Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
brak danych dla miasta: olsztyn
Logowanie
 

Audycje w języku ukraińskim – lipiec 2016

Audycje w języku ukraińskim nadajemy codziennie, również w święta, dwukrotnie: o 10.50 i 18.10. Audycje zawierają bogaty serwis informacyjny o życiu diaspory ukraińskiej na Warmii i Mazurach, a także w Polsce oraz wieści z samej Ukrainy. Po kilku dniach od emisji zamieszczamy też tłumaczenia audycji w języku polskim. Do słuchania audycji zapraszają dziennikarze: Jarosława Chrunik, Sergiusz Petryczenko i Hanna Wasilewska. Audycje w języku ukraińskim emitowane są z nadajnika w Miłkach koło Giżycka na 99,6 FM.

30.07.2016 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry szanowni słuchacze. Dzisiaj jest sobota 30 lipca. Na antenie ukraiński program informacyjny. W studiu jest Hanna Wasilewska. Witam.

W dzisiejszym programie skupiliśmy się na jednym temacie, ale naszym zdaniem bardzo aktualnym. Będziemy mówić o festiwalu Łemkowska Watra, jaki odbył się przed tygodniem w Żdyni.

Dokładniej o tym po co i komu potrzebna jest taka impreza opowie dzisiaj Sergiusz Petryczenko. No a na razie posłuchamy jednej z ulubionych łemkowskich piosenek w wykonaniu Chrystyny Sołowij Łemkini ze Lwowa.

(-)

W zeszłym tygodniu we wsi Żdynia niedaleko Gorlic odbyła się Łemkowska Watra. Na festiwal zjeżdżają się Łemkowie nie tylko z Polski, Ukrainy, Słowacji, ale z wielu innych krajów. W ciągu festiwalu odbywają się koncerty, wystawy, dyskusje, warsztaty. Z organizatorami: Natalią Hladyk i Emilem Hojsakiem o Watrze, a także o łemkowskim życiu kulturalnym rozmawiał Sergiusz Petryczenko.

Łemkowska watra odbywa się co roku pod koniec lipca w Żdyni. Wieś ta leży w górach blisko granicy ze Słowacją.

Nasza łemkowska watra ma taką funkcję, żeby zeszli się ludzie na trzy dni, żeby czuli się jak u siebie, żeby mogli biesiadować w naszej, ja to nazywam – oazie łemkowskiej, żeby mogli czuć się swobodnie, gdzie mogąotwarcie biesiadować, śpiewać , nawiązywać nowe kontakty, poznawać nowych ludzi, a może i swoją żonę, męża…. Watra to taki krótki okres ważny dla naszej łemkowskiej społeczności. Cały rok pracujemy, bo nasze grupki rozsiane są po górach i po zachodzie.

W Gorlicach działa Centrum Kultury im. Bohdana Ihora Antonycza.

Centrum Kultury Bohdana Ihora Antonycza istnieje już od 2008 roku. Rok trwała adaptacja tego budynku na potrzeby kultury i tak. I tak od początku 2010 roku rozpoczęliśmy, najpierw nieregularnie, a teraz już regularnie organizować wydarzenia kulturalne. Od wystaw przez spotkania autorskie, projekcje filmów, warsztaty dla dzieci. Zbieramy się minimum raz w miesiącu, czasem dwa razy w miesiącu na takich spotkaniach w centrum. Oprócz tego istnieje tam także biblioteka. Nasz zbiór książek liczy prawie 3 tys. Dużą część książek podarowała nam rodzina [Kuryłów] z Krakowa. To inteligencka rodzina, która podarowała nam część swojej biblioteki.

Czy ten budynek jest związany z Antnyczem? Bywał tu? Czy to jest jakiś budynek, który po prostu adaptowaliście.

Ten budynek w Gorlicach to nowy budynek, postawiony w latach 80. Antonycz żył blisko Gorlic, bo w Nowicy, a z Nowicy do Gorlic jest 15 kilometrów. Czy bywał w Gorlicach nie wiem, ale pisał w jednym wierszu, że można kupić czerwone słońce na jarmarku w Gorlicach, więc jakiś związek Antonycza z Gorlicami, z Nowicą, bo to po drodze, na pewno jest.

Na Watrę przyjeżdżają goście z całej Polski i zza granicy.

Staramy się tak, parytetowo można by powiedzieć, żeby na Watrze byli przedstawiciele i z Polski i Słowacji, Ukrainy, Serbii, gdzie są nasi ludzie. Zespoły, które przyjeżdżają na Watrę zapraszamy z tych łemkowskich grup rusińskich czy jakby ich nie nazwać, żeby ta reprezentacja była. Czy to z północnej części Polski czy zachodniej, czy z innych ziem. No i z Ukrainy bo wiadomo, że tam mieszka najwięcej Łemków. A teraz jest taka, można by powiedzieć bieda ich dotknęła, bo to Łemkowie, którzy wyjechali na radziecką Ukrainę to teraz [z Donbasu są wyganiani, z powrotem] […] Chcemy na Watrze pokazywać nie tylko nasze łemkowskie zespoły, ale poświecić requiem ofiarom i bohaterom, którzy zginęli za Ukrainę i starają się jej bronić. I tego łemkowskiego świata jakim by nie pozostał. Bo paradoksalnie ten imperializm rosyjski nie jest tylko na Ukrainie, czy gdzieś w Mołdawii, ale paradoksalnie nam też doskwiera.

Na zakończenie programu zabrzmi jeszcze jedna popularna piosenka łemkowska. A my żegnamy się z wami do jutra. Pracowali dla was: Sergiusz Petrzyczenko i Hanna Wasilewska. Życzymy wam przyjemnego weekendu. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

(dwoj/łw)

29.07.2016 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry drodzy przyjaciele! W programie „Od A do Ja” jest z wami Hanna Wasilewska. Witam.

Niebacząc na wakacje, tak czy inaczej omawiamy tematy związane z nauczaniem. Dzisiaj wspomnimy wielkiego człowieka, któego nie ma już pośród nas. Ale cudowne wspomnienia i ogromny dorobek wielkiego nauczyciela pozostaną na zawsze z nami. Sądzę, że zrozumieliście, że chodzi o profesora Łesiowa.

Niezmiennie pouczymy się także języka ukraińskiego i poznamy młodych ukraińskich wykonawców, w czym pomoże nam Roman Bodnar. Zapraszamy.

(-)

Nauczyciel to rzadziej powołanie niż zawód. Więc tylko wtedy, kiedy człowiek pracuje zgodnie z powołaniem zasługuje na szczery szacunek i wdzięczność uczniów. Tak przeżył swoje życie profesor Michajło Łesiów. Niedawno w Olsztynie towarzyszyli mu w ostatniej drodze krewni i przyjaciele. Wśród nich była Jarosława Chrunik.

[fragment liturgii]

Niedawno do lepszego świata odszedł wielki uczony ukrainista. Profesor Mychajło Łesiów. Większość życia naukowego profesora związana była z lubelskimi uniwersytetami: Marii Skłodowskiej-Curie i KULem. Pożegnać się z wielkim człowiekiem przyjechali do Olsztyna jego krewni ale też współpracownicy i znajomi zewsząd. Wszyscy wspominali go z najwyższym szacunkiem i miłością. Studentem profesora był, między innymi, arcybiskup Jewhen Popowycz:

Odszedł dobry człowiek, odszedł szlachetny boży człowiek. Odszedł mądry człowiek. Osiągnięcia tego człowieka są bardzo wielkie. Są niezwykle duże. To, że dzisiaj tu jestem z wami, to że dzisiaj możemy żegnać profesora w języku ukraińskim, zawdzięczamy to jemu. Ja sam pamiętam ten moment kiedy poszedłem do seminarium duchownego w Lublinie. Nie miałem szczęścia uczyć się naszych szkołach w Legnicy czy Górowie Iławeckim. Mój pierwszy kontakt z literaturą, językiem w ogóle z tym wszystkim, co formuje człowieka, otrzymywaliśmy od profesora. Przychodził do nas w każdy czwartek po obiedzie, kiedy mieliśmy czas na spacer. My ten czas poświęcaliśmy z profesorem na to, żeby się uczyć. Moi drodzy spotkania z profesorem w Seminarium Duchownym to nie były po prostu lekcje, wykłady, to było słuchanie. TO my słuchaliśmy togo mądrego człowieka, który swoją mądrością, swoją wiedzą i swoją dobrocią. Dzielił się z każdym z nas.

Przez wiele lat z profesorem znał się proboszcz lubelskiej parafii greckokatolickiej. Pomysłodawca i organizator Dni Dobrego Sąsiedztwa na polsko-ukraińskim pograniczu – ojciec Stefan Batruch.

Zmarły profesor Mychajło Łesiów to był człowiek wielkiego intelektu i wielkiego ducha. I teraz czeka nas wszystkich egzamin – czy będziemy umieli to odpowiednio ocenić, szanować i zrozumieć wiele jego myśli, które po sobie pozostawił, które są bardzo głębokie i pełne doświadczenia życiowego, pełne mądrości. Profesor miał wiele dobrych cech. Był bardzo towarzyski, pełen dobroci. Umiał podejmować wyzwania bez narzekania i jakiegoś żalu do życia i innych. Na wszystko umiał spojrzeć pozytywnie. Był przepełniony miłością.

Ze smutkiem, ale i ciepłem w oczach wspominała profesora jego dawna studentka Iryna Szostak-Kowalczyk:

Broniłam pracy magisterskiej u pana profesora. On był moim mentorem, nauczycielem, ale także dobrym przyjacielem, który mi pomagał od samego początku, kiedy przyszłam na lubelski uniwersytet. Pomagał mi aż do końca, do ostatniego momentu. Podarował mi fantastyczną książkę. Umówiliśmy się, że napiszę artykuł. Bardzo fajny człowiek z klasą. To nie tylko profesor. To nauczyciel życia.

Swoją dobrocią i życzliwością profesor nawet zmieniał życie innych ludzi. Mówi profesor Ludmyła Siryk:

Przyjechałam z Żytomierszczyzny, ale tak stało się, że profesor Łesiów zaprosił mnie później, po obronie doktoratu do pracy na uniwersytecie lubelskim na ukrainistyce i pracuję tam 20 lat. Kiedy zdecydowałam się pisać procę o Józefie Łobodowskim, który mieszkał w Lublinie, a później był na emigracji i był właśnie ukrainofilem, polskim ukrainofilem, który ponad 50 lat budował mosty przyjaźni między Polakami i Ukraińcami. To właśnie pan profesor Mychajło Łesiów dał mi ten temat. Zaproponował mi go. Temat wywodził się także, pierwsza publikacja o Józefie Łobodowskim, którą dostałam, była właśnie od niego. Pan profesor miał takiego przyjaciela w Londynie Konstantyna Zełenkę. Konstantyn Zełenko był także z Chełmszczyzny i cała ta idea ukraińsko-polskiego porozumienia była im bliska i pan profesor był do tego jeszcze bardzo ciepłym człowiekiem. Umiał wybaczać, umiał pomagać. Bardzo ciepło pryzmowała mnie pani Maria w Swoim domu. Bardzo dziękuję panu profesorowi. Za wszystko dobre co zrobił dla mnie i dla naszego naukowego środowiska w Lublinie. Niech Bóg przyjmie go do siebie.

Prawdopodobnie mało kto wie, że profesora z Olsztynem wiązało nie tylko to, że tu mieszka jego syn z rodziną. O innych związkach opowiedział mi wicemarszałek województwa warmińsko-mazurskiego Miron Sycz:

Profesor Mychajło Łesiw był absolutnie zasłużonym człowiekiem szczególnie w życiu cerkiewnym, ale ja osobiście przypominam sobie ile sił włożył, by uświadomić ogólnie środowisko ukraińskie w Polsce. Przypominam sobie kiedy byłem przewodniczącym organizacji studenckiej na WSP w Olsztynie na początku lat 80. Zapraszaliśmy go tutaj, żeby z nami studentami prowadził zajęcia. Wtedy mówił, że trzeba spieszyć się powoli, ale mówił, że spieszyć się trzeba. Wspominał, żebyśmy wykorzystywali wszystkie możliwości, które mamy. Przypominam sobie, że stworzyliśmy wtedy ukraińską sekcję kulturalną, tu w instytucie pedagogicznym w Olsztynie i często zapraszaliśmy go na wykłady, zajęcia ze studentami. I mało tego, że nie odmawiał, to przywoził ze sobą innych naukowców i zawsze był gotów przyjechać wtedy, kiedy chcieliśmy. I po tych spotkaniach, ze dwa, trzy lata pracował w naszym instytucie pedagogicznym na WSP w Olsztynie. Zawsze podkreślał, że to co robimy jest bardzo ważne, bo to ważny czas i mamy wykorzystać ten moment. Zawsze był życzliwy, zawsze był radosny. Praktycznie wtedy rozmawiał z nami, ze studentami jak ze swoimi kolegami. Nie było jakiegoś takiego dystansu pomiędzy profesorem, a nami. I ta radość, optymizm jego,wesołość, otwartość. My nie mieliśmy przed nim przeszkód, by mówić. I nie było tego dystansu. To był dla nas wielki autorytet i przypominam sobie kiedy był kandydatem do Senatu na początku lat 90, to praktycznie my wszyscy dawni jego studenci, zwolennicy, byliśmy w tzw. sztabie wyborczym. Zdobył wtedy ponad 12 tys. głosów. Było to dla nas wtedy ważne. Nie wiem czy jest człowiek ze środowiska ukraińskiego na Warmii i Mazurach, który by go nie znał i nie wspominał w najlepszych słowach. Bardzo żałujemy, że pan profesor od nas odszedł. Będziemy go zawsze pamiętać, zawsze będziemy go wspominać i pamiętać to co nam przekazał.

Odszedł nie tylko wielki, szlachetny i dobry człowiek. Razem z profesorem Michajłem Lesiowem odchodzi cała epoka. Pozostaje nasza wdzięczność i dobra pamięć o wyjątkowym nauczycielu.

Język ukraiński w ciągu stuleci walczył o przetrwanie z językiem polskim i rosyjskim. Tym sposobem pojawiły się w nim słowa, które nazywamy rusycyzmami albo polonizmami. Nadają one językowi swoistego charakteru zależnie od regionu. Ale język ukraiński jest bogaty i samowystarczalny. Dlatego powinniśmy ograniczać dialektyzmy i starać się zachowywać własną, ukraińską melodykę. Pomogą nam w tym lekcje radiowe:

[lekcja języka ukraińskiego]

O czym mogą śpiewać młodzi ukraińscy wykonawcy? O tym samym co polscy – o pierwszej miłości.

[program muzyczny Romana Bodnara]

Na tym kończymy. W programie „Od A do Ja” spotkamy się równo za tydzień. Pracowali dla was: Jarosława Chrunik, Roman Bodnar i Hanna Wasilewska. Wszystkiego Dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

(dwoj/łw)

29.07.2016 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry szanowni słuchacze. Dzisiaj jest piątek 29 lipca. Na antenie ukraiński program informacyjny. W studiu Hanna Wasilewska. Witam.

W Krakowie trwają Światowe Dni Młodzieży, dokąd nadal zjeżdżają się ukraińscy pielgrzymi. A skąd jadą i jaki mają cel? Opowiemy za parę minut w przeglądzie wydarzeń. Od razu po muzycznej przerwie.

(-)

Grupa inicjatywna złożona z Polaków z Warmii i Mazur ustawia pamiątkowe tablice na grobach polskich żołnierzy na Ukrainie. Na Światowe Dni Młodzieży przyjechało ponad 5 tys. Ukraińców.

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko wzywa do zjednania Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej i uniezależnienie się jej od Moskwy. To główne tematy na dziś.

(-)

Mikołaj Podczarski z grupą przyjaciół z Warmii i Mazur postanowił ufundowac tablice informacyjne, kierujące do mogił polskich żołnierzy poległych w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. w Horpynie i Zadwórzu. Mogiły te znajdują się w obwodzie lwowskim na terenie Ukrainy.

Niestety trafienie do nich jest bardzo trudne, nie ma żadnych znaków informacyjnych. Zarówno strona polska, jak i ukraińska nie oznaczyła tych miejsc. Wzorem dbałości o cmentarze wojenne na terenie Polski, postanowiliśmy ufundować tablice informacyjne (za zgodą władz ukraińskich), by zarówno turyści, jak i miejscowi mieszkańcy mogli trafić do miejsc pochówku kilkuset żołnierzy Wojska Polskiego poległych w 1920 r za wolną Polskę. Warte podkreślenie jest to, że w ówczesnym Wojsku Polskim służyli żołnierze wielu narodowości i wyznań, w tym min. Ukraińcy, Tatarzy, Żydzi.

(-)

Na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa przyjechało ponad 5 tysięcy Ukraińców.

Na ten czas specjalnie dla pielgrzymów otwarto dodatkowe przejście na granicy Ukraina-Polska. Ukraińscy pielgrzymi mają specjalne koszulki i kapelusze z symboliką narodową. W Polsce modlą się razem z papieżem Franciszkiem o pokój na Ukrainie. Papież w ramach Światowych Dni Młodzieży spotyka się z rodzinami uczestników ATO i przesiedleńcami z Donbasu.

Ukraińscy pielgrzymi przepełnieni są radością i nadzieją na pokojowe jutro:

(-)

Oczekujemy wzmocnienia ducha i błogosławieństwa. Dla nas będzie to błogosławieństwo. Czekaliśmy na ten dzień bardzo długo. Mieliśmy kilka spotkań przygotowawczych. Teraz bardzo się cieszymy z tego nadzwyczajnego wydarzenia. Chcielibyśmy otrzymać błogosławieństwo od papieża. To jest także pielgrzymka, będziemy prosić o pokój na naszej Ukrainie, w ojczyźnie. To dobrze, ze papież rozumie język młodych. Jak Jan Paweł II to pierwszy, który potrafi przybliżyć Boga współczesnemu światu.

Dla Ukraińców bardzo ważne jest to, że papież Franciszek nie tylko słowem, ale i czynem wspiera Ukrainę w ciężkich czasach.

To też bardzo ważne w tym kontekście, że Ukraina przeżywa ciężki okres. Chcemy modlić się o pokój na Ukrainie. Wiemy, że sprawa i sytuacja Ukrainy jest bardzo bliska papieżowi poprzez ostatnią pomoc humanitarną. On zawsze modli się za nas i spodziewamy, że będzie się modlić.

Ukraińscy wierni przyjechali z różnych obwodów Ukrainy. Nie tylko z okolic Lwowa, Tarnopola, Stryja, Sambora i Iwano-Frankowska, gdzie jest większość greckokatolicka. Ale także z południa i wschodu Ukrainy – Odessy, Doniecka, Charkowa i Kirowohradu.

W sobotę 30 lipca liturgię dla pielgrzymów w Krakowie odprawi greckokatolicki arcybiskup Światosław Szewczuk – informuje przewodniczący Komisji Patriarchalnej ds. młodzieży Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego ojciec Rostysław Pendiuk.

Prezydent Petro Poroszenko apeluje o zjednoczenie ukraińskiego prawosławia i uniezależnienie go od Moskwy. Ukraiński prezydent wziął udział w państwowych uroczystościach poświęconych 1028 rocznicy chrztu Rusi.

Na Ukrainie dominujące wyznanie to prawosławie. Wierni podzieleni są jednak na dwie nieprzyjazne wobec siebie Cerkwie: patriarchatów moskiewskiego i kijowskiego.

Petro Poroszenko przemawiał pod pomnikiem świętego Włodzimierza Wielkiego – władcy, który przed ponad tysiącem lat przyjął chrześcijaństwo i jednoczył ziemie wschodnich Słowian. Ukraiński prezydent zaznaczył, że obecnie Ukraina potrzebuje zjednoczenia Cerkwi.

Większość prawosławnych obywateli Ukrainy chce mieć – tak jak jest to przyjęte w całym prawosławnym świecie – jedną niezależną autokefaliczną Cerkiew. Cerkiew zjednoczoną w modlitwie, ale administracyjnie niezależną od innych cerkiewnych jurysdykcji.

Ukraińskie władze kilka tygodni temu zwróciły się do patriarchy Konstantynopola o nadanie ukraińskiej Cerkwi niezależności, czyli autokefalii. Obecnie około połowy wiernych należy do oskarżanego o prorosyjskie sympatie patriarchatu moskiewskiego, połowa do niekanonicznego, czyli nieuznawanego patriarchatu Kijowskiego. Obie Cerkwie zorganizowały niezależne obchody święta Chrztu Rusi.

Tak wyglądały ostatnie dni Ukraińców na Ukrainie i w Polsce. Już jutro powiemy więcej o Łemkowskiej Watrze, jaka odbyła się w poprzedni weekend. Z wami była Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

(dwoj/łw)

28.07.2016 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór drodzy przyjaciele! W programie „Z dnia na dzień” jestem z wami ponownie ja Hanna Wasilewska. Szczerze witam.

Dzisiaj wspominamy o 100 leciu Paraskewy Horoszko. Czas jest także na kolejną porcję ukraińskiego humoru. Może on pomoże nam dożyć 100 lat.

Ale życie bez muzyki jest bezbarwnym i nudnym. Tak myśli Roman Bodnar, który niezmiennie pojawi się na koniec programu. Więc zapraszamy.

(-)

W zeszłym tygodniu w naszej audycji usłyszeliście o 100 leciu pani Paraskewy Horoszko z Bań mazurskich. Wtedy o mamie opowiadały córki: Maria i iryna oraz zięć Bogdan. Dzisiaj czas na następne pokolenie. Pod czas nabożeństwa w intencji zdrowia i bożego błogosławieństwa dla jubilatki, ojciec Pawło Staruch przedstawił wiernym życie pani Paraskewy. Krótką opowieść przygotował wnuk jubilatki, aktualnie profesor historii Ihor Hałahida. To on opowiedział Jarosławie Chrunik o swojej babci:

Życie jako chwila i cała wieczność. Dzisiaj tak może powiedzieć swoim krewnym, bliskim i znajomym Paraskewa Horoszko. Urodziła się 13 lipca 1916 roku w Żukowie na Lubaczywszczyźnie jako najmłodsza córka w chłopskiej rodzinie Iwana i Anny Pryjmów de domo Kuszczak. Miała trzech braci i dwie siostry. Skończyła 4 klasy w miejscowej Szkole Powszechnej. Ciężkie wiejskie warunki doprowadziły do tego, że w wieku kilkunastu lat musiała pracować u innych ludzi. Przez kilka lat pracowała jako służąca w Warszawie, gdzie była parafianką wasyliańskiej cerkwi przy ul. Miodowej. W 1939 roku na początku II Wojny Światowej wróciła do rodzinnego Żukowa.

