Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 2 °C pogoda dziś
JUTRO: 11 °C pogoda jutro
Logowanie  

Audycje w języku ukraińskim – luty 2026

Fot. G. Spodarek

Audycje w języku ukraińskim dotyczą życia tej mniejszości na Warmii i Mazurach oraz uchodźców, którzy przyjechali po wybuchu wojny w Ukrainie. Zbieramy codzienne informacje, poruszamy także tematy kulturalne i religijne. To doniesienia nie tylko z Polski, ale również prosto z Ukrainy!

Audycji można słuchać od poniedziałku do piątku o godzinie 10.50 i 18.10 oraz w każdą sobotę o 10.50. Emitowane są z nadajnika w Miłkach koło Giżycka na 99,6 FM.

Natomiast wszyscy słuchacze z regionu mogą posłuchać magazynu „Od niedzieli do niedzieli” na 103,2 FM w każdą niedzielę o godzinie 20.30. To zbiór najciekawszych informacji z całego tygodnia. Zapraszają Jarosława Chrunik i Grzegorz Spodarek.

15.02.2026 – godz. 20.30 – magazyn (opis do dźwięku)

Powitanie

(-)

Niedawno w Olsztynie byli wolontariusze ze Lwowa z ks. Tarasem Mychalczukiem, przewodniczącym Centrum Kapelaństwa Wojskowego Lwowskiej Archieparchii.

– Jeżdżą do was wolontariusze, teraz wy przyjechaliście do nas. To jest taka wymiana ciepła, wymiana dobra, powiedziałabym.

– Bez wątpienia, ale my tak naprawdę chcieliśmy swoją obecnością zaświadczyć o tym, co jest dla nas niezwykle ważne. Ważne jest wszystko to, co robicie. I dziś chcieliśmy okazać nasz szacunek wobec was wszystkich i powiedzieć, że jesteście nam bardzo potrzebni. Bo każdy taki wizyta dodaje nam nadziei, że nie jesteśmy sami, że są z nami ci, którzy naprawdę przeżywają to razem z nami, ci, którzy są obok. Dlatego mam nadzieję, że nasza obecność tutaj zainspiruje jeszcze więcej ludzi do pomagania Ukrainie. Bo, jak wielokrotnie podkreślano, dziś toczy się wojna ontologiczna, walka ze złem. I oczywiście musimy zwyciężyć, bo jest z nami Pan Bóg — rozumiemy to — Pan, który jest prawdą. A ta prawda dziś musi zwyciężyć. Tym bardziej że Ukraina — myślę, że wielu już o tym zapomniało — walczy nie tylko za siebie.

– Tak, dla Ukrainy to walka na życie i śmierć, to już wiadomo. Ale też — gdyby Ukraina upadła — ta moskiewska zaraza ruszyłaby na całą Europę.

– Trzeba pamiętać — i to bardzo widać na podstawie doświadczeń, które przeżyliśmy — że rosyjska armia to armia okupantów, tam nie ma żadnych zasad, nie ma szacunku dla ludzkiej godności. To wojsko, które zabija małe dzieci, nie zważając na nic. Po spokojnych miastach latają ogromne rakiety i giną ludzie. Na przykład w naszym kościele mieliśmy pogrzeb rodziny Bazylewyczów — matki i trzech jej córek. To był chyba najtrudniejszy pogrzeb w moim życiu. Ale trzeba rozumieć: to byli cywile, a Lwów jest bardzo daleko, a jednak to się dzieje. Dlatego nie można żywić złudzeń, że „może nas to ominie”, „może jesteśmy jakoś chronieni”. Nie — trzeba liczyć na Boga, na siebie, na swoje siły, na swoją armię i wspierać ją na wszelkie sposoby. Trzeba pamiętać: jeśli kraj nie wspiera własnej armii i nie pokłada w niej nadziei, będzie karmił cudzą armię. Dziś dziękujemy za całe wsparcie, za całą pomoc humanitarną, bo to jest dla nas niezwykle ważne.

(-)

Potem rozmawiałam z biskupem Arkadiuszem o pomocy Ukrainie i rosyjskiej propagandzie:

– Dlaczego rosyjska propaganda odnosi takie sukcesy? Myślałam o tym i wydaje mi się, że jedną z przyczyn jest to, że my — powiem tak — normalni ludzie, którzy chcą żyć w zgodzie, harmonii, pokoju z innymi, po prostu z założenia nie dopuszczają myśli, że ktoś chce nimi manipulować. Czy tak wygląda dobro, a zło nie ma żadnych ograniczeń?

– Myślę, że to wielki problem Rosji, która nigdy nie chce, by różne narody i państwa żyły w wolności, lecz manipuluje nimi, bo chce nad nimi panować. I to jest pewna cecha zła, które prowadzi do odbierania innym państwom i narodom prawa do samostanowienia, do bycia niezależnymi — bez Rosji. To jest możliwe i realne, i dobrze znamy ten proces. Ale Rosja tego nie rozumie i manipuluje na różne sposoby — szczególnie językiem, podejściem do historii, a nawet do geografii, można powiedzieć. I trzeba być na to bardzo wrażliwym, przyglądać się temu, by nie pozwolić skłócić siebie i sąsiadów, bo wtedy dzieje się coś bardzo złego, a Rosja zawsze na tym zyskuje. Dlatego bądźmy rozsądni w tym, co słyszymy i jak postrzegamy rzeczywistość, bo tylko Rosji zależy na panowaniu, a w tym panowaniu nie ma dobra — jest tylko zło.

