Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 13 °C pogoda dziś
JUTRO: 12 °C pogoda jutro
Logowanie  

Pan T.

„Pan T.” to względnie nowy polski film fabularny, ubiegłoroczny, wyreżyserowany przez Marcina Krzyształowicza, jest to w pewnym sensie komediowa fantazja zainspirowana życiem Leopolda Tyrmanda i jego „Dziennikiem 1954”, chociaż reżyser stanowczo zaprzecza.

Film jest dziwny i sprawił mi pewien kłopot, podchodziłem do niego dwukrotnie i przyznam się, że film mnie chyba znudził, pozostawił odczucie niedosytu.

Lubię filmy o PRL-u o Polsce minionej, lubię takie opowieści jak „Zimna wojna” , to jeden z moich ulubionych filmów. W „Zimnej wojnie” była i jest świetnie skonstruowana opowieść, historia, znakomite role i świetna muzyka. Pawlikowski wie jak pracować z aktorami.

Tu zabrakło mi reżyserii, tak jakby reżyser pozwolił aktorom na to co chcą. Chyba Paweł Wilczak nie jest aktorem do grania głównych ról, ale mogę się mylić. Obsada jest niezła, zwłaszcza niezłe wrażenie robi na widzach płci męskiej Maria Sobocińska (córka Hanny Mikuć). Świetny był, zresztą jak zawsze, Jerzy Bończak w roli Bolesława Bieruta.

W polskim kinie często się widzi, że młode pokolenie aktorskie nie zawsze jest w stanie sprostać ekranowym wygom. Nie każda rola jest rolą serialową czy banalną rólką w typowej warszawskiej komedii. Czasami trzeba umieć pokazać na ekranie coś prawdziwego.

Wracając do „Pana T.” wiem, że niezwykle trudno robi się filmy o starej Warszawie, ale od tego jest magia kina by wskrzesić na ekranie miasto, którego już nie ma. Samo pokazywanie Pałacu Kultury w budowie to za mało, no i ta intryga zbudowana wokół Pałacu i pisarskich rozterek z lat 50. ubiegłego wieku. Zdaje sobie sprawę, że mamy do czynienia z artystyczną wizją a nie dokumentem fabularyzowanym. Jednak mieszanie filmowej groteski z fatalnymi dla Polski latami stalinizmu w tym wypadku nie wyszło zbyt dobrze. To nie były czasy do śmiechu, ale raczej do płaczu i starsi Polacy raczej bez sentymentu wspominają tamte lata. Więc coś tu chyba nie wyszło.

Możliwe, że film nie trafił na swój czas, bo w kinach znalazł się pod koniec ubiegłego roku, tuż przed epidemią i zamkniętymi kinami. Czyli kolejny film z małą widownią, może był źle promowany, może powinien był trafić wyłącznie do kin studyjnych, może na platformę streamingową. Taki ruch częściowo ratuje filmy. W domu, ogrodzie, czy na balkonie – widz jest wytrwały, tolerancyjny, ma sporo czasu i wtedy nawet czarno-biały przydługi film zostanie skonsumowany.

Taki jest los współczesnych, wydumanych filmów. A… zapomniałbym czytam nową powieść Marka Krajewskiego „Pomocnik kata”, trochę przegadana, ale można przeczytać.
Kinoman

Autor: K.Hopfer
Redakcja: BSC

Przeczytaj poprzedni wpis:
Radio Olsztyn zdobywcą Nagrody Publiczności na Ogólnopolskim Seminarium Reklamy w Kazimierzu Dolnym

Dział reklamy Radia Olsztyn zdobywcą Nagrody Publiczności na 27. Ogólnopolskim Seminarium Reklamy. Warsztaty z udziałem przedstawicieli rozgłośni regionalnych Polskiego Radia oraz przedstawicieli Krajowej Rady Radiofonii i...

Zamknij
RadioOlsztynTV