(-)

20 lutego 1940 roku Paraskewa Horoszko została skierowana na przymusowe roboty do Niemiec. Jako Ostarbeiter trafiła do Bauera we wsi […]. Pracując tam spotkała Mychajła Horoszkę Ostarbeitera z Płazowa – wsi, która sąsiadowała z Żukowem. 10 czerwca 1945 już po zakończeniu wojny wzięli ślub. Tajnego ślubu udzielił ojciec Wołodymyr Pyłypec ówczesny greckokatolicki duszpasterz w obozie dla ukraińskich przesiedleńców w Augsburgu. W październiku 1945 roku Paraskewa i Mychajło Horoszko wrócili do Płazowa. Ale nie było sądzone im tam mieszkać. Dwa laya późiej w kwietniu 1947 roku w wyniku Akcji Wisła zostali deportowani do wsi Miczyłu niedaleko Bań Mazurskich. W nowym miejscu gospodarowali następnych kilkadziesiąt lat. Bóg pokierował tak, że mimo przeżyć doczekali się najcenniejszego. Dwóch córek: Marii i Iryny, a także siedmiu wnuków i siedmiu prawnuków. Po śmierci męża Paraskewa Horoszko zamieszkała u swojej starszej córki w Baniach Mazurskich, gdzie mieszka dotąd. Swoją długowieczność zawdzięcza ciężkiej codziennej pracy, wierze w Boga i miłości, którą szczerze dzieliła się przez całe życie z bliskimi, a oni odpłacają jej tym samym.

(-)

Jaką pamiętasz babcię?

Babcię pamiętam jako…babcia mnie wychowała, bo rodzice pracowali i ja bardzo dużo czasu spędzałem w Miczułach u babci. A oprócz tego w każde wakacje i ja i moi kuzyni spędzaliśmy lato w Miczułach.

Można było broić i babcia nie denerwowała się?

Można było. Pamiętam, jak kiedyś wziąłem wędzisko dziadka i poszedłem nad rzekę łowić ryby. I babcia z dziadkiem i wszyscy mnie szukali i okazało się, że poszedłem na ryby.

Co złowiłeś?

Nic, oprócz tego, że dostałem wciry to nic.

Ale nie dlatego, że wziąłeś wędzisko, ale dlatego, że schowałeś się i dorośli nie mogli cię znaleźć.

Tak, po całej wsi mnie szukali.

Ile miałeś lat?

A nie pamiętam, gdzieś pięć myślę, że nie więcej.

Czego nauczyła cię babcia, co opowiadała?

Wiele babcia opowiadała o życiu, szczególnie w Niemczech, kiedy była na robotach. Niestety nie interesowałem się wtedy historią i nie zapisałem tego, także tylko pamiętam to co opowiadała. Mówiła też trochę o swojej wsi, pracy, o pierwszych latach w Baniach Mazurskich, tu w Miczułach. Takie opowieści pamiętam.

A co mówiła o swojej wsi? Bo moi rodzice jak opowiadali o swojej wsi, to mówili: u nas w domu. Dla nich tu nie było „w domu”, „w domu” było tam..

Oczywiście. Babcia i dziadek, tak jak większość przesiedleńców z Akcji Wisła, mimo tego, że przeżyli tu tyle lat nigdy nie czuli się jak w domu. Dla nich dom był gdzieś tam: Płazów i Żuków.

Czasem mówimy: i śmiech i grzech. Żarty o chorobach i szpitalach czasem wydają się smutne, ale nie wtedy, kiedy żartuje Hryc Drapak. Płakac można z nim chyba tylko ze śmiechu.

[humoreska]

Za takimi dziwnymi słowami jak cover, remake,czy remiks kryje się niezła muzyka. O niej Roman Bodnar.

[program muzyczny Romana Bodnara]

Na tym kończy się nasz program. Dla was pracowali: Romab Bodnar, Jarosława Chrunik i Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

(dwoj/łw)

28.07.2016 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry szanowni słuchacze. Dzisiaj jest czwartek 28 lipca. Na antenie ukraiński program informacyjny. W studiu jest Hanna Wasilewska.

Dziś na Ukrainie obchodzony jest dzień chrztu Rusi – Ukrainy. To symboliczna data, którą obchodzi się z okazji chrztu Rusi corocznie 28 lipca w dzień pamięci o księciu Włodzimierzu Wielkim. Święto państwowe zostało ustanowione na Ukrainie z okazji 1020 lecia chrztu Rusi Kijowskiej zgodnie z ukazem Prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki 25 lipca 2008 roku.

Święto to obchodzone jest w dzień Świętego Włodzimierza – jednego z założycieli i obrońcy naszej państwowości. Dla nas ten dzień mieści w sobie kilka podstawowych pojęć. To spadek tysiącletniej historii Ukrainy, naszego narodu i państwa. To niepodległość narodu ukraińskiego i jego jedność skupiona wokół silnego państwa i wiary. To wspólnota wszystkich Ukraińców i wszystkich ziem ukraińskich skupiona wokół ojczyzny i duchowej stolicy – Kijowa. To ogromne znaczenie Kijowa w historii Świata i jego cywilizacyjny wpływ na sąsiednie ziemie i narody. To jedność naszych państwowych i duchowych początków.

Wskutek wojny na wschodzie Ukrainy świętowanie dnia chrztu Rusi Kijowskiej wygląda dzisiaj inaczej. Dokładniej powiemy o tym w naszym przeglądzie wydarzeń. Zostańcie z nami.

(-)

24 lipca zmarł prawosławny arcybiskup, syn Łemkowszczyzny, władyka Adam Lubec. Opozycja alarmuje, że ukraińskie zboże niszczy polski rynek

Około dziewięciu tysięcy prawosławnych wiernych przeszło w uroczystej procesji ulicami Kijowa. Dokładniej o tym zaraz.

(-)

24 lipca zmarł prawosławny arcybiskup, syn Łemkowszczyzny, władyka Adam Lubec. Świętej pamięci władyka odszedł w przeddzień swojego jubileuszu – 90 turodzin.

Oleksandr Lubec (aktualny hierarcha Adam) urodził się 14 sierpnia 1926 roku we Florynce. Wskutek Akcji Wisła został przesiedlony na zachód Polski. W 1950 roki zakończył Duchowne Seminarium Prawosławne w Warszawie, w 1964 Akademię Chrześcijańską. Po święceniach powrócił na rodzinną Łemkowszczyznę, by głosić Słowo Boże po ukraińsku w Wysowej, a także Kalinkowie i Przemyślu. Potem młodego prawosławnego duchownego przydzielono do książęcego Sanoka. Z tym miejscem związał swoje życie na 60 lat, gdzie był duchownym w miejscowej parafii Świętej Trójcy. Był także dziekanem, któremu przyszło kierować życiem cerkiewnym na Podkarpaciu. Po ostatniej decyzji dotyczącej odnowienia prawosławnej eparchii w południowej Polsce, w 1983 roku ojciec Adam Lubelski biskup stanął na czele Przemysko-Nowosądeckiej eparchii w Sanoku.

Długie lata służby władyki Adama to czas odrodzenia się życia cerkiewnego. Zbudowano w tym czasie wiele nowych świątyń, niektóre wyremontowano, stworzono także nowe prawosławne świątynie i klasztory. Z inicjatywy władyki wydawany jest, w języku ukraińskim, „Kalendarz Cerkiewny” i kwartalnik „Antyfon”.

Władyka Adam w świadomości ludności ukraińskiej w Polsce jest symbolem niezłomnego człowieka, jednego z nas. Był z nami jako wielki patriota, który szanował i rozwijał ukraińskie i cerkiewne życie kulturalne. Jego odejście to wielka strata dla Kościoła Prawosławnego i dla Polski, dla ukraińskiego prawosławia na świecie i dla całej mniejszości ukraińskiej w Polsce.

(-)

Opozycja alarmuje, że ukraińskie zboże niszczy polski rynek, resort rolnictwa uspokaja, że w pełni kontroluje dostawy ze Wschodu.

Polskie Stronnictwo Ludowe uważa, że niskie ceny skupu zbóż to efekt politycznej bierności władz. Poseł ludowców Mirosław Maliszewski obawia się, że do Polski trafia więcej towaru, niż zakładają limity w ramach bezcłowego kontyngentu z Ukrainy do Unii:

(-)

Informację o imporcie zbóż prezentowała w Senacie wiceminister rolnictwa Ewa Lech. Jak wskazała, Unia Europejska sprowadza z Ukrainy głównie pszenicę i kukurydzę. Dostawy nie przekraczają jednak ustalonych limitów:

(-)

Bezcłowy kontyngent z Ukrainy do Unii przewiduje dostawę miliona 600 tysięcy ton zboża.

Około dziewięciu tysięcy prawosławnych wiernych przeszło w uroczystej procesji ulicami Kijowa. Pochód zorganizowała, oskarżana o sprzyjanie Rosji, ukraińska cerkiew moskiewskiego patriarchatu. Ukraińskie władze wielokrotnie podkreślały, że uroczystość może być okazją do inspirowanych z Moskwy prowokacji.

O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko.

(-)

To były najaktualniejsze dzisiejsze tematy. Równo za 24 godziny będziemy czekać z nową porcją wiadomości. Z wami była Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

(dwoj/łw)

27.07.2016 – godz  18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry szanowni słuchacze. Dzisiaj opowiemy wam o ukraińskiej kulturze i Ukrainie w kulturze innych krajów. Z wami jest Hanna Wasilewska. Witam.

Ostatnio grupa Joryj Kloc często gości w Polsce. Zapraszany jest prawie na każdy ukraiński festiwal lub organizuje się specjalnie dla chłopców z zespołu koncerty w polskich młodzieżowych klubach. Czym zasłużyli sobie na takie traktowanie? Zapytałam ich o to sama.

Na Sergiuszu Petryczence wielkie wrażenie zrobił spektakl polsko-czeskiego teatru „Kura nie ptak – Ukraina nie zagranica”. A o co chodzi dowiemy się z czasem.

Także Roman Bodnar zaprasza. Zostańcie z nami, będzie ciekawie.

(-)

W zeszłym tygodniu w Węgajtach koło Olsztyna odbywał się festiwal „Wioska Teatralna”. Pokazano tam spektakl czesko-polskiego teatru z Pragi „Ted nadech a let”. Spektakl nosił tytuł „Kura nie ptak, Ukraina nie zagranica” i poświęcony był wydarzeniom na Ukrainie – od Majdanu do wojny w Donbasie. Z reżyserem Dawidem Zielonką i aktorka Elizą Paś rozmawiał Sergiusz Petryczenko.

[materiał w języku polskim]

(-)

Ukraińska młodzież na Warmii i Mazurach, a po ostatniej Ekołomyi nie tylko młodzież, zna już grupę Joryj Kloc. Ciężko określić styl muzyczny tej grupy. Dlatego i ja nie będę się o to starać. Oni sami potrafią powiedzieć to lepiej. Chłopcy nie są pozbawieni poczucia humoru i – mówiąc ich językiem – są nafaszerowani ciekawym i autentycznym „ukraiństwem”. Zrozumiecie to państwo sami słuchając krótkiej rozmowy z nimi. Kto jeszcze nie zna, niech pozna – oto członkowie zespołu Joryj Kloc.

(-)

Nazywam się Łubij Anton, jestem wokalistą i gram także na bębnie. A ja nazywam się Iwan Żogło – alt – i zwyczajnie śpiewam też wokal.

Jesteście gwiazdami w Polsce – może większymi niż na Ukrainie.

To trudno powiedzieć. Nie jesteśmy statystami. Występujemy dużo i w Polsce i na Ukrainie. No naprawdę, wszędzie gdzie graliśmy jesteśmy znani. Poznają grupe Joryj Kloc.

Dźwięk tych autentycznych ukraińskich instrumentów zachwyca. To taki rodzynek. Ale zgodzicie się, że folk rocka jest ostatnio dużo? Czym weźmiecie dalej słuchacza?

Zawsze bierzemy niestandardowym składem. Nawet nie nazywamy tego folk-rockiem, ale ukraińskim obrzędowym hip-hopem, daj Boże, etno-czort to tak nasz ogląd zbiorowy, określa nasz światopogląd. Będziemy na pewno dodawać do naszego repertuaru więcej instrumentów. To na pewno nie będzie tylko lira korbowa. Ale planujemy dodawać jakieś dudki i kobze – to jedno i to samo w tradycji. W następnym albumie będą dzwonki, bo wykorzystaliśmy…to będzie takie nakierowane na „kolędowe”, album wyjdzie przed Bożym Narodzeniem

Kto u was pisze to wszystko?

Razem piszemy. Zebraliśmy 13 autentycznych kolęd. Takich, kto mało kto słyszał z Ukraińców. Tam jedyna kolęda, która będzie znana to „Dobryj wczir…”, ale ona będzie w takiej wersji, zanim została przerobiona w klasztorach. To będzie autentyczny tekst, a kolęda będzie brzmieć po staremu. Będzie też jedna archaiczna kolęda w języku polskim. Nazywa się „W środku ogródeczka”.

Na moje pytanie o sukces grupy Joryk Kloc i czemu chłopcy chcą polskiej publiczności, która ciągle ich tu zaprasza, chłopcy nawet się nie zastanowili:

Przede wszystkim chce powiedzieć, że grupa Joryj Kloc jest charakterystyczna w tym, że pokazuje muzykę etno, nie ze strony słów oj, aj itd., ale pokazuje ze strony wesołej tradycji silnej nacji. Ma zawsze wybieramy piosenki, które brzmią wesoło, satyrycznie, wesoło no i oczywiście bohaterskie piosenki. Dlatego Joryj Kloc cieszy energią na scenie. Joryj Kloc zawsze dziwi, bo ukraińska muzyka wyobrażana jest jako minorowa. A grupa Joryj Kloc to zawsze wesołość, szaleństwo ruchu. Staramy się wydzielić z naszej tradycji wielki spadek pieśni obrzędowych, korowodowych, tych, które były wykorzystywane w tańcach. A to zwykle pieśni o trochę innym kierunku i one, jak już mówiłem, są z humorem z satyrą. Jakimiś relacjami między mężczyznami i kobietami. To są pieśni o sianiu, płodach ziemi, mają jakiś głęboki sens.

A co byście chcieli powiedzieć miejscowym Ukraińcom?

Ja od siebie życzę, jako od siebie i członka grupy Joryj Kloc być wesołym i pamiętać o tym, że ukraińska tradycja to wesołość, siła, potęga i pewność siebie. Ja chciałbym powiedzieć to samo co Iwan o duchu i energii – przyłączam się do tego i starajcie się zobaczyć w naszej tradycji nie to, do czego przywykliście. Bo ludzie przyzwyczajają się do tych wyszywanek. Chodzą kiełbasę jedzą i coś jeszcze. To wszystko jest powierzchowne, można zobaczyć głębsze rzeczy, które dotyczą naszych korzeni i czynią nas silniejszymi. Zawsze starajcie się znaleźć tę rodzynkę. Niech Ukraina będzie dla was niezwykła.

[program muzyczny Romana Bodnara]

Kończy się nasz czas antenowy. Dlatego żegnamy się z wami do jutra. Pracowali dla was: Roman Bodnar, Sergiusz Petryczenko i Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

27.07.2016 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry szanowni słuchacze! Dzisiaj jest środa 27 lipca. Na antenie ukraińskie wiadomości. Na falach Polskiego Radia Olsztyn wita was Hanna Wasilewska.

W 2013 roku Władimir Putin wystąpił w Kijowie z okazji 1025 rocznicy chrztu Rusi. Ze strony Putina był to akt językowej agresji, zaprzeczenia ukraińskiej państwowości i jak uważają niektórzy widzowie, początek de-facto rosyjskiej wojny na Ukrainie, z powodu której nadal giną Ukraińcy. O sytuacji na Donbasie i tegorocznej procesji z okazji chrztu Rusi usłyszycie za kilka minut w przeglądzie wydarzeń. Zostańcie z nami.

(-)

W zeszłym tygodniu w Węgajtach koło Olsztyna odbywał się festiwal „Wioska Teatralna”. Pokazano tam spektakl czesko-polskiego teatru z Pragi „Ted nadech a let”. Spektakl nosił tytuł „Kura nie ptak, Ukraina nie zagranica” i poświęcony był wydarzeniom na Ukrainie – od Majdanu do wojny w Donbasie. Z reżyserem Dawidem Zielonką i aktorka Elizą Paś rozmawiał Sergiusz Petryczenko.

[materiał w języku polskim]

(-)

Ukraińskie władze zablokowały przemarsz prawosławnych procesji przez Kijów. Powód to względy bezpieczeństwa. Jutro, w przededniu święta Chrztu Rusi, w ukraińskiej stolicy mają się spotkać pątnicy uczestniczący w tzw. procesji pokoju – pielgrzymce zorganizowanej przez cerkiew patriarchatu moskiewskiego.

(-)

Rosjanie wykorzystują w Donbasie najnowsze rodzaje broni – poinformował o tym sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksandr Turczynow. Jak powiedział, Ukraina ma dowody na to, że część dostarczanego z Rosji nowoczesnego uzbrojenia to sprzęt zabroniony przez międzynarodowe konwencje.

Więcej na ten temat z Kijowa Paweł Buszko:

(-) [materiał w języku polskim]

W Toronto zmarł kanadyjski historyk ukraińskiego pochodzenia Orest Subtelnyj. Przy tej okazji prezydent Petro Poroszenko przekazał kondolencje rodzinom i bliskim Oresta Subtelnego – poinformowało biuro prasowe głowy państwa. Poroszenko podkreślił, że wielki uczony napisał swoje dzieło „Ukraina: historia” właśnie wtedy, kiedy było ono najbardziej potrzebne. „Chylę głowę w wielkim bólu i smutku razem z wami. Pamięć o Oreście Myrosławowyczu pozostanie w naszych sercach na zawsze” – dodał prezydent. W 1992 roku Orest Subtelnyj został wybrany zagranicznym członkiem Państwowej Akademii Nauk Ukrainy, a 22 grudnia 2006 roku otrzymał tytuł honorowego doktora Akademii Dyplomacji przy MSZ Ukrainy. Największe uznanie Orestowi Subtelnemu przyniosła praca „Ukraina: historia” opublikowana po raz pierwszy w 1988 roku przez wydawnictwo Uniwersytetu w Toronto. Książka została uznana za jedną z najbardziej wpływowych i ważnych opublikowanych w ciągu 100 lat istnienia Uniwersytetu w Toronto. Orest Subtelnyj zmarł 24 lipca. Pochowany zostanie w Toronto w Kanadzie.

(-)

Na tym kończymy blok informacyjny, ale nie żegnam się z państwem. Spotkamy się o 18.10. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

26.07.2016 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór drodzy przyjaciele. W ukraińskiej audycji „Z dnia na dzień” jest z wami Hanna Wasilewska. Witam

Na wschodzie Ukrainy w ostatnim czasie wzrosło napięcie. Prawie każdego dnia giną giną ukraińscy chłopcy. I właśnie dlatego nie mamy prawa zapominać o tym, że wojna na ziemiach naszych przodków, w naszej ojczyźnie trwa. Wojna rodzi bohaterów i zdrajców. Jacy są bohaterowie Ukrainy? Czym żyją i o czym myślą. O tym opowie dzisiaj ojciec Juliusz Krawecki z Bartoszyc. Rok temu stał na straży życia duchowego bohaterów w Donbasie. Wrócimy do tego tematu po muzycznej przerwie:

(-)

Wojna na wschodzie Ukrainy trwa ponad dwa lata. W tym czasie pokazała, kto jest bohaterem, a kto zdrajcą. Jednak jeśli poprosić by przeciętnego człowieka o wskazanie nazwiska jednego bohatera Ukrainy – zabrzmi jakieś nazwisko – wszyscy znają Nadię Sawczenko. Czemu ona? Czemu nie ktoś inny, kto własnym życiem bronił Ojczyznę i ratował jej synów. Z tą osobą wiąże się wiele dyskusji. A to co myślą chłopcy na pierwszej linii o takim nastawieniu władzy do niej i do zwyczajnych obrońców Ukrainy, dzięki którym separatyści nie mogą posunąć się dalej. O to zapytałam kapelana wojskowego, proboszcza greckokatolickiego kościoła w Bartoszycach – ojca Juliusza Kraweckiego. Co mówią szeregowi żołnierze o bohaterce Nadii Sawczenko? I czy im nie przykro?

Pewnie, że przykro. Każdemu jest przykro kiedy państwo dzieli swoje dzieci na lepsze i gorsze. Nam bardzo podoba się i o tym mówiliśmy, podejście Żydów, że każdy odpowiada za każdą niewinną kroplę żydowskiej krwi. Prosta sprawa, tam nie ma znaczenia, czy jesteś taki, czy taki, ale masz odpowiedzieć. Tam był taki chłopiec, który był w niewoli pod Iłowajskiem. I potem we Lwowie nie mógł znaleźć sobie miejsca, kiedy wrócił, po zwolnieniu. Chciał wrócić do wojska i wrócił i wszystko było ok. Do momentu, aż nie zobaczył na filmie egzekucji dwóch jego towarzyszy broni. Rosjanie wrzucają takie rzeczy do sieci. I on nie chciał już ani chwili zostać. Rozumiem, że państwo musi pewne rzeczy cenzurować. Ale nie musi aż tak kłamać. To mnie bardzo martwi, tym bardziej, że nie budujemy wtedy zaufanie do systemu.

To nawet taka prosta sprawa, skoro już tak rozmawiamy. Jak byliśmy na pozycji jacyś deputowani przyjechali. Ja popatrzyłem na ich ubiór, obuwie za parę tysięcy. Przyszli, narobili zdjęć, zjedli co tam mieliśmy. I ja tak zapytałem – może przywieźliście papierosy dla chłopców?