– Pełnoskalowa wojna trwa już cztery lata i nie jest taka sama jak na początku — zmienia się, ewoluuje, a my też musimy się do tego dostosowywać. Po pierwszym szoku Ukraińcy wzięli się w garść i zaczęli się bronić, ale wiadomo — Rosjanie też nie śpią i wprowadzają u siebie różne nowości, i jest ciężko. Kościół od samego początku włączył się w pomoc Ukrainie, a teraz znów pojawiają się nowe decyzje.

– Tak, widzimy to, co dzieje się dziś, widzimy, jak jeszcze bardziej cierpi Ukraina, jak potrzebuje pomocy. Obrazem tego jest dziś, można powiedzieć, Kijów — Kijów, który marznie, Kijów, który naprawdę cierpi z zimna. I my również podjęliśmy różne decyzje. Po pierwsze, pomoc płynie z każdej naszej parafii. Po drugie, ogłosiliśmy dobrowolną zbiórkę za pośrednictwem Caritas naszej eparchii — można wpłacać pieniądze na konto eparchii, aby przeznaczyć je na generatory, ciepłą odzież, wszystko, co pomoże przetrwać zimę w Ukrainie. Po trzecie — już z wyprzedzeniem — postanowiliśmy, że we wszystkich parafiach Metropolii Przemysko-Warszawskiej w trzecią niedzielę Wielkiego Postu, czyli w Niedzielę Uczczenia Krzyża, kiedy zbieramy wielkopostną jałmużnę, zbiórka zostanie przeznaczona na fundację „Mądra Sprawa”, działającą przy Arcybiskupie Większym Światosławie. Aby nasz Kościół mógł rozdzielić te środki tym, którzy najbardziej ich potrzebują. A jednocześnie — jak mówiłem na początku — nasze parafie indywidualnie, także przez naszych wolontariuszy, pomagają różnym miastom w Ukrainie. I dziś, myślę, musimy być bardzo solidarni z Ukrainą i udzielać pomocy, choć rozumiem, że to duże wyzwanie dla naszych wiernych. Za to dziś szczerze dziękuję i modlę się za wszystkich dobroczyńców, wolontariuszy i wszystkich, którym nie jest obojętny los Ukrainy. Musimy dziś być z Ukrainą i dać jej ciepło.

Nasza rozmowa miała miejsce przed wyjazdem konwoju z generatorami do Kijowa; obecnie one są już na miejscu i wykonują swoje zadanie.

– Bardzo pozytywną niespodzianką było to, że znalazł się jeden człowiek, który ofiarował własne pieniądze — postanowił zakupić trzydzieści generatorów. Po kontakcie z Kurią Patriarszą w Kijowie, w poniedziałek zostaną one wysłane konwojem do Kijowa, gdzie na miejscu, wraz z ojcem ekonomem Kurii Patriarszej, zostaną odpowiednio rozdysponowane.

(-)

Taką piękną piosenką‑zawołaniem powitała nas Marcelina Zawadzka. 7 lutego zebranie rodziców rozpoczął wspaniały koncert w wykonaniu uczniów szkoły w Górowie. „To zawsze ważny punkt programu zebrań rodziców” – mówi honorowy gość wydarzenia, poseł na Sejm RP Janusz Cichoń:

(-) wypowiedź w języku polskim

Posłanka na Sejm Katarzyna Królak mówi, że podczas takiego koncertu można choć na chwilę zapomnieć o wszelkich troskach:

(-) wypowiedź w języku polskim

Katarzyna Królak nie mogła zostać do końca wydarzenia, bo zaraz potem wyruszała do Lwowa:

(-) wypowiedź w języku polskim

Nic dziwnego. Jak powiedziałam, spotkanie z rodzicami w szkole w Górowie to święto, wydarzenie niepodobne do innych. Takie zdanie podziela również pełnomocniczka marszałka województwa warmińsko‑mazurskiego do spraw mniejszości narodowych i etnicznych, Aneta Brzyska:

(-) wypowiedź w języku polskim

(-) piosenka

„Nigdy nie czekajcie na cuda” – śpiewali chłopcy na scenie, ale przecież oni sami te cuda tworzą. W tej szkole bez wątpienia warto się uczyć, mówi ks. Jewhen Hawryłyszyn, proboszcz parafii w Pieniężnie:

– Warto, to jest serce, serce tutaj ukraińskości na Warmii i Mazurach. I warto, żeby rodzice usłyszeli dobre słowo od pedagoga o swoim dziecku. I warto też, by pedagodzy, nauczyciele, dyrekcja szkoły zobaczyli gotowość rodziców do współpracy. A potem, kiedy współpracujemy w wychowaniu dziecka, cieszyć się tym, jak ono wzrasta intelektualnie, fizycznie.

– I artystycznie.

– Tak, kiedy rozwija się wszechstronnie, rozwija się jego dusza, serce. – To, co dziś pokazali, budzi tylko dumę.

– Tak, dumę dyrekcji, dumę rodziców i dorastającego pokolenia, wszystkich Ukraińców.

A Ukraińców już kilka pokoleń wypuściła górowska Alma Mater. Jednym z absolwentów jest proboszcz parafii w Olsztynie, ks. Jan Hałuszka. I teraz dowiecie się o ks. Janie czegoś, czego zupełnie byście się nie spodziewali:

– Podczas zebrań rodziców nie widziałam ani jednej osoby, która powiedziałaby coś złego. Wszyscy bardzo chwalili, i mogłoby się wydawać, że chwalą, bo wypada, ale wiemy, że tak nie jest, bo szkoła w Górowie jest wyjątkowa.

