Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: -4 °C pogoda dziś
JUTRO: -5 °C pogoda jutro
Logowanie  

Audycje w języku ukraińskim – październik 2025

Audycje w języku ukraińskim dotyczą życia tej mniejszości na Warmii i Mazurach. Zbieramy codzienne informacje, ale poruszamy także tematy kulturalne i religijne. To doniesienia nie tylko z Polski, ale również prosto z Ukrainy!

Audycji można posłuchać od poniedziałku do piątku o godzinie 10.50 i 18.10 oraz w każdą sobotę o 10.50. Emitowane są z nadajnika w Miłkach koło Giżycka na 99,6 FM.

Natomiast wszyscy słuchacze z regionu mogą posłuchać magazynu „Od niedzieli do niedzieli” na 103,2 FM w każdą niedzielę o godzinie 20.30. To zbiór najciekawszych informacji z całego tygodnia. Zapraszają Jarosława Chrunik i Grzegorz Spodarek.

19.10.2025 – godz. 20.30 – magazyn (opis do dźwięku)

Dziś w audycji zajrzymy do Srokowa, gdzie odbyło się jubileuszowe Otwarcie Kulturalnego Sezonu Ukraińców Warmii i Mazur. Sprawdzimy też jak współpracę z naszymi olsztyńskimi wolontariuszami widzą ich partnerzy z Lwowa. Nie zabraknie przeglądu wydarzeń z ostatnich dni od Stefana Migusa. A nauczyciel Aleksander Hnatiuk opowie nam o początkach ukraińskiego szkolnictwa w Polsce.

Coroczne otwarcie sezonu kulturalnego Ukraińców na Warmii i Mazurach w Srokowie było już trzydzieste. Centralnym punktem programu był koncert „Z pokolenia na pokolenie”. W ramach wydarzenia przyznano specjalne dyplomy tym, którzy od pierwszych lat troszczą się w Srokowie o zachowanie ukraińskiej kultury.

Wśród nich był między innymi Włodzimierz Hałak. W jego opowieści — wspomnienia o pierwszych trudnościach i duma z dzisiejszego rozwoju społeczności:

Kulturalne życie ukraińskie rozpoczynał tu mój ojciec. Nie było łatwo musiał starać się o różne pozwolenia. Pisał do Kijowa, stamtąd odesłali go do Moskwy. Moskwa w końcu dała zgodę ale tylko na jedno przedstawienie – Zaręczyny na Górze Honczarówka. Potem w Kętrzynie powstało koło towarzystwa USKT. Mychajło Semerak i Mykoła Gbur zaczęli organizować to kulturalne życie. Przyprowadzali zespoły i również zapraszali tu do Srokowa. Około roku 1960 mój brat Bohdan Halak wraz z Jurijem Orynczakiem założyli kółko USKT.

I prowadzili różnorodną działalność kulturalną. Przywozili zespoły z innych miejscowości. Do tego angażowały się dzieci ze szkoły podstawowej.

Daria Boldis i Maria Kołodij przygotowywały dzieci. I one występowały również na scenie. A później przewodniczącą została Ivanna Orenczak i Jurij Sztucki.

I prowadzili tę działalność kulturalną. Nie było łatwo, wiadomo, ale jednak jakoś to się odbywało. Mi podoba się każde nasze wydarzenie. Miło, że przyjechał zespół z Podlasia.

Bo oni śpiewają piosenki, jakich nie było takich specyficznych pieśni u nas. Ogólnie, wszyscy występowali pięknie, było pięknie.

Bogusława Tabaka, przewodnicząca kółka ZUwP i Towarzystwa „Jaworyna”, opowiedziała, dlaczego ważne jest przekazywanie miłości do ukraińskiej kultury dzieciom i jak to wydarzenie staje się świętem pokoleń:

To trochę pracy, ale też wielka satysfakcja, że się podoba, że ludzie chcą.

I te małe dzieci, które dziś nas rozweseliły, pokazują, że wydarzenie jest dla nas potrzebne. Moje dzieci już starsze, wiedzą, że to jest ukraińska kultura.

Nie musiałam ich specjalnie ciągnąć na takie wydarzenia. Już jako mali tutaj przychodzili. Pamiętam, Viktoria, moja mała, ledwie rok miała, jak przyszła na „Eneja”.

Zasnęła mi na rękach, ale byliśmy do końca. Chłopaki stali w pierwszym rzędzie, bo chcieli ich usłyszeć, tak, dla nich to było coś. „Chorpyna”, „Berkut”, „Karpatian” potem.