Brak zaufania wobec władzy na Ukrainie jest uzasadnione. I takie niedbałe traktowanie traktowanie obrońców ojczyzny jest istotnym argumentem przeciwko władzy. I po co pomagać, skoro są wolontariusze tacy jak ojciec Juliusz Krawecki? Władza potrzebuje żołnierzy do zdjęć. A po co pojechał tam z Bartoszyc ksiądz Juliusz?

Jak ja odbieram tam moją obecność? Przede wszystkim ten czas był mi potrzebny. Bo jako ksiądz zrobiłem coś przydatnego ludziom, może coś przydatnego tak powiem. To jest bardzo ważne. Po drugie wszyscy mówili, że Polacy są z nami. Tak, że ktoś o nich pamięta po drugie. Zorganizowałem tam bibliotekę – tak poradził mi przyjaciel z Ukrainy. W kuchni wprowadziłem parę innowacji. A konkretnie w blindażu, gdzie była kuchnia zrobiłem półki ze skrzynek i tam między innymi była biblioteka. Była tam świeża prasa, która miała 2 tygodnie opóźnienia, książki. Zaczęli czytać i to mi się spodobało.

H.W: Czytali po ukraińsku?

Tak, tak po ukraińsku.

H.W: A po rosyjsku?

Więcej. Tak, tak, ja miałem tylko po ukraińsku to czytali, ale jak rozmawiali między sobą to było im łatwiej po rosyjsku. Czytać też.

H.W: A z księdzem po rosyjsku?

Tak, rozumiałem, a jak nie to się domyślałem

Ale jedno to rozumieć język rosyjski, a zupełnie inne święcić w języku okupanta kaplicę:

Miało być poświęcenie kaplicy. I ja poprosiłem – słuchajcie musicie mi załatwić formułę poświęcenia domu bo to wystarczy. Dobra, dobra gdzieś tam w batalionie, bo ja nie wyjeżdżałem, raz gdzieś mnie zabrały. Miałem zakaz wyjazdu. Przywożą. Patrzę. Po rosyjsku. I mówię – Boże, jak ja mogę święcić kaplicę Omelana Kołcza po rosyjsku. Takie czasy. Ale dobrze, że ktoś miał smartfon, gdzieś tam pobiegł gdzie była sieć, ściągną ze strony Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego formułę poświęcenia, no i ja współcześnie, poświęciłem kaplicę ze smartfona.

H.W: A jakie teraz plany, kiedy ksiądz jedzie?

Do Piotra i Pawła byłoby najlepiej, ale nie udało się, a teraz najlepiej zimą. Muszę poprosić jeszcze biskupa o urlop. Ja mogę pojechać na miesiąc jak mam urlop. Dlatego dwa lata pod rząd wykorzystałem swój urlop na to, żeby tam być z chłopcami. A do drugiej roty motorowo-piechotnej ciągnie mnie. Mam tam trochę znajomych. Oni są teraz na 29 blokpoście. Naszą kaplicę i Stepanapolis oni opuścili. Dostali rozkaz przeniesienia się.

H.W: Ale ksiądz mówił o zmianach, urlopach, księży, ale ani słowa o rodzinie, a jak rodzina księdza to przyjmuje i czy oni chcą, żeby ksiądz tam jechał? Z jednej strony oni myślą, że ja tak bardziej podchodzę do tego zabawowo. Że tam wcale nie jest tak jak mówię, że tam na pewno jest fajnie i coś tego rodzaju. Na początku to była taka motywacja w stosunku do rodziny, no ale od czego ma być ksiądz? On ma być tam, gdzie jest potrzebny. Rodzina uważa, że powinienem robić to, co będzie korzystne dla duszpasterstwa.

Być żoną księdza to ogromna odpowiedzialność. Pewna misja, do której potrzebna jest siła, by zrezygnować z osobistego [życia]. Nie tak prosto puścić męża na wojnę. Wysłać go tam skąd może nie wrócić. Bo jaka jest rola księdza na ziemi.

Moja żona to rozumie. Ona uważa, że Cerkiew, a tym bardziej księża powinni być bardziej kategoryczni. Powinni więcej wymagać od siebie, a nie od ludzi. Pasterz to jest ten, który idzie z przodu. Pasterz dba o owce itp. Nawet ten Psalm 23. Mój dobry pasterz. Niczego mi nie będzie brakować, ale czemu on prowadzi mnie ciemną doliną, a powinien prowadzić górą? Teraz jest potrzebne ciemne, żeby docenić to co jest jasne.

Na wojnie nie ma reguł. Często dochodzi do rzeczy strasznych. Jest tylko jedna zasada – albo ty, albo ciebie. Kiedyś było i tak w Chołodnym Jarze

(-)

[ Przedstawiony utwór literacki nie prezentuje poglądów autorów audycji]

(-)

Życie w klasztorze toczyło się swoją zwyczajną koleją. Korzystając z pokojowych dni porządkowałem sztabową kancelarię, prowadziłem rejestrację starszyzny i podstarszyzny. Nocami, tak by nikt nie widział, odwiedzałem mogiłę Haliny i godzinami, bez ruchu, przesiadywałem przy niej z bólem w sercu. Czornota nie mówił więcej o tym, że walka nie zna żalu. Sam dobrze uświadomiłem sobie, że kiedy dwa narody walczą, to białe rękawiczki trzeba odrzucić.

Przez pięć lat na frontach przyszło w boju rozłupać głowę nie jednemu Niemcowi, Węgrowi, Moskalowi, ale że można ponieść szablę na wroga, który broń już rzuciła, że wróg martwy wrogiem być przestaje – z tym już się pogodziłem na tym kawałku ukraińskiej ziemie, którego trzeba było bronić, albo zginąć.

Chołodnyj Jar spowodował w mojej duszy inne zmiany. A do tego czasu nie bałem się śmierci, bo nie pokazywałem tego przed innymi. Teraz zupełnie spokojnie patrzę jej w oczy.

To nie była apatia, którą przeżyłem w lochach CzK, ani ślepy fanatyczny zapał. To było całkiem trzeźwe uświadomienie sobie, że moje życie należy nie do minie, a zwielokrotnionemu przez miliony „ja” – należy do mojej nacji, do tych, którzy w walce za jej istnienie usypali wały wokół motrynego klasztoru, kopali szańce w Chołodnym Jarze.

Kiedy padnę, może moje ciało zjedzą lisice, by nakarmić swoim mlekiem młode lisięta. Moją krew wypije ziemia, na której wyrośnie trawa, dla koni tych, którzy zajmą moje miejsce.

A wszystko toczyło się dalej. Docierały sprzeczne informacje o zwycięstwach i porażkach Armii Czerwonej na zachodnim i południowym froncie.

Za Dnieprem płonęły wsie i grzmiały armaty w walkach czerwonych oddziałów z silnymi partyzanckimi zagonami Kyleberdy i Skyrdy.

Bolszewicy przerzucili Dnieprem oddziały, które zajęły wsie na Pobereżu. Posuwały się między Dnieprem i Tiasminem odcinając nas od oddziałów Biłego Jaru. Mamaj przekazał, że robi się „gorąco” bo wrogowie systematycznie ich ostrzeliwują z dział. Póki co okłamuje „towarzyszy” i przenosi każdej nocy „Sicz” czółnami na ostrzelane już za dnia tereny. Zwiększony czarnoleski pułk konny Pylypa Chmary od czasu do czasu napadał na „towarzyszy”. Za Czechryniem rozszalał się Kobczyk, którego pseudonim odpowiadał jego działaniom. A dalej w step pruli brzuchy ochotniczym zagonom powstańcy Lutogo i Sztyla. Oprócz nich zjawiła się na chersońszczyźnie stepowa dywizja Błakytnego i zagon Czornego Worona. Kwasza za torami też o sobie przypominał. Niedaleko Rozumiwki pojawił się zagon Zahorodniego. A na czerkawszczyźnie w okolicach Mlijewa-Tetijewa-Horodyszcz zaczął grasować Hołyj.

(-)

Ukraińskie gwiazdy śpiewają w swoich nowych piosenkach o pokoju. Temat wojny, życia i miłości będzie kontynuować Roman Bodnar. Oddaję mu głos.

(-)

[blok muzyczny Romana Bodnara]

(-)

Trzymajmy się razem i pamiętajmy o tym, że miłość jest ponad śmiercią. Byli z wami: Roman Bodnar i Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

(-)

(dw/bsc)

 

26.07.2016 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry szanowni słuchacze. Dzisiaj jest wtorek 26 lipca. Na antenie ukraiński program informacyjny. W studiu Polskiego Radia Olsztyn wita państwa Hanna Wasilewska.

Ten tydzień rozpoczął się nadzwyczajnym wydarzeniem dla wszystkich wierzących – Światowymi Dniami Młodzieży. W tym roku odbywają się w Krakowie, więc młodzi pielgrzymi z Krakowa mieli świetną okazję zarejestrować się i przyjechać licznie na spotkanie z papieżem Franciszkiem. O tym i nie tylko będziemy mówić w przeglądzie wydarzeń. Zostańcie z nami.

(-)

Ponad 5 tysięcy Ukraińców przyjechało na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa.

Łemkowska Watra w Beskidach zebrała kilka tysięcy Łemków z Polski i zza granicy.

Na Ukrainie trzykrotnie zwiększają mandaty za jazdę po pijanemu.

O tym powiemy w przeglądzie wydarzeń,

(-)

Dzisiaj po obiedzie w Krakowie odbędzie się oficjalna ceremonia otwarcia Światowych Dni Młodzieży 2016.

Sekretarz Komisji ds. Młodzieży Kościoła Katolickiego siostra Anna Zajączkowska zaznaczyła, że do udziału w ŚDM zarejestrowało się 562 tysiące 640 osób ze 187 krajów. Najliczniejsze grupy są z Polski, Włoch, Francji, Hiszpanii, USA i Niemiec.

Z Ukrainy zarejestrowano 197 grup – to blisko 5 tysięcy osób, z których około 3 tysiące to wierni Kościoła Greckokatolickiego i 2 tysiące Katolików rzymskich. – powiedziała Zajączkowska

Komentując udział Ukraińców w Krakowie w Światowych Dniach Młodzieży, generalny konsul Ukrainy w Krakowie Oleh Myndiuk dla UNIANu wyraził nadzieję, że takie przebywanie ze sobą młodzieży sprzyja dobrym, przyjacielskim stosunkom. „Nie zważając na to, że mamy dyskusję w sprawie Ukrainy i rzeczy, które nie bardzo nam odpowiadają, spodziewamy się, że właśnie spotkanie Ukraińców z Polakami i przedstawicielami innych narodów pod czas ŚDM będzie sprzyjać dobrosąsiedzkim, przyjaznym stosunkom” – powiedział. Myndiuk poinformował także, że w Generalnym Konsulacie Ukrainy w Krakowie podczas ŚDM będzie pracować konsul, który przyjechał z Lublina, by pomagać Ukraińcom w sprawach konsularnych. Ponediuk natomiast poinformował, że ŚDM odbywa się od 1985 roku, a Ukraińcy uczestniczyli w nich po raz pierwszy w 1991 roku. Według niego, w tym roku po raz pierwszy w historii ŚDM przemówienia podczas imprez będą tłumaczone na język ukraiński. Bardzo wierzę, że dla Ukraińców ten ŚDM stanie się wyjątkowym” – powiedział Ponediuk. A grupa Kana nagrała ukraińską wersję hymnu ŚDM.

W Żdyni koło Gorlic kończy się 34.Łemkowska Watra. Trzydniowe święto kultury łemkowskiej w Beskidzie Niskim zgromadziło kilka tysięcy Łemków z kraju i zagranicy. Są to głównie potomkowie rdzennych mieszkańców tego terenu. Jak mówią, to okazja do spotkań całych pokoleń:

(-)

Dawniej Łemkowie żyli licznie nie tylko w Niskich Beskidach, ale i Beskidach Sądeckich. W 1947 roku w związku z Akcją Wisła zostali oni deportowani na tzw. ziemie odzyskane.

(-)

Na Ukrainie będą większe kary za jazdę po spożyciu alkoholu. Odpowiednie prawo podpisał prezydent. Wysokość mandatu wzrasta trzykrotnie. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) [wypowiedź w języku polskim]

Na tym kończymy program informacyjny. Żegnam się z państwem do jutro. O 18:10 usłyszycie następną część Chołodnego Jaru i ostatnią część opowieści ojca Juliana Kraweckiego o miesiącu w ATO na wschodzie Ukrainy. Do usłyszenia. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

25.07.2016 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór szanowni słuchacze.

W programie „kamo hriadeszy” [Quo vadis] wita was Hanna Wasilewska.

Jarosława Chrunik w końcu doczekała się urlopu więc życzymy jej dobrego odpoczynku i powrotu do nas z nowymi siłami. Natomiast w przeddzień urlopu Jarosława odwiedziła Banie Mazurskie w których swoją pierwszą mszę odprawił hieromnich Hrihorij Nazar Jaremczuk z zakonu Wasyla Wielkiego.

Ale najpierw przeniesiemy się na Ukrainę.

Tam nie milkną emocje wokół organizowanegej przez Ukraińską Cerkiew Prawosławną Moskiewskiego Patriarchatu tak zwanej „krzyżowego marszu pokoju”. Największe oburzenie patriotów wywołuje ten fakt, że oprócz symboli cerkiewnych (sztandarów, krzyży i ikon), niektórzy uczestnicy marszu przedstawiają symbolikę separatystyczną.

 

Także w Charkowie w rękach miejscowych uczestników marszu, którzy przyłączyli się do kolumny ze Swiatohirska, można było zobaczyć wstążki św. Jerzego. Niektórzy z uczestników przypięli znaczki z wyobrażeniem rosyjskiego imperatora Mikołaja II i inną imperatorską symbolikę.

Użytkownicy sieci społecznościowych oburzają się, że w Charkowie „kremlowskie uszy sterczą nieskromnie” i logicznie pytają „jaki stosunek ma wstążka św. Jerzego do pokoju”. Niektóre „gorące głowy” już proponują w sieciach społecznościowych, by kijowianie masowo pisali na policję z żądaniem przekazania do służb specjalnych, by te skontrolowały „marsze krzyża” i zabroniły ich uczestnikom wstępu do Kijowa. Przeciwko marszom w Kijowie publicznie na Facebooku opowiedziała się wolontariuszka Lesia Borsuk, zastępca ministra ds. tymczasowo okupowanych terenów Georhij Tuka i inni.

Dziennikarz Jegor Czuczerynda przy tym zaznacza na FB, że w marcu 2014 na ukraiński Krym przyszły „zielone ludziki” Putina. W lipcu 2016 do Kijowa idą „czarne ludziki” Patriarchatu Moskiewskiego. Pozornie po to, by modlić się za pokój. Czemu nie idą modlić się do Doniecka albo Ługańska? Odpowiedź jest jasna – bo tam i tak trwa wojna. Teraz to zadanie Putina i jego patriarchatu – destabilizować sytuacje w Kijowie. Czy stolica jest na to gotowa?

Marsze krzyża już są obserwowane bacznym okiem przez organy państwowe i specsłużby. Świadczy o tym oświadczenie przewodniczącego Rady Najwyższej Ukrainy Andrija Parubija, który prostym tekstem ostrzegł przed tym, że rosyjskie służby specjalne planują na 26 lipca masowe prowokacjie w Kijowie, wtedy kiedy uczestniki marszu dotrą do stolicy. Mówił: Federalna Służba bezpieczeństwa Rosji ściągnie do Kijowa prowokatorów, jako sportsmenów czy, tak zwanych, kozaczków, maskując ich obecność jako uczestników pokojowego marszu krzyża.

Stajemy się świadkami tego, jak jedna z religijnych organizacji, która ma swoje duchowe centrum w kraju agresora mobilizuje znaczną ilość swoich wyznawców i ściąga ich do Kijowa na 26 lipca. Nazywają to pokojowym marszem krzyża – powiedział pan Parubij. Do Kijowa, oprócz rzeczywiście wierzących nastawionych pokojowo, przyjdą prowokatorzy z zakazaną symboliką i symboliką kraju-agresora.

W ten sposób pan Parubij wezwał szefostwo MSW i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy do przeprowadzenia „profilaktycznych działań z inicjatorami działań destabilizujących”, by nie dopuścić do wykorzystania imperatorskiej symboliki i uniknąć jakichkolwiek prowokacji. Przypominamy, że zgodnie z założeniami Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego, tzw. „krzyżowy marsz pokojowy” złożony jest z dwóch kolumn: jedni uczestnicy wyruszyli do Ławry Peczerskiej w Kijowie ze wschodu – od Ławry Swiatohirskiej, a drudzy z zachodu – od Ławry Pocziwskiej. Organizatorzy informuja, że w każdej kolumnie w stronę Kijowa idzie ponad 10 tysięcy osób, których liczba wzrasta po drodze. Z Ukraińską Cerkwią Prawosławną Moskiewskiego Patriarchatu trzeba się liczyć. Ale tydzień temu dziennikarze widzieli w Lubotyczu tylko 200 maszerujących, którzy przemieszczali się w stronę Połtawy.

Choć z Charkowa w niedzielę pompatycznie wyruszyło kilka tysięcy prawosławnych.

Jednak nie wszyscy wierzący Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Moskiewskiego Patriarchatu idą na Kijów pieszo. Większość przyłącza się do marszu „poza polem widzenia” w dużych miastach.

Czy zakończy się krzyżowy marsz i czy zakończy się w Kijowie dowiemy się jutro.

Ukraińska mniejszość w Polsce gromadzi się nie tylko wokół ZUwP, ale także wokół Cerkwi. W parafiach odbywa się wiele różnych wydarzeń, w których biorą udział zarówno wierni, jak i księża. Dlatego istotne jest, by księży było jak najwięcej. Wyświęcenie każdego nowego księdza – to zawsze święto. Takie właśnie miało miejsce wczoraj w Baniach Mazurskich, gdzie swoją pierwszą (po Warszawie) mszę odprawił hieromnich Hryhorij Nazar Jaremczuk z zakonu Wasyla Wielkiego:

To jest jakby druga moja msza prymicyjna. Pierwsza na Mazurach. Powiązana tak trochę ze wspomnieniami, dlatego, że 14 października 2007 roku przyjechałem tu po raz pierwszy. Pierwszy raz zobaczyłem…jako kandydat do klasztoru,pierwszy raz zobaczyłem tę parafię. Właśnie parafia w Baniach Mazurskich, nasza greckokatolicka. Zrozumiałem, że tu jest podobnie jak na Ukrainie…takie wspomnienie…to było 9 lat temu.

Ja jestem z ziemi iwano-frankowskiej, wieś Hwizd…blisko do Hucułów, do gór. Uczyłem się tam. Szkołę podstawową skończyłem we wsi. Póżniej wstąpiłem do kolegium w Buczaczu. Przy klasztorze ojców Wasylianów i tam poznałem dokładniej te klauzulę ojców Wasylianów i potem jakoś tak ta bliskość upłynęła na formowaniu mojego powołania, na formowaniu mojej drogi

J.Ch: W dzisiejszym świecie nie tak często spotyka się, by młody człowiek, przed którym świat jest całkiem otwarty, obrała drogę poświęconą Bogu. Jak to wyglądało u księdza. Kto na to wpłynął?Czy ktoś wpłynął czy ksiądz zdecydował się zostać księdzem sam. To wychowanie, zewsząd wypływało takie

Modlitwy nauczyła mnie babcia. Później z mamą chodziliśmy razem do cerkwi. Tata także, dziadek. To jest religijna rodzina i jakoś tradycja tak…poszedłem służyć, a potem pojechałem na nauczanie do kolegium w Buczaczu przy klasztorze. I tam uformował się mój ostateczny cel, że chcę do klasztoru. Nie wiedziałem jeszcze gdzie, ale wiedziałem, że do klasztoru.

J.Ch: A teraz kiedy ksiądz staje przed tymi ludźmi i patrzy na tych ludzi, co chce ksiądz im powiedzieć?

Ksiądz przed tym jak przygotowuje się do kazania to on tak tydzień przed. Niedziela mija i zaczyna czytać te Ewangelie, które będą. To wtedy zależy od środowiska, w którym się znajduje, albo do jakiego ma pojechać. Jak zaczyna to zastanawia się nad Ewangeliami. Jak już mówimy o kazaniu to przede wszystkim mamy przekazywać Słowo Boże, słowo Stwórcy, słowo Jezusa Chrystusa.

 

Ojcze Hryhoriju witamy was w waszej parafii. Jak ksiądz widzi jest nie jest tak liczna jak w Warszawie. Tam na liturgię przychodzi setki ludzi. A tu zbiera się gromada i jak wszędzie modli się do Boga Najwyższego o wszystkie potrzebne sprawy dla siebie i narodu. Ojcze witając was chciałbym życzyć na tej trudnej drodze, wielu sił i zdrowia. Wiele wszystkiego co związane jest z mocną wiarą. Żeby ta wiara księdza prowadziła. Życzę także wielu dobrych ludzi na tej drodze, żeby wierni, poczynając od waszej mamy i wszystkich innych, którzy księdza znają służyli mu, modlili się za niego, by Bóg księdzu błogosławił i pomagał.

[przywitanie dzieci: wiersze religijne i piosenki]

Szczerze dziękuję za powitanie, proszę pomodlić się także bym mógł służyć i bym mógł być dobrym księdzem. Żebym mógł służyć bogu i ludziom. Prosżę o modlitwę za mnie.

Drogi ojcze ty jesteś odważnym człowiekiem. Jak sobie przypominam swoja prymicję to prawie nie uciekłem. Ale ktoś powiedział, że może jednak będzie księdzem. Niech dalej w twoim życiu będzie ten optymizm. I żeby ta wiara była mocna i nigdy nie osłabła. Bo ona daje nam inny ogląd na życie, jak to co daje miłość i nadzieja. Życzę tobie właśnie tego i my wszyscy razem i dlatego dziękuję szczerze za to, że przyjechałeś do nas. I chciałeś podzielić się tym darem kapłaństwa właśnie w tej formie ofiarowania Słowa Bożego. Doceniając obecność wszystkich obecnych solenizantów Olg, Wołodymyrów. Chciałbym złożyć im życzenia, by otrzymali od Boga wiele zdrowia i radości w życiu. Stu lat.

