, minął prawie cały wrzesień. Tak że to nie było tak, że pierwszego września przyszło do klasy szesnaścioro dzieci i zaczęliśmy pracować. Uczyliśmy się tego na lekcji, dzieci też uczyły się w domu. Gdyby nie pomoc rodziców to na pewno nie dalibyśmy rady nauczyć się tego wszystkiego na lekcji. Tak że też wielkie ukłony dla rodziców, że pomogli dzieciom nauczyć się i piosenek, i wierszy. Jestem naprawdę bardzo, bardzo zadowolona.

(-)

– Tutaj jak ściągałem, to jeden się oderwał.

– Oderwał? Dobrze, ja przyszyję, idź.

– No właśnie i takie problemy trzeba rozwiązywać – gdzieś coś komuś się oderwało, zabrudziła się koszula i tak dalej, czyli w rzeczywistości jesteś nie tylko nauczycielką dla tych dzieci, dopóki są tu w klasie, ale i mamą.

– Tak, jestem mamą i muszę powiedzieć, że kiedyś, gdy odchodzili ósmoklasiści, dziękowali mi rodzice i powiedzieli takie bardzo miłe dla mnie słowa, bo powiedzieli: „Sylwia, pamiętaj, byłaś dla naszych dzieci taką dobrą ciocią, mamą”. Tak że naprawdę tak jest. Ot, dzisiaj trzeba było szybko znaleźć komuś spódniczkę w szafie, bo gdzieś tam przepadła w domu, zapomnieli. To są też moje dzieci.

– Co jest dla ciebie największą nagrodą za twoją pracę?

– Myślę, że ta dziecięca radość, jak dzieci przychodzą na lekcję, one przytulają się, tulą się… Tak że to jest naprawdę bardzo, bardzo miłe. Tak że ten uśmiech dziecięcy jest dla mnie wielką nagrodą i wiem, że lubią mnie dzieci, ja ich lubię.

– Pani Sylwia podoba ci się? Powiedz mi tak w sekrecie.

– Tak.

– A dlaczego? Jaka ona jest?

– No, fajna, miła.

– A podoba ci się pani Sylwia?

– Tak, jest miła, nie daje trudnych zajęć.

– A tobie dlaczego podoba się pani Sylwia?

– Bo jest bardzo miła i jest bardzo fajna.

– Bardzo miła. Pani Sylwia ładnie śpiewa.

Trudno się dziwić, że liczba uczniów w olsztyńskim punkcie nauczania języka ukraińskiego rośnie, bowiem panuje tu miłość: wzajemna miłość uczniów i nauczycieli, miłość do ukraińskiej kultury i języka.

(lekcja)

No i to wszystko na dzisiaj. W programie „Od A do Z” usłyszymy się równo za tydzień. Z wami była Hanna Wasilewska. Bądźcie zdrowi i niech wam się szczęści. (jch/an)

22.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam Was na falach Radia Olsztyn w piątek, 22 października, w studiu – Jarosława Chrunik. Mimo obaw, na szczęście wciąż odbywa się wiele różnych imprez, warto więc nadrobić ubiegłoroczny stracony czas. A co tam ciekawego zdarzyło się w historii 22 października?

(-)

22 października 1835 r. zmarł Ustym Karmaluk – przywódca ruchu powstańczego na Podolu przeciwko uciskowi narodowemu i społecznemu w latach 1813-1835. W folklorze ukraińskim jest to szlachetny zbójnik i ukraiński bohater narodowy, tak jak polski Janosik dla Polaków.

(-)

1878 r. urodził się Wadym Bohomołeć – ukraiński działacz wojskowy, generał-chorąży państwa ukraińskiego, attache wojskowy URL w Rumunii; autor pierwszej ukraińskiej ustawy o flocie. W 1922 r. po porażce URL Wadym Bohomołeć wyemigrował do Turcji, gdzie przyłączył się do organizacji „Komitet ratowania Ukrainy”.

(-)

1913 r. urodził się Wasyl Swyda – ukraiński artysta-rzeźbiarz, jeden z założycieli zakarpackiej szkoły rzeźbiarstwa. Wasyl Swyda był niedoścignionym rzeźbiarzem w tworzeniu kompozycji gatunkowych, m.in. z drewna. Jego mistrzostwa rzeźbiarskiego prawie nikt nie przewyższył i praktycznie nikt nie kontynuuje.

(-)

1935 r. urodził się Borys Olijnyk – ukraiński poeta i działacz społeczny. Jedenaście lat stał na czele organizacji partyjnej Związku Pisarzy Ukrainy i szczycił się tym, że przez te lata nikt z pisarzy nie został wykluczony z jego szeregów, ani nie znalazł się za kratami. Wołodymyr Szczerbycki wybronił Olijnyka przed KGB po tym, gdy zaczęło go prześladować.

(-)

1937 r. został aresztowany metropolita kijowski i Wszechrusi Wasyl Łypkiwski (UACP). We wrześniu 1937 r. Wasyl Łypkiwski otrzymał od o. Piotra Majewskiego zaproszenie, żeby stanąć na czele Cerkwi w Kanadzie i wyraził na to zgodę. Jednak już 22 października 1937 r. o. Wasyla Łypkiwskiego po raz kolejny zaaresztowano. W wieku 73 lat został rozstrzelany na podstawie wyroku „trójki” NKWD. Dokładne miejsce pochówku nie jest znane (na Cmentarzy Łukjanowskim w Kijowie postawiono symboliczny krzyż pamiątkowy). 1989 r. został zrehabilitowany „z powodu braku corpus delicti”.

(-)

Życzenia składamy dzisiaj osobom o imionach: Maksym, Ibrahim, Konstanty, Piotr, Sebastian i Jakub oraz urodzonym 22 października. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Wczoraj prezentacją spektaklu teatralnego dla dzieci „Złotowłosa” w wykonaniu aktorów Wołyńskiego Teatru Lalek z Łucka z Ukrainy rozpoczął się XXX Festiwal Kultury Ukraińskiej na Podlasiu „Podlaska Jesień”. Sztukę w wykonaniu ukraińskich lalkarzy prezentowano tego dnia w Czeremsze oraz w Białymstoku. W ramach festiwalu odbędzie się jeszcze wiele różnorodnych wydarzeń. Szczegółowy program jest dostępny na naszej stronie internetowej wydarzenia. „Podlaska Jesień” potrwa do 24 października 2021 r. i zakończy się koncertem galowym XVII Konkursu Piosenki Ukraińskiej „Z Pidlaśkoji krynyci”.

(-)

Na Ukrainie jest smutniej i zagrożenie jest większe. Podczas pobytu w Kijowie szef Pentagonu zapewnił Ukraińców o wsparciu ze strony Stanów Zjednoczonych w obliczu rosyjskiej agresji. Lloyd Austin spotkał się w ukraińskiej stolicy z ukraińskim szefem resortu obrony. O szczegółach – Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Londyn chce sprzedać Ukrainie broń – pisze brytyjski dziennik „Times”. Gazeta donosi, że w Kijowie rośnie niepokój związany ze sprawą Nord Stream 2. Z Londynu – Adam Dąbrowski:

(-) Korespondencja w języku polskim

Na koniec może uda mi się was rozbawić. Mieszkanka Łucka zadzwoniła na policję po tym, jak została wyrzucona z grupy na portalu społecznościowym przez sąsiada. Obydwoje byli w konflikcie – informuje Wydarzenia.interia.pl

Kobieta zadzwoniła na policję około godz. 22 i zgłosiła, że między nią i sąsiadem doszło do konfliktu. W efekcie kłótni sąsiad wyrzucił ją z jednej z grup na portalu społecznościowym. Łucka policja pojechała na miejsce zdarzenia. Jak informują funkcjonariusze, patrol wysłuchał racji obydwu stron i wyjaśnił, jak można rozwiązać spór. Policjanci ostrzegli też kobietę, że za nieuzasadnione wezwanie policji można zostać pociągniętym do odpowiedzialności.

(-)

I tu się pożegnamy. Program przygotowała i poprowadziła Jarosława Chrunik. Usłyszymy się jutro o tej samej porze, a na pożegnanie niech zabrzmi coś pogodnego – piosenka o wędrówce w wykonaniu zespołu „Nocna Melodia”. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze!

21.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Witam was drodzy przyjaciele, przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Na antenie program „Ukraina na świecie, świat o Ukrainie”. Polsko-ukraiński projekt Hanna powstał 2 lata temu dzięki ukraińskiemu wydarzeniu w Gdańsku JarmaRock Fest Właśnie tam zauważono utalentowaną Hannę Tiekuczewą i zachęcono ją do tworzenia. Ja nie raz już o Hannie wam opowiadałam, ale warto przypomnieć, że Hanna Tiekuczewa jest profesjonalnym muzykiem, który przyjechał do Polski z okupowanego terytorium Donbasu, z obwodu Ługańskiego. Szybko dołączyła do ukraińskiej społeczności Gdańska i aktywnie współpracowała ze ZUwP. Jednego razu pojawiła się u nas na przeglądzie poezji śpiewanej w CEIKu, a występy chóru Wyraj, którym kierowała do narodzin syna można było zobaczyć nawet w centrum handlowym w Gdańsku. Obecnie w życiu Hanna Tiekuczewej pozostały dwa projekty – niemowlę, które całkiem zmieniło życie artystki i zespół Hanna – jako drugie, twórcze dziecko.

Miesiąc temu solistka zespołu Hanna urodziła synka, natomiast to nie przeszkadzało w wydaniu pierwszego singla zespołu pod nazwą „Modlitwa”:
(-)
Mając stałą pracę w przedszkolu i kierując dwoma zespołami chóralnymi, Hanna Tiekuczewa zdecydowała się stworzyć zespół i bez skromności nazwać go swoimi imieniem. Natchnął ją inny projekt:

Letnia akademia JarmarockFest. Od Jarmarock Festu to się zaczęło, występowaliśmy później na JarmaRock Fescie. Polegał on na tym, że pomagali rozwinąć nam swoje twórcze zdolności, kompozytorskie, nie wiem jak powiedzieć, żebyśmy stworzyli coś swojego, później obrabiali nasze piosenki; był temat bardziej muzyki elektronicznej i ja do tego napisałam piosenki. I właśnie podczas tego projektu napisałam te „Modlitwę” i kiedy napisałam jedną piosenkę, zaczęłam pisać kolejne. Wydawało mi się, że wychodzą nieźle, podobało mi się i potem, żeby pokazywać te piosenki ludziom trzeba było zebrać zespół, bo…ceni się bardziej muzykę na żywo i właśnie dlatego zebrałam zespół, a że żyję w Polsce to większość moich znajomych muzyków to Polacy, zgodzili się i mamy teraz polsko-ukraiński zespół Hanna.
(-)

Ciekawe, że polscy członkowie grupy nie znają języka ukraińskiego i nie rozumieją. Ale problemów z porozumieniem nie ma – przekonuje Hanna:

Przychodzą na próby, śpiewają, pytają o czym są piosenki, ja im na początku wyjaśnię i wiedzą o czym śpiewają. Skład podstawowy: ja, Emil gitarzysta, szukaliśmy tylko człowieka, który będzie grać na gitarze basowej. Napisałam ogłoszenia i odezwał się Łukasz, przyszedł i z nami został. Jest jeszcze Kyryło, który gra na perkusji; czasem kiedy nerwy puszczają […] bo bywają trudne momenty na próbach […] przechodzimy na ukraiński, żeby się zrozumieć.

(-)
– Mieliśmy możliwość i okazję posłuchać was w internecie. Był cały koncert zespołu Hanna, który też słuchałam. Można go przesłuchać, zobaczyć.

– Nasz koncert jest dostępny na FB na razie póki co. Trzeba znaleźć na FB naszą stronę. Wpisać Hanna Band i tam jest wideo, ale może tydzień temu zrobiłam kanał na YT i tam też będzie można go zobaczyć. Zapraszamy. Na razie dostępna jest tam tylko nasza piosenka Modlitwa, ale będziemy dodawać, bo większość ludzi słucha muzyki na YT niż FB.
– Zaprosiłaś, a dla jakiego słuchacza piszesz muzykę? Dla jakiego słuchacza przeznaczony jest repertuar zespołu Hanna Band.
– Sądząc po tym, że po ukraińsku to dla Ukraińców oczywiście. Dla wszystkich Ukraińców, dla tych co mieszkają w Polsce, na Ukrainie, zagranicą. Kiedy promowałem piosenkę, to ja ją rozpowszechniałam na rożnych grupach, nie tylko gdańskich, ale innych miast, na Ukrainę wysłałam, wysyłałam na grupy różnych diaspor ukraińskich na świecie, ale chce powiedzieć, że najlepszą odpowiedź otrzymałam z ukraińskich grup. Bardzo mi miło. Bardzo chciałam dostać się do słuchaczy z Ukrainy. Będziemy się starać.

– Ty sama piszesz tekstu. O czym są, jakie tematy są najważniejsze?
– Jestem muzykiem, więc dla mnie najważniejsza jest muzyka i najpierw piszę muzykę, potem patrze jakie wywołuje we mnie uczucia i już opierając się na tym piszę piosenki. Część piosenek, które napisałam, jest o miłości, ale też jest piosenka […] ona ma taki bardziej społeczny charakter. Nie było jeszcze jej premiery.
– Piosenka modlitwa, która odbyła się na waszym YT. O co modli się bohaterka liryczna. Ty ją napisałaś, więc pozwolę sobie powiedzieć, że ty o swoich emocjach i uczuciach napisałaś te piosenkę.

– W ogóle ta piosenka to taka jakby niewielka historia, niewielka powieść. Jak mówiłam wcześniej najpierw była napisana muzyka, a później ta muzyka natchnęła mnie do napisania tekstu o dziewczynie, która czekała na swojego kochanego z wojny i niestety on nie wrócił, ale cały czas ona modliła się i prosiła Boga, żeby on pomógł wrócić do domu i kiedy nie wrócił ona nie wytrzymała, utopiła się i została mawką. Nie bardzo optymistyczny tekst, ale piosenka jest jak życie. Jeden dzień słoneczny, przyjemny, a drugi będzie smutny. Na tym polega nasze życie tak mi się wydaje, podoba mi się pisanie tekstów, które nie są po prostu jakieś o filozofii, miłości, bohaterowie nierozwinięci, niepokazani, bardziej podoba mi się wzięcie bohatera i napisanie dla niego historii i żeby ona pokazała się w piosence.
(-)
Szukajcie fanpage zespołu Hanna na FB a także na YT i bądźcie szczodrzy z lajkami. Tym sposobem wesprzecie ukraińską kulturę w Polsce Ciąg dalszy naszej rozmowy z Hanną Tiekuczewą, a także z gitarzystą Emilem, usłyszycie niebawem z jednym z programów. No a teraz czas na tradycyjną humoreskę.
[humoreska]
Na tym nasz program dobiega końca, więc dziękuję wam za uwagę i zapraszam do radioodbiorników jutro. Z wami była Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/an)

21.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam Was na falach Radia Olsztyn w czwartek, 21 października, w studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj historia przypomina nam między innymi o trudnych momentach z przeszłości, natomiast współczesne wydarzenia będą wyłącznie optymistyczne.

(-)

21 października 1056 r. diakon Hryhorij wykaligrafował pierwszą literę rękopisu „Ostromyrowa Ewangelia” – najstarszej spośród zachowanych rękopiśmiennych ksiąg wschodniosłowiańskich. W zabytku piśmienniczym zawarte są typowe cechy języka ukraińskiego. Przypomnijmy, że miało to miejsce prawie sto lat przed założeniem Moskwy.

(-)

1665 r. kozacy ukraińscy z hetmanem Iwanem Briuchoweckim podpisali „Artykuły Moskiewskie”, które określały stosunki między kozakami i Carstwem Moskiewskim. „Artykuły Moskiewskie” znacznie ograniczały prawa polityczne Ukrainy, zwiększały jej wojskowo-administracyjną i finansową zależność od rządu moskiewskiego.

(-)

1933 r. Mykoła Łemyk dokonał zamachu na sekretarza konsulatu radzieckiego we Lwowie, Aleksieja Majłowa na znak protestu przeciwko Wielkiemu Głodowi. Zabójstwo Majłowa znane jest też w literaturze jako „Strzał w obronie milionów”.

(-)

1947 r. rozpoczęła się masowa wywózka Ukraińców na Sybir, była to operacja „Zachód”. W ciągu doby wysiedlono prawie 27 tysięcy rodzin, łącznie ponad 76 tysięcy osób. Była to przymusowa, największa deportacja ludności Zachodniej Ukrainy (z wyjątkiem Zakarpacia). Jednym z głównych zadań operacji było zneutralizowanie ukraińskiego ruchu wyzwoleńczego na Zachodniej Ukrainie.

(-)

I jeszcze 1672 r. urodził się Pyłyp Orłyk, hetman Ukrainy na wygnaniu w latach 1710-1742; jeden z redaktorów „Porozumień i postanowień” – aktu konstytucyjnego, który czasami nazywany jest „pierwszą na świecie konstytucją”. Faktycznie była to kozacka umowa społeczna.

(-)

Nie zapomnijcie dziś złożyć życzeń Elżbiecie, Nadziei, Taisji, Tatianie, Wasylowi i Wiktorowi oraz urodzonym 21 października. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Muzyk Jurij Fedyński, który przed świętem „Pokrowu” w Olsztynie zapoznawał nas z z tradycyjnymi ukraińskimi instrumentami, ich brzmieniem i historią, kontynuuje swoją kobziarską podróż po Europie – „Kobzaring across Europe”. W różnych krajach muzyk spotyka się z diasporą ukraińską, prezentuje rzadkie, unikalne, „zakupione w czasie” instrumenty, wykonane własnoręcznie we własnym warsztacie na Połtawszczyźnie. Szczególnie ciekawy jest „kozacki torban” i „pańska bandura”. Z Ukrainy droga wiodła do Polski (były to Kielce, Warszawa, Olsztyn, Gdańsk, Poznań), a dalej – Niemcy, Belgia, Holandia, Luksemburg, Francja, Hiszpania, Portugalia, Włochy, Słowacja, Czechy, Węgry i po trzech miesiącach Jurij Fedyński znowu wrócił na Ukrainę. Warto przypomnieć, że artysta urodził się i wychował w USA, ale już będąc dorosłym przeprowadził się na Ukrainę i tylko na ukraińskiej wsi jest szczęśliwy:

– To było bardzo emocjonujące! I nawet wsiąść do samolotu w Nowym Jorku, iść tam do tego ukraińskiego samolotu na pokład – to wszystko razem. I Ukraińcy wszyscy jadą do domu. Tak, wtedy czujesz to, że jedziesz do domu, rzeczywiście. Ale jak to? Ja do domu? Ja tam przecież nigdy nie mieszkałem! Tylko w Ameryce. Nie! Moje geny – moich przodków – one chciały do domu wiele… setki lat! Pojawiły się u mnie bardzo głębokie emocje, łzy i wszystko…

W kolejnych naszych audycjach usłyszycie długą rozmowę z Jurijem Fedyńskim, wtedy lepiej go poznacie.

(-)

A żeby nie zazdrościć muzykowi europejskiej podróży, dzisiaj i my przejdziemy się ukraińskimi śladami po Europie.

W mieście Castel Gandolfo w regionie Lacio otworzyła swoje drzwi pierwsza we Włoszech Szkoła Pisankarstwa – podaje Ukrinform. „Projekt kulturalno-artystyczny Scuola di Pysanka Ucraina a Roma – Szkoła Pisankarstwa w Rzymie stowarzyszenia społeczno-oświatowego Ucraina CreAttiva APS (Рим) przy wsparciu Ambasady Ukrainy we Włoszech oraz Apostolskiego Egzarchatu wiernych Ukraińców – katolików obrządku bizantyjskiego, mieszkających we Włoszech – to jeszcze jeden krok na drodze do zachowania i kontynuacji pradawnego zwyczaju pisania pisanek, który niesie kod narodowy przyszłym pokoleniom” – czytamy w informacji. Jak się podaje, kierowniczką artystyczną Szkoły Pisankarstwa jest Lila Babiak – artystka-pisankarka, członkini Państwowego Związku Artystów Ukrainy od 1995 roku.

Celem projektu jest zjednoczenie Ukraińców, przekazanie im umiejętności utalentowanych artystów ukraińskich i w ten sposób niesienie w przyszłość perełek ukraińskiej sztuki ludowej, identyfikującej duszę ukraińską i wyróżniającej ją spośród innych na całym świecie.

„Pisanka – to niezwykły świat wyobraźni i postrzegania, ornamentalnie przedstawiony na skorupce zwyczajnego jajka. Każda wykonana na nim kreska jest początkiem lub wykończeniem symbolicznych obrazów i wiedzy naszych przodków. Zrozumieć treść, zachować i kontynuować zwyczaj pisania pisanek – to jest nasze, ukraińskie wraz z uświadomieniem sobie znaczenia otrzymanego dziedzictwa duchowego” – mówi się w powiadomieniu.

(-)

Z Włoch przenosimy się na Słowację. Przy Fundacji piśmiennictwa ukraińskiego i kultury „Mowa Kalinowa” w słowackiej stolicy, Bratysławie, została otwarta niewielka biblioteka książek w języku ukraińskim. Jak podaje Ukrinform, czytamy o tym na stronie Fundacji „Mowa Kalinowa”. W notce mówi się o tym, że obecnie w czasie rosnącego potoku informacji, książka jest dla człowieka absolutnie niezmienna. I szczególnie cenne jest dla dzieci, gdy napisana jest ona w języku ojczystym, bowiem zachowuje on duchowe skarby naszego narodu i całej ludzkości. „Kontakt z piękną książką dla młodych czytelników – to jakaś szczególna tajemnica, która wzbogaca serce i duszę, uczy, pomaga marzyć. Ale chyba dzieci mają największą przyjemność, gdy książka napisana jest w ojczystym języku ukraińskim. Wówczas słowa to nie tylko dźwięki, one wyrażają myśli, uczucia i uczynki” – czytamy w informacji.

Dodajmy jeszcze, że ukraińskojęzyczna biblioteka organizacji społecznej „Ukraiński Dom w Jordanii” wzbogaciła się o 60 egzemplarzy niezwykle pięknych książek dla dzieci.

(-)

Wracamy z wędrówki do domu; program przygotowała i poprowadziła Jarosława Chrunik. Usłyszymy się jutro o tej samej porze, a na pożegnanie zaśpiewa nam Oksana Biłozir. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze!

20.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Międzynarodowy Festiwal Etniczny LiraFest, który miał miejsce w Równem w zeszłym tygodniu, zebrał znanych lirników i bandurzystów z Ukrainy, Białorusi i Polski. Festiwal był poświęcony świętu Opieki Przenajświętszej Bogarodzicy, dniu obrońcy Ukrainy i dniu ukraińskiego kozactwa. Jego uczestnicy w ciągu dwóch dni uczyli się nauczyć gry na lirze i bandurze, widzieli jak buduje się te instrumenty muzyczne, obejrzeli wystawę dzień z pleneru malarskiego, spotkali się ze znanymi na Ukrainie historykami, pisarzami, etnografami. Goście wydarzenia przebywali z najlepszymi kobziarzami, bandurzystami i lirnikami z Polski, Białorusi i Ukrainy, wśród których był i nasz kolega redakcyjny Sergiusz Petryczenko. W ciągu festiwalu posmakował kozackiego kulisza i posmakował ziołowej herbaty. Były występy, nowe znajomości i ciekawe rozmowy. Dzisiaj w wieczorze z kulturą ukraińską proponujemy zawitać na LiraFest. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam i zapraszam.
(-)
Matki Boskiej Opiekuńczej to okres, gdy dawniej kobziarze i lirnicy kończyli letnie wędrówki i wracali do domu. Właśnie 13-15 października w Równem odbył się festiwal Lira Fest. Kobziarze i lirnicy z Ukrainy, Polski i Białorusi śpiewali w sali koncertowej, a także koło świątyń na głównym placu miasta. Artystów można było posłuchać w parku rekonstrukcji historycznej Ostrowycia, gdzie oprócz kobziarzy i lirników występowały zespoły folklorystyczne, odbywały się warsztaty ukraińskich, polskich i białoruskich tańców oraz tradycyjnego rzemiosła. W Równem był lirnik Sergiusz Petryczenko:
(-)
Lirnicko-kobziarski festiwal LiraFest rozpoczął się od występu dziecięcego zespołu folklorystycznego Wesnianka z rówieńskiego pałacu dzieci i młodzieży. Potem swoją sztukę prezentowali kobziarze i lirnicy. Jako pierwszy zaśpiewał Ołeksandr Trius z miasta Romny.
(-)
Poza uczestnikami z Ukrainy, na festiwal przyjechali uczestnicy zza granicy. Lirnik z Polski Jacek Hałas nie pierwszy raz występuje w Równem:
[wypowiedź w języku polskim]
(-)
– Swiatosław Selenko; Kijów.
– Gdzie uczyłeś się grać?
– Uczyłem się grać na dawnej bandurze u mojego ojca. On zajmował się tym całe życie i ja to od niego przejąłem.
– Repertuar i sposób gry to wszystko od ojca do syna?
– Tak; od dziecka wszystko od taty przejmowało się, albo były jakieś takie pieśni, których on nie grał, ale uczył, a ja je grałem, no a teraz samodzielnie szukam, wybieram

– Co Ciebie kusi w losie kobziarza?

– Podoba mi się wolność, że dzisiaj tu, jutro tam. Zajmowałem się tym, ale podczas kwarantanny nie można było nawet na ulicy pograć; przyszło do jakiejś pracy w biurze i potem po przerwie, kiedy pojechałem na występy, w Czerniowcach na zachód, kiedy spotykasz tych ludzi, muzyków, ludzi natchnionych, którzy tym żyją; no to rozumiesz, że to jest to czym chcesz się zajmować niezależnie od jakieś materialnej części.
– Ludzie słuchają, podoba im się ta stara muzyka.

– Ona jest poza czasem i ona znajduje swojego słuchacza. Ty sobie grasz, robisz swoje i zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie zainteresowany.
(-)
Organizator festiwalu Wiktor Kowalczuk zadowolony jest z przebiegu wydarzenia.
– LiraFest za nami. Jakie wrażenia? Co udało się, co nie udało się może?

– Wszystkie planowane na tegoroczny festiwal pomysły są zrealizowane. Na ile się udało, to ocenić może widz, słuchacz, uczestnik. Z punktu widzenia organizacyjnego, wydaje się udało się prawie wszystko. I pogoda była, i skład uczestników, i widz był, więc w takim sensie projekty zaplanowane, uważam, że się udały i koncepcja była realizowana na tegorocznym festiwalu LiraFest. Mam nadzieję, że obecnym przypadło do gustu.

– To międzynarodowy festiwal już nie pierwszy rok. Ludzie z różnych krajów mogli spotkać się i porozmawiać o lirze.
– Właśnie to i była koncepcja, na Ukrainie nie ma międzynarodowego festiwalu liry, jest kilka projektów, ale one są skoncentrowane na ukraińskiej tradycji. Mój pomysł to było stworzenie czegoś takiego, by zobaczyć ukraińską tradycję, ale zobaczyć tradycję innych narodów i kultur. Jak pokazał tegoroczny i wcześniejszy festiwal, idea jest w poszukiwaniu wspólnych tradycji czy w leksyce, czy w muzyce, czy w tekście, czy w formie, to zachowane tradycje i poznanie doświadczenia i tym sposobem wzbogacenie swojego potencjału twórczego tych rekonstruktorów… lira to instrument, który łączy Ukrainę z Europą. Możliwości tego festiwalu nie są wyczerpane, to nie tylko poszukiwanie wspólnych tradycji narodów ukraińskiego, białoruskiego i polskiego, ale Węgier ma przyjechać i może z innych krajów, już z Niemiec był… taki pochód Ukrainy do Europy z archaiczną tradycją liry, ale poznaniem i innych tradycji; to dla naukowców i wykonawców, i oczywiście dla naszego widza podstawa, dla mieszkańców ich miasta i naszego miasta, […] ukraińskich wykonawców na tradycyjnych instrumentach częściej widzimy; z lirą, bandurą i w przestrzeni TV czy radia, czy w innych mediach, to z innymi kulturami, tak wybiórczo zapoznają się specjaliści, a to właśnie taka wielka funkcja poznawcza, którą niesie festiwal.

– Dziękuję bardzo, szczęścia.

– Bardzo dziękuję i czekamy na kolejnych naszych festiwalach.
(-)
Nasz program dobiega końca, więc dziękujemy za uwagę i zapraszamy do radioodbiorników jutro. Wszystkiego dobrego.

20.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w środę, 20 października na antenie Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. W zasadzie dzisiejszego kalendarza wystarczyłoby, żeby wypełnić nasz czas antenowy, ale o jednym człowieku mimo wszystko opowiem szerzej:

(-)

20 października 1914 r. urodził się Stepan Czmil – pierwszy ukraiński salezjanin. Urodził się w Sudowej Wyszni w Galicji. Pracował w Argentynie jako duszpasterz dla ukraińskich uchodźców, o wszystkich dbał jak rodzony ojciec. Potem mianowano go rektorem Ukraińskiego Małego Seminarium. O ile w Argentynie okazał się bardzo dobrym duszpasterzem wiernych, to w Seminarium był bardzo dobrym wychowawcą i przewodnikiem młodych seminarzystów, pochodzących z ukraińskich rodzin diaspory. Przewidział własną śmierć, bowiem tego dnia, schodząc na dół z pokoju do kaplicy, oddał klucze jednemu z seminarzystów, mówiąc: „Nie będę ich więcej potrzebował. To będzie moja ostatnia liturgia”. Jak tylko zakończyła się Służba Boża, zasłabł; seminarzyści odprowadzili go do pokoju, gdzie zmarł. Papież Franciszek podczas audiencji dla seminarzystów Ukraińskiego Małego Seminarium Papieskiego św. Jozafata z miłością i wdzięcznością wspominał pierwszego ukraińskiego biskupa-salezjanina Stepana Czmila. „Nie chciałbym zakończyć przemówienia, nie wspomniawszy człowieka który okazał mi wiele dobra, gdy byłem w ostatniej klasie szkoły podstawowej w 1949 r., – powiedział Papież Franciszek. Większość z was jeszcze się wtedy nie urodziła!to o. Stepan Czmil, który wkrótce został w Rzymie tajemnie wyświęcony na biskupa. Tam, gdzie odprawiał Liturgię, nie było wspólnoty ukraińskiej i był mu potrzebny ktoś, kto mógłby mu pomagać. Tak nauczyłem się służyć do Służby Bożej w obrzędzie ukraińskim. Nauczył mnie wszystkiego i dwa razy w tygodniu służyłem do Liturgii. To było dla mnie dobre, ponieważ opowiadał mi o prześladowaniach, cierpieniu i ideologii, które prześladowały chrześcijan. Wtedy odkrył dla mnie inną liturgię, którą zawsze zachowuję w swoim sercu dzięki jej pięknie.

(-)

1930 r. zmarł Jurko Tiutiunnyk, ukraiński działacz wojskowy, generał-chorąży Armii URL; jeden z inicjatorów i dowódca Zimowych Marszów URL. Podczas pracy w Odeskich zakładach filmowych zaprzyjaźnił się z Jurijem Janowskim. Kandydat nauk prawniczych, pułkownik Iwan Łohwynenko mówił: „Błyskotliwy gawędziarz Jurko Tiutiunnyk oczarował wyobrażenie utalentowanego pisarza Jurija Janowskiego i ten na podstawie jego wspomnień wspomnień stworzył wspaniałą powieść-dumę o burzliwych dniach na Ukrainie – „Cztery szable””. Tiutiunnyk był ofiarą reżimu stalinowskiego – 20 października 1930 r. został rozstrzelany.

(-)

1994 r. zmarł Sergiusz Bodnarczuk, radziecki reżyser ukraińskiego pochodzenia. Jego debiutem jako reżysera filmowego był „Los człowieka” z 1959 r., co natychmiast zostało uznane za wydarzenie epokowe w kinematografii czasów po-stalinowskich. Reżyser „Wojny i Pokoju” według Lwa Tołstoja, która w 1968 r. zdobyła „Oscara” w kategorii „Najlepszy film zagraniczny”.

(-)

Dzisiaj jest dzień Pelagii, Sergiusza, Juliana i oczywiście – urodzonych 20 października. Wszystkiego najlepszego!

