Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: -6 °C pogoda dziś
JUTRO: 0 °C pogoda jutro
Logowanie  

Dziecko Anny. Prolog

Taki sam tytuł nosi reportaż w Radiu Olsztyn  o wyjątkowej kobiecie, jaką przyszło poznać mi zupełnie przypadkowo kilka tygodni temu. Od tej chwili zmieniło się moje życie.

A zaczęło się od tego, że dostałam „zlecenie”, by nagrać jakąś operację, podobno nowatorską. Ot,  pomyślałam sobie,  chleb powszedni, ileż to takich operacji w swojej dziennikarskiej karierze zaliczyłam. Lakoniczna notatka ze Szpitala Wojewódzkiego zapraszała dziennikarzy na pierwszą w Polsce operację wycięcia jajnika kobiecie chorej na raka, która w przyszłości chce zajść w ciążę. Dzień wcześniej otworzyłam internet, by poczytać o co w ogóle chodzi. Dowiedziałam się, że to zabieg laparoskopowy, polegający na wycięciu jajnika chorej na raka i zamrożeniu go do chwili, gdy kobieta będzie już zdrowa. Wtedy wszczepią go z powrotem, co pozwoli całkiem naturalnie zajść w ciążę i urodzić dziecko. Coś na kształt in vitro ale bez tych wszystkich zabiegów laboratoryjnych. Doczytałam, że  takie operacje przeprowadzono z powodzeniem najpierw we Francji , potem w innych krajach Europy i do tej pory urodziło się 6 zdrowych maluchów.

Wyposażona w suche fakty udałam się do Szpitala Wojewódzkiego. Wyciągnęłam mikrofon i instynktownie zaczęłam nagrywać wszystko, co się wokół mnie działo. Szpitalne odgłosy, krzątanie się pielęgniarek, ściszone rozmowy lekarzy na korytarzu, brzęk narzędzi itd. Po chwili wyszedł do nas (dziennikarzy) lekarz, który w kilku słowach opisał co się będzie działo i zaproponował, by porozmawiać z pacjentką. Fajnie, pomyślałam, będę miała urozmaicony materiał. Nie przypuszczałam jednak, że ten krótki wywiad przewartościuje moje dotychczasowe podejście do życia.

Wiedziałam, że moją rozmówczynią będzie kobieta po 30-tce, chora na nowotwór, która chce w przyszłości urodzić dziecko. Pomyślałam sobie, że będzie to suchy, szybki wywiad zdenerwowanej pacjentki, która za chwilę poddana zostanie operacji. Nie pamiętam jak sobie wyobrażałam tę kobietę, ale gdy stanęła przede mną uśmiechnięta malutka dziewczynka w różowym szlafroczku z kucykiem na czubku głowy, zdębiałam. Zamknęłyśmy się w jakiejś sali szpitalnej, usiadłyśmy na kozetce i zaczęłyśmy rozmawiać. Wtedy zdębiałam po raz drugi. Odniosłam wrażenie, że znamy się całe życie, a relacje jakie nas łączą nie przypominają  wywiadu dziennikarskiego. Musiałam wielokrotnie napominać się, by trzymać prawidłowo mikrofon. Rozum kazał nagrywać, a serce przytulać i płakać nad losem tej kobiety.

Wtedy poznałam prawdziwe oblicze Anny Laskowskiej, 32-letniej olsztynianki, mężatki. Kobiety niezwykle ciepłej, kontaktowej, empatycznej, odważnej i charyzmatycznej. Te wszystkie cechy w zetknięciu z tragedią, jaka ją dotknęła sprawiły, że jej opowieść poruszyła mnie do głębi. Ania w październiku dowiedziała się, że ma czerniaka odbytu. Lekarze z Centrum Onkologii w Warszawie nie pozostawili jej złudzeń. Powiedzieli jej, że w 15-letniej historii kliniki było 100 takich przypadków i żaden pacjent nie przeżył dłużej niż 5 lat. To był szok, dla niej, jej rodziny, a teraz dla mnie. Łzy napłynęły mi do oczu, głos uwiązł w gardle, ale przecież dziennikarz musi być profesjonalistą. Z napięciem wpatrywałam się w pogodną twarz Ani, która opowiadała o łzach, zwątpieniu i strachu. A potem padły słowa otuchy – dla mnie. Zupełnie naturalnie oświadczyła, że w ogóle nie bierze tej diagnozy na poważnie i zamierza żyć dużo dłużej. I w dodatku będzie miała swoją upragnioną „Julcię”. Trudno, teraz czeka ją ciężka operacja usunięcia odbytnicy i wyłonienia stomii (czyli przetoki, którą kał będzie wydostawał się z brzucha do woreczka), ale jeśli nie ma innego wyjścia, to godzi się na wszystko. Potem jeśli w ciągu 5 lat nie pojawią się przerzuty, rozpocznie starania o dzidziusia. Oczywiście były na początku łzy i zdziwienie: „to ja umrę?” – ale jak mówi szybko przyszło opamiętanie. Włączyło się racjonalne myślenie jak w tym przysłowiu: „tonący brzytwy się chwyta”.

I jeśli ktoś myśli, że Ania podzieliła się swoim dramatem dla rozgłosu czy innych korzyści to jest w wielkim błędzie. Rozmawiając z mężem i z babcią Ani zobaczyłam obraz kobiety walecznej, dociekliwej, samodzielnej, wiercipiętki i wszędobylskiej. Ale jednocześnie wrażliwej na losy innych ludzi. Ani w tym co teraz robi towarzyszy przesłanie. Stanowczo oświadczyła, że chce pomóc innym kobietom, które są w podobnej sytuacji. Chce, by usłyszały, że rak to nie wyrok, że należy wierzyć w wyzdrowienie i patrzeć w przyszłość oraz myśleć optymistycznie. Planować. Planować życie po pokonaniu raka. Stąd nagłośnienie tej operacji pobrania jajnika. Chce na swoim przykładzie pokazać innym kobietom, że po pokonaniu tak strasznej choroby można urodzi ć dziecko. Chce przestrzec inne kobiety, by nie zaprzepaściły swojej szansy, bo naświetlania niszczą narządy płciowe i na dziecko może już nie być szans.

Ania nie tylko daje przykład, edukuje inne kobiety ale daje im to, co w walce z rakiem najważniejsze – nadzieję. A nas, zwykłych zdrowych ludzi, którzy narzekają na los, zawstydza i zachwyca. Dlatego będę towarzyszyć Ani w jej chorobie z mikrofonem, by wypełniać jej przesłanie. Z drugiej strony chciałabym aby i Państwo poznali tę wyjątkową młodą kobietę, która mimo wielkiej tragedii potrafi swoją postawą nieść otuchę innym.

cdn.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Spojrzałem w pesel i wszystko jasne…

18 dołków, w sumie do przebycia około 12-stu kilometrów w absolutnej ciszy, tylko ja, torba z kijami i wózek - jeszcze rok temu powiedziałbym że to...

Zamknij
RadioOlsztynTV