Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 3 °C pogoda dziś
JUTRO: 9 °C pogoda jutro
Logowanie
 

Audycje w języku ukraińskim – maj 2020

Audycje w języku ukraińskim nadajemy codziennie, również w święta, o godzinach 10.50 i 18.10. Prezentujemy serwis informacyjny o życiu diaspory ukraińskiej na Warmii i Mazurach i w Polsce oraz wieści z samej Ukrainy. Po kilku dniach zamieszczamy też tłumaczenia audycji w języku polskim. Do słuchania zapraszają dziennikarze: Jarosława Chrunik, Hanna Wasilewska i Sergiusz Petryczenko. Audycje w języku ukraińskim emitowane są z nadajnika w Miłkach koło Giżycka na 99,6 FM.

01.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam was dzisiaj znowu, tym razem w programie „Kamo hriadeszy”. W studiu Polskiego Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik. Dzisiaj nasz program będzie różnorodny: przejdziemy się po historii ludzkości od stworzenia świata do współczesności. Mam nadzieję, że was zaintrygowałam, więc posłuchajmy trochę muzyki, żeby wejść w nastrój:

(-)

Jak wiecie, drodzy słuchacze, podczas koronawirusa staramy się znajdować ciekawe materiały w naszych najgłębszych zakamarkach archiwów, bowiem mało jest wydarzeń i spotkań, żebyśmy mogli przygotowywać wam świeże materiały, a do tego jeszcze jakościowe. Dlatego też dzisiaj proponuję, żebyśmy posłuchali opowieści o stworzeniu świata z cyklu „Dźwiękowa Chrestomatia Żywe Słowo”. Czyta lektor Mykoła Kozij:

(-)

Biblia. Stary Testament. Urywki. Stworzenie świata.

Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy.
A potem Bóg rzekł: «Niechaj powstanie sklepienie w środku wód i niechaj ono oddzieli jedne wody od drugich!» Uczyniwszy to sklepienie, Bóg oddzielił wody pod sklepieniem od wód ponad sklepieniem; a gdy tak się stało, Bóg nazwał to sklepienie niebem.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień drugi.
A potem Bóg rzekł: «Niechaj zbiorą się wody spod nieba w jedno miejsce i niech się ukaże powierzchnia sucha!» A gdy tak się stało, Bóg nazwał tę suchą powierzchnię ziemią, a zbiorowisko wód nazwał morzem. Bóg widząc, że były dobre, rzekł: «Niechaj ziemia wyda rośliny zielone: trawy dające nasiona, drzewa owocowe rodzące na ziemi według swego gatunku owoce, w których są nasiona». I stało się tak. Ziemia wydała rośliny zielone: trawę dającą nasienie według swego gatunku i drzewa rodzące owoce, w których było nasienie według ich gatunków. A Bóg widział, że były dobre.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień trzeci.
A potem Bóg rzekł: «Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata; aby były ciałami jaśniejącymi na sklepieniu nieba i aby świeciły nad ziemią». I stało się tak. Bóg uczynił dwa duże ciała jaśniejące: większe, aby rządziło dniem, i mniejsze, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy. I umieścił je Bóg na sklepieniu nieba, aby świeciły nad ziemią; aby rządziły dniem i nocą i oddzielały światłość od ciemności. A widział Bóg, że były dobre.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień czwarty.
Potem Bóg rzekł: «Niechaj się zaroją wody od roju istot żywych, a ptactwo niechaj lata nad ziemią, pod sklepieniem nieba!» Tak stworzył Bóg wielkie potwory morskie i wszelkiego rodzaju pływające istoty żywe, którymi zaroiły się wody, oraz wszelkie ptactwo skrzydlate różnego rodzaju.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień piąty.
Potem Bóg rzekł: «Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju: bydło, zwierzęta pełzające i dzikie zwierzęta według ich rodzajów!» I stało się tak. Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi. I widział Bóg, że to było dobre.

(-)

Widział Bóg, że to jest dobre, więc tworzył dalej, ale o tym usłyszycie już za tydzień, bo nie możemy nie wspomnieć o wielkim święcie, które obchodziliśmy w czwartek: Wniebowstąpienie. Po 40 dniach od Zmartwychwstania, gdy Jezus Chrystus ukazywał się wielu ludziom, Pan odszedł do nieba, jednak obiecał swoim uczniom, że wkrótce otrzymają pocieszyciela. O Wniebowstąpieniu rozmawiałam z olsztyńskim proboszczem greckokatolickim, ks. Janem Hałuszką:

(-)

Największe ze wszystkich świąt chrześcijańskich, czyli Zmartwychwstanie, było takim wstrząsem, który trudno jest ogarnąć rozumem; sądzę, że łatwiej było to ogarnąć sercem, niż rozumem – jak to mogło się stać? Myślę, że właśnie dlatego Jezus pojawiał się swoim uczniom później żeby pokazać, że Zmartwychwstanie to była prawda. Ile razy, komu się pojawiał, zanim odszedł do Nieba?

– No, możemy to przeczytać w przesłaniu św. Apostoła Pawła, że tak wielu ludziom się pojawiał, a jemu dopiero na samym końcu. Pierwsze były kobiety podążające do grobu, uczniowie z Emaus, potem byli apostołowie, do których przyszedł, byli też inni, którzy nie są nawet zapisani, ale są wymienieni, o czym mówi apostoł Paweł, że tych osób było pięciuset czy więcej, tak że była to duża liczba.

– W ciągu czterdziestu dni!

– Tak, tak! Bo jest tych czterdzieści dni, w ciągu których Jezus Chrystus pokazywał, że to jest On, ten sam, który umarł, który został ukrzyżowany i umarł, i rzeczywiście zmartwychwstał. Pokazywał swoje ciało, które miał, pokazywał swoje kości, jak możemy przeczytać w Ewangelii wg św. Łukasza, rany. I też jadł ze swoimi uczniami, tak że duch tego z pewnością nie robi. To pokazuje, że to rzeczywiście jest Jezus Chrystus, który powstał z martwych, naprawdę to wszystko się zdarzyło i dowody tych wszystkich różnych uczniów, apostoła, także brata Pana – Jakuba, który na początku też nie wierzył Jezusowi Chrystusowi, dopiero potem, po Zmartwychwstaniu był ten moment, że przemienił swoje życie i był pierwszym biskupem  aleksandryjskim o ile dobrze pamiętam. Tak że to wszystko pokazuje, że rzeczywiście Zmartwychwstanie było i ci uczniowie, nie tylko apostołowie, ale też inni uczniowie, ludzie potwierdzają to swoim życiem.

– Możemy z tego rozumieć, że Jezus ukazywał się w innym wyglądzie ciała, bo gdyby wyglądał tak samo jak przed śmiercią, to by go poznali. I to pokazuje, że ciało tak jakby nie miało znaczenia, ważny jest duch.

– Nie można tak do końca powiedzieć, że ciało nie ma znaczenia; ono ma znaczenie, ale duch jest najważniejszy, bo to jest nieśmiertelne, ale to ciało, które miał Jezus po swoim Zmartwychwstaniu, to zmartwychwstałe ciało – on też przechodzi przez drzwi do swoich uczniów, to nie jest to ciało, jak my sobie teraz myślimy i wyobrażamy, ale to na pewno jest inne ciało, które będziemy mogli kiedyś zobaczyć. Ale na to musimy poczekać do drugiego zmartwychwstania.

– Potem było Wniebowstąpienie i tak jak czytamy, słuchamy w Ewangelii, uczniowie zamiast się smucić, cieszą się, oni się radują.

– Ale są też zdziwieni, bo jak czytamy w Dziejach Apostolskich, to oni długo stali i patrzyli w niebo. Pomimo wszystkich tych wydarzeń, których byli świadkami, to jest następne, które było dla nich nie do końca zrozumiałe. Oni są zdziwieni, patrzą w niebo, ale potem z tą wielką radością, że mieli możliwość widzieć, słyszeć i rozmawiać ze zmartwychwstałym Jezusem Chrystusem, co daje im też tę siłę, żeby przyjąć Ducha Świętego i potem świadczyć, bo prawie wszyscy umarli, oddając swoje życie za swego Nauczyciela, Jezusa Chrystusa.

(-)

Ognisko domowe – na sam dźwięk tych słów robi się ciepło i błogo na duszy. To tu zbierają się wszyscy domownicy po całym dniu trudów, tu dzielą się radościami i troskami, tu nabierają sił, dzielą się ciepłem ludzkich uczuć. O ognisko domowe – tak jak i o to w plenerze – trzeba dbać, bo jeśli się tego nie robi, to może się zdarzyć pożar, który zniszczy wszystko, lub ognisko wygaśnie i też nie będzie po co do niego wracać. Wszyscy w rodzinie są ważni, ale tradycyjnie to mamy rolą jest o to ognisko dbać. Jest to zadanie na całe życie, a jeśli popełni się błędy, to nie można zacząć niczego od nowa, można tylko próbować te błędy naprawiać. A to sztuka niełatwa. Dlatego w Dniu Matki okazujemy swoim mamom wdzięczność za niedospane noce, za ich obecność zawsze, gdy tego potrzebujemy w życiu, za to, że swoje sprawy odkładają na bok, bo najważniejsze jest zawsze dziecko. Pewnie dlatego także Dzień Dziecka jest tak blisko Dnia Matki. Kontynuujemy świętowanie Dnia Matki i Dnia Dziecka. W czasie, gdy ze wszystkich stron słyszy się, że świątynie pustoszeją, my z pewną ulgą możemy powiedzieć, że nas to na razie nie dotyczy. W naszych cerkwiach zawsze jest dużo ludzi, w tym – niemało młodych rodzin z dziećmi. To znaczy, że duchowość dla tych ludzi ma duże znaczenie. Moje przypuszczenia potwierdziła Olena Karowiec, mama dwójki małych dzieci. Rozmawiałyśmy przez telefon z okazji Dnia Dziecka i niedawno obchodzonego Dnia Mamy. Dzieci mamy na co dzień, ale taki dzień, poświęcony tylko im, myślę, że jest potrzebny.

 

– Myślę, że tak i w ogóle myślę, że trzeba jakoś zmienić ten Dzień Dziecka, bo w rzeczywistości stał się tak samo jak i święta Bożego Narodzenia i inne święta bardzo komercyjny. I uważam, że trzeba w pierwszej kolejności trzeba darować dzieciom swój czas, swoją uwagę. Czyli – mniej prezentów, a o wiele więcej swego czasu i uwagi. I miłości. No, w istocie uwaga i czas to jest właśnie darowanie miłości, to jest forma miłości. Żeby właśnie taką walutą miłości był ten wspólny czas. To nie musi być żaden nadzwyczajny program, to, że dziecko odczuwa, że jesteśmy tylko dla siebie ze wszystkich sił i tak na sto procent.

– No to myślę, że właśnie tego życzyłabyś wszystkim innym dzieciom. Bo to, że ty oddajesz całą siebie swoim dzieciom (zresztą, tata też), to widać nawet gdy przychodzicie do cerkwi. To widać, że w waszej rodzinie – na razie czteroosobowej – naprawdę jest ta miłość i jest ta powaga. Rodziców do dzieci też – to widać.

– Bardzo dziękuję! To miło, że pani to zauważa. Myślę, że tak, obowiązkowo. Z wykształcenia jestem zresztą nauczycielką i przez wiele lat dużo czasu spędzałam z innymi dziećmi i myślę, że najwięcej właśnie tego chce się życzyć rodzicom, żeby podarowali więcej czasu i uwagi, i jakiegoś takiego… . Ostatnio przeczytałam piękną książkę już śp. ks. Piotra Pawlukiewicza, który zdążył przed śmiercią wydać chyba dwie swoje książki. I w jednej z nich on pisze między innymi o wyrazie miłości i o darowaniu czasu bliskim. I pisze taką fajną, bardzo istotną rzecz, że darowanie czasu jest wyrazem miłości wtedy, gdy go darujemy rezygnując z siebie. Czyli nie darujemy czasu wtedy, gdy możemy i gdy to po prostu nam pasuje, a wtedy, gdy ktoś inny go potrzebuje. I myślę, że takie są dzieci, takie wymagania przed nami stawiają – żeby darować im nasz czas wtedy, gdy one tego potrzebują, a nie tylko wtedy, gdy my możemy. Bo okazuje się, że w ostatecznym rozrachunku w ogóle byśmy go nie darowali, bo ciągle coś się dzieje, ciągle są ważniejsze sprawy, a te takie malutkie w naszych oczach sprawy są całym Wszechświatem dla dzieci. Czasami warto zostawić absolutnie wszystko i z nimi pomalować, poczytać książeczkę i być dla nich tym całym Wszechświatem wtedy, gdy one tego potrzebują. Tak że tego życzę każdemu dziecku i też życzę każdemu dziecku szczęśliwych rodziców. Bo gdy rodzice są szczęśliwi, gdy mają taką wewnętrzną zgodę, wewnętrzny spokój, to dziecko odczuwa ten spokój i też wtedy odczuwa szczęście.

– I czuje się bezpieczne, a poczucie bezpieczeństwa jest nie wiem czy nie pierwsza potrzebą człowieka.

– Myślę, że tak, poczucie bezpieczeństwa tak naprawdę w każdej sferze. Po pierwsze – no właśnie: że mama kocha mnie bezgranicznie; że jakim był nie był, czegokolwiek bym nie zrobił i czego nie zrobię – ona będzie mnie bezgranicznie kochać.

– Wszyscy mogą ze mnie zrezygnować, wszyscy mogą się mnie wyrzec, a mama nie wyrzeknie się nigdy.

– Tak, tak! Ja nie wiem jak to w praktyce bywa w niektórych rodzinach, ale naprawdę wszystkim życzę – i dzieciom, i też mamom w związku z ich niedawnym świętem – żeby właśnie umieć kochać po prostu. Tak za darmo, bez niczego.

 

Tak, to prawda. Miłość – to najlepszy kompas w życiu. A gdy jest on jeszcze wzmocniony wiarą, to żadne trudności nie są nam straszne. O roli wiary w życiu porozmawiamy z Olenką następnym razem, a teraz jeszcze raz oddaję głos ks. Janowi Hałuszce, który chce złożyć życzenia dzieciom z okazji ich dzisiejszego święta oraz mamo, które obchodziły swoje święto tydzień temu:

(-)

– No, życzę, żeby dzieci miały taką radość, którą zawsze ma dziecko, żeby miały zaufanie do swoich rodziców i żeby mogły cieszyć się swoim dzieciństwem, dziękując Bogu i rodzicom za to wszystko co mają. Żeby umiały to docenić i żeby dzięki temu mogły wyrastać na prawdziwych uczniów Jezusa Chrystusa, ale też żeby mogły wyrastać na chwałę swoich rodziców; żeby rodzice mogli być dumni z tego, że mają takie udane dzieci.

– Jeśli dziecko, to oczywiście jest i mama. I każdy z nas, albo miał mamę i myślę, że najczęściej, bo zdarzają się wyjątki, ale najczęściej najlepsze uczucia dziecka związane są z mamą. Czego możemy życzyć naszym mamom?

– Myślę, że też przede wszystkim żeby były dumne ze swoich dzieci, że ten trud, który wkładają w wychowanie, nie idzie na marne, a dzieci mogą wzrastać w wiedzy, w swojej wierze i żeby potem mamy mogły patrzeć jakie mają wspaniałe dzieci, że zawsze o nich pamiętają, nie tylko w maju, gdy jest Dzień Matki, ale każdego dnia; żeby mamy odczuły, że dzieci są im wdzięczne za dar życia, za dar wychowywania i dar tej miłości, którą mama im w każdej chwili daje.

 

Mama wychowuje dziecko po to, żeby dać mu skrzydła do lotu w świat. Ale na tym się nie kończy: mama nadal chroni swoją pociechę modlitwą:

– Myślę, że tego trzeba doświadczyć samemu, żeby tę rodzinną modlitwę, która kiedyś była obecna we wszystkich domach, gdy dzieci ze swoimi rodzicami klękali, czy stali i modlili się; żeby odczuły, że ta modlitwa jest upraszaniem łask i że ta modlitwa chroni dzieci na każdym kroku. Tego też życzę, żeby ta matczyna modlitwa upraszała u Boga wszystkiego tego, czego każde dziecko potrzebuje.

(-)

Myślę, że inne słowa są tu zbędne, więc przyłączam się do tych życzeń – niech każda mama pielęgnuje skrzydła swoich dzieci i chroni je modlitwą, a dzieci niech nigdy nie zapominają, kto im dał te skrzydła, żeby mogły wznieść się w niebo. A wszystkim wam życzę spokoju i pomyślności; miłego wieczoru, drodzy słuchacze! Program przygotowała  i przedstawiła Jarosława Chrunik. Wszystkiego dobrego! (jch/ad)

01.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was po długim urlopie na falach Polskiego Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Dziś jest poniedziałek, 1 czerwca, a to oznacza, że dziś jest międzynarodowy Dzień Dziecka. Natomiast tydzień temu był Dzień Matki. Dziś połączę obydwa święta – Dzień Matki i Dzień Dziecka – w jedno wspólne. Przecież to nawet na poziomie podświadomości mamę zawsze łączymy z dzieckiem, a dziecko z mamą. A jeśli weźmiemy pod uwagę dwa kalendarze – gregoriański i juliański – to akurat gdzieś tu, w połowie spotkają się obydwa te dwa święta.

(-)

Szanowni słuchacze, z pewnością zauważyliście, że nasze audycje czasami zmieniają swój charakter, gdy zdarzają się wyjątkowe okazje. Dzieje się tak przede wszystkim podczas różnych świąt. Tak też będzie dzisiaj. Cóż jest piękniejszego na świecie, niż macierzyństwo, rodzina – to wszystko, co nazywamy ogniskiem domowym. I jak nietrudno było się domyślić, była to piosenka dla naszych najmłodszych słuchaczy z okazji ich święta. Ale nie tylko piosenkę im dedykujemy. Zapytałam rodziców ze sporym stażem, Andrzeja Faranczuka i Darię Czetyrbę – czego życzą swoim i nie tylko swoim dzieciom, ale też i mamom:

 

– Przede wszystkim zdrowia. Oprócz zdrowia na co dzień – Bożego błogosławieństwa, takiego spokoju wewnętrznego, radości wewnętrznej; żeby zawsze miały sprawdzonych przyjaciół, żeby nikt nigdy niczym ich nie rozczarował.

– A ja życzę im przede wszystkim tego, żeby spełniały swoje marzenia, jakie mają w życiu, żeby zawsze im się układało tak, jak sobie tego życzą. To przede wszystkim. Oczywiście – zdrowia, bo żeby spełniać marzenia, to przede wszystkim trzeba mieć zdrowie. I wszelkich sukcesów.

– Gdy dziecko jest szczęśliwe, to i mama, tata są szczęśliwi.

– Oczywiście! To jest absolutnie prawda, z którą nie można dyskutować. Gdy dziecko jest szczęśliwe, to rodzice są szczęśliwi, można powiedzieć, że jeszcze bardziej niż samo dziecko.

– Bo dziecko jeszcze sobie nie uświadamia, że trzeba przejść przez życie tak, żeby można było połączyć początek swego życia z jego końcem; czyli – być szczęśliwym.

– Dokładnie tak. Ja też jeszcze jestem dzieckiem i już dawno mamą, tak że mogę na to spojrzeć z obu stron – jak ojciec się czuje, gdy jego dziecko jest szczęśliwe i jak ja się czuję, gdy mój ojciec jest szczęśliwy – wtedy i ja jestem szczęśliwa. To wszystko jest ze sobą powiązane, tu nie może być inaczej.

– Mówisz, że jesteś mamą i wiesz jakie są troski i radości mamy. Czego byś życzyła wszystkim mamom – tym, które mają już dorosłe dzieci, tym, które dopiero stają na progu macierzyństwa, maja małe dzieci?

– Czy ja wiem, czego życzyć? Też, żeby spełniały się ich marzenia, żeby czuły się spełnione w tej swojej misji, bo macierzyństwo to taka misja, nie każda kobieta chce wypełniać tę misję. Ale gdy już się na to zdecyduje, to jest to pełnia życia. Jednak jest tak, że nie każda kobieta chce być matką, więc tym, które marzą i chcą być, i spełniać się jako mama – żeby się im spełniło.

– Mamie – przede wszystkim zdrowia, wewnętrznego spokoju i spełnienia. I żeby te oczekiwania od życia, które jeszcze ma, żeby spełniały się każdego dnia. Żeby jej marzenia, myśli i radości – żeby miała to na co dzień, a nie tylko od święta, żeby często wnuki przyjeżdżały, to daje jej taką siłę. I żeby dzieci zawsze przynosiły jej radość i szczęście. Dzieci i wnuki, i prawnuki.

 

Zawsze miło jest patrzeć na szczęśliwe rodziny, a do takich należy rodzina Szczerbików. Potwierdza to jej głowa, Jarek, który też ma podobne życzenia dla dzieci:

 

– Zdrowia! Mają wszystko; gdy myśmy się urodzili, to żyliśmy w trochę innych czasach. Teraz te czasy się zmieniły i swoim dzieciom życzę tylko i wyłącznie zdrowia. Szczęście przyjdzie, szczęście jest, bo jeśli jest szczęśliwa rodzina, to i dzieci są szczęśliwe. Ale w tej sytuacji, w dobie koronawirusa to najważniejsze jest zdrowie. Tak myślę, że myśmy wynieśli z domu wszystko co najlepsze, czego rodzice nas uczyli – żeby chodzić do cerkwi, jednoczyć się z ludźmi – i my tak samo uczymy swoje dzieci. Przykładamy do tego dużą wagę, zabieramy je wszędzie – na koncerty, do cerkwi – i myślę, że wzrastają razem z nami na dobrych, łagodnych ludzi.

– Gdy słyszysz słowo „mama” – co budzi się w głowie, sercu, duszy?

– Na słowo „mama” przychodzi jedno słowo: kochanie i miłość. Wszystkim mamom życzę sukcesów swoich dzieci i zdrowia. To jest chyba najważniejsze – zdrowie i sukcesy dzieci; gdy dziecko przyjdzie, uśmiechnie się do mamy, przytuli, to to jest chyba dla mamy sprawa najważniejsza.

– I żeby dzieci umiały zawsze okazać mamom wdzięczność za ich trud.

– Żeby umiały, ale to jest właśnie ten trud, które mamy wkładają, żeby ich tego nauczyć.

(-)

Nigdy nie znajdziemy wystarczająco właściwych słów, żeby wyrazić wszystkie najgłębsze uczucia, którymi darzymy najdroższe osoby na świecie; zawsze pozostanie niedosyt. Ale powrócimy do tematu mamy i dziecka wieczorem, więc już teraz zapraszam was na godz. 18.10 do radioodbiorników, a teraz pora się pożegnać. Była z wami Jarosława Chrunik, dołączam się do wszystkich życzeń dla mam i dzieci, które tu wybrzmiały, a wszystkim bez wyjątku życzę wam miłego dnia. Ponadto  wszystkim mamom za ich cichy, codzienny, piękny trud macierzyństwa dedykuję – jakże by inaczej – pieśń o matce. (jch/ad)

31.05.2020 – godz. 20.30 – Magazyn (opis do dźwięku)

W programie „Od Niedzieli do Niedzieli” wiat was Hanna Wasilewska.

(-)

Na internetowej scenie Hanna Tiekuczewa, wokalistka z Gdańska, kierownik młodzieżowego i dziecięcego chóru ukraińskiego. W miniony piątek odbył się drugi koncert on-line pod nazwą „Wieczór współczesnej muzyki ukraińskiej”

W przeddzień pierwszego koncertu on-line rozmawiałam z Hanną Tiekuczewą. Wtedy podzieliła się swoimi obawami dotyczącymi strony technicznej wydarzenia on-line. Dla artystki było to pierwsze doświadczenie tego typu. Ja oczywiście oglądałam koncert i bardzo Hannie kibicowałam. Cieszyłam się z lajków, które dawali słuchacze zamiast zwyczajowych oklasków. Natomiast co przeżywała zagubiona czasem Hanna przy mikrofonu po tej stronie ekranu, trudno sobie wyobrazić. Youtube podpowiedział, że stałych widzów było ponad 30, więc można powiedzieć, że wszyscy byliśmy na sali koncertowej.

-No tak, można tak przedstawić, ale jak nagrywałam kiedy śpiewałam, nie mogłam patrzeć na ekran, na monitor, bo to było trochę z opóźnieniem, gdzieś tak 5 sekund; i mnie to trochę wybijało ten obrazek…ale tak kątem oka widziałam, że stałych widzów było 30 – 32, a po zakończeniu 140, to oznacza, że ktoś wchodził i wychodził. Wrażenia w ogóle dobre, ciesze się, że technicznie udało mi się…chociaż później dostała im informacje, że dźwięk był cichy.

-Czy dużo było stresu? Bo kiedy widzi się ludzi, to jedno, a kiedy ich nie widać inne uczucie?

-No tak, bardzo różnią się te odczucia…to moje pierwsze doświadczenie […] i kiedy zaśpiewałam pierwszą piosenkę, to jakaś taka pauza pojawiła się w mojej głowie, bo zawsze na koncercie są oklaski, a tu nie ma.

-Właśnie chciałam powiedzieć, brakowało reakcji publiczności, oklasków.

-Oczywiście, bo na koncercie staram się nie patrzeć na ludzi, żeby […] ale czasem tak rzucam okiem i patrzę jak ludzie to odbierają. Najczęściej to dobrze, uśmiechają się i to jakby […] uczucia i oklaski oczywiście, no ale w końcu jakby pierwsze dwie-trzy piosenki było dziwnie troszkę, a późnej przywykłam…

-Rozeszło się.

-Tak, bo ja tak często sama sobie śpiewam, ale nie było takiego uczucia, że ja sama sobie śpiewam. Wiedziałam, że ludzie się patrzą…ktoś tam żyje w jednym kraju, ktoś w drugim, ktoś w trzecim, a tak to wszyscy razem zebrali się i zobaczyli.

-A ktoś oglądał z okupowanego terenu Donbasu? Z Ługańska?

-Tak oczywiście, babcia jedna, druga, dziadek, ojciec, wszyscy oglądali…bałam się, że oni nie dadzą rady…ale mówili, że później oglądali jeszcze raz…

-To bardzo dobrze, że ludzie którzy tam zostali mają możliwość w internecie chociaż pobyć razem z tymi co są daleko i z ojczystą kulturą.

-…tak

-Sprawy techniczne wziął na siebie twój narzeczony chwaliłaś się?

-Bo poświęcił bardzo dużo godzin na to. Jednego dnia, kiedy poprosiłam go o pomoc, to z 6 godzin siedział. Następnego dnia coś ponaciskałam…no ale szybciej…no ale dziękuję; nie powiem, on też nie wiedział jak to zrobić; w internecie siedział i szukał, program na komputer ściągnęliśmy.

-Musieliście nauczyć się wielu rzeczy, żeby zrobić ten koncert.

-No tak, nie do końca rozumiemy zasady jeszcze, patrzyliśmy na YT jak podłączają się wszyscy, no ale nauczyliśmy się, w przyszłości jak będzie taka potrzeba, to można już przyłączać się, żeby był normalny dźwięk.

(-)

-Czy jakieś komentarze po koncercie dostałaś?

-Wiele było i jakby, na taką liczbę słuchaczy, niewielką tak powiem, to było dużo; myślę wszyscy się wyrazili. I to dla mnie było bardzo miłe; nie spodziewałam się. I dziewczęta z mojej pracy, z przedszkola oglądały; prawie wszyscy, których zaprosiłam, czego też nie oczekiwałam, ale powiem że odczucia po koncercie były takie jak po prawdziwym dzięki tym komentarzom; taki nastrój, poszliśmy później na spacer. Co do piosenek, które się spodobały. Jedna dziewczyna, Krystyna napisała mi, że jej spodobała się „Hiłoczka jabłuni”

(-)

-Rozumiem, że po bezpośredniej transmisji na YT pozostaje wideo i ponadgodzienne nagranie można zobaczyć.

-Tak, tam była propozycja czy zostawić wideo; podredagować troszeczkę…ale to żywy koncert, więc niech zostanie tak; można zobaczyć. Patrzyłam, że tam było ponad 200 przeglądań, więc ludzie oglądają. Też miło.

(-)

-Czy myślałaś, by kiedy powrócą te żywe koncerty, zrobić dodatkową opcję on-line?

-Uważam, że to w ogóle bardzo dobre, bo my kiedyś chcieliśmy zrobić bezpośredniątransmisję z JarmaRock Fest, tam coś nie udało się technicznie, nie pamiętam…zrobiliśmy fragment i nam bardzo dziękowali, że mieli okazję zobaczyć, bo nie wszyscy mogą przyjechać. I uważam, że to w ogóle dobry pomysł, wszystkie koncerty trzeba tak transmitować…techniczne sprawy, potrzeba człowieka, który będzie to robić…

(-)

Internet usuwa granice i daje możliwości, natomiast pozbawia nas emocji – tych prawdziwych, żywych, które nie są przekazywane przez ekran monitora. Takie emocje dają nam spotkania. Na początku czerwca to Dzień Mniejszości Narodowych w olsztyńskim Gutkowie. W tym roku wydarzenie zostało odwołane, ale kto zabroni nam wspomnieć, jak to było rok temu?

[wypowiedź w języku polskim]

Lubomira Tchórz – dyrektor ukraińskiej szkoły w Bartoszycach.

W tym roku przyjechały nasze dzieci z Bartoszyc, zespół nasz Wodohraj, a także solistki Mariczka Sycz i Marcysia Zawadzka i będziemy prezentować ukraińską kulturę. Także to ciekawe święto bo mamy okazję pooglądać różne kultury mniejszości narodowych; tak bo chodzi o mniejszości narodowe przede wszystkim; z tego co wiem to poza Niemcami i Tatarami jest etniczna romska grupa, no a nasze dzieci mają okazję poznawać w ten sposób bogactwo kulturalne naszego regionu.

-Bardzo cieszymy się, że możemy przyjeżdżać na dzień mniejszości i wtedy widzimy inne kultury i reprezentujemy swoje kultury i szkoły.

[wypowiedź w języku polskim]

Cześć wszystkim. Dzień dobry.

[wypowiedź w języku polskim]

[fragment w języku niemieckim]

Mamy swoje klimaty – Włodek Kuper, lider zespołu Horpyna – Pokazujemy ukraińską kulturę już wiele lat, przyjaźnimy się z innymi mniejszościami – Romami, Tatrami, Niemcami i oni sobie upodobali nasz chutor kozacki. Ja uważam, że dzień mniejszości to takie wielkie święto, dla tych którzy mieszkają tu na obczyźnie, dla diaspory ukraińskiej, niemieckiej i wszystkich innych, które u nas bywają i uważam, że to bardzo ważny moment, żeby ci ludzie, którzy na co dzień się nie widzą, tu zobaczyli się; nie tylko swoich przyjaciół, bo ich coraz mniej. Sam zauważyłem, że coraz mniej przychodzi ze starszego pokolenia. To także okazja, żeby zobaczyć też inne mniejszości, które prezentują swoją kulturę.

(-)

[wypowiedzi w języku polskim]

(-)

Lokalne ukraińskie wydarzenia odwołane są do końca lipca, natomiast niektóre ogólnopolskie odbyły się online. Więc dzięki technologii i nowemu formatowi eventów horyzonty uczestników z naszego regionu poszerzyły się. Tak niedawno na III międzynarodowym festiwalu kultury „Haiwka” w Warszawie uczestniczyli uczniowie z punktów nauczania języka ukraińskiego z Lidzbarka i Dobrego miasta. Jak przygotowali się i zwyciężyli chwali się nauczyciel Piotr Tabaka:

Mieliśmy zaproszenia w zeszłych latach, ale tak się złożyło, że nie było możliwości skorzystać, bo były inne wydarzenia u nas w regionie i nie było czasu, żeby pojechać, ale w tym roku festiwal odbywa się online i skorzystaliśmy z tego po raz pierwszy. Festiwal trwał trwał 3 dni do 23 maja. W ciągu trzech dni miały miejsce warsztaty np. z przygotowania lalki-motanki czy śpiewu, folklorystycznego śpiewu, tańców, wszystko odbywało się online. My na ten festiwal przygotowaliśmy dwie piosenki Wołodymyra Iwasiukia, „Malwy” i przez Amelkę Kuształę z Dobrego Miasta, a dziewczęta Sofia i Ksenia Szumne z Lidzbarka Warmińskiego „Pisnia bude sered nas” też Iwasiuka.

-Specjalnie przygotowywaliście się do tego festiwalu, czy już było gotowe. Nie wyobrażam sobie jak próby z dziewczętami odbywały się. Czy w ogóle były.

-Próby odbywały się jak wszystko, online. Piosenki przygotowywaliśmy na festiwal w Elblągu, ale po odwołaniu go wykorzystaliśmy to do Warszawy. Trzeba było wysłać zgłoszenie online i to zrobiliśmy.

-Czy dziewczęta są zadowolone?

-To był konkurs podzielony na kategorie wiekowe. Amelka Kuształa zdobyła II miejsce w kategorii 12-15 lat, a Sofijka i Ksenia Szumne w kategorii 9-12 lat. To było III miejsce. Organizatorzy też prowadzili konkurs na koncert Kwitky. Także wysłaliśmy jedno zgłoszenie, Aleksander Melnyczok z Dobrego Miasta. On jest w przedszkolu, ale otrzymał I miejsce w kategorii dzieci do 6 lat.

-Gratulujemy. Czy twoje lekcje w punktach nauczania języka ukraińskiego odbywają się na odległość i czy dzieci podłączają się do ciebie online, czy widzicie się, rozmawiacie po ukraińsku, jak to wygląda?

-Nasze lekcje od połowy marca odbywają się online. Spotykamy się na Skype, albo na wideo-chacie na Messengerze. Dzieci nie zapominają, bo rozmawiają z rodzicami po ukraińsku. Nawet takie jest ich zadanie, żeby w domu poza lekcjami rozmawiać z rodzicami, bratem, siostrą, dziadkami jak mieszkają razem, albo gdzieś blisko.

-Dla ciebie i twoich uczniów lekcje online nie są nowością, bo od wielu lat w projekcie „My Ukraińcy ja i ty” mieliście lekcje przez Skype z biblioteką lwowską, więc powinniście być jak ryby w wodzie.

-Tak i cieszymy się z tego. Prawie 5 lat rozmawiamy z Ukrainą na Skype, więc takie lekcje na odległość, można powiedzieć, nie są dla nas nowe.

Czytali, rozmawiali, śpiewali, malowali, rysowali online i sortowali śmieci. Tak zwyciężyli w eko-maratonie:
W kwietniu wzięliśmy udział w eko-maratonie, który organizowała mikołajowska biblioteka obwodowa i znana Ania B[reszczacka], która w zeszłym roku była w Bartoszycach, ona nas do tego zaprosiła i w ciągu tygodnia…nauczyli nas trochę ekologicznej terminologii, pooglądaliśmy filmy ekologiczne jak segregować śmieci u siebie w domu. Tak zaczynamy dbać o ekologię, a na koniec kwietnia, na koniec tego maratonu trzeba było albo nagrać film, albo stworzyć bajkę, albo zrobić zdjęcia o swoich eko-inicjatywach. My do tego, znaczy dzieci, stworzyły obrazki, które wysłaliśmy na Ukrainę do Mikołajowa. Ania B[reszczacka] stworzyła prezentację do tego i do tego podarowała nam [podziękowanie] za udział w maratonie.

-Nie traciliście czasu tak rozumiem, to co widzieliście w internecie za wszystko się braliście.

-Tak, jest możliwość wziąć, to bierzemy. To na korzyść dzieci, bo uczą się języka i nie marnują swojego potencjału.

O języku ojczystym i jego znaczeniu napisano wiele wierszy i każdy jest szczególny. Nie trzeba udowadniać, jak piękny jest nasz język – każde jego słowo wyśpiewane jest w piosenkach, a zapisane w dawnych latopisach, powiedziane w dobrym towarzystwie:

[lekcja języka ukraińskiego]

Roman Bodnar dowiedział się co nowego na ukraińskiej scenie:

[parada hitów Romana Bodnara]

(-)

Tym kończymy nasz program. Przygotował go Roman Bodnar i Hanna Wasilewska. Zapraszamy do radioodbiorników tradycyjnie za tydzień. Niech będzie on ciepły i radosny. Wszystkiego dobrego. (dw/łw)

30.05.2020 – godz 10.50 (opis do dźwięku)

Jubileusz świętowali online. Partnerzy projektu „My Ukraińcy – ja i ty” obwodowa biblioteka dla dzieci we Lwowie obchodziła swoje 80-lecie. W nocy wznowiło działalność pięć ukraińsko-polskich przejść granicznych w obwodzie lwowskim. Tarnopolanie żądają od rządzących państwem niewtrącania się w sprawy języka ukraińskiego. Komisja Europejska zatwierdziła kolejne 500 milionów euro wsparcia dla Ukrainy. O tym w sobotnich wiadomościach po ukraińsku opowiem za chwilę. W kalendarzu 30 maja. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
Życzymy wam niewyczerpanej energii, realizacji wszystkich zamysłów, śmiałych projektów, kreatywnych pomysłów, spokoju i harmonii w zespole. Życzymy, by na waszych bibliotecznych półkach znajdowały się potrzebne książki,a przy katedrach zawsze stały kolejki czytelników i by żaden koronawirus im nie przeszkadzał, i nie grodził. Tak z okazju jubileuszu lwowska obwodowa biblioteka dla dzieci witała swoją „siostrę” – bibliotekę naukową. Z czasem i nasi partnerzy projektu „My Ukraińcy – ja i ty” – pracownicy dziecięcej biblioteki we Lwowie zaczęli przyjmować podobne życzenia. Już szósty rok z bibliotekarzami ze Lwowa przyjaźni się nauczyciel języka ukraińskiego Piotr Tabaka:
W tym roku biblioteka we Lwowie obchodziła swoje 80-lecie; planowana była wielka konferencja, ale z uwagi na pandemię koronawirusa wszystko zostało odwołane, nawet nie można było polecieć czy pojechać pociągiem. Biblioteka przeniosła swoje świętowanie na maj w formie online. Oczywiście normalnie powinno wyglądać to trochę ładniej…ale do tego też trzeba się przygotować. Przesłałem życzenia online bibliotece i pracownikom.
Wiele życzeń od czytelników czy partnerów biblioteki zjawiło się na FB biblioteki, więc gości nie brakowało. Piotr wziął udział w świątecznej grze:
Biblioteka zamieściła konkurs na swoim FB o 80 latach biblioteki, pytania dotyczyły historii samej biblioteki; potrzeba było troszkę głębiej poszukać informacji; tu internet bardzo mi pomógł, ale wiele też wiedziałem, bo z biblioteką i pracownikami biblioteki utrzymujemy kontakt, więc jestem w tych bibliotecznych sprawach.
Teraz pozostało doczekać się otwarcia granic i nowej daty prawdziwego świętowania 80-lecia obwodowej biblioteki dla dzieci we Lwowie, żeby osobiście odebrać wygraną nagrodę. To już niebawem, bo granica z Ukrainą powoli jest otwierana.
(-)
W nocy wznowiło działalność pięć ukraińsko-polskich przejść granicznych w obwodzie lwowskim. Taką decyzję podjął rząd Ukrainy.
(-)
Tarnopolanie żądają od rządzących niewtrącania się w sprawy języka ukraińskiego. W ich imieniu, do prezydenta Ukrainy, przewodniczącego Rady Najwyższej i deputowanych zwrócił się mer Tarnopola Serhij Nadal, zauważając wydarzenia w kraju. Przewodniczący Rady Njwyższej Dmytro Rozumkow żąda rewizji ustawy o języku. Chcą nas pozbawić języka ukraińskiego, głównej cechy narodu – mówi mer Tarnopola Serhij Nadal w nagraniu na FB:
Drodzy Ukraińcy, przyjaciele, dziś zwracamy się do was. Przyszłość Ukrainy, przyszłość naszych dzieci jest zagrożona. Przewodniczący Rady Njwyższej Dmytro Rozumkow żąda zmian w ustawie o języku. Oznacza to faktyczne pozbawienie państwowego wsparcia języka ukraińskiego na Ukrainie. Chcę przypomnieć, że przyjęcie ustawy o języku rozpoczęło drogę Ukrainy do Europy. Ustawa o języku odnowił rozwój ukraińskiego kina, kultury, sztuki i książki. Ustawa o języku dała możliwość pełnowartościowego, patriotycznego wychowania naszych dzieci. A co dzisiaj? Chcą zabrać nam nasz język ukraiński, główną cechę narodu ukraińskiego. Chcą nas znowu podzielić na grupy według kremlowskiego scenariusza. Chcą się nad nami pastwić jak robili to setki lat różni grabieżcy. Zwracamy się do prezydenta Ukrainy, przewodniczącego Rady Najwyższej i deputowanych, żądamy wstrzymania ataku na podstawowe wartości państwa i narodu. Ręce precz od naszego języka, historii i kultury. Możemy obronić nasze prawo do bycia sobą na swojej, danej przez Boga ziemi. Nie dopuścimy do małorosyjskiego rewanżu. Chwała Ukrainie.
20 maja prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński powiedział o potrzebie „wprowadzenia porządku z kwotami językowymi”, żeby usunąć „niesprawiedliwość wobec ludzi, którzy nie są ukraińskojęczyni”.
(-)
Komisja Europejska zatwierdziła kolejne 500 milionów euro wsparcia dla Ukrainy. To część czwartego programu pomocy makrofinansowej dla władz w Kijowie. Wraz z tą wypłatą łączna kwota pomocy przyznanej Ukrainie od 2014 roku wyniosła 3 miliardy 800 milionów euro. Żaden kraj spoza Unii Europejskiej nie otrzymał jeszcze tak dużego wsparcia. Wiceprzewodniczący Komisji Valdis Dombrovskis napisał w oświadczeniu, że Bruksela kontynuuje polityczną, finansową i techniczną pomoc, by wesprzeć reformy przeprowadzane na Ukrainie.
(-)
Tą informacją kończymy nasze wydanie. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Życzę wam dobrego humoru i udanego weekendu. Do usłyszenia. (dw/bsc)

29.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Nauka online pełna konkursów i zwycięstw. Tak wygląda nauczenie uczniów przez nauczyciela języka ukraińskiego Piotra Tabakę od ponad 2 miesięcy. Dzięki swojej pomysłowości i kreatywności nauczyciel znalazł wiele sposobów by nauka na odległość była korzystna i ciekawa. Trafiając na konkursy online, nie omijał ich. Uczniowie punktów nauczania języka ukraińskiego w Lidzbarku Warmińskim, Dobrym Mieście i Świątkach czytali online, śpiewali, malowani i nawet wygrywali w elektronicznym maratonie. Jak udaje się to Piotrowi Tabace opowie dziś w programie „Od A do Z”. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Serdecznie witam i zapraszam.
(-)
Niedawno w Warszawie odbył się III międzynarodowy festiwal kultury Haiwka. I choć miejscowe ukraińskie wydarzenia w tym roku zostały odwołane, dzięki technologii i nowemu formatowi eventów, horyzonty Ukraińców rozszerzają się. Takim sposobem w festiwalu online wzięli udział młodzi artyści z naszego regionu. To uczniowie punktów nauczania języka ukraińskiego w Lidzbarku Warmiński i Dobrym Mieście. Jak przygotowywali się i zwyciężyli chwali się nauczyciel Piotr Tabaka:
Mieliśmy zaproszenia w zeszłych latach, ale tak się złożyło, że nie było możliwości skorzystać, bo były inne wydarzenia u nas w regionie i nie było czasu, żeby pojechać, ale w tym roku festiwal odbywa się online i skorzystaliśmy z tego po raz pierwszy. Festiwal trwał trwał 3 dni do 23 maja. W ciągu trzech dni miały miejsce warsztaty np. z przygotowania lalki-motanki czy śpiewu, folklorystycznego śpiewu, tańców, wszystko odbywało się online. My na ten festiwal przygotowaliśmy dwie piosenki Wołodymyra Iwasiukia, „Malwy” i przez Amelkę Kuształę z Dobrego Miasta, a dziewczęta Sofia i Ksenia Szumne z Lidzbarka Warmińskiego „Pisnia bude sered nas” też Iwasiuka.
-Specjalnie przygotowywaliście się do tego festiwalu, czy już było gotowe. Nie wyobrażam sobie jak próby z dziewczętami odbywały się. Czy w ogóle były.
-Próby odbywały się jak wszystko, online. Piosenki przygotowywaliśmy na festiwal w Elblągu, ale po odwołaniu go wykorzystaliśmy to do Warszawy. Trzeba było wysłać zgłoszenie online i to zrobiliśmy.
-Czy dziewczęta są zadowolone?
-To był konkurs podzielony na kategorie wiekowe. Amelka Kuształa zdobyła II miejsce w kategorii 12-15 lat, a Sofijka i Ksenia Szumne w kategorii 9-12 lat. To było III miejsce. Organizatorzy też prowadzili konkurs na koncert Kwitky. Także wysłaliśmy jedno zgłoszenie, Aleksander Melnyczok z Dobrego Miasta. On jest w przedszkolu, ale otrzymał I miejsce w kategorii dzieci do 6 lat.
-Gratulujemy. Czy twoje lekcje w punktach nauczania języka ukraińskiego odbywają się na odległość i czy dzieci podłączają się do ciebie online, czy widzicie się, rozmawiacie po ukraińsku, jak to wygląda?
-Nasze lekcje od połowy marca odbywają się online. Spotykamy się na Skype, albo na wideo-chacie na Messengerze. Dzieci nie zapominają, bo rozmawiają z rodzicami po ukraińsku. Nawet takie jest ich zadanie, żeby w domu poza lekcjami rozmawiać z rodzicami, bratem, siostrą, dziadkami jak mieszkają razem, albo gdzieś blisko.
-Dla ciebie i twoich uczniów lekcje online nie są nowością, bo od wielu lat w projekcie „My Ukraińcy ja i ty” mieliście lekcje przez Skype z biblioteką lwowską, więc powinniście być jak ryby w wodzie.
-Tak i cieszymy się z tego. Prawie 5 lat rozmawiamy z Ukrainą na Skype, więc takie lekcje na odległość, można powiedzieć, nie są dla nas nowe.
Czytali, rozmawiali, śpiewali, malowali, rysowali online i sortowali śmieci. Tak zwyciężyli w eko-maratonie:
W kwietniu wzięliśmy udział w eko-maratonie, który organizowała mikołajowska biblioteka obwodowa i znana Ania B[reszczacka], która w zeszłym roku była w Bartoszycach, ona nas do tego zaprosiła i w ciągu tygodnia…nauczyli nas trochę ekologicznej terminologii, pooglądaliśmy filmy ekologiczne jak segregować śmieci u siebie w domu. Tak zaczynamy dbać o ekologię, a na koniec kwietnia, na koniec tego maratonu trzeba było albo nagrać film, albo stworzyć bajkę, albo zrobić zdjęcia o swoich eko-inicjatywach. My do tego, znaczy dzieci, stworzyły obrazki, które wysłaliśmy na Ukrainę do Mikołajowa. Ania B[reszczacka] stworzyła prezentację do tego i do tego podarowała nam [podziękowanie] za udział w maratonie.
-Nie traciliście czasu tak rozumiem, to co widzieliście w internecie za wszystko się braliście.
-Tak, jest możliwość wziąć, to bierzemy. To na korzyść dzieci, bo uczą się języka i nie marnują swojego potencjału.
O języku ojczystym i jego znaczeniu napisano wiele wierszy i każdy jest szczególny. Nie trzeba udowadniać, jak piękny jest nasz język – każde jego słowo wyśpiewane jest w piosenkach, a zapisane w dawnych latopisach, powiedziane w dobrym towarzystwie:
[lekcja języka ukraińskiego]
(-)
No i to wszystko na dziś. W programie „Od A do Z” usłyszymy się za tydzień. Była z wami Hanna Wasilewska. Życzę wam przyjemnego wieczoru i słonecznego weekendu. Do usłyszenia. (dw/apod)

29.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Nauka online pełna konkursów i zwycięstw. Tak wygląda nauczenie uczniów przez nauczyciela języka ukraińskiego Piotra Tabakę od ponad 2 miesięcy. Dzięki swojej pomysłowości i kreatywności nauczyciel znalazł wiele sposobów by nauka na odległość była korzystna i ciekawa. Trafiając na konkursy online, nie omijał ich. Uczniowie punktów nauczania języka ukraińskiego w Lidzbarku Warmińskim, Dobrym Mieście i Świątkach czytali online, śpiewali, malowani i nawet wygrywali w elektronicznym maratonie. Jak udaje się to Piotrowi Tabace opowie dziś w programie „Od A do Z”. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Serdecznie witam i zapraszam.

