Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 13 °C pogoda dziś
JUTRO: 23 °C pogoda jutro
Logowanie
 

Audycje w języku ukraińskim – styczeń 2022

Audycje w języku ukraińskim nadajemy codziennie, również w święta, o godzinach 10.50 i 18.10. W niedzielę Magazyn Ukraiński nadawany jest o godzinie 20.30. Prezentujemy serwis informacyjny o życiu diaspory ukraińskiej na Warmii i Mazurach i w Polsce oraz wieści z samej Ukrainy.

Zamieszczamy też tłumaczenia audycji w języku polskim. Do słuchania zapraszają: Jarosława Chrunik i Hanna Wasilewska. Audycje w języku ukraińskim emitowane są z nadajnika w Miłkach koło Giżycka na 99,6 FM.

31.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was na antenie Radia Olsztyn w audycji „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie”; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Nasz dzisiejszy programie. „Kamo hriadeszy” poświęcony będzie ikonie. A dokładniej – pisaniu ikon.

(-)

Wczoraj w olsztyńskiej parafii rozpoczął się I Eparchialny Kurs Ikonopisania. Co prawda, takie kursy odbywają się od ale do tej pory 2015 r., ale do tej pory były to parafialne, teraz po raz pierwszy wyszły na poziom

Eparchialny, pod patronatem biskupa Arkadiusza. Ekscelencja też oficjalnie otworzył te warsztaty. Jednak wydarzenie rozpoczęło się, tak jak powinno – kolędą i modlitwą:

(-)

– Myślę, że ten kurs to też takie ćwiczenie duchowe, dlatego proponuję, żebyśmy najpierw zaczęli od modlitwy, bo jest takie Boże dzieło i od modlitwy należy zaczynać wszystko, co mamy poświęcić Bogu, ale co ma też być takim duchowym wzbogaceniem dla nas samych. Tak że proszę teraz, wstańmy, pomodlimy się, udzielę też błogosławieństwa na ten kurs ikonopisania:

(-) Modlitwa
Organizator i opiekun grupy ikonopisców Jan Kuryj krótko przypomniał o tym, jak wszystko się zaczynało:

– Bardzo serdecznie dziękuję, Ekscelencjo, za te słowa, to bardzo ważne wsparcie, bo zawsze mówiliśmy, że człowiek sam nie pisze ikony, tylko ikonę pisze Bóg ręką człowieka. I dlatego ta modlitwa, o której Ekscelencja mówił, jest dużą pomocą. My zawsze, przeprowadzając warsztaty, od początku każdy dzień rozpoczynaliśmy od modlitwy, a dopiero później zaczynaliśmy pisanie ikony. Wracając do tego, co Ekscelencja powiedział dzisiaj, to są nasze pierwsze warsztaty pod patronatem eparchii olsztyńsko-gdańskiej. Ale ja tu właśnie przygotowałem taką małą wystawę, taką małą prezentację, która pokazuje, że praktycznie zaczęliśmy siedem lat temu, czyli od… w 2014 roku pojawił się taki pierwszy pomysł, żeby w ogóle zrobić takie warsztaty pisania ikon. Dlatego poprosiłem dzisiaj ks. Stanisława Tarapackiego, ks. Jana. Z ks. Stanisławem zaczynaliśmy pierwszy ten kurs ikonopisania i faktycznie był on przewidziany dla młodzieży i dzieci – z tych starszych klas szkoły podstawowej i średniej oraz studentów. Dużo przeszło przez naszą parafię młodzieży, która ma już swoje ikony, do których się modli. W tej chwili myślę, że to może pandemia trochę zrobiła swoje, że młodzież ma swoich przedstawicieli – witam was serdecznie na naszych warsztatach. Muszę powiedzieć, że to jest bardzo ważne, ponieważ poziom naszych warsztatów podnosi się. Początkowo były one parafialne. W ubiegłym roku udało się nam nawet, że były parafialne, ale pod wysokim patronatem, bo także prezydent RP przyjął zaproszenie. Co prawda, nie objął patronatem, ale przekazał prezenty dla uczestników kursu, natomiast oficjalnie patronatem objął wojewoda, a także marszałek województwa. W tym roku o to nie prosiliśmy, bo mamy najważniejszego patrona, którym jest nasza eparchia. Młodziutka eparchia, bo prawdę mówiąc istnieje nieco ponad rok. Dlatego myślę, że fajnie byłoby, gdyby nasz ks. Stanisław powiedział pierwsze słowo, zanim zaczniemy, a potem poproszę też ks. Jana, żeby też powiedział o tych naszych historycznych już, można powiedzieć, kursach.
– To może ja jeszcze przed ks. Stanisławem uzupełnię tak: pan powiedział, że to kurs dla młodzieży, ale ja myślę, że trzeba być też młodym duchem i to jest chyba najważniejsze. To też jest wielka moc, tak że tego też się trzymajmy! Być młodym duchem! I druga sprawa: jeśli czegokolwiek będzie brakowało, to zrobimy tak, żeby niczego nie brakowało i zrobimy tak, żeby niczego nie brakowało. Księżę Stanisławie, prosimy o zabranie głosu!
– Siedem lat temu było bardzo skromnie. Nie mieliśmy takiego pojęcia, że wejdziemy na taki wierzchołek wspaniałości Bożej miłości, bo w końcu byliśmy świadomi tego, że pierwszą ikonoą jesteśmy my osobiście. Żywą ikoną. Chodziło tylko o to, jak my potrafimy z tej żywej ikony wejść w rzeczywistość duchową. Taką głęboką rzeczywistość. Widzieliśmy siebie w tej ikonie Boga, świętości, która jednocześnie – tak jak Ekscelencja podkreślił, czy pan Jan także – że człowiek swoją ręką tak jakby przekazuje to, co ma we wnętrzu, czego sam nie jest zdolny sobie uzmysłowić, a co chce przelać na deskę. Właściwie tak skromnie podchodziliśmy z panem Janem do tego. Ja nawet za dużo nic nie mówiłem, bo przede mną jawiła się wielka tajemnica – czy potrafimy się z nią zmierzyć. Ale pan Jan miał głęboką wiarę i faktycznie zebrał wszystkich najlepszych – tylko tych głębokiej wiary. To jest coś co nigdy nie podlega czasowi, ale wciąga nas w ten czas wieczny, nieskończony.
Głos zabrał też proboszcz, ks. Jan Hałuszka:
– Chciałbym tylko jeszcze jedno dodać, że teraz jest to pierwszy eparchialny kurs, ale tak naprawdę to nigdy nie zamykaliśmy się, nie ograniczaliśmy się do naszej parafii. Była też młodzież z innych parafii z tych naszych najbliższych miejscowości. Teraz już oficjalnie nazywamy, bo Ekscelencja przejął, żeby to było na całą naszą eparchię. W tym roku też z powodu naszych wewnętrznych okoliczności mamy tę mniejszą salę, ale myślę, że w następnym roku wszystko będzie wyprostowane, więc będziemy mogli normalnie i w większym gronie kontynuować to wszystko, co idzie na chwałę Boga. Są różne drogi, które poprzez modlitwę mają nas doprowadzić do Boga, a właśnie ten kurs trochę w inny sposób, ale też nas jakoś koncentruje na Bogu. I to jest najważniejsze, żebyśmy mogli zawsze tę naszą drogę do Boga odnaleźć. Dziękuję.
Pierwsze kursy prowadziła Joanna Pasławska-Kircio, a teraz jej dzieło kontynuuje s. Ołena, która przygotowała małą niespodziankę:

– Mam zaszczyt brać udział razem z wami, bo też jestem uczestniczką, chociaż będę się dzielić tym, co już umiem, z wami i jest mi bardzo miło, że mam taką okazję jeszcze raz być w Olsztynie na ikonopisaniu. Ale dzisiaj zaprosiłam jeszcze jednego księdza na nasz kurs. Ekscelencjo, proszę pozwolić… Jest to ksiądz Jeremiasz Łomnicki. Specjalnie go zaprosiłam, wiecie czemu? Bo od dzisiaj do 8 lutego my, jako siostry Zgromadzenia Służebnic NMP przygotowujemy się do dnia urodzin ks. Jeremiasza Łomnickiego. Takiego szczególnego misjonarza swoich czasów. Człowiek wyjątkowy, a już jak widzicie – podpisany „Sługa Boży”. Proszę pozwolić, Ekscelencjo, że zaproszę go tu na te warsztaty, żeby też i on swoim duchem pomagał wewnętrznie przeżyć to spotkanie z Chrystusem, ale też w sposób szczególny będziemy go też prosić o pokój na Ukrainie. On w swoim czasie doświadczył ze strony wrogów Ukrainy przemocy, był na zesłaniu i tam zmarł. Myślę więc, że jest on godny, aby być takim naszym patronem. Choćby na ten króciutki czas.
Ksiądz Łomnicki w Żużelu koło Krystynopola w 1892 roku założył Zgromadzenie Sióstr Służebnic NMP. W 1915 r. władza carska wywiozła go na zesłanie do Symbirska, gdzie zmarł w następnym roku na zapalenie płuc. Tak więc ikonopiscy wzięli się za swoją pracę, a my z ekscelencją Arkadiuszem porozmawialiśmy właśnie o ikonie.

(-)

– Ekscelencjo, rozpoczął się w niedzielę kolejny kurs ikonopisania, czyli można powiedzieć – takiej rozmowy z ikoną. Takiego zadumania, wchodzenia w ten duchowy świat i Ekscelencja objął go swoim patronatem. Bo ikona rzeczywiście jest szczególnym elementem (jeśli można tak powiedzieć) naszej wiary, naszej duchowości.
– Ikona doskonale wpisuje się w naszą tradycję i jest takim elementem duchowości. Widzimy ją w naszych domach, w cerkwiach i można powiedzieć, że idzie ona za nami przez całe nasze życie. I jest czymś bardzo ważnym, żebyśmy nie tylko podziwiali, ale też być może uczyli się ją pisać. Bo myślę, że to jest takie duchowe przeżycie dla tych, kto pisze ikonę, bo poprzez ikonę powinniśmy przede wszystkim odkrywać dla siebie ten duchowy świat, to co Boskie. A to co Boskie ma nas umocnić w naszej wierze, żebyśmy nieśli też taką nadzieję. Żeby ta ikona uświadamiała nam potrzebę uświęcenia swego życia, że nasze życie też powinno być święte. Bo osoby przedstawione na ikonach to święci – oni zachwycili się nauką Jezusa Chrystusa. Przez to poznajemy ich życie, piszemy ich ikony i potem one wiszą na ścianach naszych domów, ale z myślą, że ta świętość, która stała się udziałem w ich życiu także pomogła nam, żebyśmy i my też dążyli do świętości. Myślę, że to jest ogromna pomoc duchowa, bo poprzez ikonę możemy i powinniśmy odkrywać dużo dla siebe. Ale przy tym gdy piszemy ikonę, trzeba się i modlić, i pościć, i pogłębiać też takie wiadomości techniczne pisania ikony i w takim szerszym planie ikona nas rozwija. Zachęcam wszystkich, kto ma taki talent pisania, żeby właśnie odważyć się i wziąć udział, chyba w następnych kursach, żeby spróbować też taką ikonę napisać.
– Nawet może nie o talent chodzi, a o spokój wewnętrzny, o jakąś taką cierpliwość.
– O! Bardzo dobrze pani powiedziała, bo myślę, że ikona uczy nas takiej cierpliwości. Dzisiaj wszyscy jesteśmy tak zabiegani, że brakuje nam cierpliwości. A gdy przychodzimy pisać ikonę, to nie napiszemy jej w ciągu jednego dnia. Tu trzeba o wiele więcej czasu. Okazuje się, że cierpliwość jest nam tu potrzebna. Czyli pisanie ikony może być takim ćwiczeniem cnoty cierpliwości. To też może pokazać, że nabierzemy takiego wewnętrznego spokoju, będziemy zdystansowani wobec tego wszystkiego, co jest wokół nas i dzięki temu możemy odkryć coś pozytywnego, że jednak spokój wewnętrzny jest nam bardzo, bardzo potrzebny. I powinniśmy znajdować chwilę, żeby potem stanąć przed tą ikoną, wyciszyć się, pomodlić się, uzmysłowić sobie, ile czasu włożyliśmy w napisanie takiej ikony, czyli – że możemy odnajdywać cierpliwość w swoim życiu.
– W ogóle, myślę, że nikt nie zaprzeczy, że gdy wchodzimy do jakiegoś pomieszczenia – czy to jest w domu, czy w cerkwi – i gdzie otaczają nas ikony, to myślę, że człowiek od razu tak się trochę wycisza, wyhamowuje. To się dzieje automatycznie. Ja odnoszę takie wrażenie, że wchodzę, a ten święty z ikony pyta: „I dokąd się tak śpieszysz?”. I wtedy budzi się jakaś taka harmonia w duszy.
– Myślę, że w każdej naszej cerkwi, w której mamy ikonostas, gdy wchodzimy do cerkwi, on nas automatycznie zatrzymuje – my musimy stanąć przed tymi konami, zrobić na sobie znak krzyża świętego, popatrzeć na te ikony, odmówić modlitwę i wtedy odkrywamy, że nagle się nie śpieszymy, ale ten ikonostas na swój sposób zmusza nas do tego, żebyśmy stanęli do modlitwy. I myślę, że to jest takie pozytywne, żebyśmy pomyśleli nad tym, co te wszystkie osoby przedstawiają? Kogo one przedstawiają? Czym oni się zachwycili, że znaleźli miejsce na tych ikonach? I jak teraz my możemy od nich się nauczyć tej świętości. I Kto jest przyczyną ich świętości?
– Był czas, gdy były prześladowania, byli ikonoborcy. Uważali, że ci, którzy modlą się do ikony, uprawiają bałwochwalstwo. Bo nie można oddawać czci drewnu. Ale myślę, że już nikt nie ma wątpliwości, że nie drewnu oddajemy cześć, a temu, kto na tym drewnie jest przedstawiony.
– Oczywiście, że tak. Powinniśmy nabrać tu takiego prawidłowego myślenia i takiej prawidłowej religijności. Dlatego że deska nie jest dla nas centrum kultu, ale kogo ona przde wszystkim przedstawia. Powiedziałbym nawet więcej – to, Kim ci święci się zachwycili. Bożą nauką w szerszym takim planie. Oni sa przedstawieni na ikonie w taki sposób, żeby najwięcej było złotego koloru. Złoty kolor ma oddawać świętość, czyli jest tu pokazane, że to co Boskie utożsamia się z tym, co święte. I to co święte ma nas zapraszać, żebyśmy też umieli w naszym życiu, robić jak najwięcej tego, co święte. Więcej! Żebyśmy jako istoty boskie dokonywali takich poszukiwań i odnajdywać w nas samych to co b0oskie. Żebyśmy rzeczywiście byli nosicielami tego co boskie. I taka ikona, jak sądzę, może nam w tym pomóc.

(-)

Za tydzień usłyszycie jakim sukcesem zakończyło się ikonopisanie w Olsztynie. A teraz już pora się pożegnać. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Usłyszymy się jutro o godz. 10.50, a teraz już życzę wam miłego wieczoru, drodzy słuchacze. Wszystkiego dobrego! Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/bsc)

31.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, w poniedziałek, 31 stycznia, na antenie Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. W sobotę powiedziałam, że spotkamy się dzisiaj wieczorem, ale tak wyszło, że w tym tygodniu zarówno rano jak i wieczorem będę z wami ja. Dzisiaj jest Międzynarodowy dzień Jubilera, Międzynarodowy Dzień Zebry, a w Polsce – Dzień Iluzjonisty. Teraz – odrobina historia, ale naprawdę odrobina:

(-)

31 stycznia 1918 r. zmarł Iwan Puluj – ukraiński fizyk i elektrotechnik, wynalazca, organizator nauki, publicysta, tłumacz Biblii na język ukraiński, działacz społeczny. Odkrył fundamentalne właściwości i naturę promieni katodowych, jest jednym z pierwszych odkrywców promieni X. Profesor i rektor Niemieckiej Wyższej Szkoły Technicznej w Pradze, radca państwowy ds. elektrotechniki Królestwa Czech i Margrabstwa Moraw. Członek rzeczywisty Towarzystwa Naukowego im. T. Szewczenki, honorowy członek Wiedeńskiego Towarzystwa Elektrotechnicznego.

(-)

2018 r. zmarł Leonid Kadeniuk – pierwszy kosmonauta niepodległej Ukrainy. w okresie od 19 listopada do 5 grudnia 1997 r. wziął udział w locie kosmicznym amerykańskim promem „Columbia” misji STS-87. każdy z kosmonautów miał swoje zadanie; Ukrainiec pełnił rolę naukowca-biologa.

(-)

Dzisiaj świętują: Maria, Ksenia, Atanazy, Cyryl, Eugeniusz, Dymitr i Maksym. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Wczoraj w olsztyńskiej parafii rozpoczął się I Eparchialny Kurs Ikonopisania. Co prawda, odbywa się on co roku od 2015 r., ale w tym roku otrzymał rangę eparchialnego. Najpierw kolędnicy zakolędowali, pomodlili się, a potem głos zabrał bp Arkadiusz:

– Jest mi bardzo milo, że właśnie kurs pisania ikon, który tu w parafii olsztyńskiej już dawno został zapoczątkowany, od tego roku przybiera nową nazwę: eparchialnego kursu ikonopisania. Bardzo dziękuję za to panu Janowi Kuryłowi, dziękuję ks. proboszczowi, za to, że może się on odbywać tutaj, w pomieszczeniach parafialnych. Również dziękuję s. Olenie za to, że podjęła się przeprowadzenia tego kursu dla tych, kto ma takie życzenie – czy uczyć się, czy kontynuować swoją naukę pisania ikon, bo to jest czymś bardzo ważnym, żebyśmy na różne sposoby odkrywali na swojej drodze Bożą drogę. Tu w sposób szczególny potrzebne są takie dwa przymioty: modlitwa i post. Każdy ikonopisca, gdy staje do pisania, to myślę, że też prosi Boga, żeby dał mu natchnienie, żeby ta ikona dla niego samego była natchnieniem, była powodem do zachwytu tym, co Boże, żeby odkrywać dla siebie naukę Jezusa.

Myśl ekscelencji kontynuował inicjator i organizator warsztatów Jan Kuryj:

– Zawsze mówiliśmy, że człowiek sam nie pisze ikony, tylko ikonę pisze Bóg ręką człowieka. Dlatego ta modlitwa, o której Ekscelencja mówił, jest bardzo pomocna. My zawsze, prowadząc warsztaty od początku, każdy dzień zaczynaliśmy modlitwą, a dopiero potem zaczynaliśmy pisać ikonę.
Wcześniej instruktorką ikonopisania była Joanna Pasławska-Kircio, a teraz jej dzieło kontynuuje s. Ołena:

– Mam zaszczyt brać udział razem z wami, bo też jestem uczestniczką, chociaż będę się dzielić tym, co już umiem, z wami i jest mi bardzo miło, że mam taką okazję jeszcze raz być w Olsztynie na ikonopisaniu. Ale dzisiaj zaprosiłam jeszcze jednego księdza na nasz kurs. Ekscelencjo, proszę pozwolić… Jest to ksiądz Jeremiasz Łomnicki.
I tu s. Olena na honorowym miejscu postawiła portret ks. Jeremiasza Łomnickiego. Dlaczego akurat jego? Tego dowiecie się wieczorem. Teraz przechodzimy do innych wiadomości. Delegacja Parlamentu Europejskiego od wczoraj przebywa z wizytą na Ukrainie, by zebrać informacje na temat kryzysu i groźby rosyjskiej interwencji. W 8-osobowej grupie eurodeputowanych z komisji spraw zagranicznych oraz podkomisji bezpieczeństwa i obrony jest dwóch Polaków – Radosław Sikorski i Adam Bielan. Wizyta potrwa do 2 lutego. Mówi Beata Płomecka:
(-) Korespondencja w języku polskim
Podczas wizyty deputowani mają również zaplanowane spotkania z członkami komisji Rady Najwyższej: spraw zagranicznych , bezpieczeństwa i obrony oraz integracji z Unią Europejską.
I na koniec – o niezwykłym uratowaniu żołnierza: zbiorek mitologii skandynawskiej wydawnictwa Żupańskiego uratował życie jednemu z ukraińskich żołnierzy, zatrzymując kulę. Opowiedział o tym na swoim profili na FB tłumacz, Witalij Krywonis, o czym pisze gazeta „Wysoki Zamek”. „Starsza Edda zatrzymała snajperską kulę. Nikt więcej nie ucierpiał”, – napisał, publikując zdjęcie uszkodzonej książki. Na razie nazwisko wojskowego, który uniknął śmierci dzięki miłości do literatury, nie jest znane. ŚMP starają się je ustalić. Swoją drogą w wydawnictwie powiedziano, że gdyby nawet nie sprzedano ani jednego egzemplarza tej książki, „mimo wszystko warto było ją wydać”.

Jak widzimy – cuda zdarzają się i na wojnie. Tym bardziej powinno to nas skłaniać ku temu, aby wierzyć w to co dobre, a nie w to co złe. I warto czytać książki. Za uwagę dziękuje Jarosława Chrunik; us lyszymy się o godz. 18.10, a teraz życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze. Wszystkiego dobrego! Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/bsc)

30.01.2022 – godz. 20.30 Magazyn (opis do dźwięku)

W programie „Od niedzieli do niedzieli” wita was Hanna Wasilewska.
(-)
Do ostatniego wagonu pociągu, który odjeżdża wskoczyli maturzyści Zespołu Szkół z ukraińskim jerzykiem nauczania w Górowie Iławeckim. W zeszłą sobotę, jeszcze w ówczesnych ograniczeniach sanitarnych, hucznie uczcili sto dni do matury. Co prawda gości było tym rzem niewielu, poza uczniami na studniówce bawili się rodzice i nauczyciele. Jak zawsze uczniowie przygotowali salę i ciekawy program artystyczny. Do Górowa z mikrofonem zawitał Sergiusz Petryczenko.

(-)
Studniówka odbywała się tradycyjnie, w sali sportowej szkoły. Za stołami zasiedli nauczyciele, uczniowie i ich rodzice. Świąteczny obiad pobłogosławił władyka Arkadiusz Trochanowski.
(-)
[błogosławieństwo, modlitwy, etc]
Dziewczęta wykonały taniec z korowajem
(-)
– W czym ta studniówka jest taka nietypowa?
– Wiele szkół w jakimś lokalu zawsze robi… my jesteśmy wyjątkowi w tym, że we własnej szkole, w sali robimy i nie sama studniówka jest najważniejsza, a najważniejsze są nasze przygotowania, kiedy razem się zbieramy, siedzimy cały tydzień, przygotowujemy salę, żeby to wyglądało teraz tak jak wygląda teraz.
– Czyj był pomysł na wystrój?
– To nasza wspólna decyzja, było wiele projektów, wybraliśmy tematykę zima i myślę, że dobrze wybraliśmy.
– Długo się przygotowywaliśmy; praktycznie cały rok przygotowywaliśmy ten program, dekoracje, przygotowywaliśmy wszystko, żeby było wszystkim komfortowo, żeby ładnie świętować i żeby to nie było jak jakaś dyskoteka tylko, żeby było bardzo oficjalnie, żebyśmy rozumieli, że jedziemy w dorosły świat, że to przygotowani do naszych matur, że teraz odpoczywamy, ale odpoczynek daje jakiś plus w naszym życiu.
– Czy myślicie o nauce i o egzaminach, które was czekają?

– Oj gdzieś tam zawsze z tyłu głowy musi być na nauka, ale teraz myślę, że jest czas na naukę, jest czas na zabawę, a po studniówce oczywiście przygotowujemy się do najważniejszego egzaminu naszego życia, czyli matury.
– [niezrozumiałe] więcej sił przyłożyć do nauki, trzeba przygotować się do matury i wszystko zrobić, żeby ją zdać.
– To taki czas nietypowy, w pandemii, czy to różni się od innych czasów. Jak myślisz?

– Pewnie, że się różni, teraz wszystko jest inne niż było, no ale trzeba jakoś dalej żyć. Daliśmy radę to jakoś zrobić, możemy po prostu z tego skorzystać.
– Czy jesteście gotowi do do tego egzaminu.
– Prawdę mówiąc, na 100% gotowym nie można być, ale skupiamy siły na tym, żeby zdać te przedmioty, które są nam potrzebne, żeby wybrać te gałęzie nauki, które będą dla nas ciekawe i dobrze będzie się ich uczyć.
(-)
Poniedziałek jak sobota, właśnie takim był dla najmłodszych parafian cerkwi greckokatolickiej w Olsztynie i ich rodziców. Dwie godziny maleństwa bawiły się, śpiewały, malowały jadły pierogi, a zaczęły od czerwonego dywanu jak prawdziwe gwiazdy hollywoodzkie bo każdy miał niepowtarzalny kostium. Nie zabrakło i ćwiczeń z rozwoju sensorycznego, które są podstawą dziecięcych zajęć Ołeny Kariwec:
(-)

– powiedz mi, kim jesteś dzisiaj.
– jestem syrenką.
– syrenką?
– tak
– a kto to syrenka, gdzie one mieszkają?
– w morze
– a co to u was za święto dzisiaj?
– bal przebierańców. Małanka dla dzieci.
(-)
Dzieci szczęśliwie bawiły się, szczególnie kiedy nastał czas ulubionych zajęć, jak np. Malowanie buziek. Pomocnice-plastunki pomagały uporać się z księżniczkami. Sofijka zamówiła sobie:

– motylka. Bardzo lubię fioletowy i różowy.
(-)
– kuchnia prawdziwa, pierogi na małance, wszystko prawdziwe jak u dorosłych. Jak wam podoba się takie święto?
– bardzo mi się podoba. Wcześniej nie przychodziliśmy, bo tak myślałam, że bardzo trudno, bo my w przedszkolu od rana do później pory – Katarzyna Hnatiuk – i myślałam, że będzie nam za ciężko i nie damy rady. I dlatego pierwszy raz, żeby tak popatrzeć, pobawić się troszkę i zdziwiona jestem, że to tak wygląda, że można coś zjeść. Myślę, że następnym razem też przyjdziemy. Będziemy się pomaleńku przyglądać i brać udział.

– przyprowadziła pani dzisiaj swojego syna, ile lat ma?
– 4 lata.
– jak mu się podoba?
– Tak trochę z boku przyglądam się, gdzieś tam po trochu planuje, żeby coś tam do dzieci podchodzić, bawić się. No następnym razem będzie śmielszy lepiej będzie. To dziecko, które potrzebuje troszkę czasu, żeby poznać się, jakoś tak bawić się, więc na pierwszy raz bardzo, bardzo fajnie.
– Tu zajęcia odbywają się po ukraińsku, chociaż jak dziecko nie rozumie, to pani Ołena po polsku może coś przetłumaczyć i podpowiedzieć, żeby dziecko nie stresowało się, nie bało się tu przebywać, adaptowało się, czy w waszej rodzinie mówi się po ukraińsku?

– u nas tak słabo, nie rozmawiamy, bo mój mąż jest Polakiem i w domu rozmawiamy po polsku. Dlatego dla mnie jest bardzo ważne, żeby on był z dziećmi, słuchał języka, żeby jak znacznie chodzić do szkoły nie stresował się, żeby to było bezpieczne dla niego. Dla nas zajęcia w cerkwi, dla mnie to nie jest nic nowego, bo starszy syn jest w Suziraiczku, więc młodszy zna i salę i cerkiew, i on przyszedł tak śmiało,a le widzę, że się trochę rozgląda, ale myślę, że będzie coraz lepiej. Takie przedszkole…to bardzo fajna inicjatywa.
(-)
– Aneczko powiedz proszę, kim ty dzisiaj jesteś?
– Mija
– A kto to taki? Ja nie wiem
– Elfy
– Taka piękna, a co masz na głowie?
– To opaska

– Tak pięknie śpiewałaś piosenkę o Mikołaju, lubisz o Mikołaju śpiewać?
– Lubię Mikołaja
– A za co?
– Prezenty przynosi pod choinkę nocą.
– …Kasia, Ania już 2 miesiąc przyjeżdża na zajęcia co tydzień i jest bardzo zadowolona, że tu przyjeżdża… bajki jakieś… o rękawiczce, za każdym razem coś jej się spodobało i przypomina sobie, wspomina, że ona chce jeszcze raz przyjechać.
– Jak wraca z zajęć, coś opowiada, wspomina?
– Jak wie, że ma nauczyć się piosenki o Mikołaju, to całą drogę zanim wrócimy do domu puszczamy w aucie na cały głos i ona sobie przypomina słowa, więc po drodze nauczyła się słów tej pieśni.

– Język ukraiński już zaczyna się na tych zajęciach, dla niej taka jest nauka.
– Tak, to takie pierwsze, prawdziwy język ukraiński. Więcej rozumie, więcej coś wie, słowa, jakieś pojedyncze słowa…rękawiczka, niebieski, szary, żółty, uczy się śpiewać po ukraińsku, gdzie nie znała słów…

– Planujecie kontynuować w szkole naukę języka ukraińskiego, czyli punkty nauczania języka ukraińskiego w Olsztynie.
– Planujemy jak będzie to kontynuowane, bo to na to wszystko muszą być pieniądze z ministerstwa, żeby były te lekcje języka ukraińskiego. Jak będzie okazja, tak.
(-)
Święto miało miejsce w poniedziałek w ramach zajęć rozwoju sensorycznego, ale nie wszyscy chętni mogli przyjechać. Natomiast wszystko udało się – odetchnęła z ulgą organizatorka Ołena Kariwec.
– Wszystko udało się, wszystko zgodnie z planem naprawdę. Wiele dzieci nie przyszło, bo kwarantanny, bo w ostatniej chwili zachorowały, ale ja uważam, że na naszą parafię15 dzieci to dobra liczba i jestem zadowolona; dzieci też mam nadzieje są zadowolone, to najważniejsze. Doświadczenie pokazuje, że przychodzi coraz więcej dzieci i sama nie mogę uporać się z pracą i dziećmi na takich większych sprawach jak Małaneczka; w tym pomogły olsztyńskie plastunki: Emilia Sokół i Nastia Lawer, które aktywnie próbują działać w Olsztynie i przyłączają się do takich akcji. Znowu jakieś połączenie. To nie tylko spotkania dzieci. Przyprowadzają je rodzice i to także spotkania rodziców; razem rozmawiamy i zbieramy się w parafii. Niebawem czas bożonarodzeniowy będzie się kończyć i trzeba było gdzieś tam podsumować ten radosny czas Bożego Narodzenia.
(-)
– Patrzę pierogi na stole, prawdziwy stół na Małankę.
– Tak, to dzięki babci Emilii, tak, że ona postarała się, żeby przygotować dla wszystkich dzieci pierogi.
– Z czym one?
– Z ziemniakami, a drugie z serem.

– Czyj to pomysł, żeby przygotować pierogi na dziecięcą Małankę?
– To wyszło od naszej pani Ołeny, czy ktoś zrobi. Tak my skłonni jesteśmy to zrobić i to udało się. Ktoś przyniósł coś innego, i wszyscy razem wszystko wspólne za stołem.
– Dzisiaj dla wszystkich było coś słodkiego zrobionego rękami mamy.
– Tak, to żona zrobiła. Wszystkim spodobało się i byli zadowoleni. Tata zadowolony i dzieci zadowolone. Wszyscy zadowoleni. Obrze spędzony czas, to zawsze przyjemne.
– W domu świętowaliście Małankę w tym roku?

-Można powiedzieć tak lekko, trochę pracowaliśmy i trochę nie było możliwości, ale pamiętamy.
(-)
– Nazywam się Orest, to jest Borys i na sali jest Ołeksandr.
– Ile mają wszyscy lat, poza tatą?
– Borys ma rok, Ołeksandr ma 4 lata i my jesteśmy tu dzisiaj po raz pierwszy. Mama także jest, bo my dzielimy się młodszym i starszym.
– Jak podjęliście decyzje przyjść na małankę z takimi maleńkimi dziećmi?
– Tak sobie pomyśleliśmy, że kiedyś trzeba ten proces integracji zacząć, z kulturą, z cerkwią samą w sobie. Często w weekendy pracuję, rodzina jedzie do rodziców, i w niedzielę jak jest nabożeństwo to jesteśmy w cerkwi gdzie indziej. Ale teraz przez covid i inne historie możemy częściej być tutaj i dowiedzieliśmy się, że robią takie rzeczy dla dzieci i dzisiaj po pracy prosto przyjechaliśmy spróbować jak syn pierwszy raz będzie się czuć.
– Oczywiście młodszy – 1 rok – to za mało dla takich zabaw, natomiast starszy może adaptować się i jakoś przywykać do tej maleńkiej wspólnoty i zajęć po ukraińsku. Czy ona rozbrzmiewa w waszym domu i dziecko tu rozumie co się odbywa.
– Moja mama była nauczycielką języka ukraińskiego, my na co dzień próbujemy przekazywać ten język i tę kulturę, żeby miały one kontakt na co dzień. Oczywiście babcia trochę więcej. Wiele mówimy też w domu po polsku, żeby takich problemów w przedszkolu nie miał z komunikacją z małymi dziećmi, bo jak Ołeksandr tak miał z półtora roku, to niego mówiliśmy tylko po ukraińsku, potem jak poszedł do przedszkola to był problem, jak pani do niego coś tam mówiła normalnie po polsku, on odpowiadał „diakuju”; oni też nie rozumieli, że tata przyjdzie i tak jakby dawkujemy to wszystko i my tak pomyśleliśmy, że jak tu są takie zajęcia dla dzieci, to zaczniemy po prostu przychodzić.
(-)
– Trzeba tylko chcieć, ci którzy chcieli, wykazali trochę siły i odwagi, to i po pracy, kto chciał skorzystać, że tutaj jest takie spotkanie dla dzieci. Tylko to wiele sił na pewno kosztuje, według mnie to od nas samych zależy, bo kto tworzy inicjatywy, no myl jak sobie samy stworzymy to nie będzie na co narzekać.
Nie myli się ten, kto nic nie robi – mówi przysłowie, bo naprawdę nie ma sposoby, by coś robić wartościowego i cennego, i się nie pomylić. Kto działa, ten się myli i to bez przesady i wyjątków, więc mówcie po ukraińsku, a błędy analizujcie i poprawiajcie. Zaczynamy.
[lekcja języka ukraińskiego]
Język ukraiński, jest jak muzyka dla duszy, a ukraińska muzyka to podwójne zadowolenie, zna się na tym Roman Bodnar:
[parada hitów Romana Bodnara]

Tym kończymy nasz program. Przygotowali go: Sergiusz Petryczenko, Roman Bodnar i Hanna Wasilewska. Dziękujemy za uwagę i zapraszamy do radioodbiorników za tydzień. Wszystkiego dobrego. (dw/an)

29.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, szanowni słuchacze, w sobotę, 29 stycznia, na antenie Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Dziś mijają 104 lata Bitwy pod Krutami – jednej z najboleśniejszych ran Ukrainy.

(-)

W tym szczególnym dniu swój dzień anioła obchodzą: Neonila, Symon, Piotr i Maksym, a z nimi świętują urodzeni 29 stycznia. Chociaż sądzę, że świętowanie będzie raczej symboliczne, albo zostanie przełożone na inny dzień. Wszystkiego najlepszego!

(-)

29 stycznia – to tragiczna, krwawa, a jednocześnie heroiczna karta historii Ukrainy. Rana, która nigdy się nie zagoi, dlatego że w obronie ojczyzny stanęły praktycznie dzieci, nawet piętnastoletnie. To były ukraińskie Termopile. 103 lata temu na Kijów szli bolszewicy. Żołnierze garnizonu stolicy odmówili obrony miasta – pod wpływem wrogiej propagandy ogłosili neutralność. W obronie ojczyzny stanęli kursanci szkoły wojskowej i ochotnicy kurenia studenckiego. Spotkali się z wrogiem przy stacji kolejowej Kruty. Wojsko ukraińskie to było około 250 oficerów i kursantów, 110 osób studenckiego kurenia i 70 wolnych kozaków. Razem – 400 bagnetów, 16 karabinów i jedna armata. Armia bolszewików – to ponad 3500 żołnierzy, 12 armat i dwa pociągi pancerne. Przez ponad pięć godzin młodzi Ukraińcy powstrzymywali atak rosyjskich bolszewików, zadając wrogowi znacznych strat. Wieczorem ataki czerwonoarmistów nasiliły się, a Ukraińcom zaczęło brakować nabojów. O zmierzchu wojsko ukraińskie wycofało się do stacji i ruszyło na Kijów. Bolszewicy rozstrzelali 28 wziętych do niewoli chłopców, przedtem znęcając się nad nimi i torturując.

Ogólne straty Ukraińców w bitwie to około 260 zabitych, rannych i wziętych do niewoli. Co do strat bolszewików – nie ma wiarygodnych danych; różne źródła podają, że były one kilkukrotnie większe, niż ukraińskie.

Bitwa pod Krutami na zawsze weszła do historii Ukrainy jako symbol ofiarności i idealizmu, ale jednocześnie – jako symbol nieumiejętnego planowania strategicznego.

Czy Ukraińcy wyciągnęli wnioski z tamtych wydarzeń, jeśli po Krutach była i utrata niepodległości, i Wielki Głód, i komunizm na Ukrainie, a potem – Majdan – Pomarańczowa Rewolucja i Rewolucja Godności – i znowu wojna z Rosją? Co myślą o tym Ukraińcy? Mówi przewodniczący olsztyńskiego oddziału ZUwP, Stefan Migus:

– Jednoznacznie bardzo trudno powiedzieć, czy Ukraińcy zastanawiają się nad tym, co odbywało się i 100 lat temu, i co działo się 2014 r. na Majdanie, i jest teraz kontynuacją walki o prawdziwie niepodległą Ukrainę. Część z pewnością ma w sercu, w duszy swój kraj. Dowodem na to jest choćby to, że młodzi chłopcy jeszcze tego 2014 r. poszli jako ochotnicy walczyć o niepodległość Ukrainy na Donbas. Ale są i tacy, których nawet znamy, że uciekają za granicę, żeby nie stanąć w obronie Ojczyzny. Warto, żeby poczytali tę historię – i o Krutach, i o wszystkich zrywach Ukraińców – od Krut po dzień dzisiejszy; zwłaszcza ubiegły wiek: II wojna światowa, przed II wojną światową i po niej. Trzeba sobie po prostu uświadomić, że jeśli nie my sami będziemy sobie zawdzięczać wyzwolenie czy wolność Ukrainy, a ktoś kto nam w tym pomoże, to ten ktoś zechce być współgospodarzem naszej (w naszym wypadku – duchowej) ojczyzny być.

(-)

Czy odrobili lekcję z Bitwy pod Krutami Ukraińcy? Mówi była nauczycielka, Helena Kostyszyn:
– Czy wynieśli lekcję? Myślę, że dla inteligencji jest to bardzo ważna sprawa, że ludzie mają do czego odwołać się, do tego co kiedyś ludzie robili. Nasza historia jest bardzo ważna i bardzo bogata w sytuacje i tragiczne i bardzo przyjemne. Wydaje mi się, że my, Ukraińcy, powinniśmy teraz brać przykład z państwa polskiego. Oni powracają do tych ważnych momentów i przypominają ludziom, co było ważnego w historii Polski. Dlaczego my nie powracamy? Może na Ukrainie tak bywa, ludzie coraz bardziej są świadomi tego, co kiedyś się odbywało, ale tu u nas, w Polsce, trzeba ten temat podnosić. Bo my naprawdę bardzo mało znamy historię naszej Ukrainy.

(-)

Doktor nauk historycznych Państwowego Uniwersytetu Kijowskiego im. T. Szewczenki Iwan Patrylak mówi, że „Kruty uczą nas tego, że przy braku konsolidacji społecznej czy konsolidacji wysiłków większości społeczeństwa, bohaterstwo setek czy tysięcy ludzi będzie piękną, wyrazistą stronicą w naszej historii, ale zakończy się tragicznie. Ofiarność tysięcy nie może zastąpić ofiarnej pracy i konsolidacji dziesiątka milionów” – trafnie zauważył profesor. Jest to szczególnie ważne obecnie, gdy wzdłuż całej granicy z Rosją znowu stoi armia tego samego wroga, który gotowy jest w każdej chwili wtargnąć na całe terytorium Ukrainy. Miejmy nadzieję, że przy wsparciu Ukrainy przez społeczność międzynarodową najgorszy scenariusz nie zostanie wcielony w życie.

Dzisiaj dziękuję wam już za uwagę, była z wami Jarosława Chrunik. Usłyszymy się w poniedziałek wieczorem, a teraz życzę wam udanego weekendu, drodzy słuchacze. Wszystkiego dobrego! Chrystus się narodził! Chwalmy Go!

28.01.2022 – godz. 18. 10 (opis do dźwięku)

Ten tydzień dla olsztyńskiej parafii katedralnej rozpoczął się od Małanki. I chociaż święto było zorganizowane dla dzieci, nie zabrakło na nim „dorosłych” ukraińskich tradycji. Fajerwerki, wspólny stół z prawdziwymi pierogami, śpiew, tańce i kostiumy. Wszystko to przygotowali rodzice dzieci na czele z Ołeną Kariwec. A jeszcze pomogły plastunki. O integracji i inicjatywności parafian w Olsztynie rozmawiałam z gośćmi wydarzenia. Na antenie program „Od A do Z”, z wami jest Hanna Wasilewska. Zaczynamy.
(-)
Małanka zakończyła cykl zimowych świąt w olsztyńskiej parafii. Święto miało miejsce w poniedziałek w ramach zajęć rozwoju sensorycznego, ale nie wszyscy chętni mogli przyjechać. Natomiast wszystko udało się – odetchnęła z ulgą organizatorka Ołena Kariwec.
– Wszystko udało się, wszystko zgodnie z planem naprawdę. Wiele dzieci nie przyszło, bo kwarantanny, bo w ostatniej chwili zachorowały, ale ja uważam, że na naszą parafię15 dzieci to dobra liczba i jestem zadowolona; dzieci też mam nadzieje są zadowolone, to najważniejsze. Doświadczenie pokazuje, że przychodzi coraz więcej dzieci i sama nie mogę uporać się z pracą i dziećmi na takich większych sprawach jak Małaneczka; w tym pomogły olsztyńskie plastunki: Emilia Sokół i Nastia Lawer, które aktywnie próbują działać w Olsztynie i przyłączają się do takich akcji. Znowu jakieś połączenie. To nie tylko spotkania dzieci. Przyprowadzają je rodzice i to także spotkania rodziców; razem rozmawiamy i zbieramy się w parafii. Niebawem czas bożonarodzeniowy będzie się kończyć i trzeba było gdzieś tam podsumować ten radosny czas Bożego Narodzenia.
(-)
– Patrzę pierogi na stole, prawdziwy stół na Małankę.
– Tak, to dzięki babci Emilii, tak, że ona postarała się, żeby przygotować dla wszystkich dzieci pierogi.
-Z czym one?
– Z ziemniakami, a drugie z serem.

– Czyj to pomysł, żeby przygotować pierogi na dziecięcą Małankę?
– To wyszło od naszej pani Ołeny, czy ktoś zrobi. Tak my skłonni jesteśmy to zrobić i to udało się. Ktoś przyniósł coś innego, i wszyscy razem wszystko wspólne za stołem.
– Dzisiaj dla wszystkich było coś słodkiego zrobionego rękami mamy.
– Tak, to żona zrobiła. Wszystkim spodobało się i byli zadowoleni. Tata zadowolony i dzieci zadowolone. Wszyscy zadowoleni. Obrze spędzony czas, to zawsze przyjemne.
– W domu świętowaliście Małankę w tym roku?

– Można powiedzieć tak lekko, trochę pracowaliśmy i trochę nie było możliwości, ale pamiętamy.
(-)
– Nazywam się Orest, to jest Borys i na sali jest Ołeksandr.
– Ile mają wszyscy lat, poza tatą?
– Borys ma rok, Ołeksandr ma 4 lata i my jesteśmy tu dzisiaj po raz pierwszy. Mama także jest, bo my dzielimy się młodszym i starszym.
–  Jak podjęliście decyzje przyjść na Małankę z takimi maleńkimi dziećmi?
– Tak sobie pomyśleliśmy, że kiedyś trzeba ten proces integracji zacząć, z kulturą, z cerkwią samą w sobie. Często w weekendy pracuję, rodzina jedzie do rodziców, i w niedzielę jak jest nabożeństwo to jesteśmy w cerkwi gdzie indziej. Ale teraz przez COVID-19 i inne historie możemy częściej być tutaj i dowiedzieliśmy się, że robią takie rzeczy dla dzieci i dzisiaj po pracy prosto przyjechaliśmy spróbować jak syn pierwszy raz będzie się czuć.
– Oczywiście młodszy – 1 rok – to za mało dla takich zabaw, natomiast starszy może adaptować się i jakoś przywykać do tej maleńkiej wspólnoty i zajęć po ukraińsku. Czy ona rozbrzmiewa w waszym domu i dziecko tu rozumie co się odbywa.
– Moja mama była nauczycielką języka ukraińskiego, my na co dzień próbujemy przekazywać ten język i tę kulturę, żeby miały one kontakt na co dzień. Oczywiście babcia trochę więcej. Wiele mówimy też w domu po polsku, żeby takich problemów w przedszkolu nie miał z komunikacją z małymi dziećmi, bo jak Ołeksandr tak miał z półtora roku, to niego mówiliśmy tylko po ukraińsku, potem jak poszedł do przedszkola to był problem, jak pani do niego coś tam mówiła normalnie po polsku, on odpowiadał „diakuju”; oni też nie rozumieli, że tata przyjdzie i tak jakby dawkujemy to wszystko i my tak pomyśleliśmy, że jak tu są takie zajęcia dla dzieci, to zaczniemy po prostu przychodzić.
(-)
– Trzeba tylko chcieć, ci którzy chcieli, wykazali trochę siły i odwagi, to i po pracy, kto chciał skorzystać, że tutaj jest takie spotkanie dla dzieci. Tylko to wiele sił na pewno kosztuje, według mnie to od nas samych zależy, bo kto tworzy inicjatywy, no myl jak sobie samy stworzymy to nie będzie na co narzekać.
Nie myli się ten, kto nic nie robi – mówi przysłowie, bo naprawdę nie ma sposoby, by coś robić wartościowego i cennego, i się nie pomylić. Kto działa, ten się myli i to bez przesady i wyjątków, więc mówcie po ukraińsku, a błędy analizujcie i poprawiajcie. Zaczynamy.

[lekcja języka ukraińskiego]

I to wszystko na dzisiaj. W programie „Od A do Z” usłyszmy się za tydzień. Z wami była Hanna Wasilewska. Usłyszmy się na falach Polskiego Radia Olsztyn. Bywajcie.