– Mówi się między innymi o tym, że absolwenci po wielu latach nadal utrzymują kontakty, podtrzymują więzi i pomagają sobie nawzajem. Czy to prawda?

– Tak, oczywiście. Muszę powiedzieć, że nawet moja znajoma koleżanka, Polka, potrzebowała kiedyś – już nie pamiętam jakiej – pomocy. A my mówimy: „Poczekaj, trzeba pomyśleć, kto z naszych ludzi po Górowie gdzieś tam pracuje i pomoże”. A ona mówi: „Dla mnie to dziwne, bo ja ze swoimi koleżankami z liceum nie mam żadnego kontaktu, a wy macie”. I to prawda, że cały czas utrzymujemy kontakt – mniej lub bardziej, zależy gdzie i jak żyjemy. Ale nawet myśląc o tych z Kanady czy Ameryki, którzy wyjechali, mamy ten kontakt i kiedy trzeba, potrafimy sobie pomagać. To także dzięki tej górowskiej szkole, która nas kiedyś połączyła, wiele lat temu. Ale to trwa nadal, mamy tę więź i to jest bardzo piękne, i myślę, że to zasługa właśnie tej szkoły.

– Na czym polega ta tajemnica, że właśnie szkoła w Górowie to daje?

– Trudno powiedzieć. Myślę, że i internat, i liceum, które bardzo nas wtedy jednoczyło. Pochodziliśmy z różnych miejscowości, mieliśmy różną wiedzę – o języku ukraińskim czy kulturze ukraińskiej. Jednak tam wiele się nauczyliśmy i potrafiliśmy sobie pomagać. Bo nie każdy był takim, który wszystko potrafił na piątki oddawać, ale zawsze była ta pomoc, by być razem. Myślę też, że ważne jest podkreślić, że zawsze potrafiliśmy być w cerkwi, nikt nas nie zmuszał, by iść przed szkołą pomodlić się, by Bóg nam pomagał. I myślę, że to wszystko – i cerkiew, i szkoła – uczyniło z nas ludzi, którzy potrafią pamiętać o sobie i być obok drugiej osoby.

– Kto miał większą rolę? Wy sami, może jako taki wyjątkowy rocznik? Czy nauczyciele?

– Nie, oczywiście jedno i drugie musiało współgrać. Byłem takim szczególnym rocznikiem – dwa lata jeszcze w polskim liceum, a dwa lata już w tym nowym ukraińskim liceum, które stworzył śp. Myron Sycz. I ci nauczyciele, którzy byli wtedy młodzi, potrafili do nas podejść, nauczyć nas. My też nie byliśmy święci, to jasne, ale ich podejście, sposób karcenia, kiedy zrobiliśmy coś głupiego, potrafił nas jakoś naprowadzić. To jedno – nauczyciele. Drugie – uczniowie, którzy potrafili być sobą i przyjąć to, co chcieli nam przekazać. To piękne, że to wszystko procentuje, jak mówił Jezus Chrystus o ziarnie, które potrzebuje czasu, ale przynosi plon. I ten plon jest dobry dla nas, naszych dzieci i kolejnych pokoleń. Myślę, że ten grunt tworzyła i szkoła, i cerkiew razem, i nie możemy o tym zapominać. Ci, którzy nie są z Górowa, często nie rozumieją pewnych rzeczy, mówią: szkoła jak szkoła. Ale trzeba być w tej szkole, poczuć atmosferę, ducha tej szkoły, który tworzy tę wspólnotę i nas w pewien sposób jednoczy. Oczywiście nie wszystkich, ale większość, wielka większość potrafi być razem, tworzyć naszą kulturę, naszą cerkiew – i to jest bardzo ważne.

– Powiedział ksiądz, że czasem robiliście głupoty. Jakie pierwsze przychodzą księdzu do głowy?

– No, nie wiem jak to po ukraińsku, ale wchodziłem do internatu po piorunochronie… no i się urwał. Dobrze, że nic złego się nie stało. Bywały różne sytuacje.

– Auto przestawiliście…

– No tak, auto już śp. biskupa Gbura, który przyjechał – tak je przestawiliśmy, że nie mógł wyjechać. Ale dyrektor, Miron Sycz, wiedział, do kogo podejść. Kiedyś też, gdy dużo śniegu napadało, wrzucaliśmy dziewczyny w śnieg. I pamiętam, jak pani Luba Tchórz przybiegła: „Co wy robicie?” A wie pani, to było spontaniczne – nikt nic nie mówił, tylko spojrzeliśmy po sobie… i panią Lubę też w śnieg. Wstała, zaczęła się śmiać i poszła, i już dała nam spokój.

O nauce w szkole w czasie przeszłym opowiada też syn ks. Jana – Juliusz. Rozmawialiśmy o jeszcze jednym święcie, innym niż w innych szkołach – o studniówce. I nie tylko o tym.

– Jeśli chodzi o moją studniówkę, to było dużo emocji. Żyłem tym, żeby wszystko było jak najlepiej, dlatego tak dobrze jej nie pamiętam. Takie były czasy, że chciało się jak najlepiej. Teraz byłem zaproszony na studniówkę mojej dziewczyny, trzy lata młodszej ode mnie, poznaliśmy się w Górowie. Pojechałem już jako absolwent. Byłem jednym z najstarszych absolwentów. Już się nie stresowałem, byłem jak taki starszy, który przyjechał do swoich i niczym się nie przejmował. Próbowałem uspokajać młodszych, mówiłem, że wszystko będzie dobrze. Dlatego bawiłem się świetnie, lepiej niż na swojej studniówce.