Na tym kończy się nasz program. Dziękujemy za uwagę i zapraszamy równo za tydzień na audycję religijną „Kamo hriadeszy”. Pracowały dla was: Jarosława Chrunik i Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

25.07.2016 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry szanowni słuchacze. Dzisiaj jest poniedziałek 25 lipca. Dziękuję, że rozpoczynacie nowy tydzień razem z nami. Na antenie ukraiński program informacyjny. W studiu jest Hanna Wasilewska. Witam

W ten weekend w Żdyni odbył się 34. festiwal „Łemkowska Watra”. W programie festiwalu znalazły się różnego rodzaju spotkania naukowo-literackie. Chodziło o współczesne dylematy Łemków i o historię między Łemkami i Bojkami w czasie II Wojny Światowej, przesiedlenia z Polski na terytorium ówczesnej Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Ludowej.

Oprócz historii, tradycyjnych warsztatów rzemieślniczych i wystaw, na festiwalu odbył się konkurs piękności „Miss Łemkowszczyzny 2016”, podczas którego uroda dziewcząt nie odgrywała najważniejszej roli.

Watrze towarzyszyła 22. Łemkowska Spartakiada, zmagania z piłami, kosami czy powrozami. Była także przestrzeń dla młodych łemkowskich małżeństw „Moja rodzina”.

(-)

Ukraińskie media oceniają, że uchwała polskiego Sejmu w sprawie rzezi wołyńskiej ma charakter polityczny, a Kijów powinien na nią odpowiedzieć w sposób wyważony. We wczorajszej uchwale nasz parlament ogłosił 11 lipca Dniem Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej. Na Ukrainie kontrowersje budzi użyte w odniesieniu do zbrodni słowo „ludobójstwo”.

(-) [wypowiedź w języku polskim]

Na tym zakończyliśmy blok informacyjny. Już za dobę będę oczekiwać na państwa z nowymi informacjami. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich. (dw/bsc)

24.07.2016 – godz. 20.30 – Magazyn (opis do dźwięku)

[wstęp w języku polskim]

Dzień dobry szanowni słuchacze. W programie „Od niedzieli do niedzieli” wita was Hanna Wasilewska.

Dzisiejszą audycję rozpoczniemy od najprzyjemniejszego – życzeń. Z okazji 90 urodzin Iwanowi Ostapczukowi najlepsze życzenia składają: żona Eugenia, dzieci: Danuta, Iryna, Maria i Witold z rodzinami. Zdrowia, szczęścia i dobra! Niech życie będzie pieśnią, której nie będzie końca. Dziękujemy za wszystko – tak mówią pana dzieci panie Iwanie. Kłaniają się nisko, a my do życzeń przyłączamy się i darujemy piosenkę.

(-)

Niestety dzisiaj przyjdzie nam nie tylko składać życzenia, ale także wyrazy współczucia. 15 lipca tego roku w wieku 88 lat zmarł w olsztyńskim szpitalu znany i zasłużony pracownik i współpracownik wielu polskich i zagranicznych uniwersytetów. Profesor Michał Lesiów. Szczerze współczujemy rodzinie i ubolewamy nad taką stratą.

(-)

Letni słoneczny cykl świąt pogańskich zamyka najbardziej kolorowe święto – Kupały albo Kupajły [ukr]. Święto to było na tyle ciekawe i atrakcyjne, że nawet po przyjęciu chrześcijaństwa nie zanikło, a zmieniło się w święto młodzieży, które obchodzimy w przeddzień narodzin Jana Chrzciciela. Co roku Noc Kupały odbywa się w Kruklankach:

W malowniczych Kruklankach, które znajdują się pośród mazurskich i jezior, Kupała ma się dobrze.

(-) muzyka

Pogoda sprzyjała, jak prawie co roku. Było upalnie, a słońce z zainteresowaniem zaglądało w oczy artystom na scenie. A artystów było wielu. Zarówno z Polski, jak i Ukrainy. Przywitali ich gospodarze święta – przewodniczący miejskiego koła ZUwP Anna Całka i dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury Sławomir Zieliński:

[…]

Witamy artystów z Ukrainy i Polski…

Wójt gminy Kruklanki Bartłomiej Kloczko wyraził zadowolenie z okazji święta Kupały.

[wypowiedź w języku polskim]

Poseł na Sejm Urszula Pasławska podkreśliła dobrą, przyjazną atmosferę i potrzebę organizowania takich wydarzeń;

[wypowiedź w języku polskim]

Szef oddziału konsularnego Ambasady Ukrainy w Warszawie Switłana Krysa pochwaliła Ukraińców za kultywowanie tradycji.

Kultura i ukraińska i polska powinna łączyć ludzi, tym bardziej, że jesteśmy bratnimi narodami i między nami nie powinno być jakichś rozbieżności, sprzeczek tylko kultura, śpiew, taniec mogą połączyć naszych ludzi. Uważam, że ludność ukraińska, która jest tu na Warmii i Mazurach to zuchy bo wiele takich imprez organizuje. A to oznacza, że nie zapominają o swoim dziedzictwie, historii, kulturze i przekazują to swoim następcom. Jeśliby wstrzymać takie wydarzenia, to wszystko zostanie w ciągu lat zapomniane, a by tego nie zapomnieć, to trzeba jak najwięcej takich imprez organizować. Właśnie na Noc Kupały na Nowy Rok, Boże Narodzenie, kolędy, żeby przekazywać to wszystko młodszym pokoleniom. I żeby nie doszło do takich zdarzeń jak w Przemyślu. To przykre, nieprzyjemne, ale fakt jest faktem.

I znowu na kolejną Noc Kupały przyjdzie czekać cały rok…

W Węgajtach koło Olsztyna odbył się festiwal „Wioska teatralna”. Wzięły w nim udział grupy z Polski, Ukrainy oraz Czech, Niemiec i Białorusi. W miniony czwartek ukraińsko-polska grupa przedstawiła muzyczno-słowny utwór „Antonycz w domu”. Podstawą do stworzenia spektaklu jest poezja wybitnego, ale dotąd mało znanego łemkowskiego poety łemkowskiego poety Bohdana Ihora Antonycza. Program przygotowali: Jurij Andruchowycz, Ulana Horbaczewska i Mark Tokar z Ukrainy, a także znani polscy muzycy: Ryszard Latecki i Bart Pałyga. Sergiusz Petryczenko jak zawsze z gąszczu zdarzeń kulturalnych wybiera to, co jest najciekawsze.

(-)

S.P: Antonycz w domu – co to znaczy?

Ten pomysł dotyczy Nowicy – to miejscowość, to wieś, w której Antonycz przyszedł na świat…narodził się. To jakiś pierwszy dom tego poety. Chcieliśmy rozwinąć tę metaforę. Z jednej strony to bardzo konkretne [coś] – dom poety, w którym urodził

się – może nawet konkretny budynek czy chata, ale słowo „dom” ma dla nas wyjątkowo wiele znaczeń. I kiedy mówimy dom to niekoniecznie widzimy coś konkretnego i materialnego. I ten pierwsza warstwa, poziom projektu to Antonycz i Nowica , Antonycz i Łemkowszczyzna, Antonycz i ta młodość, dzieciństwo nawet, a potem młodość. Zielony kolor, który dominuje. Łemkowskie lasy, góry. Ale ten dom rozrasta się, staje się większy niż Nowica, Łemkowszczyzna. On staje się megapolis – to drugi stopień. Staje się, nawet niekonkretnie Lwowem, a modernistycznym, surrealistycznym miastem.

Jak czyta się poezję Antonycza, ona jest taka wielopłaszczyznowa. Jest część wierszy, które opiewają harmonię człowieka z przyrodą, kosmosem. Całość wszystkiego. A inna część wierszy odwrotnie, opisuje konflikt człowieka i jego progresu. Człowieka, który znalazł się w mieście z jego sztampami, jakimiś szalonymi pulsacjami i to inny typ wierszy

Ta druga część ona bezsprzecznie jest konfliktowa. Megapolis wnosi element rozpaczy, element krachu, końca świata. To bardzo częsty motyw w późnych tworach Antonycza. Koniec świata, apokaliptyczne trąby ostatniego dnia itd., itd. On wraca do tych motywów . I właśnie najstraszniej, najprzeraźliwiej czuł się w tym. Ale myślę, że w tym okresie, to naprężenie dawało mu to wiele jako twórcy.

(-)

I trzecia część to kosmos, kiedy wszystko to co […] nie ma znaczenia. Tak naprawdę jest coś jeszcze ponad tym wszystkim, nawet ponad tą harmonią jest neutralny wymiar kosmosu, który jest neutralny.

S.P: Muzyka tez jest dobrana do treści wierszy?

Tak, pojawiła się idea trzech części i pod te części wybierane były wiersze. Co najbardziej pasuje do pierwszej, drugiej, trzeciej. No i pomysł, czemu „Antonycz w domu” zapytałeś. Dlatego, że Antonycz miał trze domy. Z jego wierszy wynikają trzy domy. Dom – Nowica, tam gdzie się urodził. Dom – Lwów, w którym stał się poetą, zresztą władał językiem ukraińskim literackim i najlepsze swoje utwory napisał we Lwowie. To był jego drugi dom. A trzeci, jak sam pisze, mój dom nie jest tu, a gdzieś za trzecią gwiazdą. Kiedy czuł, że szybko trafi…w jego wierszach było poczucie wczesnej śmierci. I było opiewanie tego trzeciego tomu – mój dom nie jest tutaj, a za trzecią gwiazdą.

(-)

Stulecie. Kto z nas może wyobrazić sobie ile to czasu? A pani Parskewa Horoszko

właśnie tyle przeżyła na tym świecie. Teraz mieszka w Baniach Mazurskich, ale w ciągu życia przyszło jej poniewierać się po świecie. Cokolwiek by nie przeżyć, to bardzo wiele 100 lat.

Następnego dnia we Francji obchodzono 127 rocznicę zdobycia Bastylii. A dzień wcześniej – 13 lipca 1916 roku do chaty rodziny Pryjmów we wsi Żuków na lubaczówszczyźnie zapukało szczęście. Na świat przyszło najmłodsze dziecko. Córeczka. Otrzymała dostojne imię – Paraskewa. Życie jak chwila, życie jak wiek i ot Parania Horoszko dzisiaj mieszkanka Bań Mazurskich obchodziła jubileusz 100-lecia w zeszłym tygodniu. W niedzielę na rodzinne święto przyjechali krewni z najdalszych stron. Córka dostojnej jubilatki, pani Maria Hałagida, która opiekuje się mamą ani słowem nie wspomniała, że to ciężar.

Bardzo się cieszę, że dożyła tych lat, że jest z nami. Jesteśmy wszyscy bardzo zadowoleni. Szczerzę mówię jak jest, naprawdę. Bardzo cieszę się, że mama jest z nami i jesteśmy wszyscy razem. Dziękujemy Bogu.

I możecie nadal czuć się dziećmi.

Tak, jeszcze jesteśmy dziećmi, mamy mamę, nie jesteśmy sierotami.

Córka Iryna widzi mamę rzadziej, bo mieszka daleko

Też bardzo się cieszę. Trochę dalej mieszkam, ale staram się tu przyjeżdżać co roku. Taki mój obowiązek. W tym roku jest taki bardzo ważny dla nas i dla naszej rodziny czas. Więc zwołaliśmy swoje dzieci i wnuki. Niech cieszą się tym, że nasza mama i babcia jest wśród nas.

Kto z nas nie zna przynajmniej kilku słynnych anegdot o teściowej i synowej? To ulubiona bohaterka żartów wszystkich synowych i zięciów. Byłam bardzo ciekawa, co o swojej teściowej powie pan Bohdan Hałagida. Wyjątkowo mnie zaskoczył i ucieszył trzeźwym poczuciem humoru.

Bardzo, bardzo przyjemna kobieta. Myślę, że cieszy się z tego, że ma dwóch takich cudownych zięciów. Nie narzekać nigdy, naprawdę.

I to oczywiście szczerze powiedziane?

Oczywiście. Ja jeszcze teraz przytulamy się do niej i całujemy. Nie mam swojej mamy, to moja druga mama. Takie to szczere.

(-)

Podczas letnich podróży – często-gęsto – Ukraińców z Polski ciągnie na ziemię przodków. Z radością jadą odwiedzić dalekich krewnych albo zwyczajnie odpoczywać. Wtedy mają świetną okazję pokazać im jak dobrze pamiętają język ojczysty i dbają o nią. A czasem uczą się razem z nimi.

[lekcja języka ukraińskiego]

[Parada hitów Romana Bodnara]

I tym żegnamy się z wami. Następna audycja „Od niedzieli do niedzieli” czekać będzie na was równo za tydzień. Pracowali dla państwa: Roman Bodnar, Sergiusz Petryczenko, Jarosława Chrunik i Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich. (dw/bsc)

 

22.07.2016 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór drodzy przyjaciele. Piątek to dla mnie wyjątkowo przyjemny dzień z wielu powodów. Jedną z nich, jest spotkanie z wami w programie „Od A do Ja”. W studiu jest Hanna Wasilewska. Szczerze witam.

(-)

Nieubłaganie zbliża się koniec pierwszego miesiąca wakacji. Razem ze wszystkimi dzieciakami odpoczywają także nasi młodzi dziennikarze z Bartoszyc i Górowa Iławeckiego. Natomiast w Górowie na corocznej Ekołomyi zawarłam wiele ciekawych znajomości. Szczególnie pozytywnie zaskoczyli mnie Polacy, którzy odwiedzili ukraińską imprezę. Usłyszałam wiele ciepłych słów i wspomnień o Ukraińcach. Nie mogę nie podzielić się tym z wami.

Niezmiennie także pouczymy się języka ojczystego i posłuchamy nowych hitów Romana Bodnara.

(-)

Górowska Ekołomyja ma ogromne znaczenie dla wszystkich mieszkańców Górowa i Polaków i Ukraińców. Znaczenie nie tylko ekologiczne, ale i kulturowe. Kontynuuję opowieść o tych, których spotkałam podczas corocznej Ekołomyi.

(-) [wypowiedź w języku polskim]

Polskie małżeństwo z Nidzicy nie ukrywało swojej sympatii do ukraińskich sąsiadów. Pan Jan Marek Domański ciepło wspominał Ukrainkę, która kiedyś mu pomagała.

(-) [wypowiedź w języku polskim

Teraz zarówno pan Jan marek i jego żona Mirosława wspierają swoich ukraińskich przyjaciół. 7 lat temu poznali się z lekarzem ze Lwowa i jego żoną, a z Ukrainkami z Równego na Wołyniu utrzymują prawie rodzinne stosunki.

(-) [wypowiedź w języku polskim]

Małżeństwo Domańskich z wielkim zaangażowaniem wspomina o szczególnych ukraińskich świętach. Największe wrażenie zrobiło na nich wielkanocne śniadanie w ukraińskiej rodzinie.

(-) [wypowiedź w języku polskim]

Takie nastawienie sąsiadów Polaków tylko motywuje miejscowych Ukraińców do zachowywania tradycji i języka. Dlatego trochę się pouczymy.

[lekcja języka ukraińskiego]

[program muzyczny Romana Bodnara]

Nasz program dobiega końca. Równo za tydzień spotkamy się w audycji „Od A do Ja”. Z wami była Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

(dwoj/as)

21.07.2016 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry szanowni słuchacze. Humor wydłuża życie. Ci, którzy potrafią się śmiać dotrwają stu lat. Usłyszycie dzisiaj o prawdziwym setnym jubileuszu w Baniach Mazurskich, a także – dodatkowo – kilka barwnych anegdot. Z państwem jest Hanna Wasilewska.

W ten weekend w Baniach Mazurskich cała wieś obchodziła, wydawać by się mogło święto prywatne – urodziny jednej z miejscowych Ukrainek. Rzeczywiście nie były to zwyczajne urodziny, a jubileusz stulecia. Jak świętowały Banie Mazurskie i czym żyje stuletnia jubilatka opowie Jarosława Chrunik.

A męskiego uroku dodadzą nam: Hryc Drapak i Roman Bodnar. Ale to trochę później. Zostańcie z nami

Następnego dnia we Francji obchodzono 127 rocznicę zdobycia Bastylii. A dzień wcześniej – 13 lipca 1916 roku do chaty rodziny Pryjmów we wsi Żuków na lubaczówszczyźnie zapukało szczęście. Na świat przyszło najmłodsze dziecko. Córeczka. Otrzymała dostojne imię – Paraskewa. Życie jak chwila, życie jak wiek i ot Parania Horoszko dzisiaj mieszkanka Bań Mazurskich obchodziła jubileusz 100-lecia w zeszłym tygodniu. W niedzielę na rodzinne święto przyjechali krewni z najdalszych stron. Córka dostojnej jubilatki, pani Maria Hałagida, która opiekuje się mamą ani słowem nie wspomniała, że to ciężar.

Bardzo się cieszę, że dożyła tych lat, że jest z nami. Jesteśmy wszyscy bardzo zadowoleni. Szczerzę mówię jak jest, naprawdę. Bardzo cieszę się, że mama jest z nami i jesteśmy wszyscy razem. Dziękujemy Bogu.

I możecie nadal czuć się dziećmi.

Tak, jeszcze jesteśmy dziećmi, mamy mamę, nie jesteśmy sierotami.

Córka Iryna widzi mamę rzadziej, bo mieszka daleko

Też bardzo się cieszę. Trochę dalej mieszkam, ale staram się tu przyjeżdżać co roku. Taki mój obowiązek. W tym roku jest taki bardzo ważny dla nas i dla naszej rodziny czas. Więc zwołaliśmy swoje dzieci i wnuki. Niech cieszą się tym, że nasza mama i babcia jest wśród nas.

Kto z nas nie zna przynajmniej kilku słynnych anegdot o teściowej i synowej? To ulubiona bohaterka żartów wszystkich synowych i zięciów. Byłam bardzo ciekawa, co o swojej teściowej powie pan Bohdan Hałagida. Wyjątkowo mnie zaskoczył i ucieszył trzeźwym poczuciem humoru.

Bardzo, bardzo przyjemna kobieta. Myślę, że cieszy się z tego, że ma dwóch takich cudownych zięciów. Nie narzekać nigdy.

I to oczywiście szczerze powiedziane?

Oczywiście. Ja jeszcze teraz przytulam się do niej i całuję. Nie mam swojej mamy, to moja druga mama. Takie to szczere.

(-)

Pani Paraskewa bardzo wcześnie została sierotą. A życia sieroty nie można nazwać lekkim. Potwierdza to pani Iryna.

Mama była, jest bardzo dobrym człowiekiem. Dobrze nas wychowała, starała się jak najlepiej. Zaznaliśmy wiele ciepła od taty i mamy. Mama wiele nam opowiadała o swoim życiu, młodości, dzieciństwie, że była sierotą. Miała prawie 8 lat i już była całkowitą sierotą. Nie miała ani ojca ani matki.

A kto opiekował się nimi?

Najstarszy brat. Było im ciężko, bo już miał swoją rodzinę. Mniej poświęcał czasu takiemu dziecku. Mama bardzo dobrze uczyła się w szkole. Może jak miałaby możliwość, to zostałaby kimś ważnym. Bardzo ładnie pisała, miała ładny charakter pisma. Nawet nauczyciel mówił, żeby posłać mamę dalej, ale brat powiedział, że nie ma pieniędzy, warunków nie ma i tak, mama ma tylko cztery klasy.

W słowach pani Maryjki też słychać podziw i wdzięczność, za to, jaka była mama przez całe życie.

Mama miała ciężkie życie. Chorowała na początku. Musiała sobie dać radę i z chorobą i dziećmi i ogromnym gospodarstwem. Napracowała się dużo i w Warszawie, potem w Niemczech i później na tym gospodarstwie. Później jak miała emeryturę, tę rentę to sobie odpuściła wszystko. Z tatą tak sobie dożywali, ale życie mieli ciężkie. Jak wszyscy…Myśleli, że wrócą w swoje strony tam do Żukowa. Bardzo często wspominali ten Żuków. I nie chcieli za dużo remontować, bo mówili, że wrócą jeszcze w swoje strony. Ale po kilkunastu latach mama pojechała tam pierwszy raz do rodzinnej wsi i tam czekało ją duże rozczarowanie. Chaty już nie było. Ludzie nieprzychylni, też nie ci co kiedyś. I powiedziała, że już tam więcej nie pojedzie. Jeden raz. Jeden raz tylko była.

(-)

O dostojnej jubilatce pamiętali też przedstawiciele najwyższych organów władzy państwowej.

[wypowiedź w języku polskim]

(-)

[wypowiedź w języku polskim]

(-)

W niedzielę w cerkwi w Baniach Mazurskich odprawione zostało nabożeństwo w intencji dalszego bożego błogosławieństwa dla pani Paraskewy. A ojciec Pawło Staruch krótko przedstawił wiernym życie jubilatki. I choć nie było jej w cerkwi ze względu na stan zdrowia, rodzina, sąsiedzi i znajomi tradycyjną piosenką „Wielu lat” złożyli życzenia w tym szczególnym dniu.

(-)

I my przyłączamy się do życzeń. Niech każdy dzień będzie pełen miłości krewnych. A zdrowie niech będzie stałym gościem pani Paraskewy.

(-)

Hryhorij Myronowycz Drapak – pseudonim sceniczny Hryc Drapak.

Zodiakalny Aries, a po ludowemu baran. Destylowany Ukrainiec, ludowy artysta i humorysta, albo zwyczajnie – narodowy artysta Ukrainy. Poznał arkany sztuki w starożytnych miastach: Trembowli i Kijowie. Bezwzględny dla wrogów humoru. Powiązań, które by go dyskredytowały – brak. Dewiza

życia: Mój język – mój chleb. Występuje mistrz humoru mówionego, narodowy artysta Ukrainy Hryc Drapak:

[humoreski]

[program muzyczny Romana Bodnara]

Na tym kończymy nasz program. Przygotowali go Roman Bodnar, Jarosława Chrunik i Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich. (dw/bsc)

 

20.07.2016 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór drodzy przyjaciele.

