Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 15 °C pogoda dziś
JUTRO: 6 °C pogoda jutro
Logowanie
 

Audycje w języku niemieckim

Audycje w języku niemieckim emitowane są w niedziele po godzinie 20:00.

00:00 / 00:00

15.08.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 15.08.2021

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, przy mikrofonie witają Państwa dzisiaj wieczorem Anna Przywoźna…

Uwe: …i Uwe Hahnkamp i będą towarzyszyć Państwu przez całą audycję.

Anna: Dzisiaj mamy dla Państwa w programie czwartą część rozmowy z Olafem Göbelerem na temat historii powiatu szczycieńskiego i drugą część wywiadu z Rafałem Bętkowskim na temat wolnomularzy w Olsztynie.

Uwe: Poza tym weźmiemy pod lupę pewnego zielarza, który zmarł 100 lat temu. Więcej na ten temat jak zwykle po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

****

Pod hasłem „Topografia wspomnień – teraźniejsza literatura na uchodźstwie“ na cykl imprez dotyczących tej literatury zapraszają dawny pisarz miejski Olsztyna Marcel Krueger i Stowarzyszenie Borussia. Zajmować się będą językową i literacką obcością i ojczyzną. Pierwsze spotkanie 19 sierpnia o godzinie 18.00 odbędzie się online, jego tytuł brzmi: „Ehemalsdeutsch dawniej niemieckie“. Gościem Marcela Kruegera będzie germanistka i polonistka Karolina Kuszyk. Dokładniejsze informacje na ten temat na stronie borussia.pl i profilu Borussi na Facebooku.

****

Pod hasłem „Chmury – Wolken – Clouds“ odbywa się od wczoraj i potrwa jeszcze do przyszłego piątku Piąty Festiwal Sztynorcki. Oprócz pałacu w Sztynorcie imprezy odbywać się będą także w Kętrzynie i Giżycku. Zaplanowane jest między innymi we wtorek, 17 sierpnia o godzinie 17.00 w Muzeum w Kętrzynie spotkanie dotyczące „Sztynorkich biografii“ z pisarką Ullą Lachauer oraz Agatą Kern z Muzeum Prus Wschodnich w Lüneburgu. 18 sierpnia o godzinie 18.00 po raz pierwszy wręczony zostanie Medal Lehndorffa. Z tek okazji oczekiwany jest niemiecki ambasador w Polsce Arndt Freytag von Loringhoven. Na widzów czekają także imprezy kulturalne. Dokładny program znajdą Państwo także w Internecie na stronie 2021.stnort.org

****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszła niedzielę, 22 sierpnia o godzinie 10.00 w kościele w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

****
W przyszłym tygodniu odprawione zostanie jeszcze raz nabożeństwo ewangelickie w języku niemieckim. Pastor Falk Klemm z Ehrenfriedersdorf czeka na wiernych w niedzielę, 22 sierpnia o godzinie 9.30 w kościele ewangelicko – augsburskim w Giżycku.

2021-08-15 Rafał Bętkowski II

31 lipca Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodku Kultury w Olsztynie zorganizował po raz kolejny jeden ze swoich spacerów po mieście. Tym razem poprowadził uczestników „Tropami wolnomularzy w Olsztynie”. Zapytaliśmy go potem o ten temat. Usłyszą Państwo teraz drugą część rozmowy:

——-

Kto był członkiem lóż wolnomularskich w Prusach? Czy uczestnikami byli także obywatele polscy?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Jakie warstwy społeczne były reprezentowane w osztyńskiej loży wolnomularskiej „Stein an der Alle”? Dlaczego było tak mało oficerów w „mieście garnizonowym”, jakim był Olsztyn?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Jakie zawody znajdziemy na liście członków?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Kto kierował taką lożą? Co to nam mówi o loży?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Kto był drugim mistrzem katedry czy też mistrzem loży?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Kto był jego następcą?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie w rozmowie z nami. Tematem, jaki wybrał sobie jako temat swojego spaceru po mieście 31 lipca byli wolnomularze w Olsztynie.

Trzecią część rozmowy z nim usłyszą Państwo w kolejnej audycji.

2021-08-15 Olaf Göbeler IV

Na początku lipca Olaf Göbeler był gościem XXIV Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej. Od lat zajmuje się on genealogią oraz – ponieważ jego rodzina pochodzi z regionu – również historią powiatu szczycieńskiego. Zapytaliśmy go o jego badania. Usłyszą Państwo teraz czwartą, ostatnią część rozmowy:

——-

Na początku lipca Olaf Göbeler był gościem XXIV Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej. Od lat zajmuje się on genealogią oraz – ponieważ jego rodzina pochodzi z regionu – również historią powiatu szczycieńskiego. Zapytaliśmy go o jego badania. Usłyszą Państwo teraz czwartą, ostatnią część rozmowy:

——-

W pierwszych częściach rozmowy zajmowaliśmy się bardziej genealogią i dokumentami, ale zajmuje się Pan także badaniami dotyczącymi nazw miejscowości i miejsc w regionie. Jak wygląda to np. w przypadku Szczytna?

[Olaf Göbeler:

Szczytno to tylko jedna nazwa. Wielu polskich naukowców, historyków podejmuje słowo „skit”, które występuje w starych dokumentach z Warmii z czasu ok. 1350 r. Wymieniono szereg jezior, które należą podobno do biskupa warmińskiego, w tym major skiten i minor skiten, co później było Wielkim i Małym Jeziorem Domowym, a Polacy biorą skit za podstawę do słowa Szczytno. Ale kiedy weźmiemy tu słowo szczyt, tego nie mamy w Szczytnie, ale kiedy wezmę nazwę Galindów, która pasuje do skiten, to można to przetłumaczyć, a to znaczy „dotyczący wody, jeziora”, „czysta woda”, więc jest to bardziej logiczne niż polskie słowo.]

A jak jest w gminie Dźwierzuty?

[Olaf Göbeler:

Są tu w Dźwierzutach nazwy, których do tej pory nie można było wyjaśnić. Mamy bardzo starą nazwę „Auslewo” to oznacza pewną rybę, ukleję. I mamy drugą nazwę „Swiersuty”, a to znaczy, że tutaj suszono rybę; mamy Popowa Wola, która nazywała się po niemiecku Pfaffendorf, ale właściwie znaczy wierzba iwa, a kiedy dzisiaj jadę do Popowej Woli, widzę te wierzby po setkach lat. Mamy tu też jezioro Dymer, a tu też nie znajdzie się w innym języku wyjaśnienia, dymra to jest po prostu ciemna woda, to był torf, więc jezioro torfowe.]

Przejdźmy do następnej gminy – Pasymia. Jak tam to wygląda?

[Olaf Göbeler:

Zapis Michałek wymienia, że wieś wcześniej nazywała się Schwandorf (wieś labędzi). Starałem się wyjaśnić, skąd ta nazwa. Wpadłem na pomysł, by poszukać jezior w terenie, no tak, tam jest tzw. Jezioro Gulbig, patrzyłem do słownika, co znaczy gulbig, a to jest łabędź. To oznacza, że przetłumaczono nazwę Galindów – Gulbig na niemiecki Schwan, i stąd nazwa wsi. To samo z Miluk, tam jest jezioro Pautig, co właściwie znaczy jezioro cielątka, ale wieś nazywała się Pautig. Albo Tylkowo – wszyscy myślą, że to polskie, ale to jest pomyłka, to ukazuje, że tam była produkcja lnu, bo to oznacza ta nazwa Galindów.]

Co oznaczają nazwy, które nadali Galindowie miejscowościom i jeziorom?

[Olaf Göbeler:

Jest to typowe dla Galindów, że oni nadali miejscom nazwy czerpiąc z tego, co tam wykonano czy tam znaleziono. Rzadko używali do tego nazw osób. To jest zasada do orientacji. Znalazłem starą nazwę Giśla. Tam znajdowało sie jezioro, które istniało po zimie, bo było dużo wody, potem nie było go, było ono suche. Nawet są dwie nazwy stare dla niego, bowiem Gisling i Indise, tłumaczyłem to i okazało się, że to znaczy to samo. Jedno to wyschnąć, drugie wyciekać. Jest rachunek urzędowy z roku 1601, który opisuje dokładnie to, że w tym jeziorze można tylko nieregularnie łowić ryby, bo raz jest, raz go nie ma. Wszystko pasuje.]

Czy jest jeszcze więcej przykładów tych „naturalnych nazw”?

[Olaf Göbeler:

Parleza, jest też taka wieś. Kto trochę zna przyrodę tutejszą, wie, że Parleza na północy powiatu w kierunku Biskupca, jest terenem bagnistym, a Parleza/Parlösen znaczy „wieś, do której dostaniesz się tylko kładką”, a kiedy zna się okolice, wie się, że tak naprawdę jest. Żaden naukowiec nie może zinterpretować tu czegoś fałszywego, bo jest to zbyt logiczne i za dobrze pasujące. Nazwy Galindów pasują dokładnie do tego, co tu zastaniemy; jest to zdumiewające, że mogę to zrobić ze wszystkimi nazwami tutejszymi.]

Według Pana badań Galindowie byli więc też w roku 1250 i jeszcze później. To hipoteza warta dyskusji. Czy rozmawia Pan również o swoich rezultatach z innymi badaczami genealogii czy historykami?

[Olaf Göbeler:

Czasem mam pytania od kolegów, ale badania, które ja wykonywałem, są zbyt szczegółowe, za bardzo odnoszą się do jednej rodziny. Mamy punkty, w których przecinamy się, i wtedy rozmawiamy i jest wymiana, bo źródeł jest mało. Moja rodzina należy do najstarszych autochtonicznych, można ją przyporządkować nazwiskiem już od 1470 roku, a tu w Labuszewie mogę potwierdzić jej istnienie przez cały czas od roku 1539, byli już tam. To była rodzina Dollmann.]

——-

Był to Olaf Göbeler, którego rodzina pochodzi z powiatu szczycieńskiego, w rozmowie z nami. Zajmuje się on od lat genealogią i historią tego regionu.

2021-08-15 Owczarz Ast

Szarlatan czy mędrzec? Zielarz czy oszust? Kłamca czy wyjątkowy talent? To pytania, które ludzie zadają sobie wielokrotnie w historii, gdy spotykają się z niezwykłymi metodami leczenia. Dziś chcielibyśmy przedstawić Państwu jedną z takich osób, która była z tego bardzo znana i odnosiła w swoim czasie sukcesy. Jego nazwisko: Philipp Heinrich Ast, lepiej znany jako Owczarz Ast.

Urodził się w 1848 roku w Gronau nad rzeką Leine w rodzinie pasterskiej. Ale oprócz mało cenionego zajęcia pasterskiego w rodzinie istniała jeszcze inna tradycja: sztuka uzdrawiania, uzdrawiania chorego bydła, ale również chorych ludzi. Jego wuj, który pracował jako główny owczarz dla barona w Lüdersdorf koło Scharnhorst, zabrał tam młodzieńca w 1872 roku. Już wiosną 1873 r. Philipp Heinrich Ast trafił do miejscowości Radbruch na gospodarkę numer dwa do rodziny Ahlers. W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 1873 poślubił córkę domu, położną Annę Dorotheę Ahlers.

Pracował jako postrzygacz owiec w okolicy, a nawet w leżącym 25 kilometrów na północ Hamburgu. Ludzie zauważyli, że nie tylko dobrze radzi sobie ze zwierzętami, ale też potrafi je leczyć. Za pomocą swoich roślinnych mieszanek leczył także ludzi. Leczenie zwierząt przyniosło mu przyjaciela na całe życie: Petera Wilkensa z miejscowości Stelle w powiecie Harburg. Jego koń miał zagrażającą życiu kolkę i miał zostać zastrzelony. Owczarz Ast zdołał konia uratować.

Gdy jego rodzina się rozrosła i chciał kupić kawałek ziemi w Radbruch, mieszkańcy odsunęli się od niego. Nie udzielili mu żadnej pomocy ani kredytu. Owczarz Ast otrzymał potrzebne pieniądze od Petera Wilkensa jako pożyczkę. Tam, w nowym domu, żył do śmierci i wyrobił sobie nazwisko uzdrowiciela. Podstawą tej działalności była stara księga z mądrościami medycyny naturalnej, odziedziczona po ojcu w 1878 roku. W 1883 podpisał kontrakt na produkcję leków według własnych wskazówek z apteką w Winsen nad rzeką Luhe, która zresztą istnieje do dziś.

Ale lekarze ówczesnej medycyny tradycyjnej byli tak samo podejrzliwi wobec niego, jak wcześniej wobec Ignaza Semmelweisa, odkrywcy gorączki porodowej, czy Johanna Christopha Blumhardta, uważanego za inicjatora psychiatrii. Prawdziwym uzdrowicielem nie może być ktoś, kto do diagnozy potrzebuje i bierze pod lupę włosy z szyi pacjenta i przepisuje niekonwencjonalne tynktury do terapii. W 1893 r. odbył się proces przed sądem okręgowym w Bleckede. Philipp Heinrich Ast został skazany na grzywnę, ponieważ produkował i sprzedawał medykamenty bez pozwolenia policji.
Ciekawa konsekwencja: ponieważ prasa zajmowała się tą sprawą na szczeblu regionalnym i krajowym aż po Hamburg, Hanower i Berlin, owczarz Ast stał się znany. Ludzie walili do niego drzwiami i oknami, przyjeżdżali z daleka pociągiem i przynosili miastu Radbruch boom gospodarczy. Nie wiadomo dokładnie, ile sam zarabiał; na przełomie wieków mówiono o 120.000 marek rocznie – według dzisiejszych obliczeń owczarz Ast był milionerem.

Philipp Heinrich Ast dużo wiedział i potrafił, był dobry dla ludźi, oni mu ufali. W owym czasie, bez rozleglej i przede wszystkim niedrogiej opieki medycznej, był dla nich punktem kontaktowym, w zasadzie wiejskim lekarzem. Jego rodzina, której przekazał swoją wiedzę, kontynuowała prowadzenie gabinetu medycyny naturalnej do 2000 roku. Sam zmarł 15 sierpnia 1921 r. i został pochowany z wielkimi honorami w obecności licznej publiczności.

Uwe: I to była znowu Allensteiner Welle w niedzielny wieczór.

Anna: Audycję zrealizował dla Państwa i dla nas Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówią Państwu Anna Przywoźna…

Uwe: … i Uwe Hahnkamp. Do usłyszenia za tydzień, cześć.

18.07.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 18.07.2021

Uwe: Drodzy słuchacze, dziś wieczorem wita Państwa przy mikrofonie ponownie Uwe Hahnkamp i będzie towarzyszyć Państwu przez całą audycję. Dziś porozmawiamy z Sabiną Regułą z Nidzicy na temat nauki języka niemieckiego jako języka mniejszości narodowej w szkołach. Przestawimy wrażenia z Dnia Mniejszości Narodowych i Etnicznych niemieckiej w Olsztynie i z pierwszego koncertu XXIV Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej. Więcej jak zawsze po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

****

1 kwietnia rozpoczął się powszechny spis ludności i mieszkań 2021 r. Przez sześć miesięcy, do 30 września, mieszkańcy Rzeczpospolitej Polskiej mają możliwość i obowiązek udzielenia odpowiedzi na zadane w spisie pytania. Po raz pierwszy w historii polskiej statystyki publicznej samodzielny spis jest obowiązkowy. Nie dotyczy to osób, które na przykład ze względu na wiek, stan zdrowia czy niepełnosprawność nie są w stanie tego zrobić samodzielnie. Pracownicy spisu będą mogli udzielić pomocy bezpośrednio lub telefonicznie.

****

W przyszłą sobotę 24 lipca rozpoczynają się w Ostródzie następne warsztaty letnie dla dzieci mniejszości niemieckiej. Po roku przerwy dzieci w wieku od 9 do 12 lat znów będą miały możliwość kreatywnego spędzenia wakacji razem z rówieśnikami i między innyi uczenia się języka niemieckiego. Impreza zakończy się 7 sierpnia. Więcej informacji u Marty Mularczyk w Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur, telefonicznie pod numerem 89 523 56 80 lub mailowo biuro.zsnwim@gmail.com

****

„Kawiarnia pisarska, kreatywne pisanie do wypróbowania i rozpoczęcia” – to tytuł cyklu seminariów organizowanych przez Karpatenblatt. Karpatenblatt to portal internetowy Stowarzyszenia Niemców Karpackich i magazyn Niemców na Słowacji. Ostatnie wydarzenie zaplanowano na przyszły wtorek, 20 lipca, w godzinach 17.00 – 19.00. Tematem jest „Warsztat przyszłości i zakończenie”. Udział jest bezpłatny, rejestracja odbywa się za pośrednictwem adresu e-mail anmeldung@karpatenblatt.sk

****

Koncert w dniu 24 lipca (w sobotę) o godz. 18.00 rozpocznie drugi weekend tegorocznych XXIV Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej. Koncert z Oskarem Majem i Bartoszem Gołębiowskim na organach odbędzie się w kościele ewangelicko – augsburskim w Pasymiu. 25 lipca o godz. 18.00 odbędzie się w kościele w Dźwierzutach koncert z Matthiasem Böhlertem z Niemiec. Pastor Witold Twardzik cieszy się jako gospodarz na licznych gości.

****

Msza katolicka w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszłą niedzielę 25 lipca o godz. 10:00 w Olsztynie – Jarotach. Ksiądz kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-07-18 Sabina Reguła II

W dniach 19 i 20 czerwca w Ostródzie na corocznej konferencji roboczej spotkali się przewodniczący stowarzyszeń niemieckich na Warmii i Mazurach. Była tam też Sabina Reguła, przewodnicząca Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej w Nidzicy. Jest ona doradcą nauki języka niemieckiego jako języka mniejszości w powiecie nidzickim. Na ten temat mówiła również niedawno podczas spotkania w Warszawie:

——-

W środku tygodnia tak po prostu pojechać do Warszawy, to trochę niezwykłe dla nauczycielki języka niemieckiego z Nidzicy. Co to było za spotkanie wysokiej rangi 16 czerwca, że Pani tam pojechała i reprezentowała barwy województwa warmińsko-mazurskiego i tutejszej mniejszości niemieckiej?

[Sabina Reguła:

Chodziło o spotkanie z ekspertami UE, z komisją, którzy chcą sprawdzić, jak strona polska, tzn. państwo polskie zachowuje się w stosunku do mniejszości niemieckiej, jak Polska spełnia swoje zadanie w stosunku do mniejszości niemieckiej. Chodziło o karty mniejszości, mniejszości narodowych i etnicznych. Zaproszona została delegacja, były trzy osoby z Opola oczywiście z szefem, jak się mówi, Bernardem Gaidą, i przyszło zapytanie, czy ja z Nidzicy również mogłabym przyjechać. ZNSSK [Związek Niemieckich Stowarzyszeń Socjalno – Kulturalnych] do mnie zadzwonił i zapytał, czy mam czas, aby przyjechać do Warszawy i opowiedzieć o nauce języka niemieckiego jako języka mniejszości, jak jest w naszym regionie, jakie mamy doświadczenia.]

Krótko mówiąc była Pani fachowcem z doświadczeniem w praktycznym działaniu, który w życiu codziennym jest konfrontowany problemami nauki języka niemieckiego. Do Pani doświadczeń w ostatnim czasie obok normalnej nauki należała również kontrola przez kuratorium nauki języka niemieckiego jako języka mniejszości. Czy mówiła Pani też o niej? Przecież nie przebiegała zbyt przyjemnie …

[Sabina Reguła:

Oczywiście, właśnie dlatego. Kontrola była… no… jaka była. Rozmawiałam też o niej z ekspertami, co tam się działo, a oni dziwili się, że coś takiego miało miejsce. Dziwili się również, że od pewnego czasu nie można korzystać jednocześnie z nauki języka niemieckiego jako języka mniejszości i jako języka obcego. Chodzi o klasy VII i VIII szkoły podstawowej. Dziwili się też, że przepisy się nie zmieniły w tym punkcie, tylko ich interpretacje.]

Nie wspominając o takiej interpretacji, która w naszym regionie prawie nie znajdzie zastosowania, bo prawie nie mamy uczniów, którzy jednocześnie chcą się uczyć niemieckiego jako języka obcego i jako języka mniejszości – czego brakuje, jeżeli mówimy o infrastrukturze? Czy w ogóle byłyby podręczniki do niemieckiego jako języka mniejszości dla starszych uczniów szkoły podstawowej?

[Sabina Reguła:

Wprawdzie jest podręcznik języka niemieckiego jako języka mniejszości, ale to tylko dla najmłodszych, tzn. w klasach 1-3. Nie ma innych podręczników, które mogłyby służyć do nauki języka niemieckiego jako języka mniejszości. Nauczyciele po prostu biorą podręczniki do niemieckiego jako języka obcego i szukają jeszcze materiałów w Internecie czy tworzą własne materiały, żeby można było omówić wszystkie tematy. „Niko”, podręcznik dla klas 1-3, również jest dopuszczony w Niemczech dla uczniów szkoły podstawowej. W tym momencie nie ma dalszych podręczników dopuszczonych np. dla klas 4-6.]

Tematem wiecznej dyskusji są również subwencje do nauki języka niemieckiego jako języka mniejszości. Z jednej strony z powodu ich wysokości, z drugiej strony przede wszystkim z powodu ich wypłacania i wykorzystania. Jakie Pani ma doświadczenia w tej sprawie?

[Sabina Reguła:

Też o tym mówiliśmy, że subwencje, które są przydzielone dzieciom, tzn. właściwie należą się dzieciom, powinny być wypłacane bezpośrednio – nie bezpośrednio, lecz tak, że burmistrz czy starosta przekazuje je dalej uczniom i nie rozdziela pieniędzy na inne sprawy. Że szkoła, tzn. sala do tej nauki języka niemieckiego jako języka mniejszości zostaje lepiej wyposażona, że z tych środków opłacane są podręczniki języka niemieckiego jako obcego, jeśli nauczyciel z nich korzysta, a nie, że rodzice muszą je kupić. To powinno być możliwe z tych dodatkowych subwencji. W niektórych szkołach jest tak, że one je dostają, a nauczyciel/ka może z uczniami zrobić wycieczkę np. do Berlina albo okolic, za którą dzieci nie muszą płacić. Ale w innych szkołach jest tak, że uczniowie (tzn. ich rodzice) sami muszą nawet płacić za materiały do majsterkowania, i za podręczniki itd. ]

——-

Była to Sabina Reguła, przewodnicząca Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej w Nidzicy, w rozmowie z nami. Tematem były pytania dotyczące nauki języka niemieckiego jako języka mniejszości w naszym regionie.

2021-07-18 Dzień Mniejszości Narodowych i Etnicznych

10 lipca Olsztyńskie Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej zaprosiło na tegoroczny Dzień Mniejszości Narodowych i Etnicznych do osady kozackiej „Ataman” w Olsztynie – Gutkowie. Wreszcie znowu było możliwe, by spotkać się osobiście w trochę większym gronie i delektować się tym dniem. Oto nasze wrażenia z imprezy:

——-

[muzyka]

Droga do „Atamana” do dziś nie jest lepsza niż w ostatnich latach, a i po deszczu poprzedniego dnia błotniste miejsca na parkingu były grząskie, ale słońce pokazało się, chmury przeszły i nie zostawiły ani jednej kropli wody i przyczyniły się do ciepłej, ale nie gorącej atmosfery. Goście honorowi z zespołu klezmerskiego „Chanajki” z Białegostoku już się rozgrzewali, podczas gdy przybywało jeszcze wielu gości. Wreszcie znowu być razem, wspólnie świętować, a dzięki kulturze i pomysłom wstawiać się za ważnymi rzeczami, jak powiedział prezydent miasta Olsztyna dr Piotr Grzymowicz w swojej mowie powitalnej:

[Piotr Grzymowicz – wypowiedź w języku polskim]

Uwzględnił przy tym również byłych mieszkańców, którzy wciąż przyjeżdżają do swojej starej ojczyzny. Jarosław Słoma, przewodniczący komisji ds. mniejszości narodowych i etnicznych, która prawie w pełnym składzie pojawiła się na dniu mniejszości, też podkreślił wagę wielokulturowości regionu:

[Jarosław Słoma – wypowiedź w języku polskim]

Po krótkim ekumenicznym słowie duchowym na zakończenie części oficjalnej uczestnicy imprezy mieli okazję poinformowania się na temat różnych mniejszości. Niestety z powodu nadal trochę niepewnej sytuacji przybyło niewiele mniejszości. Grupy mniejszości niemieckiej nie tylko z regionu, lecz również z Opola, oprócz tego zaprezentowała się mniejszość ukraińska. A z nią, dokładniej z uczennicą Amelią Kuształą, rozpoczęła się część kulturalna Dnia Mniejszości Narodowych i Etnicznych:

[muzyka]

Całkiem inny charakter nadali imprezie reprezentanci mniejszości niemieckiej z zespołem tańca „Saga”, Moniką Krzenzek jako solistką, chórem Nidzickiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej i młodymi „Jodłami” z Ostródy. Centralnym punktem programu był zespół klezmerski „Chanajki” z Białegostoku. Gra on przeważnie, ale nie tylko, piosenki regionalnych autorów żydowskich. Jedna z nich jest, jak mogą Państwo usłyszeć, poświęcona ich miastu – Białemustokowi „Mój dom, Białystok, mein hejm”:

[muzyka]

Są melancholijne dźwięki utraconego miasta, czasu i ojczyzny, ale w muzyce klezmerskiej jest też zawsze dźwięk wesołego tańca. Piosenka o rabbim – z wielką żywiołowościa. Jeszcze raz Chajniki:

[muzyka]

Kiedy słuchacze byli już w ruchu i delektowali się oprócz rozmów, pogawędek, jedzenia i picia oraz radosnym spędzaniem czasu razem również w ruchu w takcie muzyki, ukraiński zespół Horpyna jeszcze bardziej rozochocił swoją muzyką ludzi. Najpierw powoli…

[muzyka]

… a na koniec, na zakończenie części kulturalna i całego Dnia Mniejszości Narodowych i Etnicznych, jeszcze raz z ogromną energią:

[muzyka]

——-

Były to wrażenia z Dnia Mniejszości Narodowych i Etnicznych zorganizowanego przez Olsztyńskie Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej 10 lipca w osadzie kozackiej „Ataman” w Olsztynie-Gutkowie.

Dalsze wrażenia z tej imprezy zaprezentujemy w kolejnych tygodniach w naszej audycji.

2021-07-18 Koncert Pasym

XXIV Pasymskie Koncerty Muzyki Organowej i Kameralnej otworzyły swojej bramy. 10 lipca o godz. 17.00 rozpoczął się pierwszy koncert w kościele ewangelicko-augsburskim w Pasymiu. W tym samym czasie obchodzono uroczyste jubileusze 635 lat przyznania praw miejskich dla Pasymia i 630 lat poświęcenia kościoła. Ponadto można było zaprezentować publicznie świeżo konserwowaną głowę jelenia z kościoła z 1608 r. Oto nasze wrażenia z tej potrójnej imprezy:

——-

[muzyka]

Goście imprezy powitani zostali dość nietypowo tym sygnałem myśliwskim. Zagrał zespół sygnalistów myśliwskich „Leśna Brać” z Nadleśnictwa Spychowo-Strzałowo. Na wstępie gospodarz, pastor Witold Twardzik z kościoła ewangelicko – augsburskiego w Pasymiu wspomniał o obu tych jubileuszach świętowanych tego dnia:

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku polskim]

Przypomniał też skuteczną zbiórkę na konserwację głowy jelenia i bażanta, które wiszą w nawie środkowej kościoła:

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku polskim]

Do krótkiej prezentacji odgłosów zwierząt jak bezpośrednio w naturze, w lesie, mógł pozyskać fotografa przyrody i krajobrazu Huberta Jasionowskiego ze Szczytna. Usłyszą Państwo głosy zwycięskiego byka jelenia:

[Hubert Jasionowski – wypowiedź w języku polskim]

Ta część imprezy zakończyła się kolejnym sygnałem zespołu sygnalistów myśliwskich „Leśna Brać” z nadleśnictwa Spychowo-Strzałowo:

[muzyka]

Na początku właściwego pierwszego koncertu Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej artysta nawiązał do tematu sygnałów myśliwskich we własnej interpretacji. Usłyszą Państwo fragment:

[muzyka]

Następnie zagrano utwory niemieckich kompozytorów baroku Nicolausa Hassego i Georga Böhma, zanim jeden z największych niemieckich kompozytorów Jan Sebastian Bach został główną postacią repertuaru – i to za sprawą niezwykle delikatnego utworu „Wenn wir in höchsten Nöten sein – Kkiedy cierpimy w najgorszych potrzebach”

[muzyka]

Imprezę zakończyła wspólna modlitwa duchownych kościołów katolickiego i ewangelicko-augsburskiego w Pasymiu – oraz improwizacja do pieśni „Pod Twą obronę“. Jeszcze raz fragment muzyki dr. Macieja Zakrzewskiego:

[muzyka]

——-

Były to wrażenia z pierwszego koncertu XXIV Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej dnia 10 lipca w kościele ewangelicko-augsburskim w Pasymiu.

Więcej muzyki z koncertów i dalsze tematy dotyczące tego cyklu koncertów zaprezentujemy w kolejnych audycjach w naszej audycji.

Uwe: I to znowu wszystko w audycji „Allensteiner Welle” w niedzielny wieczór. Audycję zrealizował dzisiaj dla Państwa i dla nas Marian Dąbrowski. Życzę miłego tygodnia; niech Państwo ponownie włączą radioodbiorniki w następny weekend.

11.07.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 04.07.2021

Uwe: Drodzy słuchacze, dziś wieczorem wita Państwa przy mikrofonie ponownie Uwe Hahnkamp i będzie towarzyszyć Państwu przez całą audycję. Dziś mamy dla Państwa wywiad z Ulfem Püstowem z Ziomkostwa Prus Wschodnich i rozmowę z Moniką Krzenzek z zarządu Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur. Oprócz tego przedstawimy zmarłego ostatnio piosenkarz Billa Ramseya, który śpiewa również piosenki w dzisiejszej audycji. Więcej usłyszą Państwo jak zawsze – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

*****

1 kwietnia rozpoczął się powszechny spis ludności i mieszkań 2021 r. Przez sześć miesięcy, do 30 września, mieszkańcy Rzeczpospolitej Polskiej mają możliwość i obowiązek udzielenia odpowiedzi na zadane w spisie pytania. Po raz pierwszy w historii polskiej statystyki publicznej samodzielny spis jest obowiązkowy. Nie dotyczy to osób, które na przykład ze względu na wiek, stan zdrowia czy niepełnosprawność nie są w stanie tego zrobić samodzielnie. Pracownicy spisu będą mogli udzielić pomocy bezpośrednio lub telefonicznie.

****

Od najbliższego czwartku 15 lipca i do 24 lipca odbędzie się tegoroczny obóz letni dla młodzieży z mniejszości niemieckich z 12 państw – i to online. Hasło brzmi „Razem wyść poza granice”, na uczestników czeka pięć różnych warsztatów. Uczestniczyć można bez kosztów, zgłaszać się należy przez stronę internetową www.sommercamp.online Tam również znajdują się bliższe informacje na temat imprezy.

****

Msze katolickie w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszłą niedzielę 18 lipca:

– o godz. 10:00 w Olsztynie – Jarotach,

– o godz. 14:00 w Biskupcu

– i o godz. 17:00 w Reszlu.

Ksiądz Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-07-11 Ulf Püstow

W dniach 19 i 20 czerwca w Ostródzie spotkali się przewodniczący stowarzyszeń niemieckich na Warmii i Mazurach. Na coroczną konferencję roboczą zaprosił Ziomkostwo Prus Wschodnich. Odpowiedzialny za ziomkostwo był Ulf Püstow z zarządu tej organizacji. Przedstawimy go Państwu:

——-

Jaka jest Pana rola w zarządzie Ziomkostwa Prus Wschodnich? Skąd pochodzi Pana rodzina i gdzie Pan żyje?

[Ulf Püstow:

Zarząd ziomkostwa liczy sześć osób. Moim zadaniem jest kontakt ze stowarzyszeniami niemieckimi i z politykami samorządowymi na Warmii i Mazurach. Z powiatów Olecko i Ełk, ale również mam w swojej linii genealogicznej tzw. emigrantów salzburskich i hugenotów. Mieszkam w Schwerinie, w landzie Meklemburgia – Pomorze Przednie, w regionie, który jest krajobrazowo bardzo podobny do Mazur.]

Dostał się Pan do zarządu, kiedy wirus Corona wiele utrudniał. Jak dał Pan sobie z nim radę, co trzeba jeszcze zrobić?

[Ulf Püstow:

Było to nowe dla nas wszystkich. Problemem najpierw była akceptacja, że Covid zostanie dłużej. Wiele osób myślało, że to mała rzecz – a przeciągało się to i przeciągało, i zanim uświadomiliśmy sobie, że musimy przemyśleć naszą pracę, już za dużo czasu upłynęło. Próbowaliśmy utrzymać kontakt za pomocą mediów elektronicznych, np. za pomocą konferencji wideo, niestety z mojego punktu widzenia jednak nie z Warmią i Mazurami, bo osobiste kontakty jeszcze nie były zawiązane. To musi się poprawić, to chcę zrobić lepiej, ale to nie jednostronnie, to musi trafić na podatny grunt. Lepiej oczywiście jest spotkać się osobiście, kiedy się siebie widzi.]

Jak funkcjonowała, funkcjonuje praca organizacyjna w Ziomkostwie w czasach Covid?

[Ulf Püstow:

Jest konferencja telefoniczna w każdy poniedziałek o ustalonej godzinie, podczas której zarząd spotyka się, są krótkie sprawozdania, co nowego, jakie są tematy. Są konferencje wideo z przewodniczącymi ziomkostw powiatów w terminach, kiedy normalnie spotykalibyśmy na żywo. Nowe dla nas wszystkich – medium konferencji telefonicznej i wideo; wypełniło czas, ale musimy i tak wrócić do wspólnych spotkań twarzą w twarz.]

Co postanowił Pan zrobić aktualnie w swojej pracy?

[Ulf Püstow:

Jako pierwsze – po raz drugi możliwość spotkania się, bo pierwszy raz byłem we wrześniu w Mrągowie. Dzisiaj wieczorem wdać się w rozmowy, budować zaufanie, przełamać granice duchowe i zachęcać do aktywnego kontaktu, bo dystans jest bardzo daleki, a nie jestem w stanie raz w miesiącu czy regularnie przyjeżdżać na Warmię i Mazury i odwiedzać stowarzyszenia niemieckie. Życzę sobie, żebyśmy drogą internetową czy mailową czy telefoniczną mieli możliwość kontaktu, żeby była możliwa dobra i owocna współpraca. Ziomkostwo Prus Wschodnich oferuje wsparcie dla stowarzyszeń niemieckich Warmii i Mazur, jeśli one chcą; na pewno nie chodzi o wyposażenie techniczne, lecz o pomoc poprzez szkolenia, na pewno nie takie rzeczy „jak wysłać email”, ale „jak zorganizować konferencję wideo” albo coś podobnego.]

W ramach konferencji tu w Ostródzie przedstawiono nowy krótki film „Prusy Wschodnie dla początkujących”, który wyprodukowało ziomkostwo Prus Wschodnich. Jaka jest motywacja dla jego powstania?

[Ulf Püstow:

W Niemczech stwierdziliśmy, że nie tylko młodzi ludzie, którzy mają korzenie rodzinne na Warmii i Mazurach, w Prusach Wschodnich, lecz również osoby, które pochodzą z całkiem innych regionów Niemiec nie wiedzą, gdzie leżą Prusy Wschodnie. Studiowałem w Kolonii na początku latach 90 i przestraszyłem się, kiedy powiedziałem, skąd pochodzę, i zauważyłem, że młodzi ludzie w starej RFN uważali NRD za część Niemiec, za państwo niemieckie, lecz za obcy kraj. Jeśli to już nie są Niemcy, co z terenami, które przed 1945 r. były niemieckie, zwłaszcza Prusy Wschodnie. Ziomkostwo Prus Wschodnich ma za cel przekazywanie ludziom, że Prusy Wschodnie to europejski krajobraz kulturowy. Nie chodzi o to, że Prusy są niemieckie czy powinny ponownie „stać się” niemieckie; takich słów nie potrzeba nam we wspólnym domu, w Europie, lecz ocalić historię i pokazać, że Prusy Wschodnie są europejskim krajobrazem kulturowym. I to, że od zawsze były tyglem, w którym ludzie różnej narodowości i stanu spotykali się i mieszali się i tworzyli bardzo specjalny typ ludzi.]

Dla początkujących – to brzmi, jakby miała jeszcze być kontynuacja…

[Ulf Püstow:

Tak, o tym mówiliśmy w ziomkostwie, że to jest pierwszy krok. Jest w planie produkcja drugiego filmu „Prusy dla zaawansowanych” który wyjaśnia kilka tematów głębiej i będzie decydowanie dłuższy, ale kiedy powstanie, kiedy wystartujemy, jeszcze nie wiemy. Cieszymy się, że ten film teraz jest na rynku i może być oglądany. I widzimy na Youtube, że dostaje dużo kliknięć i trafia na podatny grunt.]

Można go znaleźć na Youtube, jeśli wpisze się „Ostpreußen für Anfänger”. Gdzie można go jeszcze obejrzeć lub ściągać?

[Ulf Püstow:

Na witrynie Ziomkostwa też można go znaleźć, tuż na pierwszej stronie, na stronie startowej. Na pewno w przyszłości będzie tak, że nowe tematy zepchną ten link z pierwszej strony, ale teraz i na pewno jeszcze długo będzie tam widoczny dla każdego i będzie budzić zainteresowanie.]

——-

Był to Ulf Püstow z Ziomkostwa Prus Wschodnich w rozmowie z nami. Tematem były jego pierwsze wrażenia jako osoby odpowiedzialnej za kontakty ze stowarzyszeniami niemieckimi na Warmii i Mazurach oraz jego pomysły na przyszłość.

Wywiad powstał podczas konferencji roboczej mniejszości niemieckiej zorganizowanej w Ostródzie przez Ziomkostwo Prus Wschodnich w dniach 19 i 20 czerwca. Dalsze rozmowy zaprezentujemy w kolejnych audycjach.

2021-07-11 Monika Krzenzek

W dniach 19 i 20 czerwca w Ostródzie spotkali się przewodniczący stowarzyszeń niemieckich na Warmii i Mazurach. Na coroczną konferencję roboczą zaprosił Ziomkostwo Prus Wschodnich. Była tam również Monika Krzenzek ze Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur, która przedstawiła nowy projekt młodzieżowy mniejszości niemieckiej w Polsce. Zapytaliśmy ją o to:

——-

Jaki cel ma projekt „Jugendpunkt” i dlaczego w ogóle powstał?

[Monika Krzenzek – wypowiedź w języku polskim]

Do jakiej grupy wiekowej skierowany jest projekt? Co zaplanowała Pani tutaj w regionie?

[Monika Krzenzek – wypowiedź w języku polskim]

To oznacza więc początek najpierw z jedną grupą. A co zaplanowano merytorycznie w pracy z młodzieżą?

[Monika Krzenzek – wypowiedź w języku polskim]

Na Śląsku stowarzyszenia są blisko siebie, u nas oddzielone często wieloma kilometrami. Czy mimo to właśnie w Bartoszycach nie byłoby możliwe uwzględnić młodzieży z pobliskich miejscowości, Górowa Iławeckiego i Lidzbarka Warmińskiego?

[Monika Krzenzek – wypowiedź w języku polskim]

A potem utworzy Pani następną grupę, następny klub?

[Monika Krzenzek – wypowiedź w języku polskim]

Na jakie pozytywnie skutki, na jaki rezonans mają nadzieję organizatorzy projektu „Jugendpunkt”?

[Monika Krzenzek – wypowiedź w języku polskim]

W ciągu lat były tutaj w regionie już często liczne grupy młodzieżowe, co do których można było oczekiwać, że niektórym z nich uda się przeskok do niemieckich stowarzyszeń. Gdzie były trudności, dlaczego to się nie udało?

[Monika Krzenzek – wypowiedź w języku polskim]

Czy młodzi ludzie, którzy chcą przejąć pracę w stowarzyszeniach niemieckich, zostaną „przyjęci” przez starszych członków? Czy to się uda?

[Monika Krzenzek – wypowiedź w języku polskim]

——-

Była to Monika Krzenzek ze Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur w rozmowie z nami. Tematem był nowy projekt młodzieżowy mniejszości niemieckiej w Polsce, który ona organizuje w regionie..

Wywiad powstał podczas konferencji roboczej mniejszości niemieckiej zorganizowanej w Ostródzie przez Ziomkostwo Prus Wschodnich w dniach 19 i 20 czerwca. Dalsze rozmowy zaprezentujemy w kolejnych audycjach.

2021-07-11 Feuilleton Bill Ramsey

Świat się łączy. Mówi się o stosunkach międzynarodowych w dziedzinie kultury, o koprodukcjach filmowych, gdzie w napisach końcowych znajdują się nazwiska z wielu krajów, oraz o muzyce jako sile jednoczącej ponad granicami. Często nie jest tak łatwo, jak się wydaje, współpracować i działać w danym obcym kraju, a kiedyś było to jeszcze trudniejsze. Dziś chcemy Państwu opowiedzieć o kimś, kto postanowił to osiągnąć i odniósł w tym sukces. Jego nazwisko: William „Bill” McCreery Ramsey lub w skrócie Bill Ramsey.

Początkowo piosenkarz, który urodził się w Cincinnati 17 kwietnia 1931 roku, z pewnością nie spodziewał się, że przez wiele lata ożywiać będzie scenę hitów w Republice Federalnej Niemiec w latach 50. i 60., a nawet trochę ją zdominuje. Już w młodości śpiewał jazz, swing i blues w studenckim zespole tanecznym, a także obok swoich studiów na Uniwersytecie Yale, które rozpoczął w 1949r.

Potem przyszła wojna koreańska i w Stanach Zjednoczonych przywrócono obowiązkową służbę wojskową. Bill Ramsey trafił do Sił Powietrznych, innymi słowy do US Air Force w Wiesbaden. Nadal nie mógł przestać śpiewać. Występował między innymi w „Jazzkeller” we Frankfurcie, który to lokal istnieje do dziś i był wówczas bardzo sławny. Tam został odkryty przez pracownika American Forces Network, w skrócie AFN, tzn. rozgłośni radiowej dla żołnierzy. Bill Ramsey został głównym producentem w AFN i rozwijał się dalej w kierunku muzyki.

Od 1953 występował ze znanymi sławami, takimi jak pianista Paul Kuhn i James Last, zrealizował także swój pierwszy krótki występ w filmie muzycznym z Peterem Alexandrem i Cateriną Valente. Ponadto po odbyciu służby wojskowej kontynuował studia w USA, a następnie od 1957r. we Frankfurcie. Następnie w 1958r. dostał pierwszy kontrakt płytowy i wydał do 1962 r. około 20 hitów, w tym „Pigalle”, który wylądował na pierwszym miejscu list przebojów, oraz „Mimi nigdy nie idzie do łóżka bez kryminału”, który zajął tylko trzecie miejsce, ale notowany na listach był dłużej. To nie przypadek, że te dwie piosenki znalazły się w naszej audycji.

Sukces przebojów, śpiewanych po niemiecku z amerykańskim akcentem, trwał do połowy lat 60., kiedy scenę muzyczną zaczął przejmować beat. Ramsey występował także w rolach komediowych w wielu filmach i telewizji. „Lepiej zrobić coś śmiesznego niż śpiewać rock’n’roll” – powiedział kiedyś Bill Ramsey jako motto i przypadł do gustu publiczności w tej komicznej roli. Był w stanie – cytat: „Robić to, co ja robiłem jako hobby – i dostawałem za to pieniądze. Ponadto nie było żadnego przełożonego, który powiedziałby mi „masz 65 lat, więc koniec”” – koniec cytatu.

Bill Ramsey zawsze z przyjemnością zabierał się do swojej muzyki, wracając później do jazzu i bluesa, do pracy jako wykładowca w Wyższej Szkole Muzyki i Sztuk Performatywnych w Hamburgu, do prezentowania audycji „Swingtime” w Hessischer Rundfunk, z którego zrezygnował dopiero w 2019 roku w wieku niespełna 88 lat. A jako piosenkarz potrafił przekazać tę radość i przyjemność swoim słuchaczom. „Młody, biały człowiek ze starym, czarnym głosem”, jak go nazywano, chciał być rozpoznawany przez wielkich czarnoskórych piosenkarzy, takich jak jego wzory Count Basie i Louis Jordan. Wyróżnienie nadeszło od Elli Fitzgerald, która podobno powiedziała „Kiedy zamykasz oczy, słyszysz czarnego człowieka.” Nieco ponad tydzień temu, 2 lipca, Bill Ramsey, który w 1984 r. przyjął również niemieckie obywatelstwo, zmarł w Hamburgu w wieku 90 lat.

Uwe: I to znowu było wszystko z audycji „Allensteiner Welle” w niedzielny wieczór. Audycję zrealizował dzisiaj dla Państwa Marian Dąbrowski. Życzę miłego tygodnia; niech Państwo ponownie włączą radioodbiorniki w następny weekend.

04.07.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 04.07.2021

Uwe: Drodzy słuchacze, dziś wieczorem wita Państwa przy mikrofonie ponownie Uwe Hahnkamp i będzie towarzyszyć Państwu przez całą audycję. Dzisiaj nadal będziemy zajmować się przedwojennymi grami planszowymi z regionu oraz porozmawiamy z nowym przewodniczącym mniejszości niemieckiej w Mrągowie Sebastianem Jabłońskim. Więcej na ten temat jak zawsze – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

****

1 kwietnia rozpoczął się powszechny spis ludności i mieszkań 2021 r. Przez sześć miesięcy, do 30 września, mieszkańcy Rzeczpospolitej Polskiej mają możliwość i obowiązek udzielenia odpowiedzi na zadane w spisie pytania. Po raz pierwszy w historii polskiej statystyki publicznej samodzielny spis jest obowiązkowy. Nie dotyczy to osób, które na przykład ze względu na wiek, stan zdrowia czy niepełnosprawność nie są w stanie tego zrobić samodzielnie. Pracownicy spisu będą mogli udzielić pomocy bezpośrednio lub telefonicznie.

****

W najbliższy czwartek 8 lipca o godz. 17:00 w ramach projektu „Lernraum” Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu odbędzie się następne wydarzenie w Olsztynie. Trzy godziny potrwa wycieczka z dr Emilią Figurą-Osełkowską tropami historii przemysłu w Olsztynie. Wycieczka po mieście rozpocznie się przy Wysokiej Bramie. Zgłaszać się można jak najszybszej pod adresem allenstein@lernraum.pl lub dzwoniąc do Martyny Chrzanowskiej pod numer 887-890-723.

****

W następną sobotę, to jest 10 lipca o godz. 11 rozpocznie się w Osadzie Kozackiej „Ataman” przy ul. Kanarkowej 54 w Olsztynie tegoroczny Dzień Mniejszości Narodowych. Podczas zorganizowanej przez Olsztyńskie Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej imprezy obecni będą reprezentanci różnych mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce. Wystąpią między innymi zespół żydowski Chanajki i zespół ukraiński Horpyna.

****

„Kawiarenka pisarska, kreatywne pisanie do wypróbowania i rozpoczęcia” – to tytuł cyklu seminariów organizowanych przez Karpatenblatt. Karpatenblatt to portal internetowy Stowarzyszenia Niemców Karpackich i magazyn Niemców na Słowacji. Kolejne wydarzenie zaplanowano na następny wtorek, 6 lipca w godzinach 17.00 – 19.00. Temat brzmi „Cele i wartość życia”. Kolejne seminarium odbędzie się jeszcze do końca lipca. Udział jest bezpłatny, rejestracja odbywa się za pośrednictwem adresu e-mail anmeldung@karpatenblatt.sk

****

Koncertem w dniu 10 lipca (w sobotę) o godz. 17.00 rozpoczną się tegoroczne, XXIV Pasymskie Koncerty Muzyki Organowej i Kameralnej. Koncert dr Macieja Zakrzewskiego na organach kościoła ewangelicko- augsburskiego w Pasymiu odbędzie się również w ramach jubileuszów: 635 lat uzyskania praw miejskich i 630 lat istnienia kościoła. W tym samym czasie zaprezentowana zostanie odrestaurowana głowa jelenia z kościoła, wystąpi więc też stowarzyszenie strzelców ze Spychowa. 11 lipca o godz. 18.00 w kościele w Dźwierzutach odbędzie się koncert profesora Klausa Kuchlinga z Klagenfurtu. Pastor Witold Twardzik cieszy się jako gospodarz na licznych gości.

****

Msza katolicka w języku niemieckim odbędzie się w przyszła niedzielę 11 lipca o godz. 10:00 w kościele pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

****

Po raz pierwszy od dłuższego czasu odbędzie się również nabożeństwo ewangelickie w języku niemieckim. Pastor Claudius Kurtz z Ravensburga czeka na wiernych w niedzielę 11 lipca o godz. 9.30 w kościele ewangelicko-augsburskim w Giżycku.

2021-07-04 Moderation Interview Barbara Sapała III

W czwartek, 17 czerwca, w Domu Kopernika Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej miało miejsce kolejne wydarzenie w ramach projektu „LernRaum” Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu. Tematem były „Przedwojenne gry planszowe na Warmii i Mazurach“. Rozmawialiśmy z referentką dr Barbarą Sapałą z katedry filologii germańskiej Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie na ten temat. Usłyszą Państwo teraz trzecią część rozmowy na temat gry „Podróż po Mazurach”:

——-

Po grze „Podróż po Mazurach” wracamy na Warmię do Olsztyna i zmieniamy rodzaj ruchu: z jazdy na spacer. Zaprezentowała Pani dwie gry, jedną z 1936 r., drugą z 2005 r., które pozwalają na interesujące porównanie tego, co było wtedy uważane za ważne dla dzieci, a co jest dzisiaj. Co można znaleźć na starszej, niemieckiej planszy?

[Barbara Sapała:

Zostało tu już przedstawione bardzo dużo obiektów, to od razu widać, mimo tego, że gra i grafika są przejrzyste w porównaniu do polskiej, nowoczesnej gry. Obiekty tu przedstawione można podzielić na około cztery grupy. Pierwsza grupa to są obiekty, które są znakami rozwoju technicznego miasta. Prawie wszystkie wiążą się z koleją czy tramwajem, jak widać od początku. Głównym pomysłem jest to, że jakiś wujek z Wystruci w podróży z Wystruci do Berlina robi sobie przerwę w Olsztynie i chce zwiedzić miasto. Mamy więc na początku podróż pociągiem, i oczywiście wysiada na dworcu głównym. Jedzie tramwajem, aby zwiedzać małe miasteczko. Mamy dworzec główny, dalej mamy dworzec mały, dzisiaj zachodni, był też dworzec przedmieście. I mamy też most kolejowy, cudowny olsztyński most kolejowy, który dziś jest pomnikiem, który przedstawiano turystom, ale wtedy nie był pomnikiem, był symbolem techniki, rozwoju, związku ze światem, z Berlinem. Wystruć-Berlin. I mamy tram, elektrownię, widać, jak zmieniły się wartości]

To były budynki i miejsca rozwoju miasta. Co oprócz tego znajdziemy?

[Barbara Sapała:

Druga grupa – to są obiekty, które również od razu widać, obiekty siły państwowej czy ogólne siły administracji. Są to sąd krajowy, który już nie istnieje w takiej formie, poczta, którą dobrze znamy, nowy ratusz tu i jeszcze stary ratusz jako symbol administracji, siły przez wieki. Trzecia grupa – to są obiekty, które świadczą o cudownej historii. Piękny zamek z muzeum małej ojczyzny, które trzeba zwiedzić według reguł gry, kościół Św. Jakuba i Wysoka Brama i wtedy jeszcze średniowieczne domy na starym mieście, tzw. Haubenhäuser, z kościołem ewangelickim w tle.]

Jakie tematy są tam jeszcze?

[Barbara Sapała:

A ostatnia grupa – to są obiekty, które przedstawiają Olsztyn jako miasto wspaniałego wolnego czasu, miasto kawiarni, ale też restauracji jak ta piękna w Jakubowie, oprócz tego Stadion Leśny, rzeka Łyna, wzdłuż której wędruje się w centrum miasta i na peryferiach miasta, oraz Jezioro Długie z przystanią i plażą. Jeszcze jest bardzo ważny obiekt, dwa ważne obiekty, a to jest właściwie piąta grupa, więc źle liczyłam, a one należą do siebie. Są to teatr „Treudank” i pomnik plebiscytu, oba podarowane mieszkańcom Olsztyna po plebiscycie jako podziękowanie dla mieszkańców Olsztyna, jako podziękowanie za sukces odniesiony w plebiscycie. Jeden teraz znany jako Teatr Jaracza, w tej samej funkcji, natomiast pomnik plebiscytu już nie istnieje.]

Podsumujmy jeszcze raz: technika, siła administracji, podziękowanie za plebiscyt, turystyka i historia sama w sobie. Ta istnieje również w nowej wersji gry. Wprawdzie postać Baby Pruskiej nie należy do Olsztyna, ale zamek tak. Co jeszcze można zobaczyć?

[Barbara Sapała:

Bardzo wyraźnie widzimy, że jesteśmy dumni z techniki, dlatego zaraz tu na pierwszym planie, co przyciąga nasze oczy, jest planetarium. Nowoczesna kopuła, którą zna każdy, kto pochodzi z Olsztyna, przynajmniej z zewnątrz, i tuż obok obserwatorium, nie tylko jako piękny obiekt czy jako historyczny obiekt, bo co rzuca się w oczy to jest ten ogromny teleskop tam na górze. I jest Muzeum Techniki (Nowoczesności), które również jest fajnym połączenie starego z nowym.]

Olsztyn wygląda też na większy. Jest tam drewniana wieża kościoła Św. Wawrzyńca w Gutkowie, które przed wojną było jeszcze samodzielną wsią. I widać dużo zieleni i mało budynków…

[Barbara Sapała:

Przyroda, która też była na planszy przedwojennej gry i odgrywa ważną rolę, znajduje się tu w centrum uwagi, na pierwszym miejscu. To jest bardzo wyraźne, kiedy się patrzy na grę planszową, na grafikę: mamy zwierzęta, mamy ptaki, mamy nawet motylka, ale przede wszystkim ogromną ilość zieleni, koloru niebieskiego, jakbyśmy byli naprawdę wyspą na wodach. Ratusz jest przedstawiony jako dość mały, tzn. pomysłu siły państwa i miasta jako administracji prawie już nie ma w grze; ona jest, ale nie ma znaczenia. Wielkość też ma znaczenie, i katedra i ratusz są dość małe. Na pierwszym planie są planetarium i zamek.]

Jaką wiadomość chce przekazać gra z XXI wieku?

[Barbara Sapała:

Raczej widzimy to z punktu widzenia turysty. To, co świadczy o naszej historii, jasne, i to, że nasze miasto wygląda jak raj urlopowy. Przedstawione jest bardzo dużo możliwości spędzania wolnego czasu, można pływać, można żeglować, wszystko tu widać, albo po prostu stać w wodzie i rzucać łodzie papierowe do wody, żeby płynęły jak najdalej. Są historyczne postaci, które można również znaleźć w grze przedwojennej, jest Kopernik, jest rycerz zakonu, który siedzi w krzakach i patrzy nie wiemy czy na miasta, które chce podbić, czy na przepiękną nimfę wodną. Historia i technika. Miasto jest rajem urlopowym, który jest nowoczesny, ale jednocześnie może zaoferować kilka osobliwości.]

——-

Była to dr Barbara Sapała z katedry filologii germańskiej Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie w rozmowie z nami. Tematem były przedwojenne gry planszowe na Warmii i Mazurach. Wygłosiła ona referat na ich temat podczas imprezy w ramach projektu „Lernraum” Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu w czwartek, 17 czerwca w Olsztynie.

2021-07-04 Moderation Interview Sebastian Jabłoński

W dniach 19 i 20 czerwca w Ostródzie spotkali się przewodniczący stowarzyszeń niemieckich na Warmii i Mazurach. Na coroczną konferencję roboczą zaprosiło Ziomkostwo Prus Wschodnich. Głównymi tematami były działalność klubów w czasie pandemii COVID oraz aktualny spis powszechny w Polsce. Nową osobą w gronie przewodniczących był Sebastian Jabłoński, który właśnie przejął kierownictwo Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej „Niedźwiedzia Łapa” w Mrągowie. Przeprowadziliśmy z nim wywiad:

——-

Od kiedy jest Pan przewodniczącym „Niedźwiedziej Łapy”, to znaczy Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej w Mrągowie?

[Sebastian Jabłoński:

Tydzień temu mieliśmy walne zebranie i skończyła się kadencja naszej dotychczasowej przewodniczącej. Było dziewięciu członków do wybrania do zarządu z dziesięciu kandydatów, no, i od ubiegłej soboty mogę siebie nazywać nowym przewodniczącym Stowarzyszenia w Mrągowie.]

A od kiedy Pan jest jego członkiem?

[Sebastian Jabłoński:

Oh, to już jakiś czas. Myślę, że to już co najmniej od pięciu lat. Nie byłem bardzo aktywnym członkiem. Od czasu do czasu zaglądałem, na spotkaniach adwentowych grałem św. Mikołaja, rozdawałem grzecznie prezenty uczniom, dzieciom, pytałem grzecznie, czy byli grzeczni, ale jeszcze miałem ochotę wspierać stowarzyszenie. W stowarzyszeniu mówiono, że w zarządzie powinien ktoś być, kto zna język niemiecki i mieszka w Mrągowie. A wybór z tego powodu prawdopodobnie padł na mnie, bo pani Końpa nie chciała/nie mogła z powodów osobistych dalej sprawować tej funkcji.]

Ostatnio był Pan już na konferencji roboczej, więc znaj Pan już kilku członków innych stowarzyszeń. A co robi Pan w codziennym życiu i jaki jest wtedy Pana związek z Niemcami i z językiem niemieckim?

[Sebastian Jabłoński:

Oczywiście znam takie konferencje, raz byłem też na seminarium wiosennym, kiedy byliśmy m.in. w Warlitach. Dla tych, którzy tego jeszcze nie wiedzą, jestem od ponad niż 15 lat nauczycielem języka niemieckiego, pracuję obecnie w szkole im. Marion Dönhoff w Mikołajkach i w szkole podstawowej i w liceum. Od września zaczyna się dla mnie nowa era, będę nauczycielem języka niemieckiego w Mrągowie w szkole technicznej. W naszej szkole od początku były kontakty (z Niemcami). Szkoła zaczynała jako liceum, wtedy w 1990 r. Jest dobrze działąjąca możliwość wymiany uczniów z Lahnstein – na marginesie również szkoła im. Marion Döhnhoff to gimnazjum. Z powodu COVID projekt w ostatnich latach, niestety, się nie odbył, ale mam nadzieję, że sytuacja wkrótce znowu pozwoli przyjąć uczniów z Niemiec, a że nasi będą mogli tam spędzić fajny tydzień. Nowa szkoła oferuje uczniom możliwość odbycia praktyk. Przyjeżdżają zagraniczni uczniowie do nas, tak jak i my podróżujemy do innych państw. Większość to są projekty programu ERASMUS, ale jest też możliwości wymiany z Hiszpanią, z Portugalią i istnieje partnerstwo uczniów z Hamburgiem.]

Nauczyciel, wymiana uczniów, partnerstwa szkół, zawsze jest dużo do zorganizowania. Ale praca w zarządzie stowarzyszenia niemieckiego stawia Panu jeszcze inne wymagania…

[Sebastian Jabłoński:

W to muszę się szczerze mówiąc jeszcze wdrożyć. Nadchodzi lato, będą wakacje i znajdzie się oczywiście dosyć czasu na to, jest to coś nowego dla mnie. Nie mówiłem NIE, była to dla mnie niespodzianka, bo przyjechałem na walne zebranie nie sądząc, że mogę potem sprawować tę funkcję. To skłoniło mnie jednak do tego, żeby rządzić sobie z tej posady jak najlepiej (najbardziej poważnie), żeby działać razem z młodzieżą i seniorami. Mam również pewność, że dotychczasowy zarząd dobrze współpracuje ze mną, pokazuje, co jest możliwe, co jest potrzebne. Mam już w planie kilka głównych pomysłów, te tematy chcę realizować tak, jak pozwoli obecna sytuacja COVID-owa.]

Jakie główne tematy wybrał Pan sobie na początku kadencji?

[Sebastian Jabłoński:

Dwie rzeczy już wybrałem do nowej pracy w następnych czterech latach, a mianowicie: praca z młodzieżą, z uczniami, z dziećmi, wspieranie znajomości języka poprze zabawę, być może uda się, bo dzieci lubią się bawić. Ale co oprócz tego mnie interesuje – to cmentarze. Często popadają w ruinę i trzeba je utrzymać w dobrym stanie, bo cmentarze są cichymi świadkami czasów. Kiedy ich już nie będzie, kiedy one zarosną, kiedy już nie będzie można odczytać żadnych śladów, wtedy dzieci i pokolenia, które urodzą się później, już nie będą wiedziały, że tu żyli tacy ludzie i mieli dla tutejszej ludności duże znaczenie. Uważam pielęgnowanie grobów (za ważne) – nie musi być profesjonalne, może się zacząć od czegoś małego, a jest dużo stowarzyszeń i osób, którzy poświecą na to czas i to chętnie, bo widzą sens w tym – i ja też widzę.]

Powiedział Pan właśnie o dzieciach i języku. W powiecie mrągowskim jest kilka szkół, gdzie naucza się języka niemieckiego jako języka mniejszości narodowej, i wiele z nauką języka niemieckiego jako języka obcego. Czy „Niedźwiedzia Łapa” i Pan mogą do tego wnieść swój wkład?

[Sebastian Jabłoński:

Tak, to prawda, poznaliśmy to właśnie też z wykładu pana Wierzchowskiego; są kursy językowe sobotnie, to też; ale również język niemiecki jak ojczysty jest w naszym powiecie – to nie dzieje się tylko na papierze, lecz jest on nauczany w praktyce. Dobra koleżanka w mojej szkole to robi, bezpośrednio w Mrągowie też jest koleżanka, która tego uczy. Z roku na rok jest coraz więcej uczniów, którzy chcą w tym uczestniczyć. Powiem tak: popyt jest. Naprawdę szkoda, że tego nie kontynuowano i nie dano dzieciom tej możliwości. Uważam to za bardzo dobry pomysł.]

——-

Był to Sebastian Jabłoński, nowy przewodniczący Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej „Niedźwiedzia Łapa” w Mrągowie, w rozmowie z nami. Tematem były jego pierwsze wrażenia w nowej funkcji i plany na przyszłość.

Wywiad powstał podczas konferencji roboczej mniejszości niemieckiej zorganizowanej w Ostródzie przez Ziomkostwo Prus Wschodnich w dniach 19 i 20 czerwca. Dalsze fragmenty rozmowy zaprezentujemy w kolejnych audycjach.

Jingle – Wunschkonzert

I jak zawsze w pierwszą niedzielę miesiąca koncert życzeń dla naszych jubilatów. Wspominamy urodziny czerwcowych jubilatów z mniejszości niemieckiej Warmii i Mazur:

Stowarzyszenie Nidzickie mogło pogratulować siedmiu swoim członkom, przy czym od 23 czerwca Teresa Zollondz ma 80 lat.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej w Kętrzynie obchodziło cztery rocznice, w tym Ruth Tomaszewskiej, która ma teraz 89 lat.

W Ełku, w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Mazury” cieszyć się mogło troje jubilatów. Od 1 czerwca Irmgard Wiedenhöft ma 89 lat, a od 5 czerwca Irena Szubzda 72. Oprócz tego 20 czerwca Frieda Gorzoch skończyła 90.

Niemiecko Koło Przyjaźni „Roś” w Piszu miało na swojej liście pięć osób. Szczególnie chcemy podkreślić Zygmunta Freitaga, który skończył 74 lata.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Warmia” w Lidzbarku Warmińskim mogło pogratulować trzem, a Niemieckie Stowarzyszenie „Natangia” w Górowie Iławeckim dwunastu osobom, które świętowały rozpoczęcie nowego roku życia. W Lidzbarku Ewa Huss-Nowosielska może spoglądać wstecz na 64 lata, a w Górowie Beno Kerbaum na 84 lata.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Jodły” w Ostródzie miało siedem osób na swojej liście. Helena Dąbrowska skończyła tam 81, Doris Majewska 78, a Maria Czajkowska 76 lat. Oprócz tego Iwona Jaros-Kraśniewska ma teraz okrągłe 50 lat.

Przyłączamy się do życzeń bliskich i przyjaciół, dodajemy od siebie wszystkiego najlepszego, zdrowia i dużo radości w życiu i zagramy dla Państwa piosenkę „Lili Marleen” śpiewaną przez Lale Andersen.

Uwe: I to znowu była „Allensteiner Welle” w niedzielny wieczór. Audycję zrealizował dzisiaj dla Państwa Marian Dąbrowski. Życzę miłego tygodnia; włączcie Państwo ponownie odbiorniki w następny weekend.

27.06.2021 (opis do dźwięku)

Uwe: Drodzy słuchacze, dziś wieczorem ponownie wita Państwa przy mikrofonie Uwe Hahnkamp i będzie towarzyszyć Państwu przez całą audycję. Dziś nadal zajmować będziemy się przedwojennymi grami planszowymi z regionu, porozmawiamy z Sabiną Regułą z Nidzicy między innymi na temat spisu powszechnego i wyjaśnimy, jaki jest związek dzisiejszego dnia z popielicą. Więcej na ten temat jak zwykle – po naszych wiadomościach

Jingle – wiadomości

****

Od tego roku lektorat Niemieckiej Centrali Wymiany Akademickiej DAAD w Gdańsku pełni funkcję centrum egzaminacyjnego testDAF. Certyfikat testDAF dokumentuje znajomość języka na poziomie C1, konieczną do przyjęcia do niemieckich szkół wyższych. Następny egzamin odbędzie się 9 września tego roku w Instytucie Germanistyki Uniwersytetu Gdańskiego. Termin zgłoszenia to 15 lipca do 12 sierpnia. Lektorat DAAD oferuje zainteresowanym w lipcu kurs orientacyjny on-line, na który można się zgłosić jeszcze do 30 czerwca. Informacji dotyczących przebiegu i kosztów egzaminu, zgłoszenia na kurs oraz egzaminu udzieli Państwu lektor DAAD dr Timo Janca mailowo pod adresem timo.janca@ug.edu.pl

****

Msza katolicka w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszłą niedzielę 4 lipca o godz. 10:00 w kościele w Olsztynie – Jarotach. Ksiądz kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

****

Po raz pierwszy od dłuższego czasu odbędą się również nabożeństwa ewangelickie w języku niemieckim. Pastor Claudius Kurtz z Ravensburgu czeka na wiernych w niedzielę 4 lipca o godz. 9.30 w kościele ewangelicko-augsburskim w Giżycku. W przypadku obostrzeń dotyczących podróży z powodu COVID Kościół Ewangelicki Niemiec EKD zastrzega sobie odwołanie duszpasterstwa dla urlopowiczów.

2021-06-27 Sabina Reguła I

W dniach 19 i 20 czerwca w Ostródzie odbyło się spotkanie przewodniczących stowarzyszeń niemieckich na Warmii i Mazurach. Na coroczną konferencję roboczą zaprosiło Ziomkostwo Prus Wschodnich. Głównymi tematami, które poruszono, były działalność klubów w czasie epidemii COVID oraz aktualny spis powszechny w Polsce. Właśnie o tym rozmawialiśmy z Sabiną Regułą, przewodniczącą Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej w Nidzicy:

——-

Usłyszeliśmy właśnie, że w wielu stowarzyszeniach niemieckich mało, a nawet nic się nie działo, że kontakty średniego pokolenia jeszcze dość dobrze funkcjonowały, ale seniorzy nierzadko byli odcięci od życia w stowarzyszeniach. Jak to wyglądało u Państwa, czy Państwo mogli w tych trudnych czasach coś robić?

[Sabina Reguła:

Pandemia ta była również szokiem dla nas jako stowarzyszenia, nie mogliśmy się dobrze spotykać – nie było ani prób chóru wiosną, ani sobotniego kursu języka niemieckiego; musieliśmy odwołać konkurs piosenki im. Waltera Kollo – trzeba było po prostu dbać o zdrowie naszych członków. Ale później w lecie, kiedy z pandemią było już trochę łatwiej, urządziliśmy dwie wycieczki dla średniego pokolenia. Właściwie były wielopokoleniowe, było kilku seniorów, kilkoro dzieci, ale największa część to średnie pokolenie. Płynęliśmy po Kanale Ostródzko – Elbląskim, wielu uczestników było tam pierwszy raz i naprawdę dobrze się bawili.]

A co się działo podczas drugiej wycieczki?

[Sabina Reguła:

W sierpniu urządziliśmy spływ kajakami po naszym regionie, żeby nasi członkowie poznali też okolice, bo czasem jeździ się gdzieś daleko stąd, ale ma się również u siebie, blisko domu wiele do zobaczenia. Pokazaliśmy kilka fajnych zakątków i zorganizowaliśmy spływ. Było tam kilku seniorów, rodziny z dziećmi i średnie pokolenie. Być może powtórzymy to w tym roku, jeżeli pogoda w sierpniu też będzie dobra.]

Czy konkurs piosenki im. Waltera Kollo zostanie wznowiony? Rok temu odbyłaby się już piąta edycja…

[Sabina Reguła:

Byłaby piąta edycja; niestety trzeba było go odwołać, ale mamy nadzieję, że wkrótce będziemy go organizować. Musielibyśmy omówić terminy z panią Margarete Kollo. Zaprosimy ją, żeby mogła znowu zasiąść w jury. Dla niej to fajna sprawa, dla nas też.]

Z powodu pandemii nie mogli Państwo się spotykać. Środki ze strony konsulatu generalnego w Gdańsku czy z Opola na projekty były wstrzymane i nie mogły zostać wykorzystane. Ale dla Państwa to też miało dobre skutki, jak Pani powiedziała…

[Sabina Reguła:

Pandemia dla nas też była plusem. Mogliśmy się postarać o środki na remont naszej siedziby. Mamy teraz przyzwoitą kuchnię, co cieszy naszych członków, na pewno będzie dobrze wykorzystana, bo członkowie bardzo lubią się spotykać w siedzibie. Odnowiono też toalety, w korytarzu, a także w nowym biurze położyliśmy nową podłogę. I wyremontowaliśmy drzwi w naszej siedzibie; były pomalowane straszną farbą olejną, teraz wyglądają przyzwoicie. Kiedy się do nas wchodzi, czuć, że coś dobrego się zadziało.]

Czy mogła Pani jeszcze zmienić przeznaczenie innych środków i użyć ich w słusznym celu?

[Sabina Reguła:

Chór życzył sobie, aby jak najszybszej się spotkać. W lecie był dobry czas, a wtedy zdecydowaliśmy się na nagranie naszych piosenek. Zrobiliśmy próbne nagrania, wróciła znowu pandemia – prawdziwa pandemia, wszystko pozamykane i nie mogliśmy się spotkać. Jednak wyprodukowaliśmy z tego nagrania próbnego płytę CD, wydaliśmy CD z piosenkami chóru. Jest to dwanaście piosenek, te, które chór lubi śpiewać. Można też zobaczyć na okładce ładne zdjęcia naszego regionu, to też było dla nas ważne.]

Kolejnym tematem poruszonym podczas seminarium był aktualny spis powszechny w Polsce, który jest bardzo ważny dla mniejszości niemieckiej. Znaczenie mają tu pojęcia „obywatelstwo” i „narodowość” oraz różnica między nimi…

[Sabina Reguła:

Są to dwie rzeczy, które trzeba rozróżnić. Mieszkamy w Polsce, musimy więc zaznaczyć polskie (obywatelstwo), jako narodowość jednak – a to jest też zaszczyt – zaznaczyć niemiecka oraz także, że używamy u siebie w domu języka niemieckiego. Jest to i ważne dla strony niemieckiej i dla strony polskiej i przede wszystkim dla nas członków stowarzyszeń niemieckich, bo możemy dostać środki z Niemiec, z konsulatu generalnego, ale też z polskiego ministerstwa.]

Jak Pani jako przewodnicząca – czy członkowie Pani stowarzyszenia – mogą pomóc tym, którzy nie są w stanie, umiejętnie obejść się z komputerem czy w ogóle go nie mają?

[Sabina Reguła:

Tak, albo nie maja dostępu do Internetu. Wszystkie stowarzyszenia powinny pomóc swoim członkom – najpierw porozmawiać z nimi i opowiedzieć, jakie informacje dotyczące danych osobowych są potrzebne dla spisu powszechnego, żeby ludzie się przygotowali. Potem możemy zaprosić ich do stowarzyszeń albo mówiąc o seniorach, którzy mają problemy zdrowotne, jest mile widziane czy pożądane, żeby do nich pojechać – i to też zrobimy.]

——-

Była to Sabina Reguła, przewodnicząca Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej w Nidzicy, w rozmowie z nami. Tematem były działalność stowarzyszeń niemieckich w czasie pandemii COVID oraz aktualny spis powszechny w Polsce. Te pytania zostały również poruszone podczas konferencji roboczej zorganizowanej w Ostródzie przez Ziomkostwo Prus Wschodnich w dniach 19 i 20 czerwca. Tam również przeprowadzono wywiad.

Dalsze rozmowy z konferencji roboczej zaprezentujemy w kolejnych audycjach.

2021-06-27 Barbara Sapała II

W czwartek, 17 czerwca, w Domu Kopernika Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej miało miejsce kolejne wydarzenie w ramach projektu „LernRaum” Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu. Tematem były „Przedwojenne gry planszowe na Warmii i Mazurach“. Rozmawialiśmy z referentką dr Barbarą Sapałą z katedry filologii germańskiej Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie na ten temat. Usłyszą Państwo teraz drugą część rozmowy na temat gry „Podróż po Mazurach”:

——-

Gry planszowe, które Pani przedstawiła, pochodzą od przyszłych przedszkolanek i były wymyślone dla dzieci w Olsztynie. Jedna z nich „Podróż po Mazurach” prowadzi je po całym regionie dzisiejszej polskiej, południowej części dawnych Prus Wschodnich. Co trzeba koniecznie obejrzeć, co dzieci powinny były obejrzeć według tej planszy?

[Barbara Sapała:

Gra zaczyna się na dzisiejszych Wzgórzach Dylewskich, kiedyś Kernsdorfer Höhe, bo tam zaczynały się Mazury. Był to popularny cel, popularne miejsce wycieczek, gdzie ludzie lubili robić zdjęcia, fotografować się, i to jest naszym punktem wyjściowym. Na pierwszy rzut oka jest widoczne, że największy obiekt to… czy w ogóle wiesz, co to jest…?]

…to jest całkiem jednoznaczne pomnik bitwy pod Tannenbergiem koło Olsztynka, gdzie było mauzoleum Hindenburga…

[Barbara Sapała:

…tak, największy obiekt na pierwszym planie, można zobaczyć, i to zgodnie z prawdą, że było to wówczas dumą ludzi z Prus Wschodnich. Widzimy bardzo dużo jezior, lasów, wspaniałej przyrody, ale też przyjeżdżamy do Olsztyna i to jest bardzo interesujące. Pokazane są na planszy dwa obiekty jako symboliczne dla Olsztyna. Pierwszy to stary zamek jako symbol historii, którą miasto ma; chciano podkreślić, że miasto powstało nie krótko wcześniej, że mamy trwającą już wieki historię. Ale drugi obiekt to jest pomnik Plebiscytu, który dziś już nie istnieje, wzniesiony oczywiście po Plebiscycie w 1920 r. jako podziękowanie dla mieszkańców Olsztyna za „właściwe” głosowanie, za „sukces” w głosowaniu.]

Jedno pytanie dotyczy środka transportu, którym poruszamy się po regionie, drugie brzmi: co z tym budynkiem między Olsztynkiem i Olsztynem?

[Barbara Sapała:

Jedzie się pociągiem. Pociąg już wymieniłam, był on symbolem techniki i rozwoju jako całości. Tam jest półwysep Lalka, który dziś tak samo się nazywa, gdzie było schronisko młodzieżowe, które zaprojektował ten sam architekt, który zaplanował też małą kapliczkę przy dzisiejszej al. Wojska Polskiego, dzisiejszą cerkiew prawosławną. A stąd wjeżdżamy do Olsztyna.]

Dokładnie mówiąc Olsztyn, wtedy stolica rejencji, należy nie do Mazur, lecz do Warmii. Ale musi być na planszy. Teraz jednak jedziemy dalej na wschód, znowu w protestanckie okolice. Dokąd prowadzi nas droga?

[Barbara Sapała:

Jedziemy do Mrągowa. W Mrągowie widzimy miasteczko, ale miasteczko jest w tle, na pierwszym planie jednak coś się dzieje. Jeden mężczyzna łapie drugiego, ten drugi według reguł gry jest złodziejem, a ten, który go łapie, jest jak widać na obrazie, policjantem. Siła państwa, państwo czuwa, państwo chroni, możemy czuć się tutaj bardo bezpiecznie, to jest wypowiedź tego obrazka.]

A wreszcie przyjeżdżamy do tego miejsca, które do dziś najbardziej kształtuje obraz Mazur w Niemczech – Pojezierze Mazurskie. Co musi koniecznie znaleźć się na trasie podróży?

[Barbara Sapała:

Jedziemy dalej, jesteśmy już w regionie największych jezior. Mikołajki, ale tam tylko przejeżdżamy, bo nie ma tam nic interesującego, ale widać kajak jako wskazówkę dla wielu możliwości spędzania wolnego czasu w tym interesującym naturalnym regionie. Ale przyroda nie jest jedyną rzeczą. Przez Pisz jedziemy do Ełku. Ełk można rozpoznać tylko po tym, że ma szczególną, charakterystyczną linię brzegu. Bardzo dobrze widać ją na obrazie z lotu ptaka. I tam przesiadamy się.]

Podróż pociągiem tym więc się kończy. Którym środkiem transportu będziemy dalej się poruszać i dokąd? Gdzie zakończy się cała podróż?

[Barbara Sapała:

Dalej jedziemy autobusem, który również jest wskazówką nowoczesnego rozwoju. Celem jest dzisiejszy Orzysz. Tam wysiadamy, aby obejrzeć defiladę wojskową. To też jest symboliczne, symboliczne wzmocnienie, wyraźnie widać siłę czy też moc państwa. Ostatnia miejscowość, która jest tu pokazana – nie, to nie Gołdap – to jest Olecko, Margrabowa a wtedy Treuburg. Olecko funkcjonowało wtedy w świadomości ludzi jako skraj Mazur. Zaczynaliśmy więc na Wzgórzach Dylewskich, a końcem podróży jest Olecko; jako ostatni jest Treuburg – „ostoja wierności” – bardzo, bardzo znaczący jest fakt, że akurat tam możemy wysiąść.]

——-

Była to dr Barbara Sapała z katedry filologii germańskiej Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie w rozmowie z nami. Tematem były przedwojenne gry planszowe na Warmii i Mazurach. Na ich temat wygasiła ona referat podczas imprezy w ramach projektu „Lernraum” Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu w czwartek, 17 czerwca.

Kolejne części rozmowy zaprezentujemy w przyszłych audycjach.

2021-06-27 Popielice

Dzisiaj jest bardzo ważny dzień dla pogody w najbliższych tygodniach. Wiele tradycyjnych przysłów i powiedzeń ludowych w języku niemieckim dotyczy tych proroctw. Okaże się, czy to, co przez wieki było dla rolników oznaką złych zbiorów lub pełnego spichlerza, jest nadal aktualne. Interesujące jest na pewno przyjrzenie się pochodzeniu tych przysłów.

Inne narody mają inne dni, które są wskazówkami, takie jak nawet sfilmowany dzień świstaka w miejscowości o trudnej do wymówienia nazwie Punxsutawney; ośmiornice, słonie i inne zwierzęta przepowiadają wyniki meczów piłkarskich; my ludzie czasami patrzymy w gwiazdy, czasami na innych ludzi błękitnej krwi, a czasem na inne biologiczne gatunki, aby poznać naszą przyszłość. Dzisiaj, 27 czerwca kalendarza gregoriańskiego, przyszła kolej na popielice.

Dokładnie, popielice. Cóż, te zwierzęta nie są aż tak duże i imponujące jak świstak Phil, który ma wywąchiwać śnieg. Rzadko można je też zobaczyć, ponieważ są aktywne w nocy, a przy tym także głośne. Wyglądają trochę jak wiewiórki, ale są mniejsze, mają duże ciemne oczy i okrągłe uszy. Mogą żyć do dziewięciu lat, mieć długość ciała do 18 centymetrów i długość ogona do 15 centymetrów. Zgodnie z nocnym trybem życia mają szarą sierść i żyją w lasach liściastych i sadach m.in. kontynentalnej Europy. Niemiecka nazwa pochodzi od hibernacji zwierząt, która trwa około – a raczej niewiele ponad – siedem miesięcy.

Wciąż pozostaje pytanie, co popielice mają wspólnego z dzisiejszym dniem i pogodą. Odpowiedź brzmi: właściwie (niestety) nic. W powszechnym przekonaniu popielice są kojarzone z siedmioma śpiącymi w Efezie, a przez nich z 27 czerwca. To jest bowiem liturgiczny dzień pamięci tej legendy. Siedmiu młodych chrześcijan próbowało uciec przed prześladowaniami w połowie III wieku, ukryli się w jaskini, zostali odkryci i zamurowani żywcem. Mówi się, że spali przez prawie 200 lat i zostali odkryci 27 czerwca 446 r. Obudzili się, dali świadectwo wiary w zmartwychwstanie zmarłych i krótko potem zmarli.

Tyle legenda. Istnieją badania meteorologiczne, które pokazują, że pogoda około 27 czerwca i wkrótce potem ma wpływ na kolejne tygodnie i może je kształtować. Czy na Azorach i przez to w całej Europie panuje stabilny wyż, czy mamy zmienną pogodę? W każdym razie w tradycji związek ten jest tak silny, że istnieje wiele powiedzeń takich jak:

* Pogoda w dzień popielicy może utrzymywać się przez siedem tygodni.

* Jeśli popielica jest mokra, będzie bez przerwy padać.

* Kiedy na popielicę świeci słońce, będzie siedem tygodni błogości.

Dajmy się zaskoczyć, czy to zadziała również w tym roku.

Uwe: I to znowu było wszystko w „Allensteiner Welle” w niedzielny wieczór. Audycję zrealizował dzisiaj dla Państwa Marian Dąbrowski. Życzę miłego tygodnia; zapraszamy Państwa ponownie w przyszła niedzielę.

20.06.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 20.06.2021

Uwe: Drodzy słuchacze, dziś wieczorem wita Państwa przy mikrofonie ponownie Uwe Hahnkamp i będzie towarzyszył Państwu przez całą audycję. Dziś odpowiemy na pytanie o przedwojenne gry planszowe z regionu, porozmawiamy o tym, co zdarzyło się 45 lat temu w piłce nożnej i opowiemy, dlaczego kanclerz Angela Merkel rządzi w Berlinie. Więcej na ten temat jak zawsze – po naszych wiadomościach:

Jingle – wiadomości

***

Uczestnicy wycieczki zorganizowanej przez Związek Stowarzyszeń Niemieckich na Warmii i Mazurach będą podążać śladami Johanna Gottfrieda Herdera w Morągu. Termin to sobota 26 czerwca, wycieczka rozpocznie się o godzinie 9.15 w Lidzbarku Warmińskim, kolejni pasażerowie zostaną odebrani w Olsztynie, Olsztynku i Ostródzie. W programie jest zwiedzanie Morąga, Muzeum Herdera i Niemieckiego Stowarzyszenia im. Herdera w Morągu, a także zamku w Kwitajnach. Wycieczka skończy się nad jeziorem Narie. Zapisy do 22 czerwca pod adresem mailowym biuro@zsnwim.eu lub telefonicznie pod numerem 783 990 276 u Marty Mularczyk. Jest ona również dostępna w celu uzyskania informacji o wycieczce.

****

„Kawiarenka pisarska, kreatywne pisanie do wypróbowania i rozpoczęcia” – to tytuł cyklu seminariów organizowanych przez Karpatenblatt. Karpatenblatt to portal internetowy Stowarzyszenia Niemców Karpackich i magazyn dla Niemców na Słowacji. Kolejne wydarzenie zaplanowano na następny wtorek, 22 czerwca, w godzinach 17.00 – 19.00. Tematem jest „Nierówność i niesprawiedliwość”. Dwa kolejne seminaria odbędą się do końca lipca. Udział jest bezpłatny, zgłaszać można się za pośrednictwem adresu e-mail anmeldung@karpatenblatt.sk

****

W następną niedzielę 27 czerwca o godz. 18.00 w kościele św. Jana Chrzciciela w Orzechowie odbędzie się koncert pod tytułem „Chwalmy Boga”. Kościół w lesie ożywa raz w roku w dniu imienin patrona. Tym razem na słuchaczy czekają pieśni modlitewne i duety z różnych epok i krajów przy akompaniamencie organów. Zaśpiewają Marlena Borowska, sopran, i ks. Zbigniew Stępniak, basso profondo, z Rafałem Sulimą na organach.

****

Msza katolicka w języku niemieckim odbędzie się w następną niedzielę 27 czerwca o godz. 10:00 w kościele w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-06-20 Barbara Sapała I

W ostatni czwartek w Domu Kopernika Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej w ramach projektu „LernRaum” Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu odbyło się kolejne wydarzenie. Tematem były „Przedwojenne gry planszowe na Warmii i Mazurach“. Rozmawialiśmy z dr Barbarą Sapałą z katedry filologii germańskiej Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie na ten temat. Usłyszą Państwo teraz pierwszą część rozmowy:

——-

Wreszcie znowu impreza na żywo, z osobistym udziałem, wreszcie spotkanie osobiste. Podczas ostatniego wygłosiła Pani referat na temat warmińskiego kalendarza domowego, który z powodów historycznych i językowych w miarę pasuje do germanistyki. Tym razem chodzi o przedwojenne gry planszowe. Jak Pani jako germanistka trafiła na ten temat, który na pierwszy rzut oka nie ma nic wspólnego z Pani kierunkiem?

[Barbara Sapała:

Muszę Pana poprawić: jest to na pewno temat germanistyczny. Są bowiem gry planszowe, które powstały przed II wojną światową w latach 1935-1936 tutaj w Olsztynie, wtedy Allenstein. Stworzone i wykonywane zostały, i to jest piękna rzecz, przez uczennice – a to właśnie przeczytam – uczennice seminarium dla przedszkolanek, które w 1930 r. stworzono przy kościele św. Józefa. Razem z seminarium stworzono również przedszkole, w którym uczennice miały odbywać praktyki. Było to więc miejsce kształcenia, wzorowe przedszkole, bardzo nowoczesne, bardzo pięknie wyposażone. Te gry planszowe zostały stworzone prawdopodobnie w ramach egzaminu w jednym z przedmiotów, których tam nauczano. Nie znamy oczywiście nazwisk autorek, nie są tam napisane, napisy są bardzo ogólne, ale wiemy, że są to uczennice tego seminarium.]

To znaczy więc, że te gry planszowe, które leżą przed nami, prawdopodobnie – tak to wygląda – zostały stworzone do pracy w przedszkolu. Jak Pani trafiła na obie te gry, jak Pani je otrzymała?

[Barbara Sapała:

Te gry planszowe dostałam – myślę, że mogę to zdradzić – od pani Dorothei Triller. Z nią spotkałam się w Münster, jest ona córką pani Triller, która kiedyś pracowała jako kierowniczka archiwum we Fromborku przed II wojną światową. Dostałam je z uwagą, że mam zadbać o to, żeby zostały one zachowane i – jak to powiedzieć? – żeby były dobrze używane. Myślę, że teraz po kilku latach znalazłam wreszcie miejsce, o którym myślę, że jest to właściwe miejsce. A to jest Wojewódzka Biblioteka Publiczna tu w Olsztynie, gdzie istnieje piękny dział literatury regionalnej z bardzo pięknymi gablotami i witrynami, w których te gry, które mają przecież duży format, mogą być dobrze zaprezentowane i udostępniane szerszej publiczności.]

Mamy więc gry planszowe w dużym formacie z obrazkami. W jednej z nich gracz musi przejść drogę w formie ślimaka – forma, która do dziś istnieje; w drugiej droga przebiega w stosunkowo dowolnych kierunkach przez pewien krajobraz. Jakie jest pedagogiczne tło tych gier, co powinno było zainteresować dzieci?

[Barbara Sapała:

Dlaczego te gry w ogóle są interesujące? Tytuł pierwszej gry to „Spacer po Olsztynie”, druga gra nosi tytuł „Podróż po Mazurach”. Obie gry zostały chyba stworzone jako środek dydaktyczny czy wychowawczy dla dzieci i na pewno były środkiem przekazywania miłości do ojczyzny, którą wtedy przecież mocno wspierano w latach 30. XX wieku, ale też już we wcześniejszych latach.]

Oznacza to, że chodziło o to, żeby dzieci lepiej poznały swoją małą ojczyznę, swój region, swoją okolicę, więc mówiąc po prostu – o krajoznawstwo. Zaprezentowała Pani jeszcze podobny egzemplarz gry miejskiej, jednak była to nowoczesna wersja z tego wieku, która prawdopodobnie miała ten sam cel…

[Barbara Sapała:

Pomysł jest podobny, ale obiekty, które pokazano, i forma, w której je pokazano, są trochę inne. A akurat to jest interesujące – porównanie tych gier. Kiedy czytamy te gry jako teksty kultury, można bardzo dużo wyczytać z nich o kulturowej kondycji ludzi, Olsztyniaków ówczesnych i dzisiejszych, a dokładnie: możemy powiedzieć, jakie obiekty uważano za obiekty identyfikacji. Z czego Olsztyniacy wtedy byli dumni i jak to dziś wygląda? Grę tę wydało miasto Olsztyn, był to projekt finansowany ze środków miasta. Zrealizowany został przez PTTK, organizację zajmującą się turystyką. Był konkurs, w ramach którego stworzono różne gry. Niektóre z nich zostały opublikowane czy wyprodukowane, jednak nakład był bardzo mały, a można je znaleźć, jak myślę, w bibliotekach.]

Interesujące dla wykładu i dyskusji było to, że również Olsztyńskie Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej stworzyło grę, aby poznawać region. W tym przypadku jednak chodziło raczej o wiedzę i o Prusy Wschodnie jako całość. Czy znała ją już Pani? Jak proste są w porównaniu do niej historyczne gry planszowe?

[Barbara Sapała:

Gra jest faktycznie o Prusach Wschodnich. Powiedziano mi też, że jest ona bardzo trudna, jest coś takiego jak kwiz. Są tam pytania i te chyba nie są łatwe. Jeszcze ich nie znam, dopiero dzisiaj usłyszałam o tym, że w ogóle coś takiego istnieje. Jest to następny obiekt do porównania. To są proste gry planszowe, gdzie trzeba rzucić kości, które bardzo wyraźnie pokazują, jak dumni Olsztyniacy byli ze swojego miasta. Miasto, które przeżyło akurat ożywienie. Olsztyn było przecież w XIX wieku, w pierwszej połowie XIX wieku małym miasteczkiem, mało ważnym miastem, tak trzeba powiedzieć. Potem miastu przydzielono rolę miasta urzędowego, potem przyszła kolej, połączenie z koleją, co ogromnie napędziło rozwój miasta pod względem technicznym, ale i ekonomicznym. A to można wyczytać z tych gier bardzo wyraźnie.]

——-

Była to dr Barbara Sapała z katedry filologii germańskiej Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie w rozmowie z nami. Tematem były przedwojenne gry planszowe o Warmii i Mazurach. Na ten temat wygłosiła referat podczasspotkania w ramach projektu „Lernraum” Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu w ostatni czwartek.

2021-06-20 Noc w Belgradzie

Z okazji tegorocznych Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej Mężczyzn pozostańmy w tym tygodniu w audycji przy tym sporcie. Tak naprawdę nie ma znaczenia, jak drużyny wygrywają i przegrywają tu i teraz. Cofniemy się w czasie, dokładnie 45 lat, do wspaniałego czasu w polskiej, a tym bardziej w niemieckiej piłce nożnej.

Reprezentacja Niemiec wygrała wówczas zdecydowanie Mistrzostwa Europy w 1972 roku, a także została mistrzem świata w 1974 roku. Aby być poprawnym politycznie, geograficznie i historycznie, była to drużyna narodowa Republiki Federalnej Niemiec. Na Mistrzostwach Świata 1974 przegrała akurat z drużyną NRD w rundzie wstępnej, po bramce Jürgena Sparwassera.

Nadeszły Mistrzostwa Europy w 1976 roku. Piłkarze z RFN, tacy jak Franz Beckenbauer, Sepp Maier czy Berti Vogts, którzy do dziś pracują w piłce nożnej jako menedżerowie, trenerzy reprezentacji lub na wyższych szczeblach Niemieckiego Związku Piłki Nożnej, byli faworytami turniej dziś już nie istniejących państw. Związek Radziecki, który dziś już nie istnieje, został wyeliminowany przed finałowym turniejem w Jugosławii, która dziś już nie istnieje, przez Czechosłowację, która dziś już nie istnieje. Jedynym ówczesnym uczestnikiem, którego granice nie zmieniły się od tego czasu, była Holandia.

W półfinale Czechosłowacja zapewniła sobie udział w finale pokonując Holandię, a drużyna RFN pokonując Jugosławię. Oba mecze zakończyły się dogrywka. Finał odbył się dokładnie 45 lat temu od dziś, 20 czerwca 1976 roku w Belgradzie na stadionie Belgradzkiego FK Crvena zvezda. Ważna decyzja zapadła już przed rozpoczęciem meczu. W przeciwieństwie do poprzedniego zwyczaju nie miało być powtórki meczu, jeśli po dogrywce będzie remis, lecz po meczu rzuty karne miały zadecydować o wygranej lub przegranej. Delegacja niemiecka poprosiła o to, aby gracze mogli tuż po turnieju wyjechać na wakacje.

Na marginesie: było co świętować, bo tej nocy w Belgradzie odbył się setny międzynarodowy mecz Franza Beckenbauera. Ale prezenty z okazji tej rocznicy były najpierw przede wszystkim od drużyny Czechosłowacji, która w ciągu 25 minut doprowadziła do wyniku dwa do zera. Wyrównanie do dwa do dwóch udało się w 90. minucie, dogrywka pozostała bezbramkowa. Doszło więc do uzgodnionych wcześniej rzutów karnych.

Wszyscy strzelcy zdobywali bramki, aż Uli Hoeneß, późniejszy wieloletni prezes FC Bayern Monachium, strzelał jako czwarty dla drużyny niemieckiej. Strzelił piłkę tak wysoko i daleko w nocne niebo Belgradu, że wielu ludzi potem szydziło z niego, że upłynęło kilka dni, zanim spadła z powrotem na ziemię. Antonin Panenka jako ostatni czechosłowacki strzelec nie przegapił okazji i sprytnym lobem wymusił decyzję.

45 lat później nadchodzi wybranie kolejnego mistrza Europy i jeśli wszystko pójdzie dobrze, może połowa ówczesnego zwycięskiego państwa – Czechy – zmierzą się w finale z drugą połową – Słowacją. Konkurencja jest silna, ale kto wie?

2021-06-20 Decyzja o stolicy

Ważną decyzję i ważny sygnał ze strony niemieckiej polityki wewnętrznej i zewnętrznej podjęto dokładnie 30 lat temu, 20 czerwca 1991 r. w Bonn w ówczesnym Bundestagu. Chodziło o kwestię przyszłej siedziby niemieckiego parlamentu i niemieckiego rządu. Wniosek nazwano „ukończenie jedności Niemiec” – określenie „decyzja dotycząca stolicy” dla decyzji Bundestagu jest mylące, ponieważ kwestia stolicy nie była nawet przedmiotem dyskusji.

Berlin czy Bonn? Tak brzmiało wtedy pytanie. Berlin, stolica Republiki Weimarskiej, stolica III Rzeszy, w 1949 roku nie nadawała się dla nowo powstałej Republiki Federalnej Niemiec – zupełnie pominąwszy to, że był podzielony na strefy i był wyspą w NRD. Bonn zostało wyznaczone jako tymczasowa siedziba organów federalnych i od tego czasu rozwinęło się do symbolu „Republiki Bońskiej” – skromne, liczące 200 tysięcy mieszkańców, wiarygodne demokratycznie, mocno stąpające po ziemi.

Ale jest też decyzja niemieckiego Bundestagu z 1949 r., a dokładniej z 3 listopada, która brzmi: „Główne organy federalne przeniosą swoją siedzibę do stolicy Niemiec, Berlina, jak tylko odbędą się ogólne, wolne, równe, tajne i bezpośrednie wybory w całym Berlinie i w sowieckiej strefie okupacyjnej. Bundestag spotka się wtedy w Berlinie.”

Gdy w 1990 r. stało się jasne, że nastąpi zjednoczenie obu państw niemieckich, podniesiono również kwestię stolicy. Swoją rolę odegrały kwestie narodowe, zastrzeżenia historyczne, „próżności” regionalne i oczywiście interesy finansowe. Dyskusja musiała zostać przeprowadzona i była prowadzona szeroko, dlatego negocjujący politycy nie podjęli pochopnie decyzji w umowie zjednoczeniowej. Jest tam napisane: „Stolicą Niemiec jest Berlin. Kwestia siedziby parlamentu i rządu zostanie rozstrzygnięta po zjednoczeniu Niemiec.”

I tak właśnie stało się 20 czerwca 1991 r. Parlamentarzyści nie zlekceważyli tej kwestii. Głosowanie, które odbyło się wyraźnie bez żadnej presji klubowej i imiennie, poprzedziło ponad 600 minut wypowiedzi z argumentami za i przeciw. Wynik był 338 do 320 głosów za Berlinem, tzn. znikoma przewaga, ale i stosunkowo jasna. Głosy za Berlinem pochodziły raczej z północy i wschodu Niemiec, posłowie z południa i zachodu głosowali raczej na Bonn.

Nastąpiła największa przeprowadzka urzędów w historii Niemiec. Całe ministerstwa przeniosły się znad Renu nad Szprewę, z drugą siedzibą w Bonn. Inne ministerstwa nadal znajdują się w Bonn, ale mają za to drugą siedzibę w Berlinie. Ta tak zwana „dzielona siedziba rządu” jest nadal aktualna i jest konieczna także dlatego, że Berlin nie byłby w stanie poradzić sobie z kompletną przeprowadzką ani strukturalnie, ani finansowo, a Bonn nie powinno było stracić wszystkiego na raz. Koszty przeprowadzki i pomocy regionom wyniosły i tak ponad 10 miliardów euro i byłyby znacznie wyższe, gdyby przeprowadzka była szybsza i kompletna. Nie pomijając jeszcze aspektu ludzko – społecznego, gdyż wielu pracowników władz i ich rodzin nie mogło po prostu przenieść się z dnia na dzień i zmienić centrum swojego życia.

Oficjalna relokacja siedziby parlamentu i rządu miała miejsce w większości w 1999 roku. Przeprowadzka Bundesratu, czyli reprezentacji krajów związkowych, nastąpiła w 2000 roku. Republika Berlińska zastąpiła Republikę Bońską, choć urzędy rządowe nadal działają w obu miastach.

Uwe: I to znowu było wszystko w„Allensteiner Welle” w niedzielny wieczór. Audycję zrealizował dzisiaj dla Państwa Marian Dąbrowski. Życzę miłego tygodnia; słuchajcie nas Państwo ponownie w następny weekend.

13.06.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 13.06.2021

Uwe: Drodzy słuchacze i słuchaczki, przy mikrofonie wita Państwa również dzisiaj wieczorem Uwe Hahnkamp i będzie towarzyszyć Państwu w dzisiejszej audycji. Proponujemy Państwu dzisiaj wywiad z Damianem Wierzchowskim, nowym przedstawicielem Ziomkostwa Prus Wschodnich w Olsztynie, spojrzenie na ostatnią czarownicę i Ludwika II Bawarskiego. Więcej na ten temat jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

****

1 kwietnia rozpoczął się powszechny spis ludności i mieszkań 2021 r. Przez sześć miesięcy, do 30 września, mieszkańcy Rzeczpospolitej Polskiej mają możliwość i obowiązek udzielania odpowiedzi na pytania zadawane w spisie. Po raz pierwszy w historii polskiej statystyki publicznej samodzielny spis jest obowiązkowy. Nie dotyczy to osób, które np. ze względu na wiek, stan zdrowia czy niepełnosprawność nie są w stanie tego zrobić samodzielnie. Pracownicy spisu może udzielić im pomocy bezpośrednio lub telefonicznie.

****

W przyszły czwartek, 17 czerwca o godzinie 17.00 w ramach projektu „LernRaum” Niemieckiego Stowarzyszenia Oświatowego w Opolu odbędzie się znowu pierwszy stacjonarny wykład w Olsztynie. Przez trzy godziny spotkania z dr Barbarą Sapałą tematem będą gry planszowe w okresie przedwojennym na terenie Warmii i Mazur. Spotkanie odbędzie się w Domu Kopernika Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej przy ulicy Partyzantów 3 w Olsztynie. Zgłoszeń dokonać można pod adresem allenstein@lernraum.pl lub telefonicznie pod numerem 887-890-723 u Martyny Chrzanowskiej.

****

W przyszły weekend, 19 i 20 czerwca Ziomkostwo Prus Wschodnich zaprasza na swoją konferencję roboczą dla przewodniczących stowarzyszeń niemieckich w południowych Prusach Wschodnich w Domu Niemieckim Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej „Jodły” w Ostródzie. Rozpocznie się ona w sobotę o godzinie 14.00, a zakończy około godziny 13.00 w niedzielę. Szczegółowych informacji udziela Damian Wierzchowski z biura Ziomkostwa Prus Wschodnich w Olsztynie, telefonicznie pod numerem 89 534 07 80 lub e-mailem na adres wierzchowski@ostpreussen.de

****

Uczestnicy wycieczki organizowanej przez Związek Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazurach podążą śladami Johanna Gottfrieda Herdera w Morągu. Termin wycieczki to sobota 26 czerwca, wycieczka rozpocznie się o godzinie 9.15 w Lidzbarku, kolejni pasażerowie zostaną odebrani w Olsztynie, Olsztynku i Ostródzie. W programie: zwiedzanie Morąga, Muzeum Herdera i siedziby Niemieckiego Stowarzyszenia im. Herdera w Morągu, a także zamku w Kwitajnach. Wycieczka zakończy się nad jeziorem Narie. Zapisy możliwe są do 22 czerwca pod adresem mailowym biuro@zsnwim.eu lub telefonicznie pod numerem 783 990 276 u Marty Mularczyk. Jest ona również dostępna w celu uzyskania informacji o wycieczce.

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszła niedzielę, 20 czerwca o godzinie 10.00 w Olsztynie-Jarotach, o godzinie 14.00 w Biskupcu oraz o godzinie 17.00 w Reszlu. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-06-13 Damian Wierzchowski

Przedstawiciel Ziomkostwa Prus Wschodnich w Hamburgu od kilku lat prowadzi biuro w Olsztynie. Do niedawna prowadziła je Edyta Gładkowska, która obecnie przebywa na urlopie macierzyńskim. Jej następcą jest Damian Wierzchowski, germanista i nauczyciel języka niemieckiego, między innymi języka niemieckiego jako języka mniejszości narodowej. Mieliśmy okazję porozmawiać z nim w ubiegłym tygodniu:

——-

Jesteśmy w biurze Ziomkostwa Prus Wschodnich w Olsztynie. Czy nie jest to dla Pana jeszcze trochę niezwykłe?

[Damian Wierzchowski:

Tak, teraz w czasach pandemii tak jest. Jestem w biurze dwa razy w tygodniu i nie dzieje się dużo. Jestem tu od kwietnia, jeszcze pracowałem miesiąc z koleżanką, a od maja jestem sam tu na służbie.]

Pana poprzedniczkę Edytę Gładkowską nasi słuchacze znają już długo, Pana jednak nie. Czy pochodzi Pan z województwa warmińsko-mazurskiego?

[Damian Wierzchowski:

Tak, jestem z województwa warmińsko-mazurskiego. Właściwie pochodzę ze wsi, gdzie mieszkałem, z Lichtajn koło Olsztynka, blisko Stębarku. Odkąd studiowałem w Olsztynie, mieszkam już ponad 10 lat w Olsztynie.]

Powiedział Pan, że studiował Pan germanistykę. Jak trafił Pan na język niemiecki? Czy ma Pan niemieckie korzenie?

[Damian Wierzchowski:

Dobre pytanie. Wiedziałem od zawsze, że chciałem zostać nauczycielem języka niemieckiego. Jakoś to mi się udało, mimo tego, że kilka osób miało wątpliwości. Moi dziadkowie i pradziadkowie byli Niemcami, więc można powiedzieć, że płynie we mnie krew niemiecka.]

Dlaczego więc wątpliwości? Czy studia były tak trudne?

[Damian Wierzchowski:

Chodziło bardziej o czas, zanim zacząłem studiować. Wszyscy odradzali mi studiowanie niemieckiego. Z jednej strony te studia są inne niż tylko język. Trzeba uczyć się nie tylko języka, lecz również literatury, historii i wszystkiego, co należy do niemieckiego, do Niemiec i innych państw niemieckojęzycznych. Być może z tego powodu, że chciałem mówić po niemiecku, a studia oznaczały, że nie tylko się mówi, lecz trzeba nauczyć się innych rzeczy.]

Czy bezpośrednio po studiach udało się Panu znaleźć pracę jako nauczyciel?

[Damian Wierzchowski:

Najpierw nie mogłem zostać nauczycielem języka niemieckiego, bo nie było ofert. Po roku innej pracy znalazłem moją „prawdziwą” pracę. Musiałem trochę dalej pojechać, ale opłaciło się, moje marzenie spełniło się. Pracowałem we wsi Rączki koło Nidzicy, gdzie poznałem fajnych ludzi. Jedną z tych osób być może Państwo znają, to Sabina Wylengowska, czy Reguła, poznaliśmy się, realizowaliśmy projekty, współpracowaliśmy.]

Czy w Rączkach to była „normalna” nauka języka niemieckiego?

[Damian Wierzchowski:

To nie była normalna nauka, uczyłem tam niemieckiego jako języka mniejszości narodowej i nabierałem w tym doświadczenia. Uczniowie, uczący się powinni mieć niemiecki u siebie w domu, tam też rozmawiać, a to nie zawsze tak było. Trzeba było połączyć dwa światy. Jeden, w którym nie mówiono po niemiecku, i drugi, w którym uczniowie mają jakieś doświadczenie z językiem niemieckim. Było to wyczerpujące, ale to był piękny czas.]

Na pewno było to duże wyzwanie by zorganizować to poprawne. Co Pan teraz robi po tym doświadczeniu? Jak doszło do tego nowego wyzwania?

[Damian Wierzchowski:

Dalej uczę, jeszcze nie zrezygnowałem z tego. Uczę w Zespole Szkół Ekonomicznych w Olsztynie, a oprócz tego pracuję w biurze Ziomkostwa Prus Wschodnich. Pani Wylengowska poleciła mnie do tej pracy, był telefon z Ziomkostwa Prus Wschodnich z Hamburga, mówiliśmy o moim CV, przyjąłem ofertę i jestem tu. Planuje się, że będzie to praca do końca czerwca następnego roku.]

A propos wyzwanie: jak trudna była dla Pana praca w trybie home office?

[Damian Wierzchowski:

Ja zawsze robiłem wszystko, aby mieć poczucie, że jestem w pracy. Nie jest tak, że pracowałem/pracuję w piżamie czy w łóżku, jak słyszałem od niektórych kolegów. U mnie tak nie było, chciałem zawsze być gotowy na spotkanie przez kamerę czy osobiste. Brakowało mi kontaktu z innymi ludźmi, szczególnie oczywiście z uczniami. Było oczywiście inaczej niż podczas nauki stacjonarnej w szkole, ale było to też dobre doświadczenie.]

Również w Pana nowej pracy Covid jest nadal ważny: nie będzie ani festynu letniego, ani olimpiady dla młodzieży. Co jednak w tej chwili Pana czeka?

[Damian Wierzchowski:

Jeszcze w fazie planowania, bo zawsze do ostatniego momentu są możliwe zmiany, jest spotkanie robocze dla niemieckich stowarzyszeń na Warmii i Mazurach, w południowych Prusach Wschodnich. Odbędzie się 19-20 czerwca br. w Ostródzie. Przede wszystkim chcemy się spotkać po więcej niż roku bez możliwości spotkania się i chcemy rozmawiać o mniejszości niemieckiej w regionie, jak wygląda kwestia języka przede wszystkim wśród młodych ludzi, a też podyskutować o tym, co jeszcze możemy zrobić i jakie formy są odpowiednie dla następnych projektów.]

Czy są już planowane dalsze wydarzenia?

[Damian Wierzchowski:

O ile wszystko pójdzie dobrze, to w październiku odbędzie się 13. Kongres Komunalno-Polityczny. Zajmujemy się teraz tym, aby się odbył, ale oczywiście zależy to od sytuacji pandemicznej. Planujemy wszystko, co jest możliwe przy obecnych obostrzeniach; kiedy zadzieje się coś nowego, trzeba będzie coś zmienić według nowych przepisów. Myślimy, że się uda, już zarezerwowaliśmy hotel, również salę, rozmawialiśmy z różnymi ludźmi, którzy są zaproszeni i wygłoszą referaty. Wszystko już jest ustalone w programie, pozostaje tylko pytanie, czy będzie się to mogło odbyć.]

A jakie ma Pan aktualnie odczucia, zanim Pan pierwszy raz zostanie rzucony na głęboką wodę?

[Damian Wierzchowski:

Odczucia są nowe, jestem trochę zdenerwowany, będzie na pewno ciekawie i interesująco dla mnie. Poznaję wiele osób, które dotychczas znam tylko z komputera, tzn. z maili czy rozmów przez kamerę. To jest coś całkiem innego, takie spotkanie ludzi, których się zna z Internetu a nie osobiście. Teraz będzie – mam nadzieję – możliwość spotkania się i poznania się osobiście.]

——-

Był to Damian Wierzchowski, nowy przedstawiciel Ziomkostwa Prus Wschodnich z Hamburga w biurze w Olsztynie. Zastąpił on Edytę Gładkowskąa, która wkrótce zostanie matką. W rozmowie z nami przedstawił się Państwu. Osobiście będą Państwo mogli spotkać go podczas spotkania w następny weekend w Ostródzie.

2021-06-13 Feuilleton Anna Göldi

Rozległy świat powieści kryminalnych jako zwierciadło świata rzeczywistego oferuje odpowiedzi na najróżniejsze odmiany pytania, jak można usunąć ludzi, którzy stoją komuś na przeszkodzie w pogoni za pieniędzmi, władzą lub miłością. Ale są też bardziej subtelne, pośrednie metody aby to zrobić. Jedną z nich było na przełomie XIX i XX wieku zaginięcie spadkobierców, którzy rzekomo psychicznie chorzy lądowali w jakimś zakładzie. Innym było do XVIII, a nawet XIX wieku oskarżanie niektórych kobiet o bycie czarownicami.

Ostatnia legalna egzekucja czarownicy miała miejsce 240 lat temu w kantonie Glarus w Szwajcarii. Przestępczyni nazywała się Anna Göldi, urodziła się w Sennwaldzie w obecnym kantonie Sankt Gallen w 1734 roku i w chwili śmierci od miecza miała 48 lat. Oficjalnie oskarżano Annę Göldi o bycie trucicielką, ale cały kontekst sugeruje, że została skazana jako czarownica.

Kobieta ta, pochodząca z ubogiego środowiska, pracowała jako służąca. Po śmierci swojego pierwszego dziecka została ukarana za zabójstwo dziecka. Drugie dziecko – i jej ówczesnego pracodawcy – zostało oddane. Pracodawca nie był za nic ścigany. Przypadek?

Jako służąca Anna Göldi trafiła następnie do rodziny Johanna Jakoba Tschudi, lekarza, radnego, sędziego i członka rządu kantonu z jednej z najbogatszych i najbardziej wpływowych rodzin protestanckiego kantonu Glarus.

