Audycje w języku ukraińskim – kwiecień 2026

Fot. G. Spodarek
Audycje w języku ukraińskim dotyczą życia tej mniejszości na Warmii i Mazurach oraz uchodźców, którzy przyjechali po wybuchu wojny w Ukrainie. Zbieramy codzienne informacje, poruszamy także tematy kulturalne i religijne. To doniesienia nie tylko z Polski, ale również prosto z Ukrainy!
Audycji można słuchać od poniedziałku do piątku o godzinie 10.50 i 18.10 oraz w każdą sobotę o 10.50. Emitowane są z nadajnika w Miłkach koło Giżycka na 99,6 FM.
Natomiast wszyscy słuchacze z regionu mogą posłuchać magazynu „Od niedzieli do niedzieli” na 103,2 FM w każdą niedzielę o godzinie 20.30. To zbiór najciekawszych informacji z całego tygodnia. Zapraszają Jarosława Chrunik i Grzegorz Spodarek.
- 30.04.2026 – godz. 18.10
- 30.04.2026 – godz. 10.50
- 29.04.2026 – godz.10.50
- 29.04.2026 – godz. 10.50
- 28.04.2026 – godz. 18.10
- 27.04.2026 – godz. 18.10
- 27.04.2026 – godz. 10.50
- 26.04.2026 – godz. 20.30 – magazyn
- 24.04.2026 – godz. 18.10
- 24.04.2026 – godz. 10.50
- 23.04.2026 – godz. 18.10
- 23.04.2026 – godz. 10.50
- 22.04.2026 – godz. 10.50
- 21.04.2026 – godz. 18.10
- 21.04.2026 – godz. 10.50
- 20.04.2026 – godz.18.10
- 20.04.2026 – godz. 10.50
- 19.04.2026 – godz. 20.30 – magazyn
- 18.04.2026 – godz. 10.50
- 17.04.2026 – godz. 18.10
- 17.04.2026 – godz. 10.50
- 16.04.2026 – godz. 18.10
- 16.04.2026 – godz. 10.50
- 15.04.2026 – godz. 18.10
- 15.04.2026 – godz. 10.50
- 14.04.2026 – godz. 18.10
- 14.04.2026 – godz. 10.50
- 13.04.2026 – godz. 18.10
- 13.04.2026 – godz. 10.50
- 12.04.2026 – godz. 20.30
- 10.04.2026 – godz. 18.10
- 10.04.2026 – godz. 10.50
- 09.04.2026 – godz. 18.10
- 09.04.2026 – godz. 10.50
- 08.04.2026 – godz. 18.10
- 08.04.2026 – godz. 10.50
- 07.04.2026 – godz. 18.10
- 07.04.2026 – godz. 10.50
- 05.04.2026 – godz. 20.30
- 04.04.2026 – godz. 10.50
- 03.04.2026 – godz. 10.50
- 02.04.2026 – godz. 18.10
- 02.04.2026 – godz. 10.50
- 01.04.2026 – godz. 18.10
- 01.04.2026 – godz. 10.50
05.04.2026 – godz. 20.30 (opis do dźwięku)
Dziś pomożemy Wam pozostać w świątecznym nastroju Wielkanocnej Niedzieli. Odwiedzimy Giżycko, gdzie odbyły się wyjątkowe warsztaty zdobienia ukraińskich pisanek. Posłuchamy opowieści uczestników – być może zainspirują Was do spróbowania własnych sił w przyszłym roku.
Porozmawiamy też o Wielkanocy i jej symbolice z księdzem mitratem Janem Łajkoszem, proboszczem grekokatolickiej parafii w Górowie Iławeckim.
Pozostańmy razem w świątecznej atmosferze i odkryjmy piękno tych tradycji – ti wszystko już za chwilę w języku ukraińskim.