– I oczywiście wszystko pamiętałeś.

– Tak, i z moją dziewczyną całą noc tańczyliśmy. A później tylko nogi bolały – i to jest moja pamiątka.

– A czy to prawda, że absolwenci później naprawdę utrzymują ze sobą kontakt, tak jak mówił twój tata?

– Bez wątpienia. Zawsze się śmiejemy, że nie jest ważne, ile kto ma lat, tylko to, że był w Górowie. Dla mnie nie ma problemu rozmawiać z kolegą mojego taty – mamy wspólne tematy. Jak tata ze swoim kolegą z Górowa, tak i my wszyscy jesteśmy jak jedni koledzy. Bo właśnie ta górowska szkoła nas połączyła. Mam przyjaciół, kolegów, także starszych ode mnie, z różnych pokoleń. Łączy nas… większość mojej rodziny była w Górowie. Dlatego wszyscy z Górowa się znamy. Jak ktoś wie, że jest z Górowa, to „swój”. Często żartujemy w zakrystii — ks. Stanisław jest po Górowie, nasz proboszcz ks. Jan, mój ojciec, jest po Górowie, wielu ministrantów jest po Górowie, dlatego tak się trzymamy razem. Jak wszyscy są z Górowa, to się znamy i przyjaźnimy – to wiadomo.

Na pewno miło słyszeć takie słowa tym, którzy tworzą ducha szkoły – nauczycielom, dyrekcji, rodzicom i uczniom. Po prostu całej szkolnej braci, która tworzy takie cuda. A teraz oddajemy głos samym uczniom, którzy opowiadają nam o szkolnych wydarzeniach:

– Audycja szkolna (spotkanie z rodzicami i bal karnawałowy dla maluchów)

(-)

Ukraiński folklor odgrywa fundamentalną rolę w zachowaniu tożsamości narodowej – przekazuje tradycje i zwyczaje, wartości i światopogląd narodu z pokolenia na pokolenie. Jest podstawą kultury duchowej, kształtuje świadomość narodową, rozwija mowę i smak estetyczny, a także jednoczy Ukraińców poprzez obrzędy, pieśni, baśnie i ludową mądrość. I my, jako mniejszość narodowa w Polsce, doskonale o tym wiemy z własnego doświadczenia. Oczywiście, poznajemy i cenimy uniwersalną kulturę w różnych jej sferach, ale folklor odczytujemy sercem. Zwłaszcza, gdy jest autentyczny. A taki właśnie jest folklor, prezentowany na scenie przez Gerdan Theatre z Czerniowców na Bukowinie. Miałam szczęście być na koncercie artystów w Warszawie i było to jedno z najpiękniejszych przeżyć w moim życiu. Nie wiem czym to było wywołane, bo przecież nawet nie wyjeżdżając poza nasz region bywamy na wielu różnych koncertach, ale Gerdan Theatre to coś niezwykłego. Z ich udziałem scena nie tylko ożywa, ona staje się stokami gór, połoninami z leniwie pasącymi się owcami, z dźwiękami trombit, niosącymi się ze szczytu na szczyt, z kolorowymi strojami bukowińców. Tak, to idylliczny obraz, ale taki właśnie tworzą artyści Gerdan Theater. Co bardzo ważne – prezentują autentyczny folklor, lub bardzo wiernie odtworzony. O tym rozmawiałam z kierowniczką artystyczną zespołu Anastasiją Kostiuk i jego członkami:

– Chciałam zapytać o stroje, czy one są autentyczne?
– Tak, to są autentyczne stroje. Część z nich to osobiste rzeczy każdego chłopaka czy dziewczyny. Chociaż powiem tak: męskie stroje to repliki, bo znaleźć oryginalne odświętne męskie koszule było bardzo trudno. W rzeczywistości zachowało się ich niewiele. Dlatego pojechałam po wsiach, szukałam płótna, które może gdzieś w skrzyniach zostało — domowego, tkanego na krosnach. I wtedy uszyliśmy koszule, a hafciarki wyhaftowały je na podstawie dawnych ornamentów. A kobiety wciąż mają możliwość nosić autentyczne elementy — horbatkę i koszule. Natomiast biżuteria i nakrycia głowy, dziewczęce wianki — to już repliki. Więc częściowo to oczywiście autentyka.

– A co pani czuje, kiedy zakłada pani strój ludowy?
– Powiedziałabym chyba, że pewność siebie. Zakładam ten strój i od razu czuję się komfortowo, od razu chce mi się wyprostować, podnieść głowę wyżej. Jestem dumna, że mam możliwość nosić ten strój, że mogę naprawdę poczuć bogactwo swojego narodu — i to jest po prostu piękne. To strój bukowiński. Tym razem mieliśmy taką ciekawą uwagę od jednego z naszych artystów: kiedy mieliśmy ostatni koncert w Kanadzie, potem mieliśmy przerwę, a teraz znów zaczęliśmy koncerty w Europie. I w tej przerwie jeden z artystów założył koszulę i powiedział: „Boże, jestem w domu”. To jest właśnie takie uczucie, wie pani — domowego bezpieczeństwa.

(-)

Pożegnanie

14.02.2026 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Kalendarz historyczny:

•    1914 — reforma wyborcza w Galicji umożliwiła Ukraińcom uzyskanie 27,2% mandatów w Sejmie Krajowym, jednak nie została zrealizowana z powodu wybuchu I wojny światowej.

•    1866 — urodził się Mykoła Wasylenko, ukraiński historyk, działacz społeczny i polityczny.