Sama sprawa jest pozornie jasna: podobno Anna Göldi kilkakrotnie wyczarowała szpilki w mleku dla córki Tschudi. Podobno dziewczyna kilka razy pluła gwoździami. Służąca została oskarżona o czary i poddana torturom zeznała, że ​​była w zmowie z diabłem. Rada ewangelicka w Glarus skazała ją na śmierć. Wyrok wykonano 13 czerwca 1782 r. Tyle jeśli chodzi o same fakty, które z dzisiejszej perspektywy są absurdalne.

Przejdźmy do przyczyn: rzekomym wspólnikiem Anny Göldi był Ruedi Steinmüller, zamożny szwagier rodziny Tschudi. Spór o spadek i oskarżenie o czary, potem samobójstwo pod presją i ze strachu przed torturami i konfiskatą mienia. Przypadek?

Anna Göldi prawdopodobnie miała romans ze swoim pracodawcą. Jednak skazani cudzołożnicy byli uważani za niezdolnych do sprawowania urzędów politycznych. Służąca zostaje oskarżona o czary i stracona w procesie, który wszczął Johann Jakob Tschudi. Przypadek?

Ponadto werdykt wydała czysto protestancka rada kantonu Glarus, w którym bogata rodzina Tschudi miała duże wpływy. Przypadek? Przede wszystkim było to nielegalne. Mianowicie Anna Göldi nie pochodziła z Glarus, ale z innego kantonu, jak można by dziś powiedzieć, była cudzoziemką, dlatego odpowiedni dla niej byłby sąd, który powinien składać się w równych częściach z katolików i reformatów.

Prawnik konstytucyjny August Ludwig von Schlözer już w 1782 r. określił wyrok przeciwko Annie Göldi jako morderstwo sądowe, termin, który został ukuty wtedy po raz pierwszy przez niego. Mimo cenzury wieść o Annie Göldi rozeszła się i doprowadziła do zamieszek m.in. w Szwajcarii i Niemczech. „Ostatnia skazana czarownica” została zrehabilitowana dopiero w pierwszej dekadzie XXI wieku.

2021-06-13 Ludwik II. Bawarski

Jak wie wielu autorów kryminałów, ale także wielu szczwanych, intrygujących ludzi w prawdziwym życiu lub w operach mydlanych we wszystkich mediach, można skrzywdzić innych na różne sposoby. Cierpi każdy, kto stoi na przeszkodzie w drodze do pieniędzy, władzy lub miłości. Właśnie opowiedzieliśmy o ostatniej straconej „wiedźmie”. Teraz słynny przykład wykorzystania zarzutów dotyczących chorób psychicznych. Chodzi o bawarskiego króla Ludwika II, który dokładnie utonął 135 lat temu.

Ludwig Otto Friedrich Wilhelm, urodzony 25 sierpnia 1845 roku, znany jest wielu jako TEN król Bawarii, dla niektórych jako król par excellence. Przede wszystkim zbudowany na jego zlecenie zamek Neuschwanstein uchodzi za uosobienie zamku, grodu rycerskiego, i to samo można powiedzieć o zupełnie inaczej zaprojektowanym zamku Herrenchiemsee. Nie ma chyba władcy niemieckiego, na temat którego krązy więcej plotek, nieprawd, półprawd, kłamstw i przekręconych faktów niż on.

To w dużej mierze również zasługa jego samego, ponieważ Ludwik II był jedną z najbardziej olśniewających postaci w historii, jakie można sobie wyobrazić. W wieku 18 lat zastąpił na tronie swojego mało kochanego ojca. Wkrótce potem, w 1866 roku, wybuchła wojna między Austrią a Prusami, którą Bawaria przegrała po stronie Austrii. Ludwika II bardziej interesowała literatura i architektura, średniowieczne legendy i muzyka Ryszarda Wagnera, którego konsekwentnie promował.

Chociaż posłusznie rządził jako monarcha konstytucyjny, już w 1873 r. mówiono o nim słowami „intelektualne życie prowadzące z teraźniejszości nie do zniesienia”. W 1867 roku zaręczył się z Sophie Charlotte z Bawarii, ale wkrótce zlekceważył ją i zerwał zaręczyny. Na marginesie: istnieją fragmenty listów Ludwika II, które wyraźnie wskazują na trawiące go skłonności homoseksualne – fakt, którego zresztą wiele osób do dziś nie chce przyjąć do wiadomości.

Wstydził się ludzi, co nasiliło się coraz bardziej w latach 70. XIX wieku. Z biegiem czasu Ludwig II stworzył dla siebie alternatywny świat, z Neuschwanstein, z technicznymi gadżetami – Venusgrotte z 24 maszynami na prądnice uważa się dziś za pierwszą na świecie zainstalowaną na stałe elektrownię – i z ideą bajkowego króla. Zadłużył się przez to na kilka milionów marek – wtedy było to dużo więcej pieniędzy niż dzisiaj.

8 czerwca 1886 roku, za namową rządu Bawarii, czterech lekarzy uznało Ludwika II za nieuleczalnie chorego psychicznie w orzeczeniu opartym na zeznaniach świadków i bez osobistego badania pacjenta. Jego długoletni osobisty lekarz nie został wysłuchany. Następnego dnia został on ubezwłasnowolniony. Następnej nocy komisja pojawiła się w Neuschwanstein, ale została uwięziona w przedbramiu. Sprawy państwa przejął jako książę panujący jego wuj Luitpold.

Całe zachowanie Ludwika II jeszcze na krótko przed procesem nie ujawnia żadnej choroby, orzeczenie psychiatryczne z paranoją i psychiczną słabością jest z dzisiejszej perspektywy nie do utrzymania, a król nie był też schizofrenikiem. Chociaż był nieśmiały wobec ludzi i, jeśli tak można powiedzieć, uzależniony od swojego alternatywnego świata, był jednak zdrowy na umyśle. 13 czerwca znaleziono go utopionego w płytkiej wodzie Starnberger See, około 25 kroków od brzegu.

Uwe: I to znowu wszystko w audycji „Allensteiner Welle” w niedzielny wieczór. Życzę Państwu miłego tygodnia; zapraszamy do słuchania w następny weekend.

06.06.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 06.06.2021

Uwe: Drodzy słuchacze, dziś wieczorem wita Państwa przy mikrofonie ponownie Uwe Hahnkamp w zastępstwie za Annę Przywoźną będzie towarzyszył Państwu przez całą audycję. Dziś proponujemy Państwu spojrzenie na pewną inicjatywę uczniów o długofalowych skutkach, porcelanę z Miśni i ciekawostki z początków Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie. Więcej na ten temat po naszych wiadomościach:

Jingle – wiadomości

****

1 kwietnia rozpoczął się powszechny spis ludności i mieszkań 2021 r. Przez sześć miesięcy, do 30 września, mieszkańcy Rzeczpospolitej Polskiej mają możliwość i obowiązek udzielania odpowiedzi na pytania zadawane w spisie. Po raz pierwszy w historii polskiej statystyki publicznej samodzielny spis jest obowiązkowy. Nie dotyczy to osób, które np. ze względu na wiek, stan zdrowia czy niepełnosprawność nie są w stanie tego zrobić samodzielnie. Pracownicy spisu może udzielić im pomocy bezpośrednio lub telefonicznie.

****

Spis ludności był również tematem zebrania delegatów Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur ZSNWiM w dniu 29 maja. Poza tym rozmawiano o aktualnej sytuacji dotyczącej wydarzeń organizowanych przez ZSNWiM w tym roku. Niestety Wschodniopruski Festyn Letni również w 2021 r. będzie musiał zostać odwołany, ale wciąż istnieję szansa na to, że odbędzie się festiwal „Pod wspólnym niebem”. Letnie warsztaty dla dzieci mają się odbyć w Ostródzie, do stowarzyszeń apeluje się o zgłaszanie swoich dzieci. Dla młodych ludzi w wieku 12-19 lat mają powstać niemieckie kluby. Monika Krzenzek z zarządu ZSNWiM rozpocznie tę akcję w Bartoszycach; młodzież z Lidzbarka Warmińskiego i Górowa Iławeckiego może również zasięgnąć informacji na ten temat.

****

Za dwa tygodnie, 19 i 20 czerwca Ziomkostwo Prus Wschodnich zaprasza na swoją konferencję roboczą dla przewodniczących stowarzyszeń niemieckich w południowych Prusach Wschodnich w Domu Niemieckim Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej „Jodły” w Ostródzie. Rozpocznie się ona w sobotę o godzinie 14.00, a zakończy około godziny 13.00 w niedzielę. Szczegółowych informacji udziela Damian Wierzchowski z biura Ziomkostwa Prus Wschodnich w Olsztynie, telefonicznie pod numerem 89 534 07 80 lub e-mailem na adres wierzchowski@ostpreussen.de

****

Uczestnicy wycieczki organizowanej przez Związek Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazurach podążą śladami Johanna Gottfrieda Herdera w Morągu. Termin wycieczki to sobota 26 czerwca, wycieczka rozpocznie się o godzinie 9.15 w Lidzbarku, kolejni pasażerowie zostaną odebrani w Olsztynie, Olsztynku i Ostródzie. W programie: zwiedzanie Morąga, Muzeum Herdera i siedziby Niemieckiego Stowarzyszenia im. Herdera w Morągu, a także zamku w Kwitajnach. Wycieczka zakończy się nad jeziorem Narie. Zapisy możliwe są do 22 czerwca pod adresem mailowym biuro@zsnwim.eu lub telefonicznie pod numerem 783 990 276 u Marty Mularczyk. Jest ona również dostępna w celu uzyskania informacji o wycieczce.

****

„Kawiarenka pisarska, kreatywne pisanie do wypróbowania i rozpoczęcia” – to tytuł cyklu seminariów organizowanych przez Karpatenblatt. Karpatenblatt to portal internetowy Stowarzyszenia Niemców Karpackich i magazyn niemiecki na Słowacji. Kolejne wydarzenie zaplanowano na następny wtorek, 8 czerwca, między godziną 17.00 i 19.00. Tematem jest „Czas i przestrzeń. Tu i teraz”. Kolejne seminaria odbywać się będą do końca lipca. Udział jest bezpłatny, zgłoszenie odbywa się za pośrednictwem adresu e-mail anmeldung@karpatenblatt.sk
****

Msza katolicka w języku niemieckim odprawiona zostanie w następną niedzielę 13 czerwca o godzinie 15:00 w kościele im. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-06-06 Uczniowie pomagają żyć

Proszę wyobrazić sobie, że przychodzą Państwo do szkoły jako gość, ale akurat w dniu wizyty nie można znaleźć w niej uczniów. Wyruszają Państwo po korytarzach i salach lekcyjnych w poszukiwaniu zaginionych młodych ludzi, którzy najwyraźniej uciekli z zajęć. Czy setki młodych ludzi odmawia formalnej edukacji?

To, co brzmi jak koszmar nauczyciela, który stracił swoich podopiecznych, stało się rzeczywistością trzynaście lat temu, 6 czerwca 1998 roku. W Szlezwiku-Holsztynie do szkół nie przyszło nie setki, lecz tysiące uczniów – dokładniej około 35 tysięcy. I to w dobrej sprawie: tego pierwszego tak zwanego Dnia Społecznego poproszono ich o zamianę ławki szkolnej na pracę przez jeden dzień. Wynagrodzenie za ich pracę – około 920.000 euro – było przeznaczone na projekty w Europie Południowo-Wschodniej. W późniejszych akcjach, od 2013 roku, środki trafiały również do uchodźców z wojny domowej w Syrii, na projekty w Jordanii i Syrii.

Za tym Społecznym Dniem stoi organizacja Schüler Helfen Leben (Uczniowie pomagają żyć), w skrócie SHL, która od 1992 roku działa na rzecz edukacji, młodzieży i pokoju. W czasie wojen w Jugosławii trzydzieści lat temu chciała poprawić sytuację młodych ludzi w obozach dla uchodźców. Punktem wyjścia inicjatywy było Bad Kreuznach w Nadrenii-Palatynacie, stowarzyszenie o tej samej nazwie powstało w 1994 roku w Neumünster – Szlezwiku-Holsztynie. W Bośni i Hercegowinie, Chorwacji i Kosowie stowarzyszenie pomogło założyć ponad 70 szkół i przedszkoli.

W 2002 roku w celu zabezpieczenia działalności założona została fundacja – również Schüler Helfen Leben – z siedzibą w Berlinie i Sarajewie. Z jednej strony chodzi o dobre zarządzanie funduszami. Podczas trzeciego Dnia Społecznego w 2002 roku w Hamburgu, Szlezwiku-Holsztynie i Dolnej Saksonii około 210 000 młodych ludzi zebrało w wyniku swojej pracy już około 3,8 miliona euro. Z drugiej strony fundacja nadzoruje projekty za granicą i pracujących tam wolontariuszy. Oprócz dobrowolnego zaangażowania, działalności stowarzyszenia i fundacji towarzyszą oferty edukacyjne dla uczestniczących w projektach szkół oraz możliwość zabrania głosu w wyborze projektów docelowych.

To, co zaczęło się od zaangażowania i inicjatywy niektórych uczniów Liceum przy Murach Miejskich w Bad Kreuznach, przekształciło się w ogólnokrajowy ruch. Do 2018 roku w wyniku pracy uczniów dla Schüler Helfen Leben zebrano ponad 30 milionów euro. Fundacja – nawiasem mówiąc kiedy została założona była pierwszą fundacją dzieci i młodzieży w Niemczech – może teraz liczyć na wielu znanych patronów ze świata polityki i otrzymała kilka nagród za swoją działalność.

Ale ważniejsi, a dokładniej mówiąc najważniejsi, są ludzie: inicjatorzy, którzy zasiali ziarno i na początku prowadzili kampanię, aby pomoc dla ich rówieśników płynęła do właśnie tych regionów; ci, którzy wstawili się za tym i nadal angażują się w to, żeby pomoc nadal docierała tam, gdzie należy, oraz tych, którzy dzięki tej pomocy mogą osiągnąć lepszą przyszłość. To może być kropla w morzu potrzeb świata o twardym sercu, ale ta kropla z pewnością czyni ten świat trochę lepszym.

2021-06-06 Porcelana z Miśni

Jest wypowiedź Ericha Kästnera, który sam urodził się w Dreźnie – cytowane tutaj – że Sasi zdecydowanie nie są w stanie zrobić dwóch rzeczy: mówić po niemiecku językiem literackim i robić kawy. Zignorujmy dziś saksoński dialekt i zadbajmy o językowe odzwierciedlenia dla saksońskiej kawy.

Terminem na słabą kawę, którego pisarz Kästner, często pracujący w kawiarni, z pewnością nie lubił, jest „Blümchenkaffee – kawa kwiatowa”. Jeśli jest jeszcze słabsza, staje się „Schwerterkaffee – kawą mieczową”. Jeśli jeszcze więcej zaoszczędzono na kawie, są nawet kawy „Doppelblümchenkaffe – podwójna kwiatowa” i „Doppelschwerterkaffee – podwójna mieczowa”.

Ale skąd wziął się ten wizerunek słabej, przezroczystej kawy? Aby wyjaśnić to językowo również pozostajemy w Saksonii, w Saksonii w epoce biedermeiera, w czasie wygodnie urządzonego mieszczańskiego salonu. Obejmuje to produkt, który już wtedy był produktem markowym i dlatego nie do końca tanim: porcelanę miśnieńską. Typową dekoracją na porcelanie były wzory kwiatowe. Kiedy kawa była słaba, można było zobaczyć przez nią ten wzór.

Na spodzie filiżanki widnieje symbol manufaktury w Miśni, dwa skrzyżowane miecze. Musi on być umieszczony na wszystkich produktach z Miśni od 1731 roku, aby można było je zidentyfikować. Więc kiedy kawa była jeszcze słabsza, można było zobaczyć miecze na spodzie filiżanki. Przy kawie „podwójnie mieczowej” można nawet zobaczyć miecze na spodzie spodka. Te miecze zmieniały się przez dziesięciolecia i stulecia; znawcy porcelany miśnieńskiej mogą wykorzystać między innymi tę cechę do przyporządkowania wyrobów i dzieł sztuki wykonanych z porcelany do konkretnego okresu.

Jeśli jednak ktoś spróbuje sprzedać Państwu porcelanę miśnieńską, która ma ponad 310 lat – o ile mieliby Państwo w ogóle na to pieniądze – nie powinni Państwo jej kupować. Produkcja porcelany w zamku Albrechta w Miśni rozpoczęła się dokładnie 311 lat temu, 6 czerwca 1710 roku. „Królewska Polska i Elektorska Saksońska Manufaktura Porcelany” została założona 23 stycznia tego samego roku przez Augusta Mocnego, który znany był z umiłowania luksusu. Była pierwszą europejską manufakturą porcelany.

Porcelana miśnieńska została wynaleziona jednak przez kogoś innego, kto również szukał bogactwa, czegoś, w co ludzie teraz inwestują swoje pieniądze: złota. Alchemik Johann Friedrich Böttger zapłacił za swoje stwierdzenie, że potrafi wytwarzać złoto, uwięzieniem w Jungfernbastei (baszta panieńska) w Dreźnie. Za radą późniejszego pierwszego dyrektora manufaktury Ehrenfrieda Walthera von Tschirnhausa ukierunkował swoje badania na poszukiwanie porcelany. Specjalista od wytopu Gottfried Pabst von Ohain wniósł pomysł kaolinu, białej gliny, która przekształciła szarą w dobrze znaną białą porcelanę. Było to w latach 1707 i 1708, wynalazek udokumentowano 15 stycznia 1708 roku.

Na miejsce produkcji wybrano zamek Albrechta w Miśni, ponieważ był łatwy do kontrolowania, między innymi w celu ochrony tajemnic firmy dotyczących produkcji pierwszej na świecie twardej porcelany. Ta informacja została uznana za tajemnicę państwową. Mimo to chemikowi udało się sprowadzić receptury do Wiednia, gdzie od 1718 roku powstała konkurencja dla manufaktury w Miśni.

Od samego początku manufaktura porcelany w Miśni produkowała nie tylko zastawę stołową codziennego użytku, ale także popiersia, figurki i inne dzieła sztuki. W tym celu, w swojej długiej historii firmy, poza fachowcami z dziedziny techniki, którzy nadal rozwijali jakość, wielokrotnie zatrudniała znanych artystów. Między innymi znany rzeźbiarz Ernst Barlach pracował jako wolny strzelec dla Miśni.

Manufaktura musiała przejść wiele wzlotów i upadków w historii, zmienić swoje położenie w Miśni, a także zmienić nazwę. Dziś nazywa się po prostu „Staatliche Porzellan-Manufaktur Meißen GmbH”, jej wspólnikiem jest kraj związkowy Saksonia. Do dziś „miśnieńska porcelana” jest znana na całym świecie z luksusu made in Germany. I to nawet jeśli kawa podawana w filiżankach z popularnym wzorem „rozsypanych kwiatów” nie jest luksusowo mocna.

2021-06-06 Berlinale I

Wiele festiwali, wystaw i targów jest integralną częścią świata tej branży, eksperci, fani i dziennikarze zaznaczają sobie na czerwono daty w kalendarzach. Dla branży filmowej są to m.in. Oscary, festiwale w Cannes i Wenecji oraz Europejskie Nagrody Filmowe. I Berlinale, za które tegoroczne nagrody, Złote i Srebrne Niedźwiedzie, zostały przyznane na początku marca. W związku z epidemią od 9 do 20 czerwca odbędzie się Berlinale Summer Special, o którym informacje można znaleźć na stronie internetowej www.berlinale.de.

Ale jak właściwie doszło do Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie, jak się on oficjalnie nazywa? Weźmy żydowskiego emigranta z Białorusi, pozwólmy mu wyemigrować do USA i pracować w branży reklamy kinowej. Zostaje wcielony do armii amerykańskiej i wysłany do Berlina jako oficer filmowy amerykańskiego Wysokiego Komisarza. Ten człowiek, Oscar Martay, był odpowiedzialny za nadzór nad niemieckim przemysłem filmowym i zezwoleniami dla niemieckich produkcji filmowych. W ten sposób wywarł wielki wpływ na to, co leciało w kinach w Berlinie Zachodnim.

Z jego inicjatywy w 1950 roku położono kamień węgielny pod festiwal filmowy, który miał się odbyć w Berlinie. Interesowano się utworzeniem „wizytówki wolnego świata” na wschodzie w okresie zimnej wojny. Dlatego amerykańska administracja wojskowa była jednym z głównych darczyńców festiwalu. Dokładnie 70 lat temu, 6 czerwca 1951 roku, rozpoczęła się pierwsza edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie.

Filmem otwierającym była „Rebecca” Alfreda Hitchcocka z czterokrotnym zdobywcą Oscara Laurencem Olivierem. Dość nietypowy film Hitchcocka, pierwszy, który nakręcił w Hollywood. Tytułowa Rebecca de Winter w ogóle się w nim nie pojawia, zmarła krótko przez zawiązaniem się akcji podczas rejsu, ale wpływa na całość poprzez różne wspomnienia, które mają o niej wszyscy inni bohaterowie filmu. Film oparty jest na powieści pod tym samym tytułem autorstwa Daphne du Maurier, która nawiasem mówiąc dostarczyła Hitchcockowi swoim opowiadaniem „Ptaki” fabułę do jego prawdopodobnie najsłynniejszego filmu.

Wtedy, w 1951 roku, niektóre filmy zostały nagrodzone Niedźwiedziami przez oddolną demokrację w publicznym głosowaniu. Oscar Martay słusznie zdobył jednego z nich jako inicjator festiwalu. Jednak po tym, jak Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń Producentów Filmowych zrównała Berlinale z festiwalami w Cannes, Wenecji i Locarno, od 1956 roku zwoływano międzynarodowe jury. Berlinale stało się festiwalem blasku.

Lista znanych aktorów, reżyserów, scenarzystów i innych filmowców, którzy chodzili po czerwonych dywanach w Berlinie, jest długa. Czy jako uczestnicy konkursu, w jury, na zmianę z kolegami – specjalistami. Do wygrania jest wiele różnych nagród w różnych kategoriach, które zmieniały się z biegiem czasu – ponieważ film jest zawsze również lustrem zmieniającego się społeczeństwa. Oprócz aspektów błyszczących filmów i ich gwiazd, pod uwagę bierze się również inne czynniki.

Jingle – Wunschkonzert

Jak zawsze w pierwszą niedzielę miesiąca – koncert życzeń dla naszych jubilatów. Życzenia złożymy majowym jubilatom z mniejszości niemieckiej Warmii i Mazur:

Nidzickie stowarzyszenie mogło pogratulować dziesięciu swoim członkom, przy czym Honorata Szymańska 3 maja skończyła 75 lat, 10 maja Brygida Grabińska 80, a 19 maja Walter Malonek 85.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej w Kętrzynie obchodziło dwie rocznice, w tym tę Ingrid Wolf, która skończyła 78 lat.

W Ełku, w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Mazury” cieszyć się mogło dwoje jubilatów. Od 1 maja Zygfryd Jasiński ma 81 lat, a od 25 maja Gerda Iwanczewska 90.

Niemiecko Koło Przyjaźni „Roś” w Piszu miało na swojej liście siedem osób. Szczególnie chcemy podkreślić Olgę Kubrak, która skończyła 88, Elżbietę Cieśluk, która skończyła 82 i Else Gryczan która skończyła 76 lat.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Warmia” w Lidzbarku Warmińskim i Niemieckie Stowarzyszenie „Natangia” w Górowie Iławeckim mogły pogratulować każde pięciu osobom, które świętowały rozpoczęcie nowego roku życia. W Lidzbarku Inga Prusaczyk może spojrzeć wstecz na swoje 81 lat, a w Górowie Brigitta Petrecka na 77 lat.

Wreszcie członkowie stowarzyszenia z Pasłęka donoszą o jubilatce w wieku 79 lat, czyli Monice Twarowskiej, która świętowała16 maja.

Przyłączamy się do życzeń bliskich i przyjaciół, dodajemy od siebie wszystkiego najlepszego, zdrowia i dużo radości w życiu i zagramy dla Państwa piosenkę „Wochenend und Sonnenschein” w wykonaniu Comedian Harmonists.

Uwe: I to była „Allensteiner Welle” w niedzielny wieczór, życzę Państwu miłego tygodnia, słuchajcie nas w przyszły weekend.

30.05.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 30.05.2021

Uwe: Drodzy słuchacze, dziś wieczorem wita Państwa przy mikrofonie Uwe Hahnkamp w zastępstwie Anny Przywoźnej i będzie towarzyszył Państwu przez całą audycję. Dziś oferujemy Państwu spojrzenie za pomocą sondy na Marsa, historię celowo zniszczonego kościoła w Lipsku oraz wywiad z Leonem Kuckiem z Olsztynka na temat projektu przy pomniku z I wojny światowej w Jagiełku. Więcej na ten temat – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

***

1 kwietnia rozpoczął się powszechny spis ludności i mieszkań 2021 r. Przez sześć miesięcy, do 30 września, mieszkańcy Rzeczpospolitej Polskiej mają możliwość i obowiązek udzielić odpowiedzi na pytania zadawane w spisie. Po raz pierwszy w historii polskiej statystyki publicznej samodzielny spis jest obowiązkowy. Nie dotyczy to osób, które np. ze względu na wiek, stan zdrowia czy niepełnosprawność nie są w stanie tego zrobić samodzielnie. Pracownicy spisu mogą udzielić pomocy bezpośrednio lub telefonicznie.

***

W tym tygodniu msze katolickie w języku niemieckim odprawione zostaną w następujący sposób: w czwartek 3 czerwca – czyli Boże Ciało – oraz w następną niedzielę 6 czerwca o godzinie 10:00 w kościele w Olsztynie-Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-05-30 Leon Kuck

W Olsztynku i jego okolicach podczas I wojny światowej toczyła się pod koniec sierpnia 1914 roku jedna z najsłynniejszych bitew tego czasu – później tak zwana bitwa pod Tannenbergiem. Stosownie do okoliczności istnieje wiele cmentarzy, na których pochowani są polegli członkowie rosyjskich i niemieckich sił zbrojnych. Jeden z nich w Jagiełku został w tym miesiącu uporządkowany przez Stowarzyszenie do Pielęgnacji Dóbr Kultury Niemieckiej „Emil von Behring” w Olsztynku. O projekcie rozmawialiśmy z Leonem Kuckiem, przewodniczącym stowarzyszenia:

——-

Inni spędzają majowe weekendy, kiedy wreszcie robi się cieplej, na grillu, w ogródkach działkowych, na imprezach. Członkowie Stowarzyszenia do Pielęgnacji Dóbr Kultury Niemieckiej „Emil von Behring” w Olsztynku zajmowali się na polu i w lesie realizacją projektu stowarzyszenia w Jagiełku. O co chodzi w tym projekcie, jaką rolę odgrywa dla Pana / Państwa cmentarz wojskowy w Jagiełku?

[Leon Kuck:

Tak to jest, bo cmentarz jest piękny, naprawdę fajne miejsce. Jest w lesie i nie widać go od drogi. Inicjatywą naszego stowarzyszenia było to, że przywrócimy go do stanu – no, jeśli nie w 100%, to w 60-80% – jak było kiedyś. Ludzie i natura zniszczyli pomnik, a my trochę odbudujemy. Co tu widzimy? Gleba, żwir, dobra ziemia – wszystko kupione dzięki darowiznom dobrych ludzi nie tylko z Niemiec, lecz też z Polski, tu z Olsztynka.]

Udało się Państwu zdobyć fundusze na swój projekt od miasta Olsztynka, ale także od kilku prywatnych sponsorów. Jak doszło do darowizn, jak oni się o projekcie dowiedzieli?

[Leon Kuck:

Doszło do tych darowizn, bo napisaliśmy relację w „Mitteilungsblatt” i w „Osteroder Zeitung” i dzięki temu kilka osób zgłosiło się i nas wsparło. Chciałbym tu wyrazię ogromne podziękowania za to. Jak widać, w sumie było to bardzo dużo pieniędzy i bardzo nam to pomogło w odbudowie tego zabytku.]

W sumie siedem ton kamieni polnych, dwanaście ton żwiru i dziesięć ton ziemi potrzebne było do urządzenia na nowo zbiorowego grobu. Trzeba było je przewieźć do Jagiełka, również folia i rośliny kosztowały niemało. Praca jednak jest wykonywana przez ludzi ze stowarzyszenia i przyjaciół…

[Leon Kuck:

Pracują ludzie z naszego stowarzyszenia, ale nie tylko nasi ludzie. Byli również inni zainteresowani i chcieli w tym wszystkim pomóc.]

Wybór kamieni polnych na obwódkę właściwego miejsca pochówku i ścieżek wokół niego na początku maja był trudną pracą. Większość prac została jednak wykonana już jesienią ubiegłego roku. Co wtedy trzeba było zrobić?

[Leon Kuck:

Oh, tak, naprawdę to było siekierą, kosą i innym sprzętem, który nadaje się do ścinania drzewa o średnicy aż do 5-6 centymetrów, było ich bardzo dużo, w pismach też były zdjęcia tego. Pracowaliśmy naprawdę ciężko dwa dni, dwa weekendy po 10-13 osób od 9.00 do godz. 14.30]

Jak ostatecznie powinno wyglądać miejsce pochówku?

[Leon Kuck:

Mamy powierzchnię, gdzie pochowani są żołnierze, będzie tam czarna ziemia, i posadzimy rośliny. Będzie ich 60, zobaczymy, jak to wygląda później tam, gdzie leżą żołnierze. Obok tej powierzchni będzie droga, najpierw czarna folia i później na nią żwir i szuter. Tak będzie pięknie zrobione podejście do pomnika.]

Miejsce pochówku z obwódką; ozdobione roślinami płożącymi, w tym kwitnącymi; i stabilne szutrowe ścieżki, również otoczone polnymi kamieniami – to brzmi imponująco. Ale jakie są plany z pomnikiem u szczytu grobu? Wygląda na dość zrujnowany. Ile kosztowałaby jego odbudowa?

[Leon Kuck:

To kosztuje ok. 60.000 złotych, odbudowa tego pomnika. Za to ja nie przejmuję odpowiedzialności, to jest za trudne. Takiego sponsora nie znajdziemy, tak myślę, i dodatkowo jest do prowadzenia wojna papierkowa, to nie jest nic dla mnie i moich nerwów.]

Historyczne zdjęcia grobu żołnierzy niemieckich w Jagiełku wskazują, że na pomniku znajdowały się tablice z ich nazwiskami. Ale pomnik nie jest już wystarczająco stabilny. Czy byłoby możliwe postawienie takich tablic na mogiłach?

[Leon Kuck:

Nazwiska żołnierzy mam, całą listę. 63 … 62, jeden z nich nie jest znany. Jest ich 62, mam listę, już rozimawiałem z zarządem, że moglibyśmy postawić tam tablicę. Ale przyszła pandemia, i trudności załatwienia dokumentów i tego wszystkiego. O pozwolenie w tym roku walczyłem trzy miesiące.]

A propos tablic: w ramach projektu planowana jest również tablica informacyjna na temat pomnika, która jest już w produkcji. Kiedy można spodziewać się jej postawienia?

[Leon Kuck:

Tak, prawdopodobnie w następny weekend nowa tablica będzie postawiona. Nie byłao żadnej tablicy, nikt nie wiedział, co tu jest. Za to będzie tablica informacyjna; i wszyscy ludzie będą widzieć już z drogi, co tu u nas jest.]

Dlaczego tak bardzo zależy Państwu na cmentarzach z I wojny światowej i pomnikach Emila von Behringa czy Maxa Toeppena?

[Leon Kuck:

To jest nazwa naszego stowarzyszenia – Stowarzyszenie do Pielęgnacji Dóbr Kultury Niemieckiej „Emil von Behring” – a tu, ta mogiła, jest częścią kultury. A teraz jesteśmy my, prawie ostatni ludzie (niemieckiego pochodzenie) i musimy jeszcze udowodnić, co tu było. Tu byli nasi. Musimy to tak zrobić, żeby pomniki – przynajmniej pomniki – były w dobrym stanie.]

——-

Był to Leon Kuck, przewodniczący Stowarzyszenia do Pielęgnacji Dóbr Kultury Niemieckiej „Emil von Behring” w Olsztynku, w rozmowie z nami. Tematem był aktualny projekt stowarzyszenia na rzecz zachowania i urządzenia cmentarza wojskowego w Jagiełku, na którym pochowanych jest 63 żołnierzy niemieckich.

2021-05-30 Mariner 9

Stanisław Lem w swojej powieści „Astronauci” wysłał statkiem kosmicznym na Wenus międzynarodową grupę naukowców. Inni autorzy science-fiction piszą o kolonizacji, rozwoju lub walce z Marsem lub Merkurym. Wiemy teraz dość dużo o warunkach panujących na wewnętrznych planetach naszego Układu Słonecznego, planetach podobnych do Ziemi. Ale nie zawsze tak było.

Trzy planety Merkury, Wenus i Mars można było bardzo dobrze obserwować z Ziemi za pomocą teleskopów. Kiedy wyobraźnia ponosiła naukowców, nagle istniały chmury na Wenus lub kanały na Marsie. Albo nawet oznaki kultur, które, jak w powieści Lema, wysyłają na ziemię eksploracyjne statki kosmiczne, które eksplodują w atmosferze – co zresztą jest ciekawą hipotezą dla katastrofy Tunguskiej z 30 czerwca 1908 roku.

Ale żeby im się bliżej przyjrzeć, trzeba wysłać tam kamery – zwykłe do nagrywania filmów, czyli dla światła widzialnego, ale też dla podczerwieni, ultrafioletu i innych interesujących naukowców długości fal, termometry, mierniki ciśnienia i kilka innych. Aby to zrobić, potrzebne są również odpowiednie środki transportu, którymi można sterować z Ziemi, ponieważ nie wysyła się ludzi tak po prostu w podróż bez powrotu.

Potrzebne więc są sondy kosmiczne. Niektóre z nich nadal podróżują po Układzie Słonecznym lub poza nim, zbierając dane. Dziesięć z nich rozpoczęło swoją podróż w ramach programu Mariner NASA w celu zbadania planet podobnych do Ziemi w latach 1962-1973. Największym wyzwaniem początkowo, ale także do dziś, było zbudowanie sond, które mogłyby być aktywne w przestrzeni międzygwiezdnej wystarczająco długo, aby dotrzeć do właściwego obiektu docelowego. Prawie wszystkie z dziesięciu sond w programie Mariner musiały właściwie „tylko” przelecieć obok celu.

Jedynym wyjątkiem był Mariner 9, sonda wystrzelona w kosmos 30 maja 1971 roku, a więc dokładnie 50 lat temu. Ważyła prawie dokładnie tonę; z tego instrumenty stanowiły 63 kilogramy. Miała wejść na orbitę wokół Marsa, co miało miejsce 14 listopada 1971 roku. Mariner 9 była przy tym pierwszą ziemską sondą, która okrążyła inną planetę.

Ciekawostką jest to, że Mariner 9 na początku nie mógł robić żadnych zdjęć, ponieważ na Marsie szalała ogromna burza piaskowa, przez którą widać było tylko najwyższe szczyty. Dopiero na początku 1972 r. po wypogodzeniu się można było rozpocząć mapowanie Marsa. Ponadto chodziło o skład atmosfery i temperatury powierzchni. Przed wyłączeniem w październiku 1972 roku sonda przesłała na Ziemię ponad 7300 zdjęć, co pozwoliło na stworzenie pierwszej mapy Marsa. Dodatkowo wykazano, że życie jak na Ziemi nie jest możliwe na Marsie.

Czas pokaże, czy i jak w ogóle było możliwe życie na Marsie, czy też ludzkie życie będzie tam możliwe w przyszłości. W końcu maszyny obserwujące pracują teraz już na powierzchni planety.

2021-05-30 Kościół Św. Pawła w Lipsku

Niektórych budynków ludzie nie traktowali lub traktują w historii zbyt ostrożnie, niektórym pozwalają powoli rozpadać się, niektóre przebudowują nie do poznania, a niektóre nawet po prostu wysadzają w powietrze. I to nawet nie zawsze w związku z wojnami. Oblicze miast, miasteczek i krajobrazów nieustannie się zmienia. Można to zrobić ostrożnie lub gwałtownie i z hukiem, jak 30 maja 1968 r. w przypadku kościoła św. Pawła w Lipsku.

W 1231 r. w obrębie murów miejskich w Lipsku osiedlił się klasztor dominikanów, którego kościół został konsekrowany jako kościół klasztorny św. Pawła w 1240 r. Od czasu założenia Uniwersytetu Lipskiego w 1409 roku jego historia jest ściśle związana z historią uniwersytetu. Wraz z reformacją klasztor został zsekularyzowany i przekazany uniwersytetowi. Kościół stał się protestanckim miejscem kultu; w ramach jego przekształcenia usunięto lektorium i zburzono różne ołtarze i kaplice. W 1545 r. Marcin Luter konsekrował kościół jako protestancki kościół uniwersytecki św. Pawła, co było jego oficjalną nazwą.

Johann Sebastian Bach grał w nim na organach, które zbudowano w XVIII wieku, a Felix Mendelssohn Bartholdy wykonywał tam oratoria Georga Friedricha Händla. Z drugiej strony kościół służył jako szpital i obóz jeniecki podczas bitwy pod Lipskiem w 1813 roku. Niektóre budynki dawnego klasztoru padły ofiarą nowej budowy tzw. Augusteum, głównego gmachu Uniwersytetu w Lipsku, w latach trzydziestych XIX wieku. Od tego czasu wraz z Augusteum kościół św. Pawła tworzył charakterystyczną zachodnią stronę plac Augusta.

Po II wojnie światowej plac stał się Placem im. Karola Marxa, a uniwersytet stał się Uniwersytetem im. Karola Marxa, w celu przeprojektowania którego stary kompleks uniwersytecki musiał ustąpić. Plan zabudowy, obejmujący zburzenie kościoła św. Pawła, został przyjęty w maju 1968 roku na najwyższym szczeblu NRD, a senat uniwersytetu i rada miasta Lipska bardzo szybko zgodziły się – było jedynie po jednym głosie przeciw w każdym gronie. Jego wielowiekowa tradycja i historia nie pomogły kościołowi, musiał ustąpić.

Wiele rzeczy z wyposażenia wnętrza można było uratować, ale protesty m.in. studentów teologii przeciwko rozbiórce przebrzmiały bez echa i doprowadziły do ​​wyroków więzienia dla osób zaangażowanych w tę sprawę. Ostatnia msza odbyła się 23 maja 1968 r. – był to Dzień Wniebowstąpienia Pańskiego. Tydzień później kościół św. Pawła wyleciał w powietrze.

Dziś znajduje się tam budynek Uniwersytetu, Paulinum – Aula i Kościół Uniwersytecki św. Pawła. Nowy kościół został konsekrowany w pierwszą niedzielę Adwentu 2017; w sierpniu 2018 roku odbył się tam znowu ślub kościelny. Ale mimo wszelkich starań – to nie to samo; nie ma ciągłości historycznej i atmosfery jak np. na starówce w Krakowie. Historia dobiegła tam końca 30 maja 1968 roku.

Uwe: I to była „Allensteiner Welle” w niedzielny wieczór. Życzę miłego tygodnia; niech Państwo ponownie słuchają nas w następny weekend. Do usłyszenia! (ap/apod)

02.05.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 02.05.2021

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle w pierwszą niedzielę maja, przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami.

W dzisiejszej audycji chcemy – na przekór trudnym czasom pandemii – sprawić Państwu trochę przyjemności i przypomnieć dwa radosne wydarzenia – festyn letni w roku 2019 w Lidzbarku Warmińskim oraz konkurs piosenki niemieckiej w Ostródzie w 2017 roku.

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

****

1 kwietnia rozpoczął się narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021. Przez 6 miesięcy, do 30 września, mieszkańcy Rzeczpospolitej Polskiej mają możliwość i obowiązek odpowiedzieć na postawione w tym badaniu pytania. Po raz pierwszy w historii polskiej statystyki publicznej liczenie to jest obowiązkowe. Wyłączone z tego są osoby, które na przykład z powodu wieku, stanu zdrowia lub upośledzenia nie są w stanie, zrobić tego samodzielnie. Pomogą im w tym pracownicy spisu osobiście lub telefonicznie.

****

W projekcie „LernRaum“ Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu już w pierwszym tygodniu maja rozpocznie się kolejna impreza online. 4 maja o godzinie 18.00 rozpoczyna się 20-godzinny kurs języka niemieckiego. Tytuł kursu brzmi „Deutsch in der Praxis – Niemiecki w praktyce“. Skierowany jest on do uczestniczek i uczestników na poziomie językowym B1 / B1 plus i odbędzie się na platformie MS Teams każdorazowo w poniedziałki, wtorki, czwartki i piątki w godzinach 18.00 – 19.30. Ostatniego dnia, 25 maja trwał będzie pół godziny dłużej. Kurs poprowadzi Agata Czernikiewicz. Zgłoszenia prosimy kierować na adres mailowy allenstein@lernraum.pl lub telefonicznie na numer 887-890-723 do organizatorki „LernRaum” w Olsztynie Martyny Chrzanowskiej.

****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszłą niedzielę, 9 maja o godzinie 15.00 w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

****

I jeszcze wskazówka we własnej sprawie: z powodu komplikacji zdrowotnych w redakcji możliwe jest, że w nadchodzące niedziele nie usłyszycie Państwo „Allensteiner Welle“. Włączajcie jednak zawsze radio o godzinie 20.00, niedługo będziemy znowu nadawać.

2021-05-02 Festyn letni 2019

Obecna sytuacja nie jest zbyt optymistyczna i obecnie nic nie wskazuje na to, że w tym roku odbędzie się Festyn Letni mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach. Aby trochę Państwa wzmocnić chcemy ucieszyć Państwa relacją z festynu letniego w roku 2019 z nowo otwartego wtedy amfiteatru w Lidzbarku Warmińskim. Cieszcie się Państwo muzyką i słońcem w tego dnia:

——-

W ostatnich latach festyn letni mniejszości niemieckiej gościł regularnie w Olsztynie i Ostródzie. Czas na nowe miejsce, pomyśleli członkowie stowarzyszeń i zarząd Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur. Wybrali Lidzbark Warmiński. U stóp zamku biskupów warmińskich i dzisiejszego Muzeum Warmińskiego przyciągnął ich nad fosę nowy amfiteatr: tamtejsze Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Warmia” jest bardzo aktywnie i ma poza tym dobre kontakty z lokalnymi władzami.

I nie tylko to – również stosunki z lokalnymi artystami i działaczami kultury są bardzo dobre. Np. z tancerzami „Pereł Warmii”. Perły Warmii, którzy już wspierali Ziomkostwo Prus Wschodnich podczas warsztatów w Lidzbarku Warmińskim, otworzyli program kulturalny festynu letniego po powitaniach gości. Występowali przy tym w kilku formacjach: z jednej strony w kilka grup wiekowych, z drugiej – z różnymi tradycjami, które dzisiejsi mieszkańcy przywieźli ze sobą do Lidzbarka. Jedna z nich była z Warszawy z czasów przed II wojną światową:

[muzyka]

Ale mieli – z innymi tancerzami, z innymi strojami – również muzykę z regionu w programie:

[muzyka]

Także z byłych Prus Wschodnich, jednak z regionu Królewca, przyjechali następni artyści, który na scenę wnieśli melodie i teksty niemieckie. Wcześniej aktywni przy Domu Rosyjsko-Niemieckim w Królewcu i dzisiaj nadal bardzo aktywni, wykorzystali dobry humor słuchaczy i zaprosili ich do tańca. Mowa jest o grupie tanecznej „Bernsteinblumen” i grupie śpiewaczej „Marzipan”, które nie pierwszy raz goszczą na festynie letnim mniejszości niemieckiej Warmii i Mazur:

[muzyka]

Mimo promiennego blasku słońca goście festynu letniego tańczyli pełni energii. Amfiteatr w Lidzbarku niestety nie oferuje dużo cienia, bo konserwator zabytków ze względu na lidzbarski zamek tuż obok zabronił założenia dachu nad widownią. Utrudniło to też bardzo oszacowanie liczby widzów, bo wielu gości szukając cienia nie zawsze siedziało na widowni na ławkach. Nie taki trudny był tytuł następnego fragmentu muzyki, bo przypadkowo dziecięcy zespół tańca Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej w Nidzicy również wybrał „Schneewalzer – Śnieżny walc” – ale nie tylko :

[muzyka]

Tuż po dzieciach wystąpili dorośli – chór z Nidzicy ze swoim występem:

[muzyka]

Odnieśli sukcesy w konkursie piosenki niemieckiej w tym i w ubiegłym roku. Tym razem wystąpili też na festynie letnim. Z Lidzbarka zespół „Wild” z Młodzieżowego Domu Kultury i z mniejszości niemieckiej z niemiecką wersją znanej angielskojęzycznej piosenki szwedzkiego zespołu Abba, z którą wygrał nagrodę na konkursie we Włoszech – po prostu międzynarodowo:

[muzyka]

Inaczej niż „Wild” są stałymi gośćmi na festynie letnim i innych uroczystościach mniejszości niemieckiej: zespół tańca regionalnego „Saga” z Bartoszyc. W międzyczasie w trzecim pokoleniu i niezawodny. Tutaj mała próbka:

[muzyka]

Również z Królewca przyjechał jeszcze jeden młody zespół – „Sariana” przyczyniła się do dodatkowego rosyjskiego ubarwienia festynu letniego, i to zarówno optycznie, jak i muzycznie:

[muzyka]

Zakończenie festynu przed hymnem Prus Wschodnich wziął jak prawie zawsze na siebie chór Stowarzyszenia „Warmia”, tym razem jako gospodarz i tym razem również za pomocą spokojniejszej muzyki:

[muzyka]

——-

Były to wspomnienia z festynu letniego mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach w Lidzbarku Warmińskim z 15 czerwca 2019 roku.

2021-05-02 Konkurs piosenki niemieckiej 2017

Drugie wspomnienie żywej pracy kulturalnej mamy dla Państwa z roku 2017. W sali koncertowej zamku w Ostródzie odbyła się wtedy 11 edycja konkursu piosenki niemieckiej. Uczniowie w różnym wieku sprawdzili wtedy swoje umiejętności. Imprezę tę zorganizowało jak zwykle Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ w Ostródzie oraz Miejskie Centrum Kultury w Ostródzie. Posłuchajcie i powspominajcie Państwo razem z nami:

——-

Konkurs piosenki niemieckiej otworzyła Anna Zapaśnik-Baron z Miejskiego Centrum Kultury w Ostródzie, która już od lat prowadzi tę imprezę:

[Anna Zapaśnik – Baron – wypowiedź w języku polskim]

Wyjaśniła również motywację dla organizacji tego konkursu:

[Anna Zapaśnik – Baron – wypowiedź w języku polskim]

Następnie rozpoczęła się praca jury, w którym obok Anny Zapaśnik-Baron zasiadały Magdalena Czajkowska ze Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej „Jodły”, inicjatorka konkursu, i dziennikarka Brigitte Jäger-Dabek z Niemiec. Pierwszą artystką na scenie w kategorii „soliści szkol podstawowych” była Paulina Jamroży za Kurzętnika piosenką „Czy nastanie znów świt”:

[Muzyka]

Obrończyni tytułu w tej kategorii Wiktoria Krzenzek ze Szczytna śpiewała tym razem „Żyjemy głośno”:

[Muzyka]

14-osobowa grupa ze Szkoły Podstawowej nr 2 w Olsztynie z językiem niemieckim jako językiem mniejszości debiutowała w konkursie. Był to odważny występ po zaledwie jednym roku nauki:

[Muzyka]

Największa konkurencja panowała jak zawsze w kategorii wiekowej „Gimnazjum”. Jako pierwsza Julia Kamińska z Wandowa musiała pokazać swoje umiejętności:

[Muzyka]

Amelia Dubanowska z Bielic przekonała jury swoim pewnym występem z dwiema piosenkami. Tu fragment z „Nie ma granic”:

[Muzyka]

——-

Były to wrażenia z konkursu piosenki niemieckiej 2017, który odbył się w sali koncertowej zamku w Ostródzie. Wsparcia finansowego udzieliły wtedy ministerstwo spraw wewnętrznych i administracji w Warszawie oraz konsulat generalny Republiki Federalnej Niemiec w Gdańsku.

Jingle – koncert życzeń

I jak zwykle w pierwszą niedzielę miesiąca – koncert życzeń dla naszych jubilatów. Spoglądamy wstecz na jubilatów z kwietnia w mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach.

Nidzickie stowarzyszenie pogratulować mogło dziewięciu swoim członkom, przy czym 18 i 24 kwietnia Alfreda Krawczyńska i Józef Grzybowski skończyli po 92, ajk też 23 kwietnia Emma Wylengowska 91 lat.

W Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej w Kętrzynie zanotowano czworo jubilatów, wśród nich Waltraut Bethke z już 89 oraz Helenę Porębską z 82 latami.

W Ełku w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Masuren“ cieszyć się mogło dwoje jubilatów: 17 kwietnia Leokadia Kalisiewicz z 88 i 27 kwietnia Irena Grzymkowska z 90 latami .

Siedem osób na swojej liście miało Stowarzyszenie Przyjaźni „Rosch“ w Piszu. Szczególnie podkreślić chcielibyśmy Gertrudę Herbich z już 87, Waltraud Schepp z 82 i Herberta Żegarza i Ingrid Sobolewską z 84 latami.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej “Warmia” w Lidzbarku Warmińskim pogratulować mogło pięciu, a Stowarzyszenie Niemieckie „Natangen“ w Górowie Iławeckim dziewięciu osobom, które świętowały ukończenie kolejnego roku życia. W Lidzbarku Sofia Fręczek spoglądać może na 60, a w Górowie Rudolf Joks na 87 lat.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ z Ostródy przesłało nam zestawienie z siedmiorgiem jubilatów. Frieda Hermann skończyła tam 99, Dieter Pusch 79, a Teresa Goroncy okrągłe 70 lat.

Na koniec Pasłęczanie zgłąszają jeszcze jedna jubilatkę z 66 latami, była to 7 kwietnia Teresa Pleskacewicz.

My przyłączamy się do życzeń krewnych i przyjaciół, dołączamy do tego życzenia wszystkiego najlepszego, zdrowia i wiele radości w życiu i zagramy dla Państwa piosenkę „Mit 66 Jahren“ w wykonaniu Udo Jürgensa.

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia. I pamiętajcie Państwo: z powodu komplikacji zdrowotnych w redakcji możliwe jest, że w nadchodzące niedziele nie usłyszycie Państwo „Allensteiner Welle“. Włączajcie jednak zawsze radio o godzinie 20.00, niedługo będziemy znowu nadawać. Audycję zrealizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia mówi Państwu Anna Przywoźna. Do usłyszenia!

25.04.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 25.04.2021

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w niedzielny wieczór przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

Przedstawimy Państwu firmę Vorwerk i Augusta Mittelstena Scheida.
Poza tym opowiemy dzisiaj o naukowcu – leśniku, któremu udało się przybliżyć ludziom naturę lasu, i to w sposób naukowo poprawny i jednocześnie zrozumiały – Gottfriedzie Amannie
Oraz z wydarzeniu historycznym, „uścisku ręki pod Torgau“, który symbolizował połączenie frontu wschodniego z zachodnim.
To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

„Kawiarenka pisarska, kreatywne pisanie do wypróbowania i rozpoczęcia“ to tytuł cyklu seminariów, organizowanych przez Karpatenblatt. Karpatenblatt to portal online Związku Niemców Karpackich i magazyn Niemców na Słowacji. Trzecie spotkanie zaplanowane jest w przyszły wtorek, 27 kwietnia w godzinach 17.00 – 19.00. Temat spotkania brzmi: „Identität – Tożsamość“. Kolejne seminaria odbywać się będą w dwutygodniowych odstępach i luźno nawiązywać do siebie. Udzuał jest bezpłatny, zgłoszenie następuje za pośrednictwem e-maila na adres anmeldung@karpatenblatt.sk. W przypadku dalszych pytań lub uwag prosimy pisać do menadżera do spraw kultury Instytutu Stosunków Zagranicznych Maximiliana Rößlera na adres roessler@ifa.de

****

W projekcie „LernRaum“ Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu w przyszłym tygodniu odbędzie się kolejne spotkanie online w roku 2021 w zakresie Polski północnej. Temat wykładu brzmi: „Geschichte der deutschen Sprache – Historia języka niemieckiego“. Referentką jest profesor doktor Monika Witt. WYkłąd odbędzie się na platformie MS Teams jutro, 26 kwietnia, w godzinach 17.15 – 20.15. Wykład poprowadzony zostanie w języku niemieckim. Prosimy o wcześniejsze zgłoszenie udziału pod adresem mailowym allenstein@lernraum.pl lub telefonicznie pod numerem 887-890-723 u organizatorki „LernRaum” w Olsztynie Martyny Chrzanowskiej.

****

W projekcie „LernRaum“ Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu już w pierwszym tygodniu maja rozpocznie się kolejna impreza online. 4 maja o godzinie 18.00 rozpoczyna się 20-godzinny kurs języka niemieckiego. Tytuł kursu brzmi „Deutsch in der Praxis – Niemiecki w praktyce“. Skierowany jest on do uczestniczek i uczestników na poziomie językowym B1 / B1 plus i odbędzie się na platformie MS Teams każdorazowo w poniedziałki, wtorki, czwartki i piątki w godzinach 18.00 – 19.30. Ostatniego dnia, 25 maja trwał będzie pół godziny dłużej. Kurs poprowadzi Agata Czernikiewicz. Zgłoszenia prosimy kierować na adres mailowy allenstein@lernraum.pl lub telefonicznie na numer 887-890-723 do organizatorki „LernRaum” w Olsztynie Martyny Chrzanowskiej.

****

Niemieckie Towarzystwo Oświatowe organizuje w środę, 28 kwietnia w godzinach 17.00 – 19.00 za pomocą platformy Zoom warsztaty komiksu dla uczennic i uczniów. Zgłoszenia następują poprzez maila na adres anmeldung@bildung.pl z uwagą „Comic-Workshop II – Warsztaty komiksu II”. Warsztaty poprowadzi Paulina Stulin, rysowniczka komiksów i opiekunka pedagogiczna. Udział w warsztatach jest bezpłatny

****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszłą niedzielę, 2 maja o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-04-25 Vorwerk – Scheid

Są firmy, które przez lata i dziesięciolecia ich sukcesu odcisnęły swoje piętno na świadomości społecznej. Niedawno opowiadaliśmy w naszej audycji o firmie Haribo, ale inne nazwiska również pojawiają się w życiu codziennym, a osoba, która ich używa, nawet nie jest tego świadoma. Chcemy dziś rzucić światło na jedno nazwisko w związku z osobą, która odegrała kluczową rolę w jego ukształtowaniu. Chodzi o firmę Vorwerk i Augusta Mittelstena Scheida.

August Mittelsten Scheid urodził się dokładnie 150 lat temu, 25 kwietnia 1871 roku w Barmen. Miejsce, obecnie będące dzielnicą Wuppertalu, znane jest z jednej z dziś największych kas chorych w Niemczech oraz z pasmanterii. Rodzina ta osiedliła się tam już w XIV wieku, a ich firma Mittelsten-Scheid istniała od 1765 roku. Druga rodzina, która wtedy działała w Barmen, nazywa się Vorwerk i jej firma Barmer Teppichfabrik Vorwerk. August Mittelsten Scheid poślubił Mathilde, córkę założyciela firmy Vorwerk – Carla w 1899 roku i przejął wyłączne zarządzanie firmą Vorwerk w 1907 roku. Od lat 30. wspomagali go synowie Werner i Erich, którym w 1943 roku przekazał zarządzanie firmą.

Zaczynając od podstaw: pasmanterii, dywanów i tkanin obiciowych, rozszerzył obszar działalności o mechanikę precyzyjną, konstrukcję przekładni i konstrukcję urządzeń elektrycznych. Dwie decyzje z lat 30. do dziś kształtują wizerunek firmy i samą firmę. Kiedy radio stało się modne, spadły zyski producentów gramofonów. Do nich należał – jako producent napędów gramofonowych – Vorwerk. W tej awaryjnej sytuacji firma opracowała na bazie tych silników elektryczny odkurzacz ręczny o nazwie „Kobold”, który został opatentowany w 1930 roku. Ponieważ urządzenie nie sprzedawało się dobrze w sprzedaży detalicznej, Werner Mittelsten Scheid wprowadził sprzedaż bezpośrednią. Vorwerk do dziś pozostaje wierny tej strategii sprzedaży bezpośrednio od producenta do kupującego i od lat jest jedną z dziesięciu największych na świecie firm zajmujących się sprzedażą bezpośrednią.

„Kobold” jako symbol firmy odniósł duży sukces, do 1935 r. sprzedano 100.000 egzemplarzy, pół miliona już do 1937 r. i milion do 1949 r. Już w latach trzydziestych XX wieku pojawiły się dodatkowe akcesoria do odkurzaczy, takie jak urządzenie do suszenia włosów czy pielęgnacji sierści koni. August Mittelsten Scheid doczekał się jeszcze milionowego „Kobolda”; zmarł 25 lutego 1955 roku.
Drugim produktem firmy Vorwerk, który stał się bardzo popularny, jest wielofunkcyjne urządzenie kuchenne, które może siekać i mieszać artykuły spożywcze, a także podgrzewać, gotować i obsmażać je. Został wyprodukowany w 1971 roku i do dziś jest dostępny w różnych wersjach. To urządzenie również można kupić tylko w sprzedaży bezpośredniej. Dziś oczywiście z odpowiednim dostosowaniem do nowoczesnych technologii i aplikacji na telefony komórkowe.

Dziś Vorwerk to międzynarodowy koncern z wieloma różnymi filarami. Ale droga od dywanów i pasmanterii do późniejszych sukcesów jest dziełem Augusta Mittelstena Scheida i jego synów.

2021-04-25 Gottfried Amann

Dziś chcemy otworzyć kolejny rozdział w naszej małej serii „człowiek i natura”. Chodzi o naukowca – leśniczego, któremu udało się przybliżyć ludziom naturę lasu w ich codziennym życiu, w naukowo poprawny, a jednocześnie zrozumiały sposób. Po II wojnie światowej wpłynął również na politykę leśną w swojej bawarskiej ojczyźnie. Nazywał się Gottfried Amann.

Gottfried Amann urodził się dokładnie 120 lat temu, 25 kwietnia 1901 roku w Monachium, jako syn wysokiego urzędnika. Doktorat uzyskał w 1927 r. na temat „Możliwości wykorzystania maszyn w lesie” i pracował m.in. w Reit im Winkl oraz w nadleśnictwie Tegernsee. Na początku II wojny światowej Gottfried Amann został przeniesiony do okupowanej Polski, choć – albo może właśnie dlatego – że był jednym z nielicznych bawarskich leśników, który nie był członkiem NSDAP. Kierował nadleśnictwem w Jaśle na Podkarpaciu, a w 1941 r. objął stanowisko w Stanisławowie, dzisiejszym Iwano-Frankowsku w obwodzie o tej samej nazwie na zachodniej Ukrainie. Tam starał się, o ile to było możliwe, pomóc miejscowym i opóźnić wydalenie obywateli żydowskich.

Jedną z oznak, że Gottfried Amann nie dopuścił się czegoś złego, było przejęcie go przez amerykański rząd wojskowy do nowo powstałej bawarskiej administracji leśnej – jako kadrowego i to już jesienią 1945 r. Był m.in. odpowiedzialny za integrację wysiedlonych urzędników leśnych i pracowników leśnych. W końcu został urzędnikiem ministerialnym i do 1963 r. był szefem działu kadr i szkoleń w Ministerstwie Żywności, Rolnictwa i Leśnictwa Bawarii.

Najważniejszy jest jednak jego wkład w wiedzę ludzi o lasach oraz żyjących w nim zwierzętach, roślinach i grzybach. Był pionierem popularnonaukowych książek do klasyfikacji. Zaczął tę serię w 1941 r. książką „Die Kerfe des Waldes” („Owady lasu”), a następnie „Bäume und Sträucher des Waldes“ („Drzewa i krzewy lasu”) w 1954 r., której nakład do dnia dzisiejszego przekracza pół miliona. Wydano także takie książki o roślinach, grzybach, ptakach oraz „Säugetiere und Kaltblüter des Waldes“ („Ssaki i zwierzęta zimnokrwiste lasu”), ostatnie dzieło jest z 1987 roku.

Szczególną cechą tych książek było to, że nawet laicy mogli łatwo, szybko i poprawnie zidentyfikować zwierzęta, rośliny i grzyby dzięki kolorowym ilustracjom. Ponadto, jako książki w miękkiej oprawie, łatwo było je zabrać ze sobą do lasu. Malarz Paul Richter dodał szczegółowe i wierne kolorowe obrazy do zwięzłych i jasnych tekstów Gottfrieda Amanna – i to właśnie ta kombinacja przybliżyła ludziom las i jego mieszkańców.

Na marginesie: jeśli poszukają Państwo w Internecie dzieł Gottfrieda Amanna, to przekonają się Państwo, że są one dostępne nie tylko w języku niemieckim, ale także jako kieszonkowe atlasy w języku polskim. I to prawie wszystkie jego książki do klasyfikacji. Amann wykorzystywał swoje umiejętności dydaktyczne również jako profesor honorowy na obecnym Uniwersytecie Nauk Stosowanych w Weihenstephan. Zmarł otoczony honorami w wieku 87 lat.

2021-04-25 Podanie ręki w Torgau

Istnieje zdjęcie, bardzo znane zdjęcie, które zostało zrobione dokładnie 76 lat temu w Torgau nad Łabą, a dokładniej na moście nad Łabą. Powstało ono oficjalnie 25 kwietnia 1945 roku i jest jednym ze zdjęć zasługujących na przymiotnik „historyczny” – podobnie do zdjęcia klęczącego w Warszawie Willy’ego Brandta czy radzieckiej flagi ponad dachami Berlina. Tego dnia wojska amerykańskie i radzieckie spotkały się nad Łabą i uścisnęły sobie ręce.

Ten „uścisk dłoni w Torgau”, który symbolizował związek między frontem wschodnim i zachodnim, miał miejsce po południu 25 kwietnia. Został sfotografowany dzień później. Po stronie radzieckiej porucznik Aleksander Silwaschko, po amerykańskiej podporucznik Williama Robertsona, uścisnęli sobie dłonie na moście nad Łabą w Torgau.

Pierwsze spotkanie odbyło się jednak kilka godzin wcześniej, o godzinie 11.30 w Lorenzkirch koło Strehla nad Łabą. Sytuacja była mniej sprzyjająca dla radosnych gestów, ponieważ od dwóch do trzystu niemieckich uchodźców zginęło, gdy most pontonowy został wysadzony w powietrze przez Wehrmacht i trwał dodatkowo ostrzał artylerii radzieckiej. Spotkanie zostało przerwane i około półtorej godziny później odbyło się kolejne, wówczas oficjalne spotkanie w Kreinitz koło Strehla. Tutaj głównymi bohaterami byli porucznik Albert Kotzebue i jego patrol po stronie amerykańskiej oraz podpułkownik Aleksander Gordejew po stronie radzieckiej.

Patrolowi Kotzebue przydzielono jako tłumacza młodego żołnierza Joe Polowsky’ego, syna żydowskich emigrantów z okolic Kijowa. Ponieważ most został wysadzony w powietrze, tylko siedmioosobowa grupa z Kotzebue, Polowskym i wyzwolonym polskim przymusowym pracownikiem, którego nazwisko nie jest znane, przepłynęła żaglówką na wschodni brzeg do Lorenzkirch. W obliczu pola trupów, w tym małej dziewczynki z lalką w ramionach trzymanej na ręku przez matkę, żołnierze wspólnie złożyli tzw. „przysięgę nad Łabą”, że zrobią wszystko, co w ich mocy, aby w przyszłości zapobiec nowej wojnie.

Joe Polowsky dotrzymał tej przysięgi przez całe swoje życie i angażował się w sprawy pokoju i przyjaźni między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim. Z pomocą ONZ starał się, aby 25 kwietnia, obchodzony jako „Dzień Łaby”, został ogłoszony Światowym Dniem Pokoju. Ponadto w latach sześćdziesiątych utrzymywał kontakt ze Związkiem Radzieckim, NRD i miastem Torgau. Po śmierci 17 października 1983 r. został pochowany na cmentarzu protestanckim w Torgau za osobistą zgodą głowy państwa NRD Ericha Honeckera. Trzech radzieckich i trzech amerykańskich weteranów wojennych złożyło trumnę do grobu.

To niesamowite, że było to możliwe w czasach żelaznej kurtyny. W czasach, gdy przysięga na Łabie i symbolika uścisku dłoni w Torgau na zdjęciu z 25 kwietnia 1945 r. nie były już nic warte na płaszczyźnie politycznej. W czasie, gdy mężowie stanu ponownie prowadzili wojny, których wtedy w 1945r. zwykli żołnierze już nie chcieli. Nie należy pozostawiać międzynarodowego porozumienia tylko rządzącym.

Anna: I to była Allensteiner Welle w niedzielę, życzę Państwu jeszcze spokpjnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję zrealizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna.

18.04.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 11.04.2021

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w niedzielny wieczór przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

Porozmawiamy z Henrykiem Hochem na temat powszechnego spisu narodowego w Polsce i jego znaczenia dla mniejszości niemieckiej.
Przedstawimy Państwu także dwóch kolejnych naukowców: Justusa von Liebiga i Wilhelma Schneidewinda, którzy między innymi przyczynili się do tego, że dzisiaj ludzie mniej martwią się o swoje plony.
To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

1 kwietnia rozpoczął się Powszechny Spis Narodowy Ludności i Mieszkań 2021. Przez 6 miesięcy, do 30 września, mieszkańcy Rzeczpospolitej Polskiej mają możliwość i obowiązek odpowiedzieć na postawione w tym badaniu pytania. Po raz pierwszy w historii polskiej statystyki publicznej spisanie się jest obowiązkowe. Wyjątek od tego stanowią osoby, które na przykład z powodu wieku, stanu zdrowia czy upośledzenia nie są w stanie zrobić tego samodzielnie. Pomogą im pracownicy spisu bezpośrednio lub telefonicznie. Więcej na ten temat za chwilę w audycji.

*****

W projekcie „LernRaum“ Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu w pierwszym tygodniu maja rozpocznie się kolejna impreza online. 4 maja o godzinie 18.00 rozpocznie się 20-godzinny kurs języka niemieckiego. Jego tytuł brzmi „Deutsch in der Praxis – Niemiecki w praktyce“, a skierowany jest do uczestniczke i uczestników na poziomie językowym B1 / B1 plus. Odbywać się będzie na platformie MS Teams zawsze w poniedziałki, wtorki, czwartki i piątki w godzinach 18.00 – 19.30. Ostatnie spotkanie, 25 maja, potrwa pół godziny dłużej. Kurs poprowadzi Agata Czernikiewicz. Zgłoszenia prosimy kierować na adres mailowy allenstein@lernraum.pl lub telefonicznie na numer 887-890-723 do organizatorki „LernRaum” w Olsztynie Martyny Chrzanowskiej.

*****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszła niedzilę, 25 kwietnia, o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-04-18 Henryk Hoch

Jedną z najważniejszych spraw dla mniejszości niemieckiej w Polsce w tym roku 2021 jest Narodowy Spis Powszechny Ludności w Polsce, który rozpoczął się 1. kwietnia. Dotyczy on również członków Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur ZSNWiM. Zgłębiliśmy więc na ten temat razem z Henrykiem Hochem, przewodniczącym ZNSWiM:

——-

10 lat temu był ostatni Spis Powszechny Ludności i Mieszkań w Polsce i Europie. Już wtedy pojawiło się również pytanie – ważne dla mniejszości niemieckiej w Polsce – nie tylko o obywatelstwo, lecz również o narodowości. Co czeka mniejszość w tym roku, jak ona się angażuje?

[Henry Hoch:

Mamy teraz następny Spis Ludności od 1 kwietnia do końca września. Jest to dużo czasu, ale w tym momencie są trudne czasy, jak to Covid, trochę trudniej niż normalniej, ale już jako związek zadaliśmy sobie trud, wyjaśniamy sprawy w naszych niemieckich stowarzyszeniach. Wysłaliśmy dużo ulotek, które dostaliśmy od VdG w Opolu. Wyjaśnialiśmy to również w miesięczniku „Mitteilungsblatt”, co miesiąc też będzie artykuł na temat spisu.]

Co jest celem mniejszości niemieckiej w regionie w ramach spisu ludności?

[Henryk Hoch:

Dla nas tu żyjących Niemców jest to bardzo ważne. Musimy pokazać, że jeszcze jesteśmy, że jest mniejszość niemiecka. Jako związek apelowaliśmy do naszych stowarzyszeń, żeby wiele osób zgłosiło się, policzyło. Mamy również wielu chorych osób wśród naszych członków, których trzeba odwiedzić.]

20 lat temu wszędzie pojawiali się pracownicy spisu, aby liczyć, 10 lat temu liczono wybiórczo a nie wszędzie, a w tym roku będzie znowu inaczej. Jak to wygląda?

[Henryk Hoch:

Trochę inaczej. Najłatwiejsza droga jest przez Internet, że ludzie przyjdą do siedziby stowarzyszenia niemieckiego i można ich wpisać w komputerze. Dostaliśmy od GUS-u dużo materiałów o spisie i też je rozesłaliśmy. Mamy dużo czasu, to jest do końca września. Ale najgorsze: gdyby był festyn letni czy duża impreza, moglibyśmy jeszcze raz zaapelować do ludzi, ale nie wiemy, kiedy i czy w ogóle spotkamy się w takim gronie. Dlatego tak dużo wysyłamy. Zróbcie coś, apelujemy, modlimy się itp., itd. Ma to dla nas wielkie znaczenie.]

Covid czyni intensywną pracę wszędzie w regionie dość trudną. Kto odegra więc najważniejszą rolę w mniejszości niemieckiej?

[Henryk Hoch:

Każdy przewodniczący, zarządy niemieckich stowarzyszeń, oni muszą to zrobić. Jesteśmy związkiem, mamy siedzibę w Olsztynie, a nasze stowarzyszenia są w całym województwie warmińsko-mazurskim, więc odpowiedzialny jest przewodniczący, są zarządy i w tym przypadku muszą być bardo aktywni. Mają wszystkie dokumenty wszystkie materiały i powinni wszystkim dać je do zapoznania, bo znają swoich własnych ludzi lepiej niż my tutaj. Jak np. Ełk, Giżycko czy Bartoszyce, co jest daleko od Olsztyna, oni wiedzą lepiej, kto jest chory, kto przyjdzie do siedziby, dużo osób płaci składki, ale siedzi w domu, i to też wielka grupa, do której musimy sami się dostać.]

Jest także wiele przede wszystkim starszych osób, które w ogóle nie mają komputerów. Jak się do nich dostać? I co jest merytorycznie najważniejsze?

[Henryk Hoch:

Do nich sami musimy się dostać albo przywieźć ich do siedziby, każde stowarzyszenie ma komputer, i zrobić to na miejscu i spisać. Ważne jest, że my jesteśmy prawie wszyscy obywatelami polskimi niemieckiego narodowości, tego nie wolno mylić. Nasi rodzice byli Niemcami i my jesteśmy Niemcami i zostaniemy Niemcami.]

Które jest najważniejsze pytanie w spisie ludności dla mniejszości niemieckiej w regionie? Dlaczego te pytanie jest tak ważne?

[Henryk Hoch:

Jak już mówiłem. Narodowość niemiecka, trzeba podkreślić, że jesteśmy Niemcami. Jesteśmy obywatelami polskimi, tak, ale każdy członek mniejszości niemieckiej, to normalne, ma pochodzenie niemieckie, więc jest Niemcem. Musimy to ustalić, bo jest to ważne też dla strony niemieckiej, dla niemieckiego ministerstwa spraw wewnętrznych, skąd dostajemy dofinansowanie, i dla VdG w Opolu, ile nas tu jest, z powodu wsparcia finansowego. Jeśli się nie pokażemy, każdy powie, że nie ma mniejszości niemieckiej. Jeśli mało osób się spisze, no, to powiedzą, że tu nie żyją Niemcy, 100 – 200 – to jest za mało. Ostatni raz 10 lat temu wpisało się 4.000. To bardzo dobra liczba.]

Jak to wygląda dla Pan osobiście?

[Henryk Hoch:

Dla mnie to bardzo łatwe. Mam narodowość niemiecką. Moi rodzice oboje byli Niemcami, urodzeni tutaj w Prusach Wschodnich. Wszyscy nasi członkowie mają swoich dziadków, przyjechali być może do Prus Wschodnich, ale byli Niemcami.]

Na jakie sprawy liczba Niemców w Polsce jeszcze ma wpływ?

[Henryk Hoch:

Chodzi też o prawo do języka niemieckiego jako języka mniejszości w kierunkach oświatowych. Dużo szkół tutaj ma naukę niemieckiego jako języka mniejszości, to też ma znaczenie. I że tutaj jest region, który kiedyś był niemiecki, tak jak Polska zachodnia czy północna. Był niemiecki i trzeba pokazać, że tutaj jeszcze żyją Niemcy.]

Pytania o obywatelstwo, a przede wszystkim narodowość i język, którym mówi się u siebie w domu, dotyczą nie tylko Niemców. Co na przykład zrobią Ukraińcy? Czy będzie jeszcze większe spotkanie mniejszości niemieckiej, na którym będzie możliwy apel z powodu spisu ludności?

[Henryk Hoch:

My, wszystkie mniejszości, które tutaj żyją, jesteśmy bardzo małe, z wyjątkiem mniejszości ukraińskiej. Mamy z nią kontakty, a ona też o to apeluje. Jest ich bardzo dużo w regionie Górowo Iławeckie, Bartoszyce, raczej na północ od Olsztyna, gdzie jest dużo aktywnych osób. Niemieckie stowarzyszenia i przewodniczący muszą również być aktywni. Może odbędzie się w międzyczasie walne zebranie delegatów, musimy je przeprowadzić do końca czerwca, a tam trzeba jeszcze raz głośno to powiedzieć, aby zaktywować naszych ludzi i przewodniczących. Już to robimy i dalej będziemy to robić.]

——-

Był to Henryk Hoch, przewodniczący Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur, w rozmowie z nami. Tematem był Narodowy Spis Powszechny Ludności, który rozpoczął się 1. kwietnia, i jego znaczenie dla mniejszości niemieckiej w Polsce.

2021-04-18 Liebig/Schneidewind

Pragnienie ludzkości, aby uniezależnić się od naturalnych nieprzewidywalnych zdarzeń i zbiegów okoliczności, można wielokrotnie dostrzec w jej historii. Głód spowodowany złymi zbiorami i ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi był jeszcze nie tak dawno powszechnym zjawiskiem w Europie. Jednym z kroków w kierunku lepszego odżywiania się były rośliny sprowadzone z Nowego Świata. Chodzi przede wszystkim o ziemniaka, którego sprowadził do Prus m.in. Fryderyk Wielki. Innym były w XIX wieku rozwój i wynalazki agrochemiczne, takie jak nawozy sztuczne.

18 kwietnia to rocznica śmierci aż dwóch osób, które przysłużyły się nawożeniu mineralnemu i agrochemii. Jednym z nich jest twórca agrochemii i jeden z największych i najbardziej znanych chemików XIX wieku: Justus von Liebig. Chodzi między innymi o niego, kiedy dzisiejsi przyrodnicy mówią „w rzeczywistości jesteśmy krasnoludami na barkach olbrzymów”. Drugi jest znacznie mniej znany, ale ustalił istotne informacje o praktycznym zastosowaniu nawożenia. Jego nazwisko: Wilhelm Schneidewind.

Zacznijmy od Liebiga: pomyślna ścieżka nie zawsze jest z góry określona. Innymi słowy: każdy początek jest trudny, zwłaszcza jeśli interesują kogoś rzeczy, które nie są szczególnie potrzebne w szkole. Już jako dziecko Justus Liebig eksperymentował z materiałami ze sklepu swojego ojca, który był właścicielem drogerii i sprzedawcą farb. Musiał opuścić liceum przed maturą, co nie dziwiło, biorąc pod uwagę ówczesną specjalizację takich placówek. Podczas praktyki w aptece jego eksperymenty spowodowały pożar dachu.

Ale podobnie jak wielu innych znanych odkrywców i wynalazców, ta ciekawość, jego pragnienie wiedzy, było właśnie tym, co przyniosło mu później sukcesy. Jego praca doktorska pokazała już jego praktyczny związek z wspieraniem rolnictwa. Jej tytuł „O związku między chemią minerałów a chemią roślin”. Ponieważ analizy w tym czasie trwały długo i były poza tym nieprecyzyjne, opracował lepsze i szybsze metody. Justus von Liebig przeanalizował rośliny i ich części, a także zwierzęta i ich organy pod kątem ich składu, tworząc w ten sposób zasadniczo chemię organiczną. Odkryciem tego czasu był chloroform, którego po raz pierwszy użyto do znieczulenia w 1848 roku.

Oprócz jego publikacji to jego metody nauczania, zwłaszcza wykłady eksperymentalne z eksperymentami, były znane na całym świecie i odpowiednio przyciągały międzynarodowych studentów. Ważne dla ludzi było dzieło Justusa von Liebiga „Chemia organiczna w zastosowaniu w rolnictwie i fizjologii”, opublikowana w 1840 roku. Następnie opracował rozpuszczalny w wodzie nawóz fosforowy, tak zwany superfosfat, dzięki któremu ogromnie wzrosły plony na gruntach rolnych. Odniósł dalsze sukcesy w dziedzinie żywności, opracowując ekstrakt mięsny, pierwszą formę żywności dla niemowląt i rodzaj proszku do pieczenia. Justus von Liebig zmarł ciesząc się szacunkiem 18 kwietnia 1873 roku.

Nazwane na jego cześć, ale nie przez niego opracowane, jest prawo minimum Liebiga. Mówi, że wzrost roślin jest ograniczany przez stosunkowo rzadki surowiec. Chodzi o to, że ten surowiec musi najpierw zostać dostarczony poprzez nawożenie, aby zwiększyć plon. Ale jak sprawdzić poprawność takich teorii? Bardzo praktycznie poprzez testy terenowe – wciąż ważny i do dziś krytyczny krok z laboratorium na duży obszar.

Był to między innymi zakres działąlności chemika rolniczego Wilhelma Schneidewinda, który zmarł 18 kwietnia 1931 r., więc 90 lat temu. Był synem właściciela ziemskiego, studiował nauki przyrodnicze ze szczególnym uwzględnieniem chemii w Halle, Freiburgu, Rostocku i Getyndze, a następnie pracował w agrokulturo-chemicznej stacji doświadczalnej w Halle (Saale). Jako wszechstronnie wykształcony naukowiec z praktyczną orientacją, analizował nawozy, paszę dla zwierząt, nasiona, produkty mleczne, gleby, wodę i uprawne rośliny rolne.

W 1902 r. rozpoczął w Bad Lauchstädt eksperyment nawożenia polowego, aby zbadać wpływ nawożenia organicznego i mineralnego na plony, jakość produktów i żyzność gleby. Pod nazwą „Statyczny eksperyment nawożenia Bad Lauchstädt” jest to jeden z najważniejszych stałych eksperymentów polowych na świecie. Nadal działa pod kierownictwem Centrum Badań Środowiskowych im. Helmholtza w Halle.

Najbardziej znanym dziełem Wilhelma Schneidewinda był podręcznik „Odżywianie roślin uprawnych w rolnictwie”. Został opublikowany w 1915 r., był ceniony zarówno przez naukę, jak i rolników i był między dwiema wojnami światowymi uważany za standardowe dzieło. Do dziś jest to jedna z najwspanialszych rzeczy, jakie można powiedzieć o naukowcu.

Anna: I to była Allensteiner Welle w niedzielę, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję zrealizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna.

 

11.04.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 11.04.2021

Anna: Sedecznie witam w Allensteiner Welle, w niedzielny wieczór przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

–       Zajmiemy się dwoma dniami: Międzynarodowym Dniem Wiedzy o Minach i Działań Zapobiegających Minom 4 kwietnia i Światowym Dniem Wody 22 marca.

–       Poza tym zastanowimy się , jak przenikają się przyroda i działania człowieka

–       Oraz wspomnimy zmarła dokładnie przed stu laty Augustę Wiktorię, królową Prus i niemiecką cesarzową.

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.
Jingle – wiadomości

„Kawiarenka pisarska, kreatywne pisanie do wypróbowania i na początek“ – tak brzmi tytuł cyklu seminariów organizowanych przez Karpatenblatt. Karpatenblatt jest portalem internetowym Związku Niemców Karpackich i magazynem niemieckim na Słowacji. Trzecie wydarzenie zaplanowane jest w nadchodzący wtorek, 14 kwietnia w godzinach 17.00 – 19.00. Temat spotkania brzmi „Wspomnienia”. Dalsze seminaria odbędą się w dwutygodniowych odstępach i luźno do siebie nawiązują. Udział jest bezpłatny, zgłoszenia można dokonać na adres mailowy anmeldung@karpatenblatt.sk W przypadku pytań i uwag prosimy pisać do menadżera do spraw kultury Instytutu Stosunków Zagranicznych Maximiliana Rößlera na adres roessler@ifa.de

****

W projekcie „LernRaum“ Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu odbędzie się w przyszłym tygodniu kolejne spotkanie online w zakresie Polski północno-wschodniej. Temat wykładu Edyty Gładkowskiej brzmi „Pałace i dwory w Prusach Wschodnich – część 1“. Odbędzie się ono na platformie MS Teams w czwartek, 15 kwietnia w godzinach 16.30 – 19.30. Językiem wykładowym jest język niemiecki. Prosimy o wcześniejsze zgłoszenie udziału na adres mailowy allenstein@lernraum.pl lub telefonicznie pod numerem 887-890-723 u organizatorki „LernRaum” w Olsztynie Martyny Chrzanowskiej.

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszła niedzielę, 18 kwietnia:

– o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach,

– o godzinie 14.00 w Biskupcu

– oraz o godzinie 17.00 w Reszlu.

Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2021-04-11 Miny i woda

Jeśli zapyta się ludzi o ich życzenia na przyszłość lub kiedy spodziewają się pewnych rozwojów i odkryć, otrzyma się wiele interesujących i często smutnych odpowiedzi. Ludziom łatwiej jest wyobrazić sobie, że ktoś wkrótce poleci na Marsa, niż wyobrazić sobie konkretny moment, od kiedy żywność na Ziemi będzie sprawiedliwie rozdzielona.

Wydaje się, że ludziom łatwiej jest krzywdzić innych ludzi, krytykować ich, niż spodziewać się po nich czegoś dobrego, a nawet samemu zrobić coś dobrego dla nich. Tydzień temu i dwa tygodnie temu obchodzone były dwa dni, w których można to stosunkowo jasno wytłumaczyć: Międzynarodowy Dzień Wiedzy o Minach i Działań Zapobiegających Minom ONZ 4 kwietnia i Światowy Dzień Wody 22 marca.

„Międzynarodowy Dzień Wiedzy o Minach i Działań Zapobiegających Minom”, jak oficjalnie się nazywa, istnieje od końca 2005 roku. Jest to między innymi odpowiedź ONZ na niepowodzenie negocjacji w sprawie całkowitego zakazu min przeciwpiechotnych w ramach umowy o broni konwencjonalnej. Od 1999 roku istnieje traktat ottawski, wielostronny traktat przeciwko tym minom, którego sygnatariusze nie tylko zakazują produkcji i użytkowania min, ale także niszczą ich zapasy i rozminowują zaminowane tereny. Traktatu nie podpisały m.in. Rosja, Chiny, USA, Korea Północna i Południowa oraz Indie. Niezależnie od tego, czy aktywnie produkują miny przeciwpiechotne czy nie, zastrzegają sobie do tego prawo.

Pozytywne jest to, że mimo tego nie ma już 50 państw – wśród nich były też Niemcy – lecz oficjalnie jeszcze tylko dwanaście, które produkują miny. To pozytywne, że liczba ofiar min znacznie spadła. To pozytywne, że istnieje międzynarodowa sieć ponad 1200 organizacji pozarządowych w około 100 krajach, które działają przeciwko minom i za ich rozbrajaniem.

Negatywne jest to, że miny, ale także amunicja kasetowa i niewypały, leżą w gruzach budynków lub na polach długo po zakończeniu konfliktu zbrojnego w danym regionie. Negatywne jest to, że krzywdzą cywilów, a zwłaszcza dzieci, które wydają się żyć w pokoju. Negatywne jest to, że przez nie pola niezbędne do uprawy żywności nie mogą być wykorzystane. Rozkładanie min jest tanie, kosztują tylko 3 dolary, ale już rozminowywanie kosztuje około 1000 dolarów za sztukę – więc rozminowywanie nie jest  też tanie, a wielu biednych krajów dotkniętych minami  na tonie stać.

Co ciekawe, niektóre z obszarów najbardziej dotkniętych minami to także te, na których ludzie mają najmniej czystej wody: części Afryki i Azji. Motto Światowego Dnia Wody 22 marca br. brzmiało „Docenić wodę”. Według aktualnych badań UNICEF, co piąte dziecko na świecie nie ma wystarczającej ilości wody, a łącznie 1,4 miliarda ludzi cierpi z powodu braku pewnego dostępu do wody.

Przyczyny są różne: z jednej strony naturalny niedobór wody, który nasila się w wyniku zmiany klimatu z częstszymi ekstremalnymi warunkami pogodowymi,  wywołanymi przez człowieka; z drugiej strony urbanizacja, nadużywanie wody, złe zarządzanie i ogólnie słabe zaopatrzenie w wodę. Kiedy ludzie są uzależnieni od wód powierzchniowych i niebezpiecznych źródeł wody, nazywa się to stresem wodnym. Weźmy geograficznie bliski przykład: jeśli Ren zostanie skażony, to między innymi miasto Kolonia wpadnie w ogromne kłopoty.

Takich przykładów nie ma się na myśli, ale zwłaszcza w Afryce i Azji konsekwencje są daleko idące. Czysta woda jest często daleko, dzieci, a zwłaszcza dziewczynki, muszą ją przynosić i nie mogą chodzić do szkoły. Dlatego UNICEF rozpoczął inicjatywę „Water Security for All”, aby każde dziecko miało długotrwały dostęp do trwałego i odpornego na klimat źródła wody.

To może być kropla w morzu potrzeb w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu. I nie jest to takie drogie, ponieważ niezbędne środki infrastrukturalne są często stosunkowo tanie. Wiele można osiągnąć po prostu dzięki wiedzy i badaniom oraz korzystnej koordynacji i planowaniu. Wydanie trzech dolarów na czystą wodę zamiast trzech dolarów na kolejną minę byłoby dobrym krokiem na początek.
2021-04-11 Człowiek i przyroda

Ludzie wciąż – zwłaszcza od XIX wieku –  mieli poczucie, że oddzielili się od natury – lub mówiąc bardziej drastycznie – podbili naturę. A to wszystko przede wszystkim dzięki szeroko rozumianej technologii. Ludzie z powodu pożywienia nie byli już zależni od samej natury, ponieważ wynaleźli nawozy sztuczne. Choroby pokonano dzięki takim ludziom jak Louis Pasteur, Robert Koch i Emil von Behring. Zagrożenia zostały zażegnane, można było udać się w dowolne miejsce na ziemi, a później także poza nią. Ludzie mylili się ciągle co do przyszłości, a 11 kwietnia to dobry dzień aby to przypomnieć. Za chwilę usłyszą Państwo, dlaczego tak jest.

Błądzić jest rzeczą ludzką. Dobrze znane stwierdzenia, takie jak Billa Gatesa, założyciela Microsoftu, że nie wyobraża sobie, że ludzie kiedykolwiek potrzebowali i mieli komputery osobiste dla siebie, są teraz chętnie z uśmiechem komentowane. W końcu on sam zrobił najwięcej, aby swoje stwierdzenie obalić. Z drugiej strony krytykuje się tego samego Billa Gatesa, kiedy prowadzi kampanię na rzecz konsekwentnych szczepień na całym świecie, które, jak widzimy dzisiaj, są pilnie potrzebne. Covid i związane z nią teorie spiskowe pukają do naszych drzwi.

Covid udowadnia dziś – niezależnie od tego, czy jest on wywołany przez człowieka, czy naturalnie – że choroby jeszcze długo nie będą całkowicie pokonane. Że konieczna jest ciągła czujność, jeśli wybucha epidemia wirusa Ebola w Afryce, dżumy na Madagaskarze lub odra nagle masowo powraca do Europy. Że mimo wszystko ludzie nadal są częścią natury i pomimo wszelkich postępów medycznych mogą zostać zaatakowani i zabici przez wirusy.

Wszystko było technicznie wykonalne – do 11 kwietnia 1912 roku. Tego dnia najnowocześniejszy wówczas parowiec świata – Titanic wyruszył z Queenstown w Irlandii w swój dziewiczy rejs przez Atlantyk. Pomimo wszelkich środków ostrożności i najnowocześniejszej wówczas konstrukcji, zatonął po zderzeniu z górą lodową. Cios, jaki zadało to wierze ludzkości w technologię, był ogromny. W słynnym filmie pokazuje to bardzo dobrze fragment, w którym główny inżynier liczy grodzie statku rozcięte przez górę lodową. Stworzona przez niego technologia jest liczona i znokautowana przez naturę.

A propos nokaut: wszystko jest technicznie wykonalne – i charakterystyczne jest, że treść pierwszej transmisji na żywo w radiu, która odbyła się 11 kwietnia 1921 roku, czyli dokładnie 100 lat temu, nie była wydarzeniem kulturalnym, ani koncertem, ani nabożeństwem , ale meczem bokserskim.

54 lata później, 11 kwietnia 1965 roku, ostrzeżenie na żywo przez radio pomogłoby w uniknięciu wielu zgonów. Trzeba uczciwie powiedzieć, że próbowano, ale z powodu Niedzieli Palmowej wielu ludzi nie było w domu. W tym dniu przyroda w USA pokazała ludziom swoje granice tak zwanym wybuchem tornad w Niedzielę Palmową.

W sumie 55 tornad uderzyło w siedem stanów w Stanach Zjednoczonych. Według tzw. skali Fujita 18 z nich znajdowało się na poziomie F4, czyli z maksymalną prędkością wiatru od 330 do 400 kilometrów na godzinę. Zaobserwowano również wiele podwójnych tornad, tj. z dwoma trąbami. Zostawiły ślad o długości około 720 kilometrów, zniszczenia mienia warte miliardy i 266 zgonów. Całe wydarzenie trwało ponad 40 godzin, najbardziej intensywna część – 16.5.

Wszystko jest technicznie wykonalne – łącznie z lotem w kosmos, z oderwaniem się od ziemi. Ten optymizm został stłumiony podczas misji na Księżyc, która rozpoczęła się 11 kwietnia 1970 roku w Cape Canaveral – Apollo 13. Lądowanie na Księżycu musiało zostać przerwane z powodu eksplozji jednego ze zbiorników tlenu w module serwisowym, ale przynajmniej udało się bezpiecznie sprowadzić na Ziemię  trzech astronautów. Podobnie jak zatonięcie Titanica, również to wydarzenie dostarczyło filmowi interesującego materiału.

Na marginesie, jeśli chcą Państwo porównać przedstawienie epidemii w filmie z wiadomościami z zeszłego roku, to proszę obejrzeć film „Epidemia” Wolfganga Petersena z 1995 roku. Jest on prawie proroczy – nawet jeśli liczba zgonów w filmie pozostaje w tyle za obecną rzeczywistością. I daje sygnał: „Nie poddawaj się, bo wysiłek się opłaca”. Opłaca się, czy ostatecznie chcemy być częścią natury, czy myślimy, że chcemy się wznieść ponad nią.
2021-04-11 Cesarzowa Augusta Wiktoria

Dokładnie 100 lat temu, 11 kwietnia 1921 roku, zmarła w wieku 63 lat w Haus Doorn w Holandii Auguste Viktoria Friederike Luise Feodora Jenny von Schleswig-Holstein-Sonderburg-Augustenburg – w skrócie Augusta Wiktoria, królowa Prus i niemiecka cesarzowa.

Późniejsza ostatnia cesarzowa Cesarstwa Niemieckiego i żona cesarza Wilhelma II urodziła się 22 października 1858 r. w rezydencji ojca, zamku Dolzig. Miejsce to należy dziś jako dzielnica do miejscowości Sommerfeld, po polsku Lubsko, w Łużycach Dolnych w województwie lubuskim. Tam też spędziła spokojne dzieciństwo.

Poznała swojego przyszłego męża, wtedy jeszcze Wilhelma Pruskiego, już w 1868 roku, ale siedem lat później zakochała się w księciu Ernście von Sachsen-Meiningen, w wyniku czego rodzina wysłała ją do Anglii, aby odwiedziła tam krewnych. W 1878 r. znajomość z Wilhelmem została odnowiona przez zaprzyjaźnionych ze sobą rodziców w Poczdamie. Zaręczyny miały miejsce 14 lutego 1880 roku i zostały oficjalnie ogłoszone 2 czerwca tego samego roku.

Ciekawe, że przyszli teściowie zaaprobowali wybór księcia, ale nie dziadek Wilhelma, cesarz Wilhelm I, i członkowie pruskiej społeczności dworskiej. Tam rodzina Augusty Wiktorii nie była uważana za równorzędna, gdyż prababka w cudzysłowie była „tylko” mieszczanką, a babcia była „tylko” hrabiną. Podobieństwa do myślenia niektórych ludzi w niektórych dzisiejszych europejskich domach królewskich są z pewnością czysto przypadkowe.

Ślub Augusty Wiktorii z Wilhelmem  Pruskim odbył się 27 lutego 1881 roku w Berlinie. Wraz z wstąpieniem męża na tron ​​15 czerwca 1888 r. – w tym czasie para królewska miała już czworo dzieci, piąte było w drodze – została cesarzową niemiecką i królową Prus.

Augusta Wiktoria prowadziła intensywne kampanie społeczne, m.in. z patronatami nad Niemieckim Czerwonym Krzyżem, Stowarzyszeniem Patriotycznych Kobiet i Stowarzyszeniem Budowy Kościoła Ewangelickiego. Dzięki temu ostatniemu stowarzyszeniu cesarzowa prowadziła kampanię na rzecz budowy nowych kościołów protestanckich w Berlinie, ale ze środków stowarzyszenia powstało także dwanaście kościołów w Prusach Wschodnich. Szczególną budowlą jest kościół Wniebowstąpienia na Górze Oliwnej w Jerozolimie, który został poświęcony w 1914 roku. Impulsem do jego budowy była podróż pary cesarskiej do Palestyny ​​w 1898 roku.

Ponadto Augusta Wiktoria wspierała ruch kobiecy i opowiadała się za lepszą edukacją dziewcząt i młodych kobiet. Prowadziła także kampanię na rzecz przedsięwzięć kościelnych i charytatywnych oraz – zwłaszcza podczas I wojny światowej – na rzecz systemu szpitalnego. To uczyniło ją bardziej popularną i szanowaną niż jej mąż cesarz Wilhelm II, którego publicznie nie zawsze traktowano poważnie.

Po jej śmierci na emigracji 11 kwietnia 1921 roku cesarzowa Augusta Wiktoria została pochowana w Pałacu Sanssouci, ale ani Wilhelm II, ani książę koronny nie mogli uczestniczyć w jej pogrzebie.

W 2018 roku w Nowym Pałacu w Poczdamie znaleziono około tysiąca listów do Augusty Wiktorii. Pochodzą z okresu między ślubem a koronacją Wilhelma II. Planuje się, że zostaną one przeanalizowane przez Fundację Pruskie Pałace i Ogrody wraz z Tajnym Archiwum Państwowym w Berlinie i opublikowane w tym roku z okazji 100. rocznicy jej śmierci.
Anna: I to była Allensteiner Welle w niedzielę, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia!

AUdycję zrealizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/apod)

04.04.2021 (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w Niedzielę WIelkanocną 2021 przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj – mimo święta – znowu z nami w jubileuszowej audycji  Allensteiner Welle.

Porozmawiamy dzisiaj o Narodowym Spisie  Powszechnym, który rozpoczął się w ubiegły czwartek, oraz o ankiecie z okazji jubileuszu 20-lecia Allensteiner Welle.

Przedstawimy Państwu także kolejnego człowieka, który ważny jest zwłaszcza dla dzieci – Helme Heinego, pisarza, autora książek dla dzieci, ilistratora i projektanta, który dokładnie dzisiaj kończy 80 lat.

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.
Jingle – wiadomości

1 kwietnia rozpoczął się Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021. Przez 6 miesięcy, do 30 września, mieszkańcy Rzeczpospolitej Polskiej mają możliwość i obowiązek odpowiedzieć na pytania postawione w tym spisie. Po raz pierwszy w historii polskiej publicznej statystyki spis jest obowiązkowy. Wyłączone są z tego osoby, które ze względu na przykład na wiek,  stan zdrowia lub upośledzenie nie są w stanie zrobić tego samodzielnie. Pomogą im współpracownicy spisu bezpośrednio lub telefonicznie. Więcej na ten temat w audycji.

…………………………………………………………….

Katolickie msze w jęzuku niemieckim odprawione zostaną w przyszłym tygodniu jak następuje:

– w Poniedziałek Wielkanocny, 5 kwietnia, oraz we wtorek, 6 kwietnia o godzinie 10.00 w kościele w Olsztynie – Jarotach,

– oraz w przyszła niedzielę, 11 kwietnia, o godzinie 1500 w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie.

Kanonik Andre Schmeier serdecznie zapraszan.
2021-04-04 Spis powszechny – ankieta

Pandemia Covida jest zdecydowanie najważniejszym tematem minionego roku, trzyma świat w napięciu. Ale są jeszcze inne ważne sprawy, których nie należy stracić z oczu. Chcemy dzisiaj powiedzieć o dwóch z nich.

Jedną z nich jest Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021, który rozpoczął się 1 kwietnia, czyli w ostatni czwartek. Kończy się 30 września, więc trwa pół roku. Taki spis powszechny jest przeprowadzany w całej UE we wszystkich państwach i ma na celu dostarczenie statystycznie poprawnego obrazu populacji i zapotrzebowania na przestrzeń mieszkaniową.

W Polsce dane zbiera GUS, czyli Główny Urząd Statystyczny. Po raz pierwszy w historii polskiej statystyki publicznej jest to działanie obowiązkowe w postaci samooceny. Mieszkańcy podają wymagane dane na własnych komputerach lub urządzeniach mobilnych w interaktywnej aplikacji. Dla osób, które mogłyby mieć z tym problem ze względu np. na wiek, stan zdrowia lub niepełnosprawność, pracownicy GUS są dostępni, aby pomóc im na miejscu lub telefonicznie.

Zadawane są pytania o dane demograficzne, takie jak wiek i adres, o aktywność zawodową i poziom wykształcenia oraz o ewentualną niepełnosprawność. Ponadto o migrację w kraju i za granicą, o wspólnotę mieszkaniową i zasoby mieszkaniowe – oraz o cechy etniczno-kulturowe.

Ten ostatni punkt jest bardzo ważny dla nas jako mniejszości niemieckiej, ale także dla innych mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce. Chodzi o narodowość, czyli przynależność narodową lub etniczną, język w kontaktach domowych i wyznanie. W szczególności nie należy mylić narodowości z obywatelstwem, o które pyta się w danych demograficznych.

Dlaczego to takie ważne? Odpowiedzi na te pytania będą zawarte w oficjalnych statystykach. Wskażą, ile osób narodowości niemieckiej żyje w Polsce, czyli pokażą liczebność mniejszości niemieckiej. Od tej liczebności zależy m.in. finansowanie projektów kulturalnych i nauczania języka niemieckiego jako języka mniejszości, a także prawo do współdecydowania o sprawach ważnych dla mniejszości w Polsce. Liczebność ta ma również znaczenie dla zewnętrznej reprezentacji mniejszości niemieckiej w Polsce, np. w stosunku do sponsorów w Niemczech.

Jednym z projektów, który jest stamtąd finansowany, jest audycja „Allensteiner Welle”, która towarzyszy mniejszości niemieckiej w regionie już od 20 lat. I tu dochodzimy do drugiej ważnej sprawy. Z okazji 20 rocznicy chcemy w formie ankiety zapytać naszych słuchaczy o nasz program, tak jak zrobiliśmy to kilka lat temu, ponieważ również dla nas bieżące opinie są ważne, abyśmy mogli ulepszać audycję i przekonać naszych darczyńców o znaczeniu i ważności tego programu.

Ponieważ zwłaszcza w czasie pandemii Covid, kiedy prawie wszystkie wydarzenia w stowarzyszeniach mniejszości niemieckiej w regionie są odwoływane z powodu niezbędnych ograniczeń, „Allensteiner Welle” jest ważnym łącznikiem, które należy utrzymać. Ankieta nie mogła zostać przeprowadzone zgodnie z planem w zeszłym roku; w tym roku znajdziemy na to sposób.

Będziemy na bieżąco informować Państwa o spisie powszechnym 2021 i ogłoszonej ankiecie m.in. w ramach tej audycji. Ponieważ, jak powiedziano na początku, istnieją jeszcze inne ważne sprawy niż pandemia Covid.
2021-04-04  Helme Heine

Nie jest łatwo znaleźć łatwy temat na trudny czas. Zabawny temat na ponury świat. Kolorowy i bogaty w obrazy temat na czarno-białą codzienność. Pełen nadziei temat na Niedzielę Wielkanocną. Chodzić będzie o małe zielone smoki, myszy, koguty i świnie, które są bliskimi przyjaciółmi, oraz o wioskę o nazwie Sauerkraut (tzn. Kapusta Kiszona). I od ich twórcę, który  dziś, dokładnie dzisiaj, kończy 80 lat: Helme Heine.

Trzy tygodnie temu przedstawiliśmy z okazji jego 90. urodzin rodowitego ślązaka Horsta Eckerta alias Janoscha, który zachwycił świat swoimi opowiadaniami i ilustrowanymi książkami dla dzieci. Tym razem w programie mamy 80-letniego Helme Heinego, który zrobił to samo za pomocą swoich dzieł i zyskał uznanie w tym samym czasie.

Helme Heine urodził się 4 kwietnia 1941 roku w Berlinie. Jest pisarzem, autorem książek dla dzieci, ilustratorem i projektantem, od 1990 roku mieszka w Nowej Zelandii. Wydaje się, że niepokój ma we krwi lub w genach i to już od młodości. Fakt, że aż do ukończenia szkoły zmienił 13 różnych szkół, pokazuje to równie wyraźnie, jak opinia nauczyciela, że ​​ma on beztrosko nonkonformistyczny i wszechstronnie artystyczny talent. Z punktu widzenia nauczyciela, zwłaszcza w latach pięćdziesiątych XX wieku, prawie na pewno nie uważano tego za pochwałę.

Jego pierwsza książka dla dzieci została napisana w 1975 roku i nosi tytuł „Das Elefanteneinmaleins” („Tabliczka mnożenia słoni”). Brzemienne w skutki było w tym samym roku spotkanie z wydawcą Gertraud Middelhauve, która w wydawnictwie nazwanym jej nazwiskiem wydawała nowoczesne książki dla dzieci i książki z obrazkami. Helme Heine w ciągu ośmiu lat opublikował u niej 18 książek z obrazkami w łącznym nakładzie 600.000 egzemplarzy. Pierwszą z nich była w 1976r. „Das Elefanteneinmaleins”, która w Fundacji Sztuki Książki znalazła się na liście nagrodzonych za „najpiękniejsze niemieckie książki” oraz na liście nagrodzonych „Premio Grafico” na Międzynarodowych Targach Książki dla Dzieci w Bolonii.

W 1977 roku nadszedł pierwszy naprawdę duży sukces „Na warte, sagte Schwarte” („No, czekaj, powiedział Schwarte”). Oprócz Middelhauve Verlag również inni wydawcy opublikowali ponad 50 jego dzieł, które zostały przetłumaczone na 35 języków. Łącznie jego książki mają nakład ponad 25 milionów egzemplarzy.

W 1982 roku powstała książka „Freunde” („Przyjaciele”) z jej bohaterami Johnnym Mauserem, Franzem von Hahnem i grubym Waldemarem. Wspólnie przeżywają wszystkie wzloty i upadki życia. Potem pojawiły się inne książki z tej serii, a w 2005 roku powstał na ich podstawie serial animowany, którego odcinki były emitowane w programie „Sendung mit der Maus”. W 2009 roku ukazał się film „Mullewapp – Das große Kinoabenteuer der Freunde“ („Mullewapp – wielka przygoda kinowa przyjaciół”).

To jednak nie był pierwszy serial animowany, który wyłonił się z książki Helme Heinego. Już w 1992 r. została zrealizowana ekranizacja wydanej w tym samym roku książki „Sauerkraut. Fast eine Idylle“ („Kapusta kiszona. Prawie idylla”). W niej wioska Sauerkraut zamieszkana jest przez różnych zwierzęcych bohaterów, którzy przeżywają liczne przygody.

Najsłynniejsza postać, którą wymyślili Helme Heine i jego żona, autorka książek dla dzieci Gisela von Radowitz, jest jednak mała, zielono-żółtawa, potrafi latać i pluć ogniem. Tabaluga, mały smok. Został opracowany w 1983 roku jako bohater rockowej baśni przez trzech znanych „ojców”: piosenkarza rockowego Petera Maffaya, autora piosenek dla dzieci Rolfa Zuckowskiego – któremu zawdzięczamy również piosenkę „Weihnachtsbäckerei” – oraz autora tekstów pracującego dla Maffaya, Gregora Rottschalka. Oprócz kilku albumów muzycznych powstał musical, serial animowany i film, który został pokazany w kinach w 2018 roku.

I jest Tabaluga jako maskotka i w nazwie wielu przedszkoli i innych placówek dla dzieci. Helme Heine i jego żona, którzy zaprojektowali wygląd Tabalugi, na pewno bardzo się z tego cieszą. Niewiele jest postaci, które dzieci rysują tak często, jak Tabaluga. Jakkolwiek zaszczytne są niektóre nagrody – Helme Heine jest między innymi laureatem Europejskiej Nagrody za Książkę Młodzieżową – oto jest prawdziwe uznanie, o które chodzi, a mianowicie uznanie dzieci.

Serdeczne gratulacje z powodu tego uznania i oczywiście serdeczne gratulacje z okazji 80. urodzin w  Wielkanoc!
Jingle – koncert życzeń

Dzisiaj rozpoczniemy koncert życzeń od bardzo specjalnego jubilata. „Allensteiner Welle“, Państwa audycja, drodzy słuchacze i słuchaczki, świętowała trzy dni temu 20-lecie swego istnienia. Pierwsza audycja nadana została 1 kwietnia 2001 roku, od początkowych 15 minut rozrosła się do 25, godzina emisji zmieniła się z 18.00 na 20.00.

Jedno natomiast jest stałe: w tej audycji musimy pogratulować jednej osobie szczególnie, a z powodu braku audycji w ubiegłym roku jest to podwójnie ważne: niniejszym życzymy Erice Woike, naszej najwierniejszej słuchaczce i jednocześnie pierwszej, której mogliśmy kiedykolwiek pogratulować w naszej audycji, dobrego i szczęśliwego kolejnego roku życia. Wraz z nią ćieszą się i świętują jej dzieci, wnuki i prawnuki Olaf, Anton i Rosalia.

Jednak nie chcemy zapomnieć o jubilatach z poprzedniego miesiąca w mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach. W marcu 2021 byli to następujący jubilaci:

Nidzickie stowarzyszenie pogratulować mogło siedmiu swoim członkom, wśród niech 31 marca Maria Zach skończyła 90 lat.

W Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej w Kętrzynie zanotowano ośmiu jubilatów, między innymi Danutę Kruschak Lis z okrągłymi 60 latami.

W Ełku w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Masuren“ cieszyć się mogło dwoje jubilatów, między innymi 8 marca Monika Gasiorowska z już 83 latami.

Dziewięć osób miał na swojej liście Związek Przyjaźni „Rosch“ w Piszu. Szczególnie podkreślić chcielibyśmy Marię Drewnik z już 96 i Annę Czeraniuk z 92 latami. Okrągłe 70 skończyła ponadto Hanna Freitag.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej “Warmia” w Lidzbarku Warmińskim pogratulować mogło pięciu, a Stowarzyszenie Niemieckie dziewięciu osobom, które świętowały rozpoczęcie nowego roku życia. W Lidzbarku na swoje 70 lat spoglądać może przy tym Gerard Wichowski, a w Górowie Maria Grochowska na 79 lat.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ z Ostródy przesłało nam zestawienie z dziewięcioma jubilatami. Frieda Kuca skończyła tam  89, a Gertruda Smolińska 88 lat.

My przyłączamy się do życzeń krewnych i przyjaciół, ze swojej strony życzymy wszystkiego najlepszego, zdrowia i wiele radości w życiu i mamy dla Państwa piosenkę „Wochenend und Sonnenschein“ w wykonaniu Comedian Harmonists.
Anna: I to była Allensteiner Welle w Niedzielę Wielkanocną 2021, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia!

Audycję zrealizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/łw)

28.03.2021 (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam Allensteiner Welle, w Niedzielę Palmową 2021 przy mikrofonie wita Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami.

W dzisiejszej audycji:

–       Porozmawiamy na temat pochodzenia i znaczenia Niedzieli Palmowej w tradycji chrześcijańskiej

–       Oraz przypomnimy postać Herschela Feibla Grünspana, jedno z najbardziej niepozornych i jednocześnie najbardziej zdesperowanych narzędzi historii XX wieku, który dokładnie dzisiaj skończyłby 100 lat.

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.
Jingle – wiadomości

****

„Kawiarenka pisarska, kreatywne pisanie do wypróbowania i na początek“ – tak brzmi tytuł cyklu seminariów, organizowanych przez „Karpatenblatt“. „Karpatenblatt“ to portal internetowy Związku Niemców Karpackich i magazyn Niemców na Słowacji. Drugie spotkanie zaplanowane jest w przyszły wtorek, 30 marca, od godziny 17.00 do godziny 19.00.Tematem jest „Kreatywność”. Dalsze seminaria odbywać się będą w odstępach dwutygodniowych do końca lipca i luźno nawiązują do siebie. Udział jest bezpłatny, zgłoszenie następuje za pomocą maila na adres anmeldung@karpatenblatt.sk. W przypadku pytań i uwag prosimy pisać do menadżera do spraw kultury Instytutu Stosunków Zagranicznych IfA Maximiliana Rößlera na adres roessler@ifa.de

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszłym tygodniu w następującym porządku:

– w Wielki Czwartek, 1 kwietnia, o godzinie 18.00,

– w WIelki Piątek, 2 kwietnia – siódma droga przyżowa – o godzinie 15.00,

– w Wielką Sobotę , 3 kwietnia, o godzinie 20.00

– oraz w Niedzielę Wielkanocną, 4 kwietnia, o godzinie 10.00.

Wszystkie msze odprawione zostaną w kosciele w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2021-03-21 Niedziela Palmowa

Dominica in Palmis de passione Domini – niedziela w palmach Męki Pańskiej – tak nazywa się dzisiejsza niedziela w języku łacińskim dla kościoła rzymskokatolickiego, Palmarum – niedziela palm – dla kościoła protestanckiego. Niedziela Palmowa, dzień upamiętnienia wjazdu Jezusa Chrystusa do Jerozolimy.

Święcenie palm i procesje palmowe odbywające się w tę niedzielę mają długą tradycję, były powszechne już w połowie IX wieku. Ale w zasadzie są jeszcze starsze. W najszerszym znaczeniu należą do pogańskiego powitania wiosny i czczenia odpowiedniego boga lub bogini poprzez zieleń roślin. Poświęcone gałęzie przez kolejny rok chroniły dom przed piorunami i ogniem. Rok później po Wielkanocy zakopywano je poza tym z resztkami skorupek jajek wielkanocnych i węglem z ognia wielkanocnego na polach, aby uczynić je płodnymi.

Miotły palmowe, liście palmowe, bazie lub po prostu różnego rodzaju dzieła własnej pracy przypominające palmy były i nadal są święcone w kościele. Następnie były  niesione w procesji kościelnej, a następnie umieszczane za krucyfiksem w domach. Te zresztą tylko rzymskokatolickie zwyczaje – protestanccy Mazurzy nie znali święcenia palm – odbywały się pod hasłem „znaku życia i zwycięstwa”.