(-)

W ubiegłym tygodniu obchodziliśmy święto Opieki Matki Bożej. „Pokrowa” – to czas, gdy w przeszłości kobziarze i lirnicy kończyli letnie wędrówki i wracali do domu. Akurat 13-15 października w Równem odbył się festiwal „Lira Fest”. Kobziarze i lirnicy z Ukrainy, Polski i Białorusi śpiewali w sali koncertowej, a także przy świątyniach i na głównym placu miasta. Artystów można było posłuchać w parku rekonstrukcji historycznej Ostwycia, gdzie oprócz kobziarzy i lirników występowały zespoły folklorystyczne, odbywały się warsztaty ukraińskich, polskich i białoruskich tańców i rzemiosł artystycznych. W Równem był lirnik Sergiusz Petryczenko, który czasami zamiast liry brał do ręki mikrofon:

(-)

– Lirniczo-kobziarski festiwal „Lira Fest” rozpoczął się od występu dziecięcego zespołu folklorystycznego „Wesnianka” z Rówieńskiego Pałacu Dzieci i Młodzieży”. Potem swoją sztukę prezentowali kobziarze i lirnicy. Jako pierwszy zaśpiewał Ołeksandr Trius z miasta Romny:

(-)

Oprócz artystów z Ukrainy na festiwal przyjechali też uczestnicy z zagranicy. Lirnik z Polski Jacek Hałas już nie po raz pierwszy występuje w Równem:

(-) Rozmowa w języku polskim

(-)

A na wschodzie Ukrainy pokoju nie widać. Misja OBWE w Gorłówce w Donbasie wznowiła swoją pracę. Wcześniej obserwatorzy nie mogli wykonywać swoich obowiązków, ponieważ prorosyjscy separatyści zamknęli ich w hotelu. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim
Żegnam się z wami do jutra do godz. 10.50. Program przygotowali: Sergiusz Petryczenko i Jarosława Chrunik. Życzymy wam miłego dnia, a na pożegnanie – „Szabla” w wykonaniu zespołu „KozakSystem”. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

19.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór wszystkim, którzy się do nas przyłączyli. Dzisiaj w cyklu programów „kalejdoskop historyczny” zajmiemy się historią powstania parafii greckokatolickiej w Olsztynie. W zeszły czwartek świętowano 42 rocznicę wspólnej modlitwy w ojczystym obrzędzie. Z wami jest Hanna Wasilewska. Serdecznie zapraszam.

(-)
Eparchialna parafia greckokatolicka w Olsztynie uczciła 42 rok istnienia. W 1979 roku miejscowi grekokatolicy cerkwi nie mieli. Pozwolono im modlić się w kościele na Zatorzu. Właśnie tam zaczęły się rozmowy o własnej świątyni i w końcu cerkiew zbudowano, ale znacznie później. Ukraińska wspólnota Olsztyna, która pojawiła się tu po akcji Wisła, odczuwała skutki siłowego przesiedlenia. W ciągu kolejnych dziesięcioleci Ukraińcy doznali wielu represji ze strony władzy komunistycznej, która prowadziła kampanię propagandową, jakiej celem była asymilacja i nasilenie antyukraińśkich nastrojów w polskim społeczeństwie. Taka sytuacja nie sprzyjała rozwojowi życia duchowego wiernych greckokatolickich. Niemożliwa była także budowa własnych świątyń. I dopiero w 1991 roku, kiedy Polska stała się znów wolnym demokratycznym państwem, olsztyńskiemu proboszczowi, ojcu Jarosławowi Moskalikowi, który kontynuował starania poprzedników, udało się wykupić ziemię przy ulicy Lubelskiej pod budowę cerkwi. W 1994 roku rozpoczęła się akcja zbierania pieniędzy na budowę, a w kolejnym roku gotowy był projekt oraz poświęcony krzyż przyszłej świątynie. Właśnie w 1995 roku proboszczem w Olsztynie został ojciec Stanisław Tarapacki, obecnie rezydent parafii opieki przenajświętszej Bogarodzicy:

To znaczy budowaliśmy tę parafię z myślą o Ukrainie, bo sami doświadczyliśmy wiele i nasi dziadowi, którzy znaleźli się na tych ziemiach pozostawiając wszystko to, co było dla nich najdroższe, i domy, i świątynie, i cerkwie, i całe swoje bogactwo, majątek, w tragiczny sposób musieli wyjeżdżać w nieznanym kierunku. Pod wpływem wrogiej siły, która była dla nich zawsze śmiercią i oni w takim strachu, w takiej niepewności, wyjeżdżali tu i dzisiaj my młodzi tego może nie tak doświadczamy, bo wyrastaliśmy w innej atmosferze, w innej rzeczywistości, chociaż nielekkiej, nie było może takiego momentu, żeby dotknąć historii naszych dziadów.

Te historię bardzo dobrze pamięta parafianin olsztyńskiej cerkwi Włodzimierz Lipiński:
-Była inicjatywa ojca Moskalika, zrobił wszystko żeby nas tu zmobilizować i sam uzyskał zgodę.
-Ziemia była potrzebna tak?
-Bardzo trudno było, nam proponowali różne działki, nie zgadzał się [niezdumiałe] ja nawet kiedyś mówiłem – ojcze, będziesz się tak [spierać] to nam w ogóle nie dadzą niczego. A nie i do tego doszło, że otrzymaliśmy najlepszą w Olsztynie działkę i bardzo się cieszę, że udało nam się wykorzystać tę zgodę władz i zbudować tę cerkiew.

Najaktywniejsi parafianie natchnieni marzeniem o własnej świątyni stawiali się do pracy. Wśród nich był Włodzimierz Lipiński

Od świtu do nocy przebywałem tu bez względu na pogodę. Bez względu na to, kto przyszedł coś pomagać, a trzeba było, jak byli specjaliści, murowali coś, trzeba było coś im przegotować; trzeba było przeczytać dokumentację, a ja nie jestem budowlańcem, bardzo ciężko mi było. Inicjatywa nas wszystkich. Wszyscy po trochu coś tam zaproponowali, zbudowali, po prostu dogadaliśmy się, że właściwie jak zaczynali budować, to nie myśleliśmy, że tu coś takiego będzie. To rosło razem z nam.
-Ile pamięta pan z tej parafii?
-Od samego początku, to było. Zaczynało się w kościele ta parafia.

-1979 roku.

-A później tak pomaleńku, pomaleńku, a było bardzo ciężko. Jak zaczynaliśmy my nie znaliśmy się ze sobą. Nam trudno było znaleźć ludzi, jacy…budowlańcy byli, którzy coś rozumieli […] tak spontanicznie jak zbieranie pieniędzy.

-Skąd brały się pieniądze? To wielka suma, żeby zbudować taki budynek.

-Parafianie dawali i po trochu, po trochu udało się nazbierać. Ofiarni ludzie byli. Trzeba powiedzieć. W ten sposób, że nawet specjalistów nie angażowali, wszystko robili w ramach swoich możliwości.

-Specjaliści byli w parafii.

-Tak, żeby jak najtaniej wyszło. Ja sobie dzisiaj nie wyobrażam, jak nam udało się wyciągnąć tę kopułę i zamontować. To było [własnymi rękoma]; żadnej techniki. Dzisiaj nie wierzę, że [niezrozumiałe].

-Oczy boją się, a ręce robią.
-Tak, a teraz jeszcze zadowolenie, że ta cerkiew ma takie możliwości, eparchią została. Bardzo się cieszymy.
42 lata my tu już w Olsztynie, gdzie odprawiamy oczywiście – proboszcz parafii greckokatolickiej w Olsztynie ojciec Iwan Hałuszka – nas w 47 roku wywieziono nie do Olsztyna, tylko na mniejsze wsie, ale oczywiście to jest miasto, do którego zjeżdżają ludzie i Ukraińcy teraz z Polski i z Ukrainy, którzy przyjeżdżają za pracą i lepszym życiem. I żeby każdy, kto tu przyszedł czuł się jak u siebie w domu, jak nieraz mówiły mi kobiety, które tu przychodziły, ze przyszły do Olsztyna za pracą, patrzą a tu cerkiew…to było dla nich nie do uwierzenia, że może być cerkiew; i one mówiły, że wtedy jak tu są, czują się jak u siebie w domu; dla nas to jest bardzo ważne, żeby ten właśnie fragmencik Ukrainy tu w Polsce dawać także na Ukrainę, żeby mogli wszyscy ludzie czuć się tu jak w domu.
Historia parafii to historia każdego wiernego, który dodał coś od siebie, w celu jej stworzenia, a świątynia to dokument historii, który opowie tę historię kolejnym pokoleniom.
W ludowych bumach ukraińskich, historia jest taka, jaką widziało ją serce zwyczajnego człowieka, bo pogląd który przekazują nam prace historyków, nie jest z perspektywy rozumu. A rozum, jak wiadomo, wiedzą ostateczną nie włada. Nie oznacza to, że nie należy interesować się historią, ale warto mieć możliwość alternatywnego poglądu. W zeszłym tygodniu uczciliśmy dzień kozactwa, więc dzisiaj rzucimy okiem na okres kozacki:

[Duma o kozaku Hołocie]
Tym kończymy nasz program, więc żegnam się z wami i życzę spokojnego wieczora. Z wami była Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

19.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam Was na falach Radia Olsztyn we wtorek, 19 października. Przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Wśród dzisiejszych wiadomości jest bardzo ciekawa o ukraińskiej symbolice w Olsztynie. Najpierw – jak zawsze – kalendarz historyczny.

(-)

19 października 1848 r. we Lwowie w budynkach greckokatolickiego seminarium duchownego rozpoczął pracę „Sobór ruskich uczonych”. Był to pierwszy zjazd oświatowy w Galicji, zwołany przez Główną Ruską Radę z inicjatywy pisarza Mykoły Ustyjanowycza i zastępcy przewodniczącego Głównej Ruskiej Rady Iwana Borysykewycza. „Sobór” odbywał się we Lwowie od 19 do 26 października 1848 r. z udziałem 118 osób, które prowadziły narady w 9 sekcjach.

(-)

1918 r. Ukraińska Rada Narodowa, polityczny organ przedstawicielski narodu ukraińskiego, ogłosiła powstanie Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej. Faktycznie przetrwała ona w 1918-1919 r. na terytorium Zachodniej Ukrainy ze stolicą we Lwowie. Powstała po I wojnie światowej podczas rozpadu Imperium Austro-Węgierskiego. 22 stycznia 1919 r. odbyło się zjednoczenie: ZURL połaczyła się z Ukraińską Republiką Ludową.

(-)

1926 r. urodził się Bohdan Hawryłyszyn, ukraiński, kanadyjski i szwajcarski ekonomista, działacz społeczny, mecenas, członek rzeczywisty Klubu Rzymskiego. Był obywatelem Kanady. Był jednym z uczestników Grupy Inicjatywnej 1 Grudnia. W 2014 r. podczas Rewolucji Godności Bohdan Hawryłyszyn stworzył dokument – „Deklarację odpowiedzialności człowieka”. W jej 15 punktach odzwierciedlił różną odpowiedzialność człowieka, która może stać się drogowskazem do bardziej demokratycznego, inkluzywnego i efektywnego społeczeństwa z punktu widzenia wartości humanistycznych.

(-)

Życzenia składamy dzisiaj Makarym, Ziemowitom, Janom i Nykanorom oraz urodzonym 19 października. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Nareszcie też Olsztyn uczci pamięć gen. Marka Bezruczki. Po długich staraniach jedno z miejsc w stolicy regionu będzie nosiło imię ukraińskiego bohatera wojny polsko-bolszewickiej – mówi przewodniczący Olsztyńskiego Oddziału ZUwP Stefan Migus:

– Trochę z żalem wspominam o tym, że trwało to tak długo, ponad dwa lata. Szukali miejsca, znajdowali – to znajdował się ktoś inny, z innymi propozycjami. Oczywiście, można było protestować i stawiać na swoim, ale chodzi o to, żeby czcząc pamięć gen. Bezruczki, nie doprowadzać do konfliktu polsko-ukraińskiego z mieszkańcami czy z kimś, kto widzi to inaczej. W końcu za trzecim razem udało się znaleźć miejsce. Będzie to plac, będzie to przy drodze na wyjeździe na lotnisko Olsztyn-Mazury. To będzie duży plac, rondo. To już jest formalnie, ponieważ rada miasta pod koniec września wreszcie zatwierdziła tę decyzję prawie jednogłośnie. Dwadzieścia osób było „za”, jedna osoba wstrzymała się, jedna była „przeciw”. Ale okazuje się, z tego jak sprawdzałem, że ta osoba zawsze jest przeciwko wszystkiemu i przeciwko wszystkim, więc nie ma co się dziwić. I chcemy uroczyście odsłonić to miejsce, uczcić pamięć gen. Marka Bezruczki; ja już przymierzam się do daty 13 marca – to wtedy, kiedy planujemy święto Szewczenki zorganizować i przy tej okazji z udziałem gości z regionu, z jakiego pochodził Bezruczko, czyli z Zaporoża, z delegacją, która przyjedzie, godnie uczcimy pamięć i odsłonimy uroczyście plac, który już faktycznie istnieje.

Do tej pory gen. Marka Bezruczkę w podobny sposób uhonorowano w Warszawie, Wrocławiu, Gdańsku-Oliwie i Koszalinie. Generał Marko Bezruczko (1893-1944) był ukraińskim dowódcą. Jego dywizja, podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku, wspólnie z polskimi żołnierzami skutecznie obroniła Zamość przed armią konną Budionnego. Dzięki temu Wojsko Polskie zyskało czas i 31 sierpnia 1920 r. połączone siły polskie i ukraińskie były w stanie rozbić armię konną podczas bitwy pod Komarowem.

(-)

Ukraiński koncern Naftohaz chce uczestniczyć w procesie certyfikacji gazociągu Nord Stream 2. W tym celu złożył wniosek do niemieckiego regulatora. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Na koniec – ciekawa inicjatywa Wołodymyra Zełeńskiego. Prezydent Ukrainy dopuszcza możliwość wymiany prorosyjskiego oligarchy na Ukraińców nielegalnie więzionych w Rosji. Chodzi o Wiktora Medwedczuka – zaprzyjaźnionego z Władimirem Putinem ukraińskiego biznesmena, który podejrzewany jest w Kijowie o zdradę stanu. Sam oligarcha negatywnie odniósł się do takiego rozwiązania. Jeszcze raz głos ma Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Na tym kończymy nasze spotkanie. Była z Wami Jarosława Chrunik; ponownie usłyszymy się jutro o tej samej porze, a teraz życzę pięknego dnia! Może trochę jak żartobliwy komentarz do ostatniej wiadomości niech „Karpatian” zaśpiewa piosenkę „Dyskoteka na wsi”. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze!

18.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam Was w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie” na falach Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. „Kamo hriadeszy?” – „Dokąd idziesz?”. To pytanie dzisiaj jak najbardziej zasadnie może być skierowane do mojego gościa, bp Arkadiusza, ponieważ rozmawiałam z nim tuż przed wyjazdem na roboczą wizytę do Rzymu. Ale najlepiej niech nasz hierarcha sam o wszystkim opowie. Nadmienię tylko, że rozmawialiśmy w dniu święta parafialnego, dlatego dochodzą czasami kuchenne odgłosy z sali parafialnej.

(-)

– Ekscelencja ostatnio nabrał takiego tempa pracy, że trudno Ekscelencję spotkać i na spokojnie porozmawiać. Proszę powiedzieć co się odbywa, można powiedzieć w zasadzie w pracy Ekscelencji?

– W ostatnim czasie miałem dużo wyjazdów, ale były one związane też z tym, że odwiedzałem różne parafie, czy też odwiedziłem swoje rodzinne strony i swoją rodzinę – dlatego nie było mnie w Olsztynie. Ale najpierw: w mojej rodzinnej parafii w Szprotawie odbył się na początku października jubileusz 60-lecia parafii greckokatolickiej. Miałem zaproszenie, żeby odprawić takie biskupie prymicje w tej mojej parafii. Dla mnie była to też okazja, żeby podziękować wszystkim wiernym w tej Szprotawie za życzenia, za wszystkie modlitwy z okazji nominowania mnie pierwszym biskupem olsztyńsko-gdańskim. Myślę, że dla niewielkiej wspólnoty, która istnieje w Szprotawie, było to też duże wyróżnienie, dlatego też chciałem być razem z nimi. A po drugie – była to dla mnie okazja, żeby odwiedzić moją mamę. Bardzo się ucieszyłem, że mogłem z tego zaproszenia skorzystać. Ponadto w święto Poczęcia św. Jana Chrzciciela odwiedziłem parafię w naszej eparchii w Człuchowie, która obchodziła 30-lecie swego istnienia. To też jest taka nasza społeczność na zachodzie eparchii i obchodziła ten jubileusz tak dostojnie, jak na możliwości Ukraińców mieszkających w Człuchowie. Poświęcono krzyż, poświęcono nowe witraże św. Włodzimierza i Olgi; cerkiew ozdobiona jest nowymi ikonami, między innymi nowymi męczennikami naszej Cerkwi, z XX wieku. Dlatego byłem też tam.

– Ale jeśli mogę wrócić do Szprotawy, to tam też było jedno bardzo ważne wydarzenie.

– Tak, bo do Szprotawy wróciłem jeszcze raz, można powiedzieć, że jeszcze tego samego tygodnia, ponieważ w Szprotawie miało miejsce takie sportowe wydarzenie. Były to takie XXX zawody, które otrzymały nazwę „Dziadoszan”. Było to takie plemię, które mieszkało w X wieku w okolicach Szprotawy. Inicjatorem tych zawodów sportowych dla dzieci i młodzieży był mój ojciec. To wydarzenie było organizowane od początku lat 80-tych i w tym roku (z przerwami) wypadła 30-ta rocznica, jubileuszowa. I organizatorzy wymyślili sobie, żeby poświęcić to wydarzenie mojemu ojcu. Dlatego uważałem za niezbędne, żeby być tam właśnie z moją mamą, podziękować też organizatorom, bo oni też zażyczyli sobie, żeby była obecna moja mama. Moją mamę powitano, wręczono jej kwiaty, podziękowano jej, a ja też skorzystałem z okazji i podziękowałem tym wszystkim organizatorom za to, że jak dla mnie mieli taki świetny pomysł, że poświęcili to przedsięwzięcie pamięci mego ojca. Czy nadal będą te zawody poświęcone pamięci mego ojca – tego nie wiem, to zależy od organizatorów, ja tu nie chcę im niczego narzucać, ani proponować, ale gdyby tak było, to ja z wielką chęcią też będę im w jakiś sposób pomagał czy tak mentalnie ich wspierał. Żeby ta pamięć w Szprotawie o moim ojcu istniała, ponieważ on nie tylko zajmował się sportem, chociaż dla sportu poświęcił wiele swego czasu. Wtedy to była taka nowatorska forma, zjeżdżały się dzieci i młodzież z całego regionu, to były setki młodzieży, która walczyła, biegała. Ja też ten okres bardzo dobrze wspominam. No, nigdy nie udało mi się być pierwszym…

– …ale Ekscelencja biegał!?

– Biegałem! Biegałem, oczywiście! Jakże by mogło być inaczej? Ojciec jest organizatorem, a ja nie biegam? Nie! Trzeba było! Chociaż nie zawsze czułem się dobrze, bo zajmowałem gdzieś dalekie miejsca, byli lepsi, ale tak bywa! Ale to nauczyło mnie, że tu trzeba indywidualnie dużo trenować i też poświęcić temu trochę czasu, żeby był sukces. Oprócz tego mój ojciec działał w wielu innych organizacjach, dlatego jego taki swoisty powrót do historii Szprotawy jest bardzo ważny i bardzo dobry. Ja się bardzo cieszę, że tak go wspominają, bo usłyszałem wiele ciepłych, dobrych słów, takich podziękowań, gdy ludzie mówili, że im tak po prostu pomógł. Tak po ludzku i za to są mu wdzięczni i chcą, żeby ta pamięć o nim powróciła dla Szprotawy.

– I jutro leci Ekscelencja do Rzymu. O której godzinie?

– Jutro wyjeżdżam na lotnisko do Wrocławia i z Wrocławia w sobotę wylatujemy razem z biskupami – abp. Eugeniuszem i bp. Włodzimierzem – do Rzymu, żeby tam już w niedzielę zacząć wizytę „ad limina apostolorum” – taką wizytę do watykańskich progów, na spotkanie z papieżem i też odwiedzić różne watykańskie dykasterie.

– To się odbywa regularnie, czy to jest jakiś temat, jakiś powód?

– Nie, to jest taka zwyczajna wizyta robocza. Akurat tak mi wypadło, że w ubiegłym roku nie było ad limina przez COVID-19 i wszystkie wizyty w Watykanie były odwołane. Minęło pięć lat i wszystkich biskupów z Polski zaproszono, żeby złożyli wizytę papieżowi. To taka wizyta robocza, gdzie każdy z biskupów zdaje sprawozdanie z życia duszpasterskiego w swojej eparchii. Tu nie ma jakiegoś określonego tematu, chociaż on sam się nasuwa. Jest to synodalność, czy mówiąc po naszemu – soborowość Cerkwi. Jak mamy ją po nowemu rozumieć, jako współ-komunię, jako udział w życiu Kościoła i wreszcie – misję Kościoła, w której mają brać udział biskupi, księża i wierni. Na nowo mamy tę kwestię przemyśleć, jak Kościół ma działać. Myślę, że to będzie jeden z tematów, na który będziemy dyskutować w Watykanie. Czy może będą nas pytać, jak my tę kwestię rozumiemy, jak to będzie wyglądało w naszym życiu, w naszych eparchiach. To jest główny temat, jak powiedziałem – synodalność. Ale myślę, że będziemy też mówić o kwestii młodzieży w życiu Cerkwi, udziale wiernych w życiu Cerkwi, czy też o tym, jak wygląda dzisiaj stan naszego duchowieństwa. I jak na przyszłość ma wyglądać nasze duchowieństwo, bo nie ukrywam, że też mamy kryzys powołań. Tych powołań nie ma, a gdy nie będzie księży, to wiadomo, że inaczej też będzie wyglądało służenie Kościoła wiernym. Dlatego uważam, że jest to ważny problem na dzisiaj. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego jest tak trudna sytuacja? I myślę, że o tym też będziemy rozmawiać. Mamy odwiedzić też różne dykasterie, mamy odwiedzić Kongregację dla Kościołów Wschodnich, gdzie mamy tam być razem we trzech z metropolitą Eugeniuszem i bp. Włodzimierzem. Myślę, że celowo przypisano nas do tej kongregacji, bo jesteśmy z nią związani. Odbędzie się też indywidualne spotkanie z papieżem Franciszkiem i potem będzie liturgia na zakończenie i w taki sposób zakończymy ad limina. Jak powiedzieli mi „starsi” biskupi, to w tych dniach nie będzie czasu na jakiś relaks, tylko to będzie naprawdę robocza wizyta od rana do wieczora, gdzie mamy brać udział w tych wszystkich konferencjach. Spodziewam się więc, że będziemy bardzo zapracowani.

– Trzeba będzie potem jak najszybciej wrócić do Olsztyna, żeby odpocząć. Dzisiaj – bo rozmawiamy po uroczystościach parafialnych – odbyły się pierwsze tak wielkie uroczystości parafialne, bo po raz pierwszy były to eparchialne uroczystości. Święto parafii – święto eparchii.

– Tak, to było pierwsze święto parafii, która stała się katedralną, nowo utworzonej eparchii olsztyńsko-gdańskiej. I naprawdę można powiedzieć, że to jest święto eparchialne. Dla mnie też to było szczególne przeżycie, ponieważ po raz pierwszy mogłem tu służyć w tej nowej katedrze przy tak dużej liczbie ludzi. Przyjmuje to z wielkim zachwytem, że ta jedna liturgia zjednoczyła tak wielu wiernych, biorąc pod uwagę to, że święto jest w środku tygodnia, liturgia jest późno po południu, pogoda jest bardzo niesprzyjająca, a jednak tych ludzi było bardzo dużo. Domyślam się, że mogło ich być jeszcze o wiele więcej, ale trzeba cieszyć się tymi, kto był, bo to jest też taka nadzieja dla nas, że mimo pandemii ludzie chcą być w cerkwi, żeby ta cerkiew ich jednoczyła, żeby tworzyć wspólnotę i żeby poczuć się Ukraińcami, grekokatolikami – że mamy tę wspólnotę, mamy tę katedrę. W tej katedrze i trzeba być, i wspierać ją i – że tak powiem – zamanifestować, że istniejemy. I że jesteśmy z tego dumni, i chcemy być w tym dniu na świecie parafialnym, które stało się teraz świętem eparchialnym.

– I tak ładnie Ekscelencja połączył je ze świętem Obrońcy Ukrainy.

– Powinniśmy pamiętać, że dzisiaj, w święto Opieki Matki Bożej obchodzimy wraz z Ukrainą Dzień Obrońcy Ukrainy, ponieważ to święto wpisane jest w historię narodu ukraińskiego – święto ukraińskiego kozactwa, święto żołnierzy ukraińskich. Dlatego, gdy dzisiaj mówimy o obrońcach Ukrainy, to uważam, że powinniśmy rozpatrywać to bardzo szeroko. Powinniśmy pamiętać o tych, którzy oddali swoje życie za wolność Ukrainy, ale też i o tych, którzy dzisiaj stoją na pierwszej linii frontu i nie pozwalają na to, żeby wrogie wojska weszły na terytorium Ukrainy. Mam tu na myśli tych, którzy stoją w Donbasie i bronią Ukrainy przed wojskami rosyjskimi i separatystami z Donbasu. Dalej – dla mnie dzisiaj jest to każd, kto ma odwagę rozmawiać po ukraińsku, kto uczy tego języka innych, kto jest dumny z języka ukraińskiego i każdy, kto nie boi się mówić o sprawach ukraińskich. Ktoś, dla kogo sprawy ukraińskie są ważne, bo są własne. I trzeba nimi żyć, żeby nie zatracić swojej tożsamości w diasporze. Gdy jesteśmy porozrzucani, to tym bardziej trzeba się wspierać, dawać poczucie jedności, wsparcia. Nie tylko oczekiwać, ale zachęcać. Zachęcać do tego, żeby cenić te wartości, które od wieków były przekazywane w naszym narodzie. Bo tylko w taki sposób możemy pomóc ludziom, biorąc pod uwagę różne życiowe komplikacje. Ja wierzę głęboko, że wielu ludzi obecnie głęboko w sercu nosi to poczucie Ukraińca/Ukrainki, ale czasami warunki życiowe nie pozwoliły na to, żeby w ich życiu, w ich rodzinach tak w pełni ta ukraińskość się przejawiła.

(-)

Mam nadzieję, że w następnym tygodniu usłyszymy o rzymskich wrażeniach, a dzisiaj czas już się pożegnać. Program przygotowała i poprowadziła Jarosława Chrunik, a moim rozmówcą był bp Arkadiusz Trochanowski. Ponownie usłyszymy się jutro o tej samej porze. Miłego wieczoru, drodzy słuchacze!

18.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam Was w poniedziałek, 18 października, na antenie Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Może rozpoczynający się tydzień nie będzie zły, bowiem dzisiejsze wiadomości są dość optymistyczne, nawet w kalendarzu historycznym.

(-)

18 października 1596 r. sobór cerkiewny w Brześciu zatwierdził Unię Brzeską, czym powołał do życia Ukraińską Cerkiew Greckokatolicką.

(-)

1868 r. urodziła się Jewhenija Jaroszyńska, pisarka ukraińska. Była aktywną działaczką ukraińskiego ruchu feministycznego. Mając przed sobą konkretnego adresata (chłopa) i konkretny cel (oświatowy), Jaroszyńska poruszała bolące problemy życia ludu.

(-)

1876 urodził się Serhij Jefremow, ukraiński działacz państwowy, historyk literatury, akademik Ukraińskiej Akademii Nauk, wiceprezydent UAN, jeden z twórców ukraińskiego dziennikarstwa.

(-)

1902 r. urodziła się Maria Sokił (Rudnycka), ukraińska śpiewaczka operowa (sopran). II wojna światowa zastała ją wraz z mężem (kompozytorem i dyrygentem) w USA, gdzie zamieszkali na zawsze.

(-)

Dzisiaj świętują: Aleksandra, Oleksy, Piotr, Denis, Grzegorz, Julian i Tychon. Do tego grona dołączają urodzeni 18 października, a wszystkim życzę wszystkiego najlepszego!

(-)

Zaczniemy od literatury. Jak podaje wydanie „Nasz Wybór”, decyzją jury XVI Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus”, tegoroczną zwyciężczynią została książka Katarzyny Babkinej „Mój dziadek tańczył najlepiej ze wszystkich” w tłumaczeniu znakomitego polskiego tłumacza i poety, Bohdana Zadury. Zwycięzcy „Angelusa” otrzymują nagrodę finansową w wysokości 150 tys. złotych, a tłumacz – 40 tys. złotych. W ramach „Angelusa” wręczana jest też nagroda im. Natalii Horbanewskiej; zwycięzcę wyłania się na podstawie inetnetowego głosowania czytelników. W tym roku zdobyła ją książka Katarzyny Babkinej. Tym samym pisarka otrzymała też zaproszenie na trzymiesięczną literacką rezydencję we Wrocławiu, której fundatorem jest Wrocławski Dom Literatury.

„Angelus” dla Babkinej to już czwarty wypadek w historii Nagrody, gdy otrzymują ją autorzy z Ukrainy. Do tej pory nagrody otrzymali: Jurij Andruchowycz za książkę „Dwanaście obręczy” w 2006 r., Oksana Zabużko za „Muzeum zapomnianych sekretów” w 2013 r. i Serhij Żadan za „Mezopotamię” w 2015 r.

Literacka Nagroda Europy Środkowej „Angelus” to literackie wyróżnienie, wręczane co roku poczynając od 2006 r., za najlepszą książkę prozą, opublikowana w języku polskim minionego roku. Organizatorem i fundatorem nagrody jest miasto Wrocław. Laureatem może zostać pisarz pochodzący z Europy Środkowej (Austria, Albania, Białoruś, Bułgaria, Bośnia i Hercegowina, Estonia, Litwa, Łotwa, Macedonia, Mołdawia, Niemcy, Polska, Rosja, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia, Węgry, Ukraina, Chorwacja, Czechy i Czarnogóra). Nagroda wręczana jest za najlepsze utwory prozą, które w swojej twórczości poruszają najważniejsze, najbardziej aktualne tematy współczesnego świata, dają impuls do refleksji i głebokiego poznania innych kultur.

(-)

Polityka nie jest tak sympatyczna, jak literatura. Ukraiński MSZ potępia rosyjski spis ludności na Krymie. Rosjanie rozpoczęli go na okupowanym półwyspie w ramach ogólnopaństwowego spisu. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

We Lwowie od teraz jest Park Pamięci Bohaterów. Taką wiadomością podzielił się w sieci społecznościowej Markian Łopaczak. Rodziny Obrońców wspólnie z deputowanymi Lwowskiej Rady Miejskiej posadzili go wzdłuż drogi łączącej Memoriał Pamięci Bohaterów Niebiańskiej Sotni z Wysokim Zamkiem. Od teraz każdej wiosny 96 grusz, rajskich jabłoni i innych drzew ozdobnych będą kwitły jedno po drugim, zachowując pamięć o Ukraińcach, którzy oddali życie za kraj. Jest to niezwykłe miejsce mocy dla wszystkich i warto je odwiedzić, będąc we Lwowie.

(-)

I tu musimy się już pożegnać. Była z Wami Jarosława Chrunik; ponownie usłyszymy się wieczorem o godz. 18.10, a teraz życzę Wam wszystkim pięknego dnia! Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze – i na poniedziałek, i na cały tydzień!

