Kod dostępu
Ostatnia debata publiczna, dotycząca zmiany na stanowisku wicemarszałka Sejmu, podsunęła mi ciekawy pomysł na scenariusz do filmu Seksmisja 2. Otóż, po wojnie płci, która rozegrała się na Ziemi, niszcząc ją do cna, każda ze stron wybiera życie na innej planecie. Mężczyźni udają się na Marsa, a kobiety – wiadomo. Akcja naszego filmu rozgrywa się na Wenus, hermetycznej planecie kobiet. Żeńskie niedobitki ewakuują się z Ziemi, przybywając do upragnionego raju. I tu zaskoczenie – każda musi przejść przez bramkę, przy której strażniczki pobierają materiał do zbadania kodu genetycznego. To bardzo nowoczesny test, podobny do ciążowego, gdzie w kilka sekund pojawia się wynik. Jedna kreska – stuprocentowa kobieta. Dwie kreski – podróbka. Każda imitacja strącana jest natychmiast do Tartaru…
Pomysł na scenariusz podsunęła mi posłanka Krystyna Pawłowicz, zwana bulterierem Prawa i Sprawiedliwości, która wsławiła się ostatnio śmiałą tezą na temat transseksualności. Według pani profesor: „To nie jest tak, że jak się człowiek nażre hormonów, to jest kobietą . Kod genetyczny tu decyduje. Tego nie zmieni żadna operacja.” – przekonywała. Obiektem naukowych „badań” wykładowczyni Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Ostrołęce jest jej koleżanka z sejmowej ławy, Anna Grodzka. Jak wiadomo posłanka Ruchu Palikota, namaszczona przez klub na wicemarszałek Sejmu, jeszcze do niedawna tkwiła uwięziona w ciele mężczyzny. Przez wiele lat próbowała zagłuszyć w sobie poczucie inności żeniąc się, jak Bóg przykazał i w imię prokreacji płodząc dziecko. Do tego momentu życiorysu Krzyszofa Bęgowskiego vel Anny Grodzkiej, zapewne prof. Pawłowicz piałaby z zachwytu nad typową polską rodziną, żyjącą w zgodzie z dekalogiem. Dopiero, w momencie, gdy Krzysztof postanowił uporządkować swoje życie, decydując się na zmianę płci, stał się dla pani profesor odmieńcem, obiektem niewybrednych żartów, godnym pożałowania i napiętnowania ni psem ni wydrą: „panią o twarzy boksera”. Kobieta, Anna Grodzka, jest dziś dla wielu podobnych pani Pawłowicz synonimem zła, mającym swoje źródło w biblijnej Sodomie i Gomorze. Przecież życie, jak mawiał Forest Gump, jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz na co trafisz. Według pani profesor, jak ktoś urodził się facetem, to ma nim być i odwrotnie. I choć sam szef Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński przekonywał, że: „białe jest czarne, a czarne jest białe”, to nie pomogło.
Dlaczego tzw. poprawność polityczna nakazuje wszystkim akceptować niepełnosprawnych, czy mniejszości narodowe i etniczne? Przejawy takiej dyskryminacji są duszone w zarodku i sankcjonowane prawem. A jeszcze do niedawna niepełnosprawni ukrywani byli w czterech ścianach albo zapędzano ich do cyrku. I cała tłuszcza biegła oglądać faceta z biustem, czy babę z brodą. Gnębiliśmy Niemców, Ukraińców, Żydów czy Romów, fundując im małe lincze, a przynajmniej ostracyzm. Teraz rozumiemy, że należy im się szacunek i miejsce obok nas. Czy homoseksualiści i transseksualiści to inni ludzie? Ile czasu musi jeszcze upłynąć, by zaakceptować ich odmienność?
Na szczęście znakomita część społeczeństwa polskiego wkroczyła w XXI wiek bez cienia szowinizmu, seksizmu, homofobii, ksenofobii i innych fobii. To ludzie, którzy nie zetknęli się z takimi wykładowcami jak prof. Krystyna Pawłowicz, która sączy w umysły studentów i nie tylko homofobiczny jad. Tolerancja, empatia, wrażliwość i kultura osobista są wciąż w cenie i bardziej wpisują się w wartości chrześcijańskie, niż tzw. poprawność polityczna. Wybiórcza.



