/muzyka/
W codziennym pośpiechu tradycje łatwo się gubią, dlatego warto je świadomie odtwarzać. Właśnie z taką ideą w Giżycku zorganizowano warsztaty pisankarstwa. Opowiada przewodniczący miejscowego koła Związku Ukraińców w Polsce, Damian Misztuk:
Kiedyś często to babcie zajmowały się przekazywaniem tradycji. Teraz widać, że trochę się to zmieniło. Większość rodziców dzieci mieszka oddzielnie od dziadków.
Często mieszkają nawet bardzo daleko od siebie. I myślę, że teraz powinna być inna forma — taka, że powinny być takie warsztaty, żeby chętni mogli przyjść, posłuchać. Po prostu staraliśmy się, żeby były zapisy, żeby wiedzieć, ile będzie ludzi. Było dwa razy więcej niż się zapisało. Jesteśmy bardzo zadowoleni, bo robimy to dla ludzi, żeby ludzie przyszli. I żeby był sens w naszym spotkaniu.
Z dzieciństwa pamiętam, że robiliśmy to wspólnie, rodzinnie. Było nas w domu pięcioro dzieci, więc od dzieciństwa pisaliśmy takie pisanki w domu. Teraz myślę, że jakieś piętnaście lat, co najmniej, do tego nie siadaliśmy.
Dlatego gdy rozmawialiśmy z Anną Filak z Ukraińskiego Punktu Nauczania, umówiliśmy się na taką inicjatywę i doszliśmy do wniosku, że to bardzo dobra okazja, żeby do tego wrócić.
Anna Filak, nauczycielka języka ukraińskiego w międzyszkolnym punkcie nauczania języka ukraińskiego w Giżycku:
Taki kurs ma zapewne duży sens, jeśli chodzi o sam proces nauczania — nie tylko sama dydaktyka tutaj, ale także wzbogacamy zajęcia dydaktyczne.
Nauczyciel opowiada na lekcjach języka ukraińskiego, a tutaj dodatkowo mamy zajęcia praktyczne, które prowadzą członkowie naszej społeczności, mniejszości. I myślę, że to dodatkowo zainteresuje moich uczniów. Nauczyciel języka ukraińskiego w punkcie nauczania musi uświadamiać, czym są tradycje, jak trzeba je zachowywać, jak to wygląda również u nas, na poziomie lokalnym, w jaki sposób powinniśmy dbać o tradycje.
A jak wygląda sam proces tworzenia pisanki — od pierwszej kreski do gotowego wzoru? Wyjaśnia uczestnik warsztatów, Mariusz Raubo:
/wypowiedź PL/
Krok po kroku pisanka ożywa — ze swoimi kolorami i symbolami. O tym procesie opowiada instruktorka i etnografka Roksana Butrym-Lampard:
Teraz wkładamy jajka, które są rozpisane woskiem, do farby, żeby miały ładny kolor. A ta farba z Częstochowy — ona jest jakaś naturalna? Czy z Biedronki? Z Biedronki nie, ja mam swoje farby, zawsze używam jednej firmy, bo są najlepsze.
To są już takie po polsku barwniki spożywcze, które można kupić po prostu, żeby pomalować jajka. A takim domowym sposobem czym można? Cebulą najlepiej. Zawsze, zawsze tak robiono.
Brano te suche części cebuli, gotowano je i do tego wkładano jajko. Można też wziąć korę dębu — wtedy będzie czarny kolor. Tylko trzeba ją długo gotować.
Można wziąć młode żyto albo melisę, żeby mieć zielony kolor. Co można naturalnie uzyskać? Żółty — dziś to będzie kurkuma, to najprostsze. Czarny? Jest czarny, możemy włożyć w czarny.
To będzie takie najprostsze. I także kiedyś buraki brali, żeby farbować. Mogły to być kiszone buraki, i ten zakwas bardzo dobrze przyjmował się na jajku.
Dlaczego zdecydowała się Pani przyjść na ten kurs?