Bo dokładnie tym są palmy w rejonie Morza Śródziemnego: święte drzewa, znaki życia i zwycięstwa; w Izraelu w tamtym czasie były także symbolem niepodległości i zwycięskiego króla. Dlatego ścinanie i rozsypywanie gałęzi palmowych, kiedy Jezus wjeżdżał do Jerozolimy, jest tak prowokujące. I to nie tylko przeciwko żydowskiej hierarchii duchownej, ale także przeciwko rządzącym rzymskim okupantom. Jeśli wyobrazimy sobie, jak wielu ludzi zdejmuje z ramion płaszcze i kładzie je na drodze, można powiedzieć: takie przyjęcie było naprawdę godne króla.

W przeciwieństwie do tego stał wierzchowiec: nie koń królewski, a na pewno nie rasowy arab, według Biblii jest to osioł. Najbardziej żałosne ze wszystkich zwierząt na Bliskim Wschodzie, można powiedzieć. Zwykle bardzo źle traktowane zwierzę pociągowe. Z jednej strony uparty i niezniszczalny, z drugiej spokojny i skromny. To nie jest zwierzę dla króla. Na marginesie: jest symbolem płodności, bo mówi się też w Biblii, że była to samica z młodym. Oto znowu jesteśmy przy wiosennym przebudzeniu życia.

Ale jak ukazane jest znaczenie palm w regionach, w których wierzący nie znają palm? Pierwsze obrazy z regionu wokół Morza Śródziemnego nie miały z tym żadnego problemu, ale na przykład tutaj w Europie Środkowej? Tu znowu do gry wkracza życie, pierwsze pąki i wierzby – zwane z tej tradycji baziami palmowymi, które pojawiają się już na średniowiecznych obrazach.

Dlatego są niezbędną częścią bukietu palmowego. Do tego jeszcze bukszpan, jałowiec, ostrokrzew, cis, cedr i jałowiec sabiński. Wszystkie siedem składników wiąże się z gałązkami wierzby i nakłada całość na długie gałązki orzecha laskowego. Często są również dodatkowo zdobione. Tak więc uroczyście witamy wiosnę, nowe kwitnące życie w regionie i Jezusa Chrystusa w Jerozolimie.
2021-03-21 Herschel Grünspan

Dziś człowiek, znany jako jedno z najbardziej niepozornych, a jednocześnie najbardziej zdesperowanych i znanych narzędzi historii XX wieku, skończyłby 100 lat. Jest on tragicznym rezultatem jednego z najsmutniejszych wydarzeń w niemiecko-polskiej historii. Mowa o Hermannie czy Herschelu Feiblu Grünspanie, znanym również pod polską pisownią Grynszpan.

Herschel Grünspan urodził się 28 marca 1921 r. w Hanowerze w rodzinie polsko-żydowskiej, która przybyła do Rzeszy Niemieckiej z rejonu Wisły na zachód od Warszawy, wówczas zaboru rosyjskiego. Grünspan miał obywatelstwo polskie, ale dorastał w Republice Weimarskiej. Oprócz szkoły działał w grupie syjonistycznej Misrachi oraz w klubie sportowym Bar Kochba.

Uważano go za wyjątkowo inteligentnego i niezbyt entuzjastycznie nastawionego do pracy w szkole, ale przy wsparciu rodziny i społeczności żydowskiej w Hanowerze miał uczęszczać do szkoły rabinackiej we Frankfurcie nad Menem. Przerwał naukę tam i próbował wyemigrować do Palestyny, ponieważ nie mógł znaleźć pracy ani stażu z powodu dyskryminacji Żydów i wielu antysemickich praw w Trzeciej Rzeszy. Uważano go jednak za zbyt młodego, dlatego rok później miał zgłosić się ponownie.

Taka była jego osobista sytuacja, kiedy w 1936 r. legalnie wyjechał do wuja w Brukseli, a stamtąd nielegalnie do Paryża do innego wuja. Początkowo starał się o pozwolenie na dalszy wyjazd do Palestyny. Chociaż w Paryżu był chory i tak czy owak miał zaledwie 1,54 metra wzrostu i 45 kilogramów, od czasu do czasu pomagał tam swojemu wujowi w pracy. Nie dostał pozwolenia na pobyt we Francji i nie mógł wrócić do Hanoweru z powodu dokumentów, które rzekomo nie były w porządku. Jego polski paszport stracił ważność pod koniec stycznia 1938 r., a w sierpniu doręczono mu również nakaz eksmisji z Francji. Herschel Grünspan miał zaledwie 17 lat, był zdesperowany, zaszczuty i bez wyjścia.

Kropla, która przelała czarę goryczy była wynikiem tzw. „Polenaktion” (akcji polskiej) pod koniec października 1938 r. Już 31 marca tego roku rząd polski zdecydował, że obywatele polscy mogą być pozbawieni obywatelstwa, jeśli przebywają za granicą dłużej niż pięć lat. Celem tego prawa byli przede wszystkim polscy Żydzi, tacy jak Grünspanowie, którzy mieszkali w Rzeszy Niemieckiej wtedy już od 27 lat. Następnie odbyła się niesławna konferencja w Evian, a 9 października wydano polski dekret, zgodnie z którym paszporty wydawane za granicą uprawniały do ​​wjazdu do Polski od 30 października tylko, gdyby miały adnotację kontrolną polskiego konsulatu.

W ramach kontrreakcji i zapobieżenia pozostaniu dziesiątek tysięcy bezpaństwowych Żydów w Trzeciej Rzeszy, strona niemiecka zorganizowała „Polenaktion”. W dniach 28 i 29 października kilkadziesiąt tysięcy Żydów narodowości polskiej zostało aresztowanych i deportowanych bez możliwości zabrania ze sobą więcej niż jedzenia na dwa dni i drobnych rzeczy osobistych. Polskie władze graniczne były zaskoczone, wielu wypędzonych zostało dopuszczonych do dalszej podróży, ale w obozach pozostało ich drugie tyle, jak Grünspanowie w Zbąszyniu na ziemi niczyjej między Rzeszą Niemiecką a Polską.

Można było przeczytać o tym w prasie we Francji; poza tym 3 listopada Herschel Grünspan otrzymał od swojej siostry Berty pocztówkę z informacjami i prośbą o pieniądze. Zdesperowany młody człowiek postanowił dokonać brzemiennego w skutki czynu w imieniu kilkunastu tysięcy Żydów. 7 listopada odwiedził ambasadę niemiecką w Paryżu, poprosił o rozmowę z sekretarzem ambasady, a następnie zastrzelił Ernsta von Ratha, który zmarł dwa dni później w wyniku ataku. Bezpośrednią tego konsekwencją były od dawna przygotowywane pogromy Żydów w Trzeciej Rzeszy w nocy z 9 na 10 listopada 1938 r.

Wszyscy chcieli wykorzystać ewentualny proces przeciwko Grünspanowi do celów propagandowych. Francuzi przedstawiając obraz złych, antysemickich Niemców, Niemcy – obraz żydowskiego spisku światowego, przed którym trzeba się było bronić, co z góry też powinno usprawiedliwić pogromy.

Spełzła na niczym praworządność, ponieważ strona niemiecka najpierw potajemnie sabotowała ten proces, a następnie zawieszono postępowanie do czasu zwycięstwa Rzeszy Niemieckiej nad Francją. Spełzło na niczym prawo międzynarodowe, ponieważ Grünspan został poddany ekstradycji w 1940 roku, mimo że nie był on obywatelem Niemiec, a zbrodnia nie miała miejsca na niemieckiej ziemi. Spełzł na niczym przede wszystkim młody człowiek, który nie miał szans w życiu i był coraz bardziej osaczony. Bezpośrednio po aresztowaniu był więziony we Francji przez 20 miesięcy bez procesu, a to dodatkowo jako nieletni.

Planowany proces Rzeszy Niemieckiej przeciwko Herschelowi Grünspanowi został wstrzymany m.in. z powodu wątpliwości co do jego ekstradycji. Grünspan trafił do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen w lipcu 1942 r. oraz do więzienia karnego w Magdeburgu 26 września tego samego roku. Niedługo później, prawdopodobnie najpóźniej do końca II wojny światowej, zakończyło się jego krótkie życie. Pozostało narzędzie historii, które wykorzystały wszystkie strony, smutny mit.
Anna: I to była Allensteiner Welle w Niedzielę Palmową 2021, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego ostatniego tygodnia przed Wielkanocą!

Audycję zrealizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/apod)

21.03.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 14.03.2021

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami.

W dzisiejszej audycji:

Porozmawiamy o wiośnie, która zaczyna się właśnie dzisiaj i o tym, w jaki sposób na nas wpływa
Oraz przedstawimy Państwu kolejnego wynalazcę, który może mieć coś wspólnego z wiosennymi uczuciami – Belga Adolphe Saxa, i jak wskazuje już jego nazwisko – wynalazcę saksofonu.
To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

W projekcie „LernRaum“ Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu odbędzie się w przyszłym tygodniu trzecie spotkanie online w roku 2021 dla Polski północnej. Temat warsztatów brzmi „Wielkanoc świętujmy“. Referentką jest doktor Monika Czok, wykład odbędzie się na platformie MS Teams jutro, 22 marca, w godzinach od 16.30 do 19.30. Językiem warsztatów jest język niemiecki. Prosimy o wcześniejsze zgłoszenie udziału pod adresem mailowym allenstein@lernraum.pl lub telefonicznie pod numerem telefonu 887-890-723 u organizatorki „LernRaum“ w Olsztynie Martyny Chrzanowskiej.

*****

W przyszłą niedzielę 28 marca rozpoczyna się w roku 2021 czas letni. W nocy z 27 na 28 marca przestawiamy zegarki o godzinę do przodu, tracimy jedną godzinę snu. Kto zapomni o zmianie, przegapi swoje terminy dnia następnego.

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszłym tygodniu jak następuje:

– w piątek, 26 marca – szósta droga krzyżowa – o godzinie 15.00 w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie

– oraz z przyszłą niedzielę, 28 marca – czyli w niedzielę palmową – o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach.

Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-03-21 Wiosna

Lody puściły. Strumienie i rzeki

niosą w rozbłyskach śpiew idącej wiosny;

aż po zmodrzały widnokrąg daleki

ziemia hymn śpiewa wonny i radosny.
Tak rozpoczyna się „Wielkanocny spacer” najbardziej znanego niemieckiego poety Johanna Wolfganga von Goethego w jego dziele „Faust”. Piecuch doktor Faust, który woli szarą teorię od zielonego życia, zostaje wyciągnięty na świeże powietrze przez swoje uczucia do Gretchen. Wraz z wieloma innymi mieszkańcami miasta, w którym mieszkają, wychodzą z jego bram na łono natury.

Również dzisiaj wiele osób chciałoby wychodzić na długie spacery bez masek, które towarzyszą im każdego dnia. Wybuchają wiosenne uczucia – i mówią to nie tylko poeci jak Goethe, ale także raczej skostniali naukowcy jak opisywany przez niego doktor Faust. Ludzie się uśmiechają, flirtują i są w dobrym nastroju. Dzieje się tak za sprawą światła, które pozytywnie oddziałuje na psychikę, rosnącej temperatury, która sprawia, że ​​grube ubrania stają się zbędne, a biologicznie rzecz biorąc ludzkich hormonów.

Z jednej istnieje jest hormon zwany melatoniną. Już pierwsza część tego słowa „mela” pokazuje działanie tego hormonu; pochodzi z języka greckiego i oznacza „czarny”. Melatonina jest produkowana w nocy i wspomaga sen. Ze względu na długie noce ludzie mają również dużo melatoniny w ciągu dnia i dlatego są bardziej senni. W miarę jak dni stają się coraz dłuższe, poziom melatoniny spada, a większą rolę zaczyna odgrywać hormon serotonina, hormon szczęścia. Jej produkcję stymuluje światło słoneczne, co sprawia, że ​​ludzie są bardziej czujni, aktywni i szczęśliwi. Inną konsekwencją tej zmiany hormonalnej jest to, że ludzie znów są bardziej zainteresowani drugą osobą. Okoliczność, której sprzyja również brak grubych płaszczy i ciepłej odzieży.

Wariantem muzycznym poetyckiego i biologiczno-hormonalnego przedstawienia wiosny jest walc koncertowy „Głosy wiosny” Johanna Straussa, syna. Walc ten został skomponowany jako opus 410 w 1883 roku i miał swoją premierę 1 marca tegoż roku. Co ciekawe, istnieją dwie wersje tego walca. Jedna z tekstem Richarda Genee podkreślającym radość i świeżość wiosny, i druga, która udowadnia, że ​​ta muzyka nie potrzebuje tekstu, żeby przekazać słuchaczom, co oznacza wiosna. Usłyszeli już Państwo część tego walca i będzie on nam jeszcze towarzyszyć w audycji.

Nowa aktywność, którą rozwijają ludzie, gdy budzą się z hibernacji lub zimowego snu, często prowadzi do wiosennych lub wielkanocnych porządków. Jednym z aspektów jest to, że wszystko powinno być lśniąco czyste podczas ważnego święta kościelnego, Wielkanocy, aby można było świętować na zakończenie Wielkiego Postu. Z drugiej strony, oczywiście, ważne jest, aby usunąć kurz i brud, który nagromadził się w ciemniejszych porach roku, kiedy nie był tak dobrze widoczny, jak teraz, pod bezlitosnymi promieniami znowu ogrzewającego słońca.

Ale i oprócz sprzątania ludzie stają się również bardziej aktywni. Wyprowadzane są rowery, znowu uprawia się więcej sportu, kwitną programy odchudzania zwalczające zimowy tłuszczyk i dla upiększania własnej sylwetki. Nawiasem mówiąc, są również dobre na dodatkowe kilogramy, które wiele osób zgromadziło dodatkowo siedząc w domowym biurze. Ten niepożądany efekt uboczny środków przeciwko wirusowi Covid z pewnością przysporzy ludziom kłopotów na nieco dłużej.

Ale wraz ze światłem, cieplejszym powietrzem i odpowiednią muzyką, rośnie też nadzieja. Nadzieja, że ​​wiosną coś się wreszcie zmieni na lepsze. Nie tylko z Covidem, ale także w wielu konfliktach o większym i mniejszym charakterze, między państwami i między ludźmi. Aby stopił się lód nie tylko z rzek i jezior, ale także z dusz i serc.

2021-03-21 Saksofon

Oprócz wierszy, opowieści o ponownym budzeniu się przyrody i nadziei na zmianę, w audycji na początek wiosny musi być również odrobinę romantyki. Ptaki znów śpiewają, pierwsze nieco cieplejsze wieczory wabią na zewnątrz pierwszych odważnych – a ten, kto kocha, zawsze jest odważny albo z powodu emocji nie czuje chłody. Gdyby był to scenariusz romantycznej sceny filmowej, to właśnie w tym momencie zabrzmiałaby ballada, delikatny utwór muzyczny, w rytm którego można się do kogoś przytulić.

Instrumentem par excellence romantyki i ballad jest saksofon, a zwłaszcza saksofon tenorowy. Znane jest stwierdzenie aktorki Marilyn Monroe w roli Sugar Kane Kowalczyk w filmie „Pół żartem, pół serio”, że kocha saksofonistów i ulega im, gdy tylko przypochlebią się jej brzmieniem ich instrumentu. Ale nie jest bynajmniej jedyną w długiej historii filmu, która przy dźwiękach saksofonu słabnie w ramionach drugiego człowieka.

Ze związku saksofonu z filmem oraz dominacji amerykańskich produkcji filmowych można byłoby wywnioskować, że instrument ten został wynaleziony w USA i to stosunkowo niedawno. Ale kto tak myśli, ten się myli. Patent na saksofon datowany jest na 21 marca 1846 roku, 175 lat temu, i został przyznany we Francji. Jak sugeruje już nazwa saksofonu, ojcem instrumentu był pan Sax, a dokładniej Belg Adolphe Sax.

Adolphe Sax urodził się jako Antoine Joseph Sax 6 listopada 1814 roku w Dinant jako jedno z jedenaściorga dzieci. Jego rodzina przeniosła się do Brukseli w 1835 roku, gdzie jego ojciec otworzył warsztat budowy instrumentów. Adolphe studiował flet, klarnet, śpiew i harmonię w miejscowym konserwatorium. Jednocześnie dalej rozwijał klarnet pracując u swojego ojca, i już w 1838 roku otrzymał na to patent.

Cztery lata później udał się do Paryża z jednym egzemplarzem zaprojektowanego całkowicie przez niego nowego instrumentu – saksofonu sopranowego. Mógł zainspirować m.in. francuskiego kompozytora Hectora Berlioza. To przyniosło Adolphe Saxowi kolejnych darczyńców, dzięki czemu mógł od tego momentu budować saksofony o ośmiu różnych głosach. Podobnie jak w przypadku głosu ludzkiego są to sopranino, sopran, alt, tenor, baryton, bas, kontrabas i sub-kontrabas.

21 marca 1846 roku uzyskał patent i kontynuował prace nad ulepszeniami. Swoje doświadczenie z rezonansem wykorzystał również do zmiany istniejących instrumentów, takich jak trąbki czy rogi. Mówi się, że jego warsztat opuściło łącznie około 20 000 instrumentów. Niemniej jednak musiał kilkakrotnie ogłaszać upadłość i umarł w biedzie.

Godne uwagi jest to, że Adolphe Sax nie tylko budował instrumenty, ale także grał na nich i uczył gry na nich. W 1857 r. został nauczycielem gry na saksofonie w Konserwatorium Paryskim, a także opublikował skrypty dotyczące gry na saksofonie i innych jego instrumentach. Od tego czasu saksofon stał się integralną częścią orkiestr, a później także big bandów. Z muzyki klasycznej przeszedł później do jazzu i innych stylów. W rockowych balladach sprawia, że słuchacze rozmarzają się, ale przede wszystkim jednak instrumenty wymyślone i opracowane przez Adolphe Saxa podkreślają romantyczne chwile w filmie i rzeczywistości swoim niepowtarzalnym dźwiękiem. Są saksofony, wiosna i wiosenne uczucia mogą nadejść.

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego niedzielnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję zrealizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/apod)

14.03.2021 (opis do dźwięku)

Anna: Herzlich willkommen zur Allensteiner Welle, Mitten im März begrüßt Sie am Mikrophon Anna Przywoźna. Ich hoffe, Sie haben eine gute Woche verbracht, sich am Wochenende erholt und sind heute wieder mit uns.

In der heutigen Sendung stellen wir Ihnen zwei bekannte deutsche Künstler vor:

Zum einen den Illustrator, Kinderbuchautor und Schriftsteller Horst Eckert, besser bekannt unter seinem Künstlernamen Janosch
Und Wolfgang Petersen, den weltbekannten Regisseur, Drehbuchautor und Filmproduzenten.
Außerdem, anlässlich des heuteigen Tag der Zahl Pi, bringen wir Ihnen auch einige Fakten näher, die mit dieser Zahl verbunden sind.

Das alles hören Sie wie immer – nach unseren Nachrichten.

Jingle – wiadomości

„Kawiarenka pisarska, kreatywne pisanie do wypróbowania i na początek“ – tak brzmi tytuł serii seminariów organizowanych przez „Karpatenblatt”. „Karpatenblatt“ jest portalem online Związku Niemców Karpackich i magazynem Niemców na Słowacji. Pisanie ma wiele powodów – prywatnych i zawodowych. W ramach serii seminariów uczestnicy zapoznają się z językiem niemieckim i zyskają w ten sposób wyczucie i zrozumienie dla pisania. Impreza inaugurująca zaplanowana jest na 16 marca między godziną 17.00 i 19.00. Dalszych 9 seminariów odbędzie się co kolejne dwa tygodnie do końca lipca i są luźno ze sobą powiązane. Udział jest bezpłatny, zgłoszenie następuje poprzez maila na adres anmeldung@karpatenblatt.sk. W przypadku pytań lub uwag prosimy pisać do menadżera do spraw kultury IfA Maximiliana Rößlera na adres roessler@ifa.de

***

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszłym tygodniu jak następuje: w piątek, 19 marca czwarta droga krzyżowa o godzinie 15.00 w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie oraz w przyszła niedzielę 21 marca o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach, o godzinie 14.00 w Biskupcu i o godzinie 17.00 w Reszlu.Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-03-14 Janosch

Tydzień temu mogliśmy świętować 50. urodziny programu „Sendung mit der Maus”. Jedną z najważniejszych osób, które dostarczyły materiały filmowe do niego, jest ilustrator, autor książek dla dzieci i pisarz Horst Eckert, lepiej znany pod pseudonimem Janosch. W tym tygodniu mógł świętować swoje 90 urodziny i to prawdopodobnie z dala od wszelkiego zgiełku, jak to według własnych wypowiedzi uwielbia. Kiedyś sam powiedział o sobie: „Jestem naprawdę autystyczny. Chciałbym być niewidzialny ”.

Janosch urodził się 11 marca 1931 roku na Górnym Śląsku w Zabrzu. Ze względu na problemy alkoholowe ojca dorastał u dziadków. W wieku 13 lat rozpoczął praktykę jako kowal i pracował jako ślusarz. Po ucieczce do Niemiec w 1946 roku pracował w fabryce włókienniczej i uczęszczał do szkoły tekstylnej. Przez Paryż dotarł do Monachium, gdzie studiował w Akademii Sztuk Pięknych, ale porzucił studia z powodu braku talentu.

Wydawca Georg Lentz, który w 1952 r. założył wydawnictwo książek obrazkowych i młodzieżowych w Stuttgarcie, poradził mu, aby nazwał się „Janosch”, a przyjaciel – aby przekształcił swoje rysunki w książkę dla dzieci. Jego pierwsza książka dla dzieci „Historia konia Valka” ukazała się w 1960 roku, a jego pierwsza powieść „Chołonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny” 10 lat później. Kolejne 10 lat później Janosch wyjechał na Teneryfę, gdzie mieszka do dziś.

Znane z „Sendung mit der Maus”, a w latach 80. z serialu „Janoschs Traumstunde („Godzina marzeń Janoscha”) są przede wszystkim jego historie z małym misiem i małym tygrysem. Ponad wszystko książka „Ach, jak cudowna jest Panama”, zekranizowana pod tym samym tytułem. Wiele dzieci, rodziców i dziadków w Niemczech również zna „Pocztę dla Tygryska” i „Ja Ciebie wyleczę, powiedział Miś”. Ponieważ jego książki są dla wszystkich dzieci, wszystkich dzieci w każdym wieku.

Największą rzeszę fanów ma jednak postać drugoplanowa. Tak jak Marsupilami z komiksów „Spirou i Fantasio” czy pingwiny z filmu „Madagaskar” stały się niezależnymi gwiazdami, tak w książkach Janoscha jest to tygrysia kaczuszka – Tigerente, którą zawsze ciągnie za sobą mały tygrys. Jest to zabawka wykonana z drewna, która toczy się na kółkach, ma kształt kaczki i paski tygrysa. Odgrywa szczególnie ważną rolę w promowaniu historii małego tygrysa i małego misia.

Ale nie jest właściwe ograniczać Janoscha wyłącznie do jego książek dla dzieci, nawet jeśli one są najbardziej znaną częścią jego działalności. Jego „Onkel Popoff kann auf Bäume fliegen” („Wujek Popoff potrafi wzlecieć do drzew”) to nie tylko bajka, ale także portret regionu i ludzi, których dziś już nie ma. To samo dotyczy opisu polskiej wsi w książce „Polski Blues” i krajobrazów w „Gastmahl auf Gomera” („Gościna na Gomerze”), które są obecnie zagrożone przez turystykę.

Między wierszami raz za razem pojawia się pytanie o sens życia, na które Janosch często nie potrzebuje skomplikowanej odpowiedzi, podobne jak Heinrich Böll w swojej wspaniałej „Anekdote zur Senkung der Arbeitsmoral” („Anegdocie o obniżaniu etyki pracy”). Przyjaźń jest ważna, podobnie jak więzi rodzinne i te z regionem rodzinnym. Jego więzi ze Śląskiem i Polską. W wywiadzie z Gazetą Wyborczą w 2006r. powiedział m.in. – cytat „Czuję się Ślązakiem, to moja narodowość, to moja religia” – koniec cytatu. Poza tym Janosch, nawet jeśli prawie nie mówi po polsku, to przynajmniej według nazwisk ma polskie korzenie – cytat „W mojej rodzinie tylko nazwisko Eckert jest niemieckie. Pozostali moi dziadkowie nazywali się Piecha, Morawiec, Głodny. ” – koniec cytatu

Janos trzy dni temu skończył 90 lat i nadal jest aktywny. Jego plan, ogłoszony 10 lat temu, że chciałby wyłącznie podróżować i leżeć w hamaku, później podobno nie był dla niego tak atrakcyjny. Niech żyje i sto lat z kalafiorem, ziemniakami i ziarnami słonecznika.

2021-03-14 Wolfgang Petersen

Zwykle kojarzy się wielkie, skomplikowane, wystawne filmy, długie i naszpikowane wieloma międzynarodowymi gwiazdami, które kosztują miliony dolarów, i dobrze, jeśli przynoszą jeszcze więcej milionów, z reżyserami z obszaru anglojęzycznego, zasłużonymi i doświadczonymi w Hollywood, amerykańskimi reżyserami. Ale są też inni. Jeden z nich kończy dziś 80 lat i pochodzi z Niemiec: Wolfgang Petersen.

Reżyser, scenarzysta i producent filmowy urodził się 14 marca 1941 roku. Kiedy miał dziewięć lat rodzina przeniosła się do Hamburga. Będąc jeszcze w szkole, swoje pierwsze filmy kręcił powszechnie używaną wówczas kamerą ośmiomilimetrową. Potem przyszła praca jako reżyser, asystent reżysera i aktor, potem oficjalna szkoła aktorska, dyplom z teatrologii – a na koniec przeskok do akademii filmowej i telewizyjnej.

Wolfgang Petersen miał do czynienia z elementami w filmie, które trzymają w napięciu – jak w „Kriminaltango”, które usłyszeli Państwo przed chwilą – już na wczesnym etapie swojego życia zawodowego. W 1971 r. nakręcił kilka odcinków znanego serialu kryminalnego „Tatort”. W tym czasie do jego stałych współpracowników należeli już aktor Jürgen Prochnow i kompozytor Klaus Doldinger.

Ci dwaj – i oczywiście Wolfgang Petersen – stali się znani na całym świecie dzięki filmowi „Das Boot” („Okręt”), wielkiej produkcji, która była nominowana do sześciu Oscarów. Jürgen Prochnow zagrał dowódcę łodzi podwodnej, a Klaus Doldinger był odpowiedzialny za muzykę do filmu. Kolejną napisał do ekranizacji „Niekończącej się historii” Michaela Ende.

Wolfgang Petersen przeniósł się następnie do Hollywood, przeprowadził się do Los Angeles. Jego wielkie filmy opłaciły się w kasach kin i przyniosły mu dziewięć kolejnych nominacji do Oscara. Nakręcił między innymi „Troję”, „Posejdona”, „Gniew oceanu” i „Air Force One”.

Jego dzieło „Epidemia” z 1995 r. jest przytłaczające szczególnie w obecnej sytuacji. Na pewnym obszarze Zairu w Afryce toczy się wojna domowa, w którą zaangażowani są również żołnierze amerykańscy. To tutaj występuje straszliwa zaraza, która w ciągu kilku dni prowadzi do śmierci chorych. Pobierane są próbki krwi, a następnie wioska zostaje zniszczona specjalną bombą. Po latach epidemia pojawia się ponownie, jest to odmiana wirusa Ebola. Pojawia się również w USA, gdzie małe miasteczko w Kalifornii jest hermetycznie otoczone kordonem i obowiązuje tam godzina policyjna. Wirusolodzy szukają szczepionki i okazuje się, że wirus został opracowany przez wojsko USA jako broń biologiczna. Jedni chcą opracować antidotum, inni chcą dokładnie temu zapobiec. Oprócz fikcyjnej, celowo trzymającej w napięciu akcji, ukazania szpitali, kombinezonów ochronnych i innych środków, wydają się dziś bardziej swojskie niż kiedykolwiek wcześniej. Niestety.

Ale cieszmy się dniem i świętujmy urodziny w tych trudnych czasach. Wolfgang Petersen kończy 80 lat i nadal nie cichnie. Serdeczne gratulacje!

2021-03-14 Dzień liczby Pi

Trzy przecinek jeden cztery jeden pięć dziewięć dwa sześć pięć trzy pięć osiem dziewięć siedem dziewięć – i idzie to jeszcze dalej, o wiele dalej. Liczba, o którą chodzi dzisiaj u nas i na świecie, jest bowiem nieskończona. Chodzi o ludolfinę, liczbę Pi, która jest niezbędna do obliczenia powierzchni i obwodu koła.
Dziś, 14 marca, czternaście – trzy lub trzy – czternaście w formacie angielskim, upamiętnia się tę liczbę, która jest bardzo ważna dla matematyki i fizyki. Fanatycy posuwają się nawet tak daleko, że o godzinie pierwszej pięćdziesiąt dziewięć minut i dwadzieścia sześć sekund wznoszą toast. Niekoniecznie szampanem lub innymi napojami spożywanymi zazwyczaj w uroczystych chwilach, lecz ciastem. W języku angielskim Pi wymawia się jak ciasto – pie. I dlatego wypieka się ciasta i dekoruje motywami dotyczącymi liczby Pi.

Dodatkowo 14 marca jest powiązany z dwoma największymi fizykami wszechczasów. 14 marca 1879 roku, ponad 140 lat temu, w Ulm urodził się Albert Einstein. Jest twórcą szczególnej teorii względności i wynikającego z niej równania masy i energii według słynnego wzoru e równa się m c do kwadratu. Z tego tematu maturzyści na całym świecie niebawem będą testowani z fizyki, także o kształcie falowo-korpuskularnym światła. Nawiasem mówiąc, Einstein nie otrzymał nagrody Nobla w 1921 roku za teorię względności, ale za badania nad efektem fotoelektrycznym.
Trzy lata temu, 14 marca 2018 roku, zmarł w Cambridge astrofizyk, kosmolog i fizyk Stephen Hawking. Zajmował się naukowo głównie czarnymi dziurami i grawitacją kwantową. Był również dobry w wyjaśnianiu skomplikowanych zagadnień. Jego książka „A Brief History of Time” („Krótka historia czasu”) nie bez powodu znajdowała się na liście bestsellerów British Sunday Times przez 237 tygodni.
Jego badania i życie utrudniała mu nieuleczalna choroba, którą zdiagnozowano, gdy miał 21 lat. Tak zwane młodzieńcze stwardnienie zanikowe boczne uszkadza ruchowy układ nerwowy, prowadzi do paraliżu spastycznego, a później zaniku mięśni. Przeciętna przewidywana długość życia wynosi od trzech do dziesięciu lat, Hawking najwyraźniej miał wolno rozwijającą się wersję i żył z chorobą przez 55 lat. Został pochowany obok Izaaka Newtona i Karola Darwina.
Ponadto 14 marca i liczba Pi są związane z niektórymi wielkimi matematykami. Najważniejszy z nich, Archimedes, był wszechstronnym, nie czysto teoretycznym mózgiem, lecz bardzo praktycznym. Niezależnie od tego, czy chodziło o określenie masy, urządzenia do obrony miasta, czy śrubę do podnoszenia wody do nawadniania, wynalazł kilka rzeczy, które ułatwiły ludziom życie. W tym czasie określił Pi z wartością od trzech 1/7 do trzech dziesiątych siedemdziesiątych pierwszej, a więc dość dokładnie. Umarł właśnie zamyślony chodząc w kółko. „Nie przeszkadzaj moim okręgom”, miał powiedzieć, zanim zabił go rzymski żołnierz.
Jak mogli Państwo usłyszeć, koła nie zawsze są tak nieszkodliwe, jak wyglądają na lekcjach matematyki, chociaż uczniowie i tak wystarczająco dużo jęczą na temat kół, segmentów, obwodu i powierzchni, oraz liczby Pi. Niemniej jednak Pi należy uczcić przynajmniej raz w roku. Okrągłą szklanką z napojem i okrągłym jak koło ciastem.
Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego niedzielnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję zrealizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszania za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (bsc)

07.03.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 07.03.2021

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle w pierwszą niedzielę marca, przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście znowu z nami.

W dzisiejszej audycji:

– przedstawimy Państwu jedna z najbardziej znanych Niemek wszechczasów – MYSZ – i „Sendung mit der Maus”, która wyemitowana została po raz pierwszy dokładnie 50 lat temu, 7 marca 1971 roku,

– oraz kolejną nieznaną osobę, która stoi za interesującą przeczą – Franza Macka, producenta kolejek górskich.

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach

Jingle – wiadomości

***

Z okazji jutrzejszego Dnia Kobiet projekt „LernRaum“ Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu organizuje relaksujące warsztaty dla pań. Ich tytuł brzmi: „Kosmetyki naturalne – zrób to sam”. Warsztaty potrwają cztery godziny i odbędą się w czwartek, 11 marca o godzinie 16.30 na platformie MS Teams. Językiem zajęć jest język niemiecki, referentką jest Anna Kowolik. Warsztaty są bezpłatne, ale uprasza się o wcześniejsze zgłoszenie uczestnictwa pod adresem mailowym allenstein@lernraum.pl lub pod numerem telefonu 887–890–723.

***

„Kawiarenka pisarska, kreatywne pisanie do wypróbowania i na początek“ – tak brzmi tytuł serii seminariów organizowanych przez „Karpatenblatt”. „Karpatenblatt“ jest portalem online Związku Niemców Karpackich i magazynem Niemców na Słowacji. Pisanie ma wiele powodów – prywatnych i zawodowych. W ramach serii seminariów uczestnicy zapoznają się z językiem niemieckim i zyskają w ten sposób wyczucie i zrozumienie dla pisania. Impreza inaugurująca zaplanowana jest na 16 marca między godziną 17.00 i 19.00. Dalszych 9 seminariów odbędą się co kolejne dwa tygodnie do końca lipca i są luźno ze sobą powiązane. Udział jest bezpłatny, zgłoszenie następuje poprzez maila na adres anmeldung@karpatenblatt.sk. W przypadku pytań lub uwag prosimy pisać do menadżera do spraw kultury IfA Maximiliana Rößlera na adres roessler@ifa.de

***

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszłym tygodniu jak następuje: w piątek, 12 marca trzecia droga krzyżowa o godzinie 15.00 i w przyszła niedzielę 14 marca o godzinie 15.00. Obie msze odprawione zostaną w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-03-07 „Sendung mit der Maus“

Jedna z najbardziej znanych Niemek wszechczasów kończy dziś 50 lat. Nie, nie chodzi o Heidi Klum, Steffi Graf czy kanclerz Angelę Merkel. Pełni urząd dłużej niż Helmut Kohl i Angela Merkel razem wzięci i czyni szczęśliwymi ​​więcej ludzi ze wszystkich pokoleń niż większość gwiazd. Chodzi o MYSZ (mysz wielkimi literami) tę jedyną w swoim rodzaju pomarańczową mysz z brązowymi uszami, ramionami i nogami. A także o „Sendung mit der Maus”, („program z myszką”), który po raz pierwszy wyemitowano dokładnie 50 lat temu, 7 marca 1971 roku.

7 marca to musiała być niedziela, tak jak dzisiaj, MYSZ to niedzielne dziecko (szczęściarz), czas na „Sendung mit der Maus” był od początku w niedzielę rano. Od 2015 r. zaczyna się o 9:30 na ARD, a następnie o 11:30 na KiKA, kanale dziecięcym ARD i ZDF. Jeśli transmitowane są ważne wydarzenia, jest na ARD i wcześniej.

„Historie rozśmieszające i wyjaśniające dla początkujących telewidzów” – taki tytuł nosił program do 23 stycznia 1972 roku – ma, można powiedzieć, trzech ojców i jedną matkę. Siegfried Mohrhof, szef telewizji rodzinnej, Gert K. Müntefering, szef telewizji dziecięcej, Monika Paetow, redaktor w telewizji dziecięcej oraz Armin Maiwald, który od początku odpowiadał za historie objaśniające. Z „Historii myszki w sklepie” Isolde Schmitt-Menzel, jednej z pierwszych historii rozśmieszających, została wyjęta i animowana mysz, stając się tytułową bohaterką programu.

Ale co sprawia, że ​​ten program jest tak interesujący, że pokolenia oglądają go wspólnie? Że średni wiek widzów to 40 lat, chociaż jest to program przeznaczony dla dzieci w przedszkolu i szkole podstawowej? Że można go zobaczyć w stu krajach na całym świecie? Czy to sama MYSZ, której raz po raz towarzyszą od 1975 roku niebieski słoń a od 1987 roku żółta kaczka? Co przyciąga dzieci, rodziców i dziadków razem przed telewizor?

To mieszanka, koncepcja serialu. Z jednej strony historia rozśmieszająca z dowcipem i humorem, z drugiej historia wyjaśniająca, w której rzeczy i fakty są jasno i prosto wyjaśnione. Oznacza to: prosto dla dzieci, ale przez to także łatwiej do zrozumienia dla dorosłych, co tłumaczy wysoki odsetek starszych widzów. A pomiędzy nimi krótki filmiki z myszą dla relaksu. Nawiasem mówiąc, treść programu jest ogłaszana najpierw w języku niemieckim, a następnie w języku obcym, dzięki czemu widz może również oswoić się z obcymi dźwiękami.

O tym, jaki sukces odnoszą historie rozśmieszające z „Sendung mit der Maus”, świadczy fakt, że wiele z nich stało się znanych niezależnie i poza tym programem. Pierwszą znaną postacią jest mały kret, który pojawił się u myszy od 6 lutego 1972 roku. Potem pojawiły się historie Janoscha, takie jak „Och, jaka piękna jest Panama”, potem Kapitan Blaubär, mały niedźwiedź polarny czy owieczka Shaun. Do tych historii również należy Peter Lustig, który wraz z ptakiem-robotem Atze wyjaśniał technologie, a później miał swój własny program jako prezenter programu „Löwenzahn” („Mniszek”).

Wiele dzieci i młodzieży prezenterów historii wyjaśniających zna również z innych programów, na przykład z KiKa. Ralph Caspers i Clarissa Corrêa da Silva na przykład w „Wissen macht Ah!” („Wiedza robi Ah!”) czy Johannes Büchs w „Kann es Johannes?” („Czy Jan to umie?”) Do dziś niezmiennie w programie jest obecnie 80-letni Armin Maiwald, który udziela publiczności zrozumiałych odpowiedzi; na proste pytania – „Jak powstaje łańcuch?” na pozornie proste – „Jak powstają dziury w serze?” na trudne, takie jak „W co wierzysz?”

W przypadku historii wyjaśniających, oprócz krótszych materiałów wciąż powstają również specjalne programy. Przedstawienia miast lub państw, w tym w 2016 roku o Polsce, czy też materiał o życiu na pastwisku górskim. Bardziej obszerne tematy, takie jak budowa samolotu, są nawet prezentowane w wielu częściach. Airbus A321-100, którego konstrukcji towarzyszyła „Sendung mit der Maus”, ma nawet dwie myszy przy tylnych wyjściach. Mimo 50 lat i ponad 2000 audycji tematy są więc nadal różnorodne i zróżnicowane.

MYSZ i jej program są obecnie znane na całym świecie i kojarzone są z językiem niemieckim i z Niemcami. Do tego stopnia, że MYSZ reklamowała Niemcy w niemieckim pawilonie na EXPO 2000 w Hanowerze. Jako pluszowa zabawka wylądowała nawet w kosmosie z astronautą Alexandrem Geerstem na ISS. Dlatego Deutsche Bundespost (federalna poczta niemiecka) wydaje dla uczczenia dzisiejszych 50 urodzin specjalny znaczek. I – odpowiednio do wizyty myszy przed laty w fabryce pieniędzy – jest pamiątkowa moneta o nominale 20 euro. MYSZ ma swoje muzeum już od 3 października 2013 roku. Myszka dociera do ludzi w każdym wieku we wszystkich mediach i, jak już powiedziano na początku, sprawia im dużo frajdy. I miejmy nadzieję, że będzie to robić dla nas i dla Państwa jeszcze przez długi czas.

2021-03-07 Franz Mack i Rust

Nadal istnieją nieznani ludzie stojący za ciekawymi rzeczami, wynalazkami czy pomysłami. Za drobnymi i interesującymi rzeczami, takimi jak zamek błyskawiczny. Lub za dużymi i interesującymi rzeczami, takimi jak kolejka górska. Czy Państwo zastanawiali się kiedyś w wesołym miasteczku, kto faktycznie stoi za produkcją tych urządzeń dla przejażdżek? Prawdopodobnie nie. Właśnie dlatego dzisiaj przedstawimy Państwu jednego z nich, ponieważ urodził się dokładnie 100 lat temu w Waldkirch koło Freiburga. Nazywał się Franz Mack.

Prawie nikt tutaj w Olsztynie nie wie, gdzie dokładnie jest Waldkirch. Ale wielu uczniów z Olsztyna było już w miejscu śmierci Franza Macka, ponieważ miejscowość ta jest ściśle związana z jego długim i pełnym sukcesów życiem. Chodzi o Rust, najbardziej wysuniętą na południe gminę w regionie Ortenau, w połowie drogi między Offenburgiem a Freiburgiem. Każdy uczeń z Olsztyna, który uczestniczył w wymianie uczniowskiej ze szkołą partnerską w Offenburgu, wybrał się na jednodniową wycieczkę do Europa-Parku w Rust, który założył Franz Mack. I jeździeł tam na więcej niż jednej kolejce górskiej firmy Mack.

Firma założona przez Paula Macka w 1780 roku początkowo produkowała wozy i dyliżanse pocztowe. 100 lat później zbudowano wagon do transportu organów, co zapoczątkowało produkcję i dalszy rozwój wagonów dla właścicieli karuzel i cyrków. W 1920 roku firma Heinrich Mack GmbH rozpoczęła budowę urządzeń dla przejażdżek na targi. Dziś, jako Mack Rides GmbH, jest jednym z liderów na rynku rozwoju atrakcji w parkach rozrywki z obrotem przekraczającym 80 milionów euro rocznie.

Ale wracając do Franza Macka, który urodził się w roku, w którym ukończono pierwszą drewnianą kolejkę górską firmy. Po szkole podstawowej uczył się zawodu konstruktora wozów i nadwozi i zdobył aż tytuł zawodowy mistrza w swoim fachu. W 1958 roku wraz z dwoma braćmi przejął zarządzanie firmą Mack, która cieszyła się już dużym powodzeniem w USA. Niedługo wcześniej, w 1957 roku, powstał pierwszy prototyp „Dzikiej Myszy”, która jest rodzajem kolejki górskiej, którą można dziś spotkać we wszystkich wesołych miasteczkach.

Franz Mack był żonaty od 1948 roku do śmierci żony w 2004 roku, czyli przez ponad 50 lat. Ale nic więcej o ich życiu prywatnym nie można znaleźć, ani o nim ani o jego synu Rolandzie, poza szeregiem wyróżnień. Pozostali miejscowymi w regionach Breisgau i Ortenau, chociaż mają kontakty biznesowe z całym świeatem. Lista parków, w których znajdują się ich urządzenia do przejażdżek, przypomina światowy ranking parków rozrywki.

Jedno z czołowych miejsc na tej liście należy do największego parku rozrywki w Niemczech, Europa-Parku w Rust. Został on założony w 1975 roku przez Franza Macka i jego syna Rolanda, który studiował budowę maszyn, jest inżynierem i prowadzi park. Wspólnie go zaprojektowali, a Franz Mack pomógł zaprojektować wiele atrakcji, takich jak „ciemna kolejka górska” Eurosat i spinning coaster Euro-Mir. Nawiasem mówiąc: spinning coaster to kolejka górska, której wózki mogą obracać się poziomo.

Inne terminy techniczne nie są ważne, najlepiej udać się do Rust i wypróbować urządzenia do przejażdżek. Tam, w Europa-Parku, pomnik upamiętnia dziś Franza Macka, który zmarł 3 października 2010 r. Pomnik, który większość odwiedzających prawdopodobnie przeocza mając tam tak dużo zabawy i radości. Byłoby dobrze, gdyby zatrzymali się na chwilę i pomyśleli o nim, jako jednym z tych, którzy stoją za kolejkami górskimi, które sprawiają im tyle przyjemności.

Jingle – Wunschkonzert

I jak zwykle w pierwszą niedzielę miesiąca – koncert życzeń dla naszych jubilatów. Spojrzymy wstecz na jubilatów z lutego w mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach.

Nidzickie stowarzyszenie mogło pogratulować ośmiu swoim członkom, wśród nich 2. lutego Leon Pedyna skończył 95, jak też 2. i 3. Mariusz Pyszkowski i Urszula Kujawska każde 80 lat.

W Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej w Kętrzynie zanotowano pięciu jubilatów, między innymi Jana Dombowskiego z obecnie 91 latami, jak tez Jana Korsheinricha z 85 latami.

W Ełku w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Masuren“ cieszyć się mogło troje jubilatów, wśród nich dwoje kończących okrągłe 90 lat. 14. lutego trafiło się to Walterowi Barczewskiemu, a 17. lutego – Gerhardowi Kudrickiemu.

Sześć osób na swojej liście miało Stowarzyszenie Przyjaźni „Rosch“ w Piszu. Szczególnie podkreślić chcielibyśmy Ditmara Leymańczyka z już 81 latami, Hildegard Bogatz z 82 i Manfreda Solenskiego z 84 latami.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej “Warmia” w Lidzbarku Warmińskim pogratulować mogło pięciu, a stowarzyszenie niemieckie „Natangen“ w Górowie Iławeckim sześciu osobom, które świętowały rozpoczęcie nowego roku życia. W Lidzbarku cieszyć się mogła Urszula Olkowska z 70, a w Górowie Greta Lipczyńska z 87 latami.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ z Ostródy przesłało nam zestawienie z sześcioma jubilatami. Henryk Domin skończył tam 96, Elżbieta Preuhs 87, Elżbieta Szałwińska 85 a Oskar Piontkowski i Maria Szulc 84 lata.

Przyłączamy się do życzeń krewnych i przyjaciół, załączamy jeszcze życzenia wszystkiego dobrego, zdrowia i wiele radości w życiu i mamy dla Państwa piosenkę „Wenn die Elisabeth nicht so schöne Beine hätt“ w wykonaniu Siegfrieda Arno.

Anna: I to była pierwsza Allensteiner Welle w marcu 2021 roku, życzę Państwu jeszcze spokojnego, niedzielnego wieczoru i dobrego tygodnia!

Audycję zrealizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/apod)

28.02.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 28.02.2021

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle w ostatnią niedzielę lutego, przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

Przybliżymy Państwu postać kolejnego niemieckiego piosenkarza – tym razem jest to Ralf Bendix, w życiu prywatnym – Karl-Heinz Schwab, z jego jednoznacznie największym przebojem „Babysitter-Boogie“.
Poza tym wspomnimy człowieka ważnego dla wielu sportowców – Güntera Masta i opowiemy Państwu, jak reklama trafiła na koszulki sportowców.
To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

W przyszły wtorek, 2 marca o godzinie 18.00 odbędzie się spotkanie stolika niemieckiego online, na które zaprasza Niemieckie Stowarzyszenie Przyjaźni, w skrócie DFK, z centrum w Opolu. Dotąd organizowane wspólnie przez DFK i Instytut Stosunków Zagranicznych spotkania odbywały się w świecie rzeczywistym, teraz to wszystko odbędzie się na platformie internetowej Zoom. Link do spotkania, jego numer identyfikacyjny i hasło znajdą Państwo na profilu młodzieży w Olsztynie na Facebooku, na którym będą informacje o spotkaniu. Zajrzyjcie Państwo i porozmawiajcie po niemiecku.

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszłym tygodniu jak następuje:

W piątek, 5 marca trzecia droga krzyżowa o godzinie 15.00 w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie,
Oraz w przyszła niedzielę, 7 marca o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach.
Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-02-28 Ralf Bendix

Dwa tygodnie temu, w ostatnią niedzielę karnawału, przedstawiliśmy Państwu piosenkarza, który odniósł jedyny sukces, który mógł dobrze „sprzedawać“ w czasie ogólnej i wymuszonej wesołości. Teraz rozpoczął się czas postu i zanurzamy się w smutniejszym czasie przed Wielkanocą oraz w walkę z koronawirusem.

Jednak nawet jeśli taniec i większe świętowanie są zabronione, nie damy sobie odebrać przebłysków humoru, nawet jeśli jest to typowo pogodny i czasami trochę płytki humor lat 50. i 60. XX wieku w Republice Federalnej Niemiec. Był to czas rozkwitu, później cudu gospodarczego – tu nie chodziło o dogłębne, nurtujące filmy czy muzykę.

Jeden z bardziej znanych głosów dobrego nastroju z tych lat usłyszeli Państwo właśnie w jego największym szlagierze „Babysitter-Boogie“. Jego nazwisko to Ralf Bendix, w życiu prywatnym – Karl-Heinz Schwab. Późniejszy piosenkarz szlagierów, producent, kompozytor i autor tekstów studiował prawo i gospodarkę narodową i doprowadził to do stopnia doktora nauk politycznych. Później był szefem biura amerykańskich linii lotniczych Trans World Airlines w Düsseldorfie. I to nawet jeszcze wtedy, kiedy już śpiewał szlagiery. Grał na gitarze w klubie jazzowym; pierwsze sukcesy jego quasi oficjalnej kariery przypadają na czas od 1955 roku,; grał także w filmach.

Jego „Babysitter-Boogie“ wyprodukowane zostało dokładnie 60 lat temu, 28 lutego 1961 roku. Jest to cover utworu „Baby sittin´ Boogie“ Johnny Parkera, autorem niemieckiego tekstu jest Joachim Relin. Chodzi w nim o – wtedy właściwie całkowicie nie do uwierzenia – męskiej opiekunki do dzieci podczas zmiany pieluch. Jako odtwórcy płyty podani są Ralf Bendix i Mała Elisabeth. Mała Elisabeth, dziecięcy głos w piosence, to wtedy niespełna roczna córka producenta Hansa Bertrama, który oprócz innych gwiazd iał kontrakt także z Tonym Holidayem, którego przedstawiliśmy Państwu dwa tygodnie temu. Singiel utrzymywał się przez pół roku na liście Top 50 i nagrodzony został złotą płytą za 500.000 sprzedanych egzemplarzy.

Potem ukazały się mniej odnoszące sukcesy piosenki, potem Ralf Bendix w połowie lat 60. Brał udział w znanej audycji telewizyjnej „Einer wird gewinnen“ u boku Hansa-Joachima Kulenkampffa. Zupełnie inną stronę swojej pracy ukazał za pomocą tłumaczeń amerykańskich pieśni gospel na język niemiecki, co z pewnością ani językowo ani muzycznie nie było łatwym zadaniem – a także mało docenianym publicznie.

Jako producent i poszukiwacz talentów Ralf Bendix dowiódł natomiast, że ma „złoty nos” i pewną rękę. Jedno z jego odkryć jest bowiem znane na całym świecie jako największy wykonawca niemieckiej muzyki ludowej – Heino. Na pewno wielu z Państwa, drodzy słuchacze, ma w pamięci występ Heino podczas 4. Festiwalu Kultury Mniejszości Niemieckiej w Polsce we wrocławskiej Hali Stulecia w roku 2012.

Ralf Bendix zmarł w roku 2014 w wieku 90 lat, jednak jego praca jako opiekun Małej Elisabeth i jej wyśmiane „Boogie“ są nadal żywe, od już dokładnie 60 lat.

2021-02-28 Reklama na koszulkach

Dziesięć lat temu, 28 lutego 2011 roku, zmarł w wieku 84 lat menadżer Günter Mast. Dla wielu ludzi jest to nieznane nazwisko, ale Günter Mast jest dla wielu znanych osób bardzo ważną postacią. Chodzi o najważniejszą sprawę na świecie – piłkę nożną. I najważniejszą nieistotną sprawę na świecie – pieniądze.

Günter Mast urodził się 4 lipca 1926 roku w Brunszwiku i wokół tego miasta kręci się wszystko w związku ze wspomnianym kontaktem z piłką nożną. W 1952 roku, po ukończeniu studiów ekonomicznych, wstąpił do firmy swojego wuja Curta Masta, został prezesem i w 1987 roku prezesem zarządu. Curt Mast był handlarzem win i producentem octwu, który eksperymentował także z likierami. Jego pół gorzki likier, jego nazwa, etykieta i głowa jelenia Huberta zostały zastrzeżone jako znaki towarowe. Likier ziołowy stał się najbardziej znanym produktem firmy Mast-Jägermeister.

Günter Mast stał się znany jako sponsor klubu piłkarskiego Eintracht Braunschweig i dzięki reklamie swojego najważniejszego produktu w mediach i sporcie zawodowym.

Reklamy na bandach były znane już wcześniej, nierzadko piłkarze czy sportowcy innych dyscyplin przewracali się przez plakaty na skraju boiska. Jednak Günter Mast chcial zrobić jeszcze coś innego: chciał zmienić zakaz reklam na koszulkach, który obowiązywał w niemeickiej Bundeslidze. Dozwolone były mianowicie jedynie emblematy klubów o wysokości maksymalnie 14 centymetrów.

W styczniu 1973 rku, 10 lat po wprowadzeniu Bundesligi, w meczu Entrachtu z Brunszwiku przeciwko Kickers Offenbach, gracze mieli wbiec na boisko z głową jelenia na koszulkach. Obrazek był jednak zbyt duży i był uważany za reklamę, nawet jeśli nie podano nazwy firmy. Ówczesny sędzia Walter Eschweiler – przy okazji: jeden z najbardziej znanych sędziów Niemiec i świata– zagroził odwołaniem meczu.

W związku z tym członkowie Eintrachtu Brunszwik zagłosowali i zmienili ich dotychczasowe godło, lwa, na jelenia. Emblemat kluby trafił w przepisowej wielkości na koszulki i 24 marca 1973 roku przeciwko Schalke 04 gracze stali z nim na boisku. Oficjalnie sponsorzy na koszulkach dopuszczeni zostali przez Niemeicki Związek Piłki Nożnej w listopadzie 1973 roku; odtąd są w niemieckiej piłce nożnej niezastąpieni, również związane z tym pieniądze. I to obowiązuje nie tylko w Niemczech. Jedna jedyna drużyna w międzynarodowej zawodowej piłce nożnej broniła się przed tym stanowczo jeszcze 10 lat temu: FC Barcelona.

Sponsoring zmienił grę, stała się ona ekonomią. W latach 50. ówczesny mistrz Niemiec 1. FC Nürnberg, zagrał za dwie skrzynki jabłek mecz z okoliczną drużyną. Jeszcze w 1971 roku w wielkim skandalu w Bundeslidze zawodowcy sprzedawali mecze za jedyne kilka tysięcy marek niemieckich. Suna, za którą dzisiejsze gwiazdy nie wstałyby z łóżka. Pensje rosły, rosło zainteresowanie mediów, sport stał się – nawet jeśli najpiękniejszą – to jednak sprawą drugorzędną.

Na marginesie: to że Günter Mast od 1983 do 1986roku jako sponsor był także prezydentem Eintrachtu Brunszwik, wtedy wydawać się mogło jeszcze czymś szczególnym. Dzisiaj darczyńcy zasiadają jako osoby w zarządach, jako firmy w nazwach klubów – z tego wyłączone są wyraźnie kluby z tradycją – i w międzyczasie także w nazwach stadionów. Tradycja i uziemienie giną, czy to we Frankfurcie ze Stadionem Leśnym, w Norymberdze ze Stadionem Frankońskim, czy w Gelsenkirchen ze Stadionem Parkowym.

Puszka Pandory, jeśli potraktujemy to negatywnie, została otwarta i nie da się już zamknąć. Bez sponsorów niewiele się da, a znalezienie drogi środka między sportem, pieniędzmi i własną tożsamością nie jest łatwe. Jednym z pierwszych kroków był zakaz reklam na koszulkach w 1973 roku. To co rozpoczął Günter Mast, wymknęło się spod kontroli w postaci pensji graczy. Jak powiedziano na początku: dla wielu znanych ludzi był on bardzo ważną osobą.

Anna: I ot była ostatnia Allensteiner Welle w lutym 2021 roku, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/apod)

21.02.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 21.02.2021 Dzień Języka Ojczystego

„Iloma językami mówisz, tylekroć jesteś człowiekiem”. To bardzo dobrze znany cytat wielkiego niemieckiego poety Johanna Wolfganga von Goethego, który w swoim czasie podróżował po niektórych językowych regionach Europy. Dziś pracodawcy, doradcy zawodowi czy Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Edukacji, Nauki i Kultury UNESCO wyrażają to inaczej. Mówią o wielojęzyczności jako o kluczowej kompetencji, aby odnieść sukces zawodowy i móc dobrze żyć z innymi ludźmi w zglobalizowanym świecie.

Jednocześnie jednak człowiek powinien umieć dobrze wypowiadać się w swoim własnym języku. Przypomina o tym Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego, który UNESCO obchodzi dzisiaj po raz dwudziesty drugi. Jego cel: wspieranie różnorodności językowej na całym świecie oraz między innymi nauczania wielojęzycznego. Ponieważ nie zawsze, a właściwie coraz rzadziej, jest na ziemi tak, że w jednym państwie mieszkają tylko ludzie jednego języka ojczystego i jednej narodowości.

W samej Europie Federalna Unia Europejskich Narodowości reprezentuje jako organizacja związkowa ponad 100 organizacji autochtonicznych mniejszości narodowych, narodowości i społeczności językowych z 35 krajów. Jaka różnorodność językowa tkwi w tym i jednocześnie, w skrajnym przypadku, jaka polityczna mieszanka wybuchowa, pokazuje przykład muzyka Gorana Bregovicia, Zrzesza w sobie wszystkie grupy etniczne i językowe byłej Jugosławii, które tak zaciekle walczyły między sobą w latach 90. XX wieku.

A propos mieszanka wybuchowa: Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego powstał w 1999 r. dla upamiętnienia 21 lutego 1952 r. Policjanci zastrzelili wtedy kilku uczestników demonstracji przeciwko decyzji rządu pakistańskiego o uczynieniu urdu jedynym językiem urzędowym. Ponieważ urdu posługiwało się tylko 3% populacji, a we wschodnim Pakistanie mówiono praktycznie tylko w języku bengalskim, doprowadziło to do ucisku tej części kraju, a 50 lat temu, w 1971 roku, do secesji – tak powstał Bangladesz.

Inne spojrzenie poza horyzont europejski ukazuje pozytywny wymiar problemu językowego: pewien afrykański dyplomata stwierdził kiedyś, że z powodu różnych języków plemiennych ma zarówno język ojczysty, jak i matczyny, i że musiał nauczyć się francuskiego jako języka urzędowego, a ponadto jeszcze innych języków. Dla pokojowego współistnienia.

Wprawdzie tutaj w województwie warmińsko-mazurskim, w byłej południowej części Prus Wschodnich, żaden język nie jest aktualnie zagrożony, nie grozi separacja terytorialna, współistnienie większości i mniejszości funkcjonuje, mimo to należy uważnie obserwować, jak traktuje się języki mniejszości narodowych i etnicznych w regionie oraz gwary, które tu istniały i istnieją.

Nawet jeśli  język niemiecko jako całość na pewno nie wymiera szybko, nie wolno nie zwracać uwagi na jej spadek jego znajomości w szeregach mniejszości niemieckiej w regionie. Potrzebne jest wspólne zaangażowanie, nauka języka niemieckiego jako mniejszościowego, mówienie językiem ojczystym i regularne kontakty z nim u siebie w domu, żeby nie zniknął on tutaj z regionu.

Die ZEIT

Dokładnie 75 lat temu, 21 lutego 1946 r., ukazało się w Hamburgu pierwsze wydanie ogólnokrajowego niemieckiego tygodnika „Die ZEIT”. Nakład wynosił 25.000 egzemplarzy, liczył on osiem stron i kosztował 40 fenigów. Do dziś jest jedną z najbardziej znanych gazet w Niemczech obok „Spiegel”, „Süddeutsche Zeitung” i „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Po zakończeniu II wojny światowej istniejące gazety, podobnie jak wszystkie niemieckie media, zostały zdelegalizowane przez zwycięskie mocarstwa. Później pod kierunkiem okupantów ukazywały się tzw. gazety grup wojskowych, które dotyczyły przede wszystkim informacji, reedukacji i odbudowy. Z tych gazet wyłoniły się niektóre z dzienników, które istnieją do dziś, takie jak „Berliner Zeitung” w ówczesnej sowieckiej strefie okupacyjnej oraz „Frankfurter Rundschau” i „Süddeutsche Zeitung” w strefie amerykańskiej.

W trzecim kroku zatwierdzono nowe niemieckie gazety licencjonowane. Różnica polegała na tym, że te gazety były ponownie wydawane przez Niemców i byli oni za nie odpowiedzialni. Jedna z pierwszych licencji w strefie amerykańskiej trafiła do „Frankfurter Allgemeine Zeitung” 1 sierpnia 1945 r., a następnie „Die ZEIT” został – cytat „opublikowany na licencji nr 6 rządu wojskowego” koniec cytatu – na terytorium okupowanym przez Brytyjczyków.

Licencja była absolutnie konieczna do wydawania gazety. Z jednej strony zapobiegało to niekontrolowanemu zakładaniu gazet, a z drugiej – powstrzymywało dziennikarzy i wydawców, którzy pracowali w okresie narodowego socjalizmu. Licencję można było łatwo cofnąć, a zatem nadawała się do dyscyplinowania i kontrolowania redaktorów i wydawców. U francuskich aliantów obowiązywała do 1947 roku cenzura „z góry”, podczas gdy w brytyjskich i amerykańskich urzędach gazety musiały zostać pokazane oficerom prasowym do cenzury następczej. 21 września 1949 roku w Niemczech Zachodnich wydano licencję generalną, więc każdy, kto miał wystarczające fundusze, mógł założyć gazetę.

W tym czasie ważne były osobistości, którym pozwalano zakładać gazety: tacy jak Joseph E. Drexel z „Nürnberger Nachrichten” w 1945r., Axel Springer z jego wydawnictwem w 1946r. czy Gerd Bucerius i jego koledzy z „Die ZEIT”. Licencja została wydana 14 lutego 1946 r., a pierwszy numer – tydzień później.

W pierwszym okresie ówczesny redaktor naczelny Richard Tüngel kierował „Die ZEIT” konserwatywnie, m.in. wzywając do ponownego uzbrojenia Republiki Federalnej Niemiec, co było wówczas bardzo kontrowersyjne. W 1955 r. w redakcji doszło do sporów. Gerd Bucerius był potem jedynym wydawcą, a profil polityczny gazety jest do dziś uważany za liberalny lub lewicowo-liberalny.

Osobą, która wywarła silny wpływ na „Die ZEIT”, była Hrabina Marion Dönhoff. Urodzona w Prusach Wschodnich niedaleko Królewca ekonomistka do dziś uważana jest za jedną z najważniejszych publicystek okresu powojennego w zachodnich Niemczech. Od początku była częścią zespołu redakcyjnego „Die ZEIT” – jej pierwszy tekst ukazał się w piątym wydaniu w marcu 1946 roku. Później była redaktorką naczelną „Die ZEIT” od 1968 do 1972 roku, wspierając wówczas politykę wschodnią Willy’ego Brandta. Od 1972 roku do swojej śmierci była jednym z wydawców tygodnika, podobnie jak były kanclerz Niemiec  Helmut Schmidt.

Obecnie „Die ZEIT” ma nakład prawie 550.000 egzemplarzy i zasięg 1,7 miliona czytelników. Tygodnik również dobrze poradził sobie z przejściem do nowych mediów, gdzie można go subskrybować jako Zeit Online na zeit.de. Według statystyk w styczniu 2019 roku serwis osiągnął ponad 75 mln odwiedzin.

Między licencją na 8-stronicową gazetę papierową a ofertą w Internecie o znacznie szerszym zakresie minęło zaledwie 75 lat. Jak tylko kilka innych gazet, „Die ZEIT” zapisywał historię Niemiec. Ciekawe, dokąd ta droga dalej  poprowadzi.

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze pięknego, spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna.

14.02.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 14.02.2021

Anna: Serdecznie witamy w Allensteiner Welle w połowie lutego, przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

Porozmawiamy o jednym z tragicznych wydarzeń w historii Niemiec – epidemii dżumy, która nawiedziłą kraj w XIV wieku, i o jej skutkach.
Poza tym pozostaniemy w nastroju karnawałowym i przybliżymy Państwu dwóch artystów: Tony’ego Holidaya i jego hit „Tanze Samba mit mir“
oraz Den Graf z jego grupą Unheilig i „Geboren, um zu leben“.
To wszysto usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszłym tygodniu:

– w środę, 17 lutego – w Środę Popielcową – o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach,

– w piątek, 19 lutego – pierwsza droga krzyżowa o godzinie 15.00 w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie

-oraz w przyszłą niedzile, 21 lutego o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach, o godzinie 14.00 w Biskupcu oraz o godzinie 17.00 w Reszlu.

Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-02-14 Dżuma

Właśnie przechodzimy przez trudną sytuację związaną z koronawirusem, jego różnymi mutacjami oraz strategiami zamykania i otwierania życia publicznego. Ale te działania nie są nowe – podobnie jak poszukiwanie winnych, kozłów ofiarnych i spisków.

Kiedy w XIV wieku dżuma rozprzestrzeniała się na północ z portów francuskich, takich jak Marsylia, czy z Włoch, w latach 1347-1357 zmarła około jedna trzecia populacji europejskiej. We Włoszech w XVI wieku pewien lekarz podjął pewne działania, aby zapobiec ponownym ofiarom. Te są ponownie podejmowane ze względu na skuteczność w tamtym czasie: odległość, maski, kwarantanna, higiena. To, czego wtedy nie było, to nowoczesna medycyna i szybki rozwój szczepionek.

Ale jak ludzie wyjaśniali sobie zarazę wtedy w XIV wieku? Zanieczyszczeniem powietrza, zatruciem studni – i to miała być wina miejscowej ludności żydowskiej, która zawsze była w opinii sąsiadów odpowiedzialna za wszelkie zło. Rezultatem były tzw. pogromy dżumowe w latach 1348-1351. Spowodowały one najgorsze prześladowania Żydów przed Holokaustem, a w wielu miastach zniszczenie całych gmin żydowskich. W Norymberdze było to ponad 500 osób, a w Walentynki 1349r. w Strasburgu – 2000.

Głosem rozsądku był papież Klemens VI, który wzywał do ochrony Żydów. Oni sami zostali dotknięci dżumą i były kraje, w których szalała dżuma, ale nie mieszkali Żydzi. To tyle, jeśli chodzi o logiczne argumenty papieża, które pozostały bez echa podczas planowanej burzy antysemitów. Planowanej – bo wtedy, podobnie jak w XIX i XX wieku, tzw. „gniew ludu” był złą wymówką. Również w Strasburgu.

Władze miasta były odpowiedzialne za ochronę Żydów, którzy byli ważni dla handlu i gospodarki w mieście i poza nim w regionie. Płacili też dużo pieniędzy jako podatek i za ochronę, jak było to w zwyczaju w tamtym czasie. Burmistrzowie sprzeciwili się plotkom o zatruciu studni i chronili dzielnicę mieszkalną Żydów.

Więc to byli ludzie, których trzeba było usunąć z drogi. Przeciwko nim były m.in. rodziny szlacheckie, które 15 lat wcześniej utraciły władzę nad miastem, cechy i część rycerzy, sług i obywateli, wiejska szlachta alzacka i biskup Strasburga. Już miesiąc wcześniej zainteresowane grupy zadecydowały na spotkaniu regionalnym, że chcą się pozbyć Żydów. Chodziło jeszcze tylko o to, „jak”, a burmistrzowie stanęli na przeszkodzie. Bunt rzemieślników na krótko przed Walentynkami stworzył idealne warunki do pogromu – obrońcę Żydów zdymisjonowano.

Sam makabryczny akt opisany jest bardzo krótko. 14 lutego 1349 r. to był piątek. Wieczorem zaczął się szabat, więc rodziny żydowskie tradycyjnie zasiadły do wieczerzy i w ten sposób łatwo było je otoczyć. Zostali zabrani na miejsce ich zabójstwa. Był tam drewniany dom, w którym żywcem palono Żydów. Mówi się, że płonął przez sześć dni.

Zwykli ludzie, biedacy z miasta, którzy nie mieli nic do decydowania, nie byli w to zaangażowani. Nie brali udziału ani w zamieszkach, ani w morderstwie. Winili ich wtedy później ci, którzy sami na tym skorzystali: cechy, które otrzymały majątek Żydów, obywatele, arystokraci, władcy ziemscy i biskup, którego weksle zostały zniszczone. Aby się wybielić, aby się uniewinnić, odciążyć…

A kto dziś winiony jest za epidemię? Wiemy, jak choroba się rozprzestrzenia, co możemy zrobić, żeby wirus nas nie dopadł. Mamy zasoby i wiedzę naukową, które nam w tym pomagają, których wcześniej nie było. A jednak, podobnie jak prawie 700 lat temu, istnieją szeroko rozpowszechnione teorie na temat tego, kto za tym stoi, kto ponosi winę gdy coś nie działa… Czy uczymy się z historii? Jest nadzieja.

2021-02-14 Tony Holiday

„Jest karnawał, wiwat dla karnawałowej pary książęcej, wiwat, zgiełk, radość i wszystko jest cudowne” – to początek piosenki zespołu Spider Murphy Gang z Monachium, która właściwie nie miała wiele do czynienia z karnawałem. W tym roku radości i zgiełku nie będzie wiele, ponieważ koronawirus uniemożliwia huczną wesołość milionów ludzi w Kolonii, Düsseldorfie, Moguncji i innych miejscach, w które zwykłe przyjeżdżają świętować.

Karnawał to także czas pieśni, za pomocą których piosenkarze odnieśli jedyny wielki sukces. Jest „Polonez z Blankenese” Gottlieba Wendehalsa, który powinien rozpoczynać się zgodnie z tekstem „dużymi krokami”. Są piosenki do śpiewania i kołysania się, które do dziś pojawiają się na imprezach – chociaż „Schunkeln” jest czymś typowo niemieckim i słowem, którego nie można przetłumaczyć [nawet kołysanie się nie do końca pasuje – uwaga tłumacza]. Właśnie usłyszeli Państwo pasującą do tego tematu piosenkę: „Tanze Samba with mit mir” (Zatańcz sambę ze mną) z 1977 roku.

Jest to – co typowe dla większości hitów lat 70. – zniemczenie tytułu obcojęzycznego. Podczas gdy znaczna część tytułów zaczerpnięta została z języka angielskiego, „Tanze Samba mit mir” pierwotnie śpiewała włoska piosenkarka Raffaella Carrá, która później przez wiele lat odnosiła sukcesy jako prezenterka we włoskiej telewizji. Z niemiecką wersją piosenkarz Tony Holiday odniósł sukces i zajął 4 miejsce jako najwyższy ranking w okresie 22 tygodni.

Tony Holiday to – i to też jest typowe dla tego biznesu – pseudonimem i, jak to zwykle wtedy bywało, anglojęzycznym pseudonimem, za którym ukrywał się niemiecki piosenkarz. W tym przypadku nazywał się on Rolf Peter Knigge i urodził się 24 lutego 1951 roku w Hamburgu. Zanim trafił do biznesu muzycznego, był handlarzem tekstyliami i projektantem mody. W 1974 roku otrzymał swój pierwszy kontrakt nagraniowy z Hansem Bertramem, który jako producent miał już pod swoimi skrzydłami Roya Blacka i Chrisa Robertsa, a także nagrywał pierwsze płyty tzw. Chórów Fischera.

Większość z ok. 25 singli Tony’ego Holidaya odniosła znacznie mniejszy sukces. Jedynym singlem, który sprzedał się dość dobrze, był w 1980 roku „Nie mehr allein sein” (Nigdy więcej sam) na melodię słynnego na całym świecie „Sun of Jamaica”. Niemniej jednak Tony Holiday był gościem wielu programów telewizyjnych w latach 80. i kontynuował wydawanie płyt do 1988 roku. Rolf Peter Knigge alias Tony Holiday zmarł 14 lutego 1990 roku, dokładnie 21 lat temu, w wyniku AIDS. Jednak jego „Tanze Samba mit mir” wciąż unosi się nad parkietami i scenami wielu imprez i wydarzeń.

2021-02-14 Unheilig

Zabawna, wesoła muzyka odpowiednia do tańca jest częścią karnawału, aby wprowadzić ludzi w radosny nastrój raz jeszcze przed Wielkim Postem. Zanim pożegnamy mięso, co dosłownie oznacza Kar Neval, do Środy Popielcowej powinno mieć miejsce jeszcze huczne świętowanie i taniec. Ale w tych czasach, po karnawale i później przez następne siedem tygodni do Wielkanocy, znacznie poważniejsze dźwięki są częścią codziennego życia.

Szukając piosenki, która z jednej strony oddaje ten nastrój, a jednocześnie może dać nadzieję, która może Państwa i nas przenieść przez ten trudny czas, trafiliśmy na piosenkę, którą właśnie usłyszeliście. Nazywa się „Geboren, um zu leben” (Urodzony, aby żyć) i jest piosenką zespołu Unheilig (nie-święty) z jej wokalistą Der Graf (hrabia). Skierowana jest do osoby, która była ważna dla autora tekstu i opowiada o stracie i nowej nadziei.

Dzięki tej i wielu innym piosenkom Unheilig, wraz z innymi znakomitymi artystami, takimi jak Herbert Grönemeyer i Peter Maffay, przyczynili się do tego, że dziś w Niemczech sprzedaje się więcej płyt z niemieckimi tekstami niż anglojęzycznych. Zjawisko, które niestety nie przeniosło się na programy stacji radiowych, gdzie odsetek piosenek niemieckojęzycznych jest nadal niski.

Der Graf to pseudonim sceniczny frontmana i autora piosenek Unheilig. Wraz z Atze Schröderem jest jednym z najbardziej tajemniczych artystów w Niemczech. Ani jego nazwisko, ani jego data urodzenia nie są znane. Pytanie brzmi: czy to naprawdę takie ważne? Wiadomo, że jąkał się jako dziecko, że zaczął kształcić się na technika dentystycznego, a skończył jako akustyk aparatów słuchowych. To nie przypadek, że w swoim zaangażowaniu społecznym od 2012 roku jest ambasadorem Fundacji Hear the World, która poświęca się tematowi słuchu i edukuje ludzi na temat niedosłuchu. Od 2010 roku swoją kampanią „Die Grafschaft” (hrabstwo) wspiera stowarzyszenie Herzenswunsch (życzenie serca) w Münster dla ciężko chorych dzieci, które w ten sposób uszczęśliwia.

Ale jeszcze więcej osób uszczęśliwił za sprawą swojej muzyki z grupą Unheilig. Tylko na pożegnalnym koncercie 10 października 2016 r. w Rheinenergiestadion w Kolonii, z którego pochodzi nagranie „Geboren um zu leben”, było ich kilkadziesiąt tysięcy. Album „Große Freiheit” (wielka wolność) z 2010 roku ma w Niemczech status 9 platynowych płyt, czyli został sprzedany ponad 1,8 miliona razy. Przez 23 tygodnie, a więc dłużej niż każdy inny, był na pierwszym miejscu na niemieckich listach albumów.

Unheilig zostało założone w 1999 roku przez Der Graf i dwóch kolegów. Pierwszym albumem był „Phosphor” (fosfor) w 2001 roku, po drugim „Frohes Fest” (wesołych świąt) z 2002 roku Der Graf odszedł od reszty zespołu, producenta i wytwórni i kontynuował karierę jako artysta solowy. Styl muzyczny należał bardziej do tzw. czarnej sceny, zespół występował m.in. na spotkaniach wave-gotik. Z biegiem czasu muzyka rozwijała się na płytach takich jak „Goldene Zeiten” (Złote czasy) i „Puppenspiel” (teatr lalek) z elementami rocka, a później popu, która wprowadziła Unheilig w zakres zainteresowania szerszej publiczności. Ostatecznie stało się to 19 lutego 2010 roku z „Große Freiheit” i wydanym później singlem „Geboren um zu leben”.

W 2014 roku Der Graf ogłosił, że chce zakończyć projekt Unheilig, singiel z wydanego wówczas albumu nieprzypadkowo nosi tytułu „Zeit zu gehen” (Czas odejść). Koniec przyszedł wraz z ostatnią trasą koncertową latem 2016 roku z ostatnim koncertem w Kolonii. I z tego koncertu będą mogli Państwo teraz usłyszeć „Geboren um zu leben” – śpiewają Unheilig, Der Graf i dziesiątki tysięcy widzów, którzy, miejmy nadzieję, przeniosą Państwo i nas dalej przez obecną niełatwą sytuację.

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze pięknego, spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję zrealizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/bsc)

07.02.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 07.02.2021

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle w pierwszą niedzielę lutego, przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W audycji

–       Porozmawiamy na temat praw wyborczych kobiet w Szwajcarii – tam kobiety po raz pierwszy mogły wziąć udział w głosowaniach dopiero w 1971 roku

–       Oraz pierwszych kroków człowieka na Antarktydzie 7 lutego 1821 roku – chociaż ten jubileusz nie jest stuprocentowo pewny.

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.
Jingle –  wiadomości

Projekt „LernRaum“ kontynuowany będzie w roku 2021. W przyszłym tygodniu odbędzie się pierwszy wykład online na temat „Przekleństwa i wulgaryzmy w języku niemieckim”. Wygłosi go profesor Joanna Szczęk. Wykład odbędzie się na platformie MS Teams  11 lutego od godziny 17.00 do 20.00. Językiem wykładowym jest język niemiecki. Prosimy o zgłaszanie udziału pod adresem mailowym allenstein@lernraum.pl lub pod numerem telefonu 887–890–723 u organizatorki „LernRaum” w Olsztynie Martyny Chrzanowskiej.

****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszłą niedzielę, 7 lutego – Walentynki – o godzinie 15.00 w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2021-02-07 Prawo wyborcze kobiet w Szwajcarii

„Panowie i panie! Po raz pierwszy w Niemczech kobieta może przemawiać do ludzi w parlamencie  jako wolna i równa […] kobiety mają dziś przynależne im prawo obywatela kraju, do którego są uprawnione […]. to, co zrobił ten rząd, było oczywistością: dał ​​kobietom to, czego do tej pory niesłusznie im odmawiano ”. Tak brzmiał fragment przemówienia Marie Juchacz, pierwszej posłanki niemieckiego Reichstagu, która zabrała tam głos. Było to 19 lutego 1919 roku.

Podczas gdy po I wojnie światowej w państwach takich jak Republika Weimarska, II Rzeczpospolita, Węgry, nowo powstała Czechosłowacja, Holandia, Luksemburg, Austria czy Dania kobiety mogły głosować i być wybierane, we Francji i Belgii  czekać misiano aż do końca II wojny światowej. Po 1948 roku pozostało jedno państwo europejskie, w którym kobietom nie wolno było głosować: Szwajcaria.

Trwało aż do 7 lutego 1971 r., od dzisiaj 50 lat temu, że wspomniana przez Marie Juchacz oczywistość pełnych praw obywatelskich stała się faktem dla ​​kobiet w Szwajcarii na szczeblu krajowym. Ale dlaczego było to w Szwajcarii aż tak trudne? Jakie były powody tak długiej zwłoki?

Jednym z ważnych powodów jest z pewnością szwajcarski system polityczny. Projekt ustawy na każdym szczeblu wymaga tzw. Volksmehr, czyli większości głosów uprawnionych do głosowania, a to oznaczało wówczas tylko mężczyzn. Na poziomie krajowym, jeśli chodzi o kwestie konstytucyjne, projekt ustawy wymaga dodatkowo tzw. Ständemehr, czyli większości kantonów głosujących za. Nie wystarczy więc mieć więcej niż połowę wszystkich głosów; większość głosów musi być osiągnięta w ponad połowie kantonów.

Ponadto w konstytucji federalnej z 1848 r. prawo wyborcze wiązało się z czynną służbą wojskową. Każdy obywatel szwajcarski jest zobowiązany do odbycia służby wojskowej – a każdy, kto tego nie zrobi, jest wykluczony z aktywnego obywatelstwa. W rezultacie kobiety zostały automatycznie wykluczone. Jednak stało się to bardziej skomplikowane i już nie tak jasne, gdy kobiety mogły być czynne w wojskowej służbie kobiet od 1939 r. i miały być zobowiązane do pracy w służbie obrony cywilnej od 1957 r.

Już w 1918 roku miały miejsce dwa projekty dotyczące  prawa wyborczego dla kobiet, poparte petycjami 158 stowarzyszeń kobiecych – i pozostały zamknięte w szufladzie do 1934 roku. Głosowania na szczeblu kantonalnym zakończyły się niepowodzeniem. Podstawowa argumentacja przeciwników prawa wyborczego dla kobiet – a także przeciwniczek, takich jak przedstawicielki Szwajcarskiego Koła Kobiet przeciwko prawu wyborczemu dla kobiet – pozostała niezmienna na przestrzeni lat:

* jest to importowany pomysł

* udział kobiet w polityce jest zagrożeniem dla rodzin

* niepotrzebne są politykujące kobiety, tylko matki

* kobiety mogą wywierać wpływ poprzez swoich mężów; prawo do głosowania więc nie jest im potrzebne.

Jeśli wnoszono pozwy, stosowano tzw. prawo zwyczajowe. Dla osób niebędących prawnikami oznacza to krotko mówiąc, że „tak to się robi, zawsze tak było, tak już jest”. Ponadto jeszcze w 1959 r., przed pierwszym referendum federalnym, kobietom odmówiono kompetencji w trudnych sprawach merytorycznych.

Referendum w sprawie prawa wyborczego dla kobiet w 1959 r. poniosło klęskę, ale francuskojęzyczne kantony, w których była większość głosów, wprowadziły kantonalne prawa wyborcze dla kobiet. Inne kantony podążały za nimi przez lata. Wraz ze zmianami politycznymi w latach sześćdziesiątych XX wieku wzrosła presja społeczna, aby zorganizować kolejne referendum, które odbyło się 7 lutego 1971 roku.

Głosowanie to wyraźnie poparło czynne i bierne prawo wyborcze dla kobiet w decyzjach politycznych na szczeblu krajowym. Działaczka na rzecz praw kobiet Gertrud Heinzelmann odetchnęła z ulgą – cytat: „Wreszcie, wreszcie, wreszcie […] spadają ze mnie cetnary […] Odtąd będą tylko referenda w prawdziwym znaczeniu tego słowa” koniec cytatu.
2021-02-07 Antarktyda

„Marynarzu, przestań marzyć” – usłyszeliśmy właśnie. Mówi się, że marynarze są bardzo przesądni – i mają wyobraźnię, jeśli chodzi o odkrywanie lądów. Nic dziwnego, ponieważ morze i jego ruchy są zwodnicze i niebezpieczne nawet dzisiaj przy nowoczesnej technologii, i skłaniają do fałszywych przypuszczeń. Dlatego też 200 rocznica, którą dziś obchodzimy, nie jest do końca pewna: pierwsze kroki człowieka na Antarktydzie 7 lutego 1821 roku.

Ale zacznijmy od początku: około 350 r. p.n.e. w starożytnej Grecji, która była również krainą marynarzy, trwała dyskusja, że ​​na południu musi istnieć duży kraj jako przeciwwaga dla lądu na biegunie północnym. Po gwiazdozbiorze Niedźwiedzia (po grecku Arktos) kraj na biegunie północnym nazwano Arktyką, a jego przeciwwagę – Antarktydą.

Brakowało jednak środków i odwagi, by szukać tego fikcyjnego kraju, ponieważ za barierę uważano gorące kraje, których spodziewano się na równiku. Pierwszym człowiekiem, który świadomie popłynął jak najdalej na południe, a nawet miał taki rozkaz, był Brytyjczyk James Cook. Chociaż nie odkrył Antarktydy, ponieważ lód zablokował drogę, odkrył Australię i Nową Zelandię. Jego notatki o częstym występowaniu wielorybów i fok przyciągnęły jednak później w ten  region łowców wielorybów i fok.

Dlatego 7 lutego 1821 r. to łowca fok, John Davis, jako pierwszy postawił stopę na antarktycznej ziemi – a dokładniej: ludzie z jego statku, którzy mieli szukać fok. Mówi się, że miejsce to znajdowało się na zakończeniu tak zwanego Półwyspu Antarktycznego lub jednej z wysp przed nim. Również w 1821 roku grupa jedenastu osób spędziła zimę na wyspie Króla Jerzego na kole podbiegunowym na południe od Argentyny po tym, jak ich statek zboczył z kursu podczas sztormu.

To zapoczątkowało eksplorację i dalsze odkrywanie Antarktydy. Nazwiska takie jak Francuza d´Urville, Brytyjczyków Shackletona, Rossa, a przede wszystkim Roberta Scotta, który walczył w słynnym wyścigu na biegun południowy z Norwegiem Roaldem Amundsenem, czy Australijczyka Douglas Mawsona można znaleźć dzisiaj na mapie Antarktydy lub jako nazwy stacji badawczych.

Sir Douglas Mawson – został on pasowany na rycerza za swoje zasługi – był bardzo często na Antarktydzie w latach 1907-1914. Określenie lokalizacji bieguna południowego i wejście na najwyższą górę Antarktydy, Erebus, która zainspirowała niektóre historie pisarzy fantasy i w nich występuje, to były dwa cele. Wyprawa mająca na celu określenie linii brzegowej zakończyła się dla Mawsona prawie tak samo tragicznie, jak dla Roberta Scotta jego droga na biegun południowy.

Patron niemieckiej stacji badawczej na skraju Antarktydy nigdy tam jednak nie był. Geofizyk i polarnik Georg von Neumayer żył od 1826 do 1909 roku, wyruszył w morze, wyszkolił się na sternika i tak przybył do Australii, gdzie m.in. wspiął się na Górę Kościuszki. Wrócił do Niemiec i był współzałożycielem organizacji Deutsche Seewarte, której kierownictwo przejął. Nawiasem mówiąc, jednym z jego uczniów przy pomiarach geomagnetycznych był Roald Amundsen, który jako pierwszy dotarł na biegun południowy.

Jednak do dziś Antarktyda jest krajem, na którym można dokonywać odkryć – i który wywołuje konflikty interesów. Z jednej strony ochrona przyrody: tu swój dom mają zwierzęta, takie jak foki, pingwiny i wieloryby; 70 procent świeżej wody pitnej na świecie jest przechowywane w lodzie Antarktydy. Istotne jest też, aby zbadać, jak ludzie mogą przetrwać w temperaturze -89,2 stopnia Celsjusza – najniższej temperaturze, jaką kiedykolwiek zarejestrowano na Ziemi. Z drugiej strony, mówi się, że pod warstwami lodu o grubości do czterech kilometrów kryją się surowce naturalne. To zmienia eksplorację surowej, niegościnnej, pięknej krainy w bezlitosne polowanie na zasoby. To, co zaczęło się 200 lat temu, 7 lutego 1821 roku, do dzisiaj jeszcze się nie zakończyło.
Jingle – koncert życzeń

Jak zwykle w pierwszą niedzielę miesiąca – koncert życzęń dla naszych jubilatów. Spojrzymy wstecz na jubilatów ze stycznia 2021 roku w mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach:

Nidzickie stowarzyszenie pogratulować mogło sześciu swoim członkom; był wśród nich między innymi 8 stycznia Lucjan Keller, który skończył  80 lat.

W Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej w Kętrzynie zanotowano siedmiu jubilatów, między innymi Zygfryda Kirchnera 88 i Renię Aniśkiewicz z 73 latami.

W Ełku w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Masuren“ cieszyć mogła się jedna jubilatka, mianowicie 4 stycznia Helena Walicka ze swoich  74 lat.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej “Warmia” w Lidzbarku Warmińśkim pogratulować mogło pięciu, a stowarzyszenie niemieckie „Natangen“ w Górowie Iławecki czternastu osobom, które świętowały rozpoczęcie kolejnego roku życia. W Lidzbarku przewodniczący Gerard Wichowski skończył 70, a w Górowie Romuald Szweczko 71 lat.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ z Ostródy przesłało nam zestawienie dziewięciu jubilatów. Erna Kwiatek skończyła tam 96, a Robert Preuss i Ginter Majewski każdy 83 lata.

My przyłączamy się do życzeń krewnych i przyjaciół, dołączamy do tego wszystkiego najlepszego, zdrowia i wiele radości w życiu i zagramy dla Państwa piosenkę „Lili Marleen“  zaśpiewaną przez Lale Andersen.
Anna: I to była Allensteiner Welle w pierwszą niedzielę lutego, życzę Państwu  jeszcze pięknego, spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję zrealizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/ad)

31.01.2021 (opis do dźwięku)


Allensteiner Welle 31.01.2021

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle w ostatni dzień stycznia 2021 roku, przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami, kiedy wybierzemy się na wycieczkę w dalszą i nie tak odległą przeszłość.

W audycji:

Przypomnimy osobę, której czynne i pełne sukcesów życie mogłoby byc przykładem dla wielu – Bernda Kannenberga,
oraz Theodora Gottlieba von Hippela, niemieckiego męża stanu, pisarza i krytyka społecznego okresu oświecenia, który z powodu swoich dzieł uznawany jest za wczesnego prekursora emancypacji kobiet.
To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w tym tygodniu:

– we wtorek, 2 lutego, dzień Ofiarowania Pańskiego, o godzinie 17.00

– oraz w niedzielę, 7 lutego o godzinie 10.00.

Obie msze idbędą się w kościuele w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-01-31 Bernd Kannenberg

76 lat temu, 29 stycznia, statek z uchodźcami „Wilhelm Gustloff” został storpedowany na Morzu Bałtyckim w pobliżu Słupska i zatonął w krótkim czasie. Z kilku tysięcy osób na pokładzie przeżyło niewiele. Jeden z nich, który później zasłynął jako mistrz olimpijski, zmarł dwa tygodnie temu. Chcemy przypomnieć jego postać. Nazywał się Bernd Kannenberg.

Burzliwe i pełne sukcesów życie w ruchu, tak można krótko podsumować 78 lat jego życia. Urodził się 20 sierpnia 1942 roku w Królewcu w środku II wojny światowej. Kiedy miasto zostało zniszczone, udało mu się uciec z babcią i kuzynką. Wylądowali na pokładzie „Wilhelma Gustloffa”. Podczas gdy babcia zginęła podczas zatonięcia statku, kuzynka i on dotarli do Turyngii, skąd przenieśli się na zachód w 1955 roku.

Bernd Kannenberg zawsze był atletyczny, uprawiał sport jako sztangista i zapaśnik. Ale „swój” sport odkrył dopiero późno i przypadkowo: podczas marszów wojskowych w Bundeswehrze stwierdził, że lubi chodzić i maszerować. Wszyscy chodzimy – nawet jeśli badania pokazują, że ludzie chodzą dziś coraz mniej i zdecydowanie za mało. Ale tutaj mówimy o chodzeniu jako sporcie wyczynowym. Anglicy trafnie mówią o Race-Walking, w tłumaczeniu – chodzie wyścigowym.

Nie chodzi tylko o szybkość, ale także o wytrzymałość, skomplikowaną sekwencję ruchów, a co za tym idzie o koncentrację. Eksperci mówią o fazie wspierania się i zamachu, jedna stopa zawsze musi dotykać ziemi, czego wynikiem jest chód wyglądający jak chwianie się, który obciąża biodra. A podczas zawodów sędziowie biegną obok atletów, aby zobaczyć błędy, a w skrajnych przypadkach zdyskwalifikować zawodnika. To sprawia również, że ​​chodzenie jest sportem „dla głowy”. Andre Höhne, do 2012 roku najlepszy niemiecki chodziarz ostatnich kilku lat, powiedział kiedyś mniej więcej: „Gdybym miał się zmuszać, kiedy wyglądało na to, że po około 35 kilometrach już nic nie było możliwe, to rozmawiałem ze sobą w swojej głowie, żeby dotrzeć do celu ”.

Wróćmy do talentu Bernda Kannenberga. W 1969 roku, w ´młodym´ wieku 27 lat, kiedy bogaci piłkarze dziś kończą już karierę, on dopiero rozpoczął swoją. W sporcie wyczynowym, jakim jest chód, chodzi się 10.000 metrów w hali, 20 kilometrów i 50 kilometrów w terenie. Kannenberg startował dla klubów 1. FC Nürnberg, a później w LAC Quelle Fürth i po raz pierwszy wziął udział w mistrzostwach Niemiec w 1970 roku. W 1971 roku spróbował swoich sił na Mistrzostwach Europy na dystansie 20 kilometrów i zajął dziewiąte miejsce. Potem nadszedł jego wielki czas.

Już w maju 1972 roku poprawił rekord świata w chodzie na 50 kilometrów o pełne osiem minut. Nadeszły Letnie Igrzyska Olimpijskie 1972 w Monachium. 31 sierpnia w programie dla chodziarzy był chód na 20 kilometrów, które Bernd Kannenberg musiał przerwać. Trzy dni później, 3 września, w tak zwaną „złotą niedzielę” dla RFN-owskich sportowców, ruszył na dystansie 50 kilometrów. Jego konkurentami byli najlepsi chodziarze, między innymi z NRD i ZSRR, w szczególności Wenjamin Soldatenko. Kannenberg szedł jak na skrzydłach, niesiony dopingiem dziesiątek tysięcy widzów wzdłuż drogi i na końcu w wypełnionym po brzegi stadionie. Daleko zdystansował konkurencję, uciekł na km 38 też od Soldatenki i zdobył złoty medal. Był wtedy pierwszą osobą, która przebiegła ten dystans w mniej niż cztery godziny. Chód jako sport marginalny nagle stał się bardziej znany, przynajmniej przez jakiś czas.

W swojej krótkiej karierze Bernd Kannenberg wygrał po trzy mistrzostwa Niemiec na dystansach 20 i 50 kilometrów oraz cztery razy na dystansie 10.000 metrów w hali. W 1974 roku na Mistrzostwach Europy jeszcze raz zajął drugie miejsce. Na Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu w 1976 roku musiał poddać się z powodu kontuzji. Wysoką ceną za sukces były przepukliny pachwinowe i problemy z mięśniami brzucha. Z tego powodu Kannenberg musiał zrezygnować z aktywnej kariery w 1978 roku, a następnie z pracy jako trener. Ale do późnej starości dużo poruszał się ze swoim psem lub na rowerze. 13 stycznia tego roku Bernd Kannenberg wyruszył w swoją ostatnią podróż.

2021-01-31 Theodor von Hippel

„Słuchajcie, ludzie, tak mówi Susarion: kobiety są złem. Ale dom bez żony to także zło. Tak więc bycie w związku małżeńskim lub brak związku małżeńskiego są w równiej mierze złe”. Cytat ten poprzedza książkę zatytułowaną „O małżeństwie” napisaną przez dożywotniego kawalera w drugiej połowie XVIII wieku. Na celownik swego sarkastycznego pióra wziął między innymi powstawanie ówczesnych małżeństw, z którego to powodu sam ucierpiał. Nazywał się Theodor Gottlieb von Hippel i był Wschodnioprusakiem.

Theodor Gottlieb von Hippel urodził się dokładnie 180 lat temu, 31 stycznia 1741 roku w Gierdawach. Nie posiadał wówczas tytułu szlacheckiego, „von” jako znak szlachty Rzeszy otrzymał dopiero w 1790 r. Studia teologiczne rozpoczął w wieku 15 lat, po czym w Królewskiej Loży Pod Trzema Koronami poznał rosyjskiego wojskowego, z którym pozwolono mu wyjechać na dwór w Sankt Petersburgu w 1760 roku. Po powrocie chciał poślubić szlachciankę, ale został odrzucony ze względu na stan.

Ukończył studia prawnicze, studiował filozofię u Immanuela Kanta i został przyjęty do Loży Pod Trzema Koronami w wieku zaledwie 21 lat. Chciała ona pod hasłem rozsądku ułagodzić królestwa Prus, Rosji i Polski, co, jak krótko później pokazała historia, niestety się nie udało.

Szybko zrobił karierę prawniczą, w 1771 r. został asesorem w królewskim sądzie dworskim, po pierwszym rozbiorze Polski w 1772 r. komisarzem prowincji Prus Wschodnich, w 1773 r. królewskim radcą kryminalnym, a niedługo potem dyrektorem królewskiego sądu karnego i radcą miejskim. W loży masońskiej również wspinał się po szczeblach kariery i został mistrzem loży. Ostatecznie został burmistrzem i dyrektorem policji w Królewcu. Jego celem było zaprowadzenie nowego porządku w skorumpowanym systemie administracyjnym oraz reorganizacja spraw biednych i policji. Wzorem w tym było dla niego oświecenie, którego idei był orędownikiem. Był także stałym gościem podczas przyjęć, które organizował Immanuel Kant.

Równocześnie Theodor Gottlieb von Hippel był również pisarzem, co jednak trzymał w tajemnicy, co udało mu się przez wiele lat. Jako prawnik współpracował nad opracowaniem pruskiego powszechnego prawa krajowego, a w komentarzach do niego wstawił się za równością prawną kobiet. Następnie podjął ten temat w swojej pracy jako publicysta. Jego twórczość obejmuje dzieła literackie, powieści, komedie, wiersze i traktaty filozoficzne. Jego twórcze, dowcipne traktaty o prawach kobiet bardzo dobrze do tego pasowały.

Jedno z jego dzieł „O małżeństwie”, od pierwszej publikacji w 1774 r. do ostatniej wersji w 1793 r. rozwinęło się w tekst, który ma charakter emancypacyjny. Od „Skargi na uprzedzenia w pobieraniu się” po „Wierność w małżeństwie”, które traktuje oddzielnie pod kątem mężczyzn i kobiet, do „Wdowiec i wdowy”, zajmuje się on wieloma aspektami małżeństwa na sposób, który dziś zostałby nazwany satyrycznym. W 1792 r. wydano jeszcze dzieło „O obywatelskiej poprawie kobiet”, a pośmiertnie 1801 r. „Spadek o edukacji kobiet”.

Dzięki tym pracom Theodor Gottlieb von Hippel jest uważany za wczesnego pioniera emancypacji kobiet w tamtych czasach. Pojawiła się ona wraz z rewolucją francuską i miała na celu uzyskanie praw obywatelskich – w tym udziału w decyzjach politycznych czy prawa do edukacji, o czym Hippel już pisał w swoich dziełach. Nie doczekał się już urzeczywistnienia swoich myśli. Zmarł jako kawaler 23 kwietnia 1796 roku w Królewcu.

Anna: I to była Allensteiner Welle w ostatnim dniu stycznia 2021 roku. Życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru, dobrego tygodnia i udanego startu w luty!

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (apod)

24.01.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 24.01.2021

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle w niedzielny wieczór, przy mikrofonie dla Państwa  Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami.

Dzisiejsza audycja stoi pod znakiem filmu:

– przybliżymy Państwu sylwetkę największego twórcy filmowego, jaki istniał w niemieckim kinie: producenta, scenarzysty i reżysera Bernda Eichingera

– oraz jednej z najbardziej znanych i odnoszących sukcesy na świecie aktorki z Niemiec – Nastassji Kinski, która urodziła się dokładnie 60 lat temu w Berlinie.

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.
Jingle – wiadomości

Od przedwczoraj odbywa się zaplanowany na listopad 2020 roku Tydzień Kina Niemieckiego w Polsce – a to w Internecie. Instytuty Goethego w Warszawie i Krakowie, Dom Norymberski w Krakowie oraz Konsulat Generalny Republiki Federalnej Niemiec we Wrocławiu proponują od 22 do 29 stycznia osiem filmów. Wszystkie filmy będą miały swoją premierę o godzinie 19.00  danego dnia, będą jednak dostępne także do 72 godzin po niej. Po opłaceniu biletu widzowie mają 4 godziny czasu, aby obejrzeć film. Wszystko odbywa się na platformie mojeekino.pl. W programie są:

–       22 stycznia i jeszcze do jutra –  „Undine“ Christiana Petzolda

–       23 stycznia i jeszcze do pojutrza – „Die Deutschstunde“ Christiana Schwochowa

–       24 stycznia i jeszcze do środy – „Berlin Alexanderplatz“  Burhana Qurbaniego

–       25 stycznia – „Mein Ende. Dein Anfang“ Mariko Minoguchi

–       26 stycznia – „Gipsy Queen“  Hüseyina Tabaka

–       27 stycznia –  „Lara“  Jana-Olego  Gerstera

–       28 stycznia – „Curveball“  Johannesa Nabera

–       i 29 stycznia – „Schlingensief“ Bettiny Böhler.

Dokładniejsze informacje znajdą Państwo na stronie internetowej tydzien-filmu-niemieckiego.pl

****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w tym tygodniu w niedzielę, 31 stycznia o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2021-01-24 Bernd Eichinger

To, co Państwo właśnie usłyszeli, to muzyka do sceny zabójstwa młodej dziewczyny Laury z filmu „Pachnidło”. Dzieło zostało nakręcone w 2006 roku i oparte jest na powieści o tym samym tytule autorstwa Patricka Süßkinda. To jeden z najważniejszych etapów w życiu jednego z najwybitniejszych twórców niemieckiego filmu: producenta, scenarzysty i reżysera Bernda Eichingera, który zmarł 10 lat temu, 24 stycznia 2011 roku, w wieku zaledwie 61 lat.

Po ukończeniu szkoły Bernd Eichinger chciał studiować germanistykę, historię i teatrologię, ale właśnie w tym czasie powstała w Monachium Wyższa Szkoła Telewizji i Filmu. Tam złożył papiery i został przyjęty, co zaowocowało symbiozą na całe życie: film i Bernd Eichinger. Już podczas studiów pracował jako kierownik  nagrań i produkcji przy filmach swoich kolegów ze studiów, i ukończył studia jako producent i reżyser.

W 1974 roku założył firmę producencką Solaris Spółkę Produkcji Filmów i Audycji Telewizyjnych, z którą produkował niemieckie filmy autorskie. Między innymi „Falsche Bewegung” („Zły ruch”) Wima Wendersa, w którym zagrała także Nastassja Kinski. W 1978 roku przejął zbankrutowaną spółkę Constantin Film, która od tamtej pory odgrywa ważną rolę w niemieckim filmie jako „Neue Constantin Film GmbH”. Pierwszą produkcją w 1981 roku był film „Christiane F. – my, dzieci z dworca Zoo”, jeden z najbardziej znanych na arenie międzynarodowej filmów niemieckojęzycznych od zakończenia II wojny światowej.

Bernd Eichinger był producentem dużych międzynarodowych projektów, takich jak „Niekończąca się historia” z Wolfgangiem Petersenem jako reżyserem czy „Imię róży”, a także współproducentem nagrodzonego Oscarem filmu Caroline Link „Nigdzie w Afryce”. Jednak był zaangażowany nie tylko w tak poważne filmy, ale zwłaszcza w latach 90. w niemieckie komedie, takie jak komiksy „Werner”, „Voll normaal” („Całkiem normalnie”), „Ballermann 6” czy „Das Superweib” („Superbaba”).

Film „Der bewegte Mann” („Mężczyzna, przedmiot pożądania”) rozpoczął tę serię w 1994 roku:

[fragment filmu]

Til Schweiger wciela się w nim w macho wyrzuconego przez swoją dziewczynę i znajdującego zakwaterowanie we wspólnym mieszkaniu homoseksualistów. Oto fragment zwiastuna:

[Mężczyzna, przedmiot pożądania:

[…] Tu nie ma kobiety, przysięgam… – Czy ona jest w szafie? Chcę ją zobaczyć, pozwól mi zajrzeć do szafy… – Doro, proszę…  – Pozwól mi pójść do szafy… – Dzień dobry…]

Schweiger zagrał także w kultowym filmie „Manta, Manta” z 1991 roku, również wyprodukowany przez Bernda Eichingera:

[Manta:

Boah, zajebiście… kiedy siedzisz w tym (samochodzie) i jedziesz przez miasto, okna otwarte, radio na cały regulator, to jest poczucie wolności, takie zajebiste, nie do opisania… cholera… nie jestem obrażony, nie potrzebna mi jest matura, to i tak tylko luksus.]

Szybkie samochody i wściekli chłopcy naprawdę nie są wymysłem filmu „Szybcy i wściekli”.

W 2001 roku Eichinger był współproducentem odnoszącej największe sukcesy niemieckiej komedii ostatnich lat: „Der Schuh des Manitu” („But Manitou”). Na Dzikim Zachodzie pojawiają się dziwne postaci: grecki bandyta na wymianie…

[Teren jest czysty…. Hellas wszystkim!… – Kto to jest?…  – Nie mam pojęcia… –  Czego tu szukasz? – Jestem Dimitri Supakis, bandyta na wymianie z Grecii, muszę się zgłosić u pana Mario Santa…. Teren czysty…. – Teren czysty… – Teren jest teraz czysty… – Proponuję, żebyśmy wszyscy się przestawili, jestem Dimitri Supakis, 30 lat, znak zodiaku Panna, a w czasie wolnym robię takie domy dla ptaków swoją płatnicą. Jakie wy macie hobby?]

…młody kowboj ze swoim bratem krwi, dziwacznym wodzem Indian z jeszcze dziwaczniejszym bratem bliźniakiem:

[Brat musi teraz być bardzo silny… – Abahatschi, mój brat, daj się pociskać, no , ale to niespodzianka, z tobą w ogóle się nie liczyłem, no wiesz, nie sprzątałem. A kto to w ogóle jest ten przystojny facet, którego przyprowadziłeś ze sobą? Czy nie chcesz nas sobie przedstawić? – Tak… witam na ranczu Puder-Rosa –  Bliźniak Winnetouch, brat krwi Ranger, brat krwi, bliźniak… jeszcze inny brat.]

A potem jeszcze muzyka na cytrze na ranczu Puder-Rosa, hołd dla filmu „Trzeci człowiek” Orsona Wellesa, z którego ta muzyka pochodzi:

[muzyka]

Usłyszeli Państwo muzykę na cytrze z filmu „Trzeci człowiek”, zagraną w komedii „Der Schuh des Manitou” („But Manitou”), której współproducentem był Bernd Eichinger, który dzisiaj jest naszym bohaterem.

Z pewnością nie jest to przypadek, że reżyser, scenarzysta, producent i aktor tego filmu Michael Bully Herbig jako pierwszy otrzymał nagrodę im. Bernda Eichingera. Została ona ufundowana po śmierci Eichingera i od 2012 roku jest przyznawana podczas ceremonii wręczenia Niemieckiej Nagrody Filmowej. Promocja filmu i kultury kinowej była bliska sercu Bernda Eichingera. Do inicjatyw, które pomógł podjąć …

[muzyka]

… należą społeczna spółka z ograniczoną odpowiedzialnością „Artists for kids”, projekt wspierający od 1999 roku zagrożone dzieci i młodzież w Monachium

… nagroda „First steps award”, przyznawana od 2000 roku corocznie w konkursie filmom dyplomowym studentów niemieckojęzycznych szkół filmowych

… i oczywiście Niemiecka Akademia Filmowa, której jest członkiem założycielem.

Bernd Eichinger był nie tylko producentem, ale także reżyserem i scenarzystą. W 2006 roku wraz ze znanymi reżyserami Andrew Birkinem i Tomem Tykwerem napisał scenariusz do filmu „Pachnidło”. Jego firma Constantin Film weszła nawet w 1999 roku na giełdę jako spółka akcyjna. A po zsumowaniu wszystkich filmów, których powstaniu towarzyszył w swoich trzech zawodowych rolach, obejrzało je w kinie ponad 70 milionów widzów. Udane, ale – niestety dla niego i dla świata filmu – zbyt krótkie życie dobiegło końca 10 lat temu, kiedy zmarł na zawał serca 24 stycznia 2011 roku.
2021-01-24 Natassja Kinski

Kiedy słyszą Państwo o osobie, do której odnoszą się następujące fakty:

* od lat jest członkiem Academy of Motion Picture Arts and Sciences AMPAS, która przyznaje Nagrody Akademii, czyli Oscary, co planowane jest w tym roku na koniec lutego

* w 1983 roku zdobyła nagrodę Saturn dla najlepszej aktorki w filmie science fiction, fantasy lub horror

* zdobyła Złoty Glob w 1981 roku i Cezara w 1980 roku, obie za swoje osiągnięcie aktorskie w filmie „Tess”

Kiedy słyszą Państwo to wszystko, na pewno spodziewają się Państwo znanego anglojęzycznego bohatera, o którym chcemy Państwu opowiedzieć.

Musimy Państwa rozczarować, jednak kontynuujmy z wyliczaniem nagród dla tej osoby:

* w 1975 i 1983 dwie Złote Taśmy Filmowe Federalnej Nagrody Filmowej

* w 1977, 78 i 79 dwa złote i jeden srebrny Bravo Otto

* i w 1978 nagroda Bambi.

Już Państwo słyszą, że to prawdopodobnie niemiecka aktorka i tym razem mają Państwo rację. Nosi ona bardzo znane nazwisko i u szczytu swojej kariery była jedną z najbardziej znanych i odnoszących sukcesy aktorek w Niemczech. Mowa o Nastassji Kinski, która urodziła się dokładnie 60 lat temu 24 stycznia 1961 roku w Berlinie.

Jej ojcem jest Klaus Kinski, inaczej Klaus Günter Karl Nakszynski, wielki i ekstrawagancki niemiecki aktor pochodzący z Sopotu. Jako drugą żonę poślubił Ruth Brigitte Tocki, która w 1961 roku urodziła Nastassję. Ta dorastała na zmianę w Berlinie, Monachium i Rzymie. W wieku 13 lat zagrała rolę w filmie Wima Wendersa „Falsche Bewegung” („Zły ruch”), a cztery lata później u również znanego reżysera Wolfganga Petersena w jednym z odcinków serialu kryminalnego „Tatort”.

W 1977 roku reżyser Roman Polański wykonał jej zdjęcia, które ukazały się w magazynie mody „Vogue”. Potem pojawiły się kolejne zdjęcia znanych fotografów na okładkach znanych magazynów, a w 1979 roku nastąpił przełom – wystąpiła jako tytułowa bohaterka Tess w filmie o tym samym tytule w reżyserii Romana Polańskiego. Innym światowej sławy reżyserem, u którego występowała, był Francis Ford Coppola. W 1984 r. pojawił się film z jej udziałem „Paryż, Teksas” wyreżyserowany przez Wima Wendersa, który otrzymał wiele nagród.

Później Nastassja Kinski i filmy, w których zagrała, odnosiły mniejsze sukcesy. Film, o którym krytycy pisali, że mimo jej występu to była katastrofa, to thriller „Kwarantanna” z 2000 roku z ciekawą z dzisiejszej perspektywy fabułą: samolot ze śmiertelnym wirusem badawczym musi awaryjnie lądować w Londynie. Wirus zostaje uwolniony, infekuje ratowników i rozprzestrzenia się w terminalu. Ponieważ władze brytyjskie nie są świadome istnienia wirusa, ruch lotniczy na cały świat zostanie wznowiony. Nastassja Kinski, alias Doctor Bronty, szuka antidotum, podczas gdy wirus rozprzestrzenia się po całym świecie… Podobieństwa do przyszłości, która ma miejsce dzisiaj, są czysto przypadkowe…

Od 2011 roku, czyli dziesięciu lat, Nastassja Kinski jest jedną z dwudziestu Niemców, członkinią Academy of Motion Picture Arts and Sciences, co wyraźnie pokazuje, za jak ważna jest uznawana. Dziś kończy zaledwie 60 lat. Serdeczne gratulacje i wielu kolejnych udanych lat!
Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego, pieknego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję zrealizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/ad)

17.01.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 17.01.2021

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle w połowie stycznia, przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

– porozmawiamy po raz kolejny z Paulem Gollanem, współzałożycielem stowarzyszenia mniejszości niemieckiej w Biskupcu 30 lat temu.

– Poza tym usłyszą Państwo feleiton na temat jednego z najbardziej znanych filmów świątecznych – „Kevin sam w domu”

– jak też na temat piosenkarki, która świętowałaby dzisiaj swoje urodziny, i znana była pod pseudonimem Lolita.