[fragment poezji Bohdana Ihora Antonycza]

Z wami jest Hanna Wasilewska. Witam

Rozpoczęła program wierszem Bogdana Ihora Antonycza – wielkiego łemkowskiego poety. Właśnie na jego cześć współcześni ukraińscy artyści stworzyli coś nowego i wyjątkowego. Nazwya się to „Antonycz w domu”/ Ukraiński literacki geniusz i esteta Jurij Andruchowycz został autorem teatralizowanego przedstawienia.

Wspominamy także, razem z Jarosława Chrunik, Noc Kupały w Kruklankach.

Na końcu programu do tradycji i klasyki dodamy współczesność. W tym, jak zawsze, pomoże nam Roman Bodnar. Zapraszamy.

W Węgajtach niedaleko Olsztyna trwa festiwal „Wioska teatralna”. Biorą w nim udział grupy z Polski, Ukrainy, Czech, Niemiec i Białorusi. Jutro (we czwartek) ukraińsko-polska grupa przedstawi muzyczno-słowny utwór „Antonycz w domu”. Podstawą do stworzenia spektaklu jest poezja wybitnego, ale dotąd mało znanego łemkowskiego poety łemkowskiego poety Bohdana Ihora Antonycza. Program przygotował Jurij Andruchowycz, Ulana Horbaczewska i Mark Tokar z Ukrainy, a także Ryszard Latecki i Bart Pałyga. Sergiusz Petryczenko jak zawsze z gąszczu zdarzeń kulturalnych wybiera to, co jest najciekawsze.

(-)

S.P: Antonycz w domu – co to znaczy?

Ten pomysł dotyczy Nowicy – to miejscowość, to wieś, w której Antonycz przyszedł na świat…narodził się. To jakiś pierwszy dom tego poety. Chcieliśmy rozwinąć tę metaforę. Z jednej strony to bardzo konkretne [coś] – dom poety, w którym urodził się – może nawet konkretny budynek czy chata, ale słowo „dom” ma dla nas wyjątkowo wiele znaczeń. I kiedy mówimy dom to niekoniecznie widzimy coś konkretnego i materialnego. I ten pierwsza warstwa, poziom projektu to Antonycz i Nowica , Antonycz i Łemkowszczyzna, Antonycz i ta młodość, dzieciństwo nawet, a potem młodość. Zielony kolor, który dominuje. Łemkowskie lasy, góry. Ale ten dom rośnie, staje się większy niż Nowica, Łemkowszczyzna. On staje się megapolis – to drugi stopień. Staje się, nawet niekonkretnie Lwowem, a modernistycznym, surrealistycznym miastem.

Jak czyta się poezję Antonycza, ona jest taka wielopłaszczyznowa. Jest część wierszy, które opiewają harmonię człowieka z przyrodą, kosmosem. Całość wszystkiego. A inna część wierszy odwrotnie, opisuje konflikt człowieka i jego progresu. Człowieka, który znalazł się w mieście z jego sztampami, jakimiś szalonymi pulsacjami i to inny typ wierszy

Ta druga część ona bezsprzecznie jest konfliktowa. Megapolis wnosi element rozpaczy, element krachu, końca świata. To bardzo częsty motyw w późnych tworach Antonycza. Koniec świata, apokaliptyczne trąby ostatniego dnia itd., itd. On wraca do tych motywów . I właśnie najstraszniej, najprzeraźliwiej czuł się w tym. Ale myślę, że w tym okresie, to naprężenie dawało mu to wiele jako twórcy.

I trzecia część to kosmos, kiedy wszystko to co […] nie ma znaczenia. Tak naprawdę jest coś jeszcze ponad tym wszystkim, nawet ponad tą harmonią jest neutralny wymiar kosmosu, który jest neutralny.

S.P: Muzyka tez jest dobrana do treści wierszy?

Tak, pojawiła się idea trzech części i pod te części wybierane były wiersze. Co najbardziej pasuje do pierwszej, drugiej, trzeciej. No i pomysł, czemu „Antonycz w domu” zapytałeś. Dlatego, że Antonycz miał trze domy. Z jego wierszy wynikają trzy domy. Dom – Nowica, tam gdzie się urodził. Dom – Lwów, w którym stał się poetą, zresztą władał językiem ukraińskim literackim i najlepsze swoje utwory napisał we Lwowie. To był jego drugi dom. A trzeci, jak sam pisze, mój dom nie jest tu, a gdzieś za trzecią gwiazdą. Kiedy czuł, że szybko trafi…w jego wierszach było poczucie wczesnej śmierci. I było opiewanie tego trzeciego tomu – mój dom nie jest tutaj, a za trzecią gwiazdą.

(-)

Jeszcze powrócimy w następnych audycjach do czytania literatury i spotkań z Jurijem Andruchowyczem

(-)

Letni słoneczny cykl świąt pogańskich zamyka najbardziej kolorowe święto – Kupały albo Kupajły [ukr]. Święto to było na tyle ciekawe i atrakcyjne, że nawet po przyjęciu chrześcijaństwa nie zanikło, a zmieniło się w święto młodzieży, które obchodzimy w przeddzień narodzin Jana Chrzciciela.

W malowniczych Kruklankach, które znajdują się pośród mazurskich i jezior, Kupała ma się dobrze. W pierwszą sobotę lipca odbyła się tu już „XXI noc kupalna”

(-) muzyka

Pogoda sprzyjała, jak prawie co roku. Było upalnie, a słońce z zainteresowaniem zaglądało w oczy artystom na scenie. A artystów było wielu. Zarówno z Polski, jak i Ukrainy. Przywitali ich gospodarze święta – przewodniczący miejskiego koła ZuwP Anna Całka i dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury Sławomir Zieliński:

[…]

Witamy artystów z Ukrainy i Polski…jest to „Połonyna” Lwów; jest to grupa muzyczna Edelweiss Drohobycz, solistka Mariana Ometiuk z córką Lwów […] grupa wokalna „Akwarel” i uczniowie z gimnazjum. [dalej w języku polskim]

Wójt gminy Kruklanki Bartłomiej Kloczko wyraził zadowolenie z okazji święta Kupały.

[wypowiedź w języku polskim]

Poseł na Sejm Urszula Pasławska podkreśliła dobrą, przyjazną atmosferę i potrzebę organizowania takich wydarzeń;

[wypowiedź w języku polskim]

Imprezę rozpoczęli uczniowie z Punktu Nauczania Języka Ukraińskiego w Kruklankach i Pozezdrzu, którzy przedstawili układ choreograficzny „Magiczna noc Kupały”. Przygotowała go Wiktoria Petiuk, która jest niewyczerpanym źródłem pomysłów. Właśnie tak dzieci poznają kulturę swojego narodu. Jakie święta obchodzili nasi przodkowie, co takie święta symbolizowały, jakie elementy co symbolizowały…

(-) muzyka

Już tradycją stało się to, że w Kruklankach podczas Nocy Kupały występują zawsze przedstawiciele innych narodowości. W tym roku był na przykład polski zespół „Mżawka”. To miejscowy zespół z Kruklanek, który z charakterystyczną dla siebie wesołością zaprezentował piosenki ludowe, szczególnie po mazursku. Wystąpiło także „Rozmowne Trio” z Białegostoku, artyści ci stworzyli atmosferę biesiady:

(-) muzyka

Szef oddziału konsularnego Ambasady Ukrainy w Warszawie Switłana Krysa pochwaliła Ukraińców za kultywowanie tradycji.

Kultura i ukraińska i polska powinna łączyć ludzi, tym bardziej, że jesteśmy bratnimi narodami i między nami nie powinno być jakichś rozbieżności, sprzeczek tylko kultura, śpiew, taniec mogą połączyć naszych ludzi. Uważam, że ludność ukraińska, która jest tu na Warmii i Mazurach to zuchy bo wiele takich imprez organizuje. A to oznacza, że nie zapominają o swoim dziedzictwie, historii, kulturze i przekazują to swoim następcom. Jeśliby wstrzymać takie wydarzenia, to wszystko zostanie w ciągu lat zapomniane, a by tego nie zapomnieć, to trzeba jak najwięcej takich imprez organizować. Właśnie na Noc Kupały na Nowy Rok, Boże Narodzenie, kolędy, żeby przekazywać to wszystko młodszym pokoleniom. I żeby nie doszło do takich zdarzeń jak w Przemyślu. To przykre, nieprzyjemne, ale fakt jest faktem.

Zespół taneczny „Połonyna” Państwowego Leśnego Uniwersytetu we Lwowie najpierw przedstawił kilka ogólnych tańców zakarpackich, a następnie wprowadził widzów w nastrój dawnej Nocy Kupały i pokazał prawdziwe kupalne obrzędy:

(-) muzyka

Potem już noc należała do tych, którzy lubią tańczyć i czekają cały rok na taką okazję, by nogi nie zaznały spokoju do białego rana. W tym roku umożliwili im to chłopcy z zespołu „Edelweiss” z Drohobycza.

(muzyka)

I znowu na kolejną Noc Kupały przyjdzie czekać cały rok…

[program muzyczny Romana Bodnara]

I tą liryczną nutą żegnamy się z wami. Nad programem pracowali: Roman Bodnar, Sergiusz Petryczenko, Jarosława Chrunik i Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich. (dw/bsc)

19.07.2016 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór szanowni słuchacze! Tradycyjnie dzisiaj zajmujemy się wojennymi historiami. To historie ze wschodu i zachodu Ukrainy, ale obie dotyczą walki o wolność i niepodległość Ukraińców. Z wami państwem jest Hanna Wasilewska. Witam.

Greckokatolicki ksiądz Juliusz Krawecki z Bartoszyc trzykrotnie był w rejonie ATO [operacji antyterrorystycznej] na wschodzie Ukrainy. Za trzecim razem był tam przez miesiąc. W tym czasie zdążył poznać historię każdego z żołnierzy. Przeżył także swoją. Opowieści z przeżytego na wojnie miesiąca są dowcipne i wesołe jak sam ksiądz. Ale czy faktycznie było tam tak wesoło i jakie momenty zmuszały do zadumy nad wyborem – ty albo ciebie. O tym opowiada kapelan Juliusz Kawecki:

(-)

J.K: 28-go dokładnie, w Dzień Konstytucji, podeszła grupa dywersyjna i 150 metrów od nas rozpoczęły się bezpośrednie walki. Oficer dyżurny wpada do blindaża i mówi: „Grupa szturmowa ze mną. Reszta hełmy i kamizelki kuloodporne i czekać.”. Tam spało się w mundurze, żeby tylko buty założyć. I ja mówię – gdzie moje buty, zawsze tam były, a to ciemno, noc. To co znasz na pamięć i potem okazuje się – no nie ma. A potem myślę tak – czy brać paszport. A jeśli to coś poważnego i będę się przedzierać. Czy lepiej schować, lepiej paszportu nie mieć. No ale pieniądze trzeba wziąć, porozkładać w różne jakieś miejsca. Ale tam, jak było +40, a do tego jeszcze chłopaki do mnie tak mówią – zobaczysz, za jakiś czas nie będziesz słyszeć jak strzelają w nocy, a potem i w dzień. A ja mówię – no ale jak to? No tak – jak chodzisz po lesie to ptaków nie słyszysz, jak na dworcu mieszkasz to nie słyszysz pociągów. I ja potem tak, pięć dni, tydzień nie słyszałem. Spałem jak dziecko, wcześniej nie mogłem. A na dwa-trzy dni przed wyjazdem już nie słyszałem jak strzelali za dnia. Zero. Niestety zaczynasz do tego potem przywykać. Dla mnie to jest najgorsze, że wszyscy przyzwyczajają się do tego, że tak ma być, że tak trzeba żyć i funkcjonować. Ja teraz myślę, że Ługańsk, Donieck to tak sobie żyje…jest administracja, są pociski różnego rodzaju…i taka wojna, dla każdego po swojemu.

(-)

Świadomość tego, że wojna na wschodzie Ukrainy jest dla wielu wygodna jest straszna. To pieniądze, które nadal rządzą światem. I tylko codzienna statystyka zabitych mówi, że wojna trwa. I tylko rodziny chłopców, dzięki którym trzyma się front czekają na jej koniec. Ale póki co chłopcy są tam. Oni jak nikt inny potrzebują pomocy. Chęć pomocy ukraińskim obrońcom zawiodła bartoszyckiego księdza Juliusz Kaweckiego z Polski aż na wschód Ukrainy. Tam uczył chłopców nie tylko modlitwy:

J.K: Co my tam chcieliśmy zrobić. Pierwsza podstawowa rzec – nauczyć chłopców, żeby bronili swojego życia. Budowy dobrych umocnień. Ja nawet nazwałem to Stepanopolis. No bo tak to wyglądało. Są blindaże, potrzeba jeszcze cerkwi, karczmy. No i dwóch takich chłopców wypiło – to trzeba wykopać karcer. I kopią ten karcer, ja podchodzę i oni mnie pytają – jak nam idzie? – a ja odpowiadam – jak pijakom.

Ojciec Juliusz nie ukrywa, że czasem było i za co posiedzieć w karcerze. Ale kiedy sprawa dotyczy świętego, cała armia i wewnątrz i na zewnątrz stanęła w wyszywankach:

J.K: Byłem na poświęceniu naszej kaplicy i wtedy taka pani Luda Sydowa ze Lwowa przekazała nam 300 wyszywanych koszul i pierwszy raz oni cudownie wyglądali. Jak armia. Armia w wyszywankach.

I ta armia zbudowała całą cerkiew. A wyposażenie świątyni było dość nietypowe. Ale i to nie przeszkadzało poświęceniu wojskowej cerkwi i w końcu pomodleniu się w niej.

J.K: Zbudowaliśmy cerkiew, zakrystia była. Ołtarz elegancki, świecznik to było pół małej skrzynki na granaty i z połowy skrzynki z GRADu [GRAD – polowa wyrzutnia rakietowa] z piaskiem. I to był mój patent. Idealne. Opracować coś takiego to sztuka frontu.

H.W: Humoru nie brakowało, ale czy były takie sytuacje, kiedy musiał ksiądz wziąć broń do ręki.

J.K: Nie, [komendant] tak mi powiedział. Tu jest automat, jakby co, jest księdza. Kapelan ma prawo bronić swojego życia wyłącznie w takim wypadku. Ale ja powiedziałem – nie, nie nie będę brać tego do rąk. A on mi odpowiada – no w każdej chwili pogląd [na to] może się zmienić.

H.W: A czy wyobrażał sobie [ksiądz] taką sytuację, że trzeba będzie kogoś zastrzelić, zabić człowieka?

J.K: Nie, nigdy. Może w obronie cudzego życia, dziecka, kobiety, chłopca, ale nigdy by bronić swojego życia.

Ja tak naprawdę bałem się tylko o tych chłopców. Żeby im nic złego się nie stało. Po pierwszym wyjeździe, jakieś dwa, trzy tygodnie non stop miałem koszmary, że coś dzieje się tam. I raz w nocy, zimą, [w batalionie Lwów] poczułem takie mocne działanie zła. To znaczy, aż krzyknąłem, przeraziłem się. Dwa razy miałem taki sen. Teraz niedawno i zwykle wtedy dzieje się coś niedobrego. A wtedy był taki moment, że jednego chłopca postrzelili.

(-)

Właśnie w takim momencie powraca świadomość i zaczynasz w pełni cenić życie podarowane przez Boga. Ojciec Juliusz Krawecki cieszy cieszy się z możliwości pomocy ukraińskim żołnierzom tak długo jak był na pierwszej linii…Ale ucieszył się, kiedy otrzymał polecenie zakończenia swojej misji:

J.K: Ja naprawdę czułem się tam dobrze i fajnie. Czas był dla mnie super. W tej sytuacji cieszę się, że tam byłem, żyłem, mogłem pomóc itd. Ale kiedy otrzymałem informację, że muszę wyjeżdżać – tak za pierwszym, jak i drugim razem – nie chciałem zostać tam ani chwili dłużej.

Zwykle w czasie wojny ludzie pokazują swoje prawdziwe wnętrze, swoje oblicze, które skrywali przed innymi przez pół życia. Podstęp, którego dopuściła się bliska tobie osoba pozostaje gorzką pigułką. Lepiej napisał o tym Jurij Horlis-Horskyj w Chołodnym Jarze. Posłuchajmy:

(-)

[Prezentowany utwór literacki nie przedstawia poglądów autorów audycji]

Ciężka ręka Andrija Czornoty. Następnej nocy nasza „odezwa” rozklejona była w Czehryniu, Czerkasach, Znamiance. Oleksandriwce. Telepiński milicjant, który przywiózł z Kamianki pakiet odezw od swojego naczelnika, rozkleił go nocą na murach Kamianki.

Hruszewscy chłopcy pojmali i przyprowadzili do klasztoru swojego pobratymca Semena Zalizniaka, który zdradził nas w Kamiance. Zalizniak zabrawszy żonę i dziecko do Kamianki, przyszedł nocą do swojej chaty żeby zabrać z niej rzeczy.

Zaczął go przesłuchiwać Czornota. Ja w tym czasie zajęty byłem inną robotą. Chodzący po wałach klasztoru kot złapał młode ptaszę. Syty kot pobawił się trochę ptaszęciem i trochę go poranił. Wziąłem ptaszę ze sobą, ale potem za radą starej zakonnicy odniosłem je tam, skąd wziąłem, by mogli je znaleźć rodzice i zabrać do gniazda. Po drodze dogonił mnie Czornota, który z dwoma kozakami prowadził za wałem związanego zdrajcę. Wyrok na niego był wydany od dawna. Zobaczywszy mnie na wale Zalizniak podniósł swoją bladą twarz:

– Ratuj mnie Jurij! Tak lubiłeś moją maleńką Hanusię. Teraz ona zostanie sierotą.

Milcząco parłem wprzód. Za mną rozległ się rozpaczliwy ryk. Jeszcze kilka miesięcy temu byłoby mi go żal. A teraz…Ta zrobiona w ukraińskiej gliny wroga cegła musi zostać rozbita.

Wypuściłem ptaszę i poczekałem, aż połączy się z rodzicami, które z krzykiem latały wokół drzew. Wracam. W rowie pod wałem leży Semen Zalizniak. Jego głowa rozpłatana była na dwoje szablą. Poznaję ciężką rękę Czarnoty. Przypominam sobie słowa Zalizniaka. Hanusia to była jego, wyjątkowo miła i mądra 5-6 letnia córeczka. Kiedy odwiedzała nas w Kamiance – całymi godzinami bawiłem się z nią. Może Zalizniak zdradził dlatego, że uwierzył w stałość bolszewickiej władzy i nie chciał, żeby Hanusia zobaczyła go kiedyś martwym? Żeby nie zobaczyła pastwienia się nad matką, spaloną chatą. Czy to nie wszystko jedno – jednak zdradził. Wydał na śmierć dwudziestu towarzyszy.

(-)

Roman Bodnar jest już gotowy by przestawić nowy utwór muzyczny, a ja żegnam się z państwem do jutra. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich. (dw/bsc)

16.07.2016 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry szanowni słuchacze. Dzisiaj jest sobota 16 lipca. Na antenie ukraiński program informacyjny. W studiu jest Hanna Wasilewska. Witam.

Lato nie zawsze rozpieszcza nas dobrą pogodą, bardzo cieszy natomiast ilość różnorodnych świąt i wydarzeń kulturalnych. Ledwie jedna parafia greckokatolicka uczciła Piotra i Pawła, a już w sąsiedztwie [pojawiło się] inne znaczące wydarzenie. A jakie – tego dowiecie się z przeglądu wydarzeń. Więc warto poczekać.

(-)

Parafia greckokatolicka w Wydminach obchodzi jubileusz 40-lecia istnienia.

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski nie pozwolił senatorom Platformy Obywatelskiej na wyjazd do Odessy. Ukraińcy przekazali Francuzom wyrazy solidarności i współczucia. O tym usłyszycie.

(-)

Tydzień temu grekokatolicy pielgrzymowali do Chrzanowa koło Ełku. Tam odbył się coroczny odpust na Świętych Piotra i Pawła. Dzisiaj w po sąsiedzku znowu odbywa się wielkie święto. Greckokatolicka parafia w Wydminach obchodzi jubileusz 40 lecia istnienia. Ale nie od razu Ukraińcy modlili się we własnej świątyni:

[fragment liturgii] Greckokatolicka parafia pod wezwaniem Świętych Wołodymyra i Olhy w Wydminach istnieje od 1976 roku. Wskutek Akcji Wisła w okolicę Wydmin trafiło około 800 Ukraińców, więc potrzeba własnej cerkwi była ogromna. Do czasu powstania parafii, grekokatolicy modlili się w kościele rzymskokatolickim Chrystusa Zbawiciela w Wydminach. I właśnie w 1976 roku utworzono parafię pod wezwaniem Świętych Wołodymyra i Olhy. Kamień węgielny został poświecony w lipcu 2001 roku, a na jego miejscu rozpoczęły się intensywne prace budowlane i od kilku lat cerkiew służy wiernym wschodniej części Mazur. [fragment liturgii]

W parafii prowadzona jest katecheza dzieci i młodzieży. Uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów uczą się w szkołach w Gawlikach Wielkich i Wydminach. Natomiast religia dla starszej młodzieży odbywa się w cerkwi po nabożeństwie. Pierwszym duszpasterzem w Wydminach był ojciec Petro Kryk – aktualny biskup tytularny, apostolski egzarcha Niemiec i Skandynawii. Aktualnym proboszczem w Wydminach jest ojciec Wasyl Kepeszczuk, który jest 12 z kolei proboszczem parafii.[fragment liturgii]

(-)

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski mówi, że senatorowie Platformy Obywatelskiej wyjechali do Odessy samodzielnie i nie miały jego zgody na wyjazd. Wczoraj w Odessie doszło do Incydentu. Proukraińscy aktywiści zablokowali parlamentarzystów w hotelu i nie pozwalali [im] na spotkanie z rodzinami ofiar sprzed dwóch lat.

