Praca w czasie studiów to już standard. Tyle dziś zarabiają młodzi Polacy
Praca w czasie studiów to już standard. Tyle dziś zarabiają młodzi Polacy
Średnia zarobków osób łączących naukę z pracą przekroczyła 4 tys. zł netto miesięcznie, a co siódmy zarabia ponad 6 tys. zł „na rękę”. Etat w trakcie studiów przestał być wyjątkiem — dziś to scenariusz domyślny.
Połowa studentów ma pracę. I to coraz lepiej płatną
Z badania „Student w pracy” zrealizowanego przez SW Research w ramach Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu wynika, że ponad połowa osób studiujących w Polsce ma stałą lub dorywczą pracę. Najnowsza edycja, oparta na tysiącu ankiet ze studentami z 13 ośrodków akademickich, pokazuje, że coraz mniej z nich zarabia niskie stawki, a coraz więcej przekracza pułap, który jeszcze niedawno był progiem aspiracji.
Liczby mówią same za siebie. Średnia studenckich zarobków sięgnęła 4,15 tys. zł netto miesięcznie i wzrosła o ponad 14 proc. rok do roku. Niemal połowa pracujących studentów (49 proc.) deklaruje, że przynosi do domu między 3 a 6 tys. zł netto. Największa grupa — 18,5 proc. — mieści się w przedziale 4–5 tys. zł, a ponad 15 proc. żaków przebija barierę 6 tys. zł. Wynagrodzenie poniżej 2 tys. zł deklaruje już tylko 13,5 proc. ankietowanych — to wyraźny spadek wobec poprzednich edycji badania.
To jakościowa zmiana w stosunku do rzeczywistości sprzed kilku lat, gdy najliczniejsza grupa studentów mieściła się w widełkach 2–3 tys. zł. Profesjonalizacja pracy studenckiej dotarła wreszcie do statystyk.
Skąd ten skok? PIT-0, większy wymiar godzin i głód kompetencji
Powodów jest kilka i układają się w dość spójny obraz.
Po pierwsze — zerowy PIT dla osób do 26. roku życia realnie podbija to, co zostaje w kieszeni po przelewie. Przy tej samej pensji brutto student zachowuje znacząco więcej niż starszy kolega z biurka obok. Po drugie — młodzi pracują więcej godzin niż dekadę temu, a forma zatrudnienia coraz częściej wykracza poza klasyczne „dorywcze”. Według danych Polskiej Rady Biznesu większość studentów pracuje na umowie zlecenie (44 proc.), ale jedna czwarta jest już zatrudniona na umowie o pracę na czas nieokreślony, a kolejne 19 proc. — na czas określony.
Po trzecie, i chyba najważniejsze: firmom brakuje rąk do pracy i są gotowe płacić, byle złapać kandydata odpowiednio wcześnie. Dotyczy to nie tylko IT czy finansów, ale też marketingu, obsługi klienta, analityki, logistyki czy e-commerce. Studenci szukający ofert dopasowanych do swojego harmonogramu coraz chętniej zaglądają na portale ogłoszeniowe takie jak rocketjobs.pl, gdzie znajdą zarówno pracę dorywczą, jak i pierwsze role juniorskie w pełnym wymiarze. Internet zastąpił tablicę ogłoszeń przy dziekanacie kilkanaście lat temu — dziś zastępuje też sporą część pracy rekrutera.
Czwarty czynnik bywa pomijany w narracji o „rozkapryszonych młodych”: pokolenie wchodzące na rynek pracy dobrze wie, ile jest warte. Z badania wynika, że to właśnie pokolenie Z najczęściej deklaruje satysfakcję z bieżącego wynagrodzenia. Co nie znaczy, że poprzestaje na tym, co dostaje teraz — ale to już osobna historia.
Apetyt rośnie szybciej niż wypłaty
Tutaj zaczyna się najbardziej intrygująca część raportu. Choć średnia płaca studencka to nieco ponad 4 tys. zł, to za satysfakcjonujący poziom badani uznaliby kwotę bliską 9,9 tys. zł netto miesięcznie. Innymi słowy: chcą zarabiać niemal 2,5 razy więcej niż obecnie. Co trzeci student wskazuje, że jego docelowa pensja to ponad 10 tys. zł „na rękę”.
To wcale nie jest fantazja. Studenci patrzą na rynek pracy uważnie. Wiedzą, że średnia krajowa w sektorze przedsiębiorstw przekroczyła już 8,6 tys. zł brutto (luty 2025 r., dane GUS), a w branżach takich jak IT, finanse czy konsulting widełki dla doświadczonych specjalistów łatwo przebijają pułap pięciu cyfr. Patrząc z perspektywy 22-latka po pierwszej pracy w korporacji, oczekiwanie „dziesiątki za trzy lata” brzmi nie jak życzenie do studni, tylko jak racjonalny plan rozwoju.
