Gniotsa nie łamiotsa
Tytuł wyjaśnia bardzo wiele, ale nie będzie o motocyklach produkcji radzieckiej, czy samochodach Łada z silnikiem firmy Wada. Ponownie ocieramy się o amerykańską legendę, która z tytułem ma wbrew pozorom wiele wspólnego, ale do rzeczy. W ostatnie wakacje moi najbliżsi pojechali do Wisły. Miałem dojechać do nich po kilku dniach, a że samotna, kilkuset kilometrowa podróż, jest dla mnie kwintesencją motocyklizmu nie mogłem pokonać tej trasy inaczej niż na moich dwóch HD-kołach.
Po kilku dniach, już wracając, gdzieś koło Łodzi, poczułem, że coś z motocyklem jest nie tak. Jego serce biło jakby miało arytmię i zamiast regularnych wibracji dostawało palpitacji. Zjechałem zatem na stację benzynową by odkryć przyczynę. Pierwsza myśl – coś ze świecami zapłonowymi, ale zanim się do ich dobrałem najpierw dostałem się do akumulatora. No i wszystko jasne. Ułamała się jedna z klem łączących baterię z resztą instalacji. Na stacji przy której się zatrzymałem nie mieli takowych, ale mieli taśmę „McGyvera” który za jej pomocą mógłby nawet zbudować ponaddźwiękowy myśliwiec. Kilka pętli taśmą i unieruchomiona klema nie miała szans. Do domu wróciłem na dwóch kołach. To jednak mała przygoda w porównaniu z tym co przeżył pewien harleyowiec z Malborka. Otóż w ostatnie wakacje nabył on nową maszynę, kilkuletniego Harleya Davidsona.
Następnym krokiem było zaplanowanie wycieczki – wybór padł na katalońską Barcelonę. Przed wyjazdem zlecił jeszcze przegląd serwisowy maszyny, wychodząc z założenia, że skoro Harley to amerykańska marka może się nią zająć serwis Forda. Panowie wszystko sprawdzili, dokręcili, przeczyścili no i wymienili wszystkie płyny ustrojowe stalowego potwora, płyn hamulcowy i olej. Oddając maszynę mechanik życząc dobrej podróży na pożegnanie jeszcze nie omieszkał się pochwalić. – Taką śrubkę znalazłem pod silnikiem, a po odkręceniu jeszcze zlałem 700 ml starego oleju. Teraz będzie dobrze! I było.
Do Barcelony Harley dojechał jak marzenie, ale droga powrotna… W połowie Francji najpierw zniknął 5 bieg. Podróż kontynuowano więc na 4-tym. Ten ostatni zniknął po przekroczeniu granicy z Niemcami ale 3-ka dociągnęła maszynę do Berlina. Pechowy jeździec postanowił do jechać najbliżej domu jak tylko się da. Na wspomnianej 3-ce przekroczył jeszcze granicę na Odrze a 2-gi bieg wystarczył do Chojnic. Na jedynce już nie próbował jechać dalej i ostatnie kilometry maszyna pokonała na lawecie. Cóż okazało się w Malborku? Otóż mechanicy wyszli z założenia, że silnik w Harley`u i skrzynia biegów są zintegrowane i mają wspólny wlew oleju. A tak niestety nie jest i nasz pechowiec kilka tysięcy kilometrów pokonał z suchą jak pieprz skrzynią biegów. Inna sprawa, że to nie lada dokonanie świadczące, tak jak w tytule, że HD, choć toporna, to nie byle jaka maszyna.

