Ich piosenki cały czas u nas brzmią. Trudno dostosować koncert dla wszystkich, tak, ale musimy zrobić coś takiego, żeby było i dla młodszych, i dla starszych, do posłuchania. Bo jak zrobimy tylko, żeby wszyscy starsi siedzieli, to młodzież nie przyjdzie. Po COVID-zie trudno ludzi ściągnąć z domu. Widzę, nawet gdy pani dyrektor robi wydarzenie, jakiś koncert, coś tam.

Ludzie nie chcą wychodzić z domu. Woleliby zostać. I teraz też.

„A, dobrze, może sobie posiedzę, obejrzę show, ale bez mnie też się obejdzie.” Tak zmienił COVID ludzi. Trochę się zamknęli.

Te nasze wydarzenia są bardziej kameralnie. Ale to ma swoją atmosferę.

O znaczeniu kulturowego różnorodności i wsparciu ukraińskich inicjatyw mówi także wójt Srokowa Katarzyna Sadowska:

/wypowiedź w języku polskim/

Swoimi refleksjami dzieli się także nauczycielka języka ukraińskiego i opiekunka zespołu „Sonechka” Daria Orynczak. To wydarzenie, z którym dorastałam i trudno mi powiedzieć, bo to jest tak bliskie jak ubranie.

Tak więc to jest od zawsze. Jeszcze, gdy żył mój ojciec i pierwsi występowali tutaj zaporoscy Kozacy, oni też nocowali u nas. Przeszliśmy przez to wszystko, można powiedzieć.

Rozmawialiśmy z tymi ludźmi, czasem nawet byliśmy przyjaciółmi. Tak więc to jest taki nasz festiwal. Festiwal — to takie wielkie święto przyjaciół, ludzi, którzy przychodzą i są razem.

Trzydzieści razy. Trudno wszystko ogarnąć, ale były fragmenty, pamiętam też te pierwsze, gdzie ci Kozacy w dużej sali śpiewali, i nie trzeba było głośników. Wszyscy słyszeli bardzo dobrze.

Pamiętam też, że tańczyłam z członkiem zespołu, który miał wtedy może 26 lat, a tańczył od ponad 20 lat. Nie bardzo umiałam tańczyć, ale on mnie tak prowadziła, że nam wyszedł ten walc.

W obecnym zespole organizacyjnym jest też Agniszka Swięta-Łastiwka.

Jest przekonana, że takie święto jest tu niezbędne:

Z pewnością potrzebne. Nie wiem, który raz tu jestem.

Jestem starsza niż ten jubileusz. Pewnie byłam przy każdym wcześniejszym. To bardzo piękny czas.

Piękne przygotowania. Razem z dobrymi ludźmi. Taka praca miła.

Myślę, że coś w tym jest. I ta uroczystość sama w sobie też jest coś pięknego. Są wymiany i rozmowy, i spojrzenia. I przede wszystkim, można usłyszeć piękny kawałek muzyki, i się zabawić.

Wśród tych, którzy szczególnie cenią pracę i przyjaźń z olsztyńskimi wolontariuszami, jest **ksiądz Taras Mychalczuk**, proboszcz garnizonowego kościoła świętych Piotra i Pawła we Lwowie:

> Chcę bardzo podziękować wszystkim, którzy wspierają Ukrainę, a w tym przypadku szczególnie panu Stefanowi i jego zespołowi wolontariuszy z miasta Olsztyn.

> Tu naprawdę nie chodzi tylko o wsparcie materialne, ale przede wszystkim o wsparcie duchowe i moralne.

> Dla nas niezwykle ważne jest to, że ktoś jest obok, nawet mimo tego, że do Lwowa docierają już drony i rakiety, a ludzie giną.

> Kiedy ktoś jest przy nas – to daje nam nadzieję i wiarę, że na pewno zwyciężymy.

> Chciałbym więc życzyć, byście się nie zniechęcali i wciąż nas wspierali, bo jest nam naprawdę ciężko.

> Może z zewnątrz trudno to zrozumieć, ale ci, którzy są tu, blisko nas, jak pan Stefan, dobrze wiedzą, że żyjemy dziś w zupełnie innym świecie niż przed wojną.

Ksiądz Taras opowiedział też, jak Lwów żyje na co dzień w trudnych warunkach wojny:

> Na zewnątrz staramy się żyć normalnie. Wiele rodzin ma małe dzieci, więc robimy wszystko, by się nie bały, by się uśmiechały.

