Aktualności, Aplikacja mobilna, Region, Regiony
Wiosenne przymrozki uderzają w sady. W regionie powraca widmo zeszłorocznego dramatu
Sadownicy w całej Polsce mówią o ogromnych problemach w związku z przymrozkami. Napływają też pierwsze sygnały o stratach w województwie warmińsko-mazurskim.
Pod koniec kwietnia dotkliwe przymrozki zniszczyły kwiaty i zawiązki owoców w centralnej i południowej Polsce. Pojawiły się informacje o sadach, w których w efekcie w ogóle nie będzie plonów. Problem dotyczy przede wszystkim województw będących dużymi producentami owoców: mazowieckiego, łódzkiego, lubelskiego i świętokrzyskiego.
Choć na dużo mniejszą skalę, pierwsze straty notowane są także na Warmii i Mazurach.
Tam, gdzie jest duża uprawa wiśni, czereśni czy wczesnych odmian jabłek, rzeczywiście już te straty wystąpiły. Dotyczy to głównie naszego zagłębia sadowniczego, czyli regionu Lubawy
– powiedziała Maja Jurczak z Warmińsko-Mazurskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego.
W pozostałych częściach województwa przed dużymi stratami sadowników chroni na razie opóźniony cykl wegetacyjny.
Jabłonie i grusze dopiero teraz zaczynają wchodzić w pełnię kwitnienia. W czasie, gdy nastąpił spadek temperatury do minus 4, minus 5 stopni, miały jeszcze zamknięte pąki
– tłumaczył Jan Dziadkiewicz, sadownik z powiatu olsztyńskiego.
W całej Polsce wojewodowie powołali komisje szacujące straty. Natomiast minister rolnictwa wysłał do Komisji Europejskiej wstępny wniosek o wsparcie finansowe sadowników.
Problem, z którym teraz zmagają się sadownicy z Polski centralnej i południowej, w województwie warmińsko-mazurskim występował rok temu. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego dotyczących produkcji roślinnej w 2025 roku, widać wyraźnie, że podczas gdy w Polsce produkcja owoców rosła, sadownicy z Warmii i Mazur notowali poważne straty. Produkcja wiśni, czereśni czy gruszek w regionie spadła o ponad 30 procent, natomiast w przypadku jabłek była aż o połowę mniejsza niż w 2024. Winne były właśnie przymrozki, które rok temu nawiedziły region w najgorszym możliwym momencie.
To już był taki moment, nawet koniec maja i początek czerwca, kiedy pojawiły się te przymrozki, a drzewa były w pełnym rozkwicie. Dlatego straty okazały się aż tak dotkliwe
– mówiła Maja Jurczak.
Wszystko uległo przemrożeniu. Ja zebrałem w ubiegłym roku nie więcej niż 4–5 procent tej masy owoców, którą zebrać powinienem
– przypomniał Jan Dziadkiewicz.
Posłuchaj relacji Andrzeja Piedziewicza
Autor: A. Piedziewicz
Redakcja: M. Rutynowski






