17.10.2021 – godz. 20.30 (opis do dźwięku)

Witamy Państwa w magazynie ukraińskim „Od niedzieli do niedzieli”; w studiu – Jarosława Chrunik. Ostatni tydzień minął pod znakiem uroczystości – 14 października wierni obrządku wschodniego obchodzili święto Opieki Matki Bożej. Po raz pierwszy uroczystości odbyły się w katedrze, a liturgię świętą celebrował bp Arkadiusz Trochanowski, ordynariusz olsztyńsko-gdański. Tego samego dnia nad Dnieprem obchodzony jest Dzień Obrońcy Ukrainy. My też wspomnimy o tym w naszej audycji.
(-)
Miniony tydzień był szczególny, zwłaszcza dla olsztynian. Po raz pierwszy święto Opieki Maki Bożej obchodziliśmy na szczeblu eparchialnym. Uroczystościom przewodził bp Arkadiusz, ordynariusz olsztyńsko-gdański:
(-) Fragment mszy
– Święto Opieki Matki Bożej to święto parafii w Olsztynie i teżw tym roku jest szczególne, ponieważ parafia obchodzi to święto po raz pierwszy jako parafia katedralna – w katedrze nowo utworzonej eparchii olsztyńsko-gdańskiej. Dlatego też w sposób szczególny przychodzimy, żeby świętować ten „Pokrow”, tę Bożą Opiekę Matko Bożej, która dla nas wszystkich jest pośredniczką między Bogiem a ludźmi; do której przychodzimy i powierzamy jej wszystkie nasze prośby, modlitwy – żeby zaniosła je do Boga i była dla nas matką, opieką we wszystkich codziennych sprawach. Myślę, że tu w sposób szczególny można przypomnieć sobie słowa Jezusa Chrystusa, które powiedziana krzyżu do Maryi: „To syn twój” – żeby się nim opiekowała i myślę, że w tym obrazie Jana możemy widzieć całą ludzkość, która jest pod opieka Matki Bożej, tych wszystkich wierzących, którzy wierzą w Boga. Dlatego tym bardziej powinniśmy do Niej przychodzić jak do naszej ukochanej matki, która nas przyjmuje, która dla nas wszystkich jest mądrością, miłością i dobrem i dlatego moim zdaniem powinniśmy to święto obchodzić; rozumiejąc, że tym wszystkim, czym żyła Bogurodzica, powinniśmy i my żyć. To znaczy, że powinniśmy od niej uczyć się słuchania Boga, cierpliwości, takiej dobroci, miłości, ale też rozważania Bożego Słowa w życiu codziennym. Żeby nas wypełniało, żeby było dla nas Słowem naprawdę mądrości i pomagało nam wybierać to co najlepsze w naszym życiu. Dlatego uważam, że powinniśmy się tego uczyć od Bogurodzicy. Kojarzy mi się ona właśnie jako taka mądrość, dlatego tym bardziej powinniśmy do niej przychodzić, prosić o łaski, żeby nasze modlitwy zanosiła do Pana Boga.
(-)
W święcie wziął też udział zespół „Suzirjaczko” pod kierownictwem pani Darii Bułki-Bzil:
(-)
Jednak olsztynianie obchody rozpoczęli kilka dni wcześniej, już w sobotę, podczas spotkania z kobziarzem ukraińskim, Jurijem Fedyńskim. Muzyk urodził się w USA w rodzinie ukraińskich emigrantów, chociaż w jego żyłach płynie krew, można powiedzieć, połowy Europy – i irlandzka, i niemiecka, i skandynawska – jednak wybrałUkrainę. Tam wiele lat mieszka i tam czuje się szczęśliwy. Zaśpiewał między innymi pieśń do Bogurodzicy, zachęcając i nas do wspólnego śpiewania:
(-)
W święto Opieki Matki Bożej obchodzimy też dzień Obrońcy Ukrainy. Jeszcze kozacy wybrali Matkę Bożą na swoją niebiańską orędowniczkę i opiekunkę. Chwalebne szeregi milionów bohaterów, już w XXI wieku, powiększyli bohaterowie Niebiańskiej Sotni i tysiące innych naszych rodaków, którzy zginęli w obronie Ukrainy. O nich tez wspomnial ekscelencja Arkadiusz:
(-)
– To święto także dla narodu ukraińskiego odgrywa bardzo ważną rolę. W sam dzień „Pokrowu” obchodzimy Dzień Obrońców Ukrainy, dlatego powinniśmy pamiętać o tych wszystkich, którzy stoją na straży Ukrainy, ukraińskich granic, którzy też oddają swoje życie. Dlatego powinniśmy pamiętać o tych wszystkich, którzy do tej pory oddali swoje życie za wolność Ukrainy i tez ich w swoich modlitwach wspomnieć. Wspomnieć też tych, którzy w różny sposób są obrońcami Ukrainy. czyli są to ci wszyscy, którzy propagują wiedzę o Ukrainie, którzy szerzą język ukraiński, rozmawiają nim, którzy dbają o to, żeby ten język nie zaginął, szerzą literaturę ukraińską i na wszelkie sposoby chcą pokazać godność i wartość Ukraińca. Dlatego tym bardziej powinniśmy obchodzić dzisiaj ten dzień i te wszystkie nasze sprawy oddać w opiekę Bogurodzicy – żeby nas prowadziła i uczyła nas tej Bożej mądrości. A gdy będzie Boża mądrość, to będzie i miłość do swego, i szacunek dla obcego.
(-)
Zanim rozlegnie się muzyka, którą przygotował Roman Bodnar, proponuje wam zapoznać się z zespołem „Śpiwanka” z Mokrego. To właśnie ten zespół odwiedził tych, którzy przyjechali uczcić pamięć dawnych mieszkańców wsi Trzcianiec i Grąziowa:
– Maria Biłas, kierowniczka zespołu „Śpiwanka”, przewodnicząca sanockiego oddziału ZUwP, przewodnicząca też takiego stowarzyszenia, które w Mokrem prowadzi szkołę. Tak że dużo pracuję społecznie.
– To szczególnie ważne, że społecznie. Nie bierze pani za to pieniędzy, ale proszę spojrzeć, ile radości daje pani ludziom, jacy wszyscy są zadowoleni, jak śpiewali. Skąd pani bierze czas na to wszystko? I ochotę?
– Wie pani, nie można się zestarzeć. Żeby jeszcze przedłużać to młode życie, to coś musimy robić, być aktywne. Jak to kobiety; mężczyzn u nas jest niewielu, ale niektórzy przychodzą; może jeszcze jakoś ich dobierzemy – przede wszystkim kobiety. Postawiliśmy sobie za zadanie, że odnajdziemy stare pieśni. Takie, jakie śpiewali nasi przodkowie.
– Bo właśnie zwróciłam uwagę na to, że nawet jeśli piosenka jest znana, to słowa są trochę inne.
– Te wszystkie piosenki, które śpiewamy, są naturalnie zapisane od mieszkańców naszej wsi. To nie my już je zapisywaliśmy. Niektóre – tak, bo każdy gdzieś tam ma w domu śpiewniczek, w którym zapisywał słowa od dzieciństwa, gdy uczył się piosenek. Babcia śpiewała, mama śpiewała. Obecnie nikt tych piosenek nie pamięta, niech pani nie myśli, że one są popularne. A my po prostu i z tych własnych zapisków, a także zapiski od Kolberga, a przede wszystkim – zapisane w 50-tych, a potem w 70-tych latach przez śpiewaczkę ze Lwowa Marię Bojko. Odkryliśmy te piosenki, staramy się dać im nowe życie. Zrobiliśmy zapisy nutowe i też nagraliśmy sobie płytę, żeby to gdzieś na przyszłość zostało. I teraz już są one prawie znane. Ale jakieś pięć lat temu czy siedem to naprawdę zaczynaliśmy od zera. Ja niektórych tych piosenek zupełnie nie słyszałam, bo ani moja babcia, ani moja mama tych piosenek nie śpiewały. To jeszcze wcześniejsze, i to są zapisy imienne – od kogo to jest; nazwisko, imię podane, jaka to kobieta czy jaki mężczyzna śpiewali te piosenki. No i takie zadanie sobie postawiliśmy, że uchronimy to i tak po trochę nam się udaje.
(-)
– Gdzie ostatnio koncertowaliście?
– Wie pani, to jest rok taki byle jaki. W ubiegłym roku mieliśmy już wykupione bilety na samolot, mieliśmy lecieć do Kanady na dwutygodniowe tournee, mieliśmy już zorganizowaną trasę. Pandemia to wszystko przekreśliła. W tym roku też niewiele się ruszamy – u siebie na „Święcie nad Osławą”… no, niewiele, nie ma gdzie jeszcze pojechać, bo wiele różnych koncertów po prostu nie odbyło się.
– A gdzie będzie najbliższy?
– Na razie nie wiemy. Gdzie nas zaproszą, tam pojedziemy. W latach ubiegłym to i po Ukrainie – na „Bojkowskiej Watrze” zajęliśmy pierwsze miejsce. Gdzie byliśmy? W Rumunii byliśmy. No i po Polsce, od Kołobrzegu aż do Wałcza, tam koncertowaliśmy. I w tę stronę, wschodnią – Lublin, okolice. Dużo koncertów, rocznie w pierwszym czy drugim roku naszego istnienia to daliśmy sto koncertów. To już jest dużo.
– I jeszcze powinniście zawitać na północny wschód, na Warmię i Mazury.
– Jeśli nas zaprosicie, to chętnie przyjedziemy. Nasze kobiety są takie, że jak to mówią: tylko im gwizdnąć – one już jadą.
(-)
Jadą i śpiewają. A teraz słowo i muzyka od Romana Bodnara, jednak za moim pośrednictwem. Roman „podłapał” grypę, trudno jest mu mówić, więc wyręczę go dziś i to ja zaprezentuję to, co nam dzisiaj przygotował:

(-) Hit-Parad

Pora już się pożegnać;program przygotowali dzisiaj:Roman Bodnar i Jarosława Chrunik. Usłyszymy sięjutro na 99,6 MHZ o godz. 10.50, a teraz już życzymy wam miłego wieczoru, drodzy słuchacze!Wszystkiego dobrego!

Zatwierdzam do emisji: ..……………………………………………………
/podpis wydawcy programu/

16.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Głównym świętem tygodnia było święto parafialne w Olsztynie, to pierwsze święto przy statusie soboru biskupstwa. Nie zapomnieli Ukraińcy o innych świętach, które obchodzi się 14 października. Dokładniej o tym dzisiaj w programie. Z Wami jest Hanna Wasilewska. Witam.
(-)
Greckokatolicka parafia w Olsztynie powstała w 1979 roku, więc we czwartek świętowała 42. urodziny, natomiast sto lat olsztyńskiemu soborowi greckokatolickiemu parafianie odśpiewali po raz pierwszy. W 1994 roku, kiedy rozpoczęto tu budowę cerkwi, nikt nie myślał, że powstanie sobór – przyznaje jeden z inicjatorów budowy, wieloletni parafianin Włodzimierz Lipiński:
To jest inicjatywa nas wszystkich. Wszyscy coś tam pomyśleli po trochu i zbudowali. No po prostu umówili się. Tak właściwie, jak zaczynaliśmy budować, to nigdy nie myśleliśmy, że coś takiego będzie. Rosło razem z nami.
Dzisiaj dla naszej parafii dzień świąteczny – proboszcz greckokatolicki parafii katedralnej ojciec Iwan Hałuszka – bo po raz pierwszy obchodzimy nasze święto w soborze katedralnym. Bardzo mi miło, że dzisiaj w takiej wielkiej liczbie możemy świętować to święto w tej świątyni, która jest matką dla wszystkich świątyń naszej eparchii – biskup olsztyńsko-gdańsku kir Arkadiusz Trochanowski – i pozwólcie, chciałbym też, żeby to był mój taki dobry zwyczaj, od siebie chce podarować parafii w Olsztynie, na ręce ojca protosynkela, ojca Iwana, proboszcza, ikonę przenajświętszej Bogarodzicy, by ta ikona z przeznaczeniem być może na tetrapod, służyła, żeby przypominała nam o modlitwie, o opiece, żebyśmy brali tę opiekę na siebie, żebyśmy dbali o siebie, żeby nikogo nie brakowało w tym kościele, żebyśmy tworzyli taką wspólnotę, żebyśmy byli jedną rodziną.
Ja tu już 22 lata mieszkam niedaleko Olsztyna i 22 lata już należę do tej parafii – nauczyciel języka ukraińskiego Piotr Tabaka – cerkiew zrzesza wszystkich parafian, ale nie tylko parafian, a przyjezdnych, którzy przyjeżdżają na liturgię albo wydarzenia, które się tu odbywają. Szczególnie nasza cerkiew, bo tu i cerkiew, i mieszka tu teraz władyka, mamy bardzo ładną salę, w której można przeprowadzać koncerty, spotkania dla dzieci, po prostu nasze parafialne też czy kutię, czy małankę. To ważne, bo to szczególnie zrzesza Ukraińców, którzy mieszkają w Olsztynie, ale nie tylko.
Na święcie parafii Piotr Tabaka miał szczególną misję.
Złożyć życzenia władyce, bo to pierwsze takie święto w naszym soborze katedralnym opieki przenajświętszej Bogarodzicy, prawda. Dotąd świętowaliśmy tylko jako parafia, a teraz jesteśmy katedrą, dlatego życzenia władyce składamy w katedrze.
Dzisiaj my, dzieci i młodzież, chcemy złożyć Wam życzenia, władyko, przy święcie parafii głównej świątyni eparchii. Niechaj najwyższy Bóg błogosławi wszystkie Twoje poczynania i sprawy nie zapominając o nas, najmłodszych. Życzymy dalszych sukcesów. Wielu sił i zdrowia, i realizacji wszystkich pomysłów i projektów.
Jesteśmy szczęśliwi, że jesteś z nami. Nie lękaj się trudu i zmęczenia w służbie przenajświętszej Bogarodzicy i nam tu w Olsztynie na chwałę naszej parafii katedralnej i eparchii olsztyńsko-gdańskiej, i za to dziękujemy.
W programie oczywiście liturgia, tak jak co roku to się odbywa…po liturgii koncert Suziriaczka…a już po koncercie życzenia od dzieci i dorosłych…
Dzisiejszy dzień, to także dzień obrońcy Ukrainy. Obrońca to także ten mężczyzna czy ta kobieta, którzy używają języka ukraińskiego, mówią nim i uczą dzieci…dumni z Ukrainy niezależnie od warunków. Dlatego też zapytajmy siebie, jak nastawieni jesteśmy do swojej cerkwi, która głosi nam dobrą nowinę, czy my wspólnie całą rodziną modlimy się w cerkwi, jak wygląda także moja odpowiedzialność za Kościół? Czego uczymy dzieci? Ile czasu poświęcamy na te wartości duchowne, liturgię, na modlitwę?
Jesteśmy Ukraińcami, dlatego powinniśmy obchodzić te święta wszystkie razem, tak jak robimy to dzisiaj.
Święto przeszło do historii, ale wrócimy do niego w przyszłym tygodniu. Na razie przyszedł czas pożegnać się. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego.

15.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Cześć wszystkim. Na antenie program „Od A do Z”. W studiu Hanna Wasilewska. Natomiast z czasem do mnie przyłączą się młodzi koledzy z Górowa Iławeckiego. Na dworze październik, więc nazbierało się troszkę wiadomości z murów szkoły. Z jeszcze poznamy się z nowymi uczniami. Swoimi wrażaniami o górowskiej szkole podzielą się pierwszoklasiści liceum. Jak podołać jesieni i znaleźć odpowiedź na pytania, które czasem składa nam życie, Oksanka Basaraba opowie. Zaczynamy.
(-)
Razem ze złotym dywanem październik wrócił nam audycje szkolne z Górowa Iławeckiego. Pierwsze znajomości i wydarzenia w szkołach ukraińskich już się odbyły, więc jest o czym opowiadać:

Dobry wieczór. Witamy was z ukraińskiej szkoły w Górowie Iławeckim. Bardzo s ę cieszymy, że możemy spotkać się z wami znowu. U nas jak zawsze wiele wydarzeń. Na początku września, nasza społeczność szkolna przyjęła do swoich szeregów pierwszoklasistów. Drugie klasy przygotowały tradycyjne otrzęsiny. Nowi uczniowie musieli pokazać się z jak najlepszej strony, udowodnić, że godni są być uczniami naszej szkoły. Było wiele śmiechu i wesołości, na koniec wszyscy spotkali się przy wspólnym grillu. Teraz nasi pierwszoklasiści.
(-)
Nazywam się Magda [niezrozumiałe]. Przyjechałam z Elbląga. Bardzo podoba mi się szkoła. Jest w niej wiele zajęć pozalekcyjnych; tańczę w Dumce, a także chodzę do szkolnej telewizji, która nazywa się Szkolne Wieści. Budynek szkoły jest ładny, ozdobiony malunkami i innymi pracami uczniów.

[niezrozumiałe] przyjechałam z Gdańska, 1A [niezrozumiałe] czujemy, że inne klasy są dla nas otwarte. W ogóle szkoła ma taką otoczką i estetyczną i duchową; czuję się tu dobrze.

– Powiedziałaś, że dobrze was przyjęli. Miałaś na myśli otrzęsiny.
– Tak.

– I jakie one były?
– To było bardzo ciekawe doświadczenie, ale także my też dobrze bawiliśmy się, o to chodziło.

– Cześć, [niezrozumiałe] Hnyłycia.

– Skąd do nas przyjechałeś?
– Przyjechałem z Giżycka. Szkoła jest bardzo ładna, bardzo fajni ludzie, nauczyciele są jak krewi. Wszyscy [niezrozumiałe]; polecam każdemu, żeby przyjechał do naszej szkoły zobaczył jak tu bardzo ładnie, jacy fajni ludzie są, a może później uczyć się z nami razem.

– Powiedz mi, niedawno u nas, bo 30 września odbyła się dyskoteka z okazji dnia chłopca.
– Dyskoteka była bardzo, bardzo fajna, była bardzo ładna muzyka; to też taka odmiana, bo przez ostatnie lata, rok, nie było tego, restrykcje były wielkie, a teraz mogliśmy się wszyscy spotkać, rozmawiać, tańczyć; była bardzo ładna muzyka, tradycyjna, taka ukraińska, jaką lubimy, jakiej chcemy słuchać.

– Niedawno u nas także odbyły się otrzęsiny.
– Otrzęsiny były bardzo wesołe, wszyscy ludzie razem śpiewali, tańczyli. Młodzi myślę bardzo fajnie przyjęli się i myślę kto przyjdzie, to też będzie miał u nas bardzo dobrze.

– Dziękuję bardzo.

Dzisiaj z nami przewodnicząca samorządu szkolnego Wiktoria Zięba, która powie troszkę więcej o naszej szkole. Witam.

– Dzień dobry, w naszej szkole bardzo wiele zajęć, na które możemy pójść po lekcjach. Jest zespół pieśni i tańca Dumka i Żurawka, gdzie możemy dowiedzieć się jeszcze więcej o ukraińskim folklorze i wyjechać na różnorodne koncerty i festiwale i zaprezentować nasze umiejętności. Gdy ktoś jest miłośnikiem sportu, to po lekcjach jest sportowa sekcja siatkówki i piłki nożnej. Po lekcjach nauczyciele prowadzą zajęcia, na których pomagają słabszym uczniom i tym, którzy chcą nauczyć się więcej niż na lekcjach. Każdy nauczyciel jest dla ucznia wsparciem. Pomaga nam i martwi się o nas. W internacie panuje rodzinna, przyjemna atmosfera, każdy każdego zna i pomagamy sobie jeśli pojawiają się takie potrzeby. Uczniowie wszyscy są równie, nauczyciele w internacie sprawiają, że możemy poczuć się bardzo bezpiecznie i komfortowo.

– Warto wspomnieć, że naszą szkołę odwiedzili wykładowcy szkół wyższych. Przeprowadzili z uczniami warsztaty…z finansów i spotkania z nauką. Wczoraj uczniowie klas początkowych pojechali na wycieczkę do […] i Giżycka. Na dzisiaj to wszystko, życzymy wam ładnego weekendu i do usłyszenia.
Jesień to pora adaptacji, która często wywołuje nastroje depresyjne. Szczególnie ważne jest,żeby jesienną chandrę pokonali młodzi. Ukraińska młodzież na Warmii i Mazurach może zwrócić się w sprawie pomocy do parafii greckokatolickich, gdzie często odbywają się rekolekcje i spotkania z katechetami.

Jak szuka odpowiedzi na pytania życiowe Oksanka Basaraba, chętnie się podzieliła, Jej przyjaciele, drogowskazem i przykładem w życiu jest ojciec Stefan Batruch, proboszcz greckokatolickiej parafii w Lublinie. Ciekawe czemu właśnie on:

Jego działalność duszpasterska rozpoczynała się właśnie od tych obozów Sarepta, do których dołączał się do organizacji. Na początku dużo współpracował z młodzieżą, więc jak tylko parafia rozpoczęła działalność było kilkanaście takich rodzin, które mieszkały tu na stałe, natomiast dużo przybyszów parafii to byli studenci, doktoranci, którzy przybywali z Ukrainy i jakoś tak złożyło się, że jego działalność była powiązana z młodzieżą, która jest tu. To nazywało się Akademickie Duszpasterstwo Młodzieży, jakoś tak.

– Jak się z nim poznałaś?
– Na pewno jak przyjechałam do Lublina, to jak każdy człowiek, który przyjeżdża gdzieś zza granicy chciałam znaleźć swoje środowisko, tam gdzie mogłaby usłyszeć swój język, gdzie mogłabym się modlić w tym obrzędzie, w jakim modliłam się od dziecka i kiedy znalazłam cerkiew, to było pierwsze miejsce, które znalazłam tu w Lublinie, to poszłam od razu drugiego dnia na nauczanie i poznałam się właśnie [niezrozumiałe] miałam taki okres, że nie mogłam się adaptować; ojciec podszedł do mnie i zapytał, czy ja nie potrzebuję rozmowy jakiejś, czy może porozmawiać. Odważyłam się też porozmawiać i tak się poznaliśmy, i zaczęłam częściej przychodzić, byłam obecna na liturgiach częściej i na pewno i te kazania mają dla mnie bardzo duże znaczenie, ja na początku nagrywałam sobie je na dyktafon i słuchałam po kilka razy. One są takie bardzo realistyczne. Powiedziałabym zbliżone do naszego codziennego życia. [niezrozumiałe] jakieś informacji, że obył się jakiś synod czy coś, zawsze jest odpowiedź na jakieś konkretne pytanie naszych problemów, przeżyć codziennych. One są zawsze takie bardzo aktualne. Ja je przesłuchuję, czytam, bo teraz jest książka i można przeczytać i znaleźć odpowiedź dla siebie na pytania, które najbardziej martwią. Do tego często w swoich kazaniach porusza sprawy Ukraińców tu w Polsce, na pewno trudnych elementów wspólnej historii, które do dzisiaj odbijają się echem i wywołują nieprzyjemne odczuci, przeżycia i to wywołało tak sympatię do tego co on mówi, jak on mówi i zawsze te kazania nie mają takiego moralizatorstwa, nie ma żeby robić tak, albo tak.

– Właśnie jak poradzić młodemu człowiekowi, żeby nie był on nastawiony wrogo i posłuchała się, bo jak się mówi o młodzieży, to nie chce słuchać rady, a tu tym bardziej ksiądz; dość dorosły człowiek, dojrzały, jak może poradzić młodzieży tak, żeby słuchali się jego? Jaki jest klucz?
– Wydaje mi się, że tu ważne jest radzić nie tak bezpośrednio, ale żeby nie wyglądało to tak, że ja to nie każe zrobić i będzie tylko, co mi się bardzo podobało, ojciec nigdy czy w rozmowie czy podczas spowiedzi, w czasie swoich liturgii nie dawał konkretnych rad. Nie mówił, że [niezrozumiałe], analizował, pokazywał jak to jest, jak może być, ale nigdy nie dawał konkretnej rady żeby zrobić tak i będzie okej, albo tak. On zawsze pomagał mi jakoś to ogarnąć, ale ostateczna decyzja zostawała mi. Dużo wzięłam z takiego jego nastawienia do innych ludzi, to ja widziałam jak on toleruje wszystkich, jak znajduje wspólny język z ludźmi niezależnie od tego czym oni się zajmują i skąd są, i to też miało taki znaczny wpływ.

Współczesna młodzież często niestety nie ma dobrych stosunków z rodzicami, czy takich autorytetów jak ojciec Stefan Batruch. Gdzie poradzisz im szukać odpowiedzi i porad?

Z tego powodu, że chodzę na liturgię, słucham kazań online, staram się jakoś uświadomić innych, jakoś analizować, ale analizować nie w kontekście tego co wokół, ale w kontekście swojego życia własnego, wtedy pomaga mi znaleźć odpowiedzi na jakieś takie trudne dla mnie pytania, znaleźć sobie [niezrozumiałe] jak mówią codziennych czasem problemów emocjonalnych, ale myślę, że to bardzo indywidualne dla każdego; każdy powinien szukać dla siebie sposobu, metody, sposobu, który pomoże na pewno znajdować potrzebne odpowiedzi na pytania.
Nasza szkoła radiowa też chętnie was zaprasza, właśnie teraz na lekcję języka ukraińskiego:

[lekcja języka ukraińskiego]

Wczoraj nauczyciele w Polsce obchodzili swoje święto. Dzień nauczyciela przypomina nam o tym, jak ważni w naszym życiu są pedagodzy, nasi wychowawcy. Nie tylko dzielą się swoją wiedzą, ale oddają każdemu cząstkę siebie. Z czasem iskierki, zapalone w sercach uczniów rozbiegają się po świecie i stają się źródłem prawdziwego światła. Dzisiaj chcę podziękować i ja naszym nauczycielom za to, że oddanie pracują na chwałę ukraińskiej oświaty w Polsce. Niech iskierki będą niedaremnymi, a ogień wiecznym. Bądźcie zdrowi i uśmiechnięci. Jesteście naszą siłą.

Tym żegnam się z wami. W programie „Od A do Z” usłyszmy się za tydzień. Z wami była Hanna Wasilewska. Dobrego weekendu. (dw/an)

15.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Konsul Ukrainy w Gdańsku Ołeksandr Płodystyj opowiedział, jakich wykroczeń najczęściej dopuszczają się Ukraińcy, którzy mieszkają między innymi w województwie Warmińsko-Mazurskim. Rada wykonawcza UNESCO w głosowaniu uchwaliła dzisiaj kontynuowanie zobowiązanie organizacji w sprawie monitoringu sytuacji na Krymie. Na Ukrainie zmarł były dyrektor elektrowni atomowej w Czarnobylu. Ukraiński MSZ w piśmie do władz Republiki Zielonego Przylądka przypomina o statusie prawnym Natalii Pokłonskiej, w związku z mianowaniem jej przez Rosję na ambasadora w tym kraju. O tym dokładniej usłyszycie z chwilę. Dzisiaj jest piątek 15 października. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska.
(-)
Konsul Ukrainy w Gdańsku Ołeksandr Płodystyj opowiedział, jakich wykroczeń najczęściej dopuszczają się Ukraińcy, którzy mieszkają między innymi w województwie Warmińsko-Mazurskim. Jak podaje Yavp.pl, za słowami konsula, w policyjnych raportach znajduje się wiele wykroczeń, których opuścili się Ukraińcy. Ale jedynie pojedyncze wypadki mają charakter kryminalny. Najczęściej to prowadzenie pod wpływem alkoholu. Faktycznie z 10 powiadomień dziennie 7 dotyczy zatrzymanego auta, którego kierowcą jest nietrzeźwy obywatel Ukrainy. Nieprzyjemnie mi to słyszeć. Tak, karane jest to mandatem, albo ograniczeniem wolności, odebranie prawa jazdy, ale wrażenie o nas robi niedobre – zaznaczył Ołeksandr Płodystyj w wywiadzie dla portalu Yavp.pl. Konsul dodał, że na drugim miejscu znalazło się używanie lyb posiadanie narkotyków Ołeksandr Olodystyj na stanowisku konsula w Gdańsku pracuje od 19 sierpnia 2021 roku. Exequatur, czyli dokument, który pozwala wykonywać funkcję konsula otrzymał na początku września.
(-)
W powiadomieniu polskiego MSZ informuje się: rada wykonawcza UNESCO w głosowaniu uchwaliła dzisiaj decyzję o kontynuacji zobowiązania organizacji w sprawie monitoringu sytuacji na Krymie. Wynik głosowania był możliwy dzięki intensywnej i efektywnej działalności grup przyjaciół Ukrainy, które obecnie koordynuje Polska. Zgodnie z przyjętą decyzją UNESCO we współpracy z organizacjami partnerskimi będzie nadal pracować nad sprawozdaniami o sytuacji na Krymie. Rozszerzono także mandat działalności UNESCO w sprawie monitoringu w sferze kompetencji organizacji, między innymi w sferze monitoringu ochrony wolności poglądów i bezpieczeństwa dziennikarzy, równego dostępu do oświaty, praw kobiet, ochrony wartości materialnych i niematerialnych, zakazy eksportu i handlu towarami muzealnymi czy także ochrony mniejszości etnicznych oraz religijnych, szczególnie Tatarów Krymskich. Pozytywny wynik głosowania jest wynikiem intensywnych i efektywnych działań dyplomatycznych stałego przedstawicielstwa Rzeczypospolitej Polskiej w krajach Europy, Azji, Afryki i Ameryki, które dołączyły się do wsparcia tych działań. Decyzja co do Ukrainy na forum UNESCO jest ważnym elementem realizacji priorytetów polskiej polityki zewnętrznej w wymiarze wschodnim.
(-)
Na Ukrainie zmarł były dyrektor elektrowni atomowej w Czarnobylu. Zajmował to stanowisko ponad 35 lat temu podczas awarii reaktora, która doprowadziła do katastrofy. Z Kijowa – Paweł Buszko

(-)

Ukraiński MSZ w piśmie do władz Republiki Zielonego Przylądka przypomina o statusie prawnym Natalii Pokłonskiej, w związku z mianowaniem jej przez Rosję na ambasadora w tym kraju. Była prokurator okupowanego Krymu jest oskarżona nad Dnieprem o zdradę stanu.
(-)
Tym kończymy nasz program, ale ja nie żegnam się z wami. Usłyszymy się wieczorem w programie „Od A do Z”. Życzę przyjemnego dnia.

14.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam Was w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie” na falach Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Dzisiaj wszyscy świętujemy – mamy religijne święto Opieki Matki Bożej i jednocześnie obchodzimy Dzień Obrońców Ukrainy. Będzie więc świątecznie w naszej audycji.

(-)

W Olsztynie święto „Pokrowu” zaczęliśmy obchodzić już w sobotę spotkaniem z ukraińskim kobziarzem, rodem z USA, który jednak wybrał Ukrainę – Jurijem Fedyńskim. Zaśpiewał on między innymi pieśń do Bogurodzicy, zachęcając i nas do wspólnego śpiewania:

(-)

Dzisiaj jest święto parafialne, a od teraz też – eparchialne w olsztyńskiej parafii. Uroczystości religijne celebruje ordynariusz olsztyńsko-gdański, bp Arkadiusz Trochanowski, który zdążył podzielić się ze mną swoimi refleksjami na temat dzisiejszego święta:

– Święto Opieki Matki Bożej to święto parafii w Olsztynie i tez w tym roku jest szczególne, ponieważ parafia obchodzi to święto po raz pierwszy jako parafia katedralna – w katedrze nowo utworzonej eparchii olsztyńsko-gdańskiej. Dlatego też w sposób szczególny przychodzimy, żeby świętować ten „Pokrow”, tę Bożą Opiekę Matki Bożej, która dla nas wszystkich jest pośredniczką między Bogiem a ludźmi; do której przychodzimy i powierzamy jej wszystkie nasze prośby, modlitwy – żeby zaniosła je do Boga i była dla nas matką, opieką we wszystkich codziennych sprawach. Myślę, że tu w sposób szczególny można przypomnieć sobie słowa Jezusa Chrystusa, które powiedział na krzyżu do Maryi: „To syn twój” – żeby się nim opiekowała i myślę, że w tym obrazie Jana możemy widzieć całą ludzkość, która jest pod opieką Matki Bożej, tych wszystkich wierzących, którzy wierzą w Boga. Dlatego tym bardziej powinniśmy do Niej przychodzić jak do naszej ukochanej matki, która nas przyjmuje, która dla nas wszystkich jest mądrością, miłością i dobrem, i dlatego moim zdaniem powinniśmy to święto obchodzić; rozumiejąc, że tym wszystkim, czym żyła Bogurodzica, powinniśmy i my żyć. To znaczy, że powinniśmy od Niej uczyć się słuchania Boga, cierpliwości, takiej dobroci, miłości, ale też rozważania Bożego Słowa w życiu codziennym. Żeby nas wypełniało, żeby było dla nas Słowem naprawdę mądrości i pomagało nam wybierać to, co najlepsze w naszym życiu. Dlatego uważam, że powinniśmy się tego uczyć od Bogurodzicy. Kojarzy mi się ona właśnie jako taka mądrość, dlatego tym bardziej powinniśmy do niej przychodzić, prosić o łaski, żeby nasze modlitwy zanosiła do Pana Boga.

(-)

– To święto także dla narodu ukraińskiego odgrywa bardzo ważną rolę. W sam dzień „Pokrowu” obchodzimy Dzień Obrońców Ukrainy, dlatego powinniśmy pamiętać o tych wszystkich, którzy stoją na straży Ukrainy, ukraińskich granic, którzy też oddają swoje życie. Dlatego powinniśmy pamiętać o tych wszystkich, którzy do tej pory oddali swoje życie za wolność Ukrainy i też ich w swoich modlitwach wspomnieć. Wspomnieć też tych, którzy w różny sposób są obrońcami Ukrainy, czyli są to ci wszyscy, którzy propagują wiedzę o Ukrainie, którzy szerzą język ukraiński, rozmawiają nim, którzy dbają o to, żeby ten język nie zaginął, szerzą literaturę ukraińską i na wszelkie sposoby chcą pokazać godność i wartość Ukraińca. Dlatego tym bardziej powinniśmy obchodzić dzisiaj ten dzień i te wszystkie nasze sprawy oddać w opiekę Bogurodzicy – żeby nas prowadziła i uczyła nas tej Bożej mądrości. A gdy będzie Boża mądrość, to będzie i miłość do swego, i szacunek dla obcego.

(-)

Jak czytamy na stronie UNN, świętowanie „Pokrowu” powiązane jest z Dniem Kozactwa Ukraińskiego bowiem właśnie Matkę Bożą kozacy uważali za swoją niebiańską orędowniczkę i patronkę. Obraz kozaka niejednokrotnie widnieje na kartach książek i w ekranizacjach, ponieważ w kulturze ukraińskiej jest to zwycięski wojownik, uzbrojony obrońca Ojczyzny, który broni wiary, godności i zwyczajów całego narodu. Obraz odważnego młodzieńca, broniącego honoru i wolności narodu mocno wrył się w pamięć pokoleń. Chwalebne szeregi milionów bohaterów, poległych w różnych czasach o integralność i wolność Ukrainy, już w XXI wieku powiększyli Bohaterowie Niebiańskiej Sotni oraz tysiące naszych rodaków, którzy zginęli podczas niewypowiedzianej wojny na wschodzie Ukrainy.

(-)

Jest to dzień podniosły, uroczysty, ale jednocześnie przepełniony smutkiem i żalem. Wdzięczność i szacunek tym, którzy polegli, możemy okazać dbając o to, co było dla nich najważniejsze – wolność i tożsamość narodowa. Dzisiaj już pora na pożegnanie. Program przygotowała i poprowadziła Jarosława Chrunik. Ponownie usłyszymy się w niedziele o godz. 20.30. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (dw/bsc)

14.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Witam was drodzy przyjaciele. Dzisiaj jest czwartek 14 października. Szczególny dzień dla Ukraińców, bo obchodzimy 3 święta. Polski IPN współpracować będzie z państwową służbą archiwów Ukrainy. Na Ukrainie wykryto proceder fałszowania na dużą skalę testów na obecność koronawirusa. Na antenie ukraińskie wiadomości, Hanna Wasilewska, dzień dobry.