•    1872 — urodził się Samuił Tregubow, ukraiński ortopeda-traumatolog, założyciel katedry ortopedii i traumatologii Charkowskiego Instytutu Medycznego.

•    1897 — zmarł Pantelejmon Kulisz, ukraiński pisarz, folklorysta, etnograf, tłumacz i wydawca, członek Bractwa Cyryla i Metodego.

•    1908 — urodził się Petro Szełest, ukraiński działacz polityczny, pierwszy sekretarz KC Komunistycznej Partii Ukrainy.

•    1930 — urodził się Heorhij Jakutowycz, ukraiński grafik i scenograf.

•    1931 — urodził się Nuri Mustafajew, mufti muzułmanów Krymu (1995–1999).

•    1947 — urodził się Borys Stern, ukraiński pisarz fantastyki naukowej.

•    1992 — nawiązano stosunki dyplomatyczne między Federacją Rosyjską a Ukrainą.

•    1993 — Ukraina, Polska i Węgry podpisały umowę o współpracy narodów regionu karpackiego.

 

Jest zgoda Parlamentu Europejskiego na pożyczkę dla Ukrainy w wysokości 90 miliardów euro. Deputowani podczas sesji w Strasburgu przyjęli pakiet ustaw umożliwiający przekazanie władzom w Kijowie pieniędzy pożyczonych przez UE na rynkach finansowych pod gwarancje budżetu europejskiego. Teraz muszą to jeszcze ostatecznie zatwierdzić rządy państw UE, ale to już formalność. Pierwsze środki mają trafić do Ukrainy na początku kwietnia. Beata Płomecka.

/-/

Ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar złożył wizytę roboczą w Gdańsku, gdzie spotkał się z prezydent miasta Aleksandrą Dulkiewicz przy udziale konsula Ukrainy w Gdańsku Ołeksandra Płodystego.

Głównym tematem rozmów było dalsze wsparcie Ukrainy na poziomie samorządowym. Ambasador podziękował za przekazanie pięciu potężnych generatorów dla Odessy, które pomogą zapewnić stabilne funkcjonowanie infrastruktury krytycznej oraz kluczowych służb w mieście podczas rosyjskich ataków.

Strony omówiły również rozwój partnerstwa Gdańska z Odessą i Mariupolem, praktyczną współpracę władz lokalnych w warunkach wojny oraz przygotowania do Ukraine Recovery Conference 2026, która w tym roku odbędzie się w Gdańsku.

Ambasador Bodnar wyraził wdzięczność za organizację 24 lutego w Gdańsku akcji „Solidarni z Ukrainą”, która ma przypominać światu o czwartej rocznicy pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę.

/

Według danych Ministerstwa Kultury Ukrainy w wyniku rosyjskiej agresji zniszczono lub uszkodzono 1685 zabytków dziedzictwa kulturowego oraz 2483 obiekty infrastruktury kulturalnej.

Wśród zabytków dziedzictwa kulturowego 155 ma znaczenie narodowe, 1370 – lokalne, a 160 to obiekty nowo odkryte. Całkowicie zniszczono 45 zabytków. Najbardziej ucierpiały obwody: charkowski, chersoński, doniecki, odeski oraz obwód kijowski wraz z miastem Kijów.

Jeśli chodzi o infrastrukturę kulturalną, z 2483 uszkodzonych obiektów 507 zostało całkowicie zniszczonych. Największe straty poniosły obwody: doniecki, charkowski, chersoński, sumski, kijowski i mikołajowski. Ucierpiały domy kultury, biblioteki, szkoły artystyczne, muzea, teatry, kina, filharmonie, parki, rezerwaty, cyrki oraz studio filmowe w Kijowie.

Zniszczenia odnotowano w 335 wspólnotach terytorialnych w całej Ukrainie, najwięcej w obwodach: donieckim, sumskim, charkowskim, czernihowskim i zaporoskim.

/

Caritas Diecezji Rzeszowskiej włącza się w ogólnokrajową akcję pomocy Ukrainie. W najbliższą niedzielę we wszystkich świątyniach odbędzie się zbiórka pieniędzy do puszek. Mówi dyrektor rzeszowskiego Caritas, ks. Piotr Potyrała.

/-/

Pierwszego dnia Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha podziękował Polakom za solidarność i wsparcie udzielane w czasie wojny. Podkreślił rolę kobiet w organizowaniu pomocy humanitarnej i przyjmowaniu uchodźców.

08.02.2026 – godz. 20.30 – magazyn (opis do dźwięku)

Dziś w audycji porozmawiamy o pomocy i ludziach, którzy ją niosą. Będzie o wsparciu dla rodziny z Asun, która po ubiegłorocznym pożarze straciła dom. Zajrzymy też do Olsztyna, gdzie podczas wyjątkowego spotkania wojskowy kapelan ze Lwowa, ojciec Taras Mychalczuk, podziękował wolontariuszom za ich stałe zaangażowanie na rzecz Ukrainy.

/muzyka/

W grudniu ubiegłego roku w eparchii olsztyńsko-gdańskiej UKGK zebrano pieniądze na remont domu 87-letniej pani Darii Jankiw z Asun oraz jej synów. Podczas pożaru spłonęło poddasze, a resztę domu zalała woda. Pani Daria nie chce się przeprowadzać i marzy o powrocie do swojego domu.

Chociaż zbiórka pieniędzy już się zakończyła, każdy nadal może pomóc tej rodzinie. Mówi o tym biskup Arkadiusz Trochanowski:

Informacja o tym, co stało się w Asunach z naszą rodziną, której spłonął dom, dotarła do mnie przez ojca Dmytra Harasyma.