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

___________________________________________________________________

Jingle – wiadomości

****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w tym tygodniu w niedzielę, 24 stycznia, o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2021-01-17 Paul Gollan III

W tym roku kilka stowarzyszeń mniejszości niemieckiej w Polsce i tu w województwie warmińsko-mazurskim świętuje jubileusz 30-lecia swojego istnienia. Ich powstanie związane było z podpisaniem polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie, którego 30-letcie istnienia również obchodzić będziemy w roku 2021. Jedną z osób pierwszej godziny był Paul Gollan z Najdymowa nad jeziorem Dadaj, który współtworzył organizację mniejszości niemieckiej w Biskupcu. Przeprowadziliśmy z nim wywiad przed świętami Bożego Narodzenia. Usłyszą Państwo teraz jego trzecią część:

——-

Był to czas jeszcze bez prywatnego telefonu, a co dopiero Internetu, nie było żadnych kserokopiarek, komórek, nie było Facebooka, Instagrama czy Twittera. Powstała możliwość utworzenia stowarzyszeń mniejszości niemieckiej, a Pan chciał i musiał znaleźć do tego ludzi, jednego za drugim, osobiście, bez dzisiaj oczywistych mediów. Jakie dane trzeba było wtedy wykazać na liście?

[Paul Gollan:

Jest to 800 podpisów z nazwiskiem, zawodem, datą urodzin, a pierwszy tu (na liście) to jest – ah, tak, Gollan. Wszyscy tu są, z Ramsowa, Zerbunia, Biesowa – wszędzie byliśmy, Bredynki, Rasząg w naszym regionie. Tak, wszyscy sami podpisali, trzeba dokładnie patrzeć, zadowoleni byli, i tutaj, Rasząg, Schimmelfeld, dziewięć osób w rodzinie i z dziećmi. To było bardzo ważne.]

Ludzie, Niemcy, którzy jeszcze tu mieszkali, późniejsi członkowie stowarzyszenia, mieli odwagę podpisać się, bo było dla nich ważne. Co dalej ze statutem, kiedy był on gotowy?

[Paul Gollan:

Statut? Zrobiliśmy tu zebranie, zebranie zarządu – no, to jest trochę dawno temu, gdzieś tu zanotowałem datę – było tak, że w 1990r. we wrześniu mieliśmy już akceptację z sądu. Tak to  było, statut był, akceptacja i jeszcze coś było, ale to po polsku, już nie pamiętam dokładnie, to leży tam w biurze.]

Ilu członków miał  Pan ostatecznie i czy wszyscy z nich przyszli na pierwsze zebranie?

[Paul Gollan:

Około 1.300 członków mieliśmy wszyscy razem. Nie wszyscy przyjechali, być może, ale te dwa pomieszczenia były tak pełne, staliśmy jak w ulu. Jeszcze nie było ławek, nie było krzeseł. Na zebraniu była z Gdańska pani Marianne Wannow, tak, ona przyjechała na zebranie.]

Pani Marianne Wannow, która była w latach 1990 – 1993 pierwszą  konsul generalną Republiki Federalnej Niemiec w Gdańsku, była jako oficjalna reprezentantka obecna przy powstaniu [stowarzyszenia]. To podkreślało oczywiście wagę wydarzenia. A jak było później dalej ze statutem?

[Paul Gollan:

No, mieliśmy tutaj zebranie i potem wszystkie akty spięliśmy i poszliśmy do sądu. I udało się. Była z nami pani Langwald, i Erich Werther. Spotkaliśmy się, skrzyknęliśmy wszystkich, bo musieliśmy do sądu. To był we wrześniu i już w październiku mieliśmy go na stole i już był zaakceptowany.]

Jak Pan ocenia znaczenie tych wydarzeń dla samego siebie i dla Niemców, którzy wtedy jeszcze żyli w południowej części dawnych Prus Wschodnich?

[Paul Gollan:

Było wiele pytań: jesteśmy przecież jeszcze Niemcami, było nas wtedy jeszcze bardzo mało. Szacowano, że jest jeszcze 25.000, wtedy w 1990r. No, stowarzyszenia jak te w Olsztynie, w Ostródzie, miały więcej (członków) niż my tutaj w Biskupcu. O to chodziło nam, że chcemy być Niemcami i nimi zostać. Przez to nam się udało ze stowarzyszeniami, i z tego jesteśmy zadowoleni. Dla nas to było bardzo ważne.]

——-

Był to Paul Gollan z Najdymowa nad jeziorem Dadaj w rozmowie z nami. Tematem rozmowy przed świętami Bożego Narodzenia był czas powstania biskupieckiego stowarzyszenia mniejszości niemieckiej. Paul Gollan wtedy był współtwórcą tej pierwszej organizacji mniejszości niemieckiej w tym regionie. Wszystkie stowarzyszenia powstały wraz z podpisaniem polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie w roku 1991, więc 30 lat temu, i w ciągu kilku następnych lat.
2021-01-17 Kevin sam w domu

Czy zdarza się Państwu również czasem, że uważają Państwo, że wszyscy się Państwa czepiają? Że nie mogą Państwo nikogo zadowolić, tylko zawsze przeszkadzają i zawadzają komuś? Czy chcieliby Państwo wtedy też, aby inni ludzie byli jak najdalej od Państwa, aby Państwo mogli wreszcie mieć trochę ciszy i spokoju? W takim razie są Państwo na najlepszej drodze do zostania wielkimi gwiazdami filmowymi – pod warunkiem, że wykazują się Państwo taką samą odwagą, jak Kevin Mac Callister.

Nominowana do Oscara muzyka, którą Państwo właśnie słyszeli, jest głównym tematem filmu, który wszedł na ekrany  niemieckich kin dokładnie 30 lat temu, 17 stycznia 1991 roku. Jego tytuł to „Kevin sam w domu”, po angielsku „Home alone”. Ośmioletni Kevin ma już dość szykan i bycia kozłem ofiarnym. Powoduje chaos w zamieszaniu przed wyjazdem jego rodziny na  urlop  z okazji świąt Bożego Narodzenia i w kłótni życzy sobie, aby nigdy więcej nie musiał oglądać swojej rodziny.

Z powodu różnego rodzaju zamieszania rodzina następnego dnia przylatuje do Francji bez niego, a on faktycznie budzi się sam w domu. Najpierw daje mu to dużą swobodę, ale z czasem też narzuca odpowiedzialność, która pewnie zwycięży – od zakupów, przez zamawianie pizzy, po pranie. I musi zmierzyć się ze swoimi strachami, od nich nie może się uchylić, na przykład od strachu przed piecem w piwnicy lub przed przerażającym sąsiadem Marleyem.

Przede wszystkim jednak Kevin musi chronić swój dom przed dwoma bandytami Harrym i Marvem, którzy w tym czasie ograbiają domy w okolicy. Najpierw oszukuje ich opowiadając o fałszywej imprezie, a później dochodzi do wielkiej bitwy, w której przygotował sporo pułapek na bandytów. Wciąż udaje mu się uciec przed tą dwójką, aż w końcu łapią go w sąsiednim domu. Jednak zanim cokolwiek może mu się przydarzyć, Marley przychodzi mu z pomocą.

Film kończy się oczywiście szczęśliwie, jak przystało na bożonarodzeniową opowieść – i wielkim zamieszaniem, jakie powoduje liczna rodzina Kevina. Ale po co dużo gadać? I tak wiele osób zna film „Kevin sam w domu” na pamięć. Od wielu lat pokazywany jest w czasie świąt Bożego Narodzenia w polskich, niemieckich i innych kanałach telewizyjnych nie tylko raz.

Każdy, kto ogląda ten film, ma swoją ulubioną scenę lub aż kilka z nich. Nawiasem mówiąc – dla wielu z nich nie jest aż tak ważna wielka bitwa Kevina z bandytami, lecz scena w kościele, kiedy Kevin i stary sąsiad Marley budują zaufanie między sobą, a Kevin zdaje sobie sprawę, że Marley wcale nie jest zły ani przerażający. Ich spotkanie dodaje im obu odwagi: Kevinowi do nadchodzącej bitwy z Harrym i Marvem oraz Marleyowi do skontaktowania się z synem, z którym poróżnił się przed laty. W końcu Marley ratuje Kevina i może objąć ponownie swojego syna i wreszcie też wnuczkę.

A teraz zamknijcie Państwo oczy, dajcie się ponieść muzyce „Somewhere in my memory” autorstwa Johna Williamsa z filmu „Kevin sam w domu” i pomyślcie o rodzinnych chwilach i bliskości,  których –  mamy nadzieję – w tym roku będziemy mogli doświadczyć więcej.
2021-01-17 Lolita

Manchmal stellt man singenden Menschen die Frage, in welchen Momenten und warum sie singen. Menschen singen, wenn sie besonders fröhlich sind, dann sprudeln sie geradezu über. Sie singen aber auch, wenn sie besonders traurig sind, wie Auftritte aus Talentshows beweisen, in denen die gerade verlorene Liebe, ein gestorbener Freund oder naher Verwandter im Mittelpunkt stehen. Manche Menschen singen aus einem wichtigen Gefühl heraus, das ihr Leben prägt – und sie können damit auch sehr viel Erfolg haben.

Eine Sängerin, die in ihren Liedern immer wieder ein besonderes Gefühl zum Ausdruck brachte, wäre heute 90 Jahre alt geworden. Mit bürgerlichem Namen hieß die am 17. Januar 1931 in Sankt Pölten in Österreich geborene Dame Edith Einzinger. Ihre Karriere begann sie unter dem Pseudonym Ditta Zuser, wobei Zuser ihr Geburtsname ist. Bekannt wurde die Schlagersängerin, Schauspielerin und Fernsehmoderatorin aber unter dem Künstlernamen Lolita.

Edith Einzinger arbeitete nach dem Besuch einer Handelsschule als Sachbearbeiterin in einer Spinnerei, als Kindergärtnerin und als Zahnarzthelferin. Nebenher trat sie im lokalen Rahmen bei Veranstaltungen auf. 1956 hatte sie bei einer solchen Veranstaltung den damals bekannten und kurzfristig erkrankten deutschen Schlagersänger Gerhard Wendland vertreten. Sie machte danach Probeaufnahmen beim Österreichischen Rundfunk und wechselte zur Karriere als Sängerin.

Ihr Thema dabei waren und blieben bis zum Ende ihrer Karriere die Gefühle des Fernwehs und des Heimwehs, die, wenn man so will, eigentlich zwei Kehrseiten einer einzigen Medaille sind. Der ersten Platte „Ananas“ folgten Titel wie „Auf silbernen Wogen“, „Insel der Liebe“, „Capitano“ oder „Der weiße Mond von Maratonga“. Heute eher unbekannt, erreichte zumindest das zuletzt genannte Lied im Jahr 1957 den zweiten Platz in der deutschen Hitparade.

Ihren größten Erfolg aber kennen Sie alle, liebe Hörer. Sie haben ihn nicht nur gehört, wenn Sie auf den Sommerfesten oder kleineren Veranstaltungen der deutschen Minderheit waren, sondern dort sicher auch schon mitgesungen. Das von Werner Scharfenberger komponierte und von Josefine „Fini“ Busch getextete Lied erreichte in den deutschen Singlecharts Platz zwei. Seine deutsch-englischen Fassung schafft es in den Vereinigten Staaten auf Platz fünf, was vorher noch keiner überwiegend deutschsprachigen Single gelungen war.

Es geht um das Lied „Seemann (deine Heimat ist das Meer)“, das sich weltweit – sogar in Japan – etwa zwei Millionen Mal verkaufte. Als erste österreichische Sängerin erhielt Lolita in Deutschland eine Goldene Schallplatte, die ihr zum 30. Geburtstag in Wien überreicht wurde. Es folgte Platin für eine Million Exemplare. Platz eins erreichte das Lied in Deutschland nur deswegen nicht, weil dort das noch bekanntere „Wir wollen niemals auseinander geh´n“ zu finden war.

Übrigens gibt es im Film „Schick deine Frau nicht nach Italien“ eine Aufnahme des Liedes „Seemann“ gesungen von Lolita selbst, die in dem Film mitspielte. Das war nämlich das zweite Standbein der Künstlerin. Das dritte war nach einem Schwerpunktwechsel zur volkstümlichen Musik die Fernsehmoderation insbesondere der Sendungen „Im Krug zum grünen Kranze“ im Saarländischen Rundfunk und „Die lustigen Musikanten“ im ZDF.

Sie hat insgesamt über 20 Millionen Platten verkauft, war zweimal verheiratet und zweimal geschieden, und hatte ein Kind und ein Enkelkind. Ihr Heimweh und Fernweh endeten schließlich am 1. Juli 2010 bei Salzburg, wo sie an Krebs starb. Der von ihr auf seine Reise geschickte „Seemann“ segelt aber immer noch weiter um die Welt, über Rio und Shanghai, über Bali und Hawaii…
Anna: Und das war die Allensteiner Welle mitten im Januar, ich wünsche Ihnen noch einen ruhigen Abend und eine gute Winterwoche.

Die Sendung realisierte für Sie und mich Marian Dąbrowski / Szymon Krzysztoń, und Auf Wiederhören sagt Ihnen Anna Przywoźna. Bis nächste Woche, tschüs! (ap/ad)

10.01.2021 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 10.01.2021

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w niedzielny wieczór przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami.

W dzisiejszej audycji:

– porozmawiamy jeszcze raz z Paulem Gollanem na temat zakładania stowarzyszeń niemieckich w regionie.

– Poza tym przybliżymy Państwu Pawła z Rawenny i jego metody treningu pamięci

– oraz wskażemy, jak doszło do tego, że powstał Słownik Niemiecki Jakoba Grimma i WIlhelma Gruimma.

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

______________________________________________________________

Jingle – wiadomości

***

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w tym tygodniu w niedzielę, 17 stycznia o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach, o godzinie 14.00 w Biskupcu oraz o godzinie 17.00 w Reszlu. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-01-10 Paul Gollan II

W tym roku niektóre stowarzyszenia mniejszości niemieckiej w Polsce i tu w województwie warmińsko-mazurskim świętują 30-lecie swojego istnienia. Ich powstanie związane było z podpisaniem polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie, którego 30. rocznicę istnienia również obchodzić będziemy w roku 2021. Jedną z osób pierwszej godziny był Paul Gollan z Najdymowa nad jeziorem Dadaj, który współtworzył organizację mniejszości niemieckiej w Biskupcu. Rozmawialiśmy z nim przed świętami. Usłyszą Państwo teraz drugą część rozmowy:

——-

Przygotował Pan statut pierwszego stowarzyszenia mniejszości niemieckiej w dzisiejszym województwie warmińsko-mazurskim. I był Pan w drodze przez długie tygodnie, aby zbierać podpisy dla tego stowarzyszenia. Czy to nie było trudne i czasochłonne?

[Paul Gollan:

Tak, było trudno. Kiedy w soboty i niedziele jeździłem po regionie, codziennie do Zerbunia, Biesowa i innych wsi, Starych Włók, wracałem późno, a kobiety tutaj karmiły całe gospodarstwo, jeszcze była (córka) Klaudia, dziewczyny jeszcze były w domu. Ostatnio pytałem żonę, było to w kwietniu, bo mieliśmy klacz i też była na zewnątrz, pytałem „Gdzie Puszka?” tak się nazywał koń. No, okazało się, że oźrebiła się na łące koło rybaczówki.]

Nawet źrebię przyszło na świat, kiedy Pana nie było w domu. Dzisiaj w takim momencie ktoś na pewno zadzwoniłby do Pana na komórkę, ale wtedy Pan nawet jeszcze nie miał telefonu stacjonarnego, prawda?

[Paul Gollan:

No, to trudna sprawa, że nie było telefonu. Później ktoś powiedział „Wiesz co, Gollan, nie masz telefonu, robisz tak dużo, potrzebujesz telefon, musisz go mieć”, więc dali mi pieniądze i podciągnęliśmy prywatny telefon. We wsi już był telefon, tylko nie tu na kolonii. Zakładaliśmy telefon, mieliśmy 5, 6 osób pracujących. Przyszła kobieta ze wsi i powiedziała „Chcesz to tylko zrobić dla Niemców” i zwymyślała Teresę. Końmi ciągnęliśmy słupy, bo musieliśmy je ciągnąć na granicy, to nie była łatwa sprawa. Ale udało nam się i nie słuchaliśmy tej kobiety…]

W opisach tamtych czasów usłyszeć można często zdanie „Paul Gollan pojechał traktorem zbierać podpisy”. Ale traktorem nie dojedzie się do każdego zakątka…

[Paul Gollan:

Traktorem, samochodem, to prawda. Traktorem jeździłem, nawet mam jeszcze zdjęcia z tego. Albo piechotą, albo… to jeden w Wipsowie powiedział „Tam jeszcze są dwaj rolnicy, ale tam samochodem nie dojedziesz”. Dali mi rower i rowerem tam pojechałem. A oni mnie nie znali „Kim jesteś?” „Skąd jesteś?” Najpierw musiałem się przedstawić. To była sprawa, ojojoj.]

Czy Pan miał w tym czasie kontakt z innymi Niemcami tu w regionie czy na Śląsku, którzy chcieli stworzyć stowarzyszenia czy też już je stworzyli?

[Paul Gollan:

Zaprosili mnie jeszcze raz na Śląsk do Strzelc Opolskich. Tam Ślązacy mi dużo opowiedzieli „Paul Gollan, zrób to i to, i to zadziała.” Kroll był wtedy tam i jego syn, z nimi mieliśmy później dobre kontakty, a on powiedział dużo rzeczy: to możemy zrobić, to da radę…]

Pana działalnością interesował się prawdopodobnie polski urząd bezpieczeństwa. Czy jego współpracownicy odwiedzili Pana?

[Paul Gollan:

Tak, pewnie, interesowali się. „Co to ma znaczyć, co Pan robi?” Powiedziałem, no więc Polska i Niemcy są teraz dobrze ze sobą związane. Niektórzy nie wiedzieli, inni próbowali mnie być może przestraszyć. Tutaj nie mieliśmy przeszkód, ale w Gdańsku, jak wiem, malowali swastykę, próbowali im podstawiać nogę. Tutaj nie, tu mamy dobrych sąsiadów.]

Jak to dobre sąsiedztwo skutkowało w dalszym rozwoju nowego stowarzyszenia?

[Paul Gollan:

Biuro, które istnieje w Biskupcu, to dostałem od początku do dziś. Byli to weterynarze i oni powiedzieli „Gollan, odstępujemy Ci dwa pokoje.” I dumni byli, że mają za sąsiadów mniejszość niemiecką. A później dostałem samochód. Na Śląsku już mieli dwa samochody służbowe, a ja jeździłem tu moim prywatnym. Nie długo trwało i dr Hermann i jego kolega zanotowali, o co chodzi, i krótko później mogłem odebrać samochód.]

——-

Był to Paul Gollan z Najdymowa nad jeziorem Dadaj w rozmowie z nami. Tematem rozmowy, która odbyła się przed świętami Bożego Narodzenia, był czas powstania biskupieckiego stowarzyszenia mniejszości niemieckiej. Paul Gollan był wtedy współtwórcą tej pierwszej organizacji mniejszości niemieckiej w tym regionie. Wszystkie stowarzyszenia powstały wraz z polsko-niemieckim traktatem o dobrym sąsiedztwie w roku 1991, czyli 30 lat temu, i w ciągu kilku następnych lat. Więcej z tej rozmowy usłyszą Państwo w kolejnej audycji.

2021-01-10 Słownik języka niemieckiego
Drodzy słuchacze, mówią Państwo po niemiecku, u nas słuchają Państwo moderacji i relacji w języku niemieckim, być może uczą się Państwo niemieckiego w szkole albo na studiach, ewentualnie posługują się Państwo językiem niemieckim w życiu zawodowym. Niemcy są najbliższym sąsiadem Polski, a dzięki polsko-niemieckiemu traktatowi o dobrym sąsiedztwie ma miejsce szeroko zakrojona współpraca.

Ale czy kiedykolwiek zadali Państwo sobie pytanie, czym właściwie jest ten niemiecki? Ten język, skąd się wziął, jakie istnieją słowa, w jakich tekstach można je zidentyfikować, ile w ogóle jest słów? Jeśli chcą Państwo to wiedzieć, to ani zwykły słownik, ani Duden nie wystarczy. Do tego potrzebne jest inne bardzo obszerne dzieło: słownik języka niemieckiego lub, innymi słowami, Grimm.

Jak sugeruje druga nazwa, ten tak zwany słownik referencyjny został opracowany przez dwóch mężczyzn, których znają Państwo bardzo dobrze w innym kontekście, jako zbieraczy bajek: Jacoba i Wilhelma Grimm. Niemiecki słownik Jacoba Grimma i Wilhelma Grimma miał, zgodnie z ambitnym celem wyznaczonym przy rozpoczęciu przedsięwzięcia w 1838 roku, wyjaśnić pochodzenie i użycie każdego niemieckiego słowa, wraz z dowodami.

Bracia Grimm zostali zwolnieni i wydaleni z kraju po proteście „Göttinger Sieben”, czyli siedmiu profesorów przeciwko królowi Ernstowi Augustowi z Hanoweru. Grimmowie wylądowali w Kassel, czyli w Hesji, i nie mieli pracy ani pieniędzy. Słownik był próbą zapewnienia im zaszczytnej pracy. Ale było też więcej.

„Co nas łączy oprócz naszego języka i literatury?”, napisał Jacob Grimm w 1854r. w przedmowie do pierwszego tomu, dodając, że we wszystkich klasach społecznych istnieje „tęsknota za dobrami, które jednoczą Niemcy, a nie dzielą”. Dla nich trzeba było język zgromadzić i posortować.

Kontrakt z 10 października 1838 roku został podpisany przez braci Grimm z Karlem Reimerem i Salomonem Hirzlem w Lipsku. Pierwotne wydawnictwo przekształciło się później w część wydawnictwa S Hirzel, które opublikowało wszystkie części niemieckiego słownika od 1852 do 2016 roku. Jacob i Wilhelm Grimm początkowo spodziewali się siedmiu do dziesięciu tomów i czterech do sześciu lat pracy. Ich współpracownicy znaleźli wtedy sześćset tysięcy fragmentów tekstu zaczynając od XVI wieku – czyli od czasów powstania języka nowowysokoniemieckiego od czasów Marcina Lutra. Stało się jasne, że przeliczyli się. Jacob mógł przynajmniej zakończyć litery A, B, C i E, Wilhelm tom D.

Następnie dalszą pracę przejęli inni językoznawcy, na początku XX wieku Pruska Akademia Nauk. W 1946 roku było już 21 tomów, a nawet po II wojnie światowej instytucje w Berlinie, wtedy w NRD, i w Getyndze w RFN, nadal pracowały wspólnie nas jeszcze 11 tomami.

10 stycznia 1961 r. profesor Theodor Kochs z Getyngi otrzymał od swojego berlińskiego kolegi profesora Bernharda Beckmanna następujący telegram, cytat: „Dzisiaj, wtorek, 10 stycznia 1961 r., punktualnie o godz. 17, wydano ostatni imprimatur. Gaudeamus” – koniec cytatu. Imprimatur to ostatnia weryfikacja przed drukkiem, „gaudeamus” oznacza „weselmy się”. Dokładnie 60 lat temu i 123 lata po jego rozpoczęciu przez braci Grimm ostatni, 32. tom słownika niemieckiego w końcu trafił do druku.

Ukończona wówczas wersja niemieckiego słownika o łącznej wadze 84 kilogramów zawiera około 320 000 haseł. Uwzględniając tom 33, tom źródeł, mamy 34 824 strony. Obecnie istnieje wydanie w miękkiej oprawie, wersja na CD-ROM, a dzieło jest również dostępne online na Uniwersytecie w Trewirze, który był odpowiedzialny za jego opracowanie cyfrowe. Zajrzyjcie Państwo do niego i spójrzcie na banknot o nominale 1000 niemieckich marek. Słownik pokazany jest z jednej strony, a bracia Grimm z drugiej. Świadczy to o docenieniu ich pracy jeszcze pod koniec XX wieku.

2021-01-10 Piotr z Rawenny

Czy czasami Państwo zdarza się Państwu, że nagle czegoś nie pamiętają, że po prostu nie mogą przypomnieć sobie imienia? Pamięć po prostu nie zawsze jest w dobrej formie, ale można ją trenować. Jeden z pierwszych przewodników na ten temat pojawił się już 530 lat temu. Autorem był młody prawnik o nazwisku Piotr z Rawenny. To nazwisko nic Państwu nie mówi? Pozwolą Państwo, że trochę Państwu opowiem.

„Wszyscy narzekają na swoją pamięć, nikt na intelekt” – powiedział kiedyś w XVII wieku francuski pisarz François de La Rochefoucauld. To się zmieniło. Nie, nie ma więcej ludzi, którzy narzekają na własne umysły, ale najwyraźniej pamięć nie jest już tak ważna dla współczesnych ludzi. Wszystko jest zapisane na smartfonie, w Internecie lub nieco staromodniej – w książkach. Krótko mówiąc: w pamięciach zewnętrznych.

Kiedyś tak nie było. Ludzie musieli umieć zapamiętać znacznie więcej niż dzisiaj, a już wtedy opracowali metody treningu swojej pamięci. Słynny rzymski mówca Cyceron zastosował strategię loci, od locus, łac. miejsce. Słowa kluczowe dla swoich przemówień zapamiętywał dzięki miejscom przy drodze – wędrował myślami po Rzymie. Kaznodzieje w klasztorach używali jako pomocy charakterystycznych punktów w swoich kościołach. Potem przyszedł czas Johannesa Gutenberga, który w 1450 roku wynalazł druk i uczynił książki – jako przystępną cenowo pamięć zewnętrzną – i informacje dostępne dla wszystkich – o ile osoba zainteresowana umiała czytać.

W tych czasach rodzi się w 1448 roku Piotr z Rawenny. Już w wieku 10 lat znał na pamięć prawo cywilne, a w wieku 20 lat znał całe prawo tamtego czasu. Zostaje wykładowcą na uniwersytecie w Padwie, a nieco później doktorem obu praw. Udaje się do Pizy, ale wkrótce potem wraca do Padwy jako profesor prawa kanonicznego. Dalsze stacje w jego życiu to Greifswald, Wittenberg, Kolonia i Moguncja, gdzie umiera w 1508 roku.

Często pytano go, w jaki sposób zdobył swoją wiedzę, a on dlatego zapisywał swoje metody treningu pamięci. W przypadku jednej z nich orientował się literami alfabetu, z którymi powiązywał treść i tym samym ją porządkował. Jego notatki trafiły do ​​druku i zostały opublikowane u Bernardino de Choris w Wenecji 10 stycznia 1491 roku – dokładnie 530 lat temu. Tytuł łacińskiego oryginału brzmiał: „Phoenix, sive artificiosa memoria” w języku polskim „Feniks, czyli sztuka pamięci”. Książka została również wydana w Erfurcie i Kolonii już na początku XVI wieku, została przetłumaczona na wiele języków i stała się tym, co dzisiaj można by nazwać międzynarodowym bestsellerem. I to aż do XVII wieku.

Jednak tam, gdzie jest sukces, pojawiają się też ludzie, którzy chcą w nim mieć udział bez pozwolenia. Już w 1491 roku, roku publikacji, Republika Wenecka przyznała Piotrowi z Ravenny i wybranemu przez niego wydawcy przywilej ochrony przed pirackimi drukami. Przywilej ten uważany jest za pierwszy możliwy do udowodnienia przykład ochrony praw autorskich. Te prawa są znowu i regularnie intensywnie dyskutowane, zwłaszcza w czasach współczesnych pamięci zewnętrznych, takich jak Internet. Ale, jak zwykł mawiać brytyjski pisarz Rudyard Kipling, to już zupełnie inna historia.

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (apod)

03.01.2021 (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam w pierwszej Allensteiner Welle w roku 2021, przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że mieli Państwo dobry start w Nowy Rok, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

Porozmawiamy z Paulem Gollanem, który 30 lat temu był współzałożycielem Związku Mniejszości Niemieckiej w Biskupcu.
Poza tym przypomnimy dwa wydarzenia, których rocznica przypada właśnie dzisiaj: zamordowanie biskupa warmińskiego Andreasa von Hattena i eksperyment z wahadłęm Jeana Foucaulta.
To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

W imieniu zarządu Związku Stowarzyszeń Niemieckich na Warmii i Mazurach oraz w imieniu redakcji Allensteiner Welle w dwudziestym roku naszego istnienia życzymy wszystkim słuchaczom dobrego Nowego Roku, sukcesów zawodowych i prywatnych i przede wszystkim zdrowia.

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w tym tygodniu według następującego planu: w środę, 6 stycznia i święto Trzech Króli o godzinie 10.00 w kościele w Olsztynie – Jarotach oraz w niedzielę, 10 stycznia o godzinie 15.00 w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2021-01-03 Paul Gollan I

W tym roku kilka stowarzyszeń mniejszości niemieckiej w Polsce i tu w województwie warmińsko-mazurskim świętuje 30-lecie swojego istnienia. Ich powstanie związane było z polsko-niemieckim traktatem o dobrym sąsiedztwie, 30-letniego istnienia którego również obchodzić będziemy w roku 2021. Jedną z osób pierwszej godziny był Paul Gollan z Najdymowa nad jeziorem Dadaj, który współtworzył organizację mniejszości niemieckiej w Biskupcu Reszelskim. Przed świętami przeprowadziliśmy z nim wywiad, którego pierwszą część usłyszą Państwo teraz:

——-

Trzydzieści lat temu powoli okazywało się, że podpisana zostanie umowa między Polską i Niemcami dotycząca wspólnej granicy, a prawdopodobnie jeszcze dalej idące układy. Jak wyglądały początki mniejszości niemieckiej tu w regionie? Skąd ten impuls?

[Paul Gollan:

Zaczynaliśmy od pytania, czy nie moglibyśmy stworzyć stowarzyszenia czy stowarzyszeń tutaj w Prusach Wschodnich. Odwiedziła nas rodzina Brück z Düsseldorfu, i oni powiedzieli „Słuchaj, Paul, musimy stać się tu aktywni, na Śląsk już coś się dzieje.” Powiedziałem: „Ruth, jak to może tu wyglądać? Nie uda mi się.” Ona mówiłą: „Pomogę Ci.” Ona miała kontakty z Bonn (tzn. z rządem), i wtedy się zaczęło. Wtedy też zaproszono mnie na Śląsk, gdzie (byli) Mazowiecki i kanclerz Kohl na górze Św. Anny. Hartmut Koschyk był dla mnie czymś w rodzaju takiego orędownika, to wyciągnęli mnie z tłumu i mogłem się z nimi przywitać.]

Skąd wzięła się pani Ruth Brück i Pański kontakt z nią?

[Paul Gollan:

Ona pochodziła bezpośrednio z Królewca. Już kilka lat spędzała u nas urlop. Tutaj świętowała swoje urodziny, miała sześcioro dzieci, świętowała u nas na gospodarstwie – musiało to być w Prusach Wschodnich. To były lata 90. Wtedy zorientowała się tam w Bonn, że coś się dzieje na Śląsku i od razu tu przyjechała. Zapytałem: „Droga Pani Brück, jak to może wyglądać?” A ona „Dobrze, pomogę Ci, Paul.” Przyjechała tu, nie było telefonu, tu żaden telefon, a ona kilka razy przyjeżdżała. I powiedziała „Teraz i tu musimy stać się aktywni.” Jeszcze nic takiego nie było słychać tutaj, a tak to się stało, że jako pierwsze to nasze stowarzyszenie stworzono.]

Dlaczego Pan osobiście zaangażował się w to tworzenie?

[Paul Gollan:

No, to sobie pomyślałem, że jesteśmy niemieccy i zostaniemy niemieccy. Tak (napisałem) w gazecie, mam jeszcze jedną jako pamiętnik z roku 1990. „Niemcami jesteśmy i Niemcami zostaniemy.” Przyjechali wtedy z Ziomkostwa (Prus Wschodnich) z Hamburgu. Było ich sześciu czy siedmiu małym busikiem. Kto był? Wtedy Wilhelm von Gottberg był (przewodniczącym), teraz jest nim pan Grigat. Był wtedy Ansgar Graw z redakcji (Ostpreußenblatt), a chcieli dużo, dużo wiedzieć.]

Jaki był kolejny krok w przygotowaniu powstania stowarzyszenia?

[Paul Gollan:

Pani Brück zaprosiła mnie do Bonn, a w Bonn zapytali mnie: „Panie Gollan, pan jest z Prus Wschodnich?” – „Tak.” – „Jak to będzie u Pana wyglądało? Czy pan ma tam dużo Niemców czy grup czy coś takiego?” – „Tak.” To powiedzieli, że trzeba zrobić taką listę, i to im obiecałem. I jeździłem po regionie, takim 30-40 kilometrowym, do Sętala, Ramsówka, Ramsowa, już nie wiem, gdzie wszędzie. Oni wtedy pytali: „Jak panu się uda?” – „Uda się.” Pytali: „Jak Pan myśli, ile osób?” Ja powiedziałem: „Powiedzmy 300.” Krótki czas później pani Brück przyjechała i zapytała: „Paul, czy udało Ci się zebrać coś na liście?” A ja: „Patrz na listy. Chcieliśmy zebrać 300, a tu mam aż 800.”]

800 – to całkiem nieźle, bardzo duża liczba. Czy Niemcy tak po prostu wpisali się na listy? Czy nie bali się wtedy pokazać się?

[Paul Gollan:

I tak to było. Kiedy do niektórych przyjeżdżałem, to musiałem – no nie do końca wygłosić kazanie, ale wytłumaczyć, powiedzieć, co to wszystko ma znaczyć, jest przecież Polska. Powiedziałem, że Kohl i Mazowiecki między sobą (uzgodnili) że Polska i Niemcy są teraz w dobrych stosunkach. I wtedy nie było tak śle. Raz byłem w Ramsówku. Starsza już kobieta – ja rozmawiałem z jej synem Franzem, a ona siedziała koło pieca i słyszała – nagle powiedziała: „ty, drogi mały Gollan – czy mały Niemiec – o wiele za późno, o wiele za późno”. No, ta starsza kobieta tak myślała. Ale i tak stworzyliśmy, to nam się udało i to bez odmowy. Wtedy przyjeżdżali tu z Bartoszyc, z Giżycka i innych stowarzyszeń i pytali: „Dostawaliśmy zawsze odmowy z sądu; Gollan, jak to zrobiłeś?”]

Nie tylko podpisy trzeba było złożyć w sądzie, lecz również statut przyszłego stowarzyszenia. I wtedy z nim nierzadko były te trudności. Więc powtórzmy pytanie: jak Pan to wtedy zrobił, że u was poszło bez problemów?

[Paul Gollan:

Tak, to było bardzo ważne. Miałem znajomego, który był prawnikiem i moim dobrym przyjacielem, i powiedział do mnie: „Paul, ja Ci to przygotuję”. On też zrozumiał, co było nam potrzebne. Raz, dwa razy byłem u niego wieczorem, i w końcu nawet usnąłem, a on zapytał: „Czego jeszcze potrzebujesz w tym statucie?” Zapytał mnie i powiedział mi: „Za dwa dni przyjdź do mnie i będzie gotowy”. I tak dobrze to zrobił, że nie dostaliśmy ani razu odmowy w sądzie.]

——-

Był to Paul Gollan z Najdymowa nad jeziorem Dadaj w rozmowie z nami. Tematem rozmowy, którą przeprowadziliśmy przed świętami było powstanie biskupieckiego stowarzyszenia mniejszości niemieckiej. Paul Gollan wtedy był współtwórcą tej pierwszej organizacji mniejszości niemieckiej w regionie. Wszystkie stowarzyszenia powstały po podpisaniu polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie w roku 1991, więc 30 lat temu, i w ciągu kilku kolejnych lat. Dalszą część tej rozmowy usłyszą Państwo w kolejnej audycji.

2021-01-03 Andreas von Hatten

Robin Hood wyskakuje zza krzaka, grozi bogaczowi, zabiera mu pieniądze, puszcza go wolno i daje pieniądze biednym na przeżycie. Kto nie zna tej sytuacji z literatury i scenariusza filmowego? Dokładnie 180 lat temu, 3 stycznia 1841 r., taki napad – bo niczym innym jest czyn Robina Hooda z prawnego punktu widzenia – skończył się we Fromborku śmiercią ofiary i jej gospodyni.

O tym morderstwie na tle rabunkowym prawdopodobnie już dawno by zapomniano, gdyby nie osoba ofiary. Zmarły, był bowiem ówczesny biskup warmiński Andrzej Stanisław von Hatten. Jak pisze gazeta z Aschaffenburga „Herold des Glaubens” („Herold wiary”) numer 3 z dnia 17 stycznia 1841 roku w raporcie zgonu, znaleziono biskupa – cytat „ze znaczną raną głowy wynikającą z ciosu mocnym, ostrym instrumentem” koniec cytatu. W innym miejscu jest dalej powiedziane, że jego życie – cytat „zostało skrócone przez morderstwo popełnione na nim między siódmą a ósmą wieczorem” koniec cytatu.

Biorąc pod uwagę ówczesną wiedzę kryminalistyczną, jest dość niezwykłe, że czas czynu można było określić tak dokładnie. Jednak okazuje się, że biskup von Hatten wysłał swoje sługi do kościoła parafialnego na modlitwę około godziny szóstej. Kiedy wrócili między siódmą a ósmą wieczorem, znaleźli go martwego, a jego gospodynie ciężko ranną i nieprzytomną. Ona też zmarła z powodu odniesionych ran.

Znalezienie sprawcy nie wymagało wielkiej bystrości. Podejrzanym od początku był krawiec-czeladnik Rudolf Kühnapfel. Miał już wcześniej złą opinię i rzekomo nie miał dobrego zdania na temat kleru katolickiego. Przeszukanie jego domu ujawniło topór, wciąż z resztkami krwi, oraz w łatwej do znalezienia skrytce pieniądze, złoty zegarek i złotą puszkę, które zostały wyraźnie rozpoznane jako własność biskupa.

Sprawca został skazany 15 lutego przez Najwyższy Sąd Krajowy w Królewcu za podwójne morderstwo na tle rabunkowym na śmierć poprzez łamanie kołem od dołu do góry. Na marginesie: jest on też ostatnią osobą straconą w ten sposób w Prusach. Podczas łamania kołem kości przestępcy były łamane ciężkim kołem wozu, a jego szczątki były następnie zaplatane na to koło. „Od dołu do góry” oznaczało, że procedurę rozpoczynano od nóg.

Andrzej Stanisław von Hatten urodził się w 1763 r. w szlacheckiej rodzinie zamieszkałej na Warmii od XVI wieku. Jego miejsca urodzenia, majątku Lemitten (Lemity) na południe od Ornety, nie można już znaleźć na dzisiejszych mapach. Był uczniem Liceum Hosianum w Braniewie, a następnie konsekwentnie wybrał karierę duchową. Po studiach w Warszawie i Rzymie uzyskał doktorat z teologii. Po święceniach kapłańskich przez cztery lata pracował w kancelarii biskupa Ignacego Krasickiego, w 1792 r. został arcykapłanem w Pieniężnie.

W 1800 r. został kanonikiem we Fromborku, a rok później warmińskim tzw. biskupem sufraganem. W 1818 r. miał zostać biskupem Chełmży, ale rząd pruski odrzucił to. W 1837 r., dnia 26 kwietnia, został biskupem warmińskim. W tej roli ścierał się z nadprezydentem Prus Theodorem von Schönem w dwóch kwestiach. Spór o małżeństwa mieszane w Prusach dotyczył kwestii, według której religii należy wychowywać dzieci z małżeństw międzywyznaniowych. Andreas von Hatten przeforsował również konserwację pałacu biskupiego w Lidzbarku Warmińskim, który Theodor von Schön chciał zburzyć.

Jeśli możemy dziś jeszcze zwiedzać zamek w Lidzbarku Warmińskim, to również dzięki temu biskupowi warmińskiemu zamordowanemu dokładnie 180 lat temu.

2021-01-03 Wahadło Foucaulta

Dokładnie 170 lat temu, 3 stycznia 1851 roku, młody jeszcze francuski fizyk po raz pierwszy przeprowadził eksperyment, który dowiódł, że Ziemia nie tylko obraca się wokół Słońca, ale także wokół własnej osi. A udowodniono to bez konieczności obserwowania gwiazd. Fizyk nazywał się Jean Bernard Léon Foucault i do swojego eksperymentu użył wahadła, które zostało później nazwane jego nazwiskiem: wahadło Foucaulta.

Léon Foucault urodził się w 1819 r. i pobierał lekcje od prywatnego nauczyciela, ponieważ musiał opuścić szkołę z powodu zbyt małej pilności i swojego zachowania. Studiował medycynę, ale nie mógł znieść sekcji. Ku fizyce i astronomii skłonił się dzięki przyjacielowi i sam zdobył rozległą wiedzę i umiejętności. Jego zainteresowania obejmowały regulację elektromagnetyczną lamp łukowych, widzenie obuoczne i zasadę działania żyrokompasu, a także określanie prędkości światła. Zmarł mając zaledwie 49 lat i został jako jeden z 72 naukowców uwieczniony na Wieży Eiffla.

Jego najbardziej znanym eksperymentem jest i pozostanie jednak ten z wahadłem. Wahadło Foucaulta to wahadło przestrzenne lub kuliste, które umożliwia huśtanie się w różnych kierunkach. Ważne jest, aby obciążnik wahadła miał dużą masę. W piwnicy domu fizyka 3 stycznia wahadło miało zaledwie dwa metry długości, a miesiąc później w paryskim obserwatorium – dwanaście metrów. 26 marca pokazał eksperyment publicznie w słynnym paryskim Panteonie z wahadłem o długości 67 metrów i wadze obciążnika 28 kilogramów.

Na dole obciążnika wahadła znajdował się grot, który przy każdej oscylacji wyznaczał ślad w warstwie piasku na podłodze. Jeżeli poza siłą grawitacji na oscylujące wahadło nie działałyby żadne siły zewnętrzne, powinna wyjść pojedyncza linia charakteryzująca tzw. płaszczyznę oscylacji. Ale szybko stało się jasne, że tak nie jest. Wahadło opisuje tak zwaną orbitę rozetową, płaszczyzna oscylacji obraca się względem podłoża. Ale jeśli wahadło się nie obraca, obracać musi się Ziemia pod wahadłem. Istnieje więc rotacja Ziemi. Co należało udowodnić.

W innych miastach są podobne urządzenia. Na Uniwersytecie Ludwiga Maksymiliana w Monachium długość wynosi 20 metrów, waga obciążnika dokładnie 12 kilogramów. Minie tutaj 32,2 godziny, zanim wahadło po raz kolejny poruszy się dokładnie w tej samej płaszczyźnie jak na początku, tj. wykona tak zwany pełny obrót Foucaulta. We Fromborku w Wieży Radziejowskiego na Wzgórzu Katedralnym stalowa lina ma 28 metrów długości, a waga kuli 46,5 kg. Czas trwania obrotu wynosi tutaj 29 godzin i 5 minut.

Różnica w czasie trwania wynika z szerokości geograficznej miejsca, w którym znajduje się wahadło. Na biegunie geograficznym wahadło powróciłoby do tej samej płaszczyzny oscylacji po prawie dokładnie 24 godzinach. Na równiku nie byłoby żadnego przesunięcia; tam wynik jest właściwie pojedynczą linią. Nawiasem mówiąc, oznaczenie oscylacji wahadła na północ od równika zawsze przesuwa się zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Ziemia bowiem obraca się pod swobodnie oscylującym wahadłem z zachodu na wschód, w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara.

Jeśli zechcą Państwo to sprawdzić i przekonać się na własne oczy, muszą Państwo spakować wypełniony kosz piknikowy, uzbroić się w cierpliwość i pojechać do Fromborka. Warto!

Jingle – koncert życzeń

Jak zwykle w pierwszą niedzielę miesiąca i w tym przypadku pierwszą niedzielę nowego roku – koncert życzeń dla naszych jubilatów. Spójrzmy na jubilatów z grudnia 2020 roku w mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach:

Nidzickie stowarzyszenie mogło pogratulować czworgu swoich członków. Przy tym między innymi 1 grudnia Ida Kujawska skończyła 90, 14 grudnia Bernard Blok – 80, a 24 grudnia Ginter Ginap 85 lat.

W Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej w Kętrzynie zanotowano 9 jubilatów, między innymi Helgę Bebłowską z 89 i Annę Szarlej z okrągłymi 50 latami.

W Ełku w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Masuren“ cieszyć sie mogło troje jubilatów, wśród nich Walter Gorzkowski z już 90 latami.

Pięć osób miało na swojej liście Stowarzyszenie Przyjaźni „Rosch“ w Piszu. Szczególnie podkreślić chcielibyśmy Genowefę Stankiewicz z już 92 latami. Dokładnie pół wieku skończyła tam Mariola Krzykalska.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej “Warmia” w Lidzbarku Warmińskim mogło pogratulować czworgu, a Stowarzyszenie Niemieckie „Natangen“ w Górowie Iławeckim sześciu osobom, świętującym rozpoczęcie nowego roku życia. W Lidzbarku na swoje 88 lat spoglądać może Róża Grynek, a w Górowie Brigitte Miszczuk na 89 lat.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ z Ostródy przesłąło nam zestawienie z dziewięcioma jubilatami. Edeltraut Kerski skończyła tam 88, a Herta Grzęda 84 lata.

W Pasłęku Dorota Strzałkowska skończyła 28 grudnia 86 lat.

My przyłączamy się do wszystkich życzeń, dołączamy życzenia wszystkiego najlepszego, zdrowia i wiele radości w życiu i zagramy dla Państwa piosenkę „Boogie Woogie Baby“ zaśpiewaną przez Udo Jürgensa.

Anna: I to była pierwsza Allensteiner Welle w roku 2021, życzę Państwu jeszcze spokojnego niedzielnego wieczoru i dobrego tygodnia!

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (bsc)

 

27.12.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 27.12.2020

Anna: Serdecznie witam w ostatniej Allensteiner Welle w roku 2020, przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo piękne dni w gronie rodzinnym, trochę odpoczęli i są dzisiaj znowu z nami.

W dzisiejszej audycji:

– spojrzymy na historię przedstawianą co roku w okresie Bożego Narodzenia  w filmie „Drei Haselnüsse für Aschenbrödel – Trzy orzeszki dla Kopciuszka“

– oraz porozmawiamy z księdzem profesorem doktorem Zbigniewem Stępniakiem na temat isttotnych podczas mszy przyborów.

– Poza tym zabierzemy Państwa do Oberstdorfu, na skocznię Schattenberg, która świętuje dzisiaj swój jubileusz..

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

___________________________________________________________________

Jingle – wiadomości

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w tym tygodniu jak zaplanowano:

– w czwartek, 31 grudnia – w Sylwestra – o godzinie 16.00

– oraz w Nowy Rok, 1 stycznia, oraz w przyszła niedzielę, 3 stycznia każdorazowo o godzinie 10.00.

Wszystkie msze odprawione zostaną w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2020-12-27 „Trzy orzeszki dla Kopciuszka”

Czy rozpoznali Państwo muzykę, którą można było usłyszeć przed chwilą w  naszym programie? Grał korpus muzyczny Bundeswehry, kompozytorem jest Czech Karel Svoboda, a muzyka pochodzi z baśniowego filmu „Trzy orzeszki dla Kopciuszka” z 1973 roku. Być może widzieli Państwo to dziś po południu jako niedzielną bajkę na niemieckim kanale dla dzieci. Jeśli Państwo to przegapili, niech się Państwo nie martwią – na różnych kanałach film ten będzie emitowany jeszcze aż do stycznia. Bez niego brakowałoby czegoś w okresie Bożego Narodzenia – a wiele osób ogląda go nie tylko raz.

Ta filmowa adaptacja opowiadania czeskiej poetki narodowej Bożeny Nemcovej z XIX wieku uznana została za najlepszy film baśniowy wszechczasów. Ta historia jest jednym z filarów sukcesu, ponieważ jej Kopciuszek nie czeka grzecznie; buntuje się, potrafi strzelać z kuszy, wspinać się i jeździć konno – i to lepiej niż mężczyźni. A Libuše Šafrankova, która w tym czasie musiała grać księżniczkę nie tylko w jednym filmie, robi to wspaniale. Niezapomniana jest jej przejażdżka na białym koniu Nikolaus przez zaśnieżony las, kiedy uciekła z domu ze swoim psem Kasperle. Jej bezczelna rozmowa z księciem, granym przez Pawła Travnicka, jako biednej dziewczyny w lesie i jako myśliwego jest cudownie swobodna i niekonwencjonalna.

To nie jest nieśmiała młoda kobieta, która tylko czeka; książę nie może po prostu jej zdobyć, musi ją podbić. Robi wszystko, aby się to udało. Bo kiedy sługa macochy Kopciuszka, Vinzent, wjeżdża do miasta, strzela w gałązkę z trzema orzechami laskowymi, które spadają. Sługa zabiera je ze sobą i daje Kopciuszkowi. A te orzechy mają swoją wartość wewnętrzną. Gotowe do użycia przechowywane są u kota Mohrle i strzeżone przez sowę Rosalię w kryjówce w stodole.

Dzieje się tak, jak dziać się musi. Król zaprasza do swojego zamku wszystkie młode kobiety ze swojego królestwa, w tym przyrodnią siostrę Kopciuszka. Zamek Moritzburg pod Dreznem stanowi majestatyczne tło dla scen na zewnątrz, goście wkraczają do sali – a Kopciuszek używa jednego z orzechów laskowych, aby przemienić się na swój występ w księżniczkę.

[muzyka]

To jeden z motywów muzycznych do „Trzech orzeszków dla Kopciuszka”. Jak już wspomniano, muzyka pochodzi spod pióra Karla Svobody, któremu zawdzięczamy również muzykę do „Pszczółki Mai”, „Nilsa Holgersona”, „Wickiego” i „Pinokia”. Można zamknąć oczy i dokładnie wiadomo, co się właśnie dzieje w filmie.

Nieznana piękność wywołuje niepokój na balu, książę tak bardzo się zakochuje, że chce ją z miejsca poślubić. Ale ona mu tego nie ułatwia. Najpierw musi on rozwiązać następującą zagadkę, cytat: „Policzki zabrudzone popiołem, ale to nie jest kominiarz! Mały kapelusz z piórkiem, ale to nie myśliwy. Suknia ze srebrnej tkaniny z trenem, ale to nie księżniczka, proszę pana.” – koniec cytatu.

Wiemy z bajki, że po pokonaniu pewnych trudności udaje mu się  rozwiązać zagadkę, że po jej ucieczce z zamku znów odnajduje swoją ‘księżniczkę’ i wszystko kończy się dobrze. Śnieg kurzący spod kopyt koni, para galopująca przez imponujący zimowy krajobraz ku szczęśliwemu zakończeniu – i ku szczęśliwemu początkowi. Sylwester może nadejść.
2020-12-27 Zbigniew Stępniak III

Jesteśmy w okresie Bożego Narodzenia, a właśnie podczas Wigilii i świąt Bożego Narodzenia było szczególnie wiele mszy. Potrzebne było bardzo dużo wina mszalnego, hostii, wody święconej i kadzidła. Powstaje więc pytanie, jakie reguły obowiązują do odniesieniu do tych ważnych przyborów mszalnych i jakie są związane z nimi tradycje. Odważyliśmy się razem z ks. prof. dr Zbigniewem Stępniakiem rzucić okiem za kulisy. Usłyszą Państwo teraz trzecią część rozmowy:

——-

Kadzidło jest rzeczą, która jak niektóre inne przyprawy i zapachy, dzieli ludzi. Jedni bardzo je lubią, inni w ogóle go nie cierpią. Tak było od początku jego korzystania. Skąd właściwie pochodzi tradycja kadzidła?

[Zbigniew Stępniak:

Tradycja kadzidła jest typową tradycją religijną, ale pochodzi już z pogańskich czasów. Wielu ludzi w starych religiach również używało kadzidła, kiedy np. składali bogom coś w ofierze, zawsze mieli kadzidło.]

Które kościoły go używają? Czy kadzidła używano jako czystej substancji?

[Zbigniew Stępniak:

To jest tradycja katolicka, ale i prawosławna. Prawosławni robią bardzo specjalne kadzidło. Normalnie to jest żywica z innymi (substancjami, takimi  jak) kwiaty czy przyprawy. Normalnie żywica ma bardzo silny zapach, ale kiedy dodajesz kwiaty do żywicy, zmienia to zapach.]

Z kadzidła jednak nie korzystano tylko w celach religijnych…

[Zbigniew Stępniak:

W tradycji arabskiej kadzidło ma również właściwości pobudzające i erotyzujące. A specjalnych żywic z pewnych rodzajów drewna używano w medycynie.]

Właśnie w okresie Bożego Narodzenia kadzidło odgrywa ważną rolę – bo jest kosztowne i zostaje z tego powodu darowane jako prezent od Trzech Króli…

[Zbigniew Stępniak:

Jeden przyniósł złoto, drugi mirrę, a trzeci właśnie kadzidło. W starej żydowskiej tradycji zawsze używano go podczas najdonioślejszych, największych  uroczystości, nawet podczas koronacji królów. Więc kadzidło jest symbolem koronacji. Może też mieć  inną symbolikę. Dym z kadzidła idzie do góry, a nasze modlitwa idą do Boga.]

A jak rozpala się kadzidło? Jak to wygląda dokładnie?

[Zbigniew Stępniak:

W kościele katolickim jak i prawosławnym mamy tribulum, czyli trybularz. Do tego trybularza wkłada się zapalony węgiel, a na to kadzidło. Są różne rodzaje, też w kościele katolickim mamy różne rodzaje kadzidła.]

Czy są też pewne rodzaje kadzidła na pewne wydarzenia, czy niedziele w roku liturgicznym?

[Zbigniew Stępniak:

U nas nie, u prawosławnych nie wiem dokładnie. U nas to wszystko leży w rękach księdza. Jeśli lubi pewien rodzaj, używa go, ale nie ma różnicy.]

Powiedział ksiądz, że kadzidło prawosławne jest aromatyczniejsze i silniejsze. Czy trzeba je również traktować inaczej?

[Zbigniew Stępniak:

Bardziej intensywne i całkiem inne, jak można to było poczuć, bardzo, bardzo intensywne również bez ognia. Kolega, ksiądz prawosławny, wyjaśnił mi też, że kadzidła prawosławnego nie trzeba kłaść na bardzo gorący ogień.]

A propos ognia: on też ma swoją symbolikę jak wino, hostie i kadzidło. Jedną raczej smutną, ale również jedną pełną nadziei…

[Zbigniew Stępniak:

Ogień ma symbolikę dla zmarłych, dlatego do dzisiaj zapalamy świece dla naszych zmarłych. Świeca woskowa symbolizuje Chrystusa. Zaczynamy nasze życie z Chrystusem, dlatego rodzice przychodzą do kościoła na chrzest ze świecą woskową, kiedy młody człowiek zaczyna swoje życie z Chrystusem i dla Chrystusa. ]

A ta świeca może towarzyszyć człowiekowi całe jego życie…

[Zbigniew Stępniak:

Przychodzi później ze świecą woskową do Pierwszej Komunii, bardzo często z tą, którą dostał z okazji chrztu. A bardzo często tę świecę trzyma w ręce człowiek, który już umiera.]

Szczególnej świecy używano z okazji Wielkanocy, i jest on bardzo charakterystyczne przyozdobiona…

[Zbigniew Stępniak:

Alfa – początek, omega – koniec, a między nimi aktualny rok. Jak mówi ksiądz: Ty jesteś alfą – początkiem i omegą – końcem, a potem pokazuje wszystkie rany, wszystkie pięć ran Jezusa. I na końcu dodaje aktualny rok.]

——-

Był to olsztyński ksiądz profesor, doktor Zbigniew Stępniak w rozmowie z nami na temat ważnych podczas mszy  przyborach, takich  jak wino mszalne, hostie, woda święcona i kadzidło. W trzeciej  części rozmowy tematem było przede wszystkim kadzidło, jakie zasady obowiązują w odniesieniu do niego i gdzie tkwią korzenie tej tradycji.
2020-12-27 Skocznia Schattenberg

Od przyszłego tygodnia aż do 6 stycznia wszyscy eksperci –  i ci, którzy uważają się za ekspertów –  ponownie będą rozmawiać o odejmowaniu punktów, ocenie postawy, wpływie wiatru, metrach, a nawet centymetrach i tak zwanej Hill Size. Kiedyś było jeszcze coś takiego jak punkt K i odległość jury. Czy wiedzą Państwo, o jaki sport chodzi? Racja, chodzi o skoki narciarskie i Turniej Czterech Skoczni, który rozpocznie się pojutrze. Podczas pierwszych zawodów skoczkowie tradycyjnie rywalizują w Oberstdorfie, a następnie skaczą w Garmisch-Partenkirchen, Innsbrucku i Bischofshofen.

W Oberstdorfie sportowcy skaczą na stadionie skoków narciarskich na zboczach góry Schattenberg. Pierwsza skocznia narciarska we wsi znajdowała się w innym miejscu już w 1909 roku. Rekord na tej skoczni „Auf den Halden” to 22 metry – dystans, na który dzisiejsi młodzi skoczkowie tylko ze znużeniem unoszą brwi. Wtedy skakało się na innych nartach i inną techniką. Poza tym skocznia była po prostu za mała. Dlatego powstała tzw. Schattenbergschanze, którą otwarto 95 lat temu, 27 grudnia 1925 roku. To tutaj odbywały się mistrzostwa Niemiec i kwalifikacje do Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Garmisch-Partenkirchen w 1936 roku, ale popadła ona w ruinę podczas II wojny światowej. Skocznia została ponownie otwarta wkrótce po wojnie, na początku 1946 roku, i od 1953 roku jest integralną częścią Turnieju Czterech Skoczni.

Z biegiem czasu skocznia musiała zostać dostosowana do rozwoju tego sportu i stała się najpierw skocznią K-70, a następnie K-90. „K” pochodzi z punktu konstrukcyjnego, czyli punktu na bulą, w którym nachylenie stoku staje się bardziej płaskie. Jest to od 75 do 99 metrów dla normalnej skoczni, i od 100 do 130 metrów dla dużej skoczni. Za ten dystans skoczek narciarski otrzymuje ustaloną liczbę punktów, jeśli skoczy bliżej, odejmuje się punkty, jeśli skoczy dalej, dostanie ich jeszcze więcej.

Od 2004 roku do klasyfikacji skoczni narciarskiej używa się tzw. Hill Size. To odległość, na której rozbieg skoczni narciarskiej ma jeszcze nachylenie 32 stopni. Od tego miejsca lądowanie jest bardziej niebezpieczne, dlatego punkt ten często odpowiada odległości jury. Gdy ten dystans zostanie osiągnięty, jury musi rozważyć skrócenie rozbiegu.

Na stadionie skoków narciarskich w Oberstdorfie znajduje się pięć skoczni narciarskich. Dwie najważniejsze z nich to normalna skocznia o punkcie konstrukcji lub punkcie K na 95 metrów, i duża skocznia. Odbudowano ją w 1973 roku z punktem K 115 i rozbudowano do wartości K 120 w 2003 roku. Odpowiada to skoczni o długości Hill Size na 137 metrów, rekord skoczni od 2003 r. utrzymuje Norweg Sigurd Pettersen z odległością 143,5 m. Miejmy nadzieję, że pojutrze pogoda się dopisze i aktualni sportowcy z werwą wyjdą ze świąt Bożego Narodzenia. Wtedy stara, czcigodna skocznia Schattenbergschanze mogłaby doświadczyć nowego rekordu.
Anna: I to była ostatnia Allensteiner Welle w roku 2020, życzę Państwu jeszcze spokojnego niedzielnego wieczoru, jeszcze kilku dobrych dni starego roku i dobrego startu w Nowy Rok 2021!

Audycję zrealizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia w Nowym Roku mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/ad)

20.12.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 20.12.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w niedzielny wieczór przy mikrofonie wita Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że są Państwo zdrowi, zapalili czwartą świecę na wieńcu adwentowym i tak krótko przed świętami nie są zestresowani, tylko znowu z nami.

W dzisiejszej audycji:

– przybliżymy Państwu niektóre zwyczaje i obrzędy związane z Bożym Narodzeniem

– oraz porozmawiamy z Henrykiem Hochem, przewodniczącym Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur na temat roku 2020 i 2021.

– Poza tym przedstawimy Państwu producenta kochanego przez dzieci misia – firmę Haribo.

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

___________________________________________________________________

Jingle – wiadomości

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w tym tygodniu jak następuje: w czwartek, 24 grudnia – w Wigilię – pasterka o godzinie 22.00, oraz w dni świąteczne 25 i 26 grudnia jak też w następną niedzielę 27 grudnia – w uroczystość świętej Rodziny – każdorazowo o godzinie 8.30. Wszystkie msze odprawione zostaną w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2020-12-20 Adwent i Boże Narodzenie

Zakładam, drodzy słuchacze, że zapaliliście dzisiaj, jak prawie wszyscy wokół was i w zasięgu naszego nadajnika, czwartą świecę na wieńcu adwentowym. I prawie pewne, że nie myśleliście o tym, skąd się wzięła ta tradycja, tak samo jak w przypadku innych zwyczajów w okresie Adwentu i Bożego Narodzenia.

Skąd się wziął wieniec adwentowy? Jakie kolory mają na nim świece? Tydzień temu podczas warsztatów „Zwyczaje Adwentu i Bożego Narodzenia” w ramach projektu „LernRaum” wyjaśniono te i inne pytania. Jestem bardzo wdzięczna prowadzącej warsztaty, dr Monice Czok, za impuls i część treści do tego tekstu.

Wieniec adwentowy ma zazwyczaj świąteczne kolory: czerwony, biały i zielony. Wiecznie zielone gałęzie, czerwone świece, białe ozdoby lub białe świece i czerwone ozdoby. Istnieje również wariant kolorystyczny z fioletowymi świecami, które wskazują na okres kontemplacji i postu. Wtedy trzecia świeca jest często różowa, ponieważ trzeci adwent to niedziela Gaudete, czyli „raduj się”, jak usłyszeliście Państwo przed chwilą w piosence „Jauchzet, frohlocket” zaśpiewaną przez Dresdener Kreuzchor. Pierwszy wieniec adwentowy to protestancka tradycja z sierocińca pod Hamburgiem. Jego kierownik ksiądz Johann Wichern wymyślił go dla dzieci, aby skrócić im czas oczekiwania. Wtedy miał 24 świece, ale z biegiem czasu wieńce stały się zbyt drogie ze względu na rozmiar, a świece ze względu na cenę wosku. Powstały więc dzisiejsze małe wieńce z czterema świeczkami na niedziele adwentowe.

Za skrócenie czasu oczekiwania odpowiadały i odpowiadają za to kalendarze adwentowe. Powstały jeszcze bez drzwiczek na początku XX wieku, drzwi z papieru otrzymały około 1920 roku. Za drzwiami kryły się wówczas święte motywy biblijne. Dzisiejsza słodka wersja to dziecko niemieckiego cudu gospodarczego, inne nowoczesne wersje, na przykład z saszetkami, są również dostępne dla tych o innych gustach.

A potem nadejdzie – już tylko kilka dni – w końcu Wigilia, a wraz z nią choinka. Dawniej rzadko była wnoszona do izby, dawniej rzadko dekorowana. Choinka również należy do kultury protestanckiej. Kiedyś wisiały na niej jabłka, orzechy lub coś słodkiego. Ci, których było na nie stać, mieli świece z wosku pszczelego. Później dodano lametę zwaną inaczej anielskim włosem, bombki jako symbole idealnego kształtu, papierowe łańcuchy jako symbole połączenia, orzechy jako symbole nowego życia. To nie tylko ozdoby, ale także symbolika, którą dziś ludzie stracili z oczu.

Ozdoby można było kupić oprócz pierników, makaroników kokosowych czy innych wypieków na jarmarkach bożonarodzeniowych, z których najstarsze, podobnie jak norymberski Christkindlesmarkt, mają ponad 400-letnią tradycję. Każdego roku w Niemczech odbywa się 2500 rynków odwiedzanych przez kilkaset milionów gości, gdzie serwuje się 50 milionów litrów grzanego wina, które w tym roku są zamknięte, ku wielkiemu smutkowi handlarzy. Już w przeszłości sprzedaż domowych zabawek drewnianych była dla ubogich, na przykład w Rudawach, świetną okazją do zarobienia pieniędzy przed świętami Bożego Narodzenia na zakup prezentów lub jedzenia.

Jedzenie na stołach, wokół których gromadziła się rodzina w Wigilię i Boże Narodzenie. Nawet jeśli był mały, był ważny. Podobnie jak sól, chleb i moneta na stole jako symbole tego, czego potrzebuje się w życiu i aby przeżyć. Wszystko inne to były i są, używając słów Scrooge’a z bożonarodzeniowej opowieści Dickensa, „po prostu bzdury”.
2020-12-20 Henryk Hoch

4 grudnia zarząd Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur ZSNWiM spotkał się w mniejszym składzie na posiedzenia z małą uroczystością adwentową. Wraz z Henrykiem Hochem, przewodniczącym ZNSWiM spojrzeliśmy wstecz na ten rok 2020  i na rok 2021:

——-

Kiedy patrzy Pan na ten rok 2020, co może Pan powiedzieć o tym okresie w odniesieniu do stowarzyszeń niemieckich, które Pan reprezentuje?

[Henryk Hoch:

Jest okropnie. Mamy teraz posiedzenie zarządu i uroczystość adwentową, raczej spokojną, zamykamy ten rok, nie można nawet napisać sprawozdania za ten rok. Epidemia wirusa „ukradła” nam rok naszego życia, można powiedzieć. Nie mogliśmy przeprowadzić naszych imprez, my jak i Ziomkostwo Prus Wschodnich, inne mniejszości narodowe, niestety wszystko zostało odwołane. Teraz jest wszystko on-line, parę rzeczy udało nam się zorganizować i przeprowadzić kilka projektów, ale poza tym, jeden albo drugi zaraził się, wszyscy boją się.]

Kilka wydarzeń w świecie realnym, kilka imprez wirtualnie, to brzmi jak promyk nadziei na horyzoncie. Ale mimo to nie było to zbyt wiele…

[Henryk Hoch:

Bardzo mało, bardzo mało, parę projektów młodzieżowych udało się nam jako Związkowi, ale było za mało. Wszystko stracone, nawet w Niemczech. Nie było spotkań byłych mieszkańców regionu dawnych Prus Wschodnich. Jestem z Ostródy, i Ziomkostwo byłego powiatu ostródzkiego musiało odwołać spotkanie, były obostrzenia z powodu pandemii. Jest trochę łatwiej, bo mamy Internet, ale to nie jest to samo co normalne spotkania ludzi.]

W tym momencie znowu obowiązują ostre obostrzenia, ale przyjdzie i nowy rok. Jak wyglądają Pana nadzieje na 2021 r.?

[Henryk Hoch:

Oczekujemy, że następny rok 2021 będzie o wiele lepszy, mamy już nasz kalendarz imprez na następny rok, nieźle wygląda. Jest dużo imprez i będziemy się cieszyć, jeśli to się uda, kiedy możemy się spotkać z naszymi rodakami żyjącymi w Niemczech i z rodziną. Ale jesteśmy niemiecką rodziną tutaj i tak długo nie widzieliśmy się z różnymi ludźmi z różnych stowarzyszeń.]

A czego życzy Pan swoim członkom i przyjaciołom mniejszości niemieckiej?

[Henryk Hoch:

Naszym członkom, naszym rodakom tu w Prusach Wschodnich życzę przede wszystkim jednego: zdrowia. Żebyśmy nadal byli zdrowi i wiele razy się znowu spotykali.]

——-

Był to Henryk Hoch, przewodniczący Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur, w rozmowie z nami. Tematem było spojrzenie wstecz na rok 2020 i na przyszłość, na rok 2021.
2020-12-20 100 lat Haribo

Znają ją Państwo wszyscy, nawet jeśli Państwo się do tego nie przyznają, nawet jeśli wolą Państwo jeść słone potrawy, nawet jeśli omijają Państwo lub ze względów zdrowotnych muszą omijać słodycze szerokim łukiem. Znają ją Państwo, ponieważ jest wszechobecna w sklepach spożywczych, firma z trzema sylabami, która produkuje prawdopodobnie najsłynniejszego misia na świecie. Mowa jest o Haribo.

To jedna z historii największych sukcesów niemieckiej gospodarki, która rozpoczęła się prawie dokładnie sto lat temu 13 grudnia 1920 roku. Jedna z wielkich historii, która zaczęła się w skromnym pokoju, podobna do kariery Billa Gatesa. Nie w garażu jak u Gatesa, ale w pralni w dzielnicy miasta Bonn. Johann „Hans” Riegel, urodzony w 1893 r., został cukiernikiem i rozpoczął produkcję w nowej firmie: HA (od Hansa) RI (od Riegel) BO (od Bonn) mając worek cukru i podstawowe wyposażenie do robienia cukierków.

Już w 1922 roku Hans Riegel opracował najsłynniejszy do dziś produkt swojej firmy: gumowego misia. W tym czasie nazywano go „tańczącym misiem”, z czasem stał się trochę mniejszy, grubszy, a także twardszy, ponieważ zamiast gumy arabskiej używa się teraz żelatyny – i stał się złotym misiem. W 1925 roku rozpoczęła się produkcja wyrobów z lukrecją, które do dziś dzielą smaki ludzi. Niektórzy bardzo nie lubią smaku anyżu, inni go uwielbiają. Podział na te grupy można odczytać nawet geograficznie z danych dotyczących sprzedaży: lukrecja jest bardzo popularna w Skandynawii, także w północnych Niemczech, podczas gdy południowi Niemcy są bardziej entuzjastycznie nastawieni do żelków.

To nie były jedyne produkty, ale dwa filary stale rozwijającej się firmy. II wojna światowa wraz z deficytem surowców, zwłaszcza cukru, również pogrążyła HARIBO w tarapatach, oprócz tego w 1945 roku zmarł założyciel firmy Hans Riegel. Ale wraz z nastaniem pokoju, a przede wszystkim ożywieniem gospodarczym lat 60., ludzie znów chcieli słodyczy i mieli na nie pieniądze.

W 1967 roku złoty miś został przez niemiecki urząd patentowy uznany za zastrzeżony znak towarowy. Ale czym właściwie jest taki żelkowy miś? Gumisie to żelki owocowe w kształcie wysokich na około dwa centymetry, stylizowanych misiów, składające się z cukru, syropu cukrowego i zestalonej mieszanki żelatyny, nadającej im gumowatą konsystencję, a także barwników i aromatów, środków zakwaszających i powlekających oraz wody. Barwniki stały się w międzyczasie naturalne, co ogranicza wybór kolorów. Do 2007 roku było pięć kolorów. Oprócz później sześciu podstawowych kolorów: białego, żółtego, pomarańczowego, jasnoczerwonego, ciemnoczerwonego i zielonego, na specjalne okazje dostępne są dodatkowe kolory.

Sukcesem, oprócz reklamy w ówcześnie młodym medium telewizji już w latach 60., był wybór „twarzy” HARIBO w 1991 roku. Dobrze znany już wówczas prezenter telewizyjny Thomas Gottschalk był od tego roku obecny w reklamie firmy przez 24 lata. W tym roku firma obchodziła i obchodzi swoje setne urodziny. Wszystkie łakomczuchy i łasuchy, które nie mogą się doczekać słodyczy m.in. teraz w okresie świątecznym, życzą wszystkiego najlepszego.
Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu wesołych i zdrowych świąt Bożego Narodzenia!

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. Wesołych świąt!  (ap/łw)

13.12.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 13.12.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteier Welle, w trzecią niedzielę adwentu 2020 przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry kolejny tydzień adwentu, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

– porozmawiamy o ważnym dla stosunków polsko – niemieckich wydarzeniu: uklęknięciu Willy Brandta przed 50 laty w Warszawie – więcej na ten temat w felietonie i wywiadzie z Henrykiem Hochem, przewodniczącym Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur.

– Poza ty, porozmawiamy jeszcze raz z księdzem profesorem doktorem Zbigniewem Stępniakiem na temat ważnych podczas mszy utensyliów.

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

___________________________________________________________________

Jingle – wiadomości

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w tym tygodniu jak następuje: w przyszła niedzielę, 20 grudnia – w czwartą niedzielę adwentu – o godzinie 8.30 w Olsztynie – Jarotach i o godzinie 14.00 w Biskupcu. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2020-12-13 Willy Brandt

W tym tygodniu, dokładnie w poniedziałek, 7. grudnia, minęła 50 rocznica jednego z punktów zwrotnych w historii niemiecko-polskiej i europejskiej. Kanclerz Republiki Federalnej Niemiec Willy Brandt przyjechał do Warszawy 7 grudnia 1970 roku, aby podpisać Układ PRL-RFN. W drodze przez miasto uklęknął przed pomnikiem Bohaterów Getta – gest, który zmienił świat.

Kanclerz Niemiec Willy Brandt wyruszył wtedy w niezwykłą podróż. Była to pierwsza wizyta niemieckiej głowy państwa w polskiej stolicy nie tylko po II wojnie światowej, która wtedy miała miejsce ledwie 25 lat temu, ale w całej długiej polsko – niemieckiej historii. Wizyta była niezwykła już ze względu na okazję. Willy Brandt przyjechał podpisać układ, który miał doniosłą treść. W „Układzie między Polską Rzeczpospolitą Ludową a Republiką Federalną Niemiec o podstawach normalizacji ich wzajemnych stosunków”, jak jego nazwa brzmi w całości, oba państwa twierdziły bowiem, że ich granice są nienaruszalne. Tym samym Republika Federalna Niemiec faktycznie uznała zachodnią granicę Polski wzdłuż Odry i Nysy Łużyckiej, jak została ona uzgodniona w 1945 roku. Ostateczne ustalenie kwestii granicy formalnie pozostawiono przyszłemu traktatowi pokojowemu, który wydawał się wówczas utopią. Warto zauważyć, że ten układ PRL-RFN jest jednym z dokumentów, które zapoczątkowały procesy, które w dłuższej perspektywie umożliwiły późniejsze pokojowe zmiany w Europie, że wyznaczył granice i pomógł je pokonać. Zaczęło się od nowych kontaktów za czasów Edwarda Gierka i doprowadziło w 1991 r. do spotkania Tadeusza Mazowieckiego i Helmuta Kohla w Krzyżowej oraz do polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie, którego rocznica przypada w przyszłym roku.

Najbardziej zapamiętanym gestem tamtego dnia jest jednak klęknięcie kanclerza przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie. Planowano złożyć tam wieniec przed spotkaniem w celu ostatecznych negocjacji. Egon Bahr, doradca Willy’ego Brandta i architekt tzw. układów wschodnich pod hasłem „zmiana poprzez zbliżenie”, przestraszył się, gdy nagle nie zobaczył stojącego kanclerza. Dziennikarze zamilkli, jak później wspominał, cytat: „Gdy się zbliżyłem, ktoś wyszeptał ‘on klęczy’. Zobaczyłem to zdjęcie dopiero wtedy, gdy obiegło świat.” – koniec cytatu. Sam Willy Brandt powiedział kiedyś o tym momencie cytat: „Nad przepaścią niemieckiej historii i pod ciężarem milionów zamordowanych zrobiłem to, co ludzie robią, gdy odbiera mowę” – koniec cytatu. Ten gest był niezaplanowany, spontaniczny, a zatem autentyczny – i skuteczny. Tym bardziej, że w osobie Willy’ego Brandta klęczał tam ktoś, kto sam nie był winny, a zatem, jak napisał tydzień później Hermann Schreiber w tygodniku „Der Spiegel”, cytat: „[Prosi] o przebaczenie, którego on sam nie potrzebuje. Klęczy tam dla Niemiec.” – koniec cytatu. Mały gest, który przyniósł – przede wszystkim długofalowo – ogromny efekt.

2020-12-13 Henryk Hoch

50 lat temu, 7 grudnia 1970 r. w Warszawie został podpisany tzw. układ PRL-RFN, treścią którego było m.in. uznanie polskiej granicy zachodniej przez RFN. W drodze do podpisania doszło do słynnego uklęknięcia niemieckiego kanclerza Willy Brandta przed pomnikiem Bohaterów Getta. Zapytaliśmy Henryka Hocha, przewodniczącego Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur o jego wrażenie wtedy i później:

——-

Jakie znaczenie miały ten dzień i jego skutki wtedy dla Pana?

[Henryk Hoch:

Były to bardzo ważne odwiedziny niemieckiego kanclerza Willy Brandta i jego uklęknięcie. Strona polska, szefowie partii oczekiwali, że Niemcy przeproszą w tym momencie i chodziło o II wojnę światową itd. Dla nas żyjących tu w Prusach Wschodnich również było to wielkie przeżycie; w tym czasie już wybrano jako szefa partii Edwarda Gierka, który patrzył już bardziej na zachód. Kilka lat później były kredyty, Niemcy coraz więcej pomagały – a dla nas, żyjących tu, granica była już trochę otwarta.]

Co to znaczy „trochę otwarta” czy „bardziej otwarta”?

[Henryk Hoch:

Jedna osoba z rodziny mogła już wyjechać. Kiedy żona jechała, mąż musiał zostać, kiedy jechał mąż, żona musiała zostać z dziećmi czy wnukami. Mogliśmy już odwiedzać nasze rodziny w Niemczech, to było bardzo ważne dla nas. I przyjeżdżało też więcej Niemców tu do nas, do Prus Wschodnich. Przypominam sobie, że mój ojciec spotkał choć tylko jeden raz swojego brata, później już zmarł. Ale już mógł (do niego) pojechać.]

Jak Pan pamięta ówczesne relacje, przedstawienie wydarzenia w prasie polskiej? Dużo o tym pisano?

[Henryk Hoch:

Wtedy nawet nie było tak bardzo dużo do czytania. Ja wtedy miałem właśnie 20 lat i to było – widziałem to również w telewizji – to była wielka propaganda. Najbardziej właściwie Polacy zdziwili się klęknięciu – nagle niemiecki kanclerz klęknął przed pomnikiem Bohaterów Getta. To też było ważne politycznie. By bardziej zbliżać się, jak było później, zbliżać te dwa narody – Polskę i Niemcy.]

W układzie PRL-RFN uznana została polska granica zachodnia. W Niemczech wtedy było też dużo sprzeciwu. Czy nie czuł się Pan pozostawiony na lodzie?

[Henryk Hoch:

W pierwszym momencie tak, na pewno. Ale też powiem, my żyliśmy tu, i żyjemy do dziś w Prusach Wschodnich. Było nam trudno dostać się do Niemiec Zachodnich, a tam żyli nasi ziomkowie, nasze rodziny. Dla wypędzonych, nasi wschodnio- i zachodnioprusacy, którzy musieli opuścić swoją ojczyznę w 1945 r. czy trochę wcześniej, dla nich to było naprawdę trudne. Ale dla nas, żyjących tu w Prusach Wschodnich, było to bardzo dobrze akceptowane, czuć było już powoli wolność. I późniejsze kontakty w latach 70ych, kiedy Edward Gierek był szefem partii, były o wiele lepsze niż przed nim. On patrzył już bardziej na zachód, pracował przecież wcześniej w Belgii. Podsumowując: był to wtedy bardzo ważny dzień.]

——-

Był to Henryk Hoch, przewodniczący Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur, w rozmowie z nami. Tematem były wydarzenia sprzed 50 lat, z 7. grudnia 1970 r. Podpisano wtedy układ PRL-RFN, a niemiecki kanclerz Willy Brandt uklęknął przed pomnikiem Bohaterów Getta.

2020-12-13 Zbigniew Stępniak II

Jesteśmy w środku adwentu, Boże Narodzenie zbliża się, a właśnie podczas Wigilii i świąt Bożego Narodzenia będzie szczególnie dużo mszy. Potrzebne będzie dużo wina mszalnego, hostii, wody święconej i kadzidła. Nasuwa się więc pytanie, jakie zasady obowiązują dla tych ważnych mszalnych utensyliów i jakie są związane z nimi tradycje. Odważyliśmy się razem z księdzem profesorem doktorem Zbigniewem Stępniakiem rzucić okiem za kulisy. Usłyszą Państwo teraz drugą część naszej rozmowy:

——-

Od kiedy istnieje tradycja hostii, tzn. chleba przaśnego? Skąd pochodzi ta tradycja?

[Zbigniew Stępniak:

Tradycja chleba przaśnego istnieje od 400 r. Tradycja wina i chleba do mszy jest upamiętnieniem święta Paschy. Izraelici jedli chleb przaśny i dlatego mamy w kościele katolickim do dziś chleb przaśny.]

Czy istnieje również podstawa historyczna, że to musi być właśnie chleb przaśny?

[Zbigniew Stępniak:

Z jakiej tajemnicy, jakiego powodu świętowano Paschę? Pascha jest świętem upamiętniającym wyjście z Egiptu. Izraelici mieli bardzo mało / za mało czasu na wyprodukowanie chleba na zakwasie przed wyjściem z Egiptu. Wszystko musieli robić bardzo szybko.]

A jak wygląda to w kościele prawosławnym? Czy tam też wykorzystuje się chleb przaśny?

[Zbigniew Stępniak:

W kościele prawosławnym do mszy na eucharystii jest zawsze chleb fermentowany – do dziś. Jako katolik nie mogę pójść do komunii w kościele prawosławnym, ale prawosławni mają bardzo specjalną tradycję. Rozdają hostię – to nie hostia, to są takie małe bułki, prosfory – oni dają każdemu odwiedzającemu prosforę. Więc można spróbować, jak smakuje chleb czy hostia, chleb do mszy w kościele prawosławnym.]

Czy prosfora i maca są więc ciemniejsze niż hostie? Hostie są przecież bardzo jasne. Z czego one są?

[Zbigniew Stępniak:

Jest specjalna technika pieczenia. Ale normalnie prosfora ma kolor pieczonego chleba – beżowy, brązowy, jasny brąz. Chleb przaśny czy maca też jest jasnobrązowy. Nasze opłaty, nasze hostie są z jasnej, zasadniczo są tylko z mąki pszennej – mąki pszennej i wody.]

Hostie święci się podczas mszy, a jak wygląda to w przypadku wody święconej? Czy można wziąć do tego każdą wodę?

[Zbigniew Stępniak:

W normalnym przypadku może to być każda woda z kranu. Kiedy np. idziemy na kolędę po świętach Bożego Narodzenia, idzie się z kropidłem. Kiedyś w Polsce była wielka tradycja. Ksiądz święcił na kolędę wodę święconą w kościele, każda rodzina przychodziła z mała butelką i w czasie kolędy miała wodę święconą na stole na talerzu. Kropidło i wodę święconą każda rodzina kiedyś miała.]

Ale mimo to zasadniczo zwykłą wodę…

[Zbigniew Stępniak:

Musi być normalna woda, nie mineralna, gazowana, lecz zwykła. Każdy ksiądz, każdy diakon może poświęcić wodę – wodę święconą. To samo mówię ludziom, kiedy oni mówią na początku kolędy: „Przepraszamy, ale nie mamy wody święconej” i wyjaśniam im: „To nie problem, proszę wlać wodę, normalną wodę do talerza, a ja mogę ją poświęcić.”]

W kościele prawosławnym, jak ksiądz zaobserwował, nie ma wody święconej przy wejściu albo chrzcielnic, ale woda i tak jest ważna. Czy ksiądz przeżył to na jakimś przykładzie?

[Zbigniew Stępniak:

W Żyrowiczach (na Białorusi z monastyrem Zaśnięcia Matki Bożej), gdzie mieszkałem rok temu przez tydzień, jest źródło obok miejscowości, ze świętą wodą jak u nas w Gietrzwałdzie. Ale u nas pijemy tę wodę, a tam jest mały dom i tam można się wykąpać czy zanurzyć w wodzie, ale to jest bardzo zimna woda.]

——-

Był to olsztyński ksiądz profesor doktor Zbigniew Stępniak w rozmowie z nami o ważnych podczas mszy utensyliów, takich jak wino mszalne, hostie, woda święcona i kadzidło. W tej części rozmawialiśmy o hostiach i wodzie święconej, jakie obowiązują dla nich zasady i gdzie tkwią korzenie tej tradycji.

Trzecią część rozmowy będą Państwo mogli usłyszeć w kolejnej audycji.

Anna: I to była Allensteiner Welle w trzecią niedzielę adwentu 2020. Życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia, bądźcie zdrowi!

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/apod)

06.12.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 06.12.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, po krótkiej przerwie przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że są Państwo zdrowi i dzisiaj znowu z nami.

W mikołajkowej audycji:

–       Porozmawiamy na temat ulubionego świętego wszystkich dzieci – Świętego Mikołaja

–       ksiądz Zbigniew Stępniak opowie nam o zasadach dotyczących  utensyliów mszalnych

–       oraz przybliżymy Państwu jedną z najbardziej znanych niemieckich piosenek dla dzieci XXI wieku – „Schnappi, das kleine Krokodil“

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.
Jingle – wiadomości

2 listopada wystartował konkurs online „Minderheiten auf der Bühne – Mniejszości na scenie“ Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej. W ramach konkursu wszystkie mniejszości narodowe i etniczne w Polsce przedstawić się mogą za pomocą postu. Jeszcze do 9 grudnia zbierane będą i liczone polubienia. Wyniki konkursu znajdą Państwo na stronie OSMN www.agdm.pl w zakładce „aktualności”, a potem „mniejszosci-na-scenie”.

***

W projekcie „LernRaum“ w przyszłą niedzielę 13 grudnia o godzinie 14.00 kolej na następne wirtualne warsztaty. Przez 4 godziny prowadzić je będzie Monika Czok, tematem będą zwyczaje adwentowe i bożonarodzeniowe. Zgłaszać można się do 10 grudnia pod adresem mailowym neidenburg@lernraum.pl

***

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszłym tygodniu jak następuje:

– już pojutrze, 8 grudnia z okazji Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny o godzinie 8.30 w Olsztynie-Jarotach,

– oraz w przyszła niedzielę, 13 grudnia w trzecią niedzielę adwentu o godzinie 15.00 w Kościele Najświętszego Serca Jezusowego w Olsztynie.

Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2020-12-06 Święty Mikołaj

Znów nadchodzą święta Bożego Narodzenia – i to pomimo wszelkich epidemii i chorób. Mamy już drugą niedzielę adwentu, która w tym roku zbiega się ze świętem św. Mikołaja. Ale jak wygląda sprawa tego świętego i zwyczajów w tym dniu?

Najpierw słowo o świętym. Nie ma prawie żadnej innej postaci, która lepiej jednoczyłaby przynajmniej religie chrześcijańskie. Jest czczony zarówno przez katolików, protestantów, jak i prawosławnych, jest patronem Rosji, Serbii i Chorwacji oraz tak różnorodnych grup jak dzieci, rzeźnicy, prawnicy i złodzieje. W samych Niemczech istnieje ponad 400 parafii nazwanych jego imieniem, nie wspominając o takich miejscach jak Mikołajki na Mazurach czy Sankt Nikolaus w Zagłębiu Saary. Znajduje się tam również urząd pocztowy  św. Mikołaja, ale jego konsulat znajduje się w Kętrzynie, w połowie drogi między zamkiem a stacją kolejową. Ale oba te elementy należą do współczesnych ekscesów Nikolausitis [żartobliwe określenie szaleństwa związanego z Mikołajkami jako choroby].

Nikolaus, biskup Myry, urodził się w Patarze około 270 roku i prawdopodobnie zmarł 6 grudnia 345, stąd jego imieniny w tym dniu. Musiał być bogaty, ponieważ niektóre legendy z nim związane mówią o jego pomocy finansowej. Najbardziej znana jest historia trzech córek biednego mężczyzny, które dzięki bryłkom złota lub workom złotych monet, które potajemnie przekazał im Mikołaj, otrzymały posag i zostały w ten sposób uratowane przed prostytucją. Jego zaangażowanie w wychowanie dzieci i w sprawy niewinnych więźniów zostało szybko przekazane przez podróżników i pielgrzymów, których także jest świętym patronem. On sam siedział w więzieniu i został zwolniony, gdy Konstantyn Wielki uczynił chrześcijaństwo religią państwową.

Historia z młodymi kobietami prawdopodobnie doprowadziła do przekonania, że ​​św. Mikołaj może wejść do domu przez komin. Jego rzekome podporządkowane mu duszki z czasem stały się w narracji jego towarzyszami, jak niemiecka postać „Knecht Ruprecht”. Mają one karać niegrzeczne dzieci, podczas gdy Mikołaj 6 grudnia nagradza grzeczne prezentami. Ale tym samym jesteśmy już w pedagogice XIX wieku.

Nawiasem mówiąc, mieszanka Mikołaja, Dzieciątka Jezus i Świętego Mikołaja jest również „winą” protestantów, którzy zamiast świętego wprowadzili samo Dzieciątko Jezus jako przynoszącego prezenty, który przynosi prezenty w Wigilię Bożego Narodzenia. Z kolei Święty Mikołaj, który jeździ po kraju jako dobroduszny dziadek ubrany na czerwono zamiast biskupiej bieli lub fioletu, jest postacią fikcyjną. Ikona reklamowa znanej firmy produkującej lemoniadę, która odpowiednio go ozdobiła w około 1930 roku, a wkrótce potem postawiła mu u boku renifery z lśniącymi nosami. Chociaż Święty Mikołaj mógł mieć już wcześniej renifery, bo zwłaszcza literatura anglojęzyczna uważa, że ​​żyje na biegunie północnym.

Niech będzie tak, jak jest, najważniejszym zwyczajem nie tylko, ale zwłaszcza dla dzieci jest zwyczaj „wkładania”, czyli dawania prezentów – kiedyś w papierowych łodziach, a dziś w butach. Spójrzcie Państwo więc jeszcze raz, może dziś rano przegapili Państwo coś w swoich kapciach …
2020-12-06 Zbigniew Stępniak I

Jesteśmy w środku adwentu, zbliża się Boże Narodzenia, a właśnie podczas Wigilii i świąt Bożego Narodzenia będzie szczególnie dużo mszy. Potrzebne będzie bardzo dużo wina mszalnego, hostii, wody święconej i kadzidła. Powstaje więc pytanie, jakie zasady obowiązują dla tych ważnych utensyliów  mszalnych i jakie są związane z tym tradycje. Odważyliśmy się razem z ks. prof. dr Zbigniewem Stępniakiem rzucić okiem za kulisy:

——-

Należy do mszy jak kazanie, Ojcze Nasz i wstawiennictwa. Prawie niewidoczne, ale ważne. Wino mszalne podczas komunii. Skoro jest tak ważne, czy musi to też być szczególnym winem?

[Zbigniew Stępniak:

Tak, to szczególne wino; musi być wino oryginalne z winogron. Np. w Polsce nie możesz być pewien, to wino, które kupujesz – wino dla mszy musi być bez innych spirytualiów. Dlatego nasza konferencja – konferencja biskupów ma aprobatę dla wina tylko od zaprzysiężonych właścicieli winnic.]

Brzmi to ekskluzywnie, jak kiedyś nadworni dostawcy dla króla, którzy jako jedyni mieli prawo dostarczania mu pewnych towarów. Gdzie można w Olsztynie kupić takie wino?

[Zbigniew Stępniak:

Można kupić w naszych sklepach, specjalnych kościelnych sklepach. Np. kupuję wina regularnie w sklepie diecezjalnym na ulicy Wyszyńskiego przy kościele Chrystusa Odkupiciela Człowieka.]

A jak wygląda sprawa koloru wina? Czy koniecznie musi być czerwone?

[Zbigniew Stępniak:

W kościele katolickim to wszystko jedno, można wziąć wino czerwone czy białe. W kościele prawosławnym księża odprawiają tylko msze z czerwonym winem. Dlaczego? Prawosławni mówią, że czerwone wino było wcześniej. W czasach Jezusa ludzie, Żydzi znali tylko czerwone wino. Białe wino powstało o wiele później.]

Które wino wybierają tutejsze parafie z księdza doświadczenia?

[Zbigniew Stępniak:

Więcej parafii odprawia msze przy użyciu wina białego. Dlaczego? Po wykorzystaniu białego wina jest np. o wielu łatwiej wyczyścić kielich. Wino białe również nie zostawia plam. Wino czerwone jest zawsze trudne do sprania.]

Czy są również przepisy, czy wino powinno być wytrawne czy słodkie?

[Zbigniew Stępniak:

Może być półwytrawne czy wytrawne, ale też i słodkie. Nie wiem dokładnie, jest to interesujące, bo słodkie wino musi być z cukrem, czy nie? Wino musi być tylko z winogron, no może są i słodkie winogrona…]

Wszystko jedno, czy wytrawne, półwytrawne czy słodkie – co robi jednak ksiądz, który z powodów zdrowotnych nie może pić alkoholu?

[Zbigniew Stępniak:

Tacy księża dostają specjalną aprobatę od biskupa do odprawiania mszy przy użyciu soku z winogron. Sok z winogron, szczególnie moszcz winogronowy. To jest specjalna sytuacja, jeżeli chodzi o prawo kościelne.]

To prowadzi na pewno też do skomplikowanych sytuacji…

[Zbigniew Stępniak:

Kiedy ksiądz, który nie może pić wina, sam odprawia mszę, odprawia ją moszczem winogronowym. Ale kiedy jest głównym koncelebrantem i z nim odprawiają mszę inni księża, to musi mieć dwa kielichy – w jednym z nich moszcz dla niego, a w drugim kielichu jest wino dla innego księdza / innych księży.]

Czy ksiądz osobiście już przeżył taką sytuację?

[Zbigniew Stępniak:

Raz z kolegą odprawiałem mszę. On odprawiał moszczem, a w drugim kielichu było wino właśnie dla mnie.]

Picie wina przy okazjach religijnych jednak nie jest tradycją chrześcijańską, jest starsze niż chrześcijaństwo. Na przykład związane ze wspomnianym w Biblii świętem Paschy…

[Zbigniew Stępniak:

To jest taka sama sytuacja jak z hostiami. Co to jest hostia, to jest przaśny chleb. A też wino. Trzeba zapytać, kiedy była pierwsza msza. Chrystus przed śmiercią, przed świętem Paschy zjadł wieczerzę razem ze swoimi uczniami czy apostołami. Chrystus prawdopodobnie wiedział, że to będzie pierwsza msza. Ale tradycja ma swoje korzenie w tradycji żydowskiej.]

——-

Był to olsztyński ksiądz profesor doktor Zbigniew Stępniak w rozmowie z nami o ważnych podczas mszy utensyliach, takich jak wino mszalne, hostie, woda święcona i kadzidło. W pierwszej części tematem było wino mszalne, jakie zasady się do niego stosują i gdzie tkwią korzenie tej tradycji.

Drugą część rozmowy będą Państwo mogli usłyszeć w kolejnej audycji.
2020-12-06 „Schnappi – das kleine Krokodil“

To, co Państwo właśnie usłyszeli, jest jedną z najbardziej znanych niemieckojęzycznych piosenek dla dzieci. Niektórym rodzicom „Schnappi, mały krokodyl” jest może już zbyt dobrze znane i nie chcą już słyszeć tej wpadającej w ucho melodii. W konkursie piosenki niemieckiej w Ostródzie, organizowanym przez tamtejsze Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Jodły”, jest to jedna z najczęściej wybieranych piosenek. Próbują ją śpiewać zwłaszcza młodsi uczestnicy.

„Schnappi, mały krokodyl” był pierwotnie projektem muzycznym Iris Gruttmann. Pochodząca z Kolonii autorka i kompozytorka pisze m.in. dla programu dziecięcego w Westdeutscher Rundfunk (regionalny nadawca radiowo-telewizyjny na zachodzie Niemiec) „Die Sendung mit der Maus” („Program z myszką”). Piosenka została jednak napisana w 2001 roku dla jej siostrzenicy Joy. Znalazła się w zbiorze piosenek z „Die Sendung mit der Maus”, została skopiowana, skonwertowana na format MP3 – i trafiła m.in. do Südwest-Rundfunk (regionalny nadawca radiowej na południowym zachodzie Niemiec), który włączył go jako dodatek do porannego programu. W Internecie powstała fala, a jej kulminacją było wydanie piosenki jako singla.

Dokładnie 16 lat temu, 6 grudnia 2004 roku, piosenka została wydana jako singiel. Do końca 2004 roku sprzedano 250 tysięcy egzemplarzy, po roku było to 1,4 miliona. Od stycznia do marca 2005 roku była numerem 1 na niemieckich listach przebojów, w Holandii wersja niemiecka była numerem 1, a wersja holenderska w tym samym czasie numerem 2.

6 grudnia to także urodziny wykonawczyni piosenki. Joy Gruttmann śpiewała piosenki dla „Die Sendung mit der Maus” już w wieku czterech lat. Jej piąte nagranie to w 2001 roku „Schnappi – mały krokodyl”. Trzy lata później piosenka stała się naprawdę dobrze znana i oficjalnie wydana jako płyta w dziewiąte urodziny Joy Gruttmann. W 2005 roku był jeszcze mniejszy hit „Lama w Yokohamie”, a potem – już nic. Potem nastąpiło normalne życie: szkoła, nauka zawodu stolarza, studia architektury wnętrz. Dziś, w Mikołajki 2020, Joy Gruttmann kończy 25 lat. Nadal wszystkiego najlepszego!
Jingle – koncert życzeń

Jak zwykle w pierwszą niedzielę miesiąca – koncert życzeń dla naszych jubilatów. Dzisiaj spojrzymy na jubilatów z listopada w mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach:

Nidzickie stowarzyszenie pogratulować mogło trzem swoim członkom, przy czym 24 listopada Helena Kruszyńska skończyła 88 lat.

W Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej w Kętrzynie zanotowano dwoje jubilatów, Annę Lachowski z 89 i Teresę Lis z 87 latami.

W Ełku, w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Masuren“ cieszyć się mógł jedne jubilat, Helmut Kleinschmidt z już 86 latami.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej “Warmia” w Lidzbarku Warmińskim pogratulować mogło pięciu, a Stowarzyszenie Niemieckie „Natangen“ w Górowie Iławeckim sześciu osobom, które świętowały rozpoczęcie nowego roku życia. W Lidzbarku Ewa Szymańska może spoglądać na swoje 98, a w Górowie  Gertruda Ciszyńska na 86 lat.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ z Ostródy przesłało nam zestawienie ośmiu jubilatów. Danuta Góralska i Hildegard Ziemniak skończyły tam 87, a Elza Schliemann 79 lat.

W Pasłęku Katarzyna Słowińska skończyła 30 listopada 81 lat. Wspomnieć chcemy tu jeszcze dwie damy, które spoglądać mogą już na 80 lat: Ewę Urban w Piszu i Urszulę Bojarską w Giżycku.

Przyłączamy się do wszystkich życzeń, dołączamy życzenia wszystkiego najlepszego, zdrowia i radości w życiu, i zagramy dla Państwa piosenkę „Theater“  Katji Ebstein, którą ta dokładnie 40 lat temu zaśpiewała w konkursie Eurowizji.
­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego adwentowego wieczoru i dobrego tygodnia. Uważajcie Państwo na siebie i bądźcie zdrowi.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/ad)

15.11.2020 (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w połowie listopada przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpowiednio świętowali 11.11 i są Państwo znowu z nami.

W audycji:

Porozmawiamy jeszcze raz z Olgierdem Łukaszewiczem, polskim aktorem i przewodniczącym jury filmów długometrażowych podczas 7. Festiwalu Filmowego WaMa w Olsztynie.
Poza tym przybliżymy Państwu powstanie Wolnego Miasta Gdańsk oraz historię Świętego Marcina.
To wszystko usłyszą Pańśtwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

****

Dwa tygodnie temu, 2 listopada, rozpoczął się konkurs online „Mniejszości na scenie“ Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej. W ramach konkursu wszystkie mniejszości narodowe i etniczne zaprezentować się mogą za pomocą postu. Forma postu jest dowolna. Wszelkie informacje dotyczące konkursu znajdą Państwo na stronie internetowej stowarzyszenia olsztyńskiego www.agdm.pl w zakładce „aktualności” a potem „mniejszosci-na-scenie”. Termin nadsyłania prac upływa 30 listopada.

****

Od 10 października aż do 12 grudnia odbywają się imprezy tegorocznego 5. Festiwalu Mendelsohna Stowarzyszenia Kulturowego Borussia w Olsztynie. Motto na rok 2020 brzmi „Horyzont“. Jeszcze do końca listopada oglądać można wystawę „Teoria egzystencji“ artystki Ewy Pohlke w Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych w Olsztynie. Obecnie odbywa się cykl wirtualnych warsztatów kulinarnych „Gotowanie z przyjaciółmi z ulicy Emilii” – tam swoją siedzibę ma Stowarzyszenie „Przyjaciele Borussii“. W piątek 20 listopada między 18.00 a 20.00 odbędzie się drugie spotkanie – wieczór z kuchnią wietnamską. Dokładniejsze informacje dotyczące strony technicznej i zgłoszeń znajdą Państwo na profilu Borussii na Facebooku.

****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszła niedzielę, 22 listopada – Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata – czyli w ostatnią niedzielę w roku kościelnym, o godzinie 9.30 w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

Na początku października Festiwal Filmowy WaMa gościł ze swoimi konkursami, warsztatami i konferencjami po raz siódmy w Olsztynie. Tegoroczne hasło brzmiało „Świadomość”. Przewodniczącym jury konkursu filmów długometrażowych był polski aktor Olgierd Łukaszewicz. Skorzystaliśmy z szansy na dłuższą rozmowę z nim, której drugą część usłyszą Państwo teraz:

——-

Podczas naszej rozmowy wspomniał Pan ostatnio niemieckie produkcje telewizyjnie, w których Pan grał. Odważył się więc Pan w życiu zrobić ważny krok i pojechał jako aktor do Niemiec, ale i do Austrii. Jakie są Pana wspomnienia z tego czasu?

[Olgierd Łukaszewicz – wypowiedź w języku polskim]

„Studium przypadku” jest częścią tytułu książki, którą Pan wymienił. To brzmi, jakby było dużo przypadków tejże polsko-niemieckiej transgresji kulturowej

[Olgierd Łukaszewicz – wypowiedź w języku polskim]

A jak Pan ocenia sytuację stosunków polsko-niemieckich dzisiaj?

[Olgierd Łukaszewicz – wypowiedź w języku polskim]

Co Pan robi jako aktor, aby to zmienić? Co Pan może zrobić?

[Olgierd Łukaszewicz – wypowiedź w języku polskim]

Mówi Pan to tak, jakby Polacy dzisiaj w ogóle nie byli świadomi tego okresu pozytywnych kontaktów polsko – niemieckich. Czy jest dosyć tekstów, aby dobrze zaprezentować ówczesną atmosferę? Na kiedy spektakl był planowany?

[Olgierd Łukaszewicz – wypowiedź w języku polskim]

Czy może Pan wyjaśnić na przykładzie jednej piosenki, co czeka słuchaczy i widzów tego spektaklu?

[Olgierd Łukaszewicz – wypowiedź w języku polskim]

Spektakl jeszcze nie został zrealizowany. Jak Pan się jeszcze angażuje dla kontaktów między Polakami i Niemcami?

[Olgierd Łukaszewicz – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to polski aktor Olgierd Łukaszewicz w rozmowie z nami. W drugiej części chodziło o jego związki z Niemcami i zaangażowanie dla stosunków polsko-niemieckich. Cała rozmowa powstała w ramach Festiwalu Filmowego WaMa, podczas którego był on przewodniczącym jury konkursu filmów długometrażowych. Tegoroczna siódma edycja Festiwalu gościła na początku października w Olsztynie i odbyła się pod hasłem „Świadomość”.

Trzecią część rozmowy będzie można usłyszeć w kolejnej audycji; wtedy również tematem będzie wymieniona w rozmowie konstytucja dla Europy z XIX wieku, którą napisał Polak.

2020-11-15 Wolne Miasto Gdańsk – Liga Narodów

Historia polsko-niemiecka nie zawsze była i jest łatwa. Polacy i Niemcy są sąsiadami od 1000 lat, czasami żyją razem, czasem przeciw sobie, zbyt często po prostu obok siebie. 100 lat temu, pod koniec I wojny światowej, toczyły się spory o to, jak Europa powinna wyglądać w przyszłości. W negocjacjach wersalskich poruszane były m.in. kwestie granic II Rzeczpospolitej, jej dostępu do morza i sprawa miasta Gdańska.

Dokładnie sto lat temu, 15 listopada 1920 r., po miesiącach dyskusji oraz protestów dużej części mieszkańców Gdańska, ukonstytuowało się Wolne Miasto Gdańsk. Obejmowało ono miasta Gdańsk, Sopot, Pruszcz Gdański, Nowy Dwór Gdański i Nowy Staw oraz łączący je obszar. Zostało ono na mocy traktatu wersalskiego oddzielone od Cesarstwa Niemieckiego i otrzymało status częściowo suwerennego, niezależnego Wolnego Państwa Gdańska. To nowe państwo nadało sobie własną konstytucję, a latem 1920 r. odpowiedni organ (Zgromadzenie Konstytucyjne) również opowiedziało się za neutralnością Gdańska. Zarządzanie sprawami polityki zagranicznej Wolnego Miasta Gdańska leżało w rękach Polski, ale co ciekawe, mieszkańcy Gdańska potrzebowali wizy, aby wjechać do Polski. Stosunki między Gdańskiem a Polską zostały uregulowane w Traktacie Gdańsko-Polskim, który został podpisany w Paryżu 9 listopada 1920 r., czyli jeszcze przed proklamowaniem Wolnego Miasta Gdańska.

Ważną rolę w powstaniu Wolnego Miasta Gdańska odegrała Liga Narodów w Genewie, która jako organizacja międzyrządowa posiadała mandat, a tym samym nadzór nad nowym państwem. Gwarantowała ona ochronę Gdańska i jego konstytucji, dlatego miała swojego przedstawiciela, wysokiego komisarza, który stacjonował w Gdańsku i miał rozstrzygać spory między Polską a Gdańskiem. Przedstawiciel ten 15 listopada 1920 r. dokonał proklamacji nie tylko w Gdańsku, ale także przed Ligą Narodów w Genewie. Została ona założona na mocy traktatu wersalskiego i zebrała się po raz pierwszy tego dnia – więc również dokładnie 100 lat temu.

Istotnym zadaniem Ligi Narodów było pokojowe rozstrzyganie sporów między państwami. To jej się nie udało, jak pokazuje historia XX wieku. Również historia polsko-niemiecka. Na przykład ostateczne rozstrzygnięcie kwestii granic między Polską a Niemcami zajęło kilkadziesiąt lat więcej. Ostatecznie 30 lat temu, 14 listopada 1990 r. ministrowie spraw zagranicznych obu państw Hans-Dietrich Genscher i Krzysztof Skubiszewski podpisali polsko-niemiecki traktat graniczny, ustanawiający dzisiejszą granicę na mocy prawa międzynarodowego.

Miejmy nadzieję, że ta granica nadal będzie łączyć, a nie dzielić, i że Polacy i Niemcy będą żyć bardziej razem niż obok siebie.

[Muzyka: „Idę z moją latarnią i moja latarnia ze mną, tam na górze świecą gwiazdy, a tutaj na dole świecimy my.]

Któż w Niemczech nie zna najważniejszej piosenki dziecięcej podczas pochodów z lampionami 11 listopada na cześć świętego Marcina? Jednak procesja św. Marcina to nie tylko sprawa dzieci; dobrze znaną historię świętego na koniu, który dzieli szatę z żebrakiem, przedstawiają również dorośli.

Data odnosi się do pochówku biskupa Marcina z Tours w 397 r. Ale czy ten historyczny Marcin ma wiele wspólnego z tym, którego pokazuje się dzisiaj? A co z gęsią świętomarcińską, procesją świętomarcińską i ogniskiem świętomarcińskim? Martinus był z pewnością bezinteresowny i wspaniałomyślny. Chociaż był żołnierzem i strażnikiem przybocznym, nigdy nie chwycił za broń, jak donosi jego biograf – z wyjątkiem tego jednego przypadku, który jest znany do dziś. Mianowicie, gdy spotkał żebraka, któremu oddał połowę płaszcza. To, że prawdopodobnie nie miał konia i że jego płaszcz nie był czerwony – bo jedno i drugie to cechy ludzi bogatych – nie jest ważne. Istotny jest gest, pomocne działanie wobec bliźniego.

Pomijano przy tym zawsze inną część historii: Marcin został uwięziony za uszkodzenie munduru i wtedy miał sen, w którym ukazał mu się Jezus. Z powodu tego snu Marcin stał się zmotywowanym religią odmawiającym odbycia służby wojskowej – jak można by powiedzieć dzisiaj – został ochrzczony i mieszkał skromnie w małej chatce. Jego reputacja jako duszpasterza i uzdrowiciela była jednak tak dobra, że ​​mieszkańcy Tours chcieli wybrać go na biskupa. Ukrył się przed nimi w szopie dla gęsi, ale został zdradzony przez te zwierzęta. I podobno jest to powód, z którego dziś w dniu św. Marcina jada się gęś.

Bardziej prawdopodobnym powodem jest to, że dzień św. Marcina był końcem roku rolniczego, w którym należało zapłacić podatki, płace i czynsz. A płacono je również w formie naturaliów, na przykład gęsi. Ponadto pogłowie zwierząt musiało zostać zmniejszone przed zimą, a nietrwałe produkty żywnościowe zredukowane przed postem adwentowym. Rezultat: ludzie urządzali wielkie święto.

A to obejmuje gęsi, pochody i ogniska. Wszystko na cześć świętego Marcina w jego dniu 11 listopada. A tam, gdzie jest święto, jest też coś dla dzieci, które chodzą od drzwi do drzwi. Na przykład tzw. Weckmann lub Stutenkerl, czyli postać upieczona z ciasta drożdżowego, a nawet rogalik świętomarciński… Smacznego!

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia. Uważajcie Państwo na siebie!

Audycję realizował dal Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna.

08.11.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 08.11.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w niedzielny wieczór przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i dzisiaj zdrowi i pełni energii są Państwo znowu z nami.

W dzisiejszej audycji:

Podsumujemy tegoroczne XXIII Pasymskie Koncerty Muzyki Organowej i Kameralnej – z powodu epidemii COVID przesunęły się one bardziej na jesień i zakończyły trzy tygodnie temu,
Oraz porozmawiamy z Olgierdem Łukaszewiczem, polskim aktorem i przewodniczącym jury filmów długometrażowych podczas 7. Festiwalu Filmowego WaMa w Olsztynie.
To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

Zaplanowane początkowo na 28 października warsztaty na temat kultury i kulturowej różnorodności Niemiec odbędą się teraz w środę, 11 listopada. Impreza projektu „LernRaum” mniejszości niemieckiej w Polsce rozpocznie się o godzinie 14.00 i potrwa 4 godziny. Prowadzić ją będą Magdalena Tuzinkiewicz i Juliane Marquardt.

Z powodu obowiązujących obostrzeń dotyczących epidemii Covid odbędzie się ona online. Zgłoszenia i szczegóły pod adresem mailowym neidenburg@lernraum.pl

****

W ubiegły poniedziałek, 2 listopada, rozpoczął się konkurs online „Minderheiten auf der Bühne – Mniejszości na scenie“ Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej. W ramach konkursu wszystkie mniejszości narodowe i etniczne w Polsce zaprezentować się mogą za pomocą postu. Forma postu jest dowolna. Wszelkie potrzebne informacje znajdą Państwo na stronie Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej www.agdm.pl w zakładce „aktualności” a potem „mniejszosci-na-scenie”. Termin nadsyłania prac mija 30 listopada

****

Katolicka msza w języku niemeickim odprawiona zostanie w przyszła niedzielę, 15 listopada, o godzinie 8.30 w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza. Zaplanowana uroczystość na olsztyńskim cmentarzu honorowym z okazji Dnia Pamięci Narodowej zostaje natomiast odwołana.