Maria Butrym: Dlatego że to jest moja córka, którą prowadzę, a Julian to mój wnuk, którego prowadzę. No i tak zaczynaliśmy razem.
To znaczy, przy mnie trochę zaczynała córka, poszła dalej, wnuk jeszcze dalej — i teraz robi ładniej niż ja. To, co było w tym domu, sprawiło, że dzieci zaczęły się interesować i dziś kontynuują, a nawet wykonują pożyteczną pracę, przekazując to innym. Ja uczyłam się przy krewnych i później próbowałam pokazać to wszystkim swoim dzieciom, żeby dalej kultywowały tę tradycję, żeby była — po polsku mówiąc — ciągłość.
A że coś się w kimś odezwało, że coś jest w genach — to jest zawsze. Każde pokolenie robi lepiej. Jakie tradycje Pani pamięta, jakie są zachowywane?
W domu wszystko musiało być posprzątane. I zwykle cały ostatni tydzień pościło się.
Teraz już niekoniecznie, ale kiedyś cały ostatni tydzień wszystko było postne. Kiedyś, gdy moi krewni przyjechali po Akcji „Wisła”, była jedna cerkiew w Chrzanowie.
I po prostu tam jeździliśmy. Moi rodzice brali ślub w 1952 roku. W lutym saniami jechaliśmy z Mazuchówki aż do Chrzanowa.
I po prostu była taka tradycja, że tam nie można było nie pojechać. Na święto Piotra i Pawła. Jeśli była Wielkanoc, to spaliśmy w stodole u takiego pana, który przyjechał z południa Polski. Był księdzem — Wudkiewicz.
I tam w stodole się spało, rano przychodziło się do cerkwi, siostry parzyły kawę z mlekiem. Do dziś pamiętam ten zapach.
Kiedy pani maluje, rozpisuje te pisanki — czy ma pani ulubiony wzór albo metodę?
Ja mam tak, że nie mam — i mój wnuk też ma tak, że nie ma wzoru do odwzorowania. Po prostu bierze z głowy jakiś motyw, i ja tak samo. I kiedy skrobię, to to, co wyjdzie spod narzędzia, to jest. To chyba nazywa się sztuka. No, można i tak to nazwać.
Jakie jest twoje zadanie? Co pokazujesz, gdzie jest najbardziej potrzebna twoja ingerencja? Co jest najtrudniejsze, a co idzie tym adeptom pisankarstwa łatwiej?
Julian Zieliński: Razem robimy te warsztaty. Co tu jest potrzebne ode mnie? Pomagać, opowiadać, pytać, co wyjdzie, jak tu zrobić tak, a jak tak, do jakiego koloru, co i jak robić.
Pokazywać, jak usuwać wosk, na przykład. Pisanki zacząłem robić szybko. Miałem może około 10 lat.
Świadomie nauczyła mnie rodzina. Ciocia nauczyła, babcia, mama. Dlatego z biegiem lat sam zacząłem się tym interesować.
To trochę opowie nam, może, żebyśmy bardziej świadomie mogli patrzeć na te arcydzieła sztuki ludowej. Te pisanki, które dziś robimy szpilką, robili Łemkowie. I w Polsce też takie się robi.
Na Ukrainie robi się pisaczkiem, kostką. I na przykład w okolicach Kijowa najczęściej są białe linie, czerwone pola, a wszystko inne na czarnym tle. Na przykład w regionie Charkowa, na Słobożańszczyźnie, często są motywy kwiatowe, roślinne.
I tak samo w regionie Lwowa. Tam jest ich w ogóle bardzo dużo. I te wzory nie są geometryczne, tylko bardzo płynne.
Najtrudniejsze, najdrobniejsze wzory są w regionie Iwano-Frankiwska i na Huculszczyźnie. Tam są takie małe, drobne kreski, kratki. I bardzo dużo czasu się na nie poświęca.
