Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 22 °C pogoda dziś
JUTRO: 22 °C pogoda jutro
Logowanie  

Powstanie Warszawskie stało się symbolem polskiego bohaterstwa

Powstanie Warszawskie

1 sierpnia 1944 r. w Warszawie wybuchło powstanie, które miało doprowadzić do wyzwolenia stolicy spod okupacji niemieckiej, a zakończyło się – pomimo bohaterstwa żołnierzy i cywilów – klęską, śmiercią ok. 200 tys. osób i olbrzymimi stratami materialnymi.

Powstanie Warszawskie stało się symbolem polskiego bohaterstwa. Tak było odbierane zarówno w czasach PRL-u, gdy z przyczyn politycznych władze próbowały umniejszać jego znaczenie, jak i później. Historycy nie są jednak zgodni w sprawie oceny jego dowódców.

Nie kwestionując bohaterstwa powstańców i cierpień ludności cywilnej, zwracają uwagę na to, że dowództwo Armii Krajowej nie miało dobrego rozeznania w sprawie sytuacji militarnej na froncie, a zgromadzone w stolicy polskie oddziały były słabo uzbrojone. Wiedziały również, że skutecznej pomocy militarnej nie będą mogły udzielić alianci zachodni. Najsurowiej postawę części polskiego dowództwa ocenił prof. Andrzej Leon Sowa. W opracowaniu „Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ-AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji” napisał m.in., że decydując się na wydanie rozkazu o wybuchu powstania, nie kierowało się ono racjonalnymi przesłankami wojskowymi, tylko politycznymi.

Prof. Sowa w swojej publikacji odniósł się również do odpowiedzialności Stalina. Przyznał, że kremlowski dyktator nie zamierzał pomagać walczącej o wyzwolenie Warszawy Armii Krajowej. Jednak jego zdaniem tezy tych historyków, którzy uważają, że Stalin celowo nakazał wstrzymanie ofensywy Armii Czerwonej, bo chciał upadku powstania nie są prawdziwe. Z dokumentów wynika bowiem, że taki rozkaz Stalin wydał już 21 lipca 1944 r., czyli na dziesięć dni przed rozkazem gen. Bora-Komorowskiego o wybuchu powstania.

Decyzji o wybuchu powstania w swojej monografii „Powstanie ’44” broni z kolei prof. Norman Davies. „Często zapomina się, że powstańcy z 1944 r. nie byli w takiej samej sytuacji jak ich poprzednicy z lat 1794, 1830-1831 czy 1863, prowadzący samotną walkę z wrogiem narodu. Bojownicy z Armii Krajowej byli częścią międzynarodowej koalicji, która podjęła zobowiązanie wspólnej walki z wrogiem, i wobec tego działania owej koalicji należy poddać najbardziej szczegółowej analizie” – przypomina brytyjski historyk.

W myśl planów powstanie miało trwać najwyżej kilka dni. Dowództwo AK miało nadzieję, że Wehrmacht po wielkich stratach, jakie poniósł w trakcie Operacji Bagration, jest zdemoralizowany i nie stanowi wystarczającej siły.

Nadzieje na to, że takie opinie nie są przesadzone, brały się m.in. z widoku kierujących się przez Warszawę ze wschodu na zachód kolumn z rannymi żołnierzami niemieckimi.

Nawet w dowództwie AK zdawano sobie jednak sprawę z tego, że o zwycięstwie przesądzi nie tylko zaskoczenie, ale też wsparcie ze strony Armii Czerwonej. Oddziały AK w Warszawie dysponowały bowiem zbyt skromnym uzbrojeniem (głównie broń lekka i mało amunicji), żeby mogła stawić opór wrogowi. Opanowanie polskiej stolicy siłami podlegającymi polskiemu rządowi na emigracji (którego Moskwa już w tamtym momencie nie uznawała) miało być kartą przetargową. Liczono na to, że ujawnienie się w Warszawie władz cywilnych związanych z Delegaturą Rządu na Kraj będzie szczególnie istotne w związku z powołaniem pod egidą Stalina Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, czyli komunistycznego ośrodka władzy.