(-)

Niedawno w Warszawie odbył się III międzynarodowy festiwal kultury Haiwka. I choć miejscowe ukraińskie wydarzenia w tym roku zostały odwołane, dzięki technologii i nowemu formatowi eventów, horyzonty Ukraińców rozszerzają się. Takim sposobem w festiwalu online wzięli udział młodzi artyści z naszego regionu. To uczniowie punktów nauczania języka ukraińskiego w Lidzbarku Warmiński i Dobrym Mieście. Jak przygotowywali się i zwyciężyli chwali się nauczyciel Piotr Tabaka:

Mieliśmy zaproszenia w zeszłych latach, ale tak się złożyło, że nie było możliwości skorzystać, bo były inne wydarzenia u nas w regionie i nie było czasu, żeby pojechać, ale w tym roku festiwal odbywa się online i skorzystaliśmy z tego po raz pierwszy. Festiwal trwał trwał 3 dni do 23 maja. W ciągu trzech dni miały miejsce warsztaty np. z przygotowania lalki-motanki czy śpiewu, folklorystycznego śpiewu, tańców, wszystko odbywało się online. My na ten festiwal przygotowaliśmy dwie piosenki Wołodymyra Iwasiukia, „Malwy” i przez Amelkę Kuształę z Dobrego Miasta, a dziewczęta Sofia i Ksenia Szumne z Lidzbarka Warmińskiego „Pisnia bude sered nas” też Iwasiuka.

-Specjalnie przygotowywaliście się do tego festiwalu, czy już było gotowe. Nie wyobrażam sobie jak próby z dziewczętami odbywały się. Czy w ogóle były.
-Próby odbywały się jak wszystko, online. Piosenki przygotowywaliśmy na festiwal w Elblągu, ale po odwołaniu go wykorzystaliśmy to do Warszawy. Trzeba było wysłać zgłoszenie online i to zrobiliśmy.
-Czy dziewczęta są zadowolone?
-To był konkurs podzielony na kategorie wiekowe. Amelka Kuształa zdobyła II miejsce w kategorii 12-15 lat, a Sofijka i Ksenia Szumne w kategorii 9-12 lat. To było III miejsce. Organizatorzy też prowadzili konkurs na koncert Kwitky. Także wysłaliśmy jedno zgłoszenie, Aleksander Melnyczok z Dobrego Miasta. On jest w przedszkolu, ale otrzymał I miejsce w kategorii dzieci do 6 lat.
-Gratulujemy. Czy twoje lekcje w punktach nauczania języka ukraińskiego odbywają się na odległość i czy dzieci podłączają się do ciebie online, czy widzicie się, rozmawiacie po ukraińsku, jak to wygląda?
-Nasze lekcje od połowy marca odbywają się online. Spotykamy się na Skype, albo na wideo-chacie na Messengerze. Dzieci nie zapominają, bo rozmawiają z rodzicami po ukraińsku. Nawet takie jest ich zadanie, żeby w domu poza lekcjami rozmawiać z rodzicami, bratem, siostrą, dziadkami jak mieszkają razem, albo gdzieś blisko.
-Dla ciebie i twoich uczniów lekcje online nie są nowością, bo od wielu lat w projekcie „My Ukraińcy ja i ty” mieliście lekcje przez Skype z biblioteką lwowską, więc powinniście być jak ryby w wodzie.
-Tak i cieszymy się z tego. Prawie 5 lat rozmawiamy z Ukrainą na Skype, więc takie lekcje na odległość, można powiedzieć, nie są dla nas nowe.

Czytali, rozmawiali, śpiewali, malowali, rysowali online i sortowali śmieci. Tak zwyciężyli w eko-maratonie:

W kwietniu wzięliśmy udział w eko-maratonie, który organizowała mikołajowska biblioteka obwodowa i znana Ania Breszczacka, która w zeszłym roku była w Bartoszycach, ona nas do tego zaprosiła i w ciągu tygodnia…nauczyli nas trochę ekologicznej terminologii, pooglądaliśmy filmy ekologiczne jak segregować śmieci u siebie w domu. Tak zaczynamy dbać o ekologię, a na koniec kwietnia, na koniec tego maratonu trzeba było albo nagrać film, albo stworzyć bajkę, albo zrobić zdjęcia o swoich eko-inicjatywach. My do tego, znaczy dzieci, stworzyły obrazki, które wysłaliśmy na Ukrainę do Mikołajowa. Ania Breszczacka stworzyła prezentację do tego i do tego podarowała nam podziękowanie za udział w maratonie.
-Nie traciliście czasu tak rozumiem, to co widzieliście w internecie za wszystko się braliście.
-Tak, jest możliwość wziąć, to bierzemy. To na korzyść dzieci, bo uczą się języka i nie marnują swojego potencjału.

O języku ojczystym i jego znaczeniu napisano wiele wierszy i każdy jest szczególny. Nie trzeba udowadniać, jak piękny jest nasz język – każde jego słowo wyśpiewane jest w piosenkach, a zapisane w dawnych latopisach, powiedziane w dobrym towarzystwie:

[lekcja języka ukraińskiego]

(-)

No i to wszystko na dziś. W programie „Od A do Z” usłyszymy się za tydzień. Była z wami Hanna Wasilewska. Życzę wam przyjemnego wieczoru i słonecznego weekendu. Do usłyszenia. (dw/kos)

28.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór drodzy słuchacze. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska, a na scenie internetowej Hanna Tiekuczewa. Już jutro odbędzie się drugi „Wieczór muzyki ukraińskiej” gdańskiej wokalistki Hanny Tiekuczewej. Pierwszy koncert skończył się sukcesem. Była to godzina muzycznego zadowolenia pełna ulubionych ukraińskich piosenek różnych pokoleń. Myślę, że każdy z widzów internetowych znalazł coś dla siebie. Swoimi wrażeniami z koncertu podzieliła się ze mną artystka, więc dzisiaj zapraszam na koncert radiowy i przyjemną, szczerą rozmowę z Hanną. Bądźcie z nami.

(-)

W przeddzień pierwszego koncertu on-line rozmawiałam z Hanną Tiekuczewą. Wtedy podzieliła się swoimi obawami dotyczącymi strony technicznej wydarzenia on-line. Dla artystki było to pierwsze doświadczenie tego typu. Ja oczywiście oglądałam koncert i bardzo Hannie kibicowałam. Cieszyłam się z lajków, które dawali słuchacze zamiast zwyczajowych oklasków. Natomiast co przeżywała zagubiona czasem Hanna przy mikrofonu po tej stronie ekranu, trudno sobie wyobrazić. Youtube podpowiedział, że stałych widzów było ponad 30, więc można powiedzieć, że wszyscy byliśmy na sali koncertowej.

-No tak, można tak przedstawić, ale jak nagrywałam kiedy śpiewałam, nie mogłam patrzeć na ekran, na monitor, bo to było trochę z opóźnieniem, gdzieś tak 5 sekund; i mnie to trochę wybijało ten obrazek…ale tak kątem oka widziałam, że stałych widzów było 30 – 32, a po zakończeniu 140, to oznacza, że ktoś wchodził i wychodził. Wrażenia w ogóle dobre, ciesze się, że technicznie udało mi się…chociaż później dostała im informacje, że dźwięk był cichy.
-Czy dużo było stresu? Bo kiedy widzi się ludzi, to jedno, a kiedy ich nie widać inne uczucie?
-No tak, bardzo różnią się te odczucia…to moje pierwsze doświadczenie […] i kiedy zaśpiewałam pierwszą piosenkę, to jakaś taka pauza pojawiła się w mojej głowie, bo zawsze na koncercie są oklaski, a tu nie ma.
-Właśnie chciałam powiedzieć, brakowało reakcji publiczności, oklasków.
-Oczywiście, bo na koncercie staram się nie patrzeć na ludzi, żeby […] ale czasem tak rzucam okiem i patrzę jak ludzie to odbierają. Najczęściej to dobrze, uśmiechają się i to jakby […] uczucia i oklaski oczywiście, no ale w końcu jakby pierwsze dwie-trzy piosenki było dziwnie troszkę, a późnej przywykłam…
-Rozeszło się.
-Tak, bo ja tak często sama sobie śpiewam, ale nie było takiego uczucia, że ja sama sobie śpiewam. Wiedziałam, że ludzie się patrzą…ktoś tam żyje w jednym kraju, ktoś w drugim, ktoś w trzecim, a tak to wszyscy razem zebrali się i zobaczyli.
-A ktoś oglądał z okupowanego terenu Donbasu? Z Ługańska?
-Tak oczywiście, babcia jedna, druga, dziadek, ojciec, wszyscy oglądali…bałam się, że oni nie dadzą rady…ale mówili, że później oglądali jeszcze raz…
-To bardzo dobrze, że ludzie którzy tam zostali mają możliwość w internecie chociaż pobyć razem z tymi co są daleko i z ojczystą kulturą.
-…tak
-Sprawy techniczne wziął na siebie twój narzeczony chwaliłaś się?
-Bo poświęcił bardzo dużo godzin na to. Jednego dnia, kiedy poprosiłam go o pomoc, to z 6 godzin siedział. Następnego dnia coś ponaciskałam…no ale szybciej…no ale dziękuję; nie powiem, on też nie wiedział jak to zrobić; w internecie siedział i szukał, program na komputer ściągnęliśmy.
-Musieliście nauczyć się wielu rzeczy, żeby zrobić ten koncert.
-No tak, nie do końca rozumiemy zasady jeszcze, patrzyliśmy na YT jak podłączają się wszyscy, no ale nauczyliśmy się, w przyszłości jak będzie taka potrzeba, to można już przyłączać się, żeby był normalny dźwięk.

(-)

-Czy jakieś komentarze po koncercie dostałaś?
-Wiele było i jakby, na taką liczbę słuchaczy, niewielką tak powiem, to było dużo; myślę wszyscy się wyrazili. I to dla mnie było bardzo miłe; nie spodziewałam się. I dziewczęta z mojej pracy, z przedszkola oglądały; prawie wszyscy, których zaprosiłam, czego też nie oczekiwałam, ale powiem że odczucia po koncercie były takie jak po prawdziwym dzięki tym komentarzom; taki nastrój, poszliśmy później na spacer. Co do piosenek, które się spodobały. Jedna dziewczyna, Krystyna napisała mi, że jej spodobała się „Hiłoczka jabłuni”

(-)

-Rozumiem, że po bezpośredniej transmisji na YT pozostaje wideo i ponadgodzienne nagranie można zobaczyć.
-Tak, tam była propozycja czy zostawić wideo; podredagować troszeczkę…ale to żywy koncert, więc niech zostanie tak; można zobaczyć. Patrzyłam, że tam było ponad 200 przeglądań, więc ludzie oglądają. Też miło.

(-)

-Czy myślałaś, by kiedy powrócą te żywe koncerty, zrobić dodatkową opcję on-line?
-Uważam, że to w ogóle bardzo dobre, bo my kiedyś chcieliśmy zrobić transmisję z JarmaRock Fest, tam coś nie udało się technicznie, nie pamiętam…zrobiliśmy fragment i nam bardzo dziękowali, że mieli okazję zobaczyć, bo nie wszyscy mogą przyjechać. I uważam, że to w ogóle dobry pomysł, wszystkie koncerty trzeba tak transmitować…techniczne sprawy, potrzeba człowieka, który będzie to robić…

(-)

Ze szczerego serca zapraszam na mój drugi koncert on-line, który odbędzie się w piątek, juto o 19:00 na moim kanale. Zabrzmią znane ukraińskie hity, współczesne i może trochę starsze…wszystkich zapraszam

Więc na kanale YouTube Hanna Tiekuczewa jutro o 19.00 już po raz drugi odbędzie się „Wieczór muzyki ukraińskiej”. A przy okazji poprzedni także można zobaczyć. Jeśli lubicie ukraińską piosenkę, to nie może się nie spodobać.
A już niebawem otwarte zostaną sale koncertowe filharmonii i usłyszymy żywy dźwięk. Przeczekać można z nami na falach Polskiego Radia Olsztyn. Z wami była Hanna Wasilewska. Usłyszymy się jutro. (dw/kos)

28.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

W Polsce odwoływane są kolejne ograniczenia związane z koronawirusem. Osłabiany jest reżim noszenia masek ochronnych. Otwierane są instytucje kultury i obiekty sportowe. Na wieczór z ukraińską muzyką w internecie zaprasza znów Hanna Tiekuczewa. Ukraiński rząd wydał zgodę na podpisanie memorandum na import amerykańskiego skroplonego gazu ziemnego. Mer miasta Czerkasy w centralnej Ukrainie domaga się od ukraińskiego prezydenta zadośćuczynienia za obrazę honoru, której miał dopuścić Wołodymyr Zełenski. Szczegóły usłyszycie za chwilę w wydaniu ukraińskich informacji. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
W sobotę 30 maja dojdzie do zmiany zasad dotyczących noszenia masek ochronnych. W przestrzeni publicznej ich noszenie nie będzie obowiązkowe. Powiedział o tym premier Mateusz Morawiecki. Szef rządu zaznaczył, że w sklepach, transporcie publicznym, świątyniach i kinach maski na twarzy nadal będą obowiązywać. Natomiast od 6 czerwca planowane jest otwarcie instytucji kultury takich jak: kina, teatry, sale koncertowe i inne, a także obiekty sportowe, a dokładniej: baseny, sale sportowe, kluby fitness itd. Będą one otwarte przy zachowaniu zasad sanitarnych – powiedział premier Mateusz Morawiecki. Według premiera wyjątkiem są dyskoteki i kluby, bo doświadczenie innych krajów pokazuje, że bardzo często te miejsca są ogniskiem nowych infekcji. Słabsze zasady bezpieczeństwa w Polsce związane są z poprawą sytuacji, która jest skutkiem koronawirusa.
(-)
Na scenie internetowej Hanna Tiekuczewa. Już jutro odbędzie się drugi „Wieczór muzyki ukraińskiej” gdańskiej wokalistki Hanny Tiekuczewej. Pierwszy koncert skończył się sukcesem i dodał Hannie pewności. Po otrzymaniu wielu pochwał i odzewu z drugiej strony kamery śpiewaczka przygotowała nowy progam muzyczny – jutro posłuchamy współczesnej ukraińskiej piosenki:

W piątek na koncercie będą takie bardziej współczesne piosenki. Przygotowałam…kilka piosenek…moich ulubionych wykonawców; i jeszcze Mykoły…przygotowałam i jeszcze mam piosenkę z JarmaRock sprzed 3 lat zespołu Nightwish przetłumaczoną na ukraiński.
Więc na kanale YouTube Hanna Tiekuczewa jutro o 19:00 już po raz drugi odbędzie się „Wieczór muzyki ukraińskiej”. A przy okazji poprzedni także można zobaczyć.
(-)
Ukraiński rząd wydał zgodę na podpisanie memorandum na import amerykańskiego skroplonego gazu ziemnego. W dokumencie mowa jest też o inwestycjach w infrastrukturę przesyłową na polsko- ukraińskiej granicy. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]
Mer miasta Czerkasy w centralnej Ukrainie domaga się od ukraińskiego prezydenta zadośćuczynienia za obrazę honoru, której miał dopuścić Wołodymyr Zełenski. Mer Anatolij Bondarenko chce od głowy państwa rekompensaty w wysokości 1 hrywny.
(-)
Tą informacją kończymy nasz program. Do usłyszenia wieczorem. (dw/apod)

27.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Witam wszystkich, którzy są z nami. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dziś w „Wieczorze z ukraińską kulturą” kontynuować będziemy opowiadanie o Dniu Mniejszości Narodowych, który co roku odbywa się w olsztyńskim Gutkowie. Zwykle jest to cudowna w lesie koło jeziora. Natomiast koronawirus skorygował tegoroczny program kulturalny, więc nasze święto nabyło formatu radiowego. Muzyczny program festiwalu z jego gospodarzem, kierownikiem zespołu Horpyna Włodkiem Kuperem, składał Sergiusz Petryczenko:

[-]

-Co roku w Olsztynie, w Gutkowie, w Dzień Mniejszości Narodowych; odbywał się, było wesoło, fajnie, wiele różnych zespołów; i Romowie, i Niemcy, i Białorusini, i Litwini, i oczywiście Ukraińcy. W tym roku nie będzie na żywo, ale możemy to odtworzyć w eterze, w radiu. Rozmawiam z Władkiem Kuperem, gospodarzem tego miejsca i też kierownikiem zespołu Horpuna.
-Dzień dobry, wszystkich witam serdecznie. No tak wyszło w tym roku, że niestety festiwalu mniejszości nie będzie. Co roku było u nas dużo mniejszości, dużo ludzi ciekawych, z którymi można było się spotkać, porozmawiać, pośpiewać wspólnie. Po festiwalu zostać na wieczór, przy ognisku. Niestety w tym roku nie możemy tego zrobić. My też jako Horpyna mieliśmy brać udział w tym festiwalu, mieliśmy grać koncert; nie wyszło, więc mam nadzieję, że w drugiej połowie roku, albo w następnym nie będzie przeszkód, żeby znów ten festiwal mógł trwać i będziemy kontynuować. Taką mam nadzieję, że pandemia minie i będzie wszystko dobrze.
-Jak zaczynały się te festiwale; jaka historia.
-W ogóle Dzień Mniejszości; głównym organizatorem jest mniejszość niemiecka i oni w różnych miejscach organizowali te festiwale. Wiem, że oni są teraz bardzo zadowoleni, bo miejsce jest ładne, nad jeziorem, blisko lasu i im tu bardzo pasuje, zawsze się dogadujemy i my jesteśmy zadowoleni, że taki festiwal ma miejsce i oni są zadowoleni, że z nami współpraca jest nie najgorsza.
-A jakby Horpyna grała na żywo, to co byście zagrali na dzień dobry?
-Ciężkie pytanie, nie wiem. Każdy nasz koncert jest inny, teraz maj jest bardzo chłodny, więc chcielibyśmy zacząć ukraińsko-brazylijskimi rytmami od samby. To jeden z naszych nowszych numerów. Nagraliśmy to, można posłuchać w internecie, a myślę, że może radio też nas puści.
[-]
-Jaki byłby drugi numer?
-Drugi numer?
-Po takich gorących rytmach?
-Po gorących rytmach. Myślę, że jak dzień mniejszości, to my zawsze staramy się mniej rockowo, no ja bardzo lubię rockową muzykę, ale pod mniejszości musimy dobierać specjalny repertuar, myślę, że na pewno coś bardziej folkowego, nie wiem „Ichaly kozaky”, „Rozpriachajte chlopci koni” albo co się tam urodzi, albo przez to, że tu takie ładne góry w naszym Gutkowie, można, tak jak w Beskidach, to my też gramy z radością na tego rodzaju imprezach „Werchowynę”
[-]
-To może skoro rozmawiamy o Horpynie, my widzieliśmy się gdzieś jesienią, czy może latem; co u was się działo i jakie plany na lato; mam nadzieję, że ten koronawirus troszkę popuści.
-Myślę, że widzieliśmy się na naszym dwudziestoleciu, w tym samym miejscu, w którym teraz siedzimy no i od tego czasu regularnie próbujemy, mamy nowe numery, piosenki które obrabiamy i myślę przyjdzie czas, że będziemy je zaraz grać na koncertach, teraz koncertów nie ma, ale myślę, że to minie i póki co odwołali nam parę koncertów, a jest nadzieja, że w ciągu lata koncerty będą się odbywać, może nie dla szerokiej publiki, ale myślę, że kameralne będą i pogramy, bo bardzo za tym tęsknimy.
-Życzę wszystkim muzykom, żeby mieli w końcu kontakt z publiką i publice też, żeby swoich ulubieńców zobaczyli na żywo, bez masek, bez strachu, że zachorują.
-No i my też życzymy wszystkim zdrowia i życzymy, żeby szybko spotkali się z nami na koncertach.
(-)
Dzień Mniejszości Narodowych to święto ze stażem. Ten dzień świadczy o wielokulturowości Warmii i Mazur, potwierdzeniu przyjaźni narodów na tych ziemiach, to dowód że państwo polskie szanuje każdego swojego obywatela niezależnie od narodowości, a dla zwyczajnych mieszkańców Olsztyna to kolorowe i smaczne święto podarowało dobry humor i niezapominane emocje. Tak było i w zeszłym roku
[wypowiedź w języku polskim]
Lubomira Tchórz – dyrektor ukraińskiej szkoły w Bartoszycach.
W tym roku przyjechały nasze dzieci z Bartoszyc, zespół nasz Wodohraj, a także solistki Mariczka Sycz i Marcysia Zawadzka i będziemy prezentować ukraińską kulturę. Także to ciekawe święto bo mamy okazję pooglądać różne kultury mniejszości narodowych; tak bo chodzi o mniejszości narodowe przede wszystkim; z tego co wiem to poza Niemcami i Tatarami jest etniczna romska grupa, no a nasze dzieci mają okazję poznawać w ten sposób bogactwo kulturalne naszego regionu.
-Bardzo cieszymy się, że możemy przyjeżdżać na dzień mniejszości i wtedy widzimy inne kultury i reprezentujemy swoje kultury i szkoły.
[wypowiedź w języku polskim]
Cześć wszystkim. Dzień dobry.

[wypowiedź w języku polskim]

[fragment w języku niemieckim]

Mamy swoje klimaty – Włodek Kuper, lider zespołu Horpyna – Pokazujemy ukraińską kulturę już wiele lat, przyjaźnimy się z innymi mniejszościami – Romami, Tatrami, Niemcami i oni sobie upodobali nasz chutor kozacki. Ja uważam, że dzień mniejszości to takie wielkie święto, dla tych którzy mieszkają tu na obczyźnie, dla diaspory ukraińskiej, niemieckiej i wszystkich innych, które u nas bywają i uważam, że to bardzo ważny moment, żeby ci ludzie, którzy na co dzień się nie widzą, tu zobaczyli się; nie tylko swoich przyjaciół, bo ich coraz mniej. Sam zauważyłem, że coraz mniej przychodzi ze starszego pokolenia. To także okazja, żeby zobaczyć też inne mniejszości, które prezentują swoją kulturę.
(-)
[wypowiedzi w języku polskim]
(-)
Mam nadzieję, że te ciepłe wspomnienia poprawiły trochę humor i wam. Możliwe,że doczekamy się takich spotkań jeszcze tego lata. Najważniejsze to być zdrowym. Tego wam szczerze życzę i żegnam się z wami do jutra. Wszystkiego dobrego. (dw/apod)

27.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

24 maja do Warszawy przyleciał pierwszy lot czarterowy z ukraińskimi pracownikami. Na stronie gov.pl opublikowano nowe zasady przekraczania granicy. Dwutygodniowa kwarantanna po przyjeździe do Polski dla uczniów i studentów odwołana. W Kijowie ponownie otwarto dla wiernych jedno z najważniejszych prawosławnych sanktuariów – Peczerską Ławrę. Dokładniej o tym opowiem za chwilę. Dziś jest środa 27 maja. Z wami jest Hanna Wasilewska. Witam.

(-)

24 maja do Warszawy przyleciał pierwszy lot czarterowy z ukraińskimi pracownikami. Poinformowała o tym Europejska Prawda. Na pokładzie samolotu znalazło się 178 obywateli Ukrainy. Po przylocie odbywają dwutygodniową kwarantannę w centrum kwarantanny. Zgodnie z wymaganiami ukraińskiej władzy, ze wszystkimi pracownikami podpisano długoterminowe kontrakty na pracę z Polsce. Posiadają także ubezpieczenie medyczne, także w przypadku zachorowania na COVID-19. Pozwolenie na przylot wydały oficjalne organy władzy Polski i Ukrainy. Lot zorganizowano w związku z ogromny zapotrzebowaniem polskich pracodawców na siłę roboczą, a także Ukraińców, którzy chcą przyjechać do pracy do Polski – podkreślono w firmie. Samolot w drodze powrotnej z Warszawy do Kijowa wykorzystany będzie przez obywateli Ukrainy jako ewakuacyjny MSZ Ukrainy.

(-)

Na stronie gov.pl opublikowano nowe zasady dotyczące przekraczania granicy. Minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński podpisał zmiany w sprawie tymczasowego wstrzymania czy ograniczenia ruchu przygranicznego na wyznaczonych przejściach. Zmiany do rozporządzenia rozszerzają listę osób, które mogą wjechać na teren RP. Wśród nich są studenci, którzy uczą się w Polsce. Konieczność włączenia uczniów i studentów do kategorii osób, które mają prawo przekraczać granicę państwową wynika z terminarza egzaminów, które przyjęło Ministerstwo Edukacji dla uczniów, którzy zakończyli naukę w polskich szkołach podstawowych i średnich. W tym roku egzaminy odbędą się od 8 czerwca do 28 sierpnia. Uczniowie i studenci zwolnieni są z kwarantanny na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów co do ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku ze stanem epidemii.

(-)

W Kijowie ponownie otwarto dla wiernych jedno z najważniejszych prawosławnych sanktuariów – Peczerską Ławrę. Była ona zamknięta z powodu wykrycia wśród mnichów miejscowego klasztoru ogniska koronawirusa. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

[korespondencja w języku polskim]

(-)

Dziś w „Wieczorze z ukraińską kulturą” kontynuować będziemy opowiadanie o Dniu Mniejszości Narodowych, który co roku odbywa się w olsztyńskim Gutkowie. Zwykle jest to cudowna w lesie koło jeziora. Natomiast koronawirus skorygował tegoroczny program kulturalny, więc nasze święto nabyło formatu radiowego. Muzyczny program festiwalu z jego gospodarzem, kierownikiem zespołu Horpyna Włodkiem Kuperem, składał Sergiusz Petryczenko:
-Co roku w Olsztynie, w Gutkowie, w Dzień Mniejszości Narodowych; odbywał się, było wesoło, fajnie, wiele różnych zespołów; i Romowie, i Niemcy, i Białorusini, i Litwini, i oczywiście Ukraińcy. W tym roku nie będzie na żywo, ale możemy to odtworzyć w eterze, w radiu. Rozmawiam z Władkiem Kuperem, gospodarzem tego miejsca i też kierownikiem zespołu Horpyna.
-Dzień dobry, wszystkich witam serdecznie. No tak wyszło w tym roku, że niestety festiwalu mniejszości nie będzie. Co roku było u nas dużo mniejszości, dużo ludzi ciekawych, z którymi można było się spotkać, porozmawiać, pośpiewać wspólnie. Po festiwalu zostać na wieczór, przy ognisku. Niestety w tym roku nie możemy tego zrobić. My też jako Horpyna mieliśmy brać udział w tym festiwalu, mieliśmy grać koncert; nie wyszło, więc mam nadzieję, że w drugiej połowie roku, albo w następnym nie będzie przeszkód, żeby znów ten festiwal mógł trwać i będziemy kontynuować. Taką mam nadzieję, że pandemia minie i będzie wszystko dobrze.
-A jakby Horpyna grała na żywo, to co byście zagrali na dzień dobry?
-Ciężkie pytanie, nie wiem. Każdy nasz koncert jest inny, teraz maj jest bardzo chłodny, więc chcielibyśmy zacząć ukraińsko-brazylijskimi rytmami od samby. To jeden z naszych nowszych numerów. Nagraliśmy to, można posłuchać w internecie, a myślę, że może radio też nas puści.
Pełny materiał Sergiusza Petryczenki usłyszycie dziś wieczorem. Wspomnimy także, jak bawiliśmy się tego dnia w rok temu. Serdecznie zapraszam o 18:10. A póki co żegnam się z wami. Dobrego dnia. (dw/kos)

26.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Mądrość liderów dwóch państw czy sojusz powstały ze strachu. Umowa warszawska między II RP i Ukrainą albo sojusz Piłsudski-Petlura. Dla kogo był wygodniejszy i czy idealizowane są wydarzenia 1920 roku? Na te pytania odpowiedział mi profesor historii Henryk Stroński z UWM z okazji stulecia wydarzenia. Pierwszą część usłyszycie za kilka minut w programie „Kalejdoskop historyczny”. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dobry wieczór.
(-)
Sojusz Piłsudski-Petlura 1920 roku połączył przeciwko odwiecznemu wrogowi. W kontekście dzisiejszych wydarzeń na Ukrainie to nabyło szczególnie symbolicznego znaczenia. Umowa warszawska pomiędzy Polską i Ukraińską Republiką Ludową podpisana została 21 kwietnia 1920 roku i często nazywana jest umową Piłsudski-Petlura, bo faktycznie szefowie dwóch państw – marszałek Józef Piłsudski i główny ataman Symon Petlura, w wyjątkowo niesprzyjających warunkach i przy krytyce, mogli osiągnąć porozumienie i stworzyć sojusz we wspólnej walce z bolszewicką Rosją. Petlura, który z resztkami swojej armii znalazł się na terenie Polski, zmuszony był na rzecz Polski zrezygnować z Galicji wschodniej i Wołynia. W ogóle rok 1920 był rokiem trudnym dla wielu państw, wśród których była i Polska i Ukraina – zaznacza profesor historii UWM Henryk Stroński:
To miało miejsce w nadzwyczaj tragicznym okresie naszej historii; warto przypomnieć, że to miało miejsce po wielkiej dekonstrukcji na świecie, zawaliły się 4 imperia i to była dobra szansa dla narodów wschodniej i centralno-wschodniej Europy, by stworzyć swoje państwa. I z tego skorzystali tak Ukraińcy jak i Polacy, przy czym odbywało się to w wyjątkowo trudnych wojskowo-politycznych warunkach. W Rosji rewolucja, tu interwencje krajów Ententy, tu przebywało wiele niekontrolowanych tworów wojskowych, które walczyły przeciw wszystkim i w tych ciężkich warunkach wojskowo-politycznych i Ukraińcy, i Polacy postanowili się mimo wszystko połączyć, żeby ratować swoją państwowość. Wspomniała pani, że te wydarzenia,a to wydarzenie miało miejsce pod koniec kwietnia 1920; a konkretnie 25 kwietnia 1920 roku doszło do podpisania tzw. Umowy Warszawskiej między II RP i URL i te warunki tej umowy zbliżyło ukraińskie kierownictwo w osobie Symona Petlury i państwo polskie w osobie naczelnika Marszałka Józefa Piłsudskiego. Przed tym miały miejsce wojskowe wydarzenia dotyczące Galicji wschodniej, którą to wojnę Polacy wygrali i oczywiście i utwierdzili się we Lwowie. Zachodnio Ukraińska Republika Ludowa, która pretendowała do tego terenu wojnę przegrała. To z czasem nie minie w tych ukraińsko-polskich relacjach, bo galicjanie nigdy nie zapomną wspierać umowy warszawskiej 1920 roku. Jak starał się…o tym, że w polityce trzeba ponieść drugorzędne ofiary, by osiągnąć cel. Za to drugorzędne uważał [Lwów] i Galicję, a tym celem było państwo ukraińskie ze stolicą w Kijowie, ale galicjanie nie przyjęli niestety tego w ten sposób. To będzie jedną z przyczyn potem Ukraińskiej Republiki Ludowej.
-Wielu, właśnie Jewhen Petruszewycz, Wołodymyr Wynnyczenko, Mychajło Gruszewski, oni uznawali tę umowę za zdradę Petlury.
-Tak, no pani wymieniła trzech najwybitniejszych polityków ukraińskiej rewolucji narodowej 1917-1920, ale trzeba powiedzieć, że różnie stawiali się do tych spraw. Weźmy personalnie, Petruszewycz był prezydentem ZURL i on od początku do końca był przeciwny tej umowie. Co dotyczy dwóch kolejnych, to Wołodymyr Wynnyczenko, był szefem ukraińskiego rządu na początku w Kijowie, a później był jednym z dyrektorów tzw. Dyrektoriatu. Mychajło Gruszewski szybko odszedł od spraw politycznych…w 1919 roku wskutek sporu między dyrektorami; a ich było 5 przypominam, doszło do rozbieżności politycznych, ale nie w sprawie ukraińsko-polskiej umowy, nie to dotyczyło wewnętrznych spraw ukraińskich, np. prywatyzacji ziemi; więc…to była taka osobista cecha charakteru Wynnyczenki, który…znak…niezgody między dyrektorami, a najbardziej na linii Petlura-Wynnyczenko, on podał się do dymisji i odszedł od spraw politycznych. I potem już na emigracji, jako obrażony człowiek. To charakterystyczne dla polityków, krytykował wszystko Symona Petlury, swojego politycznego rywala i jego umowę z Polakami w kwietniu 1920 roku, ale trzeba powiedzieć, że z punktu widzenia perspektywy historycznej, najbardziej realnym politykiem był Symon Petlura, bo w dramatycznej sytuacji wiosny 1920 roku; wielkiego manewru politycznego, militarnego, główny ataman Symon Petlura, dla niego Polska pozostała jedynym realnym sojusznikiem, który mógł uratować i przełamać sytuację Ukraińskiej Republiki Ludowej.
Dziś chce się przypomnieć jeszcze jednego bohatera – współczesnego, którego niestety nie ma z nami. 10 kwietnia zmarł Andrij Duda, duchowny książęcej świątyni Świętego Mikołaja we Lwowie, kapelan wojskowy. Zajmował się także fotografią, był „absolwentem” Dudaryka i wielokrotnie wolontariuszem. Znamy go właśnie jako autora wystawy „Bohaterowie nie umierają. Oblicza wojny”, która w zeszłym roku objechała województwo warmińsko-mazurskie. W Kętrzynie widział ją pełnomocnik ds. mniejszości narodowych i etnicznych Wiktor Marek Leyk:
[wypowiedź w języku polskim]
„Każdy dzień, to próba kolejnego” – tak rozpoczyna się film „Próba” Ołeksandra Kałasznyka, który zobaczyliśmy na wernisażu. Film został przywieziony na X Festiwal Radiowo-Telewizyjny „Kalinowe Mosty”. Przyjaciel reżysera Andrij Mychajłyk:
[fragment filmu]
-Film, który przywiózł pan na festiwal wywołał emocje i ciężko nawet mówić po takim filmie, jak i w temacie dzisiejszej wystawy. Podkreślana jest ta tragedia wojny, która zabiera życie, powoduje że rzeczywistość jest potworna, natomiast wystawa pokazuje bardziej pozytywny element. To, że na wojnie też jest życie. To razem stworzyło pełne wrażenie tego co dzieje się na Ukrainie. Czy uważa pan, ze to potrzebne jest Polakom?
-Taka wystawa jest bezsprzecznie potrzebna nawet żeby Polacy, którzy chwała Bogu żyją w pokoju, trochę zobaczyli to co dzieje się na wschodzie naszego kraju i kiedy widzimy uśmiechnięte twarze, to pewna obrona przed tym dramatem, który ciągle przeżywają chłopcy i dziewczęta, którzy bronią nie tylko Ukrainy, ale i całej Europy.
[wypowiedź w języku polskim]
Zbigniew Majchrzak uniwersytet nowoczesnego obywatela.

[wypowiedź w języku polskim]
Czym jest wystawa dla ludzi, którzy żyją w pokoju?
[wypowiedź w języku polskim]
(-)
Takie są oblicza ukraińskiej historii – dawnej i współczesnej. Warto je znać i pamiętać. Za tydzień o historii będziemy mówić ponownie, no a dzisiaj nasz program dobiega końca. Dziękuję za uwagę i zapraszam do radioodbiorników jutro. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

26.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Uczniom z ukraińskim obywatelstwem pozwolono przyjechać do polski, żeby przystąpić do egzaminów końcowych w Białym Borze. Rząd Polski wprowadził regulacje, które ułatwią przyjazd obywateli Ukrainy do pracy w rolnictwie. Mądrość liderów dwóch państw czy sojusz powstały ze strachu. Umowa warszawska między II RP a Ukrainą, albo sojusz Piłsudski-Petlura. Cyklu rozmów z profesorem Strońskim o historii wydarzeń roku 1920, ich warunki i skutki w setną rocznicę podpisania umowy warszawskiej usłyszycie w naszych audycjach „Kalejdoskop historyczny”. Za chwilę opowiem więcej. Dziś jest wtorek 26 maja. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam.
(-)
Uczniom z ukraińskim obywatelstwem pozwolono przyjechać do polski, żeby przystąpić do egzaminów końcowych w Białym Borze. Po zamknięciu granic uczniowie z liceum ogólnokształcącego im. Tarasa Szewczenki, którzy są obywatelami Ukrainy, zmuszeni byli wyjechać z Polski. Obecnie mogli wrócić, żeby złożyć egzaminy końcowe. Do Polski przyjechało pięcioro abiturientów, obecnie przebywają na dwutygodniowej kwarantannie – poinformował Łukasz Jucha z sekretariatu prasowego marszałka województwa zachodniopomorskiego. W związki z sytuacją epidemiczną w Polsce 16 marca zamknięto szkoły, w tym i Liceum Ogólnokształcące im. Tarasa Szewczenki w Białym Borze, w którym uczy się młodzież w mniejszości ukraińskiej w Polsce i obywatele Ukrainy, w sumie 56 osób. Uczniowie z Ukrainy byli zmuszeni do powrotu do domu. Według Łukasza Juchy istniało realne zagrożenie, że przez zamknięte granice uczniowie z Ukrainy nie będą mogli zdać egzaminów. „Nie mogliśmy pozostawić uczniów z Ukrainy bez pomocy” – dodaje Stanisław Ziątek z urzędu województwa zachodniopomorskiego. Przedstawiciel samorządu miejscowego poinformował, że udał się zorganizować transport dla pięciorga abiturientów, którzy 21 maja przekroczyli polską granicę w Dorohusku i przyjechali do Białego Boru. Teraz uczniowie odbywają obowiązkową kwarantannę.
Do Polski mogą przyjeżdżać obywatele głównie Ukrainy do pracy przy zbiorach. Rząd wprowadził przepisy, które ułatwiają im przekroczenie granicy i podjęcie zatrudnienia – mówił w Polskim Radiu Gdańsk minister rolnictwa i rozwoju wsi Jan Krzysztof Ardanowski.
(-)
Minister rolnictwa apeluje także, by osoby bez pracy zatrudniły się przy zbiorach. Nie wiadomo ile osób z Ukrainy przyjedzie w tym roku do Polski:
(-)
Według danych ministerstwa rolnictwa wśród rolników w całym kraju zakażonych koronawirusem było kilkanaście osób.
(-)
Mądrość liderów dwóch państw czy sojusz powstały ze strachu. Umowa warszawska między II RP i Ukrainą albo sojusz Piłsudski-Petlura. Dla kogo był wygodniejszy i czy idealizowane są wydarzenia 1920 roku? Na te pytania odpowiedział mi profesor historii Henryk Stroński z UWM:
To miało miejsce w nadzwyczaj tragicznym okresie naszej historii; warto przypomnieć, że to miało miejsce po wielkiej dekonstrukcji na świecie, zawaliły się 4 imperia i to była dobra szansa dla narodów wschodniej i centralno-wschodniej Europy, by stworzyć swoje państwa. I z tego skorzystali tak Ukraińcy jak i Polacy, przy czym odbywało się to w wyjątkowo trudnych wojskowo-politycznych warunkach. W Rosji rewolucja, tu interwencje krajów Ententy, tu przebywało wiele niekontrolowanych tworów wojskowych, które walczyły przeciw wszystkim i w tych ciężkich warunkach wojskowo-politycznych i Ukraińcy, i Polacy postanowili się mimo wszystko połączyć, żeby ratować swoją państwowość.
Cyklu rozmów z profesorem Strońskim o historii wydarzeń roku 1920, ich warunki i skutki w setną rocznicę podpisania umowy warszawskiej usłyszycie w naszych audycjach „Kalejdoskop historyczny”. Pierwsza część dziś wieczorem. Na razie żegnam się z wami i życzę dobrego dnia. Do usłyszenia.(dw/apod)

25.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Chrystus zmartwychwstał! Zaprawdę zmartwychwstał! Witam was, drodzy słuchacze, w poniedziałek, w programie „Kamo hriadeszy”. W studiu Polskiego  Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik. Długo się nie słyszeliśmy i powiem wam, że brakowało mi was. Zresztą, teraz też jestem tylko dziś, a potem znowu do końca tygodnia nie będziemy się słyszeć. Za to dzisiaj będzie długa rozmowa z księdzem, który część swego życia kapłańskiego oddał służeniu ludziom na wojnie.

(-)

Mytroforny protojerej ks. Wołodymyr Kasjan jest kapłanem prawie trzydzieści lat. Przez długie lata był dziekanem, w tym czasie wybudował świątynię w Kamionce Buskiej w obwodzie lwowskim. A gdy Rosja napadła na Ukrainę, postanowił zostać kapelanem wojskowym. Najpierw pojechał tam jako wolontariusz. Przyznam, że ks. Wołodymyr tak ciekawie opowiada, że nie wiadomo kiedy mija czas. Przynajmniej ja miałam takie odczucie. Mam nadzieję, że i wy podzielicie moje zdanie, więc już oddaję glos ks. Wołodymyrowi:

(-)

 

– Pod koniec 2014 roku, gdy zaczęła się wojna, pojechałem jako wolontariusz, kilka razy jeździłem jako wolontariusz. Trafiłem do Debalcewa, akurat trzy dni po tym, jak naszych pobili w kotle. Przyjechałem akurat po tym, widziałem to na własne oczy. Wieźliśmy tam paczki; tam od nas chirurg jeden pracował i wieźliśmy mu paczkę. I wtedy zobaczyłem te wielka potrzebę, że w wojsku musi być ksiądz. I na początku 2015 roku pojechałem już jako kapelan. Tak sobie wybrałem, żeby przejść cały front. Na początku byłem z tej strony – Siewierodonieck, Krymskie, Stanica Ługańska, Szczastia; tę stronę brałem. Potem pojechałem w tę stronę mariupolską, drugi raz – Mariupol, Wołnowacha, a trzeci raz już pośrodku – Popasna, Zołote. I tak w czasie swojej służby byłem za każdym razem dwa-dwa i pół miesiąca i wyciągnąłem dla siebie takie wnioski na podstawie ludzi, stosunku ludzi do wojska, do armii. Wiele osób pyta, czy ten kawałek ziemi wart jest takich ofiar. To ja mam takie wrażenie, że ziemia ługańska jest warta, a doniecka – nie.

– A nam wydawało się akurat odwrotnie – że doniecka jest może bardziej pro-ukraińska, a ługańska jest całkiem zrusyfikowana.

– A ja jako ksiądz, ze swej strony… gdy przyjechałem na ługańską, tam były wszystkie cerkwie poniszczone, porozbierane; jeszcze do dzisiaj jest w jednym miejscu, gdzie kiedyś była taka piękna, wielka świątynia – murowany taki ogromny był sobór, to go rozebrali, do teraz tylko fundament został i postawili kamień, jeszcze za sowietów i ten kamień jest tam do dzisiaj (co prawda, myśmy go przewrócili), że tu powstanie pomnik politrukom czy to Związku Radzieckiego, czy to Armii Radzieckiej, już tego nie pamiętam. Pomnik politrukom! Na miejscu świątyni!

– To po prostu jak taka kpina!

– Kpina! Ale gdy pojeździłem po tych wsiach, to zobaczyłem, że każda wieś czy o z przedszkola, czy z magazynu, czy z ambulatorium, czy z jakiegokolwiek innego miejsca, gdzie było wolne pomieszczenie (po tym, jak rozwalili kołchozy i tego dużo pozostawało) i ludzie porobili sobie cerkiewki!

– Czyli nie jest tak do końca, jak myślałam, że Związek Radziecki całkowicie ! A czemu? Potem zacząłem to analizować, dlaczego tam nie udało się tego wykorzenić. Dlatego, że ziemia ługańska – gdy zaczęły się budować, ługańska, doniecka, ta strona – bo przecież historia teraz pomalutku zaczyna się odkrywać – tam była partyzantka w latach 20-30-tych jeszcze Hołodomorem postawili ich na kolana, złamali ten kod, kręgosłup złamali tym ludziom. I potem, gdy ziemia ługańska zaczęła się odbudowywać, a budowała się na kopalniach, gdzie wszędzie dookoła kopalnie, kopalnie, a wokół kopalni takie przysiółki. I do tych kopalń przywozili komsomolców stąd, z Ukrainy. Ukraińców przywozili – obwód chmielnicki, tarnopolski, lwowski, połtawski, sumski – ale z Ukrainy!