Swoją pisankę tego dnia tworzyła również Ksenia Petyuk. Oto jej wrażenia:
Kiedy jestem w domu, a nie w szkole, lubię spędzać czas z naszą ukraińską mniejszością tutaj, w Giżycku. Domiwka-świetlica to mój drugi dom. Spędziłam tu bardzo dużo czasu z moimi przyjaciółmi, z rodzicami, z rodziną. Tak że to dla mnie takie bardzo fajne miejsce.
I bardzo lubię tu przychodzić. Ostatni raz robiłam pisankę 10 lat temu w cerkwi. No cóż, tutaj widzę, mamy pokazane jakieś ładne wzory, takie, jakie możemy robić na tych pisankach.
No i robię to, co widzę. To, co przyjdzie do głowy, też narysuję. Ale tak to nie jestem za bardzo dobra w robieniu, ale chcę mieć w koszyczku taką ładną pisankę — tym bardziej własną.
A co się z nią stanie? No, włożę do koszyczka, będzie poświęcona, a później będzie ładnie leżeć w domu.
Oksana Mudra:
Mamy trzech synów. Zachowujemy ukraińską tradycję i język, a pisanie pisanek nas interesuje.
Chciałam pokazać dzieciom, jak to kiedyś robiono na Ukrainie. Kiedy byłam młodsza i nie miałam dzieci, dużo czasu przed świętami pisałam pisanki w domu.
Taką własną metodą, na wosku pszczelim. I sama byłam w tym bardzo dokładna. Tak że cieszę się, że mogę to teraz pokazać swoim dzieciom. To bardzo fajna praca.
Jeśli kogoś to interesuje, to zapraszam, żeby spróbować. I w sumie niewiele potrzeba, żeby coś takiego zrobić. Wystarczy świeczka, trochę wosku, szpilka.
Tutaj mamy ją przymocowaną do patyczka z drewna albo do ołówka. I na jajko nakładamy ten wosk. Wzory wychodzą bardzo ładne.
Dzieciom też bardzo to można polecić. I myślę, że to fajna praca.
A jak było kiedyś? Jak kiedyś to robiliście?
Miałam brata Hryhorija. Mieszkaliśmy na wsi i nie można było zdobyć takiej wiedzy jak teraz — że pójdziemy do sklepu, kupimy małą świeczkę i będziemy rozgrzewać wosk.
Brat zrobił mi cztery stojaki. Do tego przymocowaliśmy na drucie puszkę po paście do butów.
I tam rozgrzewałam wosk, jeszcze kiedy byłam młodsza. I cały dzień siedziałam w pokoju i robiłam te pisanki. I to tak naprawdę dzięki bratu, który mi to zrobił, można było robić takie pisanki.
Nie było tak łatwo jak teraz. Teraz jest o wiele łatwiej, bo wszystko jest pod ręką. Kiedyś trzeba było się napracować, żeby przygotować wszystkie narzędzia do zrobienia pisanki.
Ale może radość tworzenia była większa?
To była radość dla wszystkich, bo widzi Pan — radość, że ktoś mi to zrobił, a ja się cieszyłam, że mam coś, żeby robić pisanki. To było bardzo fajne.
Etnografkę i instruktorkę panią Roksanę poprosiliśmy również, aby opowiedziała szerzej o symbolice pisanki:
Pisanka, a właściwie jajko, to życie. Wiosną najwięcej ptaków przylatuje do nas i mają jajka, mają młode — czyli to jest życie. Wiemy, że jajko się odradza, jajko to symbol odradzającego się życia. A w naszej kulturze i w naszej tradycji jajko to symbol Wielkanocy.
Pisanki pisano, żeby je poświęcić, żeby je zjeść, ale także, żeby obdarować bliskich. Na przykład rodzice chrzestni dawali je swoim dzieciom chrzestnym jako prezenty. Właśnie nie te czekoladowe jajka, które są dziś, ale prawdziwe pisanki.