(-)
14 października obchodzimy od razu 3 święta. Pierwsze – Opieki Matki Bożej, drugie – Dzień Kozactwa Ukraińskiego, trzecie święto, bardzo młode – Dzień Obrońcy Ukrainy. Wszystkie te święta są ze sobą powiązane i powstawały sukcesywnie. 14 października prawosławni chrześcijanie obchodzą dzień Opieki Matki Bożej. Potocznie mówi się: „Pokrow przykrywa trawę liśćmi, ziemie śniegiem, wodę – lodem, a dziewczęta – wieńcem ślubnym. To święto uważane jest za jedno z najbardziej szanowanych świąt na Ukrainie. Ze świętem „Pokrowy” zbiega się świętowanie Dnia Kozactwa Ukraińskiego. Od dawna Matka Boża uważana była za opiekunkę całego kozactwa ukraińskiego. A na Siczy Zaporoskiej kozacy zbudowali cerkiew ku czci Pokrowa Bogurodzicy z jej ikoną. Do rzeczy, właśnie tego dnia kozacy zbierali Wielką Radę, na której wybierano hetmana i określano dalsze plany wojskowe. Ciekawe, że kozacy tak głęboko i szczerze czcili obraz Pokrowy Matki Bożej, wierzyli w jej moc i uroczyście świętowali ten dzień, że wśród ludu utrwaliła się druga nazwa święta – Kozacka Pokrowa.

Obraz odważnego młodzieńca, który broni honoru i wolności naszego narodu, mocno wrył się w pamięć pokoleń. Tak więc kozak w kulturze ukraińskiej to zwycięski wojownik, uzbrojony obrońca Ojczyzny, który broni wiary, godności i zwyczajów całego naszego narodu. Stąd pomysł trzeciego święta – Dzień Obrońcy Ukrainy, które co roku obchodzone jest od 2015 roku. Dzisiaj to szczególne dla Ukraińców święto – zaznacz przewodniczący olsztyńskiego oddziału ZUwP Stefan Migus:

– Święto Opieki to w pierwszej kolejności Święto Obrońcy Ojczyzny, święto bohaterów, którzy walczyli o niepodległą Ukrainę. Obecnie nabiera ono szczególnego znaczenia w związku z wojną, która toczy się na wschodzie Ukrainy i w związku z tym, że tysiące młodych chłopców bronią swojego kraju. Bardzo trudno jest znaleźć coś optymistycznego, niestety, w tym co się dzieje. Jednak mimo wszystko święto Pokrowy to nadzieja, to święto dające nadzieję, które powinno dać do myślenia nam, Ukraińcom, zwłaszcza tu, za granicą, dlatego że my nie możemy stanąć fizycznie w obronie Ukrainy, ale możemy ją wspierać na wszelkie możliwe sposoby. Powinniśmy być świadomi tego, że wielu Ukraińców, rannych na froncie, leczy się w Polsce; m.in. w naszym regionie, m.in. w sąsiednich. Są zbiórki pieniędzy na pomoc dla tych rannych żołnierzy, ale jest też pomoc dla sierot, rodzin osieroconych. I przy okazji tego święta chciałbym, żebyśmy się nad tym pochylili i jeśli będzie taka potrzeba, zawsze wspierali Ukrainę właśnie w ten sposób – pomagając tym rodzinom, pomagając Ukrainie w ten sposób i mając na myśli tych młodych ludzi, którzy za cenę swego życia nie wpuścili wroga ani w głąb Ukrainy, ani tym bardzie do Polski czy Europy. A kto zna troszkę historii, to wie, że wróg, jeśli się go nie zatrzyma, to pójdzie dalej. To jest historia 1920 roku, gdy wspólnie Piłsudski z Petlurą, armia polska i ukraińska, zatrzymały bolszewików na Wiśle. Oni poszliby na Europę. Teraz w tej sytuacji, gdy Europa bardzo lekko moim zdaniem podchodzi do tej wojny i jakoś nie bardzo przejmuje się ofiarami, które idą już w tysiące, chyba lekceważy tego wroga, który marzy o tym, żeby zapanować nad całym światem. Dlatego w to parafialne święto miejmy to na uwadze, uczcijmy, nawet zapalmy świeczkę za tych obrońców, którzy oddali najcenniejsze – oddali swoje życie.

Dziś w Olsztynie odbędzie się święto parafialne i koncert z okazji święta Opieki Przenajświętszej Bogarodzicy i Dnia Kozactwa. Wspólna modlitwa rozpocznie się o godzinie 17:00.
(-)
Polski IPN współpracować będzie z państwową służbą archiwów Ukrainy. Wymiana kopiami dokumentów, a także wspólne scyfryzowanie archiwów oraz badania archiwalne przewidziane są umową, którą podpiszą polski IPN z państwową służba archiwów Ukrainy. Ugoda ma otworzyć drogę do otrzymania dodatkowych dokumentów o losie Polaków na Ukrainie radzieckiej. Umowę w tej sprawie we środę w Warszawie mają podpisać: prezes IPN Karol Nawrocki i szef Państwowej Służby Archiwów Ukrainy Anatolij Chromow.

Państwowa służba archiwum Ukrainy – jak poinformował IPN – to centralny organ władzy wykonawczej, która realizuje państwową politykę w sferze archiwizacji i stworzenia oraz funkcjonowania państwowego systemu ubezpieczonego funduszu dokumentacji. Do jego zadań wchodzi koordynacja współpracy, także międzynarodowej, z instytucjami o profilu archiwalnym, kontrola działalności centralnych archiwów państwowych i instytucji zajmujących się archiwaliami. Umowa o współpracy między IPNem i Państwową Służbą Archiwów Ukrainy przewiduję wymianę kopiami dokumentów, wspólną organizację wystaw na podstawie dokumentów archiwalnych i wspólne badania archiwalne, a także rozpowszechnianie ich wyników podczas seminariów naukowych i konferencji. – poinformowano w IPN, który wspomniał, że umowa z Państwową Służbą Archiwów to jeszcze jedna umowa o współpracy dotyczącej archiwów podpisana przez IPN z ukraińskimi instytucjami.
(-)
Na Ukrainie wykryto proceder fałszowania na dużą skalę testów na obecność koronawirusa. W działalność zaangażowani byli pracownicy jednej z firm turystycznych i prywatnego laboratorium medycznego. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]

Tym kończymy nasz program. Przygotowała go i poprowadziła Hanna Wasilewska. Bądźcie z nami jutro o 10:50. Czekać będę na waz ze świeżymi informacjami. A teraz żegnam się i życzę dobrego dnia. (dw/an)

13.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam was w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie” na falach Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Jak wam mija wieczór po chłodnym, jesiennym dniu? Kto regularnie słucha naszych audycji, ten z pewnością czeka dzisiaj na piosenki w nszym programie. I tak właśnie będzie. Zaczynajmy!

(-)

Myślę, że ta piosenka wskazała wam miejsce, region, z którego będą dzisiaj rozbrzmiewały piosenki. Tak, to góry, Bieszczady. Wczoraj słyszeliście dalszy ciąg relacji o zjeździe potomków dawnych mieszkańców Trzciańca i Grąziowej k/Komańczy. Po uroczystościach na cmentarzach wszyscy wrócili do Ustrzyk Dolnych, gdzie była nasza baza noclegowa, a wieczorem przyjechał tu zaproszony zespół z Mokrego „Śpiwanka”. Ogrzał nasze serca piosenkami, które może trochę zapomnieliśmy, a może niektórych w ogóle nie znaliśmy:

(-)

Jest nam bardzo miło, że przyjeżdżacie, że pamiętacie i że nas zapraszacie. A my bardzo chętnie przyjeżdżamy i będziemy wam śpiewać stare piosenki. Takie, jakie wasi przodkowie – wszystkich nas przodkowie – śpiewali. Chyba zapomniane, na nowo odkryte piosenki. Jeśli je znacie – śpiewajcie razem z nami.

(-)

Po wspaniałym koncercie porozmawiałam z kierowniczką zespołu, panią Marią Biłas. Poprosiłam, żeby powiedziała kilka słów o sobie, czym zajmuje się na co dzień:
– Maria Biłas, kierowniczka zespołu „Śpiwanka”, przewodnicząca sanockiego oddziału ZUwP, przewodnicząca też takiego stowarzyszenia, które w Mokrem prowadzi szkołę. Tak że dużo pracuję społecznie.

– To szczególnie ważne, że społecznie. Nie bierze pani za to pieniędzy, ale proszę spojrzeć, ile radości daje pani ludziom, jacy wszyscy są zadowoleni, jak śpiewali. Skąd pani bierze czas na to wszystko? I ochotę?

– Wie pani, nie można się zestarzeć. Żeby jeszcze przedłużać to młode życie, to coś musimy robić, być aktywne. Jak to kobiety; mężczyzn u nas jest niewielu, ale niektórzy przychodzą; może jeszcze jakoś ich dobierzemy – przede wszystkim kobiety. Postawiliśmy sobie za zadanie, że odnajdziemy stare pieśni. Takie, jakie śpiewali nasi przodkowie.

– Bo właśnie zwróciłam uwagę na to, że nawet jeśli piosenka jest znana, to słowa są trochę inne.

– Te wszystkie piosenki, które śpiewamy, są naturalnie zapisane od mieszkańców naszej wsi. To nie my już je zapisywaliśmy. Niektóre – tak, bo każdy gdzieś tam ma w domu śpiewniczek, w którym zapisywał słowa od dzieciństwa, gdy uczył się piosenek. Babcia śpiewała, mama śpiewała. Obecnie nikt tych piosenek nie pamięta, niech pani nie myśli, że one są popularne. A my po prostu i z tych własnych zapisków, a także zapiski od Kolberga, a przede wszystkim – zapisane w 50-tych, a potem w 70-tych latach przez śpiewaczkę ze Lwowa Marię Bojko. Odkryliśmy te piosenki, staramy się dać im nowe życie. Zrobiliśmy zapisy nutowe i też nagraliśmy sobie płytę, żeby to gdzieś na przyszłość zostało. I teraz już są one prawie znane. Ale jakieś pięć lat temu czy siedem to naprawdę zaczynaliśmy od zera. Ja niektórych tych piosenek zupełnie nie słyszałam, bo ani moja babcia, ani moja mama tych piosenek nie śpiewały. To jeszcze wcześniejsze, i to są zapisy imienne – od kogo to jest; nazwisko, imię podane, jaka to kobieta czy jaki mężczyzna śpiewali te piosenki. No i takie zadanie sobie postawiliśmy, że uchronimy to i tak po trochę nam się udaje.

(-)

– Gdzie ostatnio koncertowaliście?

– Wie pani, to jest rok taki byle jaki. W ubiegłym roku mieliśmy już wykupione bilety na samolot, mieliśmy lecieć do Kanady na dwutygodniowe tournee, mieliśmy już zorganizowaną trasę. Pandemia to wszystko przekreśliła. W tym roku też niewiele się ruszamy – u siebie na „Święcie nad Osławą”… no, niewiele, nie ma gdzie jeszcze pojechać, bo wiele różnych koncertów po prostu nie odbyło się.

– A gdzie będzie najbliższy?

– Na razie nie wiemy. Gdzie nas zaproszą, tam pojedziemy. W latach ubiegłym to i po Ukrainie – na „Bojkowskiej Watrze” zajęliśmy pierwsze miejsce. Gdzie byliśmy? W Rumunii byliśmy. No i po Polsce, od Kołobrzegu aż do Wałcza, tam koncertowaliśmy. I w tę stronę, wschodnią – Lublin, okolice. Dużo koncertów, rocznie w pierwszym czy drugim roku naszego istnienia to daliśmy sto koncertów. To już jest dużo.

– I jeszcze powinniście zawitać na północny wschód, na Warmię i Mazury.

– Jeśli nas zaprosicie, to chętnie przyjedziemy. Nasze kobiety są takie, że jak to mówią: tylko im gwizdnąć – one już jadą.

(-)

Jadą i śpiewają. I bardzo się podobają, bo i w Ustrzykach widzowie nie chcieli się z nimi rozstać:

(-)

Kończy się nasz czas antenowy, ale wierzę, że spędziliście go z nami przyjemnie, że wróciły miłe wspomnienia u tych, kto ma co wspominać, czyli – kto ma odpowiedni bagaż życiowy. A młodsi niech poznają śpiewaczą tradycję przodków i niech teraz pytają swoich rodziców – co się śpiewało w czasach ich młodości. Program przygotowała i poprowadziła Jarosława Chrunik. Ponownie usłyszymy się jutro o tej samej porze. Miłego wieczoru, drodzy słuchacze! Śpiewamy razem ze „Śpiwanką”! (jch/bsc)

13.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Po 28 latach ciężkiej pracy i osiągnięciu wielkich, międzynarodowych sukcesów Zespół Tańca Ludowego Czeremosz w Węgorzewie zakończył swoją działalność. Polskę przeraża deficyt pracowników z Ukrainy. Gospodarka może spowalniać. Rząd Ukrainy wprowadził obowiązek posiadania certyfikatów covidowych dla osób podróżujących komunikacją publiczną między poszczególnymi regionami kraju. Konflikt na Ukrainie (wojna rosyjsko-ukraińska – red.) był tematem poniedziałkowej rozmowy telefonicznej między kanclerzem Niemiec Angelą Merkel i prezydentami Francji Emmanuelem Macronem i Rosji Władimirem Putinem. W Kijowie odbył się szczyt Unia Europejska-Ukraina. Unijni i ukraińscy przywódcy podpisali na nim wspólną deklarację i dwustronne umowy.
Na antenie ukraińskie wiadomości. Dzisiaj jest środa 13 października. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
Po 28 latach ciężkiej pracy i osiągnięciu wielkich, międzynarodowych sukcesów Zespół Tańca Ludowego Czeremosz w Węgorzewie zakończył swoją działalność. 28 lat temu młody choreograf ze Lwowa Wołodymyr Deneka przyjechał do Węgorzewa, żeby stworzyć zespół tańca Czeremosz – mówi żona nauczyciela Ołeksandra Deneka.

– Męża zaproszono, by reaktywował zespół pieśni i tańca Czeremosz, który istniał dawniej w Węgorzewie. Gdy przyjechał. Zespołu nie było, a o ile mąż jest choreografem stworzył zespół tańca ludowego. Stworzył od zera zespół dziecięcy. W Czeremoszu tańczyły od dawna dzieci Ukraińców i zaczął pracować. Nauczył te dzieci cudownie tańczyć. Przez zespół przeszło bardzo wiele dzieci. W zespole jest połowa dzieci z polskich rodzin, ale z wielką ochotą wykonują tańce ukraińskie, i to jest bardzo ważne, bo człowiek, dziecko, które podaje w tańcu rękę i jej się trzyma, nigdy jej nie uderzy, nie uderzy tego, który stoi obok.

Na fanpagu zespołu uczestnicy wyrazili słowa wdzięczności artyście kierownikowi Włodzimierzowi Denece.
“Panie Włodku – jesteśmy wdzięczni za pracę i serce, które włożył Pan, aby stworzyć coś tak wspaniałego. Zawsze mogliśmy na Pana liczyć I traktował Pan nas jak swoje dzieci. Nie sposób pominąć ile pokoleń i osób przewinęło się przez Pana ręce. Pan kształtował nas i uczył – nie tylko tańca ale i życia.”
Dzięki wyjazdom za granicę i występom, mogliśmy poznać inna kulturę, kraje i ludzi. Pokazał nam Pan kawałek świata – co najmniej raz w roku organizował Pan nam wyjazdy za granicę – byliśmy m.in. Na Ukrainie, Litwie, Estonii, Chorwacji, Serbii, Bułgarii, Francji, w Niemczech. Nauczył nas Pan tolerancji i szacunku wobec siebie i innych, że musimy być rodziną i wspierać się wzajemnie – tylko wtedy będziemy prawdziwym zespołem.”
(-)
Polskę przeraża deficyt pracowników z Ukrainy. Gospodarka może zwolnić. Chociaż liczba legalnych pracujących imigrantów z Ukrainy jest rekordowa, to rąk do pracy mimo wszystko brakuje. Informuje centrum analityczne międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal – podaje portal internetowy yavp.pl. Pandemia doprowadziła do tego, że do prac gospodarskich w Polsce przyjeżdża mniej pracowników sezonowych z powodu komiczności odbycia kwarantanny i problemów z przekroczeniem granicy, a ci którzy jadą, zatrudniają się w innych, lepiej płatnych sektorach gospodarki, albo jadą do pracy do Czech, na Węgry, Słowację czy do Niemiec. Rolnicy stwierdzają, że stawki dla pracowników są tak wysokie, że zbiór plonów nie ma ekonomicznego sensu. Jeśli dojdzie do wstrzymania, jabłka trzeba będzie wysłać do przetwórców za bezcen. Kluczowe gałęzie przemysłu także cierpią z powodu braku siły roboczej. Przemysłowi, logistyce czy gałęzi budowlanej, trudno zrealizować swoje prany. Aktywność firm, jeśli chodzi o zatrudnienie nowych pracowników jest najwyższa od początku pandemii. Deficyt pracujących imigrantów rośnie, niezależnie od ich napływu. Według danych funduszu ubezpieczeń społecznych, w tym momencie ponad 500 tysięcy obcokrajowców na pozwolenie na trwałe przebywanie w Polsce, a prawie 300 tysięcy z nich to obywatele Ukrainy. To o 10 tysięcy osób więcej niż miesiąc temu. 3 czerwca liczba obcokrajowców w Polsce wzrosła o ponad 1/3, jednak liczba pracowników jest dwukrotnie mniejsza niż przed pandemią, o czym świadczą badania Politechniki Gdańskiej.
(-)
Rząd Ukrainy wprowadził obowiązek posiadania certyfikatów covidowych dla osób podróżujących komunikacją publiczną między poszczególnymi regionami kraju. Przepisy zaczną obowiązywać 21 października.
(-)

W Kijowie odbył się szczyt Unia Europejska-Ukraina. Unijni i ukraińscy przywódcy podpisali na nim wspólną deklarację i dwustronne umowy. Ukraina otrzymała zapewnienie o wsparciu dla swoich europejskich aspiracji, ale nie padły konkretne obietnice ani terminy dotyczące integracji ze Wspólnotą. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]
We wspólnej deklaracji podpisanej przez prezydenta Zełenskiego, Ursulę von der Leyen oraz przewodniczącego Rady Europejskiej Charlesa Michela potwierdzono wsparcie Unii dla tranzytu gazu przez Ukrainę, omówiono także sytuację na wschodzie Ukrainy. W dokumencie nazwano Rosję stroną konfliktu. Zaapelowano także do Moskwy o realizację pokojowych uzgodnień, uwolnienie jeńców i więźniów politycznych.
(-)
Ta informacja kończy nasze wydanie. Świeże wiadomości po ukraińsku usłyszycie jutro o tradycyjnej porze. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/an)

12.10.2021 – godz.18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie” na falach Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Znowu pospacerujemy dzisiaj ścieżkami historii. Tydzień temu słuchaliście relacji ze spotkania potomków dawnych mieszkańców wsi Trzcianiec k/Komańczy. Dzisiaj będziemy w sąsiedniej Grąziowej, ale przecież to byli ci sami ludzie; a było to kilkadziesiąt osób.

(-)

V Zjazd byłych mieszkańców i ich potomków Trzciańca i Grąziowej k/Komańczy odbył się – tak jak i wszystkie poprzednie – w drugi weekend września. Pogoda była piękna, jak na późne lato przystało – było ciepło i słonecznie. Po raz pierwszy w tym wydarzeniu brał udział proboszcz parafii w Komańczy ks. Andrzej Żuraw i wikariusz ks. Grzegorz Pacan. Duchowni odprawili panachydę na cmentarzu najpierw w Trzciańcu, a potem – w Grąziowej. Zacznijmy jeszcze dzisiaj od Trzciańca:

(-)

Ks. Andrzej zwrócił uwagę na to, na ile ważna jest obecność potomków na grobach przodków:

– W tym miejsce chcę wam szczerze… ja tu jestem pierwszy raz, a wy tu przyjeżdżacie już piąty raz. Bardzo się cieszę, że jesteście, że przyjeżdżacie, że przywozicie swoje dzieci, wnuki na to miejsce, skąd pochodzimy i żeby to wszystko przekazywać też tym młodym pokoleniom. Bo większość z nas tutaj to jest młode pokolenie. Ale wielu tych naszych starszych, z których większość już odeszła, którzy to wszystko przeżyli i którzy nie mieli prawie chwili czasu na to, żeby się spakować i jechać nawet nie wiadomo gdzie, bo część wtedy pojechała do Związku Radzieckiego, część pojechała na zachód i północ Polski – Mazury, inne okolice, w których do dzisiaj mieszkamy. Część wróciła, chciała wrócić. Sam miałem dziadka, który bardzo chciał wrócić z Zachodu tu, do swego rodzinnego domu. I wrócił do swego rodzinnego domu; zachował się, potem była w nim biblioteka – w tym domu, który zbudowali, a potem im zabrali. Potem ten rodzinny dom chciał odkupić; było trudno, ale jakoś dało się to wszystko zrobić. I rozumiem wszystkich nas tutaj, smutek i żal. Bo to nie było przyjemne, to nie było tak, że jechali gdzieś na wczasy. Gdy ich wywieźli potem na Zachód, to dziadek opowiadał, że jak się tam kładli spać z synem, to niebo widzieli. Bo nic nie było. To wszystko od nowa trzeba było zaczynać. Wszyscy ci nasi bliscy przodkowie wszystko zaczynali od zera. Gdy widzimy, moi drodzy, że jesteśmy, że się modlimy, to jest to bardzo ważne dla tych kolejnych – małych dzieci, które też są tu dzisiaj z nami – żebyśmy to przekazywali im. żeby ta pamięć, żeby ta modlitwa nigdy za tych naszych bliskich nie ustawała. Jeszcze raz wszystkim wam tu serdecznie jestem wdzięczny za te starania, wysiłek, bo to 800 km w jedną stronę, 800 w drugą, ale ten trud oni widzą – ci wszyscy, którzy tu spoczywają, ale też wszędzie po całym świecie. Tam, gdzie ci nasi bliscy odeszli, którzy się natrudzili, którzy za nic po prostu dostali taki a nie inny rozkaz i to wszystko trzeba było wykonać.

(-)

O cmentarz w Trzciańcu na co dzień dbają obecni mieszkańcy – Polacy, którzy też wzięli udział w spotkaniu. Na koniec uroczystości w Trzciańcu głos zabrał Bogdan Patra z Trzebiatowa:

– Serdecznie dziękuję księżom za modlitwę. Chciałbym powitać was wszystkich jeszcze raz, bo mamy mały jubileusz – to jest piąte spotkanie w naszej wsi i chciałbym powitać naszych gości.

(-) Wypowiedź w języku polskim

– Jak widzicie, ten skrawek świętej naszej ziemi – bo to jest nasza ziemia – jest uporządkowany i chcę podziękować tym, którzy do tego się przyczynili:

(-) Wypowiedź w języku polskim

– Dziękuję też rodzinie Wasylik z Mokrego za to, że obkaszają teren i można przyjechać czy w lipcu, czy w kwietniu, czy w październiku. To cmentarz jest zadbany, wykoszony i widać, że jest tu gospodarz i ktoś o ten teren dba. Bardzo dziękuję, Krzysiu!

(-) Wypowiedź w języku polskim

– Jest nowa tablica, którą wczoraj postawiliśmy, gdy ktoś przyjdzie, żeby wiedział, co tu jest – że tu był cmentarz, że tu była wieś i można sobie przeczytać w trzech językach. Gdy przyjadą nasi sojusznicy z Zachodu na ćwiczenia wojskowe, to będą mogli sobie przeczytać, że tu była wieś i tu był cmentarz. Bardzo wam wszystkim jeszcze raz dziękuję za obecność.

(-)

Na uroczystości w Trzciańcu i Grąziowej obecna była też sołtys Trzciańca, Zofia Nawara, więc gdy przechodziliśmy na drugi cmentarz, zapytałam ją o jej odczucia:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Cmentarz w Grąziowej znacznie różni się od tego w Trzciańcu. Przede wszystkim znajduje się w lesie na wysokiej górze, więc wejście tam to niemały wyczyn sportowy. Przed panachydą znowu głos zabrał ks. Andrzej Żuraw:

– Widzicie, te stare drzewa są takimi żywymi świadkami tego wszystkiego. Tej miejscowości, tego cmentarza, tutaj też gdzieś była cerkiew, prawda?

– Tak, o, tutaj.

– Tu stała cerkiew. Tu też, widzicie, jest przepiękne miejsce, gdzie troszkę trzeba się namęczyć, żeby wejść na tę górę, ale warto! I właśnie, tam na dole gdy słońce przygrzewa to jest trochę gorąco, ale tu jest wspaniale, chce się tu być. Ja mówię, że gdy Bóg da, pozwoli, to żebyśmy się co roku wszyscy tu spotykali. I żeby nas jeszcze więcej było, nie tylko tyle, ale jeszcze więcej.

– A tu, jak było powiedziane, cerkiew stała tak jak jest ten krzyż i tam niżej taki mniejszy, trochę przekrzywiony.
W takim miejscu i takich okolicznościach emocje osiągają wysoki poziom. I trudno się dziwić:

– Słuchajcie, mój wujek był na przymusowych robotach, na „Golgocie”. Zbierał tam kamienie. I tak mi się przypomniało teraz, że on po takiej górze chodził. Jestem wam w ogóle wdzięczny, że przybyliście i że znalazłem prawie rodzinę, można powiedzieć. Dzisiaj się spotkaliśmy. I mamy taką prośbę – żeby razem zaśpiewać „Czujesz, brate mij”. Bo tak się pokolenia zmieniają, czasy się zmieniają, a to miejsce jest; przychodzimy do niego. I tak jest wszędzie – i na Ukrainie, i tu w Polsce.

(-)

Wracaliśmy potem, podziwialiśmy piękne górskie krajobrazy i patrzyliśmy na miejsca, którym i czas ze złą historią pospołu odebrał ich dawne oblicza. Mogliśmy się jedynie domyślać gdzie były dawniej obejścia, gdzie stały chaty po regularnych działkach, dziś już zdziczałych, zajętych przez roślinność i po drzewach owocowych, które od lat rodzą owoce, ale nie ma kto ich zbierać.

Za rok znowu potomkowie dawnych mieszkańców spotkają się w tym miejscu.

Dzisiaj czas już się pożegnać. Program przygotowała i poprowadziła Jarosława Chrunik. Ponownie usłyszymy się jutro o tej samej porze. Miłego wieczoru, drodzy słuchacze! (jch/an)

12.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

W Olsztynie trwają przygotowania do święta parafialnego parafii opieki przenajświętszej Bogarodzicy, które odbędzie się we czwartek 14 października. „Polska konsekwentnie popiera niepodległość, suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy oraz potwierdza zobowiązanie do nieuznania nielegalnej aneksji Krymu i Sewastopola przez Federację Rosyjską” – napisano w oświadczeniu Ministerstwa Spraw Zagranicznych. O tym już za chwilę opowiem dokładniej. Dzisiaj jest wtorek 12 października. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dzień dobry.

(-)
W Olsztynie trwają przygotowania do święta parafialnego parafii opieki przenajświętszej Bogarodzicy, które odbędzie się we czwartek 14 października. Greckokatolicka parafia w Olsztynie założona została w 1979 roku. Natomiast sam budynek cerkwi pojawił się znacznie później.
Wywodząca się z akcji „Wisła”, społeczność ukraińska Olsztyna i okolicznych wsi odczuwała skutki tej wysiedleńczej akcji. Рrzez następne dziesięciolecia poddawana była licznym represjom komunistycznych władz, które prowadziły planową kampanię propagandową, mającą na celu jej asymilacje i wzmocnienie anty-ukraińskich nastrojów w społeczeństwie polskim. Taka sytuacja nie sprzyjała rozwojowi życia duchowego wiernych grekokatolików, nie możliwe było też budowanie własnych świątyń.

W 1991 roku, kiedy Polska znów stała się wolnym, demokratycznym państwem, olsztyńskiemu proboszczowi, ojcu Jarosławowi Moskalikowi, który kontynuował starania poprzedników, udało się kupić pod budowę cerkwi, ziemię przy ulicy Lubelskiej. W 1994 roku rozpoczęła się akcja zbierania pieniędzy na budowę, a w następny roku gotowy był projekt budowlany i poświęcony krzyż przyszłej świątyni. Właśnie w 1995 roku proboszczem w Olsztynie zostaje ojciec Stanisław Parapacki, obecnie rezydent parafii opieki przenajświętszej Bogarodzicy:
To znaczy budowaliśmy tę parafię z myślą o Ukrainie, bo sami doświadczyliśmy wiele i nasi dziadowi, którzy znaleźli się na tych ziemiach pozostawiając wszystko to, co było dla nich najdroższe, i domy, i świątynie, i cerkwie, i całe swoje bogactwo, majątek, w tragiczny sposób musieli wyjeżdżać w nieznanym kierunku. Pod wpływem wrogiej siły, która była dla nich zawsze śmiercią i oni w takim strachu, w takiej niepewności, wyjeżdżali tu i dzisiaj my młodzi tego może nie tak doświadczamy, bo wyrastaliśmy w innej atmosferze, w innej rzeczywistości, chociaż nielekkiej, nie było może takiego momentu, żeby dotknąć historii naszych dziadów.

W 2015 roku kontynuował budowę świątyni i rozwój parafii greckokatolickiej jako centrum ukraińskiej kultury, ojciec Iwan Hałuszka. Mówi – ważne jest to, by Ukraińcy czuli się tu jak w domu:
42 lata my tu już…w Olsztynie, gdzie odprawiamy…oczywiście…nas w 47 roku wywieziono nie do Olsztyna, tylko na mniejsze wsie, ale oczywiście to jest miasto, do którego zjeżdżają ludzie i Ukraińcy teraz z Polski i z Ukrainy, którzy przyjeżdżają za pracą i lepszym życiem. I żeby każdy, kto tu przyszedł czuł się jak u siebie w domu, jak nieraz mówiły mi kobiety, które tu przychodziły, ze przyszły do Olsztyna za pracą, patrzą a tu cerkiew…to było dla nich nie do uwierzenia, że może być cerkiew; i one mówiły, że wtedy jak tu są, czują się jak u siebie w domu; dla nas to jest bardzo ważne, żeby ten właśnie fragmencik Ukrainy tu w Polsce dawać także na Ukrainę, żeby mogli wszyscy ludzie czuć się tu jak w domu.
Więc we czwartek 14 października w olsztyńskim soborze przy ulicy Lubelskiej odbędzie się święto parafialne. O 17:00 rozpocznie się modlitwa do Bogarodzicy, a potem liturgia archijerejska, której przewodniczyć będzie kij Arkadiusz Trochanowski. Program rozrywkowy przygotowuje dziecięcy zespół Suziriaczko, a gospodynie ucieszą smakołykami przy wspólnym stole w sali parafialnej. Na święto zaproszeni są wszyscy chętni.
(-)
„Polska konsekwentnie popiera niepodległość, suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy oraz potwierdza zobowiązanie do nieuznania nielegalnej aneksji Krymu i Sewastopola przez Federację Rosyjską” – napisano w oświadczeniu Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Wydano je po przyjęciu przez Radę Unii Europejskiej kolejnych sankcji wobec Rosji za podważanie integralności terytorialnej Ukrainy.
Przyjęte dziś sankcje obejmą kolejnych 8 osób związanych z wymiarem sprawiedliwości na zaanektowanym przez Rosję Krymie. Będą miały one zakaz wjazdu do Unii i zamrożone majątki na terenie Europy.
Polskie MSZ zaznacza, że wpis na listę sankcyjną dotyczy rosyjskich sędziów, prokuratorów i pracowników służb odpowiedzialnych za wydawanie nielegalnych i politycznie motywowanych decyzji wobec przeciwników nielegalnej aneksji Krymu i Sewastopola przez Federację Rosyjską. W oświadczeniu czytamy, że decyzja Rady Unii Europejskiej jest wyrazem jedności oraz konsekwentnej polityki Wspólnoty.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych przypomina również, że wprowadzenie na Krymie rosyjskiego porządku prawnego jest niezgodne z powszechnie obowiązującymi przepisami prawa humanitarnego.
Rozszerzenie restrykcji oznacza, że na liście sankcyjnej jest obecnie 185 osób i 48 firm.
(-)
Była to zamykająca informacja wydania. Dziękuję wam za uwagę. Usłyszymy się jutro o 10:50. Życzę wam przyjemnego dnia. (dw/bsc)

11.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam Was w audycji „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie” na falach Radia Olsztyn, przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. „Kamo hriadeszy”. „Dokąd idziesz”? Dzisiaj odpowiedź na to pytanie jest dosyć prosta – do Górowa Iławeckiego i do Giżycka. Wszystko stanie się jasne już za chwilę.

(-)

27 września obchodzimy święto Podwyższenia Krzyża Pańskiego. W Górowie Iławeckim jest to święto parafialne, a w tym roku dodatkowo proboszcz ks. mitrat Jan Łajkosz obchodził jeszcze 25-lecie posługi kapłańskiej. Parafianie o tym nie zapomnieli.

