Polecane, Aktualności, Aplikacja mobilna, Poranne Pytania, Regiony
Jarosław Sroka: alkohol i brawura wciąż największym zagrożeniem na jeziorach

Jaroslaw Sroka. Fot. P. Getka
Choć tegoroczne wakacje na Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich należą do spokojniejszych niż w poprzednich latach, ratownicy nie mają wątpliwości – większość najgroźniejszych zdarzeń wynika z lekceważenia podstawowych zasad bezpieczeństwa. Alkohol, brawura i przecenianie własnych umiejętności wciąż prowadzą do tragedii. Gościem Marka Lewińskigo w Porannych Pytaniach był prezes MOPR Jarosław Sroka.
Dwie osoby utonęły podczas tegorocznych wakacji na Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. Ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego oceniają, że sezon jest jak dotąd stosunkowo bezpieczny, zwłaszcza w porównaniu z innymi regionami kraju. Obu tragedii można było jednak uniknąć. Jak powiedział prezes Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego Jarosław Sroka, do najtragiczniejszych zdarzeń często dochodzi z powodu alkoholu, i to nawet bez wypływania z portu.
Szef MOPR wspominał tragedię z drugiej połowy lipca, do której doszło w Pięknej Górze nad jeziorem Kisajno.
Żaglówka zacumowana na końcu pomostu, picie do utraty świadomości, problemy z wejściem na łódkę. Jakże zdziwieni byli wszyscy kompani mężczyzny, którzy byli z razem na łódce, gdy nasz ratownik pokazał im klapki i zapytał, czy należą do niego? W tym momencie widać było ich wiele mówiące miny, dopiero do nich doszło w pijackim amoku, w którym się znajdowali, że swojego kolegi więcej już nie zobaczą
– powiedział Jarosław Sroka.
Jak podkreślił prezes MOPR, woda nie wybacza błędów, a brawura po spożyciu alkoholu pozostaje głównym „grzechem” wypoczywających.
Od początku maja w wodach województwa warmińsko-mazurskiego odnotowano już 17 utonięć.
Przeciążenie łodzi i brawura mogły skończyć się tragicznie także na jeziorze Roś koło Pisza. We wtorek po południu (4 sierpnia) wywróciła się tam niewielka łódź motorowa, na której znajdowało się aż sześć osób. Jarosław Sroka określił tę interwencję jako klasyczny przykład braku rozsądku na wodzie.
Mała łódź i potężny silnik, ponad 90 koni mechanicznych. Na łodzi sześć osób, a więc za dużo jak na taka małą jednostkę. Nieodpowiedzialne manewry spowodowały, że łódka się wywróciła i poszła na dno. Leży teraz na dnie, a koledzy z sekcji płetwonurkowej wyjechali, żeby ją wyciągać. Na szczęście tym ludziom nic się nie stało. Sami się ratowali i byli na brzegu
– podsumował.
Prezes MOPR zaznaczył, że wszyscy uczestnicy zdarzenia mieli na sobie kamizelki ratunkowe, co najprawdopodobniej zapobiegło tragedii.
Posłuchaj rozmowy Marka Lewińskiego
Autor: M. Lewiński
Redakcja: B. Świerkowska-Chromy



