2020-11-08 Koncerty organowe

Trzy tygodnie temu zakończyły się w Pasymiu i Dźwierzutach tegoroczne XXIII Pasymskie Koncerty Muzyki Organowej i Kameralnej. Z powodu epidemii COVID przesunęły się dalej ku jesieni niż normalnie. Spojrzymy razem z Państwem wstecz na muzykę tam zaprezentowaną, i rozweselimy Państwa jej kolorową różnorodnością w szarym listopadzie:

——-

[muzyka]

Usłyszeli Państwo fragment z „Ave Maria” w wersji na fletnię pana i akordeon. Koncert tych dwóch instrumentów w kościele ewangelicko-augsburskim w Pasymiu był jednym z pozytywnych rezultatów trudnej sytuacji w tym roku. Pasymski pastor Witold Twardzik, organizator Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej, z powodu ograniczeń podróży i odmów kilka razy musiał improwizować i z konieczności uczynił cnotę. Dumitru Harea z Mołdawii z fletnią pana i Andrij Melnik z Ukrainy z akordeonem oboje pracują w Polsce – a zatem mogli przyjechać. A propos improwizacji: to właśnie bardzo dobrze można robić na fletni pana, jak pokazuje dynamiczny fragment koncertu:

[muzyka]

Stałymi gośćmi Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej są natomiast profesor Roman Perucki z Gdańska i jego rodzina. Również w tym roku nie omieszkali przyjechać do Pasymia. Można było słyszeć m.in. wariacje muzyki klasycznej, w tym jedną raczej nietypową. Skład: Maria Perucka i Łukasz Perucki na skrzypcach oraz Roman Perucki na organach:

[muzyka]

Spokojniej było podczas bisu Romana i Łukasza Peruckich:

[muzyka]

Organy w tym roku były mnie prezentowane jako instrument solowy, raczej jako instrument towarzyszący. Tak również było, jeżeli chodzi o sztukę Klaudii Kamili Twardzik, organistki i córki pastora Twardzika. Pod koniec września wystąpiła z oboistką Agnieszką Zwolską i ks. dr hab. Zbigniewem Stępniakiem ze jego głosem basso profundo. Jednym z klasycznych utworów w ich programie była aria z kantaty Johanna Sebastiana Bacha „Tritt auf die Glaubensbahn” (Wejdź na drogę wiary):

[muzyka]

Tu też ważna była różnorodność. Na cześć zmarłego w tym roku mistrza muzyki westernów Ennio Morricone usłyszeć można było utwór „Obój Gabriela” z filmu „Misja”. Obój – Agnieszka Zwolska, organy – Klaudia Camilla Twardzik:

[muzyka]

Jego utwór miało też w swoim programie trio harmonijek ustnych „Trio Animato” dnia 17 października. Również aria „Ten zegar stary” ze „Strasznego dworu” Stanisława Moniuszki pojawiła się podczas obu koncertów. Tutaj bezpośrednie porównanie: Zbigniew Stępniak i Trio Animato:

[muzyka]

Czego – od klasyki po tango – dokonac można za pomocą trzech harmonijek ustnych, udowodnili Piotr Bieliński, Marek Jaroszyński i Piotr Włodarczyk z „Trio Animato” m.in. grając muzykę Elvisa Presleya:

[muzyka]

——-

Były to muzyczne wrażenia z tegorocznych XXIII Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej, które zakończyły się trzy tygodnie temu w Pasymiu i Dźwierzutach. Mamy nadzieję, że kolorową różnorodnością muzyki mogliśmy wnieść radość w Państwa szary listopad.

2020-11-08 Olgierd Łukaszewicz I

Na początku października Festiwal Filmowy WaMa po raz siódmy gościł w Olsztynie ze swoimi konkursami, warsztatami i konferencjami. Tegoroczne hasło [festiwalu] brzmiało „Świadomość”. Przewodniczącym jury konkursu filmów długometrażowych był polski aktor Olgierd Łukaszewicz. Skorzystaliśmy z szansy na dłuższą rozmowę z nim, z której usłyszą Państwo teraz pierwszą część:

——-

Jak trudne było Pana zadanie oceny filmów? Pokazano przecież w końcu kilka już znanych dzieł. Czym kierowali się Państwo jako jury?

[Olgierd Łukaszewicz – wypowiedź w języku polskim]

Które aspekty świadomości szczególnie dostrzegał Pan w filmach?

[Olgierd Łukaszewicz – wypowiedź w języku polskim]

Jakie inne rodzaje „świadomości” pojawiały się oprócz tego w filmach?

[Olgierd Łukaszewicz – wypowiedź w języku polskim]

Na podstawie jakich kryteriów oceniał Pan filmy? Jako aktor raczej z powodu aktorstwa, czy bardziej według Pana wymagań co do reżyserów?

[Olgierd Łukaszewicz – wypowiedź w języku polskim]

Jako jury wyróżniliście Państwo jeden film. Wprawdzie nie dostał Grand Prix Festiwalu, ale dostał od Państwa specjalne wyróżnienie. O jaki film chodzi, i dlaczego był on dla Państwa jako jury tak ważny?

[Olgierd Łukaszewicz – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to polski aktor Olgierd Łukaszewicz w rozmowie z nami. W pierwszej części rozmawialiśmy o jego wrażeniach w ramach Festiwalu Filmowego WaMa, podczas którego był on przewodniczącym jury konkursu filmów długometrażowych. Tegoroczna siódma edycja festiwalu gościła na początku października w Olsztynie i odbywała się pod hasłem „Świadomość”.

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia. Uważajcie Państwo na siebie!

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna.

 

01.11.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 01.11.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle w pierwszą niedzielę listopada, przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście znowu z nami.

W dzisiejszej audycji:

– Andre Schmeier, katolicki duszpasterz mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach, wygłosi słowo na 1 listopada

– oraz przedstawimy koljną część relacjiz warsztatów na temat „Ermländischer Hauskalender – Warmiński kalendarz domowy“, które odbyły sie w ramach ogólnopolskiego projektu „LernRaum” Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu.

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną:

– jutro, 2 listopada, w Zaduszki, o godzinie 8.30 w Olsztynie – Jarotach,

– oraz w przyszłą niedzielę, 8 listopada, o godzinie 15.00 w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie.
Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

Andre Schmeier

Dzisiaj, 1 listopada, w dniu Wszystkich Świętych, większość ludzi w Polsce normalnie idzie na cmentarze, aby zadbać o groby swoich zmarłych bliskich i je odwiedzić. W tym roku jest to z powodu epidemii COVID o wielu trudniejsze. Poprosiliśmy więc kanonika ks. Andre Schmeiera, katolickiego duszpasterza mniejszości niemieckiej w województwie warmińsko-mazurskim, aby przekazał Państwu w tym dniu słowo duchowe:

——-

[Andre Schmeier:

Drogie słuchaczki, drodzy słuchacze, dzisiejszą niedzielą zaczyna się listopad. A miesiąc ten różnymi świętami jest szczególne poświęcony pamięci zmarłych. Jest on chyba najbardziej ponurym miesiącem w kończącym się roku, i przyroda pokazuje nam również, że wszystko jest nietrwałe. Jest coraz ciemniej, nic już nie kwitnie, drzewa i krzaki zrzucają swoje zielone liście, i wszystko wygląda jakby obumierało. Wszystko to przywodzi nam na myśl, że nasze życie też jest ograniczone, że od momentu urodzenia się niepowstrzymanie biegnie ku śmierci. Ale czy ze śmiercią wszystko się skończy? Stworzona przez Boga natura pokazuje nam, że po mrozie i nocy zimy wiosną wraz z przychodzącym światłem zaczyna się nowe życie. To, co wyglądało na obumarłe i martwe, na nowo kwitnie i znowu odżywa. Także dzisiejsza uroczystość kościelna, Wszystkich Świętych, pokazuje nam to wyraźnie, przypomina nam bowiem właściwy cel naszego życia – żyć na wieki wieków z Bogiem w jego królestwie. Święto Wszystkich Świętych stawia nam przed oczami wielką gromadę ludzi, którzy już osiągnęli ten cel. To są ludzie, którzy żyli tak jak my, ale zapytali w swoim życiu o Boga, szukali Go i znaleźli Go starając się poznać Jego wolę i kształtować swoją własną drogę życiową tak, że coraz bardziej kierowała ich do świętości. A to właściwie nie znaczy nic więcej, niż do dobra. A dla nas? Dla nas znaczy to, że możemy wziąć świętych za wzór do ukształtowania swojego życia. Bo i oni nie byli perfekcyjni; i oni nie byli wolni od błędów, od zawodności i od grzechów. Ale oni to wszystko przezwyciężali, bo zaufali niezłomnie swojemu Bogu i trzymali się go. Tej postawy, tego zaufania do Boga życzę również Państwu, drogie słuchaczki, drodzy słuchacze. Szczególnie w czasie, który dla nas wszystkich nie jest łatwy. Czas, który przez pandemię COVID przynosi wielu ludziom utrudnienia, rezygnację z wielu rzeczy, które – ci wydawało się oczywistością – należało do normalnego życia. A szczególnie ograniczony kontakt z rodziną i przyjaciółmi nieraz przysparza kłopotów, szczególnie starszym osobom wśród nas. Dlatego pocieszające jest, kiedy wiemy, że ostatecznie w żadnej sytuacji naszego życia nie jesteśmy sami, że możemy budować na przykładzie świętych i zaufać ich wstawiennictwu. Ale przede wszystkim też doświadczeniu, które zdobyli oni w swoim życiu, mianowicie że Bóg towarzyszy w drodze każdemu człowiekowi i pójdzie z nim. Że on nas wspomaga i my takim sposobem nigdy nie jesteśmy samotni. Albo jak kiedyś sformułował to papież Benedykt XVI: „Kto wierzy, nigdy nie jest sam.”]

2020-11-01 Warmiński kalendarz domowy III

Ogólnopolski projekt „LernRaum” Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu rozpoczął się niedawno również w Olsztynie. W Domu Kopernika Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej odbyły się 29 września jako trzecia impreza warsztaty na temat „Warmiński kalendarz domowy”. Dzisiaj usłyszą Państwo trzecią i ostatnią część naszych wrażeń z warsztatów:

——-

Kontynuowano więc wydawanie warmińskiego kalendarza domowego również po II wojnie światowej. Z jednej strony była tam, jak można było usłyszeć tydzień temu, możliwość, aby uporać się z przeżyciami podczas wojny. Ale na co wróciła uwagę referentka warsztatów, dr Barbara Sapała, germanistka z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego – był jeszcze inny wątek:

[Barbara Sapała:

To co widzi się od początku, to jest pojednanie, naprawdę od początku. Ten pomysł, że to co nas spotkało, co musieliśmy przeżyć, jest bardzo złe, ale wiemy, dlaczego do tego poszło. Musimy się wprawdzie wypłakać, uporać się z tym, i wszystko jest/było straszne, ale chcemy pojednania. Jest to wątek, który przewija się przez kalendarz. Myślę, że był to mocny wpływ biskupa ks. Kallera, ale być może i cecha charakteru Warmiaków, kto wie. ]

Mimo to, że aż do II wojny światowej odgrywał on bardzo ważną rolę, nie można było oczekiwać, że taki kalendarz mógłby też w owych trudnych czasach odnieść sukces. Ale wtedy właśnie znalazł jeszcze swoją drogę przez właśnie powstającą „żelazną kurtynę”:

[Barbara Sapała:

Parę lat kalendarz nazywał się Warmiński kalendarz domowy, miał bardzo wysoki nakład. Mam tu liczby nakładu dla każdego roku, naprawdę były wysokie, były to tysiące egzemplarzy. Przeznaczony był oczywiście dla Warmiaków w Niemczech, rozproszonych w Niemczech, ale próbowano w pierwszych latach wysyłać go również do NRD, dla ludzi, którzy tam zostali, ale również do Warmiaków tutaj. Udawało się to przez parę lat, ale później był z tym koniec. Zostały one skonfiskowane, i zaniechano tego. Bo – jak to teraz powiedzieć – nie chciano napędzać nienawiści, nie chciano, żeby ludzie cierpieli, bo zamówią kalendarz z RFN, więc skończono z tym.]

Ale – jak mówi Barbara Sapała – kalendarz nie tylko trafiał do Warmiaków w Europie, o czym świadczy dużo listów czytelników. I pokazują one też, jak ważny był dla czytelników Warmiński kalendarz domowy:

[Barbara Sapała:

Kalendarze trafiały też bardzo często za ocean, do Afryki, do Ameryki, więc do całkiem fantastycznych państw; widać z tego też, dokąd trafili Warmiacy. Skąd to wiemy? Bo był bardzo duży odzew. Ludzie pisali listy, w ogromnych ilościach, Państwo nie mogą sobie wyobrazić, co tam wszystko napisano. Trzeba przyjąć, że kiedy ktoś zbierze w sobie czas i siłę, aby usiąść i napisać jedno-, dwu-, trzystronicowy list ze słowami podziękowania do wydawców, to pokazuje, że jest to dla niego bardzo ważne. I coś, co nadal łączy tę osobę z jej ojczyzną.]

Kalendarz szedł też z duchem czasu i zmienił swoją nazwę. Nie był to łatwy proces, bo pierwotna nazwa miała wtedy już prawie stuletnią tradycję. Ale wszystko jedno, pod jaką nazwą – istnieje aż do dziś:

[Barbara Sapała:

Przez pierwsze lata kalendarz nazywał się Warmiński kalendarz domowy, ale potem ktoś wpadł na pomysł nazwać go inaczej – nazywamy go „Unser Ermlandbuch” (Nasza książka z Warmii). I tak było od 1965r. Były długie dyskusje o tym, zebrania, można o tym poczytać w archiwum w Ermlandhaus (Dom Warmii), ale taka była decyzja, bo chcieli go na nowo zaplanować. W gruncie rzeczy nic się nie zmieniło oprócz tytułu, a ten powinien kierować się ku przyszłości i do wszystkich Warmiaków. A od 1975 nazywa się „Ermlandbuch” bez ‘unser’ (bez ‘nasza’). Kalendarz ten istnieje do dziś. To jest rocznik 2014, najnowsze mam na uniwersytecie, a tam w tej chwili jest trudny dostęp, ale ten mogą Państwo chętnie obejrzeć.]

Oczywiście tuż po wojnie było też ważne, kto przejął wpływową posadę ‘człowieka kalendarza’. Ponadto dzięki kalendarzowi można było pomóc wielu Warmiakom. Ale jak? O tym Barbara Sapała:

[Barbara Sapała:

Ernst Laws był pierwszym ‘człowiekiem kalendarza’ po wojnie, ale nie miał odwagi – i to jest ważne – urazić legendy tego jedynego ‘człowieka kalendarza’ Juliusa Pohla, bo ten naprawdę był legendą. Nie nazywał się ‘człowiekiem kalendarza’, pisano tam zawsze ‘opracowany przez Ernsta Lawsa’. Ale inni nazywali go ‘człowiekiem kalendarza’ i z tego był dumny, bardzo dobrze się z tym czuł. Kalendarz pełnił w latach tuż po wojnie jeszcze inną funkcję, być może nie wpadną Państwo na ten pomysł, ale ludzie byli bardzo biedni, nie mieli nic do jedzenia i nie mieli możliwości zarabiać pieniędzy w Niemczech. I biskup Kaller, czyo później jego następca, wiedzieli dokładnie, którym z ludzi wiodło się najgorzej i proponował im pisanie do kalendarza, w ten sposób pomógł wielu osobom związać koniec z końcem. Płacono za wydatki, nie były to wielkie sumy, nie, ale nawet te małe sumy miały wielkie znaczenie.]

Nawet jeśli nie chciał słyszeć o tytule ‘człowieka kalendarza’, Ernst Laws był ważny dla kalendarza i potem nie łatwy do zastąpienia. I również dzisiejszy redaktor naczelny, jak nazywany byłby w przypadku gazety, nie chce mieć nic do czynienia z tym tytułem honorowym – przysługuje on historycznie oficjalnie tylko jednemu, a właściwie Juliusowi Pohlowi:

[Barbara Sapała:

Po śmierci Lawsa historia powtórzyła się. Znowu była wielka dyskusja, kto teraz. Najpierw Pohl nie był możliwy do zastąpienia, a teraz Laws. Było jak w przypadku Pohla – ‘ludzie kalendarza’ zmieniali się jeden po drugim. Kto jest teraz ‘człowiekiem kalendarza’- znam go, i on mówi ‘proszę tylko nie to, nie ten tytuł, nigdy nie miałbym odwagi, ta się nazwać’ – kto to robi teraz? Zawsze napisane jest na pierwszej stronie – Dietrich Kretschmann. Żyje w Berlinie, bardzo żywotny mężczyzna, który dużo podróżuje, też do Polski, tam i z powrotem.]

Ale ktokolwiek przejął i miał w swoich rękach kierowanie Warmińskim kalendarzem domowym – pomysł pojednania przewija się jako motyw przewodni przez kalendarz. Jeszcze raz dr Barbara Sapała:

[Barbara Sapała:

Pomysł pojednania był bardzo ważny i bardzo dobrze widać było to w latach 70. Był ten czas – było klęknięcie na kolana w Warszawie – Niemcy uznali granicę – tak, dobrze, padnięcie na kolana Brandta, granica, Państwo nie mogą się wyobrazić, jaką to wywołało dyskusję w gronie wypędzonych, i tylko Warmiacy byli za, mówili, dobrze tak, skończymy to. Nie, że jest w porządku, ale, że trzeba to w reszcie skończyć. Dużo podróżowali, trzeba powiedzieć, jest bardzo dużo sprawozdań z tychże podróży w kalendarzu, w „Ermlandbuch”. Mówiłam, że Warmiacy mówili, że trzeba to skończyć, trzeba myśleć w kierunku pojednania, nie mówię, że nie było ludziom żal, że było w porządku przesunięcie granicy, to nie, ale był pomysł, że trzeba się z tym zaaranżować, trzeba odbudować to na poziomie międzyludzkim, i nie zawsze zatrzymywać się na sprawie granic.]

——-

Była to trzecia i ostatnia część naszych wrażeń z warsztatów na temat „Warmiński kalendarz domowy” 29 września w Domu Kopernika Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej.

Projekt LernRaum Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu finansowany jest całkowicie ze środków niemieckiego federalnego ministerstwa spraw wewnętrznych, dla budowy i ojczyzny.

Jingle – koncert życzeń

I jak zwykle w pierwszą niedzielę miesiąca – koncert życzęń dla naszych jubilatów. Spoglądamy na jubilatów październikowych w mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach.

Nidzickie stowarzyszenie mogło pogratulować ośmiu swoim członkom, przy czym 18 października Anna Durzyńska skończyła 70 oraz 30 października Kaete Retkowska 80 lat.

W stowarzyszeniu mniejszości niemieckiej w Kętrzynie zanotowano czworo jubilatów, wśród nich Józefa Lachowskiego z okrągłymi 70 latami.

W Ełku w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Masuren“ cieszyć się mogło czworo jubilatów, wśród nich trzy dni temu 30 października Ruth Drobinska z obecnie 92 latami.

Stowarzyszeni Mniejszości Niemieckiej “Warmia” w Lidzbarku Warmińskim i stowarzyszenie niemieckie „Natangen“ w Górowie Iławeckim pogratulować mogło każde sześciu osobom, które świętowały rozpoczęcie nowego roku życia. W Lidzbarku Rita Popławska może spoglądać na swoje 81, a w Górowie Waltraut Małkiewicz na 88 lat.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ z Ostródy przesłało nam zestawienie trzynastu jubilatów. Elfrieda Soboczyńska i Selma Rykaczewska skończyły tam 87, a Elżbieta Klimecka 85 lat. Okrągłe jubileusze świętowali poza tym Marian Majewski z 70 i Wiesław Küchmeister z 50 latami.

W Pasłęku 22 października Helga Bryl skończyła 90 lat.

Przyłączamy się do tych życzeń, sami życzymy Państwu jeszcze wszystkiego najlepszego, zdrowia i wiele radości w życiu i zagramy dla Państwa Rondo Alla Turca Wolfganga Amadeusza Mozarta w wersji na trzy harmonijki ustne. Artyści formacji Animato ze Szczecina pokazali trzy tygodnie temu podczas koncertu w Dźwierzutach, że na harmonijce ustnej świetnie można grać muzykę klasyczną. Usłyszycie to Państwo sami.

Anna: I to była Allensteiner Welle w pierwszą niedzielę listopada, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia. Uważajcie Państwo na siebie.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (bsc)

27.09.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 27.09.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w ostatnią niedzielę września przy mikrofonie wita Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, korzystaliście z letniej pogody i jesteście znowu z nami.

W dzisiejszej audycji:

– porozmawiamy raz jeszcze z Bernardem Gajdą, przewodniczącym Związku Niemieckich Stowarzyszeń Socjalno – Kulturalnych w Polsce na temat aktualnej sytuacji i wydarzeń, które czekają mniejszość niemiecką w Polsce.

– Przedstawimy relację ze spotkania rodzin dwujęzycznych, zorganizowanego w ramach projektu „Bilingua – einfach mit Deutsch” Domu Współpracy Polsko – Niemieckiej w Gliwicach

– oraz z uroczystości ku czci zmarłych w wyniku zatonięcia statków z uchodźcami „Gustloff”, „Steuben” i „Goya” 5 września w Gdyni.

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

W przyszła sobotę, 3 października, obchodzona będzie 30 rocznica Dnia Zjednoczenia Niemiec. Duże uroczystości nie są w tym roku możliwe, ale Konsulat generalny Republiki Federalnej Niemiec zaprasza pośredników kultury niemieckiej na swoim terenie 4 października o godzinie 17.00 na przedstawienie „Fidelio” Ludwiga van Beethovena do Opery Bałtyckiej do Gdańska. Rok 2020 z okazji 250. rocznicy urodzin kompozytora ogłoszony został Rokiem Beethovena.

*****

Po południu 29 września o godzinie 15.30 w Domu Kopernika, siedzibie Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej przy ulicy Partyzantów 3 w Olsztynie, odbędzie się kolejna impreza projektu „LernRaum” mniejszości niemieckiej w Polsce. Warsztaty na temat „Der ermländische Hauskalender – Warmiński kalendarz domowy”, które odbędą się w języku niemieckim, poprowadzi doktor Barbara Sapała z katedry germanistyki Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie. Miejscem warsztatów będzie Sala Bawarska na 4 piętrze, informacje u Martyny Chrzanowskiej pod numerem telefonu 887-890-723.

*****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszła niedzielę, 4 października, o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zapasza..

2020-09-27 Bernard Gaida III

29 sierpnia Związek Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur ZSNWiM zorganizował zebranie swoich delegatów ze sprawozdaniami za rok 2019. Gościem był również przewodniczący Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce Bernard Gaida. Skorzystaliśmy z okazji i zapytaliśmy go o aktualną sytuację i wydarzenia, które czekają mniejszość niemiecką. Usłyszą Państwo teraz trzecią część wywiadu:

——-

Za rok odbędą się w Republice Federalnej Niemiec kolejne wybory do Bundestagu. Prawo do udziału w wyborach ma także wielu członków mniejszości niemieckiej w Polsce. Dlaczego? I z jakiego powodu powinni uczestniczyć w tych wyborach?

[Bernard Gajda:

Bardzo wielu z członków mniejszości niemieckiej w Polsce jest również obywatelami niemieckimi. A – to dotyczy wszystkich wyborów, czy w Polsce czy w Niemczech – ja uważam, że obywatel też ma obowiązki, a uczestniczyć w wyborach to dla mnie obowiązek. To znaczy: ja z moim głosem mam prawo, lecz również obowiązek, wybrać ludzi, którzy teraz będą rządzić w moim państwie. Obywatelstwo niemieckie tak samo jest obowiązkiem jak polskie. Myślę, że powinniśmy to zrobić, jeśłi jesteśmy obywatelami niemieckimi.]

Czy z punktu widzenia mniejszości niemieckiej w Polsce są też powody praktyczne, aby uczestniczyć w wyborach?

[Bernard Gajda:

To też z innej strony dla nas jako mniejszości niemieckiej bardzo ważne. Nie może być nam wszystko jedno, kto rządzi w Niemczech. Bo w końcu jako mniejszość narodowa jesteśmy wspierani z budżetu Bundestagu, tzn. parlamentu niemieckiego, i polskiego. Czy zrozumie się to tak, że wsparcie ma sens czy też nie, zależy od Bundestagu. Uczestnictwo w wyborach ma więc dla mnie charakter zarówno symboliczny, jak i praktyczny.]

Podczas ostatnich wyborów liczba głosów – około 1600 – była bardzo niska. Powinna się zwiększyć. Na co musi uważać wyborca formalnie, co musi już teraz przygotować?

[Bernard Gajda:

Przy 300.000 albo 250.000 wydanych paszportów, dokładnie nie wiem, ale bardzo dużo, trzeba powiedzieć, że trochę winy leży też po stronie niemieckiej. Dokładnie wiemy, że pierwsze paszporty, które dostaliśmy, miały okres ważność 10 lat. Trochę inaczej nas traktowano niż obywatela żyjącego w Niemczech. Dlatego w wielu przypadkach straciły ważność, już nie są ważne. A oczywiście chcąc uczestniczyć w wyborach trzeba mieć ważny dokument. A jeśli ktoś spóźni się i dopiero krótko przed wyborami powie: „Aha, mój paszport, mój dowód stracił ważność” – wtedy bardzo często nie uda mu się dostać go przed dniem wyborów. Jest ważne, aby teraz, jesienią, rok wcześniej powiedzieć: „Ludzie, popatrzcie w swoje dokumenty, bo wasza chęć do uczestnictwa w wyborach musi mieć również pewną podstawę”.]

Z nowymi dokumentami powstają też koszty, nie wolno tego nie doceniać. Z drugiej strony członkowie mniejszości niemieckiej w Polsce są prawie jedynymi „Niemcami zagranicznymi” (tzn. mniejszości niemieckie na świecie), którzy mają prawo do udziału w wyborach. Przywilej, z którego należy skorzystać…

[Bernard Gajda:

Oczywiście, kosztuje, ale zawsze jest pytanie, ile jest warte moje obywatelstwo niemieckie. Czy ma znaczenie tylko praktyczne, czy jest to dla mnie w mniejszości niemieckiej w Polsce ponadto dowód przywiązania, lepiej: przynależności do Niemiec, symbol tożsamości niemieckiej. Oczywiście, można czuć się Niemcem bez obywatelstwa niemieckiego – a to jest los większości mniejszości niemieckich na świecie, które nie mają prawa do obywatelstwa niemieckiego, a mimo to mniejszości niemieckie żyją i funkcjonują. W tej wielkiej rodzinie niemieckich zagranicznych grup narodowych jesteśmy uprzywilejowani z naszym prawem do obywatelstwa niemieckiego – a przywileje są rzeczami, które trzeba doceniać.]

——-

Był to Bernard Gaida, przewodniczący Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce w rozmowie z nami z okazji zebrania delegatów ZSNWiM 29 sierpnia. Tematami były aktualna sytuacja mniejszości niemieckiej w Polsce i wydarzenia, które czekają mniejszość niemiecką.

2020-09-27 Spotkanie rodzin dwujęzycznych

Projekt „Bilingua – einfach mit Deutsch” Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej w Gliwicach organizuje wydarzenia wspierające dwujęzyczność. Jedno z nich to spotkania rodzin, które wychowują albo chcą wychowywać swoje dzieci dwujęzycznie. Ich druga edycja w Polsce północnej odbyła się 6 września w restauracji nad jeziorem Ukiel w Olsztynie. Byliśmy tam dla Państwa:

——-

Niezwykły widok na brzegu jeziora Ukiel w Olsztynie. Tam, gdzie normalnie wiele stołów czeka na gości, odbywają się przyjęcia weselne czy eleganckie konferencje, kilkanaście osób stoi zagłębionych w rozmowach. Dzieci biegają czy cieszą się słońcem nad jeziorem. Przyjemna atmosfera jest częścią tego spotkania rodzinnego. Odpowiedzialnym za organizację jest Lucjan Dzumla, dyrektor Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej w Gliwicach i reprezentanci projektu „Bilingua”. Co się za tym kryje? Lucjan Dzumla wyjaśnia:

[Lucjan Dzumla:

Generalnie dwujęzyczność czy wielojęzyczność jest czymś naturalnym na świecie. Jest tak, że w Polsce jest dość rzadka. Próbujemy to zmienić i rodziny, które są w stanie to zrobić, w której co najmniej jeden rodzic mówi językiem ojczystym dobrze, przekonać, aby żyć w dwujęzyczności.]

I wtedy pojawia się „Bilingua”:

[Lucjan Dzumla:

Jest to projekt organizowany od ponad 10 lat w Domu (Współpracy Polsko-Niemieckiej). Wspieramy, propagujemy dwujęzyczność m.in. w ramach projektu, a dziś jesteśmy tu. Tu organizujemy to drugi raz, na Śląsku organizujemy to od 9 lat. Warunki są inne: mniejszość niemiecka, która jest główną grupą docelową, jest o wiele większa i żyje na mniejszym terytorium niż tutaj, a zainteresowanie jest ogromne.]

W Polsce północnej liczba uczestników oczywiście nie jest tak wysoka jak na Śląsku. Aktualna liczba uczestników jednak nie jest taka zła, uważa Lucjan Dzumla:

[Lucjan Dzumla:

Jestem bardzo zadowolony. Jest tu ok. 50 osób z dziećmi, starszymi dziećmi, też z młodzieżą, i to bardzo mnie cieszy, bo pokazuje, że dwujęzyczność również jest tematem dla wielu tutaj.]

Podczas gdy małe dzieci zajmowały się animacjami językowymi, referentki przedstawiły podręcznik dla rodziców do wprowadzenia dwujęzyczności, a poza tym projekty „Deutsch AG” i „LernRaum” oraz punkt kontaktowy projektu „Bilingua” w Olsztynie przy Olsztyńskim Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej. Głównym punktem imprezy był referat dr Anety Nott-Bower z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach dotyczący pozytywnego wpływu dwujęzyczności na rozwój dzieci. Logopedka i ekspertka dwujęzyczności połączyła się ze spotkaniem za pomocą Internetu. Oto niewielki fragment o umiejętności tak zwanego multi-taskingu:

[Aneta Nott-Bower – wypowiedź w języku polskim]

Jak można było usłyszeć, ciekawy wykład ucierpiał trochę z powodu jakości dźwięku transmisji. Dalszymi pozytywnymi efektami dwujęzyczności są zasadniczo szybsze myślenie, większa kreatywność i lepsza komunikacja – dzieci mają więc większe szanse na sukcesy w szkole i zawodzie niż osoby jednojęzyczne. Tak to widzi również młoda kobieta, która wychowała się dwujęzycznie i mówiła w pokazanym wideo o swoich doświadczeniach. Oto fragment:

[młoda kobieta – wypowiedź w języku polskim]

Jednym z uczestników imprezy był Roland Bilicki. Jest Romem i szefem olsztyńskiego zespołu „Romanca”. Dla niego dwujęzyczność jest czymś naturalnym:

[Roland Bilicki – wypowiedź w języku polskim]

Jego żona pochodzi z Niemiec, dochodzi tam więc jeszcze trzeci język, którego dzieci się również uczą:

[Roland Bilicki – wypowiedź w języku polskim]

Efektów, które przedstawiła w swoim wykładzie dr Nott-Bower, rodzice do tej pory nie dostrzegali, jak mówi Roland Bilicki:

[Roland Bilicki – wypowiedź w języku polskim]

Dla niego i dla innych uczestników spotkanie przyniosło konkretny zysk: wiedzę, ale również dobry czas w słońcu i przy grillu na zakończenie. Działąnia projektu „Bilingua” łączy więc przyjemne z pożytecznym – i długofalowo przynosi również efekty. Jeszcze raz Lucjan Dzumla:

[Lucjan Dzumla:

Próbujemy przede wszystkim rodzicom ułatwić sprawę, bo wiele rodzin, niemieckich rodzin w Polsce z czasem utraciło swój język. Pokolenie średnie nie mówi po niemiecku, tzn. nie mówi się w domu po niemiecku, trzeba tę dwujęzyczność znowu ożywić. I wspieramy rodziców w tym za pomocą materiałów metodycznych, doradztwa, takich spotkań, gdzie rozmawiamy z ludźmi, którzy są specjalistami w tej dziedzinie. Liczba rodzin, które wychowują swoje dzieci dwujęzycznie, rośnie. Powoli, ale rośnie.]

——-

Były to nasze wrażenia z drugiego spotkania dwujęzycznych polsko-niemieckich rodzin w Polsce północnej 6 września w Olsztynie. Zorganizowane zostało w ramach projektu „Bilingua – finfach mit Deutsch” Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej. Więcej o projekcie na stronie internetowej www.haus.pl .

2020-09-27 75. Uroczystość z okazji rocznicy zatonięcia statku Gustloff

W tym roku przypada 75 rocznica zakończenia II wojny światowej. Zaplanowano z tej okazji duże uroczystości, ale wirus Corona udaremnił je. Trzeba było również przełożyć zaplanowaną na koniec kwietnia uroczystość upamiętniającą zmarłych zatopienia statków ewakuacyjnych „Gustloff”, „Steuben” i „Goya”. Odbyła się ona teraz, 5 września. Byliśmy dla Państwa w Gdyni:

——-

Niezwykła data, ale miejsce rozpoczęcia uroczystości ku czci zmarłych z „Wilhelma Gustloffa” i innych statków ewakuacyjnych było to samo: Kościół Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i św. Piotra Rybaka. Tam, w kościele wilków morskich i pracowników portu, ma też swoją siedzibę duszpasterstwo morza „Stella Maris”. Chór o tej samej nazwie powitał swoim śpiewem gości uroczystości, którzy powoli odnajdywali swoją drogę do kościoła:

[muzyka]

Mamy rok jubileuszów, rok ważnych rocznic, i ks. kanonik Andre Schmeier z Olsztyna, katolicki duszpasterz mniejszości niemieckiej w naszym regionie, wspomniał na początku o okazji tej uroczystości:

[Andre Schmeier:

(Spotykamy się) aby się modlić w tym szczególnym roku, który jest naznaczony 75. rocznicą zakończenia II wojny światowej, przez szczególną pamięć ofiar tej wojny, ale również, jak pokazuje przyczyna, z której dzisiaj zebraliśmy się tutaj, też tragedii Niemców, która nastąpiła po tej wojnie i stoi przed naszymi oczami szczególnie w postaci ofiar ze statków „Steuben”, „Goya” i „Gustloff”. Za nich chcemy się modlić, i również za tych, którzy za ich los ponoszą odpowiedzialność, którzy być może przez całe życie musieli ponosić ciężar tego przed swoim sumieniem.]

Uroczystość przełożono z powodu wirusa Corona, który ludziom znowu wyraźnie pokazał, jak wątłe jest życie i jak słabi oni ostatecznie są, …

[Andre Schmeier:

A mimo to udaje nam się ciągle zapomnieć o tym, co ojciec Pracz powiedział w swoich pierwszych słowach, że najważniejsze dla udanego i udającego się współistnienia muszą być solidarność i miłość. Jeśli ludzie zapomną o tym, doprowadzi to do tego, że nawzajem wyrządzą sobie krzywdę. Tak jest i dzisiaj. Również nikt z nas jest od tego wyjątkiem. Kto z was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień. Nikt z nas nie mógłby tego zrobić.]

Kazanie po niemiecku i po polsku wygłosił pastor Wojciech Froehlich, proboszcz protestancki parafii Słupsk. Jednym z jego głównych pytań było to, które zadaje sobie wielu wiernych w obliczu okrucieństw wojennych i w przypadku katastrof przyrodniczych:

[Wojciech Froehlich:

Gdzie był Pan Bóg, kiedy zdarzyły się wszystkie okrucieństwa tej wojny i wszystkich wojen? Dlaczego milczał, kiedy transporty ludzi niezależnie od narodowości przyjeżdżały jeden po drugim w obozów koncentracyjnych? Dlaczego nie zatrzymał torped wystrzelonych w kierunku statków ewakuacyjnych? Dlaczego Pan Bóg milczał? A ja zastanawiam się i myślę: Pan Bóg nie milczał, lecz płakał.]

Wolna wola człowieka do czynienia dobra, ale i zła, jest tego powodem, mówił Wojciech Froehlich. Goście uroczystości, pamiętając o ofiarach zła, złożyli kwiaty w kaplicy kościoła przed tablicą ku ich pamięci. Potem opuścili kościół w drodze do portu w Gdyni, gdzie po krótkiej modlitwie wrzucili wieńce kwiatów do morza. Złożeniu kwiatów znowu swoim śpiewem towarzyszył chór „Stella Maris”:

[muzyka]

——-

Były to nasze wrażenia z przełożonej uroczystości ku czci zmarłych zatonięcia statków ewakuacyjnych „Gustloff”, „Steuben” i „Goya”, które zostały zestrzelone 75 lat temu w drodze na zachód. Tak jak uroczystości upamiętniające zakończenie II wojny światowej zaplanowana na kwiecień większa uroczystość padła ofiarą wirusa Corona, i odbyła się teraz, 5 września w Gdyni w mniejszym gronie.

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna.

13.09.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 13.09.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w połowie września przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

Usłyszą Państwo wywiad z Bernardem Gajdą, przewodniczącym Związku Niemieckich Stowarzyszeń Socjalno-Kulturalnych w Polsce na temat aktualnej sytuacji mniejszości niemieckiej w Polsce.
Przedstawimy Państwu Ulfa Püstowa z zarządu Ziomkostwa Prus Wschodnich w Hamburgu – jest on odpowiedzialny za kontakty ze stowarzyszeniami niemieckimi w południowych Prusach Wschodnich, dzisiejszym województwie warmińsko- mazurskim
Oraz porozmawiamy z Martyną Chrzanowską, która koordynuje projekt „LernRaum”.
To wszystko usłyszą państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

19 września Związek Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur organizuje wyjazd dla młodych członków śladami życia w dawnych Prusach Wschodnich. Celem są Skansen w Olsztynku, Muzeum Multimedialne w olsztyneckim ratuszu oraz pola bitwy pod Grunwaldem. Informacje na temat wycieczki i możliwych wolnych miejsc otrzymają Państwo pod numerem telefonu 783 990 276 lub mailowo pod adresem biuro@zsnwim.eu.

*****

W ramach 23. Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej w przyszlym tygodniu planowany jest przedostatni koncert. W kościele ewangelicko – augsburskim w Pasymiu usłyszeć będzie można odnowioną w ubiegłym roku fisharmonię, poza tym organizator pastor Witold Twardzik oczekuje na ukraińskie trio akordeonowe „Harmonia“.

****

16 września o godzinie 16.30 na słuchaczy czeka druga impreza w ramach projektu „LernRaum“ Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego w Opolu. Tematem będzie Herkus Monte, przywódca drugiego powstania przeciwko zakonowi niemieckiemu w XIII wieku praz jego przedstawienie w literaturze i filmie. Wykład wygłosi doktor Alina Kuzborska z katedry germanistyki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Impreza odbędzie się online. Zgłoszenia możliwe są jeszcze do jutra, 14 września, na adres mailowy dominika.zagorowicz@lernraum.pl lub za pomocą sms na numer 501 061 666

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszła niedzielę, 20 września, o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach, o godzinie 14.00 w Biskupcu i o godzinie 17.00 w Reszlu. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2020-09-13 Bernard Gaida

29 sierpnia Związek Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur ZSNWiM zorganizował swoje opóźnione zebranie delegatów ze sprawozdaniami za rok 2019. Gościem był także przewodniczący Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce Bernard Gaida. Skorzystaliśmy z okazji i zapytaliśmy go o aktualną sytuację i kilka wydarzeń, które czekają mniejszość niemiecką. Usłyszą Państwo teraz pierwszą część wywiadu:

——-

Dawniej wciąż twierdzono powszechnie, że stowarzyszenia mniejszości niemieckiej tylko spotykają się przy kawie i cieście. W czasach wirusa Covid ludzie, ale również członkowie mniejszości niemieckiej nagle zauważają, jak ważne są takie spotkania. Jak Pan widzi aktualną sytuację?

[Bernard Gajda:

Bardzo nas 30, 20 lat temu krytykowano, że co tydzień się spotykaliśmy, czy to w Prusach Wschodnich, czy też na Śląsku. Dzisiaj jesteśmy, powiedzmy, czymś jak NGO, nawet zbyt typowo jak na NGO, tzn. koncentrujemy się bardzo często na projektach, które oczywiście muszą spełnić swoje zadania z wniosku, przez realizację aż do rozliczenia. Ale w całym tym trudzie czasem zapomina się, że my jako grupa ludności, jako mniejszość niemiecka jesteśmy społeczeństwem, które nie tylko jest wspólnotą interesów, lecz społeczeństwem, które duchowo coś łączy. Tożsamość, język, kultura, nawet wspomnienia itd. – to są wspólne cechy, które w naturalny sposób wymagają rozmowy, spotkania.]

Czy te brakujące spotkania, brakująca społeczność też mają wpływ na inne aspekty pracy mniejszości niemieckiej?

[Bernard Gajda:

Niektóre problemy, które mamy w pracy z młodzieżą, biorą się stąd, że bardzo często oferujemy młodzieży projekty, nawet mówimy, że tu i tam jest finansowanie dla tych projektów, ale młodzież czuje się nie jako wspólnota, lecz jako pojedyncze osoby, które były zaproszone do jakiejkolwiek aktywności. Dlaczego myślę, że musi być odbudowana taka kultura spotkań.]

Kiedy chcemy pokazać młodzieży, która całe swoje życie spędziła w Polsce, swoje korzenie, potrzebne jest celowe zaangażowanie. W swojej przemowie opisał Pan delegatom kilka rzeczy:

[Bernard Gajda:

Mówiłem o trzech ogromnych projektach. Jeden z nich to centrum dokumentacji i wystaw, gdzie prezentowano drogę Niemców na teraźniejszym terytorium Polski, ale to ma cel. Tzn. chcemy przez to dać wsparcie dla tożsamości niemieckiej, bo pokolenie, które pamięta czy przeżyło zmiany po II wojnie światowej, odejdzie, a młodsze pokolenie, które ma już całą drogę życiową w Polsce, ma większe trudności aby przyjrzeć się swoim korzeniom, czasem zrozumieć. Centrum dokumentacji będzie znajdować się z pewnych powodów w Opolu, ale służyć całej mniejszości. A poza tym będą jeszcze dwa inne projekty, które wzajemnie się uzupełniają.]

A jakie są te inne dwa projekty?

[Bernard Gajda:

Pierwszy to jest Centrum Badań mniejszości niemieckiej, które wśród różnych zadań ma jedno wielkie, mianowicie rejestrowanie historii mniejszości niemieckiej, skanowanie, cyfryzację i jej zachowanie. Ale poza tym szukamy ciągle dalszych tematów, które musimy obrobić trochę z naszej strony, ze strony mniejszości niemieckiej, bo albo są one całkiem nieruszone albo prezentowane jednostronne – nawet kiedy są czasem już inaczej widziane przez polskich historyków młodszego pokolenia, bardziej obiektywnie, ale bardzo często oni nie są znani, nie mają jeszcze swojego stanowiska, dlatego Centrum Badań jest dla nas dlatego bardzo ważne. Dałem w wykładzie przykład z Potulic, gdzie nawet sam IPN mówi, że wszystkie informacje o obozach w Potulicach po wojnie są powierzchowne, nie są badane.]

Wszystkie te projekty i ośrodki nie mogą być jednak niczym więcej niż ofertą dla ludzi, którzy się zainteresują …

[Bernard Gajda:

Tak to jest planowane, że z nami na czele, czy to jest ZNSSK w Opolu czy to są konkretne projekty, czy to ZSNWiM tutaj, to wszystko jest organizowane, aby oczywiście wspierać w zdecydowanej większości pracę wolontariacką. Ale na początku mówiliśmy, że „praca” to może być złe słowo, „żyć we wspólnocie” jest prawidłowe, powiedziałbym. Mamy tu do czynienia, a ja powiedziałem, że możemy przygotować te projekty, one na pewno funkcjonują, ale akceptacja projektów zależy od najmniejszej organizacji, najmniejszej grupy, od nich musi wyjść inicjatywa.]

Przywiózł Pan ze sobą dla delegatów specjalnego gościa. A z nim wróćmy jeszcze raz do hasła spotkania i impulsów…

[Bernard Gajda:

Dlatego bardzo mnie cieszyło, że moje starania, aby zaprosić na to zebranie delegatów nowego przewodniczącego Związku Młodzież Mniejszości Niemieckiej (było to skuteczne), to było dal mnie bardzo ważne. Bo pierwszy raz nam się udało, w osobie Oskara Zgoniny zaprezentować na żywo reprezentanta młodzieży, który również jest otwarty na działalność Związku Mniejszości Niemieckiej tutaj w północnej Polsce, szczególnie w Prusach Wschodnich. I mam nadzieję, że może tutaj nawiązać nowe kontakty, bo – jak powiedział – rodzina, a my jako grupa ludności jesteśmy wielką rodziną, bez narybku (czy potomstwa) nie jest prawdziwą rodziną, dlatego musimy tu dużo nadrobić.]

——-

Był to Bernard Gaida, przewodniczący Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce w rozmowie z nami z okazji zebrania delegatów ZSNWiM 29 sierpnia. Tematami były aktualna sytuacja mniejszości niemieckiej w Polsce i wydarzenia, które czekają mniejszość niemiecką.

W drugiej części wywiadu za tydzień głównym tematem będzie spis ludności w Polsce w przyszłym roku. Oprócz tego usłyszą Państwo wtedy rozmowę z wymienionym w wywiadzie przewodniczącym Związku Młodzieży Mniejszości Niemieckiej w Polsce Oskarem Zgoniną.

2020-09-13 Ulf Püstow

29 sierpnia Związek Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur ZSNWiM zorganizował swoje opóźnione zebranie delegatów ze sprawozdaniami za rok 2019. Gościem był również Ulf Püstow z zarządu Ziomkostwa Prus Wschodnich w Hamburgu. Odpowiada on tam za kontakty z niemieckimi stowarzyszeniami w południowej części Prus Wschodnich, dzisiejszym województwie warmińsko-mazurskim. Przedstawimy go Państwu:

——-

Jest Pan dość nowy w zarządzie Ziomkostwa Prus Wschodnich i – jeżeli chodzi o wiek – nie z pokolenia, które przeżyło jeszcze wypędzenie. Co Pana łączy z Prusami Wschodnimi? Właśnie w rozmowie z panią Szubzdą z stowarzyszenia niemieckiego z Ełku mówił Pan o fascynacji historią…

[Ulf Püstow:

Historia była dla mnie zawsze bardzo interesująca, nawet w szkole jako przedmiot, gdzie zawsze miałem szóstkę. Wychowałem się bez dziadków – oprócz jednej babci – i być może zabrzmi to dziwne, ale brakuje mi moich dziadków, mimo że nie za dobrze ich poznałem. Szczególnie łączy mnie historia moich dziadków tu z Prusami Wschodnimi, ale również cierpienie, które ponosili ludzie, najpierw wyrządzone ze strony niemieckiej, ale i w 1944/45r. ze strony rosyjskiej i częściowo z polskiej.]

A propos Ełku i kontaktów z tamtejszymi Niemcami i z historią – Pana przodkowie pochodzą z tego regionu. Skąd dokładnie?

[Ulf Püstow:

Moja matka urodziła się w Cimochach, które leżały wtedy na granicy powiatu oleckiego i powiatu ełckiego. Od pięciu lat jestem przewodniczącym Ziomkostwa Powiatu Oleckiego, tzn. niemieckiego stowarzyszenia w Niemczech. Zapytali mnie, czy chciałbym pracować w zarządzie Ziomkostwa Prus Wschodnich – jest to wszystko honorowe, nie jesteśmy na etacie – z zadaniem odpowiedzialności za niemieckie stowarzyszenia w południowej części Prus Wschodnich, dzisiejszej Warmii i Mazurach. Widziałem w tym bardzo fajny most do zainteresowań, które i tak prywatnie już mam, i przywiązania do ludzi tutaj żyjących, wszystko jedno, czy mają narodowość niemiecką czy polską.]

Ziomkostwo Powiatu Oleckiego w Niemczech jeszcze istnieje, stowarzyszenie mniejszości niemieckiej w Olecku już nie. Szkoda, bo brakuje teraz organizacji partnerskiej …

[Ulf Püstow:

Ale to nie moja wina. Trzeba jak najbardziej powiedzieć, że jest to kolej rzeczy. Dla młodych Niemców w Niemczech Prusy Wschodnie są ojczyzną ich przodków. Ich ojczyzną teraz jest Kolonia, Drezno, Lipsk czy Berlin, gdziekolwiek. Dla wielu młodych Niemców w Polsce jest tutaj teraz ich ojczyzna. Było trudno, przez te lata pokazać niemieckość, mówić po niemiecku itd. a tracono w czasach do 1990r. dużo, czego teraz już nie można nadrobić, albo trudno żeby to ponownie odżyło. Jest tak – i widzimy to, kiedy jesteśmy tam na miejscu – że kiedy pytamy, gdzie są dzieci, gdzie są wnuki, słyszymy „ach, są w Niemczech, są w Anglii, pracują tam i często nie wracają, bo gdzieś indziej zakładają rodziny”. Zostają starsi i kiedyś ci starsi wymierają – tak po prostu jest – albo będzie za trudno, zbierać wszystkich, bo już nie ma się samochodu, bo droga jest za daleka itd.]

Jak Państwo chcą obchodzić się w przyszłości z tą nierówną sytuacją?

[Ulf Püstow:

Spotkamy się na zebraniu rady ziomkostwa powiatu oleckiego za cztery tygodnie. Chcę zaproponować, żebyśmy jedno czy drugie zadanie, które miało do tej pory stowarzyszenie niemieckie na miejscu, my jako ziomkostwo przejęli z Niemiec. Że na przykład my zaoferujemy festyn letni, nie tylko dla pokolenia starszego, lecz również dla dzieci, aby dzieciom przekazać, gdzie były czy są ich korzenie. Czy nam się to uda, pokaże przyszłość. Na wszelki przypadek chcemy to uczynić naszym zadaniem. A co bardzo ważne: istnieje polskie stowarzyszenie, które zajmuje się bardzo historią powiatu oleckiego, nazywa się „Zamek”, a my chcemy je bardziej wspierać, nie tylko słowem i czynem, lecz środkami finansowymi i być może też użyczonymi przedmiotami, eksponatami na ich wystawy.]

Właśnie na zebraniu przewodniczących mniejszości niemieckiej w Polsce Bernard Gaida chwalił dobre, wzajemnie stosunki mniejszości niemieckiej tu w północno-wschodniej Polsce i Ziomkostwo Prus Wschodnich. Szczególnie w przypadku pracy honorowej, którą Pan wykonuje jak my wszyscy, na pewno dobrze Panu to zrobi…

[Ulf Püstow:

Tak, to czyni mnie dumnym, mimo że w tym nie mam zbyt dużego udziału, bo dopiero ledwo rok piastuję to zadanie. Ale widzę, jak aktywne jest Ziomkostwo od lat i szczególnie w osobie naszego przewodniczącego Stefana Grigata, który niestrudzenie też nas pogania, ale i sam dużo robi. Podziękowanie właśnie należy się ludziom, którzy wykonywali tę pracę przede mną, a szczególnie przewodniczącemu Stefanowi Grigatowi.]

Mieszka pan w Schwerinie, a tam w Meklemburgii-Pomorzu Przednim mamy w osobie pana Schukata bardzo aktywnego wschodnioprusaka. Czy coroczne spotkanie, które organizuje, odbędzie się w tym roku – będzie mogło się odbyć?

[Ulf Püstow:

25. spotkanie powinno było odbyć się za cztery tygodnie, pod koniec września, ale odwołano je z powodu ustawowych regulacji. Regularnie przyjeżdża tam do 2.000 osób, siedzi bardzo blisko siebie, nie można się omijać, a pod tym względem pan Schukat zdecydował, że spotkanie nie odbędzie się. Odwołał je i chce zrobić w swoim miejscu zamieszkania małe, regionalne spotkanie. Ale chce – i to już zapowiadał – nadrobić odwołane w tym roku spotkanie za rok znowu w ostatni weekend września, będzie to 25. spotkanie. Czy dalej będzie, on musi zdecydować, ale cieszymy się, że ma taki oddźwięk.]

——–

Był to nasz wywiad z Ulfem Püstowem z zarządu Ziomkostwa Prus Wschodnich w Hamburgu. Odpowiada on tam za kontakty Ziomkostwa z niemieckimi stowarzyszeniami w południowej części Prus Wschodnich, dzisiejszym województwie warmińsko-mazurskim.

2020-09-13 Martyna Chrzanowska

Jest to projekt, który rozpoczyna się powoli i z pewnym opóźnieniem. Jego tytuł – LernRaum. Rozpoczął się on teraz warsztatem kreatywnego pisania z pisarzem Radkiem Knappem z Wiednia na początku września w Nidzicy i Olsztynie. 2 września w Olsztynie rozmawialiśmy z Martyną Chrzanowską, która tam organizuje ten projekt dla ogólnopolskiego koordynatora, Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego:

——-

W ramach jakiego przedsięwzięcia odbyła się impreza 2. września? Co w całym projekcie jeszcze jest zaplanowane?

[Martyna Chrzanowska – wypowiedź w języku polskim]

Do kogo skierowana jest oferta projektu?

[Martyna Chrzanowska – wypowiedź w języku polskim]

Joanna Hassa reprezentuje, jak trzeba tu jeszcze powiedzieć, Niemieckie Towarzystwo Oświatowe w Opolu. O co chodziło w pierwszym wydarzeniu projektu?

[Martyna Chrzanowska – wypowiedź w języku polskim]

Wczoraj była również premiera w Nidzicy. Czy ma pani informacje, jak duże było tam zainteresowanie tym tematem?

[Martyna Chrzanowska – wypowiedź w języku polskim]

To bardzo dobrze, że impreza mogła się odbyć w czasach wirusa Covid. Czy to miało wpływ na planowanie warsztatów?

[Martyna Chrzanowska – wypowiedź w języku polskim]

Czy są już dalsze plany? Gdzie zainteresowani znajdą informacje?

[Martyna Chrzanowska – wypowiedź w języku polskim]

——-

Była to Martyna Chrzanowska, która w Olsztynie organizuje projekt LernRaum dla ogólnopolskiego koordynatora, Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego, w rozmowie z nami. Krótko po rozmowie poznaliśmy już kolejne wydarzenie. 16 września o godz. 16.30 odbędzie się wykład on-line na temat staropruskiego bohatera Herkusa Monte. Dalsze przedsięwzięcia są planowane, będziemy Państwa o nich informować.

Cały projekt finansowany jest ze środków Niemieckiego Federalnego Ministerstwa Spraw Zewnętrznych, dla Budowy i Ojczyzny. W jednej z naszych kolejnych audycji przedstawimy w wywiadzie pisarza Radka Knappa z Wiednia.

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna.

06.09.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 06.09.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w pierwszą niedzielę września przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli podczas weekendu i są dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

Porozmawiamy z pastorem Witoldem Twardzikiem i wójt Dźwierzut Marianną Szydlik na temat znaczenia Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej dla regionu.
Zapytaliśmy Stefana Grigata, rzecznika Ziomkostwa Prus Wschodnich w Hamburgu, o wrażenia z wystawy „Wersal, plebiscyt i co dalej na Warmii i Mazurach “ na olsztyńskim zamku.
Przedstawimy Państwu także historię jednego z najbardziej znanych wierszy Johanna Wolfganga von Goethego, mianowicie „Wanderers Nachtlied“, który rozpoczyna się słowami „Ponad szczytami cisza“.
To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

****

19 września Związek Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur organizuje wyjazd dla młodych członków śladami życia w dawnych Prusach Wschodnich. Celem są Skansen w Olsztynku, Muzeum Multimedialne w Olsztyneckim ratuszu oraz pola bitwy pod Grunwaldem. Zgłoszenia do 10 września pod numerem telefonu 783 990 276 lub mailem na adres biuro@zsnwim.eu

*****

Projekt menadżer do spraw kultury Instytutu Stosunków Zagranicznych IfA w regionie Warmii i Mazur Julii Herzog pod tytułem „Pozytywna strona Corony – wyrażona obrazem“ zostaje przedłużony. Na profil na Facebooku młodzieży w Olsztynie i regionie jeszcze do 9 września nadsyłać można zdjęcia i inne prace w tym konkursie, które uzupełnione powinny być wyjaśnieniem liczącym do 160 znaków w języku niemieckim. Nowy link nosi nazwę „Das Positive an Corona – Frist verlängert (Pozytywna strona Corony – termin przedłużony“. Na zwycięzców czekają ciekawe nagrody.

*****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszła niedzielę, 13 września o godzinie 15.00 w Kościele Najświętszego Serca Jezusowego w Olsztynie. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2020-09-06 Pasym

Również Pasymskie Koncerty Muzyki Organowej i Kameralnej musiały podczas swojej 23 edycji pokonać skutki wirusa Corona. Rozpoczęły się później niż normalnie, i jeszcze się nie zakończyły. 9 sierpnia z okazji koncertu w Dźwierzutach zapytaliśmy ich organizatora pastora Witolda Twardzika i wójt gminy Dźwierzuty Mariannę Szydlik o ich znaczeenie. Oto nasza relacja dla Państwa:

——-

We wrześniu Pasymskie Koncerty Muzyki Organowej i Kameralnej normalnie już dawno by się zakończyły. Ale nie w tym roku 2020, na którym Corona odbija swoje piętno. Długo nie było nawet pewne, czy koncerty w ogóle się odbędą. Organizator koncertów, pastor ewangelicko-augsburski z Pasymia Witold Twardzik spogląda wstecz na swoje wątpliwości – i na powody tego, że koncerty jednak się odbywały i odbędą:

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku polskim]

Jedną z osób, która szukają w koncertach spokoju, jest wójt gminy Dźwierzuty Marianna Szydlik. Kiedy bardzo pilne sprawy służbowe nie zatrzymują jej w urzędzie, zawsze jest na koncertach w kościele w Dźwierzutach. Bo – jak mówi – muzyka jest ważna dla niej i dla mieszkańców Dźwierzut:

[Marianna Szydlik – wypowiedź w języku polskim]

To, że dzięki koncertom pojawia się też dużo gości z zewnątrz, jest dla niej efektem dodatkowym, z którego bardzo się cieszy, mimo to, że w tym roku jest ich mniej niż zwykle:

[Marianna Szydlik – wypowiedź w języku polskim]

A za dwa lata, kiedy planowana jest 25 edycja Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej, ona też będzie obecna – i ma nadzieję, że program będzie różnorodny. Jeszcze raz Marianna Szydlik:

[04 MS po polsku]

Jednak najpierw odbędą się pozostałe koncerty tego roku, a podczas nich – jeżeli nie przeszkodzą w tym nowe obostrzenia związane z wirusem – wystąpią jeszcze interesujący artyści. Ks. Witold Twardzik wyjaśnia:

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku polskim]

I oczywiście już planuje rok 2021, bo zrezygnować z powodu Corony – to dla pastora Twardzika nie wchodzi w rachubę. Na to muzyka po prostu jest zbyt ważna:

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku polskim]

——-

Była to relacja na temat znaczenia Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej dla mieszkańców regionu. O to zapytaliśmy 9 sierpnia podczas koncertu w Dźwierzutach w ramach ich XXIII. edycji organizatora pastora Witolda Twardzika i wójt gminy Dźwierzuty Mariannę Szydlik.

Dwa kolejne koncerty odbędą się w 19 i 26 września o godzinie 18.00 w kościele w Pasymiu. Podczas pierwszego z nich zabrzmi ponownie odrestaurowana fisharmonia, oprócz tego pastor Twardzik czeka na ukraińskie trio akordeonowe „Harmonia”, podczas drugiego wystąpi kwintet instrumentów dętych Poznań-Brass.

2020-09-06 Stefan Grigat

W sierpniu Stefan Grigat, przewodniczący Ziomkostwa Prus Wschodnich w Hamburgu, razem z żoną przyjechał z krótką wizytą do Olsztyna. Wykorzystał szansę i zwiedził wystawę na temat plebiscytu 1920 roku, którą przygotowało Muzeum Warmii i Mazur w olsztyńskim zamku. Towarzyszyliśmy mu podczas zwiedzania i zapytaliśmy go po zwiedzaniu o wrażenia:

——-

Jakie było Pana pierwsze wrażenie z wystawy „Wersal, plebiscyt i co dalej na Warmii i Mazurach?” na zamku w Olsztynie?

[Stefan Grigat:

Pierwsze wrażenie, jak powiedziałbym, jest zadowalające. Faktem jest, że z mojego punktu widzenia wystawa nie pokazuje tego, co zostało zapowiedziane, co zostało powiedziane w relacjach prasowych, co kogoś tu czeka. Szczególnie nie ma wprowadzenia do tematu plebiscytu i oczywiście żadnych liczb. W prasie można było już przeczytać, że organizatorzy wystawy powiedzieli, że jest jasne, że Polska straciła plebiscyt, o to nie chodzi. Interesująca jest próba zatoczenia socjologicznego łuku od warunków życia do referendum i jego skutków. Ze względów socjologicznych brakuje mi oczywiście tego, co wydarzyło się 20 lat później, że [20 lat] po referendum ludzie byli eksmitowani bez głosowania, bo, szczególnie z socjologicznego punktu widzenia, to fajny temat, jak poważnie traktuje się partycypację ludności, jak poważnie rozumie się demokrację, jeśli chodzi lokalnie o realizację celów politycznych.]

W rozmowie z panią kustosz podkreśliła ona wyraźnie wydarzenia 20 lat po plebiscycie. W samej wystawie niestety nie widać tego tak dokładnie. Czego Panu brakuje oprócz materiałów liczbowych?

[Stefan Grigat:

W wystawach, nie tylko tutaj, ale i gdzie indziej, czasami trudno jest znaleźć wspólny wątek, jeśli się tam wchodzi nieobciążonym. Myślę, że ja sam nie jestem całkowicie nieobciążony, więc zupełnie bezstronnym zwiedzającym będzie jeszcze trudniej znaleźć wspólny wątek na wystawie. Ale to nie powinna być druzgocąca krytyka, nadal uważam, że to udana wystawa, zwłaszcza że wystawionych jest bardzo dużo, bardzo, bardzo dużo oryginalnych dokumentów i oryginalnych zdjęć, które przez dziesiątki lat były w Polsce pomijane. To stawia prawdę w centrum uwagi i to jest zasługa tej wystawy.]

Ale w wystawie znajduje się dużo materiałów propagandowych, takich jak ulotki, plakaty, pocztówki…

[Stefan Grigat:

Tak, ale przede wszystkim są to materiały propagandowe osadzone w kontekście czasowym, które świadczą o tym, jak było. To nie jest fałszowanie, ani nie jest to narzędzie do osiągnięcia pewnego politycznego sukcesu, ale tak naprawdę jest – przynajmniej mam wrażenie – że wystawa chce pokazać ludziom, jak to było. To czyni ​​wystawę mocną, ponieważ niestety tak nie zawsze to się znajdzie.]

W pierwszej sali na temat I wojny światowej trochę dokładniej oglądał Pan jedną z gablot. Dlaczego?

[Stefan Grigat:

W dawnej armii pruskiej było tak, że pułki miały różne mundury, nie tak jak dzisiaj, że cała armia całego kraju, jak Anglia, Polska, Niemcy, ma jednakowe mundury, lecz przed i podczas I wojny światowej było to tak, że pułki miały własne mundury. Mój dziadek służył w 44. Pułku Piechoty, który również stacjonował w Gołdapi. Tam w gablocie wystawiono odznaki pułkowe i również te dla 44 pułku.]

Zatoczenie tego szerokiego łuku to ambitne, ale oczywiście niełatwe przedsięwzięcie, w tym samym czasie w czterech salach oddając sprawiedliwość wszystkim tematom. Co Pana zdaniem wydaje się niewystarczające?

[Stefan Grigat:

Przepraszam, jeśli mówię to tak ostro, ale ostatecznie wszystkie aspekty zawiodły. Tak więc traktat wersalski okazał się zbyt krótko przedstawiony, ponieważ ktoś, kto go nie zna – a to skomplikowany temat historyczny – nie może ocenić eksponatów. Warunki życia w czasie wojny nie były przedstawione tak straszne jak w rzeczywistości, więc zwłaszcza pod koniec I wojny światowej z zimami, kiedy było dużo głodu, gdzie do jedzenia była tylko brukiew, to było bardzo przerażające dla ludności; grypa hiszpanka też tu dotarła; czas inflacji nie nadszedł przypadkiem. Plebiscyt był tylko wisienką na torcie, która jeszcze bardziej utrudniła życie ludziom, kiedy w postępowaniach zamykano granice między strefą plebiscytu a strefą bez prawa głosu, i inne takie rzeczy. Wola, próba pokazania prawdy, pomaga tej wystawie przekroczyć próg i sprawia, że ​​warto ją zobaczyć.]

Na temat plebiscytu 1920 roku nie mówi się w Niemczech zbyt wiele. Co Państwo jako Ziomkostwo Prus Wschodnich zrobili, aby to zmienić? Dlaczego Pana zdaniem jest to ważne?

[Stefan Grigat:

Ziomkostwo Prus Wschodnich zorganizowało cyfrowe wydarzenie okolicznościowe z dwoma wykładami naukowymi, które było opublikowane na kanale Ostpreußen TV [na Youtube] i było oglądane już ponad 3000 razy, ale ogólnie rzecz biorąc, ten temat faktycznie jest niewystarczająco upubliczniony w Niemczech. Szkoda, bo dziś w wielu regionach ignoruje się wolę ludności, zwłaszcza tutaj w sąsiedztwie, popatrzmy na Ukrainę, popatrzmy na Białoruś. Byłoby to bardzo interesujące, jeśli wziąć pod uwagę możliwości i środki, które były wykorzystane 100 lat, a później niestety już nie.]

——-

Był to Stefan Grigat, przewodniczący Ziomkostwa Prus Wschodnich w Hamburgu, w rozmowie z nami. Tematem była wystawa na temat plebiscytu 1920 roku, którą przygotowało Muzeum Warmii i Mazur na zamku w Olsztynie. Zwiedził on ją podczas krótkiej wizyty w Olsztynie w połowie sierpnia.

Wymienione wykłady na temat plebiscytu znajdą Państwo w Internecie na Youtube w programie Ostpreußen TV.

2020-09-06 „Ponad wierzchołkami“

Nie ma w Niemczech bardziej znanego poety niż Johann Wolfgang von Goethe. W zasadzie nie da się napisać o nim krótkiego tekstu. Napisać o krótkim tekście jego autorstwa jednak już tak – i to o jednym z jego najsłynniejszych wierszy, a mianowicie o „Nocnej pieśni wędrowca”, zaczynającej się od słów „Ponad wierzchołkami jest cisza”.

W przypadku prawie żadnego innego wiersza w literaturze niemieckiej nie da się precyzyjniej określić, kiedy i gdzie został napisany. Miejscem tym była chata strażnika łowieckiego księcia Carla Augusta von Sachsen Weimar poniżej szczytu góry Kickelhahn. Kickelhahn to góra o wysokości 861 metrów na północnym skraju środkowego Lasu Turyńskiego powyżej Ilmenau. Johann Wolfgang von Goethe był tu już wcześniej jako minister górnictwa księcia, przebywał w tej chacie 6 września 1780 r., czyli 240 lat temu, pozostawiając na jednej ze ścian następujące wersy:

Po­nad szczy­ta­mi
ci­sza.
W wierz­choł­kach
czu­jesz
za­le­d­wie powiew wiatru.
Umil­kły pta­ki w le­sie!
Po­cze­kaj, wkrót­ce
umilk­niesz i ty.

Nie jest jasne, czy brzmiały dokładnie tak, czy też nastąpiły jeszcze niewielkie zmiany do czasu publikacji w 1815 roku. Nie da się już tego sprawdzić, ponieważ chata spłonęła w 1870 roku. Domeczek Goethego, który można dziś zwiedzać na Kickelhahn, to wierna rekonstrukcja z 1874 roku.

W liście do Charlotte von Stein datowanym na ten sam dzień, 6 września, napisał m.in. cytat „Gdyby tylko moje myśli z dnia dzisiejszego zostały spisane, są wśród nich dobre rzeczy”, koniec cytatu. Jedną z tych myśli uwiecznił 240 lat temu wieczorem na ścianie chaty. Do dziś wiersz jest znany, często parodiowany i żarliwie znienawidzony przez uczniów, którzy muszą interpretować te kilka wersów. Jako czytelnik możesz się tym cieszyć tak, jak Johann Wolfgang von Goethe wtedy wieczorem na Kickelhahn.

Jingle – koncert życzeń

I jak prawie zawsze w pierwszą niedzielę miesiąca – koncert życzeń dla naszych jubilatów. Spojrzymy wstecz na jubilatów sierpnia w mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach:

Nidzickie stowarzyszenie pogratulować mogło dziesięciu swoim członkom. Wśród nich 15 sierpnia Krystyna Hausmann skończyła 85 lat, a także 13 i 17 sierpnia Eryk i Elżbieta Pedyna każde z nich 90.

W Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej w Kętrzynie zanotowano troje jubilatów, wśród nich Anelize Małek Ulińską z 83 i Urszulę Miller z 85 latami.

W Ełku w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Masuren“ cieszyć mogło się dwoje jubilatów, między innymi Frieda Gorzoch 2 sierpnia z 77 lat.

Stowarzyszenie niemieckie „Rosch“ w Piszu na swojej liście miało ośmiu jubilatów. Podkreślić chcielibyśmy Giselę Kosche także z 77 latami.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej “Warmia” w Lidzbarku Warmińskim pogratulować mogło dwóm, a stowarzyszenie niemieckie „Natangen“ w Górowie Iławeckim jedenastu osobom, które świętowały rozpoczęcie nowego roku życia. W Lidzbarku na swoje 68 lat spoglądać może Krystyna Rusowicz, a w Górowie Ursula Ciastek na 92 lata.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ z Ostródy przesłało nam zestawienie zawierające jedenastu jubilatów. Hilda Ziółkowska skończyła tam 82, Oswald Góralski okrągłe 90, a Gizela Głowińska aż 92 lata.

W Pasłęku Erika Olejnik 26 sierpnia skończyła okrągłe 80 lat.

Szczególnie ciepło spoglądamy dzisiaj na Biskupiec. Tam współzałożyciel pierwszego stowarzyszenia mniejszości niemieckiej Paul Gollan skończył 28 sierpnia 87 lat. Córka Teresa Gollan i cała rodzina życzą z całego serca wszystkiego najlepszego.

My przyłączamy się od tych życzeń, dołączamy jeszcze dla Państwa życzenia wszystkiego najlepszego, zdrowia i wiele radości w życiu, i mamy dla Państwa poza tym piosenkę „Lili Marleen“ zaśpiewaną przez Lale Andersen.

Anna: I to była Allensteiner Welle w pierwszą niedzielę września, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień Mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/apod)

23.08.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 23.08.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w niedzielny wieczór dla przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami, ponieważ w audycji:

Przedstawimy Państwu młodego polskiego organistę z Katowic Damiana Poloczka, który 9 sierpnia wystąpił w Dźwierzutach w ramach 23. Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej
Usłyszą Państwo kolejną część rozmowy z Rafałem Bętkowskim z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie na temat śladów historycznych browarów miasta Olsztyna.
Przybliżymy Państwu także ponad 400-letni wynalazek – ulicę jednokierunkową.
To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

****

Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie zaprezentuje w najbliższą środę, 26 sierpnia, swój katulany eksponat miesiąca. Zaprezentowany zostanie historyczny telefon Feldt. Początek prezentacji o godzinie 17.00, wstęp wolny. Uwaga: nadal obowiązuje nakaz noszenia maseczek.

****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszłą niedzielę, 30 sierpnia, o godzinie 10.00 w Olsztynie-Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2020-08-23 Damian Poloczek

Również Pasymskie Koncerty Muzyki Organowej i Kameralnej musiały w swojej 23 edycji zmierzyć się ze skutkami wirusa Corona. Rozpoczęły się później niż zwykle, za to jeszcze się nie zakończyły. 9 sierpnia na koncercie w Dźwierzutach gościł w ich trakcie młody polski organista Damian Poloczek z Katowic, który od siedmiu lat mieszka w Weimarze. Przedstawimy go Państwu:

——-

Pochodzi Pan, jak Pan powiedział, właściwie z Katowic, mieszka jednak już od pewnego czasu w Weimarze. Co Pan tam robi?

[Damian Poloczek:

W Weimarze studiuje, to jest moją główną działalnością w Weimarze. W tym momencie kończę studia klawesynu i muzyki kościelnej. Jeżeli chodzi o muzykę kościelną, to fascynuje mnie w Niemczech to, że też trzeba kierować chórem jako kantor. Dlatego zdecydowałem się jeszcze na te studia. Gram honorowo jako organista w mieście i w okolicach. Poza tym pracuje w Wydawnictwie Bärenreiter w Kassel jako lektor muzyki organowej i kościelnej. Jestem katolikiem i mam kontakty z kościołem katolickim pod wezwaniem Serca Jesusa w Weimarze, gdzie organy zostały sfinansowane i zbudowane we współpracy Szkoły Wyższej [muzyki im Franciszka Liszta] i parafii. Jest to również instrument do ćwiczeń dla nas studentów Wyższej Sszkoły, wspaniale, zbudowane ku pamięć Franciszka Liszta z jego poleceniami. Ale z Parafią Ewangelickiej im. Herdera również mam kontakt przez kantora, który w tym momencie jest moim docentem ds. kierowania chórem, i tam, w tym pięknym kościele w Weimarze, też koncertuję.]

Ma Pan więc różnorodne prace, mimo to przyjechał Pan na 23. Pasymskie Koncerty Muzyki Organowej i Kameralnej na występ. Czy wykorzystał Pan też okazję, aby obejrzeć jedne i drugie organy i zagrać na nich?

[Damian Poloczek:

Tak, poznałem oba instrumenty. Organy są dość różne, trzeba powiedzieć. Tu [w Dźwierzutach] mamy bardzo dużo wpływów romantycznych, dużo rejestrów smyczkowych, które inicjują dźwięk orkiestry, organy są bardzo inspirujące, na nich można bardzo dobrze grać. I do tego małego kościoła i tak wspaniale pasuje. Krajobraz tu i atmosfera w kościele inspirują do bardzo pięknych rzeczy. Wielki podziękowania dla pastora Twardzika za zaproszenie tu i dla całej parafii, która dba o kościół i pielęgnuje tutejsze okolice.]

Jako organista ma Pan do czynienia nie tylko z tymi dwoma, lecz z wieloma instrumentami. Mówi się, że w szczególności organy mają prawie osobowość. Czy interpretator powinien również dobrać repertuar koncertu do instrumentu? Jeśli tak, jak Pan to zrobił tutaj, w Dźwierzutach?

[Damian Poloczek:

Tak, oczywiście. Mogłem zagrać na organach rok temu i słyszałem też koncert, potem trochę dobrałem program do możliwości organów, ale w ostatnim momencie jeszcze powiedziałem: trzeba jeszcze wziąć „Kukułkę”, bo to zabrzmi bardzo dobrze przy tym rejestrze czterech stóp w drugim manuale, więc spróbowałem dobrze pokazać możliwości organów. To był trzeci utwór programu Bernardiego Pasquini´ego, który imituje sposobem barokowym śpiew ptaków.]

Dzisiaj podczas koncertu zaprezentował Pan przedstawił również własne utwory, względnie improwizacje. Do tego jako artysta na pewno nie ma Pan zbyt często okazji. Jakie to było dla Pana uczucie?

[Damian Poloczek:

To jest fajna sprawa, móc improwizować w czasie koncertu. Dzisiaj ustaliłem to jako most, który zaprezentuje styl romantyczny najpierw Mendelssohna, a potem Rheinbergera, że znajdziemy się w języku wcześnie klasycznym, romantycznym – i w tonacji A-dur (pastorale A-dur) będzie mógł wprowadzić nas do wielkiego marszu dla Fanny Mendelssohn.]

Powiedział Pan na początku, że organy w Pasymiu i w Dźwierzutach są dość różne. Jaka jest różnica miedzy tymi dwoma instrumentami?

[Damian Poloczek:

Tam są większe organy niż tu, maja więcej rejestrów, więcej piszczałek i zbudowane są w trochę innym, trochę późniejszym stylu. Są wspaniałym instrumentem. Jest głośniej, mamy rejestry językowe w manuale, więcej mikstur, więcej rejestrów do wykorzystania. To daje w ogóle większą objętość, ale kościół w Pasymiu jest większy, tzn. to dobrze pasuje.]

W Weimarze ma Pan do czynienia ze znacznie większymi organami. Jaki to ma wpływ na brzmienie? I jakie są efekty dla Pana techniki gry?

[Damian Poloczek:

Jeśli mówimy o kościele Herdera, tzn. kościele miejskim w Weimarze… To jest piękny kościół z większą akustyką z organami firmy Sauer z trzema manuałami, tzn. są to już nie organy barokowe, na których mógł grać J. S. Bach. Tam się muzykuje w dużo większej sali, trzeba to uwzględnić w interpretacji, trzeba grać trochę inaczej. Rodzaj grania jest inny, jak się dotyka klawiszy, jak się je chwyta, ale przede wszystkim chodzi o to, jak można obchodzić się czasem w muzyce. Kiedy chce się tu zrobić ritenuto, wystarczy tylko trochę wolniej grać. W takiej wielkiej akustyce naprawdę można wszystko po prostu do końca zagrać, muzykować i delektować się dźwiękiem.]

Kiedy Pan myśli o organach, na których Pan grał albo które Pan słyszał – którymi mógłby Pan się bardziej zachwycić? Raczej mniejszymi czy raczej większymi?

[Damian Poloczek:

Ponieważ też gram na klawesynie i klawikordzie, więc na instrumentach, na których się gra w całkiem małych pomieszczeniach, muszę powiedzieć, że zależy od tego, jakie są okazje. Uważam małe pomieszczenia za tak samo atrakcyjne jak wielkie, ale trzeba grać inny repertuar. Jeżeli chcemy zostać poinformowani historycznie, to trzeba dobrać repertuar do sali, w której się gra. Dużo można zagrać w obu salach, dużą część repertuaru dla organów, ale nie wszystko – i trzeba to uwzględnić. W małych salach i na historycznych instrumentach, gdzie jeszcze wykorzystano historyczny temperament, o wiele lepiej można wykonać delikatności/subtelności, które można znaleźć w starszej muzyce. Ale w większych salach już mamy do czynienia z symfoniką organową i wieloma pięknymi dźwiękami powstającymi z niej. Wszystko wypróbować – koncerty jak tu w Pasymiu i Dźwierzutach, ale też pojechać – jeśli to możliwe – gdzieś do dużego miasta – gorąco to polecam.]

Kiedy pracuje Pan jako kantor z chórami, czy może Pan wtedy równolegle grać na organach, czy może potrzeba wtedy więcej prowadzących?

[Damian Poloczek:

W normalnym przypadku potrzebny jest jeden muzyk, aby grać na organach, i drugi, który zajmuje się chorami. Najpiękniej jest, kiedy odbywa się nabożeństwo z kantatą, wtedy też są mniejsze organy. Kiedy kantor dba o całość i inna osoba gra na organach, to też bardzo to lubię, grać razem z innymi muzykami w środku orkiestry. To daje dużo radości, bo w codziennej pracy jest się samemu na emporze organowym / na chórze, a wtedy jest więcej osób i grają razem, to naprawdę wielka frajda.]

——-

Był to młody polski organista Damian Poloczek z Katowic, który od siedmiu lat mieszka w Weimarze, w rozmowie z nami o sobie oraz o graniu na różnych organach. 9 sierpnia zagrał koncert w Dźwierzutach w ramach 23. Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej .

2020-08-23 Rafał Bętkowski III

25 lipca Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie zaprosiło na pierwszy spacer po mieście z Rafałem Bętkowskim tego lata. Przybyło i wędrowało z nim po śladach historycznych browarów miasta Olsztyna ponad 100 osób. Po imprezie mieliśmy Rafała Bętkowskiego przy mikrofonie. Usłyszą Państwo teraz trzecią część rozmowy:

——-

Jaki był rozwój liczby browarów w Prusach Wschodnich i Olsztynie w czasach między 1871r. i I wojną światową?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Dlaczego akurat lata przed i po I wojnie światowej były tak skomplikowane dla browarów? Nawet w najtrudniejszych czasach pito dużo piwa…

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Czego próbowały browary, aby przetrwać ten niż?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Z czym związane były te zmiany? Jak losy piwa zmieniły rozwój przemysłowy i nauka?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie w rozmowie z nami o historycznych browarach miasta Olsztyn. Były one tematem pierwszego spaceru po mieście z nim tego lata dnia 25 lipca, w którym uczestniczyło ponad 100 osób.

Więcej na temat browarów Olsztyna w naszej następnej audycji.

2020-08-23 Ulica jednokierunkowa

Zamiejscowych kierowców doprowadza do rozpaczy, zwłaszcza w centrach dużych metropolii. Każdemu złapanemu w ich sieć wydostanie się z niej zajmie dużo czasu. Nawet powszechnie popularny GPS ma z tym pewne trudności, obrazowanie ich jest czasami nieprawidłowe. Ale ma ona też swoje zalety. Mowa o nieco ponad 400-letnim wynalazku – ulicy jednokierunkowej.

Mówiąc dokładniej należałoby właściwie powiedzieć, że ulica jednokierunkowa jest historycznym wynalazkiem, ponieważ była stosowana w wąskich uliczkach już w starożytnym Rzymie. Jednak 23 sierpnia 1617 roku w Londynie powstała pierwsza jej „nowoczesna” wersja. W Wiedniu na początku XIX wieku przebito mur miejski przy bramie na drugi przejazd; na początku XX wieku w Berlinie, w dzielnicy Mitte, ulicy Friedrichstraße między ulicami Unter den Linden i ulicą Behrena można było używać tylko w kierunku południowym.

Jednych ulica jednokierunkowa irytuje, inni chcą za jej pomocą zapanować nad ruchem. Na terenach mieszkalnych i w centrach miast ogranicza ruch „skrócający” i umożliwia projektowanie parkingów, terenów zielonych, ale także ścieżek rowerowych – przy czym szczególnie w nowoczesnym planowaniu rowerzyści mogą w wielu miejscach nawet jechać pod prąd jednokierunkowej ulicy. Na autostradach i drogach ekspresowych eliminacja ruchu nadjeżdżającego umożliwia stosowanie znacznie większych prędkości i bezpieczniejsze poruszanie się. W wielu dużych miastach sprawia, że ​​ruch w centrum jest bardziej przejrzysty, a tym samym bezpieczniejszy. Przykładami tego są stolica Kostaryki, San Jose lub znane na całym świecie miasto Nowy Jork, gdzie po prostu jedzie się jedną ulicą w jednym kierunku, a następną równoległą ulicą w drugim. Czyli to działa.

Działa, gdy jest dobrze przemyślane, zaplanowane i przede wszystkim – oznakowane. Przeniesienie ruchu na inne drogi, które z kolei będą obciążone korkami, przynosi negatywne skutki w opinii publicznej, podobnie jak nadmierna regulacja czy powstające długie objazdy.

Ciekawostką jest to, że istnieją również ulice, które faktycznie nie są prawdziwymi ulicami jednokierunkowymi, ale można się nimi poruszać chwilowo tylko w jednym kierunku: sterują na przykład ruchem w godzinach szczytu lub zapobiegają zagrożeniom w szczególnie wąskich miejscach na górskich drogach.

Ale również pasażerowie metra w Paryżu muszą na niektórych przystankach zwrócić szczególną uwagę na to, przez które przejście opuszczają peron. Jeśli nie przyjrzą się uważnie, pójdą pod prąd i zostaną „przeniesieni” z powrotem do metra, które właśnie opuścili. Jednak bez tej zasady paryskie metro już po prostu nie działałoby.

Więc miej oczy szeroko otwarte – w przypadku wszystkich wariantów ruchu jednokierunkowego.

Anna: I to była Allensteiner Welle w niedzielny wieczór, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia. Korzystajacie Państwo z lata i słońca.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/ad)

09.08.2020 (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w niedzielny wieczór przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo dobry tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami.

W dzisiejszej audycji:

Porozmawiamy z Kerstin Harms, pierwszą przewodniczącą Stowarzyszenia „Freunde Masurens“ – okazją była uroczystość jubileuszu Stowarzyszenia i związana z nią uroczystości,
a Rafał Betkowski z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie opowie nam o śladach historycznych browarów tego miasta.
To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

*

Ulice Olsztyna są po raz kolejny tematem wykładu Artura Sobieli z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie. Tym razem zajął się on najnowszymi ulicami miasta i przybliży je i ich patronów słuchaczom. Impreza odbędzie się w dawnej zajezdni trolejbusowej w Muzeum Nowoczesności przy ulicy Knosały, początek w czwartek, 13 sierpnia, o godzinie 18.00. Prosimy pamiętać, że osłonięcie ust i nosa jest obowiązkowe.

* Katolickie msze w języku niemieckim odbędą się w tym tygodniu jak następuje: już w przyszła sobotę, 15 sierpnia o godzinie 10.00 w Olsztynie –Jarotach – we Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, oraz w przyszłą niedzielę, 16 sierpnia, o godzinie 10.00 w Olsztynie-Jarotach, o godzinie 14.00 w Biskupcu i o godzinie 17.00 w Reszlu. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2020-08-09 Kerstin Harms I

W tym roku Stowarzyszenie „Przyjaciele Mazur” z Scharnhorst w Niemczech obchodzi 10-lecie swojego istnienia. Czas na spojrzenie wstecz i na jubileuszową podróż na Mazury na przełomie lipca i sierpnia. Jeden z postojów był przy tym w Mrągowie, gdzie dnia 29 lipca na dwanym ewangelickim cmentarzu umieszczono „ławkę pamięci” dla tych, którzy tam spoczywają. Rozmawialiśmy z Kerstin Harms, pierwszą przewodniczącą „Przyjaciół Mazur” na temat tego projektu, jej motywacji do aktywności oraz działalności Stowarzyszenia:

——-

[muzyka]

„Dobrą mocą Twą, Panie, otoczony”. Ten chorał, którego fragment właśnie usłyszeliśmy, zagrała Pani na swojej trąbce podczas poświęcenia ławki na cmentarzu ewangelickim w Mrągowie. Dla przewodniczącej wspaniałe zadanie. Dlaczego „Przyjaciele Mazur” umieścili właśnie tę ławkę?

[Kerstin Harms:

Od lat chcemy budować mosty przyjaźni i przełamywać uprzedzenia, to jest nasz cel. I oczywiście chcielibyśmy stworzyć bank pamięci dla ludzi, którzy leżą na cmentarzu, także dla gości, którzy teraz przyjeżdżają do Mrągowa, i założyliśmy go dzisiaj, żeby mieli tu miejsce pamięci, na które mogą pójść, aby pomyśleć o swoich bliskich. Objęliśmy patronat nad tym kilka lat temu i powiedzieliśmy, że naszym celem jest zaprojektowanie tu ławki czy miejsca pamięci i teraz w końcu udało nam się, z obecnym burmistrzem, bo wcześniej nie wyszło tak dobrze. Od razu był entuzjastycznie nastawiony i powiedział, że to dobry pomysł, musimy ustawiać i robić takie miejsca pamięci.]

Jaka jest Pani motywacja dla Pani działalności?

[Kerstin Harms:

Moje związki istnieją już od jedenastu lat. Dziesięć lat temu 1 sierpnia założyliśmy Stowarzyszenie „Przyjaciele Mazur”, wyzwalaczem był też trochę kościół w Warpunach, że stanąłem przed nim i powiedziałam: jeśli teraz nic nie zrobimy, to nic nie będzie lepiej. W tym samym roku zostałam chrzestną dziewczynki, która urodziła się w Mikołajkach, ale wtedy jeszcze nie była na świecie. Tylko gdy grałam na trąbce w kościele w Mikołajkach – to opowiedziała mi jej mama – podskoczyła w górę i w dół w jej brzuchu. Ona zaproponowała mi zostanie chrzestną. A teraz jestem matką chrzestną dziecka i od brata, który urodził się później. Z rodziną widuję się sześć lub siedem razy w roku, częściej niż dziadkowie w Niemczech, gdzie dzieci mieszkają w Dolnej Saksonii, a dziadkowie w Bawarii, cieszymy się z tego i jesteśmy szczęśliwi.]

A Pani pierwsze związki z tym regionem?

[Kerstin Harms:

Jako dwudziestolatka, czyli mniej więcej mając 18, 19 lat, już czytałam książki Arno Surminskiego i Ernsta Wiecherta i jakoś ciągnęło mnie do tego mazurskiego kraju. A kiedy byłam tu pierwszy raz, myślałam, że wracam do domu. I zawsze powtarzam: „Mazury to moja druga ojczyzna”.]

„Przyjaciele Mazur” zrobili dużo w ciągu tych dziesięciu latach. Na pewno jest Pani z tego dumna…

[Kerstin Harms:

Oczywiście, zdecydowanie. Zrobiliśmy wiele projektów, wykonaliśmy wiele transportów pomocowych. Ale zawsze mówimy, że nie tylko transporty z pomocą, zbudowaliśmy mosty przyjaźni. Zbudowaliśmy dobre relacje z dziećmi, a same dzieci mówią: „Och, to miłe, Niemcy nie są tacy, jak zawsze mówił mój dziadek, Niemcy są naprawdę mili. Teraz wiemy również, dlaczego możemy uczyć się niemieckiego. Ponieważ Kerstin jeszcze nie mówi zbyt dobrze po polsku, a wtedy my możemy śpiewać jej niemieckie piosenki.” Mają one ambicję nauczyć się języka niemieckiego. W szkołach w Krutynii, Krusznicach, Mikołajkach i Kotłowie…]

… i w Choszczewie, które leży w powiecie mrągowskim. W tej szkole działa również Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej w Mrągowie. Czy udało się Państwu też nawiązać kontakty z mniejszością niemiecką na Mazurach?

[Kerstin Harms:

Mamy bardzo dobry kontakt z mniejszością niemiecką tu w Mrągowie, z Ostródą, a przede wszystkim z Giżyckiem. Były już wzajemne wizyty, mamy również podpisane partnerstwo w Giżycku, że pomagamy i wspieramy się nawzajem. Jesteśmy wdzięczni Barbarze Różewicz, że umocniła wieloletnią więź.]

… i tą drogą oczywiście też kontakty z administracją miast…

[Kerstin Harms:

Bardzo ważne, dokładnie, zwłaszcza kontakty z panią Zofią Wojciechowską, która oczywiście wszystko trochę promowała, oczywiście z naszą pomocą i wsparciem. Cieszymy się więc, że mamy teraz dobre kontakty z miastem Mrągowo.]

——-

Była to Kerstin Harms, przewodnicząca Stowarzyszenia „Przyjaciele Mazur”, które w tym roku obchodzi 10-lecie swojego istnienia, w rozmowie z nami. Tematem pierwszej części rozmowy były projekt ławki pamięci na dawnym ewangelickim cmentarzu w Mrągowie, jej motywacja do aktywności oraz działalność Stowarzyszenia.

O kościele ewangelickim w Warpunach i tamtejszych organach, które są centralnym projektem „przyjaciół Mazur”, Państwo słyszą zaraz więcej. Zostawmy na moment stowarzyszenie w jego drodze do Warpunach i pójdźmy w Olsztynie szukać ślady byłych browarów razem z Rafałem Bętkowskim. Na razie…

Za chwilę usłyszą Państwo więcej na temat kościoła w Warpunach i tamtejszych organów, które są centralnym projektem „Przyjaciól Mazur“. Na chwilę opuszczamy Stowarzyszenie w jego podróży do Warpun i wybieramy się w Olsztynie na spacer z Rafałem Bętkowskim na poszukiwanie śladów dawnych browarów. Do usłyszenia …

2020-08-09 Rafał Bętkowski I

25 lipca Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie zaprosiło na pierwszy spacer po mieście z Rafałem Bętkowskim tego lata. Pojawiło się ponad 100 osób i odbyło wraz z nim wędrówkę po śladach historycznych browarów miasta Olsztyna. Po imprezie mieliśmy Rafała Bętkowskiego przy mikrofonie – usłyszą Państwo teraz pierwszą część rozmowy:

——-

Szansa na to, aby w reszcie móc znowu przeżyć historię miasta pod gołym niebem, zgromadziła wiele osób z maskami, którzy wytrzymali również pomiary temperatury i czekanie na koniec kolejki. Widać było na spacerze raczej mało, bo dawne browary miasta Olsztyna prawie nie pozostawiły śladów. Na liście znajdowała się lokalizacja słodowni polowej, tak jak i innych miejskich budowli browarniczych. Ale jak było właściwie dawniej, kiedy warzenie piwa jeszcze nie było przedsięwzięciem zarobkowym? Kto wtedy miał pozwolenie na warzenia piwa?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Na własny użytek. Piwo było wtedy przecież raczej podstawowym produktem wyżywienia niż napojem alkoholowym, a browary i słodownie usługą miasta Olsztyna. Czy mieszczanie musieli za to płacić?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Jak często można było warzyć piwo? Jak było to uregulowane?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Co mieszczanie sami musieli zabrać ze sobą, co udostępniało im miasto?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Czy są dokumenty, które dokumentują wykorzystanie browaru?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Czy codzienne warzono, czy istniało coś takiego jak dzień wolny od warzenia?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie w rozmowie z nami o historycznych browarach Olsztyna. Były one tematem pierwszego spaceru po mieście z nim tego lata 25 lipca, w którym uczestniczyło ponad niż 100 osób.

Więcej na temat browarów Olsztyna w naszej następnej audycji.

2020-08-09 Kerstin Harms II

… i już jesteśmy z powrotem w Stowarzyszeniu „Przyjaciele Mazur” z Scharnhorst, które w tym roku obchodzi 10-lecie swojego istnienia. Byliśmy z nim 1 sierpnia w Warpunach, gdzie w kościele ewangelickim poświęcono odrestaurowane organy, które właśnie Państwo usłyszeli. Kościół ten jest centralnym projektem „Przyjaciół Mazur”. O tym rozmawialiśmy z Kerstin Harms, pierwszą przewodniczącą Stowarzyszenia:

——-

[muzyka]

Usłyszeliśmy właśnie jedyny dzwon, który tu pozostał, a potem usłyszeliśmy początek utworu Johanna Pachelbela – jako pierwszą melodię na nowo odrestaurowanych organach kościoła ewangelickiego w Warpunach. Kościół jest głównym projektem działania „Przyjaciół Mazur”, który do tej pory cieszył się dużym powodzeniem. Dlaczego podjęli się Państwo także odrestaurowania instrumentu?

[Kerstin Harms:

Przez lata wspieraliśmy kościół w Warpunach lub próbowaliśmy go wspierać, aby nie runął. W zeszłym roku myśleliśmy, że naszym największym projektem jest ocalenie wieży kościoła. Jeśli wieża kościoła się zawali, cały kościół przepadnie. Uratowaliśmy wieżę kościelną i powiedzieliśmy, że do dziesiątej rocznicy musimy dodać jeszcze jedną – i zlecić naprawę organów. To był właściwie projekt, który jest marzeniem. Nie otrzymaliśmy żadnego dofinansowania, ponieważ organy nie są objęte ochroną zabytków w Polsce. Kościół tak, ale organy nie, nie zostały zarejestrowane, nie został złożony wniosek. A teraz zebraliśmy z prywatnych darowizn z pomocą patronów [na piszczałki organowe] – dziękuję dr Susanne Borrek za ten pomysł, 35 000 euro na naprawę tych organów. Andrzej Kowalewski, mistrz budownictwa organowego z Braniewa, postawił sobie za cel jego naprawę i przygotowanie do gry.]

Dla mistrza budowy organów taki stary instrument z XIX wieku, dodatkowo zbudowany przez znanego organmistrza – Terletzkiego z Elbląga – na pewno jest wyzwaniem. Jaki był stan organów przed restauracją?

[Kerstin Harms:

Jesteśmy dumni i szczęśliwi, że znaleźliśmy go po wielu próbach i udrękach. Niemiecki organmistrz dał nam nadzieję, że uda się organy naprawić. Niestety dopiero później okazało się, że mają one jeszcze więcej usterek, spowodowanych gaszeniem pożaru, ale uważam, że dla pana Kowalewskiego naprawa tych organów wraz z jego ludźmi była bardzo dużym wyzwaniem. Jesteśmy również wdzięczni małżeństwu Osieckich, które od lutego gościło w swoim mieszkaniu organmistrzów.]

Co działo się w budynku kościoła?

[Kerstin Harms:

Wieża kościoła jest ukończona, mury na dole zostaną na nowo zafugowane, wszystkie okna są wstawione, wyremontowany zostanie dach. Jest tam jeszcze plac budowy, ale dzięki panu Grygo, Krzysztofowi Grygo z Krutyni, jesteśmy mu bardzo wdzięczni, że jako kierownik budowy organizuje wszystko na miejscu, to również zostanie ukończone. Mamy też nadzieję, że w tym lub przyszłym roku drzwi zostaną odrestaurowane. Jest już zgoda konserwatora zabytków.]

Jak widać było przy wspólnym sprzątaniu kościoła cztery lata temu, lokalna ludność i tutejsza parafia/gmina dobrze przyjęły projekt. Czy nadal tak jest?

[Kerstin Harms:

Parafia, to jest właściwie parafia katolicka, która w całości współpracuje, bardzo wspiera nas ks. Raimund Jodko i burmistrz Justyna Gałka, którzy są bardzo zainteresowani kościołem ewangelickim, mimo że są katolikami. Jest się dumnym z budynku, który jest zachowany, wspierany i ratowany.]

Przy i w kościele mimo wszystko jeszcze trochę jest do zrobienia. Jednak pytanie: co będzie w ciągu następnych 10 latach „Przyjaciół Mazur”? Czy są pomysły?

[Kerstin Harms:

Najpierw chcę zamknąć ten rozdział, a potem biorę głęboki oddech a mój mąż jest szczęśliwy, kiedy mówię, że to zamykam. Ale, jak powiedziałam, w przyszłym roku czekają okna, a również wewnątrz jest jeszcze wiele do zrobienia, aby kościół został zachowany. No cóż, pomysłów nie brakuje i zawsze powtarzam: „Ja mam zawsze bardzo dobre pomysły”.]

——-

Była to Kerstin Harms, przewodnicząca Stowarzyszenia „Przyjaciele Mazur”, które w tym roku obchodzi 10-lecie swojego istnienia, w rozmowie z nami. Tematem drugiej części rozmowy były działalność Stowarzyszenia na rzecz kościoła ewangelickiego w Warpunach, przede wszystkim jednak odrestaurowanie tamtejszych organów.

Więcej na temat Stowarzyszenia i jego działalności znajdą Państwo w Internecie pod adresem freunde-masurens.de

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego ciepłego wieczoru i dobrego, słonecznego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna.

26.07.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 26.07.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w ostatnią niedzielę lipca przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędzili Państwo piękny tydzień, odpoczęli w weekend i są dzisiaj znowu z nami, ponieważ w audycji:

–        Porozmawiamy z doktor Bettiną Bouresch, zastępcą przedwodniczącego Stowarzyszenia im. Lehndorffa, na temat roli, jaką właścicel pałacu w Sztynorcie odegrał przy zamachu na Adolfa Hitlera 20 lipca 1944, znaczenia samego budynku i wspomnień na ten temat.

–        Posłuchacie Państwo także drugiej części rozmowy z Rafałem Bętkowskim z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie – tematem był jego referat na temat 100 rocznicy plebiscytu w południowych Prusach Wschodnich i Zachodnich.

–        Rozmawialiśmy także z Dariuszem Siastaczem z Elbląskiego Teatru im. Sewruka na temat sztuki „Słoń“ olsztyńskiego autora Łukasza Staniszewskiego.

To wszystko usłyszą Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

W tym roku Stowarzyszenie Freunde Masurens z Scharnhorst świętuje 10-lecie swojego istnienia. W ramach obchodów jubileuszu w przyszłym tygodniu na dawnym cmentarzu ewangelickim w Mrągowie, nad którym patronat objęło Stowarzyszenie, zostanie ustawiona ławeczka. Zaplanowano to na 29 lipca o godzinie 15.00. Centralnym punktem wizyty będzie w sobotę ponowne poświęcenie organów z warsztatu budowniczego organów Terletzkiego w kościele ewangelickim w Warpunach. Następnie odbedzie się na nich koncert. Patronat nad imprezą objęła konsul generalna Republiki Federalnej Niemiec w Gdańsku Cornelia Pieper.

****

Jeszcze do następnego tygodnia w naszej audycji mamy relacje na temat plebiscytu w Prusach Wschodnich i Zachodnich. Na stronie internetowej ostpreussenportal.pl znajdą Państwo teraz zapisy trzech wykładów na ten temat, które iały zostać wygłoszone podczas imprezy w Olsztynie, która musiała zostać odwołana z powodu koronawirusa.

****

1 sierpnia w kościele ewangelicko – augsburskim w Pasymiu odbędzie się kolejny koncert tegorocznych, 23. Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej. Od godziny 18.00 zagra tam profesor Roman Perucki z Gdańska na organach oraz jego żona Maria i jego syn Łukasz na skrzypcach. W niedzielę, 2 sierpnia także o godzinie 18.00 odbędzie się koncert w kościele filialnym w Dźwierzutach, wykonawca nie jest jeszcze znany. Organizator koncertów, pastor Witold Twardzik cieszy się na licznych gości.

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszła niedzielę, 2 sierpnia o godzinie 10.00 w Olsztynie-Jarotach oraz o godzinie 15.00 w kościele katarzynek w Lidzbarku Warmińskim. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2020-07-26 Dr. Bettina Bouresh I

20 lipca 1944, 76 lat temu, Claus von Stauffenberg dokonał w ówczesnej kwaterze głównej führera w Wilczym Szańcu zamachu na Adolfa Hitlera. Członkiem spisku był również Heinrich von Lehndorff, ówczesny właściciel Pałacu w Sztynorcie. Tam przypominało się  i przypomina się go nadal – w tym roku oprócz tego jego ucieczkę przed gestapo. O to zapytaliśmy dr Bettinę Bouresh, wiceprzewodniczącą Stowarzyszenia im. Lehndorffa, które troszczy się o nowe użytkowanie pałacu w Sztynorcie:

——-

Jaka była rola Heinricha von Lehndorff podczas zamachu na Adolfa Hitlera 20 lipca 1944r.? Co miał zrobić w tym dniu?

[Bettina Bouresch:

Heinrich von Lehndorff ze Sztynortu należał do grupy oporu „20 lipca” wokół Stauffenberga i (zwłaszcza) w przypadku udanej próby zamachu miał pomóc w zorganizowaniu przejęcia w Królewcu, tzn. tutaj w regionie. W każdym razie do Heinricha von Lehndorffa przyszedł rozkaz, żeby 20 pojechał do Królewca, tak dyskretnie, jak to tylko możliwe, żeby nikt niczego nie zauważył, jakby tak jak codziennie jeździł po swojej posesji, a wsiadł w pociąg do Królewca. Zrobił to i tam miał czekać na dalsze informacje. Nic nie przyszło, nic nie przyszło, nic nie przyszło. Potem jakoś dotarł, jakoś przedostała się informacja „nasz Führer żyje”. Było mniej więcej jasne, że – cokolwiek zostało zaplanowane – coś się nie udało. Wtedy wieczorem wrócił tu do Sztynortu.]

A następnego dnia uciekł. Co wtedy dokładnie się stało?

[Bettina Bouresch:

Następnego ranka, dwudziestego pierwszego, jak można było tego się spodziewać, gestapo przyjechało specjalną limuzyną, by aresztować Heinricha von Lehndorffa. Zatrzymali się przed głównym wejściem do pałacu i prawdopodobne w spontanicznym, nie uzgodnionym wcześniej z nikim ruchu, Heinrich von Lehndorff postanowił wyskoczyć z okna na pierwszym piętrze na stronę ogrodu ze wschodniego skrzydła, w którym mieszkała rodzina. Oczywiście znał dokładnie teren i wiedział, jak uda mu się wejść do parku przed gestapo, tj. zanim wypuścili swoje psy; był tam mały kanał, który prowadził do przystani Lehndorffa, która wtedy leżała nad jeziorem Mamry. To udało się, faktycznie uciekł, ale wkrótce później sam się poddał, został następnie wraz z innymi przewieziony do Berlina i ostatecznie został po pokazowym procesie stracony przez powieszenie w Plötzensee 4 września 1944 r.]

Obecność wojskowych i wyższych polityków w Sztynorcie i wokół niego była dość liczna. Czy pałac jeszcze leżał w strefie zamkniętej wokół Wilczego Szańca?

[Bettina Bouresch:

Wszystko za tym przemawia, bo przecież Mamerki będąc terenem Sztynortu, zostały wybrane przez Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych; zbudowali tam całe miasto bunkrów, dosłownie siedzieli na terenach sztynorckich. Bezpośrednio wpłynęło to na Sztynort ze względu na bliskość z Kętrzynem i Wilczym Szańcem, został więc objęty [strefą zamkniętą], czy oni chcieli, czy nie, to z pewnością nie była dobrowolna decyzja. Również decyzja pana Ribbentropa, by wybrać Sztynort jako miejsce dla siebie w czasie, gdy jego führer siedzi tutaj w bunkrze, z pewnością nie była dobrowolną decyzją Lehndorffów, czy tego chcieli, czy nie, lecz tak rozkazano i tak się stało. Z jednej strony ta koegzystencja była z pewnością niezwykle napięta i dramatyczna, na przykład to, że małżeństwo Lehndorffów nie prowadziło ani jednej osobistej rozmowy we własnym domu, ponieważ byli pewni, że wszystko jest pełne pluskiew i że są podsłuchiwani, tzn., gdyby chcieli ze sobą otwarcie porozmawiać; wsiadali na konie i jeździli po okolicy lub szli tutaj do parku, gdzie mogli zakładać, że nikt ich nie usłyszy.]

Podwójne życie oczywiście było bardzo wielkim obciążeniem. Z drugiej strony sytuacja ta była dla spisku i zamachu nie tak zła…

[Bettina Bouresch:

Właśnie dlatego, że miało tu swoją siedzibę MSZ niemieckie, że tak powiem, było to oczywiście bardzo dobre miejsce na tajne działania, bo nikt by nie pomyślał, że opór będzie miał miejsce dokładnie tutaj, w cieniu Ribbentropa. a było tu wielu oficerów z ruchu oporu, chodziło o przekazywanie wiadomości, podróżowanie tam i z powrotem, wymianę krótkich wiadomości i tak dalej, i to funkcjonowało w Sztynorcie kuriozalnie, ale jak trzeba z dzisiejszej perspektywy powiedzieć, bardzo dobrze, bo nie rzucało się w oczy, kiedy byli tu wojskowi. Siadali wtedy najpierw oficjalnie na herbatę gdzieś w ogrodzie lub w domu, a kiedy mówili: „to teraz idziemy na mały spacer lub przejażdżkę po lesie”, no to zupełnie nie budziło podejrzeń; a oczywiście na pewno przyczyniło to do tego, że Sztynort mógł odegrać ważną rolę w tym ruchu oporu 20 lipca.]

Jaką rolę odgrywał i odgrywa pałac w Sztynorcie w pielęgnowaniu pamięci o zamachu i Heinricha von Lehndorffa?

[Bettina Bouresch:

Próbujemy dzisiaj zwrócić uwagę na to znaczenie jako ważny aspekt tutaj w Sztynorcie, zwłaszcza, że jesteśmy 17 km na wschód od Wilczego Szańca, od kwatery głównej führera, z której rozpoczęła się cała wojna z Europą Wschodnią. Właściwie próbujemy zbudować kontrapunkt. W Wilczym Szańcu można jeszcze bardzo mocno odczuć, jak sądzę, agresję tego napadu i prowadzenia działań wojennych, a tu natomiast energia, którą miała ta młoda para postanawiając przeciwstawić się Hitlerowi, bo byli o tym w pewnym momencie przekonani, że z nim to tylko zaszkodzi państwu niemieckiemu. Moim zdaniem ta moc do podjęcia tej decyzji jest nadal w tym domu i w tej atmosferze tu; i chcielibyśmy to nadal wspominać i utrzymać pamięć o tym.]

——-

Była to dr Bettina Bouresh, wiceprzewodniczącą Stowarzyszenia im. Lehndorffa, które troszczy się o nowe użytkowanie pałacu w Sztynorcie, w rozmowie z nami. Tematami były rola, jaką odegrał właściciel pałacu w Sztynorcie Heinrich von Lehndorff podczas zamachu na Adolfa Hitlera 20 lipca 1944r., rolę samego budynku w tym i dzisiejsza pamięć o tym.

Więcej o aktualnych wydarzeniach w Sztynorcie w kolejnej audycji.
2020-07-26 Rafał Bętkowski II

Dokładnie w 100. rocznicę plebiscytu w południowej części Prus Wschodnich i w Prusach Zachodnich 11 lipca 1920 roku Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie zaprezentowało aktualny eksponat miesiąca. Pokazano znane i nieznane fotografie i pocztówki ze zbiorów Rafała Bętkowskiego z tego okresu.  Rafał Bętkowski wygłosił wykład na temat plebiscytu. Po imprezie rozmawialiśmy z nim na ten temat. Usłyszą Państwo teraz drugą część rozmowy:

——-

W przededniu plebiscytu strona niemiecka i polska agitowały za decyzją dla swojej opcji. Po stronie niemieckiej zorganizował się tzw. Ostdeutscher Heimatdienst (pl. wschodnioniemiecka służba dla ojczyzny) mająca ponad 200.000 członków, polska strona była o wielu mniej liczna. Co było tego powodem?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Pozornie jednak język podczas plebiscytu nie był tym ważnym kryterium, jak wyraźnie pokazała postawa protestanckich Mazurów w plebiscycie, dzielącym elementem raczej było raczej wyznanie. Jak było tutaj w regionie?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Protestanckich Mazurów nie dało się więc pozyskać dla katolickiej Polski, dla Drugiej Rzeczypospolitej, katolików na Warmii w większości też nie. Jak glosowała żydowska część ludności? Jak to wyglądało np. w Olsztynie?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Jednym z argumentów propagandy przed plebiscytem był ten – jak wtedy się mówiło – ekonomii polskiej. Wprawdzie Polska jeszcze była w trakcie wojny z Rosją, ale tu chodziło o stan ogólny państwa czy jego części. Czy argument ten był czystą fikcją, czy były realne ku niemu powody?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie w rozmowie z nami na temat plebiscytu w Prusach Wschodnich 11 lipca 1920r. Był on tematem imprezy dokładnie w 100. rocznicę tego wydarzenia. Rafał Bętkowski naświetlił go na podstawie pocztówek i fotografii ze swoich zbiorów pochodzących z tego czasu. Są one jednocześnie aktualnym eksponatem miesiąca Muzeum.

Więcej na ten temat w kolejnej audycji.
2020-07-26 Moderation Interview Słon Dariusz Siastacz

17 lipca w Olsztynie na scenie na Starym Mieście wystawiony został spektakl „Słoń” olsztyńskiego autora Łukasza Staniszewskiego. Bohatera tego jednoosobowego spektaklu zagrał Dariusz Siastacz z Teatru im. Sewruka w Elblągu Zapytaliśmy go dla Państwa po imprezie o spektakl i trudności w jego wykonaniu:

——-

[fragment spektaklu]

Ten człowiek lubiący pięknych ludzi, ich rozmowy w kawiarni i ich zapach, jest bezimiennym bohaterem sztuki „Słoń”, który wieczorem w przededniu swojej egzekucji rozmyśla o swoim życiu. Gra go Pan i jego monolog  długości ok. 40 minut. Czy to nie jest trudne? Co czyni dla Pana tę sztukę tak szczególną?

[Dariusz Siastacz – wypowiedź w języku polskim]

Mówi się: „być prorokiem we własnym kraju”. Premiera sztuki odbyła się w Elblągu w grudniu 2018 roku. Teraz sztukę po raz pierwszy można było obejrzeć Olsztynie, gdzie mieszka jej autor Łukasz Staniszewski. Czy to był przypadek?

[Dariusz Siastacz – wypowiedź w języku polskim]

Mowa była również o festiwalu w Gdańsku. Czy to nadal aktualne?

