Co to był za ślub….
W pewne lipcowe popołudnie, jeden z naszych redakcyjnych kolegów odmienił swoje życie wypowiadając przed ołtarzem sakramentalne tak.
Panna młoda, kilka lat temu również była związana z naszą rozgłośnią, więc na ślub Edyty Olszewskiej i Wojtka Jermakowa w olsztyńskiej katedrze stawiło się wielu radiowców. Tego samego dnia, ale kilka godzin wcześniej, odebrałem telefon od kolegi po fachu, Mirka Sochackiego. Nasza rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
– Lechu robimy „Jermakowi” jajo na ślubie? Przebieramy się w mundury. Ja za polskiego żołnierza z września 39, tobie proponuje strój bolszewika. No i jedziemy twoim motorem.
– E…Miras, komuch w kościele, to może lepiej już coś innego, jakiś Niemiec?
– Ok. mam kompletny strój szeregowca Wehrmachtu, za godzinę u mnie
W tym miejscu krótkie wyjaśnienie. Mirek ma „hopla” na punkcie rekonstrukcji historycznych i od lat skrzętnie gromadzi umundurowanie, elementy wyposażenia żołnierzy chyba wszystkich armii, jakie w XX wieku walczyły na Polskich ziemiach. Po godzinie wystartowaliśmy spod domu Mirka na olsztyńskim Zatorzu – po drodze na starówkę, spore zainteresowanie przechodniów i kierowców. Uśmiechy, gesty podziwu i inne gesty… Takie, jak w barze pełnym ludzi i gwaru, gdy ktoś z tłumu daje znać kelnerowi nad głowami wszystkich, że chce zamówić pięć piw 😉 W kościele, na wszelki wypadek usiedliśmy z tyłu, żeby zbytnio nie rzucać się w oczy. Udało się przez chwilę, a potem już tylko zainteresowanie, pytania i odpowiedzi w stylu:
– Panowie przeczycie historii Polak i Niemiec, razem w zgodzie, jednym motorem?
– Absolutnie wszystko się zgadza, to dopiero lipiec, a do 1 września jeszcze trochę czasu.
Państwu młodym życzyliśmy życia w pokoju, bez wojen domowych i innych. A na koniec nasza wojskowa polsko – niemiecka eskorta na amerykańskim motocyklu odprowadziła młodych do domu weselnego.

