– Ale przywieźli też dużo Rosjan, tych odrzuconych przez społeczeństwo – bezdomnych, kryminalistów…

– Ale oni w procesie odsiali się. Jednak ten duch ukraiński mimo wszystko tam pozostał.

– Nawet od komsomolców?

– Od komsomolców! Dlatego, że gdy tam przyjechałem, to tam już od półtora roku cerkiew była zamknięta. No, to taka cerkiewka niewielka, ale kompaktowa, bardzo ładna, ludzie mieli gdzie się modlić. Ale półtora roku była zamknięta. Batiuszka separatysta uciekł; gdy przeszedł front, to on uciekł razem z nimi i nawet powiedziano mi, że on po tamtej stronie chodzi z automatem. Rozumie pani? Ten batiuszka, który był.

– …i który niby to walczył Słowem Bożym.

– Tak, tak! Oni tam referendum robili – cerkiew, rada wiejska i część z nich potem uciekła na tamtą stronę, a reszta została po tej stronie. I gdy tam przyjechałem… tam nie ma teraz przewodniczącego rady wiejskiej, tam jest przewodniczący administracji wojskowej. Czyli niby rada wiejska, ale administracja wojskowa. No i w pierwszej kolejności, jak tylko mnie przywieźli, bo ja wtedy nie miałem jeszcze swego transportu, więc mnie przywieźli, to poszedłem zapoznać się z wsią. Gdy poszedłem do rady wiejskiej, to naprzeciwko rady zobaczyłem budyneczek z niewielką kopułą i krzyżem. Pytam – co to takiego jest? Mówią mi, że to świątynia. Ale mówią, że batiuszka uciekł, zamknięte i niczego nie ma. Pytam – kto ma klucze? – Jest tu niedaleko taka Lusia Pawłowna, kobietka, która ma klucze i wszystkiego dogląda. Mówię – zadzwońcie do niej, niech przyjdzie. I przychodzi, otworzyła, popatrzyłem i mówię – jutro tu będzie liturgia.

– A do tej pory to była cerkiew, która podlegała pod patriarchat moskiewski?

– Tak, ale dla nich nie ma różnicy! Ja im mówiłem, że jestem grekokatolikiem. Miałem taką wielką satysfakcję, gdy na liturgii wychodzę i – „Jego Świątobliwość Powszechnego Archijereja Papieża Rzymskiego… Jego Świątobliwość Patriarchę…” a babki: „Hospadi pamiłuj”! mówię pani, miałem taka moralną satysfakcję!

– Czysty ekumenizm!

– Tak! Ja im wyjaśniałem to wszystko: Ludzie, wy do Boga się modlicie, a to nie ma różnicy. Przez półtora roku – groby nie zapieczętowane, dzieci nie ochrzczone, taki marazm moralny. Teraz ludzie podnieśli się na duchu. Ja potem jeszcze miałem problem z czym? Ten batiuszka jeszcze we wsi miał kontakty i do nich zadzwonił, a ludzie pochwalili się – „mamy batiuszkę wojskowego”. A on potem zadzwonił do tej Lusi Pawłowny i mówi… a to bardzo mądra kobieta, ona była dwa razy deputowaną Rady Najwyższej. Bardzo mądra, taka wyważona kobieta. On zadzwonił i mówi: „Niech już tam służy, tylko kijowskich do świątyni nie wpuszczajcie”. Ona mówi „nie, u nas kijowski nie służy!”. Potem mówi do mnie – „Gdybyż on wiedział, kto u nas służy!”. Tak się śmialiśmy z tego! I po tym, gdy już wyjechałem z tej wsi, od razu na moje miejsce przyjechał zakonnik, tak samo nasz, greckokatolicki. Do dzisiaj tam służą księża greckokatoliccy. Ale było tak, że ten ksiądz podniósł… ja zadzwoniłem do naszego biskupa, powiedziałem Jaka jest sytuacja, że służę w świątyni, u nas tu jest sokalsko-żółkiewski Michaił Kowtun jest biskup. A na ów czas i teraz też jest doniecko-charkowski to był bp Stefan Miniok. A to akurat był Synod Cerkwi. Nasz władyka mówi do władyki Stepana, że ks. Wołodymyr tam w cerkwi służy! Dzwoni do mnie władyka Stefan – a my znamy się od dawna, jeszcze z podziemia – „Księże, ty co? U Moskali cerkiew odbiłeś?” Ja mówię: „władyko, nie! nie odbierałem, taka wyszła potrzeba!”. On mówi – „Bracie, ty dobrze myśl! Dlatego, że na tym oni mogą zrobić politykę. A nasze parafie doniecka, ługańska, jeśli oni zrobią na tym politykę, to nasi księża tam będą mieli terror. I wie pani, przestraszyłem się tego. Myślę, jołki-pałki, co będzie? Ale ja z tym wiejskim przewodniczącym administracji… zobaczyłem, że to taki rzeczowy, mądry człowiek; ma kontakt z… wtedy akurat był Tuka przewodniczącym administracji ługańskiej. Wyjaśniłem mu całą tę sytuację, mówię, że u nas teraz na front pojechało wielu kapelanów, cerkwie stoją puste, ludzie mają potrzebę, dlatego trzeba tak zrobić, żeby ksiądz miał pozwolenie na służenie w cerkwi. Przecież my ludzi nie przeciągamy do konfesji. On pyta – „jak mamy to zrobić?” Ja mówię – „trzeba dodzwonić się do przewodniczącego administracji, ponieważ jest biskup moskiewski i zaraz zrobią na tym politykę”. On dzwoni do Tuki i ja mu tłumaczę jaka jest sytuacja – świątynie zamknięte, a ludzie maja potrzebę; dzieci są nieochrzczone itd., żebyśmy mieli jakieś pozwolenie”. „ jak to miałoby wyglądać?” Mówię – „Pan ma jakiś kontakt z ich metropolitą?’ – „Mam!” – „Niech pan im powie, żeby wracali ich księża. Jeśli nie wracają, to wtedy to my będziemy prowadzili tu pracę duchowną; kto jest, kto się trafi. My się to ciągle zmieniamy, czy to będzie kijowski, czy greckokatolicki, czy będzie moskiewski – proszę bardzo! Ale jedźcie, bo ludzie tego potrzebują!”. I wtedy on zadzwonił do tego biskupa i mówi – „Niech wasi wracają!” – „Nasi nie wrócą!”. „Skoro wasi nie wracają, to milczcie i niech służą ci, którzy są! Jeśli będziecie podnosić bunt, to zdejmiemy was z rejestracji”. I koniec! Zaraz na drugi dzień ten batiuszka-separatysta dzwoni do tej pani Lusi, która opiekuje się cerkwią i mówi: „Nie, my nie mamy nic przeciwko, niech służy!” I tak zaczęliśmy i do dzisiaj tam jeżdżą księża i odprawiają liturgie każdej niedzieli; pogrzeby, śluby – wszystko ruszyło; zaczęło się życie. Chociaż tam młodzieży aż tak nie ma, tam są żołnierze, jak by nie było, tworzą się rodziny. Znam takie rodziny, które do dzisiaj szczęśliwie żyją, mają dzieci – wszystko jak należy. Są młodzi chłopcy, młode dziewczęta, więc rozumie się samo przez się. To jest normalny proces. Ale trwa normalna praca. To jest ziemia ługańska.

(-)

Powiem, że ks. Wolodymyr trochę zweryfikował moje przypuszczenia, ale to on ma podstawy do tego:

 

– I oto pojechałem na ziemię doniecką, też w tę stronę. To jest to wielka różnica, bo ziemia doniecka została zasiedlona z tej strony całymi guberniami. Całe gubernie tu przywozili. I ten duch, o którym rozmawialiśmy – „Jesteście nam winni” – pozostał tam do dzisiaj. Ten duch pozostał do dzisiaj, oni nie potrzebują cerkwi, oni modlą się do Achmatowa, oni modlą się do tego mariupolskiego kombinatu Illicza, dlatego że nim stoją wszystkie rejony aż do Wołnowachy. I ziemia, i sklepy, i te reklamówki, i ta pomoc, i instytuty, i technika – wszystko nim stoi. Gdyby ten zakład dzisiaj upadł, to nie wiem co tam by było. Tam byłaby katastrofa. Myśmy tam w jednej wsi służyli. Jak tylko przyjechaliśmy tam, a tam był ksiądz i jak tylko usłyszał o nas, to od razu do nas przyjechał. Od razu dal nam klucze od świątyni – „Proszę do świątyni! Żebyście mogli służyć, jaką macie potrzebę, żebyście mogli korzystać”. I tam zaczęło kilka osób przychodzić. Tych kilka osób stąd, które wiedzą o cerkwi greckokatolickiej. I zacząłem im mówić ; „Ludzie, co wy tak robicie?”. Bo zaczęli mi mówić o księdzu. A ksiądz teraz nie może chodzić do innej pracy; oni gdzieś się tam umawiali, on chodził gdzieś tam na stołówkę stołować się; no tam jest szok! Tam jest taki poziom, że szok! Zacząłem im mówić – „Ludzie, jeśli wy chcecie coś mieć, to musicie coś od siebie dołożyć! To jest wasza ofiara i wtedy coś będzie!” Trochę im tam nagadałem to potem mówili: „Kakoj złoj batiuszka”.

– Bo prawdę w oczy im powiedział.

– A im nie można tego powiedzieć, bo im „wszyscy są winni!”. Mówię im, że to oni są winni, jak będą coś na miejscu robić, to wtedy będzie efekt. Nikt nie jest im niczego winien. I wtedy takie wrażenie odniosłem. Gdy pojechałem na Mariupol, to już miałem samochód – wziąłem sobie taką „gazelkę”. Mam taką „gazelkę”, zdjąłem kapot, postawiłem sobie taką budkę, zrobiłem cerkiewkę, ołtarz, łóżko, kuchnię. Nie jestem już młody, tej kaszy żołnierskiej pojadłem dzień, dwa, trzy i czuję żołądek, zaczynają się problemy, więc zacząłem sobie sam gotować. Jakąś zupkę, coś lekkiego. I nie byłem od nikogo zależny. I gdy tam przyjechałem, to miałem możliwość… zaraz, ja wtedy objechałem… od Wołnowachy do Mariupola jest 60 kilometrów, a po froncie wyjeździłem 1700 km w ciągu półtora miesiąca. To ja w codziennie przejeżdżałem 50 km; objeżdżałem kilka jednostek, kilka obiektów. Ale taka była umowa z dowódcą, że dają mi paliwo. A ja co tydzień przyjeżdżam i mówię. Ale oni już sami wiedzieli. No, były takie momenty, że trzeba było pojechać na pogrzeb, był moment, że był samostrzał, musiałem tam przyjechać. A ja zrobiłem sobie grafik, chłopcy już czekali. Tam dopiero poczułem kapłaństwo, proszę pani. Ja tam stałem się księdzem. Dlaczego? Bo poczułem ten moment… Trafiłem do brygady zaporoska, krzyworoska. To „wschodniacy”, wschodnia brygada.

– Czyli teraz już nie mówimy o cywilach, tylko o żołnierzach, bo chciałam właśnie zapytać jaki jest duch wśród żołnierzy, jakie jest życzenie i potrzeba.

– Trochę się zmieniło teraz. Bo gdy brali fale poborowych, to była to inna służba. To byli ludzie, których brano pod przymusem. Oczywiście, że wśród tych ludzi było morze patriotów, którzy sami szli, zapisywali się w komisjach poborowych i tak dalej. Ale byli i tacy, których brano pod przymusem, płacy tam nie wypłacali. To można powiedzieć, że służenie było takie… my, księża, pracowaliśmy z nimi… ale gdy byłem już ostatni raz, to byli już prawie sami kontraktowi i to było już zupełnie inaczej. To już są ludzie, którzy otrzymują zapłatę i od których wymagają. I większa jest dyscyplina, większe wymogi, czyli podejście do armii. A wtedy i dyscypliny takiej nie było, nie było uporządkowania. My jedzenie woziliśmy chłopakom, ubieraliśmy ich, tam nie było nic, oni nie mieli co jeść; dostawali zardzewiałe naboje, była bieda, automaty dostawali zardzewiałe na początku. To było straszne.

 

– Nie bez powodu mówi się, że agresji Rosji przeciwstawił się cały naród ukraiński. A czy żołnierze na froncie daliby sobie radę beż wolontariuszy?

– Na początku – w żadnym wypadku! Na początku to byli wolontariusze i ochotnicy. Tak że tu armii nie było jako takiej. Armia była całkowicie rozwalona, rozumie pani? Jak to może być, gdy ministrem obrony jest Rosjanin, dookoła wszędzie Rosjanie. Gdy zaczęła się mobilizacja, wszyscy rzucili się do komisji, a tam list nie ma! Listy zniszczone, wszystko zniszczone! Wszystko było przygotowywane do tego, żeby cały ten nasz Janukowycz miał Ukrainę na tacy podać i powiedzieć: „Bierzcie, Moskale!”. I wtedy rzucili się wolontariusze, ja sam woziłem tonę pierogów! Tonę pierogów!

– A kto je lepił?

– Ludzie po wsiach. Kupiliśmy takie pudełka plastikowe, rozdaliśmy ludziom po wsiach, powiedzieliśmy kiedy będziemy zbierać i ludzie przygotowali, skwarkami zalali, i jak jechałem już swoim samochodem, to miałem tonę pierogów. Ile tam tysięcy ich było to pojęcia nie mam. I jak przyjeżdżaliśmy, to chłopcy kto miał patelnię, kto kawałek blachy wziął… to było… jak odjeżdżaliśmy, to nam śpiewali, wie pani? Mówili, że tak jakby u mamy w kuchni byli. Oni byli głodni!

(-)

To nie jest koniec opowieści ks. Wolodymyra Kasjana, kapelana wojskowego z Kamianki Buskiej w obwodzie lwowskim. Jeszcze wrócimy do tej rozmowy, ale dziś już kończy się nasz czas antenowy. Była z wami Jarosława Chrunik. Znowu spotkamy się za tydzień, a teraz życzę wam spokojnego wieczoru, drodzy słuchacze! Chrystus zmartwychwstał! Zaprawdę zmartwychwstał! (jch/apod)

25.05.2020 – godz 10.50 (opis do dźwięku)

Pełną parą w internecie. Rekrutacja uczniów na nowy rok szkolny do Zespołu Szkół z Ukraińskim Językiem Nauczania w Górowie Iławeckim trwa. W związku z poprawieniem się norm bezpieczeństwa epidemicznego na terenie Polski metropolita przemysko-warszawski i biskup wrocławsko-gdański ogłosili nowe rozporządzenia. Nie żyje jeden z deputowanych do ukraińskiej Rady Najwyższej. Rosjanie wydali 200 tysięcy swoich paszportów mieszkańcom Donbasu. Dziś poniedziałek 25 maja. Na antenie ukraińskie wiadomości. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
W Zespole Szkół z Ukraińskim Językiem Nauczania w Górowie Iławeckim trwa rekrutacja uczniów na nowy rok szkolny. Kampania trwa w internecie:
[fragment w języku polskim]
Tak uczniowie szkoły podstawowej zachęcają do nauki w ich szkole na szkolnym FB.
Podania, terminy rekrutacji i inne potrzebne informacje można znaleźć na stronie szkoły – zaprasza dyrektor Zespołu Szkół z Ukraińskim Językiem Nauczania w Górowie Iławeckim trwa Maria Olga Sycz:
Na naszej stronie szkoły, tam można wszystkie informacje, też i podanie do szkoły, wszystko można wziąć i przez internet można nam wysłać ze skanem; te dokumenty, które są potrzebne do przyjęcia do szkoły; i my to rozpatrzymy i będziemy odpowiadać, czy przyjmujemy do szkoły, czy nie. Jeśli chodzi o uczniów z Ukrainy także.
Szkoła z Górowa dawno otworzyła się na uczniów z Ukrainy. Ci szybko się adaptowali i urozmaicili spektrum kulturalne wychowania młodzieży. Jak uczniowie kochają tę szkołę można przekonać się na FB placówki:
Na szkolnym FB nasi uczniowie wysyłają takie filmiki. Zachęcają do nauki swoich młodszych kolegów. Do nauki w naszej szkole.
Szczęść Boże, ja bardzo dobrze wspominam czas nauki w naszym ukraińskim liceum w Górowie Iławeckim.
A tak reklamuje swoją szkołę proboszcz parafii greckokatolickiej w Olsztynie ojciec Iwan Hałuszka:
Tam można było rozwijać się na różnych poziomach, kulturalnym i nie tylko, ale najbardziej pamiętam to, że poznałem tam moją żonę, gdzie teraz mój syn może nauczać się w tej samej szkole. Górowska szkoła daje nam bardzo dużo…dużym poziomie. Możemy tam nauczyć się tego co jest w książkach, ale nie tylko. Możemy nauczyć się piosenek, możemy nauczyć się tańczyć, mówić po ukraiński i ukraińskiej kultury, historii i geografii.
Z powodu stanu epidemii i wprowadzenia nauczania na odległość, tradycyjne dni otwarte nie odbędą się w tym roku. Planowane są natomiast wirtualne.
[fragment w języku polskim]
Będziemy przygotowywać na czerwiec taki dzień on-line ze szkoły na żywo, kiedy będą konsultacje, nauczyciele będą w szkole. Bezpośrednia transmisja, to ogłosimy szybciej, że będzie możliwość popatrzeć dla naszych przyszłych uczniów i będziemy pokazywać szkołę i z nauczycielami będzie można porozmawiać. Będziemy próbować w ten sposób się skontaktować, bo nie mogliśmy zorganizować żadnego dnia otwartego.
Konkretnej daty dni otwartych w szkole jeszcze nie ustalono. Poinformujemy o niej. Informacji szukajcie w kolejnych wydaniach wiadomości.
(-)
W związku z poprawieniem się norm bezpieczeństwa epidemicznego na terenie Polski metropolita przemysko-warszawski i biskup wrocławsko-gdański ogłosili nowe rozporządzenia. Dyspensa od fizycznego udziału w niedzielnym nabożeństwie, wprowadzona 23 marca, zostaje odwołana od najbliższej niedzieli 31 maja. Jednak w razie potrzeby z dyspensy korzystać mogą:
-dzieci, które wymagają opieki rodziców i dorośli, którzy są odpowiedzialni za opiekę nad nimi.
-Osoby starsze, czyli powyżej 65 roku życia, szczególnie w sytuacji, gdy chorują, czują się osłabione lub boją się zarażenia.
Tegoroczną pierwszą spowiedź świętą i uroczystą komunię świętą, po uzgodnieniu z rodzicami, można przenieść na przyszły rok, albo jesień tego roku, o ile sytuacja epidemiczna nie będzie zagrażać licznym wiernym w świątynie. Nadal pozostają zasady wprowadzone wcześniej:
-zakrywanie przez uczestników nabożeństw ust i nosa maskami ochronnymi.
-liczba osób w świątyni zależna jest od jej wielkości – 1 osoba na 10 m2.
-dezynfekcja rąk przy wejściu do świątyni.
(-)
Nie żyje jeden z deputowanych do ukraińskiej Rady Najwyższej. Ciało Wałerija Dawydenki z raną postrzałową znaleziono w jego biurze w ukraińskiej stolicy. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko
[korespondencja w języku polskim]

Rosjanie wydali 200 tysięcy swoich paszportów mieszkańcom Donbasu. Poinformował o tym przedstawiciel ukraińskiego rządu odpowiedzialny za terytoria okupowane. Władze Federacji Rosyjskiej już ponad rok temu wprowadziły możliwość nadawania rosyjskiego obywatelstwa mieszkańcom zajętych terenów ukraińskich obwodów donieckiego i ługańskiego.

(-)
Tym kończymy nasz program. Dziękuję za uwagę i zapraszam do radioodbiorników jutro o 10:50. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Do usłyszenia. (dw/bsc)

24.05.2020 – godz. 20.30 (opis do dźwięku)

W programie „Od Niedzieli do Niedzieli” wiat was Hanna Wasilewska. W zeszłym tygodniu Tatarzy Krymscy organizowali akcję on-line „Pamiętam” poświęconą 76 rocznicy deportacji narodu krymsko-tatarskiego z Krymu. W sprawie wsparcia inicjatywy aktywistów do Tatarów krymskich zwrócił się na FB zastępca zwierzchnika Medżlisu narodu krymsko-tatarskiego Nariman Dżeliajalow. Akcja „Ja pamiętam” wzywa do publikowania w mediach społecznościowych zdjęcia krewnego, który zaznał deportacji z Krymu w 1944 roku, a także krótką historię o deportacji i czy mógł powrócić do kraju. W opublikowanym na swojej stronie filmiku Nariman Dżeliajalow mówi, że deportacja 1944 roku na zawsze zmieniła życie Tatarów krymskich, ale nie mogła rozdzielić ich z ojczyzną. O tym, że współczesny świat powinien pamiętać o działaniu państwa radzieckiego i o skutkach deportacji, które przezywa do dziś naród krymsko-tatarski. O szczególnych motywach deportacji Tatarów krymskich rozmawialiśmy z profesorem historii UWM Henrykiem Strońskim.
-To historia innego okresu i tu działały inne motywy. Nie zapominajmy, że deportacja narodu krymsko-tatarskiego miała miejsce wiosną 1944 roku, trzeba powiedzieć – od razu po wyzwolenia Krymu od niemieckich faszystów. Oficjalnie była to kara władzy stalinowskiej wobec narodu krymsko-tatarskiego za to, że niektórzy przedstawiciele tego narodu brali udział we współpracy z niemieckimi faszystami. Trzeba powiedzieć, że dzisiaj historycy sprzeczają się, ilu tych zwolenników faszyzmu było, a kara była zastosowana zbiorowo. To typowe stalinowskie podejście do sprawy wykorzystania tzw. odpowiedzialności zbiorowej, kiedy za kilku przedstawicielu narodu reszta ponosi karę. W tym czasie zastosowano to nie tylko wobec narodu krymsko-tatrskiego. Podobny los podzieliły narodu północnego Kaukazu: Czeczeńcy, Ingusze, Bałkarzy, którzy także z podobnych motywacji zostali ukraiani przez surową władzę stalinowską. Trzeba powiedzieć, że organy NKWD, a to one były wykonawcami tej akcji, działały nadzwyczaj sprawnie i w ciągu kilku dni 186 tysięcy Tatarów krymskich wysiedlono z rodzinnych miast i wysiedlono do Kazachstanu, a część do Uzbekistanu. Tam żyli praktycznie aż do czasu ogłoszenia niepodległości Ukrainy, kiedy niepodległa Ukraina pozwoliła im na powrót i trzeba powiedzieć, że w ciągu 30 lat niepodległej Ukrainy prawie 200 tysięcy Tatarów krymskich wróciło do swoich rodzinnych miejsc, gdzie mieszkają do dzisiaj, ale byłoby niesprawiedliwym twierdzenie, że powrót Tatarów do swoich miejsc jakby rozwiązał problemy. Nie. Warto było być na Krymie 20 lat temu, kiedy można było zobaczyć, czy spotkać się z tymi ludźmi, którzy wrócili, a miejscowa ludność odbierała ich różnie. Ich miejsca były zajęte, tam mieszkał kto inny. Dla powracających do domu nie było mieszkań, ziemi i pracy, i ten problem Tatarów krymskich nie jest rozwiązany po dziś dzień.
-Chce się podkreślić, że i ukraińska władza nie dbała bardzo o Tatarów. Jeszcze do okupacji Krymu przez Rosjan Tatarzy nie byli bardzo chronieni socjalnie, oni brali ziemię…

-Tak, samozachwyt, zgoda…
-Tak, brali sobie budynki, bo nie otrzymywali mieszkań, nie mogli wrócić na swoją ziemię i na początku walczyli z ukraińską władzą o oddanie tego, co im się należy; czy ta walka miała jakiś progres?
-Chcę powiedzieć, że kiedy pani mówi, ze ukraińska władza nie wyszła na spotkanie tej ludności, kiedy wracali, trzeba powiedzieć, usprawiedliwienie, bo władza ukraińska miała na początku lat 90 kłopoty niemałe z miejscowymi separatystami na Krymie, którzy chcieli już wtedy się oddzielić, ale prawna władza ukraińska, która już wtedy działała, inaczej niż w 2014 roku, nie umożliwiła rozpowszechnienia tego separatyzmu. Trzeba powiedzieć, że władza ukraińska szybko zorientowała się, że w osobie narodu krymsko-tatarskiego może mieć dobrego sojusznika w zabezpieczeniu spokoju i swoich wpływów na Krymie. Pamiętam, często jeździłem na Krym, praktycznie co roku. Mam dużo znajomych na Uniwersytecie Symferopolskim i pamiętam te czasy, kiedy naprawdę Kijów – może się trochę spóźnił, ale bardzo szybko uchwaliło odpowiednie prawa, by Tatarzy krymscy bez problemów otrzymywali obywatelstwo ukraińskie, bo ta sprawa była wtedy nadzwyczajnie bolesna i dla wzmocnienia ich pozycji, obywatelstwo ukraińskie było bardzo ważne i to załatwiło sprawę. Trzeba przyznać, że Tatarzy krymscy na półwyspie krymskim, naprawdę, no większość jest proukraińska i negatywnie odnoszą się do dzisiejszej okupacji przez Federację Rosyjską.
-Dziś kontynuowane są represje Tatarów na półwyspie krymskim, ci którzy nie wyjechali i kontynuują tam swoje życie, a szczególnie aktywiści walczą o swoje prawa, są represjonowani przez rosyjską władze okupacyjną na półwyspie. Co panu o tym wiadomo?
-Prasa i media donoszą o represjach rosyjskiej władzy okupacyjnej w stosunku do Tatarów krymskich; no nie uznają Medżlisu, a lider Medżlisu Dżemilow jest deputowanym ukraińskiej Rady Najwyższej…musi mieszkac w Kijowie na emigracji i z Kijowa dbać o swoich obywateli na Krymie. Podkreślam, media donoszą bardzo dużo faktów, że aktywiści krymsko-tatrskiego ruchu są prześladowani, oskarżani o działalność antypaństwową; nazywają ich też separatystami, terrorystami i to nie poprawia losu narodu krymsko-tatarskiego.
(-)
Takim sposobem rozpoczęte przez stalinizm represje przeciwko narodowi krymsko-tatarskiemu trwają do dziś. Tatarzy i Ukraińcy zachowują pamięć o przeszłości, żeby więcej nie doszło do powtórki. Nasza pamięć to kod genetyczny zarodu zapisany w wyszywankach. Właśnie dlatego ma ona swój dzień. W bartoszyckiej szkole z ukraińskim językiem nauczania Dzień Wyszywanki obchodzono szczególnie całą szkołą. Niezależnie od pandemii tegoroczne święto nie było wyjątkiem. Z prawie setki portretów uczniów, nauczycieli, administracji i innych pracowników w wyszywankach stworzono kolaż, który ozdobi stronę i FB bartoszyckiej szkoły:
hcemy utrzymać naszą tradycje i wziąć udział w międzynarodowym dniu wyszywanki, dlatego też nauczyciele języka ukraińskiego wyszli z inicjatywą, by kontynuować ten dobry zwyczaj, pomimo tego, że dzieci uczą się na odległość i ich praktycznie nie ma w szkole, ogłosiliśmy taką akcję, żeby dzieci same wykonały czy selfie, czy zdjęcie w wyszywance. Przesłały to do naszego nauczyciela ukrainisty i informatyka, i on zrobi z tego jedną wspólną, albo dwie fotografie, kolaż i zamieścimy to na naszym szkolnym FB i na stronie szkoły.
No a jak obchodzili dzień wyszywanki w szkole w Bartoszycach wcześniej? Przypomnijmy:
Wszyscy mieli ubrać się w wyszywanki. Na tablicach były rozwieszone kartki, że wszyscy mają założyć wyszywanki. Dzisiaj wszyscy uczniowie naszej szkoły zebrali się przed szkołą i robili wspólne zdjęcie; wszyscy uczniowie, którzy mieli wyszywanki. Tych wyszywanek jest wiele wyszywanek, które mają różne kolory, wzory. Myślę, że każdy ma inną wyszywankę i powinien je pokazywać i myślę, że fajnie będzie jak wszyscy będą ubrani tak samo.

-Ale jeśli to ubranie coś jeszcze oznacza, bo wyszywanka ma jakiś sens. Jaki?

Ja myślę, że dla nas Ukraińców w Polsce to takie wsparcie, że są Ukraińcy jeszcze w Polsce.

-Masz na sobie bardzo ładną wyszywankę. Widzę, że to ręczna robota i ona nie jest tylko wyszyta, ale jeszcze i haftowana.

Ja dostałam ją pięć lat temu na pierwszą komunię od ciotki z Kanady. Jest bardzo fajna.

-Bardzo ładna, taka bardzo kolorowa. Twoja koleżanka ma wyszytą na czerwono-czarno. Jak się nazywasz?

Nikola Rybacka.

-Jesteś Ukrainką?

[wypowiedź w języku polskim]

-I uczysz się języka polskiego?

Uczę się, myślę że dobrze. Myślę, że język ukraiński jest fajny i rodzice tu mnie zapisali, bo to mała szkoła i uczniowie mają tu dobry kontakt z nauczycielami.

To nie pierwsza i nie ostatnia Polka, którą spotkałam w wyszywance. Joanna Kuształa z Dobrego Miasta też podchodzi nabożnie do ukraińskich wyszywanek. Czerwone maki na czarnym tle:

[wypowiedź w języku polskim]

Nadzieja Ortyńska ma czym się pochwalić. Na pytanie – ile ma wyszywanek, nie odpowiedziała od razu.

Oj, nie wiem, trzeba by policzyć. Mam dwie wyszywane sukienki, 5 koszul i bardzo dużo serwetek, od zielonego, żółtego, niebieskiego, brązowego, czarno-białego, białego, czerwonego, także te elementy ukraińskie pozwalają mi wspomnieć dom i jego ciepło i robi się przyjemniej na sercu, nawet podczas pochmurnych dni. Sama wyszywam, wyszywam bardzo dużo. Swojej córce wyszyliśmy koszulę razem z mężem. Ona wtedy miała 10 lat. Myślę, że nie obrazi się, jak powiem, że teraz ma 33 lata. I myślę, że ta specjalnie uszyta dla niej koszula będzie teraz dla wnuczki. I może to jest ta nasza rodzinna koszula, która będzie przekazywana z pokolenia na pokolenie. Moja córka też cudownie wyszywa. Na wesele wyszyła dobie taki cudowny ręcznik, na którym od tyłu nie ma ani jednego węzełka. Wyszywanka nie musi być tylko na koszulach, ale może być na serwetkach. Mam wyszywane obrazy na ścianach. Wyszyte rzeczy są wokół nas.

– Czyli święto wyszywanki jest dla pani globalne.

Tak.
Dzień wyszywanki Ukraińcy obchodzą na całym świecie. Roksana Tchórz jaka jeszcze do niedawna żyła i pracowała we Włoszech dzisiaj obchodzi ten dzień w domu w Górowie. Natomiast to nie przeszkadza jej uczestniczyć w tradycyjnym flash mobie.
Teraz to niestety odbywa się tak bardziej wirtualnie, bo każdy siedzi w domu, więc ze względu na sytuację, o której każdy wie, w tym momencie robimy po prostu zdjęcia, wysyłamy; więc nie możemy zrobić takiego tradycyjnego flash mobu, jak robiliśmy w szkole. Więc każdy robi zdjęcie w wyszywance, wysyła gdzieś do sieci, na FB czy Instagram i w ten sposób łączymy się z innymi Ukraińcami na całym świecie.
Święto się odbyło, a dzisiaj jeszcze trochę porozmawiamy o współczesnych ukraińskich wyszywankach i ich znaczeniu w naszym życiu z Roksaną Tchórz, która od kilku lat żyje w dwóch krajach – w Polsce i we Włoszech. Uczy włoskie dzieci języka angielskiego, ale ojczystego ukraińskiego nie zapomina.
– U nas, w naszej rodzinie, w naszej wspólnocie wyszywanki zawsze były obecne, to nie jest dla nas jakaś nowość czy moda, która się pojawiła teraz, to nieodzowna część naszego życia, która ma znaczenie symboliczne. Zakładamy wyszywanki w bardzo dla nas ważnych momentach. To i chrzciny i wesela i pogrzeby, więc każdemu momentowi życia towarzyszy wyszywanka. Dla mnie to bardzo normalne, to moja tożsamość. Chce się demonstrować swoją tożsamość, swoją przynależność do jedynego narodu. Nie udało mi się zrealizować tego co chciałam, chciałam zrobić zdjęcie we Włoszech w swoim kostiumie narodowym, z koleżanką z Indii. Oni bardzo są przywiązani do swojej tradycji, a pokazują to tak, że ubierają się w swoje tradycyjne kostiumy. Mieliśmy taki pomysł, żeby razem się ubrać; wyszło, jak wyszło. Ale mam nadzieję, że nam się uda. Podoba mi się, że ludzie z innych krajów nie wstydzą się nosić swoje kostiumy, swoją narodową odzież tradycyjną. Tak samo i my staramy się pokazać skąd jesteśmy i kim jesteśmy.
W wielu ukraińskich rodzinach wyszywanki uważane są za rodzinną relikwię. Tak jest i w rodzinie Tchórzów.
-Mamy także takie stare wyszywanki, które bardzo lubię, np. taką wyszywankę, którą nosiła moja mama, albo np. wyszywanka po mojej babci, którą podarowała mi moja babcia, która już nie żyje. Ona sama ją wyszyła i zakładała ją w ważnych dla niej momentach.
Wyszywanka dla Ukraińców zawsze była świątecznym, szczególnym ubiorem. A dla szczególnego ubioru potrzebny jest szczególny dzień:
-Co roku obchodzimy dzień wyszywanki. Mamy bardzo dużo wyszywanek na każdą okazję, dlatego zależy, gdzie idziemy to zakładamy inną wyszywankę i co roku jak jeździmy na Ukrainę przywozimy nowe wyszywanki, także współczesne trendy.
-Kiedy przebywałaś we Włoszech też świętowałaś dzień wyszywanki, też zakładałaś swoją szczególną?
-Tak, bo zawsze jak gdzieś wyjeżdżam za granicę, to zawsze jedną nogą w Polsce, drugą we Włoszech. Niestety mieszkałam w takiej miejscowości, gdzie nie ma Ukraińców, nie ma organizacji. Maleńkie miasteczko, w którym nie ma obcokrajowców. Tam jest taka tradycyjna włoska ludność, która nigdy i bardzo niewiele jest ludzi zza granicy.
-Włosi, gdy zobaczyli cię w wyszywance pytali kiedyś co to takiego? Co to dla ciebie oznacza?
-Tak, bardzo byli zainteresowani, bo ja zakładałam wyszywankę w takich ważnych dla mnie momentach, np. urodziny, które obchodziłam w zeszłym roku we Włoszech, to był kwiecień, więc zauważali wyszywankę i pytali co to jest takiego i skąd taka ładna koszula. Bardzo są zainteresowani i pokaż nam jeszcze zdjęcia, a masz jakieś jeszcze, a może nam byś kupiła, jak jest taka możliwość; szczególnie, że teraz są w różnej formie, takie bardziej sportowe; także tak, bardzo zainteresowani.
Wyszywanki noszone są teraz w Paryżu i Hollywood. To modny trend, natomiast dla nas to zawsze jedność z rodzinną ziemią. Tak samo łączy nas ojczyste słowo:
[lekcja języka ukraińskiego]
(-)
Kolejne 10 minut tradycyjnie muzyczne
(-)
Tym kończymy nasz program. Przygotowali go: Roman Bodnar i Hanna Wasilewska. Dziękujemy za uwagę i zapraszamy was za tydzień. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

23.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Od poniedziałku w Polsce kolejny etap wznowienia pracy w szkołach. W Winnicy pojawił się znaczek pocztowy poświęcony setnej rocznicy polsko-ukraińskiego sojuszu wojskowego. Na Ukrainie mężczyzna zastrzelił z broni myśliwskiej siedem osób. Na Ukrainie odbyły się pierwsze mecze piłki nożnej po długiej przerwie z powodu pandemii. Na antenie ukraińskie wiadomości. W kalendarzu sobota 23 maja. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dzień dobry.

(-)

Od poniedziałku 25 maja w Polsce możliwe będzie częściowe wznowienie działalności szkół podstawowych. Chodzi o organizacje zajęć opiekuńczo-wychowawczych z elementami dydaktyki dla uczniów klas 1-3. Rzeczniczka Ministerstwa Oświaty Anna Ostrowska mówi, że dyrektor szkoły ustala w jaki sposób będzie prowadzona opieka nad dziećmi i zajęcia dydaktyczne. W ukraińskich szkołach w Bartoszycach i Górowie Iławeckim po zasięgnięciu opinii rodziców dla części uczniów przywrócone zostanie nauczanie stacjonarne. Dla nauczycieli będzie to podwójne obciążenie, ale oni uświadamiają sobie swoją misję – mówi dyrektor bartoszyckiej szkoły Lubomira Tchórz:
nauczyciele, którzy mają najmłodsze dzieci w naszej szkole będą mieć podwójne zadanie – uczyć część dzieci 7-8 w szkole, a jednocześnie po tych lekcjach prowadzić wideolekcje.
-To podwójne obciążenie nauczycieli.
-Tak, świadomi są swojego powołania, misji i to jaką wykonujemy rolę, więc na pewno lekcje będą trochę krótsze, może 35 a nie 45 godzin i te godziny, nauczyciel będzie mógł; resztę godzin, poświęcić na lekcje on-line. Wideo lekcje nie będą zgodnie z planem 5 razy w tygodniu, tylko 2 powiedzmy, żeby nauczyciel miał kontakt z tymi dziećmi, które są – powiedzmy – izolowane z powodu sytuacji epidemiologicznej.

Ósmoklasiści i maturzyści od poniedziałku będą mogli skonsultować się z nauczycielami w sprawie egzaminów na terenie szkoły. Konsultacje będą ze wszystkich przedmiotów. Chodzi szczególnie o przedmioty, z których absolwenci i ósmoklasiści będą zdawać w czerwcu egzaminy. Od poniedziałku także uczniowie trzecich klas technikum będą mogli odbyć praktyki u pracodawców.

(-)

W Winnicy pojawił się znaczek pocztowy z okazji setnej rocznicy polsko-ukraińskiego sojuszu wojskowego. Inicjatorem był Jurij Kozak, aktywista społeczny, filatelista, wieloletni współpracownik Muzeum Znaczków Pocztowych. Podczas pierwszego stemplowania znaczków obecny był konsul generalny RP w Winnicy, przewodnicząca Komitetu ds. kultury i oświaty przy administracji obwodowej obwodu winnickiego Ludmiła Stanisławenko i dyrektor winnickiego oddziału Poczty Ukraińskiej Wołodymyr Sławiński. Na wyobrażeniu znajduje się główny ataman Ukraińskiej Republiki Ludowej Symon Petlura i marszałek Polski Józef Piłsudski, którzy 16 maja 1920 roku spotkali się w Winnicy – ówczesnej tymczasowej stolicy. Właśnie tam, na dworcu marszałek Polski wypowiedział słowa, które z czasem stały się legendarne: „Bez niepodległej Ukrainy nie będzie niepodległej Polski”

(-)

Na Ukrainie mężczyzna zastrzelił z broni myśliwskiej siedem osób. Do zdarzenia doszło w jednej z wsi w obwodzie żytomierskim. Przyczyna tragedii jest niejasna. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]

(-)

Ukraińscy medycy wykryli w ciągu poprzedniej doby ponad 400 zakażeń koronawirusem. Od początku trwania epidemii zdiagnozowano tam ponad 20 tysięcy przypadków SARS-CoV-2. Ukraińskie władze zapowiedziały, że od dziś rozpocznie się drugi etap liberalizacji niektórych ograniczeń związanych z koronawirusem, w ramach którego umożliwione ma być m. in. wznowienie transportu miejskiego. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko
[korespondencja w języku polskim]

(-)

Także wczoraj na Ukrainie odbyły się pierwsze mecze piłki nożnej po przerwie spowodowanej epidemią. Na razie kluby odbywają mecze towarzyskie. Mecze UEFA planowane są dopiero na sierpień.

(-)

Ta informacja kończy nasze wydanie. Na nowe wydanie zapraszam po weekendzie. Od poniedziałku do soboty o 10:50 śledźcie je razem z nami. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego.

22.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Uczniowie wracają do szkoły, ale nie wszyscy. Dla nauczycieli oznacza to podwójne obciążenie, bo nauka na odległość dla części uczniów pozostaje. Tak przynajmniej kontynuowany będzie proces nauczania od poniedziałku w szkole podstawowej z ukraińskim jezykiem nauczania w Bartoszycach. Wczoraj tam obchodzono dzień wyszywanki. Szczegóły usłyszycie w programie „Od A do Z” za chwilę. Z wami jest Hanna Wasilewska. Zaczynamy,

(-)

Szkoła podstawowa z ukraińskim językiem nauczania w Bartoszycach gotowa jest wznowić zajęcia w klasach 1-3 od poniedziałku. Przed przygotowaniem sal do nowych wymogów sanitarnych przeprowadzono badania wśród rodziców dotyczące ich zgody na powrót dzieci do normalnego trybu w warunkach epidemii. 15 z 35 rodziców uważa, że nauczanie stacjonarne jest łatwiejsze i ciekawsze oraz efektywniejsze. Natomiast nauczanie na odległość też pozostanie dla reszty uczniów – wyjaśnia dyrektor szkoły Lubomira Tchórz.

-Druga część dzieci, która nie przyjedzie do szkoły uczyć się będzie na odległość, z taką tylko różnica, że dotąd nauczyciele przekazywali informacje rodzicom poprzez pocztę elektroniczną, albo dziennik elektroniczny, jakie zadania mają robić dzieci z rodzicami, bo to małe dzieci i jeszcze nie władają tymi instrumentami, jak poczta elektroniczna. Teraz od przyszłego tygodnia chcę wprowadzić dla tych najmłodszych dzieci lekcje wideo, więc nauczyciele, którzy mają najmłodsze dzieci w naszej szkole będą mieć podwójne zadanie – uczyć część dzieci 7-8 w szkole, a jednocześnie po tych lekcjach prowadzić wideolekcje.
-To podwójne obciążenie nauczycieli.
-Tak, świadomi są swojego powołania, misji i to jaką wykonujemy rolę, więc na pewno lekcje będą trochę krótsze, może 35 a nie 45 godzin i te godziny, nauczyciel będzie mógł; resztę godzin, poświęcić na lekcje on-line. Wideo lekcje nie będą zgodnie z planem 5 razy w tygodniu, tylko 2 powiedzmy, żeby nauczyciel miał kontakt z tymi dziećmi, które są – powiedzmy – izolowane z powodu sytuacji epidemiologicznej.

Właśnie wymuszona samoizolacja sprzyja odkryciu nowych form nauczania, np. lekcje on-line.

 

-Od 4 maja starsze klasy mają systematycznie wideo lekcje i to wiem od dzieci, uczniów i rodziców, że oni cieszą się, że jest taka forma nauczania, bo nauczanie poprzez elektroniczne – powiedzmy – e-dziennik, czy pocztę, jest bardzo ciężka dla uczniów. Dużo pracy i dla nauczyciela, który musi ciągle odsyłać, kopiować, odpowiadać na pytania. Lepiej pracować z wideo lekcjami, nauczyciel może odpowiadać od razu na pytania, a nie za godzinę, dwie, czy za pół dnia, czy następnego dnia. I oczywiście także zaczynamy od 25. konsultacje dla uczniów; póki co to będą konsultacje dla starszych uczniów, których czeka egzamin, czyli ósmoklasistów. Będzie można przyjść w wyznaczonych godzinach z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, by porozmawiać z nauczycielem, zaliczyć oceny, które gdzieś tam może trafiły się nizebyt dobre, negatywne, żeby normalnie pouczyć się bezpośrednio z nauczycielem, więc takie konsultacje rozpoczynają się od 25 maja.

Grono pedagogiczne szkoły ukraińskiej w Bartoszycach okazało się kreatywnym i godnie trzyma się w warunkach pandemii. Swoim kadrom pedagogicznym pomaga dyrektora i dumna jest ze wspólnych osiągnięć:

-W naszej szkole od dawna starałam się zachęcić nauczycieli, żeby wykorzystywali taką technologię. Warunki w szkole mamy niezłe, bo mamy interaktywną tablicę i aktywną tablicę, więc niektórzy nauczyciele, ci którzy byli zainteresowani mogli to wykorzystywać. Oczywiście w tej chwili nie było wyboru, a wszyscy byli przymuszeni, ze tak powiem, zainteresować się taką formą pracy. Moi nauczyciele przeszli szkolenie, które organizowałam razem z informatykiem i muszę powiedzieć może trochę nieskromnie, wykorzystaliśmy platformę google meet i jako pierwsza przeprowadziłam konferencję nauczycieli, radę pedagogiczną wykorzystując ten instrument. Udało mi się zebrać 21 osób na radę pedagogiczną, zobaczyć je po długiej nieobecności i na żywo, że tak powiem, przez wideo omówić różne problemy związane z nauczaniem na odległość; a w tej chwili nauczyciele już normalnie pracują, opanowali system wideo lekcji i chyba cieszą się z tego…że nauczyli korzystać się z platform do nauczania.