(-)

Zwróciłam uwagę na to, że w Górowie wszyscy śpiewają zgodnie, daje się odczuć, że naprawdę są zgodną społecznością:

(-)

Zapytałam potem księdza proboszcza o jego pracę, o to, jak ocenia swoje ćwierćwiecze w tej parafii:

No, właśnie. Tak jak pokazuje tych 25 lat, to mamy odcinek czasu za sobą i możemy o tej przestrzeni czasu powiedzieć – co się udało, co się nie udało. Ale myślę, że nie na tym polega istota rzeczy. Polega na tym, że my jako księża – ja i każdy z nas – do tego jesteśmy powołani, żeby prowadzić nasze owce, nasze stado na te najlepsze pastwiska i szukać znowu i znowu. Tak jak ten pasterz, który prowadzi owce w górach; tak sobie przypominam jak czasami widziałem, czasami górali, czasami naszych, czyli szukają ładnej, dobrej łąki, żeby owce się napasły. Myślę, że tak samo i ja tutaj tak pracowałem, żeby podawać im… starałem się podawać najlepsze pożywienie, czyli pokarm Słowa, pokarm posługi poprzez służenie w sakramentach. A jednocześnie w tym, żeby zapalać ich do chwały Bożej, bo gdy człowiek jest już uzdrowiony, to wtedy odczuwa radość i ma poczucie wdzięczności. Myślę, że tak samo i tu w mojej parafii. Rzeczywiście, ja tez zauważam takie zjawisko, gdy jeżdżę po innych parafiach, patrzę i słucham, to u mnie tu w Górowie wszyscy śpiewają! Cała cerkiew! Aż dudni!

I dopiero wtedy właśnie czuje się moc tej cerkwi, gdy wszyscy ludzie śpiewają.

Tak, ja sam czasami łapię się na takich momentach, gdy słucham, jak oni „Wierzę w Boga” śpiewają, jak „Ojcze nasz”… To właśnie cała cerkiew śpiewa, zdaje się, że nie ma tam nikogo, kto by nie otwierał ust, żeby chwalić Boga. I myślę, że to jest to moje służenie, tak jak je sobie jakoś kiedyś wyobrażałem, tak staram się wcielać w życie moje pomysły na to, żeby otwierać serca moich parafian na chwałę Boga. Czy to się udaje? Trudno powiedzieć, ale raduje się serce i dusza, gdy modlę się z nimi. Gdy się modlę, to daje mi to takie ogromne zadowolenie. Ja czasami mówię moim parafianom: Nie przychodźcie, nie przeszkadzajcie mi tuż przed Liturgią z jakimiś ogłoszeniami; róbcie to odpowiednio wcześniej, bo ja chcę się „nastroić, odmówić te modlitwy, które są przypisane, bo one właśnie nastrajają moje serce i duszę. A gdy już stoję przy ołtarzu, to po to, żeby się modlić. I sprawia mi to przyjemność, ma Pani rację, że oni wszyscy śpiewają. Bo ja tak śpiewam i oni tak odpowiadają. To jest cały czas dialog, to jest też dramaturgia. Każda liturgia to jest taka wielka sztuka, gdzie odgrywamy jakieś role, ale głównym tym, który gra, który dyryguje jest On – Pan Bóg. I my staramy się – ja, jako ksiądz i parafianie, te moje owieczki – służyć, oddawać chwałę Bogu. Myślę, że to się udaje. I dzisiejsze święto parafii jest akurat takim dowodem na to, że i moi parafianie, i goście, którzy tu przybywają; a przybywają z sąsiednich parafii, a czemu? Ponieważ odczuwają takie zadowolenie z modlitwy, z tego śpiewu, z tego udziału w tym święcie. I to cieszy, to jest takie miłe sercu i dla duszy.
25 lat, ale nie były one łatwe. Gdy Ksiądz ogląda się za siebie, co Ksiądz widzi?
Nie mówiłbym o tym, czy były łatwe, czy ciężkie w takim moim planie pobytu, bo byłem wtedy młody – tak jak mówili tu parafianie.
Cerkiew była inna, była w podziemiu.
Tak, wtedy było inaczej. Teraz jesteśmy na innym etapie. Ja jestem na innym etapie i parafia też. Na pewno były inne wyzwania, co innego robiło się. Obecnie też są inne wyzwania i trzeba odpowiadać na te wyzwania. Myślę, że to był taki fajny, piękny czas. Nawet nie w kategoriach ciężko czy łatwo, nie. Myślę, że to był taki fajny czas, gdy mogłem się realizować, mogłem służyć swoim parafianom i to we wszystkich wymiarach. I w tym duchowym, i tym materialnym. Jako przejaw tego materialnego (bo w duchowym tego może tak nie widać, ale w materialnym to widać. Tak jak wyliczali, że i to, i to, i to zrobił, ale to nie ja robiłem, tylko ludzie. Te prace, które wykonywali to była też ich służba, ich modlitwa i ich umiłowanie Boga. Ja starałem się też przedstawiać im te rzeczy, te inwestycje, że my nie robimy tego dla siebie, tylko robimy to dla Boga. A z drugiej strony – my też mamy satysfakcję, gdy patrzymy, że jest piękna świątynia, że jest plebania – to cieszy nas wszystkich. Tak bym to ocenił. To był taki czas. W tamtym czasie robiliśmy to, co wtedy było potrzebne, a dzisiaj robimy to, co jest potrzebne dzisiaj. Tak to widzę.

Powiedziałam na początku, że odwiedzimy też Giżycko i teraz w właśnie to zrobimy. Na pewno już wiecie – powrócimy do XX Międzynarodowych Koncertów Muzyki Cerkiewnej, które odbyły się tam 3-4 października. Dzisiaj posłuchamy chóru „Sursum Corda” z rzymskokatolickiego kościoła w Żabinie i „Kamertonu” z Giżycka. Na koncercie galowym był obecny między innymi starosta giżycki, Mirosław Drzażdżewski:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Wysoko oceniła koncerty także starosta gołdapska, Marzanna Wardziejewska:

(-) Wypowiedź w języku polskim

A teraz czas naszej audycji dobiega końca; była z Wami Jarosława Chrunik. Ponownie usłyszymy się jutro o godz. 10. 50, a tymczasem życzę Wam miłego wieczoru, drodzy słuchacze! Do koncertów muzyki cerkiewnej jeszcze wrócimy. Wszystkiego dobrego!

11.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Agencja pracy z powiatu nowomiejskiego zatrudniała nielegalnie prawie 300 pracowników. Większość z nich jest z Ukrainy. Ukraińcy zdobyli brąz na mistrzostwach wojskowych w Polsce. Po ponad półtorarocznej przerwie ruszają pociągi na trasie Polska – Ukraina. W Polsce do końca roku 2021 uruchomiony zostanie jeszcze jeden konsulat generalny Ukrainy, we Wrocławiu. Powiedział o tym w wywiadzie korespondentowi Ukrinformu szef MSZ Ukrainy Dmytro Kuleba. Na antenie wiadomości po ukraińsku. Dzisiaj jest poniedziałek 11 października. Z wami jest Hanna Wasilewska. Witam.
(-)
Agencja pracy z powiatu nowomiejskiego zatrudniała nielegalnie prawie 300 pracowników. Większość z nich jest z Ukrainy. Nieprawidłowości wykazała kontrola przeprowadzona przez funkcjonariuszy Straży Granicznej w Olsztynie.
Właściciel agencji z powiatu nowomiejskiego powierzył 266 obywatelom Ukrainy, 24 Gruzji, 8 Białorusi i jednemu obywatelowi Mołdawii pracę niezgodnie z obowiązującymi przepisami. Przedsiębiorca nie poinformował też urzędów o samym fakcie zlecenia pracy cudzoziemcom. W sumie było to 527 przypadków. Teraz firma pośrednicząca w zatrudnianiu obcokrajowców odpowie przed sądem. Za popełnione wykroczenie właścicielowi agencji grozi nawet 30 tysięcy złotych grzywny.
Funkcjonariusze z Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej od początku roku przeprowadzili w regionie blisko 155 kontroli legalności zatrudnienia prawie 5 tysięcy cudzoziemców.
Jest coraz więcej kar nakładanych na pracodawców – informuje rzeczniczka warmińsko-mazurskiej straży granicznej major Mirosława Aleksandrowicz :
(-)
Zgodnie z przepisami pieniądze z grzywien przekazywane są na fundusz pracy.
(-)
Ukraińcy zdobyli brąz na mistrzostwach wojskowych w Polsce. W Polsce zakończyły się mistrzostwa w biegu na orientację, które odbywały się pod egidą Międzynarodowej Rady Sportu Wojskowego. W zawodach sukcesywnie wystąpili ukraińscy wojskowi – zapisano na stronie Sił Zbrojnych Ukrainy. W sumie w zawodach wzięło udział 8 zespołów z 7 krajów: z Polski, Ukrainy, Francji, Litwy, Łotwy, Turcji, Rosji (w sumie 70 żołnierzy sportowców.) Zespół Sił Zbrojnych Ukrainy wywalczył 3 miejsce. W składzie drużyny znaleźli się żołnierze Państwowej Akademii Wojsk Lądowych im. hetmana Petra Sahajdaczenego, Charkowskiego Uniwersytetu Państwowego Sił Powietrznych im. Iwana Kożeduba i powietrzne dowództwo Południe – napisano w powiadomieniu Sił Zbrojnych Ukrainy.
(-)
Po ponad półtorarocznej przerwie ruszają pociągi na trasie Polska – Ukraina. Pociąg wyruszy z Kijowa aby po 5 godzinach podróży dojechać do stacji Przemyśl Główny. Elżbieta Pikor rzecznik prasowy Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej wyjaśnia, jakie dokumenty będą sprawdzane przy wjeździe do Polski:
(-)

Natomiast obywatele Polscy, którzy wybierają się na Ukrainę powinni posiadać dokument potwierdzający szczepienie lub potwierdzający przebycie COVID -19 lub posiadać negatywny wynik testu PCR lub testu antygenowego wykonanego na 72 godziny przed planowanym przekroczeniem granicy. Dodatkowo przekraczający granicę polską – ukraińską powinni pamiętać o wykupieniu ubezpieczenia.
(-)
W Polsce do końca roku 2021 uruchomiony zostanie jeszcze jeden konsulat generalny Ukrainy, we Wrocławiu. Powiedział o tym w wywiadzie korespondentowi Ukrinformu szef MSZ Ukrainy Dmytro Kuleba. Konsulat Ukrainy we Wrocławiu otworzymy do końca roku. To zdanie, które postawiłem przed ambasadorem i ten potwierdził, że będzie to zrealizowane. Konsul generalny jest już wyznaczony, zespół jest, w pomieszczeniach schnie farba i otwieramy konsulat – cytuje Ukrainform ministra spraw zagranicznych. Dodał, że w zeszłym roku obiecał ukraińskiej społeczności otwarcie jeszcze jednej placówki konsularnej w Polsce i to będzie zrealizowane. Obecnie w Polsce funkcjonują konsulaty generalne Ukrainy w Lublinie i Krakowie, oddział konsularny w Warszawie i konsulat w Gdańsku. Poza tym Ukraina posiada 10 honorowych konsulatów w Polsce. Przypominamy, że 4 i 5 października, minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kuleba, przebywał z roboczą wizytą w Polsce. Podczas wizyty roboczej w Polsce 4 października, minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kuleba spotkał się ze społecznością ukraińską i wziął udział w uroczystej ceremonii odsłonięcia w Lublinie pomnika księdza Omelana Kowcza, wziął udział w spotkaniu Trójkąta Lubelskiego z ministrem spraw zagranicznych Polski Zbigniewem Rauem i zastępcą ministra spraw zagranicznych Litwy Mantasem Adomienasem podczas forum bezpieczeństwa w Warszawie, a także przeprowadził rozmowy z ministrem spraw zagranicznych Polski Zbigniewem Rauem

(-)

Ta informacja kończy nasze wydanie, więc dziękuję wam za uwagę i zapraszam do radioodbiorników jutro o 10:50. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/an)

10.10.2021 – godz. 20.30 Magazyn (opis do dźwięku)

Witamy Państwa w Magazynie Ukraińskim „Od niedzieli do niedzieli”, przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Parę ważnych wydarzeń miało miejsce w ostatnim czasie w społeczności ukraińskiej w naszym regionie. W Szczepkowie Borowym k/Nidzicy został otwarty Dom Seniora „Leleka”, potomkowie byłych mieszkańców Trzciańca w Bieszczadach zrobili kolejny krok w upamiętnieniu swoich przodków na tamtejszym cmentarzu, a olsztyński zespół „Suzirjaczko” przygotowuje się do kolejnych występów. Rozpoczniemy pieśnią chóru „Kliros” z Bań Mazurskich, który wziął udział w jeszcze jednym wydarzeniu – XX Międzynarodowych Koncertach Muzyki Cerkiewnej w Giżycku.

(-)

W Szczepkowie Borowym w powiecie nidzickim odbyło się wyjątkowe wydarzenie – został tam otwarty Dom Seniora „Leleka”. Do tej pory podobna placówka istniała tylko w Prałkowcach k/Przemyśla. Dom Seniora „Leleka” poświęcił biskup Arkadiusz Trochanowski, ordynariusz olsztyńsko-gdański UCGK, a potem zwrócił się do zebranych:

– Myślę, że dzisiaj jest taki dobry początek – ten dom, który będzie służył wszystkim, którzy będą tego potrzebowali – starszym, chorym, niedołężnym; każdemu, kto zapuka tu do drzwi z prośba o pomoc, żeby taką pomoc otrzymał. Żeby odczuł to Boże błogosławieństwo, ale też dostał taką nadzieję – że są inni, którzy chcą posłużyć, którzy chcą pomóc drugiemu człowiekowi, żeby nie cierpiał – tak na duszy, jak i na ciele. Dlatego dzisiaj jestem bardzo wdzięczny panu Ireneuszowi za to, że podjął się tego trudu; i który nas tu dzisiaj zaprosił i który chce tutaj przyjmować tych wszystkich, którzy będą potrzebowali takiej pomocy. Niech Pan Bóg błogosławi w tym dobrym dziele, niech przy nim zbierają się też inni, którzy będą odczuwali potrzebę, aby pomóc, podzielić się swoim dobrem, podzielić się tym, czego człowiek chce – włączyć się do tego dobra i też pomóc innym tworzyć do dobre dzieło. Za to dziękuję, że możemy dzisiaj zacząć modlitwą. Niech ten dom służy wszystkim, kto będzie tego od dzisiaj potrzebował, kto przyjdzie, kto będzie chciał skorzystać z takiej pomocy. Niech Pan Bóg we wszystkim błogosławi, pomaga tym, kto miał taki pomysł, żeby stworzyć taki dom; pomaga ludźmi, którzy też będą się odnosili bardzo życzliwie.

(-)

O tym, jak ten dom ma wyglądać, opowiadał prezes fundacji ITAJ Ireneusz Kondrów:
(-) Wypowiedź w języku polskim
Wydarzenie to połączone było z 30-leciem odzyskania niepodległości przez Ukrainę, więc koncert na zakończenie uroczystości przygotowała grupa „Majsternia CHS” z Kijowa:
(-)

W każdy drugi weekend września, już od pięciu lat, potomkowie dawnych mieszkańców wsi Trzcianiec i sąsiedniej Grąziowej przyjeżdżają na cmentarze, gdzie leżą ich przodkowie. Modlą się i dzielą opowieściami i wspomnieniami. W ten sposób pokolenia, którym przypadł niełatwy los w historii, żyją w pamięci następnych pokoleń. W tym roku w Trzciańcu pojawiła się tablica informacyjna, z której dowiadujemy się o tym, co tu kiedyś było. Przyszłam na cmentarz, gdy akurat trwały prace przygotowawcze, a sama tablica była jeszcze w drodze. Pierwsza osobą, którą tam spotkałam, był Bogdan Patra z Trzebiatowa:

– Mamy mały jubileusz, to jest V zjazd byłych mieszkańców wsi Trzcianiec. Dzisiaj montujemy tablicę; już jedzie, już kolega wiezie. Jedzie aż z Trzebiatowa, z północy Polski; zaraz przyjedzie, będziemy montować tablicę informacyjną – co tu kiedyś było. Ponieważ przychodzą tu ludzie, a jest tu wielu żołnierzy różnych narodowości – tablica będzie w trzech językach: po polsku, ukraińsku i angielsku. Kolega tu akurat wykopał, ja nazbierałem kamieni w potoku, mamy zaprawę i zaraz będziemy montować. Konstrukcję robili nasi koledzy, którzy mają firmę, więc możemy powiedzieć, że mamy to bezpłatnie.

– Oni też stąd pochodzą?

-Tak. Kasia jest stąd; jej dziadek Szymański jest z Trzciańca.

Elżbieta, żona Bogdana, wyjaśniła mi, dlaczego kamienie do ustanowienia tablicy biorą z potoku, a nie z cmentarza:

– Mogą być elementy jakiejś budowli cmentarnej – z fundamentu cerkwi albo z nagrobków.

– Bo teraz już prawie niczego nie widać oprócz tych kamieni, które ledwie wystają. A tu jest kilka grobów.

– To nie są groby tak szczerze mówiąc. To są krzyże pamiątkowe, które postawili potomkowie tych ludzi, tu pochowanych. Kilka lat tu przyjeżdżamy, tych krzyży przybywa, pięć lat. To jest taka pamiątkowa…

– Mamy ich już: dwa, cztery, sześć, osiem… około piętnastu!

– Tak, około piętnastu i na niektórych są po dwa-trzy nazwiska. Także to nie jest tak, że jedna osoba, tylko rodzinne krzyże.

– Ale bardzo przyjemne miejsce dla spoczynku tych ludzi.

– Tak jak powinno być – spokojne. Tylko czas był niespokojny dla nich. Wszystko jest zniszczone, spalone…

Zanim przyjechała tablica, Jan Kuryj z Olsztyna przeszedł się ze mną po cmentarzu i zobaczyliśmy, co jeszcze zostało, a czego już nie ma:

– Ten pagórek, na którym teraz się znajdujemy, to tu stała cerkiew. Ten kamień, który tu widzimy, to myślę, że to mogą być fundamenty tej cerkwi. Bo tak jak cały pagórek, który widać, to mniej więcej był to plac, na którym stała cerkiew.

– Ale to była cerkiew cmentarna?

– Nie, to była cerkiew parafialna dla wsi Trzcianiec, była pw. Narodzenia NMP, a druga cerkiew filialna, gdzie od czasu do czasu odbywały się uroczystości, to jest ta w Roztoce, która zachowała się do dzisiaj. Tę cerkiew z Trzciańca rozebrali po 1947 roku greccy komuniści, którzy tu się osiedlili. Natomiast sama cerkiew była dość dawna, drewniana, z tysiąc osiemset… nie pamiętam dokładnie. Z tej cerkwi został tylko jeden krzyż. A ten krzyż symbolizuje to, że tu stała cerkiew. I ta cerkiew była rozmieszczona mniej więcej od tego miejsca, gdzie stoi pan Henryk, aż do tego miejsca. Gdzieś tak jak zaczyna się pierwszy rząd krzyży, to był ikonostas.

(-)

Jedynym takim elementem, który zachował się do dzisiaj z tej cerkwi, jest ten metalowy krzyż, tutaj wmurowany. Ten krzyż jest z głównej kopuły. Widać, że są tu trzy ramiona i jest to dokładnie zapisane. Możemy powiedzieć, że tu dominował taki styl bojkowski. Dlatego wszystkie cerkwie były zbudowane tak, że miały jedną główną kopułę i wieżę, potem na środku miały dwie mniejsze kopuły, ale to były jednodzielne. Nie tak, jak są łemkowskie – trójdzielne, tylko jednodzielne. Koło tego krzyża…

– Właśnie tak patrzę – to jest jakiś grobowiec?

– To jest grób dziedzica tej wsi Trzcianiec. Trudno jest nam dzisiaj powiedzieć, bo wszystkie groby, które tu były, na dzisiaj tu śladu nie ma. Gdy były tu jeszcze pojedyncze groby, to te tabliczki z nazwiskami były poniszczone. Dlatego teraz będziemy czynili starania, żeby może gdzieś w archiwach, może w naszym cerkiewnym archiwum, znaleźć księgi zmarłych – żeby móc mniej więcej wstawić czy podać tu nazwiska tych, którzy są pochowani na tym cmentarzu.

(-)

– A tam jest jedna… może przejdziemy… tam jest jedna bardzo stara tabliczka i napis, który nie do końca mogę rozczytać. Tu nie mamy żadnego napisu, tylko krzyż w postaci maleńkiej kapliczki.

– Tak jak mówiłem, to jest najprawdopodobniej (musimy jeszcze przeprowadzić badania); najprawdopodobniej jest tu pochowany były proboszcz. Nie ten ostatni, ale przedostatni i jego rodzina.

– Ale tam jest krzyż – jeśli nie najstarszy, to jeden z najstarszych. Jest już trochę skrzywiony, widać, że jest bardzo stary. No, niestety, czas nie obszedł się z nim łaskawie. „Tu spoczywa ś.p. Anastasija Bamburak z rodu Matwij”?…

– Matwijciw. Może być!

– „Odeszła w 1940 r.”; także to jest oryginalny i możemy domyślać się, że tu rzeczywiście jest grób tej kobiety.

– Jeszcze taki stary, jak pamiętam z 1978 roku, gdy przyjechałem tu po raz pierwszy, to jest tamten grób. Tam jest Bamburak pochowany. Był tu pod drzewem. Teraz to drzewo jest ścięte, ale to był taki najstarszy grób, który pamiętam oprócz tego dziedzica i tego ładnego pomnika.

– „Tu spoczywa Poczekajło Iwan Mychajłowycz 1889-1942. Wieczny odpoczynek. Od synów i wnuków”. I tam jest jeszcze ktoś, który „zginął tragicznie”; niestety, nie wiemy w jaki sposób.

– Mój dziadek i mojej mamy brat jest tu pochowany.

– Ci, którzy zginęli jednego dnia.

– Tego samego dnia. To było 2 kwietnia 1946 roku.

(-)

Gdy wszystko już było gotowe, przyjechał proboszcz z Komańczy ks. Andrzej Żuraw z wikariuszem ks. Grzegorzem Pacanem i odprawili panachydę:

(-)

Ks. Andrzej, który na tych uroczystościach był po raz pierwszy, podzielił się swoimi rozmyślaniami:

– Jadąc tu z Komańczy tak sobie myślałem – ile ja tych wsi przejeżdżam, gdzie mieszkali nasi przodkowie: nasze babcie, nasi dziadkowie. I prawie w każdej miejscowości, przez które przejeżdżałem, to myślałem: Tych naszych przodków już nie ma. Ale z drugiej strony – jesteśmy my. Ta i wiele innych miejscowości tutaj w górach wygląda tak jak tu. W wielu wsiach nie zachowały się cerkwie, bo nawet te cerkwie były rujnowane, palone, wysadzane w powietrze w latach 70-tych. Te cerkwie są dla ludzi, bo jeden jest Pan Bóg dla wszystkich nas. Bez względu na to, jakiej jesteśmy narodowości, to Pan Bóg jest jeden dla nas wszystkich.

(-)

W czwartek wieczorem pojechałam na próbę zespołu „Suzirjaczko”, żeby dowiedzieć się, co słychać u młodych olsztyńskich artystów. Powiem Wam tak: jak śpiewają, to żaden mikrofon im nie straszny, ale gdy trzeba powiedzieć coś od siebie, to tak jakby się bały, że mój mikrofon gryzie. Ale jednak troszkę z nimi porozmawiałam. Najbardziej rozmowna była ich nauczycielka, pani Daria Bułka-Bzil:

(-)

– Dzień dobry!

– Dzień dobry! Przyszłam tak troszkę Was podsłuchać jak pracujecie.

– Dobrze!

– Trwa próba, do czego się przygotowujecie?

– Mamy teraz w czwartek święto parafialne, więc przygotowujemy się, żeby wystąpić w naszej cerkwi.

– Jakie piosenki będziecie śpiewać?

– Pieśni cerkiewne. Zdawałoby się, że pieśni cerkiewne to ciężka praca dla młodych ludzi, ale oni bardzo chętnie do tego podchodzą, dlatego zawsze, gdy jest okazja śpiewać w cerkwi, to robimy to. Mamy nadzieję, że w tym roku będzie więcej tych bardziej rozrywkowych występów. Ale teraz przygotowujemy się do święta i to jest nasz pierwszy cel.

– A zaraz po święcie kolejne wydarzenie?

– Będzie festiwal w Koszalinie; jedziemy! Mamy przygotowane utwory, które już tak naprawdę tu prezentowaliśmy u siebie, ale w Koszalinie jeszcze ich nie słyszeli, bo pandemia zabrała nam trochę tych prób; zdaje się, że ten rok chyba będzie lepszy, to będzie okazja, żeby przygotować coś więcej.

– Myślę, że dużym dowodem uznania dla Was jako dla „Suzirjaczka” jest to, że – na ile mi wiadomo – w Koszalinie nawet zmienili termin, żebyście mogli być. Bo 13-14 listopada w Olsztynie będą Dni Teatru Ukraińskiego, więc Koszalin przeniósł o tydzień wcześniej.

– No, bardzo miło to słyszeć! Fajnie, to daleka droga. Dla dzieci to marzenie, żeby już gdzieś pojechać, bo zespół to nie tylko śpiewanie, ale też przebywanie razem, integracja i to jest bardzo ważne. Naprawdę oni już czekają; oni już od tamtego roku czekają, żeby gdzieś pojechać. Gdybyśmy mieli jechać w góry, to też pojedziemy!

(-)

– A potem grudzień.

– Tak, potem grudzień. W grudniu zawsze mamy naszą poezję śpiewaną i będziemy już przygotowywali kolędy.

Moimi rozmówcami, jeśli można tak powiedzieć, byli: Mikołaj, Amelia i Jarema:

– Tak patrzę… powiedz mi jak się nazywasz?

– Mikołaj.

– Lubisz śpiewać?

– Tak!

– Myślę, że czasem to widać na scenie. Jaką piosenkę lubisz śpiewać najbardziej?

– Nie wiem, dużo jest takich piosenek, które bardzo lubię śpiewać.

– A są takie, które śpiewasz solo, pamiętasz jaka to?

– Jest!

– Jaka?

– „O spomahaj nas, Diwo Marije”.

– I teraz też będziesz śpiewać?

– Tak.

(-)

– Jaka piosenkę śpiewasz?

– „Szła do Boga”.

– Łatwa czy trudna?

– Dla mnie łatwa.

– Powiedz, gdzie ostatnio i jaką nagrodę zdobyłaś?

– Nie pamiętam…

(-)

– Jarema, powiedz, będziesz coś śpiewał solo?

– Nie wiem.

– Bo to od pani zależy, tak?

– Tak.

– A ty lubisz przychodzić na próby?

– Tak.

– Co Cię tu najbardziej przyciąga? Te urwisy, które tam siedzą, prawda?

– Nie. Koledzy.

– Może Ty masz jakąś ulubioną piosenkę, którą najbardziej lubisz śpiewać?

– Nie mam.

– To poczekamy, jeszcze będą, prawda?

– Uhm.

Sami widzicie, że praca dziennikarza nie zawsze jest łatwa, prawda?

(-)

– Jak się Pani pracuje z „Suzirjaczkiem”? Grzeczne są dzieci?

– Wie Pani, to są dzieci; bywa różnie. Czasami są zmęczone, czasami mają za dużo energii i trudno to utrzymać, ale zawsze to powtarzam, że to są dzieci i młodzież – bo już jest naprawdę młodzież, która chce śpiewać. Co tydzień w czwartek po lekcjach, po wszystkich swoich zajęciach przychodzą tutaj; jesteśmy tu półtorej do dwóch godzin ciężkiej pracy bez przerwy i oni co tydzień przychodzą. Skoro oni co tydzień przychodzą, to znaczy, że chcą. Jak chcą, to i mi super się z nimi pracuje. Nie mogę narzekać.

– To oznacza, że znalazła Pani do nich drogę. Bo gdyby tak nie było, to by nie przychodzili.

– Zawsze mówię, że nikt na siłę śpiewał nie będzie. I moja w tym rola, żeby czuli się tu dobrze. Gdy będą się czuli dobrze, to będzie postęp. Wiem, że zespół trochę się zmienił pod względem składu, gdy do nich przyszłam.

– To jest naturalne – dzieci rosną, idą dalej.

– Tak. I naboru jakiegoś nie było; była pandemia, były różne rzeczy, które w tym czasie się wydarzyły. Oni nawet sami mówili, że nie będą śpiewać, bo teraz nie ma tego, nie ma tamtego, więc to nie pójdzie, to się nie uda; nie będziemy śpiewali na dwa głosy. Mało kiedy udaje się nam zaśpiewać na dwa głosy, ale jak się uda, to i ja się cieszę, i oni maja poczucie, że zrobili coś, czego jeszcze do tej pory nie robili. Także fajnie; pracuje się mi bardzo dobrze, myślę, że im też. Mamy w tym roku trzy nowe śpiewaczki, to myślę, że tak będzie i zapraszam wszystkich chętnych, bo fajnie jest tu u nas. Razem sobie rozmawiamy, razem wyjeżdżamy, razem bawimy się śpiewem i wykorzystujemy też inne talenty – na przykład grę na gitarze Amelki. Jak tylko ktoś będzie chciał grać na instrumencie – nie ma problemu! Tak zrobimy, żeby to było możliwe.

(-)

Teraz już pora oddać głos Romanowi Bodnarowi:

(-) Hit-Parad

Kończy się nasz program; przygotowali go: Roman Bodnar, Marian Dąbrowski i Jarosława Chrunik. Przyjemnego wieczoru, drodzy słuchacze i do usłyszenia!

09.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w sobotę, 9 października na antenie Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Nareszcie doczekaliśmy się tego dnia! Dzisiaj olsztynianie i ci, którzy przyjadą spoza Olsztyna, nareszcie spotkają się z Kobziarzem z Kriaczkiwki, Jurkiem Fedyńskim. Teraz jeszcze kilka słów o nim powiem, ale najpierw – odrobina przeszłości:

(-)

9 października 1904 r. urodził się Mykoła Bażan, pisarz ukraiński. W II połowie lat 1920-tych stopniowo kształtował swój własny ekspresjonistyczno-barokowo- romantyczny styl, obejmując szeroki krąg tematów historii ukraińskiej i współczesności. Jego wielki poemat historyczny „Ślepcy” uważany jest za szczyt twórczości Mykoły Bażana. Utalentowany poeta zwrócił uwagę reżimu komunistycznego, jego twórczość zaczyna być potępiana w niektórych czasopismach literackich, prasie periodycznej. W 1936 r. w dokumentach NKWD Bażan figurował jako człowiek powiązany z „antyradziecką grupą” literatów rosyjskich i poetami nacjonalistycznymi” Gruzji. W 1939 r. na Bażana była już spreparowana sprawa w NKWD, jednak Stalin odznaczył pisarza orderem Lenina za tłumaczenie poematu „Rycerz w skórze tygrysa”.

(-)

2007 r. zmarł Anatolij Pohribnyj, ukraiński literaturoznawca, pisarz, krytyk i publicysta, działacz społeczny. Pierwszy zastępca ministra oświaty Ukrainy, zastępca przewodniczącego Komisji Ukrainy ds. UNESCO. Radca premiera Ukrainy; w ciągu dziesięciu lat prowadził w radiu popularną audycję publicystyczną „Gdybyśmy się uczyli, jak należy”, gdzie poruszał najbardziej bolące problemy społeczne, gorąco i konsekwentnie występował w obronie języka ukraińskiego.

(-)

Dzisiaj dobry dzień do świętowania mają: Efrem, Jan, Tychon, Włodzimierz, Dmytro i Mikołaj, a także urodzeni 9 października. Wszystkiego naklepszego!

(-)

Jurij Fedyńskyj rozpoczął swoje europejskie tournee kobziarskie, który prowadzi przez: Polskę, Niemcy, Francję, Włochy, Czechy, Austrię, Węgry, Słowację. Prezentuje utracone instrumenty narodowe Ukrainy: tradycyjny torban, bandurę i kobzę. „Opowiada też o historii Ukrainy poprzez jej najwybitniejszych poetów, działaczy państwowych i niewidomych śpiewaków, a także demonstruje jakim dzisiaj może być tradycyjny kobziarz”, – pisze w swoim artykule Olha Matwijenko.

Na wsi łatwiej poznać kulturę ukraińską, niż w wielkich miastach. Choć rodzina w USA była przeciwna przeprowadzce Jurka na Ukrainę, to teraz jego ojciec często przyjeżdża do Kriaczkiwki, kupił tam ziemię.

– Nie mieszkałem na amerykańskiej wsi, ale to nie wydaje mi się ciekawe. A tu – jest ciekawie. Do tej pory nie znałem kultury wiejskiej żadnego narodu. Tu wspaniale jest nie tylko majstrować (przy instrumentach), ale też zgłębiać wiejską kulturę, żeby dowiedzieć się, kim tak naprawdę są Ukraińcy. Kijów i Lwów, do których najczęściej przyjeżdżają obcokrajowcy – to nie jest cała Ukraina, a tylko jej maleńka cząstka.

Jurij Fedyński przekonuje, że w ciągu pięciu lat,, które spędził na Połtawszczyźnie, zaobserwował kardynalne zmiany na wsi.

– Jeszcze gdy pracowałem z „Hajdamakami”, pytałem siebie: czy może muzyka na tyle zmienić świadomość ludzi, żeby otworzyli oczy i uszy, rozejrzeli się dookoła i spostrzegli, że żyją źle, żeby wzięli się do roboty. I jestem przekonany, że to jest możliwe. To, że podoba mi się zajmować się muzyką, majstrować – to jedno, inna sprawa – ludzie tego potrzebują. Mam nadzieję, że mój przykład komuś się przyda.

Filozofię Jurka Fedyńskiego przejmuje niemal każdy, kto przyjeżdżał i bywał u niego w Kriaczkiwce. Mówi, że wiele osób chciałoby tu mieszkać.

