Igor Herbut opowiada o płycie „Żeremie” i Męskim Graniu

Igor Herbut. Fot. Dorota Szulc
„Żeremie” to tytuł najnowszej solowej płyty Igora Herbuta. To kontynuacja opowieści zawartej na jego debiucie – albumie „Chrust” z 2020 roku – zapis bardzo osobistych i intymnych doświadczeń artysty, ale także sentymentalnych podróży w przeszłość.
Tytuł krążka jest bezpośrednio związany z debiutanckim solowym albumem Herbuta „Chrust”, bowiem chrust jest materiałem budulcowym żeremia. To dla niego metafora domu, bezpieczeństwa, relacji oraz prób ułożenia sobie życia z tego, co jest dostępne. Czy oznacza także stabilizację?
Czy to jest finalne miejsce? Czy budujemy je sami z kimś? Czy światło, które wpada do tego żeremia jest dobre, czy może jest informacją, że jest ono nieszczelne i należy poszukać nowej drogi? Myślę, że każdy słuchacz zinterpretuje to po swojemu. Ja dzielę się swoim doświadczeniem
– odpowiada Igor Herbut.
Wracam w nim do rodzinnego domu. To sentymentalna podróż do rozmów i przebywania z moim dziadkiem. To niesamowity, mądry człowiek. To były bardzo ważne dwa dni, gdy nagrywaliśmy klip w moim Przemkowie. Ten utwór jest bardzo mi bliski i ma mnóstwo symboli z mojego dzieciństwa
– dodał artysta.
W dniu naszej rozmowy premierę miał także klip do koncertowej interpretacji piosenki „Kiedy powiem sobie dość” zapowiadającej album „Męskie Granie 2026”.
To było bardzo pracowite, wspaniałe, wyjątkowe lato. Działy się piękne rzeczy. I jeszcze trwa ten rok, który był bardzo kreatywny. A w następnym będzie 15-lecie mojego zespołu – Lemon. Chcemy ten jubileusz w jakiś sposób celebrować. Nie mogę się tego doczekać!
– podsumował.
Posłuchaj audycji Piotra Szauera
