(-)

W naszym życiu, które w ostatnim czasie przeniosło się do internetu nie brakuje świąt. Wczoraj w Bartoszycach także obchodzono dzień wyszywanki. Chociaż w tym roku on, jak i reszta wydarzeń odbywa się wirtualnie. Wskutek udziału zainteresowanych uczniów, grona pedagogicznego, administracji i innych pracowników szkoły, powstał cudowny kolaż z prawie setką portretów w wyszywankach. Święto obchodzono, a dzisiaj jeszcze trochę porozmawiamy o współczesnych ukraińskich wyszywankach i ich znaczeniu w naszym życiu – z Roksaną Tchórz – która już kilka lat żyje w dwóch krajach, w Polsce i Włoszech. Uczy ona włoskie dzieci języka angielskiego, ale swojego ojczystego, ukraińskiego, nie zapomina:

– U nas, w naszej rodzinie, w naszej wspólnocie wyszywanki zawsze były obecne, to nie jest dla nas jakaś nowość czy moda, która się pojawiła teraz, to nieodzowna część naszego życia, która ma znaczenie symboliczne. Zakładamy wyszywanki w bardzo dla nas ważnych momentach. To i chrzciny i wesela i pogrzeby, więc każdemu momentowi życia towarzyszy wyszywanka. Dla mnie to bardzo normalne, to moja tożsamość. Chce się demonstrować swoją tożsamość, swoją przynależność do jedynego narodu. Nie udało mi się zrealizować tego co chciałam, chciałam zrobić zdjęcie we Włoszech w swoim kostiumie narodowym, z koleżanką z Indii. Oni bardzo są przywiązani do swojej tradycji, a pokazują to tak, że ubierają się w swoje tradycyjne kostiumy. Mieliśmy taki pomysł, żeby razem się ubrać; wyszło, jak wyszło. Ale mam nadzieję, że nam się uda. Podoba mi się, że ludzie z innych krajów nie wstydzą się nosić swoje kostiumy, swoją narodową odzież tradycyjną. Tak samo i my staramy się pokazać skąd jesteśmy i kim jesteśmy.
W wielu ukraińskich rodzinach wyszywanki uważane są za rodzinną relikwię. Tak jest i w rodzinie Tchórzów.
-Mamy także takie stare wyszywanki, które bardzo lubię, np. taką wyszywankę, którą nosiła moja mama, albo np. wyszywanka po mojej babci, którą podarowała mi moja babcia, która już nie żyje. Ona sama ją wyszyła i zakładała ją w ważnych dla niej momentach.
Wyszywanka dla Ukraińców zawsze była świątecznym, szczególnym ubiorem. A dla szczególnego ubioru potrzebny jest szczególny dzień:
-Co roku obchodzimy dzień wyszywanki. Mamy bardzo dużo wyszywanek na każdą okazję, dlatego zależy, gdzie idziemy to zakładamy inną wyszywankę i co roku jak jeździmy na Ukrainę przywozimy nowe wyszywanki, także współczesne trendy.
-Kiedy przebywałaś we Włoszech też świętowałaś dzień wyszywanki, też zakładałaś swoją szczególną?
-Tak, bo zawsze jak gdzieś wyjeżdżam za granicę, to zawsze jedną nogą w Polsce, drugą we Włoszech. Niestety mieszkałam w takiej miejscowości, gdzie nie ma Ukraińców, nie ma organizacji. Maleńkie miasteczko, w którym nie ma obcokrajowców. Tam jest taka tradycyjna włoska ludność, która nigdy i bardzo niewiele jest ludzi zza granicy.
-Włosi, gdy zobaczyli cię w wyszywance pytali kiedyś co to takiego? Co to dla ciebie oznacza?
-Tak, bardzo byli zainteresowani, bo ja zakładałam wyszywankę w takich ważnych dla mnie momentach, np. urodziny, które obchodziłam w zeszłym roku we Włoszech, to był kwiecień, więc zauważali wyszywankę i pytali co to jest takiego i skąd taka ładna koszula. Bardzo są zainteresowani i pokaż nam jeszcze zdjęcia, a masz jakieś jeszcze, a może nam byś kupiła, jak jest taka możliwość; szczególnie, że teraz są w różnej formie, takie bardziej sportowe; także tak, bardzo zainteresowani.
Wyszywanki noszone są teraz w Paryżu i Hollywood. To modny trend, natomiast dla nas to zawsze jedność z rodzinną ziemią. Tak samo łączy nas ojczyste słowo:

[lekcja języka ukraińskiego]

No i to wszystko na dziś. W programie „Od A do Z” usłyszymy się za tydzień. Z wami była Hanna Wasilewska. Życzę wam dobrego humoru i przyjemnego weekendu. Do usłyszenia. (dw/ad)

22.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Szkoła podstawowa z ukraińskim językiem nauczania w Bartoszycach gotowa jest wznowić zajęcia w klasach 1-3 od poniedziałku. Wczoraj Ukraina świętowała Dzień Wyszywanki. Wołodymyr Zełeński powiedział, że szczyt w sprawie Donbasu odbędzie się po zakończeniu pandemii. Na Ukrainie trwa dyskusja na temat opublikowania nagrań rozmów Petra Poroszenki z Joe Bidenem. Usłyszycie o tym po ukraińsku. Dziś piątek 22 maja. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
Szkoła podstawowa z ukraińskim językiem nauczania w Bartoszycach gotowa jest wznowić zajęcia w klasach 1-3 od poniedziałku. Przed przygotowaniem sal do nowych wymogów sanitarnych przeprowadzono badania wśród rodziców dotyczące ich zgody na powrót dzieci do normalnego trybu w warunkach epidemii – mówi dyrektor szkoły Lubomira Tchórz:
Przygotowujemy się powoli do przyjęcia dzieci po nauce na odległość. Dzieci od 25 maja mogą rozpocząć nauczanie w szkole, stacjonarne jak mówimy; ale to dzieci, których rodzice się na to zgodzą i póki co najmłodsze dzieci, przedszkole i nauczanie wczesnoszkolne, klasy 1-3. Oczywiście, żeby rozpocząć taką procedurę musiałam wcześniej zapytać rodziców; wysłałam pytania; ankieta, gdzie rodzice albo życzą sobie, albo nie życzą. Więc ja muszę powiedzieć, że na dzisiaj praktycznie połowa rodziców chce, żeby dziecko uczyło się w szkole.
Badanie bartoszyckiej szkoły podstawowej im. Łesi Ukrainki pokazało, że 15 z 35 rodziców uważa, że nauczanie stacjonarne w szkole jest łatwiejsze, ciekawsze i efektywniejsze.
(-)
Wczoraj Ukraina świętowała Dzień Wyszywanki. Z tej okazji na lwowskim rynku posągi Neptuna, Amfitryty, Adonisa i Diany tradycyjnie ubrano w wyszywanki. Ze względu na pandemię kamiennym rzeźbom nałożono również haftowane maski medyczne z napisem „Dziękuję doktorze”.

(-)
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński powiedział we środę 20 maja, że po epidemii covid-19 odbędzie się szczyt dotyczący konfliktu na Donbasie. Szczyt odbędzie się w tak zwanym formacie normandzkim z udziałem Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy. Na konferencji prasowej z okazji pierwsze rocznicy swojej prezydentury Wołodymyr Zełeński podkreślił, że na Ukrainie niezależnie od pandemii, sprawa powrotu zatrzymanych Ukraińców i powrotu ukraińskich terenów pozostaje na porządku dziennym. „Rozmawialiśmy z Niemcami i Francją. Wszyscy wspierają pomysł (PAP), że od razu po spadnięciu liczby chorych (z PAP) na covid-19 ma odbyć się spotkanie w formacie normandzkim” – powiedział Wołodymyr Zełeński,
W grudniu w paryżu liderzy normandzkiej czwórki ustalili, że kolejny szczyt odbędzie się za cztery miesiące. Wołodymyr Zełeński zaznaczył, że zaplanowane spotkanie w takim formacie nie odbyło się z powodu pandemii. Prezydent poinformował także o rozmowach z Moskwą dotyczących wymiany więźniów politycznych po pandemii, którzy przebywają w więzieniach Rosji i Krymu.
(-)
Na Ukrainie trwa dyskusja na temat opublikowania nagrań rozmów Petra Poroszenki z Joe Bidenem. Wynikać ma z nich, że 2016 roku ówczesny prezydent Ukrainy omawiał z wiceprezydentem USA decyzje państwowe – m.in. dymisję prokuratora generalnego. Petro Poroszenko nazwał ujawnienie nagrań rosyjską manipulacją. Ukraińska prasa ostrzega zaś przed ponownym wplątaniem Ukrainy w wewnątrzamerykańskie rozgrywki polityczne.

(-)
Tym kończymy nasz program, ale ja nie żegnam się. Usłyszymy się wieczorem w programie „Od A do Z”. (dw/apod)

21.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Witam was drodzy przyjaciele. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dziś obchodzimy szczególny dzień – dzień wyszywanki. W trzeci czwartek maja wszyscy Ukraińcy na znak jedności zakładają wyszywanki. Dzisiaj, mimo kwarantanny, znów ubrani w nie jesteśmy. Jest tak, że zawsze kiedy jest nam dobrze, zakładamy to co dla nas znaczy więcej niż ubranie – to nasze wyszywanki. W nich dziewczęta i kobiety urodziwe, mężczyźni szczególnie męscy i stylowi, dzieci niby aniołki w cudownych rękodzielniczych szatach. Wyszywanka tworzona jest z miłością, a w każdym wizerunku jest pewien zamysł, szczere myśli i dusza. W bartoszyckiej szkole z ukraińskim językiem nauczania Dzień Wyszywanki obchodzono szczególnie całą szkołą. Tegoroczne święto nie będzie wyjątkiem przekonuje dyrektor szkoły podstawowej im. Łesi Ukrainy w Bartoszycach Lubomira Tchórz.
Chcemy utrzymać naszą tradycje i wziąć udział w międzynarodowym dniu wyszywanki, dlatego też nauczyciele języka ukraińskiego wyszli z inicjatywą, by kontynuować ten dobry zwyczaj, pomimo tego, że dzieci uczą się na odległość i ich praktycznie nie ma w szkole, ogłosiliśmy taką akcję, żeby dzieci same wykonały czy selfie, czy zdjęcie w wyszywance. Przesłały to do naszego nauczyciela ukrainisty i informatyka, i on zrobi z tego jedną wspólną, albo dwie fotografie, kolaż i zamieścimy to na naszym szkolnym FB i na stronie szkoły.
No a jak obchodzili dzień wyszywanki w szkole w Bartoszycach wcześniej?
Wszyscy mieli ubrać się w wyszywanki. Na tablicach były rozwieszone kartki, że wszyscy mają założyć wyszywanki. Dzisiaj wszyscy uczniowie naszej szkoły zebrali się przed szkołą i robili wspólne zdjęcie; wszyscy uczniowie, którzy mieli wyszywanki. Tych wyszywanek jest wiele wyszywanek, które mają różne kolory, wzory. Myślę, że każdy ma inną wyszywankę i powinien je pokazywać i myślę, że fajnie będzie jak wszyscy będą ubrani tak samo.

-Ale jeśli to ubranie coś jeszcze oznacza, bo wyszywanka ma jakiś sens. Jaki?

Ja myślę, że dla nas Ukraińców w Polsce to takie wsparcie, że są Ukraińcy jeszcze w Polsce.

-Masz na sobie bardzo ładną wyszywankę. Widzę, że to ręczna robota i ona nie jest tylko wyszyta, ale jeszcze i haftowana.

Ja dostałam ją pięć lat temu na pierwszą komunię od ciotki z Kanady. Jest bardzo fajna.

-Bardzo ładna, taka bardzo kolorowa. Twoja koleżanka ma wyszytą na czerwono-czarno. Jak się nazywasz?

Nikola Rybacka.

-Jesteś Ukrainką?

[wypowiedź w języku polskim]

-I uczysz się języka polskiego?

Uczę się, myślę że dobrze. Myślę, że język ukraiński jest fajny i rodzice tu mnie zapisali, bo to mała szkoła i uczniowie mają tu dobry kontakt z nauczycielami.

To nie pierwsza i nie ostatnia Polka, którą spotkałam w wyszywance. Joanna Kuształa z Dobrego Miasta też podchodzi nabożnie do ukraińskich wyszywanek. Czerwone maki na czarnym tle:

[wypowiedź w języku polskim]

Nadzieja Ortyńska ma czym się pochwalić. Na pytanie – ile ma wyszywanek, nie odpowiedziała od razu.

Oj, nie wiem, trzeba by policzyć. Mam dwie wyszywane sukienki, 5 koszul i bardzo dużo serwetek, od zielonego, żółtego, niebieskiego, brązowego, czarno-białego, białego, czerwonego, także te elementy ukraińskie pozwalają mi wspomnieć dom i jego ciepło i robi się przyjemniej na sercu, nawet podczas pochmurnych dni. Sama wyszywam, wyszywam bardzo dużo. Swojej córce wyszyliśmy koszulę razem z mężem. Ona wtedy miała 10 lat. Myślę, że nie obrazi się, jak powiem, że teraz ma 33 lata. I myślę, że ta specjalnie uszyta dla niej koszula będzie teraz dla wnuczki. I może to jest ta nasza rodzinna koszula, która będzie przekazywana z pokolenia na pokolenie. Moja córka też cudownie wyszywa. Na wesele wyszyła dobie taki cudowny ręcznik, na którym od tyłu nie ma ani jednego węzełka. Wyszywanka nie musi być tylko na koszulach, ale może być na serwetkach. Mam wyszywane obrazy na ścianach. Wyszyte rzeczy są wokół nas.

– Czyli święto wyszywanki jest dla pani globalne.

Tak.
Dzień wyszywanki Ukraińcy obchodzą na całym świecie. Roksana Tchórz jaka jeszcze do niedawna żyła i pracowała we Włoszech dzisiaj obchodzi ten dzień w domu w Górowie. Natomiast to nie przeszkadza jej uczestniczyć w tradycyjnym flash mobie.
Teraz to niestety odbywa się tak bardziej wirtualnie, bo każdy siedzi w domu, więc ze względu na sytuację, o której każdy wie, w tym momencie robimy po prostu zdjęcia, wysyłamy; więc nie możemy zrobić takiego tradycyjnego flash mobu, jak robiliśmy w szkole. Więc każdy robi zdjęcie w wyszywance, wysyła gdzieś do sieci, na FB czy Instagram i w ten sposób łączymy się z innymi Ukraińcami na całym świecie.
Wyszyta koszula to swego rodzaju amulet, symbol zdrowia i dobrobytu oraz piękna, szczęśliwego losu i rodowej pamięci, i miłości. Kiedy mówi się, że człowiek urodził się w koszuli, to oznacza szczęśliwego człowieka.
Ukraińcy zabierali wyszywanki ze sobą zawsze i wszędzie, nawet podczas deportacji. Ciekawie, co najdroższe było dla Tatarów . Przecież oni właśnie w te majowe dni przeżywali straszliwą tragedię.

Deportacja Tatarów krymskich rozpoczęła się 18 maja 1944 roku nocą i trwała do początku czerwca. Oficjalną podstawą stała się tajna decyzja Państwowego Komitetu Obrony „O Tatarach krymskich” z 11 maja 1944 roku, w której Tatarów krymskich oskarżało się o masową zdradę i kolaborację za czasów okupacji Krymu przez wojska hitlerowskie.O szczególnych motywach deportacji Tatarów krymskich rozmawialiśmy z profesorem historii UWM Henrykiem Strońskim.
-To historia innego okresu i tu działały inne motywy. Nie zapominajmy, że deportacja narodu krymsko-tatarskiego miała miejsce wiosną 1944 roku, trzeba powiedzieć – od razu po wyzwolenia Krymu od niemieckich faszystów. Oficjalnie była to kara władzy stalinowskiej wobec narodu krymsko-tatarskiego za to, że niektórzy przedstawiciele tego narodu brali udział we współpracy z niemieckimi faszystami. Trzeba powiedzieć, że dzisiaj historycy sprzeczają się, ilu tych zwolenników faszyzmu było, a kara była zastosowana zbiorowo. To typowe stalinowskie podejście do sprawy wykorzystania tzw. odpowiedzialności zbiorowej, kiedy za kilku przedstawicielu narodu reszta ponosi karę. W tym czasie zastosowano to nie tylko wobec narodu krymsko-tatrskiego. Podobny los podzieliły narodu północnego Kaukazu: Czeczeńcy, Ingusze, Bałkarzy, którzy także z podobnych motywacji zostali ukraiani przez surową władzę stalinowską. Trzeba powiedzieć, że organy NKWD, a to one były wykonawcami tej akcji, działały nadzwyczaj sprawnie i w ciągu kilku dni 186 tysięcy Tatarów krymskich wysiedlono z rodzinnych miast i wysiedlono do Kazachstanu, a część do Uzbekistanu. Tam żyli praktycznie aż do czasu ogłoszenia niepodległości Ukrainy, kiedy niepodległa Ukraina pozwoliła im na powrót i trzeba powiedzieć, że w ciągu 30 lat niepodległej Ukrainy prawie 200 tysięcy Tatarów krymskich wróciło do swoich rodzinnych miejsc, gdzie mieszkają do dzisiaj, ale byłoby niesprawiedliwym twierdzenie, że powrót Tatarów do swoich miejsc jakby rozwiązał problemy. Nie. Warto było być na Krymie 20 lat temu, kiedy można było zobaczyć, czy spotkać się z tymi ludźmi, którzy wrócili, a miejscowa ludność odbierała ich różnie. Ich miejsca były zajęte, tam mieszkał kto inny. Dla powracających do domu nie było mieszkań, ziemi i pracy, i ten problem Tatarów krymskich nie jest rozwiązany po dziś dzień.
-Chce się podkreślić, że i ukraińska władza nie dbała bardzo o Tatarów. Jeszcze do okupacji Krymu przez Rosjan Tatarzy nie byli bardzo chronieni socjalnie, oni brali ziemię…

-Tak, samozachwyt, zgoda…
-Tak, brali sobie budynki, bo nie otrzymywali mieszkań, nie mogli wrócić na swoją ziemię i na początku walczyli z ukraińską władzą o oddanie tego, co im się należy; czy ta walka miała jakiś progres?
-Chcę powiedzieć, że kiedy pani mówi, ze ukraińska władza nie wyszła na spotkanie tej ludności, kiedy wracali, trzeba powiedzieć, usprawiedliwienie, bo władza ukraińska miała na początku lat 90 kłopoty niemałe z miejscowymi separatystami na Krymie, którzy chcieli już wtedy się oddzielić, ale prawna władza ukraińska, która już wtedy działała, inaczej niż w 2014 roku, nie umożliwiła rozpowszechnienia tego separatyzmu. Trzeba powiedzieć, że władza ukraińska szybko zorientowała się, że w osobie narodu krymsko-tatarskiego może mieć dobrego sojusznika w zabezpieczeniu spokoju i swoich wpływów na Krymie. Pamiętam, często jeździłem na Krym, praktycznie co roku. Mam dużo znajomych na Uniwersytecie Symferopolskim i pamiętam te czasy, kiedy naprawdę Kijów – może się trochę spóźnił, ale bardzo szybko uchwaliło odpowiednie prawa, by Tatarzy krymscy bez problemów otrzymywali obywatelstwo ukraińskie, bo ta sprawa była wtedy nadzwyczajnie bolesna i dla wzmocnienia ich pozycji, obywatelstwo ukraińskie było bardzo ważne i to załatwiło sprawę. Trzeba przyznać, że Tatarzy krymscy na półwyspie krymskim, naprawdę, no większość jest proukraińska i negatywnie odnoszą się do dzisiejszej okupacji przez Federację Rosyjską.
-Dziś kontynuowane są represje Tatarów na półwyspie krymskim, ci którzy nie wyjechali i kontynuują tam swoje życie, a szczególnie aktywiści walczą o swoje prawa, są represjonowani przez rosyjską władze okupacyjną na półwyspie. Co panu o tym wiadomo?
-Prasa i media donoszą o represjach rosyjskiej władzy okupacyjnej w stosunku do Tatarów krymskich; no nie uznają Medżlisu, a lider Medżlisu Dżemilow jest deputowanym ukraińskiej Rady Najwyższej…musi mieszkac w Kijowie na emigracji i z Kijowa dbać o swoich obywateli na Krymie. Podkreślam, media donoszą bardzo dużo faktów, że aktywiści krymsko-tatrskiego ruchu są prześladowani, oskarżani o działalność antypaństwową; nazywają ich też separatystami, terrorystami i to nie poprawia losu narodu krymsko-tatarskiego.
(-)
Takim sposobem rozpoczęte przez stalinizm represje przeciwko narodowi krymsko-tatarskiemu trwają do dziś. Ale miejmy nadzieję na lepsze czasy.

Tym kończymy nasz program. Przygotowała go i poprowadziła Hanna Wasilewska. Na koniec zapraszam do posłuchania piosenki o tytule „1944” ukraińskiej śpiewaczki Jamali. Z tą kompozycją zwyciężyła Eurowizję w 2016 roku. Opowiada ona o tragicznej historii swojej rodziny i narodu. Wszystkiego dobrego, do usłyszenia. (dw/bsc)

20.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Ta wiosna upływa nam wszystkim pod hasłem „zostań w domu”, więc o wydarzeniach rozrywkowych pozostaje tylko marzyć i wspominać zeszłoroczne. Jednym z naszych ulubionych jest Dzień Mniejszości Narodowych. Przypomnimy dzisiaj twórczość jednego ze stałych uczestników – zespołu romskiego Hitano z Olsztyna. Romskie piosenki w „Wieczorze z ukraińską kulturą” są jak wieczór mniejszości narodowych. Z wami jest Hanna Wasilewska. Witam i zapraszam.

(-)

Co roku na początku czerwca w Olsztynie odbywa się Dzień Mniejszości Narodowych, w którym biorą udział Ukraińcy, Niemcy, Romowie, Tatarzy, Litwini, Białorusini, prawie wszyscy przedstawiciele mniejszości narodowych, które mieszkają w Polsce. W tym roku „na żywo” święto się nie odbędzie, ponieważ jest odwołane z powodu sytuacji epidemicznej, chcemy natomiast przypomnieć o dniu w naszych programach. Dzisiaj z Sergiuszem Petryczenkiem skupimy się na kulturze romskiej przypominając twórczość zespołu Hitano z Olsztyna.

[materiał w języku polskim]

(-)

Równo za tydzień zapraszamy na Dzień Mniejszości Narodowych 2019. A dziś to wszystko. Program przygotowali: Sergiusz Petryczenko i Hanna Wasilewska. Do usłyszenia. (dw/ad)

20.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

W ciągu dwóch tygodni minister zdrowia Łukasz Szumowski przedstawi rekomendacje dotyczące ewentualnych letnich obozów i wypoczynku dla dzieci i młodzieży. W tym roku „na żywo” Dzień Mniejszości Narodowych nie odbędzie się, natomiast my chcemy przypomnieć o nim w naszych programach. Dzisiaj z udziałem romskiego zespołu Hitano. Książka „Pamięć i tożsamość” Jana Pawła II wyszła po ukraińsku. Ponad połowa Ukraińców ufa prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu i jest on liderem wśród ukraińskich polityków. O tym opowiem już za chwilę w programie informacyjnym po ukraińsku. Dziś jest środa 20 maja. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska.
(-)
W ciągu dwóch tygodni minister zdrowia Łukasz Szumowski przedstawi rekomendacje dotyczące ewentualnych letnich obozów i wypoczynku dla dzieci i młodzieży. Łukasz Szumowski powiedział, że w tym przypadku trzeba uregulować wszystkie sprawy dotyczące odpowiedzialności rodziców i organizatorów. Trzeba opisać sytuację, co się stanie na przykład, gdy któreś z dzieci będzie miało gorączkę. Czy reszta ma być poddana kwarantannie, czy nie. Czy rodzice mają wtedy odbierać dzieci, gdzie mają mieć zgody na pobranie ewentualnie testów itd. Oczywiście nie mamy czasu, bo wszystkie firmy, instytucje pytają co robić z przedpłatami, z organizacją obozów, ale z punktu widzenia zdrowotnego, epidemicznego musimy sobie jeszcze dać te dwa tygodnie, żeby tutaj ocenić, już bez tego ogniska dużego na Śląsku, jak wygląda trend w Polsce – powiedział Łukasz Szumowski.

Jeśli chodzi o wydarzenia rozrywkowe sytuacja nie uległa zmianie. Odwołane są przynajmniej do końca lipca. Co roku na początku czerwca w Olsztynie odbywa się Dzień Mniejszości Narodowych, w którym biorą udział Ukraińcy, Niemcy, Romowie, Tatarzy, Litwini, Białorusini, prawie wszyscy przedstawiciele mniejszości narodowych, które mieszkają w Polsce. W tym roku „na żywo” święto się nie odbędzie, ponieważ jest odwołane z powodu sytuacji epidemicznej, chcemy natomiast przypomnieć o dniu w naszych programach. Dzisiaj z Sergiuszem Petryczenkiem skupimy się na kulturze romskiej przypominając twórczość zespołu Hitano z Olsztyna.
[materiał w języku polskim]
Cały materiał Sergiusza Petryczenki usłyszycie dzisiaj wieczorem.
(-)
Z okazji setnej rocznicy urodzin świętego Jana Pawła II lwowskie wydawnictwo „Litopys” wydało tłumaczenie na język ukraiński ostatniej pracy papieża Polaka „Pamięć i tożsamość”. Jest to drugie wydanie, dopełnione rozmową z Ojcem Świętym o zamachu na jego życie w maju 1981 roku, gdzie rozmyśla nad przebaczeniem i miłosierdziem. Z języka włoskiego książkę przetłumaczyła Lwowianka Mariana Prokopowycz.
(-)
Ponad połowa Ukraińców ufa prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu i jest on liderem wśród ukraińskich polityków. Takie są wyniki najnowszego sondażu przeprowadzonego przez ukraińskich socjologów. Pojutrze minie rok prezydentury Wolodymyra Zełenskiego. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]
Tym kończymy nasz blok informacyjny. Zapraszam do radioodbiorników wieczorem o 18:10. Z wami była Hanna Wasilewska. Życzę wam przyjemnego dnia i tylko dobrych wiadomości. Do usłyszenia. (dw/bsc)

19.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

76 lat temu z samego rana 18 maja we wszystkich miejscowościach Krymu wyganianie Tatarów Krymskich rozpoczęło ponad 23 tysiące oficerów i funkcjonariuszy NKWD, Już 20 maja loklani funkcjonariusze partyjni raportowali do centrali o sukcesie akcji wysiedlenie i przekazywali informacje o pozostawionym majątku Tatarów krymskich. Już 1 grudnia 1944 na Krym przyjechało 64 tysiące przesiedleńców, którzy i dotąd tam rządzą. W sumie z Krymu deportowano około 200 tysięcy osób narodowości tatarskiej. Deportacja to instrument radzieckiej polityki narodowościowej okresu stalinowskiego, Deportacje to przesiedlenia z użyciem siły, osób według ich narodowości do oddalonych miejscowości Związku Radzieckiego, gdzie byli umieszczani w specjalnych miejscach. W sumie liczba tych wewnętrznych przesiedleńców wynosiła blisko 6 milionów ludzi. Trudno sobie to wyobrazić . Wskutek deportacji zginęło od 1 do 1,5 miliona ludzi. Dzisiaj o strasznym instrumencie represji stalinowskich opowie profesor UWM Henryk Stroński. W programie „Kalejdoskop historyczny” wita was Hanna Wasilewska. Dobry wieczór.
(-)
Radziecka polityka deportacyjna rozpoczęła się od wysiedlenia białych kozaków i wielkich właścicieli ziemskich w latach 1918-1925, na długo przed stalinowskimi represjami. Ale to na jego okres przypadają najstraszniejsze zbrodnie przeciw ludzkości. Wyrwać z korzeniami, rzucić jak najdalej w miejsce nieprzydatne do życia – taki jest cel wszystkich deportacji – wyjaśnia profesor historii UWM Henryk Stroński:
Deportacje, czyli usunięcie socjalnie niebezpiecznych grup narodowych z pewnego miejsca w oddalone miejsca północy i Sybir. W zbrodniczej praktyce stalinowskiej, forma deportacji powstała znacznie wcześniej, w okresie leninowskim, ale nie była tak rozpowszechniona. Tam wojna domowa wszystko zasłoniła. Natomiast już w okresie stalinowskim – koniec lat 20. i latach 30. forma deportacji głęboko weszła w realizacje polityki socjalnej i narodowej. Pierwszym przejawem tej polityki była likwidacja kułaków, jako klasy w latach 1930-33, gdy tylko z Ukrainy deportowano blisko 2 miliony gospodarzy, jako kułaków, co było uderzeniem w ukraińską produkcję rolną.
Na tych, którzy zostali czekał inny los, jeszcze straszniejszy – głód. Zmarło, według różnych danych, do 10 milionów głównie Ukraińców. Stalin poszedł dalej:
-Dalej deportacje mocno wchodzą do arsenału radzieckiej polityki. Kolejną grupą po kułakach byli właśnie Polacy z przygranicznych obwodów Ukrainy, którzy w latach 1935-1936 deportowani się do…obwodów Ukrainy, a w 1936 roku właśnie deportowanych jest około 60 tysięcy Polaków do Kazachstanu i dzisiaj wszystkimi siłami państwo Polskie chce ich ściągnąć do Polski.
-Czym ci Polacy zawinili Stalinowi, czemu ich deportował.
-Główna wina Polaków, w cudzysłowie, była w narodowości….było ich około pół miliona, zgodnie ze statystykami, w zachodnich obwodach ówczesnej radzieckiej Ukrainy. Ci Polacy demonstrowali negatywne nastawienie do polityki radzieckiej, kołchozów, pokazywali swoją przynależność narodową i oczywiście tu odegrało rolę stanowisko międzynarodowe. Pogorszenie stosunków z II RP, którą Stalin i kierownictwo jednoznacznie uznawali za potencjalnego wroga i agresora wobec Związku Radzieckiego. Już wtedy w głowie Stalina narodziły się różne plany powiązane z…stanowiskiem międzynarodowym, rysowała się gdzieś tam II wojna światowa na horyzoncie i staranie, by w zachodnich rejonach nie było potencjalnie niebezpiecznej ludności. Deportacje, czyli usunięcie tzw. V kolumny, czy nieprawomyślnej ludności z regionów przygranicznych, by wzmocnić – jak wtedy mówiono – zachodnie rubieże Związku Radzieckiego.
Potencjalnych wrogów nie pozbywano się, znaleziono dla nich zastosowanie:
Władza radziecka miała jeszcze inny cel, zasiedlenie niezasiedlonych regionów dalekiej północy, stepów. Nie było tam ludności i ta ludność powinna też oswoić teren i to był drugi cel deportacji. Natomiast deportacja Polaków po 1939 roku, czyli po agresji Związku radzieckiego na II RP, a to deportacje zimą i wiosną 1939-40 roku, odbywały się w warunkach wyjątkowo dramatycznych. Użyje takiego niekonwencjonalnego słowa, nie cackano się z tymi ludźmi, dawni im dosłownie minuty na spakowanie się. Dodatkowo ta pierwsza deportacja, przypomnę tzw. komunistów, miała miejsce w lutym-marcu 1939 roku, kiedy na dworze było -30 stopni i bez żalu kobiety, dzieci, niezależnie od wieku, ludzi starych, wysyłano w regiony północne, i obszary Syberii. Ja nawet, ze strony mojej mamy miałem historię, kiedy deportowano za Ural, to po drodze połowa dzieci, a było ich sześcioro, zmarła z powodu chorób, słabego żywienia, z braku pomocy medycznej i los tych ludzi był nadzwyczajnie tragiczny.
Deportacja Tatarów to innych okres historyczny i miała ona inne motywy – podkreśla Henryk Stroński – zasada odpowiedzialności zbiorowej znana jest przesiedleńcom Akcji Wisła:
To historia innego okresu i tu działały inne motywy. Nie zapominajmy, że deportacja narodu krymsko-tatarskiego miała miejsce wiosną 1944 roku, trzeba powiedzieć – od razu po wyzwolenia Krymu od niemieckich faszystów. Oficjalnie była to kara władzy stalinowskiej wobec narodu krymsko-tatarskiego za to, że niektórzy przedstawiciele tego narodu brali udział we współpracy z niemieckimi faszystami. Trzeba powiedzieć, że dzisiaj historycy sprzeczają się, ilu tych zwolenników faszyzmu było, a kara była zastosowana zbiorowo. To typowe stalinowskie podejście do sprawy wykorzystania tzw. odpowiedzialności zbiorowej.
Rozmowę z profesorem będziemy kontynuować we czwartek. Teraz czas skupić się na wspomnieniach z innych czasów:

No moje wezwanie w latopisie Czerwonej Kaliny, żeby żyjący chłodnojarcy dawali materiały do historii Chłodnego Jaru odezwał się jeszcze Serhij Poliksza, który był w Chłodnym Jarze w 1919 roku, w tym czasie to Licharew. Wspomnienie Polikszy w latopisie Czerwonej Kaliny w maju 1933 roku stwierdził, że opowieści Licharewa na 90% są absurdalne. Jednak to nie przeszkodziło pułkownikowi Seredi w sierpniu 1934 roku wydrukować je jeszcze w paryskim Słowie Ukraińskim. Można powiedzieć, że chłodnojarszczyzna w naszej prasie i literaturze prawie wcale nie jest pokazana. Zmusiło mnie to do odłożenia innych tematów i wzięcia się za napisanie Chłodnego Jaru. Radzono mi, by zrobić to w w formie monografii historycznej, ale do tego brakuje przede wszystkim dat, które zapomniano, a czasem człowiek zwyczajnie nie wiedział, którego dnia miało miejsce to, czy inne wydarzenie. Żeby książka była ciekawsza dla szerszego grona, przybrałem formę powieści, może za wiele tam moich osobistych przeżyć, ale dla tych, którzy czegoś podobnego nie przeżywali może będzie to ciekawe, może komu przyda się. Jurij Horlis-Horski.
(-)
Tym kończymy nasz program. Przygotowała go i poprowadziła Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę i zapraszam was jutro. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

19.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Pełną parą w internecie. Rekrutacja uczniów na nowy rok szkolny do Zespołu Szkół z Ukraińskim Językiem Nauczania w Górowie Iławeckim trwa. W olsztyńskiej cerkwi greckokatolickiej będzie dodatkowe nabożeństwo o 11:30 co niedzielę, żeby wszyscy chętni mogli się pomodlić. Wczoraj na Ukrainie obchodzono Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Narodu Krymskotatrskiego. Opowiem o tym więcej w wydaniu ukraińskich informacji. Dziś jest wtorek 19 maja. Z wami jest Hanna Wasilewska. Witam.

(-)

W Zespole Szkół z Ukraińskim Językiem Nauczania w Górowie Iławeckim trwa rekrutacja uczniów na nowy rok szkolny. Kampania trwa w internecie:
[fragment w języku polskim]
Tak uczniowie szkoły podstawowej zachęcają do nauki w ich szkole na szkolnym FB.
Podania, terminy rekrutacji i inne potrzebne informacje można znaleźć na stronie szkoły – zaprasza dyrektor Zespołu Szkół z Ukraińskim Językiem Nauczania w Górowie Iławeckim trwa Maria Olga Sycz:
Na naszej stronie szkoły, tam można wszystkie informacje, też i podanie do szkoły, wszystko można wziąć i przez internet można nam wysłać ze skanem; te dokumenty, które są potrzebne do przyjęcia do szkoły; i my to rozpatrzymy i będziemy odpowiadać, czy przyjmujemy do szkoły, czy nie. Jeśli chodzi o uczniów z Ukrainy także.
Szkoła z Górowa dawno otworzyła się na uczniów z Ukrainy. Ci szybko się adaptowali i urozmaicili spektrum kulturalne wychowania młodzieży. Jak uczniowie kochają tę szkołę można przekonać się na FB placówki:
Na szkolnym FB nasi uczniowie wysyłają takie filmiki. Zachęcają do nauki swoich młodszych kolegów. Do nauki w naszej szkole.
Szczęść Boże, ja bardzo dobrze wspominam czas nauki w naszym ukraińskim liceum w Górowie Iławeckim.
A tak reklamuje swoją szkołę proboszcz parafii greckokatolickiej w Olsztynie ojciec Iwan Hałuszka:
Tam można było rozwijać się na różnych poziomach, kulturalnym i nie tylko, ale najbardziej pamiętam to, że poznałem tam moją żonę, gdzie teraz mój syn może nauczać się w tej samej szkole. Górowska szkoła daje nam bardzo dużo…dużym poziomie. Możemy tam nauczyć się tego co jest w książkach, ale nie tylko. Możemy nauczyć się piosenek, możemy nauczyć się tańczyć, mówić po ukraiński i ukraińskiej kultury, historii i geografii.
Z powodu stanu epidemii i wprowadzenia nauczania na odległość, tradycyjne dni otwarte nie odbędą się w tym roku. Planowane są natomiast wirtualne.
[fragment w języku polskim]
Będziemy przygotowywać na czerwiec taki dzień on-line ze szkoły na żywo, kiedy będą konsultacje, nauczyciele będą w szkole. Bezpośrednia transmisja, to ogłosimy szybciej, że będzie możliwość popatrzeć dla naszych przyszłych uczniów i będziemy pokazywać szkołę i z nauczycielami będzie można porozmawiać. Będziemy próbować w ten sposób się skontaktować, bo nie mogliśmy zorganizować żadnego dnia otwartego.

(-)

Ograniczenia sanitarne spowodowane koronawirusem powoli są usuwane. W cerkwi może teraz przebywać więcej osób. Żeby na nabożeństwo mogli przyjść wszyscy chętni, będzie większa liczba niedzielnych nabożeństw w niektórych świątyniach. W olsztyńskiej cerkwi greckokatolickiej dodatkowe odbędzie się o 11:30. W sumie w świątyni mogą być jednoczenie 53 osoby – według nowych zasad – jedna na 10 metrów kwadratowych. Z powodu wcześniejszych ograniczeń w Lelkowie święto parafialne świętego Jurija obchodzono przy cerkwi. Sprzyjała temu słoneczna pogoda, więc parafianie mogli się pomodlić i świętować jak trzeba.

(-)

Wczoraj na Ukrainie obchodzono Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Narodu Krymskotatarskiego. 76 lat temu sowieckie władze deportowały 200 tysięcy Tatarów z ich ojczyzny – Półwyspu Krymskiego. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]

(-)

Tym kończymy nasze wydanie informacji. Wieczorem usłyszymy się znowu. Na „Kalejdoskop historyczny” zapraszam o 18:10. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/ad)

18.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór. W programie „Kamo Hriadeszy” wita was Hanna Wasilewska. Na Ukrainie brakuje przepisów, które chroniłyby dziedzictwo kulturowe przed zniszczeniem, szczególnie stare cerkwie i kościoły także przed samymi obywatelami Ukrainy. Niezależnie od trwających reform tu się nic nie zmieniło. W zeszłym roku w cerkwi Zaśnięcia Przenajświętrzej Bogarodziny Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego w Sławkiem w obwodzie lwowskim, podczas remontu zniszczono wszystkie malunki lwowskiego artysty Modesta Sosenki.
Proboszcz cerkwi ojciec Andrij Petryszyn nie wstrzymał prac mimo licznych interwencji naukowców i konserwatorów zabytków. Cerkiew jest zabytkiem o miejscowym znaczeniu, więc przeprowadzenie w niej prac może odbywać się tylko pod nadzorem odpowiednich organów. Tragedią dla całej Ukrainy – tak powiedziała o tym wydarzeniu Lubow Sawaryn – jedna z założycielek organizacji „Samborskie regionalne naukowo-kulturalne stowarzyszenie Bojkowszczyzna”. Rozmawialiśmy o tym przy okazji naszego ostatniego spotkania, które miało miejsce w Elblągu. Wiele informacji z Ukrainy i Polski psuje nam humor, a przywrócić równowagę nie jest prosto. Jednym z naprawdę niesamowitych sposobów jest malowanie, to nie jest proste. Pisanie ikon zmusi nas tie tylko skupić się na samym nim, ale i uspokoić się, pomodlić i całkiem znaleźć się w świecie duchownym. Więcej o tym opowie Iwona Pasławska-Kircio za kilka minut. Zostańcie z nami.
(-)
Samowolny remont w cerkwi Zaśnięcia Bogarodzicy Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego w Sławskiem, która jest zabytkiem o miejscowym znaczeniu, wywołał oburzenie całej wspólnoty kulturowej Ukrainy. Cerkiew została zbudowana w 1901 roku wg projektu architekta Wasyla Nahirnego dzięki wsparciu metropolity Andrija Szeptyckiego. W 1909 roku jej wnętrze zaczął ozdabiać znany artysta Modest Sosenko. Podczas remontu zarówno z podłóg jak i ścian cerkwi skuto autentyczne płytki wytworzone w fabryce Iwana Lewickiego. Ta straszna wieść rozniosła się przez FB. Więc podczas osobistego spotkania z Lubow Sawaryn zapytałam, czy udało się coś uratować:

-Rozczaruję od razu, bo odnowić nie można, zniszczono wszystko co było w tej cerkwi, zniszczono płytę z fabryki Iwana Lewińskiego we Lwowie. Stało się to przez jakąś taką obojętność miejscowego księdza, który przekonywał, że tam nie ma nic cennego, a ludzie nie uświadamiali sobie wartości tego co jest w ich świątyni. Zamiast stworzyć dokumentację i przeprowadzić renowację tych wszystkich malunków, które były w tej cerkwi, które fundował nawet metropolita Andrij Szeptycki; zapraszał znanych mistrzów i dawał na to pieniądze…ale poszli poszli łatwiejszą drogą i wszystko skuli do cegły i góry rozbitych malunków leżą przed cerkwią i wielka to strata dla Ukrainy, Bojkowszczyzny i kultury u nas na Ukrainie.
-Co to za cerkiew.
-Greckokatolicka. Parafia greckokatolicka milczy jak dotąd.

Póki cerkiew milczy, działają ośrodki kulturologiczne i wspólnoty. „My wszyscy, którzy kibicują zachowaniu ukraińskiej kultury i duchowego dziedzictwa, ci którzy szanują i wysoko cenią ukraińską sztukę, oburzeni jesteśmy swawolą i bezprawiem, które dotyczy naszych zabytków. Niedawny przykład zniszczenia przekracza wszelkie granice. Chodzi o malunki w cerkwi Zaśnięcia Bogarodzicy Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego w Sławskiem w obwodzie lwowskim, autorstwa znanych artystów, takich jak Modest Sosenko , Julian Bucmaniuk, Iwan Lewicki, którzy pracowali pod opieką metropolity Iwana Szeptyckiego.” – tak zaczyna się list otwarty do Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, organów ochrony dziedzictwa kulturalnego i organów państwowych. Podpisało go prawie 800 przedstawicieli ukraińskiej inteligencji. Nieobojętni szturmują także stronę duchowieństwa na FB – mówi Kateryna Suchorebska

-Wielu nieobojętnych działaczy kulturalnych działało na FB i no czekamy, ale rozumie Pani, czekać na komentarz to jedno, ale ciężko zrozumieć to, że tego nie wrócimy. Za pomocą czarodziejskiej różdżki to nie wróci na miejsce i proszę sobie wyobrazić ten bolesny obraz, który pojawia się na FB w sieci – stoi piękna jak pisanka cerkiew, a pod nią skuta sztukatura i kawałki malunków.

-Cała wspólnota kulturalna podniosła alarm, jak zaczęły się prace. Można było coś jeszcze zachować, ale jest wrażenie, że robotnicy chcieli zrobić to jak najszybciej i w ciągu dwóch dni skuli całą cerkiew, a do tego potrzeba bardzo dużo siły fizycznej, ale mamy to co mamy, to wielka tragedia – Lubow Sawaryn – ale tak jest.

-Straszna historia, kiedy dochodzi do skucia malowideł Sosenki, przy czym przyjeżdżali tu konserwatorzy z urzędu; – Ołena Kremniowa – chłopcy prosili, pisali pisma; z proboszczem rozmawiali, mówili społeczności, że nie można tego robić, ale ta postawiła na swoim.
Dzięki sytuacji wokół cerkwi przypominao sobie o lwowskim artyście, jego twórczości i grobie – mówi Kateryna Suchorebska

-Modest Sosenko był ulubionym artystą Andrija Szeptyckiego i kiedy doszło do tej tragedii z tymi malunkami, które po prostu zniszczono w cerkwi w Sławsku, to zwrócono uwagę na samego artystę i zaczęto mu się przyglądać i okazało się, że Modest Sosenko pochowany jest na cmentarzu Janowskim we Lwowie, a jego grób jest w wyjątkowo złym stanie i prowadzone są rozmowy w sprawie jego restauracji i warto podkreślić, że kamień nagrobny robił znany rzeźbiarz Jewhen Dzyndra. Spodziewam się, że zespół twórczych ludzi zbierze się i skoro nie udało się zachować tego co zrobił artysta za życia, to może uda się grób godnie uporządkować.
-Jaka reakcja władzy?
-Mówią, że ich oszukano, że na sesję rady przyjeżdżał proboszcz i przekonał, że nie ma tam żadnych zabytków w cerkwi i nie trzeba żadnej technicznej dokumentacji, ani specjalnych warunków remontu, że oni sobie tam po prostu wezwą robotników i zrobią. Mówią więc, że ich oszukano.