Armia Czerwona jednak powstańcom nie pomogła, a Niemcy nie dali się zaskoczyć ani wyprzeć ze strategicznych punktów. Zawiódł wywiad – informacje o sytuacji na froncie czerpano głównie z niemieckich komunikatów radiowych (przekazywanych z osławionych ulicznych „szczekaczek”. Nie było nawet łączności między naczelnym wodzem Polskich Sił Zbrojnych gen. Kazimierzem Sosnkowskim a dowódcami AK w Warszawie.

Sosnkowski zdawał sobie sprawę z tego, że AK nie jest w stanie podjąć skutecznej walki z Niemcami. Uważał też, że wobec postawy mocarstw zbrojne powstanie pozbawione jest politycznego sensu, bo Stany Zjednoczone i Wielka Brytania nie będą dla Polski ryzykować konfliktu ze Stalinem przed zakończeniem wojny z Niemcami. Miał nadzieję, że prędzej czy później do zatargu jednak dojdzie i trzeba do tego czasu zachować polskie wojsko.

W depeszy do gen. Komorowskiego Sosnkowski pisał: „W obliczu szybkich postępów okupacji sowieckiej na terytorium kraju trzeba dążyć do zaoszczędzenia substancji biologicznej narodu w obliczu podwójnej groźby eksterminacji”. W decydującym o wybuchu warszawskiego powstania momencie Sosnkowski pozbawił się jednak wpływu na wydarzenia, bo pojechał do Włoch na inspekcję 2 Korpusu Polskiego. Przed odlotem z Londynu sporządził instrukcję, w której była mowa o tym, że jeśli podczas niemieckiego odwrotu pojawi się szansa na krótkotrwałe opanowanie Wilna, Lwowa lub „innego większego centrum”, to należy je zająć, by wystąpić wobec Armii Czerwonej w roli gospodarza. Choć w tej instrukcji nie było wzmianki o Warszawie, to dowództwo AK które formalnie Sosnkowskiemu podlegało potraktowało je jako przyzwolenie na wywołanie powstania.

Do chaosu przyczyniła się też postawa premiera rządu emigracyjnego Stanisława Mikołajczyka (następcy gen. Sikorskiego), który w tym samym czasie udał się do Moskwy. Liczył, że w rozmowach ze Stalinem wybuch powstania (i spodziewany polski sukces) będzie atutem w jego staraniach o kształt nowego rządu.

Sytuacja w Warszawie nie ułożyła się jednak po myśli Mikołajczyka i dowództwa AK. Powstańcom nie udało się opanować żadnych ważnych punktów, w tym też mających kluczowe znaczenie mostów na Wiśle. Dostarczana drogą lotniczą (z lotnisk we Włoszech) pomoc aliantów zachodnich była zbyt mała, by mogła wpłynąć na przebieg walki. Mimo to powstanie trwało aż 63 dni – było największą akcją zbrojną podziemia w okupowanej przez Niemców Europie.

1 sierpnia 1944 r. do walki w stolicy przystąpiło ok. 40-50 tys. powstańców. Jednak zaledwie co czwarty z nich liczyć mógł na to, że rozpocznie ją z bronią w ręku.

Na wieść o powstaniu w Warszawie Reichsfhrer SS Heinrich Himmler wydał rozkaz, w którym stwierdzał: „Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców, Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy”.

Przez 63 dni powstańcy prowadzili heroiczny i samotny bój z wojskami niemieckimi. Ostatecznie wobec braku perspektyw dalszej walki 2 października 1944 r. przedstawiciele KG AK płk Kazimierz Iranek-Osmecki „Jarecki” i ppłk Zygmunt Dobrowolski „Zyndram” podpisali w kwaterze SS-Obergruppenfhrera Ericha von dem Bacha w Ożarowie akt kapitulacji Powstania Warszawskiego.

Gen. Komorowski wspominając to wydarzenie pisał: „Po raz drugi w tej wojnie musiała Warszawa ulec przewadze wroga. Na początku i na końcu wojny stolica Polski walczyła sama. Ale warunki walki w roku 1939 były całkiem inne niż w roku 1944. Pięć lat temu Niemcy stały u szczytu swej potęgi. Słabość Sprzymierzonych uniemożliwiała danie pomocy Warszawie. Upadek stolicy Polski był pierwszy w szeregu zwycięstw niemieckich. W roku 1944 sytuacja była odwrotna. Niemcy chyliły się ku upadkowi i my wszyscy mieliśmy gorzkie przeświadczenie, że upadek Warszawy będzie prawdopodobnie ostatnim zwycięstwem Niemców nad Sprzymierzonymi”.

