„Citizen Vigilante” – kino zemsty czy czysty nihilizm?

Armie Hammer jako Michael Sanders w filmie „Citizen Vigilante”
Fot. Event Film Distribution/mat.pras.
Elon Musk i wiele prawicowych środowisk uważa, że film Uwe Bolla padł ofiarą cenzury ze względu na swoje jednoznaczne stanowisko w sprawie migracji. A może jednak to jest niebezpiecznie nihilistyczny obraz i zasługuje na zwalczanie go?
Gościem Łukasza Adamskiego był Jan Pawlicki, dziennikarz, scenarzysta filmowy i publicysta.
Film o samotnym mścicielu, który zabija w Europie imigrantów stał się dla wielu środowisk konserwatywnych symbolem oporu wobec polityki migracyjnej państw europejskich. Film Uwe Bolla, reżysera filmów powszechnie uznawanych za bardzo złe, nie dostał w Niemczech kategorii wiekowej pozwalającej mu wejść na ekrany kin. Wtedy do akcji wkroczył Elon Musk i udostępnił go za darmo na 48 godzin na platformie X. Film, w którym gra Armie Hammer, były gwiazdor upadły w Hollywood po oskarżeniach natury obyczajowej, obejrzało ponad 20 mln widzów. Do tego dochodzi popularność w licznych serwisach VOD.
Problem w tym, że ten film prezentuje skrajnie nihilistyczną wizje walki z nielegalną imigracją. Dlaczego środowiska prawicowe, które z zasady powinny spoglądać w kwestii migracji choćby na stanowisko papieża, tak bardzo zachwycają się taką wizją? Czy można mówić, że „Citizen vigilante” to film symbolizujący alt-prawicę, która zastępuje w USA i w Europie tradycyjnych konserwatystów?
Jan Pawlicki, dziennikarz i scenarzysta. Od stycznia 2026 roku wydawca w Kanale Zero. Wcześniej był szefem Działu Promocji Instytutu Pileckiego W latach 2016–2017 pełnił funkcję pełnomocnika zarządu TVP ds. produkcji filmowej i serialowej, a od stycznia do lipca 2016 roku był dyrektorem programu 1 TVP. W latach 2013–2015 związany z Telewizją Republika, wcześniej pracował w TVP Info, Discovery Historia i TVN.
Posłuchaj audycji Łukasza Adamskiego
Autor: Ł. Adamski
Redakcja: P. Getka




























