Znawcy
Dziś o zjawisku które zna każdy motocyklista. Najlepiej znają zaś Ci, których maszyny wybijają się z tłumu innych jednośladów. Mowa o znawcach – których motocyklista spotyka niemal wszędzie. Oto kilka przykładów spotkań ze znawcami. Parking w centrum Olsztyna. Do kolegi dosiadającego dwucylindrową Hondę ( każdy cylinder zaopatrzony w dwie świece zapłonowe) podchodzi znawca. Jaka pojemność, rocznik, spalanie? Seria standardowych pytań. W końcu pada kolejne: a ile to to ma cylindrów? Dwa – pada odpowiedź. Znawca przez chwilę się zastanawia i oznajmia: Starego „mechaniora” chciałeś Pan oszukać, przecież widzę że cztery. Jak to cztery? – tym razem z drugiej, zaskoczonej strony. Policzyłem świece…
Inny przypadek. Kolega Jarek na jednym ze swoich motocykli miał na zbiorniku paliwa profesjonalnie wymalowaną szwabachą – czy gotykiem jak kto woli, własną ksywkę „Sambur”. Pewnego dnia do grupki naszych zaparkowanych maszyn podszedł starszy pan z wnukiem. – To jest Honda Adasiu a to Yamaha. Ten to Harley a to Suzuki – błyszczał w oczach wnuka starszy pan. Chwila konsternacji przy motocyklu Jarka. A ten to….Subaru!
No i na koniec jeszcze mój przypadek. Motocykl wystylizowałem tak by wyglądał na co najmniej 30 lat starszy niż jest w rzeczywistości. Rodzi to zabawne sytuacje związane ze znawcami. Sztandarowa to taka gdy zarzucono mi pod garażem,że mój motocykl może i jest ładnie odrestaurowanym zabytkiem ale niestety jak widać nie jest na chodzie. Ale jak to nie jest – zapytałem bo przecież sam wiem najlepiej jak jest. – Ano bo nie ma kopniaka…
Ze znawcami jest tak, że znają się lepiej gdy już przebrną przez serię standardowych pytań: ile pali, ile jedzie, kiedy wyprodukowany? To ostatnie pytaniami osobiście pozwala zakończyć dalsze indagacje – 1956 – odpowiadam osłupiałemu znawcy i wolny od dalszych pytań mogę śmiało wyruszyć dalej, słysząc co najwyżej – aleś pan odrestaurował tego dziadka, no no!



























