Ratują życie nieodpowiedzialnym wędkarzom i żeglarzom
Panujące na mazurskich jeziorach trudne warunki atmosferyczne nie zniechęcają wędkarzy i żeglarzy, dlatego ratownicy MOPR mają w pogotowiu zarówno łodzie, jak i poduszkowce. Ratownicy mówią, że przełom jesieni i zimy to najtrudniejszy dla nich czas.
Mimo chłodu, zimnego wiatru oraz opadów deszczu i śniegu wędkarze nie rezygnują z wypraw nad mazurskie jeziora. Pływają małymi łódeczkami, a nawet kajakami. Ubierają na siebie wiele warstw ciuchów, ale kamizelki ratunkowej już nie – powiedział szef Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (MOPR) Zbigniew Kurowicki, który dodał, że na wodzie pływa nie kilka, lecz kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt takich „łupinek” dziennie – zwłaszcza w weekendy.
W ostatnim czasie na wodzie notowano kilka przypadków, gdy pomocy musieli udzielać ratownicy MOPR, m.in. mała łódka z wędkarzem wywróciła się na jeziorze Roś, do basenu portowego w Giżycku wpadła nieostrożna wędkująca. Ponieważ temperatura spada i poniżej zera mamy już w pogotowiu poduszkowce. Ale łodzi jeszcze też nie wyciągamy, bo nie ma sensu ruszać do akcji poduszkowcem, gdy łódź sobie poradzi – przyznał Kurowicki i zapewnił, że ratownicy robią wszystko, by niskie temperatury nie uszkadzały silników łodzi. Taka pogoda, spadające temperatury to dla naszego sprzętu najgorszy czas – przyznał szef mazurskich ratowników.
Gdy jeziora skują się lodem ratownicy wyjmą łodzie na ląd i będą przechowywać „pod chmurką” przy swojej bazie w Giżycku, ponieważ od lat nie mają hangaru. Brak hangaru to zaś konsekwencja tego, że nie mają działki, na której mógłby stanąć taki magazyn. „Mamy drogi, dobry sprzęt, który powinien stać zimą w hangarze” – przyznał Kurowicki. Poduszkowce zimą będą stacjonowały w Giżycku, Mikołajkach i Harszu-Skłodowie.
(PAP/as)

