– Ludzie czują, że tu jest wspaniałe miejsce. Być może czują, że tu jest awangarda kobziarstwa i są tu warunki dla wiejskiego Renesansu. Zobaczymy do czego on doprowadzi za pięć lat. Uważam, że inteligencja nie powinna wyjeżdżać za granicę, a przychodzić na wieś i tu wszystko naprawiać. Ja swoje miejsce znalazłem i jest mi tu dobrze.

Dzisiaj o godz. 18-tej Jurij Fedyński wystąpi z koncertem w Olsztynie w Sali parafialnej przy przy katedrze greckokatolickiej.

(-)

Kontynuujemy temat ukraińskiej wsi, choć w innym nurcie. Była dla ducha, teraz będzie dla ciała. Ukraina zebrała rekordowy urodzaj zboża w historii, – informuje radiosvoboda. Większość plonów pójdzie na eksport, co na tle wzrostu cen światowych na żywność istotnie podniesie dochody w branży i wpłynie ogólnie na ukraińskie PKB – tak uważają urzędnicy i część ekspertów. Jednocześnie analitycy przypominają, że równolegle gwałtownie rosną ceny paliw i nawozów, co niewątpliwie „zje” część dochodów rolników. Dlatego apelują o kontynuację reformy ziemskiej i innych reform gospodarczych po to, żeby wzrost dochodów ukraińskiego rolnictwa pociągnął za sobą przypływ inwestycji.

Na ukraińskich polach zebrano wszystkie zboża jare i strączkowe. Urodzaj okazał się najwyższy od początku Niepodległości – 46,4 mln ton,- informuje ministerstwo rolnictwa. W branży tłumaczą to sprzyjającą pogodą, wsparciem państwowym sektora rolniczego oraz inwestycjami w jakość produkcji.

(-)

Tą dobrą wiadomością zakończymy naszą dzisiejszą audycję, była z wami Jarosława Chrunik. Jestem pewna, że z niektórymi słuchaczami spotkam się dzisiaj na koncercie Jurka Fedyńskiego w Olsztynie, a pozostałym mówię – do usłyszenia jutro o godz. 20.30. Myślę, że po ostatniej wiadomości z Ukrainy najlepsza piosenką na pożegnanie jest „Żyto mego ojca” w wykonaniu Oksany Biłozir. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/an)

08.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam was w popołudniowej audycji „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie” na falach Radia Olsztyn, w studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj posłuchamy jak pracują młodzi olsztyńscy śpiewacy, ale zanim się z nimi spotkamy, dotrzymam słowa i powiem kilka słów o ludziach kultury z czasów najgorszych prześladowań inteligencji ukraińskiej przez reżim stalinowski:

(-)
8 października 1937 r. zginął Mychajło Złobyneć, ukraiński działacz społeczny, poeta, bandurzysta. Interesował się etnografią, zbierał i zapisywał ukraińskie pieśni ludowe i dumy. Był organizatorem i kierownikiem zespołu bandurzystów i mistrzem budowania bandur. 1920 r. został aresztowany i oskarżony o działalność kontrrewolucyjną. Skazano go na 10 lat łagrów. 1933 został ponownie aresztowany, oskarżony z tego samego paragrafu i po raz drugi pozbawiony wolności na 5 lat. 20 września 1937 r. decyzją trójki NKWD Kraju Północnego 53-letni Złobyneć został skazany na śmierć.

(-)

1938 r. zginął Hnat Chotkewycz – ukraiński pisarz, bandurzysta; opracował własny projekt pociągu spalinowego (1910 r.) o 30 lat wcześniej niż amerykański analog. W czasach jeżowszczyzny został aresztowany Specjalna trójka NKWD Obwodu Charkowskiego 29 września 1938 r. skazany na rozstrzelanie za „Udział w organizacji kontrrewolucyjnej i szpiegostwo na rzecz Niemiec”. Wyrok wykonano.

(-)

1941 r. zginął Ostap Łucki – ukraiński działacz społeczny, publicysta i poeta, jeden z czołowych działaczy ukraińskiej spółdzielczości w Galicji. Adiutant austriackiego arcyksięcia z dynastii Habsburgów, pułkownika Legiony USS i UHA Wilhelma Habsburga – Wasyla Wyszywanego. Zginął w radzieckim łagrze na Sołowkach.

(-)
Straszne to były czasy, więc z tym większą przyjemnością wracamy do współczesności. Wczoraj wieczorem pojechałam na próbę zespołu „Suzirjaczko”, żeby dowiedzieć się, co słychać u młodych olsztyńskich artystów. Powiem wam tak: jak śpiewają, to żaden mikrofon im nie straszny, ale gdy trzeba powiedzieć coś od siebie, to tak jakby się bały, że mój mikrofon gryzie. Ale jednak troszkę z nimi porozmawiałam. Najbardziej rozmowna była ich nauczycielka, pani Daria Bułka-Bzil:

(-)

– Dzień dobry!

– Dzień dobry! Przyszłam tak troszkę was podsłuchać jak pracujecie.

– Dobrze!

– Trwa próba, do czego się przygotowujecie?

– mamy teraz w czwartek święto parafialne, więc przygotowujemy się, żeby wystąpić w naszej cerkwi.

– Jakie piosenki będziecie śpiewać?

– Pieśni cerkiewne. Zdawałoby się, że pieśni cerkiewne to ciężka praca dla młodych ludzi, ale oni bardzo chętnie do tego podchodzą, dlatego zawsze, gdy jest okazja śpiewać w cerkwi, to robimy to. Mamy nadzieję, że w tym roku będzie więcej tych bardziej rozrywkowych występów. Ale teraz przygotowujemy się do święta i to jest nasz pierwszy cel.

– A zaraz po święcie, kolejne wydarzenie?

– Będzie festiwal w Koszalinie; jedziemy! Mamy przygotowane utwory, które już tak naprawdę już tu prezentowaliśmy u siebie, ale w Koszalinie jeszcze ich nie słyszeli, bo pandemia zabrała nam trochę tych prób; zdaje się, że en rok chyba będzie lepszy, to będzie okazja, żeby przygotować coś więcej.

– Myślę, że dużym dowodem uznania dla was jako dla „Suzirjaczka” jest to, że – na ile mi wiadomo – w Koszalinie nawet zmienili termin, żebyście mogli być. Bo 13-14 listopada w Olsztynie będą Dni Teatru Ukraińskiego, więc Koszalin przeniósł o tydzień wcześniej.

– No, bardzo miło to słyszeć! Fajnie, to daleka droga. Dla dzieci to marzenie, żeby już gdzieś pojechać, bo zespół to nie tylko śpiewanie, ale też przebywanie razem, integracja i to jest bardzo ważne. Naprawdę oni już czekają; oni już od tamtego roku czekają, żeby gdzieś pojechać. Gdybyśmy mieli jechać w góry to też pojedziemy!

(-)

– A potem grudzień.

– Tak, potem grudzień. W grudniu zawsze mamy nasza poezje śpiewaną i będziemy już przygotowywali kolędy.
Moimi rozmówcami, jeśli można tak powiedzieć, byli: Mikołaj, Amelia i Jarema:
– Tak patrzę… powiedz mi jak się nazywasz?

– Mikołaj.

– Lubisz śpiewać?

– Tak!

– Myślę, że czasem to widać na scenie. Jaką piosenkę lubisz śpiewać najbardziej?

– Nie wiem, dużo jest takich piosenek, które bardzo lubię śpiewać.

– A są takie, które śpiewasz solo, pamiętasz jaka to?

– Jest!

– Jaka?

– „O spomahaj nas, Diwo Marije”.

– I teraz też będziesz śpiewać?

– Tak.

(-)

_ Jaka piosenkę śpiewasz?

– „Szła do Boga”.

– Łatwa, czy trudna?

– Dla mnie łatwa.

– Powiedz, gdzie ostatnio i jaka nagrodę zdobyłaś?

– Nie pamiętam…

(-)

– Jarema, powiedz, będziesz coś śpiewał solo?

– Nie wiem.

– Bo to od pani zależy, tak?

– Tak.

– A ty lubisz przychodzić na próby?

– Tak.

– Co cie tu najbardziej przyciąga? Te urwisy, które tam siedzą, prawda?

– Nie. Koledzy.

– Może ty masz jakąś ulubioną piosenkę, którą najbardziej lubisz śpiewać?

– Nie mam.

– To poczekamy, jeszcze będą, prawda?

– Uhm.
Sami widzicie, że praca dziennikarza nie zawsze jest łatwa, prawda?

(-)

– Jak się pani pracuje z „Suzirjaczkiem”? Grzeczne są dzieci?

– Wie, pani, to są dzieci; bywa różnie. Czasami są zmęczone, czasami mają za dużo energii i trudno to utrzymać, ale zawsze to powtarzam, że to są dzieci i młodzież – bo już jest naprawdę młodzież, która chce śpiewać. Co tydzień w czwartek po lekcjach, po wszystkich swoich zajęciach przychodzą tutaj; jesteśmy tu półtorej do dwóch godzin ciężkiej pracy bez przerwy i oni co tydzień przychodzą. Skoro oni co tydzień przychodzą, to znaczy, że chcą. Jak chcą, to i mi super się z nimi pracuje. Nie mogę narzekać.

– To oznacza, że znalazła pani do nich drogę. Bo gdyby tak nie było, to by nie przychodzili.

– Zawsze mówię, że nikt na siłę śpiewał nie będzie. I moja w tym rola, żeby czuli się tu dobrze. Gdy będą się czuli dobrze, to będzie postęp. Wiem, że zespół trochę się zmienił pod względem składu, gdy do nich przyszłam.

– To jest naturalne – dzieci rosną, idą dalej.

– Tak. I naboru jakiegoś nie było; była pandemia, były różne rzeczy, które w tym czasie się wydarzyły. Oni nawet sami mówili, że nie będą śpiewać, bo teraz nie ma tego, nie ma tamtego, więc to nie pójdzie, to się nie uda; nie będziemy śpiewali na dwa głosy. Mało kiedy udaje się nam zaśpiewać na dwa głosy, ale jak się uda, to i ja się cieszę, i oni maja poczucie, że robili coś, czego jeszcze do tej pory nie robili. Tak że fajnie; pracuje się mi bardzo dobrze, myślę, że im też. Mamy w tym roku trzy nowe śpiewaczki, to myślę, że tak będzie i zapraszam wszystkich chętnych, bo fajnie jest tu u nas. Razem sobie rozmawiamy, razem wyjeżdżamy, razem bawimy się śpiewem i wykorzystujemy też inne talenty – na przykład grę na gitarze Amelki. Jak tylko ktoś będzie chciał grac na instrumencie – nie ma problemu! Tak zrobimy, żeby to było możliwe.

(-)

Zachęcamy więc wszystkich uczniów, którzy chcieliby śpiewać w zespole „Suzirjaczko”, żeby zgłaszali się – pani Daria i uczestnicy zespołu chętnie ich przyjmą do swego grona. A ja wszystkim dzieciom (i dorosłym też) proponuję bajkę na dobranoc:

(-)

Mam nadzieję, że bajka się wam spodobała. Nasz program już się kończy, przygotowała go i przedstawiła Jarosława Chrunik. Do usłyszenia jutro o godz. 10.50. wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

08.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam Was w piątek, 8 października na falach Radia Olsztyn z nowymi wiadomościami; w studiu – Jarosława Chrunik. Oto i jest – weekend, już dzisiaj. Trzeba jeszcze tylko poczekać kilka godzin. A powiem Wam, że dzisiaj miałam dylemat: jak przekazać informacje z kalendarza historycznego, żebyście się choć trochę ciekawego dowiedzieli, opowiedzieć o wszystkich, którzy na to zasługują i zrobić to tak, żeby nie zabrakło nam całego czasu antenowego porannego programu. I wymyśliłam – teraz powiem o tych, kto urodził się tego dnia, a wieczorem (tak trochę nietypowo) o tych, kto 8 października pożegnał się z życiem.

(-)

8 października 1871 r. urodził się Iwan Piddubnyj – ukraiński sportowiec-zapaśnik, sześciokrotny mistrz świata. Prapradziadek Iwana Piddubnego w 1708 r. pod Połtawą, razem z kozakami Irklijewskiego kurenia „rycerstwa nyzowego”, pod dowództwem koszowego atamana Kostia Hordijenki i wojskiem kozackim hetmana Iwana Mazepy walczył przeciwko Moskwie o suwerenną Ukrainę. Na początku lat 30. XX wieku w ZSRR wprowadzono dowody osobiste. W różnych źródłach spotykamy historię o tym, że gdy Piddubnemu wydano dowód, nazwisko było w nim zapisane przez „o” – na wzór rosyjski, a nie przez „i”, a narodowość wpisano „Rosjanin”. Piddubnyj, niewiele myśląc, własnoręcznie napisał „i” zamiast „o” i zamiast „Rosjanin” wpisał „Ukrainiec”.

(-)

1916 r. urodził się Ołeksa Buławycki, ukraiński malarz-pejzażysta o kierunku impresjonistycznym. Podczas II wojny światowej znalazł się poza granicami Ukrainy – w Niemczech – i od 1950 r. w USA, gdzie pracował w firmach architektonicznych jako kreślarz i dizajner. Prawie całe swoje powojenne życie przeżył w Minneapolis (w stanie Minnesota); od 1959 r. miał własne studio artystyczne i prywatną szkołę, w której uczył dzieci i dorosłych rysunku. Pracował jako wykładowca sztuk pięknych w Centrum Sztuki i Oświaty w mieście Minnetonka; członek Stowarzyszenia Artystów Minnesoty.

(-)

Dzisiaj składamy życzenia osobom o imionach: Jewhen, Mykoła, Ołeksandr, Paweł, Prochor, Roman, Serhij i Fedir, a także urodzonym 8 października. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Już jutro, w sobotę 9 października, o godz. 18 w Olsztynie w sali parafialnej przy cerkwi greckokatolickiej wystąpi ukraiński bard, kobziarz, bandurzysta – Jurko Fedynskyj. Oto jeszcze kilka informacji z artykułu Olgi Matwijenko o tym niezwykłym człowieku. Muzyk najpierw zostawił USA i zamieszkał w Kijowie, ale wkrótce postanowił zabrać rodzinę i przeprowadzić się na wieś – do Kriaczkiwki. Dlaczego?

– Tutaj wiemy gdzie chodzą nasze dzieci, z kim się kontaktują. Jesteśmy daleko od tej totalnej rusyfikacji, która obecnie trwa. Nie jestem rasistą, nie jestem przeciw Rosjanom, mam wielu kolegów wśród nich i cenię Strawińskiego i Rachmaninowa, ale chcę, żeby nasze dzieci były jak najdalej od tej totalnej rusyfikacji, żeby były Ukraińcami. Od nich też zależy przyszłość Ukrainy. Żeby odróżniały – to jest „sowok”, a to nie jest „sowok”.
Tak więc Jurij z żoną Marią i dziećmi mieszka w Kriaczkiwce już pięć lat. Mówi, że wieś to idealne miejsce na pracownię: drewno tu jest, cisza, nikt nie przeszkadza przez telefon, bo nie ma zasięgu; jest czas, którego nie musi się tracić na jazdę transportem publicznym, gdzie psują ci nerwy i nastrój. Pracę z „Hajdamakami” Jurij Fedynskyj wspomina jako trudny, ale ciekawy okres; potem stworzył inny zespół, „Karpatianie”. Wkrótce, po wyjściu z „Karpatian” pojawił się kolejny pomysł – stworzyć projekt na podstawie repertuaru Tarasa Kompaniczenki. Jest to ten folklor, który w Związku Radzieckim był całkowicie zakazany. W taki sposób stworzyli „Choreę Kozacką”, w której już nie było współczesnych instrumentów. Wyszło tak, że i „Karpatianie”, i „Chorea Kozacka” nadal istnieją. Wszyscy już rozumieją moje stanowisko wobec tego wszystkiego. Ale ja mam już inny projekt – to praca z „Drewem”. Unikatowy zespół z 55-letnią historią w rozumieniu Jurka Fedyńskiego to nie jest po prostu ktoś, kto odtwarza czy bada folklor, a sam jest folklorem. Jurko i jego żona przyjechali, żeby się uczyć, a stali się częścią zespołu.
Jutro o godz. 18 w Olsztynie spotkamy się z Jurkiem Fedyńskim na koncercie.

(-)

Na Ukrainie uczczono tragiczną rocznicę. W kijowskim Babim Jarze odbyły się uroczystości 80. rocznicy masowego mordu dokonanego przez hitlerowców na Żydach. W uroczystości uczestniczyli prezydenci Ukrainy, Izraela i Niemiec. Uszanowano pamięć ponad 100 tysięcy ofiar. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Na koniec – dobra wiadomość. W ramach testu przed przywróceniem regularnego połączenia pociąg hyundai przejechał z Kijowa do Przemyśla. Pasażerów zabierze w niedzielę. Karol Gajdzik z Fundacji Galicyjskich Dróg Żelaznych tłumaczy, że jazda próbna to standardowa procedura wynikająca z norm bezpieczeństwa:
(-) Wypowiedź w języku polskim
Okoliczni przedsiębiorcy są bardzo zadowoleni z powrotu połączenia:
(-) Wypowiedź w języku polskim
Pociąg ze stolicy Ukrainy do stacji Przemyśl Główny jechał pięć godzin.

(-)

Otóż możecie już planować podróż, jeśli chcecie odwiedzić Kijów właśnie tą trasą. Nasz program dobiega końca; przygotowała go i przedstawiła Jarosława Chrunik. Usłyszymy się wieczorem o godz. 18.10, a teraz żegnamy się najbardziej właściwą, jak mi się zdaje, piosenką w wykonaniu zespołu „Rusznyczok” – „Ruszył pociąg w drogę daleką”. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze!

 

07.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam was w popołudniowej audycji „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie” na falach Radia Olsztyn, w studiu – Jarosława Chrunik. Kiedy byliście ostatnio w kinie? Dawno? Dzisiaj więc, choć nie zaproszę was na seans, to o kinie przynajmniej porozmawiamy.

(-)

W Olsztynie trwa WAMA Film Festival – największy festiwal filmowy Warmii i Mazur. W ciągu pięciu dni widzowie obejrzą międzynarodowe koprodukcje, nagradzane w Berlinie, Wenecji, San Sebastian oraz najlepsze polskie filmy krótkometrażowe. W tym roku w olsztyńskim festiwalu bierze udział ponad 140 gości zagranicznych, którzy uczestniczą m.in. w warsztatach filmowych, wykładach z cenionymi praktykami kina oraz prezentacjach.

Festiwal otworzył Gustaw Marek Brzezin. Marszałek Województwa Warmińsko-Mazurskiego podziękował organizatorom za uhonorowanie byłej wicemarszałek, Anny Wasilewskiej. Od teraz Nagroda Jury Warmii i Mazur będzie nosiła jej imię. – To piękne wyróżnienie zasłużonej postaci, która przyczyniła się do powstania festiwalu i wspierała jego rozwój przez tyle lat – podkreślił Gustaw Marek Brzezin.

Mam nadzieję, że filmy prezentowane w obu konkursach zainspirują Państwa do dyskusji o normalności w tych nienormalnych czasach, w których przyszło nam żyć. Chcemy aby WAMA Film Festival był platformą do rozmowy o problemach współczesnego świata – powiedział dyrektor Marcin Kot Bastkowski, nawiązując do tegorocznego hasła festiwalowego „NORMALNOŚĆ”.

Wspólnie z partnerami zagranicznymi udało nam się zorganizować w tym roku prawdziwie międzynarodowe wydarzenie filmowe. Na festiwalu mamy ponad 140 gości z Włoch, Ukrainy, Francji i Norwegii. To dla nas powód do dumy, zwłaszcza że przygotowaliśmy interesujący program branżowy w ramach projektu „Polish-Norwegian Film Festivals Cooperation” – podkreślił Maciej Dominiak, producent festiwalu, z którym rozmawiałam przed otwarciem Festiwalu:

(-) Rozmowa w języku polskim

8. WAMA Film Festival zakończy się uroczystą galą 9 października br. w olsztyńskiej filharmonii. Organizatorem WAMA Film Festival jest Instytut KOSMOPOLIS Fundacja Nauki, Kultury i Edukacji w Olsztynie. Producentem festiwalu jest Stowarzyszenie FILMFORUM. Głównym mecenasem wydarzenia jest Samorząd Województwa Warmińsko-Mazurskiego, a głównym współorganizatorem: Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych w Olsztynie. Partnerami międzynarodowymi tegorocznej edycji festiwalu są: Stiftelsen Amandusfestivalen (Norwegia), Associazione Cinematografica e Culturale LABORATORIO DEI SOGNI (Włochy), CinemaHall (Ukraina) oraz KINOGRAPHE (Francja).

(-)

Goście z Ukrainy przyjechali do Olsztyna, a my na chwilę pojedźmy na Ukrainę. Żeby się nie zgubić, weźmiemy ze sobą „Globus Ukrainy” i Tryzubego Stasa za przewodnika:

(-) Humoreska

Dobrze, że u nas nie ma tak częstych przerw w dostawie prądu, przynajmniej żyje się spokojniej. Mam nadzieję, że mimo wszystko zostawiam was z uśmiechem na twarzy, bo czas naszej audycji dobiega końca. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Ponownie usłyszymy się jutro o godz. 10.50, a tymczasem życzę wam miłego wieczoru, drodzy słuchacze! Wszystkiego dobrego! (jch/an)

07.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam Was w czwartkowe przedpołudnie, 7 października na antenie Radia Olsztyn. Przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Dzisiaj w kalendarzu z przeszłości wspomnimy o dwojgu ludziach, którzy stali się ofiarami reżimu totalitarnego:

(-)

7 października 1984 r. zmarł Walerij Marczenko – ukraiński dysydent, obrońca praw człowieka. Za „Antyradziecka propagandę i agitację” skazany na 6 lat łagrów o zaostrzonym reżimie i 2 lata zesłania. W łagrach poznał ukraińskich obrońców praw człowieka – Iwana Switłycznego, Semena Hłuzmana i innych. Po zwolnieniu mieszkał w Kijowie, długo nie mógł znaleźć pracy, potem został stróżem. Zajmował się tłumaczeniami z języka angielskiego, pisał artykuły publicystyczne. Zdecydowanie wystąpił przeciwko instrukcji Ministerstwa Oświaty USRR „O nasileniu nauczania języka rosyjskiego w szkołach Ukrainy”, którą nazwał „najnowszym dekretem Wałujewskim”. 1983 r. już ciężko chorego Marczenkę zaaresztowano ponownie. Uznano go za szczególnie niebezpiecznego recydywistę i skazano na 10 lat łagrów o zaostrzonym reżimie i 5 lata zesłania. Zmarł w szpitalu więziennym w Leningradzie.

(-)

2006 r. zginęła Anna Politkowska – rosyjska dziennikarka opozycyjna polsko-ukraińskiego pochodzenia. Urodziła się w rodzinie radzieckich dyplomatów, gdzie jej ojciec pracował w przedstawicielstwie USRR przy ONZ. Jej ojciec, Stepan Mazepa, pochodził ze wsi Kostobobriw w obwodzie czernihowskim, a matka – z Krymu. Po demaskacyjnych reportażach o Biesłanie, Nord-Ost, korupcji, wojnie czeczeńskiej, 7 października 2006 r. odważna rosyjska dziennikarka „Nowej Gazety”, obrończyni praw człowieka Anna Politkowska została zamordowana na klatce schodowej swojego domu w Moskwie, gdy czekała na windę. Jej zabójstwo często nazywano prezentem dla Władimira Putina, który właśnie tego dnia obchodzi urodziny. W dalszym ciągu nie wykryto zleceniodawców zabójstwa Politkowskiej.

Dzisiaj o godz. 19 w Ogrodzie Sprawiedliwych na warszawskim Muranowie, gdzie w 2014 roku został założony kamień pamięci Anny Politkowskiej, ci, którzy o niej pamiętają, przyniosą kwiaty i zapalą znicze. W kontekście obecnej sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, która jest elementem wojny hybrydowej Kremla, realizowanej rękami Białorusinów, warto przypomnieć, co Anna Politkowska mówiła o Władimirze Putinie: „Putin, który przypadkowo otrzymał gigantyczną władzę, rozporządza nią z katastrofalnymi dla Rosji skutkami. Nie lubię go dlatego, że nie lubi ludzi. On nie znosi nas. Gardzi nami. On uważa, że jesteśmy jego narzędziem, tylko i wyłącznie. Narzędziem, by osiągać swoje własne władcze cele. I dlatego z nami można robić wszystko, bawić się jak potrzeba. Nas można niszczyć, jak tylko się zechce. On uważa, że my jesteśmy nikim. A on, mimo że przypadkowo wspiął się w górę, jest teraz carem i bogiem, którego powinniśmy sławić i którego musimy się bać”.

(-)

Dzisiaj świętują: Władysław, Maria i Sergiusz oraz urodzeni 7 października. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Teraz – kolejna porcja informacji o Jurku Fedyńskim, który w sobotę 9 października wystąpi w Olsztynie w sali parafialnej przy katedrze greckokatolickiej. Na Połtawszczyźnie założył kobziarski cech, tam też organizuje festiwal etnograficzny „Drzewo rodu kobziarskiego”. W USA grał w Ukraińskiej Kapeli Bandurzystów w Detroit. Współpracował z Julianem Kytastym, zespołem rockowym „Hajdamaky”, „Choreą Kozacką” (razem z Tarasem Kompaniczenką) i wieloma innymi. Jednak czy nie najciekawsze w biografii Jurka Fedyńskiego jest to, że zostawił dostatnie życie w USA, gdzie się urodził i wychował jako potomek ukraińskich imigrantów, i powrócił na ziemię swoich przodków.

Związek genetyczny z narodem niemieckim i irlandzkim odczuwał zawsze, jednak pociąg do Ukrainy był silniejszy.

– Lubię irlandzką kulturę, muzykę; historia tego narodu podobna jest do ukraińskiej. Już potem, gdy z „Choreą Kozacką” pojechaliśmy na festiwal muzyczny do Niemiec, przekraczając granicę zobaczyłem ogromne pole, wiatraki, odczułem na poziomie genetycznym, że te kraje są mi bardzo bliskie – mówi Fedyński.

O rodzinie Brewerów (bo takie właśnie nazwisko odziedziczył po ojcu) dowiedział się z opowiadań ojca i dziadka. Ojciec mu opowiadał, że Brewerowie byli robotnikami na kolei. Dziadek na te pytania opowiedział trochę inaczej.

– Dziadek Brewer opowiadał, że w rzeczywistości jego rodzina miała kolej. Bardzo się zdziwiłem, bo przecież to nie robotnicy, to właściciele. Ale dziadek w bardzo prosty sposób wyjaśnił mi, że w Ameryce nie wypada mówić, że pochodzisz ze szlacheckiego rodu, to bardzo patetycznie. Lepiej być skromnym, dobrze się uczyć i być sobą. Jednak teraz ja trochę inaczej to rozumiem: my nie istniejemy samodzielnie. Jesteśmy efektem pracy naszych przodków. W wielu sprawach kształtują nas ich osiągnięcia. I dla Ukrainy jest to bardzo ważna sprawa, bowiem w Związku Radzieckim poszukiwano i likwidowano całe rody właśnie z tego powodu, że dziedziczyły one i przekazywały dalej kulturę. Żeby odrodzić Ukrainę, należy odtworzyć właśnie te rodziny, które były likwidowane za swoje talenty; żeby odrodziła się inteligencja, pojawili się nieformalni, lecz prawdziwi liderzy i władza – podsumowuje Jurko.

(-)

W Olsztynie trwa też największy festiwal filmowy Warmii i Mazur – 8 WAMA Film Festival. W ciągu pięciu dni pokazów widzowie zobaczą międzynarodowe produkcje nagradzane w Berlinie, Wenecji, San Sebastian oraz najlepsze polskie filmy krótkometrażowe. W tym roku w olsztyńskim festiwalu bierze udział ponad 140 gości zagranicznych, którzy uczestniczą m.in. w warsztatach filmowych, wykładach z cenionymi praktykami kina oraz prezentacjach. Festiwal otworzył Gustaw Marek Brzezin. Marszałek Województwa warmińsko-mazurskiego podziękował organizatorom za uhonorowanie Anny Wasilewskiej poprzez nadanie jej imienia Nagrodzie Jury Warmii i Mazur.

Od 4 października trwają Polsko-Ukraińskie Warsztaty Filmowe. Stanowią one kontynuację przedsięwzięcia, realizowanego podczas WAMA FF od 2015 r. we współpracy ze stowarzyszeniem Film Forum. Mówi producent, współtwórca „FILM FORUM”, Maciej Dominiak:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Tegorocznym hasłem przewodnim festiwalu jest „Normalność”. Wieczorem usłyszycie o tym więcej, tymczasem pożegnamy się piosenką zespołu „Mandry” – „Doroha”; tak dla podniesienia nastroju. Była z Wami Jarosława Chrunik; ponownie usłyszymy się wieczorem o godz. 18.10, a teraz życzę Wam pięknego dnia! Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze!

06.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam Was w środę, 6 października, na falach Radia Olsztyn w audycji „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie”. Tak się składa, że w tym tygodniu ciągle gdzieś wędrujemy. W poniedziałek byliśmy w Szczepkowie Borowym, wczoraj w Trzciańcu k/Komańczy, a dzisiaj zapraszam Was do Giżycka, na koncert muzyki cerkiewnej.

(-)

W ostatnim czasie dzieje się tak wiele w sferze kultury, że trudno jest być wszędzie i z każdego wydarzenia przekazać Wam pełną relację. Z tego właśnie powodu trochę spóźniłam się do Giżycka, ale jeszcze zdążyłam choć trochę posłuchać pierwszego wykonawcy – grupy „Akwarela” z Kruklanek. Jej uczestnicy to grupa ludzi, dla których śpiew zawsze sprawia wiele radości; śpiewają i w cerkwiach, i na imprezach rozrywkowych – ich repertuar jest szeroki, choć tradycyjny:

(-)
Jubileuszowa XX edycja Międzynarodowych Koncertów Muzyki Cerkiewnej odbyła się w pierwszy październikowy weekend w Giżycku i okolicznych miejscowościach. W ciągu dwóch dni, na poszczególnych koncertach i liturgiach w cerkwiach, prezentowały swoje umiejętności wokalne zespoły z Polski i Ukrainy. Końcowym akordem festiwalu był niedzielny koncert galowy w Giżycku, na którym wystąpiły wszystkie zaproszone chóry. Organizatorem koncertów jest Zarząd Oddziału Mazurskiego Związku Ukraińców w Polsce i Parafia Greckokatolicka pw. Świętej Trójcy w Giżycku. Koncert galowy odbył się w niedzielę 3 października w kościele pw. św. Kazimierza Królewicza, ponieważ impreza rozrosła się do takich rozmiarów, że już od kilku lat giżycka cerkiew nie mieści wszystkich uczestników oraz publiczności. W tej chwili słuchamy drugiego uczestnika z niezbyt odległych Bań Mazurskich, jest to chór parafii greckokatolickiej „Kryłos”:

(-)

Członkowie „Kryłosu” śpiewają od wielu lat i przy każdej okazji, niektórzy z nich organizowali życie kulturalne społeczności ukraińskiej jeszcze w latach 1960-70-tych, z pewnością wiele osób pamięta jeszcze zespół „Smericzky” – teraz część „Smericzek” śpiewa w „Kryłosie”, którym kieruje pani Iwanna Płatosz:

(-)

W tym roku koncerty muzyki cerkiewnej odbyły się po raz dwudziesty, w tym czasie impreza nabierała rozmachu i przybierała na sile. A skąd w ogóle wzięła się pomysł na zorganizowanie takiego, niełatwego przecież, przedsięwzięcia? Mówi jego pomysłodawca, były przewodniczący Mazurskiego Oddziału Związku Ukraińców w Polsce, Jan Pik:

– Najpierw nasi ludzie, Ukraińcy, pomyśleli, żeby wybudować tu na Mazurach kilka cerkwi. A ja pomyślałem, że skoro te cerkwie są zbudowane, to oprócz naszej Boskiej Liturgii, świątecznej i niedzielnej, żeby oprócz tego jeszcze w cerkwiach rozbrzmiewała ukraińska cerkiewna pieśń duchowa. Na takim wyższym poziomie. Byłem kilka razy na cerkiewnych koncertach w Białymstoku, na Podlasiu i pomyślałem: na Warmii i Mazurach jest bardzo dużo Ukraińców, cerkwi trochę zbudowaliśmy. Niektóre przejęliśmy od naszych braci ewangelików, różnie bywało. I pomyślałem: a dlaczego u nas, na Warmii i Mazurach nie można czegoś takiego zorganizować?

Odpowiedzią na to pytanie stały się coroczne koncerty, które tak wiele radości dają zarówno Polakom, jak i Ukraińcom, a także każdemu, kto zawita do giżyckiego kościoła Kazimierza Królewicza:

(-)

Celowo nie staram się opowiedzieć o wszystkim, ale tylko po troszeczkę, ponieważ chcę, żebyście usłyszeli tyle wykonań, ile ja sama usłyszałam, więc ciąg dalszy nastąpi w innej audycji. Dzisiaj już musimy się pożegnać. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Do usłyszenia jutro o godz. 10.50, a pożegna nas zespół z Żabina w gminie Banie Mazurskie – „Sursum Corda”. Wszystkiego dobrego!