28.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, w piątek, 28 stycznia na antenie Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Czy wiecie, że dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Konstruktora „Lego”? Jak dzieci będą go obchodzić? Ciekawie byłoby się dowiedzieć. Dzisiaj w kalendarzu historycznym mamy wydarzenie „kosmiczne”:
(-)
28 stycznia 1951 roku urodził się Leonid Kadeniuk – ukraiński astronauta, pierwszy kosmonauta niepodległej Ukrainy. Leonid Kadeniuk poleciał w kosmos w składzie załogi amerykańskiej promem Columbia.
(-)
1920 r. zmarł Panas Myrnyj (w rzeczywistości – Panas Rudczenko). Gdy w 1914 r. zakazano uczczenia pamięci Tarasa Szewczenki, pisarz w odezwie napisanej z tego powodu, wyraził głęboki protest i oburzenie działaniami władzy rosyjskiej. Trudno się dziwić, że już 1915 r. policja poszukuje „osoby podejrzanej politycznie” – Panasa Myrnego.
(-)
Z życzeniami, kwiatami i prezentami wybierzemy się dzisiaj do Ołeny, Gabriela, Herasyma, Pawła i tych, kto urodził się 28 stycznia. Wszystkiego najlepszego!
(-)
Tak wyszło, że dzisiejsze wiadomości będą o modlitwie i wojnie. W „Tygodniu modlitw o jedność chrześcijan” w rzymskokatolickim kościele św. Maksymiliana Kolbe na Wilanowie w Giżycku zorganizowano wspólną modlitwę i kolędowanie z udziałem duchowieństwa i wiernych – przedstawicieli pięciu chrześcijańskich konfesji: grekokatolików, rzymokatolików, ewangelików, pięćdziesiątników i baptystów, – czytamy na stronie cerkiew.eu. Proboszcz parafii greckokatolickiej Trójcy Przenajświętszej w Giżycku ks. Wasyl Parasiuk OSBM i chór „Kamerton” oraz parafianie wzięli aktywny udział w tegorocznym wydarzeniu modlitewnym. Tradycja wspólnych modlitw ekumenicznych w Giżycku trwa już ponad dwie dekady, prawie od samego początku istnienia cerkwi greckokatolickiej w Giżycku.

(-)

Wczoraj w Wilnie odbyły się konsultacje prezydenckich doradców do spraw bezpieczeństwa i spraw zagranicznych z Polski, Litwy, Łotwy i Estonii.
Szef Biura Polityki Międzynarodowej Jakub Kumoch powiedział Polskiemu Radiu, że konsultacjami zainteresowana była strona polska.
(-) Korespondencja w języku polskim

Szef BBN zapowiedział, że Polska i kraje bałtyckie będą zabiegać na forum NATO i UE o zdecydowane działania w związku z możliwą rosyjską inwazją Rosji na Ukrainę.

Były ambasador Polski na Ukrainie Jan Piekło wskazuje na potrzebę solidarności z Ukrainą wszystkich państw NATO. Sejm przyjął wczoraj uchwałę dotyczącą solidarności z Ukrainą, a także uchwałę w sprawie wezwania państw członkowskich Paktu Północnoatlantyckiego oraz Unii Europejskiej do wsparcia dla Kijowa w obliczu działań i możliwej agresji Rosji. Jan Piekło mówił w Programie 3 Polskiego Radia, że prezydent Rosji testuje obecnie zdolności sojusznicze państw NATO:
(-) Wypowiedź w języku polskim

Brytyjczycy mogą wysłać żołnierzy i personel wojskowy na wschodnią flankę NATO, nie czekając na agresję ze strony Moskwy – donoszą brytyjskie media. To byłoby zaostrzenie stanowiska. Wcześniej Londyn deklarował, że zrobi to dopiero wtedy, gdyby Rosja uderzyła na Ukrainę. Informuje Adam Dąbrowski:

(-) Korespondencja w języku polskim

We Lwowie uczą udzielania pomocy medycznej. Od następnego tygodnia treningi udzielania pierwszej pomocy medycznej startują we wszystkich rejonach Lwowa. Dzisiaj komitet wykonawczy Lwowskiej Rady Miejskiej uchwali Program Obrony Mieszkańców. Od czwartku, 27 stycznia we Lwowie ruszyły szkolenia dla urzędników rady miejskiej i pracowników przedsiębiorstw komunalnych z udzielania pomocy przedmedycznej (wcześniej ruszyły szkolenia z broni strzeleckiej). Pierwsze treningi odbyły się w sali sesyjnej Lwowskiej Rady Miejskiej; prowadzi je była urzędniczka merostwa, a obecnie – przedstawicielka Maltańskiej Służby Pomocy Olena Hołyszewa. I tak jest w istocie w całej Ukrainie.

Sytuacja jest więc taka: sojusznicy wspierają i dają broń, a Ukraińcy modlą się, zachowują spokój i uczą się strzelać. Czyli wszystko jest jak należy. Nasz program zbliża siędo końca, przygotowała go i poprowadziła Jarosława Chrunik. Usłyszymy się jutro o tej samej porze. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/bsc)

27.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Witam was drodzy słuchacze. Z wami jest Hanna Wasilewska. Na antenie program „Ukraina w świecie, Świat o Ukrainie. Dzisiaj, jak obiecałam, opowiem o małance w parafii greckokatolickiej w Olsztynie. Dziecięce święto szczęśliwie obchodziły dzieci i ich rodzice.. Jak było i czy wszyscy byli zadowoleni, słuchajcie w programie.
(-)
Poniedziałek jak sobota, właśnie takim był dla najmłodszych parafian cerkwi greckokatolickiej w Olsztynie i ich rodziców. Dwie godziny maleństwa bawiły się, śpiewały, malowały jadły pierogi, a zaczęły od czerwonego dywanu jak prawdziwe gwiazdy hollywoodzkie bo każdy miał niepowtarzalny kostium. Nie zabrakło i ćwiczeń z rozwoju sensorycznego, które są podstawą dziecięcych zajęć Ołeny Kariwec:
(-)

-powiedz mi, kim jesteś dzisiaj.

-jestem syrenką.

-syrenką?

-tak

-a kto to syrenka, gdzie one mieszkają?

-w morze.

-a co to u was za święto dzisiaj?

-bal przebierańców. Małanka dla dzieci.
(-)
Dzieci szczęśliwie bawiły się, szczególnie kiedy nastał czas ulubionych zajęć, jak np. Malowanie buziek. Pomocnice-plastunki pomagały uporać się z księżniczkami. Sofijka zamówiła sobie:

-motylka. Bardzo lubię fioletowy i różowy.
(-)
-kuchnia prawdziwa, pierogi na małance, wszystko prawdziwe jak u dorosłych. Jak wam podoba się takie święto?
-bardzo mi się podoba. Wcześniej nie przychodziliśmy, bo tak myślałam, że bardzo trudno, bo my w przedszkolu od rana do później pory – Katarzyna Hnatiuk – i myślałam, że będzie nam za ciężko i nie damy rady. I dlatego pierwszy raz, żeby tak popatrzeć, pobawić się troszkę i zdziwiona jestem, że to tak wygląda, że można coś zjeść. Myślę, że następnym razem też przyjdziemy. Będziemy się pomaleńku przyglądać i brać udział.

-przyprowadziła pani dzisiaj swojego syna, ile lat ma?

-4 lata.

-jak mu się podoba?

-Tak trochę z boku przyglądam się, gdzieś tam po trochu planuje, żeby coś tam do dzieci podchodzić, bawić się. No następnym razem będzie śmielszy lepiej będzie. To dziecko, które potrzebuje troszkę czasu, żeby poznać się, jakoś tak bawić się, więc na pierwszy raz bardzo, bardzo fajnie.
-Tu zajęcia odbywają się po ukraińsku, chociaż jak dziecko nie rozumie, to pani Ołena po polsku może coś przetłumaczyć i podpowiedzieć, żeby dziecko nie stresowało się, nie bało się tu przebywać, adaptowało się, czy w waszej rodzinie mówi się po ukraińsku?

-u nas tak słabo, nie rozmawiamy, bo mój mąż jest Polakiem i w domu rozmawiamy po polsku. Dlatego dla mnie jest bardzo ważne, żeby on był z dziećmi, słuchał języka, żeby jak znacznie chodzić do szkoły nie stresował się, żeby to było bezpieczne dla niego. Dla nas zajęcia w cerkwi, dla mnie to nie jest nic nowego, bo starszy syn jest w Suziraiczku, więc młodszy zna i salę i cerkiew, i on przyszedł tak śmiało,a le widzę, że się trochę rozgląda, ale myślę, że będzie coraz lepiej. Takie przedszkole…to bardzo fajna inicjatywa.
(-)
-Aneczko powiedz proszę, kim ty dzisiaj jesteś?
-Mija.

-A kto to taki? Ja nie wiem.

-Elfy

-Taka piękna, a co masz na głowie?
-To opaska.

-Tak pięknie śpiewałaś piosenkę o Mikołaju, lubisz o Mikołaju śpiewać?
-Lubię Mikołaja.
-A za co?
-Prezenty przynosi pod choinkę nocą.
-…Kasia, Ania już 2 miesiąc przyjeżdża na zajęcia co tydzień i jest bardzo zadowolona, że tu przyjeżdża…bajki jakieś…o rękawiczce, za każdym razem coś jej się spodobało i przypomina sobie, wspomina, że ona chce jeszcze raz przyjechać.
-Jak wraca z zajęć, coś opowiada, wspomina?
-Jak wie, że ma nauczyć się piosenki o Mikołaju, to całą drogę zanim wrócimy do domu puszczamy w aucie na cały głos i ona sobie przypomina słowa, więc po drodze nauczyła się słów tej pieśni.

-Język ukraiński już zaczyna się na tych zajęciach, dla niej taka jest nauka.
-Tak, to takie pierwsze, prawdziwy język ukraiński. Więcej rozumie, więcej coś wie, słowa, jakieś pojedyncze słowa…rękawiczka, niebieski, szary, żółty, uczy się śpiewać po ukraińsku, gdzie nie znała słów…

-Planujecie kontynuować w szkole naukę języka ukraińskiego, czyli punkty nauczania języka ukraińskiego w Olsztynie.
-Planujemy jak będzie to kontynuowane, bo to na to wszystko muszą być pieniądze z ministerstwa, żeby były te lekcje języka ukraińskiego. Jak będzie okazja, tak.

Póki dzieci bawiły się, rodzice obserwowali i rozmawiali. To jeszcze jedno ważne zadanie inicjatywy Ołeny Kariwec. Ale o tym porozmawiamy już jutro. Teraz czas na żarty.
[humoreska]

Tym kończymy nasz program. Przygotowała go i poprowadziła Hanna Wasilewska. Dziękuję za towarzystwo i zapraszam do radioodbiorników jutro o tradycyjnej porze. Bądźcie zdrowi. (dw/bsc)

27.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, w czwartek, 27 stycznia na antenie Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Dzisiaj jest Międzynarodowy dzień Holokaustu. Ukrinform podaje wierzenia ludowe, dotyczące 27 stycznia. Dzisiaj nie można siedzieć bezczynnie, długo spać i ignorować zwierząt domowych. Co prawda, nie podano przyczyny tych zakazów, ale uważam, że to nie takie ważne, bo nasi słuchacze nie śpią długo, nie siedzą bezczynnie i nie ignorują zwierząt domowych.
(-)
27 stycznia 1790 r. urodził się Petro Hułak-Artemowskyj – ukraiński poeta, bajkopisarz; był jednym z liderów kola Romantyków Charkowskich. Wprowadził do literatury ukraińskiej gatunek ballady romantycznej. Jego najlepsze utwory w języku ukraińskim napisane są w duchu estetyki realizmu oświeceniowego.

(-)

1841 r. urodził się Archyp Kuindżi – ukraiński malarz-pejzażysta, pedagog (greckiego pochodzenia z północnych terenów Morza Azowskiego). Nowatorstwo kolorystyczne i efekty świetlne w obrazach Kuindżi bardzo cenił Michał Wróbel, uważał go za swego nauczyciela kolorystyki.

(-)

1911 r. urodził się Iwan Honczar, ukraiński rzeźbiarz, malarz, grafik. Pracował w dziedzinie plastyki sztalugowej i monumentalnej. Rzeźby Honczara charakteryzują się odważnym modelowaniem form, dynamiczną kompozycją, a portrety mają wyraźnie określone charaktery. (-)

(-)

1915 r. urodził się Jakub Hnizdowski – amerykański malarz ukraińskiego pochodzenia, grafik, ceramik, znawca sztuki. Wykonal Ex-libris Harvard College Ukrainian Seminar, którego część stanowi logo Instytutu Ukrainoznawstwa w Harwardzie.

(-)

1927 r. urodził się Oleksa Tychyj, ukraiński dysydent, obrońca praw człowieka, językoznawca, członek-założyciel Ukraińskiej Grupy Helsińskiej. Występował w obronie języka ukraińskiego. Zmarł w więzieniu. (-)

Dzisiaj imieniny obchodzą: Nina, Mojżesz, Paweł, Adam, Sergiusz, Makary, Marek, Eliasz i świętują też urodzeni 27 stycznia. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Wczoraj był dzień modlitwy i postu w intencji pokoju na Ukrainie i na świecie w obliczu zagrożenia wojną na wielką skalę wywołaną przez Rosję. Na apel papieża Franciszka modlono się we wszystkich świątyniach; w Olsztynie były dwie liturgie. Modlili się też rzymokatolicy. W archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie przewodniczący Zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie ksiądz Leszek Kryża powiedział, że wojna w ostatecznym rozrachunku zawsze jest porażką ludzkości. W Dniu modlitwy i postu duchowny przewodniczył mszy świętej w intencji pokoju na Ukrainie. Wzięli w niej udział między innymi członkowie Wspólnoty „Opoka” z Ukrainy, Białorusi, Rosji i Kazachstanu.
Ksiądz Leszek Kryża podkreślił w homilii, że powołaniem ludzkości jest pokój:
(-) Wypowiedź w języku polskim

Duszpasterz podkreślił, że wierni modlili się o odmianę ludzkiego serca:
(-) Wypowiedź w języku polskim

Duchowny dodał, że „w szczególnej modlitwie w intencji pokoju łączymy się dziś z całym światem”:
(-) Wypowiedź w języku polskim

W intencji pokoju na Ukrainie modlono się też na wieczornej mszy świętej w archikatedrze lubelskiej. „Nasza modlitwa to wyraz solidarności ze społeczeństwem ukraińskim” – powiedział proboszcz parafii greckokatolickiej w Lublinie ksiądz mitrat Stefan Batruch:
(-)
Niezależnie od modlitwy Czechy przekażą Ukrainie 4 tysiące pocisków artyleryjskich – zdecydował tamtejszy rząd. Ma to wzmocnić potencjał obronny kraju w związku z koncentracją rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą. Mówi z Pragi Wojciech Stobba:

(-) Korespondencja w języku polskim

Na koniec – wydarzenie anegdotyczne, ale naprawdę się zdarzyło. O Robin Hoodzie-nieudaczniku. Napisało o nim już kilka wydań. Gdyby nie namiętność do gier, mógłby zostać bohaterem Ukrainy. Nietypowy złodziej z Czerwonohradu ośmielił się ograbić pomieszczenie sądu i odkrył w sejfie „najsprawiedliwszej sędzi” Ukrainy 120 tysięcy dolarów. Zszokowany i uszczęśliwiony złodziej nie zniósł takiego szczęścia i udał się do kasyna „pomnażać” zdobyty majątek. Tam też go namierzono. A mógłby dyskretnie rozsypać chociaż część przed tym sądem – dla przechodzących tamtędy. Dostałby wtedy ogólnonarodową sławę Robin Hooda. „Ciekawe, skąd w sejfie znalazły się takie pieniądze? Czyżby „nakolędowała”?”, – pyta z kolei „Wysokyj Zamek”.

Nie dam odpowiedzi na to pytanie, natomiast spróbuje sobie przynajmniej fizycznie wyobrazić taką kwotę, więc żegnam się z wami do jutra. A może wiatr przyniesie komuś z was choć jeden taki tysiąc? Była z wami Jarosława Chrunik. Życzę wam teraz miłego dnia, drodzy słuchacze! Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/bsc)

27.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, w czwartek, 27 stycznia na antenie Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Dzisiaj jest Międzynarodowy dzień Holokaustu. Ukrinform podaje wierzenia ludowe, dotyczące 27 stycznia. Dzisiaj nie można siedzieć bezczynnie, długo spać i ignorować zwierząt domowych. Co prawda, nie podano przyczyny tych zakazów, ale uważam, że to nie takie ważne, bo nasi słuchacze nie śpią długo, nie siedzą bezczynnie i nie ignorują zwierząt domowych.

(-)

27 stycznia 1790 r. urodził się Petro Hułak-Artemowskyj – ukraiński poeta, bajkopisarz; był jednym z liderów kola Romantyków Charkowskich. Wprowadził do literatury ukraińskiej gatunek ballady romantycznej. Jego najlepsze utwory w języku ukraińskim napisane są w duchu estetyki realizmu oświeceniowego.

(-)

1841 r. urodził się Archyp Kuindżi – ukraiński malarz-pejzażysta, pedagog (greckiego pochodzenia z północnych terenów Morza Azowskiego). Nowatorstwo kolorystyczne i efekty świetlne w obrazach Kuindżi bardzo cenił Michał Wróbel, uważał go za swego nauczyciela kolorystyki.

(-)

1911 r. urodził się Iwan Honczar, ukraiński rzeźbiarz, malarz, grafik. Pracował w dziedzinie plastyki sztalugowej i monumentalnej. Rzeźby Honczara charakteryzują się odważnym modelowaniem form, dynamiczną kompozycją, a portrety mają wyraźnie określone charaktery. (-)

(-)

1915 r. urodził się Jakub Hnizdowski – amerykański malarz ukraińskiego pochodzenia, grafik, ceramik, znawca sztuki. Wykonal Ex-libris Harvard College Ukrainian Seminar, którego część stanowi logo Instytutu Ukrainoznawstwa w Harwardzie.

(-)

1927 r. urodził się Oleksa Tychyj, ukraiński dysydent, obrońca praw człowieka, językoznawca, członek-założyciel Ukraińskiej Grupy Helsińskiej. Występował w obronie języka ukraińskiego. Zmarł w więzieniu. (-)

Dzisiaj imieniny obchodzą: Nina, Mojżesz, Paweł, Adam, Sergiusz, Makary, Marek, Eliasz i świętują też urodzeni 27 stycznia. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Wczoraj był dzień modlitwy i postu w intencji pokoju na Ukrainie i na świecie w obliczu zagrożenia wojną na wielką skalę wywołaną przez Rosję. Na apel papieża Franciszka modlono się we wszystkich świątyniach; w Olsztynie były dwie liturgie. Modlili się też rzymokatolicy. W archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie przewodniczący Zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie ksiądz Leszek Kryża powiedział, że wojna w ostatecznym rozrachunku zawsze jest porażką ludzkości. W Dniu modlitwy i postu duchowny przewodniczył mszy świętej w intencji pokoju na Ukrainie. Wzięli w niej udział między innymi członkowie Wspólnoty „Opoka” z Ukrainy, Białorusi, Rosji i Kazachstanu.
Ksiądz Leszek Kryża podkreślił w homilii, że powołaniem ludzkości jest pokój:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Duszpasterz podkreślił, że wierni modlili się o odmianę ludzkiego serca:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Duchowny dodał, że „w szczególnej modlitwie w intencji pokoju łączymy się dziś z całym światem”:

(-) Wypowiedź w języku polskim

W intencji pokoju na Ukrainie modlono się też na wieczornej mszy świętej w archikatedrze lubelskiej. „Nasza modlitwa to wyraz solidarności ze społeczeństwem ukraińskim” – powiedział proboszcz parafii greckokatolickiej w Lublinie ksiądz mitrat Stefan Batruch:

(-)

Niezależnie od modlitwy Czechy przekażą Ukrainie 4 tysiące pocisków artyleryjskich – zdecydował tamtejszy rząd. Ma to wzmocnić potencjał obronny kraju w związku z koncentracją rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą. Mówi z Pragi Wojciech Stobba:

(-) Korespondencja w języku polskim

Na koniec – wydarzenie anegdotyczne, ale naprawdę się zdarzyło. O Robin Hoodzie-nieudaczniku. Napisało o nim już kilka wydań. Gdyby nie namiętność do gier, mógłby zostać bohaterem Ukrainy. Nietypowy złodziej z Czerwonohradu ośmielił się ograbić pomieszczenie sądu i odkrył w sejfie „najsprawiedliwszej sędzi” Ukrainy 120 tysięcy dolarów. Zszokowany i uszczęśliwiony złodziej nie zniósł takiego szczęścia i udał się do kasyna „pomnażać” zdobyty majątek. Tam też go namierzono. A mógłby dyskretnie rozsypać chociaż część przed tym sądem – dla przechodzących tamtędy. Dostałby wtedy ogólnonarodową sławę Robin Hooda. „Ciekawe, skąd w sejfie znalazły się takie pieniądze? Czyżby „nakolędowała”?”, – pyta z kolei „Wysokyj Zamek”.

Nie dam odpowiedzi na to pytanie, natomiast spróbuje sobie przynajmniej fizycznie wyobrazić taką kwotę, więc żegnam się z wami do jutra. A może wiatr przyniesie komuś z was choć jeden taki tysiąc? Była z wami Jarosława Chrunik. Życzę wam teraz miłego dnia, drodzy słuchacze! Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/kos)

26.01.2022 – godz. 18.10

Witam was drodzy słuchacze. Z wami jest Hanna Wasilewska. Na antenie program „Ukraina w świecie, Świat o Ukrainie. Dzisiaj, jak obiecałam, opowiem o małance w parafii greckokatolickiej w Olsztynie. Dziecięce święto szczęśliwie obchodziły dzieci i ich rodzice.. Jak było i czy wszyscy byli zadowoleni, słuchajcie w programie.

(-)

Poniedziałek jak sobota, właśnie takim był dla najmłodszych parafian cerkwi greckokatolickiej w Olsztynie i ich rodziców. Dwie godziny maleństwa bawiły się, śpiewały, malowały jadły pierogi, a zaczęły od czerwonego dywanu jak prawdziwe gwiazdy hollywoodzkie bo każdy miał niepowtarzalny kostium. Nie zabrakło i ćwiczeń z rozwoju sensorycznego, które są podstawą dziecięcych zajęć Ołeny Kariwec:

(-)

-powiedz mi, kim jesteś dzisiaj.
-jestem syrenką.
-syrenką?
-tak
-a kto to syrenka, gdzie one mieszkają?
-w morze.
-a co to u was za święto dzisiaj?
-bal przebierańców. Małanka dla dzieci.
(-)

Dzieci szczęśliwie bawiły się, szczególnie kiedy nastał czas ulubionych zajęć, jak np. Malowanie buziek. Pomocnice-plastunki pomagały uporać się z księżniczkami. Sofijka zamówiła sobie:

-motylka. Bardzo lubię fioletowy i różowy.
(-)
-kuchnia prawdziwa, pierogi na małance, wszystko prawdziwe jak u dorosłych. Jak wam podoba się takie święto?
-bardzo mi się podoba. Wcześniej nie przychodziliśmy, bo tak myślałam, że bardzo trudno, bo my w przedszkolu od rana do później pory – Katarzyna Hnatiuk – i myślałam, że będzie nam za ciężko i nie damy rady. I dlatego pierwszy raz, żeby tak popatrzeć, pobawić się troszkę i zdziwiona jestem, że to tak wygląda, że można coś zjeść. Myślę, że następnym razem też przyjdziemy. Będziemy się pomaleńku przyglądać i brać udział.

-przyprowadziła pani dzisiaj swojego syna, ile lat ma?
-4 lata.
-jak mu się podoba?
-Tak trochę z boku przyglądam się, gdzieś tam po trochu planuje, żeby coś tam do dzieci podchodzić, bawić się. No następnym razem będzie śmielszy lepiej będzie. To dziecko, które potrzebuje troszkę czasu, żeby poznać się, jakoś tak bawić się, więc na pierwszy raz bardzo, bardzo fajnie.
-Tu zajęcia odbywają się po ukraińsku, chociaż jak dziecko nie rozumie, to pani Ołena po polsku może coś przetłumaczyć i podpowiedzieć, żeby dziecko nie stresowało się, nie bało się tu przebywać, adaptowało się, czy w waszej rodzinie mówi się po ukraińsku?
-u nas tak słabo, nie rozmawiamy, bo mój mąż jest Polakiem i w domu rozmawiamy po polsku. Dlatego dla mnie jest bardzo ważne, żeby on był z dziećmi, słuchał języka, żeby jak znacznie chodzić do szkoły nie stresował się, żeby to było bezpieczne dla niego. Dla nas zajęcia w cerkwi, dla mnie to nie jest nic nowego, bo starszy syn jest w Suziraiczku, więc młodszy zna i salę i cerkiew, i on przyszedł tak śmiało,a le widzę, że się trochę rozgląda, ale myślę, że będzie coraz lepiej. Takie przedszkole…to bardzo fajna inicjatywa.

(-)

-Aneczko powiedz proszę, kim ty dzisiaj jesteś?
-Mija.
-A kto to taki? Ja nie wiem.
-Elfy
-Taka piękna, a co masz na głowie?
-To opaska.
-Tak pięknie śpiewałaś piosenkę o Mikołaju, lubisz o Mikołaju śpiewać?
-Lubię Mikołaja.
-A za co?
-Prezenty przynosi pod choinkę nocą.
-…Kasia, Ania już 2 miesiąc przyjeżdża na zajęcia co tydzień i jest bardzo zadowolona, że tu przyjeżdża…bajki jakieś…o rękawiczce, za każdym razem coś jej się spodobało i przypomina sobie, wspomina, że ona chce jeszcze raz przyjechać.
-Jak wraca z zajęć, coś opowiada, wspomina?
-Jak wie, że ma nauczyć się piosenki o Mikołaju, to całą drogę zanim wrócimy do domu puszczamy w aucie na cały głos i ona sobie przypomina słowa, więc po drodze nauczyła się słów tej pieśni.

-Język ukraiński już zaczyna się na tych zajęciach, dla niej taka jest nauka.
-Tak, to takie pierwsze, prawdziwy język ukraiński. Więcej rozumie, więcej coś wie, słowa, jakieś pojedyncze słowa…rękawiczka, niebieski, szary, żółty, uczy się śpiewać po ukraińsku, gdzie nie znała słów…

-Planujecie kontynuować w szkole naukę języka ukraińskiego, czyli punkty nauczania języka ukraińskiego w Olsztynie.
-Planujemy jak będzie to kontynuowane, bo to na to wszystko muszą być pieniądze z ministerstwa, żeby były te lekcje języka ukraińskiego. Jak będzie okazja, tak.

Póki dzieci bawiły się, rodzice obserwowali i rozmawiali. To jeszcze jedno ważne zadanie inicjatywy Ołeny Kariwec. Ale o tym porozmawiamy już jutro. Teraz czas na żarty.

[humoreska]

Tym kończymy nasz program. Przygotowała go i poprowadziła Hanna Wasilewska. Dziękuję za towarzystwo i zapraszam do radioodbiorników jutro o tradycyjnej porze. Bądźcie zdrowi. (dw/kos)

26.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, w środę, 26 stycznia, na antenie Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Wśród ludu mówi się, że dzisiaj jest „Jaremin dzień”, mówi się też, że dzisiaj nie wolno spać z kotem, bo inaczej straci się rozum. Jednak ja uważam, że tak mogłoby się stać wyłącznie z powodu kociego szczęścia. Co tam mamy w historii?

(-)

26 stycznia 1923 r. w Charkowie utworzono stowarzyszenie literackie „Hart”. Był to związek ukraińskich pisarzy proletariackich, ideologiem był Wasyl Ełłan-Błakytnyj. Kluczowym wymogiem statutotwym było tworzenie w języku ukraińskim.

(-)

1884 r. zmarł Pawło Czubyński – autor słów hymnu państwowego Ukrainy. Należał do nurtu chłopomanów. 1862 r. w Kijowie kilka grup ukrainofilskich połączyło się w „Hromadę”, wśród pierwszych jej członków byli: Pawło Czubyński, Wołodymyr Antonowycz, Pawło Żyteckyj, Tadej Rylski i inni. Przeciwko „Hromadzie” wkrótce wszczęto sprawę kryminalną, rozpoczęło się śledztwo. We wrześniu tego roku w Zołotonoskim powiecie policja znalazła proklamację w języku ukraińskim „Do wszystkich dobrych ludzi”. Tej jesieni 1862 r. Pawło Czubyński pisze wiersz „Szcze ne wmerła Ukraina”, który stał się hymnem narodu ukraińskiego. 17 stycznia szef żandarmów książę Dołgorukow wydał rozporządzenie, aby wysłać Czubyńskiego „za wriednoje wlijanije na umy prostoludinow” (czyli za działalność ukraińską) na do Guberni Archangielskiej pod nadzór policji.

(-)

Z życzeniami dzisiaj wybierzemy się do Piotra, Juchyma, Maksyma, Jakuba, Atanazego oraz do urodzonych 26 stycznia. Wszystkiego najlepszego!

(-)

W ubiegłą sobotę uczniowie ZSzUJN hucznie obchodzili 100 dni do matury. Oprócz nich na studniówce bawili się też rodzice i nauczyciele. Jak zawsze, uczniowie przygotowali salę i ciekawy program artystyczny. Do Górowa z mikrofonem zawitał Sergiusz Petryczenko:

(-)

Studniówka odbywała się tradycyjnie w szkolnej sali gimnastycznej. Przy stołach zasiedli nauczyciele, uczniowie i ich rodzice. Świąteczny obiad błogosławił ks. biskup Arkadiusz Trochanowski:

(-)

Dziewczęta wykonały taniec z korowajem:

(-)

Wieczorem Sergiusz opowie więcej o studniówce w Górowie.

Dzisiaj jest środa, 26 stycznia – jest to dzień modlitw o pokój na Ukrainie. Papież Franciszek zaapelował do wszystkich ludzi dobrej woli, aby modlić się o to, żeby każde działanie polityczne służyło braterstwu ogólnoludzkiemu. Jak podaje Ukrinform, inormuje o tym Vatican News. „Z trwogą śledzę wzrost napięcia, zagrażające nowym ciosem w pokój na Ukrainie i narusza bezpieczeństwo na całym kontynencie europejskim, co ma jeszcze szersze skutki. Zwracam się z gorącym apelem do wszystkich ludzi dobrej woli o modlitwy do Boga”, – powiedział papież. Jak powiedział w apelu do duchowieństwa i wiernych bp Arkadiusz, trudno jest w środku tygodnia, w dzień powszedni zebrać wiernych na modlitwie w cerkwi, dlatego warto wykorzystać różne ŚMP, żeby każdy, kto chce się pomodlić, mógł się przyłączyć w przestrzeni wirtualnej.

Tymczasem do ukraińskiego MSZ wezwano ambasador Chorwacji w związku z wypowiedzią prezydenta tego kraju. Zoran Milanović miał stwierdzić, że ukraińska rewolucja godności była przewrotem, a dla Ukrainy nie ma miejsca w NATO. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Generał Roman Polko mówił w Polskim Radiu 24, że w sprawie Ukrainy solidarność europejska wzięła górę nad interesami poszczególnych krajów. Były wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego i były dowódca jednostki specjalnej GROM podkreślał, że możliwa agresja na Ukrainę przyniesie Rosji wiele strat. Roman Polko podkreślał, że ukraińska armia od 2014 roku jest modernizowana. Wojsko Ukrainy obecnie liczy 200 tysięcy żołnierzy, którzy, mimo przewagi liczebnej Rosji, są zdeterminowani bronić swojej ojczyzny:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Generał Roman Polko dodał, że Rosja musi sobie zdawać sprawę z kosztów potencjalnej ofensywy na Ukrainę:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Na szczęście nie tylko wojną żyją Ukraińcy. Stary „Zaporożec” wyrusza do Monako na rajd Rallye Monte-Carlo Classic. Po raz pierwszy od 111 lat Ukraińcy w samochodach retro wezmą udział w prestiżowym europejskim rajdzie samochodowym, który odbędzie się pod koniec stycznia we Francji i Monako. Ukrainę na tych zawodach będzie reprezentowało pięć ekip w „Zaporożcach” – z Kijowa, Lwowa, Tarnopola, Zaporoża i Czerniowców. Zawody startują 30 stycznia we francuskim mieście Valence. Załogi muszą pokonać prawie tysiąc kilometrów serpentynami Alp Wysokich i finiszować 2 lutego w Monte Carlo w Monako. Po drodze do miejsca zawodów nasi miłośnicy samochodów będą mieli spotkania z przedstawicielami diaspory ukraińskiej w Polsce we Wrocławiu, Niemczech – Erfurcie i Freiburgu oraz Franci – w Lionie.

Życzymy sukcesów ukraińskim ekipom, a my żegnamy się do jutra. Była z wami Jarosława Chrunik. Miłego dnia, drodzy słuchacze! Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/kos)

25.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Niebawem w olsztyńskiej parafii katedralnej odbędzie się kurs pisania ikon dla młodzieży. Takie warsztaty cyklicznie odbywały się wcześniej, ale teraz organizację zainicjowała eparchia olsztyńsko-gdańska, więc liczenie rozpoczyna się znowu. Na I eparchialny kurs pisania ikon zaprasza młodzież – to i ósmoklasiści, i studenci. Zapraszam do posłuchania, jak odbywają się zajęcia i po co są potrzebne. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dobry wieczór.
(-)

[modlitwa]
O Panie mój, Panie wszystkiego, co istnieje. Daj mi swoje błogosławieństwo, kieruj moją duszą i ciałem, kieruj moimi rękoma, tak bym mógł godnie i doskonale przedstawić Twój obraz i obraz świętej Twojej Matki i wszystkich Twoich świętych na chwałę i radość Świętego Kościoła Twojego. Amen.
To modlitwa piszącego ikonę, którą czytała Iwona Pasławaska-Kircio na jednym z kursów pisania ikon w olsztyńskiej cerkwi. W tym roku znowu kursantów uczyć będzie siostra Ołena ze Zgromadzenia Sióstr Służebnic Niepokalanej Dziewicy Maryi w Kruklankach.
W tym roku po raz pierwszy kurs organizowała eparchia olsztyńsko-gdańska, więc liczymy wydarzenie od jedynki. I eparchialny kurs pisania ikon dla młodzieży rozpocznie się 30 stycznia i trwać będzie do 4 lutego. Natomiast 6 lutego odbędzie się poświęcenie prac.
Podczas lekcji pisania ikon młodzież całkowicie przenosi się w świat symboli biblijnych, modlitwy i dawnych tradycji. Warsztaty trwają 6 dni. Co dnia po sześć-siedem godzin uczniowie tworzą prawdziwą ikonę, zgodnie z kanonami i własnym odczuciem. Organizatorem nauki sztuki sakralnej dla młodzieży przy parafii od wielu lat jest Jan Kuryj.
Młodzież bierze udział bardzo aktywnie, słucha instruktora, który prowadzi warsztaty i myślę, że za każdym razem – nie wiem jak to powiedzieć – ale piszą tę samą ikonę i każdy z nich ma inną. Jak je święcimy, to są takie same, ale inne i to jest bardzo dziwne i boże chyba.

– Nazywam się Anna Jarmoła. Przyszłam tu, żeby napisać napisać ikonę

– Widzę, że wybrałaś kolor niebieski na tło. Czemu taki?

– Chcę moja ikona przedstawiała nic, wieczór po ukrzyżowaniu.

– Gdy malujesz, jakie myśli przychodzą ci do głowy?

– Myślę, że nie myślę o technice. Mogę wyłączyć się i myśleć tylko o ikonie i Jezusie.

– Czy podoba ci się, jak przychodzisz na warsztaty, że mówią wam co macie malować?

– Tak, bardzo mi się podoba. Mamy tysiące ikon, a tu mam jedną wybraną. Mogę przemyśleć jak ja chcę przedstawić Jezusa.
W tym roku kursanci stworzą na deskach ikonę Jezusa Pantokratora. Natomiast młodzież przychodzi tu nie tylko w celu odtworzenia wyobrażenia i zapoznania się z techniką wykonania. Są inne cele:

– Przyszłam tu nauczyć się technik, kanonów i spokoju. Tu jest cisza cisza i można przemyśleć wszystko.

– Jestem Oksana Pietnoczka

– Powiedz Oksanko, jesteś pierwszy raz na takich warsztatach?

– Tak, pierwszy raz.

– To twoja ikona?

– Moja.

– Skończona czy jeszcze nie?

– Jeszcze nie.

– A co będzie?

– Będzie jeszcze ciało.

– Widzę u ciebie złote tło. Czemu złoto?

– Bardzo podoba mi się złoto, można było jeszcze korzystać ze srebra. Jest przy tym dużo pracy, ale potem efekt jest bardzo ładny i będzie to pamiątka na całe życie.

– Dla kogo będzie ta ikona?

– Pani powiedziała, że pierwszą ikonę zawsze robimy dla siebie. Jak będę robiła drugą to pewnie oddam babci, albo dziadkowi.

– Planujesz kontynuować, podoba ci się?

– Tak podoba mi się.

– Czego nowego nauczyłaś się w ogóle?

– Skupiać się, bo to bardzo ciężka praca.

A jaka jest główna motywacja organizatora wydarzenia Jana Kuryja?

– Uważam, że można mówić o dwóch kierunkach. Po pierwsze jesteśmy mniejszością, która mieszka na terenie Olsztyna i nasze dzieci nie zawsze mają okazję spotkać się razem w mieście. Teraz mamy ferie i podczas nich mają ten czas, prawie 5 dni na przebywanie ze sobą i mogą ten czas przeznaczyć Bogu pisać ikonu. Po drugie rozumieją tajemnicę pisania ikony, bo mówimy – co to napisać ikonę, to jak malowanie ikony – a to nie jest prawda, bo każda ikona jest inna, jak mówiłem, jak u nas mówią – to nie dziecko ją pisze, a Bóg jej ręką. Jestem bardzo zadowolony, że te ikony, jak kończą je pisać są poświęcone przez naszego proboszcza, który ma patronat nad tymi warsztatami i każdy może sobie zabrać do domu i to jest ich ikona, którą sami napisali; mogą być dumni i powiedzieć – to jest moja ikona ; będzie wisiała w moim pokoju.
Po świętach powracamy do literatury. Dzisiaj powieść historyczna w wierszach Liny Kostenko „Marusia Czuraj”. Kolejny fragment. Słuchamy.
(-)
Na tym nasz program dobiega końca. Dziękuję, że byliście z nami i zapraszam do radioodbiorników jutro. Wszystkiego dobrego.

25.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, szanowni słuchacze, we wtorek, 25 stycznia, na antenie Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Pewnie sami zauważyliście, że w ostatnim czasie na jaką stronę by nie wejść, wszędzie mowa jest o możliwej wojnie. My też o niej będziemy mówić, ale obiecuję wam, że będę dla was znajdowała też inne informacje, żeby skupiać się też na innych wydarzeniach. Zaczniemy od przeglądu przeszłości:
(-)
25 stycznia 1831 r. podczas Powstania Listopadowego polski sejm formalnie pozbawił rosyjskiego cara Mikołaja I prawa do tronu Królestwa Polskiego. Polska na krótki czas odzyskała niepodległość.
(-)
1874 r. na scenie miejskiego teatru Kijowa odbyła się premiera pierwszej ukraińskiej opery narodowej – „Noc Bożego Narodzenia” Mykoły Łysenki na podstawie powieści Mikołaja Gogola „Noc przed Bożym Narodzeniem”. Opera nasycona jest scenami ludowo-obrzędowymi, w tym – scenami kolędowania, dlatego otrzymała nazwę „opera-kolęda”.
(-)
1965 r. papież Paweł VI nazwał biskupa UCGK Josypa Slipyja kardynałem. Slipyja wypuszczono do Rzymu po 18 latach poniewierki w radzieckich obozach. Oficjalne święcenie odbyło się 22 lutego.
(-)
1900 r. urodził się Teodozjusz Dobrzański – ukraińsko-amerykański genetyk i biolog ewolucyjny. Wniósł duży wkład w rozwój teorii ewolucji i genetyki.
(-)
1942 r. zmarł Ahatanheł Krymski – ukraiński historyk, pisarz, tłumacz; jeden z organizatorów Akademii Nauk Ukrainy. Brał aktywny udział w ukraińskim życiu narodowym końca XIX w.; ofiara terroru stalinowskiego.
(-)
Imieniny obchodzą dzisiaj Tatiana, Piotr, Sawa, Eliasz i Makar. Świętują też urodzeni 25 stycznia. Wszystkiego najlepszego!
(-)
W cerkwiach można już zaopatrzyć się w cerkiwny Kalendarz „Błahowista” na 2022 r. Jak czytamy w miesięczniku „Błahowist”, wydanie to ma dla naszej społeczności szczególne znaczenie. Przede wszystkim dlatego, że pojawia się w 75-tą rocznicę aż nadto dobrze znanej nam wojskowo-politycznej akcji deportacyjnej „Wisła”, której realne skutki odczuwamy do dzisiaj. Po drugie: Kalendarz – przygotowywany, redagowany i realizowany przez redakcję „Błahowista” – w 2022 r. obchodzi jubileusz swego 30-lecia. W niniejszym kalendarzu w części publicystycznej znajdziemy artykuły o 75-tej rocznicy akcji „Wisła” w statystykach i materiałach źródłowych; materiał-refleksję ks. mitrata Bogdana Panczaka o sześciu szczególnych darach, które wschodni katolicy przynieśli Kościołowi powszechnemu w XXI wieku; reportaż ks. biskupa Arkadiusza Trochanowskiego o wizycie „Ad limina Apostolorum” biskupów greckokatolickich do Rzymu, która miała miejsce w październiku 2021 r.; fundamentalny dla naszej historii powojennej w Polsce artykuł ks. Igora Harasima OSBM i p. Jerzego Miszczuka na podstawie materiałów źródłowych ks. mitrata Mirosława Ripeckiego. Warto też podkreślić, że w kalendarzu tradycyjnie mamy szematyzm Metropolii Przemysko-Warszawskiej, którą tworzą od 25 listopada 2020 r. trzy nasze eparchie: Archieparchia Przemysko-Warszawska, Eparchia Wrocławsko-Koszalińska i Eparchia Olsztyńsko-Gdańska. Szematyzm ten – to osobliwe źródło życia naszej Cerkwi, w którym pokazane jest jak się ona rozwija ikto nią (zgodnie z wolą wiernych) zarządza, – zapewnia redakcja „Błahowista”.
(-)
Teraz o tym, o czym chciałoby się mówić w czasie przeszłym, jak o złym śnie. Prawdopodobieństwo napaści Rosji na Ukrainę nie zmniejsza się. Na Ukrainę przyleciał z USA samolot z pomocą wojskową. To już drugi transport broni ze Stanów Zjednoczonych w ostatnich dniach. Z Kijowa – Paweł Buszko:
(-) Korespondencja w języku polskim

Departament Stanu USA polecił opuścić Ukrainę rodzinom amerykańskich dyplomatów. Zgodę na wyjazd dostała też część personelu ambasady w Kijowie. Jako powód podano ryzyko rosyjskiej agresji. Z Waszyngtonu Marek Wałkuski:

(-) Korespondencja w języku polskim

Europoseł PiS Karol Karski powiedział, że w Unii Europejskiej nie ma jednolitego zdania, jak zachować się w sytuacji rosyjskiej agresji na Ukrainę.
Jak mówił gość Programu 1 Polskiego Radia, brak porozumienia wynika, między innymi z niemieckich interesów z Rosją, czego efektem jest budowa gazociągu Nord Stream 2. Miał zarzuty także do europejskiej dyplomacji:
(-) Wypowiedź w języku polskim

Europoseł dodał, że Josep Borrell w celu zajęcia jakiegoś stanowiska przez Unię Europejską musi działać na podstawie konsensusu osiągniętego przez wszystkie państwa członkowskie. Tymczasem osiągnięcie takiej jednomyślności jest bardzo trudne, właśnie ze względu na powiązania ekonomiczne części krajów z Rosją.

(-)

Powiedziałam na początku, że będziemy mówili nie tylko o wojnie, więc zakończymy to wydanie informacją ze sportu. Jak informuje gazeta „Wysokyj Zamok”, były trener kadry Ukrainy Andrij Szewczenko teraz będzie trenował kadrę Polski. PZPN i 45-letni ukraiński specjalista już uzgodnili szczegóły kontraktu. Wiadomo, że Szewczenko będzie zarabiał ok. 2,5 mln euro rocznie. Teraz powinien zerwać kontrakt z „Genoą”; wcześniej włoski klub go zwolnił, ale nie rozwiązał kontraktu. Co więcej – „Genoa” co miesiąc wypłaca Andrijowi pensję, a nie rekompensatę za zerwanie kontraktu. Jako główny trener kadry Polski Szewczenko zostanie przedstawiony 31 stycznia.

(-)

Skoro więc planowane są mecze, to można oczekiwać, że końca świata nie będzie. I z taką myślą żegnam się z wami do jutra. Za uwagę dziękuje Jarosława Chrunik. Miłego dnia, drodzy słuchacze! Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/bsc)

24.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, na antenie Radia Olsztyn w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie. W studiu – Jarosława Chrunik. Tytuł poniedziałkowego cyklu „Kamo hriadeszy” dziś jest wyjątkowo trafny – mija właśnie rok wytężonej pracy naszego biskupa Arkadiusza Trochanowskiego jako ordynariusza eparchiii olsztyńsko-gdańskiej. Zaczniemy naszą rozmowę od święta Objawienia Pańskiego. Przypomnijmy, że nie dziela po Objawieniu to jest Niedziela Słowa Bożego.

