Aktualności, Aplikacja mobilna
28 lat od tragedii na Śniardwach. Jak doszło do katastrofy śmigłowca?
28 lat temu wydarzyła się jedna z najtragiczniejszych katastrof lotniczych na Mazurach. Zginęło 7 osób.
14 lutego 1998 roku spod Hotelu Gołębiewski w Mikołajkach wystartował śmigłowiec Mi-2. Lot miał być turystyczną atrakcją dla siedmiorga mieszkańców obwodu królewieckiego. Niestety po błędzie pilota zakończył się po zaledwie kwadransie w wodach jeziora Śniardwy.
Pierwsi na miejscu katastrofy byli strażnicy rybaccy i strażacy OSP. Chwilę później dotarli samochodami po lodzie ratownicy z Okartowa. Wśród nich Stefan Świderski, który jest obecnie kierownikiem Stacji Ratowniczej w Okartowie.
Ten śmigłowiec wpadł między Wyspą Pajęczą a Przeczką. Tam jest takie miejsce, które przez prawdopodobnie jakieś źródło wody bardzo późno zamarza. Pilot prawdopodobnie zahaczył łopatami wirnika o wodę i wpadł
– powiedział.
Właśnie brak widoczności i błąd pilota, który zdecydował się na lot nisko nad taflą lodu, uznano później za oficjalne przyczyny tragedii. Maszyna, która uderzyła podwoziem o cienką w tym miejscu taflę, natychmiast zatonęła. W wyniku uderzenia zginęła tylko jedna osoba, a 6 kolejnych utonęło lub zmarło z powodu hipotermii. Z katastrofy uratował się tylko 38-letni wówczas Rosjanin, który spędził prawie godzinę w lodowatej wodzie, zanim nadeszła pomoc.
Co najmniej jedna osoba zmarła z powodu hipotermii, zanim służby dotarły na miejsce. Na pewno nie udało się uratować jeszcze jednej osoby, która była reanimowana po dotarciu służb, natomiast nie wszyscy się wydostali z wody
– dodał Stefan Świderski.
Wrak śmigłowca wydobyto specjalnym dźwigiem na barce 18 lutego, wcześniej torując jej drogę przez lód. Dzień później odnaleziono cztery ciała, a kolejnego dnia ostatnią ofiarę. Razem z pilotem zginęło 7 osób.
Posłuchaj wypowiedzi
Autor: W. Chromy
Redakcja: P. Jaguszewski
































