Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 8 °C pogoda dziś
JUTRO: 10 °C pogoda jutro
Logowanie  

Lektury na wakacje

fot. Sławomir Ostrowski

Przyszła kryska ma Matyska, jak mawiali dziadkowie dziadków. Mam dziś wybrać szanownej słuchalności książkę do plecaka. Jedną książkę wybrać jest niezwykle trudno. Pamiętacie pewnie wakacyjny test: jaką książkę zabrałbyś na bezludną wyspę? Ktoś, chyba Woddy Allen, odpowiedział: wziąłbym poradnik jak samemu zbudować łódkę.

Ja sam nigdy nie ograniczałem się do jednej książki, nawet jeśli wyjazd był krótki. W moim plecaku zawsze jest kilka książek. Wyjeżdżając gdziekolwiek zabrałbym ze sobą przynajmniej dwie.

Na przykład „Dwa lata wakacji” Juliusza Verne’a. W moim przekonaniu jego najlepszą książkę. Kilkunastu chłopców z nowozelandzkiej szkoły ma spędzić wakacje na żaglowcu. Z niewiadomych (na początku) powodów szkuner zrywa się nocą z cum i okazuje się, że gromadka chłopców w wieku od 8 do trzynastu lat znajduje się nagle sama na statku, do tego na oceanie, podczas sztormu. Prócz dwóch Francuzów i Amerykanina, na pokładzie są sami Anglicy. Zła wiadomość jest taka, że na pokładzie nie ma ani jednego dorosłego. Dobra, że w końcu lądują na wyspie, gdzieś na południowym Pacyfiku. Aha, wcześniej rozbijając się o skały. Wyspa jest bezludna i nim się z niej wydostaną, miną tytułowe dwa lata wakacji. Chłopcy stają się z konieczności kolonizatorami, odkrywcami, rolnikami, myśliwymi, a poza tym muszą jakoś jeszcze zorganizować sobie życie codzienne. Wymarzona lektura dla tych, którym śnią wakacje bez końca. Podobno „Dwa lata wakacji” zainspirowały Wiliama Goldinga do napisania „Władcy much”

Pozostańmy jeszcze chwilę na Pacyfiku. Jest rok 1945. Wojna właśnie się skończyła. John Caldwell jest w Stanach Zjednoczonych i nie wie jak dostać się do Australii, gdzie mieszka jego żona. Statki pasażerskie nie kursują, handlowe nie potrzebują marynarzy. Caldwellowi nie pozostaje nic innego jak kupić jacht i popłynąć samemu przez Pacyfik. Nie ważne, że nie ma pojęcia o żeglarstwie, nawigacji ani o tym, co go czeka. Kupuje jacht, zaopatruje jak potrafi i rusza w drogę, Od samego początku z przygodami. I do samego końca. Kiedy zabrakło mu żywności, jadł wazelinę z pokostem. Sponiewierało go wielokrotnie. Nie raz kusiło by przerwać mordęgę. Na szczęście John Caldwell wytrwał, dopłynął, a potem wszystko opisał, dzięki czemu mamy jedną z najlepszych opowieści żeglarskich, zatytułowanych wyjątkowo trafnie „Desperacki rejs.”

Ciekawostką w tym wszystkim jest to, że jego jacht, „Poganin, to nic innego a słynna „Zjawa” Władysława Wagnera. Wagner wygrzebał ją gdzieś w Gdyni, w latach 30.i odbudował, a tuż przed wybuchem II wojny światowej przepłynął na „Zjawie” Atlantyk. Sfatygowany jacht sprzedał w Panamie, gdzie nabył ją w końcu Johna Calwell i przechrzcił na „Poganina”.

Wszystko zatem ma jakiś początek i jakiś ciąg dalszy. Książki także. Miłej lektury.

 

Przeczytaj poprzedni wpis:
Tomasz Dowgiałło o MŚ w Starych Jabłonkach

Niespełna doba minęła od ostatniego gwizdka w Mistrzostwach Świata w siatkówce plażowej, które przez tydzień gościły w Starych Jabłonkach. Było mnóstwo atrakcji - nie tylko tych...

Zamknij
RadioOlsztynTV