> Staramy się, by czuły się w miarę bezpiecznie. Ale kolejne noce słyszymy wybuchy, budzimy się, schodzimy do schronów.

> Choć rzadko, to jednak zdarza się, że rakieta zabiera wiele istnień także we Lwowie.

> Wojna jest wszędzie – nie tylko tam, gdzie spadają rakiety czy drony, ale także w sferze informacyjnej.

> Dlatego każdy, kto przekracza granicę Ukrainy, nawet w zachodniej części kraju, jest naprawdę odważnym człowiekiem.

> Ci ludzie niosą nam ogromne wsparcie.

Proboszcz garnizonowego kościoła mówił również o tym, co pomaga zachować wiarę i duchową siłę:

> Myślę, że to, co nas tu motywuje, to przede wszystkim nasze wewnętrzne przekonanie – mamy jedno hasło: **„wolność albo śmierć”**.

> Nie ma trzeciego wyjścia. Będziemy walczyć do końca, cokolwiek nas czeka.

> Mnie jako kapłanowi szczególnie pomaga wiara – wiara w Zmartwychwstałego Chrystusa, który zwyciężył śmierć.

> Choć często odprawiamy pogrzeby naszych żołnierzy, staramy się przekazywać nadzieję i wiarę w zmartwychwstanie.

> Nigdy nie mówimy „żegnaj”, ale „do zobaczenia w Królestwie Niebieskim”.

Ksiądz Taras opowiedział też o symbolice fotografii poległych bohaterów, które znajdują się w świątyni:

> Te zdjęcia przynoszą rodziny – wybierają te, które są im najbliższe.

> Na tych fotografiach widać oczy – a w oczach to, co najcenniejsze – życie, dar Boży.

> Tam widzimy przykład prawdziwej miłości, o której mówi Chrystus – że nie ma większej, niż oddać życie za przyjaciół.

> Wiem, że żyję tylko dlatego, że ktoś oddał życie za mnie. Niestety, tych istnień jest już bardzo wiele.

/muzyka/

**Leonid Prokopczuk**, wolontariusz garnizonowego kościoła świętych apostołów Piotra i Pawła we Lwowie, również ceni współpracę z mieszkańcami Olsztyna:

> Każdy wkład ma znaczenie. Mamy takie powiedzenie: „Wojna dotyczy wszystkich, a zwycięstwo zależy od każdego”.

> Nawet najmniejszy datek przybliża zwycięstwo, bo sytuacja jest bardzo ciężka – zwłaszcza w rejonie Pokrowska i Czasowego Jaru, gdzie trwają najcięższe walki.

> Rosjanie mają wszystko – od karabinów po rakiety, systemy artyleryjskie i drony. Mają przewagę w technice i liczebności.

> Przygotowywali się do tej wojny 30 lat.

> A nam pomagali się rozbrajać – i Amerykanie, i Europejczycy. Oddaliśmy nasz parasol nuklearny, a w efekcie – naszym wrogom, Rosjanom.

> Chcę się zwrócić do Polaków: Rosjanie to także wasi wrogowie. Przypomnijcie sobie historię – kto was gnębił i nas razem z wami.

> Jeśli my upadniemy, za jakiś czas wojna dotknie Polskę i kraje bałtyckie – to pewne.

> Dlatego wasza pomoc ma ogromne znaczenie w zniszczeniu rosyjskiego imperium.

> Dziękuję każdemu Polakowi, który dziś pomaga Ukraińcom.

**Wołodymyr Moroz**, przedsiębiorca i wolontariusz, opowiedział o współpracy z kolegami z Olsztyna:

> Poznaliśmy się dzięki siostrzenicy Stefana – Wice. Zorganizowaliśmy punkt pomocy dla uchodźców.

> Stefan zebrał ludzi, zorganizował pomoc, pierwsze transporty przekazywano na granicy – na neutralnym terenie, bo przyjazd do nas był zbyt niebezpieczny.

> Później sytuacja się ustabilizowała, chłopcy zaczęli przyjeżdżać z żywnością i potrzebnymi rzeczami.

> Z czasem pojawiła się potrzeba pomocy dla strażaków – Stefan, sam będąc strażakiem, doskonale wiedział, co potrzebne.

> Przywozili pompy, piły spalinowe, sprzęt ratowniczy.

> Za każdym razem, gdy zgłaszano potrzeby – Stefan organizował kolejne dostawy: żywność, wyposażenie, środki ratunkowe.

