Audycje w języku ukraińskim – lipiec 2026
Audycje w języku ukraińskim dotyczą życia tej mniejszości na Warmii i Mazurach oraz uchodźców, którzy przyjechali po wybuchu wojny w Ukrainie. Zbieramy codzienne informacje, poruszamy także tematy kulturalne i religijne. To doniesienia nie tylko z Polski, ale również prosto z Ukrainy!
Audycji można słuchać od poniedziałku do piątku o godzinie 10.50 i 18.10 oraz w każdą sobotę o 10.50. Emitowane są z nadajnika w Miłkach koło Giżycka na 99,6 FM.
Natomiast wszyscy słuchacze z regionu mogą posłuchać magazynu „Od niedzieli do niedzieli” na 103,2 FM w każdą niedzielę o godzinie 20.30. To zbiór najciekawszych informacji z całego tygodnia. Zapraszają Jarosława Chrunik i Grzegorz Spodarek.
05.07.2026 – godz.20.30 – magazyn (opis do dźwięku)
Dziś w naszej audycji będziemy kontynuować rozmowę z Krzysztofem Patrą – wolontariuszem i prezesem Fundacji „Dwa Serca”, który od początku rosyjskiej agresji pomaga Ukrainie.
Przygotowaliśmy także dla Państwa relację z pierwszego wspólnego posiedzenia komisji ds. mniejszości narodowych sejmików województw warmińsko-mazurskiego i podlaskiego. Warto podkreślić, że są to jedyne dwa regiony w Polsce, w których działają takie komisje współpracujące z przedstawicielami mniejszości.
To wszystko już za chwilę w audycji w języku ukraińskim.
/muzyka/
Dotychczas Krzysztof Patra w naszej rozmowie opowiadał o działalności Fundacji „Dwa Serca” i pomocy dla Ukrainy od początku pełnoskalowej wojny. Wspominał pierwsze wyjazdy humanitarne, ewakuację ludzi oraz pracę wolontariuszy. Podkreślał, że mimo zmęczenia wojną pomoc jest nadal kontynuowana. Dzisiaj zaczniemy od pytania, jak najlepiej ją kierować: skoncentrować się na jednym miejscu czy stale reagować na najbardziej pilne potrzeby:
Pomaganie tylko jednej jednostce nie zawsze jest dobre, ponieważ trzeba sobie powiedzieć, że w każdym batalionie są ludzie, którzy zajmują się właśnie pozyskiwaniem pomocy. Kiedy wychodzą na wyższy poziom, tej pomocy otrzymują bardzo dużo.
Mieliśmy taki przykład, choć nie wszędzie tak jest. Znamy dziewczynę, która kiedyś była wolontariuszką w Chersoniu, a teraz walczy pod Pokrowskiem. Urodziła się w Polsce, wychowała ją rodzina zastępcza z Belgii. Dowiedziała się o swoim pochodzeniu i o tym, że jej ojciec był Ukraińcem. Dlatego postanowiła zostać wolontariuszką i walczyć. Nie ma jednej nogi, jest osobą z niepełnosprawnością, ale przeszła wszystkie testy i teraz służy w piechocie morskiej.
W Belgii prowadzi również fundację. Jest bardzo rozpoznawalna medialnie, dzięki czemu przez tę fundację do jej batalionu trafia bardzo dużo pomocy. Nasza pomoc ma tam już właściwie niewielkie znaczenie. Oczywiście zawieźliśmy jej samochód i żywność. Spotkała się z nami w Charkowie, ponieważ Pokrowsk był ostrzeliwany i nie mogła do nas dojechać.
Bardzo aktywnie działa i odnosi wiele sukcesów. Z relacji, które widzę, wynika, że pomagają jej różne organizacje z całej Europy. Kiedyś jej pomagaliśmy, ale teraz widzę, że trzeba pomagać innym, którzy nie mają takich możliwości ani sposobów, by zdobyć większe wsparcie. Tak samo są osoby walczące w innych batalionach, które również zostały wyznaczone do pozyskiwania różnego rodzaju pomocy.
Jeżeli oni dobrze sobie radzą, to jednak trzeba wybierać tych, którzy takich możliwości nie mają. Ostatnio kupiliśmy kombi Volkswagena Golfa za tysiąc złotych. Wszyscy patrzyli na nas i pytali, co my takiego będziemy tym wieźć. Samochód nie był uszkodzony ani zardzewiały. A kiedy chłopcy go zobaczyli, cieszyli się jak dzieci. Powiedziałem: „Widzisz, to jest właśnie dowód na to, że pomoc trafia do tych, którzy najbardziej jej potrzebują”. Bo inni powiedzieliby: „Co ty mi tu przywiozłeś? Po co mi to?”. A oni tak się cieszyli, że aż kłócili się o to, kto pojedzie nim pierwszy. I to właśnie cieszy – rzecz niewiele warta materialnie, a tam ma ogromną wartość.