(-)

– Ekscelencjo, Jordan to takie niezwykłe wydarzenie, które wspominamy co roku i zawsze zadziwia mnie taka pokora Jezusa. Bo jeśli pomyślimy, jaka była Jego potęga w porównaniu z ludźmi ówczesnymi, z nami obecnie, to trudno w ogóle znaleźć jakiekolwiek porównanie. A On idzie i mówi do Jana – „Rób, bo tak trzeba”. Chodzi mi tu też o to, że to jest też taki rytuał, tak jakby Jezus podpowiadał nam, że rytuał jest potrzebny. Bo rytuał nas łączy. Bo czasami można obecnie spotkać się z takimi opiniami, że „Nie pójdę do cerkwi, nie pójdę tu, nie pójdę tam; pomodlę się w domu, bo Boga mam w domu”. Każdy z nas ma Boga w domu, ale mimo to takie rytuały, jak powiedziałam, jednoczą nas, trzymają nas razem.
– Święto Objawienia Pańskiego posiada swoją osobliwość. Ukazuje nam wielką pokorę Jezusa Chrystusa, to prawda. Zawsze, gdy przychodzi do obchodzenia tego święta, myślę o tym, jak Jan Chrzciciel musiał być zdziwiony, powiem więcej – zszokowany – gdy przyszedł do niego Jezus i poprosił o chrzest. Jak musiał się wtedy czuć, skoro już wcześniej widział kim jest Chrystus. Dlaczego do niego przyszedł? A On przyszedł i prosi o taką wielką sprawę – o chrzest. Właśnie ten rytuał, którego dokonał Jezus Chrystus, myślę, że pokazuje nam, że jest on nam potrzebny, wpisuje się w nasze życie. Żebyśmy to przyjmowali jako coś, co powinniśmy przyjąć obowiązkowo. I dalej – powinniśmy sobie wyjaśnić, dlaczego to musi być. Jest to dla mnie, można tak powiedzieć, takim zjawiskiem materialnym, wpisującym się w nasze życie, a dopiero później odkrywamy taką duchową wielkość tego rytuału, wpisanego w nasze życie. To także tradycja. Myślę, że dzisiaj powinniśmy być świadomi tego, żeby pielęgnować tradycje. Dotrzymywać się też chrztu dzieci; czasami można usłyszeć, że rodzice odkładają to na później, na jakąś lepszą porę. A kiedyś było tak, że dziecko zaraz po narodzinach zanoszono do księdza, żeby ochrzcił to dziecko, żeby to dziecko już szło z Bogiem. Żeby było, można powiedzieć, naznaczone Duchem Świętym i było otwarte na Boże dary. Dlatego nie bójmy się dzisiaj tego rytuału. Umiejmy potem dalej stawiać pytania, iść w takim duchowym kierunku, ale też takim pozytywnym, odkrywać coś tak niezwykle pozytywnego, co daje nam sam Pan Bóg, który nie chce dawać człowiekowi czegoś złego, tylko daje mu coś pozytywnego, dobrego. Czasami tego nie rozumiemy, dlatego powinniśmy to pogłębiać. Powinniśmy być w takim swego rodzaju kontakcie z Panem Bogiem, próbować zrozumieć, dlaczego On tak dba o człowieka, żebyśmy byli obdarowani tymi duchowymi darami, które mają nas umocnić, mają nas umocnić, mają nam pomóc wyznawać naszą wiarę, które mają też pomóc nam żyć w nadziei, niezależnie od sytuacji w jakij znajdziemy się w życiu, żebyśmy zawsze wiedzieli, że do Boga możemy wrócić. Dlatego te rytuały mają nam przypomnieć, że byliśmy ochrzeczeni. A skoro byliśmy ochrzczeni, to mamy w sobie Boży dar, jesteśmy Bożymi dziećmi i jesteśmy napełnieni Duchem Świętym. I z tym Bożym Duchem mamy iść przez życie. Nawet gdy zgrzeszyliśmy, gdy upadliśmy, mamy odnawiać w sobie to Boże oblicze, mamy odnawiac w sobie poczucie Bożego dziecka, które ma niebieskiego Ojca.
– Bo Bóg ustanowił nam prawo, ale przede wszystkim każdego dnia okazuje nam miłość i nie powinniśmy o tym zapominać, że tak, skoro zgrzeszyliśmy, wyrzuty sumienia nas męczą, ale najważniejsza powinna być myśl, że Bóg to wielka miłość. I nie bać się wrócić.
– Tak, Bóg ustanowił miłość i kocha nas, ale myślę, że też ustanowił prawa, będące przejawem miłości. Bo tymi prawami zmusza nas, żebyśmy czegoś nie robili, żebyśmy w ten sposób uniknęli zła. To jest wielki przejaw miłości Ojcowskiej. Dobry ojciec przestrzega swoje dziecko – nie rob tego, posłuchaj tego, co mam ci do powiedzenia. Myślę, że gdy będziemy odkrywać, że Bóg jest tym kochającym Ojcem, to też inaczej będziemy się odnosić do Bożych Objawień. Będziemy też inaczej odnosić się do Słowa Bożego. Dzisiaj, niestety, mam takie odczucie, że Boże Słowo zanika w naszym życiu. Jeśli nie chcemy słuchać Bożego Słowa, może czasami utraciliśmy taką wiarę, przekonanie, to i tak Bóg jest tym Ojcem, który nas bezgranicznie kocha. Jest przepełniony miłością do nas, chce i czeka na nas, żebyśmy przychodzili, nawet wtedy, gdy być może mamy poczucie, że jesteśmy najgorszymi grzesznikami. Wtedy też Bóg na nas czeka i powinniśmy mieć odwagę przyjść do niego, nie rezygnować. Bo to my sobie wmawiamy, a powiem więcej – to Szatan tak pracuje nad nami, żebyśmy nie mieli poczucia, że mogę przyjść do Boga; że mogę przyjść i się wyspowiadać, mogę z Nim porozmawiać i On mi wybaczy. Oczywiście, będzie mi też mówił, co trzeba poprawić w życiu, ale będzie to robił z miłości do mnie, do każdego z nas. To jest bardzo ważne, żebyśmy o tym nie zapominali. I święto Objawienia Pańskiego uczy nas tego, bo sam Bóg to powiedział” To jest Syn mój umiłowany”. Dlatego też i my powinniśmy poprzez Jezusa Chrystusa przychodzić do Pana Boga, uczyć się od Niego takiej pokory, słuchać i odkrywać, na czym polega Boża wola wobec nas.

(-)

– Gdy już powiedzieliśmy o prawie, które Bóg ustanowił dla nas z miłości, to oczywistym jest, że to prawo znajdziemy w Piśmie Świętym. I właśnie Ekscelencja ma propozycję, zwłaszcza dla rodzin.
– Tak, mamy propozycję, żebyśmy właśnie ze względu na tę Niedzielę Słowa Bożego, w tym roku w sposób szczególny odnaleźli to Pismo Święte, które być może stoi gdzieś tam na półce, które ładnie wygląda, ale praktycznie z niego nie korzystamy. Dlatego mam takie zaproszenie, żeby wziąć tę księgę – najpierw może przypomnieć sobie, że ona jest, co w tej księdze jest – i zacząć czytać. Na przykład zachęcam do czytania każdego dnia krótkich fragmentów z Ewangelii. Najpierw Mateusza, potem Marka, Łukasza, Jana. Czy też czytać psalmy, a potem, jeśli ktoś będzie miał jeszcze większą chęć, czytać Księgi Mądrości. To wszystko jest takim pouczającym słowem. Ale najpierw zachęcaqm, żeby czytać fragmenty z Ewangelii od czterech ewangelistów. Myślę, że takie czytanie jest też naszą modlitwą. Może na początku nie zrozumiemy wszystkiego, ale nawet o to chodzi, żebyśmy tylko przeczytali. Ale potem może będziemy mieli ochotę znowu – drugi, trzeci raz czytać. Nie dziwmy się, gdy może sami siebie zaskoczymy, że mamy czytać to drugi-trzeci raz? Tak, mamy czytać, bo za każdym razem słowa, które są tam zapisane, będziemy na nowo odkrywać dla siebie. I dopiero gdy odkryjemy, że to Słowo jest Słowem żywym, działającym, Słowem, które nas budzi z takiego snu, z takiej senności i budzi nas do takiego życia wiarą. Dlatego zachęcam, a potem – obdarować dzieci; razem z dziećmi czytać krótkie fragmenty, na przykład przypowieści. Wybrać je, znaleźć w Ewangeliach i też cieszyć się tym, umieć pokazać, że Jezus też nauczał ludzi, do których przemawiał w sposób prosty ale bardzo mądry.

(-)

– Czas tak szybko płynie, Ekscelencjo. Rok minął od chirotonii Ekscelencji. Powiem szczerze, mam wrażenie, że to nie rok, a może z pięć. Proszę powiedzieć, jak Ekscelencji minął ten rok?

– Wydaje mi się, że to było wczoraj. Tak szybko mi minął, że ja naprawdę, dopiero tydzień temu uświadomiłem sobie, że będzie rocznica; że będzie pierwsza rocznica chirotonii i ingresu. Uświadomiłem sobie, że to będzie niedziela (bo rok temu była to sobota). Tak samo przypomniałem sobie tamto wydarzenie, gdy nie mogło być ludzi w cerkwi, bo była pandemia. I chociaż jest inaczej, to nadal jesteśmy w tej pandemii. I trzeba było znaleźć też jakieś rozwiązanie, dlatego zdecydowałem sam osobiście, że będę bliżej ludzi. Ludzie nie mogli być w katedrze, ale ja będę się starał być bliżej ludzi, żeby nieść to Boże Słowo. Nieść słowo wiary, nadziei i miłości, że Cerkiew jest z narodem, że w taktrudnym czasie nie zostawia nikogo, ale chce być. Oczywiście, były też różne głosy, były obawy – co będzie? Czy człowiek sam się nie narazi? Czy wyjdzie z tego w jakiś sposób cały i zdrowy? Ale miałem jakieś takie przekonanie, że Bóg pomoże. Że Matka Boża czuwa i takie jest zadanie biskupa – być bardzo blisko, nie opuszczać nikogo. Być w tych największych parafiach, ale być też w tych najmniejszych parafiach. Żeby ludzie odczuli, że biskup może być i wtedy, gdy jest dwoje, i może być wtedy, gdy może być i z pięćset osób. Tu nie ma różnicy. Bo najważniejszy jest człowiek. Żeby być z człowiekiem, przekazać mu Boże Słowo i tez tak umocnić w wierze, nadziei i miłości. Myślę, że to było takie podstawowe zadanie i widzę, że nadal należy iść taką drogą.
– Która parafia była najmniejsza?
– Do tej pory odwiedziłem parafię, która była najmniejsza – w Suszu. To najmniejsza parafia, którą odwiedziłem i to z pewnością jest szczególne doświadczenie. To pokazuje też naszą historię, gdy nie mieliśmy swoich cerkwi, trzeba było korzystać z kościołów łacińskich. I parafia w Suszu jest tego przykładem, że tam liturgia odbywa się w kościele św. Rozalii. Z pewnością jest to takie inne odczucie, bo gdy mamy niewielkie nasze cerkwie, to nawet wtedy, gdy przyjdzie niewiele osób, to mamy odczucie, że cerkiew jest wypełniona, a w takim kościele jednak ci ludzie siadają w różnych miejscach i można odczuć, że to taka naprawdę niewielka, wspólnota. Myślę jednak, że powinniśmy cieszyć się także tymi malutkimi wspólnotami. Dobrze, że one są, one świadczą o tym, że my nadal, mimo trudności podtrzymujemy naszą tożsamość religijną, naszą tożsamość narodową. A to jest ważne, to naprawdę jest świadectwem wiary naszych wiernych, naszych Ukraińców.

(-)

Życzymy naszemu biskupowi Arkadiuszowi dużo sił i mocnego zdrowia, bo bardzo się przyda, jeśli zechce utrzymać dotychczasowe tempo pracy. I niech Bóg błogosławi na wiele lat! A ja teraz już życzę wam miłego wieczoru i zapraszam do radioodbiorników jutro o 10.50. Była z wami Jarosława Chrunik. Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/bsc)

24.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, na antenie Radia Olsztyn w poniedziałek, 24 stycznia; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Zima nareszcie wygląda jak zima, miło patrzeć na rumiane twarze dzieci, które cieszą się śniegiem i zabawami na nim. A my nowy tydzień zaczniemy od przeglądu wydarzeń historycznych:
(-)
24 stycznia 2015 r. rosyjscy terroryści „DRL” ostrzelali z artylerii Mariupol, zginęło wtedy 30 osób. Według danych Bellingcat, wydawało instrukcje, kierowało operacją i udzielało konsultacji dziewięciu rosyjskich oficerów.
(-)
1879 r. urodził się Stanisław Ludkewycz, ukraiński kompozytor, muzykoznawca, folklorysta, pedagog. Do największych dzieł autora należy kantata-symfonia „Kaukaz”, napisana do słów poematu Szewczenki o takim samym tytule z okazji 120-lecia urodzin „Kobziarza”.
(-)
1941 r. urodził się Jurij Pokalczuk, pisarz ukraiński. Był najstarszym uczestnikiem stowarzyszenia artystycznego „Ostatnia Barykada”; tłumaczył Hemingway’a, Salingera, Cortazara, Kiplinga, Rimbauda i wielu innych. Napisał 17 książek beletrystycznych. Znał 11 języków obcych, a swobodnie rozmawiał po polsku, angielsku, hiszpańsku i francusku.
(-)
2007 roku zmarł Stanisław Szczerbatych – ukraiński bard, znany jako „Tryzubyj Stas”. Jego przyjaciele mówili, że Stas miał fenomenalne wyczucie czasu. Jak tylko pewne realia polityczne lub życiowe zrodziły swoją anegdotę, on natychmiast odpowiadał na to piosenką. Porównuje się go z Wiktorem Morozowym, Wasylem Żdankinym, Andrijem Panczyszynym; jest jednym z najbardziej utytułowanych bardów ukraińskich.
(-)
Imieniny obchodzą dzisiaj: Michał, Witalij, Józef, Włodzimierz, Stefan i Mikołaj. Wiele osób obchodzi też dzisiaj urodziny – wszystkiego najlepszego!
(-)
Wczoraj minął równo rok od historycznego wydarzenia, które miało miejsce w olsztyńskiej świątyni. W sobotę, 23 stycznia 2021 roku odbyła się chirotonia ks. dr. Arkadiusza Trochanowskiego i obrzęd jego intronizacji na pierwszego biskupa nowo utworzonej eparchii olsztyńsko-gdańskiej. Wcześniej, 25 listopada 2020 roku, w Watykanie ogłoszono decyzję papieża Franciszka o utworzeniu nowej eparchii z siedzibą w Olsztynie i mianowaniu ks. Arkadiusza na pierwszego biskupa. Katedrą stała się cerkiew Opieki Matki Bożej w Olsztynie. Na czele uroczystości stanął zwierzchnik UCGK Jego Świątobliwość Swiatosław. Koncelebrował mszę metropolita przemysko-warszawski abp Eugeniusz Popowicz oraz biskup pomocniczy eparchii samborsko-drohobyckiej, bp Hryhorij Komar. Bp Arkadiusz zaprezentował się jako bardzo aktywny i pracowity hierarcha i nawet nie zauważył, kiedy ten rok minął:

– Wydaje mi się, że to było wczoraj. Tak szybko mi minął, że ja naprawdę, dopiero tydzień temu uświadomiłem sobie, że będzie rocznica; że będzie pierwsza rocznica chirotonii i ingresu. Uświadomiłem sobie, że to będzie niedziela (bo rok temu była to sobota). Tak samo przypomniałem sobie tamto wydarzenie, gdy nie mogło być ludzi w cerkwi, bo była pandemia. I chociaż jest inaczej, to nadal jesteśmy w tej pandemii. I trzeba było znaleźć też jakieś rozwiązanie, dlatego zdecydowałem sam osobiście, że będę bliżej ludzi. Ludzie nie mogli być w katedrze, ale ja będę się starał być bliżej ludzi, żeby nieść to Boże Słowo. Nieść słowo wiary, nadziei i miłości , że Cerkiew jest z narodem.

Wieczorem usłyszycie całą rozmowę z bp Arkadiuszem.

(-)

A na Ukrainie najważniejszy temat to możliwy atak Rosji na Ukrainę w pełnym wymiarze. Prezydencki doradca Paweł Sałek powiedział, że integralność Ukrainy jest kwestią nienaruszalną. Zapytany w Programie 3 Polskiego Radia, czy Polska przekaże władzom w Kijowie broń, odpowiedział, że Ukraina na tę chwilę oczekuje wsparcia politycznego. Transporty broni wysyłają już inne kraje.
(-) Wypowiedź w języku polskim

Rosja zgromadziła przy granicy z Ukrainą tysiące wojsk i żąda od NATO zobowiązania, że Sojusz nie będzie rozszerzał wpływów dalej na wschód. NATO ostrzega przed możliwością rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W związku z tą groźbą Litwa, Estonia i Łotwa zobowiązały się przekazać Ukrainie uzbrojenie o charakterze defensywnym, wyprodukowane w USA. Broń do Kijowa wysyła już Wielka Brytania. Brytyjczycy twierdzą, że Kreml chce zainstalować w Kijowie marionetkowego lidera, zależnego od Moskwy. Takie ostrzeżenie wydało MSZ w Londynie, mówi Adam Dąbrowski:
(-) Korespondencja w języku polskim

Natomiast Niemcy zachowują się tak, jakby nie rozumiały, co się dzieje.

Ambasador Niemiec na Ukrainie została wezwana do tamtejszego ministerstwa spraw zagranicznych. Ma to związek m.in. z wypowiedzią dowódcy marynarki wojennej Niemiec, w której stwierdził, że Ukraina nie odzyska Krymu i nie zostanie przyjęta do NATO. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Jednak mimo niezrozumiałych działań Niemiec, w ostatnich dniach międzynarodowi partnerzy Ukrainy zademonstrowali niezwykłą jedność – od razu kilka krajów oznajmiły o dostawach broni dla Ukrainy. Ktoś już dostarcza, jak USA i Wielka Brytania, kraje bałtyckie i Czechy obiecały wkrótce ją dostarczyć, a w Niderlandach raptem postanowiono być otwartymi wobec wojskowej pomocy obronnej dla Kijowa.

Ostatnio także Japonia przyłączyła się do koalicji krajów, które starają się zapobiec agresji rosyjskiej na Ukrainę. Znad Dniepru nadchodzą jeszcze inne optymistyczne wiadomości, ale będziemy o nich mówić wkrótce, ponieważ teraz już kończy się nasz czas antenowy. Ja żegnam się z wami do wieczora, życzę wam, żebyście mimo wszystko optymistycznie patrzyli w przyszłość. Miłego dnia, drodzy słuchacze! Chrystus się narodził! Chwalmy Go!

23.01.2022 – godz. 20.30 Magazyn (opis do dźwięku)

Witamy Państwa w magazynie ukraińskim „Od niedzieli do niedzieli”; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Święta Bożego Narodzenia nie dla wszystkich w tym roku zakończyły się szczęśliwie. Niestety, jedna z naszych rodzin boryka się ze skutkami pożaru domu. Na szczęście, nie pozostaje w tym nieszczęściu sama – znajomi i nieznajomi jak mogą tak starają się pomóc.

(-) Kolęda

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! W minioną niedzielę w olsztyńskiej cerkwi odbył się koncert „Z kolędą dla rodziny Borków”. Dziecięcy zespół wokalny „Suzirjaczko” przyłączył się do inicjatywy parafialnej wsparcia rodziny Borków, która znalazła się w bardzo trudnej sytuacji po pożarze ich domu we Wrzesinie w gminie Jonkowo. Pieniądze, zebrane podczas koncertu, zostały przeznaczone na odbudowę domu rodziny Borków, który ucierpiał podczas pożaru. Obecni na koncercie słuchacze, z którymi rozmawiał Sergiusz Petryczenko, podkreślali, jak ważna jest pomoc moralna i materialna, bowiem parafianie – to jedna wielka rodzina. Dodajmy, że rodzinie Borków można pomóc, wpłacając pieniądze na rachunek podany na stronie olsztyńskiej parafii.

(-)

– Co dla pani znaczy ta akcja pomocy waszym kolegom?

– Darka Bułka-Bzil, kierowniczka zespołu „Suzirjaczko”. Wie pan, nasz zespół to taka wielka rodzina. Gdyby nie zespół, to spotykaliby się na lekcjach w szkole, na języku ukraińskim, na katechezie i to by było wszystko. Bo dzisiaj dzieci mają malutko czasu. Ci rodzice, te dzieci, które współpracują z „Suzirjaczkiem”, to ludzie, którym zależy na sobie wzajemnie. Oni są wzajemnie za siebie odpowiedzialni i teraz jeszcze to pokazali, że są odpowiedzialni za tych, którzy już z nami nie śpiewają, ale my pamiętamy o nich, że byli w zespole. I myślę, że gdyby była potrzeba pomóc komuś, kto nawet nie był w zespole, to dzieci i tak by zaśpiewały w takiej intencji. To jest proste – była decyzja i tak się stało. I dla mnie to jest normalne i myślę, że dla dzieci też.

– Gdyby ktoś zechciał pomóc spoza Olsztyna, gdzie można wpłacać pieniądze?

– Jest konto bankowe, które widnieje na stronie naszej cerkwi, tak że można znaleźć dane do tego, żeby pomóc rodzinie i jest taka możliwość.

(-)

– Wiadomo, że trzeba sobie pomagać. Tragedia spotkała ludzi, więc postanowiliśmy pomóc. Każda złotówka jest ważna, żeby odbudować ten dom, żeby mogli normalnie żyć.

– To tez taki obowiązek chrześcijański, prawda?

– Tak! Wszyscy jednoczą się wokół cerkwi i cerkiew też pomaga nam wszystkim. Na czele tego stoi nasz ksiądz, pomaga tez Caritas. Uważam, że to dobry pomysł, żeby pomóc ludziom.

– Chrześcijanie przeważnie pomagają sobie i innym; myślę, że po to przychodzimy do cerkwi, żeby rozmawiać z Bogiem i z innymi ludźmi i pomagać sobie wzajemnie.

– To moi znajomi. Każda rodzina, która ma jakąś tragedię, czasami nie może sobie dać rady sama i trzeba pomóc. A my jesteśmy, można tak powiedzieć, taką większą rodziną.

– Pomóc rodzinie, która tej pomocy potrzebuje. To jedno. Po drugie – to są święta, trudny czas dla nas wszystkich i musimy jakoś się zebrać, pomóc. Ta rodzina dużo pomagała w naszej cerkwi, i księdzu, tak że jesteśmy wspólną, dużą rodziną.

– I dzieci też przejęły się tą sprawą, zaśpiewały.

– Ten koncert był zaplanowany już wcześniej, ale gdy taka sytuacja wyszła, to my, rodzice, postanowiliśmy, żeby zadedykować go państwu Borkom, żeby im pomóc. To był taki charytatywny koncert.

– Tak, dzieci też chciały pomóc, tylko czekały, jeździły chętnie na próby, żeby wypaść jak najlepiej i pomóc tej rodzinie; żeby ten koncert miał taki sens – i od serca, i od duszy. I żeby na święta pomóc.

(-)

Chrześcijanie obrządku wschodniego 19 stycznia obchodzą Chrzest Pański, albo Objawienie Pańskie. Jest to trzecie największe i wieńczące cykl bożonarodzeniowy święto. Potocznie ma ono kilka nazw: Wodochreszcze, Wodochrestia, Jordan, – podaje Ukrinform. Objawienie Pańskie trwa trzy dni. Tak jak i na Boże Narodzenie, poprzedza je postna kutia w Wigilię, następnie – sam dzień Chrztu Pańskiego albo Jordan i kolejny dzień – Jana Chrzciciela. W to święto wspomina się i chwali wydarzenie ewangeliczne – chrzest Jezusa Chrystusa w rzece Jordan przez św. Jana Chrzciciela.

W Piśmie Świętym mówi się, że podczas chrztu z nieba na Jezusa w postaci gołębicy zstąpił Duch Święty i rozległ się głos Boga, dlatego święto nazywa się właśnie Objawieniem Pańskim. We wszystkich świątyniach w dniu chrztu Pańskiego odprawiana jest uroczysta liturgia, która kończy się wielkim święceniem wody. Obrzęd święcenia wody powstał jeszcze w pierwszym okresie chrześcijaństwa na pamiątkę przykładu Jezusa, który poświęcił wodę Jordanu.

(-)

W Ewangelii zostało to opisane tak:

(-) Fragment Ewangelii

Zapytałam panią profesor Irynę Betko z UWM, jakie znaczenie dla niej ma święcona jordańska woda:

– Ma bardzo ważne znaczenie, ponieważ w tym święcie Bóg uświęca żywioł wody, ale też wszystkie pozostałe żywioły: Chrystus idzie po ziemi, to znaczy, że ma my tu nie tylko wodę – mamy ziemię, mamy też powietrze; Duch Święty, a Duch Święty jednocześnie i ogień. I to wszystko przechodzi w inną jakość, unosi się żywiołami nadprzyrodzonymi i uświęca się Duchem Świętym. Dlatego, jeśli zastanawiać się nad tymi symbolami, to dają one bardzo dużo i dla umysłu, i dla serca. Święcona woda, którą przynosimy do naszych domów i którą będziemy trzymać cały rok, będziemy się po nią zwracać jako po taki punkt wsparcia w naszych duchowych modlitwach i zawsze będzie ona z nami. I za fizycznym wymiarem życia musimy dostrzegać jego wyższy sens duchowy.

(-)

I jeszcze słowo ma pan Marian Rychel:

– U nas, gdy przychodziło się znad rzeki, przynosiło się święconą wodę, święciło się i dom, i wszystkich obecnych, i mówiło się: „Wodyczeńko-jordanyczeńko, obmywasz brzegi i wyspy, obmyj też mnie i uchroń mnie przed wszelkim nieszczęściem!”.

 (-) Szczodrówka

To była przepiękna szczodrówka w języku białoruskim, w wykonaniu ukraińskich śpiewaków, braci Piotra i Pawła Pryjmaków.

Ja chyba zaskoczyłam was językiem białoruskim w naszej audycji (a może słucha nas teraz ktoś z Białorusinów, więc myślę, że sprawiło mu to szczególną przyjemność. A czym zaskoczy nas dzisiaj Roman Bodnar?

(-) Hit-Parad

Kończy się nasz antenowy czas, żegnają się z wami: Sergiusz Petryczenko, Roman Bodnar, Szymon Krzysztoń i Jarosława Chrunik. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/łw)

22.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Olsztyńska parafia katedralna zwraca się z prośbą do ludzi dobrej woli o pomoc pięcioosobowej rodzinie Borków, której dom ucierpiał podczas pożaru 10 stycznia. Na dziecięcą małankę, dzieci w wieku od roku do 5 lat zaprasza greckokatolicka parafia katedralna. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński podziękował prezydentowi Andrzejowi Dudzie i wszystkim Polakom za wsparcie w obronie spójności terytorialnej i suwerenności Ukrainy. Według danych ukraińskiego wywiadu, Rosja zintensyfikowała ostatnio werbunek najemników do sił prorosyjskich separatystów w Donbasie.Siergiej Ławrow rozmawiał w Genewie z sekretarzem stanu Antony Blinkenem. Jak kończy się tydzień pracy, dowiecie się za chwile w ukraińskim programie informacyjnym. W kalendarzu sobota 22 stycznia. Z wami jest Hanna Wasilewska.

(-)

Olsztyńska parafia katedralna zwraca się z prośbą do ludzi dobrej woli o pomoc pięcioosobowej rodzinie Borków, której dom ucierpiał podczas pożaru 10 stycznia.  Skutki pożaru są straszne – przy gaszeniu cały dom, meble, sprzęt, zostały zalane wodną i nie nadają się do naprawy. Potrzeba zrobić kapitalny remont dachu. Z powodu złego stanu budynku rodzina obecnie nie może w nim mieszkać. W związku z trudną sytuacją w jakiej znalazła sięrodzina Borków, Olsztyńska parafia zwraca się z prośbą o pomoc. Pieniądze można wpłacać na konto parafialne, albo na konto Caritas olsztyńsko-gdańskiej eparchii z dopiskiem „Borko”, albo „pomoc pogorzelcam”. Szczegóły na stronach epachrii i parafii.

(-)

Na dziecięcą małankę dla dzieci w wieku od roku do 5 lat zaprasza greckokatolicka parafia katedralna. Odbędzie się w ramach cotygodniowych zajęć z rozwoju sensorycznego, jednak wziąć udział w noworocznym balu mogą wszystkie chętne dzieci, które nie odwiedzają cotygodniowych zajęć. Wielki dziecięcy bal karnawałowy dla wszystkich greckokatolickich parafii w regionie od dawna jest marzeniem Ołeny Kariwec, parafianki olsztyńskiej cerkwi, mamy dwójki dzieci i terapeutki rozwoju sensorycznego, która prowadzi zajęcia dla dzieci przy cerkwi w Olsztynie. Natomiast w czasie pandemii organizowanie masowych wydarzeń jest ryzykowne, więc datę przeprowadzenia dziecięcego karnawału ustalono tylko w tym tygodniu. Jednak bardzo ważne jest rozumieć, że takie obchody łączą nie tylko dzieci ukraińskiej mniejszości naszego regionu, ale i ich rodziców – przekonuje Ołena Kariwec:

-Zaplanowany bal karnawałowy, na który dwa lata temu przyszło 30 dzieci i ich rodzice. To także łączy nas. Moje marzenie było takie w ogóle, żeby zrobić między parafialny bal karnawałowy, żeby przyjechały dzieci z innych parafii Warmii i Mazur. Ja nie wiem, czy w tym roku to wyjdzie, bo epidemia daje nam ciągle jakieś niespodzianki, a planować jakieś wielkie wydarzenia to konkretne koszty, konkretne daty, ludzie którzy mieliby w tym pomóc. Ja troszkę boję się odważyć zrobić z tego takie wielkie wydarzenie, właśnie z tego poczucia obowiązku, ale jeśli ktoś może przyjechać prywatnie sobie, wziąć udział w balu karnawałowym, ja wszystkich absolutnie zapraszam, będzie po wszystkich naszych trzech świętach, będziemy ładnie bawić się z dziećmi.

Żeby przygotować odpowiedzi poczęstunek, organizatorzy proszą o zgłoszenia udziały dzieci do Ołeny Kariwec pod numerem telefonu 511 488 668. Małanka dla dzieci odbędzie się w sali parafialnej katedry olsztyńskiej przy ulicy Lubelskiej, w poniedziałek 24 stycznia o 17:00

(-)

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński podziękował prezydentowi Andrzejowi Dudzie i wszystkim Polakom za wsparcie w obronie spójności terytorialnej i suwerenności Ukrainy, a także jej integracji z Unią Europejską i NATO. Takie wsparcie jest szczególnie ważne w tych trudnych czasach. – napisał prezydent Ukrainy na Twitterze. Jestem wdzięczy za to, że możemy pracować razem, żeby podołać wyzwaniom bezpieczeństwa w regionie – dodał. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński przebywa z wizytą w Polsce na zaproszenie polskiego prezydent. Polityk rozmawiał z Andrzejem Dudą w prezydenckiej rezydencji w Wiśle. Przedmiotem konsultacji było przede wszystkim zagrożenie ze strony Rosji.

(-)|

Według danych ukraińskiego wywiadu, Rosja zintensyfikowała ostatnio werbunek najemników do sił prorosyjskich separatystów w Donbasie. Dostarcza też tam sprzęt wojskowy.

O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko

(-)

Rosja liczy, że w przyszłym tygodniu otrzyma od Stanów Zjednoczonych pisemną odpowiedź na żądania dotyczące gwarancji bezpieczeństwa – poinformował na konferencji prasowej szef rosyjskiej dyplomacji. Siergiej Ławrow rozmawiał w Genewie z sekretarzem stanu Antony Blinkenem. Moskwa w grudniu zażądała, aby NATO zrezygnowało z przyjęcia do Sojuszu Gruzji i Ukrainy oraz wycofało wojska z krajów, które przystąpiły do Paktu po 1997 r. Waszyngton i Bruksela stoją na stanowisku, że Rosja nie ma prawa do stawiania takich żądań.

(-)

Na tym informacje są wyczerpane, więc dziękuję wam za uwagę i zapraszam do radioodbiorników w przyszłym tygodniu. Wszystkiego dobrego. (dw/łw)

 

21.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Greckokatolicka parafia Opieki Przenajświętszej Bogarodzicy w Olsztynie zaprasza studentów, młodzież i uczniów klas ósmych szkół podstawowych na I eparchialny konkurs pisania ikon. Od początku tego tygodnia dla obywateli Ukrainy otwarte są drzwi generalnego konsulatu Ukrainy we Wrocławiu. Polska wspiera Ukrainę i sprzeciwia się ustępstwom wobec Rosji. Prezydent USA Joe Biden powiedział, że spodziewa się rosyjskiego ataku na Ukrainę. Zapraszam na świeże informacje po ukraińsku. Dzisiaj jest piątek 21 stycznia. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam.
(-)
Greckokatolicka parafia Opieki Przenajświętszej Bogarodzicy w Olsztynie zaprasza studentów, młodzież i uczniów klas ósmych szkół podstawowych na I eparchialny konkurs pisania ikon. Udział mogą wziąć także dorośli – mówi Andrzej Faranczuk:

Jest to organizowane dla trochę starszych dzieci, no i także dla dorosłych, którzy chcą szukać troszkę takiego wyciszenia przy pisaniu ikon. Jest to jeden wzór, który wszyscy poprawiają. Każdy wnosi opłatę tzw. za materiały i później na koniec ta ikona jest poświęcona i każdy zabiera do siebie, może komuś to podarować, bo to jest dosyć wyjątkowy prezent i wyjątkowa rzecz, która zostaje w naszych domach.

Zajęcia odbędą się od 30 stycznia do 4 lutego. Kończy kurs poświęcenie ikon podczas nabożeństwa 6 lutego i przekazanie certyfikatów początkowym twórcom ikon. W tym roku kursanci napiszą na deskach ikonę Jezusa Pantokratora, a uczyć ich będzie siostra Ołena ze Zgromadzenia Sióstr Służebnic Niepokalanej Dziewicy Marii w Kruklankach. Liczba miejsc na kursie pisania ikon jest ograniczona. Dodatkowe informacje dostępne w parafii katedralnej w Olsztynie.
(-)
Od początku tego tygodnia dla obywateli Ukrainy otwarte są drzwi generalnego konsulatu Ukrainy we Wrocławiu. Pierwszy testowy dzień przyjęcia obywateli odbył się w poniedziałek 17 stycznia. Obywatele, którzy ówcześnie zarejestrują się w kolejce elektronicznej, mają możliwość otrzymania poświadczeń pism, otrzymania konsultacji w sprawach obywatelskich, przygotowanie paszportu obywatela Ukrainy, realizacji innych czynności konsularnych. Przed początkiem przyjmowania, konsulat generalny odwiedziła delegacja wrocławskiego magistratu na czele z prezydentem Jackiem Sutrykiem. Konsul generalny we Wrocławiu Jurij Tokar zapoznał delegację z funkcjonalną częścią konsulatu, a także z zaplanowanymi krokami co do poszerzenia zakresu czynności konsularnych dla obywateli, między innymi tych dotyczących spraw paszportowych i ewidencji konsularnej.
(-)
Polska wspiera Ukrainę i sprzeciwia się ustępstwom wobec Rosji. Taką deklarację złożył szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta, Jakub Kumoch, po rozmowach prezydentów Polski i Ukrainy w Wiśle. Jakub Kumoch powiedział, że Ukraina zasługuje na pełne poparcie świata zachodniego. Dodał, że rozmowy Andrzeja Dudy i Wołodymyra Zełenskiego będą kontynuowane:
(-)

Zastępca szefa urzędu prezydenta Ukrainy Andrij Sibiha podziękował Polsce i Polakom za wsparcie dla jego kraju:

Najpierw chciałbym podziękować narodowi i państwu polskiemu za niezmienne i trwałe wsparcie dla integralności terytorialnej i suwerenności Ukrainy. Jest to szczególnie ważne w takim trudnym czasie.

Andrij Sibiha podkreślił, że spotkanie prezydentów Polski i Ukrainy jest dla jego kraju szczególnie ważne w momencie, gdy sytuacja na granicy z Rosją jest napięta. Dodał, że jej stabilizację można osiągnąć tylko drogą dyplomatyczną.

Prezydent USA Joe Biden powiedział, że spodziewa się rosyjskiego ataku na Ukrainę. Amerykański przywódca ostrzegł Władimira Putina, że będzie żałował, jeśli dokona inwazji. Biden zasugerował jednak, od odpowiedź Zachodu będzie zależała od skali rosyjskiej agresji.

(-)

Tym kończymy nasz program. Informacje z tego tygodnia podsumujemy już jutro o 10:50. Z wami była Hanna Wasilewska. Przyjemnego dnia.

20.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, na antenie Radia Olsztyn w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie”; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Tak pięknie dzisiaj od rana ścielił się na ziemi śnieg. A ile musiało go leżeć w górach! Niełatwe, ale na swój sposób pociągające jest życie w górach. Dzisiaj tam spędzimy 20 minut naszej audycji.

(-)

Miłość do gór nikogo nie dziwi, jest ona zrozumiała sama w sobie. Dziwiłby bardziej brak sympatii dla nich. Właśnie dlatego w pieśniach górale śpiewają „że bez gór, w dolinach giną”. Dzisiaj porozmawiamy o 2 łemkowskich śpiewaczkach Julii Dosznie i Chrystynie Solovij. Przypomnijmy teraz rozmowę Sergiusza Petryczenki z Julią Doszną, w której śpiewaczka opowiada o swoim zamiłowaniu do pieśni.

(-)

Julia Doszna – łemkowska pieśniarka, która rozsławiła łemkowską pieśń daleko poza granice Łemkowszyzny. Urodziła się w Bielance, obecnie mieszka w Łosiu w Beskidzie Niskim i od zawsze śpiewała. Jak sama mówi – śpiewanie jest dla niej i modlitwą i wewnętrzną potrzebą. To jest opowieść o Łemkach, ich najwyższych wartościach, w które wierzą: o miłości do Boga, ludzi i ziemi. W jej repertuarze znajdują się ludowe pieśni liryczne, religijne i obrzędowe. Julia Doszna występowała  na wielu scenach w Polsce, Kanadzie, USA, Niemczech, Rosji, Czechach, Słowacji i oczywiście – Ukrainie. Jak czytamy na stronie lemkowyna.eu, pieśniarka brała udział wielokrotnie w Festiwalu Kultury Ukraińskiej w Sopocie, Festiwalu Ukraina Viva we Wrocławiu, w Wielokulturowym Festiwalu „Galicja” w Przemyślu, w Przeglądach Dorobku Artystycznego Mniejszości Narodowych i Etnicznych w Warszawie, w Watrach Łemkowskich (Michałów, Monasterzyska, Zdynia). Niejednokrotnie sama prowadziła koncerty: podczas Święta Kultury Łemkowskiej „Watra” w Bartnem i Zdyni, Międzynarodowych Spotkań pod Kiczerą w Legnicy, Zjazdu Światowej Federacji Ukraińskich Łemkowskich Organizacji w Kijowie, Święta Kultury Łemkowskiej w Zyndranowej „Od Rusal do Jana”. Współorganizowała liczne Kermesze (w Olchowcu, Radoszycach, Łosiu, Ropie, Gorlicach, Krynicy, Bielance). Występowała w imprezach folkowych. Prowadziła też warsztaty śpiewu w Jaworniku podczas I Spotkań Ludzi Gór. W USA nagrała kolejny album ” Immigrant” z towarzyszeniem pianisty Davida Libby`ego, jazzowego basisty Kena Filliano i skrzypka Andrzeja Przybycienia z bydgoskiej Filharmonii Pomorskiej. Płyta zawiera zapomniane pieśni śpiewane przed I wojną światową w czasie wielkiej emigracji z Łemkowszczyzny. W latach 90. Julia Doszna współpracowała z Krzysztofem Krzyżanowskim tworząc cykl programów „U siebie” dla TV Kraków. Przypomnijmy rozmowę Sergiusza Petryczenki z Julią Doszną, w której śpiewaczka opowiada o swojej pasji.

(-)

– Jak zaczęła Pani śpiewać? Skąd są te piosenki, czy ktoś Panią ich uczył?

– Śpiewam od kiedy pamiętam. Śpiewałam z dziadkami, śpiewałam z mamą, z siostrami, we wsi razem śpiewaliśmy, z dziewczętami, z chłopakami. Tak piosenki rosły razem ze mną, albo ja z piosenkami. Nie trzeba się było specjalnie uczyć, bo wszyscy śpiewali dookoła. Przy pracy i jak był czas wolny, kiedy zbieraliśmy wieczorami, gdzieś tam na ścieżce, na pagórku. To był jeszcze taki dobry czas w naszej wsi, większość to byli Łemkowie i mieliśmy odwagę, żeby śpiewać. Nawet Polacy śpiewali po naszemu. Kiedy pan Paweł Stefaniwski wrócił z Zachodu, z ziem zachodnich, zaczął organizować w Bilance chór, teatr, w którym występowali Łemkowie, Polacy mieszkający w naszej wsi. To było normalne wtedy, jeszcze normalne kontakty.

– Jakie to były lata?

– To były lata 60, koniec lat 60, początek 70.

(-)

– Chór to był nie tylko śpiew, ale całe nasze życie. Mogliśmy tak opowiadać o naszej ziemi, o naszych górach, o naszym nieszczęściu, ale też o naszych radosnych chwilach, które przeżywaliśmy.

(-)

– Zaczęłam również pracę z dziećmi, choć przygotowania muzycznego ani pedagogicznego nie mam, zaczęło mi być żal tych naszych dzieci, które idą w świat i zapominają swoje, nie śpiewają, nie rozmawiają. Przez 11 lat prowadziłam Vereteno, zespół, grupę śpiewaczą, a potem jak dzieci podrastały to tworzyła się grupa dziecięco-młodzieżowa. I byłam pierwszą, która tu na Łemkowszczyźnie to robiła. No i na szczęście gdy inni zobaczyli, że można to i oni zaczęli tworzyć zespoły. Tak powstał „Łemkowski Perstenyk”, „Ruczaj”, „Zoria” i byłam już spokojna. Dzieci z całego powiatu, które były u mnie zaczęły chodzić do swojej wsi, tam gdzie było bliżej.

(-)

– Pracowała z nami tak grupa z Kolbuszowej, to była kapela Pana Jarosława Mazura, który wspaniale czuje muzykę karpacką, tam było dwoje skrzypiec, fujarka, basy, akordeon. Ale w mojej karierze akompaniuje mi też Mirosław Gogoń, który gra na akordeonie i robi to wspaniale. To cudowny człowiek, bardzo dobry muzyk i planujemy jeszcze razem nagrać piosenki, takie bardziej… chcemy poezję nagrać, to będzie Antonycz, Harasymowicz, Wermenycz, Kostenko. Oczywiście będzie nasz Murianka.

(-)
Chrystyna Solovij to przedstawicielka kolejnego pokolenia. Trzy dni temu skończyła 29 lat. Urodziła się i wychowała w Drohobyczu i też zachwyciła się łemkowską pieśnią. Chrystyna Solovij powoli, ale pewnie znajduje brzmienie dla swojego głosu w kulturze ukraińskiej. Mówi, że wszelkie odchylenia są tymczasowe, jeśli wiesz dokąd zmierzasz. Solovij stała się szerzej znana dzięki udanemu udziałowi w Głosie Kraju w 2013 roku w zespole Sviatoslava Vakarchuka, który po konkursie po raz pierwszy został producentem artystki ukraińskiej i pracował nad albumem „Żywa woda”. W 2018 roku Solovij prezentuje album z pierwszymi autorskimi piosenkami, „Drogi Przyjaciel”, a w maju 2021 r. album „Rozaventorum”. Chrystyna opowiada o sobie: „wyjechałam ze Lwowa w 2015 roku i czułam się w Kijowie obco. Tło językowe to jest to, jak z Tobą rozmawia miasto, jakie szyldy widzisz dookoła i co słyszysz. Zdarza się, że widzisz miłą restaurację z ukraińską estetyką, ukraińskim menu, siadasz przy stole a do Ciebie mówią „zdrastvujte”. Ale ja tutaj wykonuję swoją misję, jestem na zesłaniu. Chcę pokazać, że można w stolicy odnosić sukcesy pozostając sobą, ukraińskojęzyczną. Kiedy wsiadam do taksówki w Kijowie i zaczynam rozmawiać po ukraińsku to wciąż zdarza mi się słyszeć „u Vas takoj krasivyj ukrainskij jazyk – Vy so z Lvova?”. Wychodzi na to, że mam pytać rosyjskojęzycznego czy on jest z Woroneża? Język to jest przestrzeń intymna, rozmawiać po ukraińsku to jest moje odwieczne prawo do godności. Nie planowałam być piosenkarką i zajmować się muzyką gdy nagrywałam album „Żywa woda”. Uważałam, że mam postawić pomnik piosenkom łemkowskim, bo go nie było. Myślałam, że tego może nikt nie zrobić jeszcze z 50 lat. A potem te piosenki znikną w stertach makulatury i gdzieś tam będzie zbiorek piosenek łemkowskich zapisany przez mojego ciotecznego pradziadka.
Ukraińska kultura to są nasze markery, które pozwalają nam czuć jedność i bezpieczeństwo. Dla mnie jest ot ukraińska pieśń, ukraiński tryzub i barszcz. Wielką narracją która łączy jest dla mnie Majdan. Jest to miejsce gdzie jednokrotnie broniliśmy prawa do wyrażania swojej tożsamości. W ogóle historię ukraińską łączy walka wyzwoleńczo-narodowa od czasów kozackich do dzisiaj. Jest to też cały folklor i kuchnia narodowa, które zachowały się dzięki ukraińskiej wsi. Z Chrystyną jeszcze nie udało nam się nagrać rozmowy, że jest to tylko kwestia czasu, natomiast teraz możemy posłuchać jak młoda piosenkarka śpiewa.

(-)
Myślę, że po naszej dzisiejszej audycji wielu z Was swój urlop zaplanuje w górach, a na razie mamy jeszcze zimę, więc na koniec Szczodróweczka. Była z Wami Jarosława Chrunik, żegnam się z Wami do niedzielnego wieczoru, a teraz życzę udanego weekendu.

 

20.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Na dziecięcą małankę dla dzieci w wieku od roku do 5 lat zaprasza greckokatolicka parafia katedralna. Ukraiński sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury i nie aresztował byłego prezydenta Petra Poroszenki. Przebywający w Kijowie sekretarz stanu USA Antony Blinken wezwał Władimira Putina, by „wybrał ścieżkę pokoju”. Na Ukrainie w nocy z 13 na 14 stycznia doszło do dużego cyberataku. Na antenie wiadomości po ukraińsku. Dziś jest czwartek 20 stycznia. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
Na dziecięcą małankę dla dzieci w wieku od roku do 5 lat zaprasza greckokatolicka parafia katedralna. Odbędzie się w ramach cotygodniowych zajęć z rozwoju sensorycznego, jednak wziąć udział w noworocznym balu mogą wszystkie chętne dzieci, które nie odwiedzają cotygodniowych zajęć. Wielki dziecięcy bal karnawałowy dla wszystkich greckokatolickich parafii w regionie od dawna jest marzeniem Ołeny Kariwec, parafianki olsztyńskiej cerkwi, mamy dwójki dzieci i terapeutki rozwoju sensorycznego, która prowadzi zajęcia dla dzieci przy cerkwi w Olsztynie. Natomiast w czasie pandemii organizowanie masowych wydarzeń jest ryzykowne, więc datę przeprowadzenia dziecięcego karnawału ustalono tylko w tym tygodniu. Jednak bardzo ważne jest rozumieć, że takie obchody łączą nie tylko dzieci ukraińskiej mniejszości naszego regionu, ale i ich rodziców – przekonuje Ołena Kariwec:

-Zaplanowany bal karnawałowy, na który dwa lata temu przyszło 30 dzieci i ich rodzice. To także łączy nas. Moje marzenie było takie w ogóle, żeby zrobić między parafialny bal karnawałowy, żeby przyjechały dzieci z innych parafii Warmii i Mazur. Ja nie wiem, czy w tym roku to wyjdzie, bo epidemia daje nam ciągle jakieś niespodzianki, a planować jakieś wielkie wydarzenia to konkretne koszty, konkretne daty, ludzie którzy mieliby w tym pomóc. Ja troszkę boję się odważyć zrobić z tego takie wielkie wydarzenie, właśnie z tego poczucia obowiązku, ale jeśli ktoś może przyjechać prywatnie sobie, wziąć udział w balu karnawałowym, ja wszystkich absolutnie zapraszam, będzie po wszystkich naszych trzech świętach, będziemy ładnie bawić się z dziećmi.