Według postanowień układu kapitulacyjnego żołnierze AK z chwilą złożenia broni mieli korzystać ze wszystkich praw konwencji genewskiej z 1929 r., dotyczącej traktowania jeńców wojennych. Takie same uprawnienia otrzymali żołnierze AK, którzy dostali się do niemieckiej niewoli w czasie walk toczonych od początku sierpnia w Warszawie. Niemcy przyznali prawa jeńców wojennych także członkom powstańczych służb pomocniczych. W podpisanym dokumencie strona niemiecka stwierdzała ponadto, że osoby uznane za jeńców wojennych „nie będą ścigane za swoją działalność wojenną ani polityczną tak w czasie walk w Warszawie jaki i w okresie poprzednim, nawet w wypadku zwolnienia ich z obozów jeńców”.

Odnośnie ludności cywilnej znajdującej się w czasie walk w mieście, Niemcy zapewnili, że nie będzie stosowana wobec niej odpowiedzialność zbiorowa. Dodatkowo gwarantowali, iż: „Nikt z osób znajdujących się w okresie walk w Warszawie nie będzie ścigany za wykonywanie w czasie walk działalności w organizacji władz administracji, sprawiedliwości, służby bezpieczeństwa, opieki publicznej, instytucji społecznych i charytatywnych ani za współudział w walkach i propagandzie wojennej. Członkowie wyżej wymienionych władz i organizacji nie będą ścigani też za działalność polityczną przed powstaniem”.

Zgodnie z żądaniami niemieckiego dowództwa miasto mieli opuścić wszyscy jego mieszkańcy. Akt kapitulacji powstania przewidywał, że ewakuacja „zostanie przeprowadzona w czasie i w sposób oszczędzający ludności zbędnych cierpień”, a „dowództwo niemieckie dołoży starań, by zabezpieczyć pozostałe w mieście mienie publiczne i prywatne”.

W wydanej nazajutrz po kapitulacji odezwie do „Do Narodu Polskiego” Krajowa Rada Ministrów i Rada Jedności Narodowej z goryczą stwierdzały: „Skutecznej pomocy nie otrzymaliśmy. (…) Potraktowano nas gorzej niż sprzymierzeńców Hitlera: Italię, Rumunię, Finlandię. (…) Sierpniowe powstanie warszawskie z powodu braku skutecznej pomocy upada w tej samej chwili, gdy armia nasza pomaga wyzwolić się Francji, Belgii i Holandii. Powstrzymujemy się dziś od sądzenia tej tragicznej sprawy. Niech Bóg sprawiedliwy oceni straszliwą krzywdę, jaka Naród Polski spotyka, i niech wymierzy słuszną karę na jej sprawców”.

W czasie walk w Warszawie zginęło ok. 18 tys. powstańców, a 25 tys. zostało rannych. Poległo również ok. 3,5 tys. żołnierzy z Dywizji Kościuszkowskiej.

Straty wśród ludności cywilnej były ogromne i wynosiły ok. 180 tys. zabitych.

Pozostałych przy życiu mieszkańców Warszawy, ok. 500 tys., wypędzono z miasta, które po powstaniu zostało niemal całkowicie zburzone. Specjalne oddziały niemieckie, używając dynamitu i ciężkiego sprzętu, jeszcze przez ponad trzy miesiące metodycznie niszczyły resztki ocalałej zabudowy.

Do niemieckiej niewoli poszło ponad 15 tys. powstańców, w tym 2 tys. kobiet. Wśród nich niemal całe dowództwo AK, z generałami Borem-Komorowskim, Pełczyńskim i Chruścielem. Żaden z tych trzech dowódców do Polski już nie wrócił: Bór-Komorowski i Pełczyński zmarli w Wielkiej Brytanii, a Chruściel w Stanach Zjednoczonych.

Redakcja: B. Świerkowska-Chromy za PAP

Więcej w walka, pamięć, patriotyzm
Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej. Wojewódzkie obchody odbędą się w Karolewie

Bohaterska postawa, wsparcie dla partyzantów i tragiczna cena, jaką przyszło za to zapłacić. W Karolewie odbędą się obchody święta państwowego, które upamiętnia niezwykłe poświęcenie i ofiarę...

Zamknij
RadioOlsztynTV