Dla pracodawców to ważny sygnał. Wynagrodzenie startowe jest istotne, ale jeszcze ważniejsza okazuje się jasna ścieżka jego wzrostu. Młodzi nie chcą po prostu „pracy” — chcą widzieć, jak się w niej będą rozwijać finansowo. Inaczej po roku-dwóch znikają, a koszt rekrutacji ich następcy potrafi przekroczyć to, co firma zaoszczędziła na pensji.
Gdzie i w czym pracują dzisiejsi studenci
Obraz „kelnera na pół etatu” coraz słabiej oddaje rzeczywistość. Owszem, gastronomia i handel detaliczny wciąż zatrudniają wielu studentów, ale lista typowych pierwszych prac mocno się poszerzyła. Studenci pracują dziś jako:
- junior specjaliści w marketingu, social mediach, content i SEO — często zdalnie, dla agencji albo bezpośrednio dla marek;
- programiści, testerzy, analitycy danych — IT od lat traktuje studia raczej jako dodatek do pracy niż na odwrót;
- pracownicy obsługi klienta i wsparcia sprzedaży w centrach usług biznesowych (BPO/SSC), które w Polsce zatrudniają już setki tysięcy osób;
- freelancerzy — graficy, copywriterzy, montażyści, tłumacze pracujący na własną rękę;
- stażyści i praktykanci w korporacjach — często w ramach formalnych programów, z pensjami na poziomie 4–7 tys. zł.
Wspólnym mianownikiem jest elastyczność: pracodawcy, którzy umieją dopasować się do siatki zajęć i sesji, mają znacznie większe szanse na związanie ze sobą studenta na dłużej.
Co to oznacza dla pracodawców i rekruterów
Rynek pracy studenta wygląda dziś inaczej niż jeszcze pięć lat temu. To już nie jest gra o przyciągnięcie taniej siły roboczej do prostych zadań, tylko realna konkurencja o kompetencje. Firmy, które wciąż próbują zatrudniać studentów za minimalne pieniądze na zleceniu, zostają z pustymi krzesłami i tłumaczą się potem, że „młodym się nie chce”.
Kilka rzeczy warto wziąć pod uwagę:
- Stawki rynkowe weryfikują się szybciej niż kiedyś. Studenci wymieniają się informacjami o pensjach, czytają raporty, porównują widełki w ogłoszeniach. Ukrywanie zarobków w ofercie coraz częściej kończy się tym, że po prostu nikt nie aplikuje.
- Elastyczność bije sztampowe benefity. Możliwość pracy zdalnej, hybrydowej albo dopasowania godzin pod plan zajęć działa lepiej niż owocowe wtorki i koszulka z logo.
- Pierwsza praca to inwestycja w późniejszą rekrutację seniora. Studenci, którzy mają dobre doświadczenia z pracodawcą na początku kariery, wracają tam już jako wykwalifikowani specjaliści — albo polecają firmę znajomym z kierunku.
- Forma zatrudnienia robi różnicę. Choć dominują zlecenia, część studentów świadomie szuka stabilniejszych form i traktuje to jako kryterium wyboru pracodawcy.
Podsumowanie
Praca w trakcie studiów przestała być sposobem na dorobienie do pizzy w piątek. Coraz częściej to pierwszy poważny etap kariery, w którym buduje się portfolio, kontakty i konkretne pieniądze. Średnio 4,15 tys. zł netto miesięcznie, rosnące oczekiwania, świadomi kandydaci — to obraz polskiego studenta A.D. 2026, który warto mieć z tyłu głowy niezależnie od tego, czy aktualnie szuka się pierwszej pracy, czy planuje zatrudnić kogoś z uczelni. Kto zrozumie tę zmianę pierwszy, ten wygrywa walkę o talenty, zanim ich właściciele zdążą odebrać dyplom.
Artykuł sponsorowany
























![Smaki Warmii i Mazur znów opanują Olsztyn [PROGRAM] Smaki Warmii i Mazur znów opanują Olsztyn [PROGRAM]](https://radioolsztyn.pl/wp-content/themes/ronew/loadimg.php?src=https%3A%2F%2Fradioolsztyn.pl%2Fwp-content%2Fuploads%2F2026%2F06%2FDSC04861.jpg&q=95&w=30&h=30&zc=1&s=1&f=4,-6|3,3)