-Zrobiono coś nieprawidłowo, ale myślę, że nikt nikogo za to nie ukarze. Kto poniósł karę za Majdan? Za zamordowanych tam nieuzbrojonych ludzi, a tu jakiś tam Sosenko.
W całym tym rozczarowaniu pozostaje kropelka nadziei, że Ukraińcy otrząsną się i coś tam pozostawią swoim dzieciom i wnukom. Są przykłady – przekonuje Ludow Sawaryn:

-Ale jest jedna świątynia, w której zakochały się malunki tego samego artysta i ludzie tam to odrestaurowali, wydaje się, że to wieś […]. Widzimy jaką rolę gra tu świadomość, kiedy ludzie wiedzą, jaki mają skarb. Bronią go, odnawiają i są z niego dumni, ale są tacy, którzy chcą coś współczesnego i nie chcą bawić się z tym co mają i chcą iść prostą drogą, albo nie rozumieją.
(-)
Samoizolacja i wiadomości, które czasem nie cieszą wymagają od nas cierpliwości i żelaznych nerwów, a siły moralne trzeba jakoś regenerować, żeby później było co tracić. Poszukajmy więc normalnych zajęć, które jakby leczą. Jednym z nich jest np. malowanie. Kiedyś wielu mistrzów, którzy rozpoczynali pisanie ikon, nie miało specjalnego wykształcenia, więc każdy może się nauczyć – podstawa to wytrwałość i codzienna praktyka. Zimą warsztat ikonopisarstwa w przy olszyńskiej cerkwi przeszła kolejna grupa młodzieży. Ikony zawsze coś mówią, ale przez brak wiedzy nie potrafimy ich przeczytać. Właśnie podczas takich zajęć przy parafii młodzież pragnie zrozumieć symbolikę obrazu i to, czego nie udało zrozumieć się dotąd. Ikona to tekst w obrazie. W zeszłym roku historii i sakralnej sztuki ikony kursantów uczyła Iwona Pasławska-Kircio:
-Piszę ikony od 10 lat i nauczyłam się na takim kursie przy cerkwi i to był mój pierwszy kurs, a później już samodzielnie zaczęłam pracować w domu i tak poszło. Zawsze miałam problem z odpowiedzią na pytanie, czy każdy może pisać, bo sama gdy pisać zaczęłam nie zastanawiałam się czy mogę, czy mam do tego warunki, tylko tak bardzo chciałam to robić, że siadłam i to zrobiłam. Myślę, że nie każdy może to robić, bo trzeba mieć wiele na to czasu, odnaleźć w sobie spokój i tu jest wiele pracy precyzyjnej. Ktoś kto nie lubi siedzieć długo, myślę że nie będzie mógł pisać. Drugą ważną sprawa jest to, że w ikonie ważne jest nie tylko to malowanie, ale i znajomość Słowa Bożego. Gdy ktoś jej nie ma, będzie pisał ikony, ale nie zrozumie co robi, nie zrozumie symboliki. To będą tylko puste gesty.
– Właśnie tu widzę, że dzieci odtwarzają jakby ikonę. Obraz jest zgodny z kanonami i dzieci go odtwarzają. Jest gotowy, tylko są różnice w kolorach, które dobierają sami. A jeśli artysta siądzie, który sam umie pięknie malować i w wyobraźni ma np. obraz Bogarodzicy, czy Chrystusa; siądzie i ze swojej głowy stworzy ten obraz; czy taka autorska ikona, której w cerkwi nikt nigdy nie widział będzie ikoną? Czy człowiek ma prawo wymyślić obraz Boga czy Matki Boskiej?
-Takich ikon jest wiele, powstaje ich na szczęście wiele współcześnie. Nie tylko tradycyjne wyobrażenia, ale i autorskie.
-Cerkiew to uznaje?
-Tak, to też są ikony, do których można się modlić. Jeśli kanony są zachowane, ktoś wkłada w to swoje serce, modli się, bo ikona jest ikoną tylko wtedy, kiedy się do niej modlimy, uświęcona jest tylko modlitwą.
-Czyli każda ikona, która jakkolwiek jest namalowana i jest poświęcona, jest ikoną i można modlić się.
-Tak
-Nawet jak Matce Boskiej ktoś namaluje niebieskie włosy, bo tak to widzi, bo artyści różnie widza.
-Trudne pytanie, nie potrafię odpowiedzieć.
-Właśnie o to mi chodzi.
-To niezgodne z kanonem. Jest kanon, który określa jak powinno to wyglądać i myślę, że takie odstępstwo nie jest z nim zgodne.
-Ale kiedyś Nowosielski walczył z kanonami i właśnie jego ikony nie były uważane za kanoniczne, prawda?
-Nie uważały się, ale mamy je w cerkwiach.
-Ale kiedyś je wyrzucano i palono.
-Wiem o tym i ja bardzo lubię ikony Nowosielskiego i bardzo je cenię.
-A teraz jest taki artysta, który coś sobie wyobraża, a cerkiew tego nie przyjmuje. Czy już są inne czasy i cerkiew jest bardziej otwarta?
-Dzisiaj jest jakby większa swoboda.
-A pani ma takie ikony, które pani sama wymyśliła?
-Mam taką ikonę, ale ona nie jest taka szalona. To twarz Chrystusa na chuście i ja użyłam kolorów takich których się nie używa. Pisze ikony od 10 lat, ale szukam swojego stylu jeszcze. Póki co pisze te tradycyjne, ale staram się coś swojego dodać, ale nic poza kanonem.
-Czy ikony można podarować i sprzedawać.
-Na pewno nie można powiedzieć, że ikony można tworzyć wyłącznie dla zarobku. W tym też musi być aspekt duchowny. Nie można powiedzieć, że tworzy się je dla zarobku. Ikony można sprzedawać i dawać w prezencie.
-A pani ikony można gdzieś zobaczyć czy kupić?
-W prywatnych zbiorach. Kilka osób takie ikony ode mnie kupiło i ma w swoich domach.Podczas naszej rozmowy przyszedł do niej jej synek Mykoła, który nie ma jeszcze dwóch lat. Mama nie mogła nachwalić się sukcesami młodego naśladowcy. Po ścianach już maluje, po podłodze też. Dałam mu akwarele i też sprawnie sobie z nimi poradził. On nie ma jeszcze dwóch lat, ale już sobie maluje. Takich farbek, które wykorzystujemy do ikon nie daje mu, bo niektóre są toksyczne i nie są dla dzieci. Przygląda się jak mama pracuje i kiedy widzi np. ikonę Matki Boskiej, to mówi „mama”, tylko nie wiem, czy chodzi mu o to, że mama coś robi, czy o Matce Boskiej mówi mama, bo trzyma dziecko na rękach.
(-)
Te zajęcie nie są dla każdego oczywiście, ale spróbować warto. W każdym razie rozpoczynajcie od modlitwy. Czas kończyć. Dziękuję za uwagę i zapraszam do radioodbiorników jutro. Wszystkiego dobrego. (dw/apod)

18.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)


Dziś wznowiły działalność miejskie żłobki i przedszkola administrowane przez samorząd Olsztyna. Szef Towarztsrwa Ukraińskiego w Lublinie Grzegorz Kuprianowicz wzywa do odnowienia grobów żołnierzy Ukraińskiej Republiki Ludowej w Lublinie. Wołodymyr Zełeński oddał cześć ofiarom Zbrodni Katyńskiej. Po kilkutygodniowej przerwie wznowiono możliwość pieszego przekraczania polsko-ukraińskiej granicy. Kolejki na polsko ukraińskiej granicy. Dokładniej o tym opowiem po ukraińsku za chwilę. Dziś poniedziałek 18 maja. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
Dziś wznowiły działalność miejskie żłobki i przedszkola administrowane przez samorząd Olsztyna.

Każda placówka wprowadziła szereg obostrzeń epidemicznych, w pierwszej kolejności będą przyjmowane m.in. dzieci pracowników służby zdrowia. Każda z placówek wprowadziła własny system rozwiązań dotyczących zapobiegania COVID-19, związany m.in. z wielkością grup przedszkolnych. W pierwszej kolejności do żłobków i przedszkoli wracają dzieci pracowników służby zdrowia, policji, czy handlu. Wiele placówek zdecydowało między innymi, że dzieci nie będą mogły przynosić z domu zabawek, w niektórych przedszkolach rodzice nie będą mogli wchodzić do budynku – dzieci będą przed wejściem odbierać pracownicy.
(-)
Chodźcie odnowimy lubelskie groby ukraińskich żołnierzy – sojuszników Polski wojny 1920 roku – wzywa na stronie FB Towarzystwa Ukraińskiego w lublinie jego przewodniczący Grzegorz Kuprianowicz. Historyk ukraiński wyjaśnia, że tamtejsze groby żołnierzy Ukraińskiej Republiki Ludowej potrzebują szybkiego remontu. Miejscowa społeczność ukraińska nie ma niezbędnych do tego środków. Prace zaplanowano przy okazji setnej rocznicy polsko-ukraińskiego braterstwa broni. „Opiekując się grobami ludzi, którzy własną krwią ronili polsko-ukraińskiego braterstwa, pomożemy w budowaniu dobrych stosunków między narodami Polski i Ukrainy, to także wykonanie obowiązku o pamięci Ukraińców.” – napisał. Groby żołnierzy Ukraińskiej Republiki Ludowej w Lublinie znajdują się na cmentarzu prawosławnym przy ul. Lipowej. Dzisiaj z kilkudziesięciu kozackich krzyży zostało tylko 13. W 2013 roku odsłonięto na cmentarzu pomnik żołnierzy armii URL. Zainteresowani pomocą w odnowieniu grobów znajdą na FB, stronie Towarzystwa Ukraińskiego i na stronach Naszego Słowa numer konta.
(-)
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński uczcił pamięć ofiar Zbrodni Katyńskiej, które spoczywają w Bykowni. Wczoraj Ukraińcy obchodzili Dzień Pamięci Ofiar Represji Politycznych. Wołodymyr Zełeński złożył kwiaty na mogile w państwowym rezerwacie historyczny, „Bykiwiański mohyły”. Spoczywają tam także polscy oficerowie rozstrzelani przez NKWD. Prezydent Ukrainy powiedział, ze obecne i przyszłe pokolenia powinny zrobić wszystko co możliwe, żeby nie dopuścić do takich zbrodni. Wołodymyr Zełeński złożył kwiaty na grobie i zapalił świeczkę przed monumentem „Bykiwiański mohyły”, a także przed tablicą upamiętniającą polskie pochówki. Masyw leśny niedaleko wsi Bykownia jest największym na Ukrainie miejscem masowych pochówków ofiar represji komunistycznych i politycznych. Według różnych danych znaleziono tu od 15 do 100 tysięcy osób zakatowanych podczas przesłuchań, albo rozstrzelanych bez sądu przez NKWD w Kijowie w okresie od 1937 do 1941 roku. W lasach bykowiańskich zakatowano i rozstrzelano 3,5 tysiąca Polaków z tzw. listy katyńskiej. NKWD zabijało polskich obywateli na podstawie decyzji biura politycznego KC z 5 marca 1940 roku. Stracenia miały miejsce jednocześnie w kilku miejscach – Katyniu, Charkowie, Kalininie (obecnie Twer). W sumie zamordowano około 22 tysięcy Polaków.
(-)
Po kilkutygodniowej przerwie wznowiono możliwość pieszego przekraczania polsko-ukraińskiej granicy. Ruch pieszy nocą z soboty na niedzielę uruchomiono na przejściu Medyka-Szeginie. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]
(-)
Po długiej przewie trudno uniknąć kolejek na granicy. 12 godzin czekają na odprawę kierowcy ciężarówek na przejściu w Dorohusku. Na wjazd na Ukrainę oczekuje 120 pojazdów. Na wjazd do Polski – około 200 tirów. W Hrebennem na wjazd do Polski kierowcy czekają około 7 godzin. Minionej doby na granicy w woj. lubelskim funkcjonariusze celno-skarbowi odprawili 2768 pojazdów ciężarowych – 1269 na kierunku przywozowym do Polski oraz 1499 na kierunku wywozowym z Polski. Kolejki są wynikiem weekendowego spiętrzenia ruchu. Czasy oczekiwania można sprawdzić na: www.granica.gov.pl .
(-)
Ta informacja kończy nasze wydanie. Nowe informacje po ukraińsku usłyszycie jutro o 10:50. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę i zapraszam do radioodbiorników wieczorem. Dobrego dnia. (dw/bsc)

17.05.2020 – godz. 20.30 – magazyn (opis do dźwięku)

W programie „Od niedzieli do niedzieli” wita was Hanna Wasilewska.
Ukraińskie wydarzenia olsztyńskiego oddziału ZUwP, według przewodniczącego Stefana Migusa odwołane są przynajmniej do końca lipca. Na razie zbliża się czerwiec , który miał nam przynieść festiwal rockowy „A młodość nie bywa wieczna”. To miało być pierwsze takie wydarzenie w Olsztynie dla młodzieży ukraińskiej. Z pewnymi wątpliwościami wpisał go do grafiku wydarzeń ukraińskich na 6 czerwca 2020 roku przewodniczący olsztyńskiego oddziału ZUwP Stefan Migus. Wszyscy czekaliśmy na niego z niecierpliwością. Goście zaproszeni, program przygotowany, ale festiwalu nie będzie. Zasmucony tym faktem jest gospodarz wydarzenia Włodek Kuper.

Latem miał być festiwal w Olsztynie, w Gutkowie. Praktykowaliśmy to, jak robiliśmy nasze jubileusze, czy Horpyna, czy Tuhaj Bej i zapraszaliśmy inne zespoły, i myślę, że to warto kontynuować w formie fajnego festiwalu co rok. Z uwagi na to, że teraz jest pandemia, odwoływane są wszystkie wydarzenia masowe, to i u nas 6 czerwca miał być festiwal i jego nie będzie. Już zaprosiliśmy fajne zespoły z Ukrainy. Mieliśmy przypomnieć zespoły, na których się wychowaliśmy no i się nie udało w tym roku, myślę że są chętni i następnym razem jak ich zaprosimy to przyjadą.

Cały czas spotykaliśmy się przed pandemią, raz w tygodniu, a czasem dwa razy w tygodniu na próbach, ale w tym czasie, kiedy nie można było się spotykać, nie chcieliśmy ryzykować tych prób, ale myślę, że wszystko będzie się zmieniać i będziemy coś tworzyć na nowo, bo mamy nowe piosenki, które trzeba przegrać, zrobić w nowej formie i tak dalej.
Podczas samoizolacji więcej czasu spędzamy w samotności, na łonie przyrody. Co ciebie natchnęło na twórczości i czy pojawią się nowe utwory?
Są różne pomysły, bo mam przyrodę na co dzień, nawet teraz siedzę w lesie. Więc trochę muzyki słucham różnego rodzaju, bo się nie spotykam. Coś przychodzi głowy, więc myślę, że stworzymy coś nowego.
Czy jakieś plany jeszcze pozostały? Może wyjazd za granicę?

Jak tylko będzie można, to będziemy wyjeżdżać. Zawsze jak tylko można to jedziemy. Do Anglii nas zapraszają czy na Ukrainę, co roku gramy na Ukrainie, tam gdzie jest nasza diaspora i nie tylko. Gramy też na Litwie, dla Polaków na Litwie, to też ciekawe, że gramy ukraińską muzykę, a słuchają nas Polacy. No to na pewno Mołoko – taka piosenką, którą graliśmy tysiące, albo i więcej razy, to jest taka piosenka bardzo znana, o którą ludzie zawsze proszą, no i „Hoco grała” na pewno, a moja ulubiona to Hałyno, Samba i zawsze „Marusia”, o którą proszą nawet nie Ukraińcy, a wielu znajomych i innych.
Na koniec Włodek podzielił się własnym przepisem walki ze złym humorem i ciężkimi myślami:

Być blisko przyrody, słuchać dużo muzyki, dobrej muzyki, Horpyny też możecie słuchać, jak się nie przejadło i po prostu z radością przyjmować każdy dzień i myślę, że wszystko będzie dobrze i wrócimy do normalnego życia, i myślę że do naszych koncertów, na których z przyjemnością się z wami spotkamy.

Na FB rozpowszechniane są ukraińskie piosenki w wykonaniu rodziny Marciszak. Ole dobrze znamy, bo jest aktywną uczennicą liceum w Górowie Iławeckim. Nowym zachwyceni są i wspierają ją rodzice, bo też lubią śpiewać po ukraińsku. Śpiewali zawsze, a wideo wrzucić do internetu zmusiła kwarantanna:
-Teraz pomyślałam sobie, jak jest ta kwarantanna to czemu nie porobić czegoś, co bardzo lubimy, a nie mamy na to czasu jak jest szkoła i mamy wiele różnych zajęć. A teraz jak siedzimy w domu to bardzo dużo zajmuje się śpiewem. Jak śpiewam z mamą i tatą, to wrzucamy to na FB i dzielimy się tym z ludźmi i nam miło jak ludzie to dobrze odbierają.
-Skąd pojawił się taki pomysł?
-Szczerze powiem, że to było bardzo spontaniczne; po prostu siedliśmy, tata przyszedł, ja tak w pokoju sobie siedzę na łóżku, tata przychodzi i mówi – Ola pomóż mi zagrać jedną piosenkę i ja zagrałam co on chciał i mówię – chodź będziemy to nagrywać i może akurat fajnie wyjdzie – i fajnie wyszło, i to była pierwsza piosenka Widpusty Okean Elzy
-Pierwszy filmik to piosenka Widpusty Okean Elzy. Tobie bardzo ładnie wyszło. Komu pierwszemu to pokazałaś, czyje zdanie było dla ciebie ważne i była taka, że skłoniła cię do wrzucenia tego do internetu, by inni oceniali.
-Myślę, że to był tylko mój pomysł, sama chciałam popróbować czy ludziom się spodoba. Mama nie wiedziała, tata nie wiedział że chce to wrzucić, ale wiedziałam, że nie mają nic przeciwko.
-A czy ty bałaś się krytyki, hejtu, bo internet bywa zły.
-Spotkaliśmy się z tym, bo już mamy parę piosenek tam. Spotkaliśmy się z krytyką, ale na tę krytykę staram się odpowiadać łagodnie. Wiem, że ludzie są różni, niektórzy mogą zazdrościć, że nie robią czegoś takiego i krytykują, ale każdy komentarz pod piosenkami staram się jakoś przeczytać i jak jest krytyka to nie zwracam na to uwagi. To piosenki, które są tam gdzieś w moim życiu, które słucham, które lubię, bo zawsze wybieram piosenki, które mogę zaśpiewać dla ludzi z emocjami, z sercem, żeby widzieli, że robię to dla nich, dla siebie i że lubię to robić.
-W Dumce tańczę oficjalnie, a w Żurawce śpiewam, ale tak nieoficjalnie. Jak trzeba pomóc, jak kogoś nie ma, to idę z nimi śpiewać.
-Twoje umiejętności wokalne wykształcone są w Górowie Iławeckim, czy ty wcześniej zaczęłaś zajmować się muzyką?
-Wcześniej, wiele wcześniej, bo skończyłam szkołę muzyczną i od dziecka lubię śpiewać i grać na fortepianie. W dzieciństwie jak słyszałam jak rodzice śpiewają to i ja chciałam, później ta szkoła muzyczna; w Górowie zaczęłam więcej na scenie śpiewać.
-Do Górowa przyjechałaś jako już dosyć dorosła. Skąd jesteś i gdzie skończyłaś szkolę?
-Mieszkam pod Szczecinem, to Stargard. Urodziłam się w Warszawie, ale dlatego, że mój ojciec jest księdzem to przenieśli go na parafię pod Szczecin i tu skończyłam szkołę muzyczną. Chodziłam 4 lata do normalnej szkoły, a później jeszcze 2 lata do prywatnej, żeby jeszcze więcej wiedzieć i więcej chodzić śpiewać.

-Twoje wszystkie piosenki bardzo się różnią, oddzielną linią, oddzielnym projektem; oddzielone piosenki, które śpiewasz ze swoją mamą, te piosenki nazwałaś tymi, które śpiewały nasze babcie. Skąd twoi rodzice, skąd ty znasz te ukraińskie piosenki. Opowiedz o swoim pochodzeniu.
-Babcia mojej mamy przyjechała wskutek Akcji Wisła do Polski, ja sama dokładnie nie wiem, bo ona mi nigdy nie opowiadała dokładnie, dla niej to bardzo trudne, żeby o tym mówić. Ale mama mojego ojca jest ze…to jest na tarnopolszczyźnie i jak tam jeżdżę, to słyszę jak śpiewają i jego sąsiedzi, i babcia, i cała jego rodzina, że śpiewają i potem przyjeżdżam do Polski i śpiewam to samo, bo mi się to bardzo podoba, nawet jak to śpiewają babci, a ja tu śpiewam, ale to bardzo ładne; tak mi się wydaje.

-Staramy się jeździć raz na rok do babci na tarnopolszczyznę, nie zawsze się udaje. Teraz w ogóle nie możemy pojechać; chcieliśmy w wakacje, ale nie pojedziemy, co roku jak jeździmy, z 15 razy byłam…

-Czy przygotowujesz następną piosenkę z serii piosenek, które śpiewały nasze babcie?
-Oczywiście, przygotowuję kolejną. Ona nie jest łatwa, ale mam nadzieję, że da się ją łatwo nagrać.
-Czy wyjawisz sekret, czy to będzie niespodzianka.
-Zawsze robię niespodziankę, to raz mogę zdradzić. To będzie „Pid obłaczkom”; bardzo stara, bardzo ładna piosenka.
-Łemkowska piosenka.
-Słuchałam w takim starszym wykonaniu tę piosenkę, czy jak babcia śpiewała, czy rodzice; oni lubią bardzo tak po staremu śpiewać, ale słyszałam jak śpiewa tę piosenkę Krystyna Sołowij i ona mi się bardzo spodobała i pomyślałam, że nam też może bardzo ładnie wyjść.
[piosenka]
-A kto chce posłuchać nagrane, z gitarą…na FB na stronie Oli. Jak jesteś tam na FB?
-Olga Marciszak polskimi literami.
-Jeszcze jest kanał na YT, tam dwa filmiki na razie, ale będzie więcej. Powiedz czy będzie więcej i jak pojawił się twój kanał na YT.
-No pomyślałam sobie, że na YT ludziom będzie łatwiej wejść, ale jednak zobaczyliśmy, że ludzie lepiej odbierają piosenki na FB, więc póki co nie wrzucamy tam piosenek, ale tam będą piosenki w moim wykonaniu, jak już będziemy tam wrzucać, czy po polsku, ukraińsku, angielsku, łemkowsku, no zobaczymy, jak to będzie, ale bardzo wszystkich zapraszam Olga Marciszak, tak samo kanał YT nazywa się i tam niedługo będzie też nowa piosenka.
-Chciałabym wszystkim życzyć, i nauczycielom, i przyjaciołom co nas słuchają i nawet nie słuchają, żebyście wszyscy wytrzymali w tej kwarantannie, żebyście byli zdrowi, i żebyśmy się zobaczyli niedługo i dla was piosenka „Oj u wysznewomu sadu”, ona jest zaśpiewana z sercem dla was wszystkich.
(-)
Myślę, że wszyscy stęskniliśmy się za szkołą, więc dzisiaj z wielką przyjemnością zapraszam was do ławek.
[lekcja języka ukraińskiego]
Siedzenie w domu wpłynęło i na nasze figury, tak że ze słoniny musimy zrezygnować na razie, ale ta od której nie przytyjemy, to muzyczna.
[parada hitów Romana Bodnara]
(-)
Tym kończymy nasz program. Przygotowali go: Roman Bodnar i Hanna Wasilewska. Życzymy wam zdrowia i optymizmu. Usłyszymy się równo za tydzień na falach Polskiego Radia Olsztyn. (dw/apod)

16.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

W przygotowywanym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej rozporządzeniu do 7 czerwca przedłużono ograniczenia w funkcjonowaniu szkół. Imigranci zarobkowi z Ukrainy wolą przeczekać pandemię. Prezydent Ukrainy utrzymał obowiązujące od 3 lat sankcje dotyczące rosyjskiego internetu. Za chwilę opowiem o tym dokładniej. Dziś jest sobota 16 maja. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dzień dobry.

(-)

Jak wyjaśniła rzecznik MEN Anna Ostrowska, w rozporządzeniu będzie mowa o przedłużeniu terminu ograniczonego funkcjonowania szkół do 7 czerwca. Wiceminister edukacji Maciej Kopeć mówił, że to ograniczenie potrwa do 26 czerwca, czyli końca zajęć dydaktycznych. Zajęcia stacjonarne w szkołach nie odbywają się od 12 marca. Prowadzone jest nauczanie zdalne. Od 6 maja dopuszczono możliwość otworzenia żłobków i przedszkoli. Od 18 maja będą umożliwione zajęcia opiekuńczo-wychowawcze z elementami zajęć dydaktycznych dla dzieci z klas I-III szkoły podstawowej. Od 25 maja – konsultacje dla uczniów klas 8 i maturzystów. Natomiast od 1 czerwca uruchomione będą konsultacje dla uczniów pozostałych klas szkół podstawowych i ponadpodstawowych.

(-)

Według najnowszych badań aż 85% ukraińskich pracowników zdecydowało się przeczekać pandemię w Polsce wyjaśniając swoją decyzję możliwością dalszej pracy. Mówią o tym badania „Pracownik zza granicy w Polsce w czasach pandemii” przeprowadzone przez EWL S.A. i Centrum Studiów Wschodnioeuropejskich Uniwersytetu Warszawskiego. Badanie pokazało, że pracownicy zza granicy w Polsce odczuli negatywny wpływ pandemii koronawirusa. Ponad połowa z nich zetknęła się ze zmniejszeniem liczby godzin pracy, a ponad ¼ zmuszona była zmienić gałąź zatrudnienia. Dzisiaj w związku z przywracaniem produkcji i rozpoczęciem sezonu rolniczego w Polsce odczuwa się coraz większy niedostatek rąk do pracy – komentuje badania prezes EWL S.A. Andrzej Korkus. Obcokrajowcy wspierają polski rynek pracy i system socjalny, a ich wkład we wzrost polskiego PKB w latach 2014 – 2018 roku oceniany jest na 11%, dlatego ważne jest, żeby obecna sytuacja nie sprzyjała kryzysowi wywołanemu nieobecnością tych, którzy wyjechali z Polski i nie będą mogli, lub nie będą chcieli wrócić.
Rząd Ukrainy przyjął decyzję dotyczącą przywrócenia pracy jeszcze jednego przejścia granicznego na granicy z Polską. Chodzi o przejście w Szeginach w obwodzie lwowskim, który prowadzi do Medyki w Polsce. Decyzję gabinetu ministrów Ukrainy opublikowano na portalu rządowym we środę. Według szefa ukraińskiego MSW Arsena Awkowa, w związku z ograniczeniem obostrzeń pojawiła się konieczność wznowienia pracy przejścia dla Ukraińców i obcokrajowców. Według niego przejście będzie otwarte w chwili oficjalnego opublikowania tego postanowienia. W Państwowej Służbie Granicznej na Ukrainie poinformowano, ze przejście w Szeginach to jedyne na polski odcinku granicy, które jest piesze. Przejście działa od wczoraj.

(-)

Przypominamy, że miniony piątek ukraińscy pogranicznicy poinformowali o otwarciu przejścia samochodowego w Rawie Ruskiej, które prowadzi do Hrebennego w Polsce. Oprócz tego działają przejścia: Jagodzin-Dorohusk i Kakowiec-Korczowa.

(-)

Prezydent Ukrainy utrzymał obowiązujące od 3 lat sankcje dotyczące rosyjskiego internetu. Wołodymyr Zełenski podpisał odpowiednie rozporządzenie. Zgodnie z nim ukraińscy dostawcy internetowi zobowiązani są do blokowania niektórych rosyjskich portali i sieci społecznościowych. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]

(-)

Tym kończymy nasz tygodniowy maraton informacyjny. Ukraińskich wiadomości na falach Radia Olsztyn słuchajcie od poniedziałku codziennie o 10:50. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/ad)

15.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Wszystko jest teraz w internecie: nauka, rozrywka i wydarzenia, na które tymczasowo pójść nie możemy. I chociaż realne wydarzenia latem zostały odwołane z powodu epidemii, wirtualne dopiero nabierają obrotów. Dzisiaj jedno z takich pierwszych i na pewno nie ostatni. Do nauczania na odległość uczniowie już przywykli i sądząc po wiadomościach, tak skończy się ten rok szkolny. Jak radzą sobie górowscy licealiści opowiedziała Ola Marciszak. Języka ukraińskiego na pewno nie zapomnieli, jednak powtórzyć zasady nigdy nie zawadzi, więc czeka na was kolejna lekcja. Na antenie program „Od A do Z” i ja, Hanna Wasilewska. Witam wszystkich i zaczynamy.

(-)

Wiceminister Edukacji Narodowej zabrał głos w sprawie powrotu uczniów do szkół. Maciej Kopeć  zdradził szczegóły rozporządzenia, które wkrótce zostanie wydane w tej sprawie. Będzie  ono mówiło o przedłużeniu ograniczenia funkcjonowania szkół do 26 czerwca, do końca zajęć dydaktycznych – powiedział wiceminister edukacji Maciej Kopeć. Rozporządzenie cały czas nie zostało wydane, więc ciągle nie jest to potwierdzona informacja.

Na razie wiadomo , że ministerstwo będzie rekomendować lekcje zdalne. Plan resortu jest taki, żeby uczniowie, którzy potrzebują osobistego spotkania z nauczycielem, mieli taką możliwość – zgodnie z aktualnym reżimem sanitarnym. Od poniedziałku z takich konsultacji w szkołach mają korzystać ósmoklasiści i maturzyści, a od 1 czerwca – pozostali uczniowie.
W ciągu kilku dni mają się pojawić wytyczne ministerstwa zdrowia dotyczące przeprowadzenia egzaminów kończących szkołę podstawową i tych, którzy będą zdawać maturę.

(-)

Do końca roku szkolnego jeszcze ponad miesiąc pełen prac kontrolnych i zaliczeniowych. Ten odpowiedzialny czas trzeba przejść teraz online. Jak dotąd z nauczaniem na odległość radzili sobie górowscy licealiści podzieliła się uczennica drugiej klasy ukraińskiego liceum w Górowie Iławeckim Olga Marciszak:

-Daję radę. Powiem szczerze, że na początku było ciężko, bardzo ciężko, bo to inna forma nauki, ale teraz jak nauczyciele potrafią zaprosić nas na lekcje w internecie – że tak powiem – to jest wygodniej, bo widzimy siebie czy na kamerach, czy słyszymy siebie w klasie. Jest dobrze, nie jest aż tak źle. Jak mówię, tak myślę. Nasi nauczyciele są naprawdę fajni, więc lekcje z nimi są fajne.
-Jaka forma nauczania podoba ci się  najbardziej? Kiedy dają ci zadania i sama je robisz, czy online, gdy trwa lekcja i wam wszystko wyjaśniają.
-Myślę, że lepiej jest mi online z nauczycielami, bo oni mogą nam wyjaśnić temat wtedy, którego nie znamy, bo prawda trzeba wprowadzać nowe tematy i można ich zapytać, a jak wysyłają nam zadania, to czasem nie wszystko jest zrozumiałe.
-Przyznaj się, jaki przedmiot jest teraz dla ciebie najtrudniejszy?
-Myślę, że matematyka, bo nigdy nie byłam dobra z matematyki. – przekazujemy pani Oksanie Sytczyk? – Tak, tak, oczywiście możemy przekazać. – Pozdrawiamy panią Oksanę gorąco, nie tylko nauką żyje uczeń, a jeszcze relacjami z kolegami. Czy ty z nimi rozmawiasz?
– Oczywiście, codziennie i pomagamy sobie i tęsknimy, bardzo tęsknimy za sobą. Ja mieszkam dużo dalej niż wszyscy moim znajomi, którzy uczą się w szkole i bardzo za nimi tęsknię, więc rozmawiamy i przez telefon i na FB rozmawiamy i piszemy bardzo często.
-A jak rozrywka, oprócz tego, że rozmawiasz z kolegami, uczysz się i masz jeszcze jakieś ciekawe zajęcia. Podziel się.
-Teraz pomyślałam sobie, jak jest ta kwarantanna to czemu nie porobić czegoś, co bardzo lubimy, a nie mamy na to czasu jak jest szkoła i mamy wiele różnych zajęć. A teraz jak siedzimy w domu to bardzo dużo zajmuje się śpiewem. Jak śpiewam z mamą i tatą, to wrzucamy to na FB i dzielimy się tym z ludźmi i nam miło jak ludzie to dobrze odbierają.
-Ja jestem zachwycona twoją twórczością, zuch że znalazłaś sobie takie ciekawe zajęcie, które nie pozwala zwariować podczas izolacji. A powiedz co zrobisz pierwsze jak odwołają ten reżim?
-Co pierwsze zrobię…
-Za czym tęsknisz teraz?
-Myślę że za takimi wieczorami w Górowie, gdzie sobie śpiewamy i spędzamy fajnie czas ze znajomymi ze szkoły. Niesamowitych ludzi tam znalazłam i za nimi bardzo tęsknię. Myślę, że pierwsze co zrobię, to wsiądę w pociąg i pojadę do nich.
-Obejmujemy ich wirtualnie i radiowo, i na odległość jak tylko możemy. Czego życzysz, teraz możemy przekazać życzenia twoim nauczycielom, kolegom z klasy.
-Chciałabym wszystkim życzyć, i nauczycielom, i przyjaciołom co nas słuchają i nawet nie słuchają, żebyście wszyscy wytrzymali w tej kwarantannie, żebyście byli zdrowi, i żebyśmy się zobaczyli niedługo

(-)

Teraz online nie tylko się uczymy, ale i odwiedzamy wydarzenia kulturalne. Ukraińskie też przenoszone są do internetu. Dziś „wieczór z muzyką ukraińską” na kanale YT Hannay Tiekuczewej z Gdańska. Użytkownikom FB Hanna pozostawiła link na swojej stronie, który kieruje bezpośrednio na wydarzenie w piątek o 19:00
Trzeba skorzystać z linka, bo powiem szczerze, że dla mnie to też jest nowość. Starałam się, żeby dla ludzi to tez było maksymalnie proste, żeby można było nacisnąć na link i przekieruje na stronę, gdzie będzie odbywać się to wydarzenie. Jeśli ktoś nie ma FB może po prostu wpisać moje imię i nazwisko.
Hanna Tiekuczewa, tak nazywa się kanał na YT Hanny. Internet jest kapryśny, więc poprzednio artystka przeprowadziła testy, jednak przyznaje się, że bardzo się martwi:
Niby test przeszedł dobrze, ale wiem, że mogą pojawić się niespodzianki. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. Zaśpiewam w większości ukraińskie piosenki ludowe, może troszkę współczesnych, a także jedną piosenkę po polsku, którą napisałam ze swoją koleżanką.
Z aksamitnym głosem Hanny Tiekuczewej mieliśmy okazję zapoznać się jesienią na Przeglądzie Poezji Śpiewanej i Piosenki Autorskiej w olsztyńskim CEIKu. Hanna Tiekuczewa kieruje młodzieżowym i dziecięcym chórem w Gdańsku i współpracuje z pomorskim oddziałem ZUwP. Za dwa tygodnie planuje koncert współczesnej piosenki ukraińskiej, więc śledźcie ogłoszenia i koniecznie przyłączajcie się do wydarzenia. Przypominam, dziś „Wieczór z ukraińską muzyką” rozpocznie się o 19:00 na kanale Hanna Tiekuczewa. Nie przegapcie.
No a my mamy jeszcze jedną bardzo ważną rzecz nie do odłożenia. Radiowa lekcja:
[lekcja języka ukraińskiego]

(-)

Teraz to wszystko. W przyszły piątek w programie „Od A do Z” opowiem jak nasz przyjaciel i partner z projektu „My Ukraińcy. Ja i ty” – Biblioteka Lwowska dla dzieci, uczciła swoje 80-lecie. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Życzę wam ładnej pogody za oknem i w domu. Przyjemnego weekendu. (dw/ad)

15.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Wiceminister Edukacji Narodowej zapowiada przedłużenie ograniczenia funkcjonowania szkół do 26 czerwca, do końca zajęć dydaktycznych. Jak dotąd radzili sobie z nauczaniem na odległość górowscy licealiści opowiedziała uczennica drugiej klasy ukraińskiego liceum w Górowie Iławeckim Olga Marciszak. Na „wieczór z ukraińską muzyką” na YT zaprasza Hanna Tiekuczewa z Gdańska. Ukraińscy eksperci są zaniepokojeni wizytą Dmitrija Kozaka w Berlinie. Szczegóły usłyszycie za chwilę. Dziś piątek 15 maja. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam.
(-)
Wiceminister Edukacji Narodowej zabrał głos w sprawie powrotu uczniów do szkół. Maciej Kopeć zdradził szczegóły rozporządzenia, które wkrótce zostanie wydane w tej sprawie. Będzie ono mówiło o przedłużeniu ograniczenia funkcjonowania szkół do 26 czerwca, do końca zajęć dydaktycznych – powiedział wiceminister edukacji Maciej Kopeć. Rozporządzenie cały czas nie zostało wydane, więc ciągle nie jest to potwierdzona informacja.

Na razie wiadomo , że ministerstwo będzie rekomendować lekcje zdalne. Plan resortu jest taki, żeby uczniowie, którzy potrzebują osobistego spotkania z nauczycielem, mieli taką możliwość – zgodnie z aktualnym reżimem sanitarnym. Od poniedziałku z takich konsultacji w szkołach mają korzystać ósmoklasiści i maturzyści, a od 1 czerwca – pozostali uczniowie.
W ciągu kilku dni mają się pojawić wytyczne ministerstwa zdrowia dotyczące przeprowadzenia egzaminów kończących szkołę podstawową i tych, którzy będą zdawać maturę.
(-)
Do końca roku szkolnego jeszcze ponad miesiąc pełen prac kontrolnych i zaliczeniowych. Ten odpowiedzialny czas trzeba przejść teraz online. Jak dotąd z nauczaniem na odległość radzili sobie górowscy licealiści podzieliła się uczennica drugiej klasy ukraińskiego liceum w Górowie Iławeckim Olga Marciszak:
-Daję radę. Powiem szczerze, że na początku było ciężko, bardzo ciężko, bo to inna forma nauki, ale teraz jak nauczyciele potrafią zaprosić nas na lekcje w internecie – że tak powiem – to jest wygodniej, bo widzimy siebie czy na kamerach, czy słyszymy siebie w klasie. Jest dobrze, nie jest aż tak źle. Jak mówię, tak myślę. Nasi nauczyciele są naprawdę fajni, więc lekcje z nimi są fajne.

Ola opowiedziała także co powoduje najwięcej trudności. Naszą rozmowę usłyszycie dzisiaj w programie „Od A do Z”
(-)
Teraz online nie tylko się uczymy, ale i odwiedzamy wydarzenia kulturalne. Ukraińskie też przenoszone są do internetu. Dziś „wieczór z muzyką ukraińską” na kanale YT Hannay Tiekuczewej z Gdańska. Użytkownikom FB Hanna pozostawiła link na swojej stronie, który kieruje bezpośrednio na wydarzenie w piątek o 19:00
Trzeba skorzystać z linka, bo powiem szczerze, że dla mnie to też jest nowość. Starałam się, żeby dla ludzi to tez było maksymalnie proste, żeby można było nacisnąć na link i przekieruje na stronę, gdzie będzie odbywać się to wydarzenie. Jeśli ktoś nie ma FB może po prostu wpisać moje imię i nazwisko.
Hanna Tiekuczewa, tak nazywa się kanał na YT Hanny. Internet jest kapryśny, więc poprzednio artystka przeprowadziła testy, jednak przyznaje się, że bardzo się martwi:
Niby test przeszedł dobrze, ale wiem, że mogą pojawić się niespodzianki. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. Zaśpiewam w większości ukraińskie piosenki ludowe, może troszkę współczesnych, a także jedną piosenkę po polsku, którą napisałam ze swoją koleżanką.
Z aksamitnym głosem Hanny Tiekuczewej mieliśmy okazję zapoznać się jesienią na Przeglądzie Poezji Śpiewanej i Piosenki Autorskiej w olsztyńskim CEIKu. Hanna Tiekuczewa kieruje młodzieżowym i dziecięcym chórem w Gdańsku i współpracuje z pomorskim oddziałem ZUwP. Za dwa tygodnie planuje koncert współczesnej piosenki ukraińskiej, więc śledźcie ogłoszenia i koniecznie przyłączajcie się do wydarzenia. Przypominam, dziś „Wieczór z ukraińską muzyką” rozpocznie się o 19:00 na kanale Hanna Tiekuczewa.
(-)
Ukraińscy eksperci są zaniepokojeni wizytą Dmitrija Kozaka w Berlinie. Wiceszef administracji rosyjskiego prezydenta spotykał się wczoraj z przedstawicielami niemieckich władz, a tematem rozmowy była sytuacja w Donbasie. Komentatorzy nad Dnieprem podkreślają, że Niemcy i Rosjanie rozmawiali o Ukrainie bez udziału samej Ukrainy. Z Kijowa Paweł Buszko
[Korespondencja w języku polskim]
(-)
Tym kończymy nasze wydanie informacji, ale nie żegnam się z wami. Wieczorem zapraszam na program „Od A do Z”. Z wami była Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę i do usłyszenia. (dw/bsc)

14.05.2020 – godz 18.10 (opis do dźwięku)

Uczennica ukraińskiego liceum w Górowie Iławeckim Olga Marciszak to gwiazdą internetu. Od niedawna Ola z rodzicami zaczęła wrzucać swoje filmiki na FB, w których wykonuje ukraińskie piosenki. Przychylność publiczności rośnie, a dziewczyna przygotowuje nowe numery. Pomysł narodził się dlatego, że dziewczynie znudziło się na kwarantannie – przyznaje młoda śpiewaczka. Dzisiaj wykonanie swoich piosenek poddaje waszej ocenie. Nie bądźcie więc surowymi. Cieszcie się po prostu ukraińską muzyką razem z nami. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dobry wieczór.
(-)
Na FB rozpowszechniane są ukraińskie piosenki w wykonaniu rodziny Marciszak. Ole dobrze znamy, bo jest aktywną uczennicą liceum w Górowie Iławeckim. Nowym zachwyceni są i wspierają ją rodzice, bo też lubią śpiewać po ukraińsku. Śpiewali zawsze, a wideo wrzucić do internetu zmusiła kwarantanna:
-Teraz pomyślałam sobie, jak jest ta kwarantanna to czemu nie porobić czegoś, co bardzo lubimy, a nie mamy na to czasu jak jest szkoła i mamy wiele różnych zajęć. A teraz jak siedzimy w domu to bardzo dużo zajmuje się śpiewem. Jak śpiewam z mamą i tatą, to wrzucamy to na FB i dzielimy się tym z ludźmi i nam miło jak ludzie to dobrze odbierają.
-Skąd pojawił się taki pomysł?
-Szczerze powiem, że to było bardzo spontaniczne; po prostu siedliśmy, tata przyszedł, ja tak w pokoju sobie siedzę na łóżku, tata przychodzi i mówi – Ola pomóż mi zagrać jedną piosenkę i ja zagrałam co on chciał i mówię – chodź będziemy to nagrywać i może akurat fajnie wyjdzie – i fajnie wyszło, i to była pierwsza piosenka Widpusty Okean Elzy
-Pierwszy filmik to piosenka Widpusty Okean Elzy. Tobie bardzo ładnie wyszło. Komu pierwszemu to pokazałaś, czyje zdanie było dla ciebie ważne i była taka, że skłoniła cię do wrzucenia tego do internetu, by inni oceniali.
-Myślę, że to był tylko mój pomysł, sama chciałam popróbować czy ludziom się spodoba. Mama nie wiedziała, tata nie wiedział że chce to wrzucić, ale wiedziałam, że nie mają nic przeciwko.
-A czy ty bałaś się krytyki, hejtu, bo internet bywa zły.
-Spotkaliśmy się z tym, bo już mamy parę piosenek tam. Spotkaliśmy się z krytyką, ale na tę krytykę staram się odpowiadać łagodnie. Wiem, że ludzie są różni, niektórzy mogą zazdrościć, że nie robią czegoś takiego i krytykują, ale każdy komentarz pod piosenkami staram się jakoś przeczytać i jak jest krytyka to nie zwracam na to uwagi. To piosenki, które są tam gdzieś w moim życiu, które słucham, które lubię, bo zawsze wybieram piosenki, które mogę zaśpiewać dla ludzi z emocjami, z sercem, żeby widzieli, że robię to dla nich, dla siebie i że lubię to robić.
-W Dumce tańczę oficjalnie, a w Żurawce śpiewam, ale tak nieoficjalnie. Jak trzeba pomóc, jak kogoś nie ma, to idę z nimi śpiewać.
-Twoje umiejętności wokalne wykształcone są w Górowie Iławeckim, czy ty wcześniej zaczęłaś zajmować się muzyką?
-Wcześniej, wiele wcześniej, bo skończyłam szkołę muzyczną i od dziecka lubię śpiewać i grać na fortepianie. W dzieciństwie jak słyszałam jak rodzice śpiewają to i ja chciałam, później ta szkoła muzyczna; w Górowie zaczęłam więcej na scenie śpiewać.
-Do Górowa przyjechałaś jako już dosyć dorosła. Skąd jesteś i gdzie skończyłaś szkolę?
-Mieszkam pod Szczecinem, to Stargard. Urodziłam się w Warszawie, ale dlatego, że mój ojciec jest księdzem to przenieśli go na parafię pod Szczecin i tu skończyłam szkołę muzyczną. Chodziłam 4 lata do normalnej szkoły, a później jeszcze 2 lata do prywatnej, żeby jeszcze więcej wiedzieć i więcej chodzić śpiewać.

-Twoje wszystkie piosenki bardzo się różnią, oddzielną linią, oddzielnym projektem; oddzielone piosenki, które śpiewasz ze swoją mamą, te piosenki nazwałaś tymi, które śpiewały nasze babcie. Skąd twoi rodzice, skąd ty znasz te ukraińskie piosenki. Opowiedz o swoim pochodzeniu.
-Babcia mojej mamy przyjechała wskutek Akcji Wisła do Polski, ja sama dokładnie nie wiem, bo ona mi nigdy nie opowiadała dokładnie, dla niej to bardzo trudne, żeby o tym mówić. Ale mama mojego ojca jest ze…to jest na tarnopolszczyźnie i jak tam jeżdżę, to słyszę jak śpiewają i jego sąsiedzi, i babcia, i cała jego rodzina, że śpiewają i potem przyjeżdżam do Polski i śpiewam to samo, bo mi się to bardzo podoba, nawet jak to śpiewają babci, a ja tu śpiewam, ale to bardzo ładne; tak mi się wydaje.

-Staramy się jeździć raz na rok do babci na tarnopolszczyznę, nie zawsze się udaje. Teraz w ogóle nie możemy pojechać; chcieliśmy w wakacje, ale nie pojedziemy, co roku jak jeździmy, z 15 razy byłam…

-Czy przygotowujesz następną piosenkę z serii piosenek, które śpiewały nasze babcie?
-Oczywiście, przygotowuję kolejną. Ona nie jest łatwa, ale mam nadzieję, że da się ją łatwo nagrać.
-Czy wyjawisz sekret, czy to będzie niespodzianka.
-Zawsze robię niespodziankę, to raz mogę zdradzić. To będzie „Pid obłaczkom”; bardzo stara, bardzo ładna piosenka.
-Łemkowska piosenka.
-Słuchałam w takim starszym wykonaniu tę piosenkę, czy jak babcia śpiewała, czy rodzice; oni lubią bardzo tak po staremu śpiewać, ale słyszałam jak śpiewa tę piosenkę Krystyna Sołowij i ona mi się bardzo spodobała i pomyślałam, że nam też może bardzo ładnie wyjść.
[piosenka]
-A kto chce posłuchać nagrane, z gitarą…na FB na stronie Oli. Jak jesteś tam na FB?
-Olga Marciszak polskimi literami.
-Jeszcze jest kanał na YT, tam dwa filmiki na razie, ale będzie więcej. Powiedz czy będzie więcej i jak pojawił się twój kanał na YT.
-No pomyślałam sobie, że na YT ludziom będzie łatwiej wejść, ale jednak zobaczyliśmy, że ludzie lepiej odbierają piosenki na FB, więc póki co nie wrzucamy tam piosenek, ale tam będą piosenki w moim wykonaniu, jak już będziemy tam wrzucać, czy po polsku, ukraińsku, angielsku, łemkowsku, no zobaczymy, jak to będzie, ale bardzo wszystkich zapraszam Olga Marciszak, tak samo kanał YT nazywa się i tam niedługo będzie też nowa piosenka.
-Chciałabym wszystkim życzyć, i nauczycielom, i przyjaciołom co nas słuchają i nawet nie słuchają, żebyście wszyscy wytrzymali w tej kwarantannie, żebyście byli zdrowi, i żebyśmy się zobaczyli niedługo i dla was piosenka „Oj u wysznewomu sadu”, ona jest zaśpiewana z sercem dla was wszystkich.