I z tego, co wiem – po pierwsze parafia przyszła z pomocą. A potem ojciec Dmytro zwrócił się do mnie z pytaniem, czy my, jako eparchia, możemy pomóc. I ja na to odpowiedziałem, powiedziałem ojcu, żeby zebrał informacje.

Najpierw dowiedziałem się, na co i ile dokładnie potrzeba pieniędzy, żebyśmy mogli się odpowiednio przygotować i przeznaczyć je na coś konkretnego. I rzeczywiście, poczekaliśmy i okazało się, że potrzebne są pieniądze na remont dachu. Dlatego na ogólnoeparchialnym spotkaniu omówiłem tę sprawę z radą konsultorów.

Po takim ogólnym zaakceptowaniu postanowiłem, że w grudniu odbędzie się ogólnoeparchialna zbiórka w naszych parafiach. I to, co zbierzemy do końca grudnia, przeznaczymy dla rodziny z Asun. Oczywiście, jeśli ktoś chce, może przekazać tę pomoc bezpośrednio.

Ponieważ pomoc ta jest przekazywana przez Caritas naszej eparchii. I kto ma taką wolę, może wpłacać pieniądze na konto Caritas eparchii olsztyńsko-gdańskiej, z dopiskiem, że jest to dla rodziny z Asun.

Obecnie pani Daria mieszka w wynajętym mieszkaniu w sąsiednich Mołtajnach. Tak wspomina ten smutny dzień:

To było w czerwcu, kiedy były wybory.

Przyszłam, byłam w domu, szykowałam się do kościoła. Wszystko było ubrane. A Mirek, syn, przyszedł.

„Uciekaj z chałupy! Uciekaj z chałupy!” A ja nie wiedziałam, co się dzieje. Stałam w kuchni. A on znowu: „Uciekaj z chałupy! Uciekaj z chałupy!” Wyszłam w drzwi – już wszystko było zajęte.

Usiadłam, a tam już dym. Już słowa nie powiedziałam. Tak mnie zatkało.

Potem przyszli ludzie, przyjechała straż. Zaczęli wynosić, a ja stałam. A Mirek usiadł, nic się nie ruszył.

Przyjechała policja, pytali mnie. Nic nie mówiłam. Ani ja nic nie mówiłam, ani on nic nie mówił.

I tak siedział. Mówię, czy on już nie będzie rozmawiała, czy co.

Tylko o córkę i wnuczkę pytał. I zaczęli ludzie wszystko wynosić, wszystko zalane. Wszystko – woda zalała, wszystko wynieśli, wywieźli.

I siedzę – meble, segmenty, wersalki – wszystko, nie ma nic, w domu nic nie ma.

Część prac udało się już wykonać, ale pełny remont i powrót do rodzinnego domu wciąż wymagają czasu:

Zalało tam, przykryli folią, żeby deszcz nie padał.

A tam wszystko zalane, wszystko w domu. To tak – piec trzeba wyrzucić, bojler jest, dziura się zrobiła. Drzwi, płyta, – wszystko się tak powyginało.

Tak to wszystko. A co miałam pieniędzy, to miałam trochę, i ona trochę zebrała od ludzi. No i wszystko poszło, wszystkie pieniądze poszły.

Na wszystko mama papiery, faktury. Oni bardzo drogo biorą, ci robotnicy. Będę do nich dzwoniła, jeśli nie uda się znaleźć jakichś trochę tańszych.

Dzwonili do niej, że ma pieniądze, że tam ksiądz zbierał, ten biskup. I z kościoła. I tak, czekamy na to wszystko.

No to tam jeszcze w środku będą robić. No wie pan, jak oni tam z podłogą – może cementem będą zalewać. Bo tam trzeba jeszcze tę deskę wyrwać.

Podłoga poszła. No i dookoła cementem trzeba, to chyba tak. A ja tam tylko mieszkałam.

Jak chce, tam. Ja nigdzie indziej nie chcę. Tu strasznie źle się czuję.

Po tych schodach chodzić. To nie dla mnie. To nie dla mnie.

Ja tam na swoje. Niech ja rok pożyję, czy pół roku, ale na swoje.

Oj, Boże, gdzie ja się spodziewałam czegoś takiego. Panie.

Pani Daria jest pełna energii, ale jej życie – tak jak tysięcy Ukraińców deportowanych w akcji „Wisła” – nie było proste.

Ja z miejscowości Aksmanice. Przyjechaliśmy tu bez taty.

Tatę zabrali do Niemiec. Potem tata przyjechał na urlop i chciał już nie jechać, ale jeszcze się bał. Tam jednego naszego wujka zabili, rosjanie.

A tata mówi: jak ja się jeszcze będę ukrywał, to przyjdą i mnie zabiją. I przyszedł do kuchni. Mariana, brata, pogłaskał po głowie.

I mnie, nas wszystkich. Dzieci mówi: nie płaczcie, ja do was wrócę. Ale nie wrócił.

Potem tata zadzwonił, że chciał przyjechać. A mama mówi: gdzie młode lata, to i tam skończ życie. A my musieliśmy, jak przyjechaliśmy…

Rano od trzeciej do szóstej musieliśmy iść do PGR-u. Buraki robić, wszystko robić. Bo trzeba było zarobić.

Nie było mężczyzny, my mali. I dali nam 10 hektarów, ale pieniędzy nikomu nie dawali. I mama zasadziła cały hektar buraków cukrowych, bo trzeba było jakiegoś grosza.