(-) [materiał w języku polskim]

W maju 2014 roku w Odessie doszło do zamieszek między zwolennikami euromajdanu a demonstrantami wspierającymi ówczesne władze w Kijowie. Starcia w mieście trwały kilka godzin. Wieczorem obrzucono koktajlami Mołotowa budynek związków zawodowych, w którym zabarykadowali się zwolennicy prezydenta Janukowycza. W trakcie walk i pożaru zginęło łącznie 48 osób, w tym 40 prorosyjskich demonstrantów. Rannych zostało ponad dwieście osób. Polscy senatorowie planowali spotkanie z matkami ofiar zamieszek.

(-)

Ukraińcy okazują Francuzom swoją solidarność i współczucie. Do ambasady Francji przynoszone są kwiaty. Placówkę dyplomatyczną odwiedził też ukraiński premier.

(-) [materiał w języku polskim]

To wszystkie informacje na dziś. Program przygotowali: Jarosława Chrunik i Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

(dwoj/łw)

15.07.2016 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór drodzy przyjaciele. W programie „Od A do Ja” wita was tradycyjnie Hanna Wasilewska.

Uczniowie punktów nauczania języka ukraińskiego z Lidzbarka Warmińskiego, Świątek i Dobrego miasta rozpoczęli swoje letnie wakacje od wycieczki do Lwowa. Od razu po powrocie rozjechali się ponownie na wakacje, ale jedną małą gwiazdkę, wraz z mamą i głównym inicjatorem wycieczki – nauczycielem języka ukraińskiego Piotrem Tabaką – udało mi się złapać. Dzisiaj ci troje podzielą się wrażeniami i opowiedzą dokładniej jak to było.

Podróż do Lwowa okazała się wyjątkową lekcją języka ukraińskiego [zarówno] dla dzieci, jak i dorosłych. Ale i my nie odpoczywamy – doskonalimy nasz język przy pomocy radiowych lekcji.

Na końcu programu czekać będzie na was Roman Bodnar.

(-)

Piotr Tabaka wrócił, bardzo zadowolony i natchniony do odkrywania nowych horyzontów, z podróży do Lwowa. Po co pojechali, jak było i z czym wrócili opowiadał sam Piotr, Amelka Kuształa z Dobrego Miasta i jej mama Joanna Kuształa.

(-)

A my pouczymy się ukraińskiego właśnie teraz. Przedstawiamy wam kolejną lekcję.

(-)

P.T: W ciągu roku szkolnego dzieci ze Świątek, Dobrego Miasta i Lidzbarka Warmińskiego brały udział w projekcie międzynarodowym „Jesteśmy Ukraińcami – ja i ty”. Był to wspólny projekt z lwowską Biblioteką Obwodową przeznaczony dla dzieci we Lwowie. Ostatnim etapem tego projektu miała być wycieczka do Lwowa, ale projekt będzie trwać jeszcze do końca 2016 roku. Wtedy do Lwowa można pojechać, ale jest zimno. Zdecydowaliśmy się pojechać w lipcu, na początku letnich wakacji, kiedy jest jeszcze ciepło. Zebrali się wszyscy zainteresowani – dzieci z opiekunami i niektórzy rodzice i 26 czerwca pojechaliśmy do Lwowa.

H.W: A kto pomógł wam w organizacji, przecież to nie takie proste. Przejazd jest drogi i trzeba było zatrzymać się gdzieś w hotelu. Kto pomógł wam finansowo?

P.T: Głównym organizatorem tego wyjazdu był Związek Ukraińców w Polsce Oddział w Olsztynie. Ale finansowo pomogła nam Gmina Świątki, Urząd Miasta w Dobrym Mieście i Urząd Miasta w Lidzbarku Warmińskim.

H.W: No a tam we Lwowie, kiedy przyjechaliście, kto czekał na was, jak was przyjęli – powiedz o tym więcej.

P.T: No, na nas czekały dzieci, rówieśnicy naszych dzieci, nasi przyjaciele, pracownicy biblioteki. Przywitali nas poczęstunkiem i piosenką. Jak tylko weszliśmy do biblioteki odbył się taki mini koncert – trio bandurzystek „Makiw cwit”.

H.W: Czy te dzieci, które po raz pierwszy przyjechały na Ukrainę zareagowały jakoś szczególnie?

P.T: No, dzieci były bardzo zdziwione. A to dlatego, że większość dzieci po raz pierwszy wyjechała za granicę i trafiło się, że na Ukrainę. Dzieci były zadowolone, reakcje też były różne – zachwytu w większości

One już zaczęły na lekcjach. Zadawały pytania – no a w jakim języku będziemy tam rozmawiać – a ja mówię – no głównie po ukraińsku.

H.W: No i jak, udawało się im?

P.T: Początkowo było tak, była bariera. Ale drugiego dnia zaczęły więcej rozmawiać po ukraińsku. Jak chodziliśmy do sklepu i trzeba było kupić jakąś niespodziankę, to trzeba było samodzielnie…

H.W: Co na was czekało drugiego dnia.

P.T: Ogólnie przez pięć dni spacerowaliśmy po Lwowie. To był Cmentarz Łyczakowski, Wysoki Zamek, Opera, Rynek, pomnik Tarasa Szewczenki, Adama Mickiewicza, Sobór Św. Jury i wiele innych ciekawych miejsc. Ale drugiego dnia spotkaliśmy się z lwowskimi literatkami. To Oksana Dumańska i Wiktoria Amelina. Podczas spotkania one przedstawiły swoje książki dla dzieci

H.W: A powiedz co wam podarowali?

P.T: Podarowali nam wiele. Szczególnie ukraińskie książki

H.W: Tak, jak chciałeś przywiozłeś wagon książek z Ukrainy.

P.T: Wiele było, dwa kartony pełne książek.

H.W: Więc w następnym roku będzie co czytać dzieciom w punktach nauczania.

P.T: Tak, będzie co czytać jeśli dzieci tylko będą chciały, będą mogły wziąć do domu i czytać na lekcjach ile kto tylko chce.

H.W: Zuchy. Uzupełniliście ukraińską biblioteczkę. Jakie emocje czekały trzeciego dnia?

P.T: Trzeciego dnia przeprowadziliśmy warsztaty „Czekoladowe Lwy” u mistrza Jurija Hajdy. Podczas warsztatów przygotowywaliśmy tabliczki czekolady z przedstawieniem lwów. Potem, kiedy czekolada tężała, my spacerowaliśmy po Lwowie. To była taka interaktywna wycieczka po uliczkach Lwowa. Szukaliśmy wszystkich wizerunków lwów w 3D. Podczas tej wycieczki u Amelki Kuształy pojawiło się takie natchnienie i napisała wierszyk o lwach.

H.W: Amelko, napisałaś – po interaktywnej wycieczce po Lwowie – bardzo ładny wierszyk. Powiedz, co ci się tam spodobało.

[wypowiedź w języku polskim]

H.W: Wiem, że ten wierszyk przetłumaczyła pisarka, tak?

[Wierszyk]

P.T: Czwarty dzień to także spacery po Lwowie. Ale po obiedzie spotkaliśmy się także w bibliotece z żołnierzem ATO [Operacji Antyterrorystycznej], panem Olehem Szewci[c]hem. Opowiadał o wojnie na Ukrainie, o tym jak został ranny w nogę, gdzie leczył się.

H.W: No i powiedz na końcu. Dzień piąty. Zmęczyliście się?

P.T: Już po zmęczeniu spacerami i spotkaniami piątego dnia wyjeżdżaliśmy do domu, ale zajechaliśmy jeszcze od Żółkwi, żeby zobaczyć zamek w Żółkwi. I w drogę do domu.

H.W: A jak dorosłym spodobała się ta wycieczka?

P.T: Myślę, że dorośli także byli zadowoleni z wycieczki, chociaż oni nie byli w bibliotece, tylko zajmowali się swoimi sprawami.

H.W: Czyli wyszywanek nakupowali?

P.T: I wyszywanek i książek i lwowskiej kawy nakupowały i cukierków i słodkiego.

H.W: Każdy po swoje [przyjechał].

P.T: Tak.

H.W: Przywiozłaś coś komuś ze Lwowa?

[wypowiedź w języku polskim]

H.W: A jakiego lwa zrobiłaś sobie z czekolady?

[wypowiedź w języku polskim]

H.W: A zjadłaś już?

[wypowiedź w języku polskim]

H.W: Zjesz, czy zostawisz sobie na pamiątkę?

Zostawię.

H.W: Super, powiedz z kim jechałaś do Lwowa?

[wypowiedź w języku polskim]

H.W: A wszystko rozumieliście, kiedy byliście gdzieś w sklepach, na ulicy. Kiedy trzeba było zapytać gdzie iść – rozumieliście język ukraiński czy nie?

[wypowiedź w języku polskim]

P.T: Dzieci lepiej mówiły po ukraińsku we Lwowie niż na lekcjach. I taki był cel tej wycieczki – nauka języka ukraińskiego.

[audycja muzyczna Romana Bodnara]

Na tym kończymy. W programie „Od A do Ja” spotkamy się równo za tydzień. Z wami była Hanna Wasilewska. Do zobaczenia. Wszystkiego dobrego.

[uwagi tłumacza w nawiasie kwadratowym]

15.07.2016 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry szanowni słuchacze. Dzisiaj jest piątek 15 lipca. Ukraiński program informacyjny na antenie Radia Olsztyn. W studiu jest Hanna Wasilewska. Witam.

Właśnie dzisiaj, 15 lipca, na Ukrainie obchodzony jest dzień żołnierzy sił pokojowych. Święto to ustanowiła Rada Najwyższa Ukrainy w 2013 roku, aby uczcić męstwa, zwycięstw, przykładnego wykonywania obowiązków służbowych i wierność przysiędze uczestników operacji pokojowych oraz w celu zachowania pamięci bohaterów sił pokojowych, którzy zginęli podczas wykonywania obowiązków jako członkowie personelu pokojowego i kontyngentu pokojowego.

Począwszy od 1992 roku około 40 tysięcy żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy wzięło udział w międzynarodowych operacjach pokojowych.

W ciągu 20 lat, w różnych okresach, ukraińscy żołnierze sił pokojowych wzięli udział w operacjach pokojowych w następujących regionach i miastach na świecie: Kosowo, Bośnia i Hercegowina, Wschodnia Slawonia, Angola, Macedonia, misja OBWE w Kosowie, Gwatemala, Tadżykistan, Afganistan, półwysep Prevlaka w Chorwacji, Kuwejt, Sierra Leone, misja OBWE w Gruzji, Naddniestrze, Irak, Liban, itd.

W tym okresie zginęło 50 żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy, którzy bezsprzecznie zasługują na państwowe uczczenie i [którzy] na zawsze powinni pozostać w pamięci narodu ukraińskiego.

W przeddzień innego, chrześcijańskiego – a dokładniej – prawosławnego święta, władze Ukrainy obawiają się rosyjskiej prowokacji. O tym i o innych [rzeczach] dokładnie opowiemy po krótkiej muzycznej przerwie. Nie zmieniajcie [stacji]

(-)

Uczniowie punktów nauczania języka ukraińskiego z Lidzbarka Warmińskiego, Świątek i Dobrego Miasta powrócili niedawno ze Lwowa. Senator Platformy Obywatelskiej Jan Rulewski i Jerzy Wcisła w ciągu kilku godzin byli zatrzymani w Odessie przez miejscowych aktywistów Automajdanu.

Ukraińska władza obawia się rosyjskich prowokacji podczas pielgrzymki wiernych prawosławnych

Dokładniej o tym teraz.

(-)

Uczniowie punktów nauczania języka ukraińskiego z Lidzbarka Warmińskiego, Świątek i Dobrego Miasta powrócili niedawno ze Lwowa. Pojechali tam z rodzicami i opiekunami w związku z projektem „Jesteśmy Ukraińcami – ty i ja”. Dzieci realizowały także misję dobroczynną – przekazały przybory szkolne dzieciom z rodzin dotkniętych wojną na wschodzie Ukrainy. Dla Amelii Kuształy z Dobrego Miasta i niektórych dzieci, była to pierwsza wyprawa za granicę i na Ukrainę. Na dziewczynie we Lwowie wrażenie zrobiły lwy, o których napisała wiersz. Na razie po polsku.

(-) [materiał w języku polskim]

Amelkę zaskoczyło także to, jak na wschodzie liczone są piętra: „Ukraińcy nie mają parteru – od razu pierwsze piętro!” – śmieje się Joanna Kuształa – mama Amelki. Sama dziewczynka z uśmiechem wspomina swoje przygody we lwowskim hotelu.

(-)

Wieczorem o wyprawie dokładniej opowie Piotr Tabaka – inicjator i organizator projektu.

Senatorowie PO Jan Rulewski i Jerzy Wcisła przez kilka godzin byli blokowani w Odessie przez miejscowych aktywistów Automajdanu. Mieli tam się spotkać z rodzinami ofiar zamieszek sprzed ponad dwóch lat. Zdaniem aktywistów, miało też dojść do spotkania z miejscowymi prorosyjskimi organizacjami. Razem z senatorami Platformy do Odessy przyjechał też Janusz Niedźwiedzki – polityk związany z polską prorosyjską partią Zmiana. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) [materiał w języku polskim]

Władze Ukrainy obawiają się rosyjskich prowokacji podczas pielgrzymki prawosławnych wiernych. Procesje pątników zmierzają do Kijowa – spotkają się w stolicy 27 lipca w przeddzień święta chrztu Rusi. Część pielgrzymów nie ukrywa swoich prorosyjskich sympatii. Oprócz pątników w święcie chrztu Rusi w stołecznej Peczerskiej Ławrze, według danych Cerkwi, ma uczestniczyć 20 tysięcy wiernych. O szczegółach z Kijowa – Paweł Buszko:

(-) [materiał w języku polskim]

Na tym kończymy program. Przygotowała go i prowadziła Hanna Wasilewska. Świeżych ukraińskich wiadomości słuchajcie na falach Radia Olsztyn równo za dobę. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

[uwagi tłumacza w nawiasie kwadratowym]

14.07.2016 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry szanowni słuchacze! Dziś jest 14 lipca. Z wami są: Hanna Wasilewska i ukraińskie wiadomości na falach Radia Olsztyn. Witam.

Dziś na całym świecie obchodzonych jest mnóstwo ciekawych świąt:

W Iraku – dzień rewolucji, we Włoszech – festiwal św. Firmina, Francja obchodzi dzień zdobycia Bastylii, a Szwecja świętuje urodziny księżniczki Wiktorii. O ważnych wydarzeniach ostatnich dni, które zapiszą się w ukraińskiej historii, dowiecie się za kilka minut w ukraińskim przeglądzie wydarzeń. Koniecznie poczekajcie.

(-)

W następnym tygodniu w teatrze Węgajty odbędzie się festiwal „Wioska teatralna”

Polscy przedsiębiorcy obawiają się zmian w zasadach zatrudniania obcokrajowców

Na Ukrainie korupcja to wciąż duży problem.

O tym powiemy już zaraz w przeglądzie wydarzeń.

(-)

W następnym tygodniu w teatrze Węgajty odbędzie się festiwal „Wioska teatralna”. We czwartek 21 lipca artyści z Ukrainy i Polski zaprezentują projekt „Antonycz w domu”. Uliana Horbaczewska ze Lwowa odwiedzi festiwal nie po raz pierwszy:

[dźwięki w tle]…byłam kiedyś u was w gościach, w Węgajtach, 11 lat temu; Mam bardzo pozytywne wrażenia i wspomnienia związane z tym przyjazdem. I jestem szczęśliwa, że wracam do Węgajt z ładnym produktem, który daje energię tym, którzy tworzą i tym, którzy będą oglądać [ten produkt]. To rzecz poza formatem. Nie można powiedzieć, że to wyłącznie teatr, muzyka czy literatura. To jest [zarówno] to, to i to. Ale to ma wywoływać refleksję [w stosunku do] poezji Antonycza i nawet w stosunku awangardzistów lat 30 i 20, którzy eksperymentowali, z tak zwanym poezjo-malarstwem w Charkowie. Kiedy starali się poezję połączyć z innymi rodzajami sztuki. W naszym projekcie jest, na przykład, synteza wideoartu, który współbrzmi z muzyką i słowem. I synteza muzyki i słowa i synteza ubiorów i wideoartu. Sądzę, że jakoś tradycję, zapoczątkowaną w latach 20 i 30, poszukiwania, sposobu w jaki poezja może ukazać się w innych formach i syntetyzować się z czymś. Dlatego zapraszam wszystkich na nasz występ. To będzie ciekawe i myślę, że niepodobne do niczego [innego]… [dźwięki w tle].

W projekcie opartym na poezji ukraińskiego poety międzywojennego Bohdana Ihora Antonycza wezmą udział: Jurij Andruchowycz, Uliana Horbaczewska, Mark Tokar, Bart Palyha i Ryszard Latecki.

Początek o 20.00 w siedzibie Stowarzyszenia Ręką Dzieło w Godkach.

Polscy przedsiębiorcy obawiają się zmian w zasadach zatrudniania obcokrajowców, które przygotowało Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej. Mogą one uderzyć przede wszystkim w ponad 800 tysięcy pracujących w Polsce Ukraińców.

Obecnie większość z nich otrzymała wizy na podstawie oświadczenia o zamiarze powierzenia pracy. Pojawiły się jednak patologie, jak podrobione, czy fikcyjne dokumenty. Na przykład właściciel sklepu z warzywami zatrudniał aż 40 obcokrajowców.

Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jakub Skiba powiedział w rozmowie z IAR, że nowe przepisy pomogą w walce z nadużyciami, przewidują -między innymi- większą kontrolę nad pracodawcami i obcokrajowcami:

[materiał w języku polskim]

Grzegorz Baczewski z Konfederacji Lewiatan powiedział IAR, że nowe procedury będą bardziej czasochłonne dla pracodawców:

[materiał w języku polskim]

Prezes Polsko – Ukraińskiej Izby Gospodarczej Jacek Piechota powiedział IAR, że rzeczywiście już teraz przedsiębiorcy mają problemy w urzędach. Niemniej jednak kwestia zatrudniania obcokrajowców musi być uporządkowana, a nowe przepisy wprowadzają dobre rozwiązania:

[materiał w języku polskim]

Nowe rozwiązania mają obowiązywać od stycznia. Okres przejściowy będzie trwać do marca.

Na Ukrainie korupcja to wciąż duży problem. Mówią o tym badania socjologiczne. Ukraińcy pytani przez badawczy instytut Rejtynh wskazują, że w wielu urzędach i służbie zdrowia powszechne jest łapownictwo.

O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

[materiał w języku polskim]

Na tym kończymy blok informacyjny. Nową porcję informacji usłyszycie tu jutro o 10:50. Była z państwem Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

13.07.2016 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, szanowni słuchacze! Witam was serdecznie w wilgotną środę, 13 lipca. W studiu Polskiego Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik i przed nami – 20 minut programu „Z dnia na dzień”. Żeby pomóc trochę pogodzie, dzisiaj będziemy tylko śpiewać i tańczyć – przypomnimy sobie, jak było na Ekołomyi w Górowie Iławeckim, a dokładniej – poznamy bliżej zespół „Czumacki Szlak”, który był gwiazdą tegorocznej imprezy. Lato sprzyja tego rodzaju przedsięwzięciom, nie tylko na Warmii i Mazurach – Sergiusz Petryczenko, jak na prawdziwego etnografa przystało, zawsze wie, gdzie skierować swoje kroki.

Tym razem zda nam relację z „Folkowiska” w Gorajcu koło Tomaszowa Lubelskiego. Będzie na m miło, gdy zostaniecie przy radioodbiornikach.

(-)

Na tegoroczną Ekołomyję zawitali chłopcy z obwodu chmielnickiego. Chociaż nazywają się „Czumacki Szlak”, ich twórczość ma coraz mniej elementów folkloru. czasami przypomina to hard-rock. Sami muzycy natomiast podkreślają, że są jeszcze młodzi i nadal poszukują samych siebie. Jakie jest to młode pokolenie ukraińskich muzyków – badała Hanna Wasilewska na przykładzie młodej grupy „Czumacki Szlak”:

(-)

– Zespół pojawił się w 2008 roku w mieście Chmielnicki. Ojcowie-założyciele to Serhij Strojan i Illa Suchyj.

– Nazywam się Serhij Strojan i jestem wokalistą grupy, która nazywa się „Czumacki Szlak”. Nie gram na bandurze, jestem tylko kierowcą, wokalistą, czasami psychologiem – to, co jest potrzebne grupie. Grupa powstała w 2008 roku, ale jak mówi się na Ukrainie – 10 lat to młoda grupa, która dopiero zaczyna pracę.

– A dlaczego „Czumacki Szlak”?

– Nie wiem dlaczego.

– A kto to wymyślił?

– Ja kiedyś wymyśliłem taką nazwę, potem nie wiedzieliśmy już co z tym zrobić. Kiedyś uczyliśmy się z jednym z członków naszego zespołu, to Illa Suchyj, który gra na bandurze i na sopiłce, czyli jeden człowiek na dwóch instrumentach – oszczędzamy, żeby potem mniej płacić 🙂 Wymyśliliśmy z nim coś takiego gdy byliśmy na jednym roku na uczelni. Jesteśmy zawodowymi muzykami i zapragnęliśmy stworzyć jakiś swój zespół. Może wtedy nie wiedziałem, że to będzie taki format jak w tej chwili. Nazywają nas i hardcor i różnie inaczej. To było coś takiego bardziej akustycznego, dlatego przyszła mi jakoś do głowy nazwa „Czumacki Szlak”, naprawdę nie wiem dlaczego tak wyszło. Oczywiście, to było bardziej skierowane jakoś na folklor, Illa grał na sopiłce i chciałem jakoś to połączyć.

– Może zmieni się nazwa razem z muzyką?