Żeby przygotować odpowiedzi poczęstunek, organizatorzy proszą o zgłoszenia udziały dzieci do Ołeny Kariwec pod numerem telefonu 511 488 668. Małanka dla dzieci odbędzie się w sali parafialnej katedry olsztyńskiej przy ulicy Lubelskiej, w poniedziałek 24 stycznia o 17:00
(-)
Ukraiński sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury i nie aresztował byłego prezydenta Petra Poroszenki. Śledczy podejrzewają go o udział w procesie sprowadzania węgla z okupowanego Donbasu i kwalifikują to jako zdradę stanu. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-)

Przebywający w Kijowie sekretarz stanu USA Antony Blinken wezwał Władimira Putina, by „wybrał ścieżkę pokoju”. Podczas spotkania z pracownikami tamtejszej ambasady Stanów Zjednoczonych amerykański dyplomata powiedział, że przybył do Kijowa, na prośbę prezydenta Joe Bidena, by potwierdzić wsparcie USA dla Ukrainy.
(-)
W Kijowie szef dyplomacji USA spotkała się, między innymi, z ministrem spraw zagranicznych Dmytrem Kulebą. Antony Blinken anonsował, że jutro 21 stycznia w Genewie spotka się z Sergiejem Ławrowem. Moskwa chciała otrzymać pisemną odpowiedź od USA na swoje propozycje w sprawie bezpieczeństwa strategicznego. Od tej odpowiedzi Rosja uzależnia swoje dalsze działania na granicy z Ukrainą. Szef dyplomacji USA powiedział, że nie wiadomo jaki jest główny postulat Rosji, a część z przedstawionych – nie do przyjęcia. Z kolei Dmytro Kuleba podkreślił, że Ukraina oczekuje od UE i USA surowych sankcji przeciwko Rosji. Zapewnił, że Ukraina nie planuje działań ofensywnych, a rozwiązaniem tego konfliktu może być wyłącznie dyplomacja.
(-)
Na Ukrainie w nocy z 13 na 14 stycznia doszło do dużego ataku cybernetycznego na strony rządowe, między innymi Ministerstwa Oświaty i Nauki, MSZ, Gabinetu Ministrów i innych. Na głównych stronach znalazły się informacje o prowokacyjnym charakterze po ukraińsku, rosyjsku i polsku. Na razie nie działają strony Ministerstwa Oświaty i Nauki, MSZ i Ministerstwa Weteranów, Państwowej Służby Sytuacji Nadzwyczajnych, Gabinetu Ministrów, Ministerstwa Energetyki. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy potwierdziła fakt ataku hakerskiego na strony urzędowe. Na głównych stronach umieszczono informacje o charakterze prowokacyjnym, w trzech językach – po ukraińsku, rosyjsku i polsku. Cytuję: „Wszystkie informacje o was stały się publiczne. Bójcie się i czekajcie na gorsze. To za waszą przeszłość, teraźniejszości i przyszłość. Za Wołyń, za OUN-UPA, za Galicję, za Polezie i za ziemie historyczne.” Przy tym nie zmieniono treści stron, a do wycieku danych osobowych nie doszło – czytamy na stronie SBU. W wyniku ataku odcięty został również dostęp do ukraińskiego odpowiednika polskiej aplikacji mObywatel. Według polskich i ukraińskich służb za atakiem stoi najprawdopodobniej Federacja Rosyjska.
(-)
Ta informacja zamyka nasz program więc dziękuję wam za uwagę i zapraszam na świeże wiadomości jutro. Wszystkiego dobrego. (

19.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, na antenie Radia Olsztyn w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie”; przed mikrofonem Jarosława Chrunik. Wtorkowy wieczór to wieczór wspomnień. Dzisiaj wspomnienia bliższe i dalsze spotkają się w jednym miejscu – w Prusiu koło Horyńca. Wyruszmy więc ich śladami

(-)

Myślę, że każdy cieszy się w sposób szczególny, gdy może wyruszyć w podróż, która zaprowadzi nas do miejsc, w których dzieciństwo i młodość spędzili nasi rodzice, dziadkowie. Jest coś magicznego w tych miejscach, bo nawet jeśli mieszkamy obecnie gdzie indziej i nie zamierzamy zmieniać naszego miejsca zamieszkania, to tam, na południu, jakby jakoś łagodniejemy, stajemy się bardziej sentymentalni. W tym roku latem z koleżanką też wybrałam się w taką sentymentalną podróż, która okazała się jeszcze przyjemniejsza, ponieważ odwiedziłyśmy dawnych znajomych. W Prusiu k/Horyńca mieszkają Maria (z domu Artymowicz) i Roman Tuzowie, których z pewnością zna wielu mieszkańców Bań Mazurskich, Węgorzewa, Giżycka; zwłaszcza kobiety, ponieważ Marysia pracowała w szpitalu na oddziale położniczym. Wiedziałyśmy z Ewą, że mieszkają w Prusiu, ale zupełnie nie wiedziałyśmy, w którym miejscu. I niezwykłym zbiegiem okoliczności, gdy podjechałyśmy do jednego z domów, zapytać o Tuzów, z domu akurat wyszedł Roman. Możecie się domyślać, jak wielka była nasza radość. Zanim weszłyśmy do domu, poprosiłam Marysię, żeby pokazała mi swój piękny ogród:

(-)

– Masz to, co o czym ja cały czas marzę – kawałek ogrodu!

– Ja bardzo lubię pracować w ogrodzie i lubię mieć wszystko swoje, ekologiczne.

– I masz ukraińskie kwiaty – aksamitki.

– Tak, aksamitki muszą być koło domu.

– Widzę, że wszystko pięknie ci urosło, urodzajnie.

– Ogórki w tym roku są kiepskie, ale pomidory mam w szklarni.

– To nie jest „bawole serce”?

– Chyba tak, „bawole serce”; tu są różne gatunki, tak sobie eksperymentuję.

– A tu?

– Tu jest naturalny nawóz.

– Gnojówka z pokrzywy.

– Tak, gnojówka z pokrzywy i tam jest naturalny, kurzy.

– Jak to mówią – joga ogrodowa to twoje królestwo.

– Królestwo, moje sanatorium! Jest cukinia, ziemniaki, cebula, no wszystko jest, można powiedzieć. Bałaban, jak tu nazywają, bałaban.

– Co to jest bałaban?

– Fasola, ta gruba, jaś. Tu we wsi, w Prusiu, mówią na to bałaban.

– I słonecznik… słonecznik zawsze jest na brzegu ogrodu.

– Kukurydza no i tam dalej mam kwiaty, bo już z przodu nie było miejsca; tak na końcu.

– Tam też jest ich miejsce. Za kwiatami jest kilka uli, a za ulami jest już las.

– Jest las i sosną zawsze wieczorami pachnie. Jest takie świeże powietrze. Z jednej strony Prusia jest sosnowy las, a z drugiej strony jest bukowy las. Także mieszkamy w takiej dolinie, gdzie dookoła są lasy.

– To taki kawałek raju.

– Kawałek raju! Mamy tu blisko, 15 kilometrów do Horyńca. Do gminy kurortowej, można powiedzieć, Horyniec-Zdrój.

– Tutaj naprawdę jest i cichutko, i spokojnie, lato takie, jakie pamiętam jeszcze z dzieciństwa, jakiego potem już nie było.

– W tym roku jest tu akurat bardzo upalnie w tym rejonie, mało deszczu, dużo wysycha. Dopiero wczoraj po dwóch tygodniach doczekaliśmy się deszczu, polało dosyć dobrze, a tak trzeba było ogród dwa razy dziennie podlewać wodą, rano i wieczorem. Mamy swoją studnię i jest też woda „państwowa”.

– I w studni też jest?

– Też jest. Na razie jest. Pompa się wczoraj zepsuła, bo za dużo ciągnęłam. Romek tylko wołał: „Marysiu, nie ciągnij tyle!”

– A co to?

– To moja sąsiadka mówiła, że to „boże drzewko”, bardzo pachnie.

– Kminek chyba?

– Nie.

– A pachnie jak kminek.

– Możecie sobie wziąć do samochodu i będzie pachniało.

– To piołun chyba?

– Nie!

– Nie! Piołun mam tam dalej.

– No właśnie, bo piołun ostatnio też coraz trudniej spotkać.

– Tak? A u mnie tam, jak się idzie do lasu, łąka niedaleko, tam są tereny piaszczyste, tam rośnie piołun.

– A tu widzę jak eksponat – sieczkarnia.

– Sieczkarnia, jeszcze rodzice Romana tu… i jeszcze Roman, cięli siano, sieczkę.

– Bo to jest rzeczywiście miejsce, gdzie mieszkali rodzice Romana, tak?

– Mieszkali rodzice Romana, a dokładniej – mama. A ojciec po powrocie z Niemiec, z robót, gdzie pracował pięć lat w kopalni, wrócił i ożenił się z Marią Snihur.

– Czy to są ci Snihurowie, z których była pani dyrektor w Legnicy? To jest rodzina?

– Możliwe, że w dalszym pokoleniu. Tak dokładnie nie wiemy. Może piąte pokolenie? Bo kiedyś pytaliśmy, ale ona też nie wiedziała. Jej ojciec to był Jan Snihur. I tu zbudowali sobie domek z ojcem, bo tam gdzieś im się spaliło; zbudowali sobie tu domek, taki dwupokojowy. Piotr ożenił się z Marią; zostawili ich tu. Bo ojciec w Niemczech pracował, miał zaświadczenie, a drugie zaświadczenie było, że brat teściowej zginął pod Berlinem; też było zaświadczenie. No i tata przed wojną uczył się w seminarium we Lwowie, był trochę wykształcony, więc go zostawili, żeby był „pisarzem” we wsi. To też był taki argument, że ich nie wysiedlili. Przez długie lata jego ojciec „sołtysował” w Prusiu. Nie raz wspominał odwiedziny studentów – rajd studencki.

– A, to oni tu mieli metę!

– Tak, mieli metę!

– Jak planowali, tam jeszcze gdzieś na Mazurach czy na Pomorzu, to myśleli: „Będzie trasa taka, taka, taka, a nocleg – w Prusiu”.

– Fajnie! Cieszę się, że przyjechałyście, nie ominęłyście naszego domu, bo niektórzy mówią: „O, przejeżdżaliśmy koło waszego domu!”, więc mówię: „No to dziękuję, że zaszliście do nas!”. Najfajniejsi są niespodziewani goście. A tym bardziej – z moich Mazur!

– I na pewno z tej samej szkoły, bo Wróble i Banie to jak jedno.

– I znajomych.. w Giżycku mieszkałam; z Giżycka przyjeżdżali, ale nie zaszli. A tak – niespodziewani, mili goście. Ja bardzo lubię i czekamy zawsze!

– Od razu po tym widać, że to jest ukraiński dom, bo koło niego rośnie kalina. Kto ją posadził?

– Postanowiliśmy posadzić kalinę, może jeszcze więcej jej będzie, bo kalina to nasz symbol. Ona ma już chyba z pięć lat, może więcej, już nie pamiętam. Posadziliśmy takie malutkie krzewy.

– Wygląda na więcej, ładnie rośnie.

– Sadziłam z siostrą, jak któregoś razu przyjechała, mówię: „Chodź, posadzimy!”, a Roman pomagał, żeby tej ściany nie było widać.

– Powiedz, jak długo decydowaliście się – wracamy do Prusia, czy nie?

Roman zawsze mówił, że wraca.

– A ty nie chciałaś oddać męża w obce ręce, więc poszłaś za nim.

– Żeby nie było rozbratu, jak to mówią.

– Cóż, żona poszła za mężem, tak jak powinno być.

– Co roku przyjeżdżaliśmy tu z dziećmi na wakacje, one mają wspomnienia z wakacji, z dzieciństwa w Prusiu. Jak tylko wiosna się zaczęła, to dziewczęta pytały tylko: „Mamo, kiedy pojedziemy do Prusia?”.

– Tu zimą nie zmarzniecie, drewna po dostatkiem.

– W piecu palę drewnem, ale kiedyś… choć ta przyszłość jest coraz bliżej! Myślimy o innym ogrzewaniu, lata idą do przodu.

– Dla każdego!

– Dla każdego. Zapraszam do domu!

(-)

Powiem wam, że to nie jest zwykły dom.

– W domu jest małe muzeum.

– Ale skrzynia jest oryginalna, już to widzę! Skąd ona jest?

– Ta mała skrzynia, przywieźliśmy ją z Giżycka, podarowali nam ją (nawet już nie pamiętam kto), gdy organizowałam swoje wystawy pod tytułem „Ze skrzyni mojej mamy”. I przytaszczyłam ja do Prusia. Planuję ją… nie wiem, czy się to spełni w następnym roku, właśnie kontynuować wystawę „Ze skrzyni mojej mamy”.

– I to będzie tu, w Prusiu?

– W Prusiu, ale jeszcze nie wiem, bo taką chatkę dokupiliśmy… bo tak jak mieszkasz, to te wszystkie nasze zabytki ludowe przesuwasz, one niszczeją. Otworzyć, żeby inni też zobaczyli. To jest oryginalna skrzynia teściowej.

– A święty Mikołaj? Widzę, że on też swoje przeszedł.

– Tak, tak. Tu było dużo remontów i nie wiem czemu, ale znalazłam go na strychu i tu postawiłam.

– I od energii jesteście niezależni, bo tu lampa wisi!

– To tylko atrapa.

– Ale element jest! Ale, słuchaj! Śmiech śmiechem, ale gdyby zupełnie nie było prądu, to może świecić.

– Mamy naftę, więc można świecić. Dom został zbudowany przez dziadka Romana, Jana Snihura z opoki, z tego białego kamienia. Tu wszystko było przykryte tynkiem, ale postanowiliśmy to odkryć w części pokoi. Te dwa pokoje zostały zbudowane przez dziadka Romana. I oni tu mieszkali w tych dwóch izbach, było ich siedem osób – pięcioro dzieci, dwoje rodziców. I dziadek!

– To ośmioro!

– Ośmioro!

– Ale te belki pod sufitem! Pamiętają jeszcze dawnych mieszkańców.

– No, setkę mają!

(-)

Na komodzie moją uwagę zwróciło zdjęcie; widać, że nie było zrobione wczoraj.

– To nasze zdjęcie.

– Ja bym was nie poznała!

– Naprawdę?

– Nie! Ani ciebie, ani Romana! Ale twoja córeczka jest do ciebie podobna, Natala, tak?

– Natala, Ola i Ania.

– Ale pięknie tu jest, czuje się tu tego dawnego ducha.

– Tu po kamieniach widać, jak budowali majstrowie-specjaliści: jedna warstwa jest grubego kamienia, widzisz? Druga warstwa jest cienkiego kamienia. Gruby kamień, cienki. I to wszystko było ciosane… nie wiem… chyba siekierami było ciosane? A belki to widać, tylko tu są przecięte, bo były grube. A tak to wszystko… to są oryginalne korniki.

– One też chcą gdzieś żyć.

– Oj, ile one tu przeszły!

– Korniki nie dały się akcji „Wisła”!

– Nie! A te walizki to jedna przyszła właśnie spod Berlina z rzeczami brata teściowej.

– …który zginął. I kto wysłał?

– Chyba wojsko, nie wiem dokładnie. Jest napisane „Teodor Snihur”. No, tak jak na wsi.

– I właśnie, tak jak na wsi – też kłosy…

– Diduch.

– Diduch z kłosów i chabry, maki – tak jak przywykliśmy.

– Staramy się pielęgnować swoje tradycje. Święta i nie święta.

(-)

Pamiętajcie więc, jeśli będziecie w Prusiu k/Horyńca, śmiało możecie odwiedzić Marysię i Romana Tuzów – będą wam radzi. Dzisiaj z pewnością siedzą razem z dziećmi przy wigilijnym stole, na którym pyszni się diduch, bo przecież dzisiaj jest Mała Wigilia – jutro Jordan! A święta u Tuzów zawsze są tradycyjne. Wszystkim wam życzę, żeby pielęgnowanie tradycji dawało wam dużo radości. Za uwagę dziękuje wam Jarosława Chrunik, usłyszymy się jutro o tej samej porze. Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (dw/bsc)

19.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

W zeszłą niedzielę w olsztyńskiej cerkwi odbył się koncert „Z kolędą dla rodziny Borków”, dom których ucierpiał w pożarze. 19 stycznia – wierni obrządku wschodniego obchodzą Święto Chrztu Pańskiego nazywane Jordanem. Europoseł Prawa i Sprawiedliwości, była minister spraw zagranicznych Anna Fotyga powiedziała, że zagrożenie militarne na Ukrainie jest realne. Minister obrony Wielkiej Brytanii zapowiedział przekazanie Ukrainie systemu lekkiej broni przeciwpancernej bliskiego zasięgu. Na antenie ukraiński program informacyjny. W kalendarzy środa 19 stycznia. Z wami jest Hanna Wasilewska. Najlepsze życzenia z okazji święta Jordanu.
(-)
W zeszłą niedzielę w olsztyńskiej cerkwi odbył się koncert „Z kolędą dla rodziny Borków”. Dziecięcy zespół wokalny Siziriaczko przyłączył się do inicjatywy parafialnej wsparcia rodziny Borków, dom których ucierpiał w pożarze. Pieniądze zebrane podczas koncertu pójdą na odbudowę budynku. Obecni na koncercie słuchacze podkreślali wagę moralnej i materialnej pomocy, bo parafianie to jedna wielka rodzina:
(niewyraźne dźwięki z sali)
(kolędy)
-Co dla was znaczy ta akcja pomocy waszym kolegom?
-Daria (?) [niezrozumiałe]-Bzdel kierownik zespołu. Nasz zespół to jest taka wielka rodzina, jakby nie zespół spotykaliby się w szkole na lekcjach języka ukraińskiego, na katechezie i to by było wszystko, bo dzisiejszy czas jest tak skonstruowany, że dzieci mają mało czasu. Ci rodzice i te dzieci, którzy współpracują z Suziriaczkiem, to ludzie, którym zależy na sobie wzajemnie, są wzajemnie za siebie odpowiedzialni i teraz pokali jeszcze, że odpowiedzialni są za tych, którzy już z nami nie śpiewają, ale my o nich pamiętamy, że byli w zespole i myślę, że jakby była potrzeba pomóc komuś, kto nie był w zespole to i tak dzieci by zaśpiewały na taki cel. To jest proste. Była decyzja i tak się stało i dla mnie to normalne i dla dzieci myślę też.
-Jakby ktoś chciał pomóc spoza Olsztyna, gdzie można wpłacać pieniądze?
-Jest konto bankowe, które jest opublikowane na naszej stronie naszej cerkwi, więc można znaleźć te dane, żeby pomóc tutaj rodzinie i jest taka możliwość.
(muzyka)
(-)
Dodamy, że rodzinie Borków można pomóc przekazując pieniądze na rachunek podany na stronie parafii www.cerkiew.olsztyn.pl
(-)
19 stycznia – wierni obrządku wschodniego obchodzą Święto Chrztu Pańskiego nazywane Jordanem. To jeden z dwunastu najważniejszych dni w roku liturgicznym, który kończy okres świąteczno-noworoczny na Ukrainie. Tego dnia święcona jest woda, którą wierni później kropią swoje domy.

(-)
Europoseł Prawa i Sprawiedliwości, była minister spraw zagranicznych Anna Fotyga powiedziała, że zagrożenie militarne na Ukrainie jest realne. Amerykanie ostrzegają, że Rosja planuje prowokację na Ukrainie na przełomie stycznia i lutego, by usprawiedliwić inwazję na ten kraj.
Anna Fotyga mówiła w Polskim Radiu Gdańsk, że potrzebne są jasne deklaracje Unii Europejskiej dotyczące Rosji.
(-)
Minister obrony Wielkiej Brytanii zapowiedział przekazanie Ukrainie systemu lekkiej broni przeciwpancernej bliskiego zasięgu. Podkreślił, że ma on wyłącznie charakter obronny.

Prezydent Ukrainy uważa, że Rosja może wykorzystać tak zwaną paszportyzację Donbasu do eskalacji napięcia. Od kilku lat Rosjanie rozdają swoje obywatelstwo mieszkańcom okupowanych części obwodów donieckiego i ługańskiego.

(-)
Była to ostatnia informacja na dzisiaj, więc dziękuję za uwagę i zapraszam do radioodbiorników jutro o 10:50. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

18.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, na antenie Radia Olsztyn w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie”; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Wtorkowy wieczór to wieczór wspomnień. Dzisiaj wspomnienia bliższe i dalsze spotkają się w jednym miejscu – w Prusiu koło Horyńca. Wyruszmy więc ich śladami

(-)
Myślę, że każdy cieszy się w sposób szczególny, gdy może wyruszyć w podróż, która zaprowadzi nas do miejsc, w których dzieciństwo i młodość spędzili nasi rodzice, dziadkowie. Jest coś magicznego w tych miejscach, bo nawet jeśli mieszkamy obecnie gdzie indziej i nie zamierzamy zmieniać naszego miejsca zamieszkania, to tam, na południu, jakby jakoś łagodniejemy, stajemy się bardziej sentymentalni. W tym roku latem z koleżanką też wybrałam się w taką sentymentalną podróż, która okazała się jeszcze przyjemniejsza, ponieważ odwiedziłyśmy dawnych znajomych. W Prusiu k/Horyńca mieszkają Maria (z domu Artymowicz) i Roman Tuzowie, których z pewnością zna wielu mieszkańców Bań Mazurskich, Węgorzewa, Giżycka; zwłaszcza kobiety, ponieważ Marysia pracowała w szpitalu na oddziale położniczym. Wiedziałyśmy z Ewą, że mieszkają w Prusiu, ale zupełnie nie wiedziałyśmy, w którym miejscu. I niezwykłym zbiegiem okoliczności, gdy podjechałyśmy do jednego z domów, zapytać o Tuzów, z domu akurat wyszedł Roman. Możecie się domyślać, jak wielka była nasza radość. Zanim weszłyśmy do domu, poprosiłam Marysię, żeby pokazała mi swój piękny ogród:

(-)

– Masz to, co o czym ja cały czas marzę – kawałek ogrodu!

– Ja bardzo lubię pracować w ogrodzie i lubię mieć wszystko swoje, ekologiczne.

– I masz ukraińskie kwiaty – aksamitki.

– Tak, aksamitki muszą być koło domu.

– Widzę, że wszystko pięknie ci urosło, urodzajnie.

– Ogórki w tym roku są kiepskie, ale pomidory mam w szklarni.

– To nie jest „bawole serce”?

– Chyba tak, „bawole serce”; tu są różne gatunki, tak sobie eksperymentuję.

– A tu?

– Tu jest naturalny nawóz.

– Gnojówka z pokrzywy.

– Tak, gnojówka z pokrzywy i tam jest naturalny, kurzy.

– Jak to mówią – joga ogrodowa to twoje królestwo.

– Królestwo, moje sanatorium! Jest cukinia, ziemniaki, cebula, no wszystko jest, można powiedzieć. Bałaban, jak tu nazywają, bałaban.

– Co to jest bałaban?

– Fasola, ta gruba, jaś. Tu we wsi w Prusiu mówią na to bałaban.

– I słonecznik… słonecznik zawsze jest na brzegu ogrodu.

– Kukurydza no i tam dalej mam kwiaty, bo już z przodu nie było miejsca; tak na końcu.

– Tam też jest ich miejsce. Za kwiatami jest kilka uli, a za ulami jest już las.

– Jest las. I sosną zawsze wieczorami pachnie. Jest takie świeże powietrze. Z jednej strony Prusia jest sosnowy las, a z drugiej strony jest bukowy las. Tak że mieszkamy w takiej dolinie, gdzie dookoła są lasy.

– To taki kawałek raju.

– Kawałek raju! Mamy tu blisko, 15 kilometrów do Horyńca. Do gminy kurortowej, można powiedzieć, Horyniec-Zdrój.

– Tutaj naprawdę jest i cichutko, i spokojnie, lato takie, jakie pamiętam jeszcze z dzieciństwa, jakiego potem już nie było.

– W tym roku jest tu akurat bardzo upalnie w tym rejonie, mało deszczu, dużo wysycha. Dopiero wczoraj po dwóch tygodniach doczekaliśmy się deszczu, polało dosyć dobrze, a tak trzeba było ogród dwa razy dziennie podlewać wodą, rano i wieczorem. Mamy swoją studnię i jest też woda „państwowa”.

– I w studni też jest?

– Też jest. Na razie jest. Pompa się wczoraj zepsuła, bo za dużo ciągnęłam. Romek tylko wołał: „Marysiu, nie ciągnij tyle!”

– A co to?

– To moja sąsiadka mówiła, że to „boże drzewko”, bardzo pachnie.

– Kminek chyba?

– Nie.

– A pachnie jak kminek.

– Możecie sobie wziąć do samochodu i będzie pachniało.

– To piołun chyba?

– Nie!

– Nie! Piołun mam tam dalej.

– No właśnie, bo piołun ostatnio też coraz trudniej spotkać.

– Tak? A u mnie tam, jak się idzie do lasu, łąka niedaleko, tam są tereny piaszczyste, tam rośnie piołun.

– A tu widzę, jak eksponat – sieczkarnia.

– Sieczkarnia, jeszcze rodzice Romana tu… i jeszcze Roman, cięli siano, sieczkę.

– Bo to jest rzeczywiście miejsce, gdzie mieszkali rodzice Romana, tak?

– Mieszkali rodzice Romana, a dokładniej – mama. A ojciec po powrocie z Niemiec, z robót, gdzie pracował pięć lat w kopalni, wrócił i ożenił się z Marią Snihur.

– Czy to są ci Snihurowie, z których była pani dyrektor w Legnicy? To jest rodzina?

– Możliwe, że w dalszym pokoleniu. Tak dokładnie nie wiemy. Może piąte pokolenie? Bo kiedyś pytaliśmy, ale ona też nie wiedziała. Jej ojciec to był Jan Snihur. I tu zbudowali sobie domek z ojcem, bo tam gdzieś im się spaliło; zbudowali sobie tu domek, taki dwupokojowy. Piotr ożenił się z Marią; zostawili ich tu. Bo ojciec w Niemczech pracował, miał zaświadczenie, a drugie zaświadczenie było, że brat teściowej zginął pod Berlinem; też było zaświadczenie. No i tata przed wojną uczył się w seminarium we Lwowie, był trochę wykształcony, więc go zostawili, żeby był „pisarzem” we wsi. To też był taki argument, że ich nie wysiedlili. Przez długie lata jego ojciec „sołtysował” w Prusiu. Nie raz wspominał odwiedziny studentów – rajd studencki.

– A, to oni tu mieli metę!

– Tak, mieli metę!

– Jak planowali, tam jeszcze gdzieś na Mazurach, czy na Pomorzu, to myśleli: „Będzie trasa taka, taka, taka, a nocleg – w Prusiu”.

– Fajnie! Cieszę się, że przyjechałyście, nie ominęłyście naszego domu, bo niektórzy mówią: „O, przejeżdżaliśmy koło waszego domu!”, więc mówię: „No to dziękuję, że zaszliście do nas!”. Najfajniejsi są niespodziewani goście. A tym bardziej – z moich Mazur!

– I na pewno z tej samej szkoły. Bo Wróble i Banie to jak jedno.

– I znajomych.. w Giżycku mieszkałam; z Giżycka przyjeżdżali, ale nie zaszli. A tak – niespodziewani, mili goście. Ja bardzo lubię i czekamy zawsze!

– Od razu po tym widać, że to jest ukraiński dom, Bo koło niego rośnie kalina. Kto ja posadził?

– Postanowiliśmy posadzić kalinę, może jeszcze więcej jej będzie, bo kalina to nasz symbol. Ona ma już chyba z pięć lat, może więcej, już nie pamiętam. Posadziliśmy takie malutkie krzewy.

– Wygląda na więcej, ładnie rośnie.

– Sadziłam z siostra, jak któregoś razu przyjechała, mówię: „Chodź, posadzimy!”, a Roman pomagał. Żeby tej ściany nie było widać.

– Powiedz, jak długo decydowaliście się – wracamy do Prusia, czy nie?

Roman zawsze mówił, że wraca.

– A ty nie chciałaś oddać męża w obce ręce, więc poszłaś za nim.

– Żeby nie było rozbratu, jak to mówią.

– Cóż, żona poszła za mężem, tak jak powinno być.

– Co roku przyjeżdżaliśmy tu z dziećmi na wakacje, one mają wspomnienia z wakacji, z dzieciństwa w Prusiu. Jak tylko wiosna się zaczęła, to dziewczęta pytały tylko: „Mamo, kiedy pojedziemy do Prusia?”.

– Tu zimą nie zmarzniecie, drewna po dostatkiem.

– W piecu palę drewnem, ale kiedyś… choć ta przyszłość jest coraz bliżej! Myślimy o innym ogrzewaniu, lata idą do przodu.

– Dla każdego!

– Dla każdego. Zapraszam do domu!

(-)

Powiem wam, że to nie jest zwykły dom.
– W domu jest małe muzeum.

– Ale skrzynia jest oryginalna, już to widzę! Skąd ona jest?

– Ta mała skrzynia, przywieźliśmy ją z Giżycka, podarowali nam ją (nawet już nie pamiętam kto), gdy organizowałam swoje wystawy pod tytułem „Ze skrzyni mojej mamy”. I przytaszczyłam ja do Prusia. Planuję ją… nie wiem, czy się to spełni w następnym roku, właśnie kontynuować wystawę „Ze skrzyni mojej mamy”.

– I to będzie tu, w Prusiu?

– W Prusiu, ale jeszcze nie wiem, bo taką chatkę dokupiliśmy… bo tak jak mieszkasz, to te wszystkie nasze zabytki ludowe przesuwasz, one niszczeją. Otworzyć, żeby inni też zobaczyli. To jest oryginalna skrzynia teściowej.

– A święty Mikołaj? Widzę, że on też swoje przeszedł.

– Tak, tak. Tu było dużo remontów i nie wiem czemu, ale znalazłam go na strychu i tu postawiłam.

– I od energii jesteście niezależni, bo tu lampa wisi!

– To tylko atrapa.

– Ale element jest! Ale, słuchaj! Śmiech śmiechem, ale gdyby zupełnie nie było prądu, to może świecić.

– Mamy naftę, więc można świecić. Dom został zbudowany przez dziadka Romana, Jana Snihura z opoki, z tego białego kamienia. Tu wszystko było przykryte tynkiem, ale postanowiliśmy to odkryć w części pokoi. Te dwa pokoje zostały zbudowane przez dziadka Romana. I oni tu mieszkali w tych dwóch izbach, było ich siedem osób – pięcioro dzieci, dwoje rodziców. I dziadek!

– To ośmioro!

– Ośmioro!

– Ale te belki pod sufitem! Pamiętają jeszcze dawnych mieszkańców.

No, setkę mają!

(-)

Na komodzie moją uwagę zwróciło zdjęcie; widać, że nie było zrobione wczoraj.
– To nasze zdjęcie.

– Ja bym was nie poznała!

– Naprawdę?

– Nie! Ani ciebie, ani Romana! Ale twoja córeczka jest do ciebie podobna, Natala, tak?

– Natala, Ola i Ania.

– Ale pięknie tu jest, czuje się tu tego dawnego ducha.

– Tu po kamieniach widać, jak budowali majstrowie-specjaliści: jedna warstwa jest grubego kamienia, widzisz? Druga warstwa jest cienkiego kamienia. Gruby kamień, cienki. I to wszystko było ciosane… nie wiem… chyba siekierami było ciosane? A belki to widać, tylko tu są przecięte, bo były grube. A tak to wszystko… to są oryginalne korniki.

– One też chcą gdzieś żyć.

– Oj, ile one tu przeszły!

– Korniki nie dały się akcji „Wisła”!

– Nie! A te walizki to jedna przyszła właśnie spod Berlina z rzeczami brata teściowej.

– …który zginął. I kto wysłał?

– Chyba wojsko, nie wiem dokładnie. Jest napisane „Teodor Snihur”. No, tak jak na wsi.

– I właśnie, tak jak na wsi – też kłosy…

– Diduch.

– Diduch z kłosów i chabry, maki – tak jak przywykliśmy.

– Staramy się pielęgnować swoje tradycje. Święta i nie święta.

(-)

Pamiętajcie więc, jeśli będziecie w Prusiu k/Horyńca, śmiało możecie odwiedzić Marysię i Romana Tuzów – będą wam radzi. Dzisiaj z pewnością siedzą razem z dziećmi przy wigilijnym stole, na którym pyszni się diduch, bo przecież dzisiaj jest Mała Wigilia – jutro Jordan! A święta u Tuzów zawsze są tradycyjne. Wszystkim wam życzę, żeby pielęgnowanie tradycji dawało wam dużo radości. Za uwagę dziękuje wam Jarosława Chrunik, usłyszymy się jutro o tej samej porze. Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/bsc)

18.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dziś jest 18 stycznia. Dobiegają końca święta zimowe Ukraińców. Wierni obrządków wschodnich mają dzisiaj Wieczór Objawienia Bożego albo Wieczór Chrztu. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch powiedział, że w przypadku inwazji rosyjskiej na Ukrainę Polska stanie się krajem frontowym NATO.

Рrezydent Andrzej Duda spotka się w tym tygodniu z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Wczoraj rano piąty prezydent Ukrainy Petro Poroszenko przyjechał do Kijowa po miesięcznej nieobecności. Na Ukrainie Poroszkę oskarża się o zdradę państwową na korzyść Rosji i w sprzyjaniu terroryzmowi. O tym dokładniej opowiem w wydaniu wiadomości po ukraińsku. Dziś jest wtorek 18 stycznia. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam.
(-)
Dziś jest 18 stycznia. Dobiegają końca święta zimowe Ukraińców. Wierni obrządków wschodnich mają dzisiaj Wieczór Objawienia Bożego albo Wieczór Chrztu. Według tradycji ludowych w przeddzień chrztu obchodzimy „chłodną kutię” albo drugą wigilię. Cały dzień wierni nie jedzą niczego – poszczą. Siadają zjeść, gdy zabłyśnie pierwsza gwiazdka. Podaje się się postne potrawy, smażoną rybę, pierogi z kapustą, naleśniki gryczane na oleju, kutię i kompot z suszu. Odbywa się także wielkie poświęcenie wody. Na podwórzach świątyń ludzie stają w kolejkach do wody święconej. Cerkiew podaje, że woda święcona nie ulega zepsuciu i ma cenne właściwości. W ostatnim czasie popularności nabrała inna tradycja – kąpiel w przeręblu. Natomiast Prawosławna Cerkiew Ukrainy wezwała, by nie nazywać tego zwyczaju ukraińską tradycją, bo nie ma żadnego cerkiewnego zapisu dotyczącego zanurzania się w zimowej wodzie. Informuje o tym biuro prasowe Prawosławnej Cerkwi Ukrainy. Cerkiew informuje także, że kąpanie się w przeręblu nie ma nic wspólnego ze „zmywaniem grzechów”, bo grzech ludzki to choroba duszy, a nie fizyczna choroba.
(-)
Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch powiedział, że w przypadku inwazji rosyjskiej na Ukrainę Polska stanie się krajem frontowym NATO. W Programie 1 Polskiego Radia mówił, że w takiej sytuacji naturalne będzie zwiększenie liczby wojsk sojuszniczych w naszym kraju:
(-)
NATO ostrzega przed możliwością inwazji Rosji na Ukrainę. Moskwa zgromadziła na granicy z Ukrainą tysiące żołnierzy. Domaga się od Sojuszu wycofania oddziałów ze wschodniej flanki i zobowiązań, że NATO nie będzie rozszerzać wpływów na wschód Europy.
Polskie władze konsultują z państwami naszego regionu sytuację na wschodzie Ukrainy i groźbę dalszej rosyjskiej agresji na ten kraj.
Premier Mateusz Morawiecki będzie rozmawiał w tym tygodniu z szefami rządów Łotwy i Estonii. Natomiast prezydent Andrzej Duda spotka się w tym tygodniu z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim:

(-)
Wczoraj rano piąty prezydent Ukrainy Petro Poroszenko przyjechał do Kijowa po miesięcznej nieobecności. Na Ukrainie Poroszenkę oskarża się o zdradę państwową na korzyść Rosji oraz sprzyjaniu terroryzmowi. Prosto z lotniska lider Solidarności Europejskiej wyruszył do peczerskiego sądu rejonowego. Posiedzenie dotyczące środka zapobiegawczego wobec Poroszenki rozpoczęło się w poniedziałek w dzień i z przerwami trwało do wieczora. Poroszenkę oskarżono o zmowę z Rosją i bojówkarzami tzw. DRL i ŁRL podczas działań wojennych w latach 2014-2015. 5. prezydent Ukrainy odrzuca oskarżenia i nazywa je prześladowaniem politycznym. Petro Poroszenko wystąpił w sądzie z emocjonalna przemową. Skrytykował politykę kadrową prezydenta Zełeńskiego, poskarżył się, że w kraju odrodziło się wybiórcze sądownictwo i wspomniał o swoich zwolennikach, którzy bronią nie jego, a Ukrainy. Rano na lotnisku Żuliany i w ciągu całego dnia, do wieczora, przy peczerskim sądzie rejonowym, Poroszence towarzyszyli jego zwolennicy, gotowi do akcji protestacyjnej w przypadku „bezprawia”.
Na razie wobec Poroszenki wybierany jest środek zapobiegawczy. Prokurator wnosi o areszt z kaucją miliarda hrywien.
(-)

Ta informacja kończy nasze wydanie, więc dziękuję Wam za uwagę i żegnam się do jutra. Wszystkiego dobrego.

17.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, na antenie Radia Olsztyn w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie”; w studiu – Jarosława Chrunik. „Kamo hriadeszy”? Dużo się dzieje w ostatnim czasie – i złego, i dobrego, czyli całe spektrum życia. Zaczniemy od rozmowy z naszym biskupem, który pracuje bardzo intensywnie i można mu tylko pozazdrościć sił i energii, bo ciągle jest w drodze.

(-)

– Chrystus się narodził! Tak, tak się złożyło, że w okresie bożonarodzeniowym chciałem odwiedzić też nasze parafie w dekanacie gdańskim. W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, w dzień Soboru Przenajświętszej Bogurodzicy i św. Józefa byłem w naszej konkatedrze w Gdańsku, a w trzeci dzień – co prawda, nie było to związane ze świętem naszej parafii – ale proboszcz parafii w Bytowie nosi imię Stefan. Dlatego chciałem mu złożyć życzenia w ten trzeci świąt Bożego Narodzenia, dzień pierwszego męczennika Stefana z okazji jego imienin. Dlatego odwiedziłem parafię w Bytowie. Myślę, że to było też taka wyjątkowość w parafii – jak powiedział sam ks. Stefan, w niedziele do cerkwi przyszło więcej wiernych, niż w sam dzień Bożego Narodzenia. Jest to na pewno coś bardzo pozytywnego. Gdy mamy pandemię i rozumiem, że niemało ludzi też nie przychodzi ze względu na ograniczenia, ale też i na swoje obawy wewnętrzne. A tu, w niedzielę, było bardzo dużo ludzi w cerkwi. Oprócz tego był też taki bożonarodzeniowy koncert kolęd w wykonaniu dzieci parafii bytowskiej i jeszcze do tego poświęciliśmy nowy krzyż, który stoi przy cerkwi. To też było bardzo ważne wydarzenie. Myślę, że ten krzyż jest też taki bardzo wymowny. Postawiliśmy go i modliliśmy się, żeby Pan Bóg zabrał wszelkie nieszczęścia, wszelkie zło, również pandemie od nas; żeby ten krzyż chronił nas od wszelkiego zła. To był taki czas bożonarodzeniowy. Potem był też soborczyk gdańskiego dekanatu. Myślę, że omówiliśmy bardzo ważne kwestie z punktu widzenia naszej eparchii olsztyńsko-gdańskiej. Trzeba było wybrać delegatów z tego dekanatu na sobór eparchii, który odbędzie się w ramach soboru metropolii przemysko-warszawskiej w czerwcu, a także podnieśliśmy zagadnienia, dotyczące rocznicy Akcji „Wisła” i planujemy, żeby to było takie ogólnopolskie upamiętnienie tej 75-tej rocznicy właśnie w Gdańsku. Ale o tym, jak sądzę, będzie jeszcze czas porozmawiać, to są tylko pierwsze spotkania organizacyjne. I w końcu teraz, w święto Obrzezania Pańskiego byłem w Olsztynie, w naszej katedrze, gdzie wspólnie z wiernymi obchodziliśmy to święto, składaliśmy życzenia z okazji Nowego roku według kalendarza juliańskiego i w sobotę odwiedziłem naszą parafię w Kętrzynie, gdzie w sposób szczególny obchodziliśmy święto św. Bazylego Wielkiego. Przy tej okazji też złożyliśmy życzenia i modliliśmy się za wspólnotę oo. Bazylego Wielkiego i modliliśmy się o nowe powołania do tego zakonu. Bo to jest bardzo ważne – być też razem z ojcami, zakonnikami, którzy współtworzą tę nasza eparchię. Był taki ważny moment naszej modlitwy za naszych zakonników-duszpasterzy, którym powierzono parafie, w których pracują. I też, tak jak powiedział ksiądz proboszcz, o. Igor Harasim, nie spodziewał się, że do cerkwi w sobotę przybędzie tak wielu wiernych – miejscowych, gości. Z jego slow wynika, że był zachwycony tym, że przyszło tak wielu wiernych do cerkwi. To cieszy, chociaż ja osobiście rozumiem, że wszyscy mają duże obawy, nawet ci, którzy byli. Ale myślę, że to jest święto parafii i każdy czuł taką potrzebę, żeby być w tym dniu; żeby na nowo odnajdywać drogę do cerkwi. I na nowo odbudować wspólnotę, bo ta wspólnota przez pandemię, trzeba to sobie powiedzieć, we wszystkich naszych parafiach, została naruszona. Każda nasza parafia obecnie odczuwa, że jest mniej naszych wiernych, którzy powinni być w cerkwi, a ich zwyczajnie brakuje, bo tez się obawiają.
– Tym bardziej, że Bazyli Wielki dal przykład życia zakonnego. Ułożył reguły, jak powinni zachowywać się mnisi, jak powinni żyć – można powiedzieć, że taka braterska wspólnota.
– Tak, św. Bazyli Wielki napisał reguły, w jakich opisał wszystkie zasady życia we wspólnocie zakonnej, tak samo podkreślił, że ważne jest dla każdego mnicha głoszenie Bożego Słowa, także jakość tego Bożego Słowa, jak on je głosi; również ciągła nauka i to ma go odróżniać od innych. To, że ciągle pracuje, modli się, zdobywa – powiem językiem współczesnym – zdobywa nowe naukowe doświadczenie, żeby dzielić się tym z innymi, żeby służyło to polepszeniu życia duszpasterskiego, ale dla takiego duchowego wzrastania wiernych, którym służy. Myślę, że św. Bazyli Wielki miał wiele takich cech bardzo pozytywnych, z których powinniśmy po dziś dzień też brać z niego przykład. Potrafił zgromadzić wokół siebie różnych ascetów, budował szpitale, nauczał, opiekował się sierotami, opiekował się bezdomnymi – ludźmi, którzy potrzebowali pomocy. Coś, co też dzisiaj jest aktualne, on już wtedy tym się zajmował. Dlatego dzisiaj jest dla wszystkich oo. Bazylianów takim przykładem życia duchownego.

(-)

– Tak sobie myślę, Ekscelencjo: jestem osobą świecką, staram się żyć normalnie, ale nie jestem dla siebie tak surowa, żeby nakładać na siebie takie ograniczenia. Nie było jakichś takich pokus, żeby powiedzieć: „Dam sobie wreszcie spokój!” – nie mówi się czegoś takiego o Bazylim? Bo to trzeba właśnie żyć w ascezie, odmawiać sobie różnych rzeczy – i tak przez całe życie!
– Myślę, że w jego życiu też przychodziły takie chwile. Ale jak czytamy o jego życiu, on w szczególny sposób niósł pamięć o Jezusie Chrystusie. I myślę, że ta pamięć o Jezusie Chrystusie ciągle zobowiązywała do tego, żeby czuwać. Czuwać na modlitwie, która będzie taką jego duchową siła, która będzie go chroniła przed wszelkiego rodzaju i pokus, przed zniechęceniem, też przed lenistwem. Możemy sobie pomyśleć – jak to możliwe, żeby nigdy nie miał pytań, wątpliwości, zniechęcenia też – oczywiście że tak. Tak też mogło być. Myślę, że gdy poczytamy jego słowa, To powiedział, że nic nie jest tak ważne, jak zrozumienie dla Bożego Słowa, głoszenie Bożego Słowa. Są to słowa św. Bazylego Wielkiego i myślę, że w tych słowach będziemy znajdowali odpowiedź na nasze pytania, czyli – czy miał wątpliwości? Jeżeli on na pierwszym miejscu postawił sobie Boga, chciał za tym Bogiem iść, to rozumiał, że pewnie takie wątpliwości będą się pojawiały, ale maja go one tylko umocnić w tym, żeby jeszcze bardziej zawierzyć Bogu. W Jego ręce powierzyć swoje życie. Czy my dzisiaj możemy zrobić to samo? Trudno jest mi na to pytanie odpowiedzieć, ponieważ dzisiaj ludzie coraz mniej chcą rozmawiać o Bogu. Można powiedzieć, że tego Boga najchętniej wyrzuciliby ze swego życia, żeby Bóg im nie przypominał co jest najważniejsze i jak należy żyć, bo mamy swoje wyobrażenie życia. Dlatego powinniśmy przypominać sobie o tych świętych ojcach I tysiąclecia chrześcijaństwa, bo oni na swój sposób byli tymi pierwszymi świadkami, nosili w sobie taką głęboką pamięć o Jezusie, która niedawno, można tak powiedzieć, usłyszeli od innych apostołów, od tych, którzy chętnie oddawali się słuchaniu Bożego Słowa i żyli tym Bożym Słowem.
– Celowo pytam o to zniechęcenie, bo gdy przypomnimy sobie pewne momenty z życia i nauczania Jezusa, to On tez w pewnym momencie mówi: „O, rodzie niewierny, jak długo z wami będę?”. To też może być jakiś moment… czy ja wiem? Chyba zniechęcenia ze strony Jezusa. Wtedy pokazał swoją ludzka naturę.
– Mógł. Myślę, że jeżeli św. Bazyli Wielki w pełni szedł za słowami Jezusa, to i w jego życiu mogła pojawić się pewna surowość wobec tych, kto próbował go wykorzystać i tez Boże nauczanie – wyłącznie dla siebie. On też mógł powiedzieć – „Tyle daję od siebie, a wy jeszcze tego nie rozumiecie?”, a myślę, że w tych słowach odnajdziemy też takie myślenie Jezusa: „Tyle daje od siebie, tyle cudów uczyniłem, pokazałem wam, a wy jeszcze nie wierzycie? Jeszcze wam mało?” I dlatego mógł powiedzieć: „Jak długo jeszcze z wami będę?”. Myślę, że św. Bazyli Wielki też mógł mieć takie wątpliwości, ale on okazywał pełne oddanie Bogu, szedł z pełnym przekonaniem, że jego służenie to służenie Bogu i dla Niego jest on całkowicie oddany. I zrobił tyle ile mógł, a czy ktoś skorzystał z tego, to myślę, to jest to już pytanie do tych, którzy mogli żyć koło niego i wtedy powinni sobie odpowiedzieć, czy skorzystali, czy nie skorzystali.