Można też powiedzieć współczesnym językiem, że pisanka to była również taka walentynka. Ponieważ kiedyś dziewczyny na wsi nie mogły, nie miały prawa powiedzieć chłopakom: „podobasz mi się”. To źle brzmiało, nie można było tego robić.
Ale dziewczyna mogła pięknie ozdobić pisankę i podarować ją chłopakowi. I on już wiedział. Mogła z tego wyniknąć jakaś przygoda, jakaś miłość.
No dobrze, ale żeby on odczytał, co oznacza ta pisanka, to musiała mieć jakiś specjalny wzór. Dziś pomyślelibyśmy przede wszystkim o sercu — to symbol miłości.
Ale kiedyś mógł to być czerwony kolor. Ale też kiedyś miłość była rozumiana trochę inaczej — to była także płodność, bogactwo.
I na pisance mogli namalować na przykład barana, jelenia albo ptaka. To wszystko były symbole bogactwa.
Mogli też namalować drzewo — drzewo życia. To oznaczało, że chcemy, aby nasze życie trwało dalej, żeby przechodziło z pokolenia na pokolenie razem z tradycją.
Tak więc symboli było bardzo dużo. I nie tak oczywistych dla nas dzisiaj, jak moglibyśmy myśleć.
Pozostając przy tematyce matrymonialnej — wiemy, że jest dynia jako symbol odmowy. Czy mogła istnieć taka „dyniowa pisanka”? Nic o tym nie wiem.
Nie mam takiej wiedzy. Ale jeśli pomyślę tak zdroworozsądkowo, to można było zostawić pisankę, która długo leżała i nie była już świeża.
I wiemy, że jeśli ją rozbić, zapach nie będzie przyjemny. Myślę, że może coś w tym stylu.
A jakie jeszcze ornamenty są szczególnie charakterystyczne dla naszej ukraińskiej pisanki?
U nas jest wiele takich pisanek, które są podobne do pisanek z Lublina i okolic. Tam są takie prostsze, można powiedzieć trochę nowsze — może nie symbole, ale bardzo proste.
Takie jak słońce, gałązka, zielone liście albo rozeta. To wszystko są symbole życia — po prostu życia.
Wśród dzisiejszych pisanek były też takie z symboliką narodową.
Dziś, tak — dziś mamy nawet pisankę z trójzębem. Śmialiśmy się, że z drugiej strony należałoby rozpisać cały hymn Ukrainy, ale to byłaby naprawdę trudna praca. No ale może by się udało.
Oczywiście. Trzeba próbować. I zachęcam wszystkich, żeby naprawdę próbowali.
Potrzebny jest tylko wosk pszczeli, jakiś ołówek, do którego wbijamy szpilkę, i po prostu piszemy. To wszystko.
Bo to też jest nie tylko czynnik twórczy, ale i rodzinny, społeczny. Można to robić razem.
Oczywiście. Tak jak widzimy dzisiaj — są tu rodziny, są dzieci od najmłodszych po dorosłych ludzi. Tak że to naprawdę może nas połączyć, nawet w dużej grupie.
Pisanka dawniej była też czymś w rodzaju lekarstwa.
Ponieważ kiedy pisanka była poświęcona, stawała się — ja tak zawsze dzieciom tłumaczę — takim magicznym przedmiotem.
I co można było z nią robić? Jeśli trzymano ją w domu, to na przykład gdy ktoś poważnie zachorował, można było włożyć pisankę do wody i tą wodą obmywać chorego.
Jeśli chorowały krowy albo konie, to toczono jajko po boku zwierzęcia — i to też miało leczyć.
Jeśli był pożar, rzucano jajko przez dom, wierząc, że to powstrzyma ogień.
Jeśli zostawało jajko, często zakopywano je pod jabłonią, ponieważ wierzono, że wtedy drzewo będzie rodzić dużo owoców.
Tak samo, gdy budowano nowy dom, również zakopywano jajko pod nim, aby to było szczęśliwe miejsce i znajdowało się pod ochroną.
