Dlaczego potęga USA ugrzęzła w irańskim piachu? Posłuchaj Porannych Pytań
Mija miesiąc od rozpoczęcia amerykańsko-izraelskiej operacji militarnej w Iranie. Choć bomby spadają na Teheran od 28 lutego, reżim nie upadł, a ceny paliw na polskich stacjach szybują powyżej 8 zł. O strategicznych błędach Donalda Trumpa i złudnych nadziejach na szybki koniec wojny mówił w Porannych Pytaniach dr hab. Tomasz Gajownik, ekspert ds. bezpieczeństwa z UWM.
Kiedy 28 lutego 2026 roku Donald Trump, za namową premiera Izraela, wydał rozkaz do ataku, świat spodziewał się szybkiej interwencji, która sparaliżuje Teheran. Miesiąc później rzeczywistość brutalnie weryfikuje te założenia. Mimo doniesień o zniszczeniu połowy irańskiego arsenału rakietowego i eliminacji kluczowych dowódców, Iran wciąż jest zdolny do dotkliwych uderzeń odwetowych, a sytuacja w Cieśninie Ormuz trzyma światową gospodarkę w szachu.
Według dr. hab. Tomasza Gajownika główną przyczyną obecnego patu jest brak długofalowego planowania w Białym Domu. Ekspert wskazuje, że prezydent USA liczył na szybkie ustępstwo Iranu pod wpływem demonstracji siły, co okazało się fatalną pomyłką.
Donald Trump liczył, że w toku negocjacji prowadzonych w Genewie, obecność militarna w regionie, a następnie ewentualne przyparcie do muru sprawi, że Iran zmieni zdanie. Gdy do tego nie doszło, Trump dał posłuch namowom Benjamina Netanjahu do przeprowadzenia ataku. Liczono, że po śmierci oponentów negocjacji, do głosu dojdą siły skłonne do ustępstw. Przeliczyli się
– powiedział.
Gajownik podkreślił również, że amerykański i izraelski wywiad prawdopodobnie nie dysponowały rzetelnymi danymi na temat rzeczywistych możliwości obronnych i produkcyjnych Iranu. Efektem jest wojna, na którą USA paradoksalnie nie były przygotowane pod względem logistycznym i politycznym.
W obliczu przedłużającego się konfliktu, prezydent Trump coraz głośniej domaga się wsparcia od sojuszników z NATO. Państwa europejskie wykazują jednak daleko idącą wstrzemięźliwość, co ekspert UWM ocenia jako decyzję słuszną i racjonalną.
Jeżeli Amerykanie rozpoczynają taką formę zabawy w piaskownicy, gdzie Donald Trump daje się namówić podszeptom Netanjahu i rozpoczyna akcję, do której Stany są de facto nieprzygotowane, a następnie krzyczy do Europy: „przypłyńcie tutaj swoimi tratwami”, to w mojej ocenie wystawia się na śmieszność
– zaznaczył.
Choć w regionie pojawiają się pojedyncze jednostki, jak brytyjski okręt podwodny czy włoska fregata, ich rola pozostaje symboliczna. Europa nie chce angażować się w konflikt, który postrzega jako efekt impulsywnych decyzji Waszyngtonu.
Mimo plotek o tajnych rozmowach w Katarze czy Egipcie, perspektywy na szybki pokój są marne. Nawet jeśli dojdzie do zawieszenia broni, skutki ekonomiczne pozostaną z nami na długo. Kierowcy liczący na to, że koniec bombardowań natychmiast obniży ceny diesla poniżej 8 zł, mogą być rozczarowani.
Zanim ceny wrócą do poziomu pierwotnego, minie kilka miesięcy. Firmom zarabiającym na transporcie i dystrybucji zależy na tym, żeby „odkuć się” finansowo z tytułu strat poniesionych w trakcie tego konfliktu
– mówił ekspert.
Zdaniem dr. Gajownika Iran obecnie wygrywa tę wojnę psychologicznie, a konflikt zakończy się dopiero wtedy, gdy któraś ze stron „pęknie” i zasiądzie do realnych negocjacji. Na ten moment jednak, zamiast strategicznego planu, świat obserwuje politykę prowadzoną ad hoc, której koszty ponosimy wszyscy przy dystrybutorach paliwa.
Posłuchaj rozmowy Wojciecha Chromego
Redakcja: M. Rutynowski

