Nasz wieczór muzyczny dobiega końca, ale rozmowę z Oleną będziemy kontynuować jutro, bo nie tylko nagrywa ona wideo i śpiewa. Ola kontynuuje naukę. Jak jej się to udaje opowie jutro w programie „Od A do Z”. Była z wami Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę i życzę przyjemnego wieczora. Do usłyszenia. (dw/bsc)

14.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Mateusz Morawiecki poinformował, że 18 maja w Polsce, między innymi, mogą wznowić pracę zakłady gastronomiczne, a także fryzjerzy i salony piękności. Na antenę Radia Olsztyn powraca ukraińska audycja „Od niedzieli do niedzieli”. Ukraiński parlament przyjął ustawę o bankach. Epidemia koronawirusa wepchnęła ukraińskie wydarzenia do internetu. W ten piątek na YT Hanny Tiekuczewej z Gdańska odbędzie się koncert muzyki ukraińskiej. Uczennica ukraińskiego liceum w Górowie Iławeckim Olga Marciszak jest gwiazdą internetu. Szczegóły usłyszycie w wydaniu informacji po ukraińsku za chwilę. Dziś czwartek 14 maja. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
Od 18 maja rząd zgodził się na otwarcie zakładów gastronomicznych – restauracji, barów i kawiarni. To tzw trzeci etap znoszenia obostrzeń. Szef polskiego rządu zaznaczył, że wszystkie zakłady gastronomiczne powinny działać zgodnie z normami sanitarnymi. Zauważył tez, że to rodzice będą decydować czy posyłać dzisiaj i młodszą młodzież na zajęcia dydaktyczno-wychowawcze. Oprócz tego 18 maja zniesiony będzie limit pasażerów w transporcie publicznym. Dotąd mogła z niego korzystać połowa pasażerów na miejscach siedzących w danym środku transportu. Teraz jedynie 30% miejsc stojących i siedzących musi być wolne. Więcej osób będzie mogło przychodzić na nabożeństwa do świątyń. Już od najbliższej niedzieli możliwe będzie pójście do kościoła, a to oznacza, że na antenę Polskiego Radia Olsztyn wraca ukraińska audycja „Od niedzieli do niedzieli”. Serdecznie zapraszamy do radioodbiorników o 20:30.

(-)
Epidemia koronawirusa wepchnęła ukraińskie wydarzenia do internetu. W ten piątek na YT Hanny Tiekuczewej z Gdańska odbędzie się koncert muzyki ukraińskiej. Użytkownikom FB Hanna pozostawiła link na swojej stronie, który kieruje bezpośrednio na wydarzenie w piątek o 19:00
Trzeba skorzystać z linka, bo powiem szczerze, że dla mnie to też jest nowość. Starałam się, żeby dla ludzi to tez było maksymalnie proste, żeby można było nacisnąć na link i przekieruje na stronę, gdzie będzie odbywać się to wydarzenie. Jeśli ktoś nie ma FB może po prostu wpisać moje imię i nazwisko.
Hanna Tiekuczewa, tak nazywa się kanał na YT Hanny. Internet jest kapryśny, więc poprzednio artystka przeprowadziła testy, jednak przyznaje się, że bardzo się martwi:
Niby test przeszedł dobrze, ale wiem, że mogą pojawić się niespodzianki. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. Zaśpiewam w większości ukraińskie piosenki ludowe, może troszkę współczesnych, a także jedną piosenkę po polsku, którą napisałam ze swoją koleżanką.
Uczennica ukraińskiego liceum w Górowie Iławeckim Olga Marciszak to gwiazdą internetu. Od niedawna Ola z rodzicami zaczęła wrzucać swoje filmiki na FB, w których wykonuje ukraińskie piosenki. Przychylność publiczności rośnie, a dziewczyna przygotowuje nowe numery. Pomysł narodził się dlatego, że dziewczynie znudziło się na kwarantannie – przyznaje młoda śpiewaczka.
-Teraz pomyślałam sobie, jak jest ta kwarantanna to czemu nie porobić czegoś, co bardzo lubimy, a nie mamy na to czasu jak jest szkoła i mamy wiele różnych zajęć. A teraz jak siedzimy w domu to bardzo dużo zajmuje się śpiewem. Jak śpiewam z mamą i tatą, to wrzucamy to na FB i dzielimy się tym z ludźmi i nam miło jak ludzie to dobrze odbierają.
-Skąd pojawił się taki pomysł?
-Szczerze powiem, że to było bardzo spontaniczne; po prostu siedliśmy, tata przyszedł, ja tak w pokoju sobie siedzę na łóżku, tata przychodzi i mówi – Ola pomóż mi zagrać jedną piosenkę i ja zagrałam co on chciał i mówię – chodź będziemy to nagrywać i może akurat fajnie wyjdzie.
Cały materiał i piosenki w wykonaniu Oli usłyszycie dzisiaj wieczorem.
(-)
Ukraiński parlament przyjął ustawę o bankach. Ma ona uniemożliwić oligarsze Ihorowi Kołomojskiemu przejęcie Prywatbanku, który jest największym ukraińskim bankiem. Takich regulacji prawnych domagał się od Ukrainy między innymi Międzynarodowy Fundusz Walutowy. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[materiał w języku polskim]
Tym kończymy nasz program, ale nie żegnam się z wami. Wieczorem zapraszam do radioodbiorników o 18:10. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Do usłyszenia. (dw/apod)

13.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Chrystus zmartwychwstał! Zaprawdę zmartwychwstał! Witam was, szanowni słuchacze, w środę, 12 maja na antenie Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj znowu szczególnie zapraszam bliżej do radioodbiornika tych, kto lubi eksperymentować z ziemia, ale tak, żeby być w jak największej harmonii z naturą. Za chwilę oddam głos Sergiuszowi Petryczence i jego gościowi z Ukrainy.

(-)

Dzisiaj znowu w naszym nowym cyklu „Sijsia-rodysia” porozmawiamy o organicznej uprawie roli, o grządkach Rozuma i nie tylko o tym. Zapraszam do wysłuchania rozmowy Sergiusza Petryczenki z bardzo ciekawym człowiekiem. Ołeksandr Sawin jest ogrodnikiem, który opracował ogród blokowo-modułowy. Co to takiego? Dowiecie się z rozmowy.

(-)

– Gościmy dzisiaj Ołeksandra Sawina – amatora, entuzjastę ogrodnictwa, autora i wykonawcę „blokowo-modułowego ogrodu Sawina”. Jest to takie dopracowanie różnych, można by powiedzieć, systemów ogrodnictwa; wśród nich na przykład grządki Rozuma.

– Witam słuchaczy waszej rozgłośni! Nazywam się Ołeksandr, mieszkam na malowniczym Polesiu na Ukrainie. Co się tyczy grządek Rozuma i w ogóle organicznej uprawy ziemi… co to w ogóle jest: organiczna uprawa ziemi? To uprawa ziemi, w której w odróżnieniu od tradycyjnej nie stosuje się pługa, tylko wykonuje powierzchniowe spulchnianie, nie stosuje się żadnych nawozów sztucznych, tylko nawozy organiczne i tylko organika. Jest to uwarunkowane tym, że w ziemi jest system kapilarów, którymi podnosi się wilgoć z ziemi. Podczas orki ten system jest burzony i dlatego brak odżywiania roślin wilgocią. A w tej wilgoci już są rozpuszczone substancje odżywcze, których jest w ziemi pod dostatkiem. Po prostu my nie potrafimy ich stamtąd wziąć i podać roślinom w takiej ilości, jaka potrzebna jest właśnie roślinom, a nie nam. Z niewiadomego powodu wzięliśmy na siebie rolę takich gospodarzy i uważamy, że my lepiej wiemy czego w danym momencie roślina potrzebuje – czy nawozu azotowego, czy fosforowego, czy wapniowego, czy jakiegoś innego. I ludzie zaczęli się zastanawiać, czy nie można tak zrobić, żeby przygotować taki „szwedzki stół” dla roślin – żeby brały to co chcą, kiedy chcą i i le chcą, a nie to, co my im dajemy, co proponujemy roślinom. Przeczytałem bardzo dużo literatury, obejrzałem bardzo dużo video, o mulczowaniu, o syderacji (przeorywaniu nawozów zielonych) i innych, dlatego, że jest to organika, która leży na powierzchni i zacienia grunt. Dla analogii możemy wziąć las: w lesie, gdy liście opadną, to nikt ich nie grabi, nie sprząta itd. Ale w lesie pięknie rosną i jagody, i różne rośliny lecznicze. Tam koncentruje się dużo wilgotności, zaczynają się rzeki pełnowodne w lesie. W stepie gdy zaczyna się rzeka, to jest ona niewielka, dlatego że tam w mniejszym stopniu kondensuje się wilgoć. Co się tyczy „grządek Rozuma”” – Wołodymyr Mykytowycz Rozum, jest taki amator. Istota polega na tym, że ogród podzielony jest na wąskie grządki, 30-centymetrowe, a między nimi są 60-centymetrowe przejścia zasiane trawą, a 60 cm – to takie rowy, wypełnione nawozem organicznym. Na dno rowu kładzie się „grubą organikę” – wszelkie drewno itp., a z wierzchu – liście, resztki kukurydzy, badyle – cokolwiek, wszelkie resztki organiczne. W rowie gromadzi się wilgoć i ta wilgoć, która podnosi się z głębi kapilarami, również tam się zatrzymuje. Rośliny sadzone na tych wąskich grządkach, ciągną się korzeniami tam, do tego „szwedzkiego stołu” i biorą sobie wszystkie substancje odżywcze. Tych informacji teraz pełno jest w internecie, można i video obejrzeć, i książki poczytać Rozuma.

– Czyli mimo wszystko trochę popracować łopatą trzeba będzie, tak? Chociażby raz na początku, żeby te grządki zrobić – czy dobrze rozumiem?

– Tak, tak! Mamy tu takiego popularyzatora organicznej uprawy ziemi, Kurdiumow się nazywa, mieszka w Rosji. Swoje rolnictwo zaczynałem od Kurdiumowa; czytałem jego książki i odkrywałem wiele nowego dla siebie. On ma takie powiedzenie: „Jestem gotów góry przenosić, żeby tylko niczego nie robić”. No, ja swoją górę już przerzuciłem, bo żeby zrobić ogród blokowo-modułowy, to trzeba najpierw popracować. Cała istota tego ogrodu polega na tym, że idą 50 cm grządki i między nimi 50 cm rowy, wypełnione nawozem organicznym – pas grządki, rów; pas grządki – rów. Duże rośliny, takie jak ziemniaki, kapusta, kabaczki – sadzi się w jednym rządku, a drobniejsze kultury – takie jak cebula, marchew, czosnek i inne – w dwóch rządkach, bliżej do organiki. Rośliny korzeniami ciągną się do tych rowów, tam w tej wilgoci mają już rozpuszczone substancje organiczne, znajdujące się w ziemi, w tych resztkach organicznych, które fermentują i rozkładają się.

Czym różni się organiczna uprawa ziemi od ogólnie przyjętej, tradycyjnej? Tym, że w tradycyjnej jest monokultura, czyli – jeśli to jest pole ziemniaków, to to jest pole ziemniaków. Jeśli pole pszenicy, to pole pszenicy. A w uprawie organicznej często stosuje się nasadzenia mieszane. Może być rządek ziemniaków, rządek kapusty, rządek pomidorów itd., różnych kultur. To daje – po pierwsze: szkodniki lecą na zapach. Wyobraża pan sobie jaki jest zapach, gdy jest pole ziemniaków? A tu gdy nasza stonka leci, to tu są i ziemniaki, i aksamitki, i kapusta, i czosnek – ona jest zbita z tropu i nie wie co ma z tym robić. A z innej strony – gdy mulczujemy ziemię, to tym larwom szkodnika trudno jest przechodzić z krzewu na krzew.

– Proszę wyjaśnić, bo może ktoś nie wie – co to jest „mulczowanie”?

– „Mulczowanie” – to jest przykrywanie ziemi sianem, słomą, trawą, liśćmi ; czymkolwiek, tak jak w naturze, tak jak Bóg sprawił: opadają liście i przykrywają ziemię. Ziemia jest zacieniona, nie tak mocno słońce ją przegrzewa, nie za bardzo przebijają się chwasty, wilgoć się trzyma, wiatr tak nie rozwiewa tej warstwy humusowej. Można o samym tylko mulczu mówić przez całą audycję.

– Oczywiście! To wracając do tych grządek – czy Rozuma, czy pańskich: trzeba na początku wykopać te rowy, a tę ziemię z rowów gdzie pan wyrzuca?

– Najlepiej przeorać ziemię pierwszy i ostatni raz. Po to, żeby wyrównać ziemie, bo może gdzieś tam na działce jest dołek, gdzieś pagórek. Potem robimy planowanie – zaznaczamy 50×50 cm. I gdy kopiemy rów, bierzemy szpadel i tak na głębokość szpadla i wyrzucamy na grzebień. I otrzymujemy: grzebień, rów, grzebień, rów. Rowy wypełniamy resztkami organicznymi, jakie mamy; to może być cokolwiek. Jeśli ma pan gospodarstwo, to może to być ściółka od zwierząt, to mogą być liście, z którymi jesienią nie wiadomo co zrobić, resztki, które zostają na ogrodzie, na przykład od kukurydzy – wycina się i tam kładzie. Na przykład resztki od dyni – też tam się kładzie. Zostaje dużo różnych natek – od buraków, od marchwi – i też tam się kładzie. My mamy oddawać to ziemi: żeby coś wziąć, najpierw mamy coś włożyć. To może być i kora z drzew, i tyrsa, i obierki – czyli cokolwiek, co może przegnić. Nawet karton. Kładziemy to tam, to przegnije, tam jest wilgoć, wprowadzają się efektywne mikroorganizmy, które przetwarzają te resztki organiczne; dżdżownic dużo się tam pojawia, które też to wszystko przetwarzają.

– A jeśli na przykład trawa jest zasiana koło tych grządkach i jak się ją skosi, to też można ją zrzucać do tych rowów, czy nie?

– Chcę troszkę zareklamować swój kanał. Ja mam swój kanał na youtube i tam na kanale jest dużo video, nazywa się Aleksandr Sawin Ogród. Tam bardziej szczegółowo można te wszystkie informacje znaleźć. Żeby zrozumieć co to jest ogród blokowo-modułowy, słowami trudno wyrazić, a gdy człowiek ma już obraz przed oczyma, wtedy łatwiej wyjaśnić. Cały ogród podzielony jest na takie moduły; co to jest moduł? „Moduł” po łacinie znaczy „mała miara”. Samowystarczalna mała miara. W tym wypadku – małowymiarowy ogród samowystarczalny, na którym hoduje się wiele różnych kultur jednocześnie. A dlaczego „blokowo-modułowy”? Dlatego, że jest to blok takich modułów. Może ich być dwa, trzy, pięć, dziesięć, czyli tyle, na ile pozwala panu pańska działka ogrodnicza. I między modułamu posiana jest trawa. Czym się kierowałem? W pierwszym roku woziłem trawę, liście, wygrzebywałem gdzieś tam w lesie, na polach kosiłem. Czyli to potrzebuje czasu i zasobów. I transport powinien być, żeby przywieźć itd. pomyślałem, żeby zrobić tak, żeby wszystko było tu na miejscu. I ogród, i mulcz, którym wypełniamy rowy, przykrywamy kultury posadzone na grządkach. Ten ogród cały czas się modernizuje. Na przykład jeśli weźmiemy ten obecny ogród i ten sprzed pięciu lat, to są to dwa różne ogrody.

– Mam następne pytanie: o płodozmian i o rośliny, które można sadzić obok. Widziałem na pańskim kanale, że ziemniaki sadzi pan co drugi rząd, a w następnym roku pan zmienia. Dlaczego pan to robi?

– Gdy przez cały czas na tej samej grządce sadzi się tę samą kulturę, to gromadzą się choroby, gromadzą się szkodniki itd. I wyjście zostało znalezione w tej zmianie nasadzeń. Po pierwsze – grzebienie idą na przemian: grzebień psiankowatych, grzebień innych warzyw. Psiankowate – to ziemniaki, papryka, bakłażany, pomidory. A na kolejnej grządce są wszelkie inne warzywa, które nie należą do psiankowatych. W pierwszym roku na tych grządkach, gdzie były psiankowate, a między nimi inne warzywa, a w następnym roku zmieniamy. Tam, gdzie były psiankowate, sadzimy inne warzywa, a tam gdzie były inne – sadzimy psiankowate. W taki sposób możemy przez całe życie sadzić w jednym miejscu sadzić te same kultury, tylko zamieniać grządki miejscami. Grządki są stałe: zrobił je pan raz w życiu, a potem cały czas tylko dorzuca się resztek organicznych i z roku na rok zmienia się kolejność nasadzeń. To jedno. A ja zacząłem myśleć: a czy nie można z jednej grządki zbierać 2-3 plonów różnych kultur? Na przykład po ziemniakach wysadzam fasolę karłową; nie tyczną, tylko karłową. Gdy ziemniaki zaczynają już wychodzić z ziemi, podgarniam je i już wykiełkowaną fasolę tam wysadzam. Do jesieni prawie jednocześni i fasola dojrzewa, i ziemniaki. Przejdę się, zbiorę fasolę, powieszę gdzieś na poddaszu, żeby dosychała i kopię ziemniaki. Tak samo na przykład po czosnku, który sadzę jesienią, przykrywam organiką i mulczuję, a wiosna między czosnkiem sadzę jeszcze rozsadę kapusty. Czosnek zbiera się latem, a do jesieni jeszcze kapusta rośnie. Jeśli na przykład bierzemy marchew, to między marchwią – rządek cebuli. Cebulę zbiera się latem, a marchew – jesienią. I znowu mamy dwa plony. Jeśli na przykład sadzimy letni czosnek, to tu też siejemy burak czerwony stołowy. Czosnek zbiera się latem, buraczki – jesienią. Ten ogród daje możliwości naszego rozwoju twórczego. W tym roku zażyczyliśmy sobie i spróbowaliśmy tak, w następnym – tak. Czyli zasada jest taka: żeby po psiankowatych nie było psiankowatych, żeby po innych warzywach nie było tych samych warzyw. Gdy tak zmieniamy miejscami, to robimy zmianę. Tak łatwo i prosto.

– A czy robi pan tak, żeby w jednym końcu ogrodu były kabaczki, to w następnym roku te kabaczki można posiać i innym końcu ogrodu?

– Można. To się nazywa rotacja kultur. Mało tego, że zmieniamy grządki psiankowatych z pozostałymi, to możemy robić i tak. Jeśli w tym roku były z lewej strony, to w następnym możemy posadzić z prawej strony. Tak jak mówię – tu już wchodzi twórcze podejście do rolnictwa. To jest bardzo wciągające: a co będzie jak tak zrobię? A co będzie jak tak zrobię? I patrzysz, obserwujesz: aha, w tym roku cos nie wyszło, więc zastanawiasz się – dlaczego nie wyszło, szukasz przyczyn. I tak dalej i to bardzo wciąga, gdyby mi ktoś dwadzieścia lat temu ktoś powiedział, że ja tak bardzo pokocham ziemię, to bym się roześmiał. Wie pan, gdy się jest młodym, to się o tym nie mysli, a jak to się u nas mówi – na starość człowieka ciągnie do ziemi.

– Chyba nie tylko pana, bo i mnie tak samo.

(-)

Mam nadzieję, że rozmowa z Ołeksandrem Sawinym dla was też okazała się tak samo interesująca jak i dla nas. Ziemia ma dla nas wiele niespodzianek i dużo dobrego, tylko musimy umieć z nią rozmawiać. Za dwa tygodnie znowu wrócimy do tego tematu, a was prosimy o swoje przemyslenia, o które chętnie was wkrótce zapytamy. Dzisiaj już kończymy nasze spotkanie; program przygotowali: Sergiusz Petryczenko i Jarosława Chrunik. Życzymy wam miłego wieczoru i do usłyszenia! Chrystus zmartwychwstał! Zaprawdę zmartwychwstał! (jch/apod)

13.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Arcybiskup Jewhen Popwicz metropolita przemysko-warszawski zwrócił się do wiernych kościoła greckokatolickiego z prośbą o przyłączenie się do akcji przeciwko rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Minister zdrowia powiedział, że krzywa epidemiczna w Polsce spłaszcza się. Według danych ukraińskiego ministerstwa zdrowia, w ciągu poprzedniej doby zmniejszyła się liczba zakażeń SARS-CoV-2. Dziś jest wtorek 12 maja. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Na antenie Polskiego Radia Olsztyn ukraiński program informacyjny.
(-)
Arcybiskup Jewhen Popwicz metropolita przemysko-warszawski zwrócił się do wiernych kościoła greckokatolickiego z prośbą o przyłączenie się do akcji przeciwko rozprzestrzenianiu się koronawirusa. „Wychodząc naprzeciw wielkiej potrzebie chcemy także aktywnie przyłączyć się do przeciwdziałania rozpowszechnianiu się koronawirusa, dlatego nasza archieparchia za pośrednictwem Caritas archieparchii przemysko-warszawskiej organizuje zbiórkę funduszy do walki z pandemią COVID-19”. Zebrane pieniądze będą przekazane wybranym szpitalom, w których leczeni są chorzy na koronawirus. Pieniądze zostaną przekazane na wyposażenie medyczne, środki ochrony itd. Ofiary można wpłacać na rachunek bankowy Caritas archieparchii przemysko-warszawskiej Kościoła Greckokatolickiego albo przekazywać proboszczowi, który przekaże je do Caritas. Szczegóły znajdziecie w swoich parafiach.
(-)
Minister zdrowia poinformował, ze krzywa epidemiczna w Polsce spłaszcza się. Grafik, którzy pokazuje rozwój epidemii koronawirusa, według ministra, pokazuje że szczyt zachorowań jeszcze nie nastał. Do takich wniosków doszła grupa epidemiologów z PZH i Uniwersytetu Warszawskiego, która opracowuje prognozy dotyczące epidemii koronawirusa. Żeby wskaźniki spadły koniecznie trzeba wziąć pod kontrolę ogniska zachorowań na Śląsku – uważa minister zdrowia. Tam wyruszyli już do pomocy pracownicy nadzoru epidemiologicznego z Olsztyna. Minister Łukasz Szumowski zaznaczył, że Polska należy do krajów UE, w których wirus jest najmniej rozpowszechniony. Według niego rekomendacje i decyzje rządu dotyczące ograniczeń powiązanych z koronawirusem, były słuszne. A teraz, jak powiedział minister przyszedł czas ruszenia ekonomii.
(-)
Na Ukrainie sprawy też poszły do przodu. Według danych ukraińskiego ministerstwa zdrowia, w ciągu poprzedniej doby zmniejszyła się liczba zakażeń SARS-CoV-2. Nad Dnieprem wykryto ponad 400 nowych przypadków koronawirusa. Od dziś na Ukrainie zliberalizowana będzie część obostrzeń związanych z pandemią. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]

(-)
Do momentu przejęcia władzy przez bolszewików na zachodniej Ukrainie, Ukraiński Kościół Greckokatolicki liczył 3040 parafii, 4440 cerkwie, 5 seminariów duchownych, 2 szkoły 127 klasztorów, wydawano 3 tygodniki i 6 miesięczników. Na czele cerkwi stał metropolita, któremu podlegało 10 biskupów, 2950 księży i ponad 3,1 miliona wiernych. UKGK odegrał ważną rolę w duchownym życiu zachodniej Ukrainy i był kościołem narodowym, póki nie stanął na przeszkodzie Stalinowi i nie został zlikwidowany. Dzisiaj wieczorem więcej opowie o tym profesor historii UWM Henryk Stroński.

Rok 2019 Rada Najwyższa Ukrainy ogłosiła rokiem deportowanych Ukraińców w okresie powojennym. Prawie wszyscy trafili na tereny, na których nie było cerkwi greckokatolickich, więc ludzie nie mieli gdzie się modlić. Do tego Cerkiew Greckokatolicka była zakazana. Co spowodowało taką agresję władzy komunistycznej wobec grekokatolików i jaki los czekał odważnych księży opowiedział profesor UWM Henryk Stroński:
-Dopiero 30 lat minęło jak Cerkiew Greckokatolicka odnowiła się i działa na terenie Ukrainy i Polski. Co dotyczy tych Ukraińców, którzy byli grekokatolikami i byli przesiedleni na Donbas, gdzie w ogóle grekokatolików nie było. Jak oni to przeżywali i co działo się w tym czasie z księżmi greckokatolickimi.
(-)
Cały materiał usłyszycie o 18:10. Na razie żegnam się z wami i życzę miłego dnia. (dw/apod)

12.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Do momentu przejęcia władzy przez bolszewików na zachodniej Ukrainie, Ukraiński Kościół Greckokatolicki liczył 3040 parafii, 4440 cerkwie, 5 seminariów duchownych, 2 szkoły 127 klasztorów, wydawano 3 tygodniki i 6 miesięczników. Na czele cerkwi stał metropolita, któremu podlegało 10 biskupów, 2950 księży i ponad 3,1 miliona wiernych. UKGK odegrał ważną rolę w duchownym życiu zachodniej Ukrainy i był kościołem narodowym, póki nie stanął na przeszkodzie Stalinowi i nie został zlikwidowany. Dzisiaj wieczorem więcej opowie o tym profesor historii UWM Henryk Stroński. Nieobojętnych historii i bohaterom Chłodnego Jaru także serdecznie zapraszamy. Na antenie program „Kalejdoskop historyczny” i ja Hanna Wasilewska. Dobry wieczór.
(-)
O powrocie do planowych zabiegów informuje Szpital Miejski w Olsztynie. Chorzy o wyznaczonych terminach informowani są telefonicznie. Personel medyczny z każdym przeprowadza szczegółowy wywiad epidemiologiczny. Pacjenci przyjmowani są pojedynczo, w niektórych przypadkach chory może mieć wykonany test na COVID-19. O tym czy szpital wznawia przyjęcia planowe można dowiedzieć się dzwoniąc bezpośrednio do lecznicy. Placówki zalecają jednak, by cierpliwe poczekać na informację, proszą też, aby pacjenci nie przychodzili na izby przyjęć.
(-)
Podczas przeprowadzenia sowietyzacji Ukrainy już jesienią 1939 roku bolszewicy wstrzymali działanie greckokatolickiej akademii we Lwowie, duchownych seminarium w Przemyślu, Lwowie i Stanisławowie, zamknięto czasopisma duchownych, zabroniono działania zakonów i instytucji kościelnych. Księżom zakazano spowiadać chorych w szpitalach i w szkołach, prowadzić nabożeństw, w w klasach wieszać krzyże. Ziemie kościelne i zakonne konfiskowano, zakonnice i zakonników wysiedlano z klasztorów, a ich gospodarstwa likwidowano. Wiernych i duchowieństwo obkładano ogromnymi podatkami. Pod konie 1940 roku coraz częstsze były aresztowania księży Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Wielu aresztowanych przed wkroczeniem Niemców rozstrzelano. W listopadzie 1941 roku metropolita Andrzej Szeptycki wysłał do Watykanu sprawozdanie dotyczące niszczenia przez bolszewików UKGK, w którym poinformował, ze w latach 1939-1941 na Ukrainie Zachodniej uwięziono lub zamordowano 32 księży, a 33 deportowano na Syberię. Z 1267 parafii zostało jedynie 807. Ostatecznej likwidacji Kościoła Greckokatolickiego zaszkodził jedynie początek wojny na froncie wschodnim. 17 marca 1945 roku Stalin osobiście pochwali propozycje dotyczące likwidacji UKGK przy pomocy jej podporządkowania Patriarchatowi Moskiewskiemu. O podziemiu Kościoła Greckokatolickiego i jego bohaterach rozmawialiśmy z Henrykiem Strońskim profesorem historii UWM:

Rok 2019 Rada Najwyższa Ukrainy ogłosiła rokiem deportowanych Ukraińców w okresie powojennym. Prawie wszyscy trafili na tereny, na których nie było cerkwi greckokatolickich, więc ludzie nie mieli gdzie się modlić. Do tego Cerkiew Greckokatolicka była zakazana. Co spowodowało taką agresję władzy komunistycznej wobec grekokatolików i jaki los czekał odważnych księży opowiedział profesor UWM Henryk Stroński:
-Dopiero 30 lat minęło jak Cerkiew Greckokatolicka odnowiła się i działa na terenie Ukrainy i Polski. Co dotyczy tych Ukraińców, którzy byli grekokatolikami i byli przesiedleni na Donbas, gdzie w ogóle grekokatolików nie było. Jak oni to przeżywali i co działo się w tym czasie z księżmi greckokatolickimi.
-1946 roku Cerkiew Greckokatolicka została zlikwidowana i wszystkie jej parafie zostały oddane Patriarchatowi Moskiewskiemu. Oczywiście ta decyzja polegała na tym, żeby nie pozwolić na istnienie cerkwi greckokatolickiej. Większość wierzących oczywiście zmuszona była do przejścia do nowych prawosławnych parafii, ale niektórzy z nich – ja to wiem, tak było na tarnopolszczyźnie i w innych regionach – grekokatolicy znajdowali wyjście; odwiedzali zachowane gdzieniegdzie rzymskokatolickie kościoły i tam znajdowali miejsce do modlitwy. Szczególną historią jest odwaga i heroizm poszczególnych greckokatolickich księży, którzy wyjątkową dużą cenę zapłacili za sprzeciw wobec przejścia pod Patriarchat Moskiewski. Wszyscy oni zapłacili wieloletnim uwięzieniem, a niektórzy i życiem. Warto przypomnieć biskupa stanisławowskiego Chomyszyna, którzy został aresztowany i od tortur zmarł w więzieniu. Późniejszy kardynał Josyp Slipyj tez zapłacił wieloletnim uwięzieniem na Sybirze i na początku lat 60. udało się go uwolnić i pojechał do Rzymu. Greckokatolicka cerkiew i nieobojętni księżą przeszli do podziemia i mogli zachować część wiernych i część swojej hierarchii, ale wielu z nich znalazło ochronę pod działającymi jeszcze parafiami rzymskokatolickimi.
-Według mnie to bardzo dziwne, tu po przesiedleniu Ukraińcy też nie mieli gdzie się modlić i były tylko kościoły rzymskokatolickie. Wydawałoby się, na ojczystej Ukrainie, wrócili, tak samo nie mieli się gdzie modlić i też zwracali się do kościołów rzymskokatolickich.
-W nieszczęściu szuka się wyjścia i ono zostało znalezione. Można pokazać wiele przykładów takiej wzajemnej pomocy między obrzędami grecko- i rzymskokatolickim. Chociaż władza oczywiście robiła tu swoje.
Włada II RP też nie charakteryzowała się szczególna przychylnością do Cerkwi Greckokatolickiej. Prześladowania wiernych i areszty dla greckokatolickich księży nie były nowinką bolszewików – mówi historyk Henryk Stroński:
Dzisiaj, kiedy mówimy z perspektywy czasu, to w okresie II RP w Cerkwi Greckokatolickiej we Lwowie czy Stanisławowie były dwa podejścia. Jeden z nich reprezentował wspomniany przeze mnie biskup Chomyszyn, który był takim zwolennikiem nieupolityczniania życia religijnego, bo Cerkiew zajmowała się duszpasterstwem, a nie akcentowała swoich skłonności politycznych. No i druga linia, to działanie metropolity Szepytckiego, który wiele politycznych spraw wnosił w życie religijne. To wywoływało nieporozumienia i tarcia z ówczesną władzą II RP do niego osobiście i Cerkwi Greckokatolickiej.
Po śmierci Stalina z więzień zwolniono kilkuset duchownych greckokatolickich, a w1956 roku ze zesłania wróciło dwóch biskupów – M Czarnecki do Lwowa i I. Latyszewski do Stanisławowa., którzy znów odrodzili „katakumby” Kościoła Greckokatolickiego. Kontynuowali działanie podziemia seminariów i klasztorów, tworzyli nowe pokolenie życia seminaryjnego i klasztornego. Tym sposobem, władza radziecka nie dała rady złamać oporu księży greckokatolickich i wiernych. Działając poza prawem UKGK funkcjonował dalej w podziemiu, aż do legalizacji w przeddzień rozpadu ZSRR w 1989 roku.
(-)
Gdzie tylko zostawili swój ślad bolszewicy, ich but wciąż pamięta ziemia. Chłodny Jar.
Powstańcza walka w okolicach Chłodnego Jaru różniła się od walki w w innych miejscowościach ładem organizacyjnym i świadomością celu szerokich mas – wyzwolenia Ukrainy. W innych regionach powstania wybuchały zwykle kiedy towarzysze zaczęli okradać chłopów. Wtedy chłop zawsze gotów był złapać broń i iść na spotkanie wrogowi. Zdawało się – wróciły dawne czasy kozackie, gdy każdy chłop był uzbrojony i zawsze gotowy do walki z Tatarami. Wsie były podzielone na sotnie, które łączyły się w pułk. Centrum tej organizacji bojowej, był opiewany przez Tarasa Szewczenka, Chłodny Jar. Właśnie historyczny Motryn Monastyr. Nazwa Chłodny Jar przestała być nazwą jednego z jarów, a stała się nazwą całej miejscowości, całej organizacji bojowej. Z czasem przestała być organizacją powstańczą o charakterze lokalnym. W szeregach można było spotkać połtawców, hawryczan, galicjan, kozaków kubańskich i dońskich. Jednym z pierwszych watażków Chłodnego Jaru co dał się we znaki czerwonym i białym moskalom w 1919 roku, co zginął i pozostawił po sobie wielką sławę był Fedir Uwarow. Pierwszym organizatorem i atamanem był 25-letni nauczyciel ze wsi Melnyky Wasyl Czuczupaka. Chłodny Jar odwagą i krwią zapisał słynne kart w historii wyzwoleńczej walki Ukrainy. Tylko z Melnyków zginęło ponad 300 mężczyzn. Tylko rodzina Czuczupaków na ołtarzu ojczyzny położyła 5 synów. Wasyl Stepanowycz, Pawło Stepanowycz, Ołeksa Stepanowycz, Awtonom Juchymowycz, Semen Juchymowycz Czuczupakowie. Uwaga: Chłodny Jar dał takie przykłady bohaterstwa, którymi nie każdy naród może się pochwalić. Wszystko to mało znane jest za granicą, bo chłodnojarców prawie wcale nie ma emigracji. Zginęli w walce, w lochach Czeka, w tundrach północy, nie zhańbiwszy swojego proporca na któym napisano: wolność Ukrainy albo śmierć.
(-)
Nasz program dobiega końca. Dziękuję więc za uwagę i zapraszam do radioodbiorników jutro p 10:50. Z wami była Hanna Wasilewska. Bądźcie zdrowi. (dw/bsc)

12.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Arcybiskup Jewhen Popwicz metropolita przemysko-warszawski zwrócił się do wiernych kościoła greckokatolickiego z prośbą o przyłączenie się do akcji przeciwko rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Minister zdrowia powiedział, że krzywa epidemiczna w Polsce spłaszcza się. Według danych ukraińskiego ministerstwa zdrowia, w ciągu poprzedniej doby zmniejszyła się liczba zakażeń SARS-CoV-2. Dziś jest wtorek 12 maja. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Na antenie Polskiego Radia Olsztyn ukraiński program informacyjny.
(-)
Arcybiskup Jewhen Popwicz metropolita przemysko-warszawski zwrócił się do wiernych kościoła greckokatolickiego z prośbą o przyłączenie się do akcji przeciwko rozprzestrzenianiu się koronawirusa. „Wychodząc naprzeciw wielkiej potrzebie chcemy także aktywnie przyłączyć się do przeciwdziałania rozpowszechnianiu się koronawirusa, dlatego nasza archieparchia za pośrednictwem Caritas archieparchii przemysko-warszawskiej organizuje zbiórkę funduszy do walki z pandemią COVID-19”. Zebrane pieniądze będą przekazane wybranym szpitalom, w których leczeni są chorzy na koronawirus. Pieniądze zostaną przekazane na wyposażenie medyczne, środki ochrony itd. Ofiary można wpłacać na rachunek bankowy Caritas archieparchii przemysko-warszawskiej Kościoła Greckokatolickiego albo przekazywać proboszczowi, który przekaże je do Caritas. Szczegóły znajdziecie w swoich parafiach.
(-)
Minister zdrowia poinformował, ze krzywa epidemiczna w Polsce spłaszcza się. Grafik, którzy pokazuje rozwój epidemii koronawirusa, według ministra, pokazuje że szczyt zachorowań jeszcze nie nastał. Do takich wniosków doszła grupa epidemiologów z PZH i Uniwersytetu Warszawskiego, która opracowuje prognozy dotyczące epidemii koronawirusa. Żeby wskaźniki spadły koniecznie trzeba wziąć pod kontrolę ogniska zachorowań na Śląsku – uważa minister zdrowia. Tam wyruszyli już do pomocy pracownicy nadzoru epidemiologicznego z Olsztyna. Minister Łukasz Szumowski zaznaczył, że Polska należy do krajów UE, w których wirus jest najmniej rozpowszechniony. Według niego rekomendacje i decyzje rządu dotyczące ograniczeń powiązanych z koronawirusem, były słuszne. A teraz, jak powiedział minister przyszedł czas ruszenia ekonomii.
(-)
Na Ukrainie sprawy też poszły do przodu. Według danych ukraińskiego ministerstwa zdrowia, w ciągu poprzedniej doby zmniejszyła się liczba zakażeń SARS-CoV-2. Nad Dnieprem wykryto ponad 400 nowych przypadków koronawirusa. Od dziś na Ukrainie zliberalizowana będzie część obostrzeń związanych z pandemią. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]

(-)
Do momentu przejęcia władzy przez bolszewików na zachodniej Ukrainie, Ukraiński Kościół Greckokatolicki liczył 3040 parafii, 4440 cerkwie, 5 seminariów duchownych, 2 szkoły 127 klasztorów, wydawano 3 tygodniki i 6 miesięczników. Na czele cerkwi stał metropolita, któremu podlegało 10 biskupów, 2950 księży i ponad 3,1 miliona wiernych. UKGK odegrał ważną rolę w duchownym życiu zachodniej Ukrainy i był kościołem narodowym, póki nie stanął na przeszkodzie Stalinowi i nie został zlikwidowany. Dzisiaj wieczorem więcej opowie o tym profesor historii UWM Henryk Stroński.

Rok 2019 Rada Najwyższa Ukrainy ogłosiła rokiem deportowanych Ukraińców w okresie powojennym. Prawie wszyscy trafili na tereny, na których nie było cerkwi greckokatolickich, więc ludzie nie mieli gdzie się modlić. Do tego Cerkiew Greckokatolicka była zakazana. Co spowodowało taką agresję władzy komunistycznej wobec grekokatolików i jaki los czekał odważnych księży opowiedział profesor UWM Henryk Stroński:
-Dopiero 30 lat minęło jak Cerkiew Greckokatolicka odnowiła się i działa na terenie Ukrainy i Polski. Co dotyczy tych Ukraińców, którzy byli grekokatolikami i byli przesiedleni na Donbas, gdzie w ogóle grekokatolików nie było. Jak oni to przeżywali i co działo się w tym czasie z księżmi greckokatolickimi.
(-)
Cały materiał usłyszycie o 18:10. Na razie żegnam się z wami i życzę miłego dnia. (jch/apod)

11.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Chrystus zmartwychwstał! Zaprawdę zmartwychwstał! Witam was, drodzy słuchacze, w chłodne, poniedziałkowe popołudnie; w studiu – Polskiego Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik. W dzisiejszym naszym programie „Kamo hriadeszy” poruszymy kilka tematów – ochłodziło się, więc najlepiej posiedzieć w domu przy kawie czy herbacie i posłuchać, a my będziemy opowiadać.

(-)

Krótko po tym, jak kardynał Karol Wojtyła został papieżem Janem Pawłem II, zaczęły pojawiać się pogłoski o tym, że w jego żyłach częściowo płynie także ukraińska krew. Szeptali o tym przede wszystkim ukraińscy grekokatolicy. Sam papież nigdy oficjalnie o tym nie mówił; ktoś może zapytać – dlaczego? Tego już się nie dowiemy, ale wystarczy przypomnieć sobie, jakie to były lata i że stosunki polsko-ukraińskie, mówiąc oględnie, nie były wtedy najlepsze. Czy trzeba było jeszcze i tego, żeby Polacy i Ukraińcy zaczęli bezsensowną kłótnię o papieża? Jakie by to miało znaczenie dla jego działalności? Może to być tylko ciekawostką i takie informacje podaje lwowski ZIK, powołując się na książkę „Historia Rzymskich Papieży” cz. 4 autorstwa ks. prof. Izydora Nahajewskiego, wydanej jeszcze w 1999 roku. Oto dosłowny cytat z tej książki:

„Ukraińcy w diasporze dowiedzieli się, że w mieście Passaic w USA mieszka Ukrainiec, lekarz Borys Fyłypczak, powiązany więzami rodzinnymi z papieżem Janem Pawłem II. Na prośbę autora, jak również mgr Leśniaka z Akronu w stanie Ohio w USA, podał takie wiadomości:

– Ci się tyczy papieża Jana Pawła II, – pisał Borys Fyłypczak, – to jego matka pochodziła z naszego, ruskiego rodu. W tych czasach, gdy rząd carski prześladował Unię na Chełmszczyźnie, rodzina Kaczorowskich przesiedliła się do Galicji i osiedliła się w Krakowie, gdzie „dziadek” Kaczorowski założył warsztat rzemieślniczy faetonów. A Karol Wojtyła był Polakiem i ożenił się z Emilią Kaczorowską; będąc urzędnikiem przy armii austriackiej, na pewien czas został oddelegowany do Linzu w Austrii, gdzie urodził się ich starszy syn Edmund, który chodził tam do szkoły. Po wojnie wszyscy przeprowadzili się do Polski, gdzie Karol Wojtyła wstąpił do wojska w randze porucznika i został przydzielony do służby w miasteczku Wadowice koło Krakowa i tam urodził się im drugi syn, Karol Józef, obecny papież Jan Paweł II – (Przypominam, że książka została wydana w 1999 roku) – którego do chrztu „trzymał” mój teść, Józef Kuczmierczyk, bo jego żona Olga Kaczorowska była rodzoną siostrą matki papieża, Emilii Kaczorowskiej. Zofia, córka Kuczmierczyków, cioteczna siostra papieża Jana Pawła II, była moją żoną. Studiowałem medycynę w Krakowie razem z bratem papieża, Edmundem i on zapoznał mnie ze swoją siostrą, Zofią, z którą się ożeniłem. W domu Kaczorowskich rozmawiano w dwóch językach, polskim i ukraińskim. Papież w ściślejszych kręgach mówił, że: „moja mama była Rusinką”, a od mojej żony wiem, że byli obrządku greckokatolickiego, ale z czasem spolonizowali się. Kardynał Wojtyła, będąc w USA, wstąpił do Instytutu Ukraińskiego w Harvardzie i podczas swego wystąpienia powiedział, że jego ś.p. mama była Rusinką, czyli Ukrainką i to swojej mamie zawdzięcza znajomość języka ukraińskiego, w którym wygłasza swoje mowy na Synodach Biskupów Ukraińskich, przemówienia do narodu ukraińskiego podczas odwiedzin naszych cerkwi”. (s. 166-167).

(-)

Po takiej ciekawej wyprawie w przeszłość wracamy do współczesności. Wczoraj w cerkwiach słuchaliśmy Ewangelii wg św. Jana o uzdrowieniu chromego nad sadzawką:

Potem nastąpiło święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. W Jerozolimie zaś znajduje się sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych , <którzy czekali na poruszenie się wody. Anioł bowiem zstępował w stosownym czasie i poruszał wodę. A kto pierwszy wchodził po poruszeniu się wody, doznawał uzdrowienia niezależnie od tego, na jaką cierpiał chorobę>. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: «Czy chcesz stać się zdrowym?» Odpowiedział Mu chory: «Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny wchodzi przede mną». Rzekł do niego Jezus: «Wstań, weź swoje łoże i chodź!» Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził. Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: «Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża». On im odpowiedział: «Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź». Pytali go więc: «Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź?» Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: «Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło». Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił.

(-)

Z każdej Ewangelii płynie dla nas nauka, a tu mamy bardzo ciekawe wydarzenie. Człowiek chory, inwalida, przez 38 lat co roku przychodzi nad sadzawkę z nadzieją, że może już teraz uda mu się wejść do sadzawki pierwszemu i wyzdrowieć, jednak zawsze ktoś go wyprzedzi. Gdy podchodzi do niego Jezus i pyta, czy chce wyzdrowieć, on nie odpowiada „Tak”, tylko mówi „nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki”. Zawsze ktoś jest szybszy od niego i otrzymuje cudowne uzdrowienie. Jeśli nadamy temu znaczenie przenośne, to tak jakby wszyscy inni ludzie wokół tego chorego znajdowali drogę do Jezusa, a on – nie. Jezus mówi; „Ja dla ciebie przyszedłem na świat, a ty mówisz, że nie masz człowieka”. To jest tak, jakby ten człowiek jednak szukał, ale nie znajdował tej drogi. Proboszcz olsztyńskiej parafii, ks. Jan Hałuszka zgodził się ze mną i dodał swoje rozważania na temat tej Ewangelii:

 

– To bardzo ciekawy fragment Ewangelii, bo możemy o nim bardzo dużo i różnych myśli wysłowić, ale jedna jest taka, że musimy umieć znaleźć Jezusa w swoim życiu. Szukać Go na różne sposoby – czy jak lekarza, czy jak  nauczyciela, czy jak nawet naszego ojca, ale tu na pewno jak lekarza, który będzie nam pomagał, ten, który będzie stał przy nas – jako ten człowiek, który będzie nam pomagał. Bardzo często szukamy pomocy w innych osobach, rzeczach, ale zapominamy o tym, co jest najważniejsze – że jest Jezus Chrystus. On sam może nam pomóc, albo skierować do tych, którzy najbardziej w tym momencie mogą przyjść nam z pomocą. To bardzo ważne, żeby spojrzeć na Jezusa Chrystusa jako do tego, do którego powinniśmy przyjść najpierw, że On ma nam pomóc.

