Polecane, Aktualności, Aplikacja mobilna
Cmentarzysko paneli czy zielona przyszłość? Gorący spór o OZE na Warmii i Mazurach
Skajboty, Gryźliny, Stare Juchy, Koszelewy – to tylko niektóre z miejscowości z regionu, w których plany budowy instalacji odnawialnych źródeł energii wywołały stanowczy opór lokalnych społeczności. Choć zielona energia stanowi już ponad połowę łącznej mocy zainstalowanej w Polsce, jej rozwój w regionach turystycznych budzi ogromne emocje.
Protesty stają się nieodzownym elementem nowych inwestycji, a mieszkańcy, eksperci i politycy szukają pola do kompromisu. Dla wielu osób, które zdecydowały się na życie z dala od miejskiego zgiełku, wizja sąsiedztwa wielkoobszarowych farm fotowoltaicznych lub biogazowni jest nie do przyjęcia. Główną osią sporu pozostaje obawa o degradację krajobrazu i utratę spokoju.
Każdy tu przyjeżdża, buduje domy po to, żeby mieć widok z okna, a nie cmentarzysko paneli
– argumentował jeden z rozgoryczonych mieszkańców regionu.
Wtórują mu inni, obawiając się wpływu inwestycji na lokalną faunę. – Chodzi mi o zwierzęta dzikie, które koło mojego domu chodzą. Gdzie one się podzieją? – pytała mieszkanka wsi.
Jeszcze większe obawy niż fotowoltaika budzą plany budowy biogazowni. Choć niektórzy widzą w nich mniejsze zło dla krajobrazu, dominują obawy o uciążliwości zapachowe i spadek wartości gruntów.
Obawiam się po prostu tego zapachu, który będzie. Pogonimy go stąd. My żeśmy tu pierwsi mieszkali i my nie damy się
– zapowiadał kategorycznie jeden z protestujących. Mieszkańcy podkreślają również, że tereny o wysokich walorach turystycznych to po prostu niewłaściwe miejsce na tego typu infrastrukturę przemysłową.
Głos w sprawie napięć społecznych wokół transformacji energetycznej zabierają przedstawiciele rządu, obiecując bardziej zrównoważone podejście do planowania przestrzennego. Minister energii Miłosz Motyka przyznał, że wypracowanie kompromisu z lokalnymi społecznościami to obecnie jedno z najważniejszych wyzwań. Zapowiedział również realizację wniosków ze specjalnej komisji zajmującej się tym tematem na Warmii i Mazurach.
Będziemy tam budowali odnawialne źródła energii, gdzie jest to racjonalne, ale przede wszystkim gdzie nie niszczy to krajobrazu, gdzie jest pełna akceptacja społeczna i gdzie się to po prostu po ludzku opłaca. Przed nami wielka praca z samorządami i inwestorami, by nie realizować tych inwestycji tam, gdzie one niszczą krajobraz albo negatywnie na niego wpływają
– mówił.
Część ekspertów zauważa jednak, że opór społeczny często wynika z niewiedzy. Dr hab. inż. Alina Kowalczyk-Juśko z Katedry Inżynierii Środowiska i Geodezji Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie przekonywała, że OZE nie musi oznaczać konfliktu.
Dobre przykłady, których jest zdecydowana większość, pokazują, że to wszystko może funkcjonować w zgodzie ze społeczeństwem, z otoczeniem, z ekonomią i że może pomagać lokalnym społecznościom
– zaznaczyła ekspertka.
Jako przykład podaje zachodnich sąsiadów Polski. Niemcy mają ponad 10 tysięcy biogazowni, co stanowi ponad połowę wszystkich takich instalacji w Unii Europejskiej, i nie ma tam z tym problemu. Gdyby powodowały one zanieczyszczenia i niewiadomo jakie uciążliwości, to nikt by sobie nie pozwolił na to, żeby one tam były i jeszcze się rozwijały.
Dr Kowalczyk-Juśko dodała, że w Polsce protesty często kończą się wybudowaniem instalacji, ponieważ inwestycje realizowane są zgodnie z prawem.
Kiedy biogazownia zostaje zrealizowana, ludzie często przekonują się, że nic złego się nie dzieje i pytają: „po co nam to było?”
– wyjaśniała.
Zwraca jednak uwagę na błędy samych inwestorów, którzy w obawie przed protestami uciekają z projektami biogazowni jak najdalej od zabudowań. W efekcie tracona jest główna zaleta takich instalacji – możliwość wykorzystania ciepła odpadowego do ogrzewania domów.
Oprócz technologii i prawa, kluczowa pozostaje kwestia odpowiedniego wkomponowania inwestycji w przestrzeń. Degradacja krajobrazu na Warmii i Mazurach to realne zagrożenie, ale można mu zapobiec. Zwraca na to uwagę dr Mariusz Antolak, architekt krajobrazu z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.
Jesteśmy w stanie dobrze zaplanować przestrzeń i krajobraz. W każdej przestrzeni znajdują się odpowiednie miejsca pod odpowiednie inwestycje. Tylko trzeba myśleć, planować z głową, rozmawiać. Mamy mnóstwo obostrzeń, które nam mówią, gdzie możemy zrobić daną inwestycję, a gdzie nie powinniśmy jej robić, ale też bardzo często w tym wszystkim zapominamy o człowieku
– podkreślał naukowiec z UWM.
Odnawialne źródła energii, opierające się dziś w Polsce głównie na słońcu i wietrze, to nieunikniony kierunek rozwoju. Przypadek Warmii i Mazur pokazuje jednak wyraźnie, że transformacja energetyczna nie może odbywać się kosztem lokalnego dziedzictwa krajobrazowego i bez zgody tych, którzy w tym krajobrazie żyją na co dzień.
Posłuchaj relacji Aleksandry Skrago
Redakcja: M. Rutynowski





























