Olsztyn, Aktualności, Aplikacja mobilna, Regiony
Spór o bobry i zalane działki. RDOŚ stanął po stronie przyrody
Kilka tygodni temu informowaliśmy o zalanym terenie przy ul. Armii Krajowej w Olsztynie. Podtopienia spowodowały bobry, które od lat mają tu żeremia i budują tamy.
Przed wizją lokalną mieszkańcy liczyli na rozwiązanie problemu podtopień, które – ich zdaniem – są skutkiem działalności bobrów na rzece Kortówce. W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie, Wód Polskich, Stowarzyszenia Nasz Bóbr oraz naukowcy z uniwersytetu w Olsztynie. Decyzje zapadły po oględzinach terenu.
Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Olsztynie nie zgodziła się na działania prowadzące do zniszczenia tamy. O wstrzymaniu prac poinformowały Wody Polskie, które złożyły w tej sprawie wniosek do RDOŚ. Jak wyjaśnił dyrektor Zarządu Zlewni w Olsztynie Marek Dumka, celem nie było zniszczenie bobrowej tamy, lecz obniżenie poziomu wody, ponieważ od kilku lat napływają zgłoszenia o lokalnych podtopieniach. Tegoroczna wizja lokalna wykazała obecność nowych gatunków zwierząt objętych ochroną. Ponieważ nie odnotowano większych podtopień, RDOŚ nie przychyliła się do wniosku Wód Polskich.
Poziom wody – szczególnie w efekcie działalności bobrów – jest wyższy. To nieprawda, że chcemy zniszczyć tamę, my tylko obniżamy poziom wody
– podkreślił Marek Dumka.
Mieszkańcy okolic rozlewiska przekonują, że problem jest realny. Jedna z właścicielek posesji mówiła, że zalana została część jej działki i ogrodu. Dodała, że nie może korzystać z terenu, który co roku utrzymuje i za który płaci podatki.
Tam jest moja działka. Za wszystko opłacam prawie 4 tysiące złotych rocznie. Nie mogę tam wejść i zrobić porządku, bo jest zalana wodą
– powiedziała mieszkanka Olsztyna.
Stroną postępowania było także ogólnopolskie Stowarzyszenie Nasz Bóbr. Jolanta Zadrożna podkreśliła, że organizacja zainteresowała się sprawą po publikacji wniosku Wód Polskich na stronie RDOŚ. Zwróciła uwagę, że podczas postępowania przedstawiono inwentaryzację przyrodniczą dokumentującą bioróżnorodność rozlewiska, w tym występowanie chronionych płazów, ptaków i ssaków.
Okazało się, że przyczyna złożenia wniosku, jest nie do odnalezienia, ponieważ było wskazane zawilgocenie budynku mieszkalnego, a pracownicy Wód Polskich nie wiedzieli, o który dokładnie budynek chodzi. Okazało się, że zgłoszenie było anonimowe
– zaznaczyła.
Według Jolanty Zadrożnej, jeśli poziom wody będzie powodował zagrożenie, rozwiązaniem może być montaż rury przelewowej w tamie. Takie rozwiązanie pozwoliłoby obniżyć poziom wody bez konieczności likwidacji bobrowej budowli.
Zdaniem ekologa prof. Stanisława Czachorowskiego podobnych konfliktów będzie coraz więcej. Jak podkreślił, zmiany klimatu, susza i potrzeba zatrzymywania wody sprawiają, że bobry odgrywają ważną rolę w środowisku. Jego zdaniem konieczne jest godzenie interesów mieszkańców z potrzebą ochrony przyrody. W niektórych przypadkach rozwiązaniem mogą być odszkodowania lub wykup niewielkich fragmentów gruntów.
Jeśli pojawia się konflikt, to trzeba sprawdzić, czy rzeczywiście jest to duży problem dla mieszkańców i czy rozwiązaniem nie jest wykupienie gruntu. Świat się zmienił i musimy się do tego przystosować. Bobry mogą nam w tym pomóc
– podkreślił.
Dla części mieszkańców takie propozycje nie rozwiązują jednak problemu. Właścicielka jednej z posesji podkreśliła, że największą stratą jest dla niej niemożność korzystania z własnego ogrodu i zniszczone nasadzenia. Jak stwierdziła, praca na działce daje jej satysfakcję, a skutki działalności bobrów odbierają tę możliwość.
Posłuchaj relacji Doroty Grzymskiej
Autor: D. Grzymska
Redakcja: P. Jaguszewski


































