Spaleni słońcem
Nikita Michałkow jest rosyjskim reżyserem filmowym, aktorem, scenarzystą, producentem, może piosenkarzem, prawie politykiem, z pewnością rosyjskim celebrytą, dobrym znajomym Prezydenta Putina, przyjacielem Daniela Olbrychskiego. Swego czasu, dokładnie w 1994 roku, nakręcił wybitny film – dzieło życia – ,,Spaleni słońcem”. Film nagradzany i oglądany na całym świecie. Mnie się bardzo podobał, państwu pewnie także.
Gdyby ktoś zapomniał, to krótko przypominam. Sielska rosyjska wieś, upalna, letnia niedziela na letnisku u generała Kotowa, w tej roli Michałkow. Niedziela na wsi, w latach 30-tych, to czas ludobójstwa, prześladowań, czystek stalinowskich w Rosji Radzieckiej. Ta niedziela musiała skończyć się źle i tak właśnie się stało.
Życie Kotowa zostało zburzone, rodzina rozbita, sam Kotow trafił do łagru. No i właśnie Kotowa odnajdujemy w łagrze w kolejnym filmie, zrealizowanym kilka lat później. Co zrozumiałe, historia przyśpieszyła, a słońce jeszcze mocniej paliło. Przypominam, że to właśnie Stalin był Słońcem Narodów i to jego oczy były źródłem palących promieni.
Film z lat 90-tych zdobył wierną publiczność, więc Michałkow postanowił wykorzystać sukces i wrócić do swojego bohatera Kotowa. I wrócił, ale w bardzo słabym stylu, za to z rozmachem, bo ,,Spaleni słońcem 2”, to film zrealizowany za koszmarnie duże pieniądze i rozbuchany wizualnie. Ma dobre sceny, rosyjska wieś jest fotogeniczna.
Jest w nim pewna scena przy i na moście, w której reżyser pokazuje totalny chaos w radzieckim systemie obronnym. Inna wstrząsająca, to przybycie kadetów na linię frontu. Obraz jest niestety chaotyczny, kiepsko zrealizowany i słabo zagrany, a przecież rosyjskich aktorów stać na wiele. Temat zaś jest ważny i istotny, bo do tej pory nie widziałem rosyjskiego filmu opisującego pierwsze dni wojny i właściwie rozpad państwa radzieckiego w momencie ataku Niemców.
Jest tu też mały akcent antypolski, kadeci, udając się na linie obronne, śpiewają ewidentnie antypolską, paskudną pieśń. Żałuję, że nie wyszło. Rozmawiałem ze znawcą rosyjskiego rynku filmowego, okazuje się, że im – Rosjanom – też się nie podobał.
Widzowie film zlekceważyli. Jaka jest część trzecia? Nie wiem, nie widziałem. Zatytułowano ją ,,Cytadela”. Nie było jej jeszcze w polskich kinach, może trafi na nasz rynek w postaci DVD lub do telewizji. Czekam.




























