Aktualności, Aplikacja mobilna, Regiony
Mniej pracy, ta sama pensja. Które firmy z regionu biorą udział w programie?
Czy da się pracować krócej za te same pieniądze? Od stycznia wchodzi w życie pilotaż skróconego czasu pracy.
W wybranych firmach i instytucjach pracownicy będą mieli więcej czasu wolnego – przy zachowaniu tych samych wynagrodzeń. W całym kraju program obejmie 90 podmiotów, w tym 4 z województwa warmińsko-mazurskiego. Z regionu są to:
1. Akwedukty z Różnowa – gminna spółka obsługująca wodociągi na terenie gminy Dywity;
2. Nidzickie Centrum Usług Wspólnych – podmiot samorządowy, zajmujący się obsługą księgową, prawną i informatyczną jednostek podległych Urzędowi Miejskiemu w Nidzicy;
3. Fundacja Rozwoju Regionu Łukta – organizacja pozarządowa udzielająca innym firmom pożyczek ze środków unijnych;
4. Kaj z Działdowa – prywatna spółka zajmująca się produkcją opakowań.
Wszystkie firmy biorące udział w pilotażu mają wypróbować różne rozwiązania – pracę po 7 godzin dziennie, ale też pracę 4 dni w tygodniu lub jeszcze inne rodzaje skrócenia czasu pracy.
Myślę, że to i tak jest przyszłość i tego nie unikniemy. Mamy bardzo doświadczoną załogę, to nie są ludzie, którzy muszą tu siedzieć na sztywno 8 godzin dziennie. Drugi istotny temat jest taki, że zmieniamy strukturę informatyczną i oprogramowanie
– powiedziała Małgorzata Hołubiec z Fundacji Rozwoju Regionu Łukta.
Każdy z podmiotów biorący udział w pilotażu otrzymał rządowe dofinansowanie – w skali kraju to prawie 50 milionów złotych. Właśnie ten fakt budzi obawy, czy pilotaż cokolwiek faktycznie pokaże.
Wszystkie firmy, które przystąpiły do tego projektu, otrzymały sowite dotacje, czyli pokrywane są te koszty. Co będzie, kiedy nie będzie to subsydiowane przez rząd. Rząd – czyli nas wszystkich?
– komentował Rafał Laskowski z warmińsko-mazurskich struktur Konfederacji Lewiatan.
Jego wątpliwości budzi też duża liczba podmiotów związanych z samorządami.
Gminy, spółdzielnie gminne, powiaty. Jeśli widzę, że Dom Kultury Świt w dzielnicy Targówek miasta stołecznego Warszawy otrzymuje 1 milion złotych na to, żeby skrócić czas pracy, to najpierw pojawia się pytanie, jaka jest efektywność pracy tego domu kultury? I czy ktoś ją kiedykolwiek mierzył?
– dodał.
Pojawiają się też głosy bardzo zdecydowanie krytykujące samo myślenie o skróceniu czasu pracy przy zachowaniu identycznego wynagrodzenia.
W Polsce są dzisiaj 22 miliony osób w wieku produkcyjnym, za 35 lat będzie nas tylko 13, to jest skurczenie o 9 milionów. Pomysł, żeby osoby pracowały krócej, w takich uwarunkowaniach demograficznych to jest dywersja przeciwko polskiej gospodarce, która spowoduje spadek produkcji towarów i usług, których potrzebujemy
– zaalarmował Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP.
Z tych samych danych demograficznych zupełnie przeciwne wnioski wyciąga jednak Andrzej Janowski, prezes działdowskiej firmy Kaj, biorącej udział w pilotażu. Jego zdaniem za kilka-kilkanaście lat staniemy przed dylematem – czy płacić tyle samo za krótszą pracę, czy utrzymywać osoby w ogóle niepracujące i niemające szans na znalezienie zatrudnienia, wypłacając im tzw. gwarantowany dochód podstawowy.
Produkcja idzie w kierunku bardzo dużej automatyzacji. My dziś jesteśmy w kolejnej rewolucji przemysłowej, bo trzeba do tego wszystkiego dodać AI. Z jednej strony mamy demografię, z drugiej mamy AI. My idziemy w kierunku skrócenia czasu pracy pracownika przy tym samym wynagrodzeniu, żeby mógł inaczej funkcjonować w życiu, ale żeby pracował. My już taki pilotaż w jakimś stopniu zrobiliśmy pierwszy, to jest absolutnie do zrobienia przy zachowaniu pełnej biznesowej wartości firmy i nawet rosnącej wartości, bo człowiek, który jest wypoczęty i przychodzi do pracy, on zupełnie inaczej pracuje
– przekonuje Andrzej Janowski.
Pilotaż potrwa przez cały przyszły rok. Prezentacja wniosków planowana jest na maj 2027 roku.
Posłuchaj wypowiedzi
Autor: A. Piedziewicz
Redakcja: P. Jaguszewski




