(-)

Tydzień temu doszło do tragicznego pożaru domu rodziny Borków we Wrzesinie, w którym stracili oni cały dobytek. Samym trudno podźwignąć się z takiego nieszczęścia, ale ludzie nie pozostali obojętni na cudze nieszczęście. Organizowana jest pomoc tej rodzinie na różne sposoby. Między innymi bardzo zaangażowała się olsztyńska parafia. Dlaczego jest to oczywiste, mówi bp Arkadiusz Trochanowski:

– Każda parafialna wspólnota składa się z rodzin. To jest nasza podstawa. Gdy ucierpi jedna rodzina, to jako wspólnota powinniśmy wzajemnie sobie pomóc, rozumiejąc, że w ten sposób czynimy dobro, bo inny tego potrzebuje. To jest takie nasze wypełnienie przykazania miłości, która mówi: „Kochaj bliźniego jak siebie samego”. Każdy siebie chroni, każdy chce, żeby wszelkie nieszczęście było od niego daleko, jednak gdy tego doświadczy, to też potrzebuje pomocy. Dzisiaj, gdy jedna z naszych rodzin doświadczyła takiej tragedii, gdy straciła wszystko w tym pożarze, to potrzebne jest wsparcie, żeby odczuli, że faktycznie należąc do tej wspólnoty czują wsparcie swoich braci i sióstr, którzy tak bezinteresownie idą i chcą pomóc. To uczy nas ofiarności, miłości, dobra, uczy nas takiej solidarności z tymi, kto ucierpiał. I myślę, że to bardzo ważne, żebyśmy tak rozumieli tę naszą parafialną wspólnotę pomagając sobie wzajemnie, a wtedy będziemy czuli, że tworzymy taką piękną, wielką rodzinę. Powiem – taką dobrą, piękną, ukraińską rodzinę.

Parafia pomaga jak może, mówi proboszcz parafii, ks. Jan Hałuszka, z którym rozmawiałam w piątek, więc koncert, o którym ks. Jan mówi, odbył się wczoraj:

– To co najgorsze, gdy jest pożar domu, że chociaż cały dom nie spłonął, to wszystko co było w środku i tak nie nadaje się do użytku z tego powodu, że wszystko zostało zalane wodą. Wtedy był też mróz. Rodzina ta jest w wielkiej potrzebie. Myślę, że każdy z nas powinien to zrozumieć i starać się pomóc w taki sposób, jak może. Oczywiście, najlepsza jest pomoc finansowa, gdzie mogą kupić sobie dokładnie to, czego potrzebują w danym momencie. Żeby odbudować dom, zrobić pokrycie dachu, a potem kupić wszystkie inne rzeczy powszechnego użytku. Tak więc mamy zorganizowaną w naszej parafii zbiórkę na rachunek bankowy, będziemy też w niedzielę po liturgiach zbierać datki od wiernych obecnych (na mszy); jest też koncert kolęd akurat w tę niedzielę i „Suzirjaczko” poświęca ten swój koncert jako pomoc. Tym bardziej, że oni zawsze, gdy były różne problemy czy potrzeby w naszej parafii, zawsze przychodzili i pomagali. Również i dzieci angażowały się w zespole „Suzirjaczko” – występowały, śpiewały. Chcemy im pokazać tę naszą wspólnotę. Są różne sytuacje, ale oni z pewnością odczują tę pomoc; że będziemy razem, będziemy im pomagać i jest to też przejaw takiej naszej miłości.

Wśród wiernych też czuje się dużą solidarność z pogorzelcami. Zapytałam Andrzeja Faranczuka, przewodniczącego rady parafialnej, jak zareagowali ludzie na to nieszczęście jednych z nas:

– Myślę, że to wydarzenie i taka jedność z tymi, którzy ucierpieli jest takie bardzo ciepłe i odpowiedzialne, bo ta rodzina jest jedną z nas i jak tylko usłyszeliśmy o tym zdarzeniu, to od razu zaczęły się telefony (do Jarka nie można było się dodzwonić, bo był zajęty ratowaniem tego, co tam zostało. Naprawdę, jest bardzo, bardzo wielkie takie poruszenie i ta zbiórka jest taka kilkufalowa, bo jest i koncert, została uruchomiona tak zwana zrzutka.pl, także ofiary przez konto parafialne z dopiskiem „Borko” można robić i poprzez Caritas. Najważniejsze, że jest zdrowie, że Michał wyszedł już ze szpitala. Mają życie, a wszystko inne można odbudować i kupić. Są rzeczy, których już się nie odratuje – pamiątki, stare zdjęcia, stare zapisy, nagrania, stare ikony… Ale w tym wszystkim najważniejsze jest, żeby czuli, że jesteśmy z nimi.

Jeśli ktoś z naszych słuchaczy też chce się przyłączyć do pomocy rodzinie Borków, to może znaleźć szczegóły na stronie internetowej olsztyńskiej parafii.

(-)

Teraz będzie o bardzo przyjemnym wydarzeniu: już wkrótce po raz kolejny rozpocznie się w olsztyńskiej parafii kurs pisania ikon. Od samego początku zajmuje się tym z-ca przewodniczącego rady parafialnej, Jan Kuryj:
– Na dzisiaj będzie to już po raz siódmy, jak zaczęliśmy prowadzić kurs ikonopisania w naszej parafii. Można powiedzieć, że to już stało się tradycją: w drugim tygodniu ferii organizujemy dla młodzieży, dla studentów, dla dzieci ze szkoły podstawowej z klasy ósmej kursy pisania ikon, żeby mogli podziwiać tę wspaniała część swojej kultury.
– Za każdym razem liczba uczestników jest rózna, jak jest w tym roku?
– No, w tym roku jest tak, że mamy znacznie więcej, niż było do tej pory, dlatego że zawsze mieliśmy tak mniej więcej 10 do 12 osób. To dlatego, że mogliśmy mieć tylko tylu uczestników, ilu będzie mogła prowadzić nasza instruktorka. W tym roku oprócz parafii także udział bierze eparchia olsztyńsko-gdańska przy organizowaniu tego kursu, dlatego nasza liczba zwiększyła się do 16 osób i oczywiście będzie tu prowadziła ten kurs s. Ołena z Kruklanek. I gdy będzie ta grupa uczestników, to ona będzie miała pomoc, tak że może przyjąć teraz więcej uczestników.

A potem będzie uroczyste zakończenie kursu, poświęcenie ikon i zachwyt tych, którzy będą je oglądać. Skąd wiem? Bo tak jest za każdym razem.

Teraz już życzę wam miłego wieczoru i zapraszam do radioodbiorników jutro o tej samej porze. Była z wami Jarosława Chrunik. Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/bsc)

16.01.2022 – godz. 20.30 Magazyn (opis do dźwięku)

W programie „Od niedzieli do niedzieli” wita was Hanna Wasilewska.
(-)
Gdzieś od przesilenia zimowego do drugiej dekady stycznia w Galicji trwa bożonarodzeniowo-noworoczna pora. Okres rozciągnięty jest w czasie przez wymieszanie wierzeń pogańskich i chrześcijańskich, przez podział Kościołów na różne konfesje, które korzystają z różnych kalendarzy, mało który Ukrainiec obchodzi tylko jedno Boże Narodzenie. Tym bardziej tu w Polsce. Więc i my kontynuujemy świętowanie, kolędowanie, wspominanie, jak to było kiedyś.
(-)
W minioną niedzielę przy gdańskiej choince przy dawnej „domiwce” ZUwP na wspólnym kolędowaniu zebrała się przecudowna ekipa. Na zorganizowany przez chór Wyrij koncert kolęd przyszli obywatele Ukrainy, którzy mieszkają w Polsce i przedstawiciele mniejszości ukraińskiej. Było serdecznie, i to nie tylko rozrywki, dawna ukraińska tradycja pojednania ludzi. Oczy w oczy, od domu do domu z pieśnią w sercu i gwiazdą nad głową – tak nasi przodkowie witali Jezusa na ziemi. Okres kolędowania będzie trwać u nas jeszcze długo, a na początek zawitajmy na koncert chóru Wyrij.
Na koncert kolęd chóru Wyrij w Gdańsku przyszło wielu Ukraińców w różnym wieku, z różnych regionów Ukrainy i Polski. Wszyscy stanęli w kole i byli gotowi rozpocząć to czarujące wydarzenie pod nazwą kolęda:
-…w imieniu naszego zespołu, który reprezentuje nasz chór Wyrij, witam wszystkich. Życzenia z okazji Bożego Narodzenia, dziękuję, że przyszliście zaśpiewać razem z nami. Zapraszam do zaśpiewania razem z nami kolędy „Dobryj weczir”
(-)
[wypowiedź w języku polskim]
(-)
– Mieszkamy w Gdańsku i przyszliśmy wesprzeć ten piękny chór i jego dyrygentki, Hannę Tiekuczewą i mamę Walentynę Zamu…

– Moja córka wszystko zorganizowała, bo ja tylko pomagam…. jak ona z dzieckiem maleńkim w domu… nie zgubić ludzi… ten chór… poprosiła, żebym ja konturowała tę sprawę, bo mam też wykształcenie muzyczne, też kiedyś byłam dyrygentem, próbowałam to powtórzyć.

(-)
– Nasze kolędy są piękne, nasza kultura jest piękna i w tych kolędach jest zawsze Ukraina wspomniana, dlatego nam przyjemnie podwójnie. I z okazji Świąt Bożego Narodzenia, które już się kończą, chcę złożyć wszystkim życzenia – pokoju, dostatku, błogosławieństwa Bożego.
– Chrystus narodził się.

(-)
– Wydaje mi się, że takie wydarzenie łączy ludzi, że ludzie odczuwają ciepło Ukrainy, ciepło domu, bo nie wszyscy mają tu rodziny jak ja. Hanna Tiekuczewa. Więc tak chciałam ludziom zrobić trochę przyjemnie, tak powiem… nie zdążyliśmy wszystkiego zaśpiewać… bo chłodno… ktoś tam z dziećmi przyszedł. Nie oczekiwałam, że tyle ludzi przyjdzie. Myślę, że udało się wszystko bardzo dobrze. Drodzy rodacy, ja w imieniu swoim i chóru Wyrij składam wam życzenia ze szczerego serca z okazji świąt. Życzę wszystkim pokoju w duszy, pokoju w domach i mocnego zdrowia, a wszystko inne będzie jak będzie zdrowie.
– Chrystus narodził się.
– Chwalimy go.
(-)
Tradycja zawsze była i jest w naszej krwi. A teraz kiedy na świecie czas wielkich zmian, ważnym jest zachować kulturę ludową jako element łączący z naszymi przodkami, jako korzenie naszej pradawnej duchowości.
(-)
Tam gdzie wielkie rodziny trzymają się razem, łatwiej przekazywać jest zwyczaj młodym. Tak jest w rodzinie Brewków. W tym roku w domu Bogusi i Piotra Brewków na Wigilii zebrała się trzynastoosobowa rodzina. Rodzinnymi tradycjami podzielili się: Bogusia, Katarzyna i Igor Brewkowie. Z mikrofonem zawitał do domu Sergiusz Petryczenko:
(-)
– Tradycja to coś takiego, co pamiętamy i o co dbamy, ale są stare i pojawiają się nowe. W tym roku na przykład staraliśmy się namówić, żeby zrobić inaczej, że Święty Mikołaj nie przychodzi na Wigilię, a prezenty będziemy otwierać tak jak w Ameryce. Na Święta, żeby ten dzień świąteczny też był w czyś wyjątkowy. No nie udało się. Dzieci nas faktycznie mocno zaskoczyły. Na początku robiły protesty. Protestowały, krzyczały, że Mikołaj ma być na Wigilię, później proponowały jakoś dogadać się i zaczęły się targować, no jak zaśpiewacie ładne kolędy, to faktycznie Mikołaj przyjdzie szybciej. Gospodarz powiedział – dobrze, to Mikołaj przyjdzie w tym roku nie w sobotę, a w piątek i tak chwilę pomyślały, ale nie tak, ma być we czwartek. Zawsze miały ten występ, ale pomyślały, czym jeszcze można się targować. Zagrały na emocjach. Moja kuzynka zagrała na emocjach, bo powiedziała, że zaśpiewa piosenkę, którą bardzo lubił dziadek i faktycznie tak zaśpiewała, że wszyscy płakali. Tradycji nowej nie zapoczątkowaliśmy, że Mikołaj będzie przychodzić następnego dnia. Dzieci nie tylko oczekują prezentów, ale także wydarzenia i udaje się nam ostatnio, zrobić tak, że faktycznie Mikołaj przychodzi. Pojawia się ubrany, czasem to trwa dłużej, czasem krócej, bo zależy kiedy musimy jechać na nabożeństwo, ale święty Mikołaj często wymaga. Dobrze, byłeś grzeczny, grzeczna, to teraz trzeba powiedzieć wierszyk, zrobić coś i jest śmiech i jak jest nas wiele, to bardzo radośnie to się obywa.
(-)
Wydaje mi się, że nie w każdej rodzinie tak jest, że my po każdej liturgii o północy, idziemy jeszcze na cmentarz zapalić świeczkę tym naszym bliskim, których już nie ma. Czasem są rzeczy tak oczywiste, że nawet nie pomyślimy, że to jakaś tradycja, ale faktycznie tak jest. Staramy się pilnować takiego bardzo starego zwyczaju, że jak idziemy na nabożeństwo, to prosimy, żeby nikt nie zbierał naczyń, żeby dusze zmarłych mogły przyjść zjeść. W moim domu tego nie było, gdy byłem mały, ale pamiętam, że czytałem to w jakiejś książce i mi się to spodobało, że faktycznie tak było, że te dusze przychodzą jeść, jak ja pamiętam, tam było napisane w tej książce, że jak wraca się z nabożeństwa, trzeba podmuchać na krzesło, żeby przegnać duszę, żeby nie siąść na niej. I faktycznie tak u nas jest. Nasi dziadkowie, babcie umierają i my o tym pamiętamy; takie wspomnienie, że o nich pamiętamy, żeby z nami świętowali.
– A co będziecie robić na „Szczodry wieczór”?
– Albo się spotkamy u szwagra i szwagierki; głównie odbywa się w cerkwi, tam się spotykamy. Chyba świętujemy go dużo mniej.
– Tak, bo faktycznie jak świętujemy, to jest nas bardzo wiele; wtedy kolędujemy po ukraińsku i polsku i są świąteczne zwyczaje, ale później jak jest nas mniej, to spotykamy się w mniejszym gronie i nie mamy jakichś specjalnych zwyczajów.
(-)
Inna ukraińska rodzina, która pamięta zwyczaje przodków, zawitała w gości do mnie. Rodzina Kupczyków mieszka w Olsztynie już 5 lat, ale tradycyjnie na święta Hala z Maksymem jadą do domu do obwodu lwowskiego na wieś. Tam, jak mówią, lepiej czują atmosferę Świąt. Wyjątkowo na Boże Narodzenie po raz pierwszy zostali w tym roku tu, więc wspomnienie o Świętach w domu rodzinnym okazały się prawdziwymi lekami dla duszy.

– Wszystko zaczynało się z samego rana, kiedy tata koniecznie musiał przynieść diducha do chaty. Był to diduch ze słomy, który był takim symbolem dobrobytu i dostatku na cały rok. Przynoszono go rano i ustawiano na nim kutię, wszystkie potrawy w ogóle, które mama gotowała. Pamiętam w kuchni była taka stara płyta na drewno i kolacja była gotowana na tej starej płycie. Boże, jakie to smaki z dzieciństwa…

– A kto diducha robił?
– Tato, zawsze tata. Jeździł zawsze na zarobki, wiadomo takie były czasy, ale w Boże Narodzenie zawsze był w domu, przyjeżdżał w okresie przed Bożym Narodzeniem zawsze i zawsze robił go. Jak przynosił go do chaty rano, jak tylko przestąpił próg to piał, gdakał, żeby był dostatni roku, żeby kury się niosły, ziarno rodziło się. Po tym jak przyniósł diducha do chaty, mama zakazała wchodzić, szczególnie kobietom, bo rok będzie zły, chorobliwy. Na podwórzu mamy dwa budynki, jeden był nasz, drugi babci, ciotki ojca i mama nigdy nie wpuszczała tej ciotki do chaty; ona mogła przyjść do nas, gdy siadaliśmy już za stół; nie wpuszczano jej do chaty, bo ona była już starsza i jakby weszła w tym czasie, kiedy gotowana była kolacja, cały rok miał być zły i ja w to wierzyłam, no i potem od tych wszystkich zapachów oczywiście chcieliśmy z bratem coś tam zjeść.
– Pozwalała mama?
– Nie, zawsze mówiła, jak tarła mak na kutię w makutrze, a ja zawsze chciałam tego maku, oblizać tę gałkę i ona mówiła – będziesz mieć łysego męża i zabraniali nam nawet łyżkę do ust wziąć, bo nie można było, trzeba było być głodnym i trzeba było czekać na pierwszą gwiazdkę i kolację wigilijną.
– I w Polsce, i na Ukrainie 12 postnych potraw na stole bożonarodzeniowym, to taka popularna tradycja. Jakie potrawy u was były na stole i jakie ulubione?
– Starali się zawsze gotować tych 12 potraw. Kapusta duszona, smażona, gotowana. Czasem w 4 rodzajach. Grzyby obowiązkowo, polewka grzybowa, kutia, bo jak bez kutii, zupka postna, zwykle grzybowa, ryby różnego rodzaju. Zawsze czosnek na stole, liczyliśmy jako jedną z potraw. Kołacz pieczony, a nie kupiony. Ulubione potrawy to oczywiście kutia z miodem, teraz tak mówię i tak chce się tej kutii.
– A czy była u was słoma na stole i co twoi rodzice mówili na ten temat?
– W jednej wsi skąd jestem, żyli jeszcze rodzice mojego ojca. I w sąsiedniej wsi rodzice mojej mamy i bardzo różniły się te tradycje. Na stole mojej mamy, bo zawsze jeździliśmy bo babciach i dziadkach. Wieś Honczariwka, tam zawsze po prostu na takim stole drewnianym nic nie kładziono, tylko na rogach kładziono czosnek, co było symbolem odganiania złych duchów, ale stół miał być bogaty w tych 12 potrawach. Ze strony taty inaczej. Na stole musiało być wiele słomy, w ogóle czasem te potrawy, nawet ta kutia wylewały się, bo wiadomo od słomy to nierówno. Wszyscy mieli jeść na stojąco. A my wszyscy siadaliśmy, każdy miał swoje talerzyki i przybory, ze strony taty, wszystko miało być na stojąco, na tej słomie. Te wszystkie potrawy wywracały się.

– Natomiast myślę, było coś w tych tradycjach wspólnego, np. uczczenie zmarłych, zmarłych krewnych. Za stołem i po co się odbywało?
– Za stołem nie wspominało się zmarłych, tylko po zakończeniu kolacji wigilijnej, jak wszyscy zjedli pomodlili się, rozpoczynała się modlitwa za tych, których nie ma, którzy są nam bliscy i wszystkich pomniejszych i zostawiano im tę kolację na stole z innymi przyborami, nie tymi którymi jedliśmy, a dla tych, których chcemy wspomnieć, uczcić, zostawiano nakrycia, wodę i wieczerzę aż do rano, nie mogliśmy jej zabrać ze stołu i w Boże Narodzenie babcia mówiła, że można teraz zebrać.
– Potem oczywiście szło się na nabożeństwo w nocy.
– O tak. Tradycyjnie w mojej wsi, Poczapy, nabożeństwo zaczynało się o północny z nastaniem Bożego Narodzenia, kolędowali, ja teraz zastanawiam się, czy ja by w swoim wieku 35 lat wystała do 5 rano od 12 na mrozie, na śniegu. Nie wiem jak wytrzymywałam, jakoś ta atmosfera, że wszyscy kolędują, wszyscy są razem, 3 choinki w cerkwi, wszystko przyozdobione.
– Kolędy skąd się brały, skąd znałaś kolędy w dzieciństwie?
– Babcia, co z nami mieszkała, miała taką grubą książkę, „kolędnik” jak to nazywała i nie wiem ile, z 200 kolęd tam miała i z tego kolędnika. No na początku ona to śpiewała i słuchaliśmy, i uczyliśmy, i powtarzaliśmy. W cerkwi były jakieś tam ogólnie znane.
– Ulubioną miałaś?

– Miałam „Dobryj weczir tobi”.
A żeby wasze dzieci pamiętały, częściej dzielcie się z nimi wspomnieniami i nie zapominajcie o rodzinnych tradycjach – niech uwspółcześniane, ale ze wspomnieniami jak było dawniej.
A z cudowną muzyką teraz Roman Bodnar:
[parada hitów Romana Bodnara]
(-)
Tym kończymy nasz program. Przygotowali go: Sergiusz Petryczenko, Roman Bodnar i Hanna Wasilewska. Życzymy wam w nowym roku zdrowia, pokoju, dobrobytu i radości. Daj Boże!.

14.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Na falach Radia Olsztyn wita was Hanna Wasilewska. Dzień Bazylego wesoły, to i rok taki – mówi porzekadło ludowe. A jak minął wasz dzień? Pierwszego dnia Nowego Roku tak jak dzisiaj, nasi przodkowie wszystkiemu przyglądali się, bo wszystko miało znaczenie. Stojąc w cerkwi podczas jutrzni, chłopi przyglądali się jak płoną świeczki w żyrandolu. Jeśli knot płonącej świecy opadał, będzie urodzaj w tym roku. Jeśli knot sterczy na świeczce jak pusty kłos, czekaj nieurodzaju. Jeśli noc przed Nowym Rokiem jest cicha i jasna, będzie szczęśliwy rok nie tylko dla ludzi, ale i dla inwentarza. Śnieg pada tego dnia – szczęśliwy rok będzie. Wiele jest przesądów tego dnia, natomiast z dzieciństwa pamiętam jedno dobrze – pierwszy na progu tego dnia musi pojawić się chłopiec albo mężczyzna. Właśnie dlatego zasiewali tylko chłopcy, wtedy rok będzie udany. Więc jeśli nie dotarli do was do domu jeszcze siewcy, wpuście do domu parę sympatycznych chłopców.
[wierszyk]
[szczedrówka]

[życzenia, winszowanie rymowane]

[wierszowane fragmenty wertepu]
Obecnie na Ukrainie rozpoczyna się czas wertepów [odpowiednika szopek i jasełek – przyp tł.]. Najczęściej są one tradycyjne we współczesnej interpretacji – młodzież wpisuje tradycję we współczesny kontekst ukraiński.
W tym roku pandemia uniemożliwiła chodzenie kolędnikom i siewcom po domach, pojawił się nowy wertep-online:

Właśnie taki wymyślił ukraińska młodzież z Gdańska. Wszystkim nam znany teatr Nawpaky i zespół Harazd, którego członkowie dobrze są nauczeni kolędować jeszcze w szkole z językiem ukraińskim w Górowie. Zebrali się i zrobili wrażenie oryginalnością, współczesnością i dobrym poczuciem humoru w swoim wirtualnym spektaklu teatralnym:
[fragmenty wertepu, muzyka, fragmenty deklamowane, wierszowane]

Powrócić do ludowych wierzeń na świątki proponuję dzisiaj na lekcji:
[lekcja języka ukraińskiego]
No i to wszystko na dzisiaj. Bądźcie zdrowi przy okazji Nowego Roku i Bazylego. Daj Boże!

14.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, w piątek, 14 stycznia, na natenie Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj jest święto Bazylego Wielkiego i Nowy Rok według kalendarza juliańskiego. Obchodzi się to święto ku czci Bazylego Wielkiego, znanego jako Bazyli Kapadocki. W IV w. był arcybiskupem Cezarei Kapadockiej i wsławił się jako teolog, autor licznych kazań i twórca ikonostasu.
(-) Życzenia noworoczne
Okazuje się, że 14 stycznia na przestrzeni historii obfitował w wydarzenia:
(-)
1882 r. urodził się Iwan Ohijenko, metropolita UACP, językoznawca, historyk cerkwi. Realizował ukrainizację na Chełmszczyźnie drogą wprowadzenia języka ukraińskiego na liturgiach. 1947 r. wyemigrował do Kanady.
(-)
1883 r. urodzil się Wsewołod Petriw – wojskowy minister i generał-chorąży Armii URL. Uczestnik obrony Kijowa przed oddziałami bolszewickimi Murawiowa. W latach walk wyzwoleńczych zajmował wysokie stanowiska wojskowe. Od 1920 r – na emigracji. W 1922-1923 r. był wykładowcą historii na kursach starszyzny URL w Kaliszu.
(-)
1898 r. urodził się Jurij Horlis-Horskyj – ukraiński działacz wojskowy i społeczny, zwiadowca, starszyzna Armii URL, pisarz. Autor utworów „Otaman Chmara”, „Czerwonyj czortopołoch”, „Chołodnyj Jar”. „Ave Dictator”, a także wspomnień „Wśród żywych trupów”, ale są one uważane za utracone.
(-)
1937 r. urodził się Jewhen Hucało – pisarz ukraiński, wszedł do plejady ukraińskich pisarzi-szistdesiatnyków. W ciągu tego dziesięciolecia udawało mu się realizować i razem z Liną Kostenko, Mykołą Winhranowskim, Iwanem Draczem, Hryhorem Tiutiunnykiem i innymi tworzyć współczesną literaturę ukraińską.
(-)
Dzisiaj świętują: Emilia, Bohdan, Wiaczesław, Hryhorij i oczywiście – Wasyl i Wasyłyna. Wszystkiego najlepszego!
(-)
Tragicznie rozpoczął się 2022 rok dla rodziny Borków z Wrzesiny w gminie Jonkowo. W nocy z poniedziałku na wtorek w ich domu wybuchł pożar. 7 osób zdążyło się ewakuować jeszcze przed przyjazdem strażaków, jedna z nich z oparzeniami trafiła do szpitala. Przyczyna pożaru na razie nie jest znana. Rodzina musi zaczynać życie od zera, dlatego tych, kto nie jest obojętny, prosimy o pomoc. Caritas eparchii olsztyńsko-gdańskiej UCGK organizuje zbiórkę pieniędzy na pomoc poszkodowanym wskutek pożaru. Szczegóły znajdziecie na profilu Caritas eparchii olsztyńsko-gdańskiej na FB. Natomiast olsztyńska parafia grecko-katolicka, do której należy rodzina Borków, w niedzielę, 16 stycznia po liturgii na godz. 10-tą, organizuje koncert kolęd w wykonaniu zespołu „Suzirjaczko”. Podczas koncertu też zostanie zorganizowana zbiórka dla pogorzelców. Na stronie parafii widnieje apel: „Pokażmy, że jesteśmy jedną, wielką rodziną”! dla ludzi, których spotkała taka tragedia, ważna jest pomoc materialna, ale tak samo ważne jest też duchowe wsparcie.
Świat nadal nie może sobie poradzić z Rosją. Przedwczorajsze 4-godzine rozmowy przedstawicieli Sojuszu Północnoatlantyckiego i Moskwy nie przyniosły przełomu. Po posiedzeniu Rady NATO-Rosja w Brukseli, sekretarz generalny Jens Stoltenberg przyznał, że różnice zdań w kwestiach bezpieczeństwa są znaczące i trudno będzie je przezwyciężyć. Rozmowy dotyczyły groźby ponownej inwazji Rosji na Ukrainę:

– Jest poważne ryzyko nowego konfliktu zbrojnego w Europie. Ale właśnie dlatego takie spotkania ja to dzisiaj i inne w tygodniu są tak ważne – ponieważ robimy wszystko, co w naszej mocy, by temu zapobiec. Jednocześnie stawiamy sprawę jasno i przekazaliśmy Rosji, że jeśli dokona kolejnej inwazji na Ukrainę, to będzie się to wiązało z surowymi konsekwencjami.

Szef Sojuszu mówił o sankcjach gospodarczych i politycznych wobec Rosji. Nie wykluczył też zwiększenia sił w Europie Środkowej:

– Jeśli Rosja znowu użyje siły przeciwko Ukrainie, będziemy musieli zastanowić się nad potrzebą zwiększenia obecności wojskowej we wschodniej części Sojuszu.

Ukraina natomiast nie będzie mogła liczyć na parasol ochronny Sojuszu Północnoatlantyckiego, bo nie jest jego członkiem. NATO deklaruje współpracę wojskową, pomoc finansową i polityczną i podtrzymuje politykę otwartych drzwi – wbrew żądaniom Rosji, które chcą gwarancji, że dalszego rozszerzania Sojuszu na Wschód nie będzie.

W rezultacie rosyjskiej swawoli szwecja i Finlandia zatstanawiają się, czy nie wstąpić do NATO.do tej pory kraje te mają status pozablokowy i nie są członkami NATO. „USA chętnie rozpatrzą wnioski o przystąpienie do NATO Finlandii i Szwecji, jeśli takie nadejdą, – oznajmiła Victoria Nuland, zastępca sekretarza stanu w amerykańskim Departamencie Stanu, podczas briefingu w Departamencie Stanu.

(-)

I tą mimo wszystko pozytywną wiadomością zakończymy naszą audycję; była z wami Jarosława Chrunik. Na koniec jeszcze raz – najlepsze życzenia, zwłaszcza Wasylom i Wasyłynom! Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/bsc)

13.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

(-)
Z wami jest Hanna Wasilewska. Życzenia przy okazji szczodrego wieczory. Dla Ukraińców noworoczne i bożonarodzeniowe kontynuowane są tradycyjnie. 12 dni po Bożym Narodzeniu nazywanych jest świątkami i trwają aż do 19 stycznia. Wieczór 13 stycznia, przed Starym Nowym rokiem nazywany jest Szczodrym Wieczorem. Ukraińcy 13 stycznia mają także Małankę i Wieczór Bazylego. W tradycji ludowej święta Małanki i Bazylego łączą się w szczodry wieczór, dlatego 13 stycznia obchodzimy wieczór Bazylego, święto Małanki i Szczodry Wieczór. Znaczna liczba tradycji i obrzędów Szczodrego Wieczoru asymilowała się z pogańskimi. W szczodry wieczór 13 stycznia młodzież chodziła po domach, śpiewała szczodrówki, za co gospodarze im hojnie płacili oładkami, pierożkami i kiełbasami. Szczodrówkami składano życzenia gospodarzom. Samemu obrzędowi towarzyszyły działania magiczne, tańce, muzyka, pantomima, gry obrzędowe z maskami, na przykład prowadzono Kozę i grano w Małankę. Także ważnym rytuałem Szczodrego Wieczoru były wróżby dziewcząt. Szczególna jest na Małanę kutia. Mleko, śmietana, masło i nawet wino powodują, że kutia staje się szczodra. Właśnie dzisiaj szczodrujemy, więc kutia ma być jak najszczodrzejsza. Według wierzeń, im więcej składników w kutii tym bogatsza rodzina będzie w nowym roku. Tradycyjnie tego dnia śpiewa się szczodrówki życząc gospodarzom każdego domu szczęścia i dostatku w nowym roku. Tradycyjnie tego dnia śpiewa się szczedrówki życząc gospodarzom każdego domu szczęścia i dostatku w nowym roku.
(-)
Tradycja kolędowania trwa do końca świątek, więc i my kontynuujemy. W zeszłą niedzielę chór Wyrij zaprosił wszystkich chętnych na wspólne kolędowanie przy głównej choince w samym centrum miasta. Dla tych, którzy nie mieli możliwości pojechać na święta, była to jedyna możliwość spędzenia czasu w kole rodaków, usłyszeć znajome kolędy i poczuć ducha świąt. Do kolędowania przyłączyli się przedstawiciele ukraińskiej mniejszości Pomorza.:
Jestem Aleksander, z Ukrainy oczywiście. Mieszkam na terenie Polski już 2 lata. Chciałoby się coś ukraińskiego usłyszeć i dlatego dołączyłem się do tego chóru i bardzo jestem zadowolony, że jestem uczestnikiem tego wydarzenia, mam oczywiście wykształcenie muzyczne, ale nie wokalne, nie chóralne, ale mi w tym pomaga.
-Jak spędził pan święta?
-No szczerze nie tak jak zawsze, bo moi bliscy są nie tu.
-Dzisiaj i sobie i wszystkim otaczającym zrobiliście oddzielne święto. Jeśli go nie odczuliście.
-Tak na 100%, ta liczba ludzi, która nas otoczyła mnie bardzo mile zdziwiła. Nie spodziewałem się, że tyle ludzi będzie zainteresowanych tym wydarzeniem. Bardzo mi milo, że to jeszcze żyje.
-Chrystus narodził się.
-Chwalimy go.
Po głównym koncercie kolęd zespołu Wyrij rozpoczęło się wspólne kolędowanie wszystkich obecnych niezależnie od wieku, narodowości czy wyznania:
(-)
-Skąd jesteście?
-Z Charkowa.

-A wy?
-Zaporoże, Donieck, Kijów i tak pięknie wszyscy śpiewali kolędę, łączymy się w Gdańsku.
(-)
-Potomkowie akcji Wisła.
-Oddzielnym chórem się stali.
-To my wszyscy znamy się, stoimy tu i śpiewamy bo dobrze znamy te kolędy, a chór Wyrij to nie tylko Ukraina to także mniejszość. Co prawda ich tu dzisiaj mniej, bo ludzie rozjechali się po domach świętować Boże Narodzenie, a my mieszkamy w Gdańsku, to przyszliśmy wesprzeć ten chór i jego dyrygentki – Hanię Tiekuczewą i jej mamę Walentynę Zamułę. Co roku nasza młodzież stara się wymyślić coś nowego. Dwa razy robiliśmy takie flashmoby w Forum Gdańsk, ale to w minionych latach, jeszcze przed pandemią, ale w tym tym roku pod choinką z inicjatywy chóru Wyrij to kolędowanie. Dla nas takie bliskie to miejsce, bo jeszcze kilkanaście lat temu znajdowała się nasz ukraińska domiwka i przez 50 lat my tam spotykaliśmy się, kolędowaliśmy i spotykaliśmy się na świętach i teraz mamy okazję być tu znowu i pokolędować i bardzo miło, że przyszli ci, którzy zdecydowali szukać swojego życia w Polsce. Bardzo się cieszę i podziękowanie dla Hani i jej mamy, bo to też odwaga tak stanąć w środku miasta i zaśpiewać, ale nasze kolędy są piękne, nasza kultura piękna i w tych kolędach zawsze jest wspominania Ukraina, dlatego nam podwójnie przyjemnie.
Tak Ukraińców w Polsce łączą tradycje. To czego nie sposób nam odebrać. Na koniec naszego świątecznego spotkania przyjmijcie ode mnie noworoczne życzenia. Niech wasz rok będzie bogaty, jasny, pokojowy i obowiązkowo szczęśliwy. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

13.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam Was, szanowni słuchacze, w czwartek, 13 stycznia na antenie Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Boże Narodzenie już za nami, natomiast u progu stoi kolejne święto: dzisiaj jest Szczodry Wieczór albo Małanka. Zaraz powiem o tym kilka słów więcej, bo 13 stycznia to nie tylko Małanka. Niestety, w kalendarzu mamy też bardzo smutne daty:
(-)
13 stycznia 2015 r. miał miejsce atak terrorystyczny pod Wołnowachą podczas rosyjskiej agresji zbrojnej wobec Ukrainy. Bojówkarze organizacji terrorystycznej „DNR” dokonały ostrzału artyleryjskiego posterunku ukraińskich żołnierzy w pobliżu miasta Wołnowacha. Jeden z pocisków trafił w autobus rejsowy „Złatoustiwka-Donieck”, na skutek czego 12 osób zginęło, a 18 zostało rannych.
(-)
1877 r. urodził się Lewko Macijewycz – pierwszy ukraiński lotnik, inżynier-konstruktor, wynalazca, autor projektu pierwszego samolotu; ukraiński działacz społeczno-polityczny.
(-)
2013 r. zmarł Mychajło Horyń – ukraiński obrońca praw człowieka, dysydent i więzień polityczny (łącznie spędził w więzieniach i na zesłaniu 12 lat). W 1990 r. był jednym z kluczowych organizatorów „Święta chwały kozackiej”, marszu po Zaporożu i mityngów, które odbyły się na terytorium „czerwonych” obwodów – Dniepropietrowskiej i Zaporoskiej. Po mityngu ekologicznym w Zaporożu stały się one pierwszym protestem narodowym przeciwko czynnej władzy komunistycznej.
(-)

Dzisiaj Dzień Anioła obchodzą: Dawid, Józef, Michał, Piotr, Jakub, a przede wszystkim – Melania. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Dzisiaj, 13 stycznia jest Szczodry Wieczór albo święto Melanii. Świętowanie Szczodrego Wieczoru pochodzi od pradawnego, prawdopodobnie przedchrześcijańskiego zwyczaju. Zgodnie z kalendarzem chrześcijańskim jest to też dzień błogosławionej Melanii (Mełanki, Małanki, Myłanki). Mełanka-Woda przychodzi na Szczodry Wieczór wraz z Wasylem-Księżycem, aby obwieścić gospodarzom o nadchodzących świętach i urządzić gościnę, którą wśród ludu tak się właśnie nazywa: gościna Mełanki. W tradycji ludowej oba te święta połączyły się w Szczodry Wieczór albo święto Mełanki. W szeregu zachodnich regionów Ukrainy, zwłaszcza w Galicji, Szczodrym (Drugą Wigilią) nazywa się wieczór 18 stycznia, w przededniu Chrztu Pańskiego (na pozostałych terenach Ukrainy wieczór ten znany jest jako „Głodna Kutia”).

Pogoda każdego następnego dnia odpowiadała pogodzie każdego z 12 nadchodzących miesięcy. Jeśli w nocy był północny wiatr, to oczekiwano roku upalnego i urodzajnego. Zachodni wiatr zwiastował dobry udój i dostatek ryb, a wschodni – bogaty urodzaj owoców. Jeśli zauważono na szybach lód, to liczono na dostatek miodu. Od tego czasu dzień wydłuża się o godzinę.

(-)

We wtorek, 11 stycznia odbyło się uroczyste poświęcenie i oddanie do użytku kaplicy szpitalnej w Warmińsko-Mazurskim Centrum Chorób Płuc w Olsztynie. Jak czytamy na stronie cerkiew.eu., nową kaplicę pobłogosławili abp Józef Górzyński, metropolita warmiński oraz bp Arkadiusz Trochanowski, eparcha olsztyńsko-gdański.

Szpital to wyjątkowa placówka, a w każdym szpitalu wyjątkowym miejscem zawsze jest kaplica – podkreśliła dyrektor centrum Irena Petryna. – Lekarze czy pielęgniarki wielokrotnie podkreślają, że do sukcesu potrzebna jest przede wszystkim wiedza medyczna, a także mocna wiara w to, że można wyzdrowieć. Bez tej wiary, nadziei w wyzdrowienie jest niezwykle ciężko. Ta kaplica jest miejscem nadziei, gdzie każdy może przyjść, porozmawiać z Bogiem, znaleźć ukojenie – zaznacza Irena Petryna.

Biskup Arkadiusz po odczytaniu modlitwy błogosławieństwa, wręczył na ręce pani dyrektor ikonę Opieki Matki Bożej jako dar dla nowej kaplicy.

(-)

Zachód stara się przywołać do porządku Rosję. Rzecznik prasowy amerykańskiego Departamentu Stanu Ned Price powiedział, że Stany Zjednoczone oczekują ze strony Rosji deeskalacji działań w stosunku do Ukrainy. Podczas konferencji prasowej Ned Price podkreślił, że Rosja albo powinna wyjaśnić obecność swoich wojsk na terenach przygranicznych, albo je stamtąd wycofać:
(-) Deeskalacja w tym kontekście miałaby polegać na powrocie rosyjskich wojsk do swoich baz, a ćwiczenia prowadzone w bezpośredniej bliskości granicy z Ukrainą powinny mieć swoje uzasadnienie albo powinny zostać zakończone. Wszelki ciężki sprzęt wojskowy powinien także powrócić do miejsc stałego stacjonowania. Jednocześnie jesteśmy zobowiązani do tego, aby podejmować wszelkie dyplomatyczne działania wobec tego, co dzieje się na wschodniej Ukrainie. Kraj ten pokazał, że stara się zachować pokój i my doceniamy te działania.

Po ponad dwóch latach zostały wznowione w Brukseli wspólne obrady przedstawicieli krajów NATO i Rosji. Większość państw członkowskich reprezentowana jest na szczeblu ambasadorów, z USA jest obecna wiceszefowa dyplomacji Wendy Sherman. Z Rosji przyleciał wiceminister spraw zagranicznych Aleksander Gruszko. Spotkanie zwołał sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Powodem jest zwiększona koncentracja rosyjskich wojsk na Ukrainie i przy granicy z nią, a także agresywne działania Moskwy. Beata Płomecka:

(-) Korespondencja w języku polskim

Niech politycy rozwiązują problem na rzecz pokoju, a my na koniec jeszcze raz powróćmy do święta. Wszystkim Melaniom jeszcze raz składam najlepsze życzenia, a dzisiaj przyjemnie spędźcie wieczór w gronie przyjaciół i bliskich. I niech Bóg Wam zawsze błogosławi. 101 lat temu, w dniu urodzin, przyniosła sobie imię pani Melania Starodum z Boćwinki k/Kruklanek, która w ostatnim czasie przebywa u córki i zięcia w Pozezdrzu. Pani Melanio, jeśli Pani nas słucha, to pozwolę sobie zwrócić się do Pani słowami poety:
(-) Życzenia wierszem
Chrystus się narodził! Chwalmy Go!

12.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Gdzieś od przesilenia zimowego do drugiej dekady stycznia w Galicji trwa bożonarodzeniowo-noworoczna pora. Okres rozciągnięty jest w czasie przez wymieszanie wierzeń pogańskich i chrześcijańskich, przez podział kościołów na różne konfesje, które korzystają z różnych kalendarzy, mało który Ukrainiec obchodzi tylko jedno Boże Narodzenie. Tym bardziej tu w Polsce. Więc i my kontynuujemy świętowanie, kolędowanie, wspominanie, jak to było kiedyś. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dobry wieczór.

(-)
Boże Narodzenie to czas wspomnień, powrotu do rodzinnych tradycji, Wigilia, Święty Mikołaj, prezenty, kolędy, wszystko trafia się tylko raz na rok i jest wyjątkowe. Tam gdzie wielkie rodziny trzymają się razem, łatwiej przekazywać jest zwyczaj młodym. Tak jest w rodzinie Brewków. W tym roku w doku Bogusi i Piotra Brewków na Wigilii zebrała się trzynastoosobowa rodzina. Rodzinnymi tradycjami podzielili się:Bogusia, Katarzyna i Igor Brewkowie. Z mikrofonem zawitał do domu Sergiusz Petryczenko:
(-)
-Tradycja to coś takiego co pamiętamy i o co dbamy, ale są stare i pojawiają się nowe. W tym roku na przykład staraliśmy się namówić, żeby zrobić inaczej, że Święty Mikołaj nie przychodzi na Wigilię, a prezenty będziemy otwierać tak jak w Ameryce. Na Święta, żeby ten dzień świąteczny też był w czyś wyjątkowy. No nie udało się. Dzieci nas faktycznie mocno zaskoczyły. Na początku robiły protesty. Protestowały, krzyczały, że Mikołaj ma być na Wigilię, później proponowały jakoś dogadać się i zaczęły się targować, no jak zaśpiewacie ładne kolędy to faktycznie Mikołaj przyjdzie szybciej. Gospodarz powiedział – dobrze, to Mikołaj przyjdzie w tym roku nie w sobotę, a w piątek i tak chwilę pomyślały, ale nie tak, ma być we czwartek. Zawsze miały ten występ, ale pomyślały czym jeszcze można się targować. Zagrały na emocjach. Moja kuzynka zagrała na emocjach, bo powiedziała, że zaśpiewa piosenkę, którą bardzo lubił dziadek i faktycznie tak zaśpiewała, że wszyscy płakali. Tradycji nowej nie zapoczątkowaliśmy, że Mikołaj będzie przychodzić następnego dnia. Dzieci nie tylko oczekują prezentów, ale także wydarzenia i udaje się nam ostatnio, zrobić tak, że faktycznie Mikołaj przychodzi. Pojawia się ubrany, czasem to trwa dłużej, czasem krócej, bo zależy kiedy musimy jechać na nabożeństwo, ale święty Mikołaj często wymaga. Dobrze, byłeś grzeczny, grzeczna, to teraz trzeba powiedzieć wierszyk, zrobić coś i jest śmiech i jak jest nas wiele, to bardzo radośnie to się obywa.
(-)
Wydaje mi się, że nie w każdej rodzinie tak jest, że my po każdej liturgii o północy, idziemy jeszcze na cmentarz zapalić świeczkę tym naszym bliskim, których już nie ma. Czasem są rzeczy tak oczywiste, że nawet nie pomyślimy, że to jakaś tradycja, ale faktycznie tak jest. Staramy się pilnować takiego bardzo starego zwyczaju, że jak idziemy na nabożeństwo, to prosimy, żeby nikt nie zbierał naczyń, żeby dusze zmarłych mogły przyjść zjeść. W moim domu tego nie było, gdy byłem mały, ale pamiętam, że czytałem to w jakiejś książce i mi się to spodobało, że faktycznie tak było, że te dusze przychodzą jeść, jak ja pamiętam tam było napisane w tej książce, że jak wraca się z nabożeństwa, trzeba podmuchać na krzesło, żeby przegnać duszę, żeby nie siąść na niej. I faktycznie tak u nas jest. Nasi dziadkowie, babcie umierają i my o tym pamiętamy; takie wspomnienie, że o nich pamiętamy, żeby z nami świętowali.
– A co będziecie robić na „Szczodry wieczór”
– Albo się spotkamy u szwagra i szwagierki; głównie odbywa się w cerkwi, tam się spotykamy. Chyba świętujemy go dużo mniej.
– Tak, bo faktycznie jak świętujemy, to jest nas bardzo wiele; wtedy kolędujemy po ukraińsku i polsku i są świąteczne zwyczaje, ale później jak jest nas mniej, to spotykamy się w mniejszym gronie i nie mamy jakichś specjalnych zwyczajów.
(-)
Inna ukraińska rodzina, która pamięta zwyczaje przodków, zawitała w gości mnie mnie. Rodzina Kupczyków mieszka w Olsztynie już 5 lat, ale tradycyjnie na święta Hala z Maksymem jadą do domu na święta do obwodu lwowskiego na wieś. Tam, jak mówią, lepiej czują atmosferę Świąt. Wyjątkowo na boże narodzenie po raz pierwszy zostali w tym roku ti, więc wspomnienie o Świętach w domu rodzinnym okazały się prawdziwymi lekami dla duszy. Wspominaliśmy i o tym, jak przyszło świętować ich dziadkom Boże Narodzenie w czasie władzy radzieckiej z zakazem obchodzenia świąt religijnych:

– Babcia mówiła, że nawet jej Boże Narodzenie było takie, że jak siadali do kolacji, to wszystko było skryte, przy świeczce. No u nas była taka tradycja zapalać świeczkę, ale światło się paliło i wszystko było normalnie, a babcia opowiadała, że oni spędzali wigilię przy świeczce, wszystko musiało być cicho, ukryte, żeby nikt nie widział z zewnątrz. I ja zastanawiam się jak w tych czasach, żeby nikt nie zobaczył, udało się przekazać, tak jak moim rodzicom, żeby oni mogli to mnie przekazać.
A przekazywać było co. Poza przepisami kuchni świątecznej i tekstami kolęd, Hala nigdy nie zapomni przede wszystkim o modlitwie, chociaż prawda, w dzieciństwie było to wyzwanie.