[Dariusz Siastacz – wypowiedź w języku polskim]

Bohater sztuki „Słoń” sprawia na publiczności wrażenie „wielowymiarowego”, pokazuje w ciągu tych 40 minut wiele twarzy. Wcielenie się w jego rolę na pewno nie jest łatwe…

[Dariusz Siastacz – wypowiedź w języku polskim]

A propos zagadki: jest wiele ironicznych aluzji, jak np. krótko przed końcem „bierzesz mnie do Siebie, Panie, i ja będę miał w reszcie dużo czasu”. One na pewno są ważne dla tej sztuki…

[Dariusz Siastacz – wypowiedź w języku polskim]

Ale zanim tam dotrze, bohater po morderstwie, za które będzie stracony, wróci ten jeden ostatni raz do kawiarni i do zapachu pięknych ludzi. Posłuchajmy jeszcze tej części krótko przed końcem sztuki:

[fragment spektaklu]

——-

To był Dariusz Siastacz z Teatru im. Sewruka w Elblągu w rozmowie z nami. Tematem był monodram „Słoń” olsztyńskiego autora Łukasza Staniszewskiego. W rolę bohatera tej sztuki wcielił się on 17 lipca pierwszy raz na scenie w Olsztynie.

Planowane są kolejne występy w regionie, ale z uwagi na obecną sytuację nie ustalono jeszcze konkretnych dat. W listopadzie utwór zostanie zaprezentowany na festiwalu w Gdańsku.
Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dużo słońca w przyszłym tygodniu.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna.  (ap/łw)

19.07.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 19.07.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, przy mikrofonie wita Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W audycji dzisiaj:

Porozmawiamy z Julią Herzog, która jako asystentka do soraw kultury Institutu Stosunków Zagranicznych w Stuttgarcie zatrudniona jest w Zwiążku Stowarzyszeń Niemeickich Warmii i Mazur – będzie ona mówić o aktualnych projektach i swoich planach na jesień, kiedy rozpocznie swój drugi rok w regionie
Oraz z Rafałem Bętkowskim z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie – tematem będzie jego wykład na temat plebiscytu w południowych Prusach Wschodnich i Zachodnich 11 lipca 1920 roku.
Przybliżymy Państwu także wojnę niemiecko – francuską, która wybuchła z błahego z dzisiejszego punktu widzenia powodu i miała ogromne skutki aż do lat 60. XX wieku
To wszytsko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

Przy Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie rozpocznie się 25 lipca o godzinie 12.00 kolejny historyczny spacer po mieście z Rafałem Bętkowskim z Muzeum. Tym razem jako temat wybrał ślady nieistniejących już olsztyńskich browarów. Mile widziani są nie tylko miłośnicy browarnictwa. Udział jest bezpłatny, obowiązują maseczki.

*****

25 lipca w kościele ewangelicko-augsburskim w Pasymiu odbędzie się pierwszy koncert tegorocznych 23. Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej. Oczekiwany jest organista Andrei Bardin z Krasnojarska na Syberii. Początek koncertu o godzinie 18.00. W niedzielę, 26 lipca również o godzinie 18.00 w kościele filialnym w Dźwierzutach odbędzie się koncert Klaudii Kamili Twardzik na organach z kwartetem smyczkowym „Arte con Brio” z Bydgoszczy. Z powodu obecnej sytuacji mogą nastąpić zmiany, informacje u organizatora koncertów pastora Witolda Twardzika pod numerem telefonu parafii 89 – 62 12 018.

******

Katolicak msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszła niedzielę, 26 lipca, o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2020-07-19 Julia Herzog

2020-07-19 Moderation Interview Julia Herzog
Od prawie roku Julia Herzog pracuje jako asystentka do spraw kultury Instytutu Stosunków Zagranicznych przy mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach. To dobry czas na małe podsumowanie roku, który planowała inaczej. W wywiadzie z nami zaprezentuje ona aktualne projekty i swoje plany na jesień, kiedy to zacznie swój drugi rok w regionie:

——-

Po długim czasie pracy zdalnej z domu może Pani pracować ponownie w biurze Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur. Jednak czas pracy w domu przez media cyfrowe opłacił się. Na pani ekranie pojawia się interesujący, kolorowy rysunek. O co w nim chodzi? W związku z czym powstał?

[Julia Herzog:

Cieszę się, że mogę zaprezentować nowe logo młodzieży w Olsztynie i regionie. Powstało ono w ramach projektu nowego profilu na Facebooku pod nazwą „Młodzież w Olsztynie” i cieszymy się bardzo, że jesteśmy teraz obecni w medium cyfrowym, jakim jest Facebook, i w ten sposób możemy brać udział we wszystkich aktualnych wydarzeniach, wymieniać się z młodzieżą, a także ogólnie z innymi mediami. A nowe logo współtworzyła nam tworzyć młodzież, a stronę profesjonalną przejęła potem graficzka.]

Środki zapobiegające koronawirusowi wzmocniły pracę z mediami cyfrowymi. Jak te media wpłynęly na Pani pracę? Dlaczego teraz także Facebook?

[Julia Herzog:

Moją pracę rozpoczęłam we wrześniu ubiegłego roku z wejściem w świat mediów cyfrowych na Instagram, ale ostatecznie stwierdziliśmy, że Facebook jest medium, z którego mniejszości bardzo chętnie korzystają, inne mniejszości także mają Facebooka, Olsztyńskie Stowarzyszenie także ma Facebooka, ale ono koncentruje się bardzo na średnim pokoleniu, no a my chcieliśmy nie tylko pokazać młodzież na zewnątrz; chcieliśmy po prostu mieć kontakt z innymi mniejszościami, docierać do młodzieży, tak jak mówiła, żeby na zewnątrz było widać, że tutaj w Olsztynie i regionie młodzież jest znowu aktywna.]

Profil młodzieży z Olsztyna i regionu na Facebooku właśnie pojawił sie online – a na początek także zaraz cyfrowy projekt. Co planuje Pani tam dokładnie?

[Julia Herzog:

No tak, moja praca – tak jak innych – stała się bardziej cyfrowa, i odpowiednio do tego Facebook jest medium, które możemy do tego wykorzystać; w jego ramach odbędzie się także pierwszy projekt cyfrowy dla młodzieży w ramach wydarzenia na facebooku. Projekt nazywa się „Pozytywne w koronie wyrażone w obrazie”. Jest to wyzwanie, które trwa od 17 do 28 sierpnia i chodzi w nim o to, aby zobrazować spojrzenie na pozytywne strony korona wirusa. Obojętnie, czy to będzie praktycznie, cyfrowo, czy w jakikolwiek inny sposób, w formie zdjęcia przedstawione. Chodzi o to, aby pokazać młodzieży ten pozytywny kierunek, ale także zachęcić do kreatywności. Będę im towarzyszyła podczas tego wyzwania, to znaczy nauczą się różnych technik malarskich, albo co w ogóle można stworzyć cyfrowo no będzie można coś wygrać. ]

Jaki cel chce Pani osiągnąć wśród uczestniczek i uczestników?

[Julia Herzog:

Celem jest to, żeby zobaczyli i zobrazowali ten pozytywny efekt pandemii korona wirusa. Na przykład, jeśli ktoś mówi: „Spędzam teraz więcej czasu z moją rodziną”, to na papier zostanie „przelana” rodzina, czy to za pomocą komputera, czy samodzielnie, to już obojętnie, nawet jeśli jest to tylko zdjęcie, a do tego należy stworzyć opis liczący 160 znaków. To będą mogli zamieścić na Facebooku. Ale jak mówiła, jest to wydarzenie zamknięte, tak żebym mogła to zobaczyć, a potem nagrodzimy zwycięzców; jury wybierze zwycięzcę.]

Zapowiedź projektu można będzie znaleźć wraz z zasadami na profilu na Facebooku, także późniejsze wyniki konkursu.

Na swój pierwszy rok sporo Pani zaplanowała, jednak korona wirus pomieszał Pani plany …

[Julia Herzog:

Całkowicie! Duży turniej siatkówki nie odbył się, Warsztaty na germanistyce Uniwersytetu w Olsztynie, dyskusja panelowa z wernisażem także się nie odbyła, wiele małych projektów, koło niemieckie także nie mogło się teraz spotykać, ale ogarnęliśmy to cyfrowo przez Skype. Ale mam nadzieję że jesienią spotkamy się – naturalnie z uwzględnieniem zaleceń, zaleceń dotyczących zachowania odległości – i że będziemy mogli przeprowadzić seminarium radiowe, jakie zaplanowaliśmy w ramach koła niemieckiego. Zwykle moje finanse kończą się 31 sierpnia, ale będę to przedłużać, cieszę się na kolejny rok i w ramach tego będę mogła wydatkować moje finanse do 30 listopada. I dlatego też chcielibyśmy wykorzystać okazję, by podjąć działania z kołem niemieckim, te wszystkie małe projekty, wspólne gotowanie wieczorne lub popołudniowe, to będziemy mogli – mamy nadzieję – zrealizować po wakacjach.]

Czyli większość projektów z tej wiosny będzie podjęta ponownie jesienią?

[Julia Herzog:

Trochę się zmieniły, to znaczy uwzględniliśmy inne rzeczy, których początkowo nie mieliśmy, ale teraz wyjaśniło się, kto jest pewnym uczestnikiem koła niemieckiego, tak że mogliśmy indywidualnie planować nasze przedsięwzięcia, a pierwszym przedsięwzięciem jest to, które właśnie realizujemy. A dalej? Zobaczymy co przyniesie czas. Planujemy teraz bardziej ostrożnie, tak.]

Jednak teraz na horyzoncie pojawił się urlop. Co Pani planuje?

[Julia Herzog:

Na pewno najpierw odwiedzę rodzinę, nie widziałam jej od lutego, to na pewno jako pierwsze jest w planie. A potem od połowy sierpnia dwa tygodnie jeszcze w pracy zdalnej, ponieważ mamy potem seminarium końcowe w Berlinie. A potem 1 września rozpocznie się dla mnie mój drugi rok na delegacji. ]

——-

Była to Julia Herzog, menadżer do spraw kultury Instytutu Stosunków Zagranicznych w Stuttgarcie przy mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach w rozmowie z nami. Tematem były jej aktualne projekty i plany na pierwsze miesiące jej drugiego roku w regionie. Aby znaleźć wspomniany profil na Facebooku prosimy wpisać w wyszukiwarkę „młodzież w Olsztynie – Jugend in Allenstein Facebook“.

2020-07-19 Rafał Bętkowski I

Dokładnie w 100. rocznicę plebiscytu w południowych Prusach Wschodnich i w Prusach Zachodnich 11 lipca 1920 roku Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie zaprezentowało aktualny eksponat miesiąca. Pokazano znane i nieznane fotografie i pocztówki z tego okresu ze zbiorów Rafała Bętkowskiego. Rafał Bętkowski wygłosił także wykład na temat plebiscytu, po którym z nim rozmawialiśmy. Usłyszycie Państwo teraz pierwszą część:

——-

Zacznijmy od końca Pana wykładu. Powiedział Pan, że plebiscyt sam w sobie nie był dobry dla tutejszej ludności. Z jakiego powodu?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Wskutek przeprowadzenia plebiscytu doszło do antagonizmów narodowych. Jakie miało to konsekwencje dla różnorodności językowej na pograniczu Prus Wschodnich?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

W plebiscycie było kilka wsi, które w większości optowały za Polską. Czy ma Pan jakiś przykład na to? Czy była szansa na większy odsetek głosów dla ówczesnej Drugiej Rzeczypospolitej Polskiej?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Przy ówczesnych realiach plebiscytowi jednak nie dało się zapobiec. Jakie interesy odgrywały wtedy rolę podczas negocjacji w Wersalu?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Czy polska delegacja ewentualnie przeliczyła się w swoich kalkulacjach? W których regionach była być może nadzieja na większą aprobatę dla Polski?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie w rozmowie z nami na temat plebiscytu w Prusach Wschodnich 11 lipca 1920 roku. Był on tematem imprezy, która odbyła się w ubiegłą sobotę, a więc dokładnie w 100. Rocznicę tego wydarzenia. Rafał Bętkowski naświetlił je na podstawie kilku pocztówek i fotografii ze swoich zbiorów pochodzących z tego okresu. Są one jednocześnie aktualnym eksponatem miesiąca w Muzeum.

Więcej na ten temat w następnej audycji.

2020-07-19 Wojna niemiecko – francuska

Dokładnie 150 lat temu francuskie wypowiedzenie wojny Prusom zapoczątkowało wojnę francusko-pruską, która z dzisiejszej perspektywy wybuchła z błahych powodów i miała ogromny wpływ aż do lat 60. XX wieku. Sutyacja rozpaliła się wraz z kandydaturą księcia Leopolda von Hohenzollern-Sigmaringen do tronu hiszpańskiego. Ten wprawdzie z niego zrezygnował, ale żądanie strony francuskiej, między innymi, by sam król pruski Wilhelm I Hohenzollern zakazał kandydatury Hohenzollernów „na zawsze”, został odrzucony. Ze względu na nacjonalizm na wszystkich stronach, sprawa dynastii europejskich przerodziła się w wojnę, którą dnia 19 lipca 1870r wypowiedział francuski cesarz Napoleon III.

Inną ważną postacią w tych wydarzeniach był ówczesny premier Prus Otto von Bismarck. Po wojnie prusko-austriackiej w 1866 roku Prusy umocniły swoją pozycję w Europie i były czołowym krajem tzw. Konfederacji Północnoniemieckiej, zrzeszającej państwa niemieckie na północ od Menu. Bismarck był wówczas kanclerzem tej konfederacji. Opowiedział się za kandydaturą księcia Leopolda i według niektórych historyków być może chciał sprowokować Francję. Francja natomiast chciała przeciwdziałać dalszemu umacnianiu się Prus i oprócz tego obawiała się, że zostanie wzięta z dwóch stron w kleszcze przez dwóch członków rodziny Hohenzollernów – Hiszpanii i Prus.

Błędne kalkulacje Napoleona polegały na tym, żeby południowo-niemieckie landy Bawaria, Wirtembergia, Badenia i Hesja-Darmstadt pozostały neutralne. Jednak z różnych powodów sprzymierzyły się one z Prusami i Konfederacją Północnoniemiecką, a nawet przyłączyły się do ​​niej podczas wojny. Pozostałe mocarstwa europejskie pozostały neutralne, głównie dlatego, że uważały atak Francji za nieuzasadniony. Niemieccy sojusznicy byli więc w stanie stosunkowo szybko pokonać duże części armii francuskiej, a nawet wziąć cesarza Napoleona do niewoli.
Francja zniosła monarchię, powstała III Republika. Wraz z konstytucją z 1 stycznia 1871 r. Konfederacja Północnoniemiecka stała się Cesarstwem Niemieckim z królem pruskim Wilhelmem I jako pierwszym cesarzem. Żadne z tych dwóch wydarzeń nie zmieniło wyników militarnych. Na początku wojny w polach bitew walczyło 850 000 żołnierzy, w sumie zmobilizowano 3 miliony, z czego 180 000 poległo do końca wojny.

Francja musiała odstąpić Alzację-Lotaryngię, zapłacić wysokie reparacje i doświadczyć, jak 18 stycznia 1871r. w Sali Lustrzanej w Wersalu ogłoszono cesarza niemieckiego. Alzacja-Lotaryngia była jako kość niezgody m.in. powodem dwóch kolejnych, teraz światowych wojen. Reparacje spowodowały ożywienie ekonomiczne w Rzeszy Niemieckiej – tzw. okres założycielski – oraz między innymi budowę stacji kolejowych i pocztowych w Prusach Wschodnich. Jednak, podobnie jak proklamacja cesarska, były one również powodem chęci zemsty Francuzów, która wyładowała się w traktacie wersalskim w 1919 r. – ze wszystkimi jego konsekwencjami.
„Wrodzona wrogość” została rozstrzygnięta polubownie dopiero przez Charlesa de Gaulle’a i Konrada Adenauera francusko-niemiecką umową o przyjaźni i założeniem francusko-niemieckiej współpracy młodzieży w 1963r.

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru ii dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (apod)

05.07.2020 (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w pierwszą niedzielę lipca przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo piękny tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

Porozmawiamy jeszcze raz z doktor Małgorzatą Gałęziowską z Muzeum Warmii i Mazur na temat wystawy pod tytułem „Wersal, plebiscyt i co dalej na Warmii i Mazurach“.
Poza tym na przykładzie referendum z Bawarii powiemy Panstwu, co to właściwie jest.
To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

Dokładnie w 100. rocznicę plebiscytu w południowych Prusach Wschodnich i Zachodnich 11 lipca 1920 roku – czyli w przyszłą sobotę – Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie przedstawi swój aktualny eksponat miesiąca.

Pokazane zostaną znane i nieznane fotografie i pocztówki z tego okresu ze zbiorów Rafała Bętkowskiego, między innymi zdjęcie brytyjskiego komisarza plebiscytowego

Ernsta Rennie z własnoręcznym podpisem. W dawnej zajezdni trolejbusowej przy ulicy Knosały Rafał Bętkowski opowie o plebiscycie. Jeszcze raz najważniejsze dane: sobota, 11 lipca od godziny 12.00, wstęp wolny, obowiązuje nakaz noszenia maseczek.

****

Jeszcze raz przypominamy: Latem 2020 roku nie będą odprawiane w Giżycku nabożeństwa ewangelickie w języku niemieckim. Z powodu pandemii koronawirusa Kościół Ewangelicki w Niemczech, który w ramach urlopowej opieki duchowej wysyła pastorów między innymi na Mazury, postanowił nie robić tego w tym roku, jak poinformował na pytanie naszej redakcji.

****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszła niedzielę, 12 lipca, o godzinie 15.00 w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza..

2020-07-05 Małgorzata Gałęziowska III

W lipcu minęło 100 lat od plebiscytu w Prusach Wschodnich po I wojnie światowej w sprawie przynależności narodowej regionu. Z tej okazji Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie zorganizowało wystawę „Wersal, plebiscyt i co dalej w Warmii i Mazurach”. Wystawa miała zostać otwarta 12 marca, ale wernisaż padł ofiarą obostrzeń z powodu koronawirusa. Teraz jednak można ją zwiedzać. Obejrzeliśmy wystawę z jej kurator, dr Małgorzatą Gałęziowską. Usłyszycie Państwo teraz trzecią część rozmowy:

——-

Na zakończenie wystawy przejdźmy do krótko- i długoterminowych konsekwencji plebiscytu – w tym podziękowań Rzeszy Niemieckiej dla ludzi, którzy w przeważającej mierze głosowali za pozostaniem regionu w Prusach Wschodnich. Co można zobaczyć w tej sali?

[Małgorzata Gałęziowska – wypowiedź w języku polskim]

Ale chodzi również o to, że nie można było przewidzieć wszystkich konsekwencji, które były na dłuższą metę związane z głosowaniem w plebiscycie w 1920r. – od głosowania za ojczyznę do utraty tej ojczyzny, od Tannenbergu do Grunwaldu …

[Małgorzata Gałęziowska – wypowiedź w języku polskim]

A propos ojczyzna – zarzutem wobec organizatorów plebiscytu było i jest to, że nie należało zdecydować między Rzeszą Niemiecką a Polską, lecz między Prusami Wschodnimi a Polską. Czy to naprawdę było tak istotne?

[Małgorzata Gałęziowska – wypowiedź w języku polskim]

Plebiscyt poprzedzony był konfrontacją, było dużo propagandy i przemocy. Ale jak w ogóle zadecydowali ludzie ostatecznie przy urnie?

[Małgorzata Gałęziowska – wypowiedź w języku polskim]

Przy tym zakłada się raczej, że chodzi o jednostki. W swoim „Muzeum malej ojczyzny” Siegfried Lenz jednak opisuje na przykład, jak mieszkańcy głosujący na Polskę idą jako grupa do lokalu wyborczego i tak samo wracają. Czy wtedy ludzie raczej podejmowali decyzje grupowo?

[Małgorzata Gałęziowska – wypowiedź w języku polskim]

Wystawa kończy się również pomnikiem Armii Czerwonej, który do dziś można oglądać w Olsztynie. Pierwszy jego projekt, który również jest pokazywany, był o wiele bardziej zróżnicowany i dlatego nie został zaakceptowany. Dlaczego?

[Małgorzata Gałęziowska – wypowiedź w języku polskim]

Obecny pomnik też nie do końca jest bezkrytyczny, jak wykazano na konferencji w ubiegłym roku. Są tam irytujące sygnały …

[Małgorzata Gałęziowska – wypowiedź w języku polskim]

——-

Była to doktor Małgorzata Gałęziowska z Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, w rozmowie z nami. Jest ona kuratorką wystawy „Wersal, plebiscyt i co dalej w Warmii i Mazurach”, którą muzeum zorganizowało z okazji 100-lecia plebiscytu w południowych Prusach Wschodnich. Opisana w czterech językach wystawę można teraz zwiedzać na zamku w Olsztynie.

2020-07-05 Referendum zakaz palenia

10 lat temu, 4 lipca 2010 roku, w niemieckim kraju związkowym Bawaria odbyło się interesujące głosowanie. Nie wybory, lecz referendum. Pod hasłem „Ochrona osób niepalących” chodziło o zmianę bawarskiego prawa o ochronie zdrowia. Zawarty w nim zakaz palenia we wszystkich restauracjach i namiotach biesiadnych miał zostać zaostrzony i obowiązać bez wyjątku. Ale czym jest referendum i jak do niego dochodzi?
Fakt, że ludzie powinni móc bezpośrednio, a nie tylko pośrednio w drodze wyborów współdecydować w demokracji, jest postulatem, który wciąż w historii był przedmiotem kontrowersyjnych dyskusji. Możliwości demokracji bezpośredniej są praktykowane różnie w różnych państwach, a w Niemczech także w poszczególnych krajach związkowych.

Poszczególne kroki można bardzo dokładnie prześledzić na przykładzie referendum „ochrona osób niepalących”. Ale najpierw o przyczynach tej sprawy. Rząd Bawarii wybrany w 2003 roku uchwalił jak dotąd najobszerniejszy zakaz palenia w Niemczech, który wszedł w życie na początku 2008 roku. Po wyborach w 2008 roku poprzednio samodzielnie rządząca partia CSU potrzebowała partnera koalicyjnego. Ponieważ między innymi zakaz palenia uważano za tego przyczynę, w sierpniu 2009 roku uchwalono prawo, które było bardziej korzystne dla palaczy. Pojawił się wobec tego opór.

Pierwszym krokiem jest teraz wniosek o zezwolenie na społeczną inicjatywę ustawodawczą, czyli wstępny etap referendum. Wniosek ten wymaga w Bawarii 25.000 głosów. Inicjatorzy zebrani wokół dwóch członków ekologiczno-demokratycznej partii ÖDP zebrali i złożyli 42.000 podpisów dla swojego tekstu ustawy, więc społeczna inicjatywa ustawodawcza została dozwolona.

Krok drugi to sama społeczna inicjatywa ustawodawcza. W określonym czasie – w Bawarii to 14 dni – określony odsetek wyborców – w Bawarii 10 procent – musi wpisać się w społecznej inicjatywie ustawodawczej. Ten limit około 937.000 głosów został wyraźnie przekroczony, więc parlament landu musiał zająć się referendum, na które ma zgodnie z bawarskimi przepisami trzy miesiące. Od połowy stycznia do połowy kwietnia 2010 roku proponowana ustawa była dyskutowana i odrzucana.

Krok trzeci: konieczne było zatem referendum. Wszyscy wyborcy w danym regionie, w Bawarii było to wtedy nieco mniej niż 9,5 miliona ludzi, są proszeni o głosowanie w tej sprawie. W tym konkretnym przypadku mieli odpowiedzieć tak lub nie na pytanie „Czy zgadza się Pan/Pani na następujący wydrukowany poniżej projekt ustawy ze społecznej inicjatywy ustawodawczej „W sprawie prawdziwej ochrony osób niepalących!”? Nieco ponad 60 procent opowiedziało się za, więc zmiany weszły w życie.

W zależności od kraju, a w Niemczech w zależności od kraju związkowego, liczba podpisów i terminy są różne, ale w wielu przypadkach przewidziana jest ta trzyetapowa procedura.
Interesujące jest to, że podczas dyskusji na temat zakazu palenia powstała inicjatywa, która prowadziła kampanię na rzecz odrzucenia społecznej inicjatywy ustawodawczej w referendum. Głównymi reprezentantami byli gastronomi, właściciele kramów, browary i przemysł tytoniowy, którzy obawiali się strat ekonomicznych wynikających z zakazu, w tym na monachijskim Oktoberfest, którego namiotów biesiadnych zakaz także dotyczył. Straty te jednak nie wystąpiły.

Sukces tej społecznej inicjatywy ustawodawczej doprowadził do podobnych inicjatyw w innych krajach związkowych i państwach; także kwestia ogólnego zakazu palenia w miejscach publicznych została między innymi przez nią uruchomiona.

Referendum może zatem spowodować zmiany w społeczeństwie. A nawet, kiedy nie jest skutecznie, może sprawić – poprzez otwarte, rzeczowe dyskusje i uwzględnianie potrzeb obywateli – że poczują się oni traktowani poważnie i będą częściej i bardziej konstruktywnie działać w społeczeństwie. Każda demokracja potrzebuje tego działania – i dyskusji na temat bezpośredniego współdecydowania.

Jingle – Wunschkonzert

I jak zwykle w pierwszą niedzielę miesiąca – koncert życzeń dla naszych jubilatów. Spojrzymy na jubilatów z czerwca w mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach.

Nidzickie stowarzyszenie pogratulować mogło siedmiu swoim członkom. Wśród nich od 23 czerwca Jerzy Szwerc ma 75, jak też od 18 czerwca Charlotte Nischk i od 28 czerwca Aleksandra Bądzyńska po 85 lat.

W Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej w Kętrzynie zanotowano czworo jubilatów, wśród nich Ruth Tomaszewską z już 88 latami.

W Ełku w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Masuren“ cieszyć sie mogło troje jubilatów, czyli przwodnicząca Irena Szubzda, która 5 czerwca skończyła 71 lat, a poza tym Irmgard Wiedenhöft z 88 i Frieda Gorzoch z 89 latami.

Stowarzyszenie niemieckie „Rosch“ w Piszu miało na swojej liście sześciu jubilatów. Podkreślić chcielibyśmy Klausa Kipnika z juz 85 i Helenę Krzewską z 82 latami.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej “Warmia” w Lidzbarku Warmińskim pogratulować mogło trzem, a stowarzyszenie niemieckie „Natangen“ w Górowie Iławeckim dwunastu osobom, które świętowały rozpoczęcie nowego roku życia. W Lidzbarku Ewa Huss-Nowosielska spoglądać może na swoje 63, a w Górowie Beno Kerbaum na 83, a Ingrid Petryczko na 78 lat.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ z Ostródy przesłało nam zestawienie ośmiu jubilatów. Helena Dąbrowska skończyła tam okrągłe 80, Maria Czajkowska 75, a Helmut Smoleński okrągłe 70 lat. Do tego dochodzą jeszcze dwie specjalne liczby: Doris Majewska z 77 i Benita Tissarek z 55 latami.

Poza tym w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Joachim Schulz“ z Pasłęka od 20 czerwca Marta Karczewska może spoglądać na swoje 47 lat.

My życzymy wszystkim Państwu wszystkiego najlepszego, zdrowia i radości życia, i mamy dla Państwa piosenkę „Nimm Dich in acht vor blonden Frau´n“ w wykonaniu Marlene Dietrich.

Anna: I to była Allensteiner Welle w niedzielę, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję zrealizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna.

21.06.2020 (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, przy mikrofonie dla Pąńtwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoćżeliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

Porozmawiamy z doktor Małgorzatą Gałęziowską z Muzeum Warmii i Mazu rw Olsztynie na temat wystawy „Wersal, plebiscyt i co dalej na Warmii i Mazurach“ – tematem wystawy jest plebiscyt w Prusach Wschodnich przed 100 laty.
Przybliżymy także Państwu dwa wydarzenia z historii sportu, których rocznica wypada właśnie dzisiaj.
To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

*****

Centrum Badawcze Mniejszości Niemieckiej w Opolu szuka osób do przeprowadzania wywiadów ze świadkami historii. Zadanie obejmuje przeprowadzenie i nagrywanie kierowanych wywiadów w osobami, które związane są w mniejszością niemiecką w Polsce, jak też transkrypcję tych nagrań. Wywiady przeprowadzane będą podczas osobistych spotkań na miejscu, w Polsce i Niemczech. Rozpocząć mają się w drugiej połowie 2020 roku. Jeśli macie Państwo doświadczenie w przeprowadzaniu wywiadów, znacie język polski w stopniu podstawowym i mniejszość niemiecką w Polsce, to odpowiednia praca dla Was. Przed przeprowadzeniem zadania przewidziano szkolenie, celem jest długotrwała współpraca. Jeśli jesteście Państwo zainteresowani prześlijcie krótki życiorys i list motywacyjny na adres mailowy magdalena.lapshin@gmail.com. W przypadku pytań należy także tam się zwracać.

****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszłą niedzielę, 28 vczerwca, o godiznie 10.00 w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2020-06-21 Małgorzata Gałęziowska

W lipcu minęło 100 lat od plebiscytu w Prusach Wschodnich po I wojnie światowej w sprawie przynależności narodowej regionu. Z tej okazji Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie zorganizowało wystawę „Wersal, plebiscyt i co dalej na Warmii i Mazurach”. Otwarcie wystawa planowane było na 12 marca, ale wernisaż padł ofiarą obostrzeń z powodu koronawirusa. Od niedawna jednak można ją zwiedzać. Zwiedziliśmy wystawę z jej kuratorką doktor Małgorzatą Gałęziowską. Usłyszycie Państwo teraz pierwszą część:

——-

Jak mówi już tytuł „Wersal, plebiscyt i co dalej na Warmii i Mazurach”, wystawa obejmuje okres dłuższy niż tylko sam plebiscyt. Dlaczego?

[Małgorzata Gałęziowska – wypowiedź w języku polskim]

W jakim momencie zaczyna się treść wystawy? Jakimi wydarzeniami?

[Małgorzata Gałęziowska – wypowiedź w języku polskim]

Więc jednym jest wojna i zwycięska bitwa pod Tannenbergiem wraz z jej skutkami. Co jest drugim tematem?

[Małgorzata Gałęziowska – wypowiedź w języku polskim]

Mamy wojnę przegraną przez Rzeszę Niemiecką, niewyobrażalną przed tą wojną liczbę osób rannych i zmarłych, biedę, chorobę – i wtedy co?

[Małgorzata Gałęziowska – wypowiedź w języku polskim]

W sali święconej traktatowi wersalskiemu są również mapa regionu plebiscytu i herby odpowiednich powiatów. Jakie mają znaczenie?

[Małgorzata Gałęziowska – wypowiedź w języku polskim]

Kultura wielu ludów, które żyły w ówczesnych Prusach Wschodnich czy wcześniej w tym regionie – to wtedy ani dzisiaj nie była i nie jest prosta historia…

[Małgorzata Gałęziowska – wypowiedź w języku polskim]

Ale razem z plebiscytem stało się to ważną cechą…

[Małgorzata Gałęziowska – wypowiedź w języku polskim]

Trudność tę jednak mieli również „tutejsi” z naszego regionu. Ale razem z podkreśleniem narodowości przed plebiscytem potrzebna była też odpowiednia propaganda. Na co kładła nacisk?

[Małgorzata Gałęziowska – wypowiedź w języku polskim]

——-

Była to dr Małgorzata Gałęziowska z Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, w rozmowie z nami. Jest ona kuratorką wystawy „Wersal, plebiscyt i co dalej na Warmii i Mazurach”, którą Muzeum organizowało z okazji 100-lecia plebiscytu w południowych Prusach Wschodnich. Opisaną w czterech językach wystawę można teraz zwiedzać na zamku w Olsztynie.

2020-06-21 Sport i mord
Dzisiaj będziemy zajmować się sportem z dwóch powodów. Nie, nie zaczynamy właśnie uprawić sportu, nadal siedzimy przy komputerze i mikrofonie. Przecież już Winston Churchill powiedział „sport to morderstwo”. Nie, spojrzymy tylko na dwa bardzo różne wydarzenia w historii sportu, które potwierdzają wypowiedź Churchilla.

Najpierw zajmijmy się sportem. Patrząc na lekkoatletykę, widzimy zasadę, szczególnie w biegach: im ciemniejsza skóra, tym szybszy sportowiec. Bez względu na to, czy z USA, Jamajki, czy na dłuższych trasach z Kenii lub Etiopii. To nie jest nowe zjawisko, jeśli spojrzymy na Jessego Owensa na olimpiadzie w 1936 roku w Berlinie.

Granica, do której przekroczenia dążono 60 lat temu, to było 10 sekund na 100 metrów. Fani lekkoatletyki czekali na nieuniknioną wiadomość, że ciemnoskóry sportowiec w końcu przekroczy tę barierę jako pierwszy. Jednak wiadomość ze spotkania lekkoatletycznego na stadionie Letzigrund w Zurychu 21 czerwca 1960 roku wyglądała inaczej. Pomimo wcześniejszego falstartu, Armin Hary z FSV Frankfurt ustanowił nowy rekord świata, zmierzone ręcznie 10,0 sekund. Ten sam czas osiągnął w biegu w Friedrichshafen już w 1958 roku, ale bieżnia była tam zbyt stroma.

Mało brakowało, by Armin Hary nie mógł wystartować w Zurychu, ponieważ urzędnicy Niemieckiego Związku Lekkoatletycznego chcieli go „oszczędzić” na olimpiadę w Rzymie. Na marginesie: ci sami urzędnicy, którzy zawiesili go na kilka miesięcy w 1958 r., ponieważ źle przeliczył diety i podróżował pociągiem zamiast samochodem. Dla naszych uszu dzisiaj staje się to jeszcze bardziej absurdalne, gdy usłyszymy, że chodziło o tylko DM 70. Na igrzyskach olimpijskich zdobył złoto na 100 metrów i w sztafecie 4 razy 100 metrów – pomimo wszystkich urzędników. Później prowadził kampanie dla młodych sportowców ze środowisk społecznie trudnych, a za to angażowanie został odznaczony Federalnym Krzyżem Zasługi.

To historie, o jakich lubimy czytać i słyszeć. Ale o wiele mniej lubimy słyszeć o wydarzeniach takich jak drugie, które miało miejsce 21 czerwca na peryferiach sportu, ale jest związane ze sportem. Był rok 1998, trwały Mistrzostwo Świata w Piłce Nożnej we Francji, niemiecka drużyna narodowa rywalizowała z Jugosławią w rundzie wstępnej. Grupa niemieckich chuliganów chciała przejść alejką, która została zablokowana przez trzech francuskich policjantów. Chuligani zaatakowali, jeden z oficerów, Daniel Nivel, został powalony na ziemię i zgubił hełm. Sprawcy kopali go, a także bili drewnianym szyldem i metalowym przedmiotem. Daniel Nivel przez pewien czas był w śpiączce, nadal jest jednostronnie sparaliżowany i jeździ na wózku inwalidzkim. Napastnicy wprawdzie zostali skazani, główny sprawca nawet za próbę zabójstwa, ale to też nie poprawia sytuacji ofiary i wróci mu zdrowia.

Trzeba sprzeciwić się Winstonowi Churchillowi: uprawianie sportu jest zdrowe i przyjemne. Jeśli jednak ludzie tak jak 22 lata temu traktują wydarzenia sportowe jako okazję do „wyżycia” swojej agresji, a do dnia dzisiejszego podobno nic się nie zmieniło, to ze sportem, zwłaszcza sportem komercyjnym i zawodowym, nie koniecznie chce się mieć coś wspólnego.

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mów Państwu Anna Przywoźna. (bsc)

14.06.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 14.06.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w połowie czerwca przy mikrofonie wita Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście podczas długiego weekendu i jesteście dzisiaj znowu z nami. W dzisiejszej audycji:

– porozmawiamy po raz ostatni z Marią Grygo, która zajmuje się dokumentacją kościołów ewangelickich na Mazurach – tym razem o kościele w Srokowie

– oraz wysłuchamy trzeciej części rozmowy z Rafałem Bętkowskim z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultur w Olsztynie na temat formy do wypalania cegieł.

– Na zakończenie, w okazji Światowego Dnia Krwiodawstwa, przedstawimy Państwu postać, bez której pracy nie byłoby dzisiaj krwiodawstwa – Karla Landsteinera.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

Centrum Badawcze Mniejszości Niemieckiej w Opolu szuka osób do przeprowadzania wywiadów ze świadkami historii. Zadanie obejmuje przeprowadzenie i nagrywanie kierowanych wywiadów w osobami, które związane są w mniejszością niemiecką w Polsce, jak też transkrypcję tych nagrań. Wywiady przeprowadzane będą podczas osobistych spotkań na miejscu, w Polsce i Niemczech. Rozpocząć mają się w drugiej połowie 2020 roku. Jeśli macie Państwo doświadczenie w przeprowadzaniu wywiadów, znacie język polski w stopniu podstawowym i mniejszość niemiecką w Polsce, to odpowiednia praca dla Was. Przed przeprowadzeniem zadania przewidziano szkolenie, celem jest długotrwała współpraca. Jeśli jesteście Państwo zainteresowani prześlijcie krótki życiorys i list motywacyjny na adres mailowy magdalena.lapshin@gmail.com. W przypadku pytań należy także tam się zwracać.

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszła niedzielę, 21 czerwca, o godzinie 8.30 w Olsztynie – Jarotach, o godzinie 14.00 w Biskupcu oraz o godzinie 16.00 w Reszlu. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2020-06-14 Maria Grygo IV

Od kilku lat Maria Grygo zajmuje się kościołami ewangelickimi na Mazurach. Wraz z mężem Krzysztofem i synem Hubertem ta nauczycielka szkół podstawowych z zarządu Stowarzyszenia Mazurskiego dokumentuje te zabytki. Są one nie tylko dowodem wiary mieszkańców Mazur, lecz również wysokiego poziomu dawnej architektury. We wrześniu ubiegłego roku przedstawiła niektóre z kościołów w ramach wykładu z cyklu rozmów sorkwickich. Jednym z nich był kościół w Srokowie:

——-

Dzisiaj udajemy się z Państwem na północ województwa warmińsko-mazurskiego do ewangelicko-augsburskiej parafii Kętrzyn. Ale nie do samego miasta, w którym urzędujący od niedawno biskup mazurskiej diecezji Ewangelicko-Augsburskiego Kościoła w Polsce Pastor Paweł Hause ma swoją siedzibę. Stamtąd jedziemy jeszcze trochę dalej na północ, do Srokowa. Oprócz starego cmentarza ewangelickiego w pobliżu pozostałości dawnej Wieży Bismarcka znajdują się tam aż dwa kościoły protestanckie. Jeden z nich powstał tuż po założeniu miasta, jak wyjaśnia Maria Grygo:

[Maria Grygo:

Wieś Srokowo w 1405 roku otrzymała prawa miejskie. Cztery lata później kościół został wybudowany. W połowie XV wieku podwyższona została wieża. W 1409 roku biskup warmiński Lukas Watzenrode, wujek Mikołaja Kopernika, stworzył tu wikariat. Pożary i wojny zniszczyły kościół, który między XVI i XVIII wiekiem kilka razy był remontowany.]

W międzyczasie budynek nie jest już używany przez kościół ewangelicko-augsburski, lecz przez rzymsko-katolicki. Kiedy powstał obecny ewangelicki kościół w Srokowie i jak doszło do tych wszelkich zmian, o tym opowiedziała Maria Grygo w swojej prelekcji:

[Maria Grygo:

Kościół im. Zbawiciela na dzisiejszej ulicy Łąkowej został wzniesiony w 1937 roku dla mieszkańców wyznania rzymsko-katolickiego. Budowlę tę wykonał Heinrich Zimmermann na zlecenie zamożnego gospodarza z peryferii Srokowa Hermanna Heinricha, który podarował działkę na budowę. Po wojnie przyjechali nowi osiedleńcy z Polski centralnej i wypędzeni z Kresów. Liczba członków parafii rzymsko-katolickiej powiększyła się. 13 grudnia 1953 roku kościoły zamieniono. Kościół ten (stary) został oddany katolikom, podczas gdy protestanci przejęli najświętszą kaplicę z 1937 roku. Podobny przykład znajdziemy również w Nidzicy, gdzie 12 sierpnia 1948 roku także zamieniono kościoły.]

Niedawno tablica ku pamięci poległych w I wojnie światowej mieszkańców miasta została ponownie poświecona. Odpowiedzialne za to jest stowarzyszenie Blusztyn, które działa w powiecie kętrzyńskim:

[Maria Grygo:

10 grudnia 2016 roku odbyło się uroczyste odsłonięcie odnalezionej tablicy z nazwiskami poległych w I wojnie światowej z gminy Srokowo. W tym miejscu chciałabym wspomnieć o stowarzyszeniu Blusztyn, dzięki którego przewodniczącemu Cezarowi Korencowi tę tablicę znaleziono i dzięki członkom stowarzyszenia odnowiono. Stowarzyszenie Blusztyn wykonuje wiele prac na starych cmentarzach w powiecie kętrzyńskim. W ubiegłym roku stowarzyszenie wraz z przyjaciółmi z Niemiec i wolontariuszami oraz przyjaciółmi z Islandii zakończyło prace remontowe na cmentarzu w Nowej Różance. Krzyże przekazano do klinki krzyży.]

Zaangażowanie w sprawy cmentarzy i kościołów nie zawsze jest łatwe, mimo to członkowie stowarzyszenia angażują się te działania. Ewangelicko-augsburski pastor Marcin Pysz z Pisza, który wspiera swoich katolickich kolegów w opiece nad w większości dawnymi protestanckimi kościołami w powiecie, uzasadnił to kiedyś według Marii Grygo następująco:

[Maria Grygo:

Ludzie pytają, dlaczego to robimy. Po prostu powiedziałem, że kościoły powinny przetrwać jako świadectwa, nawet kiedy już zniknie ostatni protestant.]

Podobnie także Maria Grygo wyjaśnia motywację swojego zaangażowania i wykładu we wrześniu w Sorkwitach:

[Maria Grygo:

Chcieliśmy pokazać Państwu za pomocą tych zdjęć i informacji, że kościoły mazurskie są pełne historii i są żywe. Kościoły potrzebują nas, a my – kościołów. Jesteśmy nierozłączną częścią historii.]

——-

Były to fragmenty wykładu Marii Grygo, nauczycielki szkół podstawowych z zarządu Stowarzyszenia Mazurskiego, na temat kościołów ewangelickich na Mazurach we wrześniu ubiegłego roku w Sorkwitach. Wraz z mężem Krzysztofem i synem Hubertem prowadzi ona ich dokumentację. Tematem czwartego i ostatniego fragmentu był kościół w Srokowie.

Zdjęcia kościoła można znaleźć – jak Maria Grygo wspomniała podczas wykładu – na stronie internetowej stowarzyszenia „Freunde Masurens”. Adres strony to freunde-masurens.de.

2020-06-14 Rafał Bętkowski

Pod koniec ubiegłego roku Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie zaprezentowało jako eksponat miesiąca raczej niepozorne, ale dla regionu ze swoimi budynkami z czerwonych cegieł bardzo ważne narzędzie. Chodzi o formę czy też ramkę strycharskiej. Rozmawialiśmy na ten temat z Rafałem Bętkowskim, który wygłosił wykład. Usłyszycie Państwo teraz trzecią część rozmowy:

——-

Dotąd mówiliśmy o cegłach, tzn. cegłach palonych. Czy produkowano także dachówki?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Parę lat temu w Bisztynku uszkodzonych zostało podczas burzy wiele dachów. Próbowano uratować przynajmniej tak dużo dachówek, aby móc pokryć nimi dach ratusza. Czy istnieje w regionie, w województwie warmińsko-mazurskim, jeszcze dużo tych starych dachówek?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Jakie budynki wznoszono z cegieł palonych? Kiedy cegły palone pojawiły się w regionie jako materiał budowlany?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Czy są miejsce, gdzie można dokładniej ustalić ten okres?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Znaleziono więc cegły w Barczewku, ale jak dotąd wiadomo żadnych budynków z cegieł – a nie był to ratusz?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Co znalezisko takie oznacza dla historii rozwoju miast?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie, w rozmowie z nami o ostatnim eksponacie miesiąca w roku 2019. Zaprezentował on w grudniu formę czy też ramkę strycharską. Narzędzie to i ten zawód były bardzo ważne dla regionu z wieloma budynkami z czerwonych cegieł.

2020-06-14 Karl Landsteiner

Dzisiaj, 14. czerwca, na całym świecie obchodzi się Światowy Dzień Krwiodawstwa. Został ogłoszony 16 lat temu przez cztery międzynarodowe instytucje działające na rzecz bezpiecznej krwi na bazie dobrowolnego i bezpłatnego oddawania krwi, w tym Światową Organizację Zdrowia oraz stowarzyszenia Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca. Ma on przypominać o tym, że osoby z utratą krwi, takie jak rodzące i ofiary wypadków, ale także pacjenci przed poważnymi operacjami, potrzebują tych darów. W zależności od potrzeb medycznych wymagana jest tak zwana krew pełna, osocze, tylko krwinki czerwone lub tylko płytki krwi.

Ale dlaczego ten dzień obchodzony jest akurat dzisiaj? Dokładnie 152 lata temu urodził się w Wiedniu mężczyzna, któremu zawdzięczamy ogromną wiedzę na temat naszej krwi i który otrzymał za to Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny w 1930 roku. Mowa jest o Karlu Landsteinerze.

Już w czasie studiów ten wszechstronny lekarz zajmował się wpływem odżywiania na skład krwi. Wraz z kolegami wykazał, że polio jest chorobą zakaźną, i dopiero to umożliwiło jej zwalczanie. W późniejszych badaniach udało mu się wyhodować zarazki tyfusu plamistego w hodowlach żywych tkanek, pomagając opanować również tę chorobę. Poświęcił się poza tym kwestiom onkologicznym, tj. badaniom nad rakiem, ponieważ jego żona cierpiała na guza tarczycy.

Jego głównym obszarem badań była i pozostała krew. W 1900 roku Landsteiner zauważył, że krew dwóch osób często zbryleniu po zmieszaniu – w przypadku (wówczas jeszcze nie możliwej) transfuzji krwi miałoby to śmiertelne skutki. On sam napisał wtedy – cytat: „Pozostaje do ustalenia, czy zjawisko to wynika z pierwotnych różnic indywidualnych, czy z powodu wpływu uszkodzeń, na przykład o charakterze bakteryjnym” – koniec cytatu.

Dzięki dalszym badaniom stwierdził, że muszą istnieć trzy grupy krwi: A, B i 0 (początkowo u niego C) i zidentyfikował je. Jego koledzy powiększyli klasyfikację dwa lata później o cechę AB. Te terminy, nomenklatura AB0, zostały przyjęte na arenie międzynarodowej jednak dopiero w 1928 r.

Ponieważ Landsteiner uznał również, że transfuzja krwi między osobami z tej samej grupy krwi nie niszczyła komórek krwi, a zatem nie powodowała żadnych komplikacji, w 1907 r. na podstawie jego odkryć mogła zostać przeprowadzona pierwsza udana transfuzja krwi. Z drugiej strony w przypadku różnych grup krwi dochodzi do zbrylenia; dlatego określenie grupy krwi danej osoby do dziś jest tak ważne. Landsteiner w 1930 roku otrzymał za te badania Nagrodę Nobla.

Dalsze prace doprowadziły Landsteinera do odkrycia wskaźnika Rh, który jest nazwany na cześć małp Rhesus wykorzystanych w badaniach i może być dodatni lub ujemny. Jest to przede wszystkim ważne dla kobiet począwszy od drugiej ciąży, jeśli nienarodzone dziecko ma inny wskaźnik Rh. Może to prowadzić do komplikacji m.in. z powodu krwi nieodpowiedniego dawcy.

Karl Landsteiner zmarł tak, jak żył – podczas intensywnej pracy w laboratorium. Doznał zawału serca, z powodu którego zmarł 26 czerwca 1943r. Był często honorowany: oprócz Nagrody Nobla, m.in. jego portret ozdabiał przed wprowadzeniem tam Euro austriacki banknot o nominale 1000 szylingów.

Dzisiaj, w jego urodziny, w Światowym Dniu Krwiodawstwa, organizacje angażujące się w krwiodawstwo i wzywające do oddawania krwi podejmują różne działania. Zwłaszcza podczas rozpoczynających się niebawem wakacji występują niedobory w zaopatrzeniu szpitali i podobnych instytucji w zapasy krwi. Dawców, którzy regularnie oddają krew, nie ma wszystkich na miejscu z powodu urlopów, a zużycie krwi wzrasta z powodu wypadków podczas wakacyjnego ruchu. Ponadto w tym roku strach przed wirusem Korona zmniejszył chęć oddawania krwi. Zrób co możesz, zapytaj lekarza, czy możesz oddać swoją krew i jak to jest możliwe. Ludzie, którzy dzięki temu przeżyją, będą ci wdzięczni.

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/apod)

31.05.2020 (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w ostatnią niedzielę maja przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywozna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

–  Maria Grygo, która od kilku lat wraz ze swoim mężem i swoim synem dokumentuje kościoły ewangelickie na Mazurach opowie o  kościele w Raszągu.

– Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie opowie o formie – lub dokładniej mówiąc – ramie do wypalania cegieł

– i zabierzemy Państwa do Ulm do tamtejszego kościoła Najświętszej Marii Panny w Ulm – jednej z najbardziej znanych budowli Niemiec i największego kościoła ewangelickiego w kraju.

To usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

___________________________________________________________________

Jingle – wiadomości

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszła niedzielę, 7 czerwca, o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach, oraz także o godzinie 15.00 w klasztorze katarzynek w Lidzbarku Warmińskim. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2020-03-29  Maria Grygo II

Od kilku lat Maria Grygo  zajmuje się kościołami ewangelickimi na Mazurach. Wraz z mężem Krzysztofem i synem Hubertem ta nauczycielka szkoły podstawowej z zarządu Stowarzyszenia Mazurskiego dokumentuje te zabytki. Są one nie tylko dowodem wiary mieszkańców Mazur, lecz również wysokiego poziomu starej architektury.  We wrześniu ubiegłego roku przedstawiła niektóre z kościołów w ramach wykładu z cyklu rozmów sorkwickich. Jednym z nich był kościół w Raszągu, który jest kościołem filialnym parafii w Sorkwitach.

****

Jest kilka wielkich budowli wśród kościołów ewangelickich na Mazurach, o których również historyczne można dużo powiedzieć. Kościół w Raszągu nie jest jednym z nich, o tym małym klejnocie w prelekcji Marii Grygo padło tylko kilka zdań. Są za to piękne zdjęcia. Ale niech Państwo sami się przekonają. Kiedy jedzie się z Biskupca  drogą krajową nr 57 na południe w kierunku Dźwierzut i Szczytna, dotrze się do Labuszewa, gdzie należy skręcić w prawo. W Raszągu zbliżycie się Państwo do jeziora, przed którym wybierzecie rozwidlenie w prawo. I wtedy przed Państwem pojawi się budynek kościoła, jak opisie to Maria Grygo:

[Maria Grygo:

Architektoniczną perełkę naszego regionu znajdujemy w Raszągu. We wsi jest kościół ewangelicki, który przypomina zamek jak z bajki. Kościół leży na wzniesieniu i został wybudowany w 1925 roku z kamieni polnych w formie zameczku. Na rogu owalna wieża nakryta stożkowym hełmem. Okrągła wieża dominuje nad budowlą. Cały dach jest pokryty czerwoną dachówką.]

Jednak nie tylko ze strony zewnętrznej kościół jest imponujący, lecz również wewnątrz powoduje, że nie tylko Maria Grygo wpada w zachwyt. Trochę szkoda – a to jest wada tak masywnej, przysadzistej budowli – że mimo oświetlenia elektrycznego nie jest łatwo odpowiednio zaprezentować za pomocą zdjęć dekoracje tego pomieszczenia, bo…:

[Maria Grygo:

Samo wnętrze kościoła budzi zachwyt. Błękitne ściany i witraże harmonizują idealnie z naturalnym kolorem sklepienia kolebkowego i granatową kopułą nad prezbiterium. W prezbiterium nad ołtarzem jest widoczny napis: „Czuwajcie, trwajcie mocno w wierze, bądźcie mężni i umacniajcie się!”  Na ścianach znajdują się cytaty z Biblii, wszędzie można je odczytać. Całą kompozycję wnętrza dopełniają ołtarz i ławki wykonane z drewna. Za ołtarzem na kazalnicy znajduje się miedzioryt autorstwa Augusta Willinga  z 1858 roku z Rzymu. Za ołtarzem widoczna jest ambona.]

Odpowiedzialna za budowę jest rodzina miejscowych obszarników, która dzięki tej budowie z jednej strony wystawiła siebie i swojej wierze pomnik, z drugiej strony wspierała w ten sposób miejscowych protestantów. Bo również wtedy Rasząg leżał wprawdzie blisko granicy z Mazurami, ale jeszcze w katolickiej Warmii. Maria Grygo o tej rodzinie:

[Maria Grygo:

Swoje miejsce siedzące w kościele miała rodzina von Platen, a ławka, w której siedziała, była ich własnością. Claus von Platen był od 1926 do 1945 roku właścicielem majątku w Raszągu. W artykule W cieniu trudnych historii. Ewangelickie mazurskie losy w Prusach Wschodnich Erika Neumann jedyna protestantka w Raszągu mówiła: „Kościół ten wybudował właściciel majątku von Platen, aby wierni nie musieli jeździć do Biskupca. Przed wojną kościół był pełny. Wieś była protestancka, mimo to, że znajduje się na Warmii. Rodzina ma własną ławkę i kancjonał w kościele, który nosi inskrypcję w języku niemieckim”.]

****

Były to fragmenty wykładu Marii Grygo, nauczycielki szkoły podstawowej z zarządu Stowarzyszenia Mazurskiego, na temat kościołów ewangelickich na Mazurach we wrześniu ubiegłego roku w Sorkwitach. Wraz z mężem Krzysztofem i synem Hubertem prowadzi ona ich dokumentację. Tematem drugiego fragmentu był kościół w Raszągu. Dokładniejsze informacje na temat dalszych kościołów z jej wykładu usłyszycie Państwo w jednej z naszych kolejnych audycji.

Zdjęcia kościoła można – jak wspomniała Maria Grygo w wykładzie – znaleźć na stronie internetowej stowarzyszenia „Freunde Masurens”. Adres strony to freunde-masurens.de.
2020-05-31 Rafał Bętkowski

Pod koniec ubiegłego roku Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie zaprezentowało jako eksponat miesiąca raczej niepozorne, ale dla regionu z licznymi budynkami z czerwonych cegieł bardzo ważne narzędzie. Chodzi o formę – czy też dokładniej mówiąc ramkę strycharską. Na ten temat rozmawialiśmy z autorem wykładu Rafałem Bętkowskim:

****

Jak dokładnie nazywa się eksponat, który Pan prezentuje? Jak wygląda i skąd pochodzi?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Powiedział Pan „format austriacki” – czy były różne formaty cegieł?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Czy takie różnice były też na poziomie lokalnym?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Kiedy doszło do standaryzacji formatów cegieł i dlaczego?

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

Wróćmy jeszcze do tych historycznych, ręczne produkowanych cegieł. Wtedy na pewno też były pewne wytyczne dla nich…

[Rafał Bętkowski – wypowiedź w języku polskim]

****

Był to Rafał Bętkowski z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie, w rozmowie z nami o ostatnim eksponacie miesiąca 2019 roku. Zaprezentował on w grudniu  formę czy też ramkę strycharską. To narzędzie i ten zawód były bardzo ważne w regionie z wieloma budynkami z czerwonych cegieł.

Więcej na ten temat w kolejnej audycji.

2020-05-31 Katedra w Ulm

Katedra w Ulm (Ulmer Münster) – także katedra Najświętszej Marii Panny w Ulm – jest jedną z najbardziej znanych budowli w Niemczech i największym kościołem protestanckim w kraju. Najwyższą wieżę kościelną na świecie o wysokości 161,35 metrów – a tym samym cały kościół – ukończono 130 lat temu, 31 maja 1890 roku, dobudowując tzw. zwieńczenie.

Początki budowy kościoła sięgają średniowiecza, kamień węgielny położono w 1377 roku. W tym czasie Ulm było wolnym miastem rzeszy, tzn. podlegającym tylko cesarzowi,  i wciąż rzymskokatolickie. Kościół stał się potrzebny dla mieszkańców, ponieważ poprzednia świątynia znajdowała się poza murami miasta i była niedostępna na przykład podczas oblężeń. Nowy kościół parafialny miał być kościołem obywateli i sfinansowany został przez wówczas mniej niż 10.000 obywateli. Nie miał być kościołem biskupim i dlatego ma tylko jedną zachodnią wieżę. Główne fasady z dwiema flankującymi wieżami były zarezerwowane dla kościołów biskupich i opactw. Ponieważ nie było biskupów do ewentualnego pochowania, katedra w Ulm również nie ma krypty. Z drugiej strony zgodnie z planem od samego początku ma dwie wieże na chórze, które ostatecznie osiągnęły wysokość 80 metrów.

Dokładnie 490 lat temu, w roku 1530, odbyło się w Ulm bardzo nowocześnie wyglądające wydarzenie, rodzaj decyzji obywateli. Podczas tego imiennego głosowania ludność Ulm opowiedziała się za  przejściem na wiarę protestancką. Interesująca jest również procedura wynikającego z tej zmiany ikonoklazmu w 1531 r. Prawie wszystkie ołtarze zostały usunięte z katedry, ale właściciele ołtarzy zostali wcześniej poinformowani o tym, że jest to zaplanowane. Większość dzieł sztuki można było zabezpieczyć, reszta trafiła do magazynów miasta. Kościół stał się więc protestancki i wszedł w posiadanie miasta Ulm, skąd trafił do parafii protestanckiej w Ulm kilka lat po jego ukończeniu w 1894 roku.

W 1543 r. budowa tego budynku ze swoją wieżą o ówczesnej wysokości 100 metrów została wstrzymana na ponad 300 lat. Dopiero w 1844 r. rozpoczęto dokończenie budowy katedry w Ulm. Dlatego też kościół jest mieszanką starych gotyckich elementów i neogotyckich dodatków z XIX wieku. Nawet dzisiaj katedra w Ulm nadal wygląda tak, jak 130 lat temu, ponieważ przetrwała naloty pod koniec II wojny światowej prawie nieuszkodzona, w przeciwieństwie do otaczających ją budynków. 500-kilogramowa bomba wyrwała dziurę w dachu chóru, ale nie wybuchła.

Oprócz wszystkich szczegółów architektonicznych, rzeźb, dzieł sztuki, dzwonów i organów, szczególnie wieża jest magnesem dla zwiedzających. Po długiej wspinaczce po 768 stopniach w górę na wysokość 143 metrów turysta ma z galerii bardzo dobry widok na panoramę miasta i okolicy. A kiedy jest wiatr z południu, tzw. Föhn, także na leżące w odległości około 140 kilometrów Alpy.
Anna: I to była  Allensteiner Welle w ostatnią niedzielę maja, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/łw)

24.05.2020 (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w niedzielny wieczór przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

Porozmawiamy z Marią Grygo – zajmuje się ona od kilku lat kościołami ewangelickimi na Mazurach i wraz z mężem i synem dokumentuje je. Jednym z tych kościołów był kościół w Jerutkach.
Poza tym przedstawimy Państwu postać, która miała do czynienia z nieudanym zamachem an Adolfa Hitlera w 1944 roku w Wilczym Szańcu niedaleko Kętrzyna – Friedricha Karla Klausinga.
Niedawno swój jubileusz świętowało ważne dla mniejszości niemieckiej w Danii i mniejszości duńskiej w Niemczech wydarzenie Deklaracja Bonn -Kopenhaga – przedstawimy ją Państwu.
To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

****

Od dzisiejszej audycji chcemy znowu informować Państwa o aktualnych wydarzeniach i interesujących zdarzeniach. Wesprzyjcie nas wiadomościami i nowinkami z waszych miejscowości. Będziemy cieszyć się z informacji, które możecie Państwo zgłaszać do biura Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur. Tam również w tych trudnych czasach zawsze ktoś pełni dyżur.

*****

Msza niemiecka w języku polskim odprawiona zostanie w przyszła niedzielę, 31 maja – Zielone Świątki – o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2020-05-24 Maria Grygo I

Od kilku lat Maria Grygo zajmuje się kościołami ewangelickimi na Mazurach. Wraz z mężem Krzysztofem i synem Hubertem ta nauczycielka szkoły podstawowej z zarządu Stowarzyszenia Mazurskiego dokumentuje te zabytki. Są one nie tylko dowodem wiary mieszkańców Mazur, lecz również wysokiego poziomu starej architektury. We wrześniu ubiegłego roku przedstawiła niektóre z kościołów w ramach wykładu z cyklu rozmów sorkwickich. Jednym z nich był kościół w Jerutkach:

——-

W całej diecezji mazurskiej ewangelicko-augsburskiego kościoła w Polsce istnieje w sumie 315 kościołów, których losy zbierał biskup senior Rudolf Bażanowski. Wiele z nich Maria Grygo już odwiedziła i wybrała siedem na swoją prelekcję we wrześniu w Sorkwitach. Aby znaleźć pierwszy z nich, zwiedzający muszą jechać ze Szczytna na wschód drogą krajową nr 53 w kierunku Rozóg. W północnej części tej ulicy leży wieś Jerutki. Co czyni właśnie ten kościół szczególnym? O tym Maria Grygo w swojej prelekcji:

[Maria Grygo:

Wszystkie te kościoły, które dzisiaj prezentujemy, są ewangelickie, z wyjątkiem kościoła w Jerutkach, który w latach 80. został przejęty przez kościół katolicki. Wybraliśmy go, bo jest związany z ciekawą historią. Kościół w Jerutkach został zbudowany ok. w 1734 roku jako budowla z tzw. muru pruskiego. Budowę wieży zakończono dopiero w 1820 roku. Obok kościoła jest cmentarz z pomnikiem poświęconym mieszkańcom parafii poległym w I wojnie światowej.]

Jednak jeszcze przed wieżą zbudowano plebanię, która w swojej wtedy jeszcze krótkiej historii doczekała się od razu bardzo ważnej wizyty, jak mówiła Maria Grygo:

[Maria Grygo:

Budynek plebanii został wybudowany na przełomie XVIII i XIX wieku. W 1802 roku królowa Luise zatrzymała się trzy dni w pokoju położonym w północnej części plebanii, znanym do dziś jako „pokój Luizy”. Do plebani prowizorycznie z muru pruskiego i desek dobudowano jadalnię i budynek kuchni. Nie zabrakło również piwnicznej lodówki. Ale w 1811 roku budynki te – wzniesione specjalnie na królewską wizytę – zostały sprzedane i rozebrane.]

Wieś Jerutki, i wtedy i dziś niezbyt ważna, miała z tej okazji, z której wzniesiono dodatkowe budowle na podwórzu, do czynienia nie tylko z królową pruską Luise:

[Maria Grygo:

Mały skromny kościół w Jerutkach wpisał się dwa razy w pruską historię, był także w centrum zamętu historii Europy. W 1802 roku Jerutki odwiedził król Fryderyk Wilhelm III wraz ze swoją żoną Luizą. Dzięki rozkazowi manewrowemu Fryderyka Wilhelma III całe siły zbrojne zatrzymały się w regionie Jerutek. Podczas pobytu generał von Guenther otrzymał z rąk króla order czarnego orła. Na jego życzenie order miał zostać zachowany po jego śmierci w tutejszym kościele.]

M.in. order ten spowodował jakiś czas później, że Jerutki i ich kościół znalazły się znowu w centrum zainteresowania historii pruskiej:

[Maria Grygo:

Z okazji wizyty króla Fryderyka Wilhelma IV w 1864 roku w Jerutkach order ten został przekazany rady parafii gminy do zachowania go w kościele. Król Fryderyk Wilhelm IV wraz ze swoją żoną Elisabeth był w Jerutkach aby upamiętnić swoich rodziców króla Fryderyka Wilhelma III i królową Luizę. Para królewska klęknęła przed ołtarzem i odmówiła swoją modlitwę.]

Obok Prusów w ramach sporów w Europie na początku XIX wieku Jerutki odwiedzali również osobistości z innych państw. Jeszcze raz Maria Grygo:

[Maria Grygo:

W 1812 roku w czasie wyprawy Francuzów do Rosji na plebanii w Jerutkach zatrzymali się francuscy generałowie Dubois i Thierry. Podczas przemarszu Rosjan do Francji nocował tu wielki książę Konstanty. Jerutki znalazły się nagle w historycznym centrum i tak zapisały się w historii pruskiej.]

——-

Były to fragmenty prelekcji Marii Grygo, nauczycielki szkoły podstawowej z zarządu Stowarzyszenia Mazurskiego, na temat kościołów ewangelickich na Mazurach we wrześniu ubiegłego roku w Sorkwitach. Wraz z mężem Krzysztofem i synem Hubertem Maria Grygo przeprowadza ich dokumentację. Tematem pierwszego fragmentu był kościół w Jerutkach. Dokładniejsze informacje o dalszych kościołach z tego referatu usłyszą Państwo w jednej z naszych kolejnych audycji.

Zdjęcia kościoła można znaleźć – jak wspomniała Maria Grygo w ramach prelekcji – na stronie internetowym stowarzyszenia „Freunde Masurens” pod adresem freunde-masurens.de.

2020-05-24 Friedrich Karl Klausing

W tym roku 20 lipca stoi całkowicie pod znakiem plebiscytu w Prusach Wschodnich sto lat temu, który regulował przynależność regionu do Polski lub Rzeszy Niemieckiej. Szczególnie tutaj, w dzisiejszym województwie warmińsko-mazurskim, 20 lipca wiąże się również z nieudaną próbą zamachu na Adolfa Hitlera w 1944 r. w Wilczym Szańcu koło Kętrzyna.

Nazwiska takie jak Claus Graf von Stauffenberg i – zwłaszcza gdy myślimy o Pałacu w Sztynorcie – Heinrich Graf Lehndorff są znane. Dokładnie sto lat temu, 24 maja 1920 r., w Monachium urodził się kolejny uczestnik spisku. Jego nazwisko to Friedrich Karl Klausing. W młodości należał do protestanckich harcerzy, którzy zostali włączeni po 1933 roku do Hitlerjugend. Po maturze w 1938 roku musiał pójść do Służby Pracy, a następnie wstąpił do Wehrmachtu jako zawodowy żołnierz.

Po operacjach w Polsce i Francji wylądował zimą 1942/43 w bitwie pod Stalingradem. Został poważnie ranny i przeniesiony do pracy w biurze przy Naczelnym Dowództwie Wehrmachtu, gdzie spiskowcy zgromadzeni wokół Clausa Grafa von Stauffenberga przekonali go do swoich planów. Jako adiutant Clausa Grafa von Stauffenberga towarzyszył mu zarówno do Obersalzbergu 11 lipca 1944 roku jak i do kwatery głównej Hitlera Wilczy Szaniec 15 lipca 1944 roku do pierwszych nieudanych prób zamachu. Jego zadaniem była logistyka przedsięwzięcia. W końcu 20 lipca odegrał ważną rolę w Berlinie w tak zwanej Operacji Walkiria w sprawie przejęcia władzy w Rzeszy Niemieckiej przez Wehrmacht. Zamach nie powiódł się, a Friedrich Karl Klausing został skazany i stracony 8 sierpnia 1944 roku w wieku zaledwie 24 lat.

Ironią losu były konsekwencje zaangażowania Friedricha Karla Klausinga w zamach jakie wynikły dla jego ojca. Prawnik i wykładowca uniwersytecki Friedrich Klausing był zagorzałym narodowym socjalistą, a wówczas rektorem Uniwersytetu Niemieckiego w Pradze. Kiedy wyszło na jaw, że jego syn był spiskowcem przeciwko Hitlerowi, musiał zrezygnować z tego stanowiska i 5 sierpnia popełnił samobójstwo.

O Friedrichu Karlu Klausingu, raczej mniej znanym uczestniku zamachu 20 lipca, były prezydent Niemiec Richard von Weizsäcker, który był jego towarzyszem w pułku, powiedział kiedyś krótko i zwięźle: „Klausing był zbyt skromny, ale był on czymś wyjątkowym”. Za swoje zaangażowanie przeciwko Adolfowi Hitlerowi ten wyjątkowy zapłacił życiem.

2020-05-24 Deklaracja Bonn-Kopenhagen

65 lat temu w niemieckiej i duńskiej stolicy – Bonn i Kopenhadze – opublikowane zostały Deklaracje Bonn-Kopenhaga, nazwane na cześć tych miast, i potwierdzone przez odpowiednie parlamenty państwowe, Bundestag i Folketing. Ich treść: uznanie mniejszości narodowej w danym państwie, tj. duńskiej w Niemczech i niemieckiej w Danii. Nie ma w nich specjalnych praw dla mniejszości, ale są wolna deklaracja pochodzenia etnicznego i równe traktowanie jako obywatela. Siła tego modelu Bonn-Kopenhaga polega na tym, że kwestie mniejszości są sprawami wewnętrznymi, a mniejszości są równymi obywatelami w tzw. państwie goszczącym.

Deklaracje obejmują dwa dokumenty. Niemiecko-duński Papier, zgodnie z którym szkoły odpowiednich mniejszości w obu krajach miały otrzymać prawa do egzaminów, a rząd kraju związkowego Szlezwik-Holsztyn zwolni duńską partię mniejszości z klauzuli blokującej, oraz sama deklaracja z potwierdzeniem praw podstawowych.

Ale dlaczego te dokumenty były tak ważne? Jesteśmy na terenie, o który historycznie często toczyły się walki, w Księstwie Szlezwiku. Wraz z Księstwem Holsztyńskim było ono częścią państwa duńskiego przed 1864 r. Po wojnie niemiecko-duńskiej w 1864 r. i wojnie niemieckiej dwa lata później Szlezwik znalazł się pod administracją pruską. Po plebiscytach 10 stycznia 1920 roku w północnej części i 24 lutego 1920 roku w południowej części Szlezwiku nastąpił podział na północną duńską część Szlezwiku i południową niemiecką część Szlezwiku, będącą obecnie częścią kraju związkowego Szlezwik-Holsztyn.

Już wcześniej, od około XVII wieku, istniał podział językowy – w części południowej język dolnoniemiecki, a później język wysokoniemiecki był używany jako język liturgiczny i szkolny, w części północnej język wysokoduński lub rzeszy duńskiej. Tradycyjna dwujęzyczność trwa do dziś, szczególnie w mniejszościach, chociaż one definiują się w mniejszym stopniu poprzez język niż przez ich (uczuciowe) przypisanie się do tej mniejszości.

Mniejszości, które powstały w 1920 roku w wyniku podziału, spowodowały napięcia narodowe, które wcześniej już istniały w tym regionie, ale w mniejszym stopniu. Po drugiej wojnie światowej w 1949 roku miała wprawdzie miejsce Deklaracja Kilońska o prawach podstawowych mniejszości duńskiej i fryzyjskiej, ale nie miała ona rzeczywistego przełożenia na życie codzienne. Po stronie duńskiej dyskryminowano mniejszość niemiecką poprzez wywłaszczenie i zakaz uczęszczania do szkół średnich. Były wezwania do jak najszybszego wyzwolenia kraju z uchodźców, a także mówiono o „uprusowieniu”. W odpowiedzi parlament kraju związkowego Szlezwik-Holsztyn podniósł między innymi klauzulę blokującą do 7,5 procent, aby wyprzeć partię mniejszości duńskiej, Związek Wyborczy Południowego Szlezwiku SSW, z parlamentu stanowego. Federalny Trybunał Konstytucyjny uznał to za nieważne, a wraz z Deklaracjami Bonn-Kopenhaga przyjęto zwolnienie partii mniejszości narodowych z klauzuli blokującej określonej w prawie wyborczym do Bundestagu.

Pomimo wszystkich asymetrii, na przykład w finansowaniu szkół mniejszości, oraz krytyki, takiej jak to, czy SSW może nadal być postrzegana jako partia mniejszości duńskiej, model Bonn-Kopenhaga jest uznawany jako wzór pokojowego rozwiązania problemów mniejszości. Wygląda na to, że działa dobrze. W każdym regionie znajduje się pięć bibliotek mniejszości. Istnieje po jednym stowarzyszeniu szkolnym i językowym, które zajmuje się nauczaniem języka mniejszości jako języka nauczania od przedszkola do szkoły średniej – z wyjątkiem nauczania w języku narodowym. Ma także miejsce praca kulturalna odpowiedniej mniejszości.

Z pewnością takiej sytuacji nie da się przenieść; każde państwo i każda mniejszość muszą znaleźć własną drogę. Ciekawym wzorem może być jednak rodzaj współpracy, która umożliwia pokojowe współistnienie od 65 lat.

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna.

17.05.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 17.05.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle. Po dłuższej przerwie spowodowanej wirusem Covid-19 i związanymi z tym zmianami w programie przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna.

Mam nadzieję, że czujecie sie Państwo dobrze, dbacie o siebie i cieszycie się, że nas znowu słyszycie.

W dzisisiejszej audycji:

Porozmawiamy z Tomaszem Sztachelskim, przewodniczącym zarządu Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom i Rodzinie ARKA na temat wspominania dawnej historii Olsztyna
Oraz z Piotrem Nowakowskim z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie na temat marcowego eksponatu miesiąca – kuszy.
To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

Od dzisiejszej audycji chcemy znowu informować Państwa o aktualnych wydarzeniach i interesujących zdarzeniach. Wesprzyjcie nas wiadomościami i nowinkami z waszych miejscowości. Będziemy cieszyć się z informacji, które możecie Państwo zgłaszać do biura Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur. Tam również w tych trudnych czasach zawsze ktoś pełni dyżur.

****

Między Fromborkiem i Elblągiem leży gmina Tolkmicko, a w niej miejscowość Przybyłowo. Tam mieszka Dora Mross, która przed prawie 30 laty powróciła do swojej ojczyzny. Relację na ten temat można było zobaczyć w niemieckim dzienniku „Tagesthemen“. Video tej audycji możecie Państwo obejrzeć pod adresem internetowym: www.tagesschau.de/multimedia/video.

****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszła niedzielę, 24 maja – Wniebowstąpienie Chrystusa – o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2020-05-17 Tomasz Sztachelski

Po niedawno zakończonym remoncie frontowej elewacji budynku przy ulicy Warmińskiej 8 w Olsztynie mieszkańcy domu zamocowali na prawo od drzwi wejściowych trzy tablice – z obecną nazwą ulicy, z numerem domu i z dawną niemiecką nazwą „Langgasse”. Jest to pierwszy przykład takiego upamiętnienia wcześniejszej historii miasta. Na temat tej inicjatywy rozmawialiśmy z Tomaszem Sztachelskim. Jest on prezesem zarządu Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom i Rodzinie ARKA i mieszka w tym budynku:

——-

Jak powstał pomysł upamiętnienia w ten sposób wcześniejszej historii Państwa ulicy i miasta Olsztyna? Jaka była okazja, aby to zrealizować?

[Tomasz Sztachelski – wypowiedź w języku polskim]

Jakie rzeczy codziennego użytku znaleziono? Czy są już plany, co Państwo z nimi zrobią?

[Tomasz Sztachelski – wypowiedź w języku polskim]

Mówi Pan „my” – czy ta inicjatywa jest wspólną decyzją wspólnoty mieszkańców?

[Tomasz Sztachelski – wypowiedź w języku polskim]

Przy dzisiejszej ulicy Warmińskiej a dawnej Langgasse – inaczej niż na Starym Mieści – wiele dawnych budynków przetrwało koniec II wojny światowej. Ile lat ma budynek nr 8 i jacy ludzie kiedyś tam mieszkali?

[Tomasz Sztachelski – wypowiedź w języku polskim]

Ubiegaliście się Państwo już w 2018 roku o pieniądze z funduszy UE na cele rewitalizacji, ale wtedy nie przyznano wam środków. Jak Państwo ostatecznie sfinansowali renowację elewacji frontowej?

[Tomasz Sztachelski – wypowiedź w języku polskim]

Jak przebiegała współpraca z konserwatorem zabytków? Nierzadko podczas remontów występują zatargi i ograniczenia, ale ma miejsce również – nie tylko finansowe – wsparcie…

[Tomasz Sztachelski – wypowiedź w języku polskim]

Jakie skutki remont ma dla mieszkańców, domu i ulicy jako całości?

[Tomasz Sztachelski – wypowiedź w języku polskim]

A jaki jest stan Państwa aktualnych planów dotyczących klatki schodowej i prezentowania tam znalezionych na strychu rzeczy?

[Tomasz Sztachelski – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to Tomasz Sztachelski, prezes zarządu Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom i Rodzinie ARKA w Olsztynie, w rozmowie z nami. Tematem była inicjatywa mieszkańców budynku przy ulicy Warmińskiej 8, w którym on również mieszka. Na świeżo odremontowanej elewacji frontowej budynku umieścili oni m.in. małą tablicę z dawną nazwą ulicy „Langgasse”.

2020-05-17 Piotr Nowakowski

W marcu Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie zaprezentowało nowy eksponat miesiąca. Pod hasłem „Diabelska broń” przedstawiono części obiektu, którego użytkowanie było zakazane pod karą klątwy jako „śmiercionośne” i „znienawidzone przez Boga”. Chodzi o … kuszę. O niej rozmawialiśmy z Piotrem Nowakowskim, który wygłosił referat na ten temat:

——-

Zapowiadana była impreza na temat kuszy. Czy mógł Pan pokazać całą kuszę?

[Piotr Nowakowski – wypowiedź w języku polskim]

Czyli broń niebezpieczna z dzisiejszego i ówczesnego punktu widzenia. Co z kusz i ich części znajduje się jeszcze do dziś?

[Piotr Nowakowski – wypowiedź w języku polskim]

Kiedy powstała kusza? Kiedy najbardziej intensywnie jej używano?

[Piotr Nowakowski – wypowiedź w języku polskim]

Czy używano jej tu w regionie? Pan w swoim wykładzie mówił o znalezisku na terenie Barczewka…

[Piotr Nowakowski – wypowiedź w języku polskim]

Dlaczego kusza obłożona została klątwą? I jak skuteczny był ten zakaz?

[Piotr Nowakowski – wypowiedź w języku polskim]

Jak wyglądała sytuacja w innych regionach świata, np. w Chinach?

[Piotr Nowakowski – wypowiedź w języku polskim]

Jak można sobie wyobrazić funkcję tej wielostrzałowej kuszy?

[Piotr Nowakowski – wypowiedź w języku polskim]

Czy kuszy używano również podczas bitwy pod Grunwaldem?

[Piotr Nowakowski – wypowiedź w języku polskim]

Jak to możliwe? Przecież po zakazie papieża użytkowanie kuszy nie było honorowe.

[Piotr Nowakowski – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to Piotr Nowakowski z Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie, w rozmowie z nami o najnowszym eksponacie miesiąca. Zaprezentował on w marcu pod hasłem „Diabelska broń” groty bełtów do kuszy i wygłosił referat na temat jej historii.

Jingle – Wunschkonzert

Niezwykła niedziela dla naszej audycji, niezwykła data dla koncertu życzeń. Spojrzymy dzisiaj na jubilatów z dwóch poprzednich miesięcy – marca i kwietnia – w mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach.

Nidzickie stowarzyszenie mogło pogratulować szesnastu swoim członkom, przy czym od 23 kwietnia Emma Wylengowska ma 90 lat, do tego było troje nowych osiemdziesięciolatków: od 10 marca Gerard Sobolewski, od 25 kwietnia Horst Karpiński i od 27 kwietnia Renata Janca.

W Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej w Kętrzynie zanotowano dwunastu jubilatów, wśród nich Waltraut Bethke z obecnie 88 Helenę Porębskę z 81 latami. Brygida Pisiak skończyła tam okrągłe 70.

W Ełku w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Masuren“ cieszyć się mogło czworo jubilatów. Irena Grzymkowska od 27 kwietnia może spoglądać na swoje 89 lat, Leokadia Żywulska od 18 marca aż na 92 lata.

Stowarzyszenie Niemieckie „Rosch“ w Piszu miało w sumie siedemnatu jubilatów na swojej liście. Szczególnie podkreślić chcielibyśmy Marię Drewnik z już 95 latami. Gertrude Herbich skończyła 86, Brigitte Stępnik 85 a zarówno Hebert Zegacz jak i Ingrid Sobolewska skończyli 83 lata.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej “Warmia” w Lidzbarku Warmińskim pogratulować mogło dziesięciu, a stowarzyszenie niemieckie „Natangen“ w Góriwie Iławeckim osiemnastu osobom, które świętowały ukończenie kolejnego roku życia. W Górowie Rudolf Joks może spoglądać już na swoje 85 lat.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ z Ostródy przesłało nam zestawienie w sumie osiemnastu swoich jubilatów. Frieda Herman skończyła tam 98, Frieda Kuca 88, a Gertruda Smolińska 87 lat. 75 ukończyła Barbara Kuszkiewicz, okrągłe 70 przewodniczący Związku Henryk Hoch.

Poza tym od 7 kwietnia w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Joachim Schulz“ w Pasłęku Teresa Pleskacewicz może spoglądać na swoje 65 lat.

My z Allensteiner Welle gratulujemy serdecznie wszystkim Państwu.

Poza tym chcemy życzyć Erice Woike, naszej najwierniejszej słuchaczce i pierwszej, której w ogóle składaliśmy życzenia, szczęśliwego i zdrowego kolejnego roku życia. Wraz z nią cieszą się jej dzieci, wnuki i prawnuki Olaf, Antoni i Rozalia.

Życzymy wszystkim Państwu wszystkiego najlepszego o przede wszystkim zdrowia i mamy dla Państw piosenkę „Am Sonntag will mein Süßer mit mir Segeln gehen“ zaśpiewaną przez grupę a-capella „Harmonia Vocalis”.

Anna: I to była pierwsza Allensteiner Welle po tej niezwykłej przerwie. Życzę Państwu jeszcze dobrego niedzielnego wieczoru i pięknego tygodnia. Dbajcie Państwo o siebie!

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna.

15.03.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 15.03.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w połowie marca przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że dobrze się Państwo czujecie, spędziliście dobry tydzień i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

Porozmawiamy z kustoszem Museum Kultury Ludowej w Węgorzewie doktorem Jerzym Łapo na temat życia i działalności Kurta Obitza
Oraz z Agnieszką Grzybowską, która w mazurskiej gazecie „Cech“ odpowiedzialna jest za kącik kulinarny – opowie nam ona ciekawostki na temat mazurskiej kuchni.
Poza tym – z okazji wczorajszego Dnia Liczby Pi – przybliżymy Państwu tę liczbę i jej historię.
To wszystko usłyszycie Państwo ja zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

W połowie kwietnia odbywa się od kilku już lat spotkanie robocze Ziomkostwa Prus Wschodnich dla przewodniczących i delegatów stowarzyszeń mniejszości niemieckiej w południowych Prusach Wschodnich jak tez członków zarządu Związku Stowarzyszeń Mniejszości Niemieckiej na Warmii i Mazurach. W tym roku zaplanowane jest ono 18 i 19 kwietnia w Hotelu Anek w Mrągowie. Tematem ramowym jest Plebiscyt w Prusach Wschodnich i Zachodnich sprzed 100 lat. Naświetlone mają zostać również sytuacja i perspektywy pracy z młodszym i średnim pokolenie. Dokładnych informacji udziela Edyta Gladkowska pod adresem maliowym gladkowska@ostpreussen.de lub znajdziecie je Państwo na stronie www.ostpreussenportal.de

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w tym tygodniu następująco: w piątek 20 marca – czwarta droga krzyżowa o godzinie 15.00 w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie, oraz w przyszłą niedzielę 22 marca o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2020-03-15 Jerzy Łapo – Kurt Obitz: życie i dzieło

18 stycznia Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie wraz z działaczami czasopisma „Cech – mazurski cejtunek”, Stowarzyszenia Niewielu dla Wielu i Obwoźnego Muzeum Bąków zaprosiło na dzień mazurski. Założyciel tego muzeum, a w codziennym życiu kustosz Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie doktor Jerzy Łapo zaprezentował tam nie tylko interesujące bąki (zabawki), lecz również wykład na temat życia i działalności Kurta Obitza. Rozmawialiśmy z nim na temat tego znanego Mazura:

——-

Kim był Kurt Obitz? Za kogo sam się uważał?

[Jerzy Łapo – wypowiedź w języku polskim]

Taka mieszanka nie była dla Prus Wschodnich i nie jest dla województwa warmińsko-mazurskiego czymś niezwykłym. Jaki zawód wykonywał Kurt Obitz?

[Jerzy Łapo – wypowiedź w języku polskim]

Nie był więc naukowcem „w wieży z kości słoniowej”, jak mówi się po niemiecku, lecz takim praktycznego zastosowania. Stąd pytanie: czy Kurt Obitz dobrze mówił po polsku? Z czym się identyfikował?

[Jerzy Łapo – wypowiedź w języku polskim]

Gdzie Kurt Obitz uzyskał swoje wykształcenie szkolne i akademickie? Jak kształtowało się jego poszukiwanie własnej tożsamości?

[Jerzy Łapo – wypowiedź w języku polskim]

Współpracował również z ówczesną gazetą „Cech”, jak Pan powiedział w prelekcji. Jak można opisać tę publikację?

[Jerzy Łapo – wypowiedź w języku polskim]

Gdzie powstała gazeta „Cech”? Czy w czasie, kiedy Kurt Obitz tam pracował, miała dość dużo czytelników?

[Jerzy Łapo – wypowiedź w języku polskim]

Jak wspomina się go dzisiaj w jego rodzinnym regionie?

[Jerzy Łapo – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to doktor Jerzy Łapo z Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie w rozmowie z nami na temat Kurta Obitza. Założyciel Obwoźnego Muzeum Bąków wygłosił 18 stycznia prelekcję na jego temat w ramach dnia mazurskiego w Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie. Organizatorami były poza tym czasopismo „Cech – mazurski cejtunek”, Stowarzyszenie Niewielu dla Wielu i Obwoźne Muzeum Bąków.

2020-03-15 Agnieszka Grzybowska – Kuchnia mazurska

18 stycznia Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie wraz z działaczami czasopisma „Cech – mazurski cejtunek”, Stowarzyszenia Niewielu dla Wielu i Obwoźnego Muzeum Bąków zaprosiło na dzień mazurski. Agnieszka Grzybowska odpowiedzialna w „Cechu” za kącik kulinarny zaprezentowała w ramach dnia mazurskiego przekrój potraw mazurskich i prelekcję na temat mazurskiej kuchni. To również było tematem naszej rozmowy z nią:

——-

Nie tylko po niemiecku mówi się: „Jesteś tym, co jesz”. Zobaczmy więc, jacy są Mazurzy patrząc z Panią na ich kuchnię. Zaczynamy, jak się należy, dobrym śniadaniem. Co kiedyś zjadło się na śniadanie na Mazurach?

[Agnieszka Grzybowska – wypowiedź w języku polskim]

Przygotowała Pani asortyment potraw mazurskich. To nie było jednak, jak Pani powiedziała w swojej prelekcji, codzienne jedzenie. Dlaczego?

[Agnieszka Grzybowska – wypowiedź w języku polskim]

A nie ma Mazurów bez ziemniaków…

[Agnieszka Grzybowska – wypowiedź w języku polskim]

Kuchnia regionalna oznacza dzisiaj często też pierogi czy makarony. Czy one są czymś tradycyjnym?

[Agnieszka Grzybowska – wypowiedź w języku polskim]

Podkreśliła Pani, że kuchnia nie może być czaso- i pracochłonna, bo Mazurzy musieli dużo pracować w polu. Ale zawekowane produkty, jakie Pani zaprezentowała, wymagają dużo pracy…

[Agnieszka Grzybowska – wypowiedź w języku polskim]

Czasem znajduje się jeszcze dzisiaj w zapomnianych piwnicach na Mazurach zawekowane produkty z dawnych czasów. Dlaczego?

[Agnieszka Grzybowska – wypowiedź w języku polskim]

Jakich przypraw, a przede wszystkim jakich ziół używano kiedyś?

[Agnieszka Grzybowska – wypowiedź w języku polskim]

A dzikie zioła czy warzywa?

[Agnieszka Grzybowska – wypowiedź w języku polskim]

Znajdujemy się w „krainie ciemnych lasów i kryształowych jezior”, więc w kuchni powinna być również ryba. Szczupak raczej jest drogi. Co jadali w większości biedniejsi Mazurzy?

[Agnieszka Grzybowska – wypowiedź w języku polskim]

Charakterystyczne dla mazurskiej kuchni, jak Pani wyjaśniła, jest mieszanie ryby i mięsa. Jaką potrawę ma Pani na myśli?

[Agnieszka Grzybowska – wypowiedź w języku polskim]

Czy Pani ma jeszcze inny tego przykład?

[Agnieszka Grzybowska – wypowiedź w języku polskim]

Jeszcze brakuje nam słodkiej strony kuchni: ciast, ciasteczek czy słodkiego pieczywa. W tym – jak Pani powiedziała – istnieją różnice w nazwach – np. w przypadku pierników…

[Agnieszka Grzybowska – wypowiedź w języku polskim]

Co wymieniłaby Pani jako szczególną cechę kuchni mazurskiej?

[Agnieszka Grzybowska – wypowiedź w języku polskim]

——-

Była to Agnieszka Grzybowska, w czasopiśmie „Cech” odpowiedzialna za kącik kulinarny, w rozmowie z nami na temat kuchni mazurskiej. Jeśli ta rozmowa wzbudziła Państwa apetyt, polecamy rzucić okiem na dotychczasowe wydania „Cechu” na prezentowane tam przepisy. Okazją do rozmowy był Dzień Mazurski, który miał miejsce 18 stycznia w Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie.

2020-03-15 Felieton – Liczba Pi

Trzy przecinek jeden cztery jeden pięć dziewięć dwa sześć pięć trzy pięć … to nie jest ani układanka numeryczna ani wyliczanka dla dzieci. W ten sposób zaczyna się liczba pi – z pierwszymi dziesięcioma cyframi po przecinku. Zgodnie z początkiem liczby – trzy przecinek jeden cztery – dzień 14 marca, w tym roku wczorajsza sobota, został ogłoszony Światowym Dniem Liczby Pi.

Prosta, ale także bardziej skomplikowana matematyka nie może się obejść bez tej liczby. Nie wszystko na świecie jest dokładnie „kwadratowe, praktyczne, dobre” lub w inny sposób prostokątne, a zatem względnie łatwe do obliczenia. Zwłaszcza w naturze, a od czasu wynalezienia koła również w technologii istnieją koła i wiele innych okrągłych kształtów. Zainteresowanie liczbą pi wzrosło więc między innymi wraz z pytaniem, jak daleko koło o średnicy jednego metra potoczy się za jednym obrotem – i jest to dokładnie pi metrów.

Próby uzyskania jej dokładnej wartości zajmowały wielu matematyków w historii i doprowadziły do ​​rozwoju metod matematycznych. Jednym z najsławniejszych matematyków w historii świata jest Archimedes z Syrakuz, który oszacował pi na wartość „między trzy i dziesięć siedemdziesiątych pierwszych a trzy i dziesięć siedemdziesiątych”. Później – w XVII wieku – zajmował się nią również znany matematyk Gottfried Wilhelm Leibniz, a w połowie XVIII wieku Leonhard Euler. On był już w stanie dokładnie podać 148 cyfr pi, a także wprowadził grecką literę dla tej liczby do ogólnej literatury matematycznej. Jednak William Oughtred wybrał go już w 1647 r. jako symbol „peryferii”, czyli obszaru krawędzi, albo „perymetros”, co oznacza obwód.

Pi jest tak zwaną liczbą transcendentną i irracjonalną, co oznacza, że ​​liczba po przecinku nie kończy się i nie jest okresowa, tzn. nie powtarza się. Dlatego istnieje nie tylko dziesięć cyfr, które mogą być wyświetlone na zwykłym kalkulatorze, lecz nieskończona liczba cyfr po przecinku. Według najnowszych obliczeń z tego roku naukowcy ustalili pięćdziesiąt miliardów cyfr, na obliczenie których użyty do tego komputer potrzebował 303 dni czasu. Oprócz tych rekordów, które są bardziej interesujące dla matematyków, pi ma znaczenie w codziennych obliczeniach. Rzemieślnicy używali przed czasem kalkulatorów wartości 22 łamane przez 7, tj. ok. 3,142857. W przepisach dotyczących wydawania zezwoleń na ruch drogowy do obliczenia pojemności skokowej silnika przyjęto wartość 3,1416.

Do praktycznych eksperymentów, najlepiej w miesiącach letnich, zaleca się eksperymentalne określenie pi: cylindryczne naczynie o promieniu 1 wypełnia się wodą do wysokości 1. Jeśli ta woda zostanie teraz przelana do naczynia o kwadratowej podstawie o długości boku 1, poziom wody w nim wyniesie pi. Przynajmniej jeśli przy tym nie rozleje się wody. A jeśli zadziała to tylko w przybliżeniu, przynajmniej zamoczymy się, a zatem dobrze się ochłodzimy w blasku słońca.

Anna: I to była Allensteiner Welle w połowie marca, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia, uważajcie Państwo na siebie!

Audycję zrealizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/bsc)

08.03.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 08.03.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w Międzynarodowy Dzień Kobiet wita Państwa przy mikrofonie Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W audycji będziemy rozmawiać wyłącznie o pałacu w Sztynorcie:

–       Najpierw z doktor Bettiną Bouresh, prezes Stowarzyszenie im. Lehndorffa na temat najnowszego rozwoju sytuacji i planów dotyczących pałacu w Sztynorcie

–       z Piotrem Wagnerem, wolontariuszem Niemiecko – Polskiej Fundacji Ochrony Zabytków Kultury – opowie on o możliwej roli pałacu w Sztynorcie dla kształcenia zawodowego w regionie

–       oraz z wolontariuszami, którzy w ubiegłym roku opiekowali się gośćmi pałacu z ramienia Centrum Informacji – opowiedzą oni o swojej działalności i sznsach dla regionu dzięki projektowi Sztynort.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.
Jingle – wiadomości

10 marca o godzinie 17.00 Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie zaprezentuje najowszy eksponat miesiąca. Pod tytułem „Diabelska Broń“ przedstawiony zostanie przedmiot, którego użycie zabronione zostało jako „niosące śmierć” i „znienawidzone przez Boga” pod karą klątwy kościelnej. Chodzi o kuszę, która po raz pierwszy umożliwiła zabijanie na odległość.

****

Plebiscytem w roku 1920, historią poprzedzającą go i następującymi po nim skutkami zajmuje się wystawa w Muzeum Warmii i Mazur, która otwarta zostanie w czwartek, 12 marca o godzinie 17.00. Prezentacja przedmiotów z tego okresu, opracowana całkowicie w dwóch językach, nosi tytuł: „Wersal, plebiscyt – i co dalej na Warmii i Mazurach?”.

****

Zbliża się wiosna a wraz z nią seminarium Ziomkostwa Prus Wschodnich dla średniego pokolenia mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach. W tym roku 4 i 5 kwietnia w programie znajdą się zamki zakonu niemieckiego w Malborku, Kwidzynie i Gniewie. Koszt własny za osobę wynosi 70 zł, zgłoszenia do 15 marca u Edyty Gladkowskiej pod adresem mailowym gladkowska@ostpreussen.de. Dokładne informacje uzyskać można u niej i na stronie internetowej www.ostpreussenportal.de

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w tym tygodniu następująco:

– w piątek, 13 marca – trzecia droga krzyżowa – wyjątkowo o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach

– i w przyszłą niedzielę, 15 marca, o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach, o godzinie 14.00 w Biskupcu i o godzinie 17.00 w Reszlu.

Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2020-03-08 Bettina Bouresh Sztynort

1 marca mieszkańcy Sztynortu i okolic byli zaproszeni na spotkanie regionalne w pałacu w Sztynorcie,  zorganizowane przez Stowarzyszenie im. Lehndorffa, aby poinformować o najnowszym rozwoju sytuacji i wraz z gośćmi snuć plany. Obecna na spotkaniu była również prezes Stowarzyszenia dr Bettina Bouresh, która była do naszej dyspozycji i rozmawiała z nami o dokładnie na ten temat:

——-

Symbolem tego, co się obecnie dzieje w pałacu w Sztynorcie, są remontowane pomieszczenia, w którymi siedzimy. Gdzie się w tym momencie znajdujemy?

[Bettina Bouresh:

Siedzimy w tym momencie w centrum informacji czy punkcie informacji w skrzydle wschodnim pałacu w Sztynorcie, które ukończono w listopadzie. Otworzymy to skrzydło wschodnie, czy też to, co już z niego jest gotowe, 30 maja. Chcemy tym samym otworzyć sezon letni pałacu w Sztynorcie.]

Tym samym jesteśmy już przy pierwszym punkcie rozmowy, czyli konkretnych planach na ten rok, 2020. Co jeszcze jest w Państwa planach?

[Bettina Bouresh:

Urządzimy w tym roku pierwszy raz tutaj w pałacu w Sztynorcie 20 lipca małą imprezę. Będziemy mieć teatr stolikowy w Sztynorcie; mamy nadzieję, że będziemy mogli wejść do centralnej części budynku, gdzie robimy zawsze festiwale. List pożegnalny Heinrich´a von Lehndorff do jego żony zostanie odczytany – i trochę zagrany – przez dwóch aktorów.]

W dzisiejszym spotkaniu udział brali mieszkańcy z regionu i wnieśli własne pomysły. Jeden z nich Pani od razu podjęła. Co będzie się dziać?

[Bettina Bouresh:

Chcemy uczniom z Węgorzewa i okolic, i stąd ze Sztynortu 21 lipca opowiedzieć o tym samym dniu w 1944 roku, którego to dnia Heinrich von Lehndorff miał zostać zabrany przez gestapo i w momencie, kiedy gestapo stało z przodu przed drzwiami, on z tyłu uciekł do ogrodu. Chcemy, żeby dzieci miały możliwość przeżyć tę historię, i takim sposobem poinformować je o niej.]

Co Państwo jeszcze zaplanowali?

[Bettina Bouresh:

21 czerwca zrobimy  przedpołudniem małą konferencję, która jednak będzie tylko dla zaproszonych gości. Chodzi tam o to, jak można w przyszłości współpracować z działaczami z tego regionu, którzy pracują w obszarze kultury. Ale od popołudniu będzie otwarta konferencja, otwarta impreza, na którą mogą przybyć wszyscy zainteresowani, gdzie poinformujemy, jaki jest stan Sztynortu, co chcemy zrobić, jakie są plany. Chcemy dać możliwość, żeby każdy, kto chce, mógł wnieść swoje pomysły, zadać pytania, żeby naprawdę zachęcić ludzi, którzy tutaj mieszkają.]

To brzmi jak powiązanie osób działających w regionie, więc w istocie jak wydarzenie podobne do dzisiejszego, ale znacznie poszerzone. Jak doszło do dzisiejszego spotkania?

[Bettina Bouresh:

Właściwie było w planie rok temu, że będzie to spotkanie z wolontariuszami, którzy w ubiegłym roku byli tu aktywni. Z tego rozwinęło się coś takiego jak konferencja regionalna, która odgrywa rolę też w składaniu wniosku do Funduszu Norweskiego. Hasłem jest partycypacja – że my tam nie zrobimy czegoś w oderwaniu od życia, lecz, jeżeli chcemy tutaj stworzyć coś takiego, jak centrum kultury, powinni również ci mieć coś do powiedzenie, którzy być może później wykorzystają je dla działalności  kulturalnej.]

Dzisiaj obecni byli przedstawiciele wszystkich pokoleń, od uniwersytetu trzeciego wieku przez wolontariuszy do ludzi, którzy sami mogą zaoferować kursy. Jest więc potencjał. Ale najpierw potrzebna jest baza. Jak na podstawie aktualnych działalności rozwiały się liczby zwiedzających pałacu w Sztynorcie?

[Bettina Bouresh:

Mieliśmy już w 2017 roku tydzień festiwalu kultury, wtedy mogliśmy doliczyć się ok. 800 gości. W kolejnym roku, 2018, było już ok. 1.000 gości. A w ubiegłym roku mogliśmy tylko w tygodniu festiwalowym doliczyć się ok. 2.000 gości, ale zrobiliśmy od maja do końca sierpnia jeszcze ogólny program, a w tym całym czasie dzięki wolontariuszom liczyliśmy gości i prosiliśmy o wpisanie się do ksiąg gości – i naliczyliśmy od 6.500 do 7.000 gości w tych miesiącach letnich.]

Jak mogłyby wyglądać liczby w najbliższej przyszłości?

[Bettina Bouresh:

Jeżeli sobie wyobrazimy, że rzeczywiście uda się z pomocą tych funduszy norweskich nadać temu bieg, i w ciągu 3-4 lat pierwsza część budynku będzie gotowa i będziemy mogli ją eksploatować, a w ciągu kolejnych 3-4 lat – mówimy  w sumie o 7-8 latach – odbudowalibyśmy (prawie nie odważę się tego nawet pomyśleć) cały pałac w celu użytkowania, razem z sufitami polichromicznymi i wieloma innymi detalami, które odkrywamy właśnie razem z konserwatorami, wtedy możemy z pewnością przyjąć, że mamy co najmniej 10.000 gości, którzy tu w lecie wpadną.]

Nacisk leży na „w lecie”, liczba ta mogłaby więc jeszcze rosnąć, jeśli uda się przedłużenie sezonu turystycznego. Od czego to zależy? Do jakich grup społeczeństwa należy się zwrócić?

[Bettina Bouresh:

To ma również związek ze współpracą z inwestorami w terenie, co planuje King Cross. Jesteśmy właśnie w trakcie planowania współpracy z nimi, żeby regularnie się wzajemnie informować, że przejdziemy do współpracy. Jeszcze nigdy nie mieliśmy tak dużo wsparcia, od wysokiej polityki do tutaj, do podstaw. Spróbujemy to wykorzystać i zrobić z tego żywy proces, proces współpracy, żeby naprawdę wiele osób z regionu, którzy tego chcą i to lubią, z nami współpracowało i kształtowało ten Sztynort jako swoje miejsce, gdzie mogą się spotkać, rozmawiać ze sobą, kształtować programy, ale również dostać jakąś ofertę. To powinno powstać tu w Sztynorcie, a to powinni ludzie, którzy tutaj mieszkają, móc przyjąć.]

Wymieniła już Pani kilka razy fundusze norweskie, tzn. środki pochodzące z tzw. państw EFTA: Norwegi, Islandii i Księstwa Liechtenstein. Jak złożyć o nie wniosek, skąd impuls do aktualnego wniosku dla pałacu w Sztynorcie, a przede wszystkim, o jakich kwotach w ogóle mówimy?

[Bettina Bouresh:

Jest podobna struktura i wszystkie zasady jak dotyczące do UE. To dość skomplikowane, ale chodzi o dużo pieniędzy. Co jest piękne: w ubiegłym roku burmistrz gminy Węgorzewo zaprosił nas jako projekt Sztynort w sierpniu do wspólnego składania wniosku. W sierpniu już było jasne, że będzie specjalny program polski w ramach funduszy norweskich, i będzie możliwość, aby wnioskować o kwotę między 3 i 4 miliony Euro na odbudowę pałacu w Sztynorcie. Wszyscy wiemy, że jest to wielka kwota, ale nie wystarczy na cały pałac, ale – i to należy to tego wniosku – możemy powiedzieć już teraz, że składamy teraz wniosek nr 1, ale jeśli naprawdę chcemy to ukończyć, potrzebujemy co najmniej jeszcze drugiego wniosku i możemy to już teraz zapowiedzieć. Jesteśmy teraz w trakcie, pracujemy bardzo mocno nad tym, żeby skończymy wniosek nr 1 do terminu – dnia 15 marca wszystko musi być gotowe.]

To brzmi imponująco. Co dzięki takiej kwocie można byłoby zrealizować przy i w pałacu w Sztynorcie?

[Bettina Bouresh:

Jeśli wniosek ten zostanie przyznany, a myślę, że mamy dość dobre szanse na to, mielibyśmy w latach ´21 do ´23 możliwość, w ciągu tych trzech lat ukończyć jedną część budynku, której następnie moglibyśmy używać, i mamy trzy lata czasu, aby z pewnym budżetem na program kulturalny i edukacyjny trochę wypróbować pewne rzeczy i rozpocząć procesy. Będziemy wiedzieć pod koniec tego roku, czy dostaniemy środki czy nie. Jeśli to nie nastąpi, mimo to dalej będziemy działać. Fala właściwie płynie. Wszystko zrobimy, aby dalej działać, i oczywiście  mamy ogromną nadzieję, że wniosek zostanie przyznany i zrobimy krok do przodu. Zobaczymy.]

——-

Była to dr Bettina Bouresh, prezes Stowarzyszenia im Lehndorffa, w rozmowie z nami. Tematem były aktualny rozwój sytuacji dotyczącej pałacu w Sztynorcie, współpraca z mieszkańcami regionu i plany na następne lata.
2020-03-08 Piotr Wagner – Sztynort

1 marca mieszkańcy Sztynortu i okolic zaproszeni zostali na spotkanie regionalne w pałacu w Sztynorcie, zorganizowane przez Stowarzyszenie im. Lehndorffa, aby poinformować ich o najnowszym rozwoju sytuacji i snuć plany na przyszłość wraz z gośćmi. Organizatorem był ich „wysłannik” i wolontariusz Niemiecko-Polskiej Fundacji Ochrony Zabytków Kultury Piotr Wagner. Pełni on rolę przewodnika i gospodarza w pałacu w Sztynorcie. Rozmawialiśmy z nim na temat możliwej roli pałacu w kształceniu zawodowym w regionie:

——-

Jako duże było zainteresowanie spotkaniem? Jakie były jego cele?

[Piotr Wagner:

Zainteresowanie było dość duże. Zawsze zapraszamy tutejszych mieszkańców, a dzisiaj jest niedziela, tuż po mszy, to idealnie pasuje, aby przyjechać tu do pałacu i wspólnie napić się kawy. Chodziło przede wszystkim o to, żeby opowiedzieć osobom tutejszym, co w tym momencie robimy, jaki jest stan sprawy, jak toczy się sprawa wniosku, i jakie pomysły i wskazówki mają tutejsi mieszkańcy, co może się odbywać tutaj w lecie.]

Były kiedyś – jeszcze pod kierownictwem prof. Gottfrieda Kiesowa – plany, aby w pałacu w Sztynorcie kształcić młodych ludzi w zawodzie konserwator czy innych rzemieślników. Czy te plany są jeszcze aktualnie?

[Piotr Wagner:

Tak, myślimy o tym. Postanowiliśmy jeszcze w tym roku w październiku, kiedy będzie już trochę spokojniej, zorganizować warsztaty. Będą trwać tydzień i może na nie przyjechać również młodzież z Niemiec, to ważne: z obu państw, aby się tutaj spotkać. Będą to warsztaty pracy w drewnie. Mamy bardzo dobrych rzemieślników, którzy mogą się nimi zaopiekować.]

A propos rzemieślników. Ostatnio nad więźbą dachową mauzoleum pracowali tu w Sztynorcie wędrowni cieśle. Czy w tym roku znowu będą rzemieślnicy na wędrówce?

[Piotr Wagner:

Dobre pytanie. Ci rzemieślnicy, o których była mowa, już skończyli swoją pracę w mauzoleum – to wszystko bardzo dobrze się udało. Ale kto w tym roku przyjdzie, jeszcze nie możemy powiedzieć, to jest jeszcze w fazie planowania.]

Czy zaplanowane warsztaty już są krokiem w kierunku stałej szkoły?

[Piotr Wagner:

No, „szkołą” jeszcze  tego bym nie nazwał. Zawsze krok po kroku. Po pierwsze zaczynamy z małymi warsztatami, jeden tydzień, i zobaczymy, być może będzie powtórka wiosną.]

Dla prawdziwej szkoły potrzebny byłby internat czy odpowiednia infrastruktura, trzeba mieć ramowy plan kształcenia…

[Piotr Wagner:

…i musi być prowadzona według prawa polskiego itd. Dlatego startujemy najpierw warsztatami, praktyką długości jednego tygodnia.]

Czy taka szkoła tu na miejscu nie byłaby szansą na zmniejszenie bezrobocia?

[Piotr Wagner:

Dokładnie. Cały czas walczymy tu z bezrobociem. Dużo młodzieży studiuje, wszystko jedno co, wszystko jedno gdzie, najważniejsze jest studiowanie. A potem mamy problem bezrobocia. Tu trzeba zaoferować to, żeby młodzież mogła nauczyć się rzemiosła, a później  zdecydować, czy dalej będą to robić, czy nie. Więc krok po kroku.]

——-

To był Piotr Wagner, wolontariusz Niemiecko-Polskiej Fundacji Ochrony Zabytków Kultury, w rozmowie z nami. Pełni on w pałacu w Sztynorcie rolę przewodnika i gospodarza. Tematem była możliwa rola pałacu w kształceniu zawodowym w regionie.
2020-03-08 Wolontariusze Sztynort

1 marca  późnym przedpołudniem odbyło się spotkanie regionalne dla mieszkańców Sztynortu i okolic w pałacu w Sztynorcie, zorganizowane przez członków Stowarzyszenia im. Lehndorffa i działaczy obecnego i przyszłego użytkowania budynku. Obecni byli również wolontariusze, którzy w ubiegłym roku opiekowali się gośćmi z ramienia Centrum Informacji w pałacu. Zapytaliśmy ich o ich działalność i szanse dla regionu dzięki projektowi Sztynort:

——-

Proszę się krótko przedstawić:

[Dawid Dacko, Wiktoria Dacko, Marceli Chryniuk – wypowiedź w języku polskim]

Państwo pracują jako wolontariuszy w pałacu w Sztynorcie i opiekują się w lecie gościom, którzy chcą zwiedzić budynek. Dlaczego Państwo to zrobią?

[Dawid Dacko – wypowiedź w języku polskim]

Jak Państwo przygotowują się do nowego sezonu?

[Wiktoria Dacko – wypowiedź w języku polskim]

Czy to nie jest zbyt dużo wiedzy, którą Państwo muszą mieć o pałacu w Sztynorcie?

[Wiktoria Dacko – wypowiedź w języku polskim]

A jak wygląda to u Pana jako trzeciego w zespole?

[Marceli Chryniuk – wypowiedź w języku polskim]

Jaka jest sytuacja młodych ludzi tutaj w regionie Sztynort – Węgorzewo?

[Marceli Chryniuk – wypowiedź w języku polskim]

Czy dzięki pałacowi w Sztynorcie mają Państwo nadzieję znaleźć tu pracę, zostać tu?

[Dawid Dacko – wypowiedź w języku polskim]

Jakie efekty ma ten rozwój dla okolicy?

[Marceli Chryniuk – wypowiedź w języku polskim]

——-

Było to troje wolontariuszy: Dawid Dacko, Wiktoria Dacko i Marceli Chryniuk z Radziejów koło Sztynortu w rozmowie z nami. Opiekują się oni gośćmi z ramienia  Centrum Informacji w pałacu w Sztynorcie i oprowadzają ich po budynku.
Anna: I to była Allensteiner Welle w niedzielny wieczór, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Panstwu Anna Przywoźna. (ap/ad)

01.03.2020  (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w pierwszą niedzielę marca wita Państwa przy mikrofonie Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

–       Porozmawiamy z Davidem Katzem, odpowiedzialnym reżyserem, operatorem i montażystą, a równocześnie maturzystą Gimnazjum Filmowego w Babelsbergu, który opowie o swoim reportażu filmowym „Spurensuche in Allenstein/Olsztyn – Poszukiwanie śladów w Olsztynie / Allenstein“

–       Oraz z głównym bohaterem tego reportażu– Marcelem Kruegerem, który w ubiegłym roku dzięki stypendium Niemieckiego Forum Kultory Europy Wschodniej w Poczdamie spędził w Olsztynie pięć miesięcy.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.
Jingle – wiadomości

„Show szalonych naukowców“ zaprezentuje swoje eksperymenty w przyszły wtorek, 3 marca o godzinie 18.00 w Auditorium Maximum przy ulicy Wojska Polskiego 13. 70-minutowy spektakl skierowany jest do dzieci w wieku od 5 do 12 lat: pojawi się między innymi termin, instrument muzyczny, na którym gra się nie dotykając go.