Jakie są księdza pierwsze wspomnienia związane z Wielkanocą?
o. Jaan Łajkosz: Tu trzeba wrócić o kilkadziesiąt lat, do dzieciństwa. Wtedy zbieraliśmy się całą rodziną jeszcze przed świtem. Trzeba było jechać rowerami albo pieszo dostać się na pociąg z Białki do Białego Boru. A potem – ze stacji w Białym Borze znów iść pieszo do cerkwi. Panowała podniosła atmosfera. Zawsze było trochę chłodno. Często zdarzał się jeszcze przymrozek. Zbierało się dużo ludzi – i wszyscy szli do Płaszczanicy. Przyjście do Płaszczanicy było czymś bardzo сакральnym, boskim. Kiedy człowiek się tam znajdował, miał wrażenie, że dotyka czegoś poza granicami codziennego życia – czegoś, czego nie da się ani zobaczyć, ani do końca pojąć. To było głębokie i szczególne doświadczenie. Mistyka – coś wzniosłego, jakby w tym momencie wchodziło się w inną rzeczywistość. I sama procesja: słońce już wschodziło, rozbrzmiewały dzwony, ministranci dzwonili małymi dzwoneczkami – to było niesamowite przeżycie. Kształtowało ono duchowość nawet u małego chłopca, pozwalało odczuć obecność Boga.
A czym dziś jest dla księdza Wielkanoc?
Dziś to zapewne więcej pracy, bo jako kapłan muszę włożyć więcej wysiłku, aby wszystko to mogło się właściwie dokonać. Jednocześnie ważne jest nie tylko samemu uczestniczyć, ale też przekazać – słowem, głosem, poprzez wszystkie obrzędy – tę głębię i tajemnicę Zmartwychwstania Pańskiego. Dlatego teraz jest więcej zaangażowania w przygotowanie do Paschy. Ale oczywiście pozostaje też radość. Jest ona podobna do tej, którą odczuwałem w dzieciństwie. Kiedy idę na procesję i rozbrzmiewa „Chrystus zmartwychwstał”, czuję, jak ta radość mnie ogarnia i unosi. Kiedy obchodzimy cerkiew i śpiewamy „Zmartwychwstanie Twoje, Chryste Zbawicielu”, przeżywamy to nie jak aktorzy, lecz jak świadkowie. Jak ci, którzy naprawdę widzieli Zmartwychwstanie: widzimy pusty grób, jak niegdyś niewiasty niosące mirrę czy uczniowie Jezusa, i słyszymy wieść – On zmartwychwstał. Procesja i jutrznia mają głęboką symbolikę. To szczególny stan duchowy, w którym człowiek jakby zanurza się w modlitwie: obchodzi ołtarz, okadza, rozbrzmiewają ektenie, kanon – i żyje się tym, trwa w tym ruchu, jakby w duchowym tańcu wokół świątyni. Szczególnie poruszający jest moment podczas sticher Paschy: „Niech powstanie Bóg i rozproszą się Jego wrogowie”. Wtedy cała cerkiew ożywa, ludzie podchodzą do kapłana, pozdrawiają się: „Chrystus zmartwychwstał – prawdziwie zmartwychwstał”. To bardzo osobisty moment – każdy podchodzi, całuje krzyż, Ewangelię, ikonę. Służę już ponad czterdzieści lat, ale za każdym razem mnie to inspiruje. Jest w tym uniesienie, głęboka radość. Patrzy się na ludzi – i wszyscy podchodzą, nikt się nie rozchodzi, każdy chce się przywitać. Nawet w chórze się zmieniają, by mieć tę możliwość. To naprawdę wyjątkowe doświadczenie. Dla mnie Wielkanoc to święto nad świętami.
Z jakim wielkanocnym przesłaniem chciałby Ojciec zwrócić się do tych, którzy dziś szczególnie cierpią?