– Przed tym jak siadaliśmy jeść razem, trzeba było się pomodlić; cały dzień była głodna, pomagałam mamie, a my mamy się 12 razy modlić do Bogarodzicy, 12 razy dziękuje tobie Boże i jeszcze wspomnieć no i ta modlitwa 15 minut trwała. Zanim siedliśmy się najeść, to trzeba było długo się modlić, takie to wypróbowanie; i to na stojąco. Wigilia trwała ze 3-4 godziny, bo póki wszystkich potraw spróbujesz, każdej trzeb było choćby po łyżeczce. Najeść się czymś jednym było trudno, trzeba było spróbować wszystkiego. Ja pamiętam kutia była zawsze pod koniec; wspominam, że zawsze próbowałam kutię ostatnią i ta łyżka ostatnia, kiedy byłam już taka napcha, ale to ulubiona potrawa.
Smaki dzieciństwa pozostają w życiu człowieka na zawsze, a komu się poszczęściło, tak jak Halo, ten otrzymuje cały zestaw ludowych atrybutów, w które szczerze wierzy, bo babcia kazała:

Jak na wigilię jest śnieg i jest mróz to oznacza, że rok będzie bogaty, lato będzie ciepłe, urodzajne. Jak jest mokro, pada deszcz to babcia zawsze mówiła, że trzeba czekać zimna. Wierzyła, że jak nie ma chłodu, to ziemia biedna, musi przemarznąć, a jak przemarznie to oznacza, że będzie rodzić. Trudno mi to powtórzyć sobie teraz. Boże Narodzenie ma być śnieżne i mroźne.
W tym roku mieliśmy szczęście. Będzie urodzaj i ciepłe lato, chociaż przy zmianach klimatycznych pewności nie ma. Ale spodziewamy się prezentu od przyrody i wierzymy w cuda. Hala wierzyła i otrzymała od Mikołaj prezent o jakim marzyła i dotąd pamięta ile było szczęścia:
Pamiętam swojego Mikołaja w dzieciństwie. Kilogramy mandarynek. W moim dzieciństwie to była rozpusta. Cukierki, wszystko o czym marzyłam przez cały rok. Na Boże Narodzenie to coś od babci i dziadka, a w domu zawsze na Mikołaja.
– Teraz może wydawać się dziwne jak mówisz o reklamówce mandarynek, a wtedy to było coś nadzwyczajnego.

– Było.
– Może wspomnisz jakiś prezent od Mikołaja, którego nie oczekiwałaś, który zrobił na tobie takie wrażenie, że będziesz pamiętać całe życie, że dostałaś to na Mikołaja.
– Dostałam Tetris. To wspomnienie. Jakbym teraz dostała taki prezent też bym się cieszyła. Na pewno miałam jeden we wsi. Biliśmy się z bratem o niego. Jako starsza go dostałam. Pamiętam.

(-)
A żeby wasze dzieci pamiętały, częściej dzielcie się z nimi wspomnieniami i nie zapominajcie o rodzinnych tradycjach – niech uwspółcześniane, ale ze wspomnieniami jak było dawniej. I koniecznie kolędujcie, bo Chrystus narodził się. (dw/an)

12.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, w poniedziałek, 12 stycznia, na antenie Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj jest wspaniały dzień – Międzynarodowy Dzień Córki; pozdrawiamy więc wszystkie córki, które nas słuchają. A ponadto:
(-)
12 stycznia 1901 r. odbyła się intronizacja halickiego metropolity Andreja Szeptyckiego w soborze św. Jura we Lwowie. Metropolita Andrej stał na czele UCGK do końca życia, to znaczy do 1944 r.
(-)
1972 r. KGB przeprowadziło serię aresztów młodej inteligencji (była to operacja „Błok”); było to skierowane przeciwko ukraińskiemu ruchowi narodowemu. Zostali wtedy zaaresztowani: W. Czornowił, W. Stus, I. Switłycznyj, J. Swerstiuk, Ł. Pluszcz, W. Romaniuk, I. Dziuba i inni.
(-)
1873 r. urodził się Wasyl Kryczewski – ukraiński malarz, architekt i grafik. Oprócz malarstwa, w którym W. Kryczewski był typowym przedstawicielem lirycznego „ukraińskiego impresjonizmu”, grafiki, gdzie łączył współczesność ze zdobyczami zdobień książkowych XVII-XVIII w. Wykonał w tym duchu (wśród innych cennych prac) projekt przyjętego przez Centralną Radę ukraińskiego herbu państwowego. Kryczewski uważany jest za twórcę nowego stylu ukraińskiego w architekturze.
(-)
1878 r. urodził się Hnat Chotkewycz – ukraiński pisarz, bandurzysta, kompozytor, historyk, znawca sztuki, etnograf, pedagog, działacz teatralny i społeczno-polityczny. Ofiara terroru stalinowskiego; skazany na rozstrzelanie za „Udział w organizacji kontrrewolucyjnej i szpiegostwo na rzecz Niemiec”. Wyrok wykonano 8 października 1938 roku,
(-)
1909 r. urodziła się Marija Prymaczenko – ukraińska malarka ludowa, przedstawicielka „sztuki naiwnej”, twórczość Prymaczenko zawiera rżne szkoły twórczości ludowej, wielowiekową kulturę narodu: od pierników w kształcie fantastycznych zwierząt, weselnych wyrobów z ciasta, z których znana była we wsi, po dawne tkaniny, kilimy, wyszywanki.
(-)

Spore jest dzisiaj grono tych, z kim można świętować, są to: Irena, Maria, Makary, Dawid, Leon, Józef i Jakub, a także urodzeni 12 stycznia. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Boże Narodzenie to chyba taki czas, kiedy najczęściej zwracamy się do tradycji. Wigilia, Wełyke Poweczerja, święty Mikołaj, prezenty, kolędowanie – wszystko zdarza się tylko raz na rok, jest wyjątkowe. Tam, gdzie duże rodziny trzymają się razem, łatwiej przekazywać tradycje młodszym pokoleniom. Tak jest w rodzinie Brewków, w tym roku w domu Bogusi i Piotra Brewków w Bukwałdzie na Wigilii spotkała się 30-osobowa rodzina. Segiusz Petryczenko też u nich kolędował, a przy okazji rozmawiał z Bogusią, Kasią i Igorem o tradycjach bożonarodzeniowych w ich rodzinie:

(-)

– Tradycja to coś o czym pamiętamy, o co dbamy, ale tradycje są stare i pojawiają się też nowe. W tym roku na przykład próbowaliśmy namówić wszystkich, żeby było inaczej: żeby nie było tak, że św. Mikołaj przychodzi na Wigilię, na wigilijną wieczerzę, tylko zrobić tak, żeby prezenty można było otwierać tak jak w Ameryce, czyli na święta. Żeby było tak, żeby ten świąteczny dzień też był wyjątkowy w czymś. No, nie udało się, dzieci faktycznie nas bardzo zaskoczyły – najpierw robili protesty, czyli chodziły, protestowały, krzyczały, że nie, że Mikołaj ma być na Wigilię. Potem proponowały, żeby się jakoś dogadać i nawet było tak śmiesznie, było targowanie się: „No, jak ładnie zaśpiewacie kolędy to Mikołaj przyjdzie szybciej”. Postarały się, pośpiewały, gospodarz powiedział: „Dobrze, Mikołaj w tym roku przyjdzie nie w sobotę, a w piątek!”. Tak przez chwilę pomyślały, pomyślały, a potem: „To nie tak! W czwartek ma przyjść!”. Ale faktycznie, bo one zawsze miały ten występ, ale pomyślały, czym jeszcze mogą utargować i tu moja bratanica zagrała na emocjach, bo powiedziała, że zaśpiewa piosenkę, którą bardzo lubił dziadek. I rzeczywiście, tak zaśpiewała, że wszyscy płakali.

– Trudno było odmówić!

– Chciał-nie chciał, nowej tradycji jeszcze nie zapoczątkowaliśmy, że Mikołaj będzie przychodził następnego dnia, tylko danego dnia. I faktycznie jest tak, że jak są małe dzieci, to one nie tylko czekają na prezenty, tylko takiego wydarzenia i udaje się nam w ostatnim czasie zrobić tak, że faktycznie ten Mikołaj przychodzi. Pojawia się ubrany, czasem to się odbywa krócej, czasem dłużej – to zależy od tego, kiedy musimy jechać na liturgię. Mikołaj często jeszcze wymaga: „Dobrze, byłeś grzeczny, ale tu jeszcze trzeba powiedzieć wierszyk, zatańczyć, zrobić jakieś ćwiczenie, tak że jest dużo śmiechu. I jest tak, że jak jest nas dużo, to jest tak wesoło.

Więcej o świętach w rodzinie Brewków usłyszycie dzisiaj wieczorem.

(-)

Polityka nigdy nie jest tak przyjemna jak zwyczaje ludowe i święta, ale trudno od niej uciec. Rosyjskie ministerstwo obrony wysłało trzy tysiące żołnierzy wyposażonych w 300 jednostek sprzętu wojskowego na granicę z Ukrainą. Jak ustaliła agencja Interfax, resort zaplanował manewry na poligonach w obwodach woroneskim, biełgorodzkim, briańskim i smoleńskim. Od kilku miesięcy część rosyjskich i zachodnich analityków ostrzega, że Moskwa przygotowuje się do wojny z Ukrainą. Kreml zaprzecza. Waszyngton i Bruksela zapowiedziały, że nałożą na Rosję surowe sankcje, jeśli Moskwa zaatakuje sąsiednie państwo. Z Moskwy Maciej Jastrzębski:

(-) Korespondencja w języku polskim

Na koniec, dla równowagi, na ten sam temat, ale w innym tonie. Europoseł od Polski i były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zareagował na tweet ambasady Rosji w Wielkiej Brytanii. Zostały tam umieszczone słowa ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa, że NATO „stało się projektem czysto geopolitycznym, skierowanym na zajęcie terytoriów, osierociałych na skutek organizacji Układu Warszawskiego i Związku Radzieckiego”. W odpowiedzi na to Sikorski oznajmoł, że Rosja nigdy nie była „ojcem” dla krajów, które wcześniej znajdowały się w strefie wpływów Moskwy. A teraz cytat:
„Zrozumcie to raz na zawsze, w języku, który możecie pojąć. Nie zostaliśmy przez Was osieroceni, bo nigdy nie byliście naszym tatusiem. Bardziej seryjnym gwałcicielem. I dlatego za Wami nie tęsknimy. A jeśli spróbujecie ponownie, dostaniecie kopa w jaja” — napisał Sikorski.

(-)

I tym mocnym stwierdzeniem kończymy poranne spotkanie. Była z wami Jarosława Chrunik, a teraz życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze! Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/bsc)

11.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

W niedzielę przy gdańskiej choince przy dawnej „domiwce” ZUwP na wspólnym kolędowaniu zebrała się przecudowna ekipa. Na zorganizowany przez chór Wyrij koncert kolęd przyszli obywatele Ukrainy, którzy mieszkają w Polsce i przedstawiciele mniejszości ukraińskiej. Było serdecznie, i to nie tylko rozrywki, dawna ukraińska tradycja pojednania ludzi. Oczy w oczy, od domu do domu z pieśnią w sercu i gwiazdą nad głową – tak nasi przodkowie witali Jezusa na ziemi. Okres kolędowania będzie trwać u nas jeszcze długo, a na początek zawitajmy na koncert chóru Wyrij. Z Wami jest Hanna Wasilewska. Dobry wieczór.
(-)
Na koncert kolęd chóru Wyrij w Gdańsku przyszło wielu Ukraińców w różnym wieku, z różnych regionów Ukrainy i Polski. Wszyscy stanęli w kole i byli gotowi rozpocząć to czarujące wydarzenie pod nazwą kolęda:
– …w imieniu naszego zespołu, który reprezentuje nasz chór Wyrij, witam wszystkich. Życzenia z okazji Bożego Narodzenia, dziękuję, że przyszliście zaśpiewać razem z nami. Zapraszam do zaśpiewania razem z nami kolędy „Dobryj weczir”
(-)
[wypowiedź w języku polskim]
(-)
– Mieszkamy w Gdańsku i przyszliśmy wesprzeć ten piękny chór i jego dyrygentki, Hannę Tiekuczewą i mamę Walentynę Zamu…

– Moja córka wszystko zorganizowała, bo ja tylko pomagam… jak ona z dzieckiem maleńkim w domu… nie zgubić ludzi… ten chór… poprosiła, żebym ja konturowała tę sprawę, bo mam też wykształcenie muzyczne, też kiedyś byłam dyrygentem, próbowałam to powtórzyć.

(-)
– Nasze kolędy są piękne, nasza kultura jest piękna i w tych kolędach jest zawsze Ukraina wspomniana, dlatego nam przyjemnie podwójnie. I z okazji Świąt Bożego Narodzenia, które już się kończą, chcę złożyć wszystkim życzenia – pokoju, dostatku, błogosławieństwa Bożego.
– Chrystus narodził się.

(-)
– Wydaje mi się, że to łączy ludzi takie wydarzenie, że ludzie odczuwają ciepło Ukrainy, ciepło domu, bo nie wszyscy mają tu rodziny jak ja. Hanna Tiekuczewa. Więc tak chciałam ludziom zrobić trochę przyjemnie tak powiem… nie zdążyliśmy wszystkiego zaśpiewać… bo chłodno… ktoś tam z dziećmi przyszedł. Nie oczekiwałam, że tyle ludzi przyjdzie. Myślę, że udało się wszystko bardzo dobrze. Drodzy rodacy, ja w imieniu swoim i chóru Wyrij składam Wam życzenia ze szczerego serca z okazji świąt. Życzę wszystkim pokoju w duszy, pokoju w domach i mocnego zdrowia, a wszystko inne będzie jak będzie zdrowie.
– Chrystus narodził się .
– Chwalimy go.
(-)
Tradycja zawsze żyła i żyje w naszej krwi. A teraz kiedy na świecie czas wielkich zmian, ważnym jest zachować kulturę ludową jako element łączący z naszymi przodkami, jako korzenie naszej pradawnej duchowości. Usłyszmy się tu jutro i koniecznie jeszcze pokolędujemy.

11.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, we wtorek, 11 stycznia na antenie Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Dzisiaj chrześcijanie czczą pamięć Betlejemskich Niemowląt, których król Herod zabił w roku narodzenia Jezusa Chrystusa. A równo 100 lat temu, 11 stycznia 1922 r. 14-letniemu Kanadyjczykowi Leonardowi Thompsonowi zrobiono pierwszy na świecie zastrzyk insuliny. A ponadto:
(-)
1848 r. urodził się Wasyl Nahirnyj – ukraiński galicyjski architekt i działacz społeczny. Dziedzictwo architektoniczne Nahirnego liczy kilkaset obiektów, wśród których są cerkwi, kaplice. Domy parafialne, domu użytku publicznego i prywatne.
(-)
1647 r. zmarł Petro Mohyła – ukraiński działacz polityczny, religijny i społeczny; metropolita Kijowski, Halicki i Wszech Rusi; święty.
(-)
1888 r. zmarł Osyp-Jurij Fed’kowycz – ukraiński poeta, pisarz-romantyk, prekursor ukraińskiego odrodzenia narodowego Bukowiny. Fed’kowycz pisał też wiersze w języku niemieckim.
(-)
1916 r. zmarł Łeś Martowycz – ukraiński pisarz-satyryk, prawnik i działacz społeczny, doktor prawa. Swoje nowele o życiu chłopów pisał swoim pokuckim dialektem języka ukraińskiego.
(-)
Na wasze życzenia czekają dzisiaj: Choma, Wincent, Tymoteusz, Ołeksij, Konstanty i Fedor oraz urodzeni 11 stycznia. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Czas Bożego Narodzenia to nie tylko Wigilia i trzy dni świąt. To też Stary Nowy Rok, Bazylego Wielkiego, Objawienie Pańskie. Przez cały ten czas ludzie odwiedzają się, weselą i śpiewają kolędy i szczodrówki. Wczoraj II Program PR zaprezentował koncert takich właśnie okazjonalnych pieśni ukraińskich. W podróż z kolędami po pograniczu polsko-ukraińskim zabrały słuchaczy połączone grupy: przemyski zespół śpiewaczy Krajka oraz sanocki zespół Wernyhora.

(-)

W Genewie zakończyły się rosyjsko – amerykańskie rozmowy dotyczące tak zwanej stabilności strategicznej – poinformowała agencja Ria Novosti. Spotkanie wysłanników Moskwy i Waszyngtonu trwało blisko 8 godzin.
Przewodniczący rosyjskiej delegacji Siergiej Riabkow, oświadczył, że nie udało się zbliżyć stanowisk w kwestii nierozszerzania NATO na Wschód. Wiceszef rosyjskiego MSZ podkreślił, że temat ten jest priorytetowy dla Rosji i pozostałe kwestie są z nim ściśle związane.
Szefowa amerykańskiej delegacji Wendy Sherman poinformowała, że w najbliższych dniach Waszyngton szczegółowo poinformuje o przebiegu rozmów swoich partnerów z Unii Europejskiej i NATO. Stany Zjednoczone już wcześniej dały do zrozumienia, że wszystkie kwestie dotyczące bezpieczeństwa na Starym Kontynencie będą rozstrzygane wspólnie z europejskimi partnerami.
Na konferencji prasowej w Genewie, Siergiej Riabkow poinformował, że Moskwa nie stawia żadnych ograniczeń czasowych w prowadzeniu negocjacji, ale liczy, iż zostaną one zakończone jak najszybciej. Przewodniczący rosyjskiej delegacji powtórzył, że Rosja nie stanowi zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych i państw NATO.
Według wiceszefa rosyjskiej dyplomacji, teraz Rosji zależy przede wszystkim na gwarancji, że Ukraina i Gruzja nie zostaną przyjęte do NATO i Sojusz nie będzie rozwijał swoich wpływów w państwach dawnego Związku Radzieckiego.
Rosyjskie agencje zwracają uwagę, że rozmowy prowadzone były przy drzwiach zamkniętych. Przerwę ogłoszono tylko raz na krótki lunch.
Wcześniej obie strony zapowiedziały, że nie są chętne do zmiany swoich stanowisk w kwestiach tak zwanych gwarancji bezpieczeństwa. Rosja nie chce, aby Ukraina i Gruzja zostały przyjęte do NATO, a Stany Zjednoczone grożą Moskwie sankcjami jeśli zaatakuje Ukrainę.
Były dowódca GROM generał Roman Polko uważa, że kraje Zachodu powinny powstrzymać prezydenta Rosji od eskalacji sytuacji na wschodzie Europy. Roman Polko nie wykluczył w Polskim Radiu 24, że Moskwa trochę ustąpi, ale dodał, że nie należy ufać Kremlowi:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Rosja, jako agresor, nie ma prawa stawiać żądań – powiedziała w Brukseli wicepremier Ukrainy Olga Stefaniszyna po rozmowach z sekretarzem generalnym Sojuszu Północnoatlantyckiego Jensem Stoltenbergiem. To spotkanie poprzedziło posiedzenie Komisji NATO-Ukraina z udziałem ambasadorów 30 krajów i wiceszefowej rządu w Kijowie. O szczegółach Beata Płomecka:

(-) Wypowiedź w języku polskim

(-)

I tu się pożegnamy; program przygotowała i poprowadziła Jarosława Chrunik. Życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze! Usłyszymy się jutro o tej samej porze. Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/bsc)

10.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, na antenie Radia Olsztyn w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie. W studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj jeszcze będziemy świętować, bo znajdujemy się w okresie między Bożym Narodzeniem a Starym Nowym Rokiem i świętem Bazylego Wielkiego.

(-)

Boże Narodzenie należy do wielkich świąt chrześcijańskich, tak zwanych „dwanadziesiątych”, które obchodzi się szczególnie uroczyście. Jak czytamy na stronie związków zawodowych Pracowników Oświaty i Nauki pon.org.ua, wraz z wiarą w Chrystusa na Ukrainie i poza jej granicami stały się popularne takie tradycje ludowe jak kolędowanie i szczodrowanie. Kolęda – to szczególny hymn na cześć Jezusa, opiewanie Jego narodzin. W szczodrówkach natomiast opiewa się naturę i przywołuje wiosnę.

Pierwszymi zwiastunami narodzin Chrystusa w obrzędach bożonarodzeniowych są dzieci i młodzież – chodzą one grupami po wsi, śpiewając kolędy i szczodrówki. Na kolędników oczekiwano z niecierpliwością i szczodrze im się odwdzięczano jabłkami, orzechami, obwarzankami, słodyczami.
Uważano, że im więcej kolędników zawita do chaty, tym obfitszy będzie dla jej gospodarzy nowy rok. Kolędowali z reguły tylko chłopcy; dziewczęta w bożonarodzeniowych obrzędach udziału nie brały, ponieważ według dawnych wierzeń w wielkie święta jako pierwsi mają się pojawiać w domu przedstawiciele płci męskiej. Jednak z czasem tradycje się transformowały i dziewczęta też przyłączyły się do świętowania.

Szczególnie radosne było Boże Narodzenie dla dzieci. Grupy chłopców chodziły po chatach z wertepem – maleńką skrzynią, oklejoną kolorowym papierem, gdzie za pomocą lalek, umieszczonych na osi, rozgrywano spektakle, składające się z dwóch części. W pierwszej części odgrywane były sceny związane z narodzinami Chrystusa i bohaterami biblijnymi; druga, świecka, zawierała w swojej fabule potoczne historie o Dobru i Złu.

Boże Narodzenie – to prawdziwe święto miłości, które szczerze szanowane jest obecnie. Boże Narodzenie skłania do odrodzenia wewnętrznego, do odnowienia wszystkiego żywego: człowieka, rodziny, narodu, państwa, Wszechświata. Święto to za każdym razem uczy nas szacunku dla ludzi i ochrony natury.
(-)

– W Kościołach wschodnich świętujemy trzy dni; mają one swoje tłumaczenie i swoją logikę. Dlaczego trzy, a nie dwa – tak jak w obrządku zachodnim? To pytanie kieruję do Ekscelencji Arkadiusza, który co tydzień wyjaśnia nam różne zawiłości naszej wiary:

– Chrystus się narodził! Nasza wschodnia cerkiew greckokatolicka lubi tradycję. Myślę, że w ten sposób, przestrzegając tradycji, nie za bardzo jesteśmy otwarci na reformy, które nam coś w tym zmienią. Ponieważ bardzo już przywykliśmy, żeby świętować Boże Narodzenie aż trzy dni. Ale to ma też taką swoją głęboką wymowę i jest nam też potrzebne. Czasami się dziwimy: „Ile dni trzeba być w cerkwi!” Tak. Tyle dni trzeba być w cerkwi! Ale to dlatego, że każdego dnia w inny sposób mówimy o tym, o czym mówimy też w ciągu całego roku. Ale wtedy podczas świąt Bożego Narodzenia mówimy o narodzinach Dziecka. Dziecka jako umiłowanego Syna Boga; który nam Go daruje. A tym samym wypełnia swoją obietnicę. Daruje nam Syna, który przychodzi, żeby zbawić ród ludzki. Żeby podarować nam poprzez swoją obecność życie wieczne. Można powiedzieć, że przychodzi do tak niespokojnego świata zagubionych ludzi, którym przynosi pokój; którym chce na nowo pokazać, żeby zawierzyli Bogu swoje życie. Bo w Nim jest moc, w Nim jest pewność i na Nim mamy budować nasze życie. Dlatego Bóg chce nas zachęcić, żebyśmy jeszcze raz spróbowali Mu zawierzyć. We współczesnym świecie nie jest łatwo wyznawać wiarę w Boga, dlatego narodziny Pana jest przyczynkiem do tego, żeby umocnić naszą wiarę, żeby była niezachwiana. Dlatego ten pierwszy dzień Bożego Narodzenia także podniośle ośpiewujemy „Z nami Bóg”. We wspólnocie wyznajemy, że wszyscy wierzymy w Pana Boga, gdy każdy z nas śpiewa te słowa. I tym właśnie podtrzymujemy, umacniamy się tymi słowami, że nie jesteśmy sami, ale jest nas też więcej – tych, którzy podobnie myślą, wyznają i którzy śpiewają „Z nami Bóg”.

(-)

– Drugiego dnia obchodzimy święto „Sobór Przenajświętszej Bogurodzicy i św. Józefa. To też jest dla nas bardzo ważne święto. Tego dnia mówimy o tym, jak ważna jest rodzina w naszym życiu. Każdy z nas wychowuje się w rodzinie, każdy z nas rozumie, na ile potrzebna jest miłość, której najpierw uczymy się w rodzinie. Ta miłość buduje nas na całe życie. Dlatego też mówimy i chronimy rodzinę przed różnego rodzaju atakami, które przychodzą i które też chcą zniszczyć rodzinę, można powiedzieć – takie fundamenty życia rodzinnego. A to jest coś bardzo niedobrego. Dlatego tego dnia podajemy jako wzorzec takiej rodziny Przenajświętszą Bogurodzicę i św. Józefa, który był opiekunem Jezusa Chrystusa. A nas jest to rzeczywiście coś takiego ważnego. Józef, o którym tak mało wiemy, który nic nie powiedział, w Piśmie Świętym nie ma nic napisanego o nim, żeby coś powiedział. Można powiedzieć, że przyjmuje postawę milczącą. Ale ta milcząca postawa jest też taką głęboką lekcją dla nas wszystkich, bo on nas uczy, że troszczy się, opiekuje się, martwi się o Jezusa – bo o tym z kolei mówi Bogurodzica, gdy potem na różnych etapach życia Jezusa mówią do Niego:”Twój ojciec i ja bardzo się o ciebie martwiliśmy”. Czyli to pokazuje zmartwienie, pokazuje, że Józef też miał tu swoją ważną rolę….

– … i w kolędach śpiewamy „Józef stary ogrzewa pieluszki”

– Oczywiście, że tak! Właśnie, kolędy też uzupełniają to, czego może nie znajdujemy w Piśmie Świętym. I to też pokazuje, jak ważna jest dzisiaj rola ojca, który powinien zajmować swoje ważne miejsce w rodzinie. Dlatego tak ważny jest ten temat w rodzinie. Żeby ta rodzina była i pobożna, i religijna, i żeby była rodziną, która zajmuje swoje ważne miejsce. Bo tylko w taki sposób, poprzez modlitwę, poprzez rozmowę z Panem Bogiem możemy uczyć się takiej prawdziwej miłości. Możemy uczyć się szacunku jeden do drugiego. I tego, że dzieci powinny szanować rodziców, i rodzice powinni szanować swoje dzieci. Czyli drugi dzień jest bardzo ważnym dniem Bożego Narodzenia i wpisuje się w tradycję naszej Cerkwi.

(-)

– Trzeciego dnia obchodzimy święto pierwszego świętego męczennika Szczepana. Męczennicy byli pierwszymi, którzy naprawdę oddawali swoje życie w obronie wiary w Boga. Dlatego też tym pokazujemy, że wiara prowadzi też do męczeństwa; że człowiek, który chce wierzyć to musi w tym być odważny, musi też być świadomy, że to może prowadzić nawet do męczeństwa. Żeby nie wyrzec się wiary, gdy wierzę w Pana Boga. Ale mogę za to zapłacić nawet życiem, bo inni mogą tego nie tolerować, inni mogą to odrzucać. Inni mogą tego nie rozumieć. A gdy będę wierny, to myślę, że i Bóg też kiedyś pochyli się nad tym człowiekiem i też uzna go za błogosławionego, świętego, ponieważ był wierny Bogu.

(-)

Świętujmy i kolędujmy, bo już za trzy dni będziemy oczekiwać z niecierpliwością na przyjście Starego Nowego Roku. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Życzę wam miłego wieczoru i wesołych kolęd, drodzy słuchacze. Wszystkiego dobrego! Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/bsc)

10.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam Was, drodzy słuchacze, w poniedziałek, 10 stycznia; studiu Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik. Dzisiaj obchodzimy Międzynarodowy Dzień Metra. Właśnie tego dnia 1863 r. w Londynie otwarto pierwszą jego linię. Miała ona zaledwie 6 km, ale dla XIX w. wydarzenie to było naprawdę niezwykłe. W wielu krajach świata wciąż jeszcze najpopularniejszym pozostawał transport konny.

(-)

1989 r. zmarł Wałentyn Hłuszko – ukraiński konstruktor, pionier radzieckiego budownictwa silników na paliwo ciekłe. W marcu 1938 r. Hłuszko został aresztowany i do sierpnia 1939 r. trwało śledztwo, w tym czasie przebywał w więzieniu wewnętrznym NKWD na Łubiance i więzieniu Butyrskim. Skazany na 8 lat więzienia, wkrótce został pozostawiony do pracy w biurze konstruktorskim.

(-)

Dzisiaj świętują: Symon, Ignacy, Piotr, Doroteusz oraz urodzeni 10 stycznia. Wszystkiego najlepszego!

(-)

W dniu „Soboru Przenajświętszej Bogurodzicy i św. Józefa” bp Arkadiusz Trochanowski odwiedził gdańską konkatedrę eparchii olsztyńsko-gdańskiej. Jak czytamy na stronie cerkiew.eu, wraz z biskupem przy ołtarzu Liturgię świętą odprawiali: ks. mitrat Józef Ulicki, ks. Włodzimierz Kucaj i ks. diakon Bohdan Pietnoczka. W homilii do wiernych bp Arkadiusz między innymi powiedział: „Fragment z Ewangelii od św. Łukasza o Bożym Narodzeniu przedstawia nam podstawową komórkę społeczną – rodzinę. Gdy stał się człowiekiem i dorastał w ludzkiej rodzinie, Bóg potwierdził swój zamysł, wpisany w stworzenie człowieka jako męża i żony(…) Wychowywać dzieci na uczniów Chrystusa w obecnym środowisku jest bardzo trudnym zadaniem. Potrzebne jest wsparcie i z takim przychodzi cerkiew. Święto Bożego Narodzenia – to nadzieja, którą mamy żyć na co dzień”. Na koniec ekscelencja Arkadiusz podziękował księżom i wszystkim tym, którzy pomagali przygotować i dostojnie świętować święto „Soboru Przenajświętszej Bogurodzicy i św. Józefa”.

(-)

Z Rosją nadal są poważne problemy na kontynencie. NATO jest otwarte na rozmowy z Rosją w sprawie uspokojenia sytuacji na granicy z Ukrainą. Nie porzuci jednak swoich sojuszników – to deklaracja ministrów spraw zagranicznych krajów Sojuszu. Politycy rozmawiali o sytuacji na Ukrainie podczas telekonferencji. Zwołał ją w trybie pilnym szef NATO Jens Stoltenberg. Sekretarz generalny Sojuszu mówił po spotkaniu, że kraje NATO solidarnie odrzucają najnowsze żądania Rosji. Chce ona, by Sojusz nie przyjmował już nowych członków, na przykład Ukrainy i Gruzji oraz by zaprzestał działań wojskowych na wschodzie Europy. Chodzi tutaj prawdopodobnie także o Polskę.
– Nie możemy pozwolić sobie na sytuację, kiedy mamy sojuszników drugiej kategorii, których NATO nie może bronić tak jak pozostałych członków.

Politycy podkreślili w trakcie spotkania, że każdy kraj, w tym Ukraina i Gruzja, ma prawo samodzielnie decydować, czy chce wejść w skład NATO czy też nie. Dotyczy to również Finlandii i Szwecji, które w obliczu agresywnego zachowania Rosji poważnie zastanawiają się nad wstąpieniem do Sojuszu. Jens Stoltenberg podkreślał, że NATO chce rozmawiać z Rosją o uspokojeniu sytuacji i liczy na odpowiedzialność Moskwy. W tym tygodniu ma dojść do pierwszego od dwóch lat spotkania Rady NATO-Rosja, czyli ambasadorów wszystkich krajów Sojuszu oraz Rosji. Wcześniej zaplanowano spotkanie NATO-Ukraina, a także dwustronne rozmowy Waszyngtonu i Moskwy.
– Ta seria spotkań będzie dla Rosji okazją, by pokazała, że na poważnie podchodzi do kwestii dialogu i dyplomacji.

Ministrowie spraw zagranicznych NATO zagrozili równocześnie, że jeśli Rosja zdecyduje się na inwazję na Ukrainę, to będzie to miało poważne konsekwencje, a strona rosyjska “zapłaci wysoką cenę”.
– Rosja nadal gromadzi na granicy tysiące żołnierzy bojowych oraz ciężki sprzęt. Nadal posługuje się retoryką grożenia, a wiemy, że w przeszłości używała siły wobec sąsiadów. Ryzyko konfliktu jest realne. Agresywne zachowanie Rosji poważnie podważa porządek bezpieczeństwa w Europie.

Wysyłanie żołnierzy i ciężkiego sprzętu na granicę z Ukrainą trwa już od kilkunastu tygodni. Zarówno ukraińskie władze, jak i wywiady państw zachodnich już wcześniej informowały, że Moskwa przygotowuje się do ewentualnej inwazji.
W ostatnich dniach Rosja zażądała od NATO gwarancji, że Sojusz nie będzie rozszerzał się na wschód ani nie będzie koncentrował wojsk na swoich obecnych granicach na wschodzie, czyli m.in. w Polsce.
Wszystko dzieje się w kilka miesięcy po innym kryzysie na linii NATO-Rosja. Po tym jak Sojusz wyrzucił z Brukseli rosyjskich dyplomatów, którzy okazali się szpiegami, Rosja zamknęła biuro łącznikowe Sojuszu w Moskwie.

Zaczęliśmy świątecznie i tak też zakończymy nasze przedpołudniowe spotkanie. W święto Objawienia Pańskiego, ulicami Mościsk w obwodzie lwowskim po raz siódmy przeszedł Orszak Trzech Króli. Procesji, z gwiazdą betlejemską, mędrcami z różnych dzielnic miasta oraz parafianami w strojach i koronach, przewodniczył ksiądz proboszcz Władysław Derunow.

(-) Korespondencja w języku polskim

(-)

Na tym teraz się pożegnamy, była z Wami Jarosława Chrunik. Ponownie usłyszymy się wieczorem, o godz. 18.10. Miłego dnia, drodzy słuchacze! Chrystus się narodził! Chwalmy Go!

09.01.2022 – godz. 20.30 Magazyn (opis do dźwięku)

Witamy państwa w magazynie ukraińskim „Od niedzieli do niedzieli”; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Wyznawcy obrządków wschodnich obchodzą dzisiaj trzeci dzień świąt Bożego Narodzenia, w piątek w nocy będą witali tak zwany Stary Nowy Rok. W naszej audycji będzie więc dzisiaj świątecznie.
(-) Kolęda
Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Święta, święta i po świętach, ale jeszcze nie u nas. Dzisiaj mamy trzeci dzień świąt Bożego Narodzenia, wszędzie słychać kolędy i tak będzie jeszcze długo. 13 stycznia będziemy witali Stary Nowy Rok, żeby dzień później oddać cześć Bazylemu Wielkiemu. A potem będzie Jordan. Niedzielny świąteczny wieczór to doskonały czas na wspomnienia. Poprosiłam księdza biskupa Arkadiusza Trochanowskiego, żeby opowiedział nam o takim Bożym Narodzeniu, które najbardziej zapamiętał z domu rodzinnego i o to samo zapytałam wicemarszałka Mirona Sycza.

(-) Kolęda
Święta zawsze kojarzą się nam z ciepłem rodzinnego domu, z ciepłem i obecnością bliskich. Gdy myśli Ekscelencja o Bożym Narodzeniu, to sądzę, że na pewno powraca do domu rodzinnego, gdzie była mama, tata, bliscy… Jakie Boże Narodzenie najbardziej zapadło w pamięć Ekscelencji?

– To chyba były czasy lat 80. Był to też czas… no, wrócę do tego okresu wojennego. To zaczęło się 13 grudnia 1981 roku, ale przeciągnęło się też na nasze święta. To był taki bardzo niepewny czas. Nikt wtedy nie wiedział co będzie dalej, mieliśmy wtedy duże ograniczenia. Świętowaliśmy wtedy bardzo skromnie, bo nie było wiadomo jak będzie wyglądała nasza dalsza rzeczywistość. I to był taki moment wielkiej niepewności. Tak to zapamiętałem i gdzieś głęboko mi to zapadło. A z takich przyjemnych chwil, to zawsze przypominam sobie, gdy właśnie w dzień Wigilii ubieraliśmy rano choinkę. Dla nas to była zawsze taka przygoda, gdy tata przynosił, a my wtedy ją stroiliśmy, chcieliśmy żeby wyglądała jak najładniej. Co chwila wyciągaliśmy mamę z kuchni i pytaliśmy, czy ta choinka dobrze już wygląda. Mama zawsze coś poprawiła, coś dodała, coś powiedziała i wracała do kuchni, a my dalej robiliśmy swoją robotę. I potem cieszyliśmy się, gdy mama cieszyła się, że tak ładnie ubraliśmy choinkę.

– Ponieważ mam czworo dzieci, to mogę zrozumieć mamę Ekscelencji, która była zadowolona, że nikt jej nie przeszkadza w kuchni!

– No, tak! Wtedy, można powiedzieć, że mieliśmy zakaz, nie wolno było wchodzić. Pościli wszyscy, dzieci też wszystkie musiały pościć, nie było innego wyjścia. Trzeba było wtedy znaleźć dla siebie inne zajęcie i takim zajęciem szczególnie było ubieranie choinki.

(-) Kolęda

Gdy przychodzi Boże Narodzenie, przychodzą te święta, każdy z nas (kto ma taki już solidny PESEL, powiedziałabym i nie wstydzę się tego) zaczyna wspominać jak to było w domu, gdy jeszcze nasi rodzice żyli. Bo wielu już, niestety, odeszło do lepszego świata. I wtedy wspominamy. Ot, przed chwilą mówiliśmy, że na tych współczesnych kuchniach, gazowych, te potrawy już tak nie smakują.

– No, rzeczywiście, wszyscy czekali na ten czas świąt – Bożego Narodzenia czy Wielkanocy – z różnych powodów. I nie tylko z tej okazji, że są prezenty, bo tych prezentów nigdy nie było dużo, ale to był zawsze moment, gdy przyjeżdżali dawni sąsiedzi, znajomi z daleka, żeby się spotkać, porozmawiać ze sobą. Bywało, że raz w roku to się zdarzało, dlatego te święta miały taki wyjątkowy charakter. Dla mnie było to tym bardziej ciekawe, że mieszkałem z rodzicami w Ostrym Bardzie koło cerkwi. Bywało tak, że ludzie do cerkwi przyjeżdżali zimą końmi, saniami dzień wcześniej, żeby być. I to nie jedna czy dwie rodziny, tylko wiele – żeby posiedzieć, porozmawiać, powspominać i popytać jednocześnie – gdzie sąsiedzi zatrzymali się, gdzie mieszkają, jak się mają? To była cała ceremonia. I to było bardzo interesujące słuchać tych wszystkich wspomnień. Ale też takich wspomnień, jak to bywało w rodzinnych domach, gdzieś w Jarosławiu, w Laszkach, Chotyńcu, czy też w górach – w Kulasznem w Mokrem, czy jeszcze gdzieś. Te wspomnienia były długie i bardzo sentymentalne. I my, dzieci, słuchając też chcieliśmy żeby też tak było – żeby było siano w domu, żeby była słoma, żeby można było pobawić się z dziećmi w tym sianie. Bo tak było w domu, bo tak opowiadali. I to było dla nas bardzo ciekawe. Chociaż, powiem jeszcze raz, te wspomnienia tych ludzi: „A wspomnijmy jednocześnie i Stefana, i Jana, i Marysię” i kogo tam jeszcze – miały taki osobliwy charakter. Dlatego tak pamiętam te święta. Bywało się też tak częściej, gdy autobus przyjeżdżał o godzinie 7-mej, czy 7.30, a liturgia była o godz. 9, co oznaczało, że większość ludzi, którzy przyjeżdżali do cerkwi w Ostrym Bardzie na mszę, i tak zawsze przychodziła do naszego domu. Mama zawsze o 3 rano wstawała, gotowała dla nich ze 300 pierogów, żeby nikomu nie zabrakło. Teraz wszyscy to pamiętają i myślę, może teraz dlatego właśnie znam tak wielu tych ludzi. Natomiast te przyjazdy bożonarodzeniowe i wielkanocne rzeczywiście miały swój wyjątkowy charakter i zawsze będę to wspominać.

– Na pewno wspominali tych, kogo nie było już wśród żywych.

– Tak, wspominali tych, którzy zginęli w czasie wojny, którzy zginęli w więzieniach, przede wszystkim w Jaworznie, ale też pytali: „Czy wiesz gdzie mieszka mój brat?” albo „Gdzie mieszka moja siostra, bo gdzieś się zagubiliśmy w czasie tego przesiedlenia”. Najczęściej pytali ci, którzy wrócili z Jaworzna, z więzienia z Goleniowa czy ze Sztumu, czy z innych. I często bywało tak, że w czasie tych rozmów faktycznie dowiadywali się gdzie oni są, czy żyją czy nie. Zresztą ta tradycja była już praktycznie od chwili, gdy były pierwsze liturgie tu w Chrzanowie koło Ełku. To też z tego względu dużo osób przyjeżdżało tam, żeby się dowiedzieć. Tam brali śluby, pobierali się, ale dowiadywali się „gdzie są bliscy z mojej wsi?” Gdzie jest dziadek, wujek, stryjek czy jeszcze ktoś. Do dzisiaj przy cerkwiach – chyba że deszcz przeszkodzi, bo śnieg nie – to i tak ludzie jeszcze ludzie zostają i rozmawiają, opowiadają, wspominają – jak to było kiedyś, jaka była wigilia, jakie były święta. Oczywiście, wspominają, że zawsze był śnieg, a teraz go nie wiadomo czemu nie dowieźli! Często to dla młodych było dziwne, że starsi mają taki sentyment do tych świąt. Dlatego wszyscy to wspominają i wszyscy też, gdy zostają koło cerkwi teraz w nocy, też wspominają jak to było kiedyś.

(-) Kolęda
„Aniołowie, ludzie wesoło świętują” Święta Bożego Narodzenia – to okazja do spotkania w rodzinnym gronie, poświętowania i pokolędowania. W tym roku w domu Bogusi i Piotra Brewków na Wigilii zebrała się 30-osobowa rodzina. A pierwszego dnia świąt dom Brewków odwiedzili kolędnicy, wśród których był też Sergiusz Petryczenko. Przy okazji wypytał gospodynię – Bogusię, a także Katarzynę i Igora Brewków o tradycje, które pielęgnuje się w ich rodzinie:

(-)

– Widzę, że tu się zebrała cała wielka rodzina, pokolenia – najstarsi, najmłodsi. Jak u was odbywają się święta?

– Nas na święta zawsze jest dużo. W tym roku było nas koło trzydzieściorga, najmłodsze dziecko około półtora roczku, do sześćdziesięciu. Zbieramy się w rodzinie Bogusi i Piotra. Przyjeżdża rodzina Piotra, przyjeżdża rodzina Bogusi; oni co roku zapraszają wszystkich ze szczerego serca i świętujemy Wigilią tu w domu, potem jedziemy do cerkwi na Wełyke Poweczerja (Wielką Kompletę), na Liturgię. Prawda jest taka, że siedzimy prawie wszyscy całe trzy dni, tak jak święta trwają. Oni zawsze są bardzo radzi, bo to i dzieci powiedziały, że dla nich to radosny dzień i nie chciałyby inaczej świętować, tylko właśnie tutaj chcą je spędzać. A jak święta wyglądają, to może mąż trochę opowie.

– Każdy by chyba powiedział, że wyglądają tak jak wszędzie – normalnie, czyli zbieramy się, modlimy się, świętujemy, ale faktycznie też próbujemy i dzieciom przekazać, i sami pamiętać o niektórych zwyczajach, które być może są już nieco przestarzałe. Tak naprawdę bardzo często etnografowie mówią o pewnych rzeczach i my próbujemy je odtworzyć. Na pewno wszyscy, którzy tu przyjeżdżają co roku, wiedzą jakie tu są zwyczaje. Ale faktycznie rodzina się powiększa, pojawiają się też goście. Zawsze są zdziwieni, my zawsze czekamy, żeby gospodarz rzucał kutię do sufitu, patrzeć czy będzie dobry następny rok, czyli jak kutia jest taka dobra, przykleja się do sufitu, to znaczy, że faktycznie rok będzie udany. Gdyby się nie przykleiła, to znaczy, że będzie kłopot, można oczekiwać, że będą problemy. Trzeba powiedzieć, że w tym roku gospodarz się postarał, kutia przylgnęła, może więc ta inflacja nie będzie taka straszna. Dzieci nie są w stanie cały czas wytrzymać przy stole, więc rozrabiają. Jakiś czas temu usłyszały taką historię, że kiedyś na przykład dzieci przywiązywały nogi do krzesła gościom i potem mogły otrzymywać za to jakieś podarki. Kiedyś były to cukierki, a teraz są inne czasy, więc czekają na pieniądze. I faktycznie jest tak, że wyczekują na moment, gdy wszyscy już śpiewają, siedzą przy stole, to dzieci znikają pod stołem i próbują przywiązać nogi. Na pewno mamy taki zwyczaj, że wyciągamy źdźbło siana i patrzymy kto jakie będzie miał życie. I faktycznie, jak jest nas 30-40 osób to jest dużo śmiechu. Bo jednemu uda się wyciągnąć proste, innemu jakieś takie „kostrubate”, tak że jest nam wesoło.

– Mamy też zwyczaj, że w pierogach… gdy lepimy pierogi na Wigilię, to chowamy tam monety. Do niektórych tak, do innych nie i wtedy kto „złowi” takiego pieroga, w którym jest schowana moneta, to jest takie wierzenie, że rok będzie dobry, ta osoba będzie bogata. Moja babcia opowiadała tak, że kiedyś nie było tak tych pieniędzy, więc chowali tam duże ziarenko pieprzu. I gdy ktoś znalazł tam pieprz, to oznaczało, że rok będzie szczęśliwy.

– Jeszcze mamy taką tradycję, że nasze dzieci przygotowują co roku – albo piosenkę, albo przedstawienie, żeby nie było tak, że od razu dostają prezenty, tylko trzeba zapracować na to, żeby dostać prezent.