We Lwowie można znaleźć sto czy dwieście takich samochodów. Czasem myślę, że nie powinni stale czekać, aż coś zostanie przywiezione z zewnątrz. Na miejscu też trzeba się bardziej zmobilizować, skoro okazuje się, że nawet takie drobiazgi są potrzebne. Wiem, że działa tam wielu aktywnych wolontariuszy, ale mimo wszystko całe cywilne społeczeństwo Ukrainy powinno brać w tym udział. Czasem przykro patrzeć, jak ludzie z dużym majątkiem chcą jechać z nami jak turyści – tylko po to, żeby przejechać się na wschód i potem pochwalić, że tam byli.
To, co teraz powiedziałeś, słychać także w Polsce, i to niekoniecznie od osób nieprzychylnych Ukrainie. Mówią: pomagamy, a oni jeżdżą drogimi samochodami, mają majątki, mogliby sami się utrzymywać. Co im wtedy odpowiadasz?
Jestem osobą, która przeżyła niejedną emigrację. Byłem w Niemczech w latach osiemdziesiątych i widziałem, jak Niemcy pomagali Polakom, jak przysyłali pomoc. A Polacy także przyjeżdżali ładnymi samochodami. Wielu wyemigrowało do Stanów Zjednoczonych czy Kanady i też nie byli to wyłącznie biedni ludzie. Sam to wszystko widziałem, byłem wtedy właśnie w Monachium.
Wielu Niemców było bardzo zaangażowanych w pomoc – w szpitalach i na wielu innych polach. Spotykaliśmy się przy cerkwi w Monachium i również dziwiliśmy się Niemcom, bo wiedzieliśmy, że w Polsce ta pomoc mogła być później sprzedawana na bazarach.
Z drugiej strony myślę, że wielu ludzi w Polsce nie wyobraża sobie, jaka naprawdę jest Ukraina. Wydaje im się, że to jakiś „trzeci świat”, że wszędzie jest tylko bieda. Tymczasem niewielu tam było i widziało, jak jest naprawdę. Dlatego czasami zabieram ze sobą ludzi, żeby sami zobaczyli, jak to wygląda. Tam jest cywilizacja, nowoczesna technika, rozwój – czasem nawet większy niż w Polsce. Wystarczy spojrzeć, na jak wysokim poziomie funkcjonują gospodarstwa rolne.
Najwięcej złego robi dezinformacja i propaganda. Wystarczy, że na Facebooku wspomnę słowa „pomoc Ukrainie”, a od razu algorytmy i sztuczna inteligencja to wyłapują i pojawiają się negatywne komentarze. Gdybym zamieścił te same zdjęcia dokumentujące dostarczenie pomocy, ale z innym opisem, byłby spokój. Pod postem o otrzymaniu tytułu „Osobowość Roku” nie ma ani jednego negatywnego komentarza, bo nie ma tam słów o pomocy Ukrainie.
Oczywiście w każdym społeczeństwie są ludzie, którzy zarabiają na wojnie. Myślę, że podobnie było w Polsce po II wojnie światowej. Życie nigdy nie zamiera, także jego ciemne strony.
Wszyscy, którzy dziś stawiają Ukrainie takie zarzuty, powinni pamiętać, że choć front wydaje się stać w miejscu, cała Ukraina jest nieustannie ostrzeliwana. A to, że ktoś w Ukrainie ma luksusowy samochód, nie jest jeszcze żadnym argumentem. Ja też kiedyś miałem Mercedesa, a nie miałem gdzie mieszkać.
Czego nauczyło cię to wolontariat od początku wojny o Ukrainie i Ukraińcach? Czego wcześniej nie wiedziałeś?
Można powiedzieć, że tak. Moi rodzice byli emigrantami z Ukrainy. Należeli do pierwszej fali ukraińskiej emigracji, która wyjechała z Ukrainy po wojnie. Wiedziałem więc o Ukrainie bardzo dużo, ponieważ moi rodzice pochodzili spod Tarnopola i wiele mi przekazali.
Nigdy wcześniej nie miałem jednak fizycznej możliwości, żeby tyle podróżować po Ukrainie i zobaczyć tyle miejsc, co teraz. Dziś jeżdżę do różnych regionów Ukrainy. Oczywiście nie są to wyjazdy turystyczne – nie mamy czasu chodzić do restauracji czy kin.
Ale kiedy tylko jest okazja, staramy się coś zobaczyć. Nawet gdy wielokrotnie przejeżdżaliśmy przez Humań, w końcu postanowiliśmy zatrzymać się i zobaczyć synagogę, bo w mediach ciągle mówi się o pielgrzymkach Żydów do tego miasta. Dzięki temu zdobyliśmy kolejne doświadczenia.
Do Charkowa pewnie też nigdy bym nie trafił. A przecież to wielkie miasto z bardzo pięknym dworcem. Tak samo Dniepr. Ta działalność wolontariacka przynosi mi coś bardzo pozytywnego – poznaję Ukrainę. Czujemy się tam swobodnie i za każdym razem odkrywamy coś nowego.