– A nawet, jeśli my – tak myślę – jeśli jesteśmy gotowi Go przyjąć, a nie wiemy gdzie szukać, wtedy On sam przychodzi do nas. Tak jak przyszedł właśnie do niego: przyszedł, uzdrowił i zniknął w tłumie.

– Ale ważne jest też, żeby być blisko Boga. Bo na pewno nie znajdziemy Go w kawiarni czy w innych miejscach, gdzie nie ma takiej możliwości, żeby na spokojnie pomodlić się, a ten człowiek jednak był przy tej kąpieli, tam gdzie Anioł Pański przychodził, więc to też jest jakieś święte miejsce i my też musimy wiedzieć gdzie szukać Jezusa Chrystusa. To jest bardzo ważne – że gdy będziemy chcieli, wtedy Jezus Chrystus również nas znajdzie.

(-)

Wczoraj na Ukrainie obchodzony był Dzień Matki. To zawsze jest bardzo wzruszające święto, jednak tak wiele jest matek na Ukrainie, dla których jest to święto pełne gorzkich łez. To matki tych, którzy zginęli na wojnie, zaginęli bez wieści lub są w niewoli. Nigdy nie jest tak, że nie można zrobić zupełnie nic. Zawsze można przynajmniej pomodlić się za drugiego człowieka. I właśnie o to prosił ks. Jan Hałuszka wiernych podczas liturgii, żebyśmy pamiętali w modlitwach o tych matkach:

(-)

 

– Proszę też was o modlitwę za te matki, dzieci których zginęły podczas wojny, zaginęły bez wieści lub są w niewoli; żeby wszystkie mamy odczuły, że my też o nich pamiętamy. A wszystkim wam, również mamom, życzę wszystkiego najlepszego – przede wszystkim żebyście były zadowolone ze swoich dzieci i wychowywały je zawsze w duchu chrześcijańskim.

Na mszy były też mamy, które najlepiej potrafią zrozumieć ból matki, która nie wie co się dzieje z jej dzieckiem, lub straciła je bezpowrotnie. Mówi nauczycielka Sylwia Pietnoczka:

(-)

– Przede wszystkim życzyłabym im dużo, dużo sił, wytrwałości i wiary, że oprócz tego, że dziecka nie ma tak fizycznie, że może przyjść, przytulić się, pocałować, ale na pewno jest ono myślami, dusz – na pewno każde jest gdzieś przy swojej mamie. Myślę, że to powinno trzymać przy życiu, przy dobrych myślach wszystkie mamy, które tęsknią, szukają gdzieś tych swoich dzieci. Chociaż ich nie widać, ale one naprawdę są przy nich. Dużo, dużo cierpliwości, wiary przede wszystkim w to, że dziecko jest, że żyje. I żeby jak najszybciej przyszło, przytuliło tę mamę, ucałowało i powiedziało: „Mamo, bardzo cię kocham”. Bo to jest najważniejsze dla każdej mamy, żeby słyszeć takie słowa, a my, mamy, też zawsze takimi słowami nasze dzieci obdarowujemy.

Jej słowa potwierdza też inna mama, pani Łarysa Panasiuk:

(-)

– Boże, dla mamy to jest bardzo ciężka sytuacja, gdy dzieci odeszły. No, niech Pan Bóg będzie z nimi i Matka Boża ma je w swojej opiece. I niech Bóg da, żeby spotkali się w lepszym świecie. I żeby wszyscy obowiązkowo powrócili do swoich matek, ci, którzy są w niewoli. Niech Bóg da im modlitwę, żeby modlili się za swojej mamy i wspierali je.

(-)

Wszystkim matkom życzymy, żeby zawsze mogły być ze swoimi dziećmi wtedy, gdy tylko tego zechcą, żeby nie było już łez i cierpienia. Gdy się mocno wierzy, to nawet niemożliwe staje się możliwe, niech więc wszyscy ci, którzy obecnie uważani są za zaginionych bez wieści lub znajdują się w niewoli – niech wszyscy, co do jednego, jak najszybciej wrócą cali i zdrowi do swoich domów i powiedzą: „Mamo, już jestem”. A my kończymy naszą audycję. Była z wami Jarosława Chrunik, życzę wam miłego wieczoru, drodzy słuchacze! Chrystus zmartwychwstał! Zaprawdę zmartwychwstał (jch/ad)

 

11.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

W odezwie do narodu ukraińskiego w Dzień Zwycięstwa nad nazizmem Zełeński wspomniał słowa Putnia o zwycięstwie bez Ukraińców. Sto lat temu główną aleją Kijowa przemaszerowały siły polskie i ukraińskie w defiladzie, którą zorganizowano po oswobodzeniu miasta z rąk bolszewików. Szczegóły za chwile. Dziś poniedziałek 11 maja. Z wami jest Hanna Wasilewska. Witam.

(-)

Od dzisiaj Warmińsko-Mazurski Urząd Wojewódzki w Olsztynie oraz delegatury w Elblągu i Ełku wznawiają bezpośrednią obsługę interesantów. Czynne będą między innymi wydziały: paszportowy, legalizacji pobytu cudzoziemców oraz Wojewódzki Zespół ds. Orzekania o Niepełnosprawności. Wizyta będzie jednak możliwa po wcześniejszym umówieniu – telefonicznym lub mailowym. Obsługa będzie odbywać się z zachowaniem wymogów sanitarnych oraz zapewnieniem bezpieczeństwa pracowników i petentów. W oddziale legalizacji pobytu cudzoziemców w pierwszej kolejności przyjmowane będą osoby, które otrzymały już wezwanie do osobistego stawiennictwa, a ich wcześniejsze wizyty zostały anulowane z powodu wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego.

(-)

W swojej odezwie w Dzień Zwycięstwa nad nazizmem prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński powiedział, że nikt nie może prywatyzować zwycięstwa nad nazizmem i mówić, że mogło do tego dojść bez Ukraińców:
Ponad 7 milionów Ukraińców działało w składzie koalicji antyhitlerowskiej na swojej ziemi i różnych kontynentach planety. Bezsprzecznie ludzkie działanie nie ma paszportu, ale wkład Ukraińców w zwycięstwo nad nazizmem jest ogromny. I dzisiaj nikt nie może prywatyzować zwycięstwa i mówić, że mogło do niej dojść bez Ukraińców. Nie możemy o tym zapominać, wstydzić się i darować komuś osiągnięcia swoich ukraińskich bohaterów.
W swojej przemowie Wołodymyr Zełeński po imieniu nazwał Ukraińców bohaterów wojny:

Dlatego dzisiaj, z dumą wspominamy imiona, z których Ukraina może i powinna być dumna. To Iwan Kożydub, trzykrotny bohater Związku Radzieckiego, najlepszy lotnik II wojny światowej, który zestrzelił ponad 60 samolotów. To Nikolas Oleszko kawaler medalu szacunku i purpurowego serca, najwyższych nagród wojskowych USA. W Białym Domu osobiście nagrodził go prezydent Harry Truman. To Jewdokija Zawalij – pierwsza i jedyna kobieta dowódca oddziału piechoty morskiej, która brała udział w bojach o Kercz i Sewastopol. To Ołena Witer, co uratowała dziesiątku żydowskich dzieci od holokaustu i stała się pierwszą, która otrzymała tytuł Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata. To Tatar krymski Ahmed Han Sułtan, który zniszczył 30 niemieckich samolotów. Otrzymał dwie złote gwiazdy bohatera Związku Radzieckiego, a w czasie deportacji Tatarów krymskich nie wyparł się swojego narodu i walczył o jego prawa. To Tetiana Markus, partyzantka, która w czasach okupacji Kijowa, w wieku 21 lat, zabiła kilkudziesięciu nazistowskich oficerów i uhonorowana została tytułem Bohatera Ukrainy. To pracownicy charkowskiego biura konstrukcyjnego, którzy stworzyli legendarny T34 i Ihor Pobirczenko, który w tym czołgu jako pierwszy rozbił bramę obozu koncentracyjnego Auschwitz. To akademik Ołeksand Bohomolec, którego system przetaczania i gromadzenia krwi, uratowała życie setkom tysięcy rannych żołnierzy. To poetka Ołena Teliha, stracona przez nazistów w Babynym Jarze. Wasyl Kurka, który w wieku 16 lat został snajperem i zabił 169 wrogów. Marija Szczerbaczenko, która wyniosła z pola bitwy 112 rannych, Aleks Diaczenko, którego imieniem nazwano… pochodzący z ziemi sumskiej Ołeksij Berest, który zawiesił flagę ZSRR na Reichstagiem i pochodzący z ukraińskich Łemków Michael Strank, który zawiesił flagę USA w Iwo Jimie. Te i setki tysiące imion inspirują współczesne pokolenie ukraińskich obrońców, swoją odwagą, ofiarnością, Ukraińcy koniecznie zwyciężą.
Według danych ukraińskiego IPN Ukraina miała znaczy wkład w zwycięstwo nad nazizmem i sojusznikami Niemiec. Ceną były nadzwyczajne straty Ukraińców i społeczności Ukrainy innych narodowości w okresie 1939-1945. Najcięższe, demograficzne, obejmują 8-10 milionów ludzi.

(-)

Sto lat temu główną aleją Kijowa przemaszerowały siły polskie i ukraińskie w defiladzie, którą zorganizowano po oswobodzeniu miasta z rąk bolszewików. Defiladę przyjęli dowódcy polscy a także ukraińscy, w tym prezydent Ukraińskiej Republiki Ludowej Symon Petlura, oraz generał Edward Rydz-Śmigły.

(-)

W związku z setną rocznicą oswobodzenia Kijowa przez Wojsko Polskie w południe w Kościele Świętego Krzyża odbywa się msza święta. Później przedstawiciele władz złożą kwiaty na grobach ukraińskich żołnierzy spoczywających na Cmentarzu Prawosławnym na warszawskiej Woli.

(-)

Tym kończymy nasz program. Dziękuję za uwagę i zapraszam jutro o 10:50. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/ad)

09.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Na antenie ukraiński program informacyjny. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam. Dziś 9 maja. Data znacząca dla całego świata, więc zagłębimy się w jej historię.

(-)

7 maja we francuskim Reims głównodowodzący siłami Niemieckimi Alfred Jodl podpisał akt kapitulacji Niemiec. Ale koalicja antyhitlerowska przyjęła go oficjalnie oficjalnie 8 maja o 23:01 czasu berlińskiego, w Moskwie była już 00:01 9 maja. Dlatego większość krajów świętuje Dzień zwycięstwa nad nazizmem 8 maja – oficjalna nazwa święta Dzień Zwycięstwa nad nazizmem 8 maja, a kraje byłego ZSRR dzień później 9 maja. W tym czasie Ukraina była radziecka. Od 2005 roku w wielki krajach 8 maja obchodzi się ogłoszony przez Generalne Zgromadzenie ONZ Dzień pamięci i przebaczenia poświęcony ofiarom II wojny światowej. Obchody zaproponowano w oba dni 8 i 9 maja jako dzień pamięci wszystkich ofiar II wojny światowej. Na Ukrainie dzisiaj tragiczne wydarzenia II wojny światowej wspomina się 8 maja w dzień pamięci i pojednania oraz 9 w dzień zwycięstwa nad nazizmem podczas II wojny światowej, a symbolem pamięci jest czerwony mak i podczas wspominania pamięci poległych zaleca się nie używać symboliki radzieckiej —chodzi o wstęgę świętego Jerzego.

Profesor historii UWM Henryk Stroński przekonany jest, że Ukraina i Polska nie mają powodu do świętowania:

Polacy tego święta nie obchodzą z tego powodu, że dla nich nie było to wiekopomne święto zwycięstwa. Dla Polaków jeden reżim – faszystowski niemiecki, zastąpiony został innym, radzieckim stalinowskim i oczywiście miejsca do świętowania dla Polaków nie było.

Jeszcze w zeszłym roku na Ukrainie gdzieniegdzie pojawiały się wstążki św. Jerzego i parady, a jak jest w tym roku? Ukraińcy świętują?

Zobaczyłem, że na Ukrainie to nabrało poważnego oblicza i oficjalne władze nie świętują tego dnia zwycięstwa i słusznie, bo według mnie wsłuchali się w to, że dla narodów Europy Wschodniej, centralno-wschodniej, jeden reżim zmienił się z innym. Bardzo długo nie mogliśmy uwolnić się od terminu wielkiejwojny ojczyźnianej i Ukraińcy odżegnują się od tego polityzowanego terminu, bo to nie była żadna wojna ojczyźniana dla narodu ukraińskiego, a używa się już obecnie oficjalnego terminu II wojna światowa. To święto nabywa teraz innego charakteru i wymiaru, to święto pamięci, święto poległych.

Warto przypomnieć ilu poległych Ukraińców jest oficjalnie:

Ukraińcy zapłacili wyjątkowo wysoką cenę. Określenie Timothy Snidera, amerykańskiego historyka, że Ukraina stała się terytorium krwawym w XX wieku, ale lekcja II wojny światowej pokazała, ze Ukraińcy zapłacili nadzwyczaj wysoką cenę. Ile, my nigdy nie policzymy tych ofiar. Te ofiary idą w miliony. Oficjalnie straciła w czasie II wojny światowej, oficjalnie, nie chcę komentować tej liczby bo i tak jest wielka, 10 milionów ludzi, a oficjalnie Niemcy stracili milion ludzi, więc Ukraińcy zapłacili niewspółmiernie wysoką cenę. Także dzień pamięci, ale nie dzień zwycięstwa, bo powtarzam, zwycięstwa nie było.

(-)

Masowe obchody są anulowane z powodu epidemii koronawirusa. Ukraiński IPN przygotował materiał filmowy obalający sowieckie mity na temat II wojny światowej. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

[korespondencja w języku polskim]

Od początku tego tygodnia niektóre instytucje kultury Polski mogą już działać. Dotyczy to m.in. galerii sztuki, muzeów i bibliotek.

Trwają przygotowania i uzgodnienia z lokalnymi sanepidami i pojawiają się pierwsze daty ponownego otwarcia dla zwiedzających. Biblioteka Elbląska i Centrum Sztuki Galeria EL już wznowiły działalność. We wszystkich instytucjach konieczne jest wprowadzenie dodatkowych procedur sanitarnych. W związku z tym Muzeum Historyczno-Archeologiczne w Elblągu odwiedzających zaprasza od wtorku 12 maja. Od przyszłego tygodnia będzie można zacząć korzystać z filii Miejskiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie.

(-)

Więcej wiadomości po ukraińsku usłyszycie od poniedziałku, a na dzisiaj to wszystko. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/łw)

08.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Cześć wszystkim, którzy przyłączyli się do nas. W programie „Od A do Z” wita was Hanna Wasilewska. Dziś tradycyjnie pouczymy się, dowiemy się, jak w Pasłęku odbywa się nauka języka ukraińskiego na odległość, a także wspomnimy, jak w zeszłym roku cieszyliśmy się na ukraińskim festiwalu twórczości dziecięcej, który został odwołany z powodu epidemii. Wszystkich witam raz jeszcze i zaczynamy.

(-)

Na razie do 24 maja w Polsce obywa się naucza na odległość dla studentów i uczniów. Tak samo dzieci uczą się języka ukraińskiego w punktach nauczania. Nauka na odległość ma swoją przewagę, ale bardziej męczy nauczycieli i uczniów, a jeszcze rodziców, którzy to tu, to tam skarżą się jak wiele czasu tracą na zajmowanie się dziećmi. Jak uczyć się ukraińskiego na odległość? Opowiedziała mi nauczycielka języka ukraińskiego z Pasłęka Maria Futrega:
Bardzo ciężko jest prowadzić, bo dzieci są przeciążone nauką i nie daje im wiele. Ciężko im to zrobić, to dla nich język obcy i nie jest łatwo samemu się uczyć. W internecie też nie ma wszystkiego, czego byśmy chcieli.
-A w jakim wieku dzieci uczą się u was, i ilu jest uczniów w pasłęckim punkcie nauczania.
-16. w 1-3; klasy 4-6 to gdzieś 9. i 7-8 tak samo. Nie ma oddzielnych klas, grupy dzieci są zebrane. Jedna lekcja w tygodniu na jedną grupę i pocztą przesyłam lekcje, tematy, zadania i dzieci robią w miarę możliwości.
-Czy przygotowywaliście się do jakichś ukraińskich wydarzeń, które są odwołane.
-Tak, tak, w maju festiwal w Elblągu…Dziecięcy Festiwal Ukraińskiej Kultury; tu w Pasłęku to my robiliśmy zawsze warsztaty pisankarskie przed Wielkanocą. Na koniec roku szkolnego…gry…nabożeństwo, rozdanie świadectw…

-Rodzice narzekają, że nauczyciele mają łatwiej, że wszystko zrzucili na rodziców i sobie siedzą w domu i odpoczywają. Ile ma pani teraz pracy?
-Dużo więcej, bo teraz można powiedzieć oddzielna praca z każdym dzieckiem. Normalnie w klasie raz wystarczy napisać, a tu niby napiszesz zadanie w dzienniku, ale i tak piszą, 10 razy pytają i trzeba odpowiadać bardzo często indywidualnie z uczniami i rodzicami. To zajmuje dużo czasu. To nie prawda, że nam lżej.
-Myśli pani, że wszystko się ułoży i zdąży pani poprowadzić choćby to finalne wydarzenie?

-Myślę, że nie i się nie odbędzie. Nie wiem, czy od września zaczniemy lekcje. Mam wątpliwości. Po prostu mieć nadzieję, spodziewać się, że będzie wszystko dobrze i kiedyś nastanie taki czas, że spotkamy się w normalnych warunkach. Trzeba być cierpliwym i przyjdzie taki czas.
A póki ten czas nie powróci, proponuję przypomnieć sobie ten skasowany festiwal dziecięcy. Zeszłoroczny, ale niech będzie:
[wypowiedź w języku polskim]
Bardzo serdecznie zapraszam ciebie na scenę tu do nas; wszystkie dzieci i ich opiekunów, uczestników LIII Dziecięcego Festiwalu Kultury Ukraińskiej w Elblągu.

(-)

Pierwszy raz uczestniczyłem w festiwalu, wydaje się, ze 25 lat temu, kiedy zaczynałem od noszenia krzeseł, taka pomoc logistyczna. Później złożyło się tak, że moja rola w festiwalu zmieniała się i doszło do dzisiejszej. Dzisiaj taka jest potrzeba, że w pewien sposób stoję na czele organizowania tego. W tym roku na pewno nowe, co jest dla nas bardzo przyjemne i optymistyczne, to udział zespołów z Ukrainy, które pojawiły się tu jako uczestnicy…Przyjeżdżają do nas i zespoły ze Lwowa, Sambora i Dubna. Współpracujemy z paniami z biblioteki lwowskiej i sokalskiej; mamy nadzieję, że może to być w pewnym momencie festiwal międzynarodowy. Ten festiwal pokazuje także, że Ukraińcami jesteśmy i w Polsce i na Ukrainie. Czekamy na Ukraińców z innych państw, bo są i w Niemczech i Szwecji.

(-)

Tym razem mogliśmy wziąć ze sobą bibliotekarza z sokalszczyzny w skład naszego zespołu. Jak zwykle przyjechaliśmy z wielkim programem literackim i nas projekt nazywa się „Literackie smakołyki po lwowsku”. Prezentowaliśmy Lwów, jego historię, piosenki, literaturę o Lwowie, opowiadaliśmy dzieciom o naszym mieście i oczywiście były wirtualne wędrówki po Lwowie. W prezencie przywieźliśmy grę – wędrówki po Lwowie. Lwów staje się taką książkową bramą Ukrainy, bo wszyscy uczestniczy naszego projektu zaczynali przyjazdy na Ukrainę od Lwowa i od Lwowskiej Biblioteki Obwodowej dla dzieci, więc może wszyscy uczestnicy, którzy jadą gdzieś dalej na Ukrainę obowiązkowo zatrzymują się u nas i przyjmujemy ich u siebie. I nami jest miło, bo pokazujemy, że biblioteka to nie tylko książki – wziąć, przeczytać i oddać, a to miejsce, które pokazuje dziecku świat nie tylko przez książki, pozwala pokonywać granice, pozwala łączyć ludzi za pomocą słowa, książki, literatury.

(-)

Z Giżycka u nas są dzisiaj dzieci, które stały się grupą taneczną – przewodnicząca mazurskiego oddziału ZUwP Kateryna Polewczak
od zeszłego roku mamy dziewczęta, które tańczą, zespół taneczny, pracujemy w Giżycku. Właśnie szczególne jest to, że główny choreograf zespołu to pani Ludmiła Halina z Dubna; w Dubnie ma swój zespół zespół taneczny, nazywa się Nadija. Nasze dzieci zachwycone są tym zespołem i chciałby tańczyć tak jak oni. Też chcą się tak samo nazywać. Więc mamy dwie Nadije – w Dubnie i Giżycku. Bardzo nam przyjemnie i cieszymy się, że dzieciom udaje się występować wspólnie. Na festiwal w  Elblągu przyjechała grupa taneczna 12 dziewcząt i naszych też jest 12, więc Nadija z Giżycka i Dubna pokazały wspólne tańce; dodatkowo nasze dziewczęta tańczyły same, a Dubno w sobocie na koncercie Barwy Ukrainy pokazały bardzo ładne tańce.
Halina Ludmiła kierownik amatorskiego zespołu choreograficznego Nadija. Nazwa giżyckiej Nadiji pojawiła się niespodziewanie, bo kiedy zdecydowali się wybrać nazwę dla zespołu powiedzieli – chcemy jak was na Ukrainie. Wyszło tak, że są dwa zespoły taneczne Nadija i na festiwalu zaprezentowaliśmy dwa wspólne numery. Ukraińska Nadija ćwiczyła na Ukrainie, giżycka w Giżycku i zebraliśmy się na wspólnych próbach.
-Dwie siostry bliźniaczki są, dwie Nadije
-Tak, to bardzo dobrze myślę, bo dzieci, które mieszkają w Polsce biorą coś od dzieci z Ukrainy, a dzieci, które mieszkają na Ukrainie biorą coś od dzieci z Giżycka i to taka współpraca poza festiwalem; oni piszą do siebie na portalach społecznościowych i mają kontakt dalej. To nie tak, że przyjechali na festiwal, pojechali i tyle. Byliśmy w Giżycku w zeszłym roku na święcie dziecięcej twórczości…a do nas dziewczęta przyjeżdżają latem…bo dzieci z Giżycka były u nas latem w Dubnie i z takim zadowoleniem, chociaż była brzydka pogoda; biegli by się spotkać, aby odprowadzić dziewczęta z Giżycka do siebie do domu. Ze swojej strony chciałabym, aby było to kontynuowane. Są u nas starsi, młodsi, jeszcze młodsi. Za trzy tygodnie przyjedzie tu jeszcze część Nadiji naszej, która pojedzie z Nadiją z Giżycka do Koszalina na festiwal.

(-)

Wyjątkowe emocje dają dzieciom wydarzenia ukraińskiej społeczności w Polsce. I póki w sercach Ukraińców żywe są wspomnienia o tym spotkaniu, pozostają Ukraińcami w Polsce. Więc nich elbląski festiwal i wszystkie inne będą przez wiele lat. Właśnie tak śpiewano „Sto lat” jednej w uczestniczek festiwalu w Elblągu z okazji jej urodzin.
[sto lat]

(-)

Na odległość, wirtualnie i radiowo. Uczmy się razem.
[lekcja języka ukraińskiego]
I to wszystko. Na koniec jeszcze raz przestrzegam. Obowiązkowo przestrzegajcie norm sanitarnych. W naszym regionie nadal są nowe  przypadki zakażenia koronawirusem. Bądźcie uważni. Życzę wam przyjemnego weekendu i dobrego humoru. Do usłyszenia.  (dw/ad)

08.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Wczoraj minęło sto lat od wejścia połączonych armii Polski i Ukrainy do Kijowska. W 100. rocznicę wyzwolenia Kijowa przez Wojsko Polskie Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Jarosław Szarek złożył kwiaty i znicze na grobach ukraińskich żołnierzy w Łańcucie w woj. podkarpackim. O tym dokładniej powiem za chwilę. Dzisiaj piątek 8 maja. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
Wczoraj minęło sto lat od wejścia połączonych armii Polski i Ukrainy do Kijowska. 7 maja 1920 roku żołnierze Wojska Polskiego i Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej wyzwolili miasto od bolszewików. Polacy i Ukraińcy prowadzili silną ofensywę przeciw siłom bolszewickim. Obie amie były połączone sojuszem, a Józef Piłsudski i ataman Symon Petlura przeprowadzili kilka dni wcześniej paradę i odbyli paradę. Na początku maja 1920 większość wojsk radzieckich już porzuciła miasto. Pierwszi polscy wywiadowcy wjechali do Kijowa z Puszczy Wodyci tramwajem. Po krótkim boju miasto było wolne. Po kilku dniach – 9 maja – na Chreszczatyku zorganizowano wspólną polsko-ukraińską paradę. Jednak Kijowa nie udało się utrzymać zbyt długo, o czerwoni rozpoczęli defensywę. Na cmentarzu bajkowym w ukraińskiej stolicy spoczywają szczątki 114 polskich legionistów, którzy zginęli w walkach w 1920 roku. 21 kwietnia 1920 roku podpisano ukraińsko-polski sojusz przeciwko bolszewikom. Mimo swojej wagi ta karta historii z różnych powodów nie ma ważnego miejsca w pamięci Ukraińców i dla wielu pozostaje nieznaną. Od wielu lat naprawić to starają się Ukraińcy w Polsce, czcząc pamięć wspólnych zwycięstw tego okresu i wielkich dowódców, którzy pokazali się w walce z olszewikami. Działanie udaje się w Olsztynie – podkreśla wicemarszałek województwa warmińsko-mazurskiego Miron Sycz.
Wydaje się, że przez długie lata w Polsce udało nam się poinformować społeczeństwo, a tak naprawdę zapoznać z sytuacją pomocy armii Symona Petlury w czasach tzw. Bitwy Warszawskiej, dlatego jak tak, chcemy zbadać kto to Petlura w polskim środowisku, to dla nich wszystko jedno, pewnie jakiś banderowiec i tak dalej. Natomiast, już kiedy byłem w sejmie w komisji mniejszości narodowych, kiedy rozmawiałem jeszcze z ówczesnym prezydentem, to bardzo zainteresowali się tym; duża część żołnierzy URL brała udział także w obronie Powstania Warszawskiego i tam są pochowani. Szczególnie generał Bezruczko ma wyjątkowe zasługi, bo dzięki jego decyzji udało się pod Zamościem zatrzymać natarcie bolszewików, żeby Warszawa mogła absolutnie przygotować się do obrony, Tak też było, po tym jak mówiłem, w czasie Powstania Warszawskiego, miał wielkie zasługi, stad też pomysł, by jedną z ulic, skwerów, nazwać imieniem Beruczki. Takie momenty są w Polsce; zwróciliśmy się jako ZUwP do władz Olsztyna, żeby rozpatrzyły taką propozycję i chcę powiedzieć, że bardzo przychylnie władza przyjęła tę propozycję, szukając jakiegoś godnego miejsca, jakieś tam jest; może to nie będzie póki to ulica, ale może jakiś skwer, jakiś plac, jakieś rondo. Prowadzimy rozmowy z władzami miasta, by czym szybciej można było to zrobić, ty bardziej że zbliża się okrągła rocznica.
-Ta rocznica 100 lat sojuszu Piłsudski-Petlura mija. Niestety z powodu epidemii uroczystości są bardzo ograniczone, czy jakoś na terenie Olsztyna to uczczono, czy jakoś kwiaty położono. Co u nas się dzieje?
-Póki w Olsztynie nie ma takiego miejsca, ma pani rację, że pandemia przyczyniła się do tego, że wiele obchodów nie odbyło się i to wydaje się jest główna przyczyna; ale ja w ogóle cieszę się, że nie ma przyczyn jakichś politycznych i że społeczeństwo coraz częściej wie o takich wydarzeniach, że Petlura ze swoją armią miał tak wielkie zasługi w tamtym czasie, od którego mija sto lat i z tego te powodu dla nas to wyjątkowa sytuacja, żeby przypominać, informować społeczeństwo, bo wiedza na ten temat, jak już wspominałem, jest bardzo niewielka w polskim środowisku i też powiem nie największa w środowisku ukraińskim, stąd też nasze wydarzenia, żeby tak a nie inaczej było.
(-)
W100. rocznicę wyzwolenia Kijowa przez Wojsko Polskie Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Jarosław Szarek złożył kwiaty i znicze na grobach ukraińskich żołnierzy w Łańcucie w woj. podkarpackim. W Łańcucie znajdują się groby internowanych ukraińskich żołnierzy, którzy zmarli w czasie epidemii zimą na przełomie 1919/1920. Szczątki wszystkich żołnierzy, po ekshumacji zostały pochowane w wydzielonej kwaterze, na której wzniesiono pomnik „Wiernym Synom Ukrainy”. W kwaterze pochowano również żołnierzy Wojska Polskiego, którzy polegli podczas obrony Łańcuta w 1939 roku.
(-)
Nasz program dobiega końca, ale nie żegnam się z wami. Usłyszymy się wieczorem w programie Od A do Z. Dobrego dnia. (dw/bsc)

07.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór drodzy słuchacze. Jest z wami Hanna Wasilewska. Złożyło się tak, że z niedzieli nasze muzyczne parady hitów przeszły na czwartek, więc niezmiennie zjawi się tu Roman Bodnar. No a ja, wspierając akcję Polskiego Radia Olsztyn, drugi dzień daję Horpynę. Jeszcze kilku kompozycji posłuchamy dzisiaj, a także rozmowy z Władkiem Kuperem, który miał wiele planów na wiosnę i lato, ale jak wszyscy my tylko rozbawił Boga. Jak się okazało, planował dla nas trochę inne zajęcia. Jedno z nich jest bardzo przyjemne – to słuchanie muzyki:
(-)
Ukraiński rock festiwal „A młodość nie bywa wieczna” odwołany. To miało być pierwsze takie wydarzenie w Olsztynie dla ukraińskiej młodzieży. Z pewnymi wątpliwościami wpisał go do grafiku wydarzeń ukraińskich na 6 czerwca 2020 roku przewodniczący olsztyńskiego oddziału ZUwP Stefan Migus. Wszyscy czekaliśmy na niego z niecierpliwością. Goście zaproszeni, program przygotowany, ale festiwalu nie będzie. Zasmucony tym faktem jest gospodarz wydarzenia Włodek Kuper.

 

Latem miał być festiwal w Olsztynie, w Gutkowie. Praktykowaliśmy to, jak robiliśmy nasze jubileusze, czy Horpyna, czy Tuhaj Bej i zapraszaliśmy inne zespoły, i myślę, że to warto kontynuować w formie fajnego festiwalu co rok. Z uwagi na to, że teraz jest pandemia, odwoływane są wszystkie wydarzenia masowe, to i u nas 6 czerwca miał być festiwal i jego nie będzie. Już zaprosiliśmy fajne zespoły z Ukrainy. Mieliśmy przypomnieć zespoły, na których się wychowaliśmy no i się nie udało w tym roku, myślę że są chętni i następnym razem jak ich zaprosimy to przyjadą.

Cały czas spotykaliśmy się przed pandemią, raz w tygodniu, a czasem dwa razy w tygodniu na próbach, ale w tym czasie, kiedy nie można było się spotykać, nie chcieliśmy ryzykować tych prób, ale myślę, że wszystko będzie się zmieniać i będziemy coś tworzyć na nowo, bo mamy nowe piosenki, które trzeba przegrać, zrobić w nowej formie i tak dalej.

 

Podczas samoizolacji więcej czasu spędzamy w samotności, na łonie przyrody. Co ciebie natchnęło na twórczości i czy pojawią się nowe utwory?

 

Są różne pomysły, bo mam przyrodę na co dzień, nawet teraz siedzę w lesie. Więc trochę muzyki słucham różnego rodzaju, bo się nie spotykam. Coś przychodzi głowy, więc myślę, że stworzymy coś nowego.

 

Czy jakieś plany jeszcze pozostały? Może wyjazd za granicę?

Jak tylko będzie można, to będziemy wyjeżdżać. Zawsze jak tylko można to jedziemy. Do Anglii nas zapraszają czy na Ukrainę, co roku gramy na Ukrainie, tam gdzie jest nasza diaspora i nie tylko. Gramy też na Litwie, dla Polaków na Litwie, to też ciekawe, że gramy ukraińską muzykę, a słuchają nas Polacy. No to na pewno Mołoko – taka piosenką, którą graliśmy tysiące, albo i więcej razy, to jest taka piosenka bardzo znana, o którą ludzie zawsze proszą, no i „Hoco grała” na pewno, a moja ulubiona to Hałyno, Samba i zawsze „Marusia”, o którą proszą nawet nie Ukraińcy, a wielu znajomych i innych.

 

Na koniec Włodek podzielił się własnym przepisem walki ze złym humorem i ciężkimi myślami:

Być blisko przyrody, słuchać dużo muzyki, dobrej muzyki, Horpyny też możecie słuchać, jak się nie przejadło i po prostu z radością przyjmować każdy dzień i myślę, że wszystko będzie dobrze i wrócimy do normalnego życia, i myślę że do naszych koncertów, na których z przyjemnością się z wami spotkamy.

Bardzo nasz ucieszyła Horpyna, a na zakąskę zostało „Muzyczne sało”:
[Parada hitów Romana Bodnara]

(-)

Przyszedł czas pożegnać się. Program przygotowali: Roman Bodnar i Hanna Wasilewska. Dziękujemy za to, że byliście z nami i czekamy na kolejne spotkanie. Wszystkiego dobrego. (dw/ad)

07.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Od wczoraj w Polsce mogą działać przedszkola. Ukraiński rock festiwal „A młodość nie bywa wieczna” odwołany. Największy samolot świata – ukraiński An-225 Mrija przywiózł do Kijowa z Chin ładunek sprzętu medycznego do walki z epidemią koronawirusa. Z powodu pandemii koronawirusa, ustała pomoc rzeczowa dla Polaków na Ukrainie organizowana w Polsce. O tym opowiem za chwile w wydaniu ukraińskich wiadomości. Dziś czwartek 7 maja. Z wami jest Hanna Wasilewska. Witam.
(-)
Od wczoraj w Polsce mogą działać przedszkola. Mogą działać, ale nie jest to obowiązkowe. Decyzję o ich otwarciu podejmuje samorząd. Rodzice, którzy zdecydują się pozostać z dziećmi w domu, mają prawo dodatkowej pomocy – zasiłku opiekuńczego. Wsparcie socjalne przedłużono do 24 maja. Mogą je otrzymać także obcokrajowcy pracujący w Polsce.
(-)
Ukraiński rock festiwal „A młodość nie bywa wieczna” odwołany. To miało być pierwsze takie wydarzenie w Olsztynie dla ukraińskiej młodzieży. Z pewnymi wątpliwościami wpisał go do grafiku wydarzeń ukraińskich na 6 czerwca 2020 roku przewodniczący olsztyńskiego oddziału ZUwP Stefan Migus
Młodzież zawsze domagała się wydarzeń specjalnie dla nich, no o ile nie przejawia dużej aktywności organizacyjnej, my wspólnie z Włodkiem Kuperem z Horpyny próbujemy zorganizować im 6 czerwca w ich siedzibie Ataman taki rockowy festiwal młodzieżowy, pod tytułem: a młodość wieczna nie bywa.
Goście zaproszeni, program przygotowany, ale festiwalu nie będzie. Zasmucony tym faktem jest gospodarz wydarzenia Włodek Kuper.
Latem miał być festiwal w Olsztynie, w Gutkowie. Praktykowaliśmy to, jak robiliśmy nasze jubileusze, czy Horpyna, czy Tuhaj Bej i zapraszaliśmy inne zespoły, i myślę, że to warto kontynuować w formie fajnego festiwalu co rok. Z uwagi na to, że teraz jest pandemia, odwoływane są wszystkie wydarzenia masowe, to i u nas 6 czerwca miał być festiwal i jego nie będzie. Już zaprosiliśmy fajne zespoły z Ukrainy. Mieliśmy przypomnieć zespoły, na których się wychowaliśmy no i się nie udało w tym roku, myślę że są chętni i następnym razem jak ich zaprosimy to przyjadą.

Na razie wszystkie ukraińskie wydarzenia na Warmii i Mazurach zostały odwołane albo przeniesione na inne daty. Zmiany śledźcie w naszych programach informacyjnych.
(-)
Największy samolot świata – ukraiński An-225 Mrija przywiózł do Kijowa z Chin ładunek sprzętu medycznego do walki z epidemią koronawirusa. To już drugi tego typu transport zrealizowany za pomocą transportowca należącego do ukraińskich linii Antonow Airlines. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko.
[korespondencja w języku polskim]
Z powodu pandemii koronawirusa, ustała pomoc rzeczowa dla Polaków na Ukrainie organizowana w Polsce. Od wielu lat zbieraniem darów zajmują się między innymi przemyskie Stowarzyszenie Pamięci Polskich Termopil i Kresów oraz Klub Inteligencji Katolickiej w Przemyślu. Prezes tych organizacji Stanisław Szarzyński powiedział Polskiemu Radiu Rzeszów, że nie zdążył zawieźć paczek z żywnością na Wielkanoc przed zamknięciem granic.
(-)
Paczki świąteczne z żywnością zebrane na Podkarpaciu miały trafić na Ziemię Lwowską, między innymi do Starego Sambora i Gródka.
(-)
Ta informacja kończy nasze wydanie. Dziękuję za uwagę i zapraszam do radioodbiorników wieczorem o 18:30. Z wami była Hanna Wasilewska. Życzę wam dobrego dnia. Do usłyszenia. (dw/bsc)

06.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Samoizolacja, kwarantanna, epidemia. Te słowa stały się słowami codziennymi. A czasem ciągłe rozmowy o zagrożeniu zarażenia się wprowadzają nas w stan niebezpieczeństwa i apatii, dlatego trzeba szybko szukać na to lekarstwa. Dzisiaj proponujemy ciekawą opowieść o kozackich wiosennych tradycjach i trochę naszej muzyki. Obiecałam rano, będziemy grać Horpynę. Zostańcie więc z nami. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dobry wieczór.
(-)
Jak wiecie, Polskie Radio Olsztyn „gra swoich”, czyli polskich wykonawców, by wesprzeć ich w tym trudnym okresie. Okres jest naprawdę trudny dla wszystkich. A co robią obecnie muzycy, którzy przywykli do publiczności i sceny, nieskończonych hucznych wydarzeń? Właśnie wczoraj dowiedziałam się od lidera zespołu Horpyna Włodka Kupera:
Muzycy pracują, pomagają znajomym, pracują przy domach. Robimy wszystko, żeby zapełnić czas, kiedy nie ma koncertów, nie ma prób. Mam nadzieję, że przyjdzie czas, że będzie można chociaż próbować…brakuje publiczności, brakuje sceny, pozytywnych emocji. Mam nadzieję, że niebawem Bóg da i będzie można koncertować.
Myślę, że też stęskniliście się za hucznymi i wybuchowymi występami Horpyny. Trochę to naprawimy.
(-)

Horpyna to prawdziwe święto, więc posłuchamy chłopców jeszcze jutro. A w ogóle Ukraińcy w ogóle potrafili świętować, szczególnie podczas ciepłych pór roku. Tak w maju hucznie świętuje się juwenalia, święto młodzieży studenckiej. Swój początek biorą one w starożytnych majowych świętowaniach, o których wiemy z historii Greków i Rzymian. W Polsce pierwsze juwenalia świętowano na Akademii Krakowskiej w XV wieku. Na Ukrainie juwenalia nazywano rekreacjami i pojawiły się ma Akademii Mohylańskiej w XVII wieku. Na dawnych tradycjach okresu kozackiego zna się Sergiusz Petryczenko:
[-]

Pierwszy maja, jako święto wiosenne, istnieje w różnych narodach. Jeszcze w dawnym Rzymie było święto poświęcone bogini Mai. Tego dnia Rzymianie, z muzyką i śpiewem, wychodzili za miasto. Zrywano kwiaty, gałązki drzew i ozdabiano swoje domy. Koło drzewa majowego chodziły wiosenne korowody. Rzymianie nazywali to drzewo arbor maialis, po angielsku…, francusku…, niemiecku…
(-)
Na Ukrainie 1 maja jako święto ludowe, nie jest znane, ale było to święto studentów za czasów hetmańskich. W Kijowie wszyscy studenci Akademii Mohylańskiej razem z nauczycielami szli za miasto. Nauczyciele poezji mieli obowiązek pisać komedie i tragedie specjalnie z tej okazji. Wystawiano sztuki na łonie natury i śpiewano chórem świecie piosenki. Do świętowania przyłączali się miłośnicy nauki, czyli kijowscy mieszczanie, kupce, starszyzna kozacka. Miłośnicy nauki mieli wkupić się za beczkę piwa albo miodu, mógł być też pieczony prosiak czy słonina. Czernihowscy seminarzyści, jak podaje pisarz Mykoła Pomyłowski wybierali się na reakcję z hucznymi pieśniami na 900 głosów, z tańcami i muzyką na wszelkich instrumentach.
[-]
Takie rekreacje odbywały się w maju trzykrotnie 1, 15 i 30. Tradycja upadła po likwidacji hetmańszczyzny.
Nasz program dobiega końca. Przygotowali go: Sergiusz Petryczenko i Hanna Wasilewska. Na koniec przypominam, że trzeba być odpowiedzialnym i przestrzegać norm sanitarnych proponowanych przez służby. Zakrywajcie usta i nos, korzystajcie z rękawiczek i zachowujcie 2-metrowy dystans od innych. Dziękujemy za uwagę i zapraszamy jutro. Bądźcie zdrowi. (dw/bsc)

06.05.2020- godz 10.50 (opis do dźwięku)

Wczoraj Ministerstwo Zdrowia potwierdziło 4 nowe przypadki zakażenia koronawirusem na Warmii i Mazurach. Wczoraj Ukraińcy obchodzili 100 rocznicę spotkania Józefa Piłsudskiego z prezydentem i dowódcą wojsk Ukraińskiej Republiki Ludowej, Symonem Petlurą, w Berdyczowie. Premier Mateusz Morawiecki ocenia, że Polska i Ukraina odpowiedzialnie zareagowały na pandemię koronawirusa. Na Ukrainie znacząco wzrosło bezrobocie. Takie wiadomości są w centrum naszej uwagi dzisiaj. Już za chwilę usłyszycie szczegóły. W kalendarzu środa 6 maja. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam.

(-)

Wczoraj Ministerstwo Zdrowia potwierdziło 4 nowe przypadki zakażenia koronawirusem na Warmii i Mazurach. W kraju stwierdzono 236 kolejnych zakażeń, zmarły 3 osoby. Jak powiedział rzecznik wojewody warmińsko-mazurskiego Krzysztof Guzek, zarażeni są mieszkańcami Olsztyna i powiatu olsztyńskiego: to chłopiec, młody mężczyzna i młoda kobieta z Olsztyna oraz kobieta w średnim wieku z powiatu olsztyńskiego. Wszyscy zarazili się podczas transmisji lokalnej. Przebywają w domach. Bądźcie odpowiedzialni i pamiętajcie o zasadach zachowania się podczas epidemii.

(-)

Wczoraj Ukraińcy obchodzili 100 rocznicę spotkania Józefa Piłsudskiego z prezydentem i dowódcą wojsk Ukraińskiej Republiki Ludowej, Symonem Petlurą, w Berdyczowie. 5 maja 1920 roku oba kraje od niemal 2 tygodni pozostawały w sojuszu wojskowym przeciw bolszewikom. Polska i ukraińska armia prowadziły wspólną ofensywę. Kilka dni przed wizytą Józefa Piłsudskiego i Symona Petlury siły polskie i ukraińskie wspólnie wypędziły bolszewików z miasta. O szczegółach Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]
W zeszłym roku na posiedzeniu komisji do spraw mniejszości narodowych i etnicznych, przewodniczący olsztyńskiego oddziału ZUwP Stefan Migus poinformował o złożonym w Urzędzie Miasta podaniu w sprawie uczczenie generała Marka Bezruczki poprzez ustanowienie go patronem jednej z olsztyńskich ulic, placu czy ronda w Olsztynie.

(-)

Premier Mateusz Morawiecki ocenia, że Polska i Ukraina odpowiedzialnie zareagowały na pandemię koronawirusa. Szef rządu napisał artykuł dla ukraińskiej opiniotwórczej gazety „Dzerkało Tyżnia”. Wskazał w nim na potrzebę europejskiej solidarności z Ukrainą w obliczu epidemii. Przypomniał też o wspólnej historii obu narodów, w tym o trudnych jej momentach.

(-)

Na Ukrainie znacząco wzrosło bezrobocie. W porównaniu z majem zeszłego roku liczba zarejestrowanych osób pozostających bez pracy jest o połowę wyższa. Największy wzrost bezrobocia odnotowano od początku trwania obostrzeń, związanych z koronawirusem. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

[korespondencja w języku polskim]

Jak wiecie, Polskie Radio Olsztyn „gra swoich”, czyli polskich wykonawców, by wesprzeć ich w tym trudnym okresie. Okres jest naprawdę trudny dla wszystkich. A co robią obecnie muzycy, którzy przywykli do publiczności i sceny, nieskończonych hucznych wydarzeń? Właśnie wczoraj dowiedziałam się od lidera zespołu Horpyna Włodka Kupera:
Muzycy pracują, pomagają znajomym, pracują przy domach. Robimy wszystko, żeby zapełnić czas, kiedy nie ma koncertów, nie ma prób. Mam nadzieję, że przyjdzie czas, że będzie można chociaż próbować…brakuje publiczności, brakuje sceny, pozytywnych emocji. Mam nadzieję, że niebawem Bóg da i będzie można koncertować.
Więcej Horpyny słuchajcie dziś wieczorem o 18:10. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego.  (dw/ad)

05.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Wiosenne dni wszystkim poprawiają humor. Są jeszcze ludzie, z którymi związane są smutne wydarzenia tego okresu. Co roku wiosna przynosi je ze sobą. Akcja Wisła *28 kwietnia – 29 lipca 1947 roku) to polityczno-wojskowa operacja polskiej władzy komunistycznej, która stała się instrumentem etnicznej czystki i polegała na deportacji całej społeczności ukraińskiej z południowo-wschodnich regionów Polski (Łemkowszczyzna, Chełmszczyzna, Nadsanie i Podlasie) do jej północno-zachodnich rejonów. Dzisiaj tradycyjnie w kontekście historycznym wspomnimy, jak Ukraińcy w Olsztynie uczcili pamięć o tym, jak się tu znaleźli. Zawitamy i do Chłodnego Jaru. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dobry wieczór.
(-)

Od 4 maja wraz z przywróceniem działalności centrów handlowych, w sklepach nie obowiązują już godziny dla seniora. Nadal nie działają szatnie, kina i restauracje w obiektach handlowych. Nadal każdy klient musi mieć zasłonięty nos i usta oraz nosić rękawiczki. Sklepy nadal muszą udostępnić wszystkim klientom rękawiczki jednorazowe oraz płyny dezynfekcyjne. Ministerstwo Rozwoju we współpracy z Głównym Inspektoratem Sanitarnym przygotowały wytyczne dla branży handlowej. Zgodnie z nimi dystans między obsługą a klientami musi wynosić minimum 2 m. W strefie gastronomicznej można kupować żywność wyłącznie na wynos i w ramach dostaw. Dania nie mogą być spożywane na miejscu, czyli na terenie galerii, ani na ulicy
(-)
W modlitwie zachowana jest pamięć o wydarzeniach biblijnych, świętych krewnych, których już nie ma. A jeszcze o odpuszczenie dawnych grzechów i spokój dusz tych, którzy zginęli z rąk grzeszników. Tak modlono się trzy lata temu, modlimy się i dziś.