(-)

– Ale kolędy też wszyscy znają.

– Tak, wszyscy śpiewamy, dzieci też.

– To za dużo powiedziane, że wszyscy. Na ogół ci, którzy przyjeżdżają, to znają, ale nie wszyscy, bo jak powiedzieliśmy – niektórzy dołączają. Tak naprawdę nasza rodzina to nie tylko Ukraińcy, ale pojawiają się Polacy, gośćmi czasami bywają obcokrajowcy. W ubiegłym roku mieliśmy gościa z Afryki Południowej i okazuje się, że nie znają tych pieśni. Ale my jesteśmy na tyle sprytni, że mamy zbiory kolęd i cyrylicą, i „łacinką”, tak że wtedy – chcesz czy nie chcesz, rozumiesz czy nie rozumiesz – masz i śpiewaj!

– Dobrze, że pielęgnujecie tradycję i te wszystkie kolędy jeszcze żyją i są przekazywane młodym.

– Tak, dla nas to naprawdę jest bardzo ważne, żeby właśnie nasze dzieci to zapamiętały i też kiedyś razem się spotykały, żeby to się nie rozeszło. Bo żyjemy teraz w takim świecie… kiedyś nasi rodzice, było im o wiele trudniej i się tak spotykali. A teraz nasze dzieci tak naprawdę mają wszystko, to wszystko tak się rozchodzi. A tak jak mówię – jeśli im to przekażemy, to…

– …to, co im zapakujemy do takiej życiowej walizki, to oni to (mamy nadzieję) kiedyś wyciągną, pokażą swoim dzieciom. Daj Boże!

– I jeszcze to, że faktycznie tradycje, które próbujemy odtwarzać, pielęgnujemy i coś pokazujemy, to jest to czymś ważnym, bo można powiedzieć, że można się spotkać na święta tak po prostu – spotkać się, zjeść, dać prezenty i pójść. A jednak gdy mamy takie tradycje, takie punkty, których się trzymamy, to wszyscy wiedzą, że jest to taka pewna wyjątkowość. To zdarza się tylko w Wigilię. To zdarza się tylko na święta. Nawet śmieję się, bo mamy te stare tradycje, ale mamy też tradycje, które istnieją w naszej rodzinie, ponieważ kiedyś się zaczęły – było jeden raz, potem drugi, trzeci i wszyscy to lubimy. Jest na przykład tak, że cieszymy się i lubimy posłuchać muzyki. Słuchamy jakiejś bluesowej czy rockowej i wszyscy pytają: „No to kiedy będzie Bonamassa? Czy można puścić coś głośniej, żeby można było się poruszać?”. Mamy też taką tradycję, że zawsze chodzimy na spacer, jeśli można. Tradycją też jest – co mi się bardzo podoba, że na drugi dzień świąt przychodzą goście, to znaczy, że nie jest tylko rodzina. Sąsiedzi przychodzą, ktoś przyjeżdża.

– Kolędników dzisiaj mieliśmy!

– Gdy mówimy, że świat pędzi, ale jak się posłucha naszych dzieci, to nawet czasami nie śpiewa kolędy, czy coś, ale potem mówią: :J, kiedy już będą święta? Bo wtedy można będzie coś zrobić – będą kolędy, będzie coś więcej”.

– Czego chcielibyście życzyć słuchaczom Radia Olsztyn na święta i na nowy rok?

– Myślę, że przede wszystkim dobrze byłoby życzyć wszystkim i pokoju, i zdrowia, ale też tego, żeby znaleźli w swoich rodzinach takie miejsce i faktycznie żeby mogli ten czas zatrzymać na chwilę; na taką dłuższą chwilę, taką rodzinną chwilę i po prostu poświętować.

(-) Kolęda
Jak święta, to święta. Roman Bodnar też przygotował nam świąteczny prezent muzyczny:

(-) Hit-Parad

Dzisiaj kończą się święta Bożego Narodzenia, ale to nie koniec świętowania, więc mamy jeszcze czas na odwiedziny, na wspólne kolędowanie i pielęgnowanie tradycji. Niech nasze dzieci i wnuki mają piękne wspomnienia. Dzisiaj żegnają się z wami: Sergiusz Petryczenko, Roman Bodnar, Szymon Krzysztoń i Jarosława Chrunik. Wszystkiego dobrego! Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/an)

08.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Winszuję kolędą,
żyjcie w spokoju,
bez kłopotu, bez biedy,
aż do drugiej kolędy.
[kolęda]
Witam wad drodzy słuchacze. Z wami jest Hanna Wasilewska. Nie na darmo rozpoczęłam dzisiaj program od życzeń. 8 stycznia według dawnej galicyjskiej tradycji na progu z życzeniami pojawiała się młodzież. To szczególnie kolorowy element ukraińskiego folkloru. Najlepiej pamięta się życzenia, które dziś wstyd powiedzieć – przyznaje się Halina Kupczyk:
-Życzenia zaczynały się drugiego dnia Bożego Narodzenia w imieniny Matki Boskiej i wtedy zaczynali chodzić z życzeniami.
-Co pamiętasz? Jakie wierszyki z życzeniami z dzieciństwa?
-Takiego kulturalnego szczerze nie pamiętam niczego.
-A niekulturalne były?
-Były, były. Winszuję, winszuję, na piecu kiełbasę czuję. Na piecu kiełbasę czuję, za łóżkiem gorzałkę, a na łóżku ładną dziewkę. No prawda, niekulturalne to, przepraszam.
-Ale to twórczość ludowa.
-Ale jakoś tak w głowie zostało.
-Dajcie piątaka, to też nie takie bardzo dobre by dzisiaj powiedzieć, poprosić od kogoś piątaka, ale to tradycja ludowa.
A póki świętujemy, obrońcy Ukrainy pilnują granic. O trudnej sytuacji na Wschodzie Ukrainy informuje NATO.
Wiceminister obrony narodowej Wojciech Skurkiewicz powiedział, że sytuacja na wschodniej granicy Ukrainy jest poważna. W Programie 1 Polskiego Radia wskazywał, że o zagrożenie wojną w tym regionie jednoznacznie mówi NATO:
(-)
O sytuacji na granicy Rosji i Ukrainy mają dziś rozmawiać ministrowie spraw zagranicznych NATO. W związku z napięciami na Wschodzie szef Sojuszu zwołał w Brukseli nadzwyczajną telekonferencję. W przyszłym tygodniu z kolei zaplanowane jest pierwsze od ponad dwóch lat spotkanie Rady NATO-Rosja.
Pod koniec ubiegłego roku Rosja wysłała tysiące żołnierzy oraz ciężki sprzęt na granicę z Ukrainą. Zarówno ukraińskie władze jak i wywiady państw zachodnich informowały, że Moskwa przygotowuje się do ewentualnej inwazji.
W ostatnich dniach Rosja zażądała od NATO gwarancji, że Sojusz nie będzie rozszerzał się na wschód ani nie będzie koncentrował wojsk na wschodniej flance, czyli między innymi w Polsce. NATO odrzuciło takie żądania, ale podkreśla, że jest gotowe do dialogu z Moskwą.
(-)
Siły zbrojne Ukrainy podziękowały polskim wolontariuszom akcji Święta bez Taty.
Jesteśmy szczerze wdzięczni setkom dobrych serc z Rzeczypospolitej Polskiej i całego świata, wszystkim super elfom i super elfkom z akcji „Święta bez taty”, zainicjowanej w 2014 roku przyjacielską i oddaną Ukrainie drużyną polskiej fundacji Uniters na czele z panią Haliną Andruszkiw i Wiktorią Batryn – czytamy na oficjalnym FB Sił Zbrojnych Ukrainy. Organizator akcji Uniters – wcześniej Inicjatywa Bohaterom Majdanu, jest zarejestrowany w Polsce od 2014 roku. Od początku swojej działalności organizacja wielką uwagę przykłada wsparciu rodzin ukraińskich żołnierzy. Obecnie realizuje dwie główne akcje: Święta bez Taty i coroczne obozy w polskich Beskidach dla sierot wojennych. W ramach akcji Święta bez Taty zebrano 30 ton darów z czego zapakowano ponad 20258 imiennych paczek dla dzieci obrońców o wartości wynoszącej w sumie ponad 4 miliony hrywien.
(-)
Trzeciego dnia Świąt Bożonarodzeniowych, przed świtem, nasi przodkowie wynosili diducha albo słomę z podłogi, na dwór, podpalali i skakali przez ogień, mówili że to dla zdrowia. Niech wasz rok będzie zdrowym, szczęśliwym i bogatym. Pokoju w waszych domach. Chrystus narodził się. (dw/bsc)

07.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Chrystus narodził się. Chwalimy go. Wszystkim, którym nie zdążyłam złożyć życzeń – bądźcie zdrowi i bogaci z Bogiem w Domu. Niech częściej brzmi dziecięcy śmiech, a serce raduje bożonarodzeniowa kolęda. Smacznej kutii i bożego błogosławieństwa.
(-)
Historie bożonarodzeniowe zawsze pełne są cudów i dziecięcych marzeń. W dzieciństwie śmiało i wielką wiarą nastawialiśmy się do tradycji i zwyczajów naszych rodziców i to wielkie szczęście, przekazywać te cuda swoim dzieciom. Więc dzisiaj o tradycjach swojego regionu, czyli obwodu lwowskiego, opowie Halina Kupczyk.

-Wszystko zaczynało się z samego rana, kiedy tata koniecznie musiał przynieść diducha do chaty. Był to diduch ze słomy, który był takim symbolem dobrobytu i dostatku na cały rok. Przynoszono go rano i ustawiano na nim kutię, wszystkie potrawy w ogóle, które mama gotowała. Pamiętam w kuchni była taka stara płyta na drewno i kolacja byłą gotowana na tej starej płycie. Boże, jakie to smaki z dzieciństwa…

-A kto diducha robił?
-Tato, zawsze tata. Jeździł zawsze na zarobki, wiadomo takie były czasy, ale w Boże Narodzenie zawsze był w domu, przyjeżdżał w okresie przed Bożym Narodzeniem zawsze i zawsze robił go. Jak przynosił go do chaty rano, jak tylko przestąpił próg to piał, gdakał, żeby był dostatni roku, żeby kury się niosły, ziarno rodziło się. Po tym jak przyniósł diducha do chaty, mama zakazała wchodzić, szczególnie kobietom, bo rok będzie zły, chorobliwy. Na podwórzu mamy dwa budynki, jeden był nasz, drugi babci, ciotki ojca i mama nigdy nie wpuszczała tej ciotki do chaty; ona mogła przyjść do nas, gdy siadaliśmy już za stół; nie wpuszczano jej do chaty, bo ona była już starsza i jakby weszła w tym czasie, kiedy gotowana była kolacja, cały rok miał być zły i ja w to wierzyłam, no i potem od tych wszystkich zapachów oczywiście chcieliśmy z bratem coś tam zjeść.
– Pozwalała mama?
-Nie, zawsze mówiła, jak tarła mak na kutię w makutrze, a ja zawsze chciałam tego maku, oblizać tę gałkę i ona mówiła – będziesz mieć łysego męża i zabraniali nam nawet łyżkę do ust wziąć, bo nie można było, trzeba było być głodnym i trzeba było czekać na pierwszą gwiazdkę i kolację wigilijną.
-I w Polsce i na Ukrainie 12 postnych potraw na stole bożonarodzeniowym, to taka popularna tradycja . Jakie potrawy u was były na stole i jakie ulubione?
-Starali się zawsze gotować tych 12 potraw. Kapusta duszona, smażona, gotowana. Czasem w 4 rodzajach. Grzyby obowiązkowo, polewka grzybowa, kutia,bo jak bez kutii, zupka postna, zwykle grzybowa, ryby różnego rodzaju. Zawsze czosnek na stole, liczyliśmy jako jedną z potraw. Kołacz pieczony, a nie kupiony. Ulubione potrawy to oczywiście kutia, z miodem, teraz tak mówię i tak chce się tej kutii.
-A czy była u was słoma na stole i co twoi rodzice mówili na ten temat?
-W jednej wsi skąd jestem, żyli jeszcze rodzice mojego ojca. I w sąsiedniej wsi rodzice mojej mamy i bardzo różniły się te tradycje. Na stole mojej mamy, bo zawsze jeździliśmy bo babciach i dziadkach. Wieś Honczariwka, tam zawsze po prostu na takim stole drewnianym nic nie kładziono, tylko na rogach kładziono czosnek, co było symbolem odganiania złych duchów, ale stół miał być bogaty w tych 12 potrawach. Ze strony taty inaczej. Na stole musiało być wiele słomy, w ogóle czasem te potrawy, nawet ta kutia wylewały się, bo wiadomo od słomy to nierówno. Wszyscy mieli jeść na stojąco. A my wszyscy siadaliśmy, każdy miał swoje talerzyki i przybory, ze strony taty, wszystko miało być na stojąco, na tej słomie. Te wszystkie potrawy wywracały się.

-Natomiast myślę, było coś w tych tradycjach wspólnego, np. uczczenie zmarłych, zmarłych krewnych. Za stołem i po, co się odbywało?
-Za stołem nie wspominało się zmarłych, tylko po zakończeniu kolacji wigilijnej, jak wszyscy zjedli pomodli się, rozpoczynała się modlitwa za tych, których nie ma, którzy są nam bliscy i wszystkich pomniejszych i zostawiano im tę kolację na stole z innymi przyborami, nie tymi którymi jedliśmy, a dla tych, których chcemy wspomnieć, uczcić, zostawiano nakrycia, wodę i wieczerzę aż do rano, nie mogliśmy jej zabrać ze stołu i w Boże Narodzenie babcia mówiła, że można teraz zebrać.
-Potem oczywiście szło się na nabożeństwo w nocy.
-O tak. Tradycyjnie we mojej wsi, Poczapy, nabożeństwo zaczynało się o północny z nastaniem Bożego Narodzenia, kolędowali, ja teraz zastanawiam się, czy ja by w swoim wieku 35 lat wystała do 5 rano od 12 na mrozie, na śniegu. Nie wiem jak wytrzymywałam, jakoś ta atmosfera, że wszyscy kolędują, wszyscy są razem, 3 choinki w cerkwi, wszystko przyozdobione.
-Kolędy, skąd się brały, skąd znałaś kolędy w dzieciństwie?
-Babcia, co z nami mieszkała, miała taką grubą książkę, „kolędnik” jak to nazywała, i nie wiem ile, z 200 kolęd tam miała i z tego kolędnika. No na początku ona to śpiewała i słuchaliśmy, i uczyliśmy i powtarzaliśmy. W cerkwi były jakieś tam ogólnie znane.
-Ulubioną miałaś?

-Miałam „Dobryj weczir tobi”
Jeszcze trochę o kolędach i szczedrówkach powiem na lekcji:
[lekcja języka ukraińskiego]
No i to wszystko. Nasz świąteczny program dobiega końca, natomiast święta dopiero do się rozpoczynają. Ukraina dziś kolęduje. Pokolędujmy na koniec i my. Z wami była Hanna Wasilewska. Chrystus narodził się. Chwalimy go. (dw/bsc)

07.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Najlepsze życzenia drodzy słuchacze z okazji Bożego Narodzenia! Niech w waszym domu rozkwita szczęście, anioły niech co dnia przynoszą dobre wiadomości, chronią rodzinę, darują radość, zdrowie. Niech Jezus daje wam siłę podołać problemom. Chrystus narodził się. Chwalimy go.
(-)
Boże Narodzenie to okres wspomnień z dzieciństwa. To smaki i zapachy, których nie sposób zapomnieć. Zmieniają się czasy, odchodzą tradycje. Jednak dla rodzin z Ukrainy, jakie tu w Polsce znalazły się z tych czy innych powodów, obchodzenie Bożego Narodzenia to ratunek przed tęsknotą za ojczyzną. Dzięki ojczystym smakom, kolędom, nabożeństwie w cerkwi, Ukraińcy czują, że żyją pełnym życiem. Swoimi najsłodszymi wspomnieniami z dzieciństwa podzieliła się ze mną rodzina Kupczyk z obwodu lwowskiego. Boże Narodzenie dla Hali – to pampuszki z różanymi powidłami babci:
– Pampuszki, drożdżowe ciasto stawiało się na piecu, żeby trochę podrosło…to ciasto później zbiegało, zanim te 12 potraw ugotujesz i zapomnisz o tym cieście i potem zaczynało się lepienie pampuchów. Zawsze były z makiem i powidłami z róży. Moja babcia zawsze robiła powidła z róży i to taka tradycja. Pampuchy kojarzę sobie tylko z powidłami z róży. Jak kupuję gdzieś pampuchy, szukam, żeby były z nadzieniem z róży. Bo dla mnie to taki smak dzieciństwa i też u mnie w domu nie było takiej tradycji, a u babci w sąsiedniej wsi mogli jeszcze kłaść monetę w pampuchy i komu trafiła, to będzie mieć bogaty rok, będzie się udawało, mnie ani razu taka moneta się nie trafiła, ale była taka tradycja, że pampuchy mają być, obowiązkowo.
– Moja mama mówiła, że jej mama wspominała, że jak 8 stycznia zaczynało się winszowania, to była u nas tradycja płacić pieniędzmi, gdzie dzieci chodziły miały zarobić sobie pieniądze na święta; w tradycjach mojej babci, mamy mojej mamy, to zawsze trzeba było przygotować się do tych z życzeniami, narobić pampuchów, sucharów, wtedy modne były jeszcze suchary, pierniczki, swoimi rękami trzeba było to przygotować i dla dzieci było to ciekawe. Piekliśmy wafle, pampuszki, suchary i oczywiście pojawiły się mandarynki potem i w naszej tradycji nie było, że dziewczęta będą chodzić z życzeniami, bo uznawało się, że rok będzie niepomyślny, a w sąsiedniej wsi według tradycji mojej mamy dziewczęta chodziły z życzeniami. Zawsze nazbierały sobie cukierków, pampuchów, jabłek, różnych owoców, na które ludzie mogli pozwolić sobie na święta tylko, nie pieniędzmi to się mierzyło, a podzielić się z kimś tym, co ty masz.

– Tradycja była taka, iść pokolędować, pieniędzy nie musieli dawać, ale zawsze starali się płacić pieniędzmi, żeby się wiodło i dla dzieci była to atrakcja, że nauczysz się tej kolędy, pójdziesz pięknie, głośno ją zaśpiewać, bo jeszcze taka tradycja u nas była, że kiedy przychodzisz na próg kolędować, gospodarze mają wyjść, kiedy skończy się kolęda, dzieci przez okna zaglądają, my stoimy i kolędujemy i dopiero po tym, jak zakończy się kolęda, ona ma być głośna, wyraźna, ze szczerego serca, długa, przede wszystkim długa. Ja pamiętam na mrozie, z 10 minut kolędę, ale ciekawie było. Kolędujemy, wszystkie święta kojarzą nam się z kolędą, kolędowaniem, śpiewaniem, chodzeniem po krewnych, zawsze babcia na kolędę coś dała, jakieś tam prezenty.
(-)
Chrystus narodził się. Chwalimy go.

Nasze spotkanie dobiega końca, a ciąg dalszy naszej ciepłej, bożonarodzeniowej rozmowy z rodziną Kupczyk usłyszycie wieczorem o 18:10. Z wami była Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego.

06.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Chrystus się narodził! Chwalmy Go! Witam was, drodzy słuchacze, na antenie Radia Olsztyn w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie”. W studiu – Jarosława Chrunik. Nareszcie i my doczekaliśmy się Bożego Narodzenia!

(-) Kolęda

Dzisiaj w tak pięknym dniu, ograniczę swoją obecność na antenie, natomiast oddam głos tym, którzy mają wam do ogłoszenia radosną nowinę o narodzinach Jezusa. Na samym początku proszę o zabranie głosu ordynariusza olsztyńsko-gdańskiego, Ekscelencję Arkadiusza Trochanowskiego:

(-)

Chrystus się narodził! Boże Narodzenie to osobliwy czas w życiu Cerkwi i każdej rodziny chrześcijańskiej. Bóg wypełnia swoją obietnicę i posyła nam swego jednorodzonego, umiłowanego Syna. Bóg przychodzi do nas, ponieważ chce być jednym z nas. Zaprasza nas, żebyśmy uświęcili swoje życie, odkryli wszystko, co piękne, co dobre, bo Bóg – to miłość. On uczy nas ufać Mu, żeby nasza wiara była niezachwiana, niezależnie od jakichkolwiek warunków życia. Narodzenie Jezusa Chrystusa jest wielkim znakiem nadziei, w którym odkrywamy dla siebie duchową siłę i radość. To jest też znak naszego duchowego umocnienia, żeby nasza wiara ciągle była otwarta na Boży głos. Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim, żeby radość z przyjścia Jezusa rozświetlała ludziom drogi życiowe. Niech wypełnia nasze serca wiarą, nadzieją i miłością; wzbogaci każdą rodzinę w dobro, a miłość i wybaczenie, pokój z Bogiem i ludźmi wypełni każdy dzień nowego, 2022 roku. Życzę mocnego zdrowia, szczęścia w życiu osobistym i zawodowym; spełnienia wszystkich marzeń. Życzę, żebyśmy wszyscy razem tworzyli jedną wspólnotę, wspólną rodzinę, która będzie się rozumiała. Życzę też wszystkim normalnego roku, żeby czas pandemii zakończył się, a my żebyśmy otworzyli swoje serca dla bliźniego. Chrystus się narodził! Chwalmy Go!

(-)

Tradycyjnie z życzeniami śpieszy wicemarszałek województwa warmińsko-mazurskiego, Miron Sycz:

(-)

Szanowni słuchacze Radia Olsztyn, przyjmijcie najlepsze życzenia z okazji Bożego Narodzenia i Nowego Roku! Niech dla was i waszych rodzin nowy rok będzie wypełniony szczęściem, radością i dobrem, a Boże Narodzenie wypełni serca duchowością i wiarą w spełnienie wszystkich marzeń. Szczerze życzę, żeby święto Bożego Narodzenia zawitało do was z kolędami i szczodrówkami. Niech nowy rok będzie szczodry szczęśliwymi dniami. Niech będzie jeszcze więcej zdrowia, ciepła rodzinnego, pokoju i Bożego błogosławieństwa. Chcę życzyć mocnego zdrowia i podziękować każdemu, kto broni Ukrainy, kto strzeże snu każdego dziecka. Niech Boża opieka towarzyszy wam i waszym rodzinom we wszystkich działaniach na czas świąt i całego 2022 roku. Chrystus się narodził! Chwalmy Go!

(-)

Przewodniczący olsztyńskiego oddziału ZUwP Stefan Migus niedawno zapowiedział swoje odejście z tego stanowiska w tym roku, ale dzisiaj też zwraca się do nas ze świątecznymi życzeniami:

(-)

Szanowni Ukraińcy, składam wam najlepsze życzenia z okazji światłego święta Bożego Narodzenia! Niech w waszych duszach na zawsze osiedli się szczęście, pokój i dobro. Niech wasz dom będzie pełen miłości, a bliscy i rodzina niech będą zawsze z wami. Pamiętajmy o bliskich, którz już odeszli do lepszego ze światów. Pamiętajmy o nich i o ich, a więc i naszej ziemi ojcowskiej, którą utraciliśmy 75 lat temu na skutek przestępczej Akcji „Wisła”. Ale mamy szansę pozostać Ukraińcami pielęgnując swoje odwieczne tradycje, zwyczaje, wiarę, pielęgnując język ojczysty. Pamięć o przeszłości daje nam, Ukraińcom, szansę pozostać nimi gdziekolwiek byśmy nie mieszkali. Życzę, żeby każdy dzień był bogaty w pamięć o przodkach i wypełniony troską o potomków, żeby też oni pozostali Ukraińcami w przyszłości, nawet daleko od ziemi przodków. Chrystus się narodził! Chwalmy Go!

(-)

Święta zawsze kojarzą się nam z ciepłem rodzinnego domu, z ciepłem i obecnością bliskich. Gdy myśli Ekscelencja o Bożym Narodzeniu, to sądzę, że na pewno powraca do domu rodzinnego, gdzie była mama, tata, bliscy… Jakie Boże Narodzenie najbardziej zapadło w pamięć Ekscelencji?

– To chyba były czasy lat 80-tych. Był to też czas… no, wrócę do tego okresu wojennego. To zaczęło się 13 grudnia 1981 roku, ale przeciągnęło się też na nasze święta. To był taki bardzo niepewny czas. Nikt wtedy nie wiedział co będzie dalej, mieliśmy wtedy duże ograniczenia. Świętowaliśmy wtedy bardzo skromnie, bo nie było wiadomo jak będzie wyglądała nasza dalsza rzeczywistość. I to był taki moment wielkiej niepewności. Tak to zapamiętałem i gdzieś głęboko mi to zapadło. A z takich przyjemnych chwil, to zawsze przypominam sobie, gdy właśnie w dzień Wigilii ubieraliśmy rano choinkę. Dla nas to była zawsze taka przygoda, gdy tata przynosił, a my wtedy ją stroiliśmy, chcieliśmy żeby wyglądała jak najlepiej. Co chwila wyciągaliśmy mamę z kuchni i pytaliśmy, czy ta choinka dobrze już wygląda. Mama zawsze coś poprawiła, coś dodała, coś powiedziała i wracała do kuchni, a my dalej robiliśmy swoją robotę. I potem cieszyliśmy się, gdy mama cieszyła się, że tak ładnie ubraliśmy choinkę.

– Ponieważ mam czworo dzieci, to mogę zrozumieć mamę Ekscelencji, która była zadowolona, że nikt jej nie przeszkadza w kuchni!

– No, tak! Wtedy, można powiedzieć, że mieliśmy zakaz, nie wolno było wchodzić. Pościli wszyscy, dzieci też wszystkie musiały pościć, nie było innego wyjścia. Trzeba było wtedy znaleźć dla siebie inne zajęcie i takim zajęciem szczególnie było ubieranie choinki.

(-)

Gdy przychodzi Boże narodzenie, przychodzą te święta, każdy z nas (kto ma taki już solidny PESEL, powiedziałabym i nie wstydzę się tego) zaczyna wspominać jak to było w domu, gdy jeszcze nasi rodzice żyli. Bo wielu już, niestety, odeszło do lepszego świata. I wtedy wspominamy. Ot, przed chwilą mówiliśmy, że na tych współczesnych kuchniach, gazowych, te potrawy już tak nie smakują.

– No, rzeczywiście, wszyscy czekali na ten czas świąt – Bożego Narodzenia czy Wielkanocy – z różnych powodów. I nie tylko z tej okazji, że sa prezenty, bo tych prezentów nigdy nie było dużo, ale to był zawsze moment, gdy przyjeżdżali dawni sąsiedzi, znajomi z daleka, żeby się spotkać, porozmawiać ze sobą. Bywało, że raz w roku to się zdarzało, dlatego te święta miały taki wyjątkowy charakter. Dla mnie było to tym bardziej ciekawe, że mieszkałem z rodzicami w Ostrym Bardzie koło cerkwi. Bywało tak, że ludzie do cerkwi przyjeżdżali zimą końmi, saniami dzień wcześniej, żeby być. I to nie jedna czy dwie rodziny, tylko wiele – żeby posiedzieć, porozmawiać, powspominać i popytać jednocześnie – gdzie sąsiedzi zatrzymali się, gdzie mieszkają, jak się mają? To była cała ceremonia. I to było bardzo interesujące słuchać tych wszystkich wspomnień. Ale też takich wspomnień, jak to bywało w rodzinnych domach, gdzieś w Jarosławiu, w Laszkach, Chotyńcu, czy też w górach – w Kulasznem w Mokrem, czy jeszcze gdzieś. Te wspomnienia były długie i bardzo sentymentalne. I my, dzieci, słuchając też chcieliśmy żeby też tak było – żeby było siano w domu, żeby była słoma, żeby można było pobawić się z dziećmi w tym sianie. Bo tak było w domu, bo tak opowiadali. I to było dla nas bardzo ciekawe. Chociaż, powiem jeszcze raz, te wspomnienia tych ludzi: „A wspomnijmy jednocześnie i Stefana, i Jana, i Marysię” i kogo tam jeszcze – miały taki osobliwy charakter. Dlatego tak pamiętam te święta. Bywało się też tak częściej, gdy autobus przyjeżdżał o godzinie 7-mej, czy 7.30, a liturgia była o godz. 9-tej, co oznaczało, że większość ludzi, którzy przyjeżdżali do cerkwi w Ostrym Bardzie na mszę, i tak zawsze przychodziła do naszego domu. Mama zawsze o 3-ciej rano wstawała, gotowała dla nich ze 300 pierogów, żeby nikomu nie zabrakło. Teraz wszyscy to pamiętają i myślę, może teraz dlatego właśnie znam tak wielu tych ludzi. Natomiast te przyjazdy bożonarodzeniowe i wielkanocne rzeczywiście miały swój wyjątkowy charakter i zawsze będę to wspominać.

– Na pewno wspominali tych, kogo nie było już wśród żywych.

– Tak, wspominali tych, którzy zginęli w czasie wojny, którzy zginęli w więzieniach, przede wszystkim w Jaworznie, ale też pytali: „Czy wiesz gdzie mieszka mój brat?” albo „Gdzie mieszka moja siostra, bo gdzieś się zagubiliśmy w czasie tego przesiedlenia”. Najczęściej pytali ci, którzy wrócili z Jaworzna, z więzienia z Goleniowa czy ze Sztumu, czy z innych. I często bywało tak, że w czasie tych rozmów faktycznie dowiadywali się gdzie oni są, czy żyją czy nie. Zresztą ta tradycja była już praktycznie od chwili, gdy były pierwsze liturgie tu w Chrzanowie koło Ełku. To też z tego względu dużo osób przyjeżdżało tam, żeby się dowiedzieć. Tam brali śluby, pobierali się, ale dowiadywali się „gdzie są bliscy z mojej wsi?” Gdzie jest dziadek, wujek, stryjek czy jeszcze ktoś. Do dzisiaj przy cerkwiach – chyba że deszcz przeszkodzi, bo śnieg nie – to i tak ludzie jeszcze ludzie zostają i rozmawiają, opowiadają, wspominają – jak to było kiedyś, jaka była wigilia, jakie były święta. Oczywiście, wspominają, że zawsze był śnieg, a teraz go nie wiadomo czemu nie dowieźli! Często to dla młodych było dziwne, że starsi mają taki sentyment do tych świąt. Dlatego wszyscy to wspominają i wszyscy też, gdy zostają koło cerkwi teraz w nocy, też wspominają jak to było kiedyś.

(-)

Jestem pewna, że w waszych domach też będą dzisiaj snuły się sentymentalne wspomnienia. Nie będę wam więc przeszkadzać, tym bardziej, że po wieczerzy wigilijnej pójdziemy wszyscy na Poweczerja Wełyke do cerkwi. Kto nie będzie mógł przyjść do swojej cerkwi, ten będzie mógł wziąć udział w uroczystościach bożonarodzeniowych dzięki Radiu Olsztyn – o 21-szej godzinie rozpocznie się bezpośrednia transmisja z katedry greckokatolickiej w Olsztynie. Ja, Jarosława Chrunik, dziękuję za uwagę i zapraszam do radioodbiorników także w niedzielę na godz. 20.30. Pięknych świąt, drodzy słuchacze! Chrystus się narodził! Chwalmy Go! (jch/kos)

06.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry drodzy słuchacze. Dzisiaj większość Ukraińców spędza czas w rodzinnym kole za stołem świątecznym. Na Warmii i Mazurach tradycje świętowania Ukraińców zachowywane są od dziadków i rodziców przesiedlonych z południowego wschodu Polski na północ i zachód prawie 75 lat temu. Łemkini Maria Meszkowska z Pieniężna, dopiero w wieku dojrzałym uświadomiła sobie, jak cenne są wspomnienia rodzinnych tradycji jej rodziców. Wigilia czyli nasz Swiatweczir wyróżnia się kuchnią łemkowską i świątecznym ubiorem. W czasie przygotowania do świąt wszyscy brniemy we wspomnienia z dzieciństwa w bajkową atmosferę Bożego Narodzenia.

Tradycyjnie w dzień przed Bożym Narodzeniem należy zacząć od modlitwy. Ten dzień był pracujący i był najbardziej obciążony pracą. Ludzie wstawali jak najwcześniej. Wierzyli, że kto wstanie szybciej, ten całe rok będzie mieć szczęście. Każdy starał się pierwszy rozpalić w piecu, bo wierzono, że jeśli dym z komina poleci najszybciej, to właściciel tego domu jako pierwszy obrobi pole. Zamieść w chacie trzeba było zawczasu. Na święta i ubranie było szczególne, ale podczas przesiedlenia stracono wiele cennych rzeczy. Mało co się zachowało – wspomina Łemkini z Pieniężna Maria Meszkowska:

– Także mieliśmy tylko ubrania na co dzień i jedno od święta.

– Proszę powiedzieć jak wyglądało ubranie na święta?
– Gorsety takie były, niem mieliśmy wyszywanek jak ukraińskie, nie. Łemkowie nie mieli takich. Może tak niektórzy mieli, ale nie tak za bardzo. Były gorsety, bez rękawy i kabaty czyli spódnice, tylko takie tu trochę ozdobne. I były spódnice takie fałdowane. To się nazywało kabat po łemkowsku. Mieliśmy ubrania na co dzień i na święta. Pojechaliśmy z tym do drugiego powiatu i tak przeżyliśmy, resztę zakopaliśmy gdzieś w jakiejś misce, że jak wrócimy to będziemy mieli. Jak wróciliśmy, nie było. Bo Niemcy wszystko znaleźli

Ciężkie było życie przesiedlonych, odbierano to co ludzie całymi siłami chcieli zachować. Pamięć i miłość do ojczystej kultury i zwyczajów to to czegoś się odebrać nie da. Pani Maria chociaż wyszła za mąż za Polak, nie porzuciła swoich zwyczajów. Jej historia życia i sposób świętowania na pewno jest zbieżna z waszą w wielu elementach. Może i tradycyjne potrawy bożonarodzeniowego stołu są podobne. Natomiast podwójne świętowanie Bożego Narodzenia w rodzinach mesznych to powszechna tradycja:

– Święta polskie obchodziliśmy po polsku, a ukraińskie to jeździliśmy do moich rodziców i świętowaliśmy. Moja córka i syn, jak chodziliśmy na święta na Wigilię, to mama gotowała taki sos z grzybów, nazywała to mastyło, nie mastyło, bo to były grzyby trochę [zagęszczone] mąką, na takim kwasie z kapusty i to było z czosnkiem, to było smaczne. Mój syn dotąd to gotuje. A jak to [niezrozumiałe], ale ja to nazywam – grzyby. Grzyby moja mama nazywała i zawsze to robiła. Pierogi się bardzo przyjęły. Wszyscy lubią.

A jest jeszcze jedna rzecz, którą mogą pochwalić się Ukraińcy – to mnóstwo kolęd, które przez stulecia są przekazywane ustnie. I jak zbierają się Ukraińcy na święta, śpiewają je sercem.

– Kolędujemy, jak ja idę do siostry do tych Łajs na Wigilię bo, teraz też tak samo, na polską Wigilię idę do syna, a na ukraińską do siostry do Łajs, tam jest siostra jej syn, synowa, dziewczęta, to tam śpiewamy różne kolędy. Mój tato nauczył mnie takiej kolędy, którą ja zawsze znałam, i nawet nie rozumiałam słów, bo one jak później przeczytałam, to było troszeczkę poprzekręcane, ale śpiewali „cudowna nowina”.

Boże Narodzenie będziemy świętować razem w cerkwi wspólną modlitwą, natomiast dla tych, którzy nie mogą przyjść do cerkwi, Radio Olsztyn będzie o 21:00 prowadzić bezpośrednią transmisję nabożeństwa świątecznego z olsztyńskiej cerkwi greckokatolickiej. Włączajcie radioodbiorniki o 21:00 i przyłączajcie się. Zapraszamy serdecznie. Z wami była Hanna Wasilewska. Chrystus rodzi się. (dw/an)

05.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam was na antenie Radia Olsztyn w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie”. W studiu – Jarosława Chrunik. Szybko minęło 40 dni postu i już jutro wieczorem, od Wigilii, zaczniemy świętować Boże Narodzenie. I właśnie o przygotowaniach będziemy dzisiaj rozmawiać. Jestem pewna, że takie rozmowy zawsze są miłe i przyjemne, a może i wam będziemy towarzyszyć przy świątecznej krzątaninie?

(-)

Przygotowania do świąt to zawsze jest czas radości i ekscytacji, zwłaszcza dla dzieci. Trudno się dziwić, dla nich to są dopiero trzecie, czwarte, piąte święta. To dorośli przeżyli ich już wiele, a mimo to zawsze odczuwają radość, które te święta ze sobą niosą. Ale dzieci trzeba do tych obchodów włączać. Doskonale robi to Olena Karowiec z Olsztyna, z którą rozmawiałam o tradycjach, o przygotowaniach do świąt – jak to u niej wygląda:

(-)

– Myślę, że tu nie ma nic wyjątkowego, że wiele rodzin świętuje tak jak my. Ma być obowiązkowo siano pod obrusem, siano też pod stołem – żeby dzieci dobrze się wybawiły. To jest czas radości. To jest dzień narodzin Jezusa Chrystusa. Trzeba się cieszyć, nie przejmować się nieporządkiem. Tak że dzieciom dajemy siano pod stół, dajemy siano pod obrus, robimy wiele ozdób ze źdźbeł słomianych. Moja babcia też zawsze robiła takie rurki słomiane, nanizywała na nitkę, wtedy dodawała takie kwiaty, wycinane z papieru…

– …kolorowe papierki…

– …tak, kolorowe papierki, tak że staram się dzieciom to pokazywać.

– A skąd bierzesz słomę?

– O pszenicę i o słomę zawsze dbam w lipcu-sierpniu, gdzieś tam z gospodarzami się dogaduję, bo w grudniu to już nierealne, żeby je znaleźć.

– I oczywiście 12 potraw, bo 12 miesięcy jest w roku, 12 apostołów – to jest taka symboliczna liczba.

– Szczerze mówiąc… mama i babcia przywiązywały do tego wielką wagę, do 12 potraw, ja już mniej, bo widzę też w tym trochę zabobon, a od zabobonów chcę uciec i nie chcę tego wszystkiego podtrzymywać.

– I żeby jedzenia potem nie marnować, bo przecież tego zostaje potem tak dużo. Tak, dlatego jeśli policzy się sól i pieprz jako potrawę, to wychodzi 12. Przyznaję się, że nie zwracam już na to uwagi.

– Kompot z 12 owoców i już mamy 12 potraw.

– Tak, w rzeczywistości tak też można, kompot ma wiele owoców, więc też można tak policzyć.

– Spotykałam się też z takimi tradycjami, że niekoniecznie musi być 12, ale powinna być nieparzysta liczba i nie wiem dlaczego – 5, 7.

– Myślę, że to też zabobon i też nie chciałabym na to zwracać większej uwagi, ale sądzę, że to przyszło z Ukrainy. Konkretnie z Ukrainy, ponieważ tam parzysta liczba oznacza wszystko to, co jest związane ze śmiercią i pogrzebem. Na pogrzebie obowiązkowo ma być parzysta liczba kwiatów, albo parzysta liczba świec. W ogóle, jeśli w domu stoją kwiaty w parzystej liczbie, a przychodzi ktoś obcy, to dla niego jest to znak, że ktoś tu niedawno zmarł. U nas w Polsce to absolutnie! Jak kupujesz kwiaty, to bukiet po prostu ma ładnie wyglądać, nie liczysz ile ma tam powinno być róż, a na Ukrainie bardzo tego przestrzegają.

(-)

Jakie byłoby to święta bez kolęd? Kolędujemy wszędzie i przy każdej okazji, kolędują tez najmłodsi. Zosia, córeczka Oleny ma 4,5 roczku, ale też już kolęduje:

(-)

– Kolęda wyjątkowa, kolęda, której nigdy nie słyszałam – skąd ona jest?

– To jest kolęda mego dziadka, który przywiózł ją po wysiedleniu, pochodził z Woli Horiańskiej. Pod Baligrodem jest Wola Horiańska… była! I stamtąd dziadek ja przywiózł i wcześniej jakoś nigdy od nikogo jej nie słyszeliśmy tej kolędy, tak że jego prawnuki już ją śpiewają. Gdzieś potem ją „sprzedaliśmy” i już ją podśpiewują płastunowie (skauci). Ale jesteśmy „płastuńską” rodziną, więc wszystko jest na swoim miejscu. Ale rzeczywiście, nie jest ona popularna. Pochodzi gdzieś stamtąd i jeszcze nie jest rozpowszechniona w Ukrainie czy w Polsce.

– W istocie ona brzmi trochę jak autorska.

– Trochę tak, tak. Tym bardziej, że jest górska, ładnie brzmi w akompaniamencie skrzypiec, akurat ma taką rytmikę. No, kontynuujemy tradycję, to jest taka nasza rodzinna perełka.

(-)

Prawdziwe kolędowanie będzie dopiero jutro, przy wigilijnym stole. Porozmawiajmy więc jeszcze o tym, co na tym stole będzie. Można powiedzieć – mnóstwo symboliki. Oczywiście, najwięcej symboli ma kutia. Tak wiele jest w niej składników i każdy oznacza co innego.

– Tak, kutia to w ogóle taki pradawny zwyczaj. Od wieków kutia była na Wigilii jak główna potrawa, spożywano ją jako pierwszą na wieczerzy wigilijnej. Ma ona bardzo wielką symbolikę, symbolizuje bogactwo, bo składniki tak naprawdę są bardzo drogie: miód, pszenica, bakalie wszelkie – to wszystko jest drogie i to wszystko symbolizowało też dobrobyt. To wszystko wymieszane było z miodem i makiem. W wierzeniach ludowych oznacza to zjednoczenie, że rodzina ma być razem, że wszystko ma być połączone.

– Żeby te składniki nie rozpadały się, nie rozsypywały się.

– Tak, bo nasz naród myślał bardzo prosto i bardzo dużo było wszędzie symboliki. Jeśli coś rozsypuje się wizualnie, to wtedy przekładali to na swoje życie, na relacje, na rodzinę i bardzo mocno o to dbali.

– A te składniki co konkretnie oznaczają?

– No, pszenica to w rzeczywistości życie, to podstawa w ogóle pożywienia. Pszenica to chleb. Bakalie to też jakieś dodatkowe bogactwo. Miód tak samo – to jest to, co daje przyroda, to jest od pszczół. Nasz naród był rolniczy, to byli chłopi, mocno przywiązani do ziemi.

– I do tego wszystkiego, co ta ziemia rodzi.

– Tak, i bardzo mocno to szanowali, widzieli w tym bardzo dużą symbolikę i to tak się cały czas kręci.

– I oczywiście, jednym z takich wesołych zwyczajów było podrzucanie kutii do sufitu.

– U mnie tego nie było, ale teściowa opowiada, że u nich faktycznie tak było – podrzucali kutię do sufitu, a ona ma do tego sufitu przylgnąć – im wyżej, im więcej, tym lepiej. Nikt nie dbał wtedy o czysty sufit w istocie.

– No, jak ci wychodzi przygotowywanie świąt z dwójką tak energicznych dzieci? Powiedziałabym – grzecznych, ale energicznych.

– Tak, że bardzo mocno one są zaangażowane w domu w przygotowywanie świąt. Wychowujemy je w poczuciu obowiązku i ona naprawdę dużo pomagają.

– Takie małe?

– Tak. Nawet jak brudzą, to mimo wszystko pomagają. Wyznajemy z mężem taką zasadę, że od małego dzieci powinny mieć jakieś swoje obowiązki. Niech to będzie przesypywanie maku, otwieranie bakalii, niech to potem leży na ziemi, ale dzieci w jakiś sposób mają się nauczyć. Poprzez doświadczenie. Oczywiście, że ciężko. Ale im więcej masz obowiązków, tym łatwiej zdążasz ze wszystkim. Tak że święta udaje się przygotować.

– Święta są u ciebie, czy jedziesz do mamy, do teściowej?

– Rodzice przyjeżdżają do nas, tak że będziemy całą rodziną, przy naszym stole się jednoczyć.

(-)

Dzieci są bardzo obowiązkowe, pomagają i w tym roku też w cerkwi jest choinka współmierna wzrostem z dziećmi.

– W tym roku po raz pierwszy stoi choineczka, ozdobiona przez dzieci, które przychodzą na zajęcia przedszkolne tu w Olsztynie. Dla mnie osobiście to jest bardzo ważne i mam nadzieję, że za rok-dwa większość parafian też dostrzeże w tej choince wielką wartość. Ja rozumiem, że to proces, a proces odbywa się długo w naszych głowach, ja jakby daję wszystkim czas, ale dla mnie to bardzo ważne i chciałabym, żeby inni też to tak przyjęli. Choinka tak naprawdę jest po dziecięcemu piękna, ale absolutnie nie wpisuje się w nastrój, w estetykę i poziom wykonania. Nie wpisuje się w ogólny poziom wykonania cerkiewnej dekoracji. Ale ma wielką symbolikę – tam wiszą przepiękne, kostropate anielątka, ozdoby choinkowe, dużo brokatu; to wszystko robiły dziecięce rączki, a dziecięce rączki to dziecięce serce. Tam jest szczerość w tej choince. Ja osobiście chciałabym przekazać ludziom, społeczności, że dzieci w naszej cerkwi, że po pierwsze – one są. Są rodzice, którzy chcą przyprowadzać dzieci do cerkwi i na zajęcia języka ukraińskiego i że dzieci są podstawą społeczności. To o ne kiedyś będą tę społeczność budować. One będą za nią odpowiadały i to od nich zależy, czy ta społeczność kiedyś będzie, czy jej nie będzie. Mam na myśli społeczność ukraińską i cerkiewną, bo u nas to w rzeczywistości jest to samo. To jest taka jakby informacja dla starszych ludzi, a w dzieciach (nie tylko swoich, ale i tych, które przychodzą do mnie na zajęcia) chcę wychowywać i przyzwyczajać je do poczucia obowiązku. Nie tylko przychodzimy i bawimy się, ale też, gdy przychodzimy do cerkwi, jeśli ma ona być piękna, jeśli ma ona się nam podobać, to musimy coś dla niej zrobić. To są dzieci, więc na razie możemy zrobić choineczkę, ale to są takie małe kroki, które budują w głowie dziecka, w umyśle to, że jeśli człowiek chce coś zobaczyć, to musi to zrobić sam.

– Bo obowiązek to odpowiedzialność.

– Tak. I ta choinka dla dzieci jest właśnie szkołą obowiązku, jest też szkołą przynależności do społeczności. Dziecko teraz przyjdzie na święta i zobaczy tę choinkę. Będzie się dodatkowo cieszyć, zaprowadzi tam babcię, mamę, w ogóle rodziców i powie: „Ja to zrobiłem!” Jakby – przyłączyłem się do pracy dla naszej cerkwi.

– I tu jest takie poczucie, że to jest moje. To jest moje miejsce.

– Tak. Tak. Czyli – przynależność do społeczności. A przynależność do społeczności, to nie to, że po prostu przyjść i wyjść. To przyjść, zrobić i wyjść. Ale wrócę tu.