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w tym tygodniu jak następuje: w piątek, 6 marca o godzinie 15.00 druga droga krzyżowa i w przyszła niedzielę, 8 marca o godzinie 15.00. Obie msze odbędą się w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2020-03-01 David Katz

21 lutego w kinie programowym o bogatej tradycji „Awangarda” w Olsztynie przedstawiono reportaż filmowy „Szukanie śladów w Allenstein/Olsztynie” po raz pierwszy z napisami polskimi. Portretuje on miasto i pisarza miejskiego Marcela Kruegera, który spędził w ubiegłym roku pięć miesięcy w Olszynie. Odpowiedzialnym reżyserem, operatorem i montażystą był Dawid Katz, maturzysta w Liceum Filmowym w Babelsbergu. Towarzyszył Marcelowi Krugerowi przez kilka dni z kamerą. Krótko przedstawimy go Państwu w wywiadzie:

——-

Jest Pan krótko przed ukończeniem Liceum Filmowego w Babelsbergu. Jak do tego doszło, że Pan – czy też Liceum Filmowe – kręci film o pisarzem miejskim w Olsztynie?

[David Katz:

W zasadzie to jest zlecenie Niemieckiego Forum Kulturowego Europy Wschodniej dla BFG Film Productions. To jest firma uczniów u nas w Liceum Filmowym. W Liceum Filmowym mamy lekcje z filmu jako dodatkowy element i w ramach tego istnieje ta firma uczniów, która realizuje zlecenia dla pewnych przedsiębiorstw. Niemieckie Forum Kulturowe robi to z nami już od 5 lat, i to bardzo dobrze funkcjonuje. Co roku robimy film o pisarzu miejskim, również w tym roku, a rok temu było to w Olsztynie.]

Przywiózł Pan ze sobą swojego opiekuna przy filmie w Olsztynie i nauczyciela w Pana szkole Uwego Fleischera, który dba o ekonomiczną stronę filmowej spółki producenckiej w Pana szkole. Czego on i jego koledzy uczą Państwa podczas lat spędzonych w Liceum Filmowym w Babelsbergu?

[David Katz:

Mamy dwa razy w tygodniu lekcje z filmu. Dodatkowo można uczestniczyć w firmie uczniów, gdzie jest do dyspozycji  sprzęt i łatwiej można realizować swoje projekty filmowe. Przede wszystkim uczymy się na początku, jak obchodzić się z kamerą, mniej rzeczy dotyczących scenariusza czy aktorstwa, dużo dotyczących montażu czy kamery, to są główne tematy. Aktualnie też są klasy teatru, gdzie uczy się aktorstwa, one są nowe w szkole. Mieliśmy małe warsztaty dotyczące scenariuszy, zostały krótko poruszone, są tam możliwości – mamy u  nas również ludzi, którzy znają się na pisaniu scenariuszy.]

A z taką bogatą i różnorodną wiedzą droga prowadzi tuż po maturze do filmu?

[David Katz:

Jeszcze nie bezpośrednio. Byłoby dobrze zebrać referencje, samo tylko bycie w szkole nie wystarcza. Oczywiście trzeba robić projekty filmowe itd. a najlepiej jeszcze pójść na uniwersytet filmowy. Ale jest bardzo dużo dróg prowadzących do branży filmowej. Najważniejsze jest utrzymywać kontakty i zbierać referencje.]

Czy przy filmach, które kręcicie i produkujecie, jak np. filmy o pisarzach miejskich, każdy może współpracować czy dokonujecie jakiegoś wyboru?

[David Katz:

Tak, jest procedura wyboru, zawsze najbardziej – tak mówmy – wpływowi uczniowie zostają wybrani. Są bowiem ludzie w szkole, którzy w ogóle nie interesują się filmem. Jest jakiś wybór, ale na pewno trzeba być w firmie uczniów.]

Czy może Pan bezpośrednio porównać obecny film z dotychczasowymi filmami? Jak Pan ocenia pracę przy filmie z Marcelem Kruegerem w Olsztynie?

[David Katz:

Przy innych filmach wcześniej nie było mnie, ale kręcenie tu w Olsztynie było bardzo dobre, bo z pisarzem miejskim Marcelem cały czas mogliśmy bardzo dobrze współpracować. On był bardzo luźny, nie trzeba było dawać mu tak wiele instrukcji, bo wszystko to po prostu wcielał w życie. Czasem jest tak, że z pewnymi ludźmi nie można tak dobrze współpracować, ale z Marcelem dobrze to funkcjonowało. A do tego miasto jest interesujące, szczególnie związki z historią Marcela, dlatego więc kręcenie uważam za bardzo interesujące, i dużo się nauczyłem z historii.]

Kiedy był Pan tu w czerwcu, dr Magdalena Gebala z Niemieckiego Forum Kultury Europy Wschodniej mówiła, że w ogóle nie chciał Pan skończyć kręcić i powstało dużo materiału zdjęciowego. Czy to nie było ostatecznie za dużo? Jak długo Pan siedział i opracowywał go?

[David Katz:

Tak, mieliśmy bardzo, bardzo dużo „śmieci”. Mieliśmy ogromnie dużo materiału wyjściowego, prawie miesiąc robiłem montaż. Poświęciłem wakacje jesienne na ten film, żeby go punktualnie dostarczyć w terminie, do 7 listopada. Było bardzo dużo materiału, z tego dużo niepotrzebnego. Ale zawsze lepiej nakręcić za dużo niż za mało.]

Jak wybierano miejsca do kręcenia scen? Które były pomysłem Pana, które Marcela Kruegera?

[David Katz:

Uzgodniliśmy to trochę z Marcelem, wcześniej zbadaliśmy, które miejsca możemy oglądać i wnieść do filmu. Dużo wniósł i Marcel, bo miejsca w filmie były związane z historią jego rodziny i przez to już mieliśmy pewną strukturę w filmie.]

Które wybrał Pan wcześniej, które spontaniczne dodano?

[David Katz:

Zastanawialiśmy się już, w jakich miejscach można byłoby kręcić. Na pewno ratusz, zamek w Olsztynie, to były miejsca „obowiązkowe”. Co jeszcze do tego doszło? Był Dom Mendelsohna na życzenie Marcela. I Mazury, tam również chcieliśmy kręcić – to było jasne.]

Czy w tym roku znowu jest Pan w zespole? Jak wygląda Pana czas po maturze i co dalej z Panem i branżą filmową?

[David Katz:

To będą uczniowie z obecnej klasy 11, zawsze są to inni uczniowie. Nie będę w tym, ale i tak mnie wtedy już nie będzie w szkole. Będę miał moją maturę, zrobię najpierw praktykę w dosyć dużym przedsiębiorstwem w Lipsku, potem prawdopodobnie wyższą szkolę filmową, tj. teraz uniwersytet filmowy w Babelsbergu, albo pójdę inną drogą, zobaczymy – na pewno film, inaczej zmarnowałbym ostatnie siedem lat.]

——-

To był David Katz, reżyser reportażu filmowego „Szukanie śladów w Allenstein/Olsztynie”, w rozmowie z nami. Film przedstawia pobyt pisarza miejskiego Marcela Kruegera, który w ubiegłym roku spędził pięć miesięcy w Olszynie. 21 lutegopo raz  pierwszy zaprezentowano wersję z napisami polskimi. Miejscem było kino programowe o bogatej tradycji „Awangarda” w Olsztynie.
2020-03-01 Marcel Krueger

W Berlinie świętują jeszcze dzisiaj wielkie postaci międzynarodowego świata filmu na Berlinale, lecz również w Olsztynie rozwinięto ostatnio (przynajmniej symbolicznie i fikcyjnie) czerwony dywan. 21 lutego w kinie programowym o bogatej tradycji „Awangarda” przedstawiono bowiem reportaż filmowy „Szukanie śladów w Allenstein/Olsztynie” pierwszy raz z polskimi napisami. Głównym bohaterem jest pisarz miejski Marcel Krueger, który dzięki stypendium Niemieckiego Forum Kulturowego Europy Wschodniej w Poczdamie spędził w ubiegłym roku pięć miesięcy w Olszynie. Z tej okazji spoglądamy razem z nim wstecz na ten czas – odpowiedział on na nasze pytania i te później podczas rozmowy po projekcji:

——-

Marcel Krueger, film nakręcony w czerwcu ubiegłego roku przestawia czas Pana stypendium jako pisarza miejskiego tu w Olsztynie. Jak powstało sformułowanie „Szukanie śladów” w tytule? Co się za tym kryje?

[Marcel Krueger:

Tytuł ma różne znaczenia, także dla filmowca Davida Katza. Chodzi o szukanie śladów historii mojej babci, którą przerobiłem już w książce „Z Prus Wschodnich do gułagu”. Chodzi o szukanie śladów do mojej następnej książki, to jest historia brata mojej babcie Franza czy też Franciszka Nerowskiego, który przed 1939 rokiem pracował jako szpieg dla II Rzeczpospolitej Polskiej. Ale również chodziło o to, co Marcel Krueger sam o siebie wynajduje w czasie swojego pobytu tu. Więc zdecydowano się na „szukanie śladów” w tytule.]

Czy w kwerendzie na temat brata Pana babci Franza Nerowskiego był Pan w stanie znaleźć dużo materiału?

[Marcel Krueger:

Dość dużo. Dostałem np. akta polskiej służby tajnej z muzeum wojskowego w Warszawie. Pracował on tu dla Związku Polaków w Niemczech, który istniał do 1939 roku i który dzisiaj znowu działa, w Banku Polskim, w Banku Spółdzielczym. Był jako pracownik tego banku w Berlinie. W czasie jego służby wojskowej w Wehrmachcie 1937-1938 szpiegował dla polskiej tajnej służby, podawał informacje o swojej jednostce itd. W roku 1941, kiedy Wehrmacht dostał się do archiwum polskiej służby tajnej w Warszawie, został wykryty, siedział rok w wiezieniu karnym w Brandenburg-Görden i tam został stracony jako zdrajca państwa. W moim czasie jako pisarza miejskiego zrobiłem dość intensywną kwerendę dotyczącą jego życia i mam teraz dosyć materiału, aby na tej podstawie napisać moją następną książkę.]

Jak ta nowa książka będzie prawdopodobnie wyglądała?

[Marcel Krueger:

Jeżeli chodzi o strukturę, będzie podobna do tej o mojej babci, miała przecież również dwa poziomy: po pierwsze historia mojej babci z jej perspektywy, gramatycznie w pierwszej osobie, a po drugie ten, gdzie ja opowiem o mojej podróży. To też będzie miała książka o bracie mojej babci, ale chodzi mniej o podróż, którą wykonuję, lecz bardziej o tematy takie jak lojalność, tożsamość, a nawet technika szpiegowska w latach 30. – spróbuje raczej zrobić z tego obraz czasów. Czego na pewno nie zrobię, o tym już zdecydowałem, nie opowiem jego historii w pierwszej to będzie w trzeciej osobie. Po prostu znałem swoją babcię jako człowiek i miałem poczucie, że mogę to zrobić, u Franza to nie jest możliwe.]

Z jednej strony mamy Pana babcię, która jako Niemka została deportowana na Ural, z drugiej strony brata babci, który oddał swoje życie dla Polski. Czy to nie jest trochę niezwykłe w jednej rodzinie?

[Marcel Krueger:

To jest sprawa, którą tutaj znalazłem, że warmińskość czy Warmiacy mają własną tożsamość, nie jasne ona podzielona polska czy niemiecka. Rodzina mówiła po polsku z sąsiadami, którzy mówili po polsku, i po niemiecku z niemieckimi sąsiadami. Myślę, że to naprawdę całkiem normalne dla tego regionu. Trzeba też pamiętać, że do 1918 roku nie było Polski, tzn. że dla Warmiaków, którzy przed tym mieli tożsamość polską, Warmia była ich tożsamością, nie mieli państwa narodowego, na które mogli się powoływać. Była ona [warmińskość] dla wielu rodzin tutaj naprawdę reprezentacyjna – tożsamość pomiędzy niemiecką a polską.]

Co znaczy ta tożsamość „pomiędzy” dla Pana? Pan przecież również żyje w dwóch i teraz nawet w trzech krajach…

[Marcel Krueger:

To jest dla mnie fascynujące, bo ja mogę wybrać sobie moją tożsamość. Dobrowolnie przeprowadziłem się z Niemiec do Irlandii, mieszkam w Irlandii, tam mam moje życie – anglojęzyczne, irlandzkie, ale nikt mi nie groził śmiercią. To jest to, co zrobił Franz, który tak bardzo był lojalny i przekonany do tego państwa, do tej sprawy, że świadomie narażał się na niebezpieczeństwo śmierci. Jest dla mnie bardzo interesujące zajmować się tym, co to znaczy, kiedy ktoś w wieku ok. 25 lat decyduje się pójść tą drogę, czego nie zrozumiem. Ja w tym wieku nie byłem w stanie decydować w ogóle o czymkolwiek.]

A propos podwójnej tożsamości. W filmie wymieniono cmentarz w Barczewie, gdzie chowano zmarłych i Niemców i Polaków. Jak to się dzieje, że Pan natyka się na takie miejsca? Jakie znaczenie ma tu ziemia w tym kontekście historycznym?

[Marcel Krueger:

Naprawdę lubię dużo spacerować (jak w filmie pokazano), i wtedy znajduję takie miejsca „przejściowe”, których ktoś inny normalnie nie spostrzega na pierwszy rzut oka, które jednak są częścią życia codziennego i w końcu we własnym życiu istotne. Nie chodzi o to, czy jest niemiecka czy polska, i do 1945 roku niemiecka itd., lecz jest tak, że rolnicy dzisiaj obrabiają tę samą ziemię, co ci wcześniej we wsi, z której pochodzi moja babcia, i chodzi o ziemię, którą obrabiają, i wszystko jedno, gdzie wcześniej była granica.]

Trafił Pan podczas Pana kwerendy niespodziewane na polską linię Pana rodziny. Jak to zmieniło samego Pana i Pana stosunek do Pańskiej pracy?

[Marcel Krueger:

Dokładnie, znalazłem tutaj polską rodzinę, o której istnieniu nie wiedziałem. I to było dla mnie bardzo emocjonujące. Myślałem, że podejmuje się tego jako autor, jako człowiek, który wykonuje kwerendę, próbuje znaleźć rzeczy, i przez dystans może napisać książkę. Przypadkowo spotkaliśmy kuzyna (starszego pokolenia) mieszkającego w Kaplitynach, dzięki pośrednictwu wójt Krystyny Szter, a wtedy w ten weekend mój ojciec był w odwiedzinach u mnie – to było pełne emocji dla mnie, bo naprawdę był ktoś, kto reprezentuje moją rodzinę na Warmii, na co nie liczyłem, że można znaleźć tu żyjącego, oddychającego członka mojej rodziny – i to było bardzo pięknie.]

Do Pana podwójnej tożsamości dołącza więc jeszcze trzecia strona. Czy będzie Pan z tego powodu też częściej tu, w Olsztynie?

[Marcel Krueger:

Utwierdziło mnie to z jednej strony w tym, że można mieć podwójną tożsamość, którą i tak mam jako Niemiec żyjący w Irlandii, a byłem przekonany, że ludzie mogą mieć dwie tożsamości. Nie pozwoliłbym sobie powiedzieć, że mam tożsamość polską, ale było dla mnie cały czas pozytywnym i fascynującym, odkryć tę część historii mojej rodziny, a także móc powoływać się na to jako człowiek. To oznacza oczywiście również pewną więź z tym miejscem. Wróciłem teraz na premierę filmu, będę w czerwcu z innym zespołem kamerzystów, są to przyjaciele kręcący film dokumentalny o Franzu, mniej ze mną jako głównym bohaterem, lecz naświetlimy w krótkim 15-20 minutowym filmie życie Franza. Już zaczęliśmy kręcić w Berlinie. Jestem więc ciągle dalej w Olsztynie, jeszcze nie skończyłem z tym miastem.]

Jakie skutki poza tym ma stypendium na Pana działalność w najbliższej przyszłości? Co czeka na Pana w Pana programie?

[Marcel Krueger:

Oczywiście chcę utrzymywać kontakty, które tutaj nawiązałem z Borussią, z mniejszością niemiecką, z miastem Olsztyn. Jeśli mogę trochę być ambasadorem Olsztyna w Niemczech, w Irlandii, chętnie to zrobię. Ta więź dalej zostanie i dla mnie osobiście jest bardzo emocjonalna. Zrobię to w tym roku bardziej intensywnie, pójdę do szkół; w tym tygodniu miałem pierwszy termin w liceum w Hürth w Nadrenii Północnej Westfalii, gdzie mówić będę o babci i bracie babci, ale również o podwójnej tożsamości. Mam wieczór autorski w Norymberdze 12 marca i jestem pod koniec kwietnia w Zgorzelcu, kiedy będą tam Dni Literatury nad Nysą. Jestem tam z dwoma innymi pisarzami miejskimi, z Barbarą Terio, która była dwa lata temu we Lwowie, i Marko Martinem, pisarzem miejskim z Wrocławia, a mówić będziemy wtedy o pracy pisarza miejskiego i o tym, co to znaczy dla nas po pewnym czasie. Będą bardzo interesujące wykłady i wieczory autorskie, które z tego wynikają.]

Powiedział Pan, że stypendium nie tylko było dobrym do wspomagania, lecz również wniosło przede wszystkim przez blog sensowną strukturę w Pana czas. Jako jak ważne ocenia Pan takie wsparcie dla siebie i w ogóle?

[Marcel Krueger:

Było to dla mnie i zawodowo, i osobiście wielkie wzbogacenie. Generalnie uważam wsparcie takich projektów za bardzo ważne. Nie tylko, że Niemcy przyjadą do Polski czy Polacy do Niemiec, lecz też ludzie z Afganistanu dostaną może być takie stypendium w Szwajcarii; stała wymiana różnych światopoglądów, różnych perspektyw jest po prostu bardzo ważna. Przychodzi mi do głowy cytat jednego z sygnatariuszy Porozumienia Wielkopiątkowego (w Irlandii, jest to John Hume): „Kwintesencją człowieka jest różnica” – jeśli uda nam się to pokazać ludziom, takie projekty są bezcenne.]

——-

Był to Marcel Krueger, który dzięki stypendium Niemieckiego Forum Kulturowego Europy Wschodniej w Poczdamie spędził w ubiegłym roku pięć miesięcy jako pisarz miejski w Olszynie, w rozmowie z nami. Okazją była premiera reportażu filmowego „Szukanie śladów w Allenstein/Olsztynie” z napisami polskimi, dnia 21 lutego. Film, który przedstawia pobyt Marcela Krueger, zaprezentowano w kinie programowym o bogatej tradycji „Awangarda” w Olsztynie.
Jingle – koncert życzeń

W pierwszą niedzielę miesiąca poglądamy jak zwykle na jubilatów z miesiąca poprzedniego w mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach. Dzisiaj są to jubilaci z lutego 2020:

Nidzickie stowarzyszenie mogło pogratulować ośmiu swoim członkom, przy czym od 13 lutego Anna Pychewicz ma 85.

W Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej w Kętrzynie zanotowano pięciu jubilatów, wśród nich Jana Dombowskiego z już 90 latami.

W Ełku w Stowarzyszeniu7 Mniejszości Niemieckiej „Masuren“ cieszyć się mogło troje jubilatów. Walter Barczewski i Gerhard Kudricki od 14 i od  17 lutego mogą spoglądać na swoje 89 lat, Gertrud Bombalska od 15 lutego już na 92 lata.

Stowarzyszenie Przyjaźni Niemieckiej „Rosch“ w Piszu miało siedmiu jubilatów na swojej liście. Szczególnie podkreślić chcielibyśmy  Ditmara Leymańczyka z 80 latami.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej “Warmia” w Lidzbarku Warmińskim miało pięć, a Stowarzyszenie Niemieckie „Natangen“ w Górowie Iławeckim sześć osób, które wkroczyły nowy rok życia. W Lidzbarku Gerda Kubik może spoglądac na swoje 87 wiosen, a Greta Lipczyńska na 86.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ z Ostródy przesłało nam zestawienie z sześcioma jubilatami. Henryk Domin skończył tam 95, a Elżbieta Preuhs – 86 lat.

Poza tym na swoje 55 lat od 27 lutego spoglądać może wstecz  Małgorzata Strehlau ze Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej „Joachim Schulz“ w Pasłęku.

My z Allensteiner Welle gratulujemy serdecznie Państwu oraz wszystkim niewymienionym jubilatom, życzymy wszystkiego najlepszego i mamy dla Państwa piosenkę „Maggie“ grupy Keimzeit.
Anna: I to była Allensteiner Welle w pierwszą niedzielę marca, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień  mówi Państwu Anna Przywoźna.

23.02.2020 (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w ostatnią niedzielę lutego przy mikrofonie wita Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W dzisiejszej audycji:

– Porozmawiamy z pastorem Witoldem Twardzikiem z Pasymia na temat prac renowacyjnych we wnętrzu tamtejszego kościoła – tym razem o instrumentach, tak zwanych fisharmoniach

-konsul generalna Republiki Federalnej NIemiec w Gdańsku Cornelia Pieper przedstawi nam postać pierwszego konsula w Gdańsku Lothara Förstera

– i zabierzemy Państwa do muzeum Volkswagena w okolicach Gdańska.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.
Jingle – wiadomości

Ostatnia szansa dla młodych ludzi w wieku od 14 do 22 lat z bogatą wiedzą na  temat Niemiec aby zgłosić się na quiz „Wie gut kennst Du Deutschland? – Jak dobrze znasz Niemcy?“. Odbędzie się ona w czwartek, 27 lutego o godzinie 16.30 w Domu Kopernika Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej przy ulicy Partyzantów 3 w Olsztynie. Dalszych informacji udziela menadżer do spraw kultury Instytutu Spraw Zagranicznych w regionie Warmii i Mazur Julia Herzog pod adresem herzog@ifa.de.

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w tym tygodniu:

– w środę 26 lutego – Środę Popielcową – o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach,

– w piątek, 28 lutego o godzinie 15.00 pierwsza Droga Krzyżowa w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie

– i w przyszła niedzielę 1 marcaa o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach i o godzinie 15.00 w klasztorze katarzynek w Lidzbarku Warmińskim.

Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza na wszystkie msze.
2020-02-23 Witold Twardzik Fisharmonie

Kościół ewangelicko-augsburski w Pasymiu ma już ponad 600 lat i jest tym samym jednym z najstarszych kościołów w regionie. W ostatnich latach budynek mógł być krok po kroku remontowany. Również w 2019 roku przeprowadzono prace, ale nie dotyczyły budynku, lecz wyposażenie wewnątrz kościoła. Dotyczyło to między innymi instrumentów, a dokładnie fisharmonii. Na ten temat rozmawialiśmy z pastorem Witoldem Twardzikiem, proboszczem pasymskiej parafii:

——-

W projekcie, który Państwo zrealizowali w 2019 roku były z jednej strony w centrum zainteresowania stały historyczne tablice do  numerów pieśni w kościele w Pasymiu, ale było jeszcze coś innego związanego z muzyką do wyremontowania. Co poza tym działo się w ubiegłym roku?

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku niemieckim]

Jak i kiedy powstała fisharmonia? Czy istnieje jeszcze wiele działających tych instrumentów?

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku niemieckim]

Ile z Państwa 14 instrumentów mogło zostać odremontowanych?

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku niemieckim]

Kiedy porównuje Pan fisharmonię z organami elektronicznymi czy keyboardami, co by Pan preferował? Czy fisharmonia jeszcze ma przyszłość?

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku niemieckim]

Kiedy rozpoczynają się Pasymskie Koncerty Muzyki Organowej i Kameralnej w tym roku? Który z artystów dostąpi zaszczytu zaprezentowania fisharmonii publiczności?

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku niemieckim]

——-

Był to pastor Witold Twardzik, proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej w Pasymiu, w rozmowie z nami. Tematem była renowacja w 2019 roku fisharmonii ponad 600-letnim lat kościele pasymskim.
2020-02-23 Cornelia Pieper o Lotharze Försterze

3 lutego otwarta została  w Konsulacie Generalnym Republiki Federalnej Niemiec w Gdańsku wystawa dotycząca 100-lecia istnienia konsulatu. W swoim przemówieniu na powitanie konsul generalna Cornelia Pieper skupiła się na postaci pierwszego konsula generalnego w Gdańsku Lothara Förstera. Spójrzmy z nią na tę interesującą postać z historii konsulatu i miasta Gdańsk:

——-

Osobowości, nie zasady wprawiają czasy w ruch – tym cytatem Oscara Wilde´a obecna dwudziesta konsul generalna Republiki Federalnej Niemiec w Gdańsku Cornelia Pieper poruszyła od razu na początku centralny temat wystawy: postaci konsulów. Utworzenie konsulatu generalnego jest historyczne oczywiście związane z zakończeniem I wojny światowej oraz z powstaniem Wolnego Miasta Gdańsk:

[Kornelia Pieper:

Polska odzyskała w 1918 roku swoją niepodległość, koniec władz zaboru oznaczał dla Drugiej Republiki Polskiej z jednej strony odzyskanie suwerenności jako państwa, z drugiej strony dla Prus – wycofanie się ze swoim państwem urzędniczym. 15 listopada 1920 roku jest również datą utworzenia Wolnego Miasta Gdańsk przez Ligę Narodów, poprzednika ONZ.]

Tego, że Gdańsk jako miasto będzie delikatnym tematem między Rzeszą Niemiecką i nowo „narodzonym” państwem – Polską, można było oczekiwać,  tym bardziej, że z powodu bliskości do Berlina zawsze bywało dużo niemieckich urzędników w tym mieście hanzeatyckim. Lothar Förster nie był przy tym jakimś urzędnikiem, on był najważniejszym, jak mówiła Cornelia Pieper:

[Kornelia Pieper:

Głównym działaczem ówczesnego czasu był powołany w 1910 roku prezydent administracji Lothar Förster. On był pierwszym konsulem generalnym tego konsulatu generalnego, w tej funkcji przynajmniej został uznany przez ówczesnego Wysokiego Komisarza Towera, także z powodu swojej działalności. Po zakończeniu administracji pruskiej został on w mieście, umiejętnie postępując udaremniał nawet przeprowadzenie swojej dymisji przez Radę Pracowników i Żołnierzy, i został z dniem 4.12.1919 mianowany przez Ligę Narodów Komisarzem Rzeszy i Państwa do likwidacji wszelkich interesów Prus w wyniku traktatu wersalskiego.]

I miał dzięki kontaktom z powołanym dla Gdańska przez Ligę Narodów Wysokim Komisarzem Towerem do pewnego stopnia wpływ (na sytuację):

[Kornelia Pieper:

13 lutego wymieniony wyżej Sir Reginald Tower przejął jako Wysoki Komisarz Ligi Narodów administrację. Ale że nie był w stanie sam wykonywać swoich licznych zadań i potrzebował doradców, wziął na swoją stronę Lothara Förstera. Zaszło to tak daleko, że Tower powrócił do jego propozycji i je zrealizował. Förster natomiast w ogóle nie spieszył się z likwidacją pruskiego aparatu urzędniczego, więc jeszcze do końca 1921 roku na budynku poczty senatu widniały stare stemple wejściowe nadprezydenta rejencji Prus.]

Lothar Förster miał podobno dobre wyczucie sytuacji i był dobrym taktykiem. W tym samym czasie miasto było drogie jemu sercu jako prezydentowi administracji rejencji Gdańska. Dbał więc o to, że nikt nie mógł go odesłać:

[Cornelia Pieper:

Nie można było go przepędzić z miasta, bo zrezygnował z własnego obywatelstwa i został obywatelem miasta Gdańsk – Wolnego Miasta Gdańsk – i takim sposobem mógł tu zostać.]

Uznanie znalazł nie tylko wśród administracji alianckiej, lecz również w Rzeszy Niemieckiej, co doprowadziło do naprawdę kuriozalnego szczegółu dla urzędników w Gdańsku, jak opowiada Cornelia Pieper:

[Cornelia Pieper:

Interesujące jest też to, że 15.000 ówczesnych pruskich urzędników w Gdańsku było uznawanych za zawieszonych w Niemczech, ale mimo to Rzesza Niemiecka  wypłacała im jeszcze pensję, to trzeba sobie wyobrazić.]

W tym samym czasie zawieszony i jednak opłacany, to brzmi – jeszcze w dodatku w ówczesne trudnych czasach – luksusowo.

Poprzez akceptację również wśród (polskiej) administracji Gdańska Lothar Förster mógł dodatkowo przejąć rolę niemieckiego konsula:

[Cornelia Pieper:

Jego umiejętności wysoko ocenione zostały też przez ówczesny senat, przez prezydenta miasta Sahma. W ten sposób Förster, który cieszył się dużym zaufaniem wszystkich, wykonywał oprócz bieżących działań administracji cywilnej również sprawy konsularne.]

Stworzenie oficjalnego konsulatu na przełomie roku 1920 i 1921 nie było możliwe. Sprawy konsularne Förster załatwiał w ówczesnym budynku sądów w swoim biurze, jak mówiła Cornelia Pieper…

[Cornelia Pieper:

…którym Förster najpierw pokierował jako organizacją poprzedzającą konsulat generalny, ale mimo to nie była to prowizorka, ucieleśniał on swoją osobą  konsulat generalny. Förster kierował konsulatem generalnym do wiosny 1923 roku, potem ustąpił miejsca uznanemu ekspertowi do spraw wschodnich Ministerstwa Spraw Zagranicznych Herbertowi von Dirksenowi, którego w 1933 roku zastąpił Edmund Thermann.]

A również po zakończeniu swojej kadencji nie mógł uwolnić się od „swojego” Gdańska, jak relacjonowała na zakończenie Cornelia Piper:

[Cornelia Pieper:

Förster nigdy się nie rozstał z Gdańskiem. Nie tylko został Gdańszczaninem, lecz po ustąpieniu ze służby dyplomatycznej został tu, i  tu zmarł w 1939 roku.]

——-

Były to fragmenty z powitania konsul generalnej Republiki Federalnej Niemiec w Gdańsku Cornelii Pieper podczas otwarcia w tamtejszym konsulacie wystawy dotyczącej 100-lecia jego istnienia. Najważniejszym tematem był przy tym pierwszy konsul generalny w Gdańsku Lothar Förster, który był interesującą postacią historii konsulatu i miasta.
2020-02-23 Muzeum Volkswagena

Czy koniecznie trzeba jechać do Wolfsburgu, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat samochodów marki Volkswagen i podziwiać je w naaturze? Wcale nie. 19 kilometrów od Gdańska przzy drodze do Szwajcarii Kaszubskiej leży miejscowość Pępowo. Tam znajduje się Muzeum Volkswagena należące do Zenona Sucheckiego i jego żony. Rozmawialiśmy z panem Zenonem, aby dowiedzieć się więcej o muzeum i powodach jego istnienia:

——-

Ile dużych Volkswagenów ma Pan tu w muzeum i ile modeli samochodów? Ile lat mają najstarsze egzemplarze?

[Zenon Suchecki – wypowiedź w języku polskim]

Czy Pana samochody również jeżdżą? Czy można je wypożyczyć?

[Zenon Suchecki – wypowiedź w języku polskim]

Kiedy ktoś koniecznie chce wziąć ślub w „garbusie” czy „ogórku”, to on czy ona jest na pewno wielkim fanem tych modeli. Czy jest tych fanów Volkswagena dużo w Polsce i w regionie?

[Zenon Suchecki – wypowiedź w języku polskim]

Ile różnych garbusów Pan posiada? Czy można rozróżnić rok produkcji garbusa po jego wyglądzie, i co byłoby typową cechą wyróżniającą w tym przypadku?

[Zenon Suchecki – wypowiedź w języku polskim]

Jakie inne cechy mogłyby pomóc Panu oprócz tego przy ustaleniu roku produkcji?

[Zenon Suchecki – wypowiedź w języku polskim]

Czy również w przypadku Golfa istnieją podobne cechy wyróżniające?

[Zenon Suchecki – wypowiedź w języku polskim]

Kiedy zaczęła się Pana przygoda z jazdą samochodem? I czy było to od razu Volkswagenem?

[Zenon Suchecki – wypowiedź w języku polskim]

Z czasem zebrało się u Pana dzięki tym silnym sentymentom kilka egzemplarzy różnych Volkswagenów. Który z nich jest najważniejszy, który najbardziej wartościowy?

[Zenon Suchecki – wypowiedź w języku polskim]

Naprawdę wielka kwota. Ale czy może się Pan właściwie zdobyć na to, by sprzedać któryś z Pana skarbów?

[Zenon Suchecki – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to Zenon Suchecki, właściciel Muzeum Volkswagena w Pępowie w rozmowie z nami. Zwiedzanie muzeum można bardzo dobrze połączyć z wypadem do Szwajcarii Kaszubskiej albo ze zwiedzaniem Gdańska.
Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu  Anna Przywoźna. (ap/łw)

16.02.2020 (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle w połowie lutego, przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami.

Dziś w audycji:

Porozmawiamy z profesor doktor Elke Freifrau von Boeselager z Archiwum Politycznego Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Berlinie. Była ona gościem podczas otwarcia wystawy na temat konsulatu niemieckiego w Gdańsku i rozmawialiśmy z nią na temat Archiwum.

To usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

W ubiegłym roku Marcel Krueger był przez 5 miesięcy w Olsztynie jako pisarz miejski. W lipcu odwiedziła go grupa uczniów Liceum Filmowego w Babelsbergu. Z tej wizyty powstał film o pisarzu miejskim, który w listopadzie miał swoją premierę w Niemczech. 21 lutego o godzinie 18.00 w Kinie Awangarda w budynku naprzeciwko olsztyńskiego ratusza film ten zostanie po raz pierwszy zaprezentowany z polskimi napisami. Wstęp wolny.

*****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszłym tygodniu, 23 lutego, o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2020-02-16 Politisches Archiv

Niemiecka polityka zagraniczna istnieje od 150 lat, niemiecki konsulat w Gdańsku – od 100 lat. Wydarzenia z tych lat są udokumentowane w Archiwum Politycznym Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Berlinie. Na temat Archiwum rozmawialiśmy z jego dyrektor panią profesor doktor Elke Freifrau von Boeselager w Gdańsku z okazji otwarcia wystawy na temat niemieckiego konsulatu.

——-

Gdzie znajduje się Archiwum Polityczne Ministerstwa Spraw Zagranicznych?

[Elke Freifrau von Boeselager:

Jak sama nazwa wskazuje, w Federalnym Ministerstwie Spraw Zagranicznych; trzeba to sobie wyobrazić, naprawdę bezpośrednio tam. Federalne Ministerstwo Spraw Zagranicznych znajduje się w Berlinie w [budynku] byłym Reichsbanku, co oznacza bardzo ładny stary budynek z grubymi ścianami i – co oczywiście bank zawsze ma – sejfy. Te sejfy są trzema piętrami pod ziemią, każde piętro ma 1.800 metrów kwadratowych, więc to naprawdę wielka rzecz i oczywiście mamy dużo miejsca na nasze archiwalia. Wielkość robi wrażenie, a jeżeli jestem już przy liczbach, dam Panu jeszcze więcej. Mamy w sumie około 27 kilometrów akt, metry są obliczane według metrów półek, a znajduje się tam także 36.000 kontraktów państwowych. Wspominam o tych umowach osobno, ponieważ są one właściwie podstawą tego, że istnieje Archiwum w Federalnym Ministerstwie Spraw Zagranicznych.]

Kiedy założono Archiwum Polityczne i jak wyglądało wcześniej zbieranie ważnych dokumentów i akt?

[Elke Freifrau von Boeselager:

Archiwum jest – i to bardzo interesujące – tak stare, jak niemiecki konsulat generalny w Gdańsku, czyli ma sto lat. Powstało po I wojnie światowej, formalnie jako archiwum. Wcześniej, trzeba to sobie wyobrazić, Ministerstwo miało coś w rodzaju starego rejestru, to znaczy, że właśnie miało pokój, myślę, że był w starym budynku przy Wilhelmstrasse pod dachem, i tam pakowano wszystkie akty i wszystkie umowy, które chciało się zachować. Oznacza to, że poprawne pod względem formalnym archiwum, którym – i to jest wspaniałe – zawsze specjaliści-archiwiści zajmują się od stu lat, tak naprawdę istnieje dopiero od stu lat.]

Sejfy bankowe – to brzmi już o wielu lepiej, przede wszystkim z powodu bezpieczeństwa. W jakich warunkach trzeba jednak przechować archiwalia, czyli w większości papier, żeby dobrze się zachowały?

[Elke Freifrau von Boeselager:

Z papierem jest to stosunkowo łatwe, ponieważ mamy wieloletnią wiedzę, jakie [warunki] powinny być najlepsze, czyli 50% wilgotności powietrza i temperatura, która powinna wynosić między 16 a 18 stopni. Jednak nie mamy tylko papieru, ponieważ mamy, jak powiedziałam, traktaty, a niektóre z tych traktatów są nawet spisane na pergaminie – tzn. istnieją pewne dokumenty ratyfikacyjne, które są na pergaminie – i oczywiście niektóre z nich mają na sobie pieczęcie, woskowe pieczęcie w puszkach dla pieczęci, te puszki mogą być wykonane z metalu, czasem nawet z prawdziwego srebra, ale również wykonane z drewna. Istnieje także inna forma pieczęci, są to pieczęcie, które są dociskane na dokumenty, te pieczęcie lakierowe. Filmy i mikrofiszki są oczywiście szczególnie wrażliwymi materiałami i oczywiście mamy stare filmy w specjalnej komorze chłodniczej, gdzie są przechowywane w specjalnym miejscu.]

Do wystawy na temat niemieckiego konsulatu oprócz różnych, prosto wyglądających akt, dołożyliście Państwo również pieczęcie konsulatów. Wspominała Pani pieczęcie i puszki do pieczęci. Czy papier to jest to, co jest najmniej piękne?

[Elke Freifrau von Boeselager:

To zależy. Właściwie musimy powiedzieć, że rzeczy z XIX wieku to rzeczy piękne, to rzeczy, na które zawsze lubi się patrzeć i które również uważa się za szczególnie cenne, ponieważ mają tak pięknie wykonane rysunki. Mamy na przykład amerykański dokument ratyfikacyjny, który wygląda jak średniowieczne malarstwo książkowe z małymi ptakami i wieloma ozdobami. Cała sprawa jest w rzeczywistości dziewiętnastowieczna i trzeba powiedzieć, że po I wojnie światowej cały wystrój i forma dyplomatyczna staje się coraz skromniejsza, całkiem prosta. A jeśli dziś zobaczą Państwo kontrakty, takie jak jeden z najnowszych, traktat z Akwizgranu podpisany w zeszłym roku przez ministra spraw zagranicznych Maasa, to on nawet nie ma pieczęci, są tylko podpisy Angeli Merkel i Heiko Maasa. To jest bardzo, bardzo prosta, właściwie strona maszynopisu. Uważam to za trochę smutne, ale to tylko znak czasu i każdy czas ma swoje własne formy wyrażania się.]

Wróćmy jeszcze do pieczęci – mają one różne formy. Okrągłe z papierem nazwała Pani w swoim wykładzie w Gdańsku rok temu „pieczęciami opłatkowymi”. Jak one powstają i jakie inne pieczęcie istnieją poza tym?

[Elke Freifrau von Boeselager:

Mówi się o pieczęciach opłatkowych, gdy w grę wchodzi papier. Trzeba sobie wyobrazić, że pieczęć opłatkowa jest również zrobiona z wosku, na papierze jest odrobina wosku, następnie kładziesz kolejny papier na te odrobiny woskowe, a następnie wciskasz stempel pieczęcią, i w ten sposób wygląda to trochę trójwymiarowo. Prostych pieczęci woskowych jednak nie mamy w naszych archiwach, są bardziej średniowieczne, więc po prostu upuszcza się wosk na papier lub pergamin. Dlatego właśnie z XIX wieku mamy w naszym archiwum pieczęcie woskowe w puszkach, czyli puszki metalowe lub drewniane, o których już wspomniałam, ponieważ tak oczywiście wosk pozostaje w formie i jest łączony sznurkiem z tej puszki z kontraktem, który zwykle jest oprawiony jak mała książka. W archiwum nie mamy żadnych dociskanych pieczęci woskowych, mamy tylko pieczęcie dociskane z laku pieczęciowego.]

Czy sznurki między puszkami dla pieczęci i dokumentami mają większe znaczenie? Coś podobnego jest i przy umowach u notariusza…

[Elke Freifrau von Boeselager:

Oczywiście w sznurku ważne jest, aby pieczęć była połączona nim z dokumentem, który zostaje przez nią przypieczętowany, naprawdę uwierzytelniany. Mamy niektóre z tych sznurków w barwach narodowych. Na przykład Francja miałaby niebiesko – biało – czerwony lub u nas byłby czarno –czerwono – złoty. Fakt, że sznury wiązane są z tych barw narodowych, stanowi dodatkową ozdobę, która jest dodawana do samej pieczęci.]

Jaka była najpiękniejsza puszka, najpiękniejszy pojemnik, który się Pani do tej pory przytrafił?

[Elke Freifrau von Boeselager:

To, co zawsze robi największe wrażenie, a także imponuje ministrom, którym to pokazaliśmy, to puszka do pieczęci z czasów królowej Wiktorii. To jest srebrna puszka z herbem państwowym Wielkiej Brytanii. To jest takie okazałe, ponieważ jest wykonane ze srebra. Ale muszę powiedzieć, że mam takie szczególne egzemplarze, małe szwajcarskie puszki do pieczęci, które są toczone z cudownego drewna orzechowego i szczególnie je lubię.]

—[muzyka]

Słuchacie Państwo nadal naszej rozmowy na temat Archiwum Politycznego niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Pani Freifrau von Boeselager, Archiwum Polityczne Ministerstwa Spraw Zagranicznych w pierwszej kolejności jest archiwum służącym zachowaniu akt w odpowiednich warunkach otoczenia. Ale w tym samym czasie musi pracować na bieżąco, i akty muszą być dostępne. Jak ktoś dociera u Państwa do dokumentów?

[Elke Freifrau von Boeselager:

Można oczywiście dotrzeć do naszych akt. Oczywiście jesteśmy bardzo otwarci, i istnieje ustawa o archiwach federalnych, która mówi: wszystkie akta, które są starsze niż trzydzieści lat i nie są w żaden sposób sklasyfikowane (jako poufne), są publicznie dostępne. Ale mamy do tego osobne pomieszczenie, czytelnię z trzydziestoma miejscami, i mile widziani są naprawdę wszyscy, którzy mają sprawy i chcą zbadać konkretne pytanie. Zwykle kontaktują się z nami dzień wcześniej, wysyłając do nas wiadomość e-mail za pośrednictwem formularza kontaktowego na naszej stronie internetowej, a następnie umawiając się na spotkanie w celu dokonania rezerwacji. Mamy wystarczającą liczbę archiwistów, mamy sześć osób w służbie najwyższej i dziesięć osób w służbie wyższej, więc odwiedzający są dzięki nam dobrze poinformowani, tak by mogli znaleźć to, czego chcą. Ale ma Pani rację, znów poruszając temat temperatury, tam, gdzie przechowywany jest materiał archiwalny, w piwnicach, nikt nie pracuje. Oczywiście nie pracujemy w magazynach, lecz mamy nasze biura. A przez fakt, że elektronicznie zapewniliśmy dostęp prawie do wszystkiego, wiemy dokładnie, które akta są na której półce, musimy tylko zejść w pojedynczych przypadkach i wyciągnąć te rzeczy. Poza tym robią to magazynierzy, którzy również wydają akta, które są odczytywane przez użytkowników w czytelni.]

Do piwnic więc prawie nikt nie wejdzie. Czy zrobiliście Państwo kiedyś wyjątek dla kogoś?

[Elke Freifrau von Boeselager:

To jest/była księżniczka Sirindhorn z Tajlandii, naprawdę tego chciała. Miała tylko jedno spotkanie w Berlinie i było to w naszym archiwum. Nie mogłam w to uwierzyć, kiedy została zapowiedziana za pośrednictwem ambasady, ale naprawdę chciała zobaczyć, gdzie są te rzeczy. Robimy to bardzo rzadko, ponieważ archiwum jest narzędziem Federalnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i badań. Odwiedziny są naprawdę bardzo, bardzo dużym wyjątkiem, ponieważ nie jesteśmy muzeum. Niestety, szkoda, czasami chciałbym mieć muzeum dyplomacji, ale jesteśmy po prostu przechowalnią międzynarodowych traktatów i powiązanych z nimi aktów. Można je zobaczyć w czytelni, wizyta w magazynach jest dostępna niewielu osobom.]

Powiedziała Pani, że dokładnie Pani wie, gdzie coś znaleźć, bo jest zapewniony dostęp elektroniczny. Czy zasoby również już są całkowicie czy częściowo opracowane cyfrowo?

[Elke Freifrau von Boeselager:

Mieliśmy szczęście, że półtora roku temu – rozpoczęliśmy cztery lata temu – mieliśmy trzyletni projekt i byliśmy w stanie wyprodukować 18 milionów cyfrowych kopii, co jest ogromną ilością. Mamy nadzieję, ponieważ obecnie budujemy archiwum cyfrowe i bardzo dobrze współpracujemy z archiwum federalnym, że do naszej rocznicy we wrześniu będziemy gotowi do wprowadzenia dużej liczby tych cyfrowych kopii do Internetu, zapewniając każdemu bezpośredni dostęp niezależnie od tego, czy przyjdzie do nas do czytelni. Nad tym pracujemy, i proces cyfryzacji będzie kontynuowany.]

Dokładnie Pani wie, gdzie coś leży, może więc i szybko zareagować, kiedy potrzebny jest dokument. Ile czasu Pani ma na to w normalnym przypadku? Rok temu w swoim wykładzie wymieniła Pani ekstremalny przykład – hasło „Macron”…

[Elke Freifrau von Boeselager:

Zwykle mamy trochę czasu, ale wizyta Macrona wtedy jeszcze u ministra spraw zagranicznych Gabriela była wyjątkowa. Dostałam telefon z przedpokoju ministra, że nasz minister chciałby panu Macronowi, który przyjedzie z wizytą, pokazać Traktat Elizejski, czy mogłabym to umożliwić. Oczywiście umożliwiamy to, i zapytałam, na kiedy powinnam to przygotować, a sekretarka powiedziała, że ​​pan Macron właśnie podjeżdża. Miałam pięć minut, że tak powiem. Na szczęście w przypadku tych ważnych kontraktów wiem dokładnie, gdzie się znajdują; więc szybko pobiegłam do sutereny, schowałam ją naprawdę pod pachą i podeszłam do ministra. To było bardzo wyjątkowe wydarzenie, trzeba powiedzieć, że nie zdarza się to często. Kiedy pracujemy dla ministra i jego gości, zwykle mamy tygodniowe wyprzedzenie, lub co najmniej dwa dni, aby przynajmniej móc wybrać, jakie specjalne egzemplarze pokazać, jeśli minister chce czymś ucieszyć swoich gości.]

———- [muzyka]

Słuchacie Państwo nadal naszej rozmowy na temat Archiwum Politycznego niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Pani Freifrau von Boeselager, wymieniła Pani kilka dokumentów jako przykłady przechowywanych w Archiwum – deklaracja niepodległości Litwy, jeżeli dobrze to zrozumiałem, traktat dwa plus cztery…

[Elke Freifrau von Boeselager:

Nie mamy, chcę powiedzieć bardzo wyraźnie, nie mamy Deklaracji Niepodległości Litwy. Gdybyśmy je mieli, oczywiście zwrócilibyśmy je natychmiast. Jest to akt, w którym mowa jest o tej niezależności, a oryginał jego można obecnie zobaczyć na Litwie, pożyczyliśmy go, ma tam wielkie znaczenie, obejrzałam to również na Litwie, jest bardzo pięknie wystawiony, ale oczywiście są to takie najważniejsze atrakcje. Traktat dwa plus cztery, do którego chciałabym krótko wrócić, jest dla mnie wyjątkowy, ponieważ znajduje się na liście UNESCO jako pamiątka o świecie, więc ostatecznie można powiedzieć, że jesteśmy w Federalnym Ministerstwie Spraw Zagranicznych trochę miejscem światowego dziedzictwa UNESCO, i jesteśmy z tego bardzo dumni.]

A propos traktatu dwa plus cztery: jak jest to zorganizowane w przypadku traktatów/umów z wieloma partnerami? Gdzie znajduje się oryginał? Czy każda strona traktatu/umowy dostaje swoją kopię?

[Elke Freifrau von Boeselager:

W przypadku traktatów wielostronnych, tj. umów, w których bierze udział kilka krajów, oryginał zostaje zachowany tam, gdzie umowa została zawarta, dobrym przykładem może być KBWE w Helsinkach lub umowy rzymskie w sprawie traktatów EWG lub UE. Jednak oczywiście każdy powinien wiedzieć i być w stanie przedstawić u siebie to, co podpisał, więc są uwierzytelnione kopie i te uwierzytelnione kopie są przekazywane każdemu państwu, a my mamy je również w Archiwum Politycznym Federalnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.]

Co jest interesujące –brakuje Państwu w Archiwum Politycznym jednak dokumentu ponownego założenia Ministerstwa Spraw Zagranicznych z 1951r., jak Pani rok temu powiedziała w swoim wykładzie. Jak do tego doszło?

[Elke Freifrau von Boeselager:

Jest tak oczywiście dlatego, że kiedy w 1951 r. utworzono Federalne Ministerstwo Spraw Zagranicznych, François-Poncet, ówczesny przewodniczący Wysokiej Komisji Aliantów, został o tym poinformowany i oczywiście wysłano tam oryginalny list. Oczywiście zawsze zachowujemy projekty, abyśmy wiedzieli, co zostało wysłane. I mam to pismo w naszym archiwum jako projekt, ale oryginał jest gdzieś we Francji. Zapytałam tam, ale jeszcze tego nie znaleźli.]

Hasło „znaleźć się”. Co się stało z dokumentami i aktami po II wojnie światowej? Był chaos po zakończeniu wojny, potem strefy okupacyjne…

[Elke Freifrau von Boeselager:

Pod koniec II wojny światowej archiwalia znajdujące się w Berlinie zostały przeniesione z Berlina, aby uchronić je przed zniszczeniem. Zostały przeniesione we wszystkich kierunkach, na zachód aż do Harzu, ale także na wschód. Wiemy, że były później te cztery strefy. Strefa radziecka najpierw wysłała wszystkie znalezione dokumenty z Federalnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych do Moskwy, a następnie zwróciła je do NRD. Umieszczono je w magazynie archiwum w Merseburgu. Zachodnie akty zostały połączone w Marburgu, a następnie przeniesione do Whaddon Hall w Anglii. Zostały tam całkowicie sfilmowane i ostatecznie były one tymi dokumentami, na których oparto procesy norymberskie.]

Potem były też dwa państwa niemieckie. Po zjednoczeniu Niemiec trzeba było połączyć archiwalia czy znowu wcielić je [do systemu archiwum]. Czy to było skomplikowane, czy też zasady archiwizowania w różnych państwach są takie same?

[Elke Freifrau von Boeselager:

Oczywiście podczas istnienia NRD rzeczy zwrócone przez Moskwę pozostały w Merseburgu. Dzięki zjednoczeniu nasze archiwum również się połączyło, to znaczy, wszystko wróciło, stan był bardzo dobry, NRD potraktowała te przedmioty archiwistyczne równie dobrze, a teraz wszystko znów jest pod jednym dachem. Rzeczy, które odzyskaliśmy, zostały oczywiście ponownie włączone do istniejących serii, ale mamy również przekaz z Ministerstwa Spraw Zagranicznych NRD, który teraz mamy w całości, więc możemy powiedzieć, że mamy ostatnie 150 lat, odkąd istnieje niemiecka polityka zagraniczna, wszystko razem w Archiwum Politycznym.]

Wystawa na temat 100-lecia konsulatu niemieckiego w Gdańsku, która dopiero co została otwarta, jest dość mała, bo jest mało miejsca. Pod koniec roku będzie prezentowana powiększona wersja we współpracy z Akademią Sztuk Pięknych w Gdańsku w dawnej zbrojowni. Czy macie Państwo w ogóle jeszcze więcej materiału na nią?

[Elke Freifrau von Boeselager:

Zaoferowaliśmy jeszcze więcej dla konsulatu tutaj i ze względu na miejsce trzeba było coś wybrać, a więc mamy jeszcze trochę więcej. Jednak właśnie rozmawiałam z Akademią [Sztuk Pięknych w Gdańsku], musimy zobaczyć, jak opracujemy to potem w prawdziwą wystawę, ponieważ naszym głównym celem jest upublicznienie rzeczy, ale ja nie jestem tą osobą, która robi wystawę, jestem archiwistą, to też trzeba mieć na uwadze. Dostarczymy materiał, ale jak zostanie zaprezentowany – to jest dla studentów wspaniałą rzeczą, aby na niej wypróbować swoje siły. Muszę powiedzieć, że potrafią tutaj w Gdańsku coś stworzyć, byłam bardzo zachwycona tym, co widziałam na wystawie w konsulacie generalnym.]

A jak Państwo obchodzą we wrześniu 100-lecie Archiwum Politycznego?

[Elke Freifrau von Boeselager:

Robimy to koncentrując się na nauce archiwalnej i archiwizacji, a 10 września odbędzie się sympozjum, które będzie międzynarodowe, więc mamy gości z całej Unii Europejskiej, którzy będą wygłaszać prelekcje. Chodzi o „Archiwum w cyfrowym świecie” – jakie są nasze perspektywy, co będzie dalej, jakie mamy wyzwania i jak sobie z nimi radzimy. Chcemy więc wykorzystać to 100-lecie Archiwum Politycznego jako okazję do spojrzenia w przyszłość.]

——-

Była to profesor doktor Elke Freifrau von Boeselager, dyrektor Archiwum Politycznego w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec, w rozmowie z nami na temat swojej instytucji, która w tym roku obchodzi swoje 100-lecie.

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/bsc)

 

09.02.2020 (opis do dźwięku)

 

Anna: Serdecznie witamy w Allensteiner Welle, w niedzielny wieczór pozdrawia Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście znowu z nami.

W dzisiejszej audycji:

Porozmawiamy z Witoldem Twardzikiem, proboszczem parafii ewangelicko – augsburskiej w Pasymiu na temat prac renowacyjnych we wnętrzu kościoła

Oraz jeszcze raz z Piotrem Szatkowskim alias Psioter ot Sziatków na temat gwary mazurskiej i jej zachowania dzisiaj.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

Dla młodych ludzi w wieku od 14 do 22 lat z bogatą wiedzą na temat Niemiec odbędzie się w czwartek, 27 lutego w Domu Kopernika Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej przy ulicy Partyzantów 3 w Olsztynie quiz „Wie gut kennst Du Deutschland? – Jak dobrze znasz Niemcy?“. O godzinie 16.30 w szranki staną przeciwko sobie małe drużyny, liczba uczestników konkursu jest ograniczona. Dalszych informacji udziela organizatorka, menedżerka do spraw kultury Instytutu Stosunków Zagranicznych IfA w Stuttgarcie w regionie Warmii i Mazur Julia Herzog, pod adresem herzog@ifa.de. Tam także można dokonywać zgłoszeń na imprezę.

****

Miejski Ośrodke Kultury w Olsztynie zaprezentuje w sobotę 16 lutego o godzinie 13.00 w dawnej zajezdni trolejbusowej Muzeum Nowoczesności klasyczne polskie samochody – Perły PRL. Między innymi na wystawie „Kochajmy polskie klasyki“, która trwać będzie do 31 marca do obejrzenia będą egzemplarze Syreny, Fiata, Poloneza i Warszawy. Na wernisażu na gości czeka także projekcja filmu „Kochajmy Syrenki“ z roku 1966, który częściowo kręcony był na Warmii i Mazurach, między innymi w Olsztynie.

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszła niedzielę, 16 lutego:

– o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach,

– o godzinie 14.00 w Biskupcu

– i o godzinie 17.00 w Reszlu.

Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

Twardzik – Tablice

Kościół ewangelicko-augsburski w Pasymiu ma już więcej niż 600 lat, jest więc jednym z najstarszych kościołów w regionie. W ostatnich latach budynek kościoła mógł zostać krok po kroku wyremontowany. Również w 2019 roku odbyły się prace, ale nie dotyczyły budynku, lecz wyposażenia wewnątrz kościoła. Dotyczyły one m.in. historycznych tablic, na których pokazywano numery pieśni w czasie nabożeństwa. Na ten temat rozmawialiśmy z pastorem Witoldem Twardzikiem, proboszczem parafii pasymskiej:

——-

W ostatnich latach przeprowadzono w kościołach Pana parafii częściowo obszerne prace konserwatorskie. W 2019 roku wyraźnie mniej widoczne były prace renowacyjne. Czy jest teraz trudniej dostać pieniądze na takie prace?

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku polskim]

Czyli dokładnie według hasła „mała rzecz, ale cieszy”. Jakie części wyposażenia wewnętrznego wybrał Pan dla tego projektu?

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku polskim]

Dlaczego akurat odnowienie tablic do numerów pieśni? I jaki był rezultat?

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku polskim]

Najstarszy element z XVII wieku datuje się na rok 1607 i pochodzi on z tablicy w stylu manierystycznym. Większość innych eksponatów pochodzi z XVIII wieku lub z początku XIX wieku. Jakie cechy ufundowały te tablice?

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku polskim]

Z tablicy kowali zachował się tylko jeden element, kompletne są natomiast te ufundowane przez stolarzy i krawców. Dlaczego cech krawców był tak ważny?

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku polskim]

Na zwiedzających czeka jeszcze złocona tablica na numery pieśni. Jakie historie kryją się w tym klejnocie?

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku polskim]

Dziura po kuli wskazuje na ciężkie czasy, które musieli przeżywać miasto Pasym i jego mieszkańcy. Najmłodsza z odnowionych tablic na numery pieśni np. pochodzi z XX wieku tuż po I wojnie światowej. Dlaczego ją ufundowano?

[Witold Twardzik – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to pastor Witold Twardzik, proboszcz ewangelicko-augsburskiej parafii w Pasymiu, w rozmowie z nami. Tematem była przeprowadzona w 2019 roku renowacja historycznych tablic w ponad 600-letnim kościele pasymskim, na których pokazywano numery pieśni w czasie nabożeństwa.

W kolejnej audycji usłyszycie Państwo drugą część rozmowy na temat odremontowanych również w ubiegłym roku fisharmonii z parafii.

2020-02-09 Piotr Szatkowski III

18 stycznia Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie wraz z działaczami czasopisma „Cech – mazurski cejtunek”, Stowarzyszenia „Niewielu dla Wielu” i Obwoźnego Muzeum Bąków zaprosili na dzień mazurski. Piotr Szatkowski alias Psioter ot Sziatków wygłosił między innym prelekcję na temat gwary mazurskiej i jej zachowania dziś. Było to również tematem naszego wywiadu z autorem, który przetłumaczył też „Małego Księcia” jako „Mały Princ” na gwarę mazurską. Oto trzecia i ostatnia część wywiadu:

——-

Co Państwo robicie, aby utrzymać gwarę mazurską przy życiu?

[Piotr Szatkowski – wypowiedź w języku polskim]

A propos „Małego Księcia” – dlaczego wybrał Pan akurat tę książkę?

[Piotr Szatkowski – wypowiedź w języku polskim]

Gazeta dla dorosłych i elementarz dla dzieci – to brzmi już nieźle. Czy są także słowniki dla osób, które szukają dostępu do gwary mazurskiej?

[Piotr Szatkowski – wypowiedź w języku polskim]

Wspomniał Pan o pracy na komputerze, np. grach czy funkcji klawiatury Swift Key. Jak w tym obszarze wygląda Pana działalność?

[Piotr Szatkowski – wypowiedź w języku polskim]

Co planuje Pan w przyszłości i o czym Pan jeszcze marzy?

[Piotr Szatkowski – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to Piotr Szatkowski alias Psioter ot Sziatków w rozmowie z nami na temat gwary mazurskiej i jej zachowania w dzisiejszych czasach. Tłumacz książki „Mały Książę” na gwarę mazurską jako „Mały Princ” wygłosił 18 stycznia prelekcję na ten temat w ramach dnia mazurskiego w Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie. Organizatorami były poza tym czasopismo „Cech – mazurski cejtunek”, Stowarzyszenie „Niewielu dla Wielu” i Obwoźne Muzeum Bąków.

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/bsc)

02.02.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 02.02.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle w pierwszą niedzielę lutego, przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

–       porozmawiamy jeszcze raz z Piotrem Szatkowskim alias Psioter ot Sziatków na temat gwary mazurskiej i jej zachowania dzisiaj

–       oraz z Bogusławem Łabędzkim z Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku – dzisiaj na temat identyfikacji ofiar.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.
Jingle – wiadomości

Młodzi ludzie w wieku od 14 do 22 lat z bogatą wiedzą na temat Niemiec powinni zaznaczyć sobie w kalendarzu już dzisiaj czwartek, 27 lutego. O godzinie 16.30 rozpocznie się w Domu Kopernika Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej przy ulicy Partyzantów 3 w Olsztynie quiz „Wie gut kennst Du Deutschland? – Jak dobrze znasz Niemcy?“. Udział wziąć mogą małe drużyny, liczba uczestników jest ograniczona. Dalszych informacji udziela organizatorka, menedżerka do spraw kultury  Instytutu Stosunków Zagranicznych IfA w Stuttgarcie w regionie Warmii i Mazur Julia Herzog, pod adresem herzog@ifa.de. Tam także można dokonywać zgłoszeń na imprezę.

****

Miejski Ośrodek Kultury w Olsztynie MOK proponuje w tym tygodniu kolejną imprezę z cyklu: „Ginące zawody“.  W sobotę, 8 lutego o godzinie 16.00 w Spichlerzu MOK-u na olsztyńskiej starówce zaprezentuje się swatka. Szczęśliwie zakochani są jak dwie połówki jabłka. Byli i są ludzie, którzy zawodowo szukają i łączą te połówki. Brzmi jak w średniowieczu? W takim razie zapraszamy na imprezę , aby zobaczyć jak działa to dzisiaj.

****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszłą niedzielę, 9 lutego, o godzinie 15.00 w kościele Najświętszego Serca Jezusowego w Olsztynie. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

****

Drodzy słuchaczki i słuchacze: w przyszłym tygodniu włączcie proszę radioodbiorniki o godzinę wcześniej na Allensteiner Welle. Z powodu transmisji sportowej naszą audycję usłyszycie już po wiadomościach o godzinie 19.00.
2020-02-02 Szatkowski II

18 stycznia Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w  Olsztynie wraz z działaczami czasopisma „Cech – mazurski cejtunek”, Stowarzyszenia „Niewielu dla Wielu” i Obwoźnego Muzeum Bąków zaprosiło na dzień mazurski. Referat na temat gwary mazurskiej i jej zachowania dzisiaj wygłosił m.in. Piotr Szatkowski alias Psioter ot Sziatków. Było to również tematem naszego wywiadu z autorem, który przetłumaczył też „Małego Księcia” jako „Mały Princ” na gwarę mazurską. Oto druga część wywiadu:

——-

W latach 50. XX wieku zorganizowano pod hasłem dialektologii, czyli badania nad dialektami, wielki projekt badania terenowego dotyczący gwary mazurskiej. Na rezultatach tego przedsięwzięcia opierają się wszystkie teraźniejsze działania w celu zachowania gwary mazurskiej Było to krótko po zakończeniu II wojny światowej, ludzie przeżyli straszne rzeczy, musieli uciekać, następowała weryfikacja przynależności narodowej, a mimo to ich współpraca z młodymi badaczami dobrze się układała i było mnóstwo materiałów. Co było tego przyczyną?

[Piotr Szatkowski – wypowiedź w języku polskim]

Wspomnienia wtedy młodych uczestników badania pokazują, że dzięki przeżyciom podczas pobytu na Mazurach i spotkaniom z Mazurami zmienili się. Pozytywny efekt uboczny…

[Piotr Szatkowski – wypowiedź w języku polskim]

A propos nienawiści: czy ze względu na swoje zaangażowanie dla gwary mazurskiej dostaje Pan negatywne reakcje w realnym codziennym życiu, czy w Internecie?

[Piotr Szatkowski – wypowiedź w języku polskim]

W swoim wykładzie nakreślił Pan pobieżnie, że pojawiają się nieporozumienia również między w cudzysłowie „starymi” i w cudzysłowie „młodymi” Mazurami. O co w tym chodzi?

[Piotr Szatkowski – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to Piotr Szatkowski alias Psioter ot Sziatków w rozmowie z nami na temat gwary mazurskiej i jej zachowania w dzisiejszych czasach. Tłumacz książki „Mały Książę” na gwarę mazurską jako „Mały Princ” wygłosił prelekcję na ten temat 18 stycznia w ramach dnia mazurskiego w Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie. Organizatorami były poza tym czasopismo „Cech – mazurski cejtunek”, Stowarzyszenie „Niewielu dla Wielu” i Obwoźne Muzeum Bąków. Więcej z wywiadu z Piotrem Szatkowskim usłyszycie Państwo jeszcze w naszej następnej audycji.
2020-02-02 Łabędzki III

30 listopada ubiegłego roku na cmentarzu ewangelicko-augsburskiego kościoła filialnego w Łęgutach uroczyście pochowano szczątki 24 osób, które zostały zamordowane przez żołnierzy rosyjskich, a później prowizorycznie pochowane przez mieszkańców wsi. Ekshumację pod koniec sierpnia 2019 r.  prowadził Bogusław Łabędzki z Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku. Po uroczystości mówił o postępowaniu w ramach tego i podobnych projektów. W pierwszych relacjach tematem były lokalizacja miejsca poszukiwań i tamtejszych znaleziskach, dzisiaj – na zakończenie –  identyfikacja ofiar:

——-

Szczątki zamordowanych w Łęgutach osób pochowano, jednak praca IPN-u jeszcze się nie zakończyła. Po poszukiwaniach i przeniesieniu do innego grobu następuje jeszcze identyfikacja zmarłych. W międzyczasie są już dobre możliwości, aby ustalić coś o osobie, kiedy dostępny jest materiał genetyczny bliskich krewnych. Bogusław Łabędzki wyjaśnia:

[Bogusław Łabędzki – wypowiedź w języku polskim]

Kilka szkieletów w Łęgutach było prawie kompletnych, z innych nie pozostało wiele. Istniało kilka wskazówek w pierwszym kroku ku identyfikacji we wspomnieniach świadka naocznego Margarethe Wischniewski, np. dotyczących dwóch czaszek dziecięcych znalezionych w mogile:

[Bogusław Łabędzki – wypowiedź w języku polskim]

Z wypowiedzi pani Margarethe Wischniewski znane jest już nazwisko kobiety, a według Bogusława Łabędzkiego dzięki niej można zrekonstruować również przypadek młodego mężczyzny mającego trudności z chodzeniem:

[Bogusław Łabędzki – wypowiedź w języku polskim]

Interesujące jest, że pani Margarethe Wischniewski podczas rozmowy po pochówku szczątków 30 listopada nagle przypomniała sobie nawet nazwisko młodego mężczyzny – Paul Schimmelpfennig. Również w innym przypadku, polskiej pracownicy przymusowej, naukowcy zrobili duże postępy, jak mówi Bogusław Łabędzki:

[Bogusław Łabędzki – wypowiedź w języku polskim]

Mimo to jeszcze wiele pracy czeka historyków i innych pracowników Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN. Bogusław Łabędzki chciałby – jak mówił na zakończenie – umieścić wszystkie nazwiska ofiar po bokach obelisku na nowym grobie w Łęgutach, gdzie jeszcze zostało na nie miejsce:

[Bogusław Łabędzki – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to Bogusław Łabędzki, kierownik akcji poszukiwań i ekshumacji 24 cywilów zamordowanych w Łęgutach na początku 1945r., podczas wykładu po uroczystości pochowania szczątek ofiar na cmentarzu ewangelicko-augsburskiego kościoła filialnego w Łęgutach. Jako przedstawiciel Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku opisał postępowanie w ramach tego i podobnych projektów.

Jeśli znacie Państwo krewnych osób, które być może zginęły na początku 1945 roku w Łęgutach czy okolicach, prosimy o kontakt z tym biurem.
Jingle – koncert życzeń

W pierwszą niedzielę miesiąca jak zwykle spoglądamy na jubilatów z miesiąca poprzedniego w mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach, w tym tygodniu na jubilatów ze stycznia 2020 roku.

Nidzickie Stowarzyszenie mogło pogratulować sześciu swoim członkom, przy czym od 14 stycznia Dita Cyrkiel, a od 19 stycznia Eryka Klein mają po  80 lat.

W Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej w Kętrzynie zanotowano siedmiu jubilatów, wśród nich Zygfryda Kirchnera z już 87 latami.

W Ełku w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Masuren“ cieszyć się mógł jeden jubilat. Helena Walicka od 4 stycznia spoglądać może na swoje 72 wiosny.

Stowarzyszenie Niemieckie „Rosch“ w Piszu miało na swojej liście 5 jubilatów. Szczególnie podkreślić chcielibyśmy Krystynę Wołyniec z już 81 latami.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej “Warmia” w Lidzbarku Warmińskim pogratulować mogło pięciu, a Stowarzyszenie Niemieckie „Natangen“ w Górowie Iławeckim dwunastu osobom, które wkroczyły w nowy rok życia. W Lidzbarku na swoje 88 lat spoglądać może Elfrida Swałowska.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ z Ostródy przesłało nam zestawienie dziewięciu jubilatów. Erna Kwiatek skończyła tam 95, a Robert Preuss  82 lata. Poza tym Roman Piątkowski skończył okrągłe 70.

Poza tym Elisabeth Makowska z Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej skończyła 87 lat. Córka Regina, wnuczka Sylwia i prawnuk Robin życzą jej wszystkiego najlepszego.

My z Allensteiner Welle gratulujemy Państwu oraz wszystkim niewymienionym jubilatom, życzymy wszystkiego najlepszego i zagramy dla Państwa „Wenn die Elisabeth nicht so schöne Beine hätt“ Siegfrieda Arno.
Anna: I to była Allensteiner Welle w pierwszą niedzielę lutego, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia. I proszę pamiętać: z powodu transmisji sportowej nasza audycja nadane zostanie za tydzień już po wiadomościach o godzinie 19.00

Audycję realizował dla Państwa i dal mnie  Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/ad)

26.01.2020 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 26.01.2020

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle w ostatnią niedzielę stycznia, przy mikrofonie dla Państwa  Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

–       Porozmawiamy jeszcze raz z Bogusławem Łabędzkim z Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku – dzisiaj na temat znalezisk w Łęgutach

–       Oraz z Piotrem Szatkowskim na temat gwary mazurskiej i jej zachowania dzisiaj.

–       Przedstawimy Państwu także książkę „Missglückte Flucht Januar 1945 – Nieudana ucieczka styczeń 1945“ Heinza Timmrecka.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.
Jingle – wiadomości

Miejski Ośrodek Kultury w Olsztynie ma w tym tygodniu dwie bardzo różne imprezy w swoim programie.

Jutro, 27 stycznia o godzinie 18.00 w Sali kameralnej pod Amfiteatrem przy zamku będzie chodziło między innymi o pracę w ubojniach. Podczas wieczoru autorskiego z Iloną Rabizo, autorką książki „W kieracie ubojni“ – tematem będą między innymi protesty przeciwko masowej hodowli między innymi na wsi w Polsce.

W czwartek 30 stycznia także o godzinie 18.00 w Muzeum Nowoczesności przedstawiony zostanie trzeci rocznik „Tartaku“. Towarzyszyć temu będzie wykład na temat historii polskiej elektroniki z przedstawieniem produktów przemysłu  elektronicznego.

Dokładne informacje na temat obu imprez znajdziecie Państwo na stronie Ośrodka Kultury www.mok.olsztyn.pl

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszła niedzielę, 2 lutego:

–       O godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach

–       I o godzinie 15.00 w klasztorze katarzynek w  Lidzbarku Warmińskim.

Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2020-01-26 Łabędzki II

30 listopada ubiegłego roku na cmentarzu ewangelicko-augsburskiego kościoła filialnego w Łęgutach uroczyście pochowano szczątki 24 cywilów, którzy zostali zamordowani przez żołnierzy rosyjskich i później prowizorycznie pochowani przez mieszkańców wsi. Ekshumację pod koniec sierpnia 2019 r.  prowadził Bogusław Łabędzki z Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku. Po uroczystości mówił o postępowaniu w ramach tego i podobnych projektów. W pierwszej relacji tydzień temu rozmawialiśmy na temat lokalizacji miejsc poszukiwań. Usłyszycie Państwo  teraz kolejną relację na temat  tamtejszych znalezisk:

——-

Podczas lokalizacji mogiły masowej z 1945r. współpracownicy IPN trafili – ku konsternacji Bogusława Łabędzkiego, kierownika ekshumacji – przy nielegalnej studni wywierconej przez mogiłę. Niedbałą sytuację szczątków ofiar można jednak nie tylko wyjaśnić pracą budowlaną, lecz również pośpiechem przy pochówku, jak mówi Bogusław Łabędzki:

[Bogusław Łabędzki – wypowiedź w języku polskim]

Okazało się to mało zaskakujące, że szukający już kilka centymetrów pod powierzchnią gruntu trafili na pierwsze kości, i z każdą dalszą cienką warstwą  ziemi pojawiało się ich więcej. M.in. pierwszy, szczególnie interesujący egzemplarz:

[Bogusław Łabędzki – wypowiedź w języku polskim]

Większość nieporządku zawdzięczamy jednak budowie studni i rury łączącej, podkreśla Bogusław Łabędzki:

[Bogusław Łabędzki – wypowiedź w języku polskim]

But z kośćmi, czaszka wystawiona przy studni i – według Bogusława Łabędzkiego  – dalsze kości prawie artystycznie zaaranżowane wzdłuż rury:

[Bogusław Łabędzki – wypowiedź w języku polskim]

Wśród szczątków ofiar badacze mogli znaleźć również różne rzeczy. M.in. – a to dość niespodziewane dla takich morderstw pod koniec II wojny światowej, kiedy to zmarli byli właściwie zawsze obrabowani – portfel z monetami:

[Bogusław Łabędzki – wypowiedź w języku polskim]

„Prawdopodobnie ze srebra” mówi Bogusław Łabędzki, bo jako naukowiec nie chce przed dokładną analizą wydawać osądu na ten temat. Niezwykłym znaleziskiem był polski pasek z szczególną klamrą:

[Bogusław Łabędzki – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to Bogusław Łabędzki, kierownik akcji poszukiwania i ekshumacji 24 cywilów, zamordowanych w Łęgutach na początku 1945 r., w czasie swojego wykładu po uroczystości pochowania szczątek ofiar na cmentarzu ewangelicko-augsburskiego kościoła filialnego w Łęgutach. Jako przedstawiciel Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku opisał postępowanie w ramach tego i podobnych projektów. Więcej na temat identyfikacji ofiar usłyszycie Państwo w naszej kolejnej audycji.
2020-01-26 Moderation Interview Piotr Szatkowski I

18 stycznia Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie wraz z działaczami czasopisma „Cech – mazurski cejtunek”, Stowarzyszenia „Niewielu dla Wielu” i Obwoźnego Muzeum Bąków zaprosiło na dzień mazurski. Prelekcję na temat gwary mazurskiej i jej zachowania dzisiaj wygłosił między innymi Piotr Szatkowski alias Psioter ot Sziatków. Było to również tematem naszego wywiadu z autorem, który przetłumaczył też „Małego Księcia” jako „MałyPrinc” na gwarę mazurską. Oto pierwsza część wywiadu:

——-

Kim właściwie są Mazurzy?

[Piotr Szatkowski – wypowiedź w języku polskim]

Coś własnego pomiędzy innymi kulturami – to jest siła regionów pogranicznych i ich mieszkańców. A jak to wygląda w przypadku gwary mazurskiej?

[Piotr Szatkowski – wypowiedź w języku polskim]

Jeszcze w XIX wieku język mazurski był powszechny w regionie. Dzisiejsze liczby są całkiem inne. Dlaczego i jak to się zmieniło? Czy jest szansa odwrócenia tej tendencji?

[Piotr Szatkowski – wypowiedź w języku polskim]

Na gwarę mazurską zarówno Niemcy jak i Polacy patrzyli więc z góry. Według aktualnego spisu ludności prawie nie ma Mazurów. Jak doszło po II wojnie światowej do ich zniknięcia?

[Piotr Szatkowski – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to Piotr Szatkowski alias Psioter ot Sziatków w rozmowie z nami na temat gwary mazurskiej i jej zachowania w dzisiejszych czasach. Tłumacz książki „Mały Książę” na gwarę mazurską jako „Mały Princ” wygłosił 18 stycznia prelekcję na ten temat w ramach dnia mazurskiego w Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie. Organizatorami były poza tym czasopismo „Cech – mazurski cejtunek”, Stowarzyszenie „Niewielu dla Wielu” i Obwoźne Muzeum Bąków. Więcej z wywiadu z Piotrem Szatkowskim usłyszycie Państwo w naszych kolejnych audycjach.
2020-01-26 Heunz Timmreck  Grünhagen (książka)

Kiedy prawie dokładnie 75 lat w styczniu 1945 Armia Czerwona wkroczyła na terytorium Prus Wschodnich, mieszkańcy uciekali przed frontem. Wielu z nich próbowało zrobić to ostatnimi pociągami, które jeszcze opuszczały region w kierunku zachodnim. Jednym z nich był Heinz Timmreck, który urodził się 6 lipca 1937 w Kajkowie w powiecie ostródzkim w Prusach Wschodnich, a więc miał w tym czasie  siedem i pół lat. Ucieczka jego razem z rodziną skończyła się w nocy z 22 na 23 stycznia 1945 r. w Zielonce Pasłęckiej. Rodzina musiała wrócić do domu i dopiero później trafiła do Niemiec.

Do dworca w miejscowości Zielonka Pasłęcka około godz. 23 dotarł pociąg lazaretowy z kierunku Morąga, w który krótko przed jego dalszą jazdą w kierunku Pasłęka wjechał pociąg pełen uchodźców z regionu Ostródy. Całkowitemu zniszczeniu uległo przy tym kilka wagonów pociągu lazaretowego, mówi się o 140 do 150 zmarłych. Osoby ocalałe z tych dwóch pociągów oraz uchodźcy z dwóch dalszych pociągów z Ostródy i Myślic szukali ochrony przed zła pogodą w budynku dworca. Podobno było tam ponad 4.000 osób, niektórzy świadkowie mówią o aż do 7.000 osób.

W tej już samej w sobie chaotycznej sytuacji wczesnego ranka, 23 stycznia na teren miejscowości wkroczyły wojska radzieckie. Obecni tam uważali ich na początku za wojsko niemieckie. Kiedy dostrzegli swoją pomyłkę, wybuchła panika, ludzie próbowali uciec do bliskiego lasu i zostali ostrzelani przy tym przez żołnierzy Armii Czerwonej.  Dokładne liczby ofiar są trudne do ustalenia, bo często całe rodziny straciły życie  podczas tej katastrofy.

Te przeżycia nie dawały Heinzowi Timmreckowi spokoju przez całe życie. Zbierał już spisane wspomnienia świadków wydarzeń i nawiązywał kontakty z dalszymi świadkami naocznymi  i członkami ich rodzin. Tak uzyskane materiały opublikował w dwóch książkach: „Ostatnie pociągi uchodźców z Prus Wschodnich” z 2011 r. i „Ucieczka pociągiem 1944/45” z 2014 r.

Jeszcze w czasie przed 75 rocznicy katastrofy ukazał się w 2018 r. dalszy tom uzupełniający „Nieudana ucieczka styczeń 1945 r.”. Zawiera on – oprócz dodatkowych wspomnień – przede wszystkim naukową rozprawę „Katastrofa kolejowa w Zielonce Pasłęckiej w styczniu 1945 r. jako przykład różnic w pamięciach narodowych”. Dr Tomasz Gliniecki, były wicedyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i wcześniej redaktor naczelny „Gazety Olsztyńskiej”, prowadził w tej sprawie dochodzenie szukając materiałów w archiwach w Moskwie. Te wcześniej niedostępne materiały pozwalają na szerszą perspektywę z punktu widzenia i ludzi w Zielonce Pasłęckiej, i nadciągających żołnierzy radzieckich. Praca ta ukazała się w książce w języku niemieckim i polskim i jest uzupełniona faksymiliami kilku dokumentów rosyjskich.

Ta dokumentacja współczesnej historii jest dostępna przez Books on demand. Dalsze informacje na ten temat znajdziecie Państwo w Internecie pod adresem heinz-timmreck.de.
Anna: I to była Allensteiner Welle w połowie ferii 2019, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi  Państwu Anna Przywoźna.

19.01.2020 (opis do dźwięku)

12.01.2020

Allensteiner Welle 11.08.2019
Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w niedzielny wieczór przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, ze spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

Porozmawiamy z Marią Grygo, która wraz ze swoim mężem Krzysztofem i synem Hubertem, zajmuje się dokumentacją kościołów ewangelickich

Oraz z doktorem Rafałem Żytyńcem, dyrektorem Muzeum Historycznego w Ełku – okazją była publikacja zbioru tekstów „Ostpreußen. Eine imaginierte Gemeinschaft“.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

16 stycznia o godzinie 17.00 w Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie rozpocznie się impreza pod tytułem „Dziedzictwo, wychowanie, tożsamość: Historie ukryte w drewnianej architekturze“. Organizatorem jest Stowarzyszenie Ochrony Zabytków Architektury Oddział Olsztyn. Między innymi w dwóch wykładach chodzić będzie o typowe domy Powiśla i dzisiejsze projektowanie w drewnie.

****

W sobotę 18 stycznia o godzinie 12.00 Miejski Ośrodek Kultury zaprasza do dawnej zajezdni trolejbusowej w Muzeum Nowoczesności na Dzień Mazurski. Sześciu strażników tożsamości mazurskiej wypowie się na temat tego jak wygląda świat dzisiejszych Mazurów, w co wierzą, co jedzą, gdzie rozbrzmiewa ich język, a przede wszystkim – jak pielęgnują swoje dziedzictwo kulturowe.

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w tym tygodniu w przyszłą niedzielę, 19 stycznia o godzinie 10.00 w Olsztynie, o godzinie 14.00 w Biskupcu i o godzinie 17.00 w Reszlu. Kanonik Andre Schmeier serdeczie zaprasza.

2020-01-12 Maria Grygo

Maria Grygo zajmuje się od wielu lat ewangelickimi kościołami na Mazurach. Wspólnie ze swoim mężem Krzysztofem i synem Hubertem ta nauczycielka szkoły podstawowej, która jest w zarządzie Stowarzyszenia Mazurskiego, dokumentuje te zabytki architektury. We wrześniu ubiegłego roku przedstawiła niektóre z tych kościołów w ramach wykładu podczas rozmów sorkwickich. Po wykładzie rozmawialiśmy z nią:

——-

Mazury są bardzo rozległe i mają do zaoferowania jako część dawnych Prus Wschodnich bardzo dużo kościołów ewangelickich. Pani w swoim wykładzie w kościele w Sorkwitach przedstawiła – mogła przedstawić – „jedynie” siedem. Ale widziała, zwiedziła i udokumentowała Pani na pewno więcej. Czy wie Pani, ile było ich dotychczas?

[Maria Grygo – wypowiedź w języku polskim]

Słyszeliśmy niedawno, że wydano nową książkę. Biskup senior Rudolf Bażanowski zebrał w niej materiały dotyczące w sumie 315 kościołów z jego diecezji mazurskiej. Ile z nich Pani widziała, gdzie już Pani była?

[Maria Grygo – wypowiedź w języku polskim]

Wraz ze swoim mężem i synem szuka Pani więc nie tylko kościołów, ale także innych miejsc pamięci na Mazurach. Czy wyjeżdża Pani także poza Mazury?

[Maria Grygo – wypowiedź w języku polskim]

Jeśli miałaby Pai wymienić teraz jeden kościół jako perłę wśród zwiedzanych przez Panią budowli, który by Pani wybrała? Czy w tym względzie panuje zgoda w rodzinie?

[Maria Grygo – wypowiedź w języku polskim]

Czy ma Pani innego faworyta?

[Maria Grygo – wypowiedź w języku polskim]

——-

Była to Maria Grygo, nauczycielka szkoły podstawowej z zarządu Stowarzyszenia Mazurskiego w rozmowie z nami na temat swojego wykładu we wrześniu ubiegłego roku, który dotyczył kościołów ewangelickich na Mazurach. Wraz z mężem Krzysztofem i synem Hubertem prowadzi ich dokumentację. Więcej na temat kościołów z wykładu usłyszycie Państwo niedługo w naszych audycjach.

Zdjęcia niektórych z kościołów, jak wspomniała Maria Grygo w wywiadzie, znaleźć można na stronie internetowej Stowarzyszenia „Freunde Masurens“. Adres strony to freunde-masurens.de

2020-01-12 Rafał Żytyniec

Pod koniec listopada w Domu Mendelsohna Fundacji Borussia w Olsztynie odbyła się dyskusja na temat „Ostpreußentum – Wschodniopruskość“ z profesorem Hubertem Orłowskim z Poznania i doktorem Rafałem Żytyńcem, który od lutego jest dyrektorem Muzeum Historycznego w Ełku.Okazja była publikacja wydanego przez nich jako tom 49 Poznańskiej Biblioteki Niemieckiej zbioru tekstów „Ostpreußen. Eine imaginierte Gemeinschaft – Prusy Wschodnie. Wyobrażona wspólnota“. Rozmawialiśmy z Rafałem Żytyńcem:

——-

Pańska antologia nazywa się „Ostpreußen. Eine imaginierte Gemeinschaft“ – czyli wspólnota, której nie można konkretnie przeżyć, która jednak istnieje w głowach ludzi. Negocjowana jest pomiędzy członkami społeczeństwa. Brzmi to bardzo teoretycznie. Jak to działa? Co jest celem i kiedy powstał konstrukt Prus Wschodnich?

[Rafał Żytyniec:

Są to konstrukty, społeczne konstrukty, które zostają wynegocjowane w tym sensie, że w konstrukcji, w tworzenie takiego zjawiska uczestniczy bardzo dużo podmiotów, tzn. w tym przypadku Prusy Wschodnich są to stowarzyszenia, to jest państwo, które – powiedzmy – prowadzi pewną politykę pamięci. Chodzi o to, aby sięgać po jak najwięcej osób, przekazywać im pewien rodzaj tożsamości albo im narzucić – w niektórych przypadkach – żeby oni identyfikowali się z tym konstruktem, z tą tożsamością, tym państwem czy regionem. Patrząc na to historycznie, zaczyna się to wraz z I wojną światową, z plebiscytem, kiedy Warmiacy i Mazurzy pierwszy raz zostali podmiotami społecznymi, z całą propagandą, która wtedy jest, i Prusy Wschodnie zostają oddzielona przez tzw. korytarz polski.]

W jakiej formie Prusy Wschodnie czy tez może wschodniopruskość rozwijały się i rozwijają nadal?

[Rafał Żytyniec:

W okresie międzywojennym mamy dalsze etapy konstrukcji tego pojęcia czy tej tożsamości, bowiem mamy kryzys ekonomiczny, który jednoczy ludzi, mamy wroga, którym najpierw jest Rosjanin czy Kozak podczas I wojny światowej, potem jest nim Polak – Prusy Wschodnie „otoczone” są Polską. Jest oczywiście Tannenberg, który rozprzestrzenia się na całą prowincję, a naziści prowadzą to jeszcze dalej, chodzi o niemieckość, bycie „niemieckim” w regionie. Całość prowadzi do znanego upadku w 1945r., ale jest snuta dalej po wojnie w kłótni o straconą prowincję, która jest w pamięci niemieckiej po wojnie bardzo silna, bardzo obecna; z jednej strony związki wypędzonych, z drugiej polityka wschodnia, która widzi to trochę inaczej, i to jest tak do dziś, ciągle jest to negocjowane, można powiedzieć.]

Jaki zamysł odnośnie tego istnieje? Jakie powinny być Prusy Wschodnie?

[Rafał Żytyniec:

Robert Traba rozróżnia dwa nurty we wschodniopruskości. Jeden jest oczywiście dominujący, ta monolityczna wschodniopruskość, gdzie jest miejsce tylko dla tożsamości niemieckiej. Istnieje jednak również drugi, który jest dość słaby, ale obecny, i są to mozaikowe Prusy Wschodnie. Jest to oczywiście metafora, bo jest to mozaika: są Mazurzy, Warmiacy, ten kraj nigdy nie był niemiecko-narodowy w ścisłym znaczeniu, przyciągał do siebie zawsze obcych. Byli to Żydzi, Warmiacy, Mazurzy, Litwini, nigdy nie było to dominujące, ale zawsze było. A kiedy uświadamiamy sobie dzisiejszy punkt widzenia, jaki reprezentuje np. Borussia, to dalej tak jest. I z tym mogę ja osobiście najbardziej się zidentyfikować. Johannes Bobrowski, Siegfried Lenz, to silne nazwiska, które ten kraj zawsze uważali w swoich stosunkach na zewnątrz nie za monolit, lecz mozaikę.]

Wielu przedstawicieli władz samorządowych naszego regionu podkreśla stale, że różnorodność kulturowa jest bogactwem, które należy wspierać – to bardzo dobrze pasuje do idei społeczeństwa jako mozaiki. Jaki poglądy istniały do niedawna odnośnie Prus Wschodnich?

[Rafał Żytyniec:

Do zmian politycznych były tylko dwie narracje. Z jednej strony związki wypędzonych w Niemczech, z drugiej polityka wschodnia Willy´ego Brandta, to jest dyskurs wewnątrz Niemiec i do tego jeszcze NRD aż do przemian. A tutaj mit ziem odzyskanych, z którym właściwie prawie nikt już dzisiaj się nie identyfikuje. Myślę, że to proces, który już się tu rozpoczął, z Borussią, z nowym sposobem postrzegania. Co teraz mocnej się przejawia, i co mogę u siebie w Ełku obserwować, to czas po 1945r. Dojrzewamy – myślę – do tego, abyśmy sami opowiadali swoją historię.]

Apropos dojrzewania: profesor Robert Traba wspomniał, że podczas badań na temat Prus Wschodnich brakuje jeszcze w zasadzie zbioru poglądów na region żyjących tu ludzi, na ich własną historię. Jak wspomniana dojrzałość mogłaby się konkretnie wyrażać?

[Rafał Żytyniec:

Historię dość dobrze poznaliśmy. Teraz chodzi o to, aby naszą polską historię, nowy początek tu, stawiać w kontekście tego, co było wcześniej, odnaleźć się w całym tym kompleksie historycznym. Wyrazem tego jest być może nasze Muzeum w Ełku. Dojrzewaliśmy w mieście do stworzenia muzeum. Ma to konsekwencje, bo jest teraz instytucja, która profesjonalnie opowiada i dokumentuje historię. I to też jest proces negocjowania, bo musi to być w dialogu ze społeczeństwem. Wiemy od naszych gości, że oczekują od nas, że wreszcie opowiemy ten czas od 1945r., w którym będą mogli się odnaleźć. Bardzo dobrym łącznikiem z nią jest postać Siegfrieda Lenza i jego sposób widzenia historii. Z tym każdy, kogo znam w Ełku, może się zidentyfikować.]

Czy poza postacią integrującą Siegfriedem Lenzem jest jakiś człowiek, jakaś budowla czy dzieło artystyczne, z którymi mogą identyfikować się żyjący tu ludzie jako tutejsi?

[Rafał Żytyniec:

Oczywiście, to jest jego „Muzeum ziemi ojczystej”. Powieść tę można również odczytać jako interpretację historii. Twierdzi on w niej, a to jest dziwne zdanie – jest to dość pedagogiczna powieść w niektórych fragmentach – ale jeden z cytatów, który bardzo wysoko cenię, brzmi (parafrazując, bo nie znam na pamięć), że zawsze były wypędzenia, ludzie zawsze byli wypędzani, musieli znajdować nową ojczyznę, ale mogli ją dla siebie oswoić, jeśli nie poszukiwali jedynej prawdy w historii. Jest jedna prawda, ale ma dużo odcieni.]

Ta różnorodność poglądów, jest trudna, ale oczywiście także zachęcająca i stanowi wyzwanie. Czy jest bliższa rzeczywistości niż idea społeczeństwa monolitycznego, homogenicznego?

[Rafał Żytyniec:

Poznanie tych różnych perspektyw, niemieckiej, polskiej, żydowskiej, która jest całkiem inna, litewskiej, ich współdziałania, jest trudne, ale z drugiej strony jest bogactwem, jest również wyzwaniem intelektualnym. Jest wiele źródeł, aby to zrobić, i nasza antologia jest skromnym wkładem do tego. Kiedy to się ma, pierwszy krok już jest zrobiony. Wieloperspektywiczność już jest badana; a ludzi mogą to robić w inne sposoby, szczególnie tu w regionie, który mimo prób komunistów zrobienia go homogenicznym, takim nie jest. Mamy wprawdzie odwróconą sytuację, jeżeli chodzi o wyznanie i ludność, ale mamy jeszcze obcych, innych.]

——-

Był to Rafał Żytyniec, od lutego 2019 nowy dyrektor Muzeum Historycznego w Ełku, w rozmiwie z nami na temat „Ostpreußentum – wschodniopruskości“ i wydanego wraz z profesorem Hubertem Orłowskim tomu „Ostpreußen. Eine imaginierte Gemeinschaft – Prusy Wschodnie. Wyobrażona wspólnota“

Anna: I to była Allensteiner Welle w niedzielę, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna.

05.01.2020 (opis do dźwięku)

Anna: Serdcznie witam w pierwszej Allensteiner Welle roku 2020, przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i dobrze świętowaliście początek roku.

W dzisiejszej audycji:

–       Przedstawimy Państwu dwoje muzyków z Królewca – Ksenię i Jewgenija Avramenko, którzy grali podczas tegorocznych Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej w Pasymiu,

–       I porozmawiamy z Łukaszem Rzepczyńskim z Muzeum w Kwidzynie, regionalistą i konserwatorem zabytków, który obecny był podczas poszukiwań kamieni nagrobnych w  Gardei.

To wszystko usłyszą Państwo  jak zwykle – po naszych wiadomościach.
Jingle – wiadomości

9 stycznia od godziny 19.30 osoby zainteresowane językiem i kultura niemiecką spotkają się w kawiarni kulturalnej „Stary Zaułek” na olsztyńskiej starówce na pierwszej w nowym roku 2020 comiesięcznej scenie niemieckiej.

****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w tym tygodniu w przyszłą niedzielę, 12 stycznia, o godzinie 15.00 w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2020-01-05 Ksenia i Jewgenij Avramenko

W sierpniu przedstawiliśmy Państwu relację z kościoła ewangelicko – augsburskiego w Dźwierzutach z wręczenia zwracanego kielicha komunijnego, który zaginął razem z naczyniami liturgicznymi pod koniec II wojny światowej.  O oprawę muzyczną tej uroczystości zadbali podczas koncertu Ksenia Avramenko na flecie i jej mąż Jewgenij na organach. Więcej o muzykach z Królewca i ich programie w ramach Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej usłyszą Państwo teraz:

——-

[muzyka]

Był to fragment z fantazji Wihelma Poppa na podstawie „Rigoletto” Verdiego, którym Ksenia i Jewgeni Avramenko z Królewca zachwycili gości w Dźwierzutach. Tam, w kościele ewangelicko-augsburskim, jako element rosyjski byli częścią międzynarodowej, wielojęzycznej atmosfery. Odpowiednio różnorodnie dobrali swój program – np. koncert „Jesień” Vivaldiego, z którego usłyszą  Państwo początek:

[muzyka]

… czy trochę spokojniejsze preludium Anglika Johna Rutter´a:

[muzyka]

Ale w programie były też utwory solo. Z jednej strony na organy. Urodzony w  1980 roku w Moskwie Jewgenij Avramenko ukończył w tamtejszym Konserwatorium im. Piotra Czajkowskiego klasę fortepianu i organów. Zbierał doświadczenie międzynarodowe w latach 2005-2012 jako profesor Akademii Muzycznej w Damaszku w Syrii. Potem założył największy portal internetowy muzyki organowej w Rosji principal.ru. Od 2014 roku jest wykładowcą w Konserwatorium w Królewcu, od 2016 roku tytularnym organistą tamtejszej katedry. Ale również na mniejszych organach – jak te w zabytkowym kościele w Dźwierzutach – wyraźnie pokazuje, co potrafi. Czy w utworach Jana Sebastiana Bacha…:

[muzyka]

…czy w nowocześniejszej muzyce która przywodzi na pamięć atmosferę cyrku czy katarynki:

[muzyka]

Również Ksenia Avramenko ze swoim fletem miała okazję udowodnić swoją wirtuozerię. Po ukończeniu z wyróżnieniem Szkoły Muzycznej im. Siergieja Rachmaninowa w Królewcu i Konserwatorium w Niżnym Nowgorodzie nauczała w latach 2005-2009 jak jej mąż w Damaszku. Oprócz działalności koncertowej prowadzi kursy mistrzowskie. Mistrzowski był jej utwór solo, który wśród słuchaczy wzbudził skojarzenia z koleją:

[muzyka]

Ale czy solo czy wspólnie – była to muzyka najwyższej jakości, która słusznie skupiała uwagę słuchaczy, i według ich opinii mogłaby trwać o wielu dłużej. Dlatego na koniec jeszcze kolejny fragment fantazji „Rigoletto” Wilhelma Popp´a:

[muzyka]

——-

Były to informacje o muzykach i muzyka Ksenii i Jewgenija Avramenko. Flecistka i organista z Królewca zagrali w ramach Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej w ewangelicko-augsburskim kościele w Dźwierzutach podczas uroczystości zwrotu srebrnego kielicha komunijnego w sierpniu 2019 roku.
2020-01-05 Gardeja 4

Cztery lata temu z jeziora niedaleko Gardei została wydobyta macewa żydowskiego grobowca. Uwieczniona na niej była Rosa Mamlock, której prawnuk Michael Mamlock odwiedził dwa lata później miejsce znaleziska. Teraz utworzona przez niego Fundacja Mamlock próbowała w listopadzie znaleźć i wydobyć z jeziora dalsze macewy. Na miejscu był też Łukasz Rzepczyński z Muzeum w Kwidzynie, który jest regionalistą oraz odkrywcą i konserwatorem zabytków:

——-

Pracuje Pan w Muzeum w Kwidzynie w Dziale Sztuki w zakresie historii sztuki. Zainteresowanie historią regionu Gardei na południe od Kwidzyna i odkryciem cztery lata temu jest zrozumiałe. Niedawno był Pan jednak również na Kongresie Komunalno-Politycznym Ziomkostwa Prus Wschodnich w Olsztynie. Skąd te kontakty?

[Łukasz Rzepczyński – wypowiedź w języku polskim]

Więc zapewne ma Pan też kontakt ze Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej „Ojczyzna” w Kwidzynie i jego przewodniczącym Manfredem Ortmannem. Jak one wyglądają?

[Łukasz Rzepczyński – wypowiedź w języku polskim]

Teraz tu w Gardei nie chodzi o cmentarze ewangelickie, lecz o żydowski,  którego pozostałości odnaleziono. W Kwidzynie również byłagmina żydowska. Czy tam też istnieje cmentarz i są – być może – znane jakiekolwiek rodziny?

[Łukasz Rzepczyński – wypowiedź w języku polskim]

Macewa w Gardei została odkryta w jeziorze. Przypuszcza się, że więcej kamieni nagrobnych jest w tym i innych jeziorach. Czy jest to prawdopodobnie? W końcu na mapach historycznych było tu wiele jezior, których część już nie istnieje…

[Łukasz Rzepczyński – wypowiedź w języku polskim]

Jak widzi Pan szansę na dalsze znaleziska na podstawie tej geografii i materiałów archiwalnych, które Pan przejrzał?

[Łukasz Rzepczyński – wypowiedź w języku polskim]

——-

Był to regionalista i konserwator zabytków Łukasz Rzepczyński z Muzeum w Kwidzynie w rozmowie z nami podczas akcji poszukiwania macew w jeziorze stawowym (kiedyś Sabjinken) koło Gardei w listopadzie. Fundacja Mamlock przeprowadziła tę akcję, ponieważ cztery lata temu znaleziono tam macewę z grobu Rosy Mamlock, prababci założyciela Fundacji Michaela Mamlocka. Na temat dalszego rozwoju sytuacji  w tej sprawie będziemy informować Państwa na bieżąco.
Jingle – Wunschkonzert

W pierwszą niedzielę miesiąca jak zwykle spoglądamy na jubilatów z poprzedniego miesiąca w mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach – dzisiaj na jubilatów z grudnia 2019.:

Nidzickie Stowarzyszenie mogło pogratulować czworgu swoich członków, przy czym 24 grudnia Ginter Ginap skończył 84 lata.

W Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej w Kętrzynie zanotowano dziewięciu jubilatów, wśród nich Helgę Bebłowską z już 88 i Dorotę Trepner z okrągłymi 80 latami.

W Ełku w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Masuren“ cieszyć się mogło dwoje jubilatów. Walter Gorzkowski od 26 grudnia może spoglądać na swoje 89, a Maria Wojciechowska od 27 grudnia na 70 wiosen.

Stowarzyszenie Niemieckie „Rosch“ w Piszu miało na swojej liście czworo jubilatów. Szczególnie podkreślić chcielibyśmy Genowefę Stankiewicz z już  91 latami.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej “Warmia” w Lidzbarku Warmińskim pogratulować mogło czworgu, a Stowarzyszenie Niemieckie „Natangen“ w Górowie Iławeckim sześciorgu jubilatom, którzy świętowali rozpoczęcie nowego roku życia. W Lidzbarku na swoje 87 lat spoglądać może Róża Grynek, a w Górowie Brigitte Miszczuk na 88.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ z Ostródy przesłało nam zestawienie w dziewięciioma jubilatami. Edeltraut Kerski skończyła tam 87, a Berta Grzęda – 83 lata. Poza tym Tatiana Hejne i Edward Pacia skończyli każde okrągłe półwiecze.

W Stowarzyszeniu im. Joachima Schulza w Pasłęku jako jedyną jubilatka była Dorota Strzałkowska, która 28 grudnia skończyła  85 lat.

My z Allensteiner Welle gratulujemy Państwu oraz wszystkim pozostałym i niewymienionym jubilatom, życzymy wszystkiego najlepszego i mamy dla Państwa piosenkę „In dieser Stadt” w wykonaniu Hildegard Kneff.
Anna: I to była pierwsza Allensteiner Welle roku 2020, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru, dobrego tygodnia i wszystkiego dobrego w Nowym Roku 2020.

Audycje realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna

29.12.2019 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle po raz ostatni w roku 2019. Mam nadzieję, że pięknie świętowaliście Państwo Boże Narodzenie, spędziliście czas z bliskimi i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W dzisiejszej audycji:

Spojrzymy na rok 2020 – wykorzystaliśmy czas adwentu, aby spytać dla Państwa kilka osb o ich plany na przyszły rok,

I rozmawialiśmy z konsul generalną Republiki Federalnej NIeiec w Gdańsku Cornelią Pieper – do przyszłego roku pozostaje na swoim urzędzie, a my zapytaliśmy ją o jej dotychczasową pracę jako konsul generalny i o ważne momenty jej kariery.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

Życzymy Państwu, drodzy słuchacze, w imieniu Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur, jak też w imieniu naszej redakcji dobrego i zdrowego Nowego Roku 2020.

***

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w tym tygodniu jak następuje: we wtorek – Sylwestra – o godzinie 17.00 w kościele w Olsztynie – Jarotach, oraz z środę – Nowy Rok – i w przyszła niedzielę, 5 stycznia, każdorazowo o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach; poza tym 5 stycznia i klasztorze katarzynek w Lidzbarku Warmińskim. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2019-12-29 Plany na rok 2020

Zbliża się koniec roku 2019, i można już zobaczyć oznaki roku 2020. Wykorzystaliśmy czas adwentowy i zapytaliśmy kilka osób o ich plany na następny rok:

——-

I znowu kończy się kolejny rok. Nic dziwnego więc, że ludzie myślą już o tym, co czeka ich w następnym roku. Henryk Hoch, przewodniczący Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur, podsumowuje już kilka swoich planów:

[Henryk Hoch:

Mamy już na następny rok bardzo interesujące oferty dla naszych członków z niemieckich stowarzyszeń. Jest to rok 100 lat po referendum na Warmii i Mazurach, w południową częścią Prus Wschodnich. Planowana jest konferencja w Mrągowie i podczas festynu letniego w Butrynach – pierwszy raz na łące organizowana przez Ziomkostwo Prus Wschodnich. Będzie jeszcze wiele innych projektów, jeśli uda się wszystko z naszymi wnioskami w polskim ministerstwie spraw wewnętrznych. Dobrze układa się współpraca z konsulatem generalnym, z urzędem marszałkowskim. Największą imprezą jest festiwal „Pod wspólnym niebem” razem z innymi mniejszościami, który odbędzie się pod koniec sierpnia w Olsztynie.]

Więc proszę już zanotować 16 i 17 kwietnia na seminarium i 11 lipca na festyn letni. Tam znowu będą tańce, tam znowu wystąpi regionalny zespół taneczny „Saga” z Bartoszyc. Prawdopodobnie w mniejszym gronie, jak mówi kierowniczka grupy Danuta Niewęgłowska:

[Danuta Niewęgłowska – wypowiedź w języku polskim]

Nadziei na więcej tancerzy nie traci, a i repertuar zostanie w następnym roku rozszerzony. Jeszcze raz Danuta Niewęgłowska:

[Danuta Niewęgłowska – wypowiedź w języku polskim]

Tancerzem, który nie był aktywny w Sadze, lecz na kilku warsztatach tanecznych, jest Adrian Mańka spod Olsztyna. Biedzi się z kontuzjowanym kolanem, poza tym teraz pracuje i ma przez to mniej czasu na kilka hobby:

[Adrian Mańka – wypowiedź w języku polskim]

Mimo to będzie tańczyć w następnym roku znowu z jednej okazji: spotkania adwentowego Związku Młodych Prus Wschodnich w Ostródzie. Również Damian Kardymowicz z Lidzbarka Warmińskiego od Joannitów – Dzieło Pomocy w Polsce niezłomne planuje bycie tam i wyjaśnia dlaczego:

[Damian Kardymowicz – wypowiedź w języku polskim]

Na poziomie prywatnym ma w planie ambitne społeczne przedsięwzięcie, które w najbliższej przyszłości wiele będzie od niego wymagać:

[Damian Kardymowicz – wypowiedź w języku polskim]

Ten dom jest jego własnym projektem. A jak wygląda następny rok u Joannitów, którymi kieruje? Jeszcze raz Damian Kardymowicz:

[Damian Kardymowicz – wypowiedź w języku polskim]

Rafael Brudzki był liderem grupy młodzieżowej w Związku Mniejszości Niemieckiej w Gdańsku i wrócił po studiach i pracy z Niemiec. Ówcześni młodzi ludzie wprawdzie wszyscy mają parę lat więcej, ale nowy start i tak jest możliwy:

[Rafael Brudzki:

Spróbujemy stworzyć coś nowego. Jesteśmy już trochę starsi, ale jeszcze pasujemy do ram pracy z młodzieżą czy z młodymi dorosłymi, dlatego chcemy coś zbudować. A spotkanie w Ostródzie jest dobrą okazją do zaczęcia czegoś nowego. ]

Jest potencjał, bo są nowi aktywni ludzie w mniejszości niemieckiej w Gdańsku, którzy mogą zabrać ze sobą swoje dzieci, jak mówi Rafael Brudzki:

[Rafael Brudzki:

Mamy widoki na to, że dostaniemy narybek. Dużo ludzi pozostało aktywnych, którzy mają ok. 40 lat i dlatego mają dzieci, małe dzieci. Spróbujemy przyciągnąć ich do nas.]

Ma również już konkretny pomysł na projekt, i to nawet ponad regionami, a jeśli się uda szybko dostać pieniądze, realizacja może być w lecie 2020r.:

[Rafael Brudzki:

Już myślałem o tym, że razem będziemy pływać kajakiem, być może na Pojezierzu Mazurskim – a być może i żeglować. To już zorganizowało parę osób na własną rękę i dobrze to funkcjonowało. Jeśli zrobimy to my wszyscy, mamy mniejszość niemiecką z Warmii i Mazur, z Gdańska, i moglibyśmy przeprowadzić to jako (oficjalny) projekt.]

——-

Były to plany kilku osób, które zapytaliśmy o nie dla Państwa w czasie adwentu, na następny rok 2020.

2019-12-29 Cornelia Pieper

Jeszcze do następnego roku pozostanie konsulem generalnym RFN w Gdańsku – Cornelia Pieper. 29 listopada była gościem parafii ewangelicko-augsburskiej w Sorkwitach i Stowarzyszenia „Przyjaciele Mazur” i wygłosiła w ramach rozmów sorkwickich prelekcję na temat dotychczasowej pracy jako konsul generalny – i ważnych momentów jej kariery. Wykorzystaliśmy szansę, aby zaprosić ją dla Państwa przed nasz mikrofon:

——-

Wraz z Pani wykładem podała Pani wiadomość o projekcie, który jest dla Pani bardzo ważny, mianowicie rewitalizacji pałacu w Sztynorcie. Chodzi o duże pieniądze na to…

[Cornelia Pieper:

Niemiecki Bundestag postanowił nie tylko w tym roku dać pół miliona euro na odbudowę pałacu, ale także zatwierdzić pół miliona euro w przyszłym roku. To bardzo dużo pieniędzy, chcę przypomnieć, że to pieniądze podatników, a jeśli Niemcy zainwestują tutaj swoje pieniądze w Polsce w odbudowę pałacu, który ma stać się historycznym miejscem pamięci, to uważam, że to wyraźny symbol i przyznanie się do przyjaźni niemiecko-polskiej.]

Środki finansowe z Niemiec nie są jednak jedyne…

[Cornelia Pieper:

To zdecydowanie jeszcze za mało. Dlatego zostanie złożony wniosek do polskiego Ministerstwa Kultury, które przeznaczyło już w tym roku niewielki, ale ważny wkład. Z tego powodu może zostać otwarte w pałacu w Sztynorcie centrum informacyjne. Mauzoleum, które zostało już w dużej mierze odnowione, zostanie otwarte. To wszystko są małe kroki, ale idzie to do przodu, a dla regionu, który jest turystyczny, ważne jest zachowanie takich zabytków.]

Małe kroki w kierunku rewitalizacji. Ale dlaczego akurat Pałac w Sztynorcie?

[Cornelia Pieper:

Pałac w Sztynorcie jest dla nas wszystkich bardzo ważny, ponieważ jest to miejsce historyczne, które pokazuje, jak ważne jest przeciwstawianie się społeczeństwa obywatelskiego w dyktaturze. Wszyscy – w tym ja – doświadczyliśmy, jak to jest żyć w dyktaturze, tak jak w socjalizmie. Uważałam za bardzo ważne ze strony Heinricha Grafa von Lehndorffa i jego żony, że w czasach narodowego socjalizmu dołączyli do oporu 20 lipca 1944r. i aktywnie uczestniczyli w zamachu na Hitlera, który niestety, jak wiemy z historii, nie udał się. Prowadzili podwójne życie na zamku, ponieważ ówczesny minister spraw zagranicznych Rzeszy [Joachim] Ribbentrop również tam zamieszkał.]

Jaki wpływ historia pałacu w Sztynorcie ma na jego przyszłość?

[Cornelia Pieper:

Pościg, przez który musieli przejść, w tym dzieci, sama kobieta była prześladowana i aresztowana, Heinrich von Lehndorff został aresztowany i zamordowany, pokazują, że ta historia jest ważną częścią, którą należy przyjąć jako opór. Dlatego Sztynort ma stać się miejscem pamięci, miejscem spotkań młodych ludzi, gdzie zajmować się będą historią, ale także mówić o przyszłości Europy.]

A propos dyskusji o przyszłości: Pani sama weszła po przemianach w latach 1989 i 1990 do polityki. Jak Hans-Dietrich Genscher w owym czasie Panią przekonał?

