Spacer po linie
Proszę Państwa tego lata zaproszę Was do muzycznego kina, opowiem o paru klasycznych filmach związanych z szeroko rozumianą muzyką rockową, pop – rockową czasem napiszę coś o country lub o muzyce klasycznej. Dzisiaj proponuję opowieść o znakomitym filmie Jamesa Mangolda – „Spacer po linie”.
To kapitalny film, biograficzny, opowiadający o życiu wybitnego muzyka country Johnnego Casha. Cash zazwyczaj jest szufladkowany jako muzyk country, ale jest to oczywiste uproszczenie, Cash był po prostu amerykańskim wszechstronnym muzykiem, grającym: country, pop, bluesa, klasyczne ballady czasem gospel. Cash był i jest skarbem narodowym Ameryki, łączył pokolenia i niszczył barykady międzygatunkowe.
Nie jestem największym miłośnikiem amerykańskiej muzyki country, ale lubię legendę Johnnego Casha i jego żony June Carter Cash. I właśnie o tym jest film Mangolda, o życiu Casha i jego przeogromnej miłości do June – popularnej piosenkarki country i honky tonk. Cash całe życie spacerował po linie, ryzykował wiele, wiele przegrał i dużo wygrał, był w wojsku, był w więzieniu, eksperymentował z narkotykami, miał kłopot z alkoholem, miał złe stosunki z ojcem, obwiniał się o śmierć starszego brata, był złym mężem (pierwszej żony). Zrażał ludzi do siebie, a jednak był bardzo popularny, kochali go zwykli ludzie, ludzie pracy, biedni, rozczarowani życiem, często odrzuceni przez system. Bo śpiewał o nich, ich życiu, ich kłopotach, ich rozterkach, zmaganiach z codziennością.
Film jest dobry, ładnie brzmi. Joaquim Phoenix brawurowo zagrał i zaśpiewał Casha i jego piosenki. Reese Witherspoon jest zawsze urocza i uśmiechnięta i wykorzystała owe cechy odgrywając nieco szaloną June Carter. Dostała Oscara za tę rolę. Piosenki świetne, szalone lata 60., piękne dziewczyny i Ameryka w drodze – fajnie pokazana, dobre, gatunkowe kino , niekoniecznie tylko dla miłośników country music. To film dla wszystkich, zwłaszcza dla miłośników prowincjonalnej Ameryki. Zachęcam do ponownego spotkania.
Kinoman



