Staram się później opowiadać o tym w mediach, żeby inni również zobaczyli, że Ukraina to nie jest żaden trzeci świat. Kiedy wracamy do Polski, ludzie pytają, czy tam jeszcze coś z Ukrainy zostało, czy już wszystko zostało zniszczone.
Ludzie mają bardzo różne wyobrażenia, a przecież tak nie jest. Tam toczy się normalne życie. Działają firmy, funkcjonują służby komunalne, trwa produkcja. Widać, że ludzie każdego dnia pracują i starają się normalnie żyć.
Dzięki wolontariatowi mogłem zobaczyć także Odessę, Chersoń czy Mikołajów. Gdyby nie te wyjazdy, pewnie nigdy nie miałbym okazji tam dotrzeć i zobaczyć tego wszystkiego na własne oczy, bo zawsze brakowało czasu.
/muzyka/
W Lidzbarku Warmińskim odbyło się wspólne posiedzenie Komisji ds. Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmików Województw Warmińsko-Mazurskiego i Podlaskiego. Było to szczególne wydarzenie, ponieważ takie komisje działają obecnie tylko w tych dwóch województwach w Polsce.
Mówi przewodniczący komisji warmińsko-mazurskiej, Jarosław Słoma:
/wypowiedź PL/
Działalność organizacji, wsparcie inicjatyw kulturalnych ze strony samorządów, rozwój edukacji regionalnej, a także ochrona zabytków związanych z mniejszościami narodowymi — to jedne z głównych tematów, które były omawiane.
Jednocześnie przedstawiciele województwa podlaskiego podzielili się swoim doświadczeniem związanym z działalnością Centrum Kultury Białoruskiej w Białymstoku.
Centrum działa od początku 2024 roku. Jest to samorządowa instytucja kultury, która promuje kulturę, język i tradycje białoruskie, a także organizuje wydarzenia kulturalne i edukacyjne. Jego działalność finansowana jest głównie z budżetu Województwa Podlaskiego. Na utworzenie Centrum samorząd przeznaczył 3 miliony złotych, a w kolejnych latach przekazywał dodatkowe środki, między innymi na wyposażenie oraz rozwój nowej siedziby dla centrum, którą również zapewnił samorząd regionalny.
Uczestnik posiedzenia komisji, przewodniczący Olsztyńskiego Towarzystwa Mniejszości Niemieckiej Piotr Dukat, zaznaczył, że podobne centra kultury mogłyby z powodzeniem funkcjonować również w województwie warmińsko-mazurskim:
/wypowiedź PL/
O idei tworzenia na Warmii i Mazurach centrów kultury mniejszości narodowych zapytaliśmy również przewodniczącego Jarosława Słomę:
/wypowiedź PL/
Rozmawialiśmy również z przewodniczącym podlaskiej komisji ds. mniejszości narodowych Igorem Łukaszukiem, który jest przedstawicielem mniejszości białoruskiej. Przewodniczący, posługując się swoim językiem ojczystym, najpierw wyjaśnił, dlaczego w regionie warto było powołać taki organ zajmujący się sprawami mniejszości narodowych.
IGOR Łukaszuk – TŁUMACZENIE:
Było to potrzebne, ponieważ Podlasie to region bardzo bogaty w kultury i języki mniejszości narodowych. Nie ma innego województwa w Polsce, w którym mieszkałoby tak wielu autochtonicznych przedstawicieli mniejszości narodowych. I jest to ogromny potencjał, który trzeba koniecznie wykorzystywać także w przyszłości.
Była inspiracja, aby stworzyć taką komisję. W województwie podlaskim istniała komisja w województwie warmińsko-mazurskim, która działa już 25 lat. I faktycznie, patrząc na tak długą perspektywę, dziwne jest, że wcześniej nie było pomysłu, aby w województwie podlaskim również stworzyć taką specjalną komisję.
Są instytucje, które dbają o pracę i kulturę mniejszości. Jest to zapisane w statucie województwa podlaskiego i daje nadzieję, że w każdej kolejnej kadencji będzie zbierało się takie środowisko radnych województwa, które będzie zwracało uwagę na potrzeby mniejszości narodowych oraz na potrzebę zachowania wielokulturowości województwa, która w rzeczywistości ma ogromny potencjał. W takim podejściu władz samorządowych jest również myślenie, że ta bogata kultura może być wykorzystywana — i że trzeba ją wspierać dalej, ale też że przynosi ona realne korzyści materialne, dochody i zyski.
Województwo podlaskie to coś, w co można i trzeba inwestować. Jeśli rezygnujemy z wsparcia mniejszości narodowych albo z zachowania ich tożsamości i kultury, rezygnujemy z bardzo ważnego obszaru nie tylko dla województwa społecznego, ale także gospodarczego.


