To trudny czas dla wielu ludzi – zwłaszcza dla Ukraińców, którzy nie z własnej woli znaleźli się tutaj. Są rozdarci – tu żyją już trzy–cztery lata, a tam mają rodzinę: męża, rodziców, dzieci, często na froncie.
To bardzo trudne doświadczenie. Ale trzeba spojrzeć na to przez pryzmat Wielkanocy. Wielkanoc to święto zwycięstwa. Nasz Pan zwyciężył śmierć. Pokazał, że to, co duchowe, jest silniejsze niż to, co przemija.
Dlatego chciałbym życzyć szczególnie Ukraińcom, aby to święto było dla nich dniem nadziei – że zło się skończy. Nie wiemy kiedy ani jak.
Tak jak przy Zwiastowaniu – anioł Gabriel mówi Maryi dobrą nowinę, a ona pyta: jak to się stanie? Nie rozumie. A on odpowiada: moc Najwyższego cię osłoni.
Czyli otrzymasz siłę, która pozwoli ci sprostać temu, czego teraz nie rozumiesz.
Myślę, że tak samo jest z nami – potrzebujemy tej wiary, że to święto jest świętem nadziei. Bóg się zatroszczy. Nie wiemy kiedy ani jak, ale dzień zwycięstwa nadejdzie i będziemy się wszyscy z niego radować.
Dlatego życzę wszystkim – Ukraińcom, grekokatolikom, prawosławnym, a nawet niewierzącym – aby w dniu Paschy żyli tą nadzieją, dali się jej prowadzić. Nadziei, którą przynosi Jezus przez swoje Zmartwychwstanie.
Bo zwycięstwo jest po naszej stronie. Może nie dziś, nie jutro – ale przyjdzie. Na pewno przyjdzie, bo z nami jest Pan.
Pożegnanie
04.04.2026 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)
Kalendarz historyczny:
1103 — książę kijowski Włodzimierz Monomach rozgromił Połowców.
1147 — książę Jurij Dołgoruki zorganizował w Moskwie wielki bankiet na cześć swojego sojusznika, księcia Nowogród-Siewierskiego Światosława Ołgowicza. To pierwsze kronikarskie wspomnienie o Moskwie.
1894 — urodził się Dmytro Czyszewski, ukraiński uczony-encyklopedysta; badacz literatury ukraińskiej i słowiańskiej.
1953 — urodziła się Kvitka Cisyk, amerykańska piosenkarka pochodzenia ukraińskiego, wykonawczyni ukraińskich pieśni ludowych i popularnych.
1984 — zmarł Ołeh Antonow, ukraiński i radziecki konstruktor lotniczy, stworzył ponad 60 typów samolotów i szybowców.
1998 — w Doniecku w wyniku wybuchu w kopalni im. Skoczyńskiego zginęło 63 górników.
2004 — oficjalnie wprowadzono ukraiński interfejs językowy Wikipedii.
Informacje:
Rosja ponownie przeprowadziła złożony atak rakietowo-dronowy na Ukrainę w biały dzień. Według danych Sił Powietrznych Sił Zbrojnych Ukrainy odnotowano 579 środków ataku. Większość udało się zniszczyć, jednak stwierdzono trafienia 11 rakiet i 27 dronów w 20 lokalizacjach. Do ataku odniósł się prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski:
Rosja nie przestaje atakować naszego państwa, rakietami i dronami różnego rodzaju, zarówno w nocy, jak i w dzień — po Charkowie, naszej Poltawszczyźnie, Żytomierszczyźnie i wielu innych miastach oraz społecznościach Ukrainy. Po Kijowie i okolicach — i to w czasie, gdy bez przesady cały świat pragnie zakończenia tej wojny, wojny Rosji przeciwko Ukrainie. I kiedy ta wojna nakłada swoje destrukcyjne skutki również na inne wojny, które trwają obecnie.
