Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 8 °C pogoda dziś
JUTRO: 17 °C pogoda jutro
Logowanie
 

Książka twarzy

„Nie wiem jak nazwać literaturę, którą w ostatnich latach uprawiam. Czasami są to eseje, czasami to są teksty troszkę „bękarcie”, osadzone nie do końca w żadnym miejscu, w żadnym gatunku” .

Marek Bieńczyk laureat Literackiej Nagrody Nike 2012.

Posłuchaj…

 

Rozmowa Ewy Zdrojkowskiej z Markiem Bieńczykiem z 6 października 2000 r. opublikowana w książce pt. Rozmówki polsko – polskie

Marek Bieńczyk: Za ten jego płacz…

 

„Czołowy polski postmodernista”, „pisarz smutku” – tak jest pan określany przez krytyków. Czy pan zgadza się z takimi opiniami? Te pojęcia trochę się wykluczają, nie są tożsame

To są pojęcia rzeczywiście wykluczające się, a przynajmniej niekoniecznie zbieżne ze sobą, do siebie się dopasowujące. Nie lubię tej etykietki postmodernista, bo ona jednak wypacza sens tego, co napisałem. Jestem nie bez winy, bo po pierwszej powieści sam tak troszeczkę podprowadzałem krytyków w takie właśnie nazewnictwo. Nie bardzo bym chciał uchodzić za pisarza postmodernistę, bo to by znaczyło – mówiąc najprościej – że bawię się językiem, konwencją literacką, że uprawiam jakąś grę literacką, że moje książki nie mają się nijak do tego, co jest rzeczywiste. Otóż nie, nic z tych rzeczy. W pewnym sensie są to książki dosyć tradycyjne, chociaż może nie są pisane tradycyjnym językiem. A tradycyjne w tym sensie, że bardzo chcę się w nich dokopać do tego, co można nazwać rzeczywistym istnieniem, którego język  maskuje.

Słowo postmodernizm przewija się w recenzjach, co zwyczajnemu czytelnikowi ani nie odbiera, ani nie dodaje jakiś dodatkowych przyjemności z lektury. Podejrzewam, że ta etykietka jest mu obojętna, bo nawet nie zawsze wie, jak definiować to pojęcie.

We Francji, gdzie ukazała się pierwsza powieść, „Terminal”, było sporo recenzji i ani razu nie padło słowo postmodernizm, podczas gdy w każdej recenzji polskiej ono się pojawia. Mówię o tym po to, by uzmysłowić, jaki jest szczególny byt tego słowa w naszej świadomości literackiej. Czytam na przykład o sobie, że jestem postmodernistą, bo występuje w moich książkach narrator o tak silnej osobowości, że jest świadomy tego, co opowiada, że prowadzi grę z czytelnikiem i ze swymi bohaterami. To jest taka jedna z cząstkowych definicji postmodernizmu w literaturze, która gra konwencją, która nie opowiada bezpośrednio, ale przez jakieś zapożyczenia, różne cytaty, której właściwą materią jest sam język, sama tradycja literacka (cytaty, pastisze itp.), która całą opowiadaną historię otacza różnymi zabiegami, każącymi zwątpić w realność tej opowieści, tej fabuły. Ale równie dobrze można powiedzieć, że Diderot, który napisał „Kubusia Fatalistę” i u którego obecność narratora jest bardzo wydatna, też jest postmodernistą. Te wszystkie kategorie są więc dosyć złudne, kiedy się spojrzy na tradycje powieści europejskiej.

 

 

Czy słusznie postrzegamy „Melancholię” jako utwór zapowiadający „Tworki”?

Ani „Tworki”, ani „Melancholia” nie są książkami wesołymi. Traktują o stanie skrajnym naszej duszy. Ale nie chciałbym, aby „Tworki” były czytane jako powieść czysto melancholijna. Wpadłem może w zasadzkę, którą sam zastawiłem: napisałem esej melancholijny i melanchologiczny, i zaraz po nim „Tworki”, więc wydaje się, że ten utwór też jest melancholijny. A to, choć czarna, w jakimś szczególnym sensie jest powieść pogodna. „Melancholia” jest w tej książce jakoś przezwyciężona. W każdym razie melnacholia objawia tu swoje lepsze oblicze; jest ona kreująca, niezamykająca się w depresji, tworzy pewne nowe możliwości opowieści. Bardzo mi zależy na tym podkreśleniu, że to nie jest pasywna książka.