06.10.2021 – godz.10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w środę, 6 października na antenie Radia Olsztyn. Przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Od dzisiaj do końca tygodnia podczas naszych spotkań będzie się powtarzała jedna wiadomość – o gościu, który odwiedzi Olsztyn w najbliższą sobotę. Codziennie usłyszycie coś nowego. Trzymamy się jednak ustalonego programu audycji:

(-)

6 października 1917 r. odbył się I Ogólnoukraiński Zjazd Towarzystw „Proswita”. Jest to ukraińska organizacja społeczna o kierunku kulturalno-oświatowym. Prowadzi działalność zarówno na Ukrainie (historycznej i współczesnej), jak i w ośrodkach diaspory ukraińskiej. „Proswita” tworzyła biblioteki ukraińskie z czytelniami i co roku wydawała kalendarz dla narodu. W opowieściach naszych rodziców i dziadków często możemy usłyszeć o tym, jak kiedyś młodzież gromadziła się i pracowała w świetlicach „Proswity”.

(-)

1864 r. urodził się Serhij Szełuchin – ukraiński działacz społeczno-polityczny, publicysta, ukraiński uczony, wybitny prawnik, historyk, dyplomata, przedstawiciel kierunku narodowo-demokratycznego ukraińskiej myśli politycznej okresu międzywojennego, pisarz, pedagog. Do historii ukraińskiej państwowości wszedł jako członek Centralnej Rady, sędzia generalny URL, minister spraw sądowniczych w rządzie W. Hołubowycza, przewodniczący delegacji ukraińskiej podczas rozmów pokojowych z Rosją w czerwcu 1918 r., członek delegacji ukraińskiej podczas rozmów pokojowych w Paryżu w 1919 r.

(-)

1926 r. zmarł Wołodymyr Hnatiuk, ukraiński etnograf, folklorysta, językoznawca i działacz społeczny, akademik ANU. Jako pierwszy wyprowadził folklorystykę ukraińską na szeroki szlak nauki europejskiej. Prof. Jirżi Horak pisał, że Wołodymyr Hnatiuk obok Oskara Kolberga i Frantiszka Bartosza zajmuje jedno z wiodących miejsc w historii folklorystyki słowiańskiej, a jego prace pod względem treści, dokładności zapisu i poziomu naukowego mają znaczenie światowe.

(-)

Dzisiaj możecie świętować u Raisy, Innocentego, Mikołaja i Piotra, a także urodzonych 6 października. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Dzisiaj o godz. 19 odbędzie się webinar (przede wszystkim dla nauczycieli) na temat: „Osobliwości pracy z tekstem literackim w aspekcie uczenia się języka ukraińskiego jako odziedziczonego oraz obcego w audytorium dziecięcym”. Poprowadzi go ekspertka Hałyna Barlak z Włoch. Hałyna Barlak jest nauczycielką w klasach początkowych, psychologiem-praktykiem. To współzałożycielka i członkini Zarządu Związku Ukraińskich Oświatowców Diaspory, współzałożycielka i kierowniczka Międzynarodowego oświatowo-metodycznego centrum rozwoju bilingwizmu dziecięcego. Jeśli ktoś chciałby wziąć udział w webinarze, a nie otrzymał zaproszenia, proszę napisać na messengerze lub zadzwonić do pani Lubomiry Tchórz.

(-)

W Olsztynie wkrótce odbędzie się koncert, którym rozpoczną się parafialne „pokrowskie” uroczystości. 9 października, w sobotę o godzinie 18-tej w Sali parafialnej przy olsztyńskiej katedrze greckokatolickiej wystąpi legendarny muzyk – kobziarz, torbanista, twórca ludowy – Jurko Fedyński. Człowiek-orkiestra, łączy w swojej twórczości najlepsze tradycje ukraińskiego kobziarstwa. Na koniec 2021 r. muzyk zaplanował artystyczne tournee „Z kobzą po Europie” i do tej trasy Jurko włączył też Olsztyn. Od dzisiaj do soboty będę wam o nim opowiadała, korzystając z artykułu Olgi Matwijenko:

„W czasie, gdy Ukraińcy starają się wyjechać za granicę w poszukiwaniu szczęścia i pieniędzy, Jurij Fedyński właśnie w ojczyźnie przodków odnalazł zagubioną na obczyźnie cząstkę duszy. Ci, którzy poznali kobziarza z Kriaczkiwki, mówią, że jest on większym Ukraińcem, niż wielu urodzonych na Ukrainie i tych, którzy przeżyli na ziemi ojczystej całe życie. Jurij Fedyński opowiada, że w rzeczywistości w jego krwi jest wymieszanych kilka narodowości. Jego ród bierze początek w regionach niemieckich i irlandzkich, skąd pochodzili jego przodkowie po linii ojca. Niemcy byli też w rodzinie mamy, chociaż ona już mieszkając w Ameryce zawsze uważała się za Ukrainkę.

– Moja rodzina jest europejska – opowiada Jurko Fedyński. – Ród ojca jest z Europy Zachodniej – Irlandii, Niemiec, Skandynawii. Mamy – z Ukrainy. We Lwowie – Fedyńscy, w Kijowie – Moszyńscy, na Połtawszczyźnie mieszkali Czajkowscy. To była inteligencja, nie moskwofile. Gdy na naszym terytorium pojawił się Związek Radziecki, to postanowili uciekać. Zrozumieli, że w tym reżimie nie da się żyć. Dziadek Jurij Fedyński i babcia Natalia Moszyńska uciekli najpierw do Austrii, potem do Kanady i w końcu do USA. Tych, kto został, zlikwidowano oprócz jednego krewnego we Lwowie – wujka Adriana.

Ród Czajkowskich z Połtawszczyzny wyemigrował do Francji, jeszcze jeden wujek wyjechał do Brazylii. Jurij Fedyński, dziadek Jurka, wyjeżdżając ze Lwowa, bardzo przeżywał, że nikt nie zostanie na Ukrainie, że ród przepadnie.

– Dziadek był świadomy tego, że wszystkie nasze rodziny miały ogromne znaczenie dla Ukrainy w planie rozwoju kulturalnego, naukowego. Bardzo przeżywał, że jeśli będzie zlikwidowana cała inteligencja, a ci, którzy wyjechali nigdy nie wrócą na Ukrainę i kraj naprawdę zniszczą, to nie będzie miał kto go odbudowywać, – opowiada kobziarz.

(-)

Jutro opowiem wam o nim więcej, natomiast dzisiaj trzeba się już pożegnać. Była z wami Jarosława Chrunik; ponownie usłyszymy się wieczorem o godz. 18.10, a teraz życzę wam wszystkim, a szczególnie winowajcom dzisiejszego święta – pięknego dnia! Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/an)

05.10.2021- godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam was w audycji „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie” na falach Radia Olsztyn, przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Ścieżkami pamięci będziemy dzisiaj chodzić w dosłownym znaczeniu tego słowa. I was zapraszam do wędrówki po górskich miejscowościach.

(-)

W każdy drugi weekend września, już od pięciu lat, potomkowie dawnych mieszkańców wsi Trzcianiec i sąsiedniej Grąziowej przyjeżdżają na cmentarze, gdzie leżą ich przodkowie. Modlą się i dzielą opowieściami i wspomnieniami. W ten sposób pokolenia, którym przypadł niełatwy los w historii, żyją w pamięci następnych pokoleń. W tym roku w Trzciańcu pojawiła się tablica informacyjna, z której dowiadujemy się o tym, co tu kiedyś było. Przyszłam na cmentarz, gdy akurat trwały prace przygotowawcze, a sama tablica była jeszcze w drodze. Pierwsza osobą, którą tam spotkałam, był Bogdan Patra z Trzebiatowa:

– Mamy mały jubileusz, to jest V Zjazd byłych mieszkańców wsi Trzcianiec. Dzisiaj montujemy tablicę; już jedzie, już kolega wiezie. Jedzie aż z Trzebiatowa, z północy Polski; zaraz przyjedzie, będziemy montować tablice informacyjną – co tu kiedyś było. Ponieważ przychodzą tu ludzie, a jest tu wielu żołnierzy różnych narodowości – tablica będzie w trzech językach: po polsku, ukraińsku i angielsku. Kolega tu akurat wykopał, ja nazbierałem kamieni w potoku, mamy zaprawę i zaraz będziemy montować. Konstrukcję robili nasi koledzy, którzy mają firmę, więc możemy powiedzieć, że mamy to bezpłatnie.

– Oni też stąd pochodzą?

-Tak. Kasia jest stąd; jej dziadek Szymański jest z Trzciańca.

Elżbieta, żona Bogdana, wyjaśniła mi, dlaczego kamienie do ustanowienia tablicy biorą z potoku, a nie z cmentarza:

– Mogą być elementy jakiejś budowli cmentarnej – z fundamentu cerkwi albo z nagrobków.

– Bo teraz już prawie niczego nie widać oprócz tych kamieni, które ledwie wystają. A tu jest kilka grobów.

– To nie są groby tak szczerze mówiąc. To są krzyże pamiątkowe, które postawili potomkowie tych ludzi, tu pochowanych. Kilka lat tu przyjeżdżamy, tych krzyży przybywa, pięć lat. To jest taka pamiątkowa…

– Mamy ich już: dwa, cztery, sześć, osiem… około piętnastu!

– Tak, około piętnastu i na niektórych są po dwa-trzy nazwiska. Tak że to nie jest tak, że jedna osoba, tylko rodzinne krzyże.

– Ale bardzo przyjemne miejsce dla spoczynku tych ludzi.

– Tak jak powinno być – spokojne. Tylko czas był niespokojny dla nich. Wszystko jest zniszczone, spalone…

Zanim przyjechała tablica, Jan Kuryj z Olsztyna przeszedł się ze mną po cmentarzu i zobaczyliśmy co jeszcze zostało, a czego już nie ma:

– Na cmentarz dzisiaj na ten czas przyjechali potomkowie dawnych mieszkańców wsi Trzcianiec; przyjechali z kilku miast Polski. Są z Sopotu, Gdańska, Olsztyna; przyjechał też Trzebiatów, „Czorne” czyli Człuchów i z Gryfina też. Myślę, że tak jak co roku przyjeżdżają ludzie – od szczecina aż po Gdańsk i Kołobrzegu, Trzebiatowa aż po Człuchów. Do tego z Warmii i Mazur. Większość ludzi, którzy dzisiaj tu przyjechali to są właśnie potomkowie wsi Trzcianiec, ale są już pojedynczy… można powiedzieć, że dawni mieszkańcy wsi Grąziowa, bo między innymi pan Henryk urodził się jeszcze tu, w Grąziowej przed wysiedleniem.

– Widzimy, że groby są tu praktycznie symboliczne, ale na przykład patrzę… o, tu: czy to nie może być kamienny krzyż? Może tak mi się tylko wydaje? Może po prostu chciałabym, żeby to był krzyż… nie, nie, on jest głęboko.

– Muszę powiedzieć, że ten pagórek, na którym teraz się znajdujemy, to tu stała cerkiew. Ten kamień, który tu widzimy, to myślę, że to mogą być fundamenty tej cerkwi. Bo tak jak cały pagórek, który widać, to mniej więcej był to plac, na którym stała cerkiew.

– Ale to była cerkiew cmentarna?

– Nie, to była cerkiew parafialna dla wsi Trzcianiec, była pw. Narodzenia NMP, a druga cerkiew filialna, gdzie od czasu do czasu odbywały się uroczystości, to jest ta w Roztoce, która zachowała się do dzisiaj. Tę cerkiew z Trzciańca rozebrali po 1947 roku greccy komuniści, którzy tu się osiedlili. Natomiast sama cerkiew była dość dawna, drewniana, z tysiąc osiemset… nie pamiętam dokładnie. Z tej cerkwi został tylko jeden krzyż. A ten krzyż symbolizuje to, że tu stała cerkiew. I ta cerkiew była rozmieszczona mniej więcej od tego miejsca, gdzie stoi pan Henryk, az do tego miejsca. Gdzieś tak jak zaczyna się pierwszy rząd krzyży, to był ikonostas. Jedynym takim elementem, który zachował się do dzisiaj z tej cerkwi, jest ten metalowy krzyż, tutaj wmurowany. Ten krzyż jest z głównej kopuły. Widać, że są tu trzy ramiona i jest to dokładnie zapisane.

– „Ten krzyż jest jedyną pamiątką, która pozostała ze zbudowanej w 1824 – 1947 r. cerkwi Narodzenia NMP w Trzciańcu. Została zrujnowana po Akcji „Wisła”. 70-ta rocznica wysiedlenia, 2017 r.”. i ona faktycznie jest w takim naszym, wschodnim stylu, greckokatolickim.

– Tak, ale możemy powiedzieć, że tu dominował taki styl bojkowski. Dlatego wszystkie cerkwie były zbudowane tak, że miały jedna główna kopułę i wieżę i potem na środku miały dwie mniejsze kopuły, ale to były jednodzielne. Nie tak, jak są łemkowskie – trójdzielne, tylko jednodzielne. Koło tego krzyża…

– Właśnie tak patrzę – to jest jakiś grobowiec?

– To jest grób dziedzica tej wsi Trzcianiec. Tu widać, że jest napisane – Gniewosz i jego rodzina, którzy są tu pochowani. To byli właściciele wsi Trzcianiec i okolicznych wsi. Pozostały tu tez pojedyncze groby. Tam na końcu prawdopodobnie… o, tam! Trudno powiedzieć, ale prawdopodobnie jest to krzyż, grób byłego proboszcza tej cerkwi.

– Ten kamienny, taki piękny; ja teraz w każdym takim krzyżu dopatruję się brusnowskiego kamieniarstwa. Nie wiem, czy rzeczywiście z Brusna był ten krzyż, można powiedzieć – w kształcie kapliczki. Tez jest bardzo ładny i pięknie ozdobiony.

– Trudno jest nam dzisiaj powiedzieć, bo wszystkie groby, które tu były, na dzisiaj tu śladu nie ma. Gdy były tu jeszcze pojedyncze groby, to te tabliczki z nazwiskami były poniszczone. Dlatego teraz będziemy czynili starania, żeby może gdzieś w archiwach, może w naszym cerkiewnym archiwum, znaleźć księgi zmarłych – żeby móc mniej więcej wstawić czy podać tu nazwiska tych, którzy są pochowani na tym cmentarzu.

– A tam jest jedna… może przejdziemy… tam jest jedna bardzo stara tabliczka i napis, który nie do końca mogę rozczytać.

– Teraz opiekują się tym cmentarzem też mieszkańcy, którzy tu mieszkają we wsi Roztoka, którzy zostali. Ale przyjeżdżają też z innych wsi, żeby od czasu do czasu skosić i trochę go uporządkować.

– Tu nie mamy żadnego napisu, tylko krzyż w postaci maleńkiej kapliczki.

– Tak jak mówiłem, to jest najprawdopodobniej (musimy jeszcze przeprowadzić badania); najprawdopodobniej jest tu pochowany były proboszcz. Nie ten ostatni, ale przedostatni i jego rodzina.

– Ale tam jest krzyż – jeśli nie najstarszy, to jeden z najstarszych. Jest już trochę skrzywiony, widać, że jest bardzo stary. No, niestety, czas nie obszedł się z nim łaskawie. „Tu spoczywa ś.p. Anastasija Bamburak z rodu Matwij”?…

– Matwijciw. Może być!

– „Odeszła w 1940 r”; tak że to jest oryginalny i możemy domyślać się, że tu rzeczywiście jest grób tej kobiety.

– Jeszcze taki stary, jak pamiętam z 1978 roku, gdy przyjechałem tu po raz pierwszy, to jest tamten grób. Tam jest Bamburak pochowany. Był tu pod drzewem. Teraz to drzewo jest ścięte, ale to był taki najstarszy grób, który pamiętam oprócz tego dziedzica i tego ładnego pomnika.

– „Tu spoczywa Poczekajło Iwan Mychajłowycz 1889-1942. wieczny odpoczynek. Od synów i wnuków”. I tam jest jeszcze ktoś, który „zginął tragicznie”; niestety, nie wiemy w jaki sposób.

– Mój dziadek i mojej mamy brat jest tu pochowany.

– Ci, którzy zginęli jednego dnia.

– Tego samego dnia. To było 2 kwietnia 1946 roku.

(-)

Gdy wszystko już było gotowe, przyjechał proboszcz z Komańczy ks. Andrzej Żuraw z wikariuszem ks. Grzegorzem Pacanem i odprawili panachydę:

(-)

Ks. Andrzej, który na tych uroczystościach był po raz pierwszy, podzielił się swoimi rozmyślaniami:

– Jadąc tu z Komańczy tak sobie myślałem – ile ja tych wsi przejeżdżam, gdzie mieszkali nasi przodkowie: nasze babcie, nasi dziadkowie. I prawie w każdej miejscowości, przez które przejeżdżałem, to tych naszych przodków już nie ma. Ale z drugiej strony – jesteśmy my, którym przekazały nasze mamy, nasi ojcowie, nasi dziadkowie to wielkie dziedzictwo, miłość do swego narodu, do swojej tradycji, do swojej kultury. Po to, żebyśmy przez długie lata przekazywali tez kolejnym pokoleniom to wszystko, co zostało nam przekazane. Wiele innych miejscowości tutaj w górach wygląda tak jak tu. W wielu wsiach nie zachowały się cerkwie, bo nawet te cerkwie były rujnowane, palone, wysadzane w powietrze w latach 70-tych. Tam koło Komańczy jest wieś Osławica, gdzie cerkiew wysadzono w latach 70-tych; w 1971 lub 1972. pozostał cmentarz, my też tam to ogrodziliśmy. I wiele innych: 1972 r. spalili cerkiew w Kulasznem… w każdej miejscowości, można wiele wsi wymieniać, które istnieją, ale w których nie ma już cerkwi, które budowali nasi przodkowie. Do których przychodzili nasi bliscy, tam się modlili, tam wspólnie zaczynali swoje życie, bo cerkiew to i chrzest, i inne sakramenty, które otrzymywali. Cerkiew to jest miejsce, które jednoczy wszystkich ludzi bez względu na wyznanie, bo do cerkwi może wejść każdy – wierzący i niewierzący. Czy chce się pomodlić, czy chce popatrzeć. Te cerkwie są dla ludzi, bo jeden jest Pan Bóg dla wszystkich nas. Bez względu na to, jakiej jesteśmy narodowości, to Pan Bóg jest jeden dla nas wszystkich.

(-)

Następnie wszyscy pojechali do Grąziowej, żeby i tam uczcić pamięć przodków, ale o tym opowiem wam już innym razem. A teraz czas naszej audycji dobiega końca; była z wami Jarosława Chrunik. Ponownie usłyszymy się jutro o godz. 10. 50, a tymczasem życzę wam miłego wieczoru, drodzy słuchacze! Wszystkiego dobrego! (jch/an)

05.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was we wtorek, 5 października na falach Radia Olsztyn. W studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj nasze wiadomości będą przeważnie pozytywne. Bogaty dzisiaj jest kalendarz, więc tylko krótko o każdym opowiem:

(-)

5 października 1933 r. Łeś Kurbas został zwolniony z posady kierownika artystycznego teatru „Berezil” za „burżuazyjny nacjonalizm”. Został rozstrzelany 3 listopada 1937 roku w uroczysku Sandarmoch.

(-)

1883 r. urodził się Petro Bołboczan, ukraiński działacz wojskowy, pułkownik Armii URL, dowódca Krymskiej Operacji przeciwko bolszewikom w celu ustanowienia na terytorium półwyspu władzy ukraińskiej.

(-)

1887 r. urodził się Ołeksa Syniawskyj, ukraiński językoznawca, profesor języka ukraińskiego Charkowskiego Uniwersytetu Oświaty Ludowej w latach 1920-1928, kierował w nim sekcją języka ukraińskiego naukowo-badawczej katedry językoznawstwa im. O. Potebni. Ofiara reżimu stalinowskiego – bezpodstawnie zaaresztowany i stracony w 1937 roku.

(-)

1909 r. urodził się Bohdan-Ihor Antonycz, ukraiński poeta, prozaik, tłumacz, literaturoznawca. Z powodu oficjalnego zakazu, zaczął być szerzej znany dopiero w latach 1960-tych. Miał znaczący wpływ na współczesną poezję ukraińską, w której występuje liryka filozoficzna, motywy religijne, kosmiczne, echo folkloru łemkowskiego i symboliki pogańskiej.

(-)

1930 urodził się Pawło Popowycz, radziecki kosmonauta, pierwszy Ukrainiec w kosmosie. Popowycz prowadził orientację statku kosmicznego w przestrzeni za pomocą systemu ręcznego sterowania. Podczas lotu 12 sierpnia 1962 r. Pawło Popowycz na prośbę Korolowa (pochodzącego z Żytomierszczyzny) wykonał piosenkę „Patrzę w niebo i rozmyślam”, która została pierwszą piosenką wykonaną w kosmosie.

(-)

Dzisiaj świętują: Makar, Kuźma, Martyn i Apolinary oraz urodzeni 5 października. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba spotka się dzisiaj w Warszawie z polskim kolegą, sekretarzem RBN i weźmie między innymi udział w forum bezpieczeństwa. Kułeba powiedział radiu Svoboda, jakie kwestie planuje poruszyć w Warszawie:

„Głowne kwestie – to bezpieczeństwo w regionie obejmującym terytorium od Morza Bałtyckiego do Czarnego. Omówimy problemy integracji europejskiej, euroatlantyckiej. Co możemy zrobić razem dla tego, żeby Europa Środkowa była silniejsza”, – powiedział minister.

Wcześniej w MSZ poinformowano, że szef resortu Dmytro Kuleba podczas warszawskiego forum bezpieczeństwa wystąpi w panelu dyskusyjnym i przeprowadzi kilka spotkań dwustronnych.

Wczoraj w Lublinie Dmytro Kułeba wziął udział w odsłonięciu pomnika księdza greckokatolickiego, bł. Emiliana Kowcza. W tym wydarzeniu wzięli tez udział uczniowie ze szkoły w Górowie. Uroczystości rozpoczęły się od liturgii w katedrze w Lublinie. Mszę celebrował zwierzchnik UCGK, Najwyższy Arcybiskup Kijowsko-Halicki, Jego Świątobliwość Swiatosław Szewczuk.

(-)

Ukraiński prezydent i jego współpracownicy mogli być zamieszani w transfery pieniędzy do rajów podatkowych. Tak ma wynikać z dokumentów międzynarodowego dziennikarskiego śledztwa Panama Papers, które cytują ukraińskie media. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Ukraińska konsul odwiedziła w Gruzji Micheila Saakaszwilego. Posiadający ukraińskie obywatelstwo były prezydent Gruzji został tam zatrzymany w zeszłym tygodniu i przebywa w areszcie. Ukraińskie władze zapowiadają, że zapewnią politykowi opiekę konsularną. O szczegółach – z Kijowa jeszcze raz Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Lwowski Klub „Strefa Młodzieży”, zrzeszający młodych Polaków, zorganizował akcję sprzątania dawnego polskiego cmentarza w miejscowości Wołków. Dzięki wspólnemu wysiłkowi 20-osobowej grupy młodzieży udało się uporządkować zapomniane polskie groby.

(-) Korespondencja w języku polskim

I tu musimy się już pożegnać. Była z wami Jarosława Chrunik; ponownie usłyszymy się wieczorem o godz. 18.10, a teraz życzę wam wszystkim pięknego dnia! Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

04.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie” na falach Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. „Kamo hriadeszy?” – „Dokąd idziesz?”. W dzisiejszym cyklu zapraszam was do Szczepkowa Borowego. Warto zapamiętać tę nazwę!

(-)

W miniony piątek w Szczepkowie Borowym w powiecie nidzickim odbyło się wyjątkowe wydarzenie – został tam otwarty Dom Seniora „Leleka”. Do tej pory podobna placówka istniała tylko w Prałkowcach k/Przemyśla. Dom Seniora „Leleka” poświęcił biskup Arkadiusz Trochanowski, ordynariusz olsztyńsko-gdański UCGK, a potem zwrócił się do zebranych:

– Jest mi dzisiaj bardzo miło, że mogę być w tym miejscu razem z księżmi naszej eparchii, że możemy tu zwieńczyć dobry czyn. Myślę, że gdy wstajemy każdego dnia, to dzień powinniśmy zaczynać od modlitwy. Gdy chcemy też zacząć każde nasze działanie też powinniśmy zaczynać od modlitwy, żeby w tym wszystkim było Boże błogosławieństwo. Żebyśmy do wszystkiego podchodzili z wiarą i przekonaniem, że Bóg nad nami czuwa i wszystko jest w Jego rękach. Dlatego też wszystko Mu to polecamy, żeby nas prowadził, pomagał; żeby w tym miejscu działo się jak najwięcej dobra. Myślę, że dzisiaj jest taki dobry początek – ten dom, który będzie służył wszystkim, którzy będą tego potrzebowali starszym, chorym, niedołężnym; każdemu, kto zapuka tu do drzwi z prośba o pomoc, żeby taką pomoc otrzymał. Żeby odczuł to Boże błogosławieństwo, ale też dostał taką nadzieję – że są inni, którzy chcą posłużyć, którzy chcą pomóc drugiemu człowiekowi, żeby nie cierpiał – tak na duszy, jak i na ciele. Dlatego dzisiaj jestem bardzo wdzięczny panu Ireneuszowi za to, że podjął się tego trudu; i który nas tu dzisiaj zaprosił i który chce tutaj przyjmować tych wszystkich, którzy będą potrzebowali takiej pomocy. Niech Pan Bóg błogosławi w tym dobrym dziele, niech przy nim zbierają się też inni, którzy będą odczuwali potrzebę – możliwe, że nawet anonimowo – pomóc, ale będą odczuwali taką potrzebę serca. Podzielić się swoim dobrem, podzielić się tym, czego człowiek chce – włączyć się do tego dobra i też pomóc innym tworzyć do dobre dzieło. Za to dziękuję – że możemy dzisiaj zacząć modlitwą. Niech ten dom służy wszystkim, kto będzie tego od dzisiaj potrzebował, kto przyjdzie, kto będzie chciał skorzystać z takiej pomocy. Niech Pan Bóg we wszystkim błogosławi, pomaga tym, kto miał taki pomysł, żeby stworzyć taki dom; pomaga ludźmi, którzy też będą się odnosili bardzo życzliwie.

(-)

O tym, jak ten dom ma wyglądać, opowiadał prezes fundacji ITAJ Ireneusz Kondrów:
(-) Wypowiedź w języku polskim
Wydarzenie to połączone było z 30-leciem odzyskania niepodległości przez Ukrainę, więc koncert na zakończenie uroczystości przygotowała grupa „Majsternia CHS” z Kijowa:
(-)

Mam nadzieję, że jeszcze wielokrotnie usłyszycie w naszych programach o Domu Seniora „Leleka”. Dzisiaj jednak czas już się pożegnać. Program przygotowała i poprowadziła Jarosława Chrunik. Ponownie usłyszymy się jutro o godz. 10.50. Miłego wieczoru, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

04.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam Was w porannym programie 4 października na falach Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj mam dla Was same dobre wiadomości – z wyjątkiem tej z kalendarza historycznego.

(-)

4 października 1868 r. urodził się Kyryło Studyński – ukraiński filolog-slawista, literaturoznawca, językoznawca, folklorysta, pisarz, działacz społeczny. Wraz z Petrem Franką (synem Iwana Franki) został zaaresztowany na osobiste polecenie Chruszczowa i rozstrzelany w lipcu 1941 roku, o czym świadczy znaleziony szyfrogram do komisarza ludowego SB Merkułowa.

(-)

Dzisiaj świętują: Wasyl, Danyło i Dmytro oraz urodzeni 4 października. Wszystkiego najlepszego!

(-)

I przechodzimy do dobrych wiadomości:

W piątek w Szczepkowie Borowym (k. Nidzicy) został poświęcony Dom Seniora „Leleka”. Do tej pory podobna placówka istniała tylko w Prałkowcach k/Przemyśla. Jak ma funkcjonować ten dom dla starszych osób, powiedział prezes fundacji ITAJ Ireneusz Kondrów:
(-) Wypowiedź w języku polskim

Dom Seniora „Leleka” poświęcił biskup Arkadiusz Trochanowski, ordynariusz olsztyńsko-gdański UCGK. Wydarzenie to połączone było z 30-leciem odzyskania niepodległości przez Ukrainę, więc koncert na zakończenie uroczystości dała grupa „Majsternia CHS” z Kijowa:
(-)

Pozostajemy nadal w podniosłych nastrojach.

Wczoraj w Giżycku w kościele św. Kazimierza Królewicza odbył się koncert galowy XX Międzynarodowych Koncertów Muzyki Cerkiewnej. Wystąpiło osiem zespołów, a były to: „Akwarel” z Kruklanek, „Kryłos” z Bań Mazurskich, „Kamerton” z Giżycka i „Commendo” z Warszawy (wszystkie z parafii greckokatolickich) oraz „Sursum Corda” z Żabina i „Moderato” z Węgorzewa z parafii rzymskokatolickich. Ukrainę reprezentowały: zespół wykładowców Szkoły Artystycznej z Obroszyna i chór „Horycwit” z Dubna.

W sobotę część zespołów wystąpiła w Węgorzewie, a część w Giżycku. W niedzielę niektóre chóry śpiewały liturgie w cerkwiach (w Baniach Mazurskich, Giżycku, Kruklankach, Węgorzewie i Wydminach), a po południu spotkały się na koncercie galowym. Pomysłodawcą tego wydarzenia jest były przewodniczący Mazurskiego Oddziału ZUwP Jan Pik:

– Najpierw nasi ludzie, Ukraińcy, pomyśleli, żeby wybudować tu na Mazurach kilka cerkwi. A ja pomyślałem, że skoro te cerkwie są zbudowane, to oprócz naszej Boskiej Liturgii, świątecznej i niedzielnej, żeby oprócz tego jeszcze w cerkwiach rozbrzmiewała ukraińska cerkiewna pieśń duchowa. Na takim wyższym poziomie. Byłem kilka razy na cerkiewnych koncertach w Białymstoku, na Podlasiu i pomyślałem: na Warmii i Mazurach jest bardzo dużo Ukraińców, cerkwi trochę zbudowaliśmy. Niektóre przejęliśmy od naszych braci ewangelików, rożnie bywało. I pomyślałem: a dlaczego u nas, na Warmii i Mazurach nie można czegoś takiego zorganizować?

(-)

Organizatorem Koncertów Muzyki Cerkiewnej w Giżycku jest Mazurski Oddział i miejscowe koło Związku Ukraińców w Polsce oraz parafia greckokatolicka w Giżycku. Od kilku lat koncert galowy odbywa się w kościele św. Kazimierza Królewicza.

(-)

Teraz jeszcze wiadomość z Ukrainy. W 77. rocznicę zakończenia Powstania Warszawskiego dzieci i młodzież, skupieni wokół Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego w Iwano-Frankiwsku, zaprezentowali we Lwowie widowisko słowno-muzyczne „Niebo złote ci otworzę…”. Spektakl oparty na wierszach poległego w 1944 roku Krzysztofa Kamila Baczyńskiego pokazano we Lwowskim Obwodowym Akademickim Teatrze Lalek.

(-) Korespondencja w języku polskim

I tu musimy się już pożegnać. Była z Wami Jarosława Chrunik; ponownie usłyszymy się wieczorem o godz. 18.10, a teraz życzę Wam wszystkim pięknego dnia! Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze!

03.10.2021 – godz. 20.30 (opis do dźwięku)

Witamy Państwa w Magazynie Ukraińskim „Od niedzieli do niedzieli”; w studiu – Jarosława Chrunik.

Nabiera tempa współpraca województwa warmińsko-mazurskiego i obwodu rówieńskiego na Ukrainie.

Jesień – to czas przygotowywania się do zimy, czas zbierania plonów i dziękowania Bogu za nie. Tydzień temu w greckokatolickiej parafii w Morągu odbyły się dożynki, połączone z festiwalem piosenki ukraińskiej „Jak sobie zaśpiewam”.

Za tydzień Olsztyn odwiedzi legendarny kobziarz z Ukrainy Jurko Fedyński. Za chwilę opowiemy o tym szerzej po ukraińsku. Zapraszamy!

(-)

W ubiegłym tygodniu Olsztyn odwiedziła delegacja kierownictwa Rówieńskiej Obwodowej Administracji Państwowej z jej przewodniczącym, panem Witalijem Kowalem na czele. Głównym powodem wizyty było podpisanie planu pracy na lata 2021-2023. Przy okazji odbyło się też kilka ciekawych wizyt i spotkań. Pan przewodniczący był w Olsztynie po raz pierwszy, oczywiście, miał pewne plany i oczekiwania. Goście przyjechali w czwartek późnym wieczorem, piątek był wypełniony wydarzeniami, a w sobotę z samego rana już wyruszyli w podróż do domu. Udało mi się jednak porozmawiać z panem Witalijem Kowalem w piątek wieczorem.

(-)
– Dzisiaj był dzień, który przewyższy nasze oczekiwania. Po pierwsze – bardzo ciepła atmosfera, naprawdę Olsztyn powitał nas chętnie i bardzo dużo perspektyw rysuje się po dzisiejszym spotkaniu. Jestem pewien, że nie jest to ostatnie spotkanie. Roboczy dzień zaczęliśmy od wyjazdu do olsztyńskiego Parku Naukowo-Technologicznego; jest wiele możliwości współpracy między podobnymi instytucjami na Rówieńszczyźnie i olsztyńskim Parkiem. Omówiliśmy możliwość wspólnego udziału rówieńskiego uniwersytetu, jest to Uniwersytet Gospodarstwa Wodnego z Parkiem. Potem mieliśmy spotkanie w biurze rozwoju biznesu i wspierania eksportu. Niektóre instrumenty, wykorzystywane w Olsztynie z całą pewnością można wykorzystać u nas na Rówieńszczyźnie. Wskaźniki dynamiki wzrostu sukcesów gospodarczych dają dużo optymizmu. To było takie robocze, konkretne spotkanie. Główne spotkanie dnia było z marszałkiem województwa warmińsko-mazurskiego. Bardzo miło, że odnowiliśmy umowę, podpisaliśmy ja na kolejny okres. Przypomnę, że pierwszy kontakt między naszymi krainami miał miejsce w 1993 roku.