> I tak jest do dziś – działamy razem, by przybliżać zwycięstwo.

**Pani Iryna Jarmola**, krewna naszych wolontariuszy, podzieliła się swoimi przemyśleniami:

> Zawsze się cieszymy, gdy nasza rodzina przyjeżdża, zwłaszcza gdy przywozi pomoc dla Ukrainy.

> Pragniemy pokoju – by móc spokojnie spać, by dzieci rosły pod spokojnym niebem, miały prawdziwe dzieciństwo.

> Na początku było bardzo strasznie – nie wiedzieliśmy, dokąd lecą rakiety.

> Teraz niby wiemy, ale i tak jest strach, bo schronić się właściwie nie ma gdzie.

> Przed małym pociskiem może da się ukryć, ale przed rakietą – nie.

> Uciec też nie sposób – tu są nasze korzenie, nasz dom.

Pani Iryna opowiedziała również o swoich rodzinnych korzeniach, które prowadzą do miejscowości w Polsce, skąd deportowano Ukraińców:

> Wieś Werbycia i Wilka Werbycka – mama pochodzi z Werbyci, ojciec z Wilki Werbyckiej.

> W tym roku, 12 lipca, mieliśmy tam spotkanie. Mama, Bogu dzięki, jeszcze żyje, choć nie ma już sił, by pojechać.

> Kiedy ja jadę tam – to jak pielgrzymka na święte miejsca.

> Dziadkowie zostali zesłani na Syberię, a potem osiedlili się w obwodzie ługańskim, we wsi Krymskie – dziś znanej z walk.

> Tam są pochowani dziadkowie i dwóch młodszych braci mamy.

> Babcia mamy została pochowana na Syberii.

> Dlatego dla mnie wyjazd do Werbyci to jak duchowe spotkanie z przodkami. Wracam z poczuciem spokoju – jakbym wykonała coś ważnego i odnowiła więź z nimi.

A teraz o wydarzeniach ostatnich dni opowie w swoim komentarzu nasz obserwator Stefan Migus:

W ostatnich miesiącach zobaczyliśmy, że istnieje bezpośrednie zagrożenie dla Polski ze strony Rosji – taką opinię wyraził polski polityk, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej Jacek Piechota.
Trzeba uczciwie powiedzieć, że w ostatnich miesiącach widzimy, iż Polska znajduje się w stanie zagrożenia. Ale czym innym są słowa polityków, a czym innym twarde fakty.
Czy polska gospodarka jest przygotowana na wojnę? – Nie, ponieważ dotychczas nie było takiej potrzeby. Dopiero w ostatnich miesiącach podjęto działania mające na celu przestawienie polskiego przemysłu na inne tory – powiedział w wywiadzie dla ukraińskiej telewizji Espresso.

Tymczasem szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP, Marcin Przydacz, w rozmowie z RMF stwierdził, że Polska nie może w nieskończoność przyjmować ukraińskich uchodźców. Kraj nad Wisłą musi skupić się na adaptacji, co – jak wyjaśnił – oznacza asymilację Ukraińców, którzy już tu mieszkają.
Według jego danych obecnie w Polsce przebywa około 1,5 miliona obywateli Ukrainy, jednak w ciągu ostatnich pięciu lat obywatelstwo polskie otrzymało jedynie 26 tysięcy osób.

Przydacz ostrzega, że nadmierna liczba nowo przybyłych może przekroczyć możliwości kraju w zakresie ich asymilacji. Jego zdaniem w Polsce zaczynają już powstawać oddzielne dzielnice migrantów, a życie „i tak toczy się swoim rytmem”.
Jak podaje demograf z Uniwersytetu Łódzkiego, profesor Szukalski, w rozmowie z portalem Onet – w ubiegłym roku w Polsce zawarto 5359 małżeństw, w których jedna z osób była obywatelem Ukrainy.
W roku 2023 takich przypadków było 2213, a w 2022 – 2089. Dla porównania w 2015 roku zarejestrowano zaledwie 715polsko-ukraińskich ślubów. Znacznie częściej Ukrainki wychodzą za Polaków niż odwrotnie.

Swoją złą rolę odgrywają fałszywe informacje w internecie, które podsycają coraz większą nienawiść Polaków do Ukraińców. Niedawno ogromna fala hejtu spadła na Ukrainkę, która została Miss Warszawy, mimo że wcześniej tytuł ten zdobywały także cudzoziemki – Austriaczki czy Francuzki – i wtedy nikt nie reagował z taką wrogością.