[Cornelia Pieper:

Jest to fajna anegdota w moim życiu. Oczywiście bardzo cieszyłam się z upadku muru, ale bez tak wybitnych polityków jak Helmut Kohl i Hans-Dietrich Genscher nie byłoby jedności niemieckiej, ponieważ obaj po drodze przynieśli pakiet legislacyjny i zainwestowali na wschodzie Niemiec, aby jedność Niemiec mogła być również osiągnięta politycznie. W tym czasie Genscher zapytał mnie, czy chciałabym kandydować do Bundestagu, miałam wtedy prawie 30 lat i powiedziałam: „Panie Genscher, nie mogę tego zrobić, nie studiowałam prawa, nie jestem prawnikiem ani politologiem.” Genscher zaczął się śmiać i odpowiedział mi: „Mamy już tak dużo prawników w Bundestagu, że nie potrzebujemy już więcej, wciąż potrzebujemy ludzi o normalnej wiedzy i zawodzie”.]

Właściwie nie musiał Pani szczególnie namawiać. Skąd Pani motywacja dla Pani zaangażowania?

[Cornelia Pieper:

Przede wszystkim było to także marzenie życia, które spełniło się nie tylko panu Genscherowi, ale także mnie. Jest faktem, że ludzie mówią, że zamierzam pomóc, chcę budować własny kraj, jestem z Saksonii-Anhalt, jestem jak Genscher z Halle, napisaliśmy pierwsze prawa. Jestem np. współautorem roszczenia prawnego dotyczącego miejsc w przedszkolach w Saksonii-Anhalt, czy ośrodków opieki dziennej w szkołach, aby zachować także standardy socjalne i ostatecznie zagwarantować, żeby inwestycje mogły być realizowane w Saksonii-Anhalt, np. zostały przyspieszone procedury zezwoleń, że można coś zacząć.]

John F. Kennedy powiedział w swojej mowie inauguracyjnej jako prezydent USA: „Nie pytajcie, co wasze państwo może zrobić dla Was, zapytajcie, co Wy możecie zrobić dla Waszego państwa.” – Wypowiedź, z którą Pani na pewno może się zgodzić…

[Cornelia Pieper:

Myślę, że to bardzo ważne, abyś oddał coś swojemu krajowi i swojemu państwu, ponieważ zawsze bierzesz dużo, prawda? Chodzisz do szkoły za darmo, studiujesz za darmo, przynajmniej tak jest do dziś w Saksonii-Anhalt, a potem możecie oddać coś państwu, a ja oddałam to moim własnym zaangażowaniem politycznym, ponieważ chciałam zrobić coś dla mojego kraju rodzinnego, dla Saksonii-Anhalt i Niemiec, ponieważ oczywiście byłam szczęśliwa, że mur upadł i że my teraz mieliśmy swobodę samodzielnego decydowania. Nastąpił duży zysk. W NRD broniono nam mieć własne zdanie, praktykować religię, podróżować. Odczuwało się wzrost wolności przez upadek muru, co było niesamowite, i nadal powinno się doceniać te wartości.]

Po Pani zaangażowanie w Niemczech i dla stosunków polsko-niemieckich jest Pani od 2014 roku konsulem generalnym w Gdańsku. Przychodzi Pani z polityki, a nie z kariery dyplomatycznej. Czy to Pani w obecnej pracy raczej pomogło, czy ją utrudniało?

[Cornelia Pieper:

Po pierwsze, te dwie rzeczy nie są tak różne; jako dyplomata jesteś bardziej powściągliwy w wystąpieniach, ale w rzeczywistości jesteś także bardzo polityczny. Naturalnie skorzystałam z mojego doświadczenia politycznego na tym stanowisku i to naprawdę mi raczej pomaga. Wierzę, że możesz zrobić o wiele więcej, jeśli masz takie sieci w polityce i je znasz, że wiesz także, jak działać, aby realizować pewne projekty, również pod względem finansowania, że jest ci łatwiej niż wtedy, kiedy pochodzisz z biura.]

Co było najsmutniejszym momentem Pani czasu jako konsul generalny?

[Cornelia Pieper:

Najsmutniejszym doświadczeniem była śmierć, zabójstwo Pawła Adamowicza, bo blisko się z nim przyjaźniłam. Był jednym z moich doradców w stosunkach niemiecko-polskich, sam poprosił mnie o radę, trzymaliśmy ze sobą sztamę. Znam jego żonę, znam jego dwie córki, uderzyło mnie to bardzo emocjonalnie, a mój oddech i serce prawie się zatrzymały, kiedy się o tym dowiedziałam.]

A jakie pozytywne przeżycia Pani miała dotychczas?

[Cornelia Pieper:

Codziennie mam wspaniałe doświadczenia, uwielbiam chodzić do dwujęzycznych przedszkoli. Naprawdę (fajnie) jest usłyszeć, jak najmłodsi Niemcy mówią po polsku, a najmłodsi Polacy mówią po niemiecku – można powiedzieć, że jest to kwestia serca, relacje niemiecko-polskie, i dlatego uważam, że dobrze robimy, jeśli inwestujemy w głowach młodych ludzi. Powinniśmy dużo więcej zainwestować w dwujęzyczne przedszkola. Na marginesie: właśnie to robi teraz Szczecin, Euroregion Pomorze bardzo mocno inwestuje w niemieckojęzyczne / dwujęzyczne przedszkola, ale także w szkoły, w których dzieci powinny być nauczane niemieckiego – i odwrotnie, więcej polskiego należy również uczyć i uczyć się na Pomorzu Zachodnim. Myślę, że to bardzo fajny model.]

Opłaca się inwestowanie w młodych ludzi i wspieranie wymiany. A propos wymiany: w swoim wykładzie powiedziała Pani też, że pozostanie Pani z nami w przyszłości w innej funkcji …

[Cornelia Pieper:

Wymiana jest ważna, i na pewno można wiele zrobić. Szczególnie ważne jest, aby inwestować w młodzież, a Fundacja Współpracy Niemiecko-Polskiej jest jednym z najważniejszych promotorów wymiany, zwłaszcza wymiany młodzieży, spotkań między Niemcami a Polakami. Jestem nowym członkiem rady doradczej fundacji i mam nadzieję, że będę mogła również tam zrobić dużo dla regionu Mazur.]

——-

Była to jeszcze urzędująca Pani konsul generalny RFN w Gdańsku Cornelia Pieper w rozmowie z nami o ważnych projektach i ważnych momentach w jej kadencji oraz w jej karierze politycznej.

Anna: I to była ostatnia Allensteiner Welle tego roku, życzę Państwu dobrego tygodnia, udanego Sylwestra i dobrego Nowego Roku.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (bsc)

22.12.2019 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 22.12.2019

Serdecznie witam w Allensteiner Welle w czwartą niedzielę adwentu, przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, nie mieliście zbyt wiele stresu z przygotowaniami do świąt Bożego Narodzenia, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj przy 4 świecach na wieńcu adwentowym znowu z nami.

Dzisiaj w audycji:

–       Przedstawimy relację z uroczystości adwentowej Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur ZSNWiM

–       Oraz z warsztatów dla młodzieży trzech narodowości w drugi weekend adwentu i spotkania adwentowego „Betlejem narodów“ 8 grudnia w Lidzbarku Warmińskim.

–       Za sprawą krótkiego tekstu bożonarodzeniowego pokażemy Państwu, co znaczy pomagać gdzie tylko można.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

_______________________________________________________________

Jingle – wiadomości

Drodzy słuchacze, w imieniu Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur jak też w imieniu redakcji i wszystkich kolegów, którzy przyczyniają się do realizacji Allensteiner Welle, życzymy Państwu spokojnych, nastrojowych świąt Bożego Narodzenia.

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w tym tygodniu następująco: we wtorek – w Wigilię – pasterka o godzinie 22.00 w kościele w Olsztynie – Jarotach, w środę – pierwszy dzień świąt oraz w czwartek – drugi dzień świąt, jak też w przyszłą niedzielę, 29 grudnia każdorazowo o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2019-12-22 Moderation Beitrag Advent 2

Adwent jest i dla mniejszości niemieckiej w województwie warmińsko-mazurskim czasem przytulnych przedświątecznych spotkań. Oczywiście nie jest możliwe być na uroczystościach wszystkich stowarzyszeń. Chcemy Państwu dać mimo to mały wgląd, tym razem w spotkanie adwentowe Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur ZSNWiM 6 grudnia w Olsztynie:

——-

Przedstawiciele stowarzyszeń mniejszości niemieckiej w południowych Prusach Wschodnich spotkali się jak w ubiegłych latach w restauracji „Villa Pallas”, tylko tym razem w innej, mniejszej sali. Powód tej zmiany był właściwie pozytywny, ponieważ w dużej sali restauracji spotkali się przedstawiciele województwa warmińsko-mazurskiego z reprezentantami regionu partnerskiego Saksonia-Anhalt. Marszałek województwa Gustaw Marek Brzezin znalazł mimo to czas, by zajrzeć do mniejszości niemieckiej. Przewodniczący ZSNWiM Henryk Hoch przypomniał projekty z kończącego się roku, zwłaszcza ostatnie nowe wydarzenie:

[Henryk Hoch:

Teraz w Ostródzie został organizowany przez Anię Czajkowską dla młodzieży z różnych szkół i różnych mniejszości niemieckich konkurs literacki (recytatorski), i przy okazji dostali oni dużo wiedzy na temat naszych znanych pisarzy: Arno Holza, Arno Surminskiego, Ernst Wiecherta i wszystkich innych. Był to ostatni konkurs w tym roku; będzie się on odbywać ponownie. Szacuje, że w tym roku było ok. 60 uczestników, i myślę, że w następnym roku liczymy na 100. Musi to się odbyć, bo potrzebujemy pilnie znajomości języka niemieckiego i musimy to trenować. Chodzi o znajomości tego języka.]

Oprócz Gustawa Marka Brzezina przybyli również jego pełnomocnik ds. mniejszości narodowych i etnicznych Wiktor Marek Leyk i przewodniczący komisji ds. mniejszości w Sejmiku Jarosław Słoma. Ostatni podkreślił wagę mniejszości niemieckiej dla regionu:

[Jarosław Słoma – wypowiedź w języku polskim]

Poza tym podkreślił wolę województwa do wspierania działalności mniejszości niemieckiej

[Jarosław Słoma – wypowiedź w języku polskim]

Pozytywne aspekty dzisiejszych czasów należy docenić, jak mówił Jarosław Słoma, bo…

[Jarosław Słoma – wypowiedź w języku polskim]

Data spotkania była wspaniałą okazją dla słowa  duchownego autorstwa kanonika Andre Schmeiera, katolickiego duszpasterza mniejszości niemieckiej w regionie:

[Ande Schmeier:

Mikołaj był biskupem Myry, miasta w dzisiejszej południowej Turcji. Żył od końca III wieku do połowy IV wieku. Jest wiele legend o życiu Św. Mikołaja. Tylko o jednej chcę teraz opowiedzieć. Mówi ona o biednym człowieku, który miał trzy córki, a kiedy chciał wydać córkę za maż, był wtedy zwyczaj, że dostawała ona posag. Człowiek ten był biedny, i nie miał nic, aby dać swoim córkom. Jako wyjście z tej sytuacji chciał czynić ze swoich córek nierządnice, żeby zarobiły pieniądze na posag. Mikołaj o tym usłyszał i – bo pochodził z bogatej rodziny – rzucił bryłkę złota przez okno, aby ratować te trzy dziewczyny, aby dać im posag. Ojciec odkrył to, poznał go i mu podziękował.]

Mikołaj nie odwrócił wzroku, lecz był tak uważny, jak my również powinniśmy być, podkreślił kanonik Andre Schmeier:

[Andre Schmeier:

Mikołaj widział zmartwienia swoich bliźnich. To jest coś, co i my możemy wziąć ze sobą na ten adwent, że jest i dla was ważne, by wiedzieć zmartwienia naszych bliźnich, pomóc, gdzie tylko to możliwe, wzajemnie wspierać się, i razem żyć i działać w sensie chrześcijańskim, duchownym. Życzę Państwu jeszcze błogosławionego adwent i Wesołych Świąt.]

Muzyczną oprawę uroczystości nadała rodzina Panasiuk. Ojciec Paweł jest wiolonczelistą Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej, matka Agnieszka gra tam na fortepianie, a córka Aleksandra uzupełnia trio swoimi skrzypcami. Jedną z kolęd do wspólnego śpiewania była „Schneeflöckchen, Weißröckchen”:

[muzyka]

Życzenia na zakończenie wygłosił  przewodniczący ZSNWiM Henryk Hoch:

[Henryk Hoch:

Członkom wszystkich naszych stowarzyszeń niemieckich chciałbym życzyć radosnych, zdrowych, refleksyjnych Świąt, rodzinnych Świąt, jak kiedyś świętowano w Prusach Wschodnich, no i dużo zdrowia, bo nas jest coraz mniej, i Szczęśliwego Nowego Roku 2020.]

——-

Były to wrażenia z uroczystości adwentowej Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur dnia 6 grudnia w Olsztynie. Za chwilę pokażemy Państwu za pomocą krótkiego świątecznego tekstu, co to znaczy, pomagać, gdzie tylko to możliwe.
2019-12-22 Adwent 3

Adwent jest i dla mniejszości niemieckiej w województwie warmińsko-mazurskim czasem przytulnych przedświątecznych spotkań. Chcemy Państwu pokazać jeszcze więcej,  a mianowicie  warsztaty młodzieżowe dla trzech narodów w drugi weekend adwentu i spotkanie adwentowe „Betlejem Narodów” dnia 8 grudnia w Lidzbarku Warmińskim:

——-

[muzyka]

Dobry wieczór, piękny wieczór – to rozbrzmiewa na powitanie na spotkaniu adwentowym „Betlejem Narodów”. Śpiewają uczestnicy warsztatów młodzieżowych, chór Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej „Warmia” – i publiczność. Impreza odbywa się po raz 26. Ale jak i dlaczego właściwie się zaczęła? O tym organizatorka Ewa Huss-Nowosielska ze stowarzyszenia „Warmia”:

[Ewa Huss-Nowisielska – wypowiedź w języku polskim]

Tę wielokulturową podstawa swojego miasta podkreśla również burmistrz Lidzbarka Warmińskiego Jacek Wiśniowski, który zawsze gości podczas „Betlejem Narodów”:

[Jacek Wiśniowski – wypowiedź w języku polskim]

Jacek Wiśniowski mówi też w imieniu swoich kolegów z gminy i powiatu Lidzbark Warmiński, którzy jak on finansowo wspierają projekt. Guiseppe Lo Coco z konsulatu generalnego RFN w Gdańsku reprezentował kolejnego sponsora. Poza tym 50 młodych ludzi mogło u uczestniczyć w tej imprezie dzięki ministerstwu kultury w Warszawie i Fundacji Rozwoju Śląska. Grupą ukraińską z Kandyt kieruje Nadzieja Ortyńska, która od lat podczas warsztatów trenuje dzieci w dziedzinie muzyki razem ze swoim mężem Orestem. Dla niej ten adwent jest zawsze możliwością, aby zaprezentować swoją kulturę – i do życia w zgodzie ponad kulturami:

[Nadzieja Ortyńska – wypowiedź w języku polskim]

Podczas warsztatów jest jak zawsze regionalny zespół taneczny „Saga” z Bartoszyc. „Betlejem Narodów” bez niego – nie do pomyślenia, mówi jego kierowniczka Danuta Niewęgłowska:

[Danuta Niewęgłowska – wypowiedź w języku polski]

Ona dba tam o majsterkowanie kart świątecznych i bombek. Kto jeszcze mocno pomaga, wylicza dalej Ewa Huss-Nowosielska:

[Ewa Huss-Nowisielska – wypowiedź w języku polskim]

Pozostaje jeszcze teatr pod kierownictwem Sylwii Matczak. Dwa krótkie utwory muzyczne na początku sztuki już wskazują na konflikt:

[muzyka]

Pomysł, jakie kryje się za wspólnie wypracowanym przedstawieniem wyjaśnia Ewa Huss-Nowosielska:

[Ewa Huss-Nowisielska – wypowiedź w języku polskim]

Rezultat końcowy badań anioła i diabla: tu jest niebo z odrobinką piekła, stworzone przez człowieka. Maria i Józef szukają swojego miejsca na tym świecie i są zdziwieni różnorodnością języków, w których tu razem się śpiewa w czasie Świąt Bożego Narodzenia – po polsku, ukraińsku i niemiecku:

[muzyka]

Wspólne śpiewanie jest bardzo ważne podczas „Betlejem Narodów” i również spokojne zakończenie, na które zespół taneczny „Saga” w tym roku przygotował taniec ze świecami – wyciszony taniec na spokojne Święta:

[muzyka]

——-

Były to wrażenia z imprezy adwentowej „Betlejem Narodów” w Lidzbarku Warmińskim z warsztatami dla młodzieży z trzech narodów od 6 do 8 grudnia i uroczystości kończącej je  dnia 8 grudnia.
2019-09-22 Opowieść wigilijna

Następująca krótka opowieść jest wolnym tłumaczeniem epizodu z książki autorstwa Wernera Lansburgh´a „Holidays for Doosie”:

Byłem zaproszony do kolegi o nazwisku Norton z okazji pierwszego dnia Bożego Narodzenia, ale spóźniłem się na pociąg i przyjechałem za późno do wsi, gdzie on mieszkał. Ponadto nie miałem jego adresu ani w głowie, ani zanotowanego. Aby nie musieć wracać do Oxfordu, poszedłem jeszcze do zawiadowcy stacji. On pamiętał, że widział kogoś czekającego na peronie, jednak nie znał Nortona, a ten nie był wpisany w książce telefonicznej. Ale pan Smith, listonosz, powinien znać adres. Może byłby to trochę nieodpowiedni moment – pierwszy dzień Bożego Narodzenia, aby mu przeszkadzać, ale nic nie można było na to poradzić. Poprosił mnie, abym za nim poszedł.

Pan Smith również nie znał Nortonów, prawdopodobnie bardzo niedawno się sprowadzili. „Więc musimy po prostu pójść i popytać we wsi”, powiedział po prostu, ubrał się ciepło, wysłał zawiadowcę stacji z powrotem na dworzec i przejął dalszą opiekę nade mną.

Przyprowadził mnie do handlarza warzywami pan Lennoxa, do tylnich drzwi, bo sklep oczywiście był zamknięty. Ten również nie znał Nortonów; wprawdzie miał kilku nowych klientów, ale jeszcze nie ich nazwiska w głowie. Nawet wiejski policjant wraz ze swoim trojgiem dzieci w humorze świątecznym nic o nich nie wiedział: „Nikt przecież nie musi meldować się na policji. Jesteśmy wolnym krajem.”

Dalej poszliśmy do pani Hollingway, według pana Smitha coś takiego jak największa plotkara we wsi, która jednak też nic o nich nie wiedziała i wysłała nas dalej do handlarza wyrobami tytoniowymi pan Petersa. Ten z kolei skierował nas do pana White, agenta nieruchomości, który mieszkał po drugiej stronie wsi. Być może on słyszał o ludziach, którzy ostatnio się sprowadzili.

Jednak i pan White tylko pokiwał głową z ubolewaniem: „Szczerze jest mi przykro. Jaka szkoda minąć się z przyjaciółmi w pierwszym dniu Bożego Narodzenia.”

Aaaale… ale jego syn John mógłby coś wiedzieć, bo codziennie roznosi gazety. „Akurat jest obok, u sąsiadów, może Państwo tam spróbują.”

Spróbowaliśmy, a mały John, który miał około dwunastu lat i był pełen radości świątecznej, dokładnie wiedział, kogo mieliśmy na myśli: „Tak jest, proszę pana, Nortonowie, sprowadzili się miesiąc temu. Zaprowadzę Pana tam.”

Pan Smith zrobiwszy swoją część pracy, wrócił do domu do swojej żony i swoich dzieci, a mały John i ja poszli jeszcze raz przez całą wieś – tę przecudowną wieś – aby po drugiej stronie trafić do Nortonów. Nortonowie byli uszczęśliwieni: „Myśleliśmy, że Pan o nas zapomniał. Jak Panu się udało nas znaleźć?”

Nie byłem w stanie od razu odpowiedzieć. Głos uwiązł mi w gardle.
Anna: I to była Allensteiner Welle w czwartą niedzielę Adwentu, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i pięknych świąt Bożego Narodzenia.

Audycje realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. Pięknych świąt, wiele radości, do usłyszenia! (ap/ad)

15.12.2019 (opis do dźwięku)

Allensteiner Welle 15.12.2019

Anna: Serdecznie witamy w Allensteiner Welle! W trzecią niedzielę adwentu 2019 roku przy mikrofonie wita Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend, dzisiaj zapaliliście trzecią świecę na wieńcu adwentowym i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

Przedstawimy relacje ze spotkań adwentowych mniejszości niemieckiej w regionie, które już się odbyły,

I porozmawiamy raz jeszcze na temat szczegółów projektu Fundacji Mamlocka w Gardei – tym razem z Michaelem Mamlockiem i wójtem gminy Gardeja Kazimierzem Kwiatkowskim.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w tym tygodniu w przyszła niedzielę, 22 grudnia i czwartą niedzielę adwentu o godzinie 10.00 w Olsztynie Jarotach. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2019-12-15 Advent 1

Adwent jest także dla mniejszości niemieckiej w województwie warmińsko-mazurskim czasem przytulnych przedświątecznych spotkań. Oczywiście nie jest możliwe być na uroczystościach wszystkich stowarzyszeń. Chcemy Państwu dać mimo to mały wgląd, więc jeździliśmy dla Państwa po powiecie ostródzkim:

——-

Naszym pierwszym przystankiem był Hotel „Sajmino” w Kajkowie koło Ostródy, w którym Związek Młodych Prus Wschodnich, organizacja młodzieży Ziomkostwa Prus Wschodnich, w pierwszy weekend adwentowy przeprowadził swoje spotkanie adwentowe. Podczas naszego przybycia właśnie rozdzielano zadania do przygotowania uroczystości w sobotni wieczór. Edyta Gładkowska z biura Ziomkostwa Prus Wschodnich w Olsztynie i Danuta Niewęgłowska, kierowniczka grupy tanecznej „Saga” z Bartoszyc werbują do pieczenia i majsterkowania:

[Edyta Gładkowska – tłumaczenie w dźwięku, i Danuta Niewęgłowska – wypowiedź w języku polskim]

Cały długi weekend rozmawia się po niemiecku i po polsku, a wszystkie działania odbywają się w wielkie sali hotelu. Dla Edith Schattauer, która właśnie wykonuje gwiazdy z papieru, jest to bardzo ważne:

[Edith Schattauer:

To jest najważniejsze, że wspólnota znajduje się w jednym pomieszczeniu, a nie w wielu małych. Jedna sala, różne stoły poświęcone różnym grupom, bo kiedy dzielimy to przestrzennie, to nie ma wspólnoty i atmosfery i wspólna energia nie udziela się ludziom. Jedni tańczą, inni pieką, inni majsterkują i ważne jest, że się widzi i powstaje ciekawość tego, co można zrobić.]

Ona jest współtwórczynią tych spotkań adwentowych, które odbywały się na początku kilka razy w Olsztynie i znalazły od tego czasu swoje miejsce w Ostródzie – najpierw w nieistniejącym już Hotelu Park i później w Hotelu „Sajmino”. W następnym roku będzie spotkanie jubileuszowe, na które znowu przyjedzie:

[Edith Schattauer:

Tak, w następnym roku jest 30 raz i oczywiście wrócimy tu razem z ludźmi, którzy od wcześniej nam towarzyszyli. Jak widać, są dziewczyny, które miały wtedy 15 lat a teraz przeprowadziły ze sobą dzieci 10-letnie – to już trzecie pokolenie.]

Jak słychać w tle, przyjechały również dzieci jeszcze młodsze i integrują się w programie spotkania. Jest to zjawisko, które dopełniano w ostatnich latach. Wychowywał się natomiast na tych spotkaniach Adrian Mańka, który był na nich już 13 czy 14 razy:

[Adrian Mańka – wypowiedź w języku polskim]

Aby spotkać się ze znajomymi ludźmi również Damian Kardymowicz wciąż przyjeżdża do Ostródy, kiedy pozwala mu na to jego praca jako szefa młodych Joannitów w Polsce. Jego zadaniem jest przygotowanie grzańca względnie tzw. Feuerzangenbowle:

[Damian Kardymowicz – wypowiedź w języku polskim]

Jeszcze innym stałym gościem, który zawsze chce brać udział w spotkaniu, jest Rafael Brudzki. Pochodzi z Gdańska, ale był w Niemczech na studiach i w pracy:

[Rafael Brudzki:

Nie zawsze byłem, bo wcześniej, kiedy jeszcze pracowałem w Niemczech, nie było możliwości z powodu podróży, trudności dostania urlopu, ale zdecydowałem się, że kiedy jestem tu (w Polsce) biorę urlop, jadę do Ostródy i będę tu cztery dni i cały ten program.]

Za organizacyjne sznurki pociąga Tobias Link. Przewodniczący Związku Młodych Prus Wschodnich jest również w zarządzie Ziomkostwa Prus Wschodnich. Widzi się bardziej jako koordynator, a mniej jako szef:

[Tobias Link:

Trzymać wszystko w rękach, zapowiadać punkty programu, delegować, kto kiedy i dokąd, i jako całość wyznaczyć ramy imprezy. Zakup rozmaitych składników do majsterkowania, książki z piosenkami, produkty do grzańca, więc nie mało, można na tym spędzić parę dni, ale musi stać się piękna impreza. Sprawia nadal jeszcze radość, kiedy wszyscy są szczęśliwi, uczestnicy cieszą się nią, biorą ze sobą do domu coś pięknego, wtedy to się opłaciło.]

Liczba uczestników jest duża i zostanie, taką nadzieję ma Tobias Link, jeszcze przewyższona w następnym roku:

[Tobias Link:

Rok temu mieliśmy tak dużo uczestników jak nigdy w ostatnich latach. Musieliśmy ustawić dodatkowe stoły. Było nas trochę więcej niż 90, jeżeli dobrze liczyłem. Być może uda nam się dzisiaj mieć 100 uczestników – to byłaby fajna impreza. W następnym roku będzie udana sprawa, mamy 30 lecie, trzeba właściwie dążyć do czegoś z 30, może 4 razy 30, 120 gości – ale potrzebujemy wtedy bardzo dużej sali.]

Zmieńmy atmosferę do mniejszej sali i mniejszej liczby gości. W Morągu świętowało Stowarzyszenie Ludności Niemieckiej im. Herdera jak zawsze dwa razy, raz w małym gronie i drugi raz podczas Wigilii z Herderem w Muzeum im J.G.Herdera w tym mieście. Gościem na mniejszej uroczystości z ok. 30 osobami 7 grudnia był też pastor ewangelicko-augsburski z Ostródy Wojciech Płoszek. Jego słowo duchowe traktowało o rozpoznawaniu znaków przed przybyciem zbawiciela. Rozpoznać znaki sam musi całkiem inaczej w życiu prywatnym:

[Wojciech Płoszek – wypowiedź w języku polskim]

Rozpoznać znaki, odnaleźć spokój, aby nie oddalać się wzajemnie od drugiej osoby, lecz spotkać się, tak podsumował jego katolicki konfrater Dariusz Piórowski z Morąga swoją nadzieję. Należy do tego również wspólnie śpiewanie i muzykowanie – mieszane, po niemiecku i po polsku, a potem po białorusku:

[muzyka]

Gościem stowarzyszenia morąskiego była białoruski zespól „Molwieniec” z Królewca pod kierownictwem Dmytryja Harnyego.

Pozwólmy ich muzyce zaprowadzić nas z powrotem do Ostródy.

Tam adwent świętowało tego samego dnia, tylko trochę później, Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Jodły” w Ostródzie. Na scenie jak zawsze grupa młodzieżowa stowarzyszenia prezentująca swoje umiejętności:

[muzyka]

Dawny chór seniorek „Jodły” niestety już nie występuje. Liczba jego członkiń mocno zmniejszyła się, a pozostałe piosenkarki w większości są już zbyt wiekowe, aby przyjeżdżać regularnie na próby. Ale podczas wspólnego śpiewania w sali jeszcze można je wyraźnie usłyszeć. Na przykład w piosence o pieczeniu adwentowym. I tu koło zamyka się, bo tej pieśni adwentowej młodzi piosenkarze i piosenkarki nauczyli się parę lat temu podczas spotkania adwentowego Związku Młodych Prus Wschodnich w Ostródzie:

[muzyka]

——-

Były to wrażenia z uroczystości adwentowych w pierwszy i drugi weekend adwentu w powiecie ostródzkim. Spotkały się i świętowały Związek Młodych Prus Wschodnich, Stowarzyszenia Ludności Niemieckiej im. Herdera w Morągu i Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Jodły” w Ostródzie.

2019-12-15 Gardeja 3

Cztery lata temu z jeziora w okolicy Gardei wydobyta została stella żydowskiego grobowca (macewa). Uwieczniona na niej była Rosa Mamlock, której prawnuk Michael Mamlock odwiedził dwa lata później miejsce znaleziska. Utworzona przez niego Fundacja Mamlock próbowała 16 listopada znaleźć dalsze nagrobki w jeziorze. Przy tej okazji rozmawialiśmy z Michaelem Mamlockiem i wójtem gminy Gardeja Kazimierzem Kwiatkowskim o tle tego projektu:

——-

W Gardei przy drodze krajowej między Grudziądzem i Kwidzynem kiedyś istniał cmentarz żydowski. Macewa z niego została wydobyta z pobliskiego jeziora. Czy Michael Mamlock wcześniej już miał informacje na temat tej miejscowości?

[Michale Mamlock:

Nie, nie było ich. Ale zawsze prywatnie poszukiwałem informacji o mojej rodzinie, która jest rozproszona po całym świecie – Izrael, USA, Ameryka Południowa i Anglia. Zawsze miałem zespół badających w Niemczech i Polsce. Zawsze to mnie interesowało, bo moja rodzina pochodzi pierwotnie z Polski, tzn. nie z tak zwanych terenów wschodnich (Niemiec), lecz z Kalisza. Tam bardzo długo żyli i później zrobili ten ruch, wywędrowali w kierunku Kwidzyna.]

Z pierwszymi informacjami o macewie i możliwych dalszych znaleziskach przyszedł do wójta Gardei Kazimierza Kwiatkowskiego, który, jak mówi, chętnie zapewnił swoje wsparcie dla dalszych kroków:

[Kazimierz Kwiatkowski – wypowiedź w języku polskim]

Poszanowanie żywych i umarłych obowiązuje też dla byłych ewangelickich cmentarzy, z którymi już trochę czasu ma doświadczenie. Te są pielęgnowane i utrzymywane w dobrym stanie przez gminę razem z mniejszością niemiecką w Kwidzynie pod kierownictwem Manfreda Ortmanna i więźniami więzienia w Kwidzynie, jak mówi Kazimierz Kwiatkowski:

[Kazimierz Kwiatkowski – wypowiedź w języku polskim]

I dla tej pielęgnacji i dla utworzenia i utrzymania miejsca pamięci na terenie byłego cmentarza żydowskiego w Gardei potrzebne jednak są pieniądze – na przykład z RFN. Konsul generalna z Gdańska Cornelia Pierper odwiedziła już przynajmniej miejsce znalezienia macewy, relacjonuje Kazimierz Kwiatkowski:

[Kazimierz Kwiatkowski – wypowiedź w języku polskim]

Aby ułatwić pozyskanie pieniędzy i umożliwiać darowizny, utworzono Fundację Mamlock. Jak do tego doszło i z jakimi instytucjami fundacja teraz współpracuje, o tym opowiada Michael Mamlock:

[Michale Mamlock:

Pan Bartosiak, który znalazł kamień, umieścił oczywiście informacje w Internecie. Nasza kuratorka dr Bergner znalazła to, więc powiedzieliśmy wtedy „patrzcie, jesteśmy razem zespołem, utwórzmy z tego fundację”, z której następnie powstało jeszcze o wiele więcej, przez co mamy wsparcie z wielu miejsc – ministerstwa kultury państwa polskiego, ambasady amerykańskiej w Warszawie, kościoła katolickiego przez reprezentanta współpracy żydowsko-chrześcijańskiej, który się angażuje, sufragana Markowskiego. Jeszcze współpracujemy z fundacją dla dziedzictwa żydowskiego, która ma swoją siedzibę w Warszawie. Z nimi mamy kontrakt, bo powiedzieli „potrzebujemy takich ludzi jak państwo, nie możemy tu tego dokonywać” – oni zarządzają całą własnością żydowską w księgach wieczystych w Polsce. Oni chcą, żebyśmy my w następnych latach kontynuowali pracę nad projektami, które nam dadzą – zaoferowali nam już trzy cmentarze, których sytuacja nie jest tak skomplikowane jak tu. Chodzi o remontowanie miejsc, o odnajdywanie nazwisk i o publikowaniu tego wszystkiego.]

Czyli szeroka baza dla projektów, m.in. również tego w Gardei. Tam przewidziane jest na jednej części pagórka, który pozostał jeszcze z cmentarza żydowskiego, utworzenie zgodnie z wolą wójta miejsca pamięci. Obecne stoi tam jeszcze budynek, który służył jako miejsce imprez i dyskotek:

[Michael Mamlock:

Wójt jasno powiedział, że wyburzy go. Tam na górze jest wielka powierzchnia i tam chce mieć miejsce pamięci, będzie tam budynek, tzw. lapidarium, gdzie przedstawiona zostanie cała kwerenda w sprawie byłej ludności żydowskiej, łącznie z tym, co jeszcze znajdziemy. Powstanie tu miejsce pamięci dla byłej ludności żydowskiej, mianowicie od urodzenia się do dzisiaj do miejsca pobytu jeszcze żyjących (potomków). Wójt bardzo to wspiera. Wpisane będzie to do spisu miejsc pamięci, będzie szczególnie chronione monitoringiem itd. Nie będzie czymś tymczasowym, lecz stałym.]

Wtedy Ryszard Bartosiak przeniesie tu znalezioną macewę Rosy Mamlock, i możliwe dalsze znaleziska oraz dokumentacje dot. rodzin żydowskich, które mieszkały w Gardei, znajdą tam swoje miejsce. Ale trzeba również przybliżyć to miejsce i historię, która się za nim kryje, dzisiejszym mieszkańcom. Jeszcze raz Michael Mamlock:

[Michael Mamlock:

Będzie również publikacja. A ze strony rady gminy podczas ostatniego posiedzenia, które mieliśmy, obecnych było dwoje nauczycieli, którzy powiedzieli, że chcą wykorzystać materiały dydaktycznie dla uczniów, że to nie tylko tak tu będzie stało, i nikt nic nie będzie wiedział na ten temat, lecz znaczy to, że zrobi się historię możliwe do przeżycia, do przeżycia, co tu było. Dydaktyczny aspekt odgrywa wielką rolę dla potomności, dla uczniów – i są nauczyciele, którzy bardzo się tym interesują.]

——-

Były to informacje o tle poszukania macew w jeziorze Sabjinken koło Gardei dnia 16 listopada. Naszymi rozmówcami byli Michael Mamlock, który wraz ze swoją Fundacją jest organizatorem projektu miejsca pamięci w Gardei, oraz wójt gmina Gardeja Kazimierz Kwiatkowski.

Anna: I to była Allensteiner Welle w trzecią niedzielę adwentu 2019, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (bsc)

01.12.2019 (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle w pierwszą niedzielę adwentu 2019. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście przy blasku pierwszej świecy adwentowej znowu z nami.

W dzisiejszej audycji:

–        Przedstawimy relację z warsztatów filmowych, które zorganizowała nowa menadżer do spraw kultury Instytutu Stosunków Zagranicznych w Olsztynie Julia Herzog we współpracy ze Związkiem Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur – w ramach warsztatów zajmowano się stereotypami i przesądami z filmu „Heimat ist kein Ort“ oraz z życia uczestników,

–        Oraz z nowej imprezy w kalendarzu Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur – 22 listopada odbyła się w Ostródzie pierwsza edycja wojewódzkiego nieieckijęzycznego konkursu recytatorskiego.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.
Jingle – wiadomości

Tegoroczne spotkanie adwentowe Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur odbędzie się w piątek, 6 grudnia, w Mikołajki. Przedstawiciele organizacji członkowskich oraz zaproszeni goście spotkają się o godzinie 15.00 w restauracji „Villa Pallas“ w Olsztynie.

****

W sobotę, 7 grudnia, odbędzie się spotkanie adwentowe w Morągu, gdzie Stowarzyszenie Ludności Niemieckiej „Herder” zaprasza o godzinie 11.00 do Hotelu „Irena”. Kolejne organizuje Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ w Ostródzie o godzinie 13.00 w Hotelu „Sajmino“ w  Kajkowie.

****

Uroczystością „Betlejem narodów“ zakończą się jak co roku warsztaty adwentowe dla młodzieży wielu narodowości pod tą samą nazwą w Lidzbarku Warmińskim. Warsztaty rozpoczynają się w tym roku 6 grudnia, uroczystość zakończenie zaplanowana jest 8 grudnia o godzinie 14.00. Miejscem spotkania jest ponownie Gminne Centrum Kultury w Pilniku.

****

Kawiarnia kulturalna „Stary Zaułek“ na olsztyńskiej starówce będzie 5 grudnia znowu miejscem comiesięcznej sceny niemieckiej, spotkania osób zainteresowanych niemieckim językiem i kulturą. Początek jak zwykle o godzinie 19.30.

****

W środę 4 grudnia w Muzeum Nowoczesności Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie w centrum zainteresowania znajdą się sporty zimowe. Jaki sport był najbardziej lubianym? Gdzie były miejsca zimowego wypoczynku i zawodów? Odpowiedzi na te i inne pytania usłyszeć będzie można podczas prezentacji kolejnego eksponatu miesiąca, pary kijków narciarskich ze zbiorów Muzeum. Początek imprezy o godzinie 17.00.

****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszłą niedzielę, 8 grudnia – w drugą niedzielę adwentu  o godzinie 14.00 w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2019-12-01 Warsztaty filmowe

16 listopada odbył się pierwszy projekt nowej menedżerki ds. kultury Instytutu  Stosunków Zagranicznych IfA w Olsztynie Julii Herzog we współpracy ze Związkiem Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur ZSNWiM. W ramach warsztatów filmowych wspieranych finansowo przez IfA w pomieszczeniach ZSNWiM tematem były przesądy i stereotypy z filmu „Heimat ist kein Ort” (pl. Ojczyzna nie jest miejscem) i z codziennego życia uczestników
——-
Projekt warsztatowy „Polacy i Niemcy w filmie” Julia Herzog przejęła od swojego poprzednika Ralfa Meindla, który chciał przeprowadzić go w sierpniu. Jednak ani wtedy ani w pierwszym planowanym przez Julię Herzog terminie nie było zbyt dużego zainteresowania. Ważna zmiana przyniosła potem pożądany sukces. O tym Julia Herzog:

[Julia Herzog:

Chodziło m.in. o to, czy uczniowie naprawdę zrozumieją cały film po niemiecku; dlatego poziom językowy dopasowaliśmy do umiejętności uczestników. Treść filmu została najpierw przedstawiona, żeby na wszelki przypadek było jasne, o co w filmie chodzi.]

Zgłosiło się ostatecznie prawie 20 osób, z których kilka nagle musiało niestety zrezygnować. Ale 13 młodych ludzi, wśród nich studentka germanistyki, przyszło 16 listopada do siedziby ZSNWiM. I ci nie mieli problemów z językiem, jak relacjonuje Julia Herzog:

[Julia Herzog:

Uczniowie wszyscy znali niemiecki, oczywiście na różnych poziomach. Warsztaty zostały poprowadzone w całości dwujęzycznie, przy czym język niemiecki przeważał. Na początku na rozgrzewkę było trochę więcej (po polsku), a na końcu było naprawdę bardzo dużo po niemiecku, uczniowie mogli się rozwinąć, co fajnie było widać.]

Jednym z uczestników był Marcin Targoński z XII Liceum im. Marii i Georga Dietrichów w Olsztynie. Uczy się niemieckiego od trzech, czterech lat i nie miał trudności z rozumieniem filmu „Heimat ist kein Ort”:

[Marcin Targoński – wypowiedź w języku polskim]

Ale o co właściwie chodzi w filmie „Heimat ist kein Ort”? Julia Herzog:

[Julia Herzog:

Chodzi o to, że starszy pan, który urodził się tu w byłych Prusach Wschodnich, zmarł. Aby jego troje dzieci mogło objąć spadek, muszą wyjechać do Prus Wschodnich, poznać jego ojczyznę, miejscowości, gdzie mieszkał, żeby dowiedzieć się, gdzie on żył, bo jeszcze nic nie wiedzą o tym. Kiedy jeszcze żył, nic nie mówił o tym. Tych troje udają się więc w podróż, film nadal jest kolorowy i wesoły, ale również głęboki i smutny, jest dobra mieszanka obu nastrojów. Pokazano go po niemiecku, nie było napisów polskich.]

Przesądy i stereotypy miedzy Niemcami i Polakami – tak brzmiał temat ramowy. A przedstawione w filmie pokazane postaci oferowały widzom ich różnorodność – i prawie już jako karykatury, uważa przynajmniej Marcin Targoński:

[Marcin Targoński – wypowiedź w języku polskim]

Że tego tematu nie trzeba koniecznie traktować tylko poważne, całkowicie było zamiarem organizatorki Julii Herzog, dla której niektóre opinie też były nowe:

[Julia Herzog:

Było również tak, jak można oczekiwać, bardzo śmiesznie. Było też dla mnie  ciekaw, usłyszeć coś nowego, bo niektóre (przesądy) się zna, niektórych nie zna. Niemcy – to jest Bundesliga, Oktoberfest. Co było nowe i fajne do obserwowania, że też mówiono, że Niemcy mają dużo oszczędności, że Niemcy myślą już o przyszłości, a Polacy żyją swoje życie tu i teraz.]

Takich różnic kulturowych i obchodzenia się z nimi uczy się najlepiej w ramach wymian szkolnych. Marcin Targoński już był gościem szkoły partnerskiej w Offenburgu:

[Marcin Targoński – wypowiedź w języku polskim]

I również filmy krótkometrażowe, które pokazano aby wesprzeć dyskusję w ramach warsztatów, tworzą jego zdaniem obraz zróżnicowany:

[Marcin Targoński – wypowiedź w języku polskim]

A to było też przyjęte w pracy w grupach, jak mówi Julia Herzog

[Julia Herzog:

Na końcu jeszcze praca w grupach na temat „co możemy zrobić przeciw takim przesądom?”. Nie możemy ludzi nie uogólniać.]

Ważnie podczas takiej imprezą jest, żeby uczestnicy dobrze się  czuli. O atmosferze podczas warsztatów filmowych „Polacy i Niemcy w filmie” organizatorka Julia Herzog:

[Julia Herzog:

Całościowo spędziliśmy sześć godzin. Jak jeden uczeń powiedział na koniec „planowaliśmy tak na minutę” – i tak było. Nie pojawiła się ani sekunda nudy, w czasie pracy w grupach czasami grała muzyka. Była naprawdę luźna i piękna atmosfera i nastrój.]

Również grupa wpasowała się dobrze we wspólny dzień:

[Julia Herzog:

Była różnorodna grupa, bardzo dobrze miedzy sobą się zrozumieli. Nie rozwijały się grupki, to też było ważne dla mnie, bo czasem tak może być, kiedy jest ich dużo z jednej szkoły i dobrze się znają z klasy, ale tak tutaj nie było. Oni mieli ochotę poznania się nawzajem, to było bardzo fajnie obserwować.]

Dobre wrażenie potwierdza też Marcin Targoński:

[Marcin Targoński – wypowiedź w języku polskim]

Jeśli znowu będzie coś organizowane, chce przyjść, mówił Marcin Targoński. Jak wyglądają dalsze projekty tego rodzaju? Julia Herzog już ma plany:

[Julia Herzog:

Tych 13 – będzie to kontynuowane, oni maja ochotę. Powołam do życia jeszcze w tym miesiącu tzw. Koło Niemieckie, grupę, która zajmować się będzie wszystkimi tematami, na które uczniowie mają ochotę, będzie to pozaszkolne, po lekcjach. Na co mają ochotę, powstanie tam, koło spotykać się będzie w Domu Kopernika przy ulicy Partyzantów 3, jak często, musimy jeszcze wyjaśnić, to oni zdecydują.]

Właśnie mówienie poza szkołą przyciągnie uczestników również w przyszłości, uważa Julia Herzog:

[Julia Herzog:

Warsztaty też pokazały, że poza szkołą uczestnicy – i sami to powiedzieli – odważają się mówić, bo żadna nauczycielka tego nie ocenia. To dobrze, i uważam, że jest to fajna możliwość dla uczniów, aby zajmować się niemieckim, trenować go.]

——-

Były to nasze wrażenia z warsztatów filmowych na temat przesądów i stereotypów, które odbyły się 16 listopada w pomieszczeniu ZSNWiM. Organizatorką była menedżerką ds. kultury Instytutu Stosunków Zagranicznych IfA w Olsztynie Julia Herzog we współpracy z ZSNWiM. Pierwsze spotkanie organizacyjne Koła Niemieckiego zaplanowane jest jutro, 2 grudnia popołudniu. Przy najbliższej okazji poinformujemy Państwa o tym nowym projekcie.
2019-12-01 Konkurs recytatorski

W kalendarzu Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur ZSNWiM jest nowa impreza. 22 listopada odbyła się w Ostródzie w sali zamku pierwsza edycja wojewódzkiego niemieckojęzycznego konkursu recytatorskiego. Byliśmy tam dla Państwa:
——-
W zamku w Ostródzie odbywa się tradycyjne od lat konkurs piosenki niemieckiej. Tym razem jednak, 22 listopada, nie śpiewano, lecz recytowano – również w języku niemieckim. Jest to premiera. Ale jak w ogóle doszło do tego nowego projektu? Wyjaśnia nam to współorganizatorka Edyta Gładkowska, przedstawicielka Ziomkostwa Prus Wschodnich w Olsztynie:

[Edyta Gładkowska:

Już dłużej myślałam o konkursie recytatorskim w języku niemieckim dla dzieci. Jest konkurs piosenki, są seminaria tańca ludowego, są festyny letnie, gdzie mogą się zaprezentować tancerze, ale niestety brakowało czegoś dla poetów czy tych, którzy lubią recytować.]

Impreza jest również szczególna, bo nie zaplanowano jej ani ze środków z ministerstwa wewnętrznych Polski ani niemieckiego konsulatu generalnego w Gdańsku. Jeszcze raz Edyta Gładkowska:

[Edyta Gładkowska:

Środki pochodzą od Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce, oczywiście Ziomkostwo Prus Wschodnich współfinansowało konkurs, oraz Związek Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur.]

Jacy i ile uczestniczek i uczestników stawiło czoła wyzwaniu recytowania wierszy niemieckich, o tym poinformowała nas główna organizatorka Anna Czajkowska:

[Anna Czajkowska – wypowiedź w języku polskim]

Przy tym podczas pierwszej próbie zaczęto ostrożnie i nie od razu skontaktowano się ze wszystkimi szkołami, które uczą języka niemieckiego. Anna Czajkowska wyjaśnia:

[Anna Czajkowska – wypowiedź w języku polskim]

Poza tym było motto konkursu, nacisk na dzieła niemieckojęzycznych urodzonych w Prus Wschodnich pisarzy:

[Anna Czajkowska – wypowiedź w języku polskim]

Wiersze, które uczestnicy chcieli recytować, musieli wcześniej wręczyć organizatorkom. I wreszcie nadszedł ten wielki moment na scenie i ocena jury:

[Anna Czajkowska – wypowiedź w języku polskim]

Edyta Gładkowska przejęła moderację konkursu i na początek jeszcze raz uspokoiła młodych interpretatorów:

[Edyta Gładkowska  – wypowiedź w języku polskim]

Pierwszą kategorię klas I – III wygrała pierwszoklasistka. Milena Zając ze Szkoły Podstawowej w Głotowie wybrała „Los kostki lodu” autorstwa Richarda Mösslinger´a:

[Milena Zając – fragment wiersza]

Najsilniejszą kategorią wiekową byli uczestnicy z klas IV – VI. Z VI klasy Szkoły Podstawowej w Rączkach startowała Julia Woźniak i zajęła z „Przebaczyć” Arno Holz´a pierwsze miejsce:

[Julia Woźniak – fragment wiersza]

Jeszcze lepiej zaprezentowała się Lea Gładkowska ze Szkoły Podstawowej nr 2 w Olsztynie. Dostała ona specjalną nagrodę dla najlepszej interpretacji całego konkursu. Teraz fragment z „Wróbel i dzieci na podwórzu szkolnym” autorstwa James´a Krüss´a:

[Lea Gładkowska – fragment wiersza]

Również wielki poeta niemiecki Johann Wolfgang von Goethe przyczynił się do  zwycięstwa. Dzięki jego „Królowi olch” miały miejsce pierwsze nagrody w klasach 7 – 8 oraz w kategorii szkół ponadpodstawowych. Usłyszą Państwo teraz dwie bardzo różne interpretacje Dominika Kulisia ze  Szkoły Podstawowej w Wipsowie i Agnieszki Skwary z Liceum Sztuk Plastycznych w Gronowie Górnym koło Elbląga:

[Dominika Kuliś i Agnieszka Skwara – fragmenty wiersza]

Pod wrażeniem osiągnięć uczniów była Agnieszka Zaleska z jury, która przez 13 lat była nauczycielką w Zespole Szkół Zawodowych w Ostródzie i tam jest teraz dyrektorką przedszkola:

[Agnieszka Zaleska:

Niektórzy byli pełni fantazji i przygotowani, ze strojem, a też, jeżeli chodzi o wyrażenie siebie, duży respekt dla uczestników. Zarówno wśród uczniów jak i wśród jury była widoczna trema, tak, było dużo stresu.]

Trema również dla niej, bo praca w jury była dla niej czymś nowym. Z jej uznaniem spotkały się ostatecznie też organizatorki:

[Agnieszka Zaleska:

To jest moje pierwsze doświadczenie w tej dziedzinie. Przede wszystkim jestem pod wrażeniem, że zaangażowali się emocjonalnie, bardzo się starali, aby nauczyć się czasem bardzo długich i trudnych tekstów na pamięć. Również  wiele uznania dla nauczycieli, którzy uczniów tak dobrze przygotowali. I bardzo dziękuję organizatorkom, że tak wspierają kulturę niemiecką i przekazują ją dalszym pokoleniom.]

——-

Były to wrażenia z pierwszej edycji wojewódzkiego niemieckojęzycznego konkursu recytatorskiego, który odbył się w Ostródzie w sali zamku 22 listopada. Nową imprezę ZSNWiM wsparły: Związek Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce, ZSNWiM i Ziomkostwo Prus Wschodnich w Hamburgu.
Jingle – koncert życzeń

W pierwszą niedzielę miesiąca jak zwykle spoglądamy na jubilatów z miesiąca poprzedniego w mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach; dzisiaj na jubilatów z listopada 2019 roku:

Nidzieckie Stowarzyszenie pogratulować mogło trzem swoim członkom, przy czym od 14 listopada Gertruda Pedyna ma tam 95 lat.

W Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej w Kętrzynie zanotowano dwie jubilatki, mianowicie Annę Lachowską i Teresę List z 88 i 86 latami.

W Ełku w Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej „Masuren“ cieszyć sie mogła jedna jubilatka. Gertrud Stanilowicz może od wczoraj, 30 listopada, spoglądać wstecz na swoje 91 wiosen.

Niemieckie Stowarzyszenie Przyjaźni „Rosch“ w Piszu miała na swojej liście sześcioro jubilatów. Szczególnie podkreślić chcielibyśmy Ewę Urban z 79, i Wierę Adamonis z już 82 latami.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej “Warmia” w Lidzbarku Warmińskim pogratulowac mogło pięciu, a Stowarzyszenie Niemieckie „Natangen“ w Górowie Iławeckim sześciu osobom, które świętowały wkroczenie w nowy rok życia. W Lidzbarku Władysław Buczel i Janina Krawczuk mogą spoglądać na swoje  70, a w Górowie Gertruda Ciszyńska na 85 lat.

Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Tannen“ z Ostródy przesłało nam zestawienie siedmiu jubilatów. Danuta Góralska i Hildegard Ziółkowska skończyły tu 85, a Elza Schilmann 78 lat.

W Stowarzyszeniu „Joachim Schulz‘ w Pasłęku jako jedyna jubilatka była Katarzyna Słomińska, która 25 listopada skończyła okrągłe 80 lat.

My z Allensteiner Welle gratulujemy Państwu oraz wszystkim niewymienionym jubilatom, życzymy wszystkiego najlepszego i mamy dla Państwa piosenkę „Sag mir wie” w wykonaniu Udo Juergensa.
Anna:  I to była Allensteiner Welle w pierwszą niedzielę Adwentu, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (łw)

24.11.2019 (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w ostani weekend listopada przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W dzisiejszej audycji:

Przedstawimy relację z uroczystości z okazji Dnia Żałoby Narodowej na cmentarzu honorowym dla niemieckich żólnierzy w Jakubowie,

Oraz z prac podczas akcji poszukiwawczej płyt nagrobnych w jeziorze niedaleko gardei – znaleziono tam i wydobyto 4 lata temu żydowską macewę.

Porozmawiamy także z szefem grupy poszukiwawczej Wojciechem Gajtkowskim na temat technicznej strony tych prac.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

W przyszły weekend, od 28 listopada do 1 grudnia, członkowie i goście Związku Młodych Wschodnioprusaków przyjadą na tradycyjne spotkanie adwentowe do Hotelu Sajmino w Ostródzie. Organizatorem jest Ziomkostwo Prus Wschodnich i Zachodnich Grupa Krajowa Bawaria. Początek w czwartek o godzinie 17.00, zakończenie w niedzielę po obiedzie. W programie między innymi tańce ludowe, pieśni ojczyźniane i bożonarodzeniowe, pieczenie i zajęcia plastyczne. Punktem kulminacyjnym będzie uroczystośc adwentowa wieczorem 30 listopada.

****

27 listopada można będzie z okazji 30. rocznicy przyjaźni przeżyć spotkanie literackie pod tytułem „Polak i Niemiec – dwóch (barczewskich) krewnych“ z Kazimierzem Brakonieckim i Winfriedem Lipscherem. Najpierw o godzinie 12.00 w Skarbcu Kultury Europejskiej przy ulicy Grunwaldzka 15 w Barczewie, następnie o godzinie 17 w Fundacji Borussia w Domu Mendelsohna przy ulicy Zyndrama z Maszkowic w Olsztynie.

****

28 listopada o godzinie 17.00 odbędzie się w Fundacji Borussia w Domu Mendelsohna przy ulicy Zyndrama z Maszkowic w Olsztynie dyskusja z profesorem Hubertem Orłowskim z Poznania i doktorem Rafałem Żytyńcem w Ełku. Tematem bedzi ich książka „Prusy Wschodnie. Wspólnota wyobrażona“.

****

Parafia ewangelicko – augsburska w Sorkwitach oraz Stowarzyszenie „Freunde Masurens“ z Scharnhorst zapraszają w przyszły piątek, 29 listopada, na ostatni wykład w ramach tegorocznych rozmów sorkwickich. W kościele ewangelickim w Sorkwitach oczekiwana jest kosnul generalna republiki Federalnej Niemiec w Gdańsku Cornelia Pieper. O godzinie 17.00 mówić będzie o „Doświadczeniach niemieckije dyplomatki w Rzeczpospolitej Polskiej“. Patronem imprezy jest starosta powitu mrągowskiego Barbara Kuźmicka-Rogala.

****

Po gorseciarzu i wytwórcy świec czas na ceglarza. Miejski Ośrodek Kultury w Olsztynie za pomocą aktualnego eksponatu miesiąca przypomni ten zapomniany zawód. Prezentacja ramy do produkcji cegieł jako symbolu tego zawodu odbędzie się w przyszły czwartek, 28 listopada, w dawnej zajezdni trolejbusowej w Muzeum Nowoczesności. Rama taka wykorzystywana była od zamierzchłych czasów do ręcznego formowania cegieł, od niej zależały wielkość i format produktu. Referat na podstawie historycznych cegieł na temat ich produkcji w czasach przedindustrialnych rozpocznie się o godzinie 17.00.

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszła niedzielę 1 grudnia i pierwszą niedzielę adwentu o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach oraz o godzinie 15.00 w klasztorze katarzynek w Lidzbarku Warmińskim. Poza tym na uczestników spotkania adwentowego Związku Młodych Wschodnioprusaków czeka słowo duchownego podczas uroczystości adwentowej. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2019-11-24 Dzień Żałoby Narodowej

Dwa tygodnie przed pierwszą niedzielą adwentu obchodzony jest w Niemczech od 1952 roku Dzień Żałoby Narodowej. Przypomina on o poległych i zaginionych podczas wojen i o ofiarach despotyzmu. W tym roku uroczyste obchody odbywały się dnia 17 listopada, również w Olsztynie na cmentarzu honorowym dla żołnierzy niemieckich w Jakubowie:
——-

Cmentarz honorowy w olsztyńskiej dzielnicy Jakubowo jest od lat tradycyjnym miejscem uroczystości Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej OSMN z okazji Dnia Żałoby Narodowej. OSMN opiekuje się cmentarzem jako całością, szczególnie jednak znajdującymi się tam drewnianymi krzyżami. Również w tym roku kilku członków stowarzyszenia posprzątało ten teren, co okazało się trudną pracą, bo dziki gruntowne przeryły mech.

17 listopada podczas obchodów obecnych było około50 osób, wśród nich również grupa gości z Biskupca. Po wyjaśnieniach na temat Dnia Żałoby Narodowej wiceprzewodniczącego OSMN Aleksandra Bauknechta i słowach duszpasterza mniejszości niemieckiej kanonika Andre Schmeiera, Aleksander Bauknecht jeszcze raz zabrał głos, aby złożyć hołd. Oprócz żołnierzy wspomniał szczególnie ofiary cywilne wojny i wypędzenia:

[Aleksander Bauchknecht:

Składamy hołd pamięci niemieckich kobiet i mężczyzn, starców, dzieci i nowo narodzonych, którzy wskutek wojny, ucieczki, wypędzenia, w drodze, w błocie, stracili swoje życie. Składamy hołd pamięci licznych niemieckich rodzin, którym w wyniku ucieczki i wypędzenia została odebrana ojczyzna, która była dziełem pokoleń, wolność, honor i zdrowie. Składamy hołd pamięci niemieckich dziewcząt i kobiet, które zostały wywiezione do pracy przymusowej na Syberię. Ponosimy odpowiedzialność do zachowania wspomnienia o wszystkich tych cierpieniach i jego przyczynach, i musimy dbać o to, żeby nigdy więcej nie doszło do wojny miedzy narodami europejskimi.]

Ponieważ podczas Dnia Żałoby Narodowej – co wynika z historii jego powstania – w centrum wspomnień są żołnierze, częścią uroczystości są zawsze dwie melodie. Jedną z nich jest capstrzyk wojskowy, który wzywał żołnierzy z powrotem do koszar:

[Dariusz Gendzierski – muzyka]

Drugą jest piosenka „Miałem towarzysza…” z tekstem poety Ludwiga Uhlanda i melodią Friedricha Silchera, która jest integralną częścią ceremonii żałobnych niemieckich wojsk federalnych. Na trąbce na cmentarzu honorowym zagrał również w tym roku Dariusz Gendzierski:

[Dariusz Gendzierski – muzyka]

——-

Były to wrażenia z uroczystości z okazji Dnia Żałoby Narodowej zorganizowanej przez Olsztyńskie Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej 17 listopada na cmentarzu honorowym w Olsztynie-Jakubowie.

2019-11-24 Gardeja – poszukiwania płyt nagrobnych

Cztery lata temu z jeziora niedaleko Gardei wydobyta została stela żydowskiego grobowca (macewa). Uwieczniona na niej była Rosa Mamlock, której prawnuk Michael Mamlock odwiedził dwa lata później miejsce tego znaleziska. Teraz stworzona przez niego Fundacja Mamlock próbowała 16 listopada odszukać i wydobyć dalsze płyty nagrobne z jeziora. Byliśmy tam dla Państwa:

——-

Gardeja leży prawie 150 km na zachód od Olsztyna, już w województwie pomorskim, przy drodze krajowej miedzy Grudziądzem i Kwidzynem. Kiedy wjeżdża się do tej miejscowości od strony Iławy, tuż przed centrum trzeba kręcić prawo, i wyląduje się przy boisku sportowym, tzn. na miejscu, gdzie kiedyś był cmentarz żydowski. Za nim jest jezioro Kamień, a trochę dalej droga do góry nad jezioro Sabjinken, jak nazywa się ono na mapie z 1913r. Tam zebrali się poszukiwacze, organizatorzy i dziennikarze. Michael Mamlock, założyciel Fundacji Mamlock i organizator akcji poszukiwawczej, jeszcze raz przypomina punkt wyjściowy wydarzeń:

[Michael Mamlock:

Grobowiec został (odkryty) w 2015r. przypadkowo przez wędkarza, kiedy haczyk w coś się zaplatał. Kiedy to obejrzeli, stwierdzili, że tam leży kamień. Najpierw nie wiedzieli, co to jest, myśleli, że to były pomnik ku czci poległych, potem obrócili go i zobaczyli, że jest tam napis, którego nie umieją odczytać. Był to język hebrajski i był to grobowiec mojej prababci, która zmarła w 1920r. w Gardei.]

Ryszard Bartosiak, nauczyciel historii i historyk regionalny, pamięta jeszcze ten dzień i odkrycie kamienia – i swoje pierwsze badania:

[Ryszard Bartosiak – wypowiedź w języku polskim]

O nich napisał dla prasy regionalnej w Kwidzynie, a tekst opublikowano też w Internecie. Tam znalazła go dr Gabriele Bergner, która dla rodziny Mamlock i innych żydowskich rodzin poszukuje ich przodków. Dla niej był on ważnym punktem wyjściowym dla dalszych badań. Według znalezionych dotychczas przez nią dokumentów cmentarz żydowski w Gardei jeszcze krótko przed II wojną światową, kiedy historia gminy żydowskiej w tej miejscowości się skończyła się, był jeszcze nienaruszony:

[Gabriele Bergner:

Nie dokładnie wiemy to. Jest wiadomo, że cmentarz istniał jeszcze w 1938r. Ostatnia rodzina to była rodzina Mamlock, którą w 1939r przemocą zmuszono do opuszczenia miejscowości. Co wtedy się działo z cmentarzem, jest niejasne, możemy przyjąć, że być może część już w czasach nazizmu została zbezczeszczona, grobowce przewrócone, ale dopiero po II wojnie światowej je usuwano.]

W czasie badań mieszkańcy opowiadali, w jakim kontekście cmentarz żydowski został zniszczony. Michael Mamlock relacjonuje:

[Michael Mamlock:

Informacje te zdobywaliśmy od świadków tych czasów z miejscowości, którzy nam potwierdzili, że to było związane z dobudową domu klubowego przy boisku. Wtedy zdejmowano założenie cmentarza, który jeszcze istniał, zdejmowano też część pagórków byłego cmentarza, i przetransportowano płyty nagrobne tutaj. Było to w latach 1967 – 1968.]

Pozostaje jednak jeszcze pytanie, dlaczego płyt nagrobnych nie wrzucono do jeziora Kamień, które leży obok cmentarza, bo ostatecznie wykorzystano też dużo ziemi z cmentarza do powiększenia i zniwelowania boiska sportowego. Jeszcze raz Michael Mamlock:

[Michael Mamlock:

Samego jeziora Kamień, gdzie był cmentarz, nie wykorzystano na to, bo nie chciano, żeby ludzie kąpiący się w lecie i grupy młodzieży widziały, że są tam płyty nagrobne z cmentarza żydowskiego, wykorzystano to drugie jezioro, nazywanego tu „jezioro stawowe”, bo nikt się tu nie kąpie; i tak przeszłość powinna zostać tu drugi raz pochowana. Ta płyta nagrobna była znaleziskiem przypadkowym, i można przyjąć, że – bo nikt nie transportuje tylko jednego kamienia tak daleko – została w nocy wraz z innymi płytami załadowana i tu zrzucona. Trudnością teraz jest znalezienie miejsca.]

Nad brzegiem południowym jeziora Sabjinken goście i organizatorzy akcji szukania brną przez trzcinę wyższą niż człowiek. Parę metrów dalej poszukiwacze wbijają żelazne pręty w bagnisty grunt w miejscach zaznaczonych wcześniej dzięki georadarowi. Ryszard Bartosiak pokazuje miejsce, na którym znaleziono stelę Rosy Mamlock:

[Ryszard Bartosiak – wypowiedź w języku polskim]

Nie jest jednak bardzo optymistyczny, że można tam jeszcze znaleźć dalsze kamienie. Takie płyty nagrobne często nie były po prostu wyrzucane, lecz wykorzystywane inaczej:

[Ryszard Bartosiak – wypowiedź w języku polskim]

Poza tym stele były pięknie i można było je wykorzystać jako ozdobę do ogrodu. Ale wszystko jedno, ile jeszcze płyt zostanie odnalezionych, za ich pomocą zostanie przypominana historia Żydów w Gardei, jak zapewnia wójt gminy Gardeja Kazimierz Kwiatkowski:

[Kazimierz Kwiatkowski – wypowiedź w języku polskim]

Bardziej konkretne informacje dotyczące miejsca pamięci podaje Michael Mamlock – brano pod uwagę miejsce byłego cmentarza żydowskiego:

[Michael Mamlock:

Są tu dwa pagórki i one przedstawiają były cmentarz żydowski, a tam, gdzie teraz da się przejechać, było wszystko zamknięte. Stoi tam budynek na jednym z tych pagórków, ale nie było wiadomo, na czym on stoi. Wójt jasno powiedział, że go wyburzy. Tam na górze jest duża powierzchnia i tam chce mieć miejsce pamięci. Będzie tam budynek, tzw. lapidarium, gdzie przedstawiona będzie cała kwerenda w sprawie ludności żydowskiej, łącznie z tym, co jeszcze znajdziemy. Wpisane będzie to do spisu miejsc pamięci, będzie szczególnie chronione za pomocą monitoringu itd. Nie będzie czymś tymczasowym, lecz stałym.]

To bardzo dobry sygnał dla Ryszarda Bartosiaka. Przede wszystkim jest dla niego ważne, że stela, która pojawiła się cztery lata temu, jest bezpieczna i znowu się gdzieś nie zapodzieje:

[Ryszard Bartosiak – wypowiedź w języku polskim]

——

Były to wrażenia z akcji poszukania macew w jeziorze stawowym (kiedyś jez. Sabjinken) koło Gardei. 16 listopada Fundacja Mamlock przeprowadziła tę akcję, bo cztery lata temu znaleziono tam stelę grobu Rosy Mamlock, prababci założyciela Fundacji Michaela Mamlocka. Więcej informacji na ten temat usłyszycie Państwo za chwilę oraz w kolejnych tygodniach w naszej audycji.

2019-11-24 Moderation Interview Wojciech Gajtkowski

Cztery lata temu z jeziora niedaleko Gardei została wydobyta stela żydowskiego grobowca (macewa). Uwieczniona na niej była Rosa Mamlock, której prawnuk Michael Mamlock odwiedził dwa lata później miejsce znaleziska. Teraz utworzona przez niego Fundacja Mamlock próbowała 16 listopada, odnaleźć i wydobyć z jeziora dalsze płyty nagrobne. Jak od strony technicznej wyglądało to wydobycie i jak skuteczne było, zapytaliśmy kierownika zespołu poszukiwawczego Wojciecha Gajtkowskiego:

——-

Skąd Pana zainteresowanie tym projektem? Dlaczego właśnie do Pana się zwrócono?

[Wojciech Gajtkowski – wypowiedź w języku polskim]

Jakie były podstawowe warunki na początku?

[Wojciech Gajtkowski – wypowiedź w języku polskim]

Jak dokładnie przebieagła ta akcja?

[Wojciech Gajtkowski – wypowiedź w języku polskim]

Jaka faza nastąpiła po pracy nurków w jeziorze?

[Wojciech Gajtkowski – wypowiedź w języku polskim]

I znaleźli Państwo coś w jeziorze?

[Wojciech Gajtkowski – wypowiedź w języku polskim]——-

Był to Wojciech Gajtkowski, nurek wrakowy i kierownik zespołu poszukiwawczego i wydobycia macew z jeziora stawowego (dawniej jezioro Sabjinken) koło Gardei, w rozmowie z nami. 16 listopada Fundacja Mamlock przeprowadziła tę akcję, bo cztery lata temu znaleziono tam stelę grobu Rosy Mamlock, prababci założyciela Fundacji Michaela Mamlocka. Więcej informacji na ten temat w kolejnych tygodniach w naszej audycji.

Anna: I to była Allensteiner Welle w ostatni weekend listopada, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Marian Dąbrowski, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (bsc)

17.11.2019 (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w niedzielny wieczór przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

Przedstawimy relację z 8. Warsztatów tańców ludowych Ziomkostwa Prus Wschodnich w Lidzbarku Warmińskim – tym razem głównym punktem były tańce śląskie.

Porozmawiamy z profesorem Oskarem Gottliebem Blarrem na temat jego przyjaciela Anatola, którego dzieła można oglądać w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie

Oraz z Gail Archer, jedną z najlepszych organistek na świecie, która tego lata była gościem Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej w Pasymiu.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

****

„Deutsche Dichter aus Ostpreußen“ – unter diesem Motto findet am kommenden Freitag, dem 22. November, im Schloss in Osterode ein Rezitationswettbewerb statt. Angesprochen sind Kinder und Jugendliche von drei bis neunzehn Jahren, die Deutsch als Muttersprache in der Schule lernen oder aus der deutschen Minderheit stammen. Beginn der Veranstaltung ist um 10 Uhr.

****

Der Advent kommt wie jedes Jahr und mit ihm die Kerzen. Anlass für das Städtische Kulturzentrum Allenstein, zu einer weiteren Veranstaltung aus dem Zyklus „Aussterbende Berufe“ einen Kerzenmacher einzuladen. Am kommenden Sonntag, dem 24. November, präsentiert im Speicher / Spichlerz in der ulica Piastowska ab 16 Uhr ein Kerzenmacher live seine Künste, Gäste können aus echtem Bienenwachs selber Kerzen herstellen.

****

Eine katholische Messe in deutscher Sprache gibt es am kommenden Sonntag, dem 24. November, um 10 Uhr in Allenstein-Jomendorf. Ein letztes Mal gibt es davor um 9.30 Uhr eine Andacht für die Armen Seelen. Domherr Andre Schmeier lädt herzlich dazu ein.

2019-11-17 Warsztaty tańców ludowych

Od siedmiu lat Ziomkostwo Prus Wschodnich w Niemczech organizuje i finansuje raz w roku warsztaty tańców ludowych dla młodzieży z mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach. Tegoroczna ósma edycja odbyła się w dniach 9 do 11 listopada w Lidzbarku Warmińskim. Byliśmy tam dla Państwa:
——-

Znowu jest listopad, znowu jest czas na ruszenie nóg w rytm muzyki. Ziomkostwo Prus Wschodnich zaprosiło dzieci i młodzież do Lidzbarka Warmińskiego, aby dać im możliwość nauczenia się tańców ludowych. Co w tym roku było w programie? Ile dzieci przyjechało? O tym organizatorka imprezy Edyta Gładkowska z biura kontaktowego Ziomkostwa Prus Wschodnich w Olsztynie:

[Edyta Gładkowska:

Od siedmiu lat spotkamy się regularnie, od sześciu lat tu w Lidzbarku Warmińskim. W tym roku nauczymy się tańców śląskich, przjechali instruktorzy tańca ludowego ze Śląska, i będą nas uczyć teraz tańców śląskich. Jest 55 uczestników, jesteśmy podzieleni jak zawsze na dwie grupy, a teraz wszyscy ćwiczą nowe tańce.]

Ona sama nie mogła wejść na parkiet z powodu lekkiej grypy, ale za to z dużą energią uczestnicy, wśród nich również kilku stałych gości z grupy tanecznej „Saga” z Bartoszyc. Jak często już tu byli? Zapytaliśmy Wiktorię Wojtkiewicz i Mateusza Kędrę:

[Wiktoria Wojtkiewicz i Mateusz Kęda – wypowiedź w języku polskim]

Jako tancerzy „Sagi” są dobrze wytrenowani. Mimo to warsztaty taneczne w listopadzie są także dla nich intensywne – i interesujące:

[Wiktoria Wojtkiewicz i Mateusz Kęda – wypowiedź w języku polskim]

Właśnie wśród starszych uczestników jest kilkoro, którzy w bliskiej przyszłości „wyrosną” ze swoich grup tanecznych. Czy byliby oni wtedy potencjalnymi kandydatami na igrzyska olimpijskie młodzieży mniejszości niemieckiej? Edyta Gładkowska:

[Edyta Gładkowska:

Igrzyska olimpijskie są przeznaczone dla młodzieży, seminarium tańca ludowego przede wszystkim dla dzieci, ale oczywiście młodzież też może uczestniczyć. Ale mamy nadzieję, że kiedy uczestniczy seminarium tańca ludowego osiągną ten wiek – 15 lat – wtedy uczestniczą w Igrzyskach Olimpijskich.]

Niezwykła w tym roku była data warsztatów. Zamiast w piątek rozpoczęły się w sobotę. Co było powodem, wyjaśniła Edyta Gładkowska:

[Edyta Gładkowska:

Jest tak, że mamy tu w poniedziałek wolne. Dlatego wykorzystaliśmy to tak, że zaczęliśmy dopiero w sobotę, tym razem seminarium potrwa do poniedziałku. To też jest zaletą dla instruktorów tańców ludowych, którzy przyjeżdżają ze Śląska i to jest niestety długa trasa. Nie musieli jechać nocą czy brać wolne w piątek, lecz przyjechali spokojnie w sobotę.]

Jednym z trenerów tańca, którzy mogli spokojnie przyjechać, jest Katarzyna Łukaszczyk. Jest ona Ślązaczką na wskroś i przygotowała dla swoich podopiecznych intensywny program:

[Katarzyna Łukaszczyk – wypowiedź w języku polskim]

Katarzyna Łukaszczyk miała dobry powód, aby nie przeciążyć dzieci zbyt wieloma tańcami. Przy tym czekało jeszcze kilka jednostek treningu…

[Katarzyna Łukaszczyk – wypowiedź w języku polskim]

To, że dzieci szybko odpoczywają, nawet kiedy biegają jeszcze dodatkowo w przerwach, Katarzyna Łukaszczyk wie z własnego długoletniego doświadczenia jako tancerka i kierowniczka grup tanecznych:

[Katarzyna Łukaszczyk – wypowiedź w języku polskim]

Jeden z tańców dla młodziej grupy opierał się na piosence z ich czasu przedszkolnego:

[Muzyka]

Na marginesie dzieci usłyszały też, jak tancerze i tancerki powinni się zachowywać. Instrukcja Katarzyny Łukaszczyk do Trojaka:

[Katarzyna Łukaszczyk – wypowiedź w języku polskim]

Trojak, tzn. taniec, który przebiega nie w parach, lecz w grupach trzyosobowych złożonych z dwóch tancerek i tancerza, jest na warsztatach z młodymi ludźmi w gruncie rzeczy optymalny, dlatego że jak również w Lidzbarku Warmińskim w większości przypadków panie są w znacznej większości:

[Muzyka]

Podczas gdy młodsi uczestnicy trenowali w sali złotej hotelu „Górecki”, bardziej doświadczeni tancerze musieli zadowolić się salą srebrną piętro niżej. Za to była dla nich muzyka na żywo dzięki Ewie Banachiewicz i jej akordeonowi. Oto mała próbka:

[Muzyka]

Doprowadzić starszych tancerzy do granic wytrzymałości i testować ich umiejętność to było zadanie kierownika warsztatów Daniela Dziurki, który również studiował nauczanie tańców. Taniec „diobołek”, czyli mały diabełek, przynosił swojej nazwy wszelkie zaszczyty, jednak uczestnicy nie dali się zbić z tropu ani tańcem, ani trenerem Danielem Dziurką:

[Muzyka i Daniel Dziurka – wypowiedź w języku polskim]

——-

Były to wrażenia z tegorocznych ósmych warsztatów tańców ludowych, które Ziomkostwo Prus Wschodnich w Niemczech zorganizowało i sfinansowało dla młodzieży z mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach w dniach 9 do 11 listopada w Lidzbarku Warmińskim.

2019-11-17 O.G. Blarr o Anatolu

Od 26 września w Muzeum Warmii i Mazur na zamku w Olsztynie można zwiedzić nową wystawę. Jej tytuł brzmi „Powinieneś być radosny. Anatol (1931-2019). Z kolekcji prof. Oskara Gottlieba Blarra.” Usłyszą Państwo teraz fragment z wernisażu – profesor Blarr mówi o swoim przyjacielu Anatolu:
——-

Wystawa Anatola prezentuje ponad 100 dzieł artysty: obrazy, rzeźby i dzieła w technice łączonej, od bardzo małych do bardzo dużych. Ważny dla kolekcji jest jednak przede wszystkim jeden obraz. Nosi on tytuł „Organista”, nazywany jest jednak również „Zielony Portret”. Na życzenie kuratorki wystawy Grażyny Prusińskiej profesor Oskar Gottlieb Blarr opowiedział gościom o powstaniu i znaczeniu tego dzieła:

[Oskar Gottlieb Blarr:

Anatol namalował go od razu podczas naszego pierwszego spotkania w 1986r., a mnie podarował go już na początku. Namalował go na starych drzwiach pochodzących ze zburzonego starego gospodarstwa, kiedy to koparki kopalni węgla brunatnego w Garzweiler niszczyły całe wsie. Znajdą Państwo kilka takich obrazów; a ja wiem, że Anatol tak na swój sposób protestował przeciwko niszczeniu historii. I tym samym protestował dla sztuki. Twierdził, że sztuka przetrwa mimo działania niszczącego, i był święcie przekonany, że sztuka zwycięży.]

Równie ważne było oddziaływanie, które nawzajem mieli na siebie ci dwaj artyści w swoich dwóch różnych dziedzinach. O tym profesor Blarr:

[Oskar Gottlieb Blarr:

Już nadmieniałem, jak wielkie zrobił na mnie wrażenie związek Anatola ze wschodniopruską ojczyzną i pasja dla dobrego polsko-niemieckiego sąsiedztwa. Poświęciłem mu kilka kompozycji. Mogą to Państwo usłyszeć w sobotę wieczorem o 19.00 w kościele ewangelickim, gdzie zagramy dużo muzyki wschodniopruskiej, również mojej.]

Znaczącym punktem w życiu obu artystów było miejsce, gdzie pierwszy raz na siebie trafili: Muzeum Wyspa Hombroich. Dlatego profesor Blarr w swoim krótkim wykładzie zajął się też nią:

[Oskar Gottlieb Blarr:

Mówiąc o Anatolu należy również wspomnieć o Muzeum Wyspa Hombroich. Muzeum Wyspa Hombroich – dzisiaj fundacja – powstało z prywatnej inicjatywy jednej genialnej osoby, odnoszącego wielkie sukcesy handlarza nieruchomości, który właściwie chciał zostać artystą i widząc obraz Picassa mówił ´Nie, nie jestem w stanie, czegoś takiego zrobić.´ To stworzenie jego muzeum było gwałtownym rozłamem z düsseldorfską Akademią Sztuk Pięknych. Tam Anatol studiował, tam był jednym z pierwszych, bardzo ważnych towarzyszy Josepha Beuysa, tam robił spektakularne akcje, tam też uczył, ale jego właściwym polem działania była wyspa Hombroich.]

Z Akademii Sztuk Pięknych w Düsseldorfie do wyspy Hombroich. Anatol był tam obecny jak żaden inny artysta, jak mówił profesor Blarr. Prawie można powiedzieć, że „żył” wyspę jak nikt inny:

[Oskar Gottlieb Blarr:

Tam on jest najbardziej widocznie reprezentowany ze wszystkich sławnych artystów. Jego koła kamienne, jego kościół ekumeniczny, figury ze stali – tzw. „strażnicy” –, ogromne drzewa z płaszczem z ołowiu czy przekształcone na jaskinie mieszkalne. A w środku tej wyspy atelier Anatola, drewniany dom, który sam zaprojektował według mazurskiego wzoru. Anatol tam prawie zawsze publicznie pracował, nauczał i dyskutował z gośćmi. Egzystencja sokratyczna.]

——-

Był to fragment z wernisażu wystawy „Powinieneś być radosny. Anatol (1931-2019). Z kolekcji prof. Oskara Gottlieba Blarra.” Można ją zwiedzać od 26 września w Muzeum Warmii i Mazur na zamku w Olsztynie. Usłyszeli Państwo profesora Blarra mówiącego o swojej przyjaźń z Anatolem Herzfeldem. Więcej na ten temat w kolejnych tygodniach u nas.

2019-11-17 Gail Archer

Dokładnie trzy miesiące temu, 17 sierpnia, gościem Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej była jedna z najlepszych organistek na świecie: Gail Archer. Jest ona organistką koncertową, dyrygentką chórów i wykładowczynią, i jako pierwsza Amerykanka grała całe dzieło kompozytora Oliviera Messiaena. Jest ona również założycielką musforum.org, międzynarodowej sieci wsparcia dla organistek. Rozmawialiśmy z nią dla Państwa:

——-

Zwykle gra Pani na większych organach, na Pani uniwersytecie, w wielkich kościołach. Tu w Pasymiu jest Pani nagle w starym, dość małym kościele z odpowiednimi do niego organami. Jak Pani się czuje w takim miejscu?

[Gail Archer:

To jest coś, co bardzo lubię robić, bo rodzina mojej matki to są wszyscy Holendrzy i Niemcy. Pochodzę więc z takiego środowiska. Kocham te wspaniałe kościoły i przepiękne organy; tak dużo sfotografowałam dzisiaj popołudniu. Dopiero dzisiaj przyjechałam, jestem od sześciu tygodni na tournee]

Sześć tygodni po Europie. Jakie były Pani postoje w Polsce?

[Gail Archer:

Tym razem grałam w Kościele Mariackim w Krakowie, w Rumii, niedaleko stąd, w katedrze w Pelplinie, dzisiaj jestem tu, potem w kościele św. Krzyża w Lublinie. Wiele razy odwiedziłam Polskę; chętnie tu przyjeżdżam. Jestem wyznania rzymsko-katolickiego, więc czuje się w Polsce jak w domu.]

Kiedy Pani była pierwszy raz w Polsce?

[Gail Archer:

Myślę, że było to 12 lat temu, często byłam tutaj, prawie każdego lata. Jest mnóstwo organów w całej Europie, i gram w tych sześciu tygodniach 20 koncertów. To znaczy w tym momencie, że mam jeszcze cztery (zanim pojadę do domu).]

Utworzyła Pani musforum.org, światową sieć wsparcia organistek. Granie na organach raczej jest domeną mężczyzn, więc taka sieć, która przybliża im kobiety grające na tym instrumencie, jest na pewno wyzwaniem…

[Gail Archer:

Absolutnie. Jest to dla ich nowe. Jest nas około 300, kobiety w Europie, w Stanach, także w Kanadzie i w Meksyku, bo jest kobietom trudno zrobić karierę, bo mężczyźni grali na organach przez wieki. Musimy bardzo ciężko studiować i pracować, i podróżować, i być pozytywnie nastawione, i rozwijać wiele umiejętności. Jestem kierowniczką chórów, mam moje chóry na uniwersytecie, uczę historii muzyki i organów – więc trzeba rozwijać tak wiele umiejętności i być nastawioną pozytywnie do kariery, aby (w ogóle) mieć karierę. Inaczej można zostać zniechęconą przez kulturę, która jest kulturą mężczyzn, to jest fakt.]

Czy jest kobietom trudno w dziedzinie muzyki i gry na organach zyskać uznanie i stosowne miejsca pracy?

[Gail Archer:

Ogólnie rzecz biorąc jest to prawda. Jeżeli chodzi o organy, to jest trudno. Powiem tak: w Stanach nie ma ani jednej kobiety, która uczy gry na organach w konserwatorium, w Ameryce Północnej, ani jednej. Są tylko dwie kobiety, które grają, które są organistkami katedralnymi w wielkim mieście w Stanach, jedna w Nowym Yorku, jedna w Houston, Texas. Nie ma innych kobiet, które są muzykami katedralnymi. Możesz grać w małym kościele czy w kościele na wsi, ale nigdy nie możesz dostać pracy w katedrze, przenigdy, bo widzą, że jesteś kobietą. Jest to bardzo dużym wyzwaniem.]

Pytane prowokujące: czy jednak na pewno nie może to zależeć od gorszego wykształcenia, którym często zasłania się w takich sytuacjach jako argumentem?

[Gail Archer:

Nie, nie, moje koleżanki maja tytuł doktora, uczą na uniwersytetach i są bardzo zdolne. Robię to samo, uczę na uniwersytecie Columbia, mam tytuł doktora, gram, produkuję CD i inne nagrania. Jeśli chcesz to osiągnąć, musisz być nastawiona pozytywnie, podchodzić do wszystkich ludzi i być uprzejma, to jest droga. Nie narzekać na uprzedzenia, być pozytywną. Dlatego stworzyliśmy tę sieć, ona jest tym, czego potrzebujemy, i więcej młodych kobiet, które tego spróbują.]

——-

Była to Gail Archer, jedna z najlepszych organistek na świecie, w rozmowie z nami. Tematem rozmowy przy okazji jej koncertu w ramach tegorocznych Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej były jej koncerty w Europie i w Polsce oraz jej zaangażowanie w sprawach kobiet grających na organach.

Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia. Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/bsc)

10.11.2019 (opis do dźwięku)

Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w niedzielny wieczór przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście państwo dobry tydzień, korzystacie z przedłużonego weekendu i jesteście dzisiaj znowu z nami.

W audycji:

–       Przedstawimy kolejną relację z 12. Polsko – Niemieckiego Kongresu Komunalno – Politycznego w Olsztynie – tym razem porozmawiamy z  doktorem Aleksandrem Bauknechtem na temat prawnych warunków ramowych dla mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce.

–       Byliśmy na otwarciu nowej wystawy w Muzem Warmii i Mazur w olsztyńskim zamku – jej tytuł brzmi „Powinienieś być radosny. Anatol (1931 bis 2019). Z kolekcji prof. Oskara Gottlieba Blarra“

–       Oraz rozmawialiśmy z doktorem Christophem Hinkelmannem z Muzeum Prus Wschodnich w Lüneburgu na temat tego muzeum.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.
Jingle – wiadomości

W przyszła sobotę, 16 listopada, odbędą się warsztaty filmowe Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur ZSNWiM oraz Instytutu Stosunków Zagranicznych na temat stereotypów między Polakami i Niemcami. Na bazie filmu „Heimat ist kein Ort“, który zostanie pokazany w języku niemieckim bez napisów, mają one zostać wspólnie wzięte pod lupę. Początek o godzinie 11.00 w siedzibie ZSNWiM przy ulicy Kopernika 13 w Olsztynie. Dalsze informacje pod numerem telefonu 89 523 56 80.

****

Z okazji Dnia Żałoby Narodowej w niedzielę, 17 listopada, Olsztyńskie Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej zaprasza na uroczystość na cmentarzu przy ulicy Wojska Polskiego w Jakubowie. Początek jak co roku o godzinie 14.00.

****

Katolickie msze w języku niemieckim odprawione zostaną w przyszłym tygodniu w niedzielę, 17 listopada o godzinie 10.00 w Olsztynie – Jarotach i o godzinie 17.00 w Reszlu. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.
2019-11-10 Aleksander Bauknecht

19 i 20 października Ziomkostwo Prus Wschodnich z Niemiec zorganizowało w Hotelu Warmińskim w Olsztynie swój 12. Polsko – Niemiecki Kongres Komunalno – Polityczny. Temat ramowy brzmiał „Mniejszości narodowe w Rzeczpospolitej Polskiej”. Jednym z referentów był dr Aleksander Bauknecht z wydziału prawa Uniwersytetu  Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Jego tematem były prawne warunki ramowe dla mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce:

——-

Dr Aleksander Bauknecht ma jako prawnik i wiceprzewodniczący Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej nieustannie do czynienia z podstawami prawnymi działalności niemieckiej i innych mniejszości w Rzeczpospolitej Polskiej. Wiedzę swoją zaprezentował na 12. Polsko – Niemieckim Kongresie Komunalno – Politycznym Ziomkostwa Prus Wschodnich w swoim referacie. W centrum jego wywodów była najważniejsza dla mniejszości ustawa:

[Aleksander Bauknecht:

Najważniejszą ustawą jest ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym z roku 2005.]

Kto jednak jest mniejszością w sensie tej ustawy, abstrahując od różnicy liczbowej w porównaniu do większości ludności?

[Aleksander Bauknecht:

Wyróżnia się wyraźnie od innych obywateli w języku, kulturze czy/i tradycji. ´Od innych obywateli´ – tzn. że musimy być obywatelami Rzeczpospolitej Polskiej. Obywatele RFN, którzy przyjadą do nas, nie mogą zostać członkami naszej organizacji. Stara się, aby zachować swój język, kulturę czy tradycję. Ona jest świadoma swojej własnej wspólnoty historycznej, narodowej czy etnicznej (w przypadku mniejszości etnicznej), to co nazywamy identyfikacją, i orientuje się jej wyrażaniem i ochroną.]

To jednak nie są jedyne kryteria w definicją mniejszości, jak mówił dr Aleksander Bauknecht:

[Aleksander Bauknecht:

Ich przodkowie żyją od co najmniej 100 lat na dzisiejszym terytorium Rzeczpospolitej Polskiej. Ważne jest ´dzisiejsze terytorium´ i również granica 100 lat. Dlatego np. Grecy, którzy przyjechali po II wojnie światowej do RP, nie są mniejszością narodową. Z tego powodu – to nie jest zła wola rządu federalnego – również Polacy, którzy żyją w RFN, nie są uznawani za mniejszość narodową.]

W dalszej części referatu dr Aleksander Bauknecht zajął się prawami mniejszości narodowych i etnicznych ustalonymi w tej ustawie. Ważny akapit dotyczy ustaleń w sprawach języka:

[Aleksander Bauknecht:

Członkowie mniejszości mają prawo używać swojego imienia i nazwiska według reguł ortografii języka mniejszościowego, szczególnie rejestrować je w aktach stanu cywilnego i dokumentach tożsamości; (mają) możliwość swobodnego używania języka mniejszości w życiu prywatnym i publicznym oraz uczenia się języka mniejszości. Szczególnie możliwość uczenia się języka mniejszości jest ważna dla szkół i dla gmin, bo na każdego ucznia, który uczy się np. niemieckiego jako języka mniejszości, płynie 5.000 PLN z budżetu z Warszawy do gminy.]

Warunki dla możliwego urzędowego użytkowania języków mniejszościowych są jasno wyznaczone w ustawie:

[Aleksander Bauknecht:

Język mniejszościowy może być wprowadzony jako drugi język urzędowy w gminach z więcej niż 20% mieszkańców (z mniejszości). Dlatego spis ludności w roku 2011 był tak ważny, w którym chcieliśmy wziąć udział, bo z niego wynik te ważne  20%. Dwujęzyczne szyldy miejscowości i ulic w gminach z więcej niż 20% mieszkańców, którzy należą do mniejszości, oraz po publicznym wysłuchaniu, kiedy zwykła większość jest za tym, że wprowadzone będą dwujęzyczne szyldy miejscowości.]

Właściwie ustawy są dobre, jak podkreślił dr Aleksander Bauknecht. Jednak nie zawsze tak samo dobre jest ich zastosowanie. Symptomami na to są spór dotyczący języka niemieckiego jako języka mniejszości w klasach 7 i 8 szkół podstawowych, czy przesunięcie w czasie dwujęzycznych szyldów dla miejscowości w województwie opolskim, jak podał poseł mniejszości niemieckiej do Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej Ryszard Galla. W województwie warmińsko-mazurskim chodziło ostatnio o język niemiecki w sferze publicznej w Szczytnie, gdzie niemiecką nazwę miasta odkryto na budynku starego dworca, oraz w Olsztynie. O tym dr Aleksander Bauknecht:

[Aleksander Bauknecht:

Tu przykład ze Szczytna: kiedy odkryta została nazwa, był wielki krzyk, na szczęście jej nie zamalowano. Nawet w Olsztynie, kiedy remontowano szkołę im. Luisy (Luisenschule – dawna nazwa tej szkoły) koło ratusza, napisy zamalowano na biało i powiedziano, że mieszkańcy Olsztyna jeszcze nie są gotowi na to, aby oglądać napisy niemieckie w sferze publicznej.]

Obok przepisów kodeksu karnego i ustawy o mediach oraz dalszych ustaw fachowych ważna dla mniejszości w Polsce jest przede wszystkim konstytucja – i ordynacja wyborcza, która umożliwia reprezentowanie właśnie mniejszości niemieckiej w Sejmie Rzeczpospolitej Polskiej. Jeszcze raz dr Aleksander Bauknecht:

[Aleksander Bauknecht:

Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej z 1997r. gwarantuje wszystkim obywatelom Polski, m.in. i nam, którzy należymy do narodowych i etnicznych mniejszości, wolność zachowania własnego języka, obyczajów i tradycji i ich dalszego rozwijania, włącznie z prawem do stworzenia własnych instytucji oświaty i kultury oraz instytucji do ochrony ich tożsamości religijnej. Ordynacja wyborcza z 5 stycznia 2011r. zwalnia komitety wyborcze, które składają się z członków mniejszości narodowych, od obowiązku pokonania pięcioprocentowego progu wyborczego w wyborach do sejmu Rzeczpospolitej Polskiej. To wykorzystujemy; w tym roku dostaliśmy 4.000 głosów więcej, w skali państwa 1,1%, i dlatego mamy posła do Sejmu, którym jest pan Galla.]

——-

Był to dr Aleksander Bauknecht z wydziału prawa Uniwersytetu  Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Wiceprzewodniczący Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej wypowiadał się na 12. Polsko – Niemieckim Kongresie Komunalno – Politycznym Ziomkostwa Prus Wschodnich z Niemiec w weekend 19 i 20 października w Olsztynie na temat  prawnych warunków ramowych dla mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce. Dalsze tematyczne materiały z tej imprezy usłyszycie Państwo u nas w kolejnych tygodniach.
2019-11-10 Wystawa Anatol

Od 26 września w Muzeum Warmii i Mazur na  zamku w Olsztynie można obejrzeć nową wystawę. Jej tytuł brzmi „Powinieneś być radosny. Anatol (1931-2019). Z kolekcji prof. Oskara Gottlieba Blarra.” Usłyszą Państwo teraz krótkie wprowadzenie do tej wystawy:
——-

Po wystawie dzieł Adolfo Wildta jest następna wielka wystawa dotycząca  sztuki nowoczesnej w Muzeum Warmii i Mazur. Tym razem w centrum zainteresowania: urodzony w Insterburg (Wystruci) w Prusach Wschodnich artysta Karl-Heinz Herzfeld alias Anatol; ku jego czci na początku relacji usłyszeliście Państwo fanfarę. Po dwóch wystawach w 1994 roku w Reszlu i w 2016 roku w Kwidzynie jest to trzecia i największa prezentacja jego twórczości w Polsce. Znaczenie Anatola podkreślił również Piotr Żuchowski, dyrektor muzeum podczas wernisażu:

[Piotr Żuchowski – wypowiedź w języku polskim]

Ważna jednak nie jest tylko sztuka Anatola jako taka, jak podkreśliła kurator wystawy Grażyna Prusińska:

[Grażyna Prusińska – wypowiedź w języku polskim]

Czyli dwóch wyjątkowych artystów w dwóch różnych dziedzinach – a z jedną wiążącą – wschodniopruską – przeszłością. Jeszcze raz Grażyna Prusińska:

[Grażyna Prusińska – wypowiedź w języku polskim]

Jeden z nich, Anatol, tworzył, drugi, prof. Oskar Gottlieb Blarr, kolekcjonował jego dzieła. Ale były jeszcze inne związki, jak mówi prof. Blarr:

[Oskar Gottlieb Blarr:

Artysta, któremu poświęcona jest ta wystawa – profesor Anatol Herzfeld – był ponad 30 lat moim ziomkiem, moim przyjacielem oraz sojusznikiem i wzorem w sprawach sztuki-pracy i w sprawach losowych związków z Polską.]

Przygotowania do obecnej wystawy ciągnęły się przez kilka lat. Anatol Herzfeld nie mógł już przeżyć jej osobiście, jak zauważył profesor Blarr podczas wernisażu zauważył:

[Oskar Gottlieb Blarr:

Anatol bardzo cieszył się na tę wystawę tu na Zamku w Olsztynie. Jego śmierć kilka miesięcy temu przeszkodziła mu być dzisiaj tutaj obecnym. Dlatego też wystawa ta zyskuje znaczenie testamentu.]

Tym ważniejsze jest dla niego, ale też dla Muzeum Warmii i Mazur, że kolekcja ta znalazła tu godne miejsce. Dyrektor Muzeum Piotr Żuchowski tym razem na cześć gości niemieckich po niemiecku:

[Piotr Żuchowski:

W tym dniu chciałbym wyrazić ogromną wdzięczność Panu Profesorowi za przekazanie w darze Muzeum Warmii i Mazur jakże cennego zbioru 137 dzieł tego artysty – rzeźb, grafik, rysunków i obrazów.]

Profesor Oskar Gottlieb Blarr chwalił całokształt wystawy i przypomniał gościom w swoich ostatnich zdaniach jeszcze raz o jej tytule:

[Oskar Gottlieb Blarr:

A teraz ta kolekcja jest tu, na Zamku w Olsztynie, w Muzeum Warmii i Mazur. Jest wystawiona z dużą fantazją i wielkim profesjonalizmem. Jak mówił Anatol „Powinieneś być radosny”.  Życzę wszystkim, którzy oglądają te obrazy i te obiekty, abyście cieszyli się sztuką Anatola.]

——-

Było to krótkie wprowadzenie do wystawy „Powinieneś być radosny. Anatol (1931-2019). Z kolekcji prof. Oskara Gottlieba Blarra.” Można ją oglądać od 26 września w Muzeum Warmii i Mazur na  zamku w Olsztynie. Więcej o przyjaźni miedzy Anatolem Herzfeldem i Oskarem Gottliebem Blarrem usłyszycie Państwo u nas w kolejnych tygodniach, a już teraz kolejną fanfarę profesora Blarra na cześć Anatola Herzfelda, graną przez muzyków instrumentów dętych blaszanych Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej.
2019-11-10 Christoph Hinkelmann

19 i 20 października Ziomkostwo Prus Wschodnich z Niemiec zorganizowało w Hotelu Warmińskim swój 12. Polsko – Niemiecki Kongres Komunalno – Polityczny. Temat ramowy tym razem brzmiał „Mniejszości narodowe w Rzeczpospolitej Polskiej”. Gościem kongresu był również dr Christoph Hinkelmann z Muzeum Prus Wschodnich w Lüneburgu. Zapytaliśmy go o to Muzeum:

——-

Ostatnio w rozmowie była mowa o Pana muzeum, Muzeum Prus Wschodnich w Lüneburgu, i padło zdanie – cytat – „jedyne muzeum w Niemczech, które prezentuje historię całych Prus Wschodnich” – koniec cytatu. Czy tak naprawdę jest?

[Christoph Hinkelmann:

Tak, można tak powiedzieć, że jesteśmy jedynym muzeum dla całych Prus Wschodnich. Sytuacja historyczna spowodowała przecież, że byłe Prusy Wschodnie podzieliły się na trzy państwa. Dlatego nie jest możliwe, żeby tutaj na miejscu, w regionie, było muzeum całych Prus Wschodnich. A w Niemczech my jako muzeum mamy unikatową ofertę. Mamy naszą organizację partnerską w Ellingen w południu Niemiec, która ma jednak raczej charakter archiwum czy wystawy sklepowej.]

Nie tylko byli mieszkańcy Prus Wschodnich, lecz też wiele osób z mniejszości niemieckiej w województwie warmińsko-mazurskim było u Państwa w Lüneburgu. Ostatnio ziomkostwo powiatu Osterode/Ostpreußen i mniejszość niemiecka z Ostródy byli nawet już gośćmi w nowo dobudowanej części…

[Christoph Hinkelmann:

Bardzo nas to cieszy, kiedy ludzie stąd, którzy mają takie korzenie i zostali w swojej ojczyźnie, na Warmii i Mazurach, przyjeżdżają do nas, bo my w Lüneburgu możemy dość autentycznie udzielić informacji o przeszłości regionu. Mamy od ubiegłego roku 2018, od końca sierpnia, całkiem nowo zaplanowaną ekspozycję stałą, którą jeszcze nie wszyscy widzieli, którzy znali nasze wcześniejsze muzeum i mieszkają tu w regionie na stałe i zostali, dlatego serdecznie zapraszam do tego, aby wyrobić sobie zdanie o nowej wystawie.]

Jak dotychczasowa ekspozycja stała została rozszerzona?

[Christoph Hinkelmann:

Przyłączyliśmy do historycznej wystawy, która z politycznych powodów – było to nam wtedy jeszcze wyznaczone – kończyła się w 1945r., całkiem nową wystawę, która pokazuje sytuację Niemców, którzy pochodzili z Prus Wschodnich, w pozostałych Niemczech i w NRD i w RFN – co się wydarzyło miedzy rokiem 1945 i dzisiaj, jak ich przyjęto, jak zostali zintegrowani, jaka była sytuacja w byłym NRD, a jak kształtowała się w RFN, że było możliwe w RFN, że Wschodniopruscy mogli się łączyć w stowarzyszeniach / ziomkostwach.]

Oprócz tego wraz z powiększeniem w obszarze muzeum pojawiły się również nowe regionalne tematy. Co wtedy doszło?

[Christoph Hinkelmann:

Ponadto integrowaliśmy jako wielką ważną dziedzinę oddział niemiecko-bałtycki. Na pierwszy rzut oka nie ma dużo wspólnych rzeczy między Wschodnioprusakami i Niemcami z krajów bałtyckich, ale mają początek we wspólnym rozwoju, w zakonie rycerskim, który zamieszkiwał bardzo daleko, aż do Estonii, zasiedlał ogromne tereny, tylko to rozwijało się później inaczej. W północnej części, w Łotwie i Estonii, została mała mniejszość niemiecka, która nie mieszała się z ludnością autochtoniczną, zawsze miała władzę i nadawała ton – całkiem inny rozwój; żyli jako lojalni poddani najpierw Szwedów, a później Rosjan.]

Czy był to ten sam zakon, który tam panował?

[Christoph Hinkelmann:

Był na początku ten sam zakon, który później na północy oddzielił się jako   zakon kawalerów mieczowych. Dalej byli związani swoimi interesami, aż do 1525r, kiedy na południu książę Albrecht, ostatni Wielki Mistrz zakonu niemieckiego przekształcił te tereny na świeckie księstwo. Ci na północy również dokonali reformacji, jednak według całkiem innych politycznych warunków ramowych. Nie było własnego państwa wtedy.]

Czy mógłby Pan wymienić przykład znanego Niemca z krajów bałtyckich, który był związany z Prusami Wschodnimi?

[Christoph Hinkelmann:

Było dużo interesujących osobistości, które pochodziły z terenów niemiecko-bałtyckich. Współpraca tych ludzi z Prusami Wschodnimi była dość duża, może to być przyrodnik Karl Ernst von Baer, który pochodził o ile wiem z dzisiejszej Łotwy, działał jako profesor w Królewcu i ma opinię odkrywcy ludzkiej komórki jajowej. Stuprocentowy Niemiec Bałtycki.]

A gdzie umieścić należy na przykład E.T.A. Hoffmanna?

[Christoph Hinkelmann:

E.T.A. Hoffmann był bardzo wszechstronną osobowością, działał w  administracji, nawet w sądzie, pisał dużo w swoim wolnym czasie, miał bardzo dużo fantazji, ale był stuprocentowym Wchodnioprusakiem i później nie działał w krajach bałtyckich, lecz w Berlinie.]

Kilka z dzieł Hoffmanna, szczególnie wiele jego fantastycznych opowieści, podejmuje również tematy czy wierzenia ludowe np. z Łotwy…

[Christoph Hinkelmann:

Oczywiście jest to możliwe, bo krąg kulturowy nigdy nie był oddzielny. Ludzie i pomysły, idee i dzieła poruszali się tam i z powrotem między niemiecko-bałtyckimi miastami – Rygą i Rewalem, jako dwoma wielkimi centrami, jak i Dorp – i Królewcem.]

Dla Pana jako współpracownika muzeum niełatwo zapracować na taką nową tematyczną dziedzinę…

[Christoph Hinkelmann:

Jest to naprawdę wyzwanie, ale na szczęście dostaliśmy razem z nowym zadaniem nowego kolegę, który bardzo dobrze opracował i wprowadził tę dziedzinę oraz przygotował wystawę, a więc jest bardzo kompetentny w tej dziedzinie.]

——-

Był to dr Christoph Hinkelmann z Muzeum Prus Wschodnich w Lüneburgu w rozmowie z nami. Tematem rozmowy podczas 12. Polsko – Nieieckiego Kongresu Komunalno – Politycznego Ziomkostwa Prus Wschodnich z Niemiec w Olsztynie były m.in. rozwój muzeum w ostatnim czasie.
Anna: I to była Allensteiner Welle na dzisiaj, życzę Państwu jeszcze spokojnego wieczoru i dobrego tygodnia.

Audycję realizował dla Państwa i dla mnie Szymon Krzysztoń, a do usłyszenia za tydzień mówi Państwu Anna Przywoźna. (ap/ad)

03.11.2019 (opis do dźwięku)

Anna: Serdecznie witam w Allensteiner Welle, w pierwszą niedzielę listopada przy mikrofonie dla Państwa Anna Przywoźna. Mam nadzieję, że spędziliście Państwo dobry tydzień, odpoczęliście w weekend i jesteście dzisiaj znowu z nami. W audycji:

Przedstawimy jeszcze jedną relację z 12. Polsko – Niemieckiego Kongresu Komunalno – politycznego w Olsztynie na temat: „Mniejszości narodowe w Rzeczpospolitej Polskiej “

Oraz porozmawiamy z Ryszardem Gallą, posłem mniejszości niemieckiej do polskiego Sejmu, na temat niektórych spraw, ważnych dla Niemców w Polsce.

To wszystko usłyszycie Państwo jak zwykle – po naszych wiadomościach.

Jingle – wiadomości

Związek Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur ZSNWiM organizuje w sobotę, 16 listopada, we współpracy z Instytutem Stosunków Zagranicznych warsztaty filmowe. Tematem ramowym są stereotypy między Polakami i Niemcami jak też ich treść. Na bazie filmu „Heimat ist kein Ort“, który pokazany zostanie w języku niemieckim bez napisów, mają one zostać wzięte pod lupę. Uczestnicy w wieku od 16 do 30 lat spotkają się od godziny 11.00 do 17.00 w siedzibie ZSNWiM przy ulicy Kopernika 13 w Olsztynie. Termin zgłoszeń na warsztaty upływa jutro, są jeszcze ostatnie wolne miejsca. Dalsze informacje otrzymaja Państwo pod numerem telefonu 89 523 56 80.

****

Juz po raz 8. w Lidzbarku Warmińskim królować będzie taniec ludowy. Od 9 do 11 listopada w Hotelu Górecki wszystko kręcić się będzie wokół tym razem śląskich tańców ludowych. Warsztaty prowadzić będą Daniel Dziurka i Katarzyna Łukaszczyk, początek 9 listopada o godzinie 17.00. Bliższych informacji udziela organizatorka Edyta Gładkowska pod numerem telefonu 89 – 534 07 80 lub adresem emailowym gladkowska@ostpreussen.de.

****

Przerwa wakacyjna ostatecznie się zakończyła: zainteresowani językiem i kulturą niemiecką spotykają się w przyszły czwartek, 7 listopada od godziny 19.30 w kawiarni kulturalnej „Stary Zaułek“ na olsztyńskiej starówce na pierwszą scenę niemiecką w roku akademickim i szkolnym 2019/2020. Organizatorzy cieszą się na duże zainteresowanie.

****

Katolicka msza w języku niemieckim odprawiona zostanie w przyszła niedzielę, 10 listopada, o godzinie 14.00 w Kościele Serca Jezusowego w Olsztynie. Kanonik Andre Schmeier serdecznie zaprasza.

2019-11-03 Kongres Komunalno – Polityczny

W dniach 19 i 20 października Ziomkostwo Prus Wschodnich z Niemiec organizowało w Hotelu Warmińskim w Olsztynie swój 12. Polsko – Niemiecki Kongres Komunalno – Polityczny. Temat kongresu brzmiał „Mniejszości narodowe w Rzeczpospolitej Polskiej”. Oto nasze wrażenia dla Państwa:

——-

Kongres Komunalno – Polityczny otworzył Stephan Grigat, przewodniczący Ziomkostwa Prus Wschodnich, prezentując między innymi swoją organizację, jej cele i działalność. Do tej działalności zalicza się oczywiście kongresy niemiecko-polskie i ich odpowiednik niemiecko-rosyjski, jak mówi Stephan Grigat:

[Stephan Grigat:

Kongres ten należy oczywiście również do stałej liczby aktywności, myślę, że mamy teraz 12. kongres. Pierwszy odbył się w 2000r. a od kilku lat odbywa się tu w tym hotelu. Jego odpowiednikiem jest, a jeszcze nie istnieje tak długo, jak widać po liczbach, rok temu było 9., niemiecko-rosyjskie forum, które odbywa się na zmianę w Obwodzie Kaliningradzkim i w RFN. Ostatni był rok temu, w październiku 2018 w Insterburgu (Wystruci).]

Ważne są ludzie, którzy tchną życie w taką organizację, przejmą odpowiedzialność i się zaangażują. Szczególnie aktywnych ludzi Ziomkostwo Prus Wschodnich wyróżnia, i to zrobił Stephan Grigat również z okazji kongresu w Olsztynie:

[Stephan Grigat:

Takie ziomkostwo jak my nie funkcjonuje tak, że ktoś stoi z przodu i mówi ´zrób´. Ziomkostwo takie jak nasze żyje z tego, że składa się z wielu osób i oni też współpracują. Żyje z tego, że wiele osób bezinteresownie i bez ambicji osobistych jest gotowych, aby swoją miłość do ojczyzny przerabiać na pracę, na trud, na pilności i bynajmniej od czasu do czasu trudności. Takich ludzi potrzebujemy, a taką osobę dzisiaj mamy wśród nas, którą chciałbym wyróżnić za jej długoletnie działania na rzecz Prus Wschodnich. Zapraszam do mnie Otto Tuschinskiego.]

Zasługi Otto Tuschinskiego jako świadka czasów i dla tutejszej mniejszości niemieckiej podsumował Stephan Grigat jeszcze raz dla gości, zanim wręczył mu przypinkę honorową Ziomkostwa:

[Stephan Grigat:

Otto Tuschinski jest – i to jest ważne – mężczyzną, mogę więc wymienić datę jego urodzenia. Urodził się w 1933r. tutaj w Olsztynie. On całkowicie jest świadkiem czasów – niemieckiego czasu do 1945r., zdobycia Olsztyna przez Armię Czerwoną, czasu powojennego i rozwoju mniejszości niemieckiej w Prusach Wschodnich. Otto Tuschinski ma opinię jednej z twarzy mniejszości niemieckiej w Olsztynie i Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej w Olsztynie. Nie ma tylko opinii, mówię tu, że po prostu nią jest. Wnosił swój wkład w latach 2007-2019 jako członek zarządu Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej, i jest do dziś również po swojej kadencji aktywny na rzecz Olsztyna i Prus Wschodnich i jest do dyspozycji jako pomocna dłoń. Ziomkostwo Prus Wschodnich nadaje Ottowi Tuschinskiemu doceniając jego długoletnie zaangażowanie dla małej i wielkiej ojczyzny swoją przypinkę honorową. Olsztyn, 19 października.]

Otto Tuschinski jest jedną z osób, dzięki którym mniejszość niemiecka w województwie warmińsko-mazurskim znalazła uznanie. Przy sejmiku województwa istnieje również specjalna komisja do spraw mniejszości, której przewodniczący Jarosław Słoma był gościem kongresu. Podkreślił on ważność mniejszości, które są wielkim zyskiem dla regionu:

[Jarosław Słoma – wypowiedź w języku polskim]

Program fachowy otworzył następnie dr Aleksander Bauknecht, adiunkt na wydziale prawa Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie oraz wiceprzewodniczący Olsztyńskiego Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej. Jego tematem były prawne warunki ramowe d