A potem co – było wojsko w Asunach. I ktoś dał znać, że jest tu kobieta, wdowa, ma dzieci. I przyszedł ten starszy, ten porucznik.

I mówi: czy nie zgodziłaby się pani gotować dla nas obiady? Mama mówi: no, mama jeszcze młoda była. Mówi: nie wiem czy dam radę. On – ale da pani radę. I mówił – jak będzie pani gotować, żeby pani nie gotowała tylko dla nas, ale też dla swoich dzieci. Żeby starczyło.

Żeby głodni nie byli. Bo pani będzie cały dzień gotować nam, a dzieci będą same. No i potem mama na przykład z wojskiem była trochę w szkole w Asunach.

My pomagaliśmy. Takie było nasze życie.

Pani Daria od lat opiekuje się cerkwią w Asunach.

Ceni także pracę innych, którzy rozumieją, że świątynia jest centrum nie tylko życia duchowego, ale i społecznego miejscowych Ukraińców.

24 lata jestem w cerkwi. Nikogo nie obraziłam.

Nikogo. Cały czas pracowałam. Posprzątałam, podziękowałam im.

Pani Aliny. Mąż – Boże. Ja tylko raz powiedziałam, że trzeba przywieźć.

Trzeba to – i wszystko przyjeżdżało. Kiedy trzeba było, Boże, czy dzień, czy noc – on wszystko wysłuchał, zrobił.

Naprawdę. Taki dobry człowiek był. I cerkiew posprzątał, i zrobił, i choinki.

Naprawdę, do niego nie trzeba było mówić pięć razy. Od razu. Tak Bóg – szybko go zabrał stąd. Taki dobry człowiek był. Już parę razy chciałam odejść. Mówiłam to do księdza Igora. A on – nie, ja pani nie zwolnię – bo pani pogada, ja mam z kim pogadać.

Nie mamy żadnych plotek, nie mamy nic. I tak – było cicho, spokojnie.

Pierwszy był o. Boziuk. U niego też, przy plebanii też, gotowałam, prałam z cerkwi. Wszystkie haftowane obrusy – ja. Woda była tam koło szkoły.

Studnia. I ja stamtąd wodę nosiłam. Taka pompa.

No stamtąd.

Potem był o. Czerneha. Przywiózł swoją mamę. Znowu przyszedł mnie prosić.

Znowu chodziłam, gotowałam. Parę lat gotowałam. A potem do cerkwi.

Nie wiem, z jakiego powodu znalazłam się w cerkwi. Czy ksiądz prosił, czy co. Dwadzieścia cztery lata.

Tyle lat. I mnie nikt, ja nikogo nie obraziłam. Naprawdę, nikogo.

I po Asunach, czy po okolicy. Jak była ta choroba. No, tak myślałam.

Pieniądze. Ksiądz nie będzie chodził po kolegach. Trzeba było jakoś ludziom mówić.

Mówię: ja będę chodziła prosić ludzi, żeby dali do cerkwi, na światło. Ale najpierw poszłam do Igora, do proboszcza. Mówię: więc tak i tak.

Ale słuchajcie, pójdziecie – ludzie będą na was źli. Mówią, że pójdę. On mówi: dobrze. I chodziłam wszędzie. I dawali ludzie. Sto złotych dawali.

Wszyscy ludzie. Nikt słowa nie powiedział, że nie damy.

Wszyscy. Naprawdę. I zbieraliśmy.

Potem on przyszedł do cerkwi i mówi – pani Darko, dziękuję pani, że pani to zrobiła. I nikt nie był zły. Wszyscy dawali.

W Olsztynie odbyło się wyjątkowe spotkanie, podczas którego wojskowy kapelan ze Lwowa, ojciec Taras Mychalczuk, wręczył lokalnym wolontariuszom wyróżnienia za stałą pomoc Ukrainie. Dziś proponujemy Państwu rozmowy z osobami, które brały udział w tym wydarzeniu.

Nasze rozmowy podczas wręczania nagród wolontariuszom to głos ludzi, którzy się nie męczą i zawsze chcą być blisko tych, którzy najbardziej potrzebują wsparcia. Wśród nich jest Stefan Melnyk, który około czterdziestu razy przyjeżdżał do Ukrainy z konwojami humanitarnymi. Jak podkreśla, w tej działalności najcenniejsze jest zaufanie między tymi, którzy pomagają:

Stefan Melnyk:
Jestem bardzo zadowolony, że ojciec Taras Mychalczuk, który współpracuje z nami od samego początku, przyjechał do Olsztyna, aby podziękować za wszystkie dary, które zawieźliśmy do Ukrainy i przekazaliśmy medykom, strażakom oraz szpitalom. To wszystko było właśnie przez niego koordynowane. On to wszystko magazynuje i rozdziela tym ludziom, którzy najbardziej tego potrzebują. Bardzo się cieszę, że w końcu nadszedł dzień, kiedy mógł do nas przyjechać. To bardzo otwarty i bardzo odpowiedzialny człowiek, który stale pomaga także wojsku. Co tydzień jeździ na front do chłopaków. Wie, jakie są potrzeby i jakie problemy panują na froncie. Jako kapelan wojskowy nie może mówić wszystkiego, ale to, co do nas dociera, bardzo pomaga nam w organizowaniu zbiórek. Dzięki temu wiemy, czego potrzebują żołnierze na froncie oraz medycy.

— Przypomnij nam, jak doszło do waszej współpracy z ojcem?