Dziś wobec Ukraińców, którzy uciekli do Polski przed wojną, niemal codziennie dochodzi do aktów niechęci i agresji.
Cóż, polskim ukrainofobom warto przypomnieć słowa lidera „Solidarności”, senatora Bogdana Borusewicza, który powiedział, że wojny w Polsce nie będzie, dopóki Ukraina powstrzymuje hordy światowego zbrodniarza – Putina.
A co będzie jutro czy pojutrze – kto wie? Tym bardziej, że coraz częściej dochodzi do ataków dronami, a nawet rakietami i samolotami, nie tylko na Polskę, ale także na blisko dziesięć innych krajów należących do NATO.

Na zakończenie warto przytoczyć najnowszy żart:
– Młodego Polaka pytają: „Dokąd uciekniesz, jeśli zacznie się trzecia wojna światowa?”
– „Do Ukrainy” – odpowiada.
– „Dlaczego właśnie tam?”
– „Bo Ukraina potrafi walczyć. Ukraina zwycięży!”

Chwała Ukrainie!
Wasz komentator – Stefan Migus.

A już za chwilę Ołeksandr Hnatiuk, pierwszy ukraiński nauczyciel w Polsce, wspomni, jak powstawały ukraińskie szkoły w Baniach Mazurskich i Białym Borze. O tych trudnych, ale inspirujących początkach opowiedział Jarosławie Hrunik:

/muzyka/

– A jak powstała szkoła w Baniach Mazurskich? Bo była wyjątkowa. Powstała w 1958 roku. Kto był inicjatorem? Inicjatorem był sekretarz gminy, pan Kontrolewicz. Wtedy, ponieważ były dzieci, a gmina przeznaczyła budynek, w którym teraz mieszkają siostry zakonne, szkoła zaczęła działać.
Były tam klasy od pierwszej do ósmej. Dlatego mówię, że była wyjątkowa. Byli nauczyciele, którzy nas uczyli – bo ja też chodziłem do tej szkoły. Uczyliśmy się fizyki, chemii i biologii dwujęzycznie – po polsku i po ukraińsku, a nawet matematyki.
Ja sam uczyłem wszystkiego po ukraińsku, ale podawałem też polską terminologię. Uczyłem też terminologii ukraińskiej, żeby dzieci wiedziały, jak coś brzmi po ukraińsku – na przykład „równoległy” czy „prostopadły”.

– A jak ściągano nauczycieli do Bani?
– Tego dokładnie nie wiem. Wiem, że wasza mama tam była, była pani Kateryna Nikeruj. Potem przyszedł pan Spiwak, który później wyjechał do Legnicy. Potem był pan Beń, pani Cejko.
Ale dokładniej nie wiem, jak to tam wyglądało. Natomiast szkoła w Białym Borze była bardzo podobna – powstała w tym samym czasie co w Baniach, również od pierwszej klasy. Jedynym problemem był internat.

Sam budynek szkolny też był w ruinie, ale udało się nam wtedy, gdy pracowałem jeszcze w Warszawie, zdobyć środki na jego remont. Pamiętam, że gdy przyjeżdżałem do kuratorium w Koszalinie, zastępca inspektora szkolnego, odpowiedzialny za remont, uciekał przede mną i chował się.
Ale w końcu go znalazłem. To były trudne czasy, ale trzeba było działać. Robiliśmy wszystko, co było wtedy możliwe.

Byli też tacy, którzy krytykowali – a krytykować jest bardzo łatwo. Najczęściej krytykowali ci, którzy byli działaczami w ukraińskich domach ludowych, ale w pracy zachowywali się jak „ukrainożercy”.
W pracy nie mówili po ukraińsku, a gdy mnie spotykali, to uciekali, bo ja zawsze rozmawiałem z Ukraińcami po ukraińsku.
I właśnie oni krytykowali najbardziej. Wiedzieli najlepiej, jak wszystko powinno wyglądać, ale nie interesowały ich realne warunki. Tak było.

Pożegnanie

/muzyka/

 

Przeczytaj poprzedni wpis:
Skąd się biorą zapożyczenia?

Kawa, garderoba, fryzjer, burmistrz - to tylko kilka zapożyczeń.... Skąd się biorą w języku? Czy zapożyczenia zagrażają "czystości" języka polskiego? O tym porozmawiamy z Natalią Kozłowską...

Zamknij
RadioOlsztynTV