Jaką ta książka więc nie jest? Nie jest powieścią historyczną, nie jest też powieścią psychologiczną…

Żadne z tych określeń, mam nadzieję, do niej nie pasuje. Chciałem napisać książkę po pierwsze ryzykowną, po drugie – paradoksalną.

Tę książkę najlepiej czytają osoby starsze, które mówią: „O tak, ja słyszałem ten świst kolejki (w powieści dużo się dzieje w kolejce podwarszawskiej), o tak, często spotykaliśmy się, recytowaliśmy wiersze, a nawet tańczyliśmy, właśnie tak było”. Oni znajdują w powieści swoje wspomnienie, ale z kolei młody czytelnik czy młody krytyk będzie ją czytał przez pryzmat literatury postmodernistycznej. Ktoś inny znowu będzie czytał psychologicznie, zastanawiając się nad bohaterami, którzy mówią o miłości podczas wojny i będziee zadawał pytanie: „Jak to jest możliwe połączenie takiej beztroskości, niewinności z chwilą grozy”, itd.

Można też tę książkę czytać jakoś tam mitograficznie, uznając, że owe tytułowe Tworki i szpital psychiatryczny są miejscem symbolicznym całego świata.

I jeszcze jest kilka możliwych odczytań, które nie zamykają się w jednej formule. Dlatego, że wydawało mi się, że książka o Zagładzie, która byłaby jednoznacznie historyczna, melancholijna, psychologiczna, obyczajowa, dokumentalna czy jakakolwiek inna nie powie o wojnie niczego nowego, a po drugie nie zrobi z tej wojny takiego miejsca, w którym coś się może dziać na nowo w naszej głowie, ze możemy jeszcze raz to przemyśleć na żywo i, żeby to wszystko na żywo istniało, nas dotykało. Nie chciałem, nie mogłem napisać takiej powieści jednoznacznej. Jej wieloznaczność jest dla mnie taką gwarancją żywotności tego, co jest opowiadane. Tego, że nie opowiadam o martwej przeszłości.

Osoby starsze, o których pan powiedział, pamiętają czasy wojny, słyszą „ten świst kolejki”. Natomiast co skłoniło osobę urodzoną po wojnie do przywołania tamtych obrazów?

Od zakończenia wojny do moich urodzin upłynęło jedenaście lat. To nie jest długi okres. Ludzie z mojego pokolenia żyli w jakiejś poświacie czy w echu wojny. Jakąś w tym rolę odgrywały filmy o tematyce wojennej w telewizji, edukacja szkolna, opowieści w rodzinie, zabawy na podwórku w Niemców i w partyzantów. Na ścianach mojego domu były jeszcze ślady po kulach z czasów wojny. To wszystko było dosyć świeże i musiało oddziaływać.

A wyliczanki, rymowanki, gry słowne, kalambury…

Te rymowanki to jest język tamtych ludzi. Znam pokolenie moich rodziców. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego oni mieli taką łatwość układania rymowanek. Podczas imienin czy innych spotkań od razu pojawiały się w rozmowie wierszyki jako swego rodzaju zwieńczenie artystyczne wieczoru. Oni mieli stosunek do poezji taki bardzo cielesny, uważali, że te ich niby poezje, te ich wierszyki są takie ładne. Te rymowanki są takim troszeczkę przedrzeźnianiem ich, też jakby naśladowaniem ich języka.

Druga ich funkcja jest stylistyczna, bo mój język, który to wszystko opisuje, też się musi jakoś zmierzyć z językiem tamtych ludzi z 1942 roku.  Muszę więc pisać na jakieś granicy, jakby też ten mój język doprowadzać do jakieś przesady, chwilami do jakiegoś wariactwa, żeby zobaczyć, co się ze mną dzieje w trakcie tej narracji. Co się dzieje z moim współczesnym językiem dzisiaj.

Rytm wyliczanek, muzyczność brzmieniowość języka przywodzą na myśl Mirona Białoszewskiego…

Możliwość takiego porównania jest dla mnie honorem. Białoszewski to jest geniusz polskiej literatury, polszczyzny. Ale nie myślałem o nim, kiedy pisałem. Kiedy się pisze, o wszystkim się zapomina.

Pan czytelnika „Tworek” odsyła do innych lektur. Przywołuje pan cytaty i postaci z literatury i kultury.