– Być może. Czasami sami widzimy, że nie współgra to, co gramy z naszą nazwą

(-)

– Grupa zaczynała pracę jako etno, muzyka etniczna dominowała i było trochę muzyki rockowej. Potem zaczęła dominować muzyka rockowa i coraz bardziej, coraz bardziej chłopcy przeszli do gatunku rockowego. Grupa pojawiła się na „Czerwonej Rucie” w 2011 roku, dużo koncertowała po Ukrainie i brała udział w różnych konkursach i festiwalach. Zdobywał jak nie drugie to trzecie miejsce. Obecnie bardzo trudno przebić się jakimś lokalnym bandom na poziom ogólnoukraiński.

– W ciągu dziesięciu lat mamy na razie dwa pełnowartościowe albumy i trzy wideoclipy. Pierwszy album pojawił się w 2013 roku, nazywa się „Loreala” – to takie imię meksykańskiej dziewczyny, a drugi album wyszedł w ubiegłym roku i nazywa się „Samuraj”.

– Dlaczego tak mało albumów? Dlatego, że zespół bardzo długo pływał w różnych gatunkach. Zespół poszukiwał siebie, poszukiwał własnego brzmienia i stylu; dużo materiału po prostu odrzucaliśmy, tworzyliśmy nowy i dopiero ten, który odpowiadał wszystkim, ten był nagrywany w studiu i wychodziły albumy.

(-)

– Nasza postawa obywatelska jest taka dość wyraziście patriotyczna. Tak jak u wszystkich świadomych Ukraińców. Chcielibyśmy, żeby na Ukrainie wszystko było normalnie, żeby Ukraina była Ukrainą. Żebyśmy nie byli krajem skolonizowanym, zależnym od obcej kultury i języka. Tego bardzo byśmy nie chcieli.

(-)

– Na jakie tematy śpiewacie piosenki?

– Nie zważając na to, że gramy muzykę rockową z elementami folkloru, ale w tekstach nie akcentujemy naszej przynależności etnicznej. Tam poruszane są różne tematy społeczne, nie powiedziałbym, żeby tam były wyraziście patriotyczne, ale różne – filozoficzne…

– A jak ty piszesz piosenki? Jak w ogóle przychodzą ci wiersze do głowy?

– Trzeba było, żeby w zespole ktoś pisał teksty. Spróbowałem, niby wychodzi. Niby ludziom coś tam się podoba. Jak to przychodzi? Nie wiem. Piosenka „Chap cię do worka” – to może taka folklorystyczna, może zaczepka taka nie nadto wyrażona. Piosenka po prostu o uzależnieniu. Jesteśmy takie ostre chłopaki. Ostre społecznie – możemy i powiedzieć, i pokazać.

(-)

Ukraina obecnie, jak nigdy wcześniej, potrzebuje takich zawziętych, mocno pro-społecznych młodych obywateli, więc życzmy sukcesów chłopcom i będziemy czekać na kolejne spotkanie na Warmii i Mazurach.

(-)

W maleńkiej wsi Gorajec, niedaleko od Tomaszowa Lubelskiego odbywał się festiwal „Folkowisko”. W tym roku tematem festiwalu były trzy Galicje, dlatego przyjechali artyści z Polski, Ukrainy i Hiszpanii, bowiem w Hiszpanii też jest prowincja Galicja. Od czwartku do niedzieli odbywały się koncerty, warsztaty śpiewu i tańca, seminaria, spotkania z literatami i wiele innych ciekawych rzeczy. Z gospodarzem festiwalu, Marcinem Piotrowskim i jego gośćmi rozmawiał Sergiusz Petryczenko:

(-)

(-) Wypowiedź w języku polskim

– Powiem tak: odnoszę wrażenie, bo jestem od pierwszego „Folkowiska” – wjeżdżając tu na parking, zostawiam mózg na ulicy. Totalny odpoczynek. Tu odpoczywam od wszystkiego – od pracy, od problemów, od rachunków. I masa ludzi, których tu poznałem, i bardzo jestem życiu wdzięczny, że poznałem tych ludzi, przeważnie nie mam pojęcia kim oni są z zawodu, co oni w życiu robią. Interesuje mnie tylko to, czy da się z nimi tak przy stole posiedzieć, porozmawiać, pożartować, pośpiewać, wypić, coś zjeść. Ludzie. Tu nie ma czegoś takiego, że ja jestem gościem, a to jest gospodarz. Nie, tu wszyscy są gospodarzami. A tam, gdzie jesteśmy gospodarzami, to rzecz jasna – i porządek jest, i nie ma problemu, kto ma zmywać, wynosić śmieci czy jeszcze coś. Tak fajnie jest, jak w rodzinie.

(-)

To najlepszy przykład znanej prawdy, że muzyka łagodzi obyczaje i rację miał wybitny niemiecki poeta Johann Wolfgang Goethe, który powiedział: „Gdzie słyszysz śpiew, tam śmiało wstąp, tam dobre serca mają. Bo ludzie źli, ach, wierzaj mi, ci nigdy nie śpiewają.”

(-)

– Gdzie nauczyłeś się tak dobrze mówić po ukraińsku?

– Urodziłem się w Ustrzykach Dolnych. Tam 15-16 lat temu był festiwal huculski ; z Ukrainy przyjeżdżali Bojkowie, Łemkowie, ze Słowacji, Węgrzy, więc się tak trochę nauczyłem mówić. Mam dużo instrumentów od mistrza Trofijczuka, ostatnio byłem tam tydzień temu: cymbały, dudy, parawan, flety różne, fujarki, sopiłki…

(-)

(-) Wypowiedź w języku polskim

(-)

Nasz program dobiega już końca; żegnają się z Wami – Hanna Wasilewska, Sergiusz Petryczenko i Jarosława Chrunik. Jutro znowu do was zawitamy o g. 10.50, a dziś pozostawiamy was – mam nadzieję – w dobrym nastroju. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze!

13.07.2016 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry szanowni słuchacze! Dzisiaj jest środa 13 lipca. W porannym programie informacyjnym wita państwa Hanna Wasilewska.

Ponownie do Polski przyjechały dzieci z Ukrainy. Tym razem odwiedzają Małopolskę. A Rada Najwyższa Ukrainy jest gotowa odpowiedzieć na uchwałę polskiego Sejmu, która dotyczy zbrodni wołyńskiej. O tym i o innych [sprawach] [usłyszycie] za kilka minut po muzycznej przerwie.

(-)

W Krakowie odpoczywają dzieci zza wschodniej granicy

Ukraiński parlament przygotował odpowiedź na uchwałę polskiego Senatu ws. Tragedii Wołyńskiej

O tym za chwilę w przeglądzie wydarzeń.

W maleńkiej wsi Gorajec niedaleko Tomaszowa Lubelskiego odbywał się festiwal „Folkowisko”. W tym roku tematem festiwalu były „trzy Galicje” i dlatego przyjechali artyści z Polski, Ukrainy i Hiszpanii – to dlatego, że w Hiszpanii też istnieje prowincja Galicja. Od czwartku do niedzieli odbywały się warsztaty śpiewu, i tańców, seminaria, spotkania z literaturą i wiele innych [wydarzeń]. Z gospodarzem festiwalu Marcinem Piotrowskim i jego gośćmi rozmawiał Dergiusz Petryczenko:

[Wstęp w języku polskim, następnie: powiem tak, mam [pewne]* wrażenia, bo jestem [tu] od pierwszego Folkowiska. Kiedy wjeżdżam tu na parking, to zostawiam mózg na ulicy. Totalny odpoczynek. Tu odpoczywam od pracy, problemów, rachunków…od…i masa ludzi, których poznałem. I wdzięczny jestem, że ich poznałem…zwykle nie wiem kim są, co w życiu robią…tylko interesuje mnie czy da się z nimi posiedzieć przy stoliku, porozmawiać, pożartować, pośpiewać, wypić coś, zjeść. Ludzie. Tu nie ma czegoś takiego, że to jest gość, a to gospodarz, nie. Wszyscy jesteśmy gospodarzami. A tam , gdzie jesteśmy gospodarzami. To jasne, że jest i porządek i nie ma kłopotów z tym kto ma zmywać, wynosić śmieci, czy coś jeszcze. I fajnie, jak w rodzinie.]

(-)

W Krakowie odpoczywają dzieci zza wschodniej granicy. 170 młodych Białorusinów, Ukraińców, Rosjan i Litwinów mających polskie korzenie przyjechała do Małopolski w ramach akcji „Podarujmy dzieciom lato”.

Większość grupy stanowią dzieci z Ukrainy i Białorusi, między innymi: Mariupola, Drohobycza, Rówego, Mińska i Witebska.

(-) [materiał w języku polskim]

Z dziećmi odpoczywającymi w Krakowie rozmawiał nasz reporter Paweł Pawlica.

Dzieci zwiedzą również Kopalnię Soli w Wieliczce, Wadowice, czy Kalwarię Zebrzydowską. Odwiedzą również Park Wodny i krakowskie zoo. Akcję „Podarujmy dzieciom lato” po raz 17-ty zorganizowało Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Małopolski.

Rada Najwyższa Ukrainy przygotowuje odpowiedź na uchwałę polskiego Senatu dotyczącą Tragedii Wołyńskiej

O czym na Facebooku napisał pochodzący z Wołynia wiceprzewodniczący komitetu ds. międzynarodowych Rady Najwyższej Ukrainy Igor Huź.

„Zarejestrowaliśmy projekt uchwały parlamentu dotyczący Tragedii Wołyńskiej, jako odpowiedź na uchwałę Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, który uznał te wydarzenia za ludobójstwo dokonane przez ukraińskich nacjonalistów” – napisał Huź.

Na tym kończymy informacje. Dziękuję za uwagę. Program przygotowała i prowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

*[Uwagi tłumacza w nawiasach kwadratowych]

12.07.2016 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, szanowni słuchacze! Wtorki bywają w naszych programach poważne, a czasami wręcz patetyczne. Dziś nie będzie inaczej. Na falach Polskiego Radia Olsztyn w programie „Z dnia na dzień” wita was Jarosława Chrunik. Wojna na Donbasie wydaje się być daleko od nas, ale to nie do końca jest tak. Ta wojna jest bliżej, niż mogłoby się to wydawać. Opowie nam dzisiaj o niej ksiądz Julian Krawiecki, proboszcz parafii greckokatolickiej w Bartoszycach, który był tam jako kapelan. W drugiej części naszego programu

posłuchamy dalszej części powieści „Chołodnyj Jar” Jurija Horlis-Horskiego. Pozostańcie więc z nami.

(-)

Ksiądz Julian Krawiecki z Bartoszyc trzy razy był w strefie ATO we wschodniej Ukrainie. Ostatnim razem służył przez miesiąc równo rok temu w charakterze kapelana. Przez ten krótki czas zdążył nie tylko pomodlić się z chłopakami i zapoznać niektórych z wartościami chrześcijańskimi, ale też zdążył popracować zgodnie z fachem. Okazało się bowiem, że greckokatolicki ksiądz jest dyplomowanym budowlańcem, więc zbudował tam prawdziwą kaplicę. I wewnątrz, i na zewnątrz wszystko udało się zrobić jak należy… Tylko nie od razu ksiądz Juliusz przyznał się, że jest księdzem. Pierwszy dzień odsłużył jako PPP (PPK) – „pomocnik pomocnika kucharza”. Z ks. Julianem rozmawiała Hanna Wasilewska:

(-)

– Od czasu do czasu pomodliliście się, czyli chłopcy wkrótce dowiedzieli się, kim ksiądz jest w rzeczywistości.

– Wieczorem. Podchodzi Andrzej i mówi: „Czemu nie powiedziałeś, że jesteś księdzem?” Ja mówię: „A czy to coś zmienia?” On mówi:”No, nie”

– Wszyscy chłopcy byli grekokatolikami?

– Nie! 75% to prawosławni. Centralna i Wschodnia Ukraina.

– Ale to też nie przeszkodziło?

– W ogóle! Miałem wtedy okazję tak zwyczajnie z nimi porozmawiać. O ich marzeniach, jak powinna wyglądać Cerkiew; dlaczego Cerkiew powinna być ekumeniczna, otwarta na innych; kiedy Cerkiew jest niebezpieczna dla narodu, gdy osądza i uczy nienawiści do innych. Byłem trochę taki zdziwiony, bo gdy zapytałem o zabijanie, a właściwie to tak wyszło, to nie było takie bezpośrednie moje pytanie, to tylko jeden powiedział, że nikogo by nie zabił. To był Andrzej.

(-)

– Ja z tymi chłopakami miałem okazję tak normalnie porozmawiać o życiu. Oni byli zaskoczeni, zresztą, że tak można zwyczajnie z księdzem rozmawiać – od tego trzeba zacząć. Chodziło o to, że te umocnione okopy, które budowaliśmy, ja sam pomagałem budować te umocnienia. No, ja sam, zresztą, jestem budowlańcem z zawodu. I Stefan mówi: „No, słuchaj, trzeba mi tu wybudować kaplicę tu, na tej pozycji. Bo umocnienia takie ładne, dowódca – dobry człowiek, sam był zresztą wykładowcą Lwowskiej Politechniki, potem pięć lat pracował w Polsce, pracował w jakiejś firmie, a jak wrócił, to został merem Lubienia Wielkiego. I wzięli go do wojska. I wtedy Stefan mówi: „No, trzeba nam wybudować kaplicę. Mówię: „Dobrze!”. Tak sobie myślałem, kto będzie patronem. Powiedziałem, że może błogosławiony Omelan Kowcz”? A on mówi: „Bardzo dobrze, bo on tez jest z mojej wsi”. To ksiądz, który zginął w Majdanku. Wybraliśmy miejsce i okazało się, że ono logicznie było zorientowane, czyli część ołtarzowa wychodziła na wschód. I zaczęliśmy budowę. Wykopaliśmy dół – ma kroki, bo właściwie wszystkiego brakowało – i wyszła przepięknie. Naprawdę wyszła bardzo ładna, przepiękna ta kaplica.

– To znaczy, że ksiądz w ciągu miesiąca zbudował normalną kaplicę?

– I poświęciłem.

– Prawdziwą?

– Tak. Z ikonostasem nawet.

– Nieźle.

– Pierwsza liturgia była w środku, miałem różańce, które dostałem z Watykanu. Niektórzy chłopcy mówią: „Ja chcę krzyżyk”, a inni mówią: „A co to jest?”. Mówię: „Wiesz, to można nosić na ręce, można założyć na szyję, ale można się też na tym pomodlić.” „A jak?” „A to zaraz do tego przejdziemy”. Więc tak trochę żartem, ale bardzo poważnie do nich podchodziłem, do ich potrzeb, do ich problemów. Faktem jest, że każdy z nich miał jakieś takie skomplikowane życie. Dużo o tym mówili, wielu było rozwiedzionych. Problemem jest alkoholizm, chociaż Stefan bardzo mocno tego pilnował. Mówił, że kto z kim – nie daj Boże – pije, ten za tego odpowiada. To taka wyjątkowa rota. Dobrzy chłopcy, tacy najwyższego poziomu – to kontraktowi. I teraz oni zostali dowódcami.

– Czy w tym czasie ktoś zginął?

– Nie. Nie zginął, ale mieliśmy tak: Rosjanie lubią daty. 22 czerwca, dokładnie o czwartej rano poleciały na nas grady (ale bardzo niecelnie). Dlatego, że był to początek wojny Hitlera z Rosją i dokładnie o czwartej godzinie. Dwa dni z rzędu. No to trochę tak się ziemia pode mną trzęsła. Pewnie byli pijani albo się szkolili, bo i tak może być. To najlepsza forma szkolenia, prawda? I to było pod rząd. Często leciały na nas miny. I wtedy trzeba było słuchać, bo jak chłopcy strzelali w powietrze, to to oznaczało alarm: „Powietrze, chowaj się w okopach!” I była taka niebezpieczna sprawa, to było 26 czerwca dokładnie, chłopcy meldują, że ktoś pokazuje się na drodze od ich pozycji. Stefan mówi: „Powtarzam jeszcze raz, tym nowym: nie ma prawa wrócić do siebie – snajperzy, strzelcy automatów”. I ja po raz pierwszy odczułem, że to jest wojna.

(-)

Za tydzień ksiądz Julian przedłuży swoją opowieść.

(-)

O wolność Ukraińcy walczyli wiele lat i często tracili ją na dłużej wówczas, gdy była już na wyciągnięcie ręki. Przykładem ofiarnej walki o niepodległość Ukrainy jest Chołodnojarska Republika. O walce z bolszewikami z tamtego okresu można przeczytać w książce Jurija Horlis-Horskiego „Chołodnyj Jar”. A my słuchamy kolejnego odcinka:

Uzbroiwszy się w ołówek, zaczynam suszyć sobie głowę nad różnymi wariantami odpowiedzi. Wreszcie, spojrzawszy na bolszewicki wzór, który leżał przede mną, piszę: „Moskiewsko-żydowskim czerwonym katom Ukrainy – bezwzględny, żółto-błękitny terror. Dalej, w imieniu Chołodnego Jaru i wszystkich powstańców ukraińskich proponuję „tawariszczam”, aby natychmiast zabierali się do swojej Moskowii. W przeciwnym wypadku wszystkich ich na Ukrainie czeka śmierć. Nie potrzebujemy nianiek, które by się nami opiekowały. Sami damy sobie radę. Oddzielnie przypominam zdrajcom, którzy poszli na służbę do wroga, że nie będzie dla nich litości.” Odpowiedź wszystkim, oprócz Diechtiara, spodobała się. Tylko Czornota zbuntował się przeciwko wyrażeniu ” żółto-błękitny terror”. „Błękitny czy jeszcze tam jakiś różowy kolor, – mówił, – na sukienki dla młodych panienek jest dobry. Nosimy czarny wierzch na czapkach, mamy czarny sztandar – dlaczego nie możemy nazwać swego terroru czarnym?” Otamanenko zauważył, że mogą nas pomylić z anarchistami-terrorystami. Zgodziliśmy się tak, żeby zamiast „żółto-błękitny”, napisać „narodowy”. Pod wieczór na podwórzu podszedł do mnie Czornota, który wcześniej radził się z atamanem. Spojrzał w niebo, po którym płynęły faliste chmurki.

– Nad ranem zacznie padać deszcz. A wieczór będzie ciemny, pochmurny. Pójdziesz ze mną, zabrać głowy naszych chłopców? A moskiewskie zostawić na ich miejscu.

Zgadzam się chętnie. Wiedzieliśmy, że pod Kamianką w nocy wystawiana jest w naszym kierunku warta z sześciu ludzi z automatem. Stała na drodze pohruszkowskiej na wysokim kurhanie. Nazywali go jeszcze „Majdany”. Kurhan miał na szczycie szerokie wgłębienie. Ktoś mi opowiadał, że w nim kozaccy chemicy w dawnych czasach robili w nim saletrę do prochu.

Wieczór udał się ciemny, wietrzny. Wzięliśmy ze sobą dwudziestu ludzi z ręcznymi karabinami i zachodzimy do tego kurhanu od tyłu, od Kamianki. Położyliśmy chłopców twarzami do miasta i w sześciu, uzbrojeni tylko kindżałami i rewolwerami, czołgamy się do kurhanu. Pięćdziesiąt kroków od niego, Czornota poszedł na zwiad sam. Wrócił i szeptem opowiedział, że czterech czerwonoarmistów śpi w zagłębieniu, a dwóch rozmawia, leżąc koło automatu na grzebieniu z przeciwległej strony. Gdy się podczołgamy, chłopcy będą leżeć w przekopanym z tej strony chodniku na kurhan, a my we dwóch, przekradniemy się po wewnętrznych zboczach zagłębienia, wykończymy tych dwóch, co nie śpią czeczeńskimi ciosami między łopatki. Kaukaski kindżał, wbity między łopatki, bezwarunkowo rozcina kręgosłup, co natychmiast paraliżuje wszystkie organy. To jest bardziej pewne, niż z ramienia szukać serca. Po tym chłopcy doskoczą i wykończą śpiących.

Wdrapaliśmy się po cichu na kurhan, zostawiliśmy chłopców i pełzniemy z Andrijem po obu stronach po wewnętrznych zboczach jamy. Po dwóch-trzech minutach czerwonoarmiejcy, którzy wesoło opowiadali sobie nawzajem swoje miłosne przygody w „matuszce-Rassieji”, zamilkli na wieki. W następnych sekundach i śpiący stali się martwi. Warta nawet nie pisnęła. Odcięliśmy czerwonoarmistom głowy i wracamy do swoich towarzyszy. Przysłuchując się, czołgamy się do przejazdu. Obok poręczy stoją wbite spisy z głowami. Czornota wyjął spisy, zdjął z nich głowy i z jeszcze jednym kozakiem nanizał na każdy z nich po trzy wrogie głowy. W miejsce odwiązanych czekistowskich tabliczek Andrij przywiązał przygotowane przez niego w monasterze „Moskiewsko-żydowskim czerwonym katom Ukrainy – bezwzględny, narodowy terror. To czeka wszystkich czerwonych bandytów”. Spisy postawiono twarzami w stronę miasta. Zabraliśmy głowy poległych chłopców, pochwyciliśmy z kurhanu automat i rusznice i skierowaliśmy się polami do lasu. Solidnie przemoczeni deszczem, wracamy do monasteru.

(-)

Na tym już czas się pożegnać. Program przygotowały – Hanna Wasilewska i Jarosława Chrunik. Jutro spotkamy się z wami o g. 10:50. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze!

12.07.2016 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry szanowni słuchacze! Dzisiaj jest wtorek 12 lipca. Na antenie ukraińskie wiadomości. W studiu jest Hanna Wasilewska.

Chrześcijańskie święto poświęcone apostołom Piotrowi i Pawłowi obchodzone jest zarówno 30 czerwca według „nowego stylu”, jak 12 lipca zgodnie ze „starym stylem”. Wśród ludu święto to oznacza koniec obchodów związanych z nocą kupalną i letnią radością, pożegnanie z wiosną i przygotowanie do sianokosów. Także w tym czasie odbywa się pierwsze żęcie ozimego żyta. Z tym dniem powiązanych jest mnóstwo ludowych wierzeń. Mówi się, że „Gdy na Piotra słota, całe lato będzie wiele błota; a gdy na Piotra jest upał, na Boże Narodzenie będzie mróz”. I dlatego razem będziemy śledzić pogodę i następujące wydarzenia. Co nowego wydarzyło się na Ukrainie i wśród Ukraińców w Polsce dowiemy się za kilka minut. Pozostańcie z nami.