I kiedy zespół prezydentów Stanów Zjednoczonych, nasz zespół i zespoły europejskie podeszły maksymalnie blisko i rzeczowo do rozwiązania kwestii gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy, które są potrzebne, aby pokój był naprawdę pewny. Gwarancje bezpieczeństwa powinny stanowić silną strukturę z różnych komponentów, przede wszystkim komponentów militarnych, i dotyczą tego, na co gotowi są partnerzy, aby zapobiec powtórzeniu agresji Rosji. Potrzebne są gwarancje finansowe, aby każdy nasz żołnierz dokładnie wiedział, że jego służba będzie w pełni zabezpieczona.
Prezydent Wołodymyr Zełenski mówił o tym podczas uroczystości, na której odznaczył przedstawicieli narodu krymskotatarskiego państwowymi nagrodami i wyraził wdzięczność za to, że są z Ukrainą. Zełenski przypomniał, że agresja Rosji rozpoczęła się właśnie od Krymu. Zwrócił uwagę, że na to pozwoliła m.in. słaba reakcja świata:
Nie możemy pozwolić nikomu zapomnieć, że tylko Rosja jest odpowiedzialna za tę wojnę. I że do pełnoskalowej wojny Rosja szła stopniowo, krok po kroku, a pierwszy jej agresywny krok był krokiem właśnie przeciwko naszemu Krymowi. W latach 90., podczas kryzysu wokół Tuzli, później Rosja przygotowywała grunt, aby zabrać nasz Krym.
W 2014 roku właśnie od tego rozpoczęła się rosyjska okupacja Krymu. I tym krokiem Rosja się nie ograniczyła, ponieważ zamiast silnej moralnej reakcji świata była reakcja słaba i cyniczna. Zdobywając wtedy Krym, Rosjanie poczuli, że mogą pozostać całkowicie bezkarni.
Świat nie zareagował tak, jak należało. Rosja poczuła, że może spokojnie otrzymywać tę nagrodę. Nasz Krym i jeszcze z zamkniętymi oczami świata.
Wojna, niestety, zawsze trwa dalej, jeśli agresor ma poczucie, że można mu wszystko wybaczyć i coś ofiarować. Obecnie walczymy maksymalnie zasadniczo, aby agresor nie otrzymał żadnej nagrody za wojnę. Aby Rosja rzeczywiście odpowiadała za wszystko, za agresję wobec nas, naszych ludzi, wobec całej Ukrainy.
I aby rosyjskie zbrodnie wobec ludzi, państwa, suwerenności, niepodległości i naszego Krymu nie pozostały bezkarne. I gdy czasem proszą nas o zachowanie się słabo, cynicznie, odpowiadamy bardzo zasadniczo. Rosja nie może zarabiać na wojnie ani z wojny.
Sankcje świata powinny działać realnie. Rosyjska agresja nie może być normalizowana przez nikogo.
/
Dziesiątki podrobionych plakatów partii „Tisa” w języku ukraińskim rozwieszono w drugim co do wielkości mieście Węgier — Debreczynie. Policja zatrzymała sprawców i skonfiskowała setki plakatów, ale nie chce ujawnić, kto zorganizował tę akcję.
/-/
W imieniu mojej koleżanki Jarosławy Chrunik i swoim własnym serdecznie życzymy Wam Wesołych Świąt Wielkanocnych — w tym czasie, kiedy święcimy koszyki wielkanocne i przygotowujemy się do rodzinnego stołu.
Niech te święta będą spokojne, zdrowe i pełne ciepła oraz światła. Niech wspólne spotkania przyniosą szczere rozmowy i poczucie prawdziwej bliskości.
Dbajcie nadal o swój język, wiarę i kulturę, przekazujcie je kolejnym pokoleniom i pozostawajcie zjednoczeni. Dziękujemy, że jesteście z nami. Życzymy miłego dnia.























