Dzień Szakala
„Dzień Szakala” to jeden z tych filmów, który towarzyszy mi od zawsze od czasu jak byłem młodym chłopakiem i przeczytałem genialną powieść Fredricka Forsytha zatytułowaną a jakże „Dzień Szakala”.
Przypomnę, akcja powieści i filmu rozgrywa się we Francji na początku lat 60 – tych ubiegłego wieku, grupa zamachowców z organizacji OAS planuje zamach na prezydenta Francji Generała de Gaulle’a, to miała być zemsta za oddanie Algierii, Algierczykom, czyli wycofanie się z Algierii po krwawej wojnie o niepodległość, byłej kolonii Francji.
Książka była i jest znakomita i absolutnie się nie zestarzała, natomiast film trochę tak. Pamiętajmy, że filmowy „Szakal” powstał dosyć dawno temu, bo w 1973 roku, film wyreżyserował amerykański weteran, laureat czterech Oskarów Fred Zinnemann. Filmy niestety szybciej się starzeją niż my czy literatura. Jednak proszę Państwa, parę dni temu zdecydowałem się na projekcję „Szakala” po wielu latach, zmarł jeden z aktorów, grający jedną z głównych postaci Michael Lonsdale, który rewelacyjnie zagrał komisarza Claude Lebela, tropiącego, płatnego zabójcę Szakala.
Pewnie dlatego jeden z kanałów zdecydował się przypomnieć widzom klasyczny już film. Klasyka klasyką, ale akcja akcją i to zostało. Świetny Edward Fox jako Szakal, milczący, precyzyjny, bezlitosny, tajemniczy człowiek bez przeszłości. Perfekcyjna rola i do tego świetnie pokazano przygotowania Szakala do wykonania zlecenia, jak to ujęto w powieści i filmie. Wszyscy wiemy jak zakończyła się historia zamachu na Generała, Generał przeżył wszystkie zamachy i rządził Francją do 1969 roku. Był jedną z najbardziej wpływowych postaci w historii kraju.
Film jak to film w dodatku sensacyjny, pokazuje coś co chcieli pokazać twórcy sensacyjnej produkcji: pościgi, strzelaninę dochodzenie, piękne kobiety, trochę krajobrazów i autostrad. To nie film dokumentalny o Francji lat 60. A jednak coś tam można zobaczyć, to była zupełnie inna Francja niż ta, którą obecnie znamy ze współczesnych filmów czy ewentualnie turystycznych wycieczek. To był kraj po pierwsze białych Francuzów, francuskich samochodów, francuskich towarów sklepach, palenia papierosów gdzie tylko się chciało, to były czasy przed globalizacją i najazdem wszystkich wszędzie. Bo świat się zmienił i już nikt nie pamięta co to znaczy, zamówić rozmowę w rozmównicy telefonicznej.
Dzisiaj po prostu dzwonisz i już. Czy pamiętamy czas z dwoma programami telewizyjnymi ? Prawie nie. Tak więc tego typu filmy z szeroką panoramą społeczną są niemal dokumentem minionej rzeczywistości. Film dobrze się ogląda, przydałby się nowy montaż i lekkie skrócenie o 15, 20 minut a tak jest to film bez zarzutu. Wyraziste postaci, klarowna historia, trzymająca się kupy i mimo tego, że znamy historię to ciągle trzyma w napięciu. Polecam nie tylko miłośnikom „Starego kina”.
Moje jesienne lektury wyglądają tradycyjnie, ukazała się nowa powieść kryminalna Mariusza Czubaja „Cios kończący”, bohaterem powieści jest znany Państwu Rudolf Heinz, były policjant, wmieszany w wyjątkowo mroczną i niepokojącą sprawę, historia rozgrywa się w Katowicach, tu i teraz. Czyta się świetnie.
Kinoman

