[Fragment nabożeństwa]
Cały ból i cierpienie Ukraińców na Warmii i Mazurach pozostało tylko w pamięci. Tych, którzy pamiętają jest coraz mniej, a pamięć nie powinna zaginąć – uważa Stefan Migus, przewodniczących olsztyńskiego oddziału ZUwP:

Chcemy podkreślić, że po 70 latach obecności tu istniejemy jako Ukraińcy i zaczyna dbać o swoją tożsamość praktycznie czwarte pokolenie Ukraińców. Nasz ten znak pamiątkowy, bo go nie nazywamy wielkim pomnikiem, to takie przypomnienie, że 70 lat temu doszło do czegoś takiego, co nie mieści się w głowie żadnemu zdrowo myślącemu człowiekowi, niezależnie od tego jakiej jest narodowości. Bo dwa lata po wojnie wysiedlić 150 tysięcy ludzi, wysiedlić, wygnać pod lufami automatów , przewieźć na drugi koniec Polski i próbować zasymilować, bo o to chodziło…
[wypowiedź w języku polskim]

Oprócz przedstawicieli polskiej władzy lokalnej, inni przyjechali wesprzeć miejscową mniejszość. Wśród nich był Mykoła Jarmiluk – doradca ambasadora Ukrainy w Polsce Andrija Deszczycy:

Ja myślę, że wtedy kiedy załadowano was do towarowych pociągów, tak samo kwitły ogrody, których nie było komu doglądać. Ale dotarliście tutaj i męstwem, i siłą swojego ducha, jak dzisiaj słuchaliśmy w Ewangelii – na tej twardej skale zbudowaliście nowy dom, nowe miejsce, w którym żyjecie i budujecie swoją lepszą przyszłość. Ja bardzo dziękuję starszemu pokoleniu za to, że są tutaj dzisiaj dzieci, że jest młodzież. Wasza sprawa, sprawa ukraińskiej rodziny poza granicami Ukrainy jest w dobrych rękach i na dobrej drodze.

Teraz ogrody przesiedlonych Ukraińców kwitną na Warmii i Mazurach. Za przyjaźń i służbę wdzięczna jest im lokalna władza samorządowa, któa ceni wkład Ukraińców w funkcjonowanie województwa Warmińsko-Mazurskiego. I nie bez przyczyny ukraińskie wydarzenie upamiętniające otwarte zostało polskim wierszem, jaki do bólu bliski jest każdemu przesiedlonemu tu 70 lat temu.
Chciałabym przeczytać jeszcze jeden wiersz Polaka, olsztynianina Władysława Katarzyńskiego – dziennikarza i poety.
[wiersz w języku polskim]

Pieśń o wysiedleniu, który dała nam jedna z uczestniczek, kobieta, która przeżyła wysiedlenie. To ciotka Mychajła Zubalskiego.
-Zasłużona artystka Ukrainy Ałła Opejda Z tego zrobiliśmy piosenkę o tych latach, latach wysiedlenia, jak wysiedlano.
[piosenka]

[Fragment nabożeństwa]
Cały ból i cierpienie Ukraińców na Warmii i Mazurach pozostało tylko w pamięci. Tych, którzy pamiętają jest coraz mniej, a pamięć nie powinna zaginąć – uważa Stefan Migus, przewodniczących olsztyńskiego oddziału ZUwP:

Chcemy podkreślić, że po 70 latach obecności tu istniejemy jako Ukraińcy i zaczyna dbać o swoją tożsamość praktycznie czwarte pokolenie Ukraińców. Nasz ten znak pamiątkowy, bo go nie nazywamy wielkim pomnikiem, to takie przypomnienie, że 70 lat temu doszło do czegoś takiego, co nie mieści się w głowie żadnemu zdrowo myślącemu człowiekowi, niezależnie od tego jakiej jest narodowości. Bo dwa lata po wojnie wysiedlić 150 tysięcy ludzi, wysiedlić, wygnać pod lufami automatów , przewieźć na drugi koniec Polski i próbować zasymilować, bo o to chodziło…
[wypowiedź w języku polskim]

Oprócz przedstawicieli polskiej władzy lokalnej, inni przyjechali wesprzeć miejscową mniejszość. Wśród nich był Mykoła Jarmiluk – doradca ambasadora Ukrainy w Polsce Andrija Deszczycy:

Ja myślę, że wtedy kiedy załadowano was do towarowych pociągów, tak samo kwitły ogrody, których nie było komu doglądać. Ale dotarliście tutaj i męstwem, i siłą swojego ducha, jak dzisiaj słuchaliśmy w Ewangelii – na tej twardej skale zbudowaliście nowy dom, nowe miejsce, w którym żyjecie i budujecie swoją lepszą przyszłość. Ja bardzo dziękuję starszemu pokoleniu za to, że są tutaj dzisiaj dzieci, że jest młodzież. Wasza sprawa, sprawa ukraińskiej rodziny poza granicami Ukrainy jest w dobrych rękach i na dobrej drodze.

Teraz ogrody przesiedlonych Ukraińców kwitną na Warmii i Mazurach. Za przyjaźń i służbę wdzięczna jest im lokalna władza samorządowa, któa ceni wkład Ukraińców w funkcjonowanie województwa Warmińsko-Mazurskiego. I nie bez przyczyny ukraińskie wydarzenie upamiętniające otwarte zostało polskim wierszem, jaki do bólu bliski jest każdemu przesiedlonemu tu 70 lat temu.
Chciałabym przeczytać jeszcze jeden wiersz Polaka, olsztynianina Władysława Katarzyńskiego – dziennikarza i poety.
[wiersz w języku polskim]

Pieśń o wysiedleniu, który dała nam jedna z uczestniczek, kobieta, która przeżyła wysiedlenie. To ciotka Mychajła Zubalskiego.
-Zasłużona artystka Ukrainy Ałła Opejda Z tego zrobiliśmy piosenkę o tych latach, latach wysiedlenia, jak wysiedlano.
[piosenka]

Wielu Ukraińców i na ziemi ojczystej są obcymi, przesiedlonymi. Przez rosyjską agresję musieli porzucić swoje domu. Historia Ukrainy pełna jest takich wydarzeń. Przychodzili Rosjanie i Chłodnego Jaru:

Niektórzy sowieccy ukraińscy pisarze, między innymi i Chwylowyj, póki był jeszcze wiernym sługą Moskwy brali Chłodny Jar na swój temat i starali się przekonać czytelnika, że była to nie narodowa walka, a walka ukraińskich kułaków przeciwko bratniemu ukraińskiemu i moskiewskiemu proletariatowi. GPU wydało grubą książkę, w której prezentowało historyczne i ekonomiczne przyczyny Chłodnego Jaru i metody oraz działania, które doprowadziły do jego likwidacji. Ta książka stała się podręcznikiem dla czekistów, jak walczyć z kontrrewolucją na Ukrainie. Wróg uczy się przeszłości, żeby mieć doświadczenie na przyszłość. Co mamy w w naszej literaturze historycznej o Chłodnym Jarze. Jeśli nie brać historycznych szkiców pułkownika Ołeksandra Docenki, w których wspomina o Chłodnym Jarze w związki z powstańczymi rajdami innych grup powstańczych, to mamy sztukę Jakowa Bodiannoho „Chołodnyj Jar” i zarys pułkownika Mychajła Seredy w 12 części Latopisu Czerwonej Kaliny z 1931, który napisał na podstawie słów setnika Licharewa. I Wodianyj i Licharew, którzy byli przypadkowo krótko w Chłodnym Jarze, tracą wszystkie swoje siły na to, żeby dowieść jakimi wodzami i rycerzami byli, a jakimi niezdarami, durniami i zdrajcami byli ci, którzy przez lata trzymali w swoich rękach prym w walce i złożyli w niej swoje życie.
(-)
Nasz program dobiega końca. Przygotowała go i poprowadziła Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę i zapraszam was jutro. Wszystkiego dobrego. (dw/apod)

05.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Chrystus zmartwychwstał! Zaprawdę zmartwychwstał! Witam was, drodzy słuchacze, we wtorek, 5 maja na antenie Polskiego Radia Olsztyn. Przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Ziemia odetchnęła trochę z ulgą po ostatnich deszczach i od razu widać to po przyrodzie. Majowy weekend był chłodny i mokry, ale ziemia bardzo potrzebowała wody. Przyczaił się jednak koronawirus – wczoraj zarejestrowano dwa przypadki zakażenia w naszym regionie, za to trzy osoby wyzdrowiały; łącznie wyzdrowiało 106. Wszystkim zakażonym życzymy szybkiego powrotu do zdrowia, a my przechodzimy do wydarzeń historycznych, a potem – do bieżących:

(-)

5 maja 1836 r. urodził się Sydir Worobkewycz (ps. Danyło Młaka) – ukraiński pisarz, kompozytor, działacz muzyczno-kulturalny z Bukowiny. Według słów Iwana Franki S. Worobkewycz był jednym z „pierwszych skowronków nowej wiosny naszego odrodzenia narodowego”.

(-)

1900 r. urodził się Jurij Łypa – działacz społeczny, pisarz, poeta, publicysta. 20 sierpnia 1944 r. został bestialsko zamordowany przez NKWD we wsi Szutowa w powiecie jaworowskim w obwodzie lwowskim.

(-)

1970 r. urodził się Swiatosław Szewczuk – głowa UCGK; poliglota – oprócz ojczystego swobodnie posługuje się też językiem angielskim, niemieckim, włoskim, hiszpańskim, polskim, rosyjski, łaciną, greckim i starosłowiańskim.

(-)

1984 r. zmarł Ołeksa Tychyj – ukraiński obrońca praw człowieka, pedagog, językoznawca, członek-założyciel Ukraińskiej Grupy Helsińskiej. Występował w obronie języka ukraińskiego; został zakatowany w więzieniu.

(-)

Swoje osobiste święto mają dzisiaj Witalij, Teodor oraz urodzeni 5 maja; wszystkiego najlepszego!

(-)

Żeby można było świętować, najpierw trzeba zarobić, żeby było za co. Dzisiaj przede wszystkim skupimy się na pracy. Od wczoraj pracownicy transgraniczni mogą swobodnie przekraczać polską granicę bez obowiązkowej 14-dniowej kwarantanny. Przy przekraczaniu granicy trzeba przedstawić dokument, potwierdzający pracę lub naukę za granicą.

Koronawirus uderzył w działalność wielu zakładów pracy w Polsce, w tym także w te, które zatrudniają Ukraińców. Wielu z nich straciło pracę i w obecnej sytuacji mają niewielkie szanse, aby znaleźć nową. Ci, którym się to uda, muszą wystąpić o nowe pozwolenie na pracę, a nawet kartę pobytu. Koronawirus jednak odbija się także na pracy urzędników, co oznacza, że załatwianie takich spraw również się znacząco przeciąga. Wielu obywateli Ukrainy w tej sytuacji zdecydowało się na powrót do swojej ojczyzny. Natomiast choćby tylko w rolnictwie każde ręce do pracy są bardzo potrzebne. Tymczasem niemało ludzi na Ukrainie już od kilku tygodni pozostaje bez środków do życia. Dlatego Ukraina zgodziła się na czartery dla gastarbeiterów do Finlandii; fińscy farmerzy w tym roku liczą na 15 tysięcy Ukraińców. Teraz Gabinet Ministrów rozpatruje analogiczne zapytania ze strony Austrii, Danii, Norwegii i innych krajów. Optymistyczna informacja nadeszła tez ze Lwowa: od wczoraj Konsulat Generalny RP we Lwowie wznawia częściowe wydawanie wiz. Na początku przyjmowane będą wyłącznie wnioski wizowe dotyczące wykonywania pracy w rolnictwie, ogrodnictwie oraz w transporcie międzynarodowym. Dokumenty wizowe będą przyjmowane również w innych urzędach konsularnych na Ukrainie, mówi Eugeniusz Sało:

(-) Korespondencja w języku polskim

Skomplikowała się też praca dziennikarzy – umilkło życie społeczno-kulturalne, więc nie bardzo mamy o czym wam opowiadać. Chyba, że będziemy wam opowiadać o sobie? Zapytałam dziennikarza „Naszego Słowa” Grzegorza Spodarka, jak mu się pracuje, gdy panuje koronawirus? Do tej pory go czytaliście, teraz – usłyszycie:

– No, z jednej strony oczywiście mamy teraz ograniczenia, bo nie ma imprez, bardzo u nas popularnych, nie możemy być w terenie, a jak mówił kiedyś mój redaktor naczelny: to nogi karmią dziennikarza, to teraz nie, nie ma tego. Trzeba siedzieć, tak jak większość z nas, w domu i próbować pracować w systemie zdalnym. A to oznacza, że głównie w wykorzystaniu są: internet, komputer i telefon mobilny. Tak to wygląda tez w moim przypadku.

– Wiem, że nawet mimo takich trudności podoba ci się dziennikarstwo, chociaż niedawno wróciłeś na swoją małą ojczyznę. I byłeś tak zdecydowanie nastawiony na to, żeby wrócić, że powiedziałeś: wezmę każdy zawód! I jakie były twoje przygody?​

– Rzeczywiście tak było! Jeśli zawód potraktujemy jako przygodę, to możemy powiedzieć, że było ich kilka. Tak się zastanawiam, czy przypadkiem nie było ich aż za dużo. Może najpierw tak: rzeczywiście z żoną postanowiliśmy, że po prawie dwudziestu latach rzeczywiście chcemy wrócić tu, na naszą małą ojczyznę. Najważniejsze to jest to, że tu są rodzice, bliscy, rodzice, wielu znajomych, więc w sferze towarzyskiej też nic nie traciliśmy. A ponieważ oboje jesteśmy po Górowie, to wiele osób tu jest. W końcu trafiło się tak, to też jest splot różnych okoliczności, ale zdarzyło się, tak, że dowiedziałem się od swego kuzyna, że jest możliwość pracy na poczcie i bycie listonoszem.

– I przynosić ludziom „Nasze Słowo”!

– I przynosić ludziom między innymi „Nasze Słowo”. Oczywiście, to było miłe, gdy zachodzisz do domu, niby nazwisko coś ci może podpowiadać, ale pewności nie masz. Potem widzisz, że na stole leży jakaś cyryliczna książka, albo telewizor nastawiony jest na jakiś program z Ukrainy i ludzie są zdziwieni, że listonosz wie i rozeznaje się w tym. Parę razy przechodziliśmy na ukraiński i to było dość miłe.

– Oczywiście, że miło!

– Ale dosyć szybko okazało się, że zatęskniłem za tym…

– …pióro przyrosło do ręki!

– Tak! Tak i tak się złożyło, że szczęśliwie powróciłem do swego zawodu i szczęśliwie nie musiałem wracać do Warszawy.

(-)

Czekamy na lepsze czasy, żeby móc znowu z wami spotykać się, a do rozmowy z Grzegorzem jeszcze wrócimy. Widzicie, jak szybko przy pracy minął czas! Żegna się z wami Jarosława Chrunik i ja życzę wam miłego dnia i mocnego zdrowia, drodzy słuchacze! Wszystkiego dobrego! Chrystus zmartwychwstał! Zaprawdę zmartwychwstał! (jch/ad)

04.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Chrystus zmartwychwstał! Zaprawdę zmartwychwstał! Szanowni słuchacze, witam was dzisiaj po raz drugi, tym razem w programie „Kamo hriadeszy”. Przed mikrofonem Polskiego Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik. Mam nadzieję, że dzień minął wam spokojnie i w zdrowiu. Myślę, że moja rozmowa z jednym z pierwszych parafian olsztyńskiej parafii, panem Marianem Rychelem podtrzyma na duchu tych, kto odczuwa nadmierny niepokój. Pan Marian przytomnie zauważa, że już niejedno nieszczęście ludzkość przeżyła, więc i to przeżyjemy. A ponieważ wczoraj była niedziela niewiast, które wybrały się do Grobu Pańskiego z wonnościami, to z olsztyńskim proboszczem porozmawiamy o ich szczęściu – to właśnie one pierwsze dowiedziały się o tym, że Chrystus zmartwychwstał. A na koniec programu proponuję dalszy ciąg homilii wielkanocnej Jego Świątobliwości Swiatosława. Moim zdaniem jest ona bardzo symboliczna, więc warto jej posłuchać. Ale najpierw – słowo od pana Mariana Rychela, a przed tym – Pieśń Cherubinów z cerkwi w Baniach Mazurskich:

(-)

– Dla pana koronawirus nie straszny, przychodzi pan do cerkwi; nie boi się pan?

– Boję się! Nie można lekceważyć, ale – jak to mówią – trzeba uważać i ostrożnie podchodzić, bo zdrowie jakie jest, takie jest i trzeba o nie dbać.

– Ale pan nie może bez cerkwi, ciągnie tu pana, bo przecież pan też mógłby zostać w domu.

– Tak, tak! No, bardzo przykro było pierwszego dnia w domu siedzieć. A potem trochę ulżyło; najpierw pięć osób mogło być, potem piętnaście i mamy nadzieję, że za dwa-trzy tygodnie ta liczba się zwiększy.

– A z pana doświadczenia – co pan myśli o tym koronawirusie? Zmieni trochę ludzi? Te wszystkie obostrzenia, które trzeba było wprowadzić…

– Na pewno, do jakiegoś stopnia. Ale to żadna nowość – 100 lat temu ludzie przeżywali „hiszpankę”, która pochłonęła dwa razy więcej ofiar, niż I wojna światowa. A była kiedyś i dżuma, i odra, i malaria i różne inne. A nawet było tak, że – na szczęście nie w naszej strefie, ale w strefach ciepłych – to i szarańcza. To też zawsze ludzkość gnębiło i człowiek zawsze miał jakiś sposób, żeby jakoś się ratować. Teraz jeszcze susza nam grozi, nasze ziemie stepowieją.

– Czy nie uważa pan, że ten koronawirus jakby w ostatnim momencie zatrzymał ludzkość, która już w takim szalonym tempie pędziła nie wiadomo dokąd? A teraz ludzie musieli… powiem panu o sobie: ja zaczęłam piec chleb. W życiu bym nie pomyślała, że zrobię zakwas i będę piec chleb. I wiem o wielu ludziach – teraz im mniej trzeba…

-… i trzeba szanować. Bardzo często przychodzi mi na myśl, jak babcia nas uczyła: podnieść okruszek chleba. I niestety, zapomnieliśmy już, żeby szanować choćby krowy. Dawniej krowa miała jeszcze jeden epitet – to była „karmicielka”. A teraz? Może… może jak trochę ludzie się przegłodzą, to będą szanowali?

(-)

– Wydarzenie z niewiastami – jeśli się mylę, proszę mnie poprawić – wydaje mi się, że to jest tak, jak kiedyś już rozmawialiśmy: rozum i serce. Józef z Arymatei wiedział, że trzeba zrobić porządek z ciałem – trzeba ciało zdjąć, złożyć w grobie, po prostu – żeby nie wisiało na krzyżu. I to był rozum. On poszedł do Piłata, zrobił wszystko co trzeba. A kobiety, one… no, po pierwsze: ciało już jest w grobie, więc może już nie trzeba namaszczać? Ale co najważniejsze – tam jest ogromny głaz! One wiedzą, że nikt im go nie odsunie, same nie dadzą rady, a mimo to idą. Idą i wierzą w cud, że nadarzy się ktoś, kto im ten głaz odsunie, a okazało się, że ten cud był o wiele większy.

– To nam pokazuje, że i my podobnie powinniśmy się zachowywać w naszym życiu, że mamy swoje ideały, marzenia i powinniśmy do nich dążyć, mimo różnych przeszkód, które trafiają się w życiu. One wiedziały, że to trzeba zrobić zgodnie z żydowskim zwyczajem – namaścić ciało. Prawdopodobnie Józef z Nikodemem to zrobili, ale może nie dokładnie, bo już słońce zachodziło i przed sobotą trzeba było to wszystko zrobić. One chciały zrobić to tak jak należy, namaścić to ciało, żeby zwyczaj został zachowany. I idąc same między sobą zastanawiały się – kto nam ten kamień odsunie? Ale miały tę nadzieję, że ktoś im na pewno pomoże.

– Bo bardzo chciały.

– Tak, tak! One wiedziały, że to trzeba zrobić i że na pewno Bóg im pomoże. I z pewnością nie uzmysławiały sobie, że ujrzą to, co ujrzały – że kamień był odsunięty, że Jezusa nie było i że one pierwsze ujrzały ten cud. Myślę, że to była tez ich nagroda za ich całą pracę. Bo jak czytamy w Ewangelii, one zawsze były blisko Jezusa Chrystusa. Na koniec przy śmierci, przy krzyżu uczniowie rozpierzchli się, a one stały, one patrzyły też, gdzie złożono ciało Jezusa Chrystusa. Myślę więc, że to była nagroda za ich pracę i za ich serce, które chciały oddać zmarłemu. A otrzymały coś dużo lepszego i większego, niż mogły się spodziewać.

– I za konsekwencję, bo one były – tak jak ksiądz mówi – cały czas; tam gdzie inni pouciekali, one nadal były – nie zeszły z tej ścieżki.

– Tak! To, czemu były wierne, temu co słyszały, widziały, że Jezus nie jest zwyczajnym prorokiem, ale że naprawdę jest Synem Bożym. I to była największa nagroda, jaka mogły otrzymać, a wraz z nimi i my – będąc konsekwentnymi w swojej wierze możemy wszystko otrzymać.

– Tu przychodzi mi na myśl – dlaczego jest tak dużo ludzi, którzy nie wierzą: bo nie widzieli, bo nie ma dowodów i tak dalej. Bo właśnie wiara to jest o wiele więcej, niż człowiek może zrozumieć, a jeśli uwierzyć i zawierzyć, to wtedy można podążać nawet nie obawiając się tego, że gdzieś tam będą jakieś przeszkody. A ten, kto myśli tylko racjonalnie, to faktycznie trudno mu uwierzyć. Czyli serce wtedy jakby schodzi na dalszy plan, a tylko rozum podpowiada. A przecież człowiek nie może zrozumieć, bo nie jest Bogiem. Człowiek nie może zrozumieć czegoś, co jest tak wielkie, że tylko dla Boga osiągalne.

– No, to jest wiara. To, że nie możemy w żaden sposób doświadczyć, ale wierzymy, że tak jest. I tak samo tę wiarę miały owe kobiety: zobaczyły to, co zobaczyły – pusty grób i młodzieńca, który siedział na kamieniu i przestraszyły się. Wiedziały, że jest to cud tak wielki, że nie mogą ogarnąć go swoim rozumem. I na początku bały się, uciekły do swoich domów, ale potem z pewnością przeżyły to wszystko i to doświadczenie chciały tez przekazać innym – apostołom, uczniom, innym ludziom, a także nam, że naprawdę Chrystus zmartwychwstał. My nigdy nie zdołamy tego zrozumieć, ale to jest nasza wiara. Ta wiara nas prowadzi, jest czymś wspaniałym w naszym życiu, my mamy komu zawierzyć w naszym życiu. I ta Osoba – Bóg nigdy nie może nas zawieść w życiu, jest jedynym, komu możemy zaufać i do niego zmierzać przez nasze życie.

– I to jest dowód na to, z czym później – wiemy o tym z późniejszej historii chrześcijaństwa – stykali się inni ludzie, tak było niejednokrotnie, że otrzymywali jakiś dar, na przykład dar uzdrawiania i ci ludzie bali się, nie chcieli go, mówili: „Boże, zabierz ode mnie ten dar, bo ja nie chcę, nie jestem gotów”. Czyli czasami Bóg nam daje więcej, niż nam się wydaje, że możemy przyjąć. Tak samo jak było z tymi kobietami.

– Oczywiście. To są też te dary, jakie każdy z nas ma; czasami możemy sobie tego nawet nie uświadamiać, jak wiele mamy; może też boimy się tego, ale trzeba zawierzyć Bogu i dzielić się tym co mamy. Bo tak jak wiarą można się dzielić, tak samo i różnymi doświadczeniami, i tymi różnymi talentami, żebyśmy jako ludzie uspołecznieni, mogli w tym społeczeństwie żyć i wzajemnie dzielić się tym dobrem, które mamy.

(-)

W dzień Zmartwychwstania Pańskiego głowa nasze UCGK, Jego Świątobliwość Swiatosław celebrował uroczystości wielkanocne w Kijowie przy niemal pustej świątyni. Obecni byli tylko inni księża, chór i dwie-trzy osoby z parafian. Było to bardzo chwytające za duszę i jednocześnie bardzo symboliczne, tym bardziej, że jest to Sobór Zmartwychwstania Chrystusowego. W tym roku każdy z nas mógł odczuć, na ile ważny jest w naszym życiu bóg – czy jet to tylko tradycja, czy kompas życiowy? A może wszystko razem? Jego Świątobliwość Swiatosław przemawiał w niemal pustej świątyni. Na Wielkanoc!

(-)

– W momencie strachu i ciemności obecnej pandemii właśnie te puste chrześcijańskie świątynie są świadkami tego opustoszałego Grobu Pańskiego, który zwiastuje nadzieje na to, że nawet gdy ktoś jest złożony do grobu, ma wyjście, ma nadzieję. Dzisiaj świętujemy tę Wielkanoc w domu. Ja dzisiaj szczególnie dziękuję wszystkim tym, którzy usłuchali głosu swojego Kościoła i witają Zmartwychwstałego Chrystusa za zamkniętymi drzwiami w swoich domowych kościołach. Dzisiaj to do was, przez zamknięte drzwi kwarantanny śpieszy nasz Zmartwychwstały Chrystus tak, jak przyszedł tego paschalnego, jerozolimskiego poranka do swoich uczniów przez zamknięte drzwi. Żeby zamienić ich strach w radość. I zagubienie na światło nadziei. Pewnie te paralele między wydarzeniem w Jerozolimie i wydarzeniem dzisiejszej Wielkanocy powinniśmy uzmysłowić sobie jako osobliwość święta Paschy. Być może to święto Paschy jest szczególne przez to, że Pan Bóg chciał, żebyśmy my, chrześcijanie, w sposób szczególny przeżyli Jego żywą obecność tego dnia między nami. Bo człowiekowi najciężej jest zmienić samego siebie i swoje stereotypy zachowania. Jak często my, chrześcijanie, naprawdę czujemy się jakby spełnionymi w naszych osobistych przyzwyczajeniach, które przywykliśmy praktykować nawet w nasze święta chrześcijańskie. Możliwe, że dzisiaj Chrystus nas nawołuje do tego, żeby bardziej poważać osobę, człowieka, niż nasze przyzwyczajenie. Nawołuje nas, żeby odnowić tę prawdziwą więź ze Zmartwychwstałym. Ujrzeć po nowemu, nowymi oczyma naszego Zmartwychwstałego Nauczyciela. Odnaleźć Go tak, jak wtedy, w to święto Paschy, w tym jerozolimskim dniu, apostołowie po nowemu Go powitali, odkryli, zrozumieli dla siebie obecność swego Zmartwychwstałego Nauczyciela.

(-)

Wszystkim nam życzę, żeby każdy z nas miał jak najczęściej taki „jerozolimski dzień”, żeby na nowo odkrywać Zmartwychwstałego Zbawiciela i podążać za Nim, nie zbaczając ze ścieżki. Nadszedł czas się pożegnać; program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Usłyszymy się jutro o 10.50, a teraz życzę wam miłego wieczoru, drodzy słuchacze! Chrystus zmartwychwstał! Zaprawdę zmartwychwstał! (jch/ad)

02.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Od jutra w Polsce przywróconych zostanie część połączeń kolejowych intercity,wstrzymanych w związku z pandemią koronawirusa. Z powodu epidemii elbląski oddział ZUwP odwołał największe i najstarsze wydarzenie „Międzynarodowy dziecięcy festiwal w Elblągu”. 28 kwietnia w wieku 87 lat umarł pochodzący z chełmszczyzny uczestnik ukraińskiego narodowo-demokratycznego ruchu i ruchu obrony praw, publicysta i tłumacz Zenowij Antoniuk. W Czerkasach w centralnej Ukrainie lokalne władze samodzielnie zniosły ograniczenia związane z koronawirusem. Sobotnie wiadomości po ukraińsku na antenie Polskiego Radia Olsztyn. W kalendarzy 2 maja. Z wami jest Hanna Wasilewska
(-)

. Przywrócony zostanie ruch kilkunastu pociągów intercity, między innymi do Olsztyna, Warszawy, Trójmiasta, Łodzi, Szczecina i Kołobrzegu. Ze względu na bezpieczeństwo pasażerów sprzedawana jest połowa biletów na miejsca siedzące w pociągu, w celu zachowania odpowiedniego dystansu między pasażerami. W oficjalnych informacjach zaznaczono także, ze liczba pociągów, które kursują obecnie, odpowiada potrzebom podróżnych. Rozkład zmienił się znacznie w związku z epidemią i powiązanych z nią kolejnych ograniczeń oraz zakazami przemieszczania się. Kolejne decyzje dotyczące przywrócenia wstrzymanych albo ograniczonych połączeń zależeć będą od warunków, możliwości swobodnego podróżowania i od zainteresowania pasażerów. Absolutnym priorytetem przewoźników kolejowych jest pełne bezpieczeństwo i komfort podróży.
(-)
Z powodu epidemii koronawirusa. Z powodu epidemii elbląski oddział ZUwP odwołał największe i najstarsze wydarzenie „Międzynarodowy dziecięcy festiwal w Elblągu”. Po raz pierwszy w 50-letniej historii wydarzenia. Szef oddziału Stefan Dembicki mówi, że festiwal przeniesiono na przyszły rok, natomiast obecnie przeprowadzenie go jest niemożliwe. Obecnie elbląska społeczność Ukraińców ma inne zadanie – jak najlepiej wspierać osoby starsze. Żeby dowiedzieć się o potrzebach ludzi, regularnie do nich telefonują:
Przede wszystkim to telefony, to starzy ludzie, kontakt mamy ze sobą wzajemnie, czytamy Nasze Słowo, oglądamy ukraińskie audycje więc wszystko jest normalnie.

Do cerkwi ludzie nie chodzą z powodu tymczasowych ograniczeń sanitarnych, natomiast budowa nowej świątynie w Elblągu trwa i potrzebuje finansowego wsparcia. Szczegóły na stronie cerkwi greckokatolickiej w Elblągu cerkiew_Elbląg.pl
(-)
28 kwietnia w wieku 87 lat umarł pochodzący z chełmszczyzny uczestnik ukraińskiego narodowo-demokratycznego ruchu i ruchu obrony praw, publicysta i tłumacz Zenowij Antoniuk. W latach 60 i 70 minionego stulecia brał udział, razem z innymi dysydentami, w rozpowszechnianiu utworów „samwydawu”, przekazywał za granicę legendarny „Ukrainskyj wisnyk”. Na prośbę Switlycznego przekładał z języka polskiego na ukraińską kilka wielkich artykułów z historii stosunków polsko-ukraińskich. W 1972 roku był aresztowany za agitację antyradziecką, ale nawet w obozach pozostał aktywnym – między innymi pomagał otrzymać i rozpowszechniać za granicą informacje polityczne. Od 1994 roku pracował w ukraińsko-amerykańskim biurze ochrony praw człowieka. Pan Zenowij jest autorem licznych artykułów dotyczących praw człowieka, świadomości społecznej i kultury duchowej. Regularnie odmawiał wszystkich nagród państwowych. Napisał i wydał ksiązki „Refleksiji identycznosti” w 2007 i „Repleksiji prawozachystu” (2019)
(-)
W Czerkasach w centralnej Ukrainie lokalne władze samodzielnie zniosły ograniczenia związane z koronawirusem. W ocenie ukraińskiego ministerstwa zdrowia może to spowodować znaczący wzrost liczby zakażeń i zgonów. W ciągu ostatniej doby na Ukrainie koronawirus zdiagnozowano u kolejnych 455 osób. W sumie, od początku trwania epidemii SARS-CoV-2 wykryto u ponad 10800 Ukraińców. Nad Dnieprem od połowy marca trwają obostrzenia mające na celu zahamowanie rozprzestrzeniania się wirusa. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]
(-)
Tym żegnam się z wami. Usłyszymy się w przyszłym tygodniu, więc życzę ciepłego i zdrowego weekendu. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

01.05.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Ukraińcy w Polsce jasno znają kim są, skąd są i czemu zostali przesiedleni – mówi Hanusia Tymec z Górowa Iławeckiego. Ojciec Hanusi żartuje, że Polaka jako narzeczonego dla córki nie przepuści przez próg – mówi dziewczyna. I chociaż zaznacza, że to żart, dla niej to nie problem, bo sama odczuwa mentalną różnicę czuje sama. Chłopaka już ma – Ukraińca z Ukrainy (przepraszam za tautologię, ale i tu jest pewna różnica) Może dzięki takim zasadom Ukraińcy w Polsce mogli zachować swoją tożsamość, z której teraz dumne są ich wnuki. Na prawdę minęło już 73 lata od strasznej tragedii, która rozdzieliła wiele rodzin na zawsze – Akcja Wisła. Dzisiaj wspomnimy ją raz jeszcze. Już za chwilę. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam i zapraszam.
(-)
Hanusia Tymec urodziła się już tu, na Mazurach. Górowo Iławeckie to dla niej ojczysta ziemia, natomiast powietrze Beskidów nie jest mniej ojczyste. O swoich korzeniach wiedziała zawsze – mówi:
Uświadamiałam sobie to w wieku 6 lat, gdy śpiewałam na koncertach różne ukraińskie pieśni patriotyczne. Zawsze wiedzieliśmy kim jesteśmy, skąd pochodzimy i czemu nas przesiedlono.
Ołena Kariwec, jeszcze do niedawna nauczycielka języka ukraińskiego w Białym Borze, a obecnie mama dwóch córek i mieszkanka Olsztyna, też dumna jest ze swoich korzeni i zachowuje tradycje w domu. Właśnie tak zachowywana jest ukraińska świadomości, bo opowiadać coś maluchom jest zbyt wcześnie:
Dzieciom nie opowiadamy bo najstarsze nie ma nawet 3 lat, więc ja uważam, że to za wcześnie rozmawiać o tym, jednak ja uważam, że największym uczczeniem jest kontynuowanie tradycji i to dzieciom możemy dać nie tylko tera, w dniu rocznicy, a faktycznie na co dzień. Rozmawiamy po ukraińsku, uczymy się historii czytamy książki historyczne.
Myślę, że to negatywne. Był pewien czas, kiedy była większa świadomość tego co się stało, większy nawet szacunek do nas do Ukraińców w związku z tym, większe zainteresowanie, nawet zachwyt. Myślę, że wśród moich znajomych na przykład wielką krzywdę zrobił film o Wołyniu. Zatarło to jakieś próby pozytywne, pozytywnego pojednania i patrzenia na tę sprawę, skąd jesteśmy, kim jesteśmy, czemu tu jesteśmy, i możemy tu być w ogóle i kontynuować swoje istnienie. I w wielu wypadkach i jakiś takich dyskusjach faktycznie to bardzo negatywne. Po tej ekranizacji, filmie o Wołyniu.
Inny film, o Akcji Wisła, pokazano na polskim kanale Historia w 73 rocznicę radzieckiej zbrodni. Właśnie on połączył Ukraińców w Polsce we wspólnej tęsknocie za krewnymi i bliskimi, którzy nie przeżyli ciężkiej próby. Niemymi świadkami wydarzeń jest to co zostało: zdjęcia, wyszywanki, ręczniki, stare dokumenty. Stały się one eksponatami tymczasowego muzeum, a dokładniej wystawy organizowanej w kościele greckokatolickim w 70 rocznicę Akcji Wisła. One znów pojawią się na stronie cerkwi w foto wspomnieniach – obiecuje redaktor strony iinternetowej cerkwi Andrzej Faranczuk:
Będziemy robić taką wystawę pamiątek, które mamy w domach, więc wszystko przypominamy na naszej stronie. Jak to było.
Na wystawie byłam i ja. Najciekawsze eksponaty pokazywał mi Piotr Tabaka:
-Dzisiaj jest tu wyjątkowo dużo ludzi. Każdy Ukrainiec z mniejszości na Warmii i Mazurach jest potomkiem przesiedlonych w czasie Akcji Wisłą?

-Tak, każdy Ukrainiec to potomek przesiedleńców z Akcji Wisła z 1947 roku. Ja także jestem potomkiem przesiedleńców. Ze strony ojca, babcia i dziadek pochodzili z wsi Olchówek, a z mamy strony wieś Wysocko i Łazy niedaleko Przemyśla

-Masz i ukraińskie i polskie korzenie.

-Tak, głównie to ukraińskie, bo ze strony ojca pół polskie, pół ukraińskie. Ale oni i tak mieszkając w Olchówku chodzili do cerkwi, bo tylko cerkiew była.

-Czego oczekujesz dzisiaj z okazji tego spotkania z okazji 70-lecia Akcji Wisła. Co pierwsze przychodzi ci do głowy, kiedy ludzie zaczynają o tej akcji mówić.

-Oczekuję wspomnień o rodzinnych miejscach, tych którzy tam żyli. Jak wyglądała cerkiew, jakie było ich życie.

-Ty to widziałeś, jeździłeś kiedyś do rodzinnych stron?

-Tak byłem w Olchówce na cmentarzu, to była bardzo ciekawa wycieczka.

-Ale oprócz tego, że to ciekawe, to jakie wywołuje to w tobie emocje. Ziemia, groby, odwiedziłeś, ale jakie to ma znaczenie dla twojej rodziny? Teraz masz dom, rodzinę, cerkiew, przyjaciół tu. Po co tam wracać?

-Być tam i przypominać sobie to co opowiadali mi dziadek i babcia. To taki klimat tego miejsca. Zostały tam tylko cmentarze. To takie nasze duchowe miejsce.

-A nie sądzisz, że te wspomnienia o tym, że tam było tak dobrze i dużo lepiej niż tu – jak to lubią babcie i dziadkowie wspominać, że to takie wyolbrzymione, wynikające z tęsknoty za tą ziemią i wydaje się, że kiedyś było lepiej.

-Na pewno, ale trzeba pokazać nam potomkom, jak wyglądało ich życie tam. I trzeba tak trochę pobyć w tych miejscach.

-Słyszałeś prawdopodobnie wiele o Akcji Wisła od swoich dziadków. O tym jak było strasznie i trudno. Wywołuje to w tobie jakieś emocje?

– Rodzice dużo opowiadali o Akcji Wisła o samym procesie przesiedlenia, ale nie chcieli mówić, jak byłem dzieckiem bo od razu pojawiały się łzy w ich oczach i może nie chcieli mi, jako dziecku zadawać bólu. Mnie to interesowało, ale już dziadków nie ma.

-Spójrz, co tu jest na wystawie.

-Świadectwo szkolne.

-A skąd ono?

-Powiat Chełm, państwowe gimnazjum z ukraińskim językiem nauczania, powiat Chełm i był język ukraiński, niemiecki, łaciński, grecki, bardzo wiele ciekawych przedmiotów. Szkolne fotografie. Kenkarta

-Popatrz jakie ciekawe pocztówki wielkanocne.

-Boże Narodzenie.

-Zobacz ile tego ludzie zachowywali.

-Tak i dla nas to takie symbole. Takie relikwie. Wyszywanki, naszyjnik tu jest. Ikony.

-A ty masz jakąś taką rodzinną relikwie z tego okresu?

-Tak, mam w domu fartuch, który babcia jeszcze będąc tam wyszywała. Uczyła się na nim wyszywać i zachował się dotąd.

-Wyszyty krzyżykiem?

-Tak, czarno-czerwono.

-Popatrz, jaki modlitewnik.

-Modlitewnik, anioły, 1942 roku, 1937, 1939.

-A najciekawsze, że to ubranie jest podpisane. Krajka, zapaska, koszula, to takie autentyczne nazwy, których już nie znamy.

-Nie znamy i nigdy nie słyszeliśmy, a tu jest okazja usłyszeć i nauczyć się słów. Wieś Uhrynów, także Uhrynów, z jednej wsi, tu druga wieś.

Każdy fragment wystawy był uporządkowany według wsi. A na końcu ekspozycji, czyli bliżej środka sali, na niebiesko-żółtym tle nazwy rodzinnych ukraińskich wsi: Laszki, Warcaby, Dobra, Czystohorb…Rusyn, Werchrata, Wysowa, Łazy i inne. Wszystkich nie sposób wymienić. Wielu z nich nie ma już na mapie. Zostały zniszczone, spalone, pochłonięte przez czas i ziemię. Zostały tylko w pamięci swoich dawnych mieszkańców. A kiedyś toczyło się tam życie.

-Popatrz, 1938, grupa teatralna z Uhrynowa.

-To takie maleńkie ukraińskie centrum. Tam i śpiewano, pokazywano sztuki, punkty nauczania języka ukraińskiego były.

-Do wojny aktywne było życie.

-Tak, życie funkcjonowało.
Z czasem rozpoczęła się część uroczysta spotkania z wystąpieniami, wspomnieniami. Były piosenki, łzy i uśmiech, a jeszcze i smaczne domowe bułeczki pani Olgi Kich-Maslej i pani Haliny Doskocz.

Ja przygotowałam z panią Haliną Doskocz coś dla ciała. Upiekłyśmy bułeczki takie, jak moja mama piekła w Werchracie. Czy będą ekologiczne i czy będą wam smakować nie wiem, ale przynajmniej zobaczycie, jakie bułki jedli nasi rodzice.

I mnie ugościli – bardzo proszę; dziękuję jakie pachnące
(-)
Po niewielkiej lekcji historii zapraszam do przypomnienia sobie zasad języka ojczystego:

[lekcja języka ukraińskiego]
I to wszystko. Pozostaje tylko przypomnieć wam o bezpiecznym zachowywaniu się na ulicach i w miejscach publicznych. Nie zapominajcie o normach sanitarnych, bez których nie pokonamy koronawirusa. Zasłaniajcie usta i noc. Zachowujcie bezpieczną dwumetrową odległość i unikajcie skupisk ludzkich. Pamiętajcie także o aktywności fizycznej niezbędnej do zachowania odporności. Trzymajcie się i bądźcie zdrowi. Z wami była Hanna Wasilewska. Do usłyszenia. (dw/bsc)

01.05.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

W Polsce łagodzone są ograniczenia wprowadzone w związku z koronawirusem. Prezydent Andrzej Duda rozmawiał w formie wideokonferencji z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. W związku z wielkim popytem konsulaty RO zaczęły wydawać Ukraińcom wizy pracownicze pocztą. Wczoraj odbyła się wideokonferencja szefów MSZ normandzkiej czwórki w sprawie Donbasu. Na antenie ukraiński program informacyjny. Dziś piątek 1 maja. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska.

(-)

W Polsce łagodzone są ograniczenia wprowadzone w związku z koronawirusem. Od 6 maja w Polsce planowane jest otwarcie żłobków i przedszkoli. Decyzję w każdym przypadku podejmą organy odpowiedzialne – powiedział na konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki. 4 maja otwarte zostaną hotele i centra handlowe. Także od 4 maja będzie można korzystać z rehabilitacji. Kolejne etapy łagodzenia obostrzeń będą odbywały się co 2 tygodnie i będą zależeć od poziomu zachorowalności, dystansu społecznego i efektywności ochrony zdrowia – poinformował prezes rady ministrów.
(-)
Prezydent Andrzej Duda rozmawiał w formie wideokonferencji z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Poinformowało o tym biuro ukraińskiego prezydenta i kancelaria prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Politycy rozmawiali między innymi o epidemii koronawirusa i kwestiach bezpieczeństwa. Z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]

(-)

Konsulaty RP na Ukrainie wydają obywatelom Ukrainy wizy pracownicze pocztą. Jest to związane z wielkim popytem ze strony ukraińskich pracowników i polskich pracodawców. W związku z koronawirusem polskie przedstawicielstwa na Ukrainie zamknięte są dla petentów. Polskie konsulaty na całej Ukrainie nie przyjmują interesantów od 16 marca. Mimo to, konsulowie otrzymali wiele pytań dotyczących możliwości legalnego zatrudnienia w Polsce. Także polscy pracodawcy zainteresowani są zatrudnianiem Ukraińców. Jak poinformowały źródła Polskiego Radia, bliskie Ambasadzie RP w Kijowie, od środy polskie konsulaty na całej Ukrainie rozpoczęły wydawanie wizy pocztą. Procedurę bezpiecznego przyjmowania podań wizowych opracowano we współpracy z MSZ, MSW i Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

(-)

Wczoraj odbyła się wideokonferencja szefów MSZ normandzkiej czwórki w sprawie Donbasu. Ministrowie spraw zagranicznych Ukrainy, Rosji, Niemiec i Francji omówili realizację uzgodnień z ubiegłorocznego szczytu paryskiego. Główne ustalenie, czyli wstrzymanie ognia w Donbasie, nie zostało do tej pory zrealizowane.

(-)

Tym kończymy nasz program. Przygotowała go i poprowadziła Hanna Wasilewska. Usłyszymy się wieczorem w programie „Od A do Z”. Przyjemnego dnia. (dw/łw)

ZOBACZ TAKŻE

Więcej w Ukraina
Audycje w języku ukraińskim – kwiecień 2020

Audycje w języku ukraińskim nadajemy codziennie, również w święta, o godzinach 10.50 i 18.10. Prezentujemy serwis informacyjny o życiu diaspory ukraińskiej na Warmii i Mazurach i...

Zamknij
/RadioOlsztyn
RadioOlsztynTV