– Można powiedzieć, że było to zaraz po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości.

– Po pierwsze – 70 000 etnicznych Ukraińców mieszka w województwie warmińsko-mazurskim, to największa liczba mniejszości, które tu są. To faktycznie aktywna część społeczeństwa, która nie zapomniała o swoich korzeniach, a jednocześnie jest aktywną częścią społeczeństwa polskiego. Dzisiaj podpisanie umowy rozszerzyliśmy o niektóre kierunki – w kulturalnej, sportowej, społecznej sferze. Mamy co pokazać jedni drugim, podzielić się doświadczeniem. Wspaniałe perspektywy są właśnie w gospodarce, dlatego że gospodarka województwa warmińsko-mazurskiego podobna jest do obwodu rówieńskiego – pod względem powierzchni, pod względem ludności, pod względem specjalizacji. Na przykład klaster meblowy, który rozwijamy na Rówieńszczyźnie, koresponduje z przemysłem meblowym tutaj. Porozumieliśmy się w sprawie spotkania biznesmenów w tym kierunku. Takie spotkania będziemy inicjować na terenie Ukrainy i na terytorium Polski. Również jest bardzo dobre doświadczenie w dziedzinie zarządzania, rekreacji, wykorzystania zasobów wodnych, które dzisiaj zobaczyliśmy, są dla nas twórcze.
– Czy w Równem jest jezioro, takie jak w Olsztynie?
– Jest, pod względem wielkości trochę mniejsze i niestety, pod względem ekologicznym mamy tam bardziej problematyczną sytuację, ale to co zrobiono z Jeziorem Ukiel, ten przykład to światełko w tunelu; to chcielibyśmy zrobić na terenie Rówieńszczyzny. Bo to naprawdę jest przestrzeń dla sportu, dla rekreacji, przeprowadzenia różnego szczebla zawodów i po prostu do spędzania czasu dla mieszkańców. Naprawdę Olsztyn nas dzisiaj zainspirował, uradował i chce się tutaj wracać znowu i znowu.
– Mam takie wrażenie, że w ciągu jednego pełnego dnia (bo gdy przyjechaliście wczoraj, to nic już nie można było zrobić, ponieważ był już wieczór) – w ciągu jednego dnia zrobiliście więcej, niż niejedna delegacja w ciągu dwóch, trzech, a może nawet i czterech dni.
– Dziękuję! Traktuje to jako komplement. Program wypełniony, faktycznie, ale podstawą tej wizyty było ciepłe zaproszenie od urzędu marszałkowskiego, między innymi od marszałka Mirona Sycza, od całej społeczności ukraińskiej w Olsztynie. Jak u nas się mówi: żeby ocenić człowieka wystarczy półtorej sekundy; dzisiaj w ciągu całego dnia oczarował mnie Olsztyn, całe województwo – kraina, która może wielu rzeczy nauczyć i dać przykład.

(-)
– Powiedziałabym nawet, że plan wykonaliście z nawiązką, bo zdążyliście się spotkać z przedstawicielami przemysłu meblowego.
– Tak, na prośbę o zorganizowanie nam spotkania z konkretnym biznesem, dzisiaj mieliśmy takie spotkania i umówiliśmy się na bardziej rozszerzoną delegację biznesmenów z Rówieńszczyzny z biznesmenami województwa warmińsko-mazurskiego. Są rzeczywiście punkty synergii, które mogą istnieć między naszymi przedsiębiorstwami dla wspólnych efektów. Na przykład – przedłużenie łańcucha produkcyjnego. Pewne produkty można tworzyć na terytorium Ukrainy, pewne na terytorium Polski i wspólnie tworzyć produkt końcowy na eksport. 16 mld euro to jest eksport polskiego przemysłu meblowego. My mamy coroczny wzrost obecnie na poziomie 60% w eksporcie mebli, ale na razie są to niewielkie wartości, choć mamy bardzo dobrą dynamikę. Jestem pewien, że to doświadczenie może dodać naszym regionom we wzajemnej współpracy.
– To są meble, a gdyby wymienić, jakie najbardziej są panu bliskie kierunki współpracy i o jakich była mowa?
– Dzisiaj zostało wyodrębnionych kilka głównych kierunków. Po pierwsze – sfera meblarska, po drugie – sfera rolna, ponieważ efekty, obecnie uzyskiwane w Polsce… na przykład: 420 tysięcy sztuk bydła, utrzymywanych na terytorium podobnym do naszego obwodu, inspirują. Porozumieliśmy się w sprawie współpracy właśnie o wymianie delegacji w dziedzinie hodowli krów mlecznych, a kolejne kroki to z pewnością sfera oświatowa. Kształcenie zawodowo-techniczne, uniwersytety, współpraca na poziomie parków industrialnych Ukrainy i parków naukowo-technologicznych Polski – tu jest synergia. Współpraca w dziedzinie postępowania z odpadami, z projektami ekologicznymi.
– Chciałam właśnie zapytać o ochronę środowiska naturalnego – czy są tu jakieś możliwości współpracy?
– Tak, Polska przeszła tę drogę wcześniej, między innymi – przetwarzanie odpadów. Widzimy siedmiomilowe kroki, wykonane tutaj i to doświadczenie jest bardzo ważne dla nas. W przetwarzaniu surowców, w stałym postępowaniu z ekologią, z ekosystemem. To jet to, co powinniśmy przejąć dla siebie.
– Ekologia, rolnictwo, żeby nie zanieczyszczać chemia ziemi.
– Jest smart-specjalizacja i na Rówieńszczyźnie jest akurat organiczne rolnictwo. Ponieważ właśnie potencjał zasobów rolnych mamy duży, z 750 tysięcy hektarów rolnych, które mamy w obwodzie, duża część uprawiana jest po raz pierwszy. Czyli są to ziemie, nie zanieczyszczone ani herbicydami, ani pestycydami i praktycznie możemy je włączać przede wszystkim na organiczną uprawę owoców, na organiczne kultury zbóż. I tu jest nasz punkt wzrastania, którą chcemy przetworzyć na potencjał. Zwłaszcza dziedzina przetwórstwa. Przetwórstwo rolno-spożywcze produktów naturalnych. Są tez pewne interesy w sferze IT, ponieważ sfera IT zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie obecnie dość ładnie się rozwija, mogą być wspólne projekty. Do tego trzeba „podciągnąć” infrastrukturę, między innymi lotniska, żebyśmy mogli prościej przyjeżdżać jedni do drugich. 680 kilometrów i czas na podróż chciałoby się skrócić dzięki lotniskom.
– Wtedy, jak sądzę, w niecałą godzinę możemy być jedni u drugich. Kiedy można państwa oczekiwać u nas ponownie?
– Dostaliśmy zaproszenie na początek grudnia, czekamy też na delegację województwa warmińsko-mazurskiego u nas – w pierwszym dogodnym terminie powitamy z radością gości u nas. Bardzo ważne jest to, że porozumieliśmy się też w sprawie wymiany delegacji w sferze kultury i dzieci. Bardzo ważne jest pokazywać dzieciom nasze kraje, żeby rozumiały, że jesteśmy bardzo podobni i mamy wiele tego, co nas łączy, a nie szukać czynników, które nas dzielą. Serdecznie dziękuję tej gościnnej ziemi; jadę z wielkim życzeniem aby wrócić znów, ponieważ są tu ludzie, którzy myślą podobnie, którzy wyznają nasze wartości i potrafią tak szczerze przyjmować i inspirować.
(-)
Posłuchajmy teraz, jak to wygląda ze strony przedstawiciela branży meblowej z województwa warmińsko-mazurskiego. Z delegacją obwodu rówieńskiego spotkał się między innymi pan Kazimierz:
– To od dawna jest moim marzeniem, tak planowałem, żeby zapoczątkować, natomiast zobaczyłem, że są to ludzie godni, żeby zacząć z nimi rozmowę.
– Widzieliśmy tu wiele delegacji, jedne były bardziej aktywne, inne mniej, ale obecne kierownictwo Rówieńskiej Obwodowej Administracji Państwowej sprawia wrażenie takiego, które po prostu chce dużo zrobić.
– Zauważyłem, że faktycznie starają się, żeby na tym terenie coś się działo, a przede wszystkim maja jeden taki cel, żeby zatrzymać wyjazd młodzieży za granicę, żeby swoje wysiłki i swój intelekt włożyć w rozwój Ukrainy na miejscu.
– I jednym ze sposobów na to jest współpraca, rozwinąć taką międzynarodowa, polsko-ukraińską współpracę przedsiębiorców.
– Po tym posiedzeniu, po wspólnym spotkaniu, siedzieliśmy i już to omawialiśmy. Jest pewna perspektywa, ale jak zawsze – trzeba jeszcze nad tym popracować.
(-)
W ubiegłą niedzielę, 26 września, społeczność ukraińska w Morągu miała prawdziwe święto; były to parafialne dożynki. Najpierw wszyscy modlitwą w cerkwi podziękowali rolnikom i pszczelarzom za ich trud dla wspólnego dobrobytu – żeby nikomu nie zabrakło chleba i żeby życie było słodkie. Podziękowanie w imieniu wszystkich złożył ekscelencja Arkadiusz, który celebrował liturgię:
– Wszyscy się dzisiaj radujemy, że możemy tu w naszej parafii wspólnie pomodlić się w ten dzień za tych wszystkich, którzy napracowali się po to, żebyśmy mogli też z tego korzystać. Także wszystkim pszczelarzom za ich trud, za wysiłek, za wszystko co robią, żeby też nam niczego nie brakowało.

(-)

Na zakończenie liturgii biskup poświęcił chleb i miód, tak jak z dawien dawna robili to nasi przodkowie:

(-)

Potem w morąskim ośrodku kultury odbył się XIV Festiwal ukraińskiej piosenki popularnej „Jak sobie zaśpiewam”. Obecni byli dostojni goście, między innymi: wicemarszałek sejmiku województwa warmińsko-mazurskiego Miron Sycz, zastępca przewodniczącego sejmiku Zbigniew Homza, przewodniczący komisji sejmiku ds. mniejszości narodowych i etnicznych Jarosław Słoma, a także ordynariusz eparchii olsztyńsko-gdańskiej, bp Arkadiusz Trochanowski, któremu olsztyński zespół „Horpyna” zadedykował pierwszą piosenkę:

(-)

Zachwyt i rozczulenie wywołały morąskie „Jeżyki”. Nie tak łatwo jest pracować z dziećmi, a także dobrać repertuar odpowiedni do ich wieku. W Morągu wychodzi to znakomicie pod kierownictwem pani Oli Ślązak:

(-)

Silną reprezentację na morąskiej imprezie zapewniła ukraińska szkoła w Górowie Iławeckim. Pięć różnych tańców zaprezentował zespół ukraińskiego tańca ludowego „Dumka”, a szereg piosenek – grupa wokalna „Żurawka”:

(-)

Ukraińcy zawsze chętnie śpiewają, jednak są piosenki, które śpiewają się same, a są i takie, które – choć piękne – do łatwych nie należą. Ot, na przykład – „Czeremszyna” czy „Pójdę w góry wysokie”, jednak Waleria Naumowycz znakomicie daje sobie radę na scenie:

(-)

Nie mniej utalentowana jest też Marta Machnaczyk – w jej wykonaniu usłyszeliśmy piosenkę o nieszczęśliwej miłości „Siła ptacha”:

(-)

Organizatorem festiwalu „Jak sobie zaśpiewam” w Morągu jest Związek Ukraińców w Polsce, olsztyński oddział i miejscowe koło; morąska parafia greckokatolicka i Morąski Ośrodek Kultury. Długie lata przewodniczącą morąskiego koła była pani Anna Hentosz. Teraz przekazała pałeczkę sztafetową Pawłowi Kociowi, ale sama nie siedzi z założonymi rękami:

– Ja trochę nadal współpracuję, nie zostawiłam swoich przyjaciół, więc dalej wspieram i pomagam. I też patrzę z boku. No, wiadomo, że lepiej jest patrzeć z boku, niż wyjść na scenę i mówić. Ale bardzo się cieszę, że przejęli i fajnie im to wychodzi.

(-)

Mąż pani Anny, Jan, przyznaje, że brakowało mu naszych imprez w ostatnim czasie, więc koncert mu się podobał:

– Bardzo fajnie, bardzo dobry był koncert, ciekawy! W pandemii był taki czas, że człowiek nie myślał; nikt tego nie miał. Brakowało! Dlaczego by nie brakowało jakiejś rozrywki kulturalnej, ale trzeba było jakoś sobie poradzić.

(-)

Jednak były w Morągu i nieprzyjemne niespodzianki; mówi pani Anna Putko:

– Spóźniliśmy się! Bardzo się spóźniliśmy! Źle przeczytaliśmy, myśleliśmy, że to jest na 15-tą, a to było na 13-tą. Tak że trochę szkoda, bo było fajnie.

(-)

A pan Eugeniusz Brodziuk zwrócił uwagę na jeszcze jedno: prezentację artystów na scenie:

– Bardzo nam się podobało! My tu za każdym razem przyjeżdżamy, to jest dla nas radość. Ta pieśń pięknie wywodzi się z języka ukraińskiego, to jest wspaniałe. Każdy ten akcent jest podkreślony, to jest jedna sprawa. A druga sprawa to w naszej kulturze… ta kultura śpiewaków, to jest kultura strojów, występu – nie ma dżinsów, nie ma adidasów… no, wspaniale, aż się chce… serce się ściska; do łez dochodzi… Bardzo pięknie! Wspaniale!

(-)

Oby tylko takie łzy – łzy radości – towarzyszyły nam zawsze w życiu! Wydaje mi się, że okazją do łez radości i wzruszeń będzie już w najbliższą sobotę, 9 października w Olsztynie. Tego właśnie dnia, czyli w sobotę 9 października o godz. 18-tej w parafialnej cerkwi przy greckokatolickiej katedrze w Olsztynie

odbędzie się wyjątkowy koncert, którym rozpoczną się olsztyńskie uroczystości parafialne „Pokrowa NMP”. Wystąpi legendarny muzyk – kobziarz, torbanista, mistrz ludowy – Jurko Fedyński. Jest to człowiek-orkiestra, łączący w swojej twórczości najlepsze tradycje kobziarstwa ukraińskiego. Na ziemi połtawskiej założył cech kobziarski, tam też organizuje festiwal etnograficzny „Drewo rodu kobziarskiego”. W USA grał w Ukraińskiej Kapeli Bandurzystów w Detroit, współpracował z Julianem Kytastym, zespołem rockowym „Hajdamaky”, „Choreą Kozacką” (razem z Tarasem Kompaniczenką) i wieloma innymi. Przypomnę: koncert Jurka Fedyńskiego odbędzie się w sali parafialnej przy olsztyńskiej cerkwi w sobotę 9 października o godz. 18-tej. Wstęp wolny.
(-)

Teraz głos oddaję już Romanowi Bodnarowi:
Hit-Parad
Pora już się pożegnać. Program przygotowali: Roman Bodnar, Marian Dąbrowski i Jarosława Chrunik. Usłyszymy się jutro o 10.50 na 99,6 MHz. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

02.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dziś rozpoczynają się XX międzynarodowe koncerty muzyki cerkiewnej na Mazurach. Na poświęcenie i odsłonięcie pomnika Omelana Kowcza w Lublinie zaprasza Fundacja Duchowej Kultury Pogranicza. Przywrócone zostaje kolejowe połączenie Ukrainy z Polską. Moskwa i Budapeszt podpisały umowę na dostawy gazu z ominięciem Ukrainy. Na antenie sobotnie wiadomości po ukraińsku. W kalendarzu 2 października. W studiu Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
Dziś rozpoczynają się XX międzynarodowe koncerty muzyki cerkiewnej na Mazurach. Jako pierwsze artystów przyjmie Węgorzewo. Tam w cerkwi greckokatolickiej wystąpi młodzieżowy chór parafii zaśnięcia przenajświętszej Bogarodzicy ojców Bazylianów z Warszawy, COMMENDO, chór parafii Niepokalanej Dziewicy Marii w Żabinie, chór soboru opieki przenajświętszej Bogarodzicy Kościoła Prawosławnego Ukrainy w Dubnie, a także chór wykładowców szkoły sztuk w Obroszynie na Ukrainie. Początek koncertu w Węgorzewie dzisiaj o 16:00, a już o 18:00 w Giżycku na koncercie oprócz zespołów z Ukrainy wystąpią: Akwarel z Kruklanek i Kliros z Bań Mazurskich. Natomiast jutro w kilku cerkwiach greckokatolickich, profesjonalnym śpiewem chóralnym, ucieszą gości podczas niedzielnych nabożeństw. W Baniach Mazurskich liturgia i koncert rozpoczną się o 9:00. Śpiewać tam będzie HORYCWIT, chór wykładowców szkoły sztuk w Obroszynie na Ukrainie. W Giżycku o 10:00 niedzielne nabożeństwo odśpiewa chór soboru przenajświętszej Bogarodzicy Cerkwi Prawosławnej Ukrainy z Dubna. Młodzieżowy chór zaśnięcia przenajświętszej Bogarodzicy ojców bazylianów z Warszawy COMMENDO ucieszy anielskim śpiewem parafian w Kruklankach. Wydarzenie rozpocznie się o 11:30. A do Węgorzewa zawitają lokalni chórzyści z Kruklanek „Akwarel”. Liturgia i koncert rozpoczną się o 9:00. Jednocześnie w cerkwi greckokatolickiej w Wydminach zaśpiewają „Kamerton” z Giżycka i „Kliros” z Bań Mazurskich. W Wilkasach o 12:15 artystów przyjmie kościół katolicki. Tam śpiewy cerkiewne wykona Kamerton z Giżycka, Kliros z Bań Mazurskich i chór soboru opieki przenajświętszej Bogarodzicy Cerkwi Prawosławnej Ukrainy z Dubna. Na wszystkie koncerty w ramach wydarzenia wstęp jest wolny.
(-)
Na poświęcenie i odsłonięcie pomnika Omelana Kowcza zaprasza Fundacja Duchowej Kultury Pogranicza. Pomnik postawiono w marcu tego roku, ale z powodu ograniczeń sanitarnych oficjalne uroczystości z okazji odsłonięcia odłożono. Natomiast rozgłos w mediach zrobił swoje – mówi Fundacji Duchowej Kultury Pogranicza Oksana Basaraba:

Nawet można było zobaczyć, że kiedy pomnik został postawiony w marcu, dostał dużo takich pozytywnych recenzji ze strony ukraińskich mediów i tak samo polskich. Na pewno wtedy pojawił się taki błąd, że pomnik już jest odsłonięty, chociaż jego tylko postawiono, ale natomiast tak wiele o tym pisano, że wielu myślało, ze pomnik już jest oficjalnie odsłonięty.

Więc odsłonięcie pomnik Omelana Kowcza w Lublinie zaplanowane jest na poniedziałek 4 października. Uroczystości rozpoczną się o 10:00 liturgią archijerejską w lubelskim soborze św Jana Chrzciciela, przewodniczyć jej będzie Swiatosław Szewczuk, zwierzchnik UKGK. O 13:30 na placu przy pomniku, przy ulicy Męczenników Majdanka odbędzie się poświęcenie pomnika. Ceremonię otworzy teatralizowany pokaz „Oczekiwanie” w reżyserii Leszka Mondzika, z czasem odbędzie się nagrodzenie laureatów odznaki im. Omelana Kowcza. Na koniec uroczystości odsłonięcia pomnika duet Sióstr Telniuk z Kijowa przedstawi program artystyczny pod nazwą Agnus Dei.
(-)
Przywrócone zostaje kolejowe połączenie Ukrainy z Polską. Poinformowały o tym ukraińskie koleje państwowe. Połączenie zawieszono w ubiegłym roku z powodu pandemii koronawirusa. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

[korespondencja w języku polskim]

Rosja wykorzystuje gaz, jako broń, dlatego spółki związane z Gazpromem powinny być objęte sankcjami – tak szef ukraińskiego koncernu Naftohaz skomentował wstrzymanie tranzytu rosyjskiego gazu na Węgry przez terytorium Ukrainy. Wcześniej Moskwa i Budapeszt podpisały umowę na dostawy gazu z ominięciem Ukrainy.
(-)
Tym kończymy nasz program. Przygotowała go i poprowadziła Hanna Wasilewska. Dziękuję, że byliście z nami i życzę udanego weekendu. Wszystkiego dobrego. (dw/an)

01.10.2021 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Niedawno na lwowskim forum książkowym znana wielu nam dziecięca pisarka Natalka Maletycz otrzymała nagrodę właśnie za książkę, o której rozmawialiśmy z autorką nie tak dawno. „Lesia, wędrowna kuleczka” wydawnictwa Portal. Nagrodzono Natalkę w kategorii: książki dla nastolatków za śmiałą interpretację obrazu Łesi Ukrainki. Proponuję więc wspomnieć, co ciekawego udało się sprowadzić w tak naprawdę biograficzną pracę i czemu książka podoba się dzieciom i młodzieży. O tym porozmawiamy dzisiaj w programie „Od A do Z”. Z Wami jest Hanna Wasilewska. Witam i zapraszam.

(-)
Lesia Ukrainka towarzyszy Ukraińcom codziennie w pomnikach i nazwach ulic, na banknotach i w szkolnych klasach, ale jak widziała świat codziennie sama Lesia? Żywy człowiek, a nie oficjalny portret. Co lubiła, z czego się śmiała i czym się martwiła, o czym pisała listy do krewnych, z kim się przyjaźniła. Śmieszne przezwiska dla braci i sióstr, domowe nauczanie, stylowa odzież, niechęć do publicznych wystąpień i dalekie podróże, pewnie każdy znajdzie coś wspólnego z Lesią, która nazywała siebie boule vagabonde – wędrowna kuleczka. Znaleźć to można w nowej książce Natalki Maletycz, dziecięcej pisarki ze Lwowa, uczestniczki Salonu Literackiego 2019 w Bartoszycach. Wiosną książka pojawiła się na świecie, a niedawno otrzymała nagrodę Book Forum Best Book Award. Dokładniej nagrodę otrzymała autorka książki Natalka Maletycz, która chętnie podzieliła się historią powstania bestsellera:

– Pierwotnie książka planowana była jako literatura piękna […] z podstawą historyczną; ale dalej zgodziliśmy się, że to będzie taki format non fiction. Po raz pierwszy pracowałam z takim rodzajem. [Niewymyślona?] historia, czyli wszystko, co napisano w książce „Lesia. Wędrowna kuleczka” jest na podstawie jej listów i wspomnieniach jej najbliższych, sióstr, krewnych, przyjaciół.
– Jak tworzyła pani obraz przestrzegając tego rodzaju, jak udało się stworzyć atmosferę szczególnie? Dzięki czemu?

– Przede wszystkim siostry, Olga, która była jej pierwszym biografem; zostawiła bardzo ciepłe wspomnienia i ich korespondencja była ciepła, szczera; i właśnie oni, też w swoich wspomnieniach, krewni Lesi, wiele przekazali, atmosferę tego domu, to ile bywało tam różnych wybitnych [ludzi] swego czasu, jak zbierały się takie ośrodki kulturowe, najpierw w […] potem w H[…] i w Kijowie, gdzie brat Lesi Mychajło inicjował plejadę, w którą bardzo aktywnie [włączyła się] Lesia; inicjowali we dwójkę; i angażowali młodzież. Naprawdę zebrało się wiele pięknych wspomnień i właśnie te wspomnienia i listy [pokazały mi] atmosferę tego czasu i po prostu wyciągając takie elementy z tych listów, cytaty; dzięki temu udało mi się stworzyć atmosferę tych czasów, że książka nie czyta się sucho, a właśnie bardzo tak żywo, bo to wspomnienia żywych ludzi w tym momencie.

– A czy udało się pani na podstawie tych listów, korespondencji, stworzyć właśnie zewnętrzny obraz Lesi, Lesi modnisi.
– Tak, też z listów, gdzie pisze młodszej siostrze […], że kupiła sobie czerwony kapelusz i czarne palto i będzie je nosić. W jeszcze innym liście jej mama pisze do Lesi – Lesiu kup sobie tam […] naszyjnika, albo kiedy tam opowiada w liście do Olgi Kobylańskiej, że miała wykład o współczesnej literaturze włoskiej, to ot sama pisze, że – uszyłam sobie do tego suknię o fantazyjnym kroju – i naprawdę jeśli spojrzeć na zdjęcia, to od razu widać na ile […] ze smakiem, tak bardzo z jednej strony prosto, a z drugiej bardzo elegancko były ubrane i Lesia Ukrainka i Olga Kobylańska, i no członkowie rodziny; tak, taka to arystokracja ukraińska była; […] mówić, że biedna Lesia itd., to jakoś tę część jakby niweluje; oni naprawdę byli arystokratami w duchu i we wszystkim, w zachowaniu, ubraniu, poglądach.

– Do tego ona była wesołą kobietą, bardzo pozytywną i to też pani opisuje, jej stosunki z bratem Mychajłem, z którym byli bardzo bliscy.
– […] takie wrażenie, że Lesia była taką młódką i kobietą potem z poczuciem humoru, samoironia taka. My faktycznie, no w takiej sytuacji w jakiej ona była i z tym stanem zdrowia; też można było załamać ręce, skarżyć się na życie itd. Natomiast ona żartuje ze swojej choroby, bratu w liście pisze, że […] kiedy Lesia musiała leżeć w tych wszystkich kajdankach [na wyciągu?] […] dwa miesiące, i ona pisze […] list wierszem, i on taki jest organiczny; wydawało się, że ona stara się wesprzeć tych członków rodziny, który martwili się o nią, natomiast nie skupiając się na swoich cierpieniach, a starać się złagodzić ich współzmartwienia jeśli tak można powiedzieć, wydaje mi się, że mogłaby być bardzo dobrą reportażystką, właśnie jej część listów to są takie podróżne obrazy, eseje, reportaże.

Serdecznie gratulujemy Natalce nagrody, natomiast chciałoby się usłyszeć zdania tych, dla których projekt był stworzony. Więc jak dzisiaj modnie, swoje wrażenia młodzież pozostawia w internecie, jak Katia ze Lwowa.
Czy znacie Łesię Ukrainę? Kim jest, gdzie się urodziła? Co wniosła do naszej ukraińskiej literatury? Każdy zaraz powie takie naukowe terminy, zacznie mówić o tym czego uczył się na literaturze ukraińskiej, ale dzisiaj ja chcę opowiedzieć wam o Lesi prosto i ciekawie z cudowną książką „Lesia, wędrowna kulka”, autorki Natalki Maletycz, wydawnictwo Portal. Chcę zacząć o książce od tego, jak ona wygląda […] faktycznie jest bardzo ładna w takich jaskrawych odcieniach i od razu chce się przeczytać prostym językiem o Łesi Ukraince; kim była, co lubiła, czy była modnisią, czy lubiła shopping, czy była feministką, z kim pisała najczęściej i jeśli nie wiecie, to w tej książce zebrane są listy Lesi Ukrainki, które udało się odnaleźć, najciekawsze i najbardziej intrygujące. A wiecie, że Lesia miała 4 lata jak zaczęła czytać, a w wieku 5 lat napisała swój pierwszy list do swojego ukochanego wuja. Ja przyznam się otwarcie, że nie wiedziałam. Ta książka o tm mi opowiedziała. Kto chce zobaczyć jaki miała charakter pisma Łesia Ukrainka, proszę, tu zebrani są jej prawdziwe listy, tylko spójrzcie. To jedne z pierwszych listów. Szczerze polecam wam tę książkę, ona wam się spodoba, lepiej zrozumiecie Łesię Ukrainkę, pomoże wam nawet przygotować się do […] i to wszystko co chciałam wam powiedzieć, więc życzę wszystkim dobrego czytania i wszystkim papa.
A dalej pouczymy się mowy Łesi:
[lekcja języka ukraińskiego]
No i to wszystko na dzisiaj. Z Wami była Hanna Wasilewska. Życzę wam dobrego, słonecznego weekendu i mocnego zdrowia. Do usłyszenia.

01.10.2021 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Imię ukraińskiego wojskowego będzie nosiło rondo w Olsztynie. Taką decyzję podjęła Rada Miasta Olsztyna. Wczoraj Sekcja Ukraińska Polskiego Radia dla Zagranicy obchodziła swoje 30-lecie. Wczoraj na Ukrainie wykryto niemal 12 tysięcy nowych przypadków koronawirusa. Najbardziej niepokoi wysoka śmiertelność. O tym opowiem za chwilę w ukraińskim programie informacyjnym. Dziś jest piątek, 1 października. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam.
(-)
Imię ukraińskiego wojskowego będzie nosiło rondo w Olsztynie. Taką decyzję podjęła Rada Miasta Olsztyna. Generał Marko Bezruczko walczył w ukraińskiej armii, w 1920 roku wspomagając polskie wojsko w czasie wojny z Rosją, mówił w uzasadnieniu uchwały radny Platformy Obywatelskiej Łukasz Łukaszewski:
(-)
Uchwałę o nadaniu imienia generała Bezruczki poparła także zdecydowana większość radnych opozycji:
(-)
Uważa Radosław Nojman szef klubu radnych PiS. O uhonorowanie generała Bezruczki w Olsztynie wnioskował do Rady Miasta Związek Ukraińców w Polsce. Rozmowy prowadzi, między innymi, wicemarszałek województwa warmińsko-mazurskiego, a także członek zarządu głównego ZUwP Miron Sycz:

Szczególnie generał Bezruczko ma wyjątkowe zasługi, bo dzięki jego decyzji udało się pod Zamościem zatrzymać natarcie bolszewików, żeby Warszawa mogła absolutnie przygotować się do obrony. Tak też było, po tym jak mówiłem, w czasie Powstania Warszawskiego, miał wielkie zasługi. Stąd też pomysł, by jedną z ulic, skwerów, nazwać imieniem Bezruczki. Takie momenty są w Polsce, zwróciliśmy się jako ZUwP do władz Olsztyna, żeby rozpatrzyły taką propozycję i chcę powiedzieć, że bardzo przychylnie władza przyjęła tę propozycję, szukając jakiegoś godnego miejsca.

Więc znaleziono. Rondo na wyjeździe z ulicy Pstrowskiego na obwodnicę miasta nosić będzie teraz imię ukraińskiego generała Marka Bezruczki. Głosów „za” było 21 przy 1 przeciwnym i 1 wstrzymującym się.
(-)
Wczoraj Sekcja Ukraińska Polskiego Radia dla Zagranicy obchodziła swoje 30-lecie. Przez te lata głównymi tematami audycji pozostawały najważniejsze wydarzenia w Polsce, kwestie społeczne, stanowisko i działania polskiego rządu w różnych sprawach wewnętrznych oraz zewnętrznych, relacje polsko-ukraińskie, a także życie mniejszości ukraińskiej nad Wisłą, o których do dziś są informowani ukraińskojęzyczni słuchacze radiowi na Ukrainie i w świecie. Ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczyca podkreśla, że to bardzo ważna działalność Polskiego Radia:
(-)
Na początku jesieni 1991 roku w ówczesnym Radiu „Polonia”, obok innych redakcji językowych, została powołana do istnienia Redakcja Ukraińska. Nieoficjalnie jednak audycje w języku ukraińskim pojawiły się na antenie Polskiego Radia miesiąc wcześniej – tuż po upadku Związku Radzieckiego i ogłoszeniu przez Ukrainę niepodległości w sierpniu 1991 roku.
Pomysłodawcą i realizatorem pomysłu przekierowania Polskiego Radia na wschód (tj. na Ukrainę i na Białoruś) był ówczesny zastępca dyrektora Radia „Polonia” śp. Ryszard Michalski.
Audycji Sekcji Ukraińskiej w Polsce można słuchać codziennie, ponadto na Ukrainie transmisja tego ukraińskojęzycznego programu odbywa się na FM-falach partnerów polskiej publicznej rozgłośni – Hromadskiego Radia w północnej oraz centralnej części Ukrainy oraz Radia „Nezałeżnist” we Lwowie, a także na terenie całej Ukrainy na falach średnich.
(-)
Wczoraj na Ukrainie wykryto niemal 12 tysięcy nowych przypadków koronawirusa. To o ponad 2 tysiące więcej niż poprzedniej doby. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]
Była to ostatnia informacja wydania, ale nie żegnam się z wami. Wieczorem zapraszam na program „Od A do Z”. Zostało dosłownie kulka godzin tygodnia pracy, więc niech mijają szybko i przyjemnie. Do usłyszenia. (dw/an)

 

 

ZOBACZ TAKŻE

Przeczytaj poprzedni wpis:
Odbierz sadzonkę i posadź drzewko. Trwa akcja #sadziMY

Trwa ogólnopolska akcja #sadziMY z udziałem pary prezydenckiej. We wszystkich nadleśnictwach w całej Polsce każdy chętny otrzyma sadzonkę. Para prezydencka weźmie udział w sadzeniu drzew w...

Zamknij
RadioOlsztynTV