— To było tak po prostu, rodzinnie — rodzina znała rodzinę. Szukaliśmy konkretnych kontaktów z Ukrainą i obawialiśmy się, żeby nasza pomoc nie została źle wykorzystana. W ten sposób dołączyliśmy do kapelańskiej parafii świętych Piotra i Pawła we Lwowie. Tak to się zaczęło — niemal od samego początku — i działamy do dziś.

Przedstawiciel strony ukraińskiej wyjaśnia, dlaczego przyjazd do Olsztyna był dla nich czymś znacznie więcej niż tylko kurtuazyjną wizytą. Dzieli się także gorzką oceną tego, jak przeciąganie decyzji na Zachodzie wpływa na los Ukrainy i całego regionu:

Wołodymyr Moroz:
Chciałbym bardzo podziękować za zaproszenie i za to, że naprawdę było dla nas ważne przyjechać do Państwa, podziękować wspólnocie Olsztyna, która stale i regularnie przekazuje pomoc naszym żołnierzom, naszym dzieciom-sierotom oraz osobom przesiedlonym. To odbywa się systematycznie. Naszym obowiązkiem jest przyjechać z wdzięcznością, z podziękowaniami i z odznaczeniami, aby wyróżnić tych, których znamy i którzy najbardziej, najczęściej i najregularniej niosą nam pomoc.

— Mam jednak wrażenie, że to wdzięczność powinna płynąć raczej stale od nas do was, bo to wy tam stoicie?

— Naszym obowiązkiem jest bronić naszego kraju. Nie mamy drogi odwrotu, musimy to robić. Ukraina jest strefą buforową, która chroni Europę przed naszymi nieadekwatnymi sąsiadami z Moskwy.

— Jak dziś społeczeństwo ukraińskie odbiera to wszystko, co dzieje się – lub nie dzieje – na świecie w kontekście osiągnięcia pokoju? Ciągłe spotkania, ciągłe negocjacje, a każdy rok wygląda tak samo, bez kluczowych decyzji?

— Oczywiście wszyscy są już zmęczeni słuchaniem tych opowieści. To ciągłe przeciąganie procesu, opóźnianie decyzji — wszyscy są oburzeni i zaniepokojeni. Niby chcą pomagać, ale w rzeczywistości trzeba to robić szybko i zdecydowanie. Pożar trzeba gasić od razu, kiedy się zaczyna, bo kiedy się rozprzestrzeni, jest już za późno albo bardzo trudno go ugasić. Tak samo należało postąpić z wojną. Wtedy, gdy Putin i Moskwa nie mieli jeszcze siły i nie byli gotowi — gdy chcieli zdobyć Ukrainę w trzy dni, co im się nie udało — należało działać natychmiast. Wtedy już dawno byłby pozytywny rezultat. Teraz oczywiście nabrali siły, współpracują z Chinami i dlatego jest to trudniejsze. Ale trzeba działać teraz, bo następna będzie Europa. Następna będzie Europa — to jest sto procent. Jeśli Europa jeszcze tego nie rozumie, to niech się spodziewa takiej sytuacji także u siebie. Oni mają plany zajęcia krajów bałtyckich, Polski i innych. To może dotknąć również was. Oczywiście nikt by tego nie chciał, ale przy takiej sytuacji, przy takim przeciąganiu wojny i pomocy, wszystko jest możliwe.

Od pierwszych dni wojny do pomocy na granicy oraz udziału w konwojach do Ukrainy włączył się również Marcin Nadolski:
/wypowiedź PL/

Z kolei Marek Borowski, prezes Banku Żywności, wyjaśnia, jak zmieniało się podejście do pomocy i dlaczego dziś ważniejsze są konkretne potrzeby niż wielkie transporty.
/wypowiedź PL/

Swoimi refleksjami podzielił się także kolejny wolontariusz oraz wiceprezes Olsztyńskiego Oddziału Związku Ukraińców w Polsce, Andrzej Faranczuk. W jego ocenie Olsztyn to miasto, w którym polsko-ukraińska solidarność i pomoc stały się czymś naturalnym.

Andrzej Faranczuk:
Trudno nawet powiedzieć, kiedy był ten pierwszy impuls. Po prostu była potrzeba — trzeba było coś zawieźć, trzeba było użyczyć samochodu. Człowiek się nad tym nie zastanawiał. To była potrzeba chwili, po prostu tak trzeba było zrobić. Olsztyn to miasto wyjątkowe. Nie ma tu podziału na Polaków i Ukraińców. Jest po prostu jedna idea — pomagamy. Ta liczba różnych konwojów i kierunków pomocy w Olsztynie jest naprawdę bardzo, bardzo duża. Jest Olsztyński Konwój Humanitarny, są osoby prywatne, które pomagają w mniejszych grupach. Jest grupa prokuratorów, która stale — wspólnie z olsztyńskimi szpitalami — pomaga szpitalom w Ukrainie. Myślę, że nikt nawet nie próbował stworzyć listy wszystkich pomagających w Olsztynie. I chyba trochę od tego uciekamy, żeby nie popaść w pychę, że jest nas tak wielu. Ten skromny stosunek do tej pracy jest chyba najbardziej charakterystyczny dla tej chwili. Myślę też, że warto byłoby kiedyś zorganizować spotkanie wszystkich wolontariuszy.
Pożegnanie
/muzyka/

 

Przeczytaj poprzedni wpis:
2026 Rokiem Iławskich Harcerzy

W 2026 roku przypada 110. rocznica Zjazdu Zjednoczeniowego, który w 1916 roku w Warszawie zapoczątkował historię Związku Harcerstwa Polskiego. Między innymi z tej okazji iławscy radni...

Zamknij
RadioOlsztynTV