– Bo z przyjemnością.

– Tak. Z przyjemnością. Tak że dla mnie ta choinka ma wielką symbolikę. Po pierwsze to, że kształci pewne rzeczy u dzieci. I to, że reszta społeczności widzi, że są dzieci i że to jest przyszłość społeczności.

(-)

Kolędujmy więc, drodzy słuchacze! A jutro po Wigilii spotkamy się na Poweczeriu w cerkwi. Natomiast kto nie będzie mógł przyjść do cerkwi, ten będzie mógł wysłuchać transmisji uroczystości z cerkwi greckokatolickiej w Olsztynie na antenie Radia Olsztyn. Początek – o godz. 21-szej. Za uwagę dziękuje wam Jarosława Chrunik. Do usłyszenia jutro o tej samej porze i wszystkiego dobrego! (jch/an)

05.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Betlejemskie Światło Pokoju zostało przekazane na Ukrainę. Rosja o 25 procent ograniczyła tranzyt gazu rurociągami biegnącymi przez Ukrainę i Słowację – podała agencja Ria Novosti. Roman Cymbaluk, jedyny akredytowany w Moskwie ukraiński dziennikarz, wyjechał z Rosji. O tym dzisiaj w wydaniu wiadomości po ukraińsku. W kalendarzu środa 5 stycznia. Hanna Wasilewska. Witam.
(-)
Betlejemskie Światło Pokoju zostało przekazane na Ukrainę. W tym roku uroczystość odbyła się na przejściu granicznym w Budomierzu.
(-)
Betlejemskie Światło Pokoju to coroczna skautowa oraz harcerska akcja przekazywania ognia zapalonego w Grocie Narodzenia Chrystusa w Betlejem.
Zgodnie z tradycją ZHP otrzymuje Światło od słowackich skautów. Przekazanie światła odbywa się naprzemiennie raz na Słowacji, raz w Polsce. Polska jest jednym z ogniw betlejemskiej sztafety. Harcerki i harcerze przekazują światło dalej na wschód: do Rosji, na Litwę, Ukrainę i Białoruś, na zachód do Niemiec, a także na północ – do Szwecji.

Rosja o 25 procent ograniczyła tranzyt gazu rurociągami biegnącymi przez Ukrainę i Słowację – podała agencja Ria Novosti. Od dwóch tygodni Moskwa nie korzysta z polskiego odcinka gazociągu Jamalskiego. W ocenie części zachodnich analityków, w ten sposób władze Rosji chcą wymusić na Unii Europejskiej zgodę na uruchomienie drugiej nitki Gazociągu Północnego. Z Moskwy Maciej Jastrzębski:

[korespondencja w języku polskim]
Roman Cymbaluk, jedyny akredytowany w Moskwie ukraiński dziennikarz, wyjechał z Rosji. Niedawno władza rosyjska oskarżyła go o ekstremizm. Po oskarżeniu wezwano go na przesłuchanie do prokuratury. Według jego słów, było wiele sygnałów, że Federacja Rosyjska „wzięła się” za niego. Dlatego Roman komentuje, ze nie spieszy się do Rosji, bo nie chce zostać zakładnikiem Kremla i czekać, aż zostanie wymieniony. Według niego jest tam i tak wiele ludzi, których należy wyciągnąć.
(-)
Tym kończymy nasz program informacyjny. Nowe wiadomości usłyszycie jutro o 10:50. Wszystkiego dobrego.

04.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam Was na antenie Radia Olsztyn w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie”. Przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Dzisiaj, jeszcze przed świętami, powrócimy do wspomnień pani Melanii Starodub z Pozezdrza. Pani Melania obecnie mieszka z córką i zięciem. Daje się odczuć dobroć i szacunek do każdej osoby w tej rodzinie, a to sprawia, że gość z zewnątrz też dobrze się tam czuje. „Ścieżkami pamięci” poprowadzi nas dzisiaj pani Melania Starodub.

(-)

Pani Melania Starodub wiele lat mieszkała w Boćwince k/Kruklanek. Przyjechała tam w wyniku Akcji „Wisła” w lipcu 1947 roku z Żurawców w powiecie lubaczowskim. Ale nie była to jej rodzinna wieś, bowiem wcześniej mieszkała w Ostobiszu, który obecnie znajduje się po stronie ukraińskiej. Akcja „Wisła” zastała ją z maleńkim dzieckiem w Żurawcach, jej mąż – tak jak wiele innych osób – był w więzieniu. Do Boćwinki pani Melania przyjechała z jeszcze jedną rodziną, która – tak jak i ona – nie miała nic:

– Razem przyjechaliśmy. Oni nic nie mieli, ja nic nie miałam. I na jednym wozie przyjechaliśmy do tej Boćwinki. Wójtem był Karbowski, mówi: „Co ja tu z wami zrobię? Co ja mam z wami zrobić?” Mówi: „Tu w szkole woźny jest potrzebny, więc wy na jedną pensję będziecie pracowały obie. Jedna nie da rady, bo tam trzeba ręcznie rżnąć drzewo”. W sześciu piecach trzeba było napalić. I my się na to zgodziłyśmy. Ona miała 18 lat, a ja miałam 25, czy nawet już 26. Zgodziłyśmy się, że to zrobimy. A jej mama miała dziecko jeszcze w takim samym wieku jak ona. To ona miała nam bawić te dzieci, a my miałyśmy iść do pracy. I tak zrobiłyśmy. Poszłyśmy – o, dobrze! Już mamy pieniądze! A jak mieliśmy wyjeżdżać, to chciałam koniecznie dowiedzieć się, gdzie są ci w Jaworznie. Czy są w Jaworznie? Czy są w Lubaczowie? Czy są w Tomaszowie? I poszłyśmy właśnie tam: Predkowa, Makałusowa i ja; nabrałyśmy pakunków, coś do jedzenia wzięłyśmy: poniesiemy na piechotę do Lubaczowa. A tam było koło 30-35 km do Lubaczowa. Zostawiłyśmy tę babcię…nie babcię, ale i córkę. Ona została i jej dziecko, a my poszłyśmy szukać do Lubaczowa. Przyszłyśmy do Lubaczowa, dajemy te pakunki – nie ma! Nie ma tu takich! Nie ma. Ten strażnik mówi: „Co mam z tym zrobić?” – mówię, żeby dał tym, którzy są tam głodni, którzy chcą jeść, tym niech da. Nie poniesiemy tego do domu. I wróciłyśmy wtedy znowu na piechotę. 35 kilometrów. Przychodzimy do domu, ja już do swego domu nie szłam, myślę – u niej przeczekam do rana, tu, gdzie jest dziecko, a rano wezmę dziecko i pójdę do domu. Nic się nie dowiedziałyśmy. Ale w tym Lubaczowie siedzi taki żołnierz, strażnik, z dziewczyną tak sobie żartują. Podeszłam do niego i pytam, co się stało z tymi więźniami, których tu przywieziono? „A byli?” „Byli!” „Co z nimi zrobili? Rozstrzelali?” a on mówi: „Nie! Nic im nie jest. A wie pani gdzie jest Jaworzno?” „Nie wiem, ale jak trzeba to się dowiem!”. „Wywieźli ich do Jaworzna. Tam jest taki obóz pracy, tam będą pracować, tam ich będą karmić, tam im będzie dobrze”. No, dobrze, tam znajdę. „A na pewno tak?” „Na pewno. A kogo pani tam zabrali?” „Męża” „Ojej, taka młodziutka i już męża nie ma, już zabrali” „No, zabrali” „Nie, niech się pani nie martwi, tam im jeść dadzą, będą pracować, będzie im tam dobrze”.

(-)

– Gdy przyszłam do domu, to zaraz rano przyjechali nas wywozić. To co ja miałam wziąć? Dziecko i jeszcze coś tam… nawet poduszki nie miałam. Bo nie miałam, muszę powiedzieć. I Tańka dała w drodze chociaż. Ale do domu przyszła taka Nazarowiczka, zapytać czy mam pieniądze. Mówię: „Ja? Pieniądze? Skąd ja mam mieć pieniądze?” Nie mam pieniędzy. „A może ma pani coś sprzedać?” Myślę – co ja mogę sprzedać? Dziecka nie sprzedam! A poza tym nie mam nic więcej. Ale mówię: „Mam! Mam!” Miałam taki obrus, który przywiozłam od tej swojej cioci, gdy do niej jeździłam. Przywiozłam od cioci obrus, który jej wyhaftowałam. Ciocia powiedziała: „Weź sobie ten obrus, bo ja i tak stołu nim nie przykrywam, a ty weź go sobie i przykryjesz”. Więc mówię, że mam taki obrus. Ona mówi: „Niech pani sprzeda mi ten obrus”. Pytam: „Kupisz go?” „Kupię”. Dała mi 100 zł, sprzedałam jej ten obrus, to miałam tyle całego „majątku” na drogę – tych 100 zł. A jeszcze były takie skrzynie, których ludzie nie zabrali. I ja jeszcze po tę skrzynię wdrapałam się na strych. Tam był sierp, była taka magielnica karbowana, drewniana. Nie wiem, czy pani widziała kiedyś takie coś. Taki magiel. To to było. Był taki wałek do wałkowania ciasta, dębowy, mocny. Ten wałek, magielnicę, jakąś motykę, sierp. Położyłam to wszystko do skrzyni, wszystko pozbierałam. Garnka nie było żadnego, jak chciałam coś ugotować… na płocie wisiał taki dziurawy garnek, to mąż wziął, jakoś to obciął, z blachy zrobił dno i w tym gotowałam. Więc i ten garnek wzięłam z dorobionym dnem.

– Jak długo pani mąż siedział w Jaworznie i jak go wypuścili?

– A jak go wypuścili. Żurawce, to można powiedzieć, że tam dobrzy ludzie byli. Oni wiedzieli, że jesteśmy tacy, że nikt nie wiedział, skąd jesteśmy. Ale nikt nie pokazał palcem, tak, że go nie sądzili. To było najważniejsze, że go nie sądzili. A jak nie był sądzony, to wypuszczali. Gdy się wtedy dowiedziałam, że on jest w Jaworznie, gdy tu przyjechałam, dali nam tę pracę… Przyjechaliśmy tu 7 lipca, jak nas tu przywieźli. To zaraz w lipcu tam posprzątałyśmy wszystko i w sierpniu, z tą drugą koleżanką. Posprzątałyśmy i już we wrześniu zaczęłyśmy pracę. Gdy zarobiłam już parę złotych, to miałam już za co pojechać do Jaworzna, Jaworzna szukać – gdzie to Jaworzno? I pojechałam wtedy do tego Jaworzna aż w grudniu. Tak prędko to nie, tylko w grudniu. Jeszcze nie wiedziałam, jak to Jaworzno wygląda.

– Jak pani znalazła? Miała pani mapę?

– Nie! Nie miałam mapy, tylko tak popatrzyłam, gdzie jest Jaworzno, na stacji zapytałam, czy można dostać bilet do takiej a takiej miejscowości. I tak, można było. Miałam gdzieś jakąś przesiadkę, ale bilet miałam aż do samego Jaworzna. Nie do Jaworzna, a jakoś inaczej to się nazywało. Zapomniałam, dojeżdżało się tam, a do Jaworzna już trzeba było na piechotę iść. Co mogłam, to wzięłam – coś do jedzenia, jakąś koszulę, żeby się przebrać. Już takie słuchy chodziły, jak tam biją i co tam się dzieje. Doszłam do tego Jaworzna, dostałam się do samego obozu, tak. Doszłam do tego Jaworzna, tam to oddałam – to było najważniejsze. Ja go nie widziałam, ale najważniejsze było, żeby wzięli paczkę. Jak wzięli paczkę, to znaczy, że tam jest. Wróciłam jeszcze do Gorlic do tej ciotki, bo to nie było tak bardzo daleko i tam u ciotki jeszcze przygotowałyśmy taką solidną paczkę, bo to był grudzień, już niedaleko świąt; jeszcze wysłałam. Zrobiłyśmy tę paczkę i jak wracałam do domu, to z jakiejś tam poczty, już nie pamiętam czy z Krakowa, czy skąd, wysłałam jeszcze tę paczkę. To nie dali, dziady, nie. To, co zawiozłam, to mu dali, a tego nie dali. Sami zżarli. I wtedy, gdy już wróciłam stamtąd, to się starałam… pisałam do… kto to był wtedy premierem? Nie prezydentem, tylko premierem? Ja załamałam się po śmierci syna. Ja wszystko wiedziałam… ale po śmierci syna… bo myślałam, że ja zaraz po nim umrę. I nie umarłam. Ale całkiem się załamałam i pamięć straciłam. I tak bardzo dużo rzeczy zapomniałam. To, że on zmarł, to dla mnie i dla niej, to… aż się boję to powiedzieć… ja do Boga mam pretensje. Ja się tak strasznie modliłam! I do teraz ja codziennie słucham Służby Bożej, chociaż nagranej, ale czy to ważne? Pytałam naszego księdza, powiedział: „Ważne, ważne, to że pani słucha; oczywiście, że ważne”. Ale mówię, Boże, chyba nie ma tego Boga… nie wiem już, co powiedzieć. Tak z Bogiem rozmawiam: „Powiedz mi, co jeszcze dla mnie przygotowałeś? Daj mi już, niech się dalej nie męczę. Niech innych nie męczę i siebie nie męczę.

(-)

Chyba nie ma nic gorszego dla matki niż stać nad mogiłą swego dziecka. Ale mówi się też, że Bóg najcięższy krzyż daje silnym i wiernym; tym, którzy są w stanie go unieść. Pani Melania nadal martwi się o wszystkich wokół i tym, co dzieje się na Ukrainie:

– Nie wiem, dlaczego Bóg dopuszcza aż do tego, żeby ten naród tak… sto lat walczy i nadal jest to samo. Zdawało się, że już zginie, że już wszystko przepadnie, a nie przepadło. I na pewno nie przepadnie.

– Ma fantastycznych młodych ludzi. Wiem, że są tacy, którym wszystko jedno, ale jest taki trzon, taki kręgosłup; rozmawiałam z tymi ludźmi, widziałam ich. My już tutaj traciliśmy wiarę, a oni mówią: „My jesteśmy na miejscu, my nie damy zginąć Ukrainie”.

(-)

Po tych chwilami bardzo trudnych wspomnieniach pani Melanii Starodub z Pozezdrza niech nie opuszcza nas optymizm mimo wszystko. Niech pokój okaże się silniejszy od chorych zamysłów tych, których ten pokój uwiera. Była z Wami Jarosława Chrunik, znowu usłyszymy się jutro o tej samej porze. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze!

04.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

We wszystkich greckokatolickich parafiach na Warmii i Mazurach trwa zbiórka pieniędzy w ramach akcji „Święta bez taty”. Tuż przed Bożym Narodzeniem według kalendarza juliańskiego we Lwowie odbywa się wielkie kolędowanie. Polska objęła roczne przewodnictwo w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie 1 stycznia. Sprawa Ukrainy przeważać będzie podczas polskiego głosowania w OBWE. Profesor Szwagrzyk wyraził nadzieję, że polskim ekspertom uda się wziąć udział w pracach poszukiwawczych na Ukrainie. Więcej na ten temat usłyszycie już za chwilę w ukraińskim programie informacyjnym. Dzisiaj jest wtorek 4 stycznia. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
Wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz powiedział, że Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie powinna zająć się kwestią bezpieczeństwa na wschodzie Europy i wychodzenia z kryzysu pandemicznego. W Programie 1 Polskiego Radia wskazał te dwa tematy w odpowiedzi na pytanie o priorytety polskiej prezydencji w Organizacji.
Wiceminister Przydacz mówił, że niepokoje na rynkach energetycznych przekładają się na kwestie bezpieczeństwa:
(-)
Polska objęła roczne przewodnictwo w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie 1 stycznia. Oficjalnie od nowego roku pracami Organizacji kieruje szef polskiej dyplomacji Zbigniew Rau. Polska kieruje OBWE po raz drugi. Wcześniej nasz kraj sprawował przewodnictwo w roku 1998.

W tym roku eksperci Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej planują prace poszukiwawczo- ekshumacyjne w blisko 50 miejscach w Polsce i za granicą – poinformował wiceprezes IPN, dyrektor Biura Poszukiwań i Identyfikacji profesor Krzysztof Szwagrzyk. W ubiegłym roku ekspertom Biura udało się odnaleźć i ekshumować szczątki blisko 200 ofiar totalitaryzmów.
Profesor Szwagrzyk powiedział IAR, że eksperci Biura będą również kontynuować prace na terenie Litwy i Łotwy. Wyraził też nadzieję, że polskim ekspertom uda się też wziąć udział w pracach poszukiwawczych na Ukrainie:

(-)

Profesor Szwagrzyk dodał, że liczy też na zmianę stanowiska władz Ukrainy, które wciąż nie zgadzają się na rozpoczęcie prac poszukiwawczych w miejscach, gdzie spoczywają Polacy pomordowani przez ukraińskich nacjonalistów w czasie II wojny światowej na Wołyniu.
Do tej pory eksperci Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN odnaleźli szczątki około 2 tysięcy ofiar totalitaryzmów. Zidentyfikować z imienia i nazwiska udało się niewiele ponad 200 osób.
(-)
Tuż przed Bożym Narodzeniem według kalendarza juliańskiego we Lwowie odbywa się wielkie kolędowanie. Dzieci i młodzież z różnych miejscowości archidiecezji lwowskiej biorą udział w Wielkim Kolędowaniu u metropolity lwowskiego arcybiskupa Mieczysława Mokrzyckiego. Chętnych jest tak wielu, że kolędowanie trwa przez trzy dni.
(-)
Na całej Ukrainie sumiennie pracują fabryki elfów, gdzie pakują kupione słodycze i książki dla sierot obrońców Ukrainy. Akcja „Święta bez Taty” trwać będzie do 6 stycznia, więc jeśli chcecie się przyłączyć, nie ociągajcie się. Na razie na stronie zrzutka.pl organizatorzy nazbierali jedynie 1/3 planowanej sumy, więc wasza pomoc jest skrajnie potrzebna. Na fanpage akcji „Święta bez taty” na FB odbywają się także akcje dobroczynne, gdzie można kupić unikatowe prezenty dla bliskich na Boże Narodzenie. Ukraińcy Warmii i Mazur wsparli akcję jako jedni z pierwszy i obecnie we wszystkich greckokatolickich parafiach trwa zbiórka pieniędzy, które przekazane zostaną organizatorom akcji dobroczynnej.
(-)
Ta informacja zamyka nasze wydanie, więc życzę wam ładnego dnia i dobrego humoru. Usłyszymy się jutro. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

 

03.01.2022 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam was na antenie Radia Olsztyn w programie „Ukraińcy w świecie, świat o Ukrainie”; w poniedziałkowy wieczór, poświęcony sprawom ducha i religii. W studiu – Jarosława Chrunik. „Kamo hriadeszy”? My akurat w tych dniach mamy oczywistą odpowiedź – coraz bardziej zbliżamy się do świąt Bożego Narodzenia. W świątecznej atmosferze pozostajemy od świąt w obrządku łacińskim, mimo wciąż obowiązującego nas adwentu. Porozmawiamy też o wyjątkowej książce, która ukazała się w 2021 roku, a jej autorką jest s. Anna Drozd z Przemyśla.

(-)

Za trzy dni znowu będziemy przeżywali jedno z najpiękniejszych świąt religijnych – Boże Narodzenie. Na śnieg raczej liczyć już nie można, ale pozostanie wspomnienie białego (choć skromnego) puchu z „pierwszych” świąt. W czwartek rodziny, świętujące według kalendarza juliańskiego, spotkają się przy wigilijnym stole. Po kolei będą się na nim pojawiać tradycyjne potrawy: kutia, pierogi z kapustą i grzybami, barszcz czerwony, albo zupa grzybowa, ryby w różnej postaci… Jednak na samym początku głowa rodziny złoży wszystkim obecnym życzenia, dzieląc się z nimi prosforą. Wczoraj w Olsztynie, tak jak i we wszystkich innych cerkwiach, odbywało się poświęcenie prosfory, która zajmie honorowe miejsce na wigilijnym stole:

(-) Modlitwa poświęcenia prosfory

(-)

Z pewnością przyzwyczailiście się, drodzy słuchacze, do tego, że moimi rozmówcami zazwyczaj są księża (w ostatnim czasie – najczęściej ekscelencja Arkadiusz), natomiast dzisiaj będzie inaczej. Moją rozmówczynią jest s. Anna Drozd z Przemyśla. Można powiedzieć, że kobieta-instytucja, bo to na jej głowie jest prowadzenie Ekumenicznego Domu Seniora w Prałkowcach k/Przemyśla. Tego samego, w którym mieszka pan Aleksander Hnatiuk, który przez kilka tygodni opowiadał nam o początkach ukraińskiego szkolnictwa w Polsce i pracy UTSK. I to właśnie dzięki s. Annie mogłam się z nim spotkać. A dzisiaj chcę, żebyście bliżej zapoznali się z działalnością mojej rozmówczyni, która w 2021 roku obroniła doktorat i wydała książkę o historii żeńskich greckokatolickich zgromadzeń zakonnych w Polsce:

(-)

– Nie chcę już, siostro, pytać skąd siostra bierze czas; chyba ma gdzieś pod ladą dodatkowe jakieś godziny w dobie, bo oprócz tego, że siostra zajmuje się tym Domem, a jest to ogromny kompleks, trzeba to powiedzieć, to jeszcze napisała siostra książkę. Jest ona co prawda w języku polskim: „Dzieje Zgromadzenia Sióstr Służebnic NMP w Polsce”. Książka też wydana jest pięknie, można powiedzieć, że to jest album. Ale chyba są w niej wszystkie informacje? Jak siostra je zbierała i jaka jest historia wydania tej książki?
– Inspiracją do napisania tej historii była moja współpraca z s. Wasylią Czykało, która tam w Warszawie zajmowała się zbieraniem dokumentów archiwalnych o zgromadzeniu. I pracując w Zarządzie Prowincjonalnym przez piętnaście lat, miałam możliwość to widzieć, czytać, analizować i pomyślałam, że byłoby to bardzo ważne, żeby to wydać dla szerszego kręgu ludzi, żeby mogli się z tym zapoznać. W związku z tym pojawił się taki pomysł, żeby i napisać tę historię, i później też ze względu na to, żeby wprowadzić ją też w taki trochę naukowy świat, zrobić z tego doktorat. I udało się to zrobić w tym roku w maju. Dzięki Bogu, rzeczywiście – nie wiem skąd był czas, ale tak krok po kroku udało się to zrobić. Zależało mi też, żeby spisać historię sióstr, które budowały tę prowincję od początku, czyli od przesiedlenia w 1947 roku do 2017 r. gdy prowincja obchodziła 70-lecie istnienia, a zgromadzenie – 125 lat istnienia. Dlatego to jest od początku istnienia, pierwszy rozdział, a kolejne rozdziały już poświęcone są stricte siostrom w Polsce. Powiedziałabym, że jest to taki trochę hołd złożony siostrom, które zachowały tę prowincję, tradycję w ogóle zgromadzenia w tych warunkach powojennych, w czasach komunistycznych, gdzie przyszło im pracować i w rzymskokatolickich parafiach, ale to dlatego, żeby pozostać sobą. Dzięki temu, one – pracując w takich okręgach, jak koło Wałcza na Pomorzu – zaczynały gromadzić naszych ludzi, odszukiwać ich tam w tamtych wsiach, gdzie zostali przesiedleni. Myślę, że wiele parafii, które dzisiaj istnieją, czy zaczęły istnieć w latach 80-tych, zostały zachowane też dzięki pracy sióstr, które z tymi ludźmi nawiązywały kontakty, przekonywały ich, pokazywały, że jednak nasza cerkiew nie zginęła, że nadal istnieje. Co prawda, nie może funkcjonować swobodnie i oddychać pełną piersią, ale to że jesteśmy, że siostry się uchowały, księża, którzy podejmowali się tworzenia nowych parafii. I ci wierni widząc to, nabierali odwagi, żeby przyznawać się do swego. Nie zamykali się, nie przechodzili do rzymokatolików wszyscy. Część z nich gdzieś się zagubiła, ale wielu z nich zaczęło nabierać odwagi i tworzyć nowe parafie. I to jest też duży wkład sióstr, o czym może nie wszyscy wiedzą i chciałam opisać to w tej historii.
– To można porównać do pracy kobiety w domu – tego, co robi na co dzień, nie widać. Zaczyna być widać dopiero wtedy, gdy przestanie to robić. Tak samo jest z waszą pracą. Pracujecie chicho, bez hałasu, ale gdybyście przestały to robić, to wtedy wszyscy mocno by to odczuli.
– To jest praca, na podstawie też dokumentów, czy zbiorów s. Wasylii, która to zaczęła, dlatego było mi bardzo szkoda, żeby to leżało tylko w archiwum. To wymagało uzupełnienia, poszukiwania też w innych archiwach – państwowych, cerkiewnych – weryfikacji, ale to się udało. I dzięki Bogu, że ta jej praca też nie poszła na marne i też mogłyśmy, można tak powiedzieć, razem stworzyć tę historię.

(-)

– Czy różne zgromadzenia sióstr współpracują ze sobą?

– Myślę, że ta współpraca jest, tylko odbywa się na różnych poziomach. Mogę powiedzieć, że bardzo przeżyłam takie nasze spotkanie: w 2018 roku nasza siostra generalna s. Sofija poprosiła mnie o zorganizowanie konferencji międzynarodowej na temat ks. Cyryla Seleckiego. Okazuje się, w historii do tego dojdziemy, że ks. Selecki był założycielem dwóch zgromadzeń. Pierwsze zgromadzenie to siostry służebnice, które były takim jego oczkiem w głowie, ponieważ on włożył cały wysiłek, dzielił się z siostrami ostatnią miską jedzenia i wszystko co miał, wszystko tym siostrom służebnicom oddał. Budował dla nich dom, przynosił im jedzenie – pierwszej wspólnocie, wychowywał je jak własne córki. Z czasem siostry korzystały też z pomocy oo. Bazylianów, którzy byli odpowiedzialni za prowadzenie i w pewnym momencie ks. Selecki trochę został odsunięty na dalszy plan. Zgromadzenie służebnic rozrasta się dosyć szybko i niestety, po 15 latach istnienia, dziewczyna, która chciała wstąpić do zgromadzenia sióstr służebnic, musiała też wnieść jakiś posag. I to był też problem, bo dziewczęta ze wsi nie miały możliwości wniesienia posagu. Ks. Selecki bardzo to przeżył, bo na samym początku do służebnic nie trzeba było posagu, dlatego rozwijało się dość szybko. Natomiast potem zostało to wprowadzone.
– A kto to wprowadził?
– Z dokument ów wynika, że oo. Bazylianie. Bardziej byli za tym, bo pewnie były problemy z utrzymaniem tych domów, dlatego wymagało to jakichś nakładów. Ks. Selecki na początku bardzo dbał o różne zbiórki na siostry służebnice, o pomoc, bardzo dużo pisał i rzeczywiście mu się to udawało. Potem gdy go zabrakło, to i sytuacja materialna sióstr uległa pogorszeniu. Ale Selecki bardzo przeżywał sytuację dziewcząt, które nie miały posagu, a chciały wstąpić do zgromadzenia. I tak powstało drugie zgromadzenie – siostry św. Józefa. I dzięki tej konferencji, na którą udało się zaprosić siostry i służebnice, i Josafitki, ich generalne zarządy. Wtedy do Polski zjeżdżają się siostry służebnice z całego świata akurat, bo jest i Brazylia, i Kanada, i Ameryka, i Ukraina. Zjeżdżają się siostry Josafitki, głównie z Ukrainy i z Kanady też była ich siostra. Odbywa się to w Przemyślu, w katedrze św. Jana Chrzciciela odbywa się liturgia święta, a potem konferencja odbywa się w naszym Domu Opatrzności Bożej na Wysockiego 59. I tam na tym spotkaniu, powiedziałabym że też było ono takie wyjątkowe, bo miałyśmy wrażenie, jakby to siostry się zjechały. Starsze siostry i młodsze siostry – zjechały się wreszcie razem. I to było bardzo wielkie przeżycie. Dla mnie osobiście, ale potem i siostry też wspominały. To było pierwsze w historii spotkanie… no, starszej i młodszej siostry. Bardzo wyjątkowe.
– I oczywiście, nie ma żadnej rywalizacji, a jest współpraca.
– Oczywiście, jest współpraca. Sama miałam taką bardzo przyjemną przygodę. Gdy jeździłam do Kijowa, a potem dalej jechałam do Charkowa do Caritasu, gdzie wiozłam pomoc dla dzieci. I właśnie w Charkowie ksiądz zaproponował mi nocleg u sióstr św. Józefa. Tak że z przyjemnością pojechałam do nich, czułam się jak u siebie w domu; siostry przyjęły mnie z pełną gościnnością, z otwartym sercem, podzieliły się wszystkim co miały i co tylko było potrzebne, wszystko załatwiały. I naprawdę miałam takie wrażenie, że przyjechałam do siebie. Do sióstr. Tak, do sióstr! Bardzo, bardzo miło to wspominam i mam wrażenie, że tu żadnej rywalizacji nie może nawet być, bo mamy wspólny cel – jest to wychowanie dzieci. Siostry Josafitki głownie zajmują się małymi dziećmi, prowadzą przedszkola. To było główne zadanie kiedyś służebnic. Nadal to się dzieje, ale Josafitki bardzo mocno to kontynuują. Tak jak chciał ks. Selecki.

(-)

Nasuwa mi się taka refleksja, że czynienie dobra jest jak kręgi na wodzie – nie potrafimy sobie nawet wyobrazić dokąd dotrze i skąd do nas wróci. Warto więc czynić dobro. Tego życzę i sobie, i wam. Teraz już życzę wam miłego wieczoru i zapraszamy do radioodbiorników jutro o tej samej porze. Wszystkiego dobrego! (jch/an)

03.01.2022 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was na początku nowego tygodnia, w poniedziałek, 3 stycznia; studiu Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik. Ciekawy dzisiaj mamy dzień pod względem wierzeń ludowych: mówi się, że jeśli dzisiaj położy się na stole srebrną łyżkę, to zły człowiek nie będzie mógł przekroczyć progu tego domu. Nie wiadomo tylko jak długo ta łyżka ma leżeć i jak długo chroni przed złymi ludźmi. Sądzę, że my nie potrzebujemy takich rytuałó, ponieważ znajdujemy się w gronie wyłącznie dobrych ludzi. A jeszcze mówi się, że dzisiaj mieliśmy prorocze sny, więc jeśli ujrzeliście we śnie jakieś niepokojące oznaki, to bądźcie ostrożni.
(-)
3 stycznia 1895 r. urodził się Borys Latoszyński – ukraiński kompozytor, dyrygent i prdagog, jeden z prekursorów modernizmu w ukraińskiej nuzyce klasycznej. Niejednokrotnie – członek jury międzynarodowych konkursów, aktywny pracownik w organach kierowniczych Związku Kompozytorów Ukrainy i w Konserwatorium Kijowskim. Latoszyński wychował nową plejadę kompozytorów.
(-)
1930 r. zmarł Władysław Horodecki – ukraiński i polski architekt, przedsiębiorca, mecenas, Polak z pochodzenia. Autor Domu z Chimerami i Soboru św, Mikołaja w Kijowie. Nazywano go kijowskim „Gaudi’m”.
(-)
1945 r. zmarł Fedir Jakymenko – ukraiński kompozytor, pianista i pedagog; jeden z najznamienitszych przedstawicieli neoromantycznego nurtu w muzyce XX w. z wyraźnym wpływem impresionizmu. Wiele z utworów Jakymenki ujrzało świat w wydawnictwach niemieckich, francuskich, rosyjskich i ukraińskich. Znaczna ich część przechowywana jest w zasobach Narodowej Biblioteki im.W. Wernadskiego i Narodowej Biblioteki Francji.
(-)
3 stycznia świętują: Ulana, Leoncjusz, Mykyta, Piotr, Prokop, Sergiusz i Filaret. Świąteczną ekipę dopełniają urodzeni tego dnia. Wszystkiego najlepszego!
(-)
Druga połowa tego tygodnia upłynie nam pod znakiem świąt Bożego Narodzenia. W czwartek każda ukraińska rodzina zasiądzie do wigilijnego stołu; będzie na nim 12 potraw z produktów, które dało pole, las i rzeka. Po wigilii wszyscy pójdą do cerkwi na Wełyke Poweczerja. Wszyscy, którzy będą mogli, bo są ludzie chorzy, są tacy, którzy mieszkają daleko od cerkwi i nie będą mogli o tak późnej porze do nie dotrzeć.włąśnie takim ludziom wychodzi naprzeciw Radio Olsztyn. W czwartek, 6 stycznia o godz. 21-ej rozpocznie się bezpośrednia transmisja Wełykoho Poweczerja z katedry greckokatolickiej w Olsztynie. Uroczystości będzie celbrował ordynariusz olsztyńsko-gdański, bp Arkadiusz Trochanowski.
(-)
Tymczasem polskie problemy na granizy z Białorusią mogą wkrótce stać się ukraińskimi problemami. W sylwestrową noc w obwodach lwowskim i zakarpackim ukraińska straż graniczna zatrzymała sześciu nielegalnych migrantów z Turcji, Algierii i Maroka, którzy próbowali dostać się do państw Unii Europejskiej. Informuje o tym portal „Ukraińska prawda” powołując się na Państwową Służbę Graniczną Ukrainy,- mówi Eugeniusz Sało ze Lwowa:
(-) Korespondencja w języku polskim
Nad Dnieprem najważniejszym problemem mijającego i nadchodzącego roku jest rosyjska eskalacja sytuacji przy granicach z Ukrainą. Ukraiński politolog Wołodymyr Fesenko mówi, że Rosja może zdecydować się na agresję w razie wewnętrznej destabilizacji na Ukrainie. Jak podkreśla w rozmowie z Polskim Radiem, Kreml do swoich celów wykorzystać może instrumenty energetyczne. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Boże Narodzenie to też walka światła z ciemnością, a zawsze zwycięża światło, więc nie traćcie nadziei na pokój. My teraz już się pożegnamy, a usłyszymy się wieczorem. Była z wami Jarosława Chrunik. Życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

02.01.2022 – godz. 20.30 Magazyn (opis do dźwięku)

Witam was, drodzy słuchacze, na antenie Radia Olsztyn w Magazynie Ukraińskim „Od niedzieli do niedzieli”; w studiu – Jarosława Chrunik. Rok 2021 to już historia. Z nadzieją wchodzimy w 2022 wbrew jakimkolwiek pesymistycznym prognozom.

(-)

Nasza dzisiejsza audycja będzie się różniła od dotychczasowych. Zazwyczaj prezentujemy najciekawsze i najważniejsze materiały spośród tych, które w ciągu tygodnia słyszała tylko część naszych słuchaczy – ze wschodniej części regionu. Dzisiaj będę rozmawiać z przewodniczącym Olsztyńskiego Oddziału Związku Ukraińców w Polsce, Stefanem Migusem, ponieważ zamierza on zrezygnować z tej funkcji i ktoś go musi zastąpić. Jeszcze nie wiemy, kto będzie jego następcą. Rozpoczniemy wspomnieniem o człowieku, który odszedł do lepszego ze światów dosłownie kilka dni temu; mowa jest o podlaskim poecie, Janie Kiryziuku.

(-)

– Niedawno, dosłownie przed początkiem nowego roku nadeszła z Podlasia bardzo smutna wiadomość, że odszedł do wieczności znany poeta ukraiński, którego pamiętamy jeszcze z czasów, gdy publikował swoje wiersze w „Naszym Słowie”, „Naszej Kulturze” – Jan Kiryziuk. Ty znałeś go osobiście.

– Poznaliśmy się z Janem jeszcze wtedy, gdy byłem studentem filologii ukraińskiej na Uniwersytecie Warszawskim.

– Jakie to były lata?

– To był gdzieś 1974-75, jakoś tak. Trudno mi powiedzieć dokładnie; od 1972 do 1975 byłem na ukrainistyce, tak że w tym czasie poznaliśmy się. Jan od razu zrobił wrażenie takiego przychylnego, rzutkiego, mądrego człowieka i takiego oddanego ukraińskiej sprawie Ukraińca. Takie było pierwsze wrażenie i już zostało na zawsze. Potem mieliśmy jeszcze okazję spotykać się w „Naszym Słowie”, gdy zacząłem tam pracować. W latach późniejszych, gdzieś przypadkiem spotykaliśmy się czy to w Białymstoku, gdy odwiedzałem tam znajomych, czy w Sopocie na Festiwalu Kultury Ukraińskiej. Jan zawsze przychodził, zawsze się witał, był zawsze bardzo, bardzo otwartym, serdecznym, ciepłym człowiekiem. Można by o nim dużo opowiadać, można to już znaleźć, powiedzmy, w internecie, także po jego śmierci dużo się drukuje. Myślę, że Jan nie zostanie zapomniany. Nie zostanie zapomniany z wielu powodów, ale głównie z tego, że tworzył zorganizowane ukraińskie życie na Podlasiu północnym. Tworzył struktury UTSK, Związek Ukraińców Podlasia, jakieś organizacje literackie. W ostatnich latach swego życia był członkiem Państwowego Związku Pisarzy Ukrainy, publikował się w ukraińskich, słowackich, amerykańskich, polskich czasopismach, tak że wszędzie był obecny. Można o nim mówić bez końca, ale chciałbym zacytować jeden z jego wierszy, który o nim i o jego miłości do tego, co ojczyste, mówi wszystko:

(-) Wiersz

(-)

– Koniec roku to zawsze czas różnych podsumowań i refleksji. Myślę, że ten rok też jest wyjątkowy z pewnego względu, zwłaszcza dla społeczności olsztyńskiej, bo powiedziałeś kiedyś, że jesteś już zmęczony i chcesz zrezygnować ze stanowiska przewodniczącego oddziału olsztyńskiego. Czy nic się nie zmieniło? Może coś się zmieniło w Twojej decyzji?

– Zapowiadałem, że tak będzie i na konferencji sprawozdawczo-wyborczej w grudniu 2018 r. odmówiłem dalszego kandydowania. Niestety, po półgodzinnym oczekiwaniu nikt się nie zgłosił, ani nikt nie zgodził się na kandydowanie, chociaż wskazywałem na pewne kandydatury spośród młodych, zwłaszcza młodych ludzi, którzy mogliby stanąć na czele olsztyńskiego oddziału. Przyszło mi za namową kontynuować swoje funkcjonowanie tutaj, chociaż zapowiedziałem, że nie będę całych czterech lat przewodniczącym i ze względu na wiek, i ze wzlędu na zdrowi, i jak żartowałem, opowiedziawszy taką anegdotę, że wisiały gdzieś jeszcze za czasów radzieckich takie hasła: „60 liet Sowietskowo Sojuza”, a ktoś tam dopisał: „I chwatit!”. A ja, zaczynałem działaność jeszcze w strukturach UTSK, potem w Związku, przepracowałem tam (na zasadach społecznych, nigdy na etacie – żeby było jasne i jednoznaczne) pół wieku. Uważam więc, że wystarczy. Powinni się tym zająć młodzi ludzie, którzy zresztą w swoim czasie mówili, że ich się nie dopuszcza do działalności społecznej, oni chcieliby coś robić. Okazja się nadarzyła, ale wtedy nie znalazł się nikt z młodych ludzi, którzy by to przejęli.

– Myślisz, że teraz takie osoby już są?

– Myślę, że patrząc na tych ludzi, którzy coś robią czy przy cerkwi, czy gdzieś przy Związku w Olsztynie, można by spróbować znaleźć. To znaczy, to jest moja ocena, ale rzecz polega na tym, że ci ludzie po prostu nie chcą zajmować się działalnością społeczną, bo jak twierdzą – oni gdzieś pracują; jedna osoba uczy w trzech punktach nauczania języka ukraińskiego, inna ma pracę na etacie od rana do późnego popołudnia i mówi, że też nie ma czasu, ale jakiegoś entuzjazmu wśród tych środowisk młodzieżowych nie widzę. To mnie bardzo smuci, bo jednak postanowiłem, że w tym 2022 roku odejdę. Chcę doprowadzić do końca te projekty, które zaczynałem, czyli nadanie placowi imienia gnerała Bezruczki w Olsztynie, godne upamiętnienie smutnej daty 75-lecia zbrodniczej operacji „Wisła” i jeszcze pewne przedsięwzięcia. Szczerze mówię, trochę się boję, żeby nie przepadły takie inicjatywy jak Ogólnopolskie Dni Teatru Ukraińskiego, które sa jedynymi w Polsce od ponad ćwierć wieku. Mam jednak nadzieję, że jak przyjdą ci młodzi ludzie, to docenią to i będzie możliwa kontynuacja tych dni, a także tego festiwalu muzycznego, organizowanego z innymi mniejszościami – „Pod wspólnym niebem”. To są inicjatywy, które mają już swoją historię i szkoda byłoby z nich rezygnować.

– Powiedziałeś, że pewne osoby widziałbyś na tym stanowisku; stanowisku – jak już powiedzieliśmy – honorowej, bo pieniędzy tam nie ma – czyli wszystko ma się trzymać na entuzjazmie, tak jak wiele lat na entuzjazmie trzymały się inne koła i przedsięwzięcia. Rzeczywiście na entuzjazmie wtedy wychodzi najlepiej. Ale spójrzmy na to w ten sposób: znaleźć człowieka, to jedno, ale trzeba go jakoś pomaleńku przygotować. Bo stanąć i na równej ziemi nic nie zrobić to nie jest rozwiązaniem problemu. Tak ja ja sobie wyobrażam – gdyby taka osoba była, to na początku powinna być przy tobie, patrzeć jak pracujesz, ty przekazywałbyś kontakty, bo przecież zorganizować jakąkolwiek imprezę to jest masa różnych kontaktów, różnych ludzi – poznawać tych ludzi, jakoś tak powoli wchodzić. Jestem absolutnie przkonana, że nie można zrobić tak, że jeden odchodzi, drugi przychodzi i dalej toczy się wszystko jak dotąd. To niemożliwe.

– To znaczy, niemożliwe, gdy ktoś po prostu z ulicy by przyszedł i nie zajmował się tym do tej pory. Wtedy może być trudno, wtedy trzeba by się było uczyć wszystkiego od samego początku i nie byłoby to proste. Ale są rzeczy, które można szybko opanować i byłyby ludzie, którzy mogliby stanąć na czele, tylko – jak mówię – nie chcą. Nie wiem jak ich do tego przekonać, w żaden sposób to się nie udaje. Uważam, że jednym z problemów jest to, że przynajmniej oddziały powinny mieć osobowość prawną, żeby same mogły decydować o pewnych choćby źródłach finansowania, które można gdzieś zdobyć, a my tego nie mamy. Wszystko zależy od Zarządu Głównego w Warszawie. Z finansowaniem jest tak: część finansów dzięki jeszcze dobrym relacjom z samorządami na terenie naszej działalności, otrzymujemy, ale jest to tylko część. W różnych miejscach jest różnie, ale jest to albo połowa, ale mniej tego, czego potrzebujemy. Drugą część otrzymywaliśmy za pośrednictwem głównego kierownictwa Związku z Warszawy, które występowało do MSW, oni coś dodawali. W ostatnich latach coraz trudniej jest nam te pieniądze na działalność w terenie zdobyć – właśnie w ten sposób, z ministerstwa. Dlatego to też jest trudny problem, bo trzeba szukać sponsorów, a czasami zdarza się dokładać ze swojej kieszeni. Bo innego wyjścia nie ma. Ja obawiam się jeszcze jednego – tego, że administracja państwowa szczebla centralnego przejmie też struktury samorządowe. Wtedy i stąd nie będzie takiej pomocy jaka była do tej pory. Wtedy możemy znaleźć się w sytuacji jakby bez wyjścia. Trzeba będzie wstrzymać swoją działalność. Zdarzało mi się już słyszeć: „Po co wychodzicie ze swoimi imprezami na zewnątrz? Możecie robić u siebie w świetlicy, wtedy nie będzie takich kosztów”. Przypomniały mi się czasy UTSK, gdy władza komunistyczna zabraniała wychodzić na zewnątrz i jeszcze wprowadzała cenzurę. Kazała cenzurować wszystkie, nawet wiersze Szewczenki, które przygotowywaliśmy na koncerty szewczenkowskie. To już byłoby całkiem źle.

– Czy jest jakaś możliwość, żeby – powiedzmy tak: znaleźć jakieś argumenty dla ciebie, żebyć pozostał przewodniczącym oddziału?

– Nie, ja postanowiłem odejść, chciałbym, żeby to odbyło się w taki sposób, że Rada Oddziału zaakceptuje wybór nowego przewodniczącego zostanie to ogłoszone publicznie, ja go przedstawię, powitam, pokaże co i jak i odejdę. Po prostu, już i wiek, ale i różne choroby się przytrafiają; nie chciałbym, żeby sprawa tak zawisła, że nie będzie komu tym wszystkim pokierować. Tego bym nie chciał. Mimo wszystko mam nadzieję, że znajdzie się jakiś młody człowiek, ale człowiek z pewnym doświadczeniem, który będzie chciał to robić, bo musi zdwać sobie sprawę z tego, że wymaga to dużo czasu i wysiłku.

(-)

Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby posłużyć się tą anegdotą z hasłami o 60-leciu Związku Radzieckiego, wtedy moglibyśmy liczyć na jeszcze dziesięć lat pracy Stefana Migusa. Jednak kto go zna, ten wie, że jeśli jest do czegoś przekonany, to raczej zdania nie zmieni. Może więc razem rozejrzyjmy się wokół siebie, może znamy osoby, które umiałyby pokierować pracą olsztyńskiego oddziału, tylko trzeba je do tego zachęcić? Może niech będzie to takie nasze postanowienie na 2022 rok? Ta sprawa pozostaje otwarta. Teraz mam jeszcze dla was informację, a konkretnie: w Wigilię 6 stycznia, w czwartek o godz. 21-szej na antenie Radia Olsztyn rozpocznie się transmisja Wielkiego Poweczeria z olsztyńskiej katedry greckokatolickiej. Uroczystości będzie celebrował ordynariusz olsztyńsko-gdański, bp Arkadiusz. A teraz już głos ma Roman Bodnar:

(-) Hit-Parad

To już koniec dzisiejszej audycji „Od niedzieli do niedzieli”, przygotowała ją i poprowadziła Jarosława Chrunik. Życzę wam miłego wieczoru i do usłyszenia jutro o godz. 10.50 na częstotliwości 99,6 MHz. Jeszcze raz życzę wam, żeby 2022 rok okazał się najlepszym z dotychczas przez was przeżytych! Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/kos)

 

ZOBACZ TAKŻE

Przeczytaj poprzedni wpis:
Mało zarabiają, więc weszli w spory zbiorowe z władzami Olsztyna i Elbląga

Mimo sporów zbiorowych pracują normalnie. W nowym roku władze Olsztyna i Elbląga muszą rozwiązać problemy płacowe pracowników niezadowolonych z wypłat. Olsztyn Urzędnicy miejscy w Olsztynie weszli...

Zamknij
RadioOlsztynTV