(-)

W przygranicznej wsi Gorajec rozpoczął się VI festiwal „Folkowisko”, który trwa 4 dni. Ukraińscy historycy i dziennikarze nie zgadzają się we wszystkim co dotyczy tragedii wołyńskiej z polskimi [historykami i dziennikarzami]. Polacy to naród, wobec którego Ukraińcy czują największą sympatię. Jesienią może zostać wprowadzony ruch bezwizowy dla Ukraińców, udających się do państw Unii Europejskiej. Tym zajmiemy się w dzisiejszym przeglądzie wydarzeń.

(-)

Już po raz szósty, tradycyjnie w lipcu, we wsi Gorajec, wśród malowniczych lasów Roztocza, między Lwowem, Przemyślem i Lublinem, rozpoczęło się jedno z najciekawszych wydarzeń kulturalnych we wschodniej Polsce – festiwal „Folkowisko”. W tym roku potrwa on cztery dni – od 7 do 10 lipca.

Trzy sceny, dziesiątki koncertów i warsztatów, rajdy, opowieści – to niektóre atrakcje festiwalu. W tym  roku tematem wiodącym imprezy są trzy Galicje: polska, ukraińska i hiszpańska.

Polską kulturę muzyczną zaprezentuje legenda muzyki etnicznej „Orkiestrа Świętego Mikołaj”, „Sviatyj”, Monika Kowalczyk.Ukrainę reprezentować będzie, między innymi, grupa „Joryj Kloc”, który niedawno zabawiał nas występem na „Ekołomyi” w Górowie.

Na Ukrainie coraz częściej mówi się o trudnej polsko-ukraińskiej historii. W przededniu rocznicy rzezi wołyńskiej w ukraińskich mediach pojawiły się materiały, dotyczące tragicznych wydarzeń sprzed 73 lat. Ukraińska perspektywa często różni się jednak od poglądów prezentowanych przez polskich historyków. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko

(-) [materiał w języku polskim]

Polacy to naród, do którego Ukraińcy czują największą sympatię. Tak wynika z najnowszych badań socjologicznych przeprowadzonych nad Dnieprem. Najgorzej Ukraińcy oceniają swojego wschodniego sąsiada – Rosję.

O szczegółach z Kijowa – Paweł Buszko:

(-) [materiał w języku polskim]

Jesienią może zostać wprowadzony ruch bezwizowy dla Ukraińców, udających się do państw Unii Europejskiej. Zapowiedział to unijny komisarz do spraw polityki sąsiedztwa, Johannes Hahn. Przyjechał on do Kijowa z oficjalną wizytą.

(-) [materiał w języku polskim]

Były to aktualne ukraińskie wiadomości. Już jutro o 10.50 będę czekać na Państwa z nowymi informacjami. Program przygotowali: Marian Dąbrowski i Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

11.07.2016 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry szanowni słuchacze! Dziś jest poniedziałek, 11 lipca. Na antenie ukraiński program informacyjny. W studiu jest Hanna Wasilewska. Witam.

Ostatni weekend minął pod znakiem wspólnej, ukraińsko-polskiej modlitwy za ofiary wydarzeń wołyńskich. Ukraińcy Chrzanowa obchodzili święto parafii i uczcili pamięć jej głównych patronów – apostołów Piotra i Pawła. O tym usłyszycie za kilka minut w przeglądzie wydarzeń. Poczekajcie.

[piosenka]

W minioną sobotę w Chrzanowie obchodzono święto parafii. Szkoła Katedralna przy katedrze w Łucku na Ukrainie włącza się w obchody 73. rocznicy rzezi wołyńskiej. Decyzja o pakiecie pomocowym dla Ukrainy była ostatnią, jaką podjęli liderzy na zakończonym po południu szczycie NATO w Warszawie

(-)

W zeszłą sobotę w Chrzanownie obok Wydmin miało miejsce kolejne święto parafii, które poświęcone było patronom chrzanowskiej cerkwi – apostołom Piotrowi i Pawłowi. Przyjechało wielu wiernych – nie tylko z okolicznych parafii, ale także zza granicy. Wydawało się, że niebo nie sprzyja pielgrzymom. Od samego rana padał nie tyle deszcz, a ulewa. Głowa Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego w Polsce arcybiskup Jewhen Popowycz był pozytywnie zaskoczony tak liczną obecnością wiernych.

(-)

[nie zwracając uwagi na niepogodę. Tak licznie, bo naprawdę jest was bardzo dużo, przybyliście tu do tego miejsca, do Chrzanowa – miejsca uświęconego kilkudziesięcioletnią tradycją naszej modlitwy. Kiedy dzisiaj jechałem do Chrzanowa – z Ełku, bo tam ojciec Hryhorij przyjął mnie na noc…i ten deszcz padał taki smutny i niebo pochmurne i pomyślałem – Boże nie denerwuj się, ale mimo tej niepogody przybyło was bardzo wiele. Przybyliście tu, bo jesteście związani z tym świętym miejscem. Cerkiew która była zdana na zapomnienie. Gdy kiedyś ktoś pytał o Chrzanowo. Czemu jest takie ważne i doniosłe dla Ukraińców, grekokatolików. Moi drodzy, ono słynie z całej tej wiary, którą tu, w tym miejscu przepowiadał współczesny apostoł, sługa boży, kapłan naszego zbawcy ojciec Myroslaw Ripeckyj]O obchodach w Chrzanowie będziecie mogli usłyszeć więcej dzisiejszego wieczora. Wczoraj władyka Jewhen Popowycz odwiedził Pieniężno, gdzie tamtejszy proboszcz – Artur Maslej obchodził rocznicę 25 lecia święceń. O tym także dowiecie się więcej w naszym programie.

Szkoła Katedralna przy katedrze w Łucku na Ukrainie włącza się w obchody 73. rocznicy rzezi wołyńskiej. Działająca pod patronatem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie placówka przez wykłady, refleksje, rozmowy i modlitwy, podejmuje temat polsko- ukraińskiego pojednania po tragicznych wydarzeniach.

Tym razem tematem przewodnim jest budowanie więzi społecznych. Socjolog ksiądz profesor Henryk Skorowski z UKSW będzie mówił Ukraińcom o budowaniu jedności i wspólnoty.

(-1-) [materiał w języku polskim]

Szkoła Katedralna w Łucku działa od dwóch lat. Co miesiąc podczas różnych spotkań tematycznych swoje rozważania przedstawiają wykładowcy z Polski i z Ukrainy. „Na tych spotkaniach podejmujemy różne tematy społeczne i moralne”- mówi IAR profesor Kazimierz Szałata z UKSW inicjator i opiekun Szkoły. Tym razem tematem są dialog i budowanie więzi społecznych.

(-2-) [materiał w języku polskim]

Wczoraj w ramach Szkoły Katedralnej po mszy w katedrze Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku odbyła się modlitwa za ofiary rzezi wołyńskiej i wykłady.

Decyzja o pakiecie pomocowym dla Ukrainy była ostatnią, jaką podjęli liderzy na zakończonym po południu szczycie NATO w Warszawie. Do Kijowa popłyną zarówno pieniądze, ale kraje Sojuszu będą też doradzać ukraińskim władzom, jak budować demokratyczne instytucje państwa. O szczegółach Wojciech Cegielski.

(-3-) [materiał w języku polskim]

Polski minister obrony podpisał w czasie szczytu nową umowę z władzami Ukrainy w sprawie dostaw uzbrojenia dla Kijowa.

Na tym wyczerpał się blok informacyjny. Program przygotowali: Marian Dąbrowski i Hanna Wasilewska. Kolejną porcję świeżych informacji z Ukrainy i o Ukraińcach usłyszycie za dobę. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

04.07.2016 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w poniedziałek, 4 lipca, w porannym przeglądzie wydarzeń. W studiu Polskiego Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik. „Z rozpaczą radość się objęła, we łzach, jak w diamentach jest mój śmiech” – można zacytować poetę, Ołeksandra Ołesia, komentując ostatnie wydarzenia w sferze polsko-ukraińskich stosunków. Radość, bo mimo wszystko potrafimy być razem – Polacy i Ukraińcy – i w zabawie, i w sprawach poważnych, a smutek – bo znajdują się siły, które jednak nas dzielą i grzeją ręce przy tym ognisku nieprzyjaźni. Ale wszystko po kolei – najpierw kalendarz historyczny:

4 lipca 1941 roku miał miejsce masowy mord polskich wykładowców we Lwowie. Około 45 polskich naukowców i wykładowców, głównie Uniwersytetu Lwowskiego, członków ich rodzin i gości rozstrzelały niemieckie wojska okupacyjne. Zginął wtedy m.in. lekarz i pisarz Tadeusz Boy-Żeleński.

4 lipca 1891 roku urodził się Petro Pancz – ukraiński pisarz, członek „PŁUGU”, czyli Związku Pisarzy Wiejskich na Ukrainie, członek WAPLITE – Wolnej Akademii Literatury Proletariackiej, członek WSPP – Ogólnoukraińskiego Związku Pisarzy Proletariackich. Setnik czynnej Armii URL; od października 1918 roku do listopada 1920 roku była to regularna armia URL. Autor takich utworów jak „Homoniła Ukraina”, Hołubi eszełony” czy „Na kałynowim mosti”.

4 lipca 1893 urodził się Danyło Demucki – ukraiński fotograf, operator filmowy, uczestnik m.in. pracy nad filmem Ołeksandra Dowżenki „Zemla”. Ofiara terroru stalinowskiego, trzykrotnie aresztowany przez NKWD.

4 lipca 1494 roku zmarł Jurij Drohobycz, znany ukraiński uczony epoki Odrodzenia, działacz oświatowy, poeta, filozof, astronom,astrolog. doktor medycyny. Pierwszy ukraiński autor drukowanej książki. Rektor Uniwersytetu Bolońskiego. Do XX wieku jego prawdziwe nazwisko i narodowość nie były znane historii.

Imieniny obchodzą dziś Terencjusz i Juliusz; świętują też ci, kto obchodzi dziś urodziny, więc składamy im najlepsze życzenia.

(-)

Wczoraj w Morągu – tak jak tydzień temu w Olsztynie – po Liturgii Świętej w sali parafialnej odbyło się spotkanie z autorem książki „Oko diabła” Wojciechem Pawłem Wiatrem z parafianami morąskiej parafii. Książka „Oko diabła” to praca oparta głównie na odtajnionych dokumentach NKWD, które wyraźnie wskazują na rolę NKWD w rozpalaniu nienawiści m.in. między polską i ukraińską społecznością podczas i po II Wojnie Światowej. Uczestnicy spotkania jednogłośnie przyznali, że takie spotkania i taka wiedza są bardzo potrzebne, bo przybliżają nas do prawdy:

– Bardzo ciekawe, bardzo dobre. Dobrych, ciekawych rzeczy można posłuchać. Ciekawie będzie wszystko przejrzeć, bo to, co słyszymy, to tylko urywek pewnie. To jest bardzo potrzebne, bo faktycznie teraz słyszymy… może chce się zamknąć jakiś etap, ale brakuje tego typu spojrzenia na ten temat. Chociaż mogły być myśli różnego rodzaju, które są przekazywane dalej, ale dobrze, że znajduje się ktoś, kto ma okazję być w archiwum czy faktycznie pracować na podstawie dokumentów, a nie że ktoś od kogoś coś tam słyszał, bo różnie można na to patrzeć.

– Jak słucham tych słów, to boli. To boli. Ale dobrze, że są tacy ludzie, którzy chcą, którzy właśnie prawdy szukają. Daj im Boże, żeby im Bóg błogosławił, żeby dalej pracowali. Prawdę. Nie chodzi oto, żeby dla nas, tylko żeby szukali prawdy. Bo wszystkie narody mają prawo do prawdy. Są ludzie źli, są ludzie dobrzy, a cierpią zazwyczaj właśnie ci ludzie dobrzy. Ja w sąsiedztwie nie mam problemów, ale słucham Radia Maryja, bo lubię się modlić. I teraz faktycznie, jak mówią ci Wołyniacy, jak się wyrażają, to wie pani, ja idę do spowiedzi i nie mogę się spowiadać. Bo ja źle myślę. Ja źle myślę. Bo wiem, że oni są wrogami.

– …jeżeli ktoś z nas występuje, a to jest bardziej wiarygodne, tak że dziękujemy i prosimy o więcej takiej pracy.

Książka „Oko diabła” na razie dostępna jest tylko w wersji elektronicznej, ale wkrótce ma być dostępna drukiem.

Ambasada Ukrainy w Polsce wyraziła żal z powodu odmowy na wjazd do tego kraju ukraińskiemu zespołowi „Ot Vinta”. Jest o tym mowa w oświadczeniu, opublikowanym przez misję dyplomatyczną na stronie FB. „Szanujemy suwerenną decyzję polskiej strony, która zapewne widziała ku temu dostateczne podstawy, ale szczerze żal, że ukraiński zespół stał się zakładnikiem histerii emocjonalnej i niczym nieuzasadnionych fobii pewnych środowisk w przyjaznej nam Polsce. Mamy nadzieję, że w przyszłości to się nie powtórzy”- podkreślono w Ambasadzie Ukrainy.

W sobotę zespól ten miał wystąpić w Przemyślu na święcie Iwana Kupała, organizowanym przez przemyską społeczność ukraińską. Do przeprowadzenia tego święta, które w ciągu ostatnich 12 lat stało się już tradycją, ukraińska społeczność Przemyśla przygotowywała się od kilku miesięcy. Jednak po tym, jak miejscowi ultras oskarżyli zespół o propagowanie „ideologii banderowskiej”, burmistrz miasta wymógł na organizatorach odwołanie koncertów. Właśnie po tym zespół otrzymał propozycje, aby zagrać koncert w Warszawie, jednak decyzja Straży Granicznej ten koncert także zerwała.

A w sobotę „Noc na Iwana Kupała” tradycyjnie odbyła się w Kruklankach. Wśród zaproszonych gości była m.in. Switłana Krysa – kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady Ukrainy w Warszawie. Ona też wyraziła swoją opinię z powodu ostatnich wydarzeń:

– Powiem pani tak, że nie bardzo mogę komentować, ponieważ jestem konsulem, a konsul jest poza polityką, ale kultura też nie powinna znać polityki., kultura nie powinna być powiązana z tego rodzaju akcjami (można to tak nazwać). Dlatego uważam, że kultura – i ukraińska, i polska – powinna łączyć ludzi, tym bardziej, że jesteśmy bratnimi narodami i między nami nie powinno być jakichś rozbieżności, jakichś sprzeczek. Tylko kultura – śpiew, tańce – mogą połączyć naszych ludzi. Dlatego uważam, że to najprawdopodobniej była jakaś niedorzeczność, nieporozumienie.

(-)

Czas już zakończyć nasz poranny program, żegnają się z wami do godz. 18:10 Marian Dąbrowski i Jarosława Chrunik. Wszystkiego dobrego!

01.07.2016 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, szanowni słuchacze! Dziś jest piątek, 1 lipca. W eterze – ukraiński przegląd wydarzeń. W studiu – Hanna Wasilewska. Witam.

Lato – to czas podróży i rozrywki, więc jednego i drugiego mamy pod dostatkiem. Dziś kończy się tygodniowa wizyta naszych uczniów do Lwowa, natomiast gmina Dywity przyjmuje u siebie swoich partnerów z Hołowyna. Z czego znana jest ta ukraińska wieś – dowiecie się z przeglądu wydarzeń po przerwie muzycznej. Nie przełączajcie radia.

(-)

W sobotę, 2 lipca, w naszym regionie odbędą się dwa ważne wydarzenia, które już na stałe wpisały się w kalendarz letnich imprez. Stowarzyszenie Środkowo-Europejskie Centrum Szkolenia Młodzieży w Górowie Iławeckim organizuje VIII Festiwal Kultury Ukraińskiej „Ekołomyja”. Od g. 10:00 do 17:00można będzie wziąć udział w różnorodnych dyscyplinach sportowych, można będzie pozbyć się starego sprzętu gospodarstwa domowego; spróbować ukraińskich potraw. Natomiast od godz. 17-tej do późna w nocy będzie trwał koncert w wykonaniu zespołów rockowo-folkowych z Polski i Ukrainy.

Tego samego dnia, 2 lipca, w sobotę, w Kruklankach lokalne koło ZUwP organizuje tradycyjną Noc Kupały. Wystąpią zespoły z Polski i Ukrainy: kruklaneckie „Akwarele”, dzieci z miejscowej szkoły, zespół „Edelwejs” z Drohobycza i „Połonyna” ze Lwowa. Obrzęd kupalski zaprezentuje lwowska „Połonyna”, a do białego rana do tańca będzie grał drohobycki „Edelwejs”. Impreza rozpocznie się o godz. 18-tej.

(-)

Na Festiwalu Dziecięcych i Młodzieżowych Zespołów Mniejszości Narodowych, który odbywał się w ubiegłym tygodniu w Węgorzewie, występowali między innymi Ukraińcy, którzy mieszkają w Serbii. Mieszkają w mieście Kula, niedaleko granicy serbsko-węgierskiej, a z Ukrainy ich przodkowie wyjechali już ponad sto lat temu. A jak trafili do Serbii – o tym z Mychajłem Łytwynczukiem i Josypem Sapunem z Towarzystwa Kulturalno-Artystycznego im. Iwana Sejuka w Serbii rozmawiał Sergiusz Petryczenko:

(-)

– Jaka jest historia waszej mniejszości w Serbii?

– Ukraińcy do byłej Jugosławii przybyli, jeszcze jak była Maria Teresa 130 lat temu i zasiedlali tylko Bośnię i Hercegowinę. Po II wojnie światowej Ukraińcy z Bośni i Hercegowiny przechodzili do Serbii. Możemy powiedzieć, że jesteśmy młodą mniejszością narodową w Serbii, dopiero 60-70 lat mieszkamy, ale nas Serbowie i inne mniejszości narodowe przyjęli tak, jak tam, gdzie mieszkamy ponad sto lat.

– A skąd ludzie przeprowadzali się do obecnej Serbii?

– Do Serbii ludzie przeprowadzali się… 90% Ukraińców, mieszkających w Serbii pochodzi z Tarnopolszczyzny. Obwód tarnopolski i Bośnia były pod Austro-Węgrami, więc to była taka wewnętrzna migracja.

– Za chlebem?

– To była migracja za chlebem. Tak jak teraz jest migracja z Ukrainy do Portugalii, Hiszpanii, Grecji, Włoch to wtedy też tak było.

– Czy udaje się zachowywać swoje zwyczaje, swój język wśród waszej mniejszości, czy jest to trudne?

– Mamy możliwość, za to możemy podziękować i rządowi republiki Serbii, bo każda mniejszość narodowa w Serbii ma swoją radę. My kwalifikujemy się jako mniejszość, dostaliśmy tę możliwość, były wybory do Ukraińskiej Rady Narodowej i teraz jesteśmy finansowani z budżetu Republiki Serbii, tak że mamy możliwość.

(-)

– Mój dziadek urodził się w Serbii, jego tata przyjechał z Ukrainy; moje dzieci są już czwartym pokoleniem w Serbii. Jest nam bardzo trudno, bo to było dawno, ale musimy pielęgnować tę kulturę i nasze dzieci tak samo. Zapisujemy dzieci do szkoły muzycznej, ale potem te dzieci grają muzykę ukraińską.

(-)

Awaria rozrusznika i przymusowy postój nie przeszkodziły szczęśliwie dotrzeć do Tuławek 20-osobowej grupie młodych mieszkańców ukraińskiej gminy Hołowyn, oficjalnego partnera gminy Dywity. Są tu z wizytą już po raz trzeci. Plan dwutygodniowego pobytu jest bogaty w warsztaty, wycieczki i wspólną integrację z uczniami Zespołu Szkół w Tuławkach.

Gmina Hołowyn to niewielka gmina wiejska, w której zamieszkuje ponad 3 tysiące osób. Największym pracodawcą jest kopalnia bazaltu, który trafia rozkruszony jako budulec na drogi i wykonuje się z niego lokalne pamiątki. Gmina Dywity współpracuje partnersko z ukraińskim przyjacielem od 2013 roku. Młodzież z Ukrainy spędza tu wakacje po raz trzeci.

Wieczorem (27.06) Ukraińcy dotarli do Zespołu Szkół w Tuławkach, który będzie ich centrum pobytowym.

Młodzież z Ukrainy przez dwa tygodnie będzie odpoczywać, twórczo działać i integrować się z polskimi uczniami ZS Tuławki. W planach są m.in. wyjazdy do Trójmiasta, Olsztyna i Galindii, warsztaty fotograficzne oraz taneczne, rozgrywki sportowe na Orliku w Kieźlinach i na stadionie w Dywitach czy wspólna praca w grupach

Bałtycką Flotą Federacji Rosyjskiej będzie dowodził Ukrainiec. Jak informuje portal Fontanka.ru, chodzi o wiceadmirała Siergieja Jelisiejewa, który wiosną 2014 roku zajmował stanowisko zastępcy dowódcy ukraińskiej Marynarki Wojennej. Portal przypomina, że po aneksji Krymu wiceadmirał przeszedł na stronę Rosji, za co na Ukrainie został oskarżony o dezercję i zdradę. Z Moskwy – Maciej Jastrzębski:

(-) Korespondencja w języku polskim

Ukraina wznowiła połączenia kolejowe z separatystycznymi republikami. Są one wykorzystywane do sprowadzanie węgla.

(-) Korespondencja w języku polskim

Na tym nasze informacje zostały wyczerpane. Następne wydanie wiadomości ukraińskich usłyszycie tu jutro o g. 10:50. Pracowali dla was: Marian Dąbrowski i Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

(jchr/łw)

 

ZOBACZ TAKŻE

Przeczytaj poprzedni wpis:
Kolarze walczą z czasem i kilometrami

Trwa piata edycja kolarskiego ultramaratonu Pierścień Tysiąca Jezior. W tym roku wyścig rozgrywany jest na terenie województw warmińsko-mazurskiego i podlaskiego. Trasa ma długość 610 kilometrów i...

Zamknij
RadioOlsztynTV