– Ci wariaci tworkowscy są jak chór grecki. Troszkę tak się snują po tych Tworkach, nie mają żadnego „realnego” wariactwa w sobie. Gdy spojrzeć na ich imiona, mogą wydać się przedstawicielami europejskiej kultury. Jest i Wolter, i Goethe, i Schiller, i inni. To jest takie tło, ale potraktowane ludycznie, bo to jest powieść ludyczna, troszkę drwiąca, troszkę smutna, i oni są kulturowym tutaj wezwanym, niejako jako pokład tej opowieści o młodych ludziach, zajętych sobą i chwilą obecną. Jest też w tej powieści dużo odniesień do różnych polskich przysłów, powiedzeń; rozgrywam swoję grę z polszczyzną. Jest tam w tej powieści kluczowe dla mnie wyrażenie „pisać na Berdyczów”. Ono wystąpuje jako, że tak powiem, greps tej książki; dla mnie jest ono niezwykle istotne, bo w nim skupia się niejako cały sens powieści. Dużo jest cytatów z innych powieści, bo w tej powieści dużo myślę o polskim języku i polskiej literaturze.

Zwraca się pan do literatury i do czytelnika.

Tak, czytelnik jest jakoś zawsze u mnie obecny, często do niego się zwracam, do niego mówię i to właściwie w każdej książce. Zupełnie to nie jest zaplanowane. To jest taka moja forma, która się we mnie tak wyrobiła Potrzebuję tego czytelnika jako kogoś, z kim mogę potencjalnie rozmawiać. Kryje się zatem przetworzona forma polskiej gawędy. W tej gawędzie spotykam się z tradycją polskiego języka. Chcę zmierzyć się z możliwością wyrażania wojennej grozy, odwołując się do dawnej formy naszej literatury. Teraz widzę, że to jest też gombrowiczowskie, lecz pisząc, oczywiście o tym nie myślałem.

Czytelnik, który potrafi odczytać tę książkę na wszystkich zaplanowanych, zakodowanych przez autora poziomach, czy czytelnik…

Najważniejsze jest to, żeby odbiorca czytał emocjonalnie, a nie intelektualnie. Żeby po przeczytaniu nie mógł zasnąć i nie wiedział, co ze sobą zrobić, żeby reagował emocjami. I gdyby ktoś mi powiedział, że się po Tworkach popłakał, to za ten jego płacz oddałbym wszystkie recenzje tego świata. No, ktoś mi kiedyś powiedział – w tamtej chwili raz w życiu poczułem się spełniony.

Marek Bieńczyk (ur. 1956) – pisarz, historyk literatury, tłumacz z języka francuskiego. Jego debiutem naukowym była rozprawa „Czarny człowiek. Zygmunt Krasinski wobec śmierci (1990). Jego powieść „Tworki” nominowano do Nagrody Literackiej Nike. Enolog – od wielu lat pisze o winie; wydał „Kroniki wina” i „Nowe kroniki wina”. Tłumacz książek Milana Kundery, Emila Ciorana i Rolanda Barthes’a. W 2012 otrzymał Literacką Nagrodę Nike za tom esejów „Ksiązka twarzy”. wina” i „Nowe kroniki wina”. Ostatnio opublikował zbiór esejów „Książka  twarzy” (2011).

 

ZOBACZ TAKŻE

  •  Irit wspomina Irenkę Irit wspomina Irenkę Irit Amiel izraelska poetka, pisarka i tłumaczka polskiego pochodzenia w maju tego […]
  •  Dziennik nastolatka Dziennik nastolatka "Niewielkie pomieszanie klepek" - tymi słowy określił swój stan nastoletni Józef […]
  •  Podróż wiersza Podróż wiersza 31 marca tego roku w Starym Ratuszu odbyła się premiera drugiej pozycji z serii […]
  •  „Maszyna do czytania” „Maszyna do czytania” Pisze o książkach, a czasem też z nimi rozmawia.  W życiu i poezji. Dorota Koman […]
Przeczytaj poprzedni wpis:
Mariusz Borsiak zdobył nagrodę SDP

Mariusz Borsiak - laureatem konkursu olsztyńskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Nasz redakcyjny kolega zdobył nagrodę główną w konkursie imienia Seweryna Pieniężnego za cykl audycji dotyczących historii...

Zamknij
/RadioOlsztyn
